Liwia dasz radę!!!!!
Pozdrawiam i ściskam mocno:)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problemy małżeńskie
Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 15 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Liwia dasz radę!!!!!
Pozdrawiam i ściskam mocno:)
Podobne tematy
Nie daję rady, mimo, że nie pisze tu nic. Znów jest bez pracy, znów podejrzane telefony, smsy........nie mam już sił i męczę się z tym wszystkim. Niby chwilami jest dobrze, stara się i ja to robię...ale nie mam poczucia stabilności, ani tej psychicznej ani teraz materialnej. Wszystko wciąż na mojej głowie, jestem zmęczona, stoję w miejscu i nie wiem na co czekam, na cud chyba....
Nie daję rady, mimo, że nie pisze tu nic. Znów jest bez pracy, znów podejrzane telefony, smsy........nie mam już sił i męczę się z tym wszystkim. Niby chwilami jest dobrze, stara się i ja to robię...ale nie mam poczucia stabilności, ani tej psychicznej ani teraz materialnej. Wszystko wciąż na mojej głowie, jestem zmęczona, stoję w miejscu i nie wiem na co czekam, na cud chyba....
Skąd takie załamanie?
Przecież stabilność w Twoim związku to Ty. Od dawna wszystko jest na Twojej głowie i nic nie wskazywało dotąd, by sytuacja miała ulec zmianie.
Ostatnio podjęłaś decyzje o pozostaniu w związku, mimo wszystko.
Na co czekasz? Dojrzewasz? Dojrzewasz do decyzji o rozstaniu?
Boszeeeeeeeee, ja już nie wiem do czego dojrzewam Wielokropku? Dziś kalkulowałam znowu...co w nim kocham, za co go kocham....i kocham go za te "chwile" gdy się stara, gdy jest dobry, normalny, do rany przyłóż, ale jak widać to chwile...bo jeśli mówię mu, że mam ciężkie dni, jestem zmęczona, seksu też mi się nie chce - to wszystko pada na pysk.....
Owszem, od lat wszystko jest na mojej głowie dom, obiad, rachunki, praca, lekcje....a jemu można w zasadzie wszystko.......
Mam wrażenie, że życie ucieka mi między palcami.. ![]()
Ejże!
Co znaczy "życie ucieka mi między palcami", to znaczy co...?
W innym wątku napisałaś (wyśledziłam przypadkiem) o PMS. Na to jest jedna rada. Czekolada.
Mogę dać Ci też radę, która kiedyś mnie bardzo pomogła.
Uznaj, że nic w życiu Ci się nie należy. I że wszystko, co masz dostałaś jako gratis.
W sumie rada super
Pms-to co miesiąc, tyle, że jak przy mojej tarczycy zacznę wcinać tą czekoladę to uuuu, w drzwi się nie w mieszczę ![]()
A życie ucieka, jak napisałam, moje dziecko szczęśliwe, a matka co parę tygodni dygocze...dziś zniknął na 4h bez słowa. Tak robią faceci, kochający mężowie? Ja nigdy tak nie robię, nigdy...
Jak znika, niech znika.
Ty zachowaj się nietypowo. Nie wypytuj, nie złość się, zbojkotuj jego powrót, tłumaczenia lub prośby.
I jeszcze jedno, nie porównuj waszego zachowania. Niczego dobrego Tobie to nie przyniesie. Goryczy - całą furę.
Staram się nic z tym nie robić-tym bardziej dzisiaj; on z premedytacją znika, wie , że mnie to irytuje cholernie...wrócił oczywiście szczęśliwy, siedzi w innym pokoju, popijając jak zwykle piwo....
Owszem, mam tendencję do porównywania (nie mogę się tego oduczyć), zostałam inaczej niż on wychowana i dla mnie pewne zachowania są wręcz niedopuszczalne...u niego w domu zawsze robili co chcieli, nikt nikomu się nie tłumaczył. Pod tym względem mój świat i jego świat to zupełne niezgodności.
Skoro on celowo Cię irytuje swym znikaniem, to kolejnym razem zareaguj inaczej niż on się spodziewa. Zaskocz go swym zachowaniem. Powitaj go z uśmiechem na ustach, uciesz się z jego powrotu. To wybija z rytmu.
Witam Was dziewczyny,
Piszę bo bardzo chciałabym wam pomóc w tych problemach małżenskich. Sama mam męża od 5 lat i wszystko to samo. Ciągłe kłótnie, sprzeczki, myśli o rozstaniu itp. Było już tak krytycznie, że babrałam dziecko i wyjechałam do mamy. Tam koleżanka poleciła mi warsztaty dla małżeństw. Program Rozwoju Relacji Małżeńskich dla małżeństw w kryzysach. Pomyślałam, że to bedzie mój ostatni krok w moje małżeństwo. Namówiłam męża i pojechaliśmy. Warsztaty trwały weekend i słuchajcie wydarzyło się coś tak niesamowitego że do tej pory nie moge w to uwierzyć. ZAKOCHAŁAM SIĘ W SWOIM MĘŻU OD NOWA! Wyjaśniliśmy sobie wszytkie przykre sytuacje, nieporozumienia, o których tak naprawdę nigdy nie rozmawialiśmy, na wet nie mieliśmy o tym pojęcia.
Warsztaty prowadził taki Ksiądz i jak zobaczylam że to ksiądz to chciałam z tamtąd uciec ( co ksiądz może wiedzieć o małżeństwie) ale okazuje się że wie więcej niż my wiedzieliśmy. Wykłady miał rewelacyjne, a ćwiczenia praktyczne były prowadzone przez inne małżeństwa.
Pisze to wam, bo wiem jak mi było ciężko przez to wszystko przechodzić, kiedy już nie widziałam żadnego sensu w moim małżeństwie, teraz poznaję mojego męża od początku, pracujemy nad sobą i jest jeszcze lepiej niż przed ślubem. Niesamowite!
Wystarczy chcieć.
Dziewczyny, jeśli chcecie jeszcze uratować swoje małżeństwo i być szczęśliwe to spróbujcie przyjść na te warsztaty.
Przesyłam Wam link do wiadomości o tym, mam nadzieję, że komuś to pomoże: dobraporadnia. pl/programy-dla-malzenstw. html
Pozdrawiam was gorąco.
Wielokropku - nie potrafię tego zrobić, no zatwardziała jestem być może, ale nie potrafię...
Izzo - nam już nic nie pomoże, nie wierzę już w nic.....
Dziś siedział w domu - nie zrobił kompletnie nic, tak jak wyszłam do pracy w takim stanie wszystko zastałam po powrocie (nawet łóżka rozgrzebane). Jeszcze pretensje, że wyszłam do pracy bez słowa...a spał oczywiście osobno, bo wredna żona pytała z kim non stop gada przez telefon , wychodząc z domu. Potem położył się po wizycie w UP, a potem znów problem do mnie (jako kontratak), bo ja przychodząc z pracy jestem wciąż zmęczona i często muszę się położyć, żeby odreagować, a nie lubię tak jak on wysiłku fizycznego-no i jak stwierdził on to we mnie akceptuje (ja się cieszę-hura!!!
), ale jak widać zawsze jest jakieś "ale". Znów potem był wyjazd gdzieś autem, powrót, jedzonko, spacerek i piłka ma się rozumieć. Dzień rewelacja!..Bozszeeeeeeee czuję się jakbym mieszkała z nastolatkiem a nie dorosłym facetem, moje nerwy sięgają zenitu.....Sama jestem sobie winna tej sytuacji i durna, że w ten sposób na to wszystko reaguję.....
Co, w związku z taką sytuacją, planujesz?
Najchętniej spakowałabym swoje manele i uciekła stąd w siną dal-odpocząć, przemyśleć, poukładać...jednak to nierealne.....Nie wiem co robić-wciąż słyszę dziecko, żeby tylko tata się nie wyprowadzał, a sama tkwię w tym po dziurki w nosie, nie widząc rzeczowego rozwiązania, tzn. może je widzę, bo wiem jak byłoby nam obu bez "tatuśka", ale moje myślenie jest durne....
Czasem zastanawiam się jak wyglądają szczęśliwe małżeństwa, bo może moje jest nieszczęśliwe przeze mnie lub szczęśliwe, bo właśnie tak szczęście w związku wygląda?! ![]()
Sprzeczność goni sprzeczność.
Najchętniej wyjechałabyś, ale to nierealne. Naprawdę? Czy brak Ci odwagi do chwili spokoju i pozostania sam na sam ze swymi myślami? Jeszcze przyszedł by Ci do głowy jakiś pomysł.
Nie widzisz rzeczowego rozwiązania, ale je widzisz. No, logiczne do granic.
Widzisz rozwiązanie, ale Twoje myślenie jest durne. Durne, bo znasz wyjście z Twej sytuacji i rozwiązanie podstawowych problemów?
A ostatnie zdanie jest wprost perełką. Twoje małżeństwo jest szczęśliwe, bo jest nieszczęśliwe, albo odwrotnie.
Kobieto!
Zimny prysznic.
Może oprzytomniejesz. Jeśli chcesz.
I gdzie podział się mój zdrowy rozsądek? Mój rzeczowy tok myślenia? Zawsze twardo stąpałam po ziemi i gdzie ta Liwia się podziała?
To przy nim wariuję chyba!!!! :0
A co do wyjazdu-praca w szkole nie przewiduje urlopu, jedynie ten wakacyjny ![]()
Muszę Cię zmartwić.
Twój mąż nie jest odpowiedzialny za wszystko. Za Twoje "wariowanie" - nie jest. Za gradobicie - też nie.
Co prawda, wygodnie mieć takiego kogoś do bicia, ale... na pewno?
Moja sygnatura jest nadal aktualna.
Jeśli chcesz wyjechać możesz pomyśleć jak to zrobić mimo trwającego roku szkolnego. Sposobów podpowiadać nie będę, bo sama je znajdziesz, jeśli podejmiesz decyzję o wyjeździe.
Zresztą, przywitać się z własnymi władzami umysłowymi można i we własnym domu. Jeśli się chce.
Czyli sądzisz, że w zasadzie sama jestem sobie winna?
A sygnatura-hm, pewnie pasuje do mnie, to ja ten "ktoś".
Hola, hola!
N i g d z i e nie napisałam, że jesteś w zasadzie sama sobie winna.
Napisałam, że Twój mąż nie jest odpowiedzialnym za wszystko. A to znacząca różnica, mimo że nie podoba się to Tobie.
Masz swoją wolę, podejmujesz swoje decyzje, ponosisz swoją odpowiedzialność.
I jeszcze jedna myśl, którą lubię, a która również pasuje do Ciebie.
Jeśli nie podejmujesz decyzji, to też ją podejmujesz.
No wiadomym jest, że mąż nie bierze odpowiedzialności za wszystko, ja nigdy nie określałam siebie jako anioła, bo mam swoje w charakterku...Co do mojego obecnego myślenia-jest zawiłe i nielogiczne zarazem -kiedyś takie nie było, bo sądzę, że "z jakim przestajesz, takim się stajesz"
Znów pasuje sentencja, zgadza się ;/
Jutro wnosi sprawę o rozwód - właśnie mi to oznajmił!!!!!!!!!!!!!!
Rozterki nt. dalszych Twych kroków są już nieaktualne.
Już wiesz, jak jest z jego strony.
W przeciągu kilku miesięcy nie raz słyszałam o rozwodzie. Teraz być może zrobi to "na serio". Teraz to ja mam już rozterki związane z moim postępowaniem........widocznie ja przyczyniam się do tego, że on w rozwodzie widzi jedyne rozwiązanie. Wyrzuty sumienia się zaczynają, bo może jestem wredna, może wkurzona, bo nie pracuje, bo pisze z kimś....ja nie wiem jak żyję.
Zaraz, zaraz, spokojnie.
Wróciłam do Twoich postów napisanych kilka stron wcześniej. Napisałąś:
(...)U mnie wczoraj powtórka z rozrywki. Mąż popił sobie w garażu, powkurzał się na mnie znowu, bo za dużo pytam, za dużo chcę wiedzieć...W końcu zasnął na fotelu, nie obudziłam go jak zawsze, sam wstał, pewnie zdziwiony i zasapany, podpity, nieumyty położył się spać.(...)
i dalej:
No i pewnie jest ktoś na boczku (lub jestem przewrażliwiona), ale na razie czekam....Telefon non stop przy sobie, gdzie do jakiegoś momentu były w zasięgu mojej ręki i oczu....teraz znów go nie ma, ponoć jechał w interesach, ale od kilku dni wieczorem znów są "interesy" jak kiedyś......zmęczona jestem tym już, tą szarpaniną, tym piciem i ściemniactwem........
i dalej:
(...)jednak moje przypuszczenia są prawdziwie, znów z kimś pisze, pewnie rozmawia i spotyka się.....Oboje się wypierają, ale jeden sms od niej do niego jest dowodem i tym, że "coś" między nimi jest......
Rozmawiałam i z nią i z nim, najpierw się wypierała z tupetem, jak przedstawiłam info, że wiem o smsie spokorniała, ale oczywiście to pomyłka jej zdaniem , bo ona ma swojego męża.....jednak z rozmowy wynikło, że już o mnie co nieco wie i tu sprawa się rypie. Być może to niewinny flirt ZNOWU, ale ZNOWU jest. No ile można, pytam się sama siebie?! A on co-że robię z siebie idiotkę, bo to z jej mężem robi "interes"....żenujące....że ja w telefonie mam pełno nr telef do facetów, co jest bzdurą, bo to kontakty do rodziców dzieci (w większości są to chłopcy, których imionami mam zaznaczone te nr), które uczyłam, bądź uczę. Atakiem na mnie broni siebie. Zapytał czy już ma się pakować? Odpowiedziałam,że ma robić co chce i ma moje błogosławieństwo na nową drogę życia!
Głowa mi pęka, może jutro się wyprowadzi i koło znów się zamyka. Czym ja sobie na to zasłużyłam, no czym???????? Czuję się jak wrak człowieka...............
Po co on w ogóle wrócił, po co? Po to, żeby mnie niszczyć, robić ze mnie chorą psychicznie??? Jezuu, jak to boli........
To fragmenty Twoich postów z zaledwie czterech dni.
Już go żałujesz?
Poszukaj, może znajdziesz jakąś butelczynę na pocieszenie dla niego. Bądź dobrą żoną. Niech kolejny raz się uchla.
Taka jestem durna, głupia baba. Jeszcze potrafi mi powiedzieć, że inni mnie szanują i lubią, bo ze mną nie śpią i nie mieszkają. A gdyby byli ze mną na co dzień przekonaliby się jaka jestem. Po prostu szok......
Aniołkiem, jak sama wiesz i się do tego przyznałaś, nie jesteś.
Ale teraz przypomnij sobie, że ledwie kilka dni temu marzyłaś o rozstaniu, tylko brakowało Ci odwagi. Twój mąż tę decyzję wziął na siebie. Oby wytrwał, bo inaczej Ty będziesz zmuszona ją podjąć.
Tylko wtedy znów dopadnie mnie czarna rozpacz, a wiem, że jak tylko chce jest innym, dobrym facetem. Ale niestety jest to coraz rzadsze, on nie ma zasad, których się trzyma, nie dba o to bym czuła się komfortowo, mimo, że to on w wielu sytuacjach zawinił. Znów będę cierpiała, znów będzie jak kiedyś......... ![]()
"Osiołkowi w żłoby dano.
W jednym owies, w drugim siano..."
I tak źle, i tak niedobrze.
Było cicho o rozwodzie, byłaś niezadowolona. Podjął decyzje o rozwodzie, jesteś dalej niezadowolona.
Przewrotnie zapytam.
Chcesz reaktywować związek? Wspólnie z mężem? Dokonać bilansu i wziąć współodpowiedzialność za dobre i za złe? Czy znowu chcesz, by on był "chłopcem do bicia"?
On nigdy nie był dla mnie chłopcem do bicia. Mimo wszystko nigdy go tak nie traktowałam. Myśli mam mieszane, bo jest dziecko i wiem, że jak chce jest dobrym facetem, ale za dużo pije i zdarza się coraz więcej chwili, że sam nie wie co chce,wciąż potrzebuje adrenaliny w postaci "koleżanek",a ja jestem w tym związku i facetem i kobietą.
Wytłumaczenie przyjęte. A odpowiedzi na pozostałe pytania?
Jak jest dzisiaj?
Teraz jest po 3 drinku. O rozwodzie już dziś nie wspomniał. Wczoraj ja rękę wyciągnęłam-powiedziałam tylko, że nie chcę się już kłócić. I żyję wciąż rozwalona psychicznie.
Czyli wszystko wróciło na stare tory.
Czego oczekujesz?
Jakie masz plany, ale realne, co zamierzasz.
Jakie Twe decyzje?
Dziękuję, że tak ze mną piszesz........
Muszę przespać się z tym. Chyba jutro przeprowadzę z nim poważną rozmowę, tyle, że nie mam nadziei, że on chociaż przestanie pić. On nie liczy się nawet z tym, że mi to przeszkadza, ze po mału staje się uzależniony. Bo przecież ktoś, kto codziennie pije nawet jedno piwo, bez dnia przerwy staje się alkoholikiem
Co do alkoholizmu, to nie masz racji.
Można pić codziennie i alkoholikiem nie być. I można pić okazjonalnie, choćby raz w roku i być nim. Częstotliwość picia nie ma znaczenia. W rozmowie z nim na ten temat nie posługuj się tym argumentem, bo jest on fałszywym.
A z czym Ty chcesz się przespać? Przecież taką sytuację masz od dawna. I dawno temu podjęłaś decyzję o pozostaniu w takim związku. I nic nie wskazuje na to, byś zdanie swe zmieniła. To kogo Ty oszukujesz? Mnie na pewno nie.
Na tym forum jest taki wątek: http://www.netkobiety.pl/t17705.html
Przeczytaj go koniecznie. To również o Tobie.
Codzienne picie nie prowadzi do alkoholizmu, skoro on nie potrafi sobie odmówić?
Siebie oszukuję, wiem o tym!!!
Kochająca za bardzo - tak, wiem i nie umiem nic z tym zrobić, żałosne...
Jesteś mądrą kobietą - co zrobiłabyś w mojej sytuacji?
Już to kiedyś napisałam Tobie. Poszłabym na terapię.
Alkoholizm poznaje się po innych objawach.
Jak odróżniasz to, że on nie może przestać pić od tego, że nie chce przestać pić?
Tak, sama? Do czego ta terapia miałaby konkretnie doprowadzić? Abym przestała kochać za bardzo?
Tak.
Przecież Ty wszystko wiesz na ten temat.
Wiesz po co, wiesz dlaczego.
Wiesz, kiedy i w jaki sposób siebie oszukujesz, wiesz czemu nie chcesz odejść od niego.
Wiesz, czemu zareagowałaś paniką na jego słowa o rozwodzie.
Jesteś uwieszona na swym mężu. Życie z takim bluszczem jest niezwykle trudne. Może pije dlatego.
Dlaczego sądzisz, że "wiszę" na nim? Ja mam swoje życie, swoje sprawy, swoją pracę, nie skupiam całej uwagi na nim, on ma swoje hobby, swoje wychodne kiedy chce. Ja chcę zwyczajnie być szczęśliwa.
Zgadnij, czemu tak myślę.
Przeczytaj polecony wątek.
Nie będę walczyła z Tobą, o Ciebie.
Nie chcesz sobie pomóc, to żyj tak dalej.
Możesz nie nazywać się uzależnioną. Faktu to jednak nie zmieni.
Z premedytacją powtórzę się i zacytuję (oczywiście siebie
):
Poświęcając się i oddając komuś całe swoje życie tworzymy straszne zobowiązanie, dług, którego nie można spłacić.
Życie ze świadomością, że jest się dla kogoś całym światem z reguły staje się prędzej, czy później nie do udźwignięcia.
W ten sposób niszczymy relacje, które były dla nas bardzo ważne.
Najtrudniejsze jest zobaczyć własną winę - największy udział w unieszczęśliwianiu siebie i innych...
Poczytam na pewno, nie odrzucam żadnej pomocy i chcę znać drogę wyjścia z tej sytuacji.
TERAPIA WŁASNA.
Twój pierwszy post jest z 10 maja 2009 roku, czyli ta sytuacja trwa już prawie 2,5 roku. O czymś to świadczy.
Owszem, sytuacja trwa długo, biorąc jeszcze pod uwagę to, że 1,5 roku mieszkaliśmy osobno i na koncie kilka spraw rozwodowych........
Przemyślałam kilka rzeczy i....
-potrzebuję sama być może jakiejś terapii, ale uważam, że zrobiłam wiele dla tego związku, nie poddałam się łatwo mówiąc "do widzenia" i tyle, wiele też zaakceptowałam i akceptowałam poczynań i zachowań z jego strony, wiele przeżyłam upokorzeń itd
- ale nie tylko istnienie tego związku ode mnie zależy, bo jestem przekonana, że niejedna kobieta na moim miejscu dawno poddałaby się widząc jego zachowanie, kłamstwa, "kobiety-koleżanki", prawie codzienne samotne wieczory, bo koledzy, bo piłka, bo jeszcze coś tam....niejedna poddałaby się mając na swoich barkach praktycznie cały ciężar prowadzenia domu, jego niską odpowiedzialność, brak pracy i brak własnego (mojego) przeświadczenia tego, że na męża zawsze można liczyć, a ja jednak jestem z nim, bo liczę, że chwile, kiedy jest dobry, czuły i trzeźwy (a jest to tylko w dniu) w końcu będą zawsze i nie będą tylko chwilami, a moje dziecko będzie miało przy sobie dwoje kochających się rodziców......podobno nadzieja umiera ostatnia, moja jest coraz słabsza......
Jeszcze jedno-mój mąż jest typem człowieka, który nie ma przyjaciół, dobrych kolegów, jeśli ich ma to "na chwilę" po czym przekonują się jaki on jest...i pojawiają się nowi. To tez o czymś świadczy...
Ludzie, którzy mnie znają i jego...wiele razy dziwili się, że ja jeszcze z nim jestem......
Podjęcie decyzji o terapii nie jest równoznaczne z przyznaniem, że nic nie zrobiło się dla związku.
Terapia może pomóc podjąć decyzję o sposobie dalszego życia.
I tak, zawsze, decyzję podejmuje dana osoba. Nikt inny.
(...)Ludzie, którzy mnie znają i jego...wiele razy dziwili się, że ja jeszcze z nim jestem......
No właśnie.
"ale nie tylko istnienie tego związku ode mnie zależy, bo jestem przekonana, że niejedna kobieta na moim miejscu dawno poddałaby się widząc jego zachowanie, kłamstwa, "kobiety-koleżanki", prawie codzienne samotne wieczory, bo koledzy, bo piłka, bo jeszcze coś tam....niejedna poddałaby się mając na swoich barkach praktycznie cały ciężar prowadzenia domu, jego niską odpowiedzialność, brak pracy i brak własnego (mojego) przeświadczenia tego, że na męża zawsze można liczyć, a ja jednak jestem z nim, bo liczę, że chwile, kiedy jest dobry, czuły i trzeźwy (a jest to tylko w dniu) w końcu będą zawsze i nie będą tylko chwilami, a moje dziecko będzie miało przy sobie dwoje kochających się rodziców"
dokładnie dlatego powinnaś iść na terapię
nikt o zdrowej psychice nie zgodziłby się na rolę takiej świętej męczennicy
Liwio, przeczytałam historię Twoich rozterek i przypominał mi się, pewien dowcip...
Na ławeczce siedzi baca, a obok niego siedzi jego pies i wyje
- Baco czemu ten wasz pies tak wyje?
- No bo siedzi na gwoździu.
- To nie może z tego gwoździa zejść?
- No pewno ze moze, ale jo myśla ze ten gwóźdź mu jesce tak bardzo nie przeskadza.
Szczerze podziwiam Wielokropka, za zacięcie i uwagę jaką Tobie poświęca, ponieważ uważam ten wysiłek za bezsensowny. Wyraźnie widać, że na chwile obecną, nikt nie jest wstanie Ciebie przekonać, że siedzisz na "gwoździu", który nie pozwala Tobie żyć po ludzku. Widocznie za mało boli... ![]()
Bo Wielokropek to mądra kobieta, która chce mimo wszystko pomóc jak widać, za co jestem jej bardzo wdzięczna..............
Kawał dobry, nazwanie mnie męczennicą tez trafione...cóż mam powiedzieć, zimny prysznic od Was dostaję i pewnie dobrze.......niemiło jest jednak czytać, że z moją psychika jest coś nie tak, uwikłałam się w związek, miłość i wiem jak postąpić w tej sytuacji, ale jak widać jestem tchórzem na dzień dzisiejszy, bo kiedyś to przecież ja PODJĘŁAM decyzję o wyprowadzce. Mam jednak nadzieję, że w końcu będzie inaczej w moim życiu, bo wydaje mi się, że i tak czynię w tej kwestii i we własnej psychice pewne postępy z tym związane.....i w końcu dojdę do upragnionego celu.
Idź na terapię
CZAS WZIĄĆ ŻYCIE WE WŁASNE RĘCE...
Kalkulacja....wczoraj piwo do 4 nad ranem,
....koło 10tej wyjście , powrót 13,
.po 16stej kolejne wyjście, pub.......
Moje życie z tym człowiekiem jest żałosne. Nic do niego nie trafia, ani prośby, ani groźby, ani spokój, ani krzyk, nic.....
To jest człowiek, który kocha, ale nie ma w tym słowie miłości już żadnej, skoro nie liczy się z moim zdaniem, z moimi prośbami, z tym, że jest dom, rodzina i potrzeba pielęgnowania tego....
Ma mnie centralnie gdzieś...to jest jego miłość do mnie.......
Kochana, masz baaaardzo długo wątek, ciągnie sie to juz drugi rok, ale... stoisz lekko w miejscu
Serdecznie polecam
http://www.al-anon.org.pl/spis.html
Rusz sie wreszcie
Dzięki za link, ale niestety każda z tych miejscowości jest ode mnie za daleko ![]()
CZAS WZIĄĆ ŻYCIE WE WŁASNE RĘCE...(...)
Z teorii masz piątkę.
Chciałabym mieć z praktyki tą 5, ale pewnie długa droga do oceny bdb.
Wielkokropku-czy jego zachowanie jest normalne?
Nie widzę niczego nienormalnego w jego zachowaniu, nie jest godne pochwały, ale nie jest nienormalne.
Twoje - oceniam jako typowe dla osoby uzależnionej od innej.
Dzięki za link, ale niestety każda z tych miejscowości jest ode mnie za daleko
Niektórzy jezdzą po kilkaset km na grupę, nie wszyscy regularnie, albo zakładają (we współpracy z juz istniejącą grupą) - w swoim mieście.
Więc czyli picie do rana w pubie, potem kolejne łajzy i znów kolejne są normalne-w sumie to co tydzień w sobotę jest w pubie i pije, a ja co tydzień siedzę sama z dzieckiem w domu, po tygodniu pracy, po sprzątaniu chałupy i wielu innych obowiązkach powinnam być zadowolona , że mąż wybywa i ma wszystko gdzieś? Mam cicho siedzieć, bo kolejna niedziela mija a ja z córką sama w domu, bo szanowny ma gdzieś rodzinę?! Ale kiedy rzucam propozycję wspólnego wyjścia jest veto od razu z jego strony i mam to akceptować?
Irudo- mam około 120 km do najbliższej miejscowości i uwierz, że fizycznie nie mam jak nawet tam dojechać, pracując na co dzień, nie mając możliwości urlopu.
Irudo- mam około 120 km do najbliższej miejscowości i uwierz, że fizycznie nie mam jak nawet tam dojechać, pracując na co dzień, nie mając możliwości urlopu.
Wierzę, ale sama sobie nie poradzisz.
Jestes w toksycznym zwiazku, który Cie niszczy.
Ale widocznie Twoje dno jeszcze przed Tobą, jeszcze liczysz na cud.
Ale kiedy rzucam propozycję wspólnego wyjścia jest veto od razu z jego strony i mam to akceptować?
nie masz; i tak naprawde nie masz co proponować - szkoda Twojego czasu i energii
Odwieź jeszcze forum dla współuzaleznionych i pogadaj - tam kopną Cie jeszcze bardziej i otworzą oczy
http://forum.akcjasos.pl/viewforum.php?f=8
Witaj Liwia! A Ty dalej z tym samym facetem ? Szok ! Wiesz co ? Jak musisz jeszcze kogoś kochać ,to kup sobie kota albo psa a na pewno będą Ci bardziej wierni od tego Twojego mężulka .Pa!
Więc czyli picie do rana w pubie, potem kolejne łajzy i znów kolejne są normalne-w sumie to co tydzień w sobotę jest w pubie i pije, a ja co tydzień siedzę sama z dzieckiem w domu, po tygodniu pracy, po sprzątaniu chałupy i wielu innych obowiązkach powinnam być zadowolona , że mąż wybywa i ma wszystko gdzieś? Mam cicho siedzieć, bo kolejna niedziela mija a ja z córką sama w domu, bo szanowny ma gdzieś rodzinę?! Ale kiedy rzucam propozycję wspólnego wyjścia jest veto od razu z jego strony i mam to akceptować. (...)
Zapytałaś, czy zachowanie Twego męża jest nienormalne. Wg mnie jest normalne, co nie znaczy chwalebne. Miedzy wami nie ma żadnej miłości, żadnego związku. Twój mąż nie jest osobą chorą psychicznie, więc jest normalny.
Nie napisałam nigdy, w ostatnim poście też nie, że masz akceptować jego postępowanie lub masz się nim zachwycać. Nie napisałam też, że masz siedzieć cicho; nie napisałam też, że masz siedzieć głośno. Więc, proszę, nie przypisuj mi nie moich słów.
To, o czym piszę od dawna, to o podjęciu przez Ciebie terapii. Ty masz na to różne kontrargumenty. Wolisz jednak zajmować się zachowaniem męża, niż swoim postępowaniem. Twoja wola, Twój wybór.
Ciągle, sentencja zawarta w mojej sygnaturze, jest aktualna i przystającą do Twej sytuacji.
Wszelkie próby nakłonienia Ciebie przez różne osoby, również przeze mnie, do podjęcia decyzji o zmianie sytuacji życiowej, nie przyniosły żadnego efektu. W teorii jesteś świetna - wiesz wszystko. Nic konstruktywnego z tego jednak nie wynika. Stwierdzam, że Twoje dwuletnie zachowanie świadczy dobitnie o podjęciu przez Ciebie decyzji pozostania w tym związku. Twoje życie, Twój wybór. W związku z tym uważam swoją dalszą obecność w Twoim wątku za bezcelową, jałową.
Żegnam Cię.
Ostro Wielkokropku, ostro, szkoda, że żegnasz się ze mną. Szkoda też, że twierdzisz, że niektóre słowa Ci przypisuję, a nie zrobiłam tego. Zadawałam jedynie pytania, które były dla mnie w tym momencie istotne.
Pewnie tu już nie zaglądniesz, jednak dziękuję za pomoc, jaką do tej pory otrzymałam z Twojej strony.
Wiktorio-dzięki, mam już psa!
Z drugiej strony - łatwo komuś radzić i oceniać.......
Z drugiej strony - łatwo komuś radzić i oceniać.......
Oczywiście, że łatwo... tym bardziej, że życie większości użytkowników tego forum, to sama sielanka. Nikt z nas, nie miał prawdziwych problemów, zawirowań w życiu i nie musiał przeżywciężać własnych lęków... ![]()
I przestań pisać na publicznym forum, to ludzie przestaną Tobie radzić...
cyt. "I przestań pisać na publicznym forum, to ludzie przestaną Tobie radzić..."
Forum jest publiczne i mam prawo tu pisać tak jak wszyscy. Nikogo nie obrażam, z nikim się nie kłócę, regulaminu nie łamię, MODERATOR uwagi mi nie zwrócił!!!!! Nikogo też nie zmuszam, aby pisał tutaj, jest wiele ciekawszych wątków z pewnością.
To, że napisałam, że łatwo komuś radzić nie oznacza, że nikt nie ma jakiś doświadczeń życiowych itd i wcale nie mówię również, że jestem odważną osobą co do podejmowania życiowych decyzji właśnie w związku z moim mężem i po TO WŁAŚNIE PISZĘ TUTAJ. Czytam opinie, myślę o tym i walczę sama ze sobą i jestem wdzięczna za każdą wypowiedź........
Tylko pytam się-skoro tak mu źle ze mną, taką nieczułą żoną jestem to dlaczego tu wciąż jest??? Bo ja na jego miejscu przechodząc takie niby męczarnie dawno wszystko bym rzuciła i poszła.
Teraz zachowuje się jakby nigdy nic, "znowu" mnie kocha, przytula, "znów" mniej popija itd. Nienormalne to jest
.
Coraz bardziej uświadamiam sobie, że ten rozwód rok temu mógł dojść do skutku, bo przynajmniej miałabym ustabilizowane życie emocjonalne, a tak tkwię między jego kłamstwami, a manipulacją i być może budowałabym pomalutku coś nowego z kimś innym lub zwyczajnie żyłabym sobie z córką jak wtedy... Mam też świadomość tego, że jego brak szacunku do mnie jest porażający, "pociesza" jakąś dzi...(z resztą podobno to inteligentna, wykształcona osoba, z którą miałby pewnie bardzo dobrze-jak stwierdził), a to, aby jego żona była szczęśliwa jest mało ważne. Liczyłam na to, że weźmie wszystko w weekend, a ja znów powyję w poduszkę, potrzęsę się z nerwów i w końcu to minie i nastanie mój spokój, mój i mojego dziecka. Nie wiem co mam teraz robić, bo i tak wszystko co mówi wydaje mi się kłamstwem, bo już nie rozróżniam co w jego ustach jest prawdą a co nie. Teraz znów "w afekcie" zaczyna się starać i nie wiem w zasadzie po co? Może gdy byśmy się rozstali życie nas obojga wyglądało by inaczej. Może z nią byłby szczęśliwy, więc nie wiem co tu jeszcze robi....
Liwio poczytaj o charakteropatach.
Podejrzewasz męża niesłusznie o jakąś chorobę a on ma " wypaczony" charakter a to nie jest choroba.
Poczytaj a zrozumiesz jego zachowania i dla czego z Tobą jest i zapewniam Cię , że z miłością do Ciebie to nie ma nic wspólnego.
On nigdy z nikim nie będzie tak naprawdę szczęśliwy i nie to o czym Ty myślisz daje mu szczęście.
Pisałam do Ciebie również na innym wątku ( grupa wsparcia dla kkzb) ale to po przeczytaniu tego wątku mam takie a nie inne przemyślenia. Ściskam Cie mocno.
Ten człowiek wykończy mnie swoim postępowaniem, mam wrażenie, że tkwię w jednym wielkim kłamstwie, manipulacji itp. Żyję z człowiekiem o wielu twarzach, nie mam do niego zaufania, a on podstępnie robi co chce. Żyję w chorym związku, on chyba jest chory, bo wydaje mi się, że normalny facet, ojciec, mąż-postępuje inaczej!!!Pomóżcie!!!
![]()
![]()
Twoje słowa wiele mi mówią.
Człowiek o wielu twarzach...........psychopata - poczytaj prosze o psychopatach.
Dziewczyno wiej ile sił masz w nogach bo Twoje słowa mogą sie niestety sprawdzić.
Przeżyłam to na własnej skórze.
Witam,
mysle ze wiem co czujesz. Nie jest latwo tak latwo odejsc i wszystko zostawic. Rozwod? Ok. i co dalej ? Znam osoby po rozwodach i wcale nie jest pozniej latwiej.
Nie ma idealnych malzenstw. Moje patrzac z boku wyglada na idealne a jest zupelnie inaczej. Nie ma problemu z piciem, zdrada ? Z mojej strony nie. A problemy tez sa juz od lat.
Raz jest lepiej raz gorzej. Tez mialem rozne mysli. Ale co zrobic zostawic wszystko? Tez mam dzieci. po slubie 8 lat. I praktycznie zyjemy obok siebie.
Mimo wszystko chyba masz trudniej niz ja bo jeszcze picie i "kolezanki". Ja czasem juz nie mam sily, pozniej jestem zly, czasem placze jak jestem sam, pozniej zaciskam zeby i jakis czas znow daje rade. I tak to trwa....
Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 15 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problemy małżeńskie
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026