dzieki Livia ;*
Podobne tematy
Witam dziewczyny, coś tu wielka cisza, ja kilka dni temu rozpoczęłam czytanie tematu o kobietach kochających za bardzo, jestem w połowie, uświadomiłam sobie, że też jestem DDA i DDD...dlatego pozwalałam na to wszystko...dlatego robiłam wszystko...dlatego dawałam z siebie wszystko otrzymując w zamian same "ciosy", udzielę się w tamtym miejscu, ponieważ jest bardziej odpowiednie, chyba przed jakimkolwiek dziaaniem najpierw muszę wyleczyć samą siebie. Byłam w środę u psychologa sama, następna wizyta za tydzień, mam do tego czasu przemyśleć, co chciałabym aby zmieniło się w moim mężu...Mam jeszcze inny poważny problem...z dzieckiem, nie orientujecie się czy jest juz założony taki temat o problemach wychowawczych podczas konfliktu rodziców, jak pomóc dziecku, o psychice dziecka w czasie rozstania rodziców, please, please jeżeli cokolwiek macie na ten temat to ja chętnie
BUŹKA
Kasia, Piegowata napiszcie dziewczynki co słychać, może coś u Was zmierza ku lepszemu? Lub wywalcie po prostu swoją złość na tych.....
pozdrowionka
kameleon, nic nie zmierza ku lepszemu, ale ja jakoś tak jestem obok tego, wiem poprostu, że już go nie kocham i tyle. Oczywiście jest przywiązanie, przyzwyczajenie, ale nie ma juz miłości to wiem na pewno. Co do dzieci DDA, DDD mój mąż jest takim dzieckiem, ale on nie chce się zmienic i każdy nowy związek, który stworzy, skończy sie tak samo wiem to na pewno. On nie potrafi podtrzmywac przyjazni, znajomości i w końcu miłosci, wszystko mu się szybko nudzi, nie potrafi skończyc jednej rzeczy, ma słomiany zapał do wszystkiego. Ja próbowałam wiele razy przebic ten mur, przebic się przez ten pancerz, ale juz nie mam sił walczyc nawet dla dziecka....a on? trwa tak sobie obok mnie i zachowuje się jaby nic się nie działo, czeka az podejmę konkretne kroki bo sam decycji tez nie umie podejmowac. Jestem zmęczona tym, ze mam de facto w domu dwoje dzieci, nie mam siły kierowc dorosłym facetem, pokazywac mu wszystkiego palcem, inicjowac wszystkiego sama. On miał byc partnerem, opoką a jest kulą u nogi, tak to czuję niestety....i jest mi po stokroć żal,że wybrałam na ojca mojego dziecka takiego człowieka, a mamy takiego fajnego syna....wiecie nie wiem czy zrozumiecie o co mi chodzi, ale ja tęsknię za mężczyzna po prostu za prawdziwym mężczyzną, męskim, mądrym,który szedłby na równi ze mną ,a nie 10 kroków za mną i nie interesuje mnie jego portfel, pozycja zawodowa...i mogłabym tak sobie z nim siedziec wieczorami i gadac ,gadac, gadac, gadac (nie tylko oczywiście:PPPPP)bo seksu tez mi brakuje....buziaki
Witam was drogie panie
Co u was słuchać? Pozdrawiam!!! ![]()
Faceci,którzy zarzucają nam nieczułość są rozpieszczeni przez mamusię.To ona zawsze mówi: synku, Ty jesteś piękny,mądry i wszystkie kobiety powinny Cię kochać i rozpieszczać.A często synek jest życiowym nieudacznikiem i wije się jak bluszcz wokół silniejszej kobiety.
Po jakimś czasie znajduje sobie nową "czułą" i szuka pretekstu żeby się rozstać ale nie bardzo wie jak to zrobić.Pociesz się,że następną partnerkę będzie traktował tak samo.
Mojego mamusia nie rozpieszczała. Sam jest narcyzem , egoistą i wszystkim, co z tym związane! Taki się "wyhodował" pośród normalnego rodzeństwa.
Mojego mamusia nie rozpieszczała. Sam jest narcyzem , egoistą i wszystkim, co z tym związane! Taki się "wyhodował" pośród normalnego rodzeństwa.
Mój też raczej nie był rozpieszczonym dzieckiem przez rodziców(chociaż jedynak)... ja to zrobiłam, robiąc i myśląc całe życie za niego i teraz mam pretensje, sama do siebie za swoje postepowanie...
I tak płynie życie.....
Długi weekend.....a ja sama......
Nie chce się nic, życie przepływa między palcami......
Znów jutro-właściwie dziś-trzeba się obudzić, wstać, egzystować.....mimo, że jest się złą żoną, samotną jakąś, na własne życzenie.....
Siły opadają, gdy widzi się jak jeden człowiek ma w nosie drugiego, jak ten jedyny ma gdzieś uczucia drugiego........
Miłość jest ślepa i prowadzi często na ciernie.............
Kasia, Kameleon.....czytam jakby o sobie i swoim życiu, a raczej emocjonalnej wegetacji....tez mamy dziecko (3 lata). Mój związek to najlepszy przykład tego jak można pogrzebac wielką miłośc, jak można tak zwyczajnie ją zdeptac....
Jesteśmy razem od 10 lat , 5 lat po ślubie, dziecko planowane , wyczekane.....Z mojej strony to była na prawdę wielka miłośc, bezgraniczna, szalona taka która sprawia że czasem aż brak ci tchu. Myślałam, że on tez mnie kocha i myślę, że kochał na swój sposób.....Poświęciłam wiele, zdecydowałam się wyjechac za granicę bo taka przyszłośc sobie wymarzył dla nas, zostawiłam swoja pracę, dobrze płatna pracę by jechac z nim, bo rodzina powinna byc razem....i ten wyjazd był początkiem końca mojej miłośc którą on zdeptał.......urodziłam syna w obcym państwie, nie miałam w nim oparcia, zostałam pozostawiona sama sobie, czym są przeciez moje problemy....przypłaciłam to depresją....brak czułości, brak miłości, brak wsparcia chociaz niemalże błagałam o jakiś gest czułości, życzliwości, zrozumienia....to był proces, 3 lata..... w tej chwili jestem na końcówce,czuję niechęć, wstręt......kazałam mu się wyniesc z sypialni, nie chce z nim juz rozmawiac, sypiac, chociaż tak bardzo brakuje mi mężczyzny, jestem młodą, świadoma swej seksualnosci kobietą.....sex z nim był tez porażką.... zawsze tylko o sobie myslał.....ale myślę tez jestem sama sobie winna , podczs tylu lat bycia razem były sygnały tego że on jest emocjanalnie niezdolny do kochania, do walczenia o ogień w związku, nigdy tak naprawdę nie kochał naprawdę może byc sam jemu to nie przeszkadza, nie przeszkadza mu tez że jesgo syn patrzy na matke i ojca który trwają obok siebie a nie ze sobą. Ja zdecydowałam to koniec.......jescze tylko musze poukładac sobie konkretny plan i odchodzę, będę sama.....i tak jestem sama już od bardzo dawna......przytulam was
Witaj jakbym czytala swoja historie .............
"Nie wchodź dwa razy do tej samej rzeki" chciałoby się rzec. Niektórzy ludzie nigdy się nie zmieniają. Nigdy! Można mieć nadzieję, można wierzyć w szczere intencje drugiej osoby, ale to na nic......
857 2012-10-01 21:05:11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-10-01 21:32:27)
Witam Was serdecznie. Czytam te wszystkie wypowiedzi. Dlaczego my jesteśmy wszystkiemu winne. Może to faceci nie zwaracją uwagę na nasze potrzeby, czy nam się też nic nie należy. Przecież wypad raz na jakiś czas do kina, aż tak dużo nie kosztuje, więcej wydają na piwko. Marzy mi się, żeby mnie mąż zaprosił, gdzie tam po 10 latach bycia razem, najważniejsze są tylko jego potrzeby. Jak coś ode mnie nie dostaje, to wskakuje na internet i buszuje po pornosach w sieci. Ogląda gołe kobiety, był nawet czas, że oglądał ogłoszenia Pań z mojej miejscowości wyłącznie do kontaktów seksualnych. Czy skorzystał nie wiem, nigdy się pewnie nie dowiem, ale w 100 % mu nie wierzę. Co to za chłop, który bagatelizuje potrzeby drugiej osoby, a tak coraz częściej się zdarza.
Edit:
Ja ostatnio po raz kolejny usłyszałam, k....a znowu obiadu nie ma, by to h...j szczelił, a była godzina póżna, bo koło północy. Przyjechał łaskawie z trasy, nawet nie sądziłam, że mam czekać z obiadkiem. Przedwczoraj to samo, ustalaliśmy, że obiad robimy grilując na działce. Jakże się myliłam, jak przyjechał z synem i usłuszałam znowu nieprzyjemne słowa, jaka to ja jestem, bo obiadu nie ma, co ze mnie za kobieta. W natłoku tych wrażeń rozpłakałam się i wyszłam z domu, wróciła po chwili, bo mój synek tak bardzo płakał za mną i dzwonił, żebym wróciła - wróciłam, wzięłam go i wyszłam. Najgorsze, że obrażony na cały świat, jaka to ja jestem zła, nie odezwał się do mnie do końca dnia. Na szczęście w poniedziałek pojechał w trasę.
Jestem osobą niepracującą, kilka miesięcy temu straciłam pracę i nie mogę znależć nowej. Od tego czasu stałam się kurą domową, a mój mąż zarabia, a w domu nie robi nic, wszystko zostawia mi, bo ja nie robię nic.
Edit:
Tak bardzo go kiedyś kochałam i nadal go kocham, że nie wiem, czy mogłabym odejść od niego. Z drugiej strony sama łapię się na tym, jak oglądam strony pornograficzne, szpiegując mojego męża, co i jak - zastanawiając się, co by było gdybym nalazła kogoś nowego, kto by mnie szanował. Kiedyś mówiono, że kobietka łatwych obyczajów, jest najlepszą żoną, bo potrafi pewnie dogodzić mężowi. Normalna kobieta ma na głowie dom, dzieci, pracę - męża. Gdyby mąż zechciał i pomógł, mogoby być naprawę miło. WIĘC PANOWIE, WIĘKSZOŚĆ KOBIET PRAGNIE UNIESIEŃ, CZEGOŚ NOWEGO, ZAPROSZENIA GDZIEKOLWIEK, A NIE EGZYSTENCJI, A PÓŻNIEJ JESZCZE OCZEKUJECIE WRAŻEŃ W ŁÓŻKU. NAJLEPIEJ, ŻEBY TO KOBIETA ZACZĘŁA DZIAŁAĆ, A MĘŻCZYZNA PODDA SIĘ TEMU, KIEDY TO BĘDZIE TAK ODWROTNIE, KIEDY TO KOBIETA POCZUJE SIĘ SZCZĘŚLIWA I CHCIANA !!!!!!!!!!!!!
jaśko,
nie pisz posta pod postem; aby coś dopisać, skorzystaj z przycisku "Edytuj", który znajdziesz pod postem.
Podczas pisania nie używaj, proszę, przycisku Caps Lock - wielkie litery oznaczają krzyk. Nie krzycz!
Zapoznaj się z regulaminem forum.
Moderatorka Wielokropek
?Jak czytam to wszystko, aż mi się płakać chce?a właściwie łzy same mi kapią?Jestem w podobnej sytuacji do Was?tyle, że mam dobrego męża. Tak dobrze czytacie?;( jestem nieszczęśliwa, samotna i opuszczona, ale mój mąż jest idealny. Jest dobry dla dzieci - czuły opiekuńczy, pracuje , nie pije, nie wychodzi z kolegami, zawsze kiedy potrzebuję go przy dzieciach ? sytuacje np. imprez szkolnych, czy wyjazd do lekarza ? jest przy mnie?Problem chyba tkwi we mnie ;/ Chodzi o to, że wymagam chyba zbyt wiele. Jestem po studiach (mąż pochodzi z rodziny gdzie dzieci się raczej nie liczyły?czyli sytuacja jak w wyżej opisywanych życiorysach), ale od początku małżeństwa czyli 10 lat ..nie pracuje ? ze względu na męża ? ponieważ po podjęciu pracy, usłyszałam że jestem złą matką, żoną itd?dlatego zrezygnowałam, jestem w tej chwili typową kurą domową. Siedzę w czterech ścianach i już nie daję rady. Mąż jak już wspomniałam utrzymuje rodzinę, i niestety ma również swoje hobby- miłość ? samochody. Samochody nie są jedynie jego hobby ? dają nam w pewnym sensie utrzymanie, ponieważ jak wiadomo w dzisiejszych czasach z jednej pensji trudno wyżyć. I niestety mam już tego dosyć. Mąż bardzo wiele czasu spędza w garażu. Nie ma go właściwie w domu. W czasie naszego małżeństwa udało mi się wylicytować weekendy, które spędza w domu, ale wiadomo po całym tygodniu nieobecności w weekendy dzieci po prostu nie spuszczają taty z oczu i nie dają mu chwili wytchnienia. Dla mnie nie ma czasu?zresztą zauważyłam, że wcale go już nie potrzebuje?Ostatnio wręcz pękło mi serce?do tej pory urodziny każdego członka naszej rodziny ,czy jakieś rocznice były święte
, każdy kto był solenizantem w swoim dniu był królem
.W ostatnie moje urodziny, mój mąż zapomniał o mnie ;/, po fakcie stwierdził, że nie miał czasu i to moja wina bo musi sam utrzymać rodzinę?.przełknęłam to jakoś, ale wczoraj po prostu mnie dobił?;( Do niedawna, kiedy mąż kupował jakiś samochód (wielka dla nas chwila ? dzieci i ja oraz mąż szukaliśmy razem autka, które podobało nam się wszystkim), jechaliśmy wszyscy razem i razem je kupowaliśmy,- wczoraj wziął telefon i zadzwonił do kolegi. Jak zapytałam go dlaczego nie możemy jechać z nim powiedział, że przecież nie będzie ciągnął ze sobą dzieci i jestem od tego żeby się nimi zająć. Serce mi pękło, bo mój mąż totalnie olał naszą rodzinę, i przede wszystkim mnie ( wie, że takie chwile bardzo lubimy bo spędzamy czas razem). Dodam, że parę dni wcześniej mieliśmy 10 rocznicę ślubu. Ponieważ wszyscy byliśmy w domu, postanowiłam urządzić kolację przy świecach, żeby rozładować sytuację, która ostatnio panuje w naszym domu. Było bardzo miło, dzieci były kelnerami, była muzyka i wszystko jak trzeba?za wyjątkiem jednego?jakiegokolwiek zaangażowania ze strony mojego męża. Po kolacji zapytałam czy jeszcze coś dla niego znaczę, czy po prostu służę jako sprzątaczka, wycieraczka, pomywaczka, opiekunka itd?a on na to, że chyba mam jakieś trudne dni?i poszedł bawić się z dziećmi, na tym zakończyła się nasza rocznica. Dzisiaj pojechał z kolegą po auto, gdy wychodził rozmawialiśmy i powiedziałam mu że nasze małżeństwo jest zakończone, ponieważ ja już dla niego nie istnieję? odwrócił się i powiedział, że wymyślam i nie ma czasu bo ma interes do załatwienia a ja mam skończyć robić afery z czegoś czego nie ma!Zastanawiam się właśnie czy ja w ogóle się dla niego kiedyś liczyłam?najpierw były samochody, potem dzieci i znów auta. A gdzie miejsce dla mnie? Na początku latał za mną, po ślubie się skończyło, ja zawsze dbałam o ?nas?, ja organizowałam romantyczne wieczory, spotkania ze znajomymi, nasze życie?teraz nie mam już sił, jestem zmęczona i zdołowana, do pracy mam iść, ale tak by nie musiał organizować życia rodzinnego w tym czasie i czasem nie musiał zajmować się sam dziećmi? najlepiej żebym dostawała pieniądze siedząc w domu i zajmując się wszystkim?.Jestem totalnie zdołowana, idealny mąż ?.:/ A może to ja mam zbyt wygórowane wymagania, bo jak jest dobry dla dzieci, nie pije, nie bije, nie wychodzi z kolegami to już zbyt wiele szczęścia na raz? Mam się cieszyć z tego co mam? Nie powinnam się domagać więcej uwagi, niż ?cześć? przy obiedzie i ?na razie? po? Przecież wszystko mam?aa jednak czuje się fatalnie?:/
MiriamMabel,
masz wszystko? Czyżby?
Rozumiem, że nie chodzisz głodna, że nie musisz się martwic, co dasz dzieciom do jedzenia, że masz dach nad głową. Ale czy tak małe są Twe potrzeby?
Myślę nad przyczynami takiego, a nie innego stanu rzeczy.
Moim zdaniem przyczyna jest jedna: pozwoliłaś sobie wmówić, że Twoja rola ogranicza się do oporządzenia gospodarstwa domowego. Ba, doszłaś w tym do perfekcji. Przecież napisałaś:
(...)ja zawsze dbałam o ?nas?, ja organizowałam romantyczne wieczory, spotkania ze znajomymi, nasze życie?(...)
Przez lata funkcjonowałaś w tym systemie, sama go ulepszając, rozbudowując. Teraz zaś ten sprawnie funkcjonujący mechanizm popsuł się, zaczyna skrzypieć, mieć swoje zdanie, prosić (?) o zaspokojenie jego potrzeb. Nic dziwnego, że mąż jest niezadowolony, że nie widzi problemu, że Twoje skargi traktuje jak fanaberie.
Jak masz to zmienić? Najpierw uwierzyć, że Twoje oczekiwania są normalnymi. Później przekazując mężowi informacje, nie zaś prosząc o coś. Dalej, dopuszczając męża (tak, tak, pozwalając mu) do podejmowania decyzji. Będziesz pracować? To wspólnie podejmujecie decyzję dotyczącą podziału obowiązków domowych. To nie jest tylko Twój dom, to nie tylko są Twoje dzieci. I nie ma sensu Twoje oburzanie się na męża, że on wolałby, byś to Ty dalej zajmowała się i domem, i dziećmi. Jego chcenie nie jest potrzebne, część obowiązków może przejąć niechętnie.
Jako osoba, nie jestem podatna na czyjeś wpływy, zachcianki... to zawsze ja jestem liderem w grupie, śmieszne bo ze zmianą męża nie potrafię sobie poradzić...Mimo, że jestem kurą domową, organizowałam sobie zawsze swoje życie, czy to studia, czy kursy, jakaś opieka nad dziećmi (w ramach swojej pracy)...zawsze coś by nie czuć się czyjąś utrzymanką...ale mimo to zawsze tak się czułam przy mężu ;/(oczywiście normalna 8 godzinna praca nie wchodziła nigdy w grę, bo mąż niby się godził ale po tygodniu sytuacja była nie do zniesienia i po prostu odpuszczałam) I masz rację Wielokropek chyba sama sobie "ulepszałam" swój świat, tylko nie w tym kierunku co trzeba. Zrobiłam z siebie sprzątaczkę, opiekunkę dla dzieci i ....do łóżka. Sama w piękny sposób chyba zabiłam siebie. Nie wiem tylko dlaczego tak w to zabrnęłam i kiedy to właściwie się stało. Teraz cierpię z powodu samotności w tym moim świecie, i jak dobrze wiem, że to moja wina.Jestem osobą silną i nie poddaję się, nawet gdy sytuacja staje się nie do zniesienia...ale nie w małżeństwie. Od kiedy urodziło się pierwsze dziecko stałam się strasznie uległa mężowi, nie wiem skąd to się wzięło i nie wiem jak to zmienić...to już trwa 10 lat i obiadki, pranie, sprzątanie...sama sobie to przydzielam i jedyne czego wymagam to trochę zainteresowania...a teraz nawet to się ulotniło...czy sama zakończyłam małżeństwo? Eh wiem nie ma co się użalać, trzeba się pozbierać i po prostu zmienić, ale jak przeczytałam teksty powyżej coś we mnie pękło... pomyślałam... to nie możliwe...nie jestem sama z tym problemem...i napisałam. Dziękuję za szybką i szczerą odpowiedź. Ja wiem, że obowiązki trzeba dzielić z mężczyzną, tyle, że jestem niespokojnym duchem i moja niecierpliwość jest wykorzystywana, o czym również dobrze wiem (np mój mąż pokazuje mi, oczywiście by mnie wyprowadzić z równowagi, że czegoś nie umie..lub gdy wykonuje czynność, która normalnie trwa 5 minut - godzinę). Hmmm może powinnam się udać na jakiś kurs jak być cierpliwym?Muszę się nauczyć, że jak o coś poproszę to muszę się wycofać i nie wykonać tego sama...tylko jak ja mam to zrobić z tym moim charakterkiem....nie wiem czy mi uwierzycie ale od 8 lat nie zostawiłam dzieci z mężem sam na sam (nawet jak studiowałam, prosiłam o to mamę, teściową...tragedia nie?...), a przecież dobrze wiem, że mąż bez problemu dał by sobie radę. Teraz wszystko mi się rozsypało, bo mnie zawiódł nawet w tych najprostszych sprawach, olał mnie...;( Tylko nie pojmuję co się zmieniło...
Moim zdaniem, prosząc kogoś o coś jest się przygotowanym na dwie odpowiedzi: tak i nie. Gdy oczekujemy tylko odpowiedzi: tak, to wydajemy rozkaz, nie prosimy. ![]()
Myślę, że dobrze byłoby, gdybyś odpowiedziała (bo tylko Ty możesz znaleźć odpowiedzi) sobie na kilka pytań:
- dlaczego do opieki nad waszymi dziećmi prosiłaś mamę, teściowa, nie zaś własnego męża - ojca dzieci?
- dlaczego zgodziłaś się być sprzątaczką, praczką, ...., służącą we własnym domu?
- w jaki sposób Twoja niecierpliwość jest wykorzystywana przez męża?
- dlaczego musisz w domu wszystko zrobić sama, czyli dlaczego odsunęłaś męża od wszystkich prac domowych?
- dlaczego stworzyłaś sobie (a później ją zrealizowałaś) taką wizję domu, gdzie Ty jesteś w niej gospodynią, a mąż - użytkownikiem?
Mąż olał Ciebie?
Myślę, że on się dostosował do TWEGO postępowania względem niego, obowiązków domowych, itp.
Hej Liwia mam nadzieje ze jeszcze tu zagladasz. Przeczytalam twoja historie od poczatku ciekawa jestem jak sie potoczyla. trzymalam kciuki zebys jak najpredzej wyzwolila sie spod niszczacych wplywow meza. moje problemy to pikus przy twoich.Ale wydaje mi sie ze wiekszosc facetow to egoisci do pewnego stopnia..zredukowana zdolnosc empatii maja zapisana w meskich genach.chociaz moj maz jest lojalny wobec mnie, obraczki nie sciaga nawet w pracy (pracuje na budowie) do zdrady nie bylby zdolny. Nawet jesli jakas kobieta zaczyna pisac do niego lub dzwonic zainteresowana znajomoscia nie odpisuje, nie odbiera. zdaje relacje z tego ze go podrywala i o czym rozmawiali. chodzi na silownie 4 razy w tygodniu czasem gdy nie ma wiekszych problemow , dzieci lub ja nie jestesmy chore. pomaga mi w domu i przy dzieciach mimo tego ze ja nie pracuje.Ale czasem wlacza mu sie tryb nieokazywania uczuc przez jakis dluzszy czas i liczenia na to ze bede chetna na seks wtedy co on nawet jak jestem padnieta zajmowaniem sie dziecmi gdy on ma wychodne ,tez kazde wyjscie musze wywalczyc jesli zbiega sie to z jego silownia a ja nie moge przesunac tego na inny dzien...wypomina mi np ze w niedziele kiedy ma wolne to chce wyjsc na zakupy a on tez chce mimo tego ze on wychodzi w tygodniu 4 razy a ja chce raz czy dwa.......nie proponuje wspolnych wyjsc. jesli mnie gdzies zabiera liczy na to ze ja wszystko zapllanuje... nie przejawia zadnej inicjatywy...jesli go prosze o niewielka pomoc w domu to np dzisiaj mialam urodziny dostalam tylko wszystkiego najlepszego a jak go poprosilam zeby wykapal jedno nasze dziecko i polozyl spac i wyniosl smieci to nakrzyczal na mnie ze jestem taka marudna i zrzeda. chyba planuje mi cos kupic ale nie stara sie za bardzo...ja bym w prezencie od niego chciala poswiecona mi uwage...zebysmy razem cos zrobili nowego innego ...albo zeby byl poprostu mily a nie traktowal jak zlo konieczne albo wrzod na d...ostatnio jakis tydzien jest mily bo ostatnio juz puscily mi nerwy i w histerie wpadlam ze jak mamy na siebie cale zycie warczec na siebie to nie ma sensu razem byc...ale ciekawa jestem jak dlugo to potrwa...cos naprawiamy cos innego sie sypie...ale to chyba normalne w zwiazku i moj mozna uznac za szczesliwy mimo ze maz czesto przejawia egoizm i dbanie tylko o swoje potrzeby ...moje sa na drugim planie moze je realizowec je kiedy jest w nastroju i nie koliiduje to z jego zachciankami mam sie wpisywac w jego okienka...tak czasem to odczuwam......jak sa ciche dni i sprzeczka zazwyczaj awantura o jakies drobiazgi to pozniej jak sie steskni nie wiem bardziej za mna czy seksem ze mna czy mna to mowi ze on mnie kpocha a ja tak sie go czepiam o wszystko jestem niedobra niedoceniam go i jestem niedobra zona i wszystko mpoja wina jak widzi jaki mi to sprawia bol znowu twierdzi ze mnie przeprasza ze to jego wina ze tak sie czasem zachowuje i to przez to ze mnie kocha i jak go kocham to sie powinnam zmienic a jego zaakceptowac takim jakim jest....to chyba glownie przez nadopiekunczosc jego mamy ktora na wszystko mu pozwalala i wyreczala go we wszystkich domowych obowiazkach...sam w domu nie robil nic oprocz jakichs remontow albo napraw....typowe wychowanie mezczyzny przez nasze matki i babki .....
Hej
Nie jestem kobietą,jestem 9 lat po ślubie.Mam mały problem z moją żoną ( i tutaj liczę na pomoc ze strony Was kobiet,bo któż inny potrafi zrozumieć kobietę jak nie ona sama )
Czasami bywa tak,że muszę prawie zmuszać żonę do jakiegokolwiek sprzątania a i tak robie to poźniej sam,jest straszną bałaganiarą,porozrzucane ciuchy,folie od fajek rzucone na podłogę,upity jeden napój otwarty następny później obydwa lub 3 do wylania.Za każdym razem słyszę tylko później,zaraz,daj mi spokój.Zakupy też robię ja z synem (ma 9 lat ) dostajemy kartkę i do sklepu w weekendy,a na codzien jeżdzę sam po chleb i jakieś tam inne gówna spożywcze.Wycieranie kurzy,układanie ciuchów,sprzątanie odkurzaczem,nawet zmiana pościeli wszystko na mojej głowie.
Ona tłumaczy sie tym,że pracuje od 17-2 w nocy i jest zmęczona,rano uszykuje syna do szkoły i spi do 12,ja pracuję do 23 kładę się tak jak ona.
Przez jej zachowanie czasami nie wytrzymuję i leca tzw ''noże'' kłotnia goni kłótnię,ale ja tylko chcę dobrze.
Zabieram syna na jakies wycieczki zawsze razem bez niej,bo albo jej sie nie chce,albo akurat w niedziele pracuje.Zawsze znajduje czas zeby posiedzieć na kompie lub z kolezankami isc do pubu,a porządek???
Staram się być dobrym mężem i ojcem ale czasami dostaje kurwicy,
Może to błache powody do kłotni,ale na długą skale naprawdę robi sieczkę w głowie.
Przecież nie jestem niańką i sprzątaczka.
Oczywiście też wychodzę do kolegów nawet na całe noce w tej kwestii sie dogadujemy,mogę pić z nimi jeździć na mecze itd.ale w domu chciałbym żeby rodzina była rodziną,żeby były jakieś reguły.
Jeśli macie jakieś pomysły jak mógłbym rozwiazać ten problem to proszę o porade.Z góry dziękuje i pozdrawiam.
chce_dobrze
chce_dobrze,
mą uwagę przykuły te zdania:
(...)Przecież nie jestem niańką i sprzątaczka.
(...)ale w domu chciałbym żeby rodzina była rodziną,żeby były jakieś reguły.(...)
Jakie, Twoim zdaniem, powinny obowiązywać w waszym domu reguły?
Jaki powinien być podział obowiązków domowych?
Jakie panować powinny relacje: partnerskie, czy odwrotne do obecnych (czyli Ty przy komputerze, na spotkaniach z kolegami, a żona jako niańka i sprzątaczka)?
Współczuję Ci, że nie możesz dogadać się ze swą żoną, jeśli... próbowałeś się z nią dogadać.
Zwykle w takich właśnie sytuacjach proponuję szczerą rozmowę. ROZMOWĘ, nie zaś kazanie, umoralnianie, obrażanie, łajanie, wbijanie w poczucie winy, strofowanie, rozkazywanie, itp. I może sensownym byłoby wspólne ustalenie zasad w waszym domu panujących. Z jakiegoś powodu Twoja żona nie dzieli z Tobą prac domowych. Znasz ten powód? Może warto zapytać żonę?
przeczytalam wszystko o deski do deski, jestem bardzo ciekawa co u Liwii slychac bo to ona rozpoczela ten watek, ciezko mi sie wypowiadac bo sama jestem w marnej sytuacji, ale chetnie wyslucham Liwii jak tylko sieodezwie pozdrawiam
moimi problemem jest mój partner . jestem z nim całe 5 lat od wpadki . nie była taka piękna miłość . na początku było fajnie ale potem diabeł w niego wstąpił stał się nie do zniesienia. dziwny . Nie mam komu już wyżalić się. jestem sama jak palec. mam przyjaciół o nich najwięcej miał pretensje choć sam nie ma . powodem jest jego trudny charakter . zaborczość sięga granic . zabraniał mi że mam nie spotykać się z koleżankami wiedzą sporo na jego temat niż ja. na dyskotece był okropny chciałam pobawić potańczyć on co . myślał że pójdę kogoś poderwać. źle sie skończyło bo załamał się. nienawidzę kontrolowania mojej osoby chce wiedzieć gdzie idę nawet jak mam iśc do sklepu to chce o tym wiedzieć. dla mnie chore. mój partner ma na imię Rafał czytałam sporo informacji faceci o tym imieniu nie lubią być kontrolowani są wybuchowi , co źle zrobią proszą o szansę i zaczynają od nowa. nie wiem dla mnie brak dojrzałości żeby co się źle zrobi oni zachowują się jak dzieci . nie wiem chcę dowiedzieć się od was poradźcie mi co mam robić, bo ten facet swoim zachowaniem dołuje . on zachowuje się jak by był idealny chce wszystkich podporządkować mnie jemu się nie udało bo jestem uparta nie łatwo mnie zmienić wiem czego chcę. boli go że ja mam własne zdanie że chcę po swojemu zrobić . Powiedziałam że jeśli mu nie odpowiada moje zachowanie to sobie iść swoją drogą. do was należy ocena.
kundzia26 kochasz go czy jesteś z nim tylko dlatego, że boisz się być sama ?
kundzia26 kochasz go czy jesteś z nim tylko dlatego, że boisz się być sama ?
dzieki za odpowiedź dobre pytanie nie boje się samotności byłam do niej przyzwyczajona . pytanie czy go kocham juz nie ! czas jaki miałam przed slubem nie byłam slepa obserwowałam go cały czas przerażało mnie że mam reszte zycia spędzić przy nim. glupia . małzenstwo traktuje jako koło ratunkowe zeby miec wolnośc od innych,
Hej
Nie jestem kobietą,jestem 9 lat po ślubie.Mam mały problem z moją żoną ( i tutaj liczę na pomoc ze strony Was kobiet,bo któż inny potrafi zrozumieć kobietę jak nie ona sama )
Czasami bywa tak,że muszę prawie zmuszać żonę do jakiegokolwiek sprzątania a i tak robie to poźniej sam,jest straszną bałaganiarą,porozrzucane ciuchy,folie od fajek rzucone na podłogę,upity jeden napój otwarty następny później obydwa lub 3 do wylania.Za każdym razem słyszę tylko później,zaraz,daj mi spokój.Zakupy też robię ja z synem (ma 9 lat ) dostajemy kartkę i do sklepu w weekendy,a na codzien jeżdzę sam po chleb i jakieś tam inne gówna spożywcze.Wycieranie kurzy,układanie ciuchów,sprzątanie odkurzaczem,nawet zmiana pościeli wszystko na mojej głowie.
Ona tłumaczy sie tym,że pracuje od 17-2 w nocy i jest zmęczona,rano uszykuje syna do szkoły i spi do 12,ja pracuję do 23 kładę się tak jak ona.
Przez jej zachowanie czasami nie wytrzymuję i leca tzw ''noże'' kłotnia goni kłótnię,ale ja tylko chcę dobrze.
Zabieram syna na jakies wycieczki zawsze razem bez niej,bo albo jej sie nie chce,albo akurat w niedziele pracuje.Zawsze znajduje czas zeby posiedzieć na kompie lub z kolezankami isc do pubu,a porządek???
Staram się być dobrym mężem i ojcem ale czasami dostaje kurwicy,
Może to błache powody do kłotni,ale na długą skale naprawdę robi sieczkę w głowie.
Przecież nie jestem niańką i sprzątaczka.
Oczywiście też wychodzę do kolegów nawet na całe noce w tej kwestii sie dogadujemy,mogę pić z nimi jeździć na mecze itd.ale w domu chciałbym żeby rodzina była rodziną,żeby były jakieś reguły.Jeśli macie jakieś pomysły jak mógłbym rozwiazać ten problem to proszę o porade.Z góry dziękuje i pozdrawiam.
chce_dobrze
posłuchaj współczuję ci trafiłeś na jakąs co nie jest zainteresowana zyciem rodzinnym . ciesz się że chociaż znajdziesz czas na te obowiązki . nie wiem czego oczekuje od was. znudziło ja pewnie siedzenie przy was. powiedz jej że idziesz do pracy i oczekujesz zaangażowania w obowiązki możesz wyłączyć komputer jej kiedy zacznie wymówki robić . jesli nie poskutkuje to do sądu wnieś pozew nie trać czasu. szkoda ci nerwów. masz czas na porządki zajmiesz dzieckiem . trzymam za ciebie kciuki .
871 2013-03-07 20:13:13 Ostatnio edytowany przez Liwia (2013-03-07 21:42:26)
Współczuję wszystkim samotnym kobietom. Opuszczonym przez mężczyzn itp.
Wracam tu po dłuuuuuugiej nieobecności, by powiedzieć, że żadne powroty i naprawiania związków nie mają happy andu.
Rozwodzę się. 3 lata temu uwierzyłam w miłość męża i rozwodu nie było. Teraz się rozwodzę. To znowu on. On złożył pozew. Może dobrze, w końcu moja walka z wiatrakami się skończy i może w końcu nadzieja umrze. Pozdrawiam Was serdecznie!!!!!
Niedawno zastanawiałam się nad przyczyną Twego zniknięcia.
Rozwód. Życzę Ci, byś patrzyła na świat, ludzi i siebie realnie. Nadzieja to świetna rzecz, gdy zbudowana jest na mocnych podstawach. Gdy budowana jest na mrzonkach, ułudach - niszczy.
Trzymam kciuki. ![]()
Wielokropku, musiałam zniknąć. Zaczęło mnie coraz bardziej przygnębiać analizowanie siebie, sytuacji, męża, a nawet historii innych. Rzuciłam się w wir pracy, obowiązków, własnych przyjemności. Przeczytałam kilka pozycji o miłości , o kochaniu za bardzo, o mężczyznach......
Miałam nadzieję do grudnia na cud, a mianowicie cud przemiany męża, ale w cuda nie należy wierzyć, na pewno nie w takie.
Teraz mam pewność, że do grudnia byłam marionetką w rękach ukochanego męża, choć do teraz uważa, że to ja go nigdy nie kochałam. On chce rozwodu, bo ja chciałam by dawał cokolwiek na dziecko i złożyłam pozew o alimenty. On zawsze musi być na de mną. Teraz wiem, że to co robił do niedawna to była gra na moich uczuciach. Przychodził, dawał nadzieję, kochał się, szedł do siebie i w zasadzie miał dziewczynę i dziecko a nie żonę i dziecko. Nie jest mi lekko, ale może w końcu zacznę inny, nowy etap w życiu. Mam koło siebie mnóstwo życzliwych ludzi. Może jestem samotna, ale dzięki nim wiem, że jestem wartościowa i świadoma, że na wielu z nich mogę liczyć praktycznie zawsze.
Data rozprawy wyznaczona! Zaczynam od nowa i zbliżam się do końca! Najwyższa pora.
Moja historia tutaj się kończy.
Liwio, trzymam kciuki by rozprawa potoczyła się sprawnie, szybko, bez zbędnych formalności i przykrości.
876 2013-03-12 19:11:59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-12 20:04:43)
Witam... jestem tu pierwszy raz... mam problem.... Co mam zrobic gdy moj Facet mnie ogranicza???? Mamy mała córeczke ktora ma 2,5 roku. Dochodzi nawet do tego ze nie moge wyjechac na kilka dni do brata do miasta.... Kolezanki dziwia mi sie ze siedze caly czas w domu i nie mam zycia towarzyskiego. Nawet wyjazd do kolezanki jest problemem..... co robic?
Hej Dziewczyny.... Potrzebuje pomocy... Moj facet mnie strasznie ogranicza... Mamy mało coreczke ma 2,5 roku.... Problemem jest to ze nawet wyjazd na kilka dni do brata a odleglosc to 9 kilomentow konczy sie klotnia... Nawet kolezanki dziowia mi sie ze nie mam zycia towarzyskiego... Ze siedze na okraglo w domu.... Niektorzy proponuja mi nawet abym sie wyprowadzila z dzieckiem na troche... Co ja mam robic???????????
Wielokropku, każde kciuki mocno zaciśnięte bardzo się przydadzą!
Mam pewien niedosyt, ale wiem, że do miłości nikogo nie da się zmusić. Wiem, że mąż był moją wielką miłością, gotowa byłam wybaczyć mu wszystko. Ale to się skończyło. Wiem, że nie byłam dla niego ważna, tak bardzo jak on dla mnie. Skoro nie liczył się ze mną, z naszą rodziną, którą we trójkę tworzyliśmy-to nie mam już czego żałować. Małżeństwo rozpadło się, bo on nie dojrzał emocjonalnie, koledzy, życie według tylko jego zasad przewyższyły wszystko. Trudno! Nie będę walczyć o kogoś, kto woli życie na własną rękę, z wachlarzem własnych przyjemności, bez celu i w wegetacji.
878 2013-03-13 13:58:01 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-03-13 14:04:18)
Wielokropku, każde kciuki mocno zaciśnięte bardzo się przydadzą!
Mam pewien niedosyt, ale wiem, że do miłości nikogo nie da się zmusić. Wiem, że mąż był moją wielką miłością, gotowa byłam wybaczyć mu wszystko. Ale to się skończyło. Wiem, że nie byłam dla niego ważna, tak bardzo jak on dla mnie. Skoro nie liczył się ze mną, z naszą rodziną, którą we trójkę tworzyliśmy-to nie mam już czego żałować. Małżeństwo rozpadło się, bo on nie dojrzał emocjonalnie, koledzy, życie według tylko jego zasad przewyższyły wszystko. Trudno! Nie będę walczyć o kogoś, kto woli życie na własną rękę, z wachlarzem własnych przyjemności, bez celu i w wegetacji.
witaj Liwio, czytając Twoje wątki znalazłam jedne, szczególne podobieństwo w mojej i Twojej historii. Pisałaś dużo, że to chyba z Tobą coś jest nie tak, wahałas sie czy kochasz męża, analizowałasś swoje zachowanie - sprawdzałaś co robisz źle. Generalnie w moich zwiazkach zawsze dochodziło do pewnych paradoksów. To ja zawsze byłam tą co "nie kocha", mimo, że starałam się, chodziłam do psychologa, próbowałam naprawiać swoich partnerów. Mam dopiero 25 lat, a już zdążyłam się rozwieść. Mój eks mąż też ciągle robił wychodne z kolegami, okłamywał mnie bardzo, wyzywał mnie, u mnie był istny terror, rozwód cywilny już mam - teraz chcę starac się o kościelne unieważnienie. Rozmawiałam z księdzem i dowiedziałam się, że szanse są. Oczywiście, to ja byłam tą, która nie kochała...
Drugi związek był specyficzny. Podobnie jak WY - my też mieszkalismy w mieszkaniu, które znajduje się w domu rodziców. W nerwach partner wyzywał moja matkę, że jest leniem, w pewnym momencie pojawiła się zazdrośc o synka, którego kocham nad zycie. Były nerwy, czasami byle jaka kłótnia i on chciał się wyprowadzić. Weszłam w ten związek z niezaleczonymi ranami z okresu małżeństwa. Bałam się, że nie umiem kochać, ciągle płakałam i mówiłam mu, że nie wiem co czuję, że ja nie umiem kochac. On codziennie powtarzał, że mnie kocha, ale czasem był agresywny
Zaczęłam się coraz bardziej obwiniać, że jest agresywny przez mnie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale psycholog powiedziała, że jego agresja może być spowodowana moim zachowaniem, bo go nie akceptuję. Fakt faktem ja się rozwijałam - ciągle coś nowego - jakieś kursy, zajęcia sportowe, ksiązki, itp. On wolał wolne chwile spędzać przezd TV - czasem kilka godzin dziennie. byłam o to wsciekła, bo faktycznie chciałam od zycia czegoś wiecej niż filmów sensacyjnych przed TV. Owszem, to moja wina, bo nie potrafiłam tego zaakceptować.
Do szkoły tez goniłm aby lepszą pracę miał, był okres , że np miesiąc czasu pod rząd nie pracował. Dla mnie nigdy nie liczył sie poziom wykształcenia, a bardziej chęć samorozwoju, dążenie do doskonalenia się, jakies hobby, zainteresowania Tez moja wina jak się dowiedziałam od psycholog, bo próbowałam go zmieniać. Przepraszam...
Oczywiście związek się zakończył, bo ja nie kochałam, on przecież kochał mnie nad zycie.
Kolejny związek zakończony przeze mnie z wielkim poczuciem winy
które dołuje...Leczę rany po drugim związku.
Onaona, być może trafiałaś na niewłaściwych facetów.
Rozwijałaś się-może oni tego nie tolerowali, może sami z wlasnym życiem nic nie robili. Nie wiem...
Wyciągnij wnioski z poprzednich związków. Jesteś młoda. Na pewno znajdziesz jeszcze właściwego faceta i ułożysz sobie życie jak byś chciała ![]()
Witaj Liwio.
Trzymam kciuki za Ciebie. Życzę Ci z całego serducha dużo szczęścia!
Myślałam o Tobie.
Buziaki!
Witaj Liwio.
Trzymam kciuki za Ciebie. Życzę Ci z całego serducha dużo szczęścia!
Myślałam o Tobie.
Buziaki!
Hej Anstawio!
Dzięki za dobre słowo.
Ma nadzieję, że i Twoje życie się porządkuje. Ściskam ![]()
Dopiszę się do wątku, tym razem wprowadzę zapewne świeżość w wątek, bo opiszę swoją sytuację oraz jestem chłopakiem, co tutaj jest rzadkością.
Od razu nadmienię, że zapewne wiele rzeczy pominę w mojej historii, ale o tej porze też nie mam najświeższego umysłu.
Otóż zawsze uważałem się za wartościową osobę, ale niedocenianą przez dziewczyny (jeszcze czasy szkolne). Generalnie to teraz mam złe zdanie na swój temat, bo w większej części przeze mnie nie idzie w moim małżeństwie. Ale po kolei. Myślałem o sobie dobrze, bo jestem spokojny, nie mam nałogów i nawet nie pije alkoholu (rozwiedzeni rodzice i problem mojego ojca z alkoholem sprawił że nigdy nie chciałem pić). Nawet byłem mało powiązany z mężczyznami, bo nie lubię sportu itp. i nie czuje się dobrze w towarzystwie facetów. Zawsze sądziłem, że kobiety trafiają na alkoholików, albo agresorów, palaczy i innych co je trują i w ogóle. Zapewne w wielu przypadkach byłbym odpowiedni dla kobiety po przejściach. Dodam, co pominąłem że też nie jestem imprezowy- bo z ludźmi po alkoholu czuje się nieswojo no i jestem dosyć nieśmiały więc tez jakoś nie tańczę na dyskotekach więc na nie nie chodzę.
teraz o związkach- moja żona to moja druga kobieta w życiu, z pierwszą dziewczyną byłem 3 lata, zdradziła mnie. z żoną jestem 7 lat, ale małżeństwem dopiero od 2 lat. Po moich przeżyciach tzn rozwód rodziców i zdrada pierwszej dziewczyny, obiecałem sobie nigdy nie zdradzić i tego się trzymam nadal, a do tego czerpiąc anty wzór z rodziców obiecałem sobie że małżeństwo będzie na zawsze. Że nigdy nie odejdę i nie opuszczę ukochanej.
Sedno:
od roku żona narzekała mi na mnie i bardzo żałuję że nie reagowałem (tak jak dziewczyny piszecie mówiłem że się poprawię, myślałem że się poprawiłem, ale żona twierdziła że nic się nie zmieniło.) faktycznie nie poprawiałem nic i nie wiem dlaczego nie otworzyłem wtedy oczu. Myślałem że będziemy zawsze i ja sądziłem że jest dobrze, nie wiedziałem że to na poważnie, ach nie wiem co sobie myślałem.
Zarzuty:
A więc generalnie żona zarzucała mi:
- brak oznak miłości (czynów) a słowa padały ode mnie kilka razy dziennie i tylko potrafiłem to okazywać słowami.
- że nie czuje się wyjątkowo jak kobieta
- że nie jest jak na samym początku
- mój egoizm
- że pytam ją o zdanie a i tak w ostateczności robię to co ja chcę
- nie bronię jej przed moimi rodzicami
- brak seksu (tutaj chodzi o to że na początku związku rozmawialiśmy o tym i ustaliliśmy że miło by było robić to co kilka dni przynajmniej-sprawę opiszę później)
- brak atmosfery/ wyjątkowych chwil/ czegoś przygotowanego specjalnie dla niej ode mnie
- że wiele mam do niej zarzutów (bałagan, wydawanie w nierozsądny sposób pieniędzy itp.)
- zapewne wiele innych, ale już nie pamiętam na tą chwilę
Od razu dodam że forum mi pomaga, bo jak czytam co wam przeszkadza w facetach to wiem co zmienić w sobie, ale nie wiem czy poradzę sobie uratować nasze małżeństwo. Jeśli chodzi o seks, to niestety od początku czułem że żona nie czerpała z tego przyjemności, a nawet ból i dlatego ja czułem się niespełniony jako mężczyzna i odbierałem to jako robienie jej krzywdy. Jakoś tak to sobie po czasie zakodowałem że faktycznie już później pomimo jej starań w moim kierunku ja nadal tego nie robiłem i bywały miesięczne przerwy bez i nauczyłem się żyć miłością emocjonalną, a ranić jej seksem nie chciałem. Dla mnie już było ok- nie robienie tego obym nie widział na jej twarzy bólu. Wiem że to teraz wydaje się dziwne i chore, ale tak było.
Jestem dosyć uczuciowy i nieśmiały i uważam że wtedy chciałem jak najlepiej i że to wszystko robiłem dla niej. Jestem też bardzo oszczędny i odpowiedzialny finansowo. Mamy na głowie spory kredyt hipoteczny na mieszkanie a pensje niewielkie i szczerze mówiąc żyjemy biednie, oszczędzamy na jedzeniu, czasem jeździmy zjeść do rodziców bo lodówka pusta. To sprawia też że zaproszenie żony do restauracji czy sprawienie wyjątkowego dnia nie było dla mnie realne z uwagi na to że finanse... wiem teraz że nie finanse się liczą tylko inwencja i zaskakiwanie nawet prostymi rzeczami.
Widzę już że bardzo rozciągam temat i się robi długa historia. wszystko staram się usprawiedliwić- np. pytanie jej o zdanie a i tak podejmowanie własnej decyzji- to ja chciałem żeby nie było ciszy, chciałem rozmawiać z nią o czymkolwiek i też radzić się, ale przykro mi że zawsze robiłem po swojemu. Odbierałem moje pytania jako rozmowę, dialog aby było między nami jakieś powiązanie. Teraz jak to piszę nawet to wiem że to takie głupie i sam sobie pewnie zaprzeczam. Mój egoizm- pewnie tak, tu nie umiem tego opisać, z pewnością na wielu ludzi patrzę z góry i uważam się za mądrego (np. z naszym budżetem rodzinnym gdybym miał takie pieniądze jak co niektórzy znajomi to byśmy byli bogaci itp.) tutaj znów się pochwalę że nie pijemy i nie palimy z żoną i choćby to jaka oszczędność, tylko i tak tych pieniędzy realnie nie ma (taki kredyt sobie wzięliśmy na głowę).
Żona oczywiście też jest wyjątkowa, ja jestem jej pierwszym poważnym związkiem, ona nie pije nie pali i też nie imprezuje. Wydawało mi się, że tego właśnie chce i że ja pasuję do niej. Pisząc ciężko obrać myśli w słowa i to wszystko streścić.
Czuję się odpowiedzialny za naszą rodzinę, za pieniążki (aby nam ich nie zabrakło do końca miesiąca), za mieszkanie itp.
Za małżeństwo też jestem odpowiedzialny. Opiszę jak to wyglądało w przełomowym dla mnie momencie kiedy otworzyły mi się oczy:
Żona po roku męki jak ja niczego nie zmieniałam powiedziała że czekała ale nic się nie zmieniło i czy bierzemy rozwód czy jak to robimy bo ona nie chce dłużej marnować czasu ze mną, chce spełniać swoje pragnienia i być szczęśliwa. Ja oczywiście tego nie chciałem-rozwodu, ale widziałem jej rozpacz w oczach i powiedziałem że chciałbym żeby była znów szczęśliwa i najlepiej ze mną, ale jeśli ona wie że ze mną już nie będzie to ok. I tutaj nie chodziło ok na rozwód, tylko nasza skomplikowana sytuacja jest taka że mamy kawalerkę na kredyt i oboje nie mamy swoich mieszkań. Wracać do rodziców żadne z nas nie chce i doszliśmy do takiego porozumienia (tzn ja ze łzami w oczach nie mając innego wyjścia) że mieszkamy razem aby nie musieć wracać do rodziców i próbujemy być przyjaciółmi - nie biorąc póki co rozwodu.
I najgorsze że jeszcze wtedy nie otworzyły mi się oczy. Ja nadal kocham żonę i traktowałem ją jakby nic się nie zmieniło, ona co jakiś czas poruszała ten temat i pewnie się znów kłóciliśmy. Generalnie do czego zmierzam- żona zaczęła się po miesiącu zachowywać jakby mnie zdradzała (objawy takie jak mojej pierwszej dziewczyny) że ukrywa się z telefonem w łazience, odwraca laptopa tak abym nie widział z kim pisze, a po nocach kiedy albo ona ma nockę albo ja, rozmawia przez telefon godzinami z jednym numerem (np. 3 godziny w ciągu 8 godzin mojej pracy). Udaje oczywiście że spała w tym czasie, a jeśli była w pracy to że wszystko ok.
Ja już pewnie jestem przewrażliwiony bo pierwsza dziewczyna mnie zdradziła i to mnie bardzo dobiło. Poza tym tutaj nie można mówić o zdradzie, bo każdej rozmowie z żoną wychodzi że już niby nie byliśmy razem (choć dla mnie przysięga małżeńska jest bardzo poważna i chce z żoną być do śmierci). Ok przechodząc dalej znów skrócę:
po tym jak kilka dni cierpiałem, płakałem i męczyłem żonę i przepraszałem i chciałem wrócić (tak jak pisałyście dziewczyny, facet wystraszył się że kobieta może odejść i odruch obronny aby nie odeszła, ale czy ja będę inny i zmienię się? czuję już że wiem na czym polegało moje 60% błędów, bo wszystkich nawet nie umiem wymienić-ale czy tylko mi się to wydaje jak piszecie, czy umiem się zmienić na zawsze już?). Dobra bo zmieniłem temat- jak tak przepraszałem i chciałem wrócić do niej to było wiele rozmów więc powiem wszystko co wiem (co mi powiedziała w rozmowie, albo niechcący albo czego się domyślam):
pisze z kolegami (najprawdopodobniej poznanymi przez internet i nie z naszego miasta, ale być może z niedalekiej miejscowości) i twierdzi że to tylko przyjaciele, którzy mają żony i dzieci i mają trudne sytuacje i sobie nawzajem pomagają, czy też po prostu jest szczęśliwa rozmawiając z nimi.
i tutaj się zastanawiam jaki facet z żoną i dzieckiem jest w stanie rozmawiać przez telefon kilka godzin w nocy np. od 2 w nocy do 6 rano. Gdy chciałem coś więcej wiedzieć o nich to mówi że musi ich chronić bo oni mają żony i dzieci i ich rodziny nie mają się dowiedzieć że sobie z kimś piszą/ rozmawiają.
Dobra kolejna rzecz: Żona mi powiedziała że jej historia jest tragiczna, bo wie że nie będzie szczęśliwa i to nie możliwe więc będzie pewnie przy mnie.
To zrozumiałem jako że kocha przez internet kogoś kto ma żonę i dziecko i ze jeśli on nie zrezygnuje ze swojej rodziny, a raczej tego nie zrobi to ona nie będzie szczęśliwa- spełniona w miłości. Powiedziała mi ze jest nikła szansa aby była szczęśliwa jeśli ten ktoś rzuci swoja rodzinę, ale wtedy jeśli by tak było to ja jej pozwolę odejść bo przecież ja chce żeby ona była szczęśliwa, a wtedy będzie prawdziwie szczęśliwa.
Ojej jak ciężko o tym pisać. Ja czuje porażkę w sercu straszna. ale oki idziemy dalej: ja zacząłem od tygodnia bardzo się starać i pomimo ze czasem przy niej się smucę, bo przytłacza mnie to cale pisanie jej i tajemnice w komórce, to staram się być radosny i zmieniony (szanuje ją, pokazuje że ją kocham, staram się traktować ją tak, jak bym sobie wymarzył aby ktoś traktował moją nieistniejącą córkę). Ona twierdzi że pewnie będziemy razem, że kilka dni nie oznacza zmiany i musi upłynąć więcej czasu, a ja czuje że całego siebie mógłbym jej dać gdybym wiedział że jestem jedyny, gdyby odpuściła sobie te znajomości o które jestem zazdrosny. Bo ja pomimo że staram się jak najlepiej, to wewnątrz myślę tylko ciągle o tym co się dzieje, czy mnie zostawi, o czym może rozmawiać i pisać. Generalnie raz udało mi się spojrzeć w telefon i były takie smsy:
S
E
X (w trzech wiadomościach)
oraz taki: Czy tutaj mieszka Agnieszka?
wg mnie to raczej flirt i żarty aby sie rozweselić nawzajem ale boje się co może się dziać... umysł pracuje wiadomo.
Jak czytam wasze posty to rzeczywiście wygląda jakbym chciał tylko ją kontrolować i odebrać tych facetów którzy nie są mi na rękę i wtedy jak by była zdana tylko na mnie to nie musiałbym się starać. Ale na prawdę chciałbym aby była szczęśliwa ze mną, chcę być taki jakim by ona sobie mnie marzyła.
aha apropo nas, to odkąd powiedziała że brak seksu jest dużym powodem, to robimy to często i rzeczywiście nie mam już poczucia że ją krzywdzę (wyraziła jasno że chce, a tak to się domyślałem po zachowaniach, minach i przerywaniu w połowie). Tylko problemem jest to że ona mówi że seks dla niej nie jest już powiązany z miłością (bo ja niby kochałem ją ale nie chciałem tego robić, i że chce się cieszyć życiem i nie może mi obiecać wierności fizycznej). Dla mnie fizyczność to jest powiązana z miłością i to bardzo! czuje się czasem że mam problemy jak baba, a ona że jest jak facet. Ale role się odwracają jak widać albo tak mi gada żebym nie czuł się stabilnie i o nią walczył.
W chwilach gdy jest mi bardzo smutno to stara się mnie pocieszyć, potrafi mi odpowiedzieć "ja Ciebie też", będzie dobrze i stara się abym się uśmiechnął. Najbardziej mi przeszkadza gdy w taki idealny dzień kiedy się staram o każdy szczegół nagle wyciąga laptopa i odwraca się tyłem ekranu do mnie żebym nie widział i zaczyna pisać.... a mi serce pęka, choć pewnie nic wtedy się nie dzieje.
Zapewne dużo pominąłem a skupiłem się tylko na kilku sprawach, ale potrzebuje pomocy. Jak odzyskać jej zaufanie? Czy mogę wymagać abym był tylko jeden jedyny? Czy mogę wymagać porzucenia tych tajemnic? bo póki co to wygląda tak że jeśli coś ci się nie podoba to nie musisz się starać (co znaczy że ona się nie zmieni a ja mogę sobie kogoś znaleźć-tak twierdzi). w ogóle wiele razy mówiła że na starą miłość jest dobra nowa miłość, że powinienem znaleźć towarzystwo zacząć wychodzić itp.
tutaj dodam że właściwie wcześniej byliśmy odizolowani, tylko my dwoje, znajomi z pracy i to tylko w pracy a nie po, oraz nasi wzajemni rodzice. Nikogo więcej. Pewnie to trudne do zrozumienia, ale do czasu było ok.
Teraz czuję że ona ma mnie gdzieś, że jej nie do końca zależy bo ma jakieś tam koło zapasowe, albo pocieszenie przez telefon, a szczerze mówiąc teraz czuję się trochę wykorzystywany seksualnie bo to tak jakbym zaspokajał jej fizyczność (a ona nie może obiecać że będzie mi wierna) a ktoś inny zaspakaja ją emocjonalnie. Ze mną nawet nie rozmawia za dużo, nie mamy tematów. Jak próbuje mówić coś normalnego np. o pogodzie czy planie jutrzejszego dnia to jest wściekła nagle i się złości, po czym odkłada słuchawkę, a później okazuje się (billing) że od razu dzwoniła do kolegi na 3 godziny a złość na mnie pewnie była udawana, albo była zła bo umówiła się rozmawiać z nim wtedy a ja akurat zadzwoniłem.... hmmmm
Poradźcie mi coś. Ja chcę o nią walczyć. Nie zrezygnuję bo to moje przeznaczenie poprawianie błędów rodziców oraz to że ją kocham i jest wyjątkowa. Myślicie że mnie zdradza już i się tak zabezpiecza słowami, czy tylko mnie straszy, co znaczy że mówi że pewnie będziemy zawsze. Jejku, przecież ja cierpię przez te kłamstwa i tajemnice i nie wyobrażam sobie całego życia tak. ale nie mogę teraz niczego od niej wymagać bo za mało czasu minęła i ona uważa że moje zmiany mogą być udawane. Ale czy kiedykolwiek zgodzi się oddać mi kontrolę, czy już zawsze będzie tą wolną kobietą, którą chce być?
Jeszcze jedno mnie zastanawia, takie długie rozmowy i w ogóle to wg. mnie takie duchowe zauroczenie, może po pół roku zrozumie że facet ma rodzinę i jest nie poważny, że wyrządza szkodę żonie i dziecku i że nawet jeśli by je zostawił to to samo może zrobić kiedyś jej, może moje starania odbiją się za jakiś czas pełnym oddaniem bez konieczności wymagania tego od żony?
teraz trochę o wieku. Ja mam 26 lat ona 25 lat. To mój pierwszy post tutaj. postaram się co jakiś czas zajrzeć i poczytać wasze odpowiedzi.
Ok jak jeszcze mi się przypomina to napiszę: mam podejrzenia że jestem toksycznym człowiekiem a żonę trzymam w toksycznym związku, ale gdy jej o tym mówiłem to mówiła że sami sobie reguły narzuciliśmy i że to nasz wspólny wybór był. Oczywiście znałem wszystkie hasła żony na poczty, komórki i inne, ale nigdy tego nie używałem i nic nie sprawdzałem. W momencie jak się zmartwiłem gdy zaczęła coś ukrywać, okazało się że wszystkie hasła pozmieniała. Do dziś nie chce tego zmienić, a ode mnie wymaga znania haseł (wyglądało to tak że po kilku dniach mojego cierpienia sam też sobie zmieniłem hasła, aby zobaczyć co nastąpi) no i gdy zobaczyła to, chciała natychmiast ode mnie odejść powiedziała że to nie ma sensu, ja powiedziałem że w wielkim smutku zmieniłem te hasła jeszcze zanim postanowiłem się zmienić (bo to prawda), ale zastanowiło mnie że ona ode mnie wymaga a ja nic nie ukrywam, a sama nie poda swoich. Ja oczywiście na jej oczach pozmieniałem hasła z powrotem na stare. Zaczęło mnie zastanawiać coś takiego- że ja ją traktuje wciąż jak byśmy byli razem, mówię kilka razy dziennie że kocham i do tego robię nowe rzeczy te w których się naprawiam. Tylko szczerze mówiąc ma wsparcie i ode mnie i od kogoś obcego. Gdybym ja był taki do niej jak ona do mnie, może zatęskniłaby za moją miłością. Ale ja nie chcę jej zdradzić, nie chcę szukać kobiet na czacie i tworzyć sztucznych problemów. Wolę być otwarty i stanowczo być przy niej pomimo wszystko. Co jest lepiej odbierane przez kobiety? jeśli sama dojdzie kiedyś do wniosku że zbłądziła i wróci do mnie to będzie chyba wdzięczna że czekałem i się starałem? a może byłaby zazdrosna gdybym wychodził czy miał znajomych? generalnie chciałbym mieć o czym z nią rozmawiać, a spędzamy ze sobą cały wolny czas i wtedy nawet nie ma tematów bo wszystko przezywamy razem a jedynie możemy sobie powiedzieć jak było w pracy.
wracając do toksycznego związku- rzeczywiście jestem zazdrosnym facetem, tylko nie miałem powodów do zmartwień bo nie miała znajomych, często do siebie dzwoniliśmy wcześniej, teraz rzeczywiście czasem zadzwonię tylko dlatego aby sprawdzić czy ma zajęty numer ale jak nie czułem zagrożenia to nie po to dzwoniłem żeby sprawdzać. Jej rodzina za moimi plecami raczej uważa że nie jestem dla niej odpowiedni (to ona mi kiedyś powiedziała- a to też cecha charakterystyczna dla toksycznego faceta).
żona zawsze wszystko robiła ze mną, często załatwiała jakieś sprawy i po prostu była obok żeby być.
no i właśnie żona zarzucała mi że potrafiłem być w sekundę miły ale jak już mi odpuściła i było niby ok, to znowu ja się wyładowywałem zarzucając coś jej- to czuje sam, ponieważ chciałbym powiedzieć co myślę, że to nie tylko moja wina w jakiejś tam kwestii, ale nie chce się kłócić i jak już porozmawiamy, to w innym momencie kiedy nie jest taka zła na mnie i niby ok, wyrzucam to co chciałem powiedzieć wcześniej, ale gdybym to powiedział w kłótni to by mnie zostawiła. jedynie co teraz to mogę zmienić myślenie lub jak źle pomyślę to nigdy tego nie mówić. Nie wiem jak to zmienić inaczej. A no i zawsze to ja się boję o to że ona odejdzie. Zanim nawet było tak źle jak jest teraz, to gdy się kłóciliśmy to ja czułem się jak szmata, gdybym jak choć jedno takie zdanie do niej powiedział jak ona do mnie, to by trzasnęła drzwiami, a kiedy ja chciałem na moment wypłakać się w łazience i odpocząć od obelg i zarzutów wyrzucanych seriami od kilku minut, to kończyła temat jako że ja wybrałem wyjść, zamiast rozmawiać, a czasami byłem w takim stanie że chciałem sam się uderzyć. Po prostu mój wewnętrzny konflikt był taki że ja żyję dla niej i chcę jak najlepiej a ona odbiera wszystko źle i mówi jakbym to wszystko robił przeciwko niej.
Aha i ostatnie pytanie, ona nie chce iść ze mną na terapię. Czy jest sens abym poszedł sam do psychologa? da mi to coś? może jakieś leki na upojenie i praca nad sobą? jeśli się stanę lepszy dla niej, to nawet jeśli by mnie kiedyś zostawiła, będę już lepszy choćby sam dla siebie? ona jest przeciwna abym szedł sam, a ze mną nie chce iść.
Dobra muszę już kończyć ten poemat.
Czasem chciałbym pogadać z kimś kto ma problemy gorsze niż ja abym pomyślał, czym ja się przejmuję. Nie mamy dziecka póki co. Współczuje tu co niektórym po tym co czytałem.
Pozdrowionka
A ja mam dziś gorszy dzień. Ciężko czasami przełknąć fakt, że osoba, w której widziało się swoją przyszłość... nie kocha.
Tęsknię za normalnością.
Liwio,
znowu? Znowu wróciłaś do starych tekstów i starego sposobu myślenia? Znowu o tym, że zasłoniłaś sobie świat tym mężczyzną, że postawiłaś go na ołtarzu, że chciałaś, by był odpowiedzialnym za Twoje szczęście?
A może... może nigdy nie odeszłaś od tego myślenia?
Tęsknisz za normalnością? Czyli za czym? I, jeśli tęsknisz, czemu jej nie tworzysz?
Wielokropku...
Tak-on-ołtarz-cała prawda.
Od tego myślenia odeszłam chyba już dawno, jednak moje nawyki w myśleniu czasem powracają. Tak jest już chyba człowiek zbudowany. Po za tym wciąż nie było źle w moim małżeństwie. Kiedyś było cudownie i za tym w myślach tęsknie. Taką normalność mam na myśli. Własną normalność buduję już 9 miesięcy. Udaje mi się, ale tęsknota bywa silniejsza.
Już po wszystkim.
Jestem rozwiedzioną kobietą. Tak, cywilnie, tak. Ale przysięgałam jeszcze przed Bogiem....
Koniec 4-letniej tułaczki po myślach :kocha, nie kocha:.....już dawno nie kochał skoro chciał rozwód.
Wolna kobieto!
Dużo dobrego życzę, czyli spokoju, przytomności, szczęścia. ![]()
Wolna kobieto!
Dużo dobrego życzę, czyli spokoju, przytomności, szczęścia.
Dziękuję! O przytomność chyba najbardziej tu chodzi Wielokropku. Jak ona będzie to i szczęście i spokój także ![]()
Rozumiem, że zdajesz sobie sprawę, że własna przytomność jest decyzją i sposobem życia. ![]()
Rozumiem, że zdajesz sobie sprawę, że własna przytomność jest decyzją i sposobem życia.
Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że się uda być przytomną na długo, by nigdy więcej nie kochać tak bardzo, za bardzo. Bym mogła tak kierować własnym życiem jak chcę i uzależniać je od siebie a nie od kogoś........
Witam
Pamiętajcie że o związek trzeba też walczyć. Do końca. nie poddawać się przy pierwszej trudnej sytuacji.
Wiele osób za szybko odpuszcza i tu jest problem.
Witam
Pamiętajcie że o związek trzeba też walczyć. Do końca. nie poddawać się przy pierwszej trudnej sytuacji.
Wiele osób za szybko odpuszcza i tu jest problem.
Trzeba walczyć, ale muszą chcieć tego dwie strony. Jedna nic nie jest w stanie zrobić.
Dokładnie,do "tanga trzeba dwojga",samemu nic sie nie zdziała,wiem to z własnego doswiadczenia.
894 2014-06-04 14:18:30 Ostatnio edytowany przez zbuntowana98 (2014-06-04 14:47:25)
Wiam,
Od wczoraj prześledziłam całą historię Twoją LIWIO
(wszystkie Twoje posty w tym wątku) zajęło mi to trochę godzin
i tak mnie wciągnęłą, że czuję niedosyt i jestem ciekawa jak po ponad roku od rozwodu ułożyło się Tobie życie? Udało Ci się uwolnić całokowicie od toksycznego związku?
Aż z tej ciekawości specjalnie się zarejestrowałam ![]()
895 2014-06-04 15:14:22 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-06-04 15:15:51)
Witaj Zbuntowana ![]()
Szkoda chyba czasu na czytanie tego wątku od deski do deski ![]()
Zgadza się, jestem po rozwodzie od ponad roku. Życie układam cały czas od nowa. Widuję się z kimś i w końcu widzę jak wygląda szacunek, zaufanie, normalność, stabilizacja (w sensie psychicznym), a to było mi cholernie potrzebne.
Były mąż co jakiś czas daje jeszcze znaki o sobie, ale to już inna działka, przynajmniej dla mnie ![]()
Pozdrawiam
MACIE RACJE ŻE ZWIĄZEK TO DWOJE I DWOJE MUSI CHCIEĆ.
CZASAMI JEDNAK WARTO WALCZYĆ. CZASAMI POMOC Z ZEWNĄTRZ JEST NIEZBĘDNA.
MEDIATOR POMOZE ZNALEŚĆ WSPÓLNY JEZYK, BEZ NEGATYWNYCH EMOCJI.
Pewnie tak. Jednak w moim przypadku w mediatora nie wierzę. Za dużo się stało.
898 2014-06-05 13:53:00 Ostatnio edytowany przez zbuntowana98 (2014-06-05 13:57:19)
Witaj Zbuntowana
Szkoda chyba czasu na czytanie tego wątku od deski do deski
Zgadza się, jestem po rozwodzie od ponad roku. Życie układam cały czas od nowa. Widuję się z kimś i w końcu widzę jak wygląda szacunek, zaufanie, normalność, stabilizacja (w sensie psychicznym), a to było mi cholernie potrzebne.
Były mąż co jakiś czas daje jeszcze znaki o sobie, ale to już inna działka, przynajmniej dla mnie
Pozdrawiam
To super, ze układa Ci sie wszystko ![]()
Pewnie na początku było Ci ciężko ale w 100% udało Ci sie uwolnić od byłego męża? W sensie uzależnienia od niego? Zero myślenia o powrotach do niego?
Oby z nowym facetem wszyszystko ułożyło się po Twojej myśli, bo zasługujesz na to
A jak córcia to wszystko zniosła? Pewnie juz duża panna z niej bo parę latek ten wątek istnieje ![]()
Aha i jeszcze jedno wcale nie szkoda było czasu na czytanie, po prostu Twoja historia mnie wciągnęła ![]()
Emocjonalnie jestem wolna od męża. Choć on tak jak pisałam, nie daje o sobie zapomnieć. Staram skupiać się już na innych aspektach życia, a nie na tym co się stało.
Córce łatwo nie było i myślę, że nadal ma momenty, że chciałaby mieć mamę i tatę, ale jej wiek po malutku robi swoje-ma swoje przemyślenia na temat całej sytuacji, a sytuacja, że jest tylko z mamą zaczyna być czymś zupełnie normalnym.
No to super
A co były mąż próbuje jeszcze w Tobie wzbudzić? Nie mów, że po tym czasie jeszcze Cię dręczy...
A jak z nowym facetem? Dobrze sie układa? Po takich doświadczeniach czasami można mieć problemy w nowych związkach, nie do końca ufać, czy otworzyć sie emocjonalnie np. Nie okazywać uczuć...
Liwio!
Wyobraź sobie,że 2 dni temu w pracy z nudów wpadłam na Twój wątek..Przeczytałam wszystko przez 2 dni od deski do deski w każdej wolnej chwili będąc w pracy. Twoja historia mnie bardzo bardzo wciągnęła.. Czasem mi się łezka w oku pojawiła,czuję się jakbym przeczytała książkę, dobrą książkę.Tak mniej więcej od połowy czytając.. myślałam sobie "błagam rozwiedź się z nim w końcu.."i marzyłam żeby to w końcu przeczytać, żebyś się uwolniła i żebyś dała tu nadzieję,dla innych kobiet,że po rozwodzie można dojść do siebie nawet jeśli wcześniej życia się bez tego faceta w ogóle nie widziało. Ta cała historia to kawał Twojej biografii z której można wyciągnąć wiele wniosków, wiele się nauczyć.Cieszę się ,że jesteś po rozwodzie jakkolwiek to brzmi, że się uwolniłaś, że ktoś Cię docenia. Twoja historia mnie wciągnęła tak po prostu,może dlatego że ja też jestem po rozwodzie który był 4 lata temu, mój syn z poprzedniego małżeństwa ma teraz 9 lat, mam też drugiego 1,5 roku z obecnego małżeństwa które trwa 2.5 roku. I tez kryzys mamy już mam nadzieję za sobą..ale cieszę się że jestem z moim obecnym mężem,a czasem jak były przyjeżdża po syna zamienię z nim kilka słów.. to sobie myślę" boże jaki figo fago.. jak ja mogłam z nim być szczęśliwa, kochać go itd.. zarozumiały i przechwalający się jak kiedyś, tylko kiedyś tego nie wiedziałam a teraz tak wyraźnie widzę i wiem ,że w życiu już by mi nie zaimponował taki charakter, cieszę się że moje życie się tak potoczyło i tamto małżeństwo się skończyło. Życzę Ci byś była jeszcze bardziej szczęśliwa niż ja. Cieszę się na prawdę, ten kawał życia który Ci tak dopalił przeszedł już w historię.
Liwio, ja również przeczytałam Twój wątek i cieszę się, że w końcu uwolniłaś się od męża:)
Pozdrawiam!
903 2014-06-06 14:58:14 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-06-06 15:05:42)
Zbuntowana
-mąż "walczy" ze mną, raz ma pretensje, raz wyznaje miłość, raz odcina się całkowicie...Nowy facet - miła, pozytywna historia. Na początku znajomości włączało mi się czerwone światełko nie raz (czasem dziś też tak mam), ale czas i jego starania, a także jego życiowe perypetie, powodują, że ufam mu i wiem jak powinien wyglądać właściwy stosunek do kobiety.
Poly
dziękuję za "te" słowa. Wiadomo, że nie jest łatwo ułożyć wszystko od nowa, kiedy żyło się w przekonaniu, że to jeden jedyny. Najważniejsze jednak, że czas leczy rany, że jednak nadchodzi dzień, kiedy wychodzi słońce. Cieszę się, że i u Ciebie życie toczy się dalej, że jest mąż, rodzina
, to napawa optymizmem ludzi w podobnych sytuacjach do naszych.
Kejter - dziękuję ![]()
904 2014-06-06 15:25:51 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-06 15:28:04)
TorunOn
tylko nie wiem czy to przeczytasz bo tylko jeden post od roku,
czy ty jesteś masochista? dlaczego dajesz się tak krzywdzić i wszystko zwalac na siebie, ja bym jednego dnia tak nie wytrzymała, musisz być silnym człowiekiem, albo bardzo ja kochac ale to się czuje ze jest ona dla ciebie wszystkim a ona jest.. nie wiem nawet jak ja określić, a ten urywek o seksie, ze ja boli, ze jej bol sprawiasz? to mnie najbardziej poruszyło, a potem już nie było takich problemów, co najmniej dziwne
,,Żona mi powiedziała że jej historia jest tragiczna, bo wie że nie będzie szczęśliwa i to nie możliwe więc będzie pewnie przy mnie., - jest z toba bo z nim nie może być?
905 2014-06-17 19:10:36 Ostatnio edytowany przez zbuntowana98 (2014-06-17 19:11:58)
Zbuntowana
-mąż "walczy" ze mną, raz ma pretensje, raz wyznaje miłość, raz odcina się całkowicie...Nowy facet - miła, pozytywna historia. Na początku znajomości włączało mi się czerwone światełko nie raz (czasem dziś też tak mam), ale czas i jego starania, a także jego życiowe perypetie, powodują, że ufam mu i wiem jak powinien wyglądać właściwy stosunek do kobiety.
Poly
dziękuję za "te" słowa. Wiadomo, że nie jest łatwo ułożyć wszystko od nowa, kiedy żyło się w przekonaniu, że to jeden jedyny. Najważniejsze jednak, że czas leczy rany, że jednak nadchodzi dzień, kiedy wychodzi słońce. Cieszę się, że i u Ciebie życie toczy się dalej, że jest mąż, rodzina
, to napawa optymizmem ludzi w podobnych sytuacjach do naszych.
Kejter - dziękuję
Super, że z nowym facetem wiesz jak powinien wyglądać "normalny" związek ![]()
Swoją drogą były mąż mógłby dać sobie spokój, zawraca Ci tylko głowę...
Cały czas chodzi mi Twoja historia po głowie i zastanawiam się czy w każdym małżeństwie czy związku jest taki moment, że jedna ze stron przegina, oby dwie strony nie starają się jak powinny, ktoś się nie godzi na dane zachowanie i nie da się uratować związku, a może się nie chce, czy w chwilach słabości szuka się innej ucieczki? Zwykle zaczyna się wszytsko od pierdoły a problem rozrastra się do rangi oromnego problemu, po drodze wychodzą inne minusy partnera i tak kółko z problemami się zaczyna...
Czy zawsze tak musi to wyglądać? Napewno nie ma związków idealnych to wiadomo ale jak zrobić,żeby był idealny? jak się nie kłócić z partnerem? to chyba jest nie możliwe ![]()
906 2014-06-19 23:46:48 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-06-19 23:48:23)
Mój były mąż był moim jedynym życiowym partnerem, dlatego nie mam doświadczenia w innych związkach. Moje małżeństwo nie było idealne (choć może takie istnieją), kochaliśmy się ,do pewnego momentu byliśmy szczęśliwi. Z perspektywy czasu wiem, że w wielu sprawach bardzo się różniliśmy, choć podobno przeciwieństwa się przyciągają. Niestety-ja być może pewnych zachowań męża do końca nie akceptowałam, ale kochałam go bardzo, małżeństwo było dla mnie świętością, on miłością, którą chciałam na całe życie. Jednak teraz wiem, że dla mnie priorytetem była miłość, rodzina, dom, stabilizacja, poczucie męża na którego mogę liczyć itp, i do pewnego momentu wydawało mi się, że dla męża też było to ważne, z resztą z mojej strony zawsze to miał. Potem zorientowałam się, że to było na chwilę, bo on woli swobodę, wolność, adrenalinę, kobiety, życie bez zobowiązań....Dlatego to małżeństwo nie przetrwało, prawdą jest, że zaczynało się dziać źle od małych kłamstw, od małych wydawało by się niedomówień.Skończyło się źle...
Nie ma związków idealnych, są za to udane pary, szczęśliwe małżeństwa, zgrane związki, które pewnie mają czasem jakieś problemy, ale ważne, że starają się je rozwiązać, że jest kompromis, porozumienie, że nie ma czegoś takiego, że stara się jeden, a drugi nic, to jest ważne. Po za tym związek trzeba pielęgnować pod każdym względem.:)
Po rozwodzie już dawno.
Były mąż "wraca" cyklicznie pisząc o miłości, o własnych zmianach, itp. Z żadną kobietą mu nie wychodzi, bo uważa, że uczucie do mnie jest niezmienne, że z nikim na siłę być nie może. Ja-widuję się z kimś, nie za często ze względu na pracę daleko stąd, a myśli krążą wokół byłego. Zaczynam myśleć, że może w końcu...zmienia swoje życie. A czasem mam wrażenie, że wolę być sama z dzieckiem i już. Najłatwiej mi, najwygodniej chyba też. Nie wiem jak to wszystko interpretować? Niegotowość na "nowe"? Tęsknota za tamtym życiem, od tej lepszej strony?!
Były mąż "wraca" cyklicznie pisząc o miłości, o własnych zmianach, itp. Z żadną kobietą mu nie wychodzi, bo uważa, że uczucie do mnie jest niezmienne, że z nikim na siłę być nie może.
To ta "łachudra" tak sobie tłumaczy fakt, że z innymi kobietami związki też mu się nie układają ?? Że niby on Cię tak kochał i kocha ? O co mu chodzi ? Nareszcie ma swobodę, adrenaliny po pachy i co tydzień nowy "związek", czy nie do tego dążył ?? Rozwód i kolejne niepowodzenia uczuciowe niczego go nie nauczyły... Myślę, że jest też w lekkim szoku, że kolejne panie nie są już tak wyrozumiałe dla jego poczynań jak była żona...
Dzięki Volver za zainteresowanie, bo póki co walczę z własnymi myślami
Swoboda bez żony trwa już od ponad 2 lat, albo więcej. Ma czego niby chciał, a jednak...Skoro byłam taka zła to po co "wraca"? Oczywiście, że nie byłam ideałem.
"Związki" jakoś z 2-3 miesięczne z 2 kobietami (z jedną pomieszkiwał). W większości tylko wyjścia z kolegami itp.
Po co wraca ? Bo jest kompletnie pogubiony. Metrykalnie dorosły mężczyzna, a mentalnie "niedokołysnany" chłopczyk...
Niezmiennie i nieustannie szuka przyczyn niepowodzeń tylko na zewnątrz. Przy takiej postawie nie liczyłabym na jakieś zmiany na lepsze... ![]()
Mam tylko nadzieję, że nie walczysz z myślami aby go przygarnąć ?? ![]()