Remi napisał/a:Brak ślubu oznacza tylko jedno - szybsze zostawienie drugiej osoby, w obliczu problemów. Skoro nic nas nie łączy, rozchodzimy się, nie warto walczyć, nie warto odbudowywać, nie warto przypomnieć co było kiedyś.
Wnioskuję, że jesteś przeciwniczką ślubu. Bo można to zrobić inaczej - właśnie papierkiem.
Tak, w pewnym sensie masz rację, niemniej ja wolałabym być zawsze absolutnie pewna, że druga strona jest ze mną, bo tego chce, a nie bo musi, bo zobowiązuje ją do tego jakiś tam papierek. Moja wypowiedź dotyczyła rozmyślań wyłącznie pod tym kątem, więc proszę nie nadinterpretować moich słów, bo nie jestem przeciwniczką ślubów! Mało tego, czuję się spełnioną i szczęśliwą mężatką.
I jeśli chodzi o ścisłość, to od 17 lat codziennie i niezmiennie dbam o swoje małżeństwo, nie odpuszczam, a walczę, rozwiązuję problemy, szukam ich przyczyn, mnie małżeństwo bardzo mobilizuje, ale czy to jest takie dziwne, że w ciągu tych kilkunastu lat nadszedł kiedyś taki moment, kiedy to zastanawiałam się czy przypadkiem nie trzyma nas razem tylko papierek?
Dlatego uważam, że warto mieć wybór, choćby dlatego, że ludzie żyją ze sobą jak po ślubie, choć bez ślubu - bo go nie chcą lub nie potrzebują. Zatem ustawa o związkach partnerskich byłaby tu pewnego rodzaju kompromisowym rozwiązaniem.
Remi napisał/a:To coś w stylu seks z grą wstępną, całą otoczką lub bez niej, prosto do celu 
Przyznaję, że tego zdanie nie rozumiem, to znaczy rozumiem, ale kompletnie nie wiem do czego mam je odnieść.