Liwio, jesli bedziesz rozpamietywac, bedzie Ci jeszcze trudniej. Pomysl- ja bym zwariowala, gdybym chciala rozpamietywac, plakac i uzalac sie nad soba (moj zwiazek to 12 lat- nikt mi nie wroci czasu). A to naprawde byla wielka milosc. Bol jest- od mojego blizszego kontaktu z bylym mezem uplynelo 10 m-cy. Od wyprowadzenia sie z domu, zostawienia go 8. Boli jak cholera. Ale ni wolno o tym myslec. Codziennie wpieram sobie, ze jestem szczesliwa bez niego. I nawet czasami (coraz czesciej) jestem szczesliwa. Bo nigdy nie bylo tak zle jak wtedy, gdy cierpialam bedac z nim.
Gozdzik- bardzo wspolczuje sytuacji. Poniekad sprawe znam. U mnie problem pojawil sie, gdy ja stracilam sily. Mam nadzieje, ze Twoj malzonek nie jest takim typem, jakim byl moj- nie bezie sie karmil Twoja slaboscia.
Podobne tematy
Tęsknisz , bo straciłaś coś czego tak naprawdę jeszcze nie zaznałaś , ale uwierz mi ,że jak znow się zejdziecie powinny otworzyć się oczy twojego serca , bo to w nim mieszka twój ból ------masz chyba rację Roxano, ale czy ja kiedykolwiek zaznam jeszcze prawdziwego uczucia??
Codziennie wpieram sobie, ze jestem szczesliwa bez niego. I nawet czasami (coraz czesciej) jestem szczesliwa. -----------babuleńko też tak próbuję, ale kiepsko mi to wychodzi.
Wiem , że już nigdy nie będzie tak samo. Dziś rano był po córkę, dzwonił jego telefon. To była kobieta-"oddzwonię później"-powiedział, a kiedy się oddaliłam poszedł za auto i tam z nią rozmawiał. Ale mi próbuje udowodnić, że szukam kogoś i chcę kimś zamienić jego.....Mam kontakty w necie z facetami, z jednym sie umówiłam jak wcześniej wspominałam, ale to nic poważnego...........A on szuka chyba mojej winy, jak nasze małżeństwo jest tylko na papierze:-(
198 2009-10-31 22:16:40 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2009-10-31 22:22:30)
Liwio jestem właściwie tu nowa i tak na świerzo przeczytałam Twój wątek i powiem ci, że wszyscy co do Ciebie piszą mają rację!!Twój mąż długi czas daje Tobie fałszywe sygnały niby ratujące związek, stawia warunki do wykonania, jest roszczeniowy i podły, wymyśla Twój brak czułości czy mieszkanie z teściami i całe szczęście,że nie zaczęłaś ich spełniać, zniszczyłby Ciebie psychicznie i stawiał kolejne warunki. Tak nie zachowuje się facet , który kocha i chce naprawić związek, tak zachowuje się facet, który prowadzi podwójne życie i nie jest do końca zdecydowany co chce z tym dalej robić!!.Nie musi być w to zaangażowany fizycznie ale emocjonalnie na pewno. Ktoś mu daje to ciepło i zrozumienie, ktoś rozumie biednego faceta, który ma żonę skupioną wyłącznie na dziecku, zapominającą o jego potrzebach ( mało seksu) i z wiecznie wtrącającą się teściową.Mam wrażenie, że w pewnych momentach ( fragment o Mc Donaldzie) dziecko traktuje przyczynę zniszczenia związku, jak rywala-pojawiło się dziecko i zajęło Jego honorowe miejsce, pojawiło się dziecko- żona zapomniała o swojej kobiecości ,mam mniej seksu, mniej czułości, którą przelała na dziecko, ono jest ważniejsze ode mnie, jest dobrą matką, ale przecież nie za to ją pokochałem, kiedyś była inna itp.
Liwio nie daj się nabierać na czułości, uśmiechy, odbudowa związku to ciężka praca obojga małżonków, to szczere rozmowy,rozumienie potrzeb partnera. Tu są tylko warunki i nic więcej.
Teraz dopiero zaczynasz myśleć prawidłowo, powinnaś mieć własne zycie, nie przejmować się kaprysami męża, być pogodną i uśmiechniętą, dawać mu do zrozumienia,że masz zaplanowany czas i nie czekasz na jego wizyty, nie odbierać jego telefonów...dopiero jak zobaczy co traci, zacznie o Ciebie zabiegać, a jeżeli nie, to znaczy,że nie był Ciebie wart i tyle. Zacznij go olewać tak jak on olewa Ciebie. Nie daj się złapać na tych internetowych znajomościach, mała zazdrość mu nie zaszkodzi, natomiast konkretne dowody może wykorzystać przeciwko Tobie. Trzymaj się cieplutko.
To jest Maju doskonałe podsumowanie, chyba taki post poraz kolejny chciałam przeczytać! dzięki
Witam. Bedzie dlugo ale chce byc wyczerujaca zebyscie mogli ocenic moja sytuacje.
Mam problemy z mezem, ale nie potrafie stwierdzic w jakim stopniu sa one rozwiazywalne, czy mozna jeszcze powalczyc o zwiazek czy juz najlepsze byloby tylko rozstanie.
Mam 31 lat, maz 33. Poznalismy sie 3 lata temu, po poczatkowym 3 miesiecznym spotykaniu sie na stopie kolezenskiej w koncu sie zwiazalismy. Wowczas spedzalismy razem bardzo duzo czasu, bardzo szybko tez razem zamieszkalismy. Wszystko bylo dobrze. Maz z czasem okazal sie balaganiarzem, ale tolerowalam to, tlumaczac sobie ze przeciez gdy kogos kocham powinnam to zaakceptowac i ze nic wielkiego mi sie nie stanie, jezeli np. jemu sie troche kawy rozleje a ja to zetre. itp. Po 10 m.cach mieszkania razem zaszlam w ciaze ( nieplanowana - blad w kalendarzowych obliczeniach ) nie bylismy gotowi, on sie bal, ja tez, on decyzje zostawil mnie; w koncu ja zadecydowalam ze urodze, ze najwyzej bedziemy musieli nieco bardziej sie zdyscyplinowac, ale to nic przeciez sie kochamy. Ciaza przebiegla spokojnie, w miedzyczasie wzielismy slub. Wszystko bylo pieknie. Po urodzeniu corki sprawy sie nieco zmienily; Mialam problem z zaakceptowaniem nowej sytuacji, najbardziej doprowadzala mnie do szalu koniecznosc przystawiania dziecka do piersi niekiedy 2 razy w ciagu 1 godziny. Przez 2-3 miesiace sie meczylam. W dzien bylam z dzieckiem nie mialam czasu na jedzenie, mala plakala, domagala sie spania z cycem w buzi. Nie bardzo wiedzialam co robic, czulam sie zwiazana. Planowalam ze podczas macierzynskiego bede pracowala nad projektem wlasnej dzialalnosci gospodarczej. Ale w tej sytuacji nie bardzo bylam w stanie cokolwiek zrobic. W tym czasie pojawily sie 1sze konflikty z mezem: To ja bylam inicjatorka: zaczelam od niego wymagac sprzatania po sobie, zaczelam wymagac wiekszego zaangazowania przy opiece nad dzieckiem, dal meza stalo sie jasne: "zmienilam sie, stalam sie zrzedzaca jedza jak wszystkie baby po slubie i urodzeniu
dziecka" . Czyli mezowi zaczely przeszkadzac moje wymagania, ale on zaczal stawiac mnie swoje: wczesniej gdy pracowalam, on gotowal, w sobote razem ze mna troche posprzatal, taraz zaczal domagac sie abym to ja dbala o dom , podczas mojego urlopu
macierzynskiego. Znalazlam sie w nastepujacej sytuacji: w domu z dzieckiem wymagajacym uwagii, z wymaganiami meza odn. prowadzenia domu, utrzymania czystosci, ugotowania do tego z moimi planami rozwoj dzialalnosci gospodarczej, ktore szly jak krew z nosa. W miedzyczasie malzonek zaczal przynosic do domu rozne dodatkowe zlecenia, nad ktorymi pracowal po powrocie z pracy i w weekendy ( i znowu to ja sama opiekowalam sie dzieckiem ) Dodaje iz wszelkie zarobione przez niego dodatkowe pieniadze zachowywal dla siebie. My mielismy wspolny budzet ktory byl zasilany pol na pol. Sytuacja taka przestalawala mi sie coraz bardziej podobac: mialam plany, ktorych w dzien z racji tego iz opiekuje sie dzieckiem i zajmuje domem nie jestem w stanie realizowac, do tego wieczorami tez musze sie dzieckiem zajmowac a kiedy dziecko w koncu zasypia, ja tez padam z nog, w weekendy tez, bo malzonek sobie dorabia. Zaczelam sie buntowac i znowu uslyszalam ze jestem "gleda i zrzedliwa jedza, ktora sie czepia, on przeciez nic zlego nie robi, a ja powinnam byc dumna z tego ze on jest taki zaradny i ze dodatkowe pieniadze potrafi zarobic" Tak, tylko ze moim kosztem!!!
Od tamtego czasu minelo 14 scie miesiecy, jak sytuacja wyglada obecnie: Oczywiscie planow nie zrealizowalam, malzonek czesto wypomina mnie to iz nie potrafilam niczego skonkretyzowac, nie tak jak on. Zarzuca mi ze nie posiadam "ducha poswiecenia". dzieki ktoremu moglabym spac po 4 godziny dziennie, byleby tylko moc w spokoju po nocach realizowac swoje projekty. Porownuje mnie do mojej matki, ktora tez miala zrywy do prowadzenia dzialalnosci gosp, ale koniec z koncem prowadzenie firmy ja przeroslo, zadluzyla sie itd. Nie przyjmuje moich tlumaczen - jako ze " jak moja matka szukam tylko sposobu na to aby wytlumaczyc sie z mojej nieudolnosci i braku wiedzy
i ze tak naprawde usprawiedliwiam moj brak poswiecenia i calkowitego zaangazowania".
Cofne sie w czasie nieco - w lipcu wrocilam do pracy po urlopie wychowawczym , na krotko, poniewaz 1szego dnia zaproponowano mi nastepujaca ugode z racji nadmiaru personelu: wyplacenie odprawy w wysokosci 40 tys euro w zamian za moje zwolnienie sie. Wraz z pozostalymi odprawami, zaleglym urlopem itd, bylo to nieco ponad 50 tys euro na reke. Plan byl taki: chwytam okazje i szukam nowej pracy, w najgorszym wypadku szukanie nowej zajmie mi kilka miesiecy, zapas kasy mam i jeszcze powinno zostac. Zgodzilam sie. Obecnie jestem w domu i szukam pracy. Dziecko w dzien jest w zlobku, wiec mam czas i spokoj: wysylam od 35 do 50 kandydatur dziennie, do tego robie robie dodatkowy kurs. Jak wyglada sytuacja z malzonkiem? A no taka: jestem w domu, to powinnam sprzatac, zmywac naczynia, robic zakupy, ugotowac, mile widziane wyprasowanie koszul, przyszycie guzika - bo przeciez kazda normlana zona tak robi, szczegolnie ta ktora jest bezrobotna. Malzonek po przyjsciu z pracy wykapie dziecko, pomoze z jej ubraniu i juz zasiada przed komputerem: pracuje, dorabia, ma dodatkowy projekt. Ja musze dziecku zrobic jesc, nakarmic, napoc i polozyc spac. W weekendy malzonek tez czesto pracuje. Ja sie buntuje, bo twierdze ze szukanie pracy jest priorytetem i to zabiera czas, ze ja w domu siedze nie dlatego iz jestem domowa gosposia, tylko dlatego iz mialam plan, on go tez podzielal wiec teraz go realizuje i nie mam zamiaru sie rozpraszac czyms innym. Przez co rozumiem ze mam swiete prawo traktowac MOJ PLAN na rowni z jego praca, ktoremu to poswiecam 8 godzin dziennie a po godzinach oboje dzielimy sie obowiazkami w rownym stopniu jako ze pomimo tego iz nie pracuje, budzet domowy zasilam w rownym stopniu (!!!) Dla niego jest nie do pojecia ze ktos moze poswiecac 8 godzin dzienie na wysylanie cv i absolutnie nie godzi sie na rowny podzial obowiazkow. Stanelo na tym ze na dom poswiecam 1-2 godz. dziennie. Efekt jest taki iz malzonek zarzuca mi i tak ze gowno robie. Biorac pod uwage ze mieszkanie mamy o powiezchni 120 m2, , 1-2 godziny dziennie wystarcza jedynie na pozbieranie porozrzucanych zabawek dziecka, pozdejmowania prania ze sznurka, poskladania i powkladania do szaf i czegos tam jeszcze.
W ub. piatek zostalam zaatakowana: nie kupilam chleba i wody i nie umylam naczyn: dzien wczesniej zacielam palec podczas krojenia i troche mi odstawala skora. Stwierdzilam ze nie bede moczyc rak, poczekam az sie nieco lepiej zablizni. Dla malzonka moje tlumaczenie bylo jedynie "marnym usprawiedliwainiem mojego lenistwa, mojego braku poczucia odpowiedzilanosci. A to ze idac dzien wczesniej do sklepu zapomnialam mu kupic cukerkow o ktore poprosil, bylo dowodem na to ze na "mnie nie mozna polegac". Malo tego, te moje zaniedbania sa dowodem na to ze go nie kocham, bo sie nie staram. Wyrzuca mi ze : nie okazuje uczuc i czulosci; jako ze jestem DDA, pomyslalam sobie, ze kurcze, faktycznie byc moze jest to prawda, ALE ku upewnieniu sie zapytalam w takim razie o jakie okazywania uczuc Ci chodzi? No i sie dowiedzialam, ze to nie o glaskanie i przytulanie, tylko o POSWIECANIE i wychodzenie naprzeciw jego oczekiwaniom, zgadywanie zachcianek i robienie wszystkiego zeby czul sie konfortowo po powrocie do domu, szczegolnie wowczas kiedy ma stresujacy w pracy okres. Acha, do tego jeszcze uslyszalam ze pozwolil mnie podjac kiedys decyzje za nas obojga a ja mu zrujnowalam zycie, bo czuje sie nieszczesliwy, niekochany, a on zasluguje na bycie z kobieta ktora go bedzie NAPRAWDE KOCHALA...i bedzie mu okazywala uczucia, poswiecajac sie itd. bo przeciez to czyny sa najlepszym dowodem milosci i oddania. Przy czym zebym nie miala watpliwosci jako przyklad prawdziwej milosci i czulosci podaje mi ...swojego tatusia. On to robil wszystko zeby tylko synus czul sie dobrze, placil mandaciki za synka, placil ubezpieczenie samochodu, zadluzyl sie zeby placic jakies zobowiazania synka tak ze teraz 80% jego emerytury idzie na splate kredytow. Dla mnie to szczyt glupoty, dla malzonka, to dowod na milosc i szczyt poswiecenia. To takie czesciowe naocznienie problemu. Fakt jest taki ze u nas do spiec w efekcie ktorych dochodzi do slownych utarczek dochodzi mniej wiecej 1 w miesiacu, podle sie wowczas czuje, spac nie moge, mysle, zastanawiam sie czy to ja jestem taka ZLA i PODLA i NIECZULA, czy to on ma szczeniackie wymagania. Do tego malzonek zupelnie nie przebiera w slowach, mnie nie pozwala sie wytlumaczyc, czy chocby nawet przedstawic mojego punktu widzenia, bo dla niego to wyglada tak ze na sile probuje go przekonac ze to ja mam racje a nie on. Wiec nie jest sie w stanie dojsc do konkretnego porozumienia, dyskusja konczy sie tym iz on ozenil z niewlasciwa kobieta, ze jestesmy rozni, ze ja jestem nieczula, ze jestem tak jak moja matka ( ktora on zna tylko z moich opowiadan ), po czym nieodzywamy sie do siebie przez jakis czas, pozniej zaczyna sie wymiana informacji dot. corki, czy innych neutralnych rzeczy, a dzien pozniej malzonek robi sie slodki jak miod, nadskakuje, wyrecza, zagaduje, zwraca sie typu "kochanie" , itd. dochodzi do tego ze niekiedy nawet przeprasza za wybuch, ale byl zdenerwowany, czasem twierdzi ze to ja go do takiego stanu doprowadzilam, czasem ze to stres z pracy albo sie sie martwi i cos tam. Ja mam ta wade iz nie nosze urazy i nawet jezeli przez 2 kolejne dni gryze sie z myslami, czuje sie podle to po tych 2 dniach o sprawie zapominam...do nastepnego razu. I przy kazdej kolejnej okazji czuje sie jeszcze gorzej, bo dochodza do tego wyrzuty sumienia i zlosc na sama siebie za to ze w trakcje tego miesiaca wzglednego "spokoju" ja o calej sprawie zapomnialam.
Moja pozycja w nastepujacej sytuacji jest taka: na pewno nie mam zmiaru tolerowac tej sytuacji. Nie odpowiada mnie ona. Nie potrafie jedynie zrozumiec, w ktorym momencie oczekiwania mojego meza sa podstawne a w ktorym momencie jest to takie "szukanie dziury w calym", czy tez egoistyczne zachcianki.
Dla mnie to cale jego domagania sie sa przesadzone, szczeniackie wymagania rozpieszczonego synusia-tatusia, ale moge sie mylic. Wiec prosze Was o ocene.
I jeszcze jedna sytuacja:
W czerwcu sie przeprowadzilismy. Dokladnie w dzien przeprwadzki w nocy, corka zaczela wymiotowac, na nowym juz mieszkaniu wywiazala sie nastepujaca sytuacja: Dziecko mialo jakis wirus zoladkowy, nie jadla przez kilka dni, wymiotowala, musialam jej podawac plyny i sole mineralne, lyzeczka po lyzeczce, zeby nie powodowac wymiotow, zaraz po tym zaczely jej sie wyrzynac 4 gorne zeby, przez kolejny tydzien, 10 dni, a nastepnie zaczela odmawiac picia, jedzenia, placz, w nocy niespala: okazalo sie ze zlapala angine. Caly ten ciag "chorob" trwal ok. miesaica, w tym samym czasie malzonek
rowniez sie rozchorowal. Nie wiadomo z jakiego powodu, zaczal miewac 37,5° non stop. Oprocz tego zadnych objawow oprocz oslabienia. Chodzil do pracy poczatkowo a po pracy "odpoczywal" przed komputerem. Bral jakies antybiotyki, ktore nie daly rezultatow. Podwyzszona temperatura trwala rowniez okolo miesiaca. W tym samym czasie ja zmagalam sie z rozpakowywaniem pudel, przestawianiem mebli, ukladaniem rzeczy i sprzataniem, rzeczy ktore musialy byc zrobione, z uwagi na to iz corka raczkowala, wszystkiego dotykala i brala do buzi, wiec chcialam wszystko zrobic i posprzatac jaknajszybciej. Do tego choroba corki i znikoma pomoc ze strony meza, ktory twierdzil ze jest chory, slaby i musi wypoczywac (siedzac w glownej mirze przed komputerem). Wywiazala sie brzydka sytuacja, sporo konfliktow: ja zarzucalam mezowi przesadzanie i brak wsparcia w postaci przynajmniej zamkniecia sie z corka w jednym pokoju i zajmowanie sie nia, aby mnie umozliwic spokojne sprzatanie, ukladanie, przesowanie mebli. On z kolei zarzucal mnie ze zamiast opiekowac sie nim i corka, przez kilka dni ukladalam rzeczy, znosilam
pudla do piwnicy i sprzatalam i co najwyzej to troske okazywalam jedynie corce ( wowczas 9 cio miesiecznej! ) . Zarzucil mi ze podczas gdy on byl tak bardzo chory i sie martwil ja bylam obojetna, ze on moglby umrzec i ja bym sie tym nie przejela i ze podczas gdy on wymagal zdrowego pozywienia bo byl chory ja gotowany posilek przygotowalam jedynie 1 raz dziennie i to co drugi dzien a reszte byly to saltki, albo niedaj boze musial pokroic sobie chleba i jakiejs wedliny sam. Podczas gdy jego tatus tak bardzo sie martwil o niego, ze dzwonil 3 razy dziennie zeby sprawdzic jak sie czuje. Oczywicie Tu byl dowod na prawdziwa troske tatusia i z kolei na moja zupelna obojetnosc! Dla mnie sytuacja wygladala tak: gdyby on laskawie zajal sie jedynie dzieckiem: siadl w fotelu zamkniety z nia w jednym pokoju, wziol ja na kolana i pokazywal ksiazeczki czy cokolwiek, przykryty kocem: nie zmeczyl by sie, odpoczywalby tak czy inaczej a ja moglabym skonczyc robote w 3 razy krotszym czasie i wowczas moglabym zajac sie nim. W konsekwencji jego zachowania ja bylam rozbita pomiedzy corka, przeprowadzka, nim i podczs gdy normlanie z ukladaniem po przeprowadzce uwijalam sie w 2 dni ( nie byla to pierwsza przeprowadzka ) w tym przypadku calosc zajela ok. 3-4 tygodni! Bo tyle trwala tajemnicza "choroba" malzonka i seria problemow u corki. On tego nie rozumie, dla niego ja byla egoistka, nieczula i niewlasciwie ustanowilam priorytety. Co tylko dowodzi ze on w chorobie moze liczyc tylko i wylacznie na swojego tate, ktory to umie kochac go PRAWDZIWIE.
Tutaj tez chcialabym wiedziec gdzie lezy granica. I czy faktycznie okazalam sie taka nieczula. Dla mnie maz przez powyzsza sytuacje znowu udowodnil jakim jest rozpieszczonym gowniarzem. Dla mnie temperatura 37,5 to bynajmniej nie powod do dramatyzowania, jezeli zle sie czuje to sie lezy przez 2-3 dni pod 5 ma roznymi przykryciami i sie WYGRZEWA. Taka opcje zaproponowalam tez mezowi, ale on polezal przez pol dnia po czym wracal odpoczywac a to na balkonie z papieroskiem a to przed komputerem. Jak Wy oceniacie opisana sytuacje??? I czy ktos wie czy jest mozliwy powrot do rownowagii, np. poprzez terapie w parze i z osobna, czy powinnam raczej optowac przy odseparowaniu sie? Czekam na odpowiedzi.
choraneta. Nie wiem, co Ci napisac. Wspolczuje. Niestety, mezczyzni sa wychowywani jak ksiezniczki (w wiekszosci). Oczywiscie, solidaryzuje sie z Toba. Ale nie jestem w stanie nic doradzic
. Pozdrawiam.
Witam Was serdecznie.
Jestem poraz pierwszy na forum i potrzebuje porady.
Otóż jestem za granicą z mężem i nasze stosunki małżenskie są na skraju przepaści. coraz częście zastanawiam się nad rozwodem choć tego nie chce. Problem mój polega na tym że mój mąż jest maminsynkiem, ale to on dzwoni do rodziców dwa razy dziennie, pisze z bratem na skype jak tylko wróci z pracy. Zwraca się do brata nie po imieniu lecz mówi Misiu. Jeśli zaczynam z nim spokojnie rozmawiać na ten temat to i tak dochodzi do kłótni. Uważa że sie czepiam, że wszystko mi przeszkadza. Niemoge na nie go liczyć wogole. Kupuje wszystko do swojego domu dla brata w ukryciu, żebym ja nie widziała. Wszystkie sparwy załatwia sam albo dzwoni do rodziców o porade...jeśli nawet zapyta mnie o zdanie to i tak zrobi to co bedzie uwazał on za słuszne a mi powie że nie mam racji. Ostatnio nawet była sytuacja że musielismy zmienic auto, sytuacja nas do tego zmusiła. otóż nasze auto sprzedał tacie ( ma niby oddawać pieniadze w ratach,bo nie ma pieniedzy) a my musieliśmy sie zapożyczyc u mojej rodziny i u zanjomych na to żeby kupic drugie auto. Na dodatek musimy oddać bardzo duzo pięniedzy do urzedu skarbowego i tez z nie odpowiedzialności mojego męza. A on uważa że jesli byłabym dobra żona to zamiast wyrzucać mu wszystko to sama mogłabym to załatwić, tylko że ja nie znam jezyka a on tak. Mam juz dośc i nie wiem co mam robić. Może to ja jestem problemem.... Pomóżcie Prosze
Stokrotko-mąż naprawdę jest "uzależniony" od rodziny. Spróbuj z nim porozmawiać, powiedz, że nie czujesz, że jesteś najważniejsza, a przecież odkąd się pobraliście to Wy powinniście być dla siebie wsparciem. Pewnie rozumiem, że chce się poradzić rodziców, brata, ale to Ty powinnaś być jego głównym doradcą. Zdaję sobie sprawę, że trudno dotrzeć do takiego mężczyzny jak Twój mąż-mam przyjaciółkę, która jest w podobnej sytuacji i jeszcze jej mąż jest jedynakiem..
Rozmawiałam wiele razy, wiele łez wylałam, ale on sie zmieniał na dzień dwa, a potem to samo...... Oszukuje tylko siebie i jego, bo tak naprawde jest mi źle w takim toksycznym związku i uważam że taki człowiek sie nie zmieni. Dziękuje bardzo za radę
Pozdrawiam serdecznie
stokrotko, na podstawie swojego doswiadczenia moge tylko napisac, ze obawiam sie, iz to sie juz nie zmieni. Moze byc raz lepiej, raz gorzej, lecz nie bedzie normalnie. Pozdrawiam.
Ostatnio wydawało mi się , że stosunki między mną a mężem polepszyły się. Powiedział, że kocha mnie nad życie, ja jego także.
Może od początku-dowiedział się nie wiadomo skąd , że poznałam kogoś w necie-ale ten ktoś odszukał go-męża, aby "upewnić" się, że piszę prawdę. Mąż poczuł się bardzo urażony, że komuś obcemu opowiadałam o tym, że było mi źle przez ostatni czas w moim małżeństwie. Nie ukrywałam, przed tym mężczyzną, że chciałabym być znowu szczęśliwa i zakochana, pisałam , że wydaje mi się , że to już naprawdę koniec mojego małżeństwa....Mąż ma do mnie o to pretensje-bo uważa, że skoro go kocham to nie powinnam z tym facetem w ogóle rozmawiać.....może ma racje?? Może skoro kocham męża to powinnam mu tą miłość okazywać mimo, że nie mieszka ze mną......tylko ja nie czuję tego, że mąż chce odbudować nasz związek. Wciąż mówi, że nie dawałam mu tego czego chciał, że nie okazywałam mu tak uczuć jak on mi okazywał, że nawet w jego rodzinie są kobiety, które robią to świetnie w stosunku do swoich mężów, a ja nie. Pytam-to co w takim razie było to, że ja byłam z Tobą zawsze, w każdej ciężkiej sytuacji, w chorobie, w bezradności, nawet w czasie pijaństwa-okazuje się, że to nie było przejawianie uczuć do męża tylko moja powinność jako żony!!!-cholernie mnie to zabolało, bo wiem, że może nie byłam tak "wylewna" jak on do mnie w okazywaniu miłości-ale dla mnie ważne było to, że jestem zawsze z nim, obok niego, służę sobą, swoją pomocą , poradą , miłością.
Najgorsze jest to, że mam chęci walki o męża, ale on mnie gasi. Ciągle robię coś nie tak! Albo nie tak spojrzałam, albo nie tak powiedziałam, albo uważam, że zrozumiałam swoje błędy, ale wcale w jego przekonaniu tego nie widać......a jego wkładem w ratowanie związku jest to, że przychodzi do naszego domu-do dziecka i to już powinno być dla mnie bodźcem do działania w jego mniemaniu. Ja już nie wiem czy ja naprawdę nie umiem rozmawiać z nim, czy naprawdę byłam taką złą żoną? Jak widzę jego podejście do mnie-nie chce mi się walczyć mimo, że kocham tego człowieka. On jest prawie obojętny wobec mnie, ja nigdy taka nie byłam w stosunku do niego! Ja już nie wiem dziewczyny-może ze mną jest coś nie tak, może ja nie umiem już walczyć o tą miłość?????? Czuję, że siadam-nie wiem co robić?
Nie słowa się liczą lecz czyny, a ze słów twojego męża jak na razie nic nie wynika..to tylko słowa.
Przez moment poczuł,że mógłby cię stracić, więc zwrócił się ku tobie..jednak to tylko pozorny powrót.
Majwyrażnej zasmakował w życiu " kawalera" "dochodzącego tatusia"...a ty nadal samotnie walczysz o związek. Właściwie to zostałaś porzucona...bo to nie są normalne relacje męża i żony, porzucona kobieta szuka wsparcia i ciepła...szkoda tylko, że zrobiłaś to w momencie w , którym niejako "zawisłaś w próżni" , nie zdecydowałaś się na zakończenie związku z mężem lub rozpoczęcie związku z innym mężczyzną. Nie można chwytać nowej liny trzymając się poprzedniej...chyba Twój mąż tu postępuje podobnie, z tym,że to on odszedł. Skoro ciebie porzucił jakie on może mieć pretensje?? Właściwie żyjecie jak w separacji przychodzi tylko do dzieci...
Liwio absolutnie nie pozwól sie oskarżać, bo wina jego jako męża jest diametralnie większa...i nie daj się nabierać na pozory ratowania związku....bo tylko ty tu walczysz.
Porozmawiaj z mężem, ale tym razem stanowczo,skoro chce ratować wasz związek niech wraca do domu i zachowuje się jak mąż i dosyć z oskarżaniem ciebie bo ty też dużo na niego masz i tak możecie odbijać sobie piłeczkę bez końca... zaczynacie nowy rozdział... skoro nie chce
ty przejmujesz sprawy w swoje ręce i uwalniasz się raz na zawsze od tego nieczułego manipulanta i toksyka...totalnie uzależniłaś się od niego, on to widzi i wykorzystuje, tak dalej być nie może...
Musisz być silna Liwio, weż się w garść i porozmawiaj z nim....zobacz jak zareagował kiedy zobaczył, że może być ktoś inny, ale w sumie zobaczył też ,że nic mu nie grozi obrócił całą sprawę przeciwko Tobie....Tak dalej być nie może powinnaś absolutnie wziaść sprawę w swoje ręce inaczej dalej będzie manipulował Tobą jak lalką.....
Najwyrażniej odpowiada mu takie życie na odległość i wymyśli wszystko..aby je uzasadnić...tak naprawdę nie chce tego zmieniać, dobrze mu bez ciebie.
W sumie tracisz przy nim dużo nie masz męża, nie możesz też na nowo ułożyć sobie życia..bo liczysz na to,że go będziesz miała....cały czas w zawieszeniu...czas najwyższy dowiedzieć się na czym tak naprawdę stoisz. Bardzo współczuję, dziewczyny dały ci tutaj dużo mądrych rad, ale ty nikogo nie słuchasz..mam wrażenie,że piszesz, po to żeby pogadać, tak też można...
maja84- to madra babka. posluchaj chociaz jej ![]()
Dziewczyny-uwierzcie mi, że słucham Waszych rad, ale nie jest mi łatwo, bo wciąż kocham go i wydaje mi się, że ja naprawdę miałam trochę winy w tym wszystkim. Różniliśmy się zawsze tym, że on działał spontanicznie, tak tez uczucia mi okazywał. Ja za to, zawsze ułożona, nie wypadało na forum pokazywać mu moich uczuć. I w ogóle miałam raczej trudności w ich okazywaniu, wydawało mi się , że jakoś kobiecie "szczególnie" nie wypada. To jedno do czego doszłam, wydaje mi się, że tu był mój błąd. A co do innych spraw, nic nie mogę sobie zarzucić:(
Liwia kochasz go? Miłłość nie polega na kurczowym trzymaniu się manipulanta....a tak właśnie to wygląda. Nie okazywałaś mu odpowiednio uczuć? To tylko usprawiedliwienie jego postępowania...tego co z Tobą robi przed Tobą i samym sobą....takim postępowaniem on ma tu czyste ręce ,przecież nie on tu jest winien tylko Ty. Przyjęłas tu rolę ofiary i robi z Tobą co chce. Gdybyś rzeczywiście nie okazywała mu uczuć nie ożenił by się z tobą, on po prostu poznał drugie lepsze życie...być może inne kobiety. Jest zupełnie niedojrzały do roli męża i ojca ......to go zwyczajnie przerosło...żle się czuł w domu więc zwiał.. ( prawdopodobnie miał do kogo)i to jest cała prawda.
Dopóki będziesz ofiarą nic się nie zmieni, wspaniale wykorzystuje twoją słabość bo w tym wszystkim Twoją winą jest właśnie twoja słabość...słabszy jest zawsze ten , który jeszcze kocha..zastanów się nad tym. Facet ma to do siebie, że nigdy nie odejdzie od kobiety , którą kocha, będzie się pieklił, trzaskał drzwiami,gryzł ściany, ale z domu nie odejdzie, jeżeli on odszedł od ciebie to znaczy,że jest już bardzo żle.
Wróci i co? Będzie ci piętrzył wymagania, którym Ty nie będziesz mogła sprostać i znowu będziesz winna, a on będzie miał czyste rączki. Tak nie postępuje człowiek, który kocha, Twój związek jest toksyczny, chory, dopóki tego nie zrozumiesz nie będziemy mogły ci pomóc....musisz być silna Liwio i przestać być tu ofiarą....albo wraca do domu i wspólnie z tobą ratuje związek..albo niech da ci spokój....
Dzięki Maja! Słowa "wstrząsu" są mi potrzebne! Jak czytam takie posty dostaje siły i wiary w siebie. Uściślając-to ja go spakowałam, ale powiedziałam, że to jest po to by nim wstrząsnąć, prosiłam, żeby nie odchodził, a jednak to zrobił!
Wczoraj dostałam od niego smsa-"odpuszczam"! Dziś mu powiedziałam, że nie będę sama ratowała tego związku, jak chce to niech odpuszcza, bo i tak nic nie rozbił, żeby ratować "nas". I że ja sama nie jestem w stanie nic zrobić, jeśli on ma bierna postawę wobec tego wszystkiego, a ja w naszym związku nigdy bierna nie byłam. Nie wiedział co ma powiedzieć. potem przyjechał po dziecko i zaczął mnie całować i mówić, że kocha, że chce być ze mną itp. Normalnie to jest już jakaś paranoja, ja się już gubię!!!!!
212 2009-11-26 21:54:10 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2009-11-26 21:57:22)
Bądz twarda Liwia,niech ci nie robi wody z mózgu, albo wraca albo do widzenia... i dosyć oskarżania ciebie, teraz niech on się zacznie starać.
Liwio...będzie ciężko, ale uwierz teraz lepiej..moi rodzice rozeszli się po 31 latach małżeństwa kiedy teoretycnie lepiej bo ja i siostra jesteśmy dorosłe..ale w rzeczywistości nie wygląda to tak pięknie - o ile siostra żyje swoim życiem tak ja cierpie bo oni walczą ze sobą poprzez moją osobę.. lepiej jeśli teraz powiesz dość i dziecko przywyknie do tej sytiuacji to po raz, po dwa zasługujesz na kogoś lepszego! tylko właśnie to jest paradoks bitej kobiety - nie odejdzie od mężą bo go kocha, a on kiedy nie bije okazuje jej uczucie..bo czego tak naprawdę oczekujemy od naszych partnerów/chłopaków/mężów ?? miłośći! jesteśmy w stanie dużo znieść i przeboleć ale niech to przyniesie jakieś efekty!! a nie że to będzie tak że Ty się poświęcasz, narzucasz ze swoją dobrocią i miłością a On jako pan i władca teraz będzie karał Ciebie za wszystko co mu się nie podobało kiedys czy też teraz! nie albo oboje walczymy albo to koniec.. kochana nie udzwigniesz tego ciezaru sama..naprawde
Dziewczyny! To znowu ja!
Nie wiem czy ze mną jest coś nie tak?? Wciąż tu pisałam jakie mam poczucie winy, jak mąż je powoduje, jak go nadal kocham.............
Pod koniec miesiąca minie pół roku jak z nim nie mieszkam. I wiecie, że moje zachowanie jakoś się zmienia w stosunku do niego................
Mianowice-widuję go dość często, przychodzi do mnie do domu, do córki, niby mówi, że mnie kocha, a powrót do domu-jak twierdzi- "rozważa". Często też całuje mnie, chce się kochać ze mną, bo podobno mu tego bardzo brakuje. I tu powiecie , że jestem nienormalna-ale zdarza się, że mu ulegam. Cały problem tkwi w tym, że zaczęłam przyzwyczajać się do mojego życia tylko z córką. Moje życie zmieniło się, jeszcze bardziej dbam o siebie, mam znajome i znajomych, czuję się dobrze i atrakcyjnie. Mam wiele swobody i poczucia, że ja mam życie we własnych rękach, że teraz moje potrzeby są na pierwszym miejscu a nie potrzeby męża! Sprawa jest dziwna-bo...kiedy on przychodzi tu często jestem złośliwa w stosunku do niego, wiele razy głupio mu odpowiadam, męczy mnie nawet chwilami jego obecność w moim domu i myślę sobie kiedy już w końcu pójdzie. Co to jest za uczucie, bo ja dziewczyny nie wiem, nie potrafię go sprecyzować????
WITAM. WPADLAM DZISIAJ NA TO FORUM PRZECZYTALAM I... JAKBYM CZYTALA O SOBIE. ZNAM MOJEGO MEZA OD 10 LAT ( CO ZA IRONIA - DZISIAJ WLASNIE JEST ROCZNICA) I CHYBA NIE JESTEM SZCZESLIWA. WLASCIWIE NIE MAMY WSPOLNYCH ZAINTERESOWAN, NIGDZIE RAZEM NIE WYCHODZIMY, OSTATNIO JUZ NAWET ZE SOBA NIE SYPIAMY. ZYJEMY OBOK SIEBIE, JEGO CALYMI DNIAMI NIE MA W DOMU, PO PRACY IDZIE DO " ZNAJOMEGO" BARU. NIE MOZEMY SIE DOGADAC. WLASCIWIE TO CZASEM MYSLE ZE JESTEM Z NIM Z PRZYZWYCZAJENIA. KIEDY OBSERWUJE ZNAJOME PARY TO IM ZAZDROSZCZE. PRZYTULAJA SIE DO SIEBIE, CHODZA RAZEM NA SPACERY, BAWIA SIE Z DZIECMI, KAZDAWOLNA CHWILE SPEDZAJA ZE SOBA. JA TEZ PRAGNE CZULOSCI, MILOSCI , WSPARCIA, PRZYJAZNI. NIE MAM NIC Z TYCH RZECZY. CIAGLE TYLKO KONFLIKTY. NAJBARDZIEJ BOLI MNIE TO TERAZ PRZED SWIETAMI, I CHYBA NIE BEDA ONE RADOSNE CHOC BARDZO BYM CHCIALA ZE WZGLEDU NA SYNKA...
Witam. Jestem właściwie tu po raz pierwszy. Zdecydowałam się napisać, bo może ktoś powie mi co robię nie tak... właściwie mój związek małeżeński ma już prawie 3 letni staż. Wszystko na pozór wygląda idealnie. ale no właśnie, tylko chyba już tak wgląda. Mam dobrego męża, bardzo Go kocham, właściwie niczego nam nie brakuje, ale jakoś ciężko nam się pod pewnymi wzgędami dogadać. Pracuje w domu po 16 czasem nawet godzin, nie odchodzi od komputera, no chyba, że na obiad, zawsze jak coś mu nie wychodzi, to jest to w 79% moja wina, bo mogłam mu pomóc, wyręczyć Go, właściwie słowo wyręczyć słyszę w formie, "a ktoś to zrobi za mnie". Ja rozumiem, że ma dużo pracy, nawet jakoś specjalnie nie staram się mu w niej przeszkadzać, wszystko załatwiam sama, nawet te czasem bardziej męskie prace w domu, np. "wbicie przysłowiowego gwoździa w ścianę". Często też w soboty i niedziele pracuje, poświęca mi czas wedle własnego uznania, ale jakoś już do tego przywykłam, nie złoszczę się, bo wiem, że i tak to nic nie da, ale już chyba zaczynam być zmęczona, że wiele jest takick spraw w których mógłby mi pomóc, a jeśli nawet nie to wykazać, choć cień zainteresowania, a przypuszczalnie i tak bym Go nie fatygowała, ale chodzi nawet o sam fakt, że pyta, że zauważa mnie...Natomiast problem w tym, że kiedy próbuję mu o tym jakoś powiedzieć, że emocjonalnie źle znoszę Jego obojętność, taką ignorację i chciałabym odrobinę czułości, popatrzenia na mnie jak na partnera a nie na kogoś , kto we wszystkim Go wyręczy jak kiedyś mama. Nie wiem mogłabym pisać wiele, ale chyba już sama nawet nie mam siły,chciałabym bardzo coś w naszym życiu poprawić, bo mam 25 lat, a nie chcę by następne 25 tak wyglądało z mojej perspektywy, zwłaszcza, że jeszcze nie ma dzieci....a co jak się pojawią, to zaczną się pewnie pretensje że Jego potrzeby są ignorowane a ja będę czuła się winna, ale tak przemęczona fizycznie i psychicznie, że odpuszczę, a naprawdę tego bym nie chciała... a najbardziej nie chcę kiedyś stwierdzić że Go już nie kocham bo zmarnował mi życie. LIczę na pomoc. Pozdrawiam
Samotna.................
Znów bezsilna............
Zraniona............
Nie mogę się podnieść...........
Nie mogę zrozumieć jak można kogoś zostawić kochając go..............
Nie zostawia sie ukochanej osoby, nie rani sie ukchanej osoby, nie zneca się psychicznie nad kimś kogo sie kocha, Liwio oprzytomnij wreszcie!!
Już 2010r-moje dziecko właśnie zasnęło, a ja nie mogę powstrzymać łez. Pół godziny przed północą zadzwonił mąż-usłyszałam, że podjął ostateczną decyzję-nie chcę być z Tobą, na początku stycznia składa papiery rozwodowe!!! Dziś jeszcze usłyszałam popołudniu jaką byłam nieczułą żoną, dzwonił do niego telefon-to była kobieta!!!!Może naprawdę byłam zła, niedobra, nieczuła...............
Ludzie się pewnie teraz bawią, a ja siedzę tu, boję się potwornie samotności, kocham nadal i płaczę nie widząc sensu dalszej mojej egzystencji!!!!!!!!!!!!!!!!!
wiem jak jest Ci ciężko, jak trudno jest Ci się pogodzić z myslą, że już nigdy nie będziecie razem. Musisz to wytrzymać, nie myśl że byłaś zlą żoną, jaka byś nie była a on gdyby Cię kochał inaczej rozwiązał by tą sytuację. Nie możesz siebie obwiniać. Liwio pomyśl co mogłabyś zrobić teraz żeby być szczęśliwą, jak możesz pokierować swoim życiem aby było udane. Nie załamuj się nie poddawaj to najgorsze co mogłabys teraz zrobić.
Najlepszego w Nowym Roku Liwio ![]()
Liwia, ja tez spedzilam samotnie tego sylwestra. To w ogole byly moje pierwsze Swieta bez niego. Od 12 lat. I widze, jak odzywam. Mimo wszystko. zacznij wreszcie dostrzegac dobre strony tej sytuacji. Mozesz sie uwolnic od toksycznego goscia, zwiazku. Mozesz dac wreszcie swojemu dziecku wsparcie, nie matke tlamszona przez ojca i wiecznie zaryczana. Badz silna. To moje zyczenie na ten Nowy Rok. Juz czas sie wziac w garsc.
222 2010-01-04 23:23:17 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-01-09 15:32:54)
Dzięki kobietki, jest ciężko, ale jakoś próbuję się trzymać i myślę czasami, że ja chyba jestem głucha i ślepa na to co Wy tu do mnie mówicie-a macie na pewno 100% rację!!!!
Znów ja-głupia, naiwna idiotka próbowałam "naprawiać" to wszystko! A on co na to-"na nic więcej cię nie stać tylko na marne smsy, które już na mnie nie działają". Chyba straciłam poczucie własnej wartości, a on robi ze mną co chce, właściwie teraz to już nic nie robi-zwisam mu całkowicie, olewa mnie ile może!!!
Liwio, jeśli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj".Punkt 10 regulaminu mówi o tym.Pozdrawiam - moderatorka Agatka
Witam. Mam naprawdę nietypowy problem, otóż mój mąż nie potrafi zachować się w towarzystwie, nie zna podstawowych zasad kultury (mimo że staram się naprawiać to, co pominęli moi teściowie). Nie potrafi przepuścić kobiety pierwszej przez drzwi, na początku przychodząc do mojego domu musiałam mu przypominać że musi powiedzieć "Dzień Dobry", zapomina podać ręki innym facetom, nie wspominając już o pocałowaniu dłoni kobiety. Jesteśmy razem od 6 lat, cały czas pracuje nad Jego zachowaniem, ale zaczyna mnie to już przerastać. Wkurza mnie że to ja muszę wychowywać swojego męża i coraz częściej mam żal do swoich Teściów. Przez te jego braki, moja rodzina raczej się za Nim nie przepada, a mnie - rzecz jasna - jest bardzo przykro.
No i taka uwaga na koniec: mój mąż to człowiek wykształcony, na stanowisku i kompletnie bez manier... Do tej pory nie rozumiem jak to możliwe!!!
225 2010-01-22 11:13:01 Ostatnio edytowany przez tesciowa (2010-01-22 11:14:44)
nie wspominając już o pocałowaniu dłoni kobiety.
Nie przesadzajmy. Dla mnie osobiście to raczej nie smaczne zachowanie. No chyba, że chciałbym się podlizać " teściowej". W nie, których regionach bynajmniej u mnie faceci czy kobiety wzajemnie sobie podają dłonie. Bez całowania. Nie widzę nic w tym dziwnego. Co do pozostałości to się z Tobą zgadzam. Ale czy Ty tego nie widziałaś na początku? Wtedy Ci nie przeszkadzało jego zachowanie? A wiem liczyłaś, że się zmieni..... Mądre słowa kiedyś wyczytałem " jak na początku nie podoba Ci się cos w partnerze/partnerce. To nie licz, że później się zmieni na lepsze. Później będzie tylko gorzej. U mnie właśnie tak było.
pozdrawiam,
Od początku szokowało mnie jego zachowanie, ale zrobiłam bilans jego wad i zalet i stwierdziłam: właściwie dlaczego nie! Miałam i dalej mam nadzieję że wiele zachowań jeszcze wyprostuje, chociaż jest niesamowicie ciężko. W trakcie naszych rozmów często nawet przyznaje mi racje, ale potem i tak się nie stosuje albo w małym stopniu. Może to jakaś blokada, sama nie wiem. Piszesz "chyba że podlizać się teściowej" Czasem tak powinno być!!!
Pozdrawiam
A ja uwazam, ze albo kochasz kogos pomimo jego wad, albo sobie odpusc. Jeslii na poczatku nie przeszkadzalo Ci jego zachowanie, teraz tym bardziej nie powinno. Nie wolno nikogo zmieniac. Widzisz, maz Liwii probuje wymusic na niej zachowanie, ktore do niej nie pasuje. Mnie tez chcial zmieniac (moj byly maz). To swiadczy o niedojrzalosci, bo albo kochasz i akceptujesz, albo zostaw. Gdybym sie uparla, moglabym przez cale malzenstwo nienawidzic meza za jego, moim zdaniem, niestosowne zachowanie. Ale skupialam sie na pozytywach- na tym, co spowodowalo, ze go pokochalam. On dawal soba manipulowac i oczekiwal, ze zmienie sie z osoby aktywnej zawodowo w kure domowa. A t5ak sie nie da. Pokochal osobe z pasja...
Osobom z dobrymi manierami żyje się łatwiej, dlatego będe kontynuować to co zaczęłam...
wydaje mi sie ze jesli ktos juz taki jest to trudno ci bedzie go zmienic,ale zastanawiam sie jak zwróciłas uwage na faceta który Cie nie przepuscił w drzwiach i nie powiedzial prosze czy przepraszam,?....ja bym nie zwróciła....,bo dla mnie jest to zwyczajnie chamskie,ale nie oceniam Cie,...moze sprubójcie w domu jakos cwiczyc te zachowania,..przy codziennych czynnosciach,sama niewiem ..bo szkoda zeby facet wykształcony-jak pisałas,nie znał podstawowych zasad kultury,chyba rodzice go nigdy tego nie uczyli,i dlatego...?pozdrawiam.
Szczególnie na początku niesamowicie mi imponował: on facet naprawdę na stanowisku a ja taka szara myszka, niestety wtedy pewne sprawy przegapiłam. Dopiero później wyszło to w praniu...
231 2010-02-19 19:51:44 Ostatnio edytowany przez agamat78 (2010-02-19 19:57:58)
hey Lena 2008, myślę że problem taki jak Ty ma wiele kobiet i trudno sobie z nim poradzić. Uważam że dorosłego człowieka trudno wychować, ale życzę powodzenia i trzymam kciuki
Witam Was wszystkie!
Jestem na tym forum pierwszy raz......szukam porady, czegokolwiek.....
Jestem 7 lat po ślubie i dowiedziałam się, że nie jestem czułą kobietą....że od jakiegoś czasu mąż zastanawia się czy mnie kocha (choć uważam że jesteśmy zgodnym małżeństwem)
Mąż uważa, że cała moja uwaga skierowana jest na moim dziecku, że on też potrzebuje zauważenia, przytulenia, czułości.......Problemem jest też to, że on wciąz mnie okłamuje, kręci......może w zwykłych codziennych sprawach, ale dla mnie szczerość jest bardzo istotnym elementem. Jego hobby (-a jest ich wiele) jest na pierwszym planie...ale jeśli cokolwiek w życiu mu nie wychodzi-to jedyną osobą, w której widzi oparcie jestem ja! Tylko jak jego problemy prostują się-ja znów jestem na szarym końcu ....Długo by tu pisać na ten temat......
Może któraś z Was pogada ze mną o tym, chętnie rozwinęłabym tą wypowiedz i może mi cokolwiem doradzicie, wyjaśnicie..........Wczoraj np. mój mąż był z kolegami na meczu (większe widowisko), mecz skończył się o 23 a on do domu wrócił o 3 nad ranem, nawet nie pofatygował się zadzwonić i powiedzieć gdzie jest i kiedy mniej więcej wróci (i to niejeden taki przypadek)....zrobiłam mu burę i cała rozmowa o mojej "nieczułości" właśnie z tago wynikła...
Dziwnego masz męża skoro jest zazdrosny o własne dziecko ![]()
Mysle ze powinien bardziej zainteresowac sie rodziną która dzie jego zasługom moze sie rozpaść. Powiedz mu prosto z mostu ze dla niego jego hobby jest na pierwszym miejscu a dla ciebie dziecko, wasze dziecko, owoc waszej miłości. Warto tez przeprowadzic szczera rozmowe usiasc powspominac to jak było za czasów chodzenia, nażeczenstwa a jak jest teraz, co sie z wami stało???
Witam was wszystkie!
Jestem tu nowa ... szukam porady
Jestem męzatka 3 lata, przed ślubem mój mąz miał dziewczynę, która bardzo mu sie podobała i pewnie by sie z nia orzenił gdyby nie fakt, ze powiedziała mu ze nigdy nie bedzie miała dzieci (jakieś problemy pooperacyjne), wtedy poznał mnie i ja zostawił, powiedział mi o wszystkim, było wszystko dobrze ....do niedawna, odswierzyli swój kontakt z nią - piszą praktycznie codziennie, spotykali sie kilkakrotnie, gdy rozmawiam z męzem o niej mówi że ona jest mężatka od pół roku, że nie mam powodu byc zazdrosna a chce miec z nią kontakt bo jest wyjątkowa kobieta. Dodam że niedawno przed ich bliższym kontaktem okazało sie ze ja tez nie moge mieć dzieci, prawdobodobnie tylko invitro. Ja mu nie zabraniam kontaktu znią ... ale uwarzam że chyba jest ich kontakt za bliski, za częsty, to chyba ja poowinnam być jego oparciem a nie ona, czasami tak czuje, a czasami myśle że gdy sie okazała ze i ja nie mogę mieć dzieci to może teraz mnie zostawi...
Co mam myśleć o tym wszyskim.... co mam robic... czy moje obawy są bez podstawne jak twierdzi mój mąż ..... co mam robić...
masz realne obawy, tym bardziej skoro wiesz dlaczego rozstal się z była. Jak długo jesteście małżeństwem
trzy lata jestesmy małżeństwem, ale co mam myśleć o ich bliskich kontaktach.... dlaczego... poco... co mam robić ...
Weronko,
Biorąco pod uwagę to co napisałaś, używając wyobraźni, szukając podobnych doświadczeń własnych i ludzi, których dane było mi poznać, patrząc przez pryzmat męskiej uczuciowości, chcąc zrozumieć Twojego męża, zakładając, że jest człowiekiem z kręgosłupem moralnym...
Coś jest w powiedzeniu, że stara miłość nie rdzewieje ale nie sądzę by odnowło się w nim po 3 latach uczucie miłości do tamtej kobiety. Myślę, że jest zauroczony i zaślepiony niezwykłością spotkania się z kimś bliskim po latach, poddał się tej niezwykłości, lekko o Tobie zapominając i podejrzewam, że trochę gubiąc się w labiryncie swoich uczuć. Nie chcę podejrzewać tamtej kobiety, że ma tę całą sytuację obliczoną na odebranie Ci męża. Rozumiem, że jest Ci niezręcznie robić mu awantury, czy zabraniać im spotkań - nie warto iść w kłotnię, na to zawsze znajdzie się czas, a im późniejszy, tym lepszy. Nie wymagaj by Twój mąż zerwał tamten kontakt tylko dlatego, że jesteś zazdrosna, że Ci z tym źle. Gdyby tak się stało nigdy nie uwolniłabyś się od niepewności co czuje do Ciebie mąż i co niesie dla Ciebie przyszłość. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby spotkać się z tamtą kobietą, poznać ją, może macie ze sobą więcej wspólnego niż Ci się wydaje. Zaproponuj mężowi zebyście ją zaprosili do siebie, niech pozna Ciebie i Twojego męża od tej rodzinnej strony, tej o której prawdopodobnie niewiele rozmawiali na swoich spotkaniach- możliwe że omijali ten temat sami nie wiedząc czemu. Podkreślaj delikatnie istnienie uczucia między Tobą a Twoim mężem. Twoje spotkanie z tamtą kobietą w jakimś stopniniu nie pozwoli by doszło do odizolowania się Twojego męża i tamtej kobiety od Ciebie i możliwe, że da Ci więcej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.
Jeżeli czujesz, że mąż stał się wobec Ciebie taki trochę nieobecny, że się trochę od Ciebie oddala, nie oznacza to, że jego uczucia wobec Ciebie się zmieniły - możliwe, że znalazłaś się w takiej sytuacji w której samej potrzebując czułości męża musisz tę czułość dawać jemu, być jak latarnia morska, zaznaczając swoją obecność, przypominając mu o sobie, że jesteś, że czuwasz, że czekasz. Nie oznacza to jednak, że masz udawać, że wszystko jest w porządku. Bądź tą dobrą, która chce by mąż był szczęśliwy, ale która również zasługuje na czułość i pragnie jej, której również można zadać ból i sprawić smutek.
Bądź tą dobrą, bądź latarnią morską. Może nieśmiało zaproponujesz mu jakieś wspólne wyjście - tak dla spędzenia razem i tylko razem czasu? może zbliża się jakaś data, z którą wiąże się dla Waszego związku ważne wydarzenie? Może ma jakieś ulubione danie? Może macie jakieś bardzo przyjemne i radosne wspomnienia - takie tylko Wasze, które warto sobie przypomnieć? Małe rzeczy a jak wiele może w nich być Ciebie i Twojego męża! To bardzo ważne.
Nie ma jednak, jakiegoś złotego środka na to by kogoś przyciągnąć do siebie i sprawić by nas kochał. Nie wiemy jak silne było uczucie tamtej znajomości ale nie deprecjonuj siły Waszego uczucia - ON JEST TWOIM MĘŻEM i bliżej mu do Ciebie niż do niej. Musisz również znać i cenić swoją wartość i godność, wymagać szacunku - to jest to co czyni Cię silną, a życie, jak wiemy a czasem (jak teraz Ty) widzimy, tej siły od nas wymaga.
Czy moje przemyślenia trafiają w rzeczywistość, w której się znalazłaś - nie wiem, ale może pomogą Ci w jakimś stopniu w jej kreowaniu i, może całkiem przypadkowo, dzięki nim uda Ci się trafić na tę właściwą ścieżkę, która poprowadzi Cie we właściwym tj. pożądanym przez Ciebie kierunku.
Pozdrawiam
C
237 2010-02-24 11:26:15 Ostatnio edytowany przez weronka (2010-02-24 11:26:36)
potajemny
bardzo Ci dziekuje za tę wypowiedz, chyba troche rozjaśniła mi myślenie męża,
Mam pytanie jeszcze - mówisz o spotkaniu, też myślałam o tym żeby ona przyszła z mężem Ale nie wiem czy do nas ponieważ w mieszkaniu w którym mieszkam obecnie z mezem to kiedyś ona mieszkała z nim i nie wiem czy to jest dobry pomysł, może bardziej na gruncie neutralnym a może tak jak mówisz ...u nas w domu żeby widziała jak sobie zrobiliśmu NASZE gniazdko, myślałam o spotkaniu z nią potajemnie przed swoim mężem i porozmawianiu o obawach moich - ale chyba nie jest to dobry pomysł... co o tym myślsz?
Pozdrawiam
mieszkanie, potajemne spotkanie...hmm
Potajemne spotkanie to trochę jak odkrycie kart - przyznanie się, że jest problem. Mężowi raczej też by się nie podobało, że coś ukrywasz przed nim i kto wie co by sobie pomyślał, gdyby dowiedział się o tym spotkaniu, pewnie zastanawiałby się o czym rozmawiałyście i od razu chciałby usłyszeć wersję tamtej kobiety.
Neutralny grunt nie jest zły - jeżeli ona już tam z nim mieszkała to najgorsze co może się stać podczas spotkania w Waszym mieszkaniu to jej wspomienia, o których zacznie opowiadać i wypytywać Twojego męża czy on to zapamiętał tak samo - możesz czyć się wtedy bardzo niezręcznie, tak jakbyś była nie u siebie.
Proponuję więc spotkanie na neutralnym gruncie. Poznaj ją i nawiąż z nią kontakt, gdy będzie trzeba to udawaj że ją polubiłaś. Gdy mąż będzie chciał się z tamtą kiedyś spotkać będziesz miała podstawę do tego, że i Ty chcesz się z nią spotykać, np bo ją polubiłaś i dobrze Ci się z nią rozmawia- zapobiegnie to wspomnianemu przeze mnie odizolowaniu. Gdy mimo to mąż będzie sam chciał się z nią widywać, będziesz mogła mieć uzasadnione pretensje do męża, pretensje których nie będzie mógł łatwo zbagatelizować, bo obiektywnie każdy przyzna, że coś jest nie tak a i tamta kobieta może wtedy tak to poczuć.
Pozdrawiam
C
Witam jestem po raz pierwszy na forum , mam nadzieję że chociaż tu ktoś mnie wysłucha i doradzi . W moim związku nie jest najlepiej , a mój mąż mówi że nie wie o co mi chodzi według niego wszystko jest ok. A ja widzę że nic nie jest ok , jestem z człowiekiem który dla innych służy pomocą w każdej chwili a ja muszę go prosic po parę razy o cokolwiek. On twierdzi że mnie kocha a ja wcalę nie czuję się kochana , kiedyś mnie przytulał, całował , kochaliśmy się częsciej ale odkąd przytyłam parę kilo to wszystko się zmieniło , chociaż on mówi że tak nie jest . Czuję się nieatrakcyjna i stara . Dbam o dom, pracuję , gotuję i staram się z całych sił , ale on niczego nie zauważa a do tego popija sobie od czasu do czasu , To moje drugie małżenstwo pierwsze to było piekło za życia z tamtego związku mam tyłko dwóch wspaniałych synów , a teraz widzę że to chyba ze mną jest coś nie tak i nie mam w życiu szczęscia i powinnam być sama . Bo za atrakcyjną też się nie uważam , i jestem z tym wszystkim sama . pozdrawiam
Liwio, co się dzieje u Ciebie? Przeczytałam wczoraj wszystkie Twoje wypowiedzi i jestem wstrząśnięta, tak się zachowuje kobieta która kocha... Tylko pamiętaj żeby zawsze odrobinę bardziej kochać swoje dziecko niż wszystkich innech na świecie. Pozdrawiam
241 2010-04-01 22:12:29 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-04-03 23:56:43)
Kami-już wszystko skończone.
On złożył papiery rozwodowe i wciąż mnie obwinia o rozpad małżeństwa, ale jeśli zadawałam mu jakiś czas temu pytanie-co się stało, że mnie zostawił-nie słyszę żadnej odpowiedzi, żadnej.....kiedyś powiedział , że byłam nieczuła.......Obecnie czekam za wezwaniem na sprawę rozwodową. Swoje życie odbudowuję na nowo, mam u boku córkę i mnóstwo podtrzymujących mnie na duchu ludzi. Oddaję się córce, pracy i temu na co mam ochotę. I uwierz mi Kami-tylko najbardziej zawsze kochałam córkę, a męża darzyłam miłością jak faceta, mojego faceta, z którym chciałam być do końca życia.......
Wciąż walczę i czasem myślę , ze to walka z wiatrakami! Czuję się oszukana, zdradzona (podobno był z jakąś w czasie naszego małżeństwa) zraniona, pomiatana........już słów mi brakuje.........:-(
Witam.
Ja niestety też mam problemy małżeńskie. Jesteśmy małżeństwem od 6 lat i mamy 4,5 rocznego synka. Do niedawna wszystko było jeszcze ok, ale jakieś pół roku temu mój mąż zaczął grać w grę komputerową. Spędzał przed komputerem po 12 godzin dziennie, nie interesując się domem, dzieckiem ani mną. Potrafił byc dla mnie czuły tylko w momencie kiedy chciał uprawiać sex. Wielokrotnie z nim rozmawiałam, prosiłam, groziłam że usunę mu konto z gry nic nie pomogło. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, spędzać czas. W końcu przestałam okazywać mu czułość i unikałam seksu i to go otrzeźwiło ale w takim kierunku, że zaczął mnie podejrzewać o zdradę. Zaczął byc zazdrosny o moje kontakty z koleżankami, z kolegami, zaczął przeglądać moje gadu-gadu i naszą klasę oraz telefon. Tłumaczyłam mu, rozmawialiśmy, nawet poszłam do psychologa, ale nic nie pomogło. Wyraźnie mi powiedział że jak nie pójdziemy do łóżka to nie dogadamy się. W końcu uległam i poszłam z nim do łóżka, ale nie wiele się zmieniło. Mąż nadal jest dla mnie złośliwy i wciąż wypytuję co robię jak go nie ma w domu, z kim piszę, z kim rozmawiam. Mam tego dość, moja psychika już mi siada. Zdałam sobie sprawę, że moja miłość do niego juz nie istnieje, ale wiem że nie zdecyduję się na rozstanie.
Nie wiem co mam robić
Może ktoś mi coś podpowie. Z góry dziękuję.
Kundzia porozmawiaj z nim. Powiedz, że oddaliłaś się od niego, bo zaczął Ciebie zaniedbywać. Przypomnij mu dawne czasy, kiedy interesował się Tobą i jak wtedy było między Wami dobrze, a teraz gdy poświęca się tylko grze a Ty czujesz się samotna- nie potrafisz się po prostu z nim kochać. Powiedz mu, że ważna jest dla Ciebie wasza relacja, ale ona ma się opierać nie tylko na seksie, że chcesz czuć, że masz w domu mężczyznę, któy Cię wspiera, pomaga Ci, a nie non stop siedzi na komputerze i przypomina sobie o Tobie tylko wtedy, gdy chce zostać zaspokojony seksualnie. Poproś go o rozmowę, usiądzcie przy herbatce i wszystko mu wyjaśnij na spokojnie. To bardzo ważne w jaki sposób poprowadzisz dyskusje. Bez nerwów na spokojnie, żeby on wyczuł, że poważnie traktujesz sprawę. Powiedz mu, że chcesz ratować to małżeństwo, ale jeśli on się do tego nie przyłączy to w pojedynkę nic nie zwalczysz i prędzej czy później to się rospadnie. Spytaj czy tego chce? Bądź dzielna. Trzymaj się
dzięki zakochana_85 ale widzisz u mnie to trwa dokładnie od 1 lutego i dzień w dzień jest rozmowa na ten temat, on przestał już grać ale i tak mimo to nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Jest tak, że ja ciągle go zagaduję, proszę żeby się odzywał. A prawda niestety jest taka, że dla niego sex jest na 1 miejscu a jak nie ma regularnego seksu to nie jest to prawdziwe małżeństwo. Nie umiem do niego dotrzeć, nie wiem jak mam mu wytłumaczyć. Powiedział mi wprost, że jest dla mnie taki złośliwy i zazdrosny z miłości do mnie !!! Ale szczerz to ja nie chcę takiej miłości, czuję się jak 5-letnie dziecko, które trzeba sprawdzać, kontrolować. Jestem załamana. Psycholog powiedział mi, że to on powinien przyjść do niego, ale on powiedział że nie pójdzie. Każdego dnia robi mi przykrość, potem przeprasza a na drugi dzień zaczyna od początku, mam dość. Kiedy wychodziłam za niego za mąż myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi (bo dzieciństwa nie miałam szczęśliwego niestety) i nie przypuszczałam, że mój mąż będzie mnie dręczył psychicznie.
No to przychodzi mi tylko do głowy jakiś drastyczny krok... np. odejście na jakiś czas, żeby sobie wszystko przemyślał i docenił to co ma?
ale podejrzewam, że ja bym tylko przekonała sie że nie chcę z nim być. Sam mi powiedział, że będzie zazdrosny zawsze, tylko to już jest chora zazdrość, bo nawet o koleżanki jest zazdrosny.
No to ja nie rozumie- nie poświęca Ci za dużo uwagi, nie ma z Tobą o czym rozmawiać, nie dba o Ciebie, jest złośliwy, a jednocześnie zazdrosny? Ja bym postawiła sprawę jasno- albo tworzymy normalny związek, czyli jest rozmowa, szacunek, zaufanie, życzliwość, pomoc, wsparcie, albo ja odchodzę, bo ileż można żyć w takim układzie? Albo w jedną stronę, albo w drugą...
i właśnie o to chodzi, że ja tez nie rozumiem??? jednego dnia mówi, że mnie rozumie, że się zmieni a na drugi dzień jest znowu podejrzliwy, zły jak nie odpowiadam na pytania a ja mam dość tłumaczenia. psycholog mi powiedział, że ja zrobiłam już wszystko co mogłam i ja sama czuję, że ten związek jest bez szans. bo albo ja będę udawać, że jest ok, że kocham albo się rozstaniemy. boję się tego co będzie, że znowu coś przeczyta i będzie miał pretensję. powiem Ci, że kolega na naszej klasie przysłał mi wiadomość, że ładnie na zdjęciu wyszłam (dodam, że znam tego kolegę 15 lat) i była awantura, że on jest zakochany we mnie, że ja mu na to pozwalam. szok po prostu.
Liwia, napisz co u Ciebie?! Wcześniej pisałaś o problemach w małżeństwie, dostawałaś wiele rad od dziewczyn... Teraz sytuacja się zmieniła ale zawsze możesz się tu wyżalić i na pewno znowu posypią się ciepłe słowa dla Ciebie!
I pamiętaj żeby się nie załamywać. Kiedyś zaświeci dla Ciebie słońce!
NIE MA TEGO ZŁEGO CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO!
Dzięki Olist!
Cóż mam pisać.....jestem po 1 sprawie rozwodowej, kolejna za miesiąc! Brak mi słów na argumenty, które podał mąż, jeśli chodzi o rozpad związku.
Na dzień po rozprawie rozmawiał ze mną- stwierdził, że jeśli ja nie chcę rozwodu to mam się na niego nie godzić-to zarządzą separację i może się zejdziemy! Słów mi brakuje!
252 2010-05-21 22:22:08 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-05-21 22:23:55)
NIE CHCĘ ROZWIJAĆ KOLEJNEGO WĄTKU, ALE PROSZĘ WAS O OBIEKTYWNĄ OCENĘ.......
Jak wiecie jestem bez męża już prawie rok. Za miesiąc mam kolejną sprawę o rozwód.
Nadal tęsknię za nim, nadal jego szafy są puste, jakby czekały na jego ciuchy.
Chciałabym, żebyście oceniły czy warto jeszcze starać się o jego powrót (bo wiem, że on nikogo nie ma, ale to on złożył sprawę rozwodową). Zacznę od tego, że kiedy wyprowadził się-pisałam do niego, spotykałam się z nim, robiłam rzeczy, które chyba naruszyły nawet moją godność, bo....jeździłam do jego domku letniskowego, on przyjeżdżał pod nasz dom-a ja wychodziłam i w samochodzie -kochaliśmy się, robiłam to też z nim w innych miejscach, zwyczajnie chciałam , aby wiedział , że chcę żeby wrócił, żeby był z nami, byłam głodna jego miłości. Wrócił do domu na 3 dni po czym sobie znów "poszedł", potem przychodził do córki i zostawał kilka razy na noc- ze mną! Dostał ode mnie bukiet kwiatów z podziękowaniem (które miało być podziękowaniem za "nasz udany , małżeński czas", chciałam jakoś wynagrodzić mu to czego niby nie czuł z mojej strony...byłam nieczuła i "tylko" średnio 2 razy w tygodniu się z nim kochałam). Kochał się ze mną, a potem wracał do siebie czyli do rodziców, słyszałam, że "balował" z kobietami w klubie i to nie raz....To wszystko trwało do grudnia, do poważnej awantury. W styczniu złożył pozew. Po 1 sprawie powiedział mi, że jeśli nie chcę rozwodu to mam mu nie dawać -sąd orzeknie separację, a my może się kiedyś zejdziemy (to jego słowa). Potem kilka razy w odpowiedzi na moje czułe smsy dostawałam odpowiedź, że "nie chcę być z Tobą". Ale ostatnio znów napisałam do niego-oczywiście pisząc jak tęsknię itp a on mi na to, że chciał żebym wyprowadziła się z domu, przy czym przedtem były też inne powody rozstania-moja rzekoma nieczułość itp.
Przechodząc już do meritum-co myślicie moje drogie o tym wszystkim. Ja mam mętlik w głowie. Z jednej strony czuje się jakbym straciła część swojej godności, z drugiej zaś mam świadomość, że walczyłam o ten związek ...i chyba wciąż nawet tymi miłymi smsami walczę. Nie wiem czy dalej powinnam to robić, mimo, że kocham go, bo był dla mnie kiedyś wspaniałym mężem?? Czy jest sens walczyć o niego, skoro on przez tyle czasu nie zareagował na moje prośby, wyznania????
Napiszcie proszę jakie jest Wasze zdanie???
To przykre ale ja bym odpuściła. Poniewaz widze że choc byś stawałą na głowie on nie będzie cię szanował. Nawet jak do siebie wrócicie ty będziesz się starała a on bedzie robił co chce. taki typ mężczyzny. czasem lepiej byc samej niz grząść w bagnie.
Indianko-dziękuję! Samej też mi to chodzi po głowie, ale nie jest mi łatwo. Braku szacunku nie zniosę, bo wiem jak to boli, ale chciałabym mieć w sobie tyle sił, żeby odpuścić to wszystko.
255 2010-05-28 08:49:53 Ostatnio edytowany przez ella1973 (2010-05-28 09:08:27)
Droga Liwio. Czytam o Twoim problemie i dziwie sie ze masz jeszcze chec walczyc o kogos kto Toba manipuluje i Cie wykorzystuje. Wydaje mi sie ze jemu jest dobrze tak jak jest. Jak ma ochote z kim sie pokochac, ale nie ma chwilowo babki, to wpada do Ciebie i wie ze w kazdej chwili mu ulegniesz. On nie chce wrocic. Poczul smak wolnosci i teraz nie musi sie o Ciebie starac skoro Ty i tak zawsze go przyjmiesz.
Jak wiesz mam podobny problem tylko ja nie potrafie zdecydowac sie z nim rozstac, bo boje sie, ze jemu bedzie za dobrze samemu i juz nie wroci. A teraz w domu sie "przydaje". Ja meza nie kocham tak bardzo jak Ty, no moze juz przestalam kochac po tym co mi robil, ale przyzwyczilam sie ze jest i boje sie zostac sama. Musimy walczyc o szacunek do siebie. Ja niestety nie potrafie. Malzenstwo to sa kompromisy i jak w pewnym dowcipie slyszlam "wzajemne swiadczenie sobie uslug" a jak na razie to my sie staramy a oni "wchodza na gotowe" i nie musza z siebie nic dawac.
256 2010-06-08 11:12:57 Ostatnio edytowany przez agawik (2010-06-08 11:16:19)
Droga Liwio ![]()
Moje poglądy na Twoja sprawę są inne niż wszystkich, niema nic gorszego niż mieszkanie z rodzicami czy teściami od samego początku to było u Was głównym problemem (przynajmniej ja tak myślę ).Młodzi powinni mieszkać sami nawet gdy mają osobne wejścia czy mieszkają trzy pietra niżej.Znam osobiście wiele małżeństw których już nie ma ,właśnie przez mieszkanie z rodzicami.A to że jesteś nie czuła czy ,że mąż cie zdradzał hm wszystko ma swój początek i koniec ja też mam wiele problemów z mężem nawet myślę o rozwodzie i głównym naszym problemem jest nieczułość brak bliskości ,nieumiejętność rozmawiania ze sobą i najważniejsze brak szacunku, wieczne wyzwiska i poniżanie siebie wzajemnie i sypie się powoli wszystko jedyne co mnie trzyma to dzieci bo mam i dwójeczkę i one bardzo są związane z tatą .Wiesz myślą o Twojej sytuacji może powinnaś spróbować się wyprowadzić oczywiście pozostawiając sobie możliwość powrotu do rodziców - może właśnie twojego męża męczy to mieszkanie z twoimi rodzicami wiesz nie wiem jakie są relacje między nim i twoimi rodzicami.Może on czuje się nie dowartościowany tym ,ze zawdzięcza wszystko Tobie i ma dość bycia wdzięcznym i z tą te wszystkie problemy , brak szacunku nie racjonalne zachowania "tonący wszystkiego się chwyta żeby nie utonąć pamiętaj"To jest moja pierwsza wypowiedz na tym forum odpowiadam dlatego że ja jestem właśnie ta osoba która zawdzięcza mężowi to ze ma gdzie mieszkać-właściwie wszystko on tak twierdzi itp.bo moja sytuacja była nie ciekawa i poniekąd rozumiem bunt Twojego męża bo nasze problemy właśnie od tego się zaczęły na szczęście nie mieszkamy z żadnym z naszych rodziców i dzięki bogu bo już by nie było dawno naszego małżeństwa .Pisze o sobie żebyś zrozumiała ze kobiecie ciężko wytrzymać w takiej sytuacji a co dopiero facetowi, on chce być głowa rodziny a to wszystko dla niego jest poniżające bo mężczyźni mają swoje poczucie wartości a jego znikanie z domu na początku było na pewno ucieczka od problemów a ,ze później były jakieś jego wyskoki to w to już nie wnikam ,problem został za późno zauważony i tyle a to są konsekwencje uciekania z domu od problemów.Pomyśl nad tym może jeszcze jest jakaś deska ratunku: powodzenia Liwio ah jeżeli na prawdę sie kochacie to przetrwacie wszystko tylko zamieszkajcie z dala od waszych rodziców i Ty zacznij korzystać z życia i daj mu szanse dorosnąć i pokaż mu ze jego decyzje też sa ważne i nie wypominaj mu ze dzięki Tobie ma wszystko bo to nic nie da to tylko pogłębi problem Mężczyzna musi czuć się ważny ,oczywiście nie można też przesadzić żeby sie nie czuł zbyt ważny i przed wszystkim Ty musisz chcieć i być pewna swojej decyzji i tego czy na tyle go kochasz aby wytrwać ,bo to nie jest prosta sprawa i na pewno przyda sie pomoc psychologa Wam obojgu :)Kochaj siebie i innych dawaj z siebie ile możesz a dostaniesz dwa razy więcej w zamian.:)
257 2010-06-08 22:52:36 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-06-08 22:53:33)
Agawik - pewnie poniekąd masz rację!
Ale...nigdy nie kazałam mężowi być dozgonnie wdzięcznym za to, ze mamy dom, mamy gdzie mieszkać, że swoje życie tak na prawdę jemu podporządkowałam! Od samego początku wiedział, że dom jest w budowie i że tu razem zamieszkamy i też nie miał nic przeciwko temu......Moją matkę na początku lubił bardzo, ona była jego spowiedniczką z problemów z dzieciństwa , wiele razy mu doradzała w trudnych sytuacjach, bo na swoją matkę liczyć nie mógł!
Co do wyskoków-to zaczęło się już miesiąc po ślubie, gdzie chodził z komórka wszędzie , a wydzwaniała i pisała do niego jakaś kobieta......
Jeśli chodzi o wyprowadzkę to...
Wyprowadziłabym się z nim-tyle, że nigdy nie powiedział, że zmieni swoje zachowanie, że przestanie kłamać i prowadzić życie według jego zasad, nigdy! Teraz nie ma mowy o wyprowadzce, on już pół roku temu złożył pozew o rozwód, sam właściwie nie potrafi do dziś sprecyzować o co mu chodzi, więc to już jest po małżeństwie-niebawem mam kolejną sprawę rozwodową, mimo, że walczyłam o niego jeszcze do przedwczoraj...bo kocham stale tego drania!!!
258 2010-06-08 23:15:44 Ostatnio edytowany przez mindi (2010-06-08 23:16:51)
pokochasz kiedyś innego wspaniałego faceta i on ci wszystko wynagrodzi,bo los bywa przewrotny,życzę ci tego liwio i pozdrawiam
warto mieć nadzieję
Mindi-uwierz, że bardzo bym chciała żeby spełniło się Twoje życzenie! Dziękuję!
Bardzo chciałabym aby ktoś docenił to jak potrafię kochać, dawać itp......
na pewno się spełni...
żeby nie było-ogólnie to w swoim życiu jestem raczej pesymistką, jednak wierzę w ciebie .
moja intuicja mnie nigdy nie zawodzi,,pozdrawiam