Problem polega na tym, że w sejmie posłowie reprezentowali swoje osobiste poglądy na ten temat. Gdybyśmy wybierali w wyborach konkretną osobę (okręgi jednomandatowe) a nie głosowali na listę to zobaczylibyście jak szybko pewnie ustawy przeszłyby przez sejm. Nikt z nas nie wybrałby oszołoma-katolika i żyłoby nam się weselej
Trzeba zmienić system, wtedy wszystko będzie możliwe
co do prof. Pawłowicz takiej kaznodziejki -oszołomki dawno nie widziałam.
Co do wychowywania dzieci przez pary homo.....nie mam nic przeciwko, lepiej mieć kochających dwóch ojców lub dwie matki niż żyć w domu dziecka, bo tam "kochające" panie mają dzieci w d*pie!
66 2013-01-30 19:46:45 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-30 19:47:40)
Podobne tematy
Najlepiej by było, gdyby przeprowadzono głosowanie wśród nas, ludu - bo w końcu to sprawa ludzi.
Cat, ale większość młodych nie zagłosowałaby, z braku czasu, chęci, innych spraw. Na głosowanie poszłaby dysponująca masą czasu liga kościelnych emerytów pod dyktandem PIS i ojca Tadeusza R ... Nie chcę nikogo obrażać, ale statystycznie tak by się stało.
Wszyscy zagorzali przeciwnicy się tak obruszają, bo jak to tak nie po bożemu. Ale gdyby to Tobie przytrafiło się być po prostu innym? Gdybyś pokochał/pokochała kogoś, kto jest tej samej płci? To pewnie byś sie z obrzydzenia rzucił (a) pod tramwaj ...
Skoro są ludzie homoseksualni i układają sobie życie w parach, to dlaczego zabronić im np dziedziczenia majątku, informacji o stanie zdrowia partnera w szpitalach, możliwości wzięcia kredytu hipotecznego? To taka postawa psa ogrodnika pod tytułem "dzięki Bogu, że ja jestem NORMALNY a dewiantów wtrącić do piekła".
Wszystkim zagorzałym przeciwnikom zalecałabym chwilkę rozważań nad zagadnieniem - gdyby moje dziecko było homoseksualne, to co - przestałabym go kochać, skreśliłabym go z życia czy chciała, żeby kochał i znalazł w życiu szczęście?
Drażni mnie cholernie, jak osoby takie jak Remi czy Żyworódka zaciemniają problem, jadąc od razu z grubej rury biadolą o adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Czy w omawianych przez nas projektach była o tym mowa???
Zgodzę się z Monią, że to tylko następny krok do tego,... bo od razu, to byłby za duży szok w społeczeństwie.
To takie 'sprytnie' przygotowane preludium pod finał.
Autorzy projektu prawdopodobnie myślą perspektywicznie. To mnie właśnie niepokoi.
A tak co do Ciebie, to jeżeli takie tematy Cię drażnią, powodują odruchy wymiotne, to w trosce o swoje zdrowie, może lepiej gdybyś poczytała świerszczyk. Nie będą Cię prześladować czyjeś odmienne wypowiedzi, które są nie ich, a raczej Twoimi 'fobiami'.
Natomiast, jeżeli już się wypowiadasz, to się nie zapominaj, że każdy ma prawo do swojego zdania ...i ja i Ty i On - w granicach rozsądnych używając sformułowań, czego u Ciebie brak.
Dlatego nie pozwalaj sobie na stwierdzenia typu:"Na szczęście są ( i mam nadzieje stanowią większość), normalni ludzie, którym obce są te obrzydliwe jak dla mnie klimaty, traktujące homoseksualistów i transseksualistów jak jakieś wynaturzone dziwolągi."
" gdyby moje dziecko było homoseksualne," ---- a jest co absolutnie niewykluczone
I tu polecam film na faktach pt."Prayers for Bobby".
Żyworódko, sama stwierdziłaś, że homoseksualiści są chorzy...
No cóż, nie zgodzę się z Tobą, odmienna orientacja nie jest chorobą.
I czemu wszyscy zajmują się parami homoseksualnymi, większość to przecież hetero, których ta ustawa też by dotyczyła.
Sposób, w jaki wypowiadali się przeciwnicy ustawy (prezentując kompletny brak szacunku do osób, które by tą ustawę chciały zatwierdzić, w tym homoseksualistów) pokazał mniej więcej tyle: "To kara, macie za swoje, a takiego!".
Żyworódko, sama stwierdziłaś, że homoseksualiści są chorzy...
No cóż, nie zgodzę się z Tobą, odmienna orientacja nie jest chorobą..
Szanuję Twój pogląd...aczkolwiek, nie ma on wpływu na mój.
Często nazewnictwo jest kwestią umowną - objawy widzimy jednakowe, prawda?
I czemu wszyscy zajmują się parami homoseksualnymi, większość to przecież hetero, których ta ustawa też by dotyczyła.
Pisałam o tym powyżej.
Geje, czy lesbijki, albo ci co w konkubinacie po prostu nie tolerują tego co chce większość ludzi. Dziwne, bo sami domagają się tolerancji a nie tolerują innego zdania. Kto rozniósł AIDS po świecie? Wiadomo kto...
Te wszystkie parady, rozbieranie się publiczne, pokazywanie się nachalne to budzi niechęć. Gdybym zobaczył jakiegoś 50latka całującego się z 30 latkiem - razi to moje odczucia estetyczne. Idę do restauracji z dzieckiem a tam taka parka...Potem dziecko podrośnie i zapyta - jak oni się kochają fizycznie? Co powiedzieć? To co Biedroń? "że jak dupka boli, to znaczy, że było dobrze" Jakaś masakra.
Niedawno czytałem, że jakby nauczyciel był gejem albo lesbijką, to prawie nikt by nie chciał do szkoły na lekcje z taką osobą posłać dziecka. Naturalne.
Wszelkie prawa są dostępne obecnie dla każdego. I trzeba się tego trzymać, a nie promować chorób, bo tak modnie i nowocześnie.
"Niedawno czytałem, że jakby nauczyciel był gejem albo lesbijką, to prawie nikt by nie chciał do szkoły na lekcje z taką osobą posłać dziecka. Naturalne. " -- nie, to nie jest naturalne. To rażąca i raniąca zaściankowość.
Geje, czy lesbijki, albo ci co w konkubinacie po prostu nie tolerują tego co chce większość ludzi. Dziwne, bo sami domagają się tolerancji a nie tolerują innego zdania. Kto rozniósł AIDS po świecie? Wiadomo kto...
No kto? Nie boj sie a nazwij rzecz po imieniu.
Remi napisał/a:Geje, czy lesbijki, albo ci co w konkubinacie po prostu nie tolerują tego co chce większość ludzi. Dziwne, bo sami domagają się tolerancji a nie tolerują innego zdania. Kto rozniósł AIDS po świecie? Wiadomo kto...
No kto? Nie boj sie a nazwij rzecz po imieniu.
Zaraz nam Remi napisze, że czarnoskórzy, homoseksualiści i narkomani ^^.
Nie! To czarnoskórzy homoseksualiści !
Tak...a potem Żydzi...
Teraz oglądam "Kropkę nad i" i na tapecie były związki partnerskie. Wypowiadał się Niesiołowski i Biedroń. Aj, jak ktoś nie ma klasy, to nawet tytuły naukowe nie pomogą.
Sadie napisał/a:Remi napisał/a:Geje, czy lesbijki, albo ci co w konkubinacie po prostu nie tolerują tego co chce większość ludzi. Dziwne, bo sami domagają się tolerancji a nie tolerują innego zdania. Kto rozniósł AIDS po świecie? Wiadomo kto...
No kto? Nie boj sie a nazwij rzecz po imieniu.
Zaraz nam Remi napisze, że czarnoskórzy, homoseksualiści i narkomani ^^.
No tak w sumie po co sie pytalam ![]()
Zgodzę się z Monią, że to tylko następny krok do tego,... bo od razu, to byłby za duży szok w społeczeństwie.
To takie 'sprytnie' przygotowane preludium pod finał.
Autorzy projektu prawdopodobnie myślą perspektywicznie. To mnie właśnie niepokoi.
Niezgoda na ustawę dotyczącą związków partnerskich - jak tu niektórzy słusznie podnoszą, dotyczących również par heteroseksulanych - powodowana PRAWDOPODOBIEŃSTWEM, że autorzy projektu przygotowują grunt pod finał, czyli adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Gratuluję logiki.
A tak co do Ciebie, to jeżeli takie tematy Cię drażnią, powodują odruchy wymiotne, to w trosce o swoje zdrowie, może lepiej gdybyś poczytała świerszczyk.
Nie pochlebiaj sobie, bo moja chęć zwracania, dotyczyło reakcji na treści płynące od osób publicznych.
Czytając Twój post, tylko się uśmiechnęłam.
może lepiej gdybyś poczytała świerszczyk.
Bardzo chętnie. Ale tylko ten dla dorosłych
Czy trafię wtedy na listę przeklętych?
Mam nadzieję, że tak ![]()
Dlatego nie pozwalaj sobie na stwierdzenia typu:"Na szczęście są ( i mam nadzieje stanowią większość), normalni ludzie, którym obce są te obrzydliwe jak dla mnie klimaty, traktujące homoseksualistów i transseksualistów jak jakieś wynaturzone dziwolągi."
Masz uprawnienia moderatora? Zgłosiłaś to do redakcji?
Może jednak następnym razem, jak będziesz miała życzenie kogoś pouczać, przeczytaj coś dokładniej.
Zerknij raz jeszcze, bo to zdanie, które cytujesz puszczone jest w eter i nie dotyczy konkretnych osób. Stworzyłam dwa zbiory ludzi, które porównuję. Jednych nazwałam normalnymi, drugich nie nazwałam. Co Cię więc tak zabolało?
Geje, czy lesbijki, albo ci co w konkubinacie po prostu nie tolerują tego co chce większość ludzi.
Jakieś badania? Bo ostatni sondaż wykazał, że ponad połowa Polaków chce ustawy o związkach partnerskich. Czyli nie większość, a oszołomska mniejszość tego nie toleruje.
Dziwne, bo sami domagają się tolerancji a nie tolerują innego zdania
Czym innym jest odmienne zdanie, a czym chamskie bluzgi PiS-owców, szczególnie tej prostaczki Pawłowicz.
Kto rozniósł AIDS po świecie? Wiadomo kto...
No wiadomo, najpierw heterycy z Afryki... Aaa, i kontynuując twą debilną argumentację: a Stalin i Hitler byli hetero. Jakieś wnioski z tego?
Gdybym zobaczył jakiegoś 50latka całującego się z 30 latkiem - razi to moje odczucia estetyczne.
A moja uczucia estetyczne rażą tacy ludzie jak ty. Ale muszę was tolerować...
Zgadzam się z żyworódką w kwestii tego, że to mógłby być wstęp do możliwości adopcji przez pary homoseksualne. Wnioski takie wyciągam na podstawie obserwacji tych zmian prawnych na Zachodzie.
Część z was zarzuca katolikom, że nie dopuszczają pewnych rozwiązań, że decydują też o życiu ateistów. Chciałabym podkreślić, że w ustawach światopoglądowych najczęściej ludzie głosują zgodnie z własnym sumieniem. A sumienie wielu katolików nie pozwala poprzeć im tej ustawy. Narzucając im to, że mają wprowadzić takie rozwiązanie i koniec, robicie to samo - ,,moja racja jest lepsza''. Jako, że ludzie są różni, to nigdy nie będzie tak że wszyscy będą zadowoleni ![]()
Geje, czy lesbijki, albo ci co w konkubinacie po prostu nie tolerują tego co chce większość ludzi. Dziwne, bo sami domagają się tolerancji a nie tolerują innego zdania.
Możesz jaśniej - czego konkretnie nie tolerują???
Te wszystkie parady, rozbieranie się publiczne, pokazywanie się nachalne to budzi niechęć.Gdybym zobaczył jakiegoś 50latka całującego się z 30 latkiem - razi to moje odczucia estetyczne.
Umknął Ci drobny szczegół - heteroseksualni też kręcą porno i rozbierają się publicznie, podobnie jak mamy wokół siebie pary z tak dużą różnicą wieku, która być może też stanowi dla kogoś przykre wrażenia estetyczne. Starość też niektórych razi. I choroba. I bycie łysym. Estetyka jest pojęciem bardzo względnym.
Idę do restauracji z dzieckiem a tam taka parka...Potem dziecko podrośnie i zapyta - jak oni się kochają fizycznie? Co powiedzieć? To co Biedroń? "że jak dupka boli, to znaczy, że było dobrze" Jakaś masakra.
Powiem Ci, że to kwestia umiejętności rozmowy. Dla mnie nigdy nie stanowiło problemu wyjaśnienie mojemu (czy jakiemukolwiek innemu) dziecku jego tak zwanych trudnych czy kłopotliwych pytań. Uważasz się za osobę inteligentną, naprawdę Cię to przerasta? Nie potrafiłbyś dziecku tego zagadnienia w przystępny dla niego sposób wyjaśnić? Można tak - zwykle zakochują się w sobie pan i pani, ale czasem natura tak ich stwarza, że pan panią się nie interesuje, niemniej każdy z nas obdarzony jest miłością i potrzebuje kogoś kochać, jak również sam pragnie, aby go kochano. Kiedy ludzie się kochają, to lubią się przytulać, całować, wtedy też razem ze sobą sypiają. Kwestie stricte techniczne można zupełnie tutaj pominąć lub wyjaśnić w podobnie przystępny sposób, o ile rzecz jasna dziecko jest już na tyle duże, że w ogóle będzie potrafiło to zrozumieć (przy czym mówimy tu w ogóle o seksie, tym pomiędzy kobietą i mężczyzną także). I co? Jasne? Dla dziecka zrozumiałe? Na pewno!
Niedawno czytałem, że jakby nauczyciel był gejem albo lesbijką, to prawie nikt by nie chciał do szkoły na lekcje z taką osobą posłać dziecka. Naturalne.
Wszelkie prawa są dostępne obecnie dla każdego. I trzeba się tego trzymać, a nie promować chorób, bo tak modnie i nowocześnie.
Nie, to nie jest naturalne. To jest chore! I zapewniam, że ja nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Może jestem mało oświecona, ale szukam, szukam i niestety doszukać się nie mogę jakiegokolwiek zagrożenia dla dziecka. Czy to, że ktoś jest gejem lub lesbijką czyni go automatycznie gorszym nauczycielem? Dlaczego? Rozumiem, że Ty przed zapisaniem swojego dziecka do szkoły najpierw podejdziesz do każdego nauczyciela i zapytasz o jego orientację seksuwaną?
sumienie wielu katolików nie pozwala poprzeć im tej ustawy.
Bo to jest właśnie sumienie katolików, czyli coś chorego. Sumienie katolika mówi: jak ksiądz "popycha"ministranta to jest OK, ale jak to samo robi dwóch dorosłych mężczyzn to nie OK. Sumienie katolika jest takie, że sam może kraść, kłamać, zdradzać żonę/męża, a do tego czuje się powołany do umoralniania innych i pakowania się w nieswoje sprawy.
allegra90 napisał/a:sumienie wielu katolików nie pozwala poprzeć im tej ustawy.
Bo to jest właśnie sumienie katolików, czyli coś chorego. Sumienie katolika mówi: jak ksiądz "popycha"ministranta to jest OK, ale jak to samo robi dwóch dorosłych mężczyzn to nie OK. Sumienie katolika jest takie, że sam może kraść, kłamać, zdradzać żonę/męża, a do tego czuje się powołany do umoralniania innych i pakowania się w nieswoje sprawy.
Takie sumienie jest jakąś przeinaczoną parodią, a nie sumieniem. Zresztą nie wiem skąd znasz takich katolików - ja takich nie znam.
Takie sumienie jest jakąś przeinaczoną parodią, a nie sumieniem. Zresztą nie wiem skąd znasz takich katolików - ja takich nie znam.
A ja znam wyłącznie takich, tyle że niekoniecznie wszystkie elementy tego chorego "sumienia" muszą mieć, nieraz tylko część. Np. ty masz tę część, która skłania cię do dbania bardziej o moralność cudzą (wypaczoną, katolicko pojmowaną) niż własną. W imię tej chorej kato-moralności chcesz utrudniać życie bliźnim, mimo że z zalegalizowania konkubinatów żadna szkoda dla ciebie nie wynika. Więc to tylko i wyłącznie chęć utrudnienia życia innym w imię chorej ideologii, której to ideologii owi "inni" nie muszą podzielać.
Ale allegra powiedz...co ci przeszkadza ze jakas tam sobie homo czy heteroseksualna parka np w Koszalinie wejdzie w zwiazek partnerski? Albo blizej ci nie znane panie ze Szczecina tez wejda w zwiazek partnerski bo takie maja zyczenie. Co cie to tak rusza? Twego zycia to nie zmieni a kogos uczyni szczesliwym. Odpowiedz mi dlaczego ci to przeszkadza? Podaj konkretne niebezpieczenstwa dla siebie ktore w takiej sytuacji dostrzegasz.
A ja znam wyłącznie takich, tyle że niekoniecznie wszystkie elementy tego chorego "sumienia" muszą mieć, nieraz tylko część. Np. ty masz tę część, która skłania cię do dbania bardziej o moralność cudzą (wypaczoną, katolicko pojmowaną) niż własną. W imię tej chorej kato-moralności chcesz utrudniać życie bliźnim, mimo że z zalegalizowania konkubinatów żadna szkoda dla ciebie nie wynika. Więc to tylko i wyłącznie chęć utrudnienia życia innym w imię chorej ideologii, której to ideologii owi "inni" nie muszą podzielać.
Brawo, mądra osoba świetnie to ujęła.
Też znam tylko i wyłącznie takich katolików. Nie przyjmujących do wiadomości, że nie każdy bliźni pragnie małżeństwa. I nie trafiają do nich argumenty, że żadna szkoda nie zostanie im wyrządzona.
Mam pytanie do osób religijnych, dla których ta ustawa byłaby "solą w oku"- dlaczego Wam przeszkadza to, że nie wszyscy pragną zalegalizowania swojego związku w świątyni, jednocześnie chcieliby mieć niektóre prawa, z których małżeństwa korzystają?
Powiem tyle - kategorycznie NIE dla legalizacji związków partnerskich.
I przede wszystkim z powodu możliwości adopcji dzieci zwłaszcza przez pary homoseksualne.
Nie piszcie ,że katolicy akceptują pedofilie ,kradzieże ,zdrady . To bzdura , tego dopuszczają się ludzie bez względu na to jakiej są wiary.
Świat idzie do przodu , tak ,tak ...według mnie to ludzie coraz bardziej dziczeją .
Powiem tyle - kategorycznie NIE dla legalizacji związków partnerskich.
I przede wszystkim z powodu możliwości adopcji dzieci zwłaszcza przez pary homoseksualne.
Gdzie jest punkt o adopcji dzieci??
Jaga jeszcze nie ma ,ale to logiczne
że legalizacja takiego związku pociągnie wkrótce za sobą następną o adopcji dzieci.
No i? Co by się takiemu dziecku stało?
Dzieciom zwykle dzieje się krzywda w parach i małżeństwach heteroseksualnych.
Zwykle...na razie mamy tylko małżeństwa heteroseksualne.
Pisane już to było w poprzednich postach.
Może jestem staroświecka, myślcie jak chcecie ,ale według mnie jest rodzina, kobieta i mężczyzna , matka i ojciec .
Argumentów można by przytoczyc mnóstwo np nie akceptacja wśród rówieśników dziecka , czy nawet osoby dorosłe, szykanowanie , wypaczony obraz rodziny.
Wiem ,wiem wiele argumentów podacie ,że w rodzinach hetero może byc jeszcze gorzej. Mimo wszystko jestem na NIE.
Jaga jeszcze nie ma ,ale to logiczne
że legalizacja takiego związku pociągnie wkrótce za sobą następną o adopcji dzieci.
To wcale nie jest logiczne. W ustawach byla mowa o zwiazkach partnerskich W TO ROWNIEZ WLICZONE ZOSTALY PARY HETEROSEKSUALNE Boze ze tez do ludzi nie docieraja takie proste sprawy.
Jak w tym powiedzeniu...strach przed bolem jest gorszy niz sam bol
Na zasadzie...boimy sie zeby pary homo nie adoptowaly dzieci to uniemowliwimy to tez wszystkim innym.
Prawda jest taka ze Polska i Polacy nie zbawia swiata, mimo ze usilnie probuja. ![]()
Zreszta...UE wam kaze wprowadzic zmiany i tyle bedzie gadania ![]()
A jak nie to kaze wam placic grzywne i odszkodowanie dla takich zwiazkow i tyle bedzie z tego wszystkiego ![]()
96 2013-01-31 01:44:17 Ostatnio edytowany przez Vuk (2013-01-31 01:46:27)
Może jestem staroświecka, myślcie jak chcecie ,ale według mnie jest rodzina, kobieta i mężczyzna , matka i ojciec.
To jaki postulat masz: zakaz rozwodów czy odbieranie dzieci samotnym rodzicom?
Argumentów można by przytoczyc mnóstwo np nie akceptacja wśród rówieśników dziecka , czy nawet osoby dorosłe, szykanowanie , wypaczony obraz rodziny.
Ręki opadowywują - są chamy gotowe prześladować dzieci, więc ustąpmy chamom dla dobra dzieci... Co za pokrętny tok myślenia....
W TO ROWNIEZ WLICZONE ZOSTALY PARY HETEROSEKSUALNE
Ba,nawet z 90% zainteresowanych tą ustawą to heterycy, ale katolom zaangażowanym w układanie cudzego życia tego nie przetłumaczysz...
Vuk - Tłumaczył chłop krowie na rowie ,a krowa swoje ![]()
Nie będę się powtarzac. Co mają do tego rozwody ,albo co za brednie, zabieranie dzieci samotnym rodzicom.
Ręki i uszy mi już odpadły czytając Twoje pokrętne wywody na temat katolików itp.
I racja ,dzieci i ryby głosu nie mają," róbta co chceta"
Zwykle...na razie mamy tylko małżeństwa heteroseksualne.
Pisane już to było w poprzednich postach.
Może jestem staroświecka, myślcie jak chcecie ,ale według mnie jest rodzina, kobieta i mężczyzna , matka i ojciec .
Są też rodziny matka i dziecko lub ojciec i dziecko.
I co z tym fantem zrobimy?
Może im też będziemy zakazywać?
U mnie w mieście jest przypadek samotnej kobiety, która stoczyła batalię o to, by móc adoptować dziecko. Nieźle sytuowana, ma kilka firm, babka na poziomie, zapewne dziecku u niej nie stałaby się nigdy krzywda, a odwrotnie spotkałaby go miłość, jakiej nie zaznałoby w niejednej "pełnej", heteroseksualnej rodzinie. Przez szereg lat sądy uniemożliwiały jej adopcję. Jakiś cud się chyba stał, bo od trzech lat ma synka- chłopczyka. Chyba łaska Boża spadła doń na sędziego...
Argumentów można by przytoczyc mnóstwo np nie akceptacja wśród rówieśników dziecka , czy nawet osoby dorosłe, szykanowanie , wypaczony obraz rodziny.
No, mnie też nie akceptacja wśród rówieśników spotkała (w gimnazjum), chyba przez to, że mama samotnie mnie wychowywała- pewnie mam wypaczony obraz rodziny.
Nie, nigdy nikogo nie szykanowałabym ze względu na wzgląd, bo wiem, jak to boli. Pewnie o dokuczaniu i nieakceptacji piszą tylko ci, których nic podobnego nie spotkało.
Może jestem staroświecka, myślcie jak chcecie ,ale według mnie jest rodzina, kobieta i mężczyzna , matka i ojciec.
Skoro dla Ciebie jedynym właściwym miejscem do wychowywania dziecka jest rodzina złożona z mężczyzny i kobiety, no to Vuk słusznie zauważył- należy odebrać dzieci samotnym rodzicom- w końcu to tylko 50% rodziny, więc zapewne są niewydolni wychowawczo. Lepiej, żeby trafiły do pełnych, heteroseksualnych rodzin, zgodnie z Twoim myśleniem.
Argumentów można by przytoczyc mnóstwo np nie akceptacja wśród rówieśników dziecka , czy nawet osoby dorosłe, szykanowanie , wypaczony obraz rodziny.
Problem tkwi tylko w pełnym nienawiści podejściu dorosłych. Dzieci nie są zawistne same z siebie, tylko wynoszą to z domu.
Wiem ,wiem wiele argumentów podacie ,że w rodzinach hetero może byc jeszcze gorzej. Mimo wszystko jestem na NIE.
Może spytajmy dzieciaków- czy wolą przekiblować do 18 w domu dziecka czy mieć dwie, kochające matki? A może spytajmy dzieci bitych, poniżanych, czy przeszkadzałoby im mieć dwóch ojców zamiast pseudo-matki i ojca?
Ja moją nienormalną matkę wymieniłabym natychmiast na dwóch, normalnych ojców.
strzała napisał/a:Może jestem staroświecka, myślcie jak chcecie ,ale według mnie jest rodzina, kobieta i mężczyzna , matka i ojciec.
Skoro dla Ciebie jedynym właściwym miejscem do wychowywania dziecka jest rodzina złożona z mężczyzny i kobiety, no to Vuk słusznie zauważył- należy odebrać dzieci samotnym rodzicom- w końcu to tylko 50% rodziny, więc zapewne są niewydolni wychowawczo. Lepiej, żeby trafiły do pełnych, heteroseksualnych rodzin, zgodnie z Twoim myśleniem.
strzała napisał/a:Argumentów można by przytoczyc mnóstwo np nie akceptacja wśród rówieśników dziecka , czy nawet osoby dorosłe, szykanowanie , wypaczony obraz rodziny.
Problem tkwi tylko w pełnym nienawiści podejściu dorosłych. Dzieci nie są zawistne same z siebie, tylko wynoszą to z domu.
strzała napisał/a:Wiem ,wiem wiele argumentów podacie ,że w rodzinach hetero może byc jeszcze gorzej. Mimo wszystko jestem na NIE.
Może spytajmy dzieciaków- czy wolą przekiblować do 18 w domu dziecka czy mieć dwie, kochające matki? A może spytajmy dzieci bitych, poniżanych, czy przeszkadzałoby im mieć dwóch ojców zamiast pseudo-matki i ojca?
Ja moją nienormalną matkę wymieniłabym natychmiast na dwóch, normalnych ojców.
busiu,
krotko, zwiezle i na temat
i na dodatek celnie
101 2013-01-31 10:17:36 Ostatnio edytowany przez strzała (2013-01-31 12:03:33)
Nie wiem, co znaczy "normalna matka" , czy "normalny ojciec".
Wiem ,jacy wredni potrafią byc "dorośli" ludzie.
Nie jestem za odbieraniem dzieci osobom samotnym , ani nie jestem przeciwko adopcji.
Uważam ,że to coś wspaniałego ,że ktoś adoptuje i chce kochac takie dziecko bezinteresowną miłością.
Nie podchodzi mi natomiast widok np dwóch tatusiów wychowujących dziewczynkę . Jakoś tego przetrawic nie potrafię.
A może spytajmy dzieci bitych, poniżanych, czy przeszkadzałoby im mieć dwóch ojców zamiast pseudo-matki i ojca?
NIE , wolałabym wychowywac się w buszu z dala od ludzi.
Niedawno czytałem, że jakby nauczyciel był gejem albo lesbijką, to prawie nikt by nie chciał do szkoły na lekcje z taką osobą posłać dziecka. Naturalne.
Jakie naturalne?
Autor tej wypowiedzi chyba nie odróżnia geja czy lesbijki od pedofila.
103 2013-01-31 12:20:02 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2013-01-31 12:22:48)
Nie podchodzi mi natomiast widok np dwóch tatusiów wychowujących dziewczynkę . Jakoś tego przetrawic nie potrafię.
Ja jakoś przetrawić nie mogę, ze kościół się miesza właśnie w takie sprawy, niech się zajmie swoimi.
I przetrawić nie potrafię, że są księża, którzy molestują dzieci i żadna kara ich nie spotyka, jednocześnie chcą umoralniać "niewiernych".
Tak, tego nie potrafię zdzierżyć.
Jeszcze raz napiszę- nie żyjemy w państwie teokratycznym, teoretycznie jest demokracja, praktycznie- demokracja teokratyczna. Jako osoba niewierząca chciałabym, żeby katolicy pogodzili się z faktem, że mogę mieć inne poglądy- liberalne.
Jaga , nie jestem kościołem , jestem jednostką. Odpowiadam za siebie.
I również wielu spraw w życiu, nie mogę przetrawic.
Strzał w dziesiątkę- księża molestujący dzieci, brak kary i umoralnianie "niewiernych"- to jest chore, wołające o pomstę do Nieba.
Nic nie mam do Twoich poglądów , Ty masz swoje, ja swoje .
Każdy żyje według własnych.
105 2013-01-31 13:20:33 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2013-01-31 13:21:02)
Wszyscy w tym temacie odnoszą się do tego problemu tylko i wyłącznie z perspektywy adopcji dzieci.
Ale jak już pisałam wczesniej, nie na tym polegają związki partnerskie.
Ja nie chciałabym nikomu zabraniać, skoro i tak dwie osoby (obojętnie jakiej płci) żyją razem, to dalczego nie mogą kupić wspólnie mieszkania? Albo wziąć kredytu? Albo rozmawiać z lekarzami podczas choroby partnera? albo dziedziczyć po jego smierci?
Prosze zagorzałych przeciwników o odniesienie się do tych kwestii.
Bardolka- POPIERAM
Czytam co piszecie i po dość obszernej ''lekturze'' nasunął mi się jeden wniosek, a mianowicie taki, że jak zwykle najwięcej do powiedzenia mają ci, których dana sytuacja nie dotyczy (mam tu na uwadze zarówno przeciwników jak i zwolenników ustawy o związkach partnerskich), a ci których sytuacja dotyczy ( np. bywalcy netkafejki ''Wszyscy chcą kochać... Netkafejka dla osób bi- i homoseksualnych''), milczą i tym samym nie wykazują zainteresowania tematem. Przypadek?
Bardolka, pisałam o tym, ale zawsze rozmowa kierowała się na jeden temat- adopcję dzieci. Zadałam takie same pytania, jak Ty, ale nie było odpowiedzi, bo według przeciwników, jeżeli ustawa o związkach zostanie wprowadzona, to naturalnym następstwem będzie adopcja. I tak koło się zamyka. Nie przemówisz. Żadne argumenty nie trafiają.
Czytam co piszecie i po dość obszernej ''lekturze'' nasunął mi się jeden wniosek, a mianowicie taki, że jak zwykle najwięcej do powiedzenia mają ci, których dana sytuacja nie dotyczy (mam tu na uwadze zarówno przeciwników jak i zwolenników ustawy o związkach partnerskich), a ci których sytuacja dotyczy ( np. bywalcy netkafejki ''Wszyscy chcą kochać... Netkafejka dla osób bi- i homoseksualnych''), milczą i tym samym nie wykazują zainteresowania tematem. Przypadek?
mnie interesuje,żyję w związku partnerskim i nie chcę brać ślubu
gdyby ta ustawa przeszła bardzo bym sie cieszyła,bo dużo spraw byłoby o wiele prościej załatwić
Znam również parę lesbijską, która również można by powiedzieć z zapartym tchem czekała na werdykt, jak się to dalej potoczy ale cóż... chyba nadziei i tak nie miały wiedząc, że to Poland ![]()
Bardolka, pisałam o tym, ale zawsze rozmowa kierowała się na jeden temat- adopcję dzieci. Zadałam takie same pytania, jak Ty, ale nie było odpowiedzi, bo według przeciwników, jeżeli ustawa o związkach zostanie wprowadzona, to naturalnym następstwem będzie adopcja. I tak koło się zamyka. Nie przemówisz. Żadne argumenty nie trafiają.
Również zadałam sporo pytań, bo pewnych poglądów po prostu nie potrafię zrozumieć, ale na tę chwilę nikt z przeciwników ustawy nie potrafił mi tego racjonalnie i przekonująco wytłumaczyć, padają natomiast jakieś dziwne argumenty, które doprawdy za nic do mnie nie przemawiają.
Miriam, przecież można mieć ściśle sprecyzowane spojrzenie na daną kwestię, nawet nie będąc bezpośrednio zainteresowanym.
A i ja czekam na te argumenty przeciwników. A tu cisza.
To ja może raz jeszcze samą siebie zacytuję - dla przypomnienia i z nadzieją, że ktoś wreszcie odpowie:
A ja się pytam - w czyje interesy i w czyją godność uderzałoby, gdyby pary homoseksualne, które przecież i tak żyją obok nas i które się kochają, mieszkają razem, prowadzą wspólne gospodarstwa domowe, mogły swoje związki zalegalizować? Czy w jakikolwiek sposób uderza to w panią X czy pana Y, który tak głośno krzyczy? Dlaczego uważacie, że w naszym kraju powinni być równi i równiejsi? Dlaczego uważacie, że oni nie mają prawa do swojego szczęścia? Dlaczego każecie wszystkim żyć po swojemu, narzucając przy tym Wasze widzenie świata jako jedynie słuszne?
114 2013-01-31 16:11:41 Ostatnio edytowany przez Miriam (2013-01-31 16:25:03)
Olinko, jakiś czas temu założyłaś temat pt. ''Rola ojca w wychowaniu Waszego dziecka'', a w nim napisałaś:
Psychologia jasno wskazuje, że aby dziecko miało szansę rozwijać się prawidłowo (mówimy tu o rozwoju emocjonalnym) w procesie jego wychowania powinna uczestniczyć zarówno matka, jak i ojciec.
I myślę, że tu masz odpowiedź na pytanie w czyją godność, w odczuciu przeciwników, mogłaby uderzyć legalizacja związków partnerskich.
Zresztą wystarczy poczytać komentarze pod artykułami dotyczącymi ustawy o związkach partnerskich, aby zorientować się, że społeczeństwo do par homoseksualnych generalnie nie ma nic. Społeczeństwo tylko obawia się konsekwencji legalizacji takich związków - tego, że kolejnym krokiem par homoseksualnych (po legalizacji związków partnerskich) będą żądania prawa do adopcji dzieci w myśl równouprawnienia (i nie chodzi tu o przysposobienie dziecka/dzieci z poprzedniego związku jednego z partnerów). I myślę, że to jest główny powód.
Miriam, nie rozumiemy się...
Oczywiście podtrzymuję moje stanowisko, bo model pełnej, zdrowej rodziny, w której aktywnie uczestniczy oboje rodziców niewątpliwie jest dla dziecka najlepszy. Wychowywanie dziecka przez parę homoseksualną budzi moje wątpliwości, choć to nie jest sprzeciw, i nigdzie nie napisałam, że jest inaczej. Niemniej - powtarzam tu po raz kolejny - w ustawie o związkach partnerskich nie ma NIC o możliwości adopcji. Moje pytanie dotyczyło wprost pani X czy pana Y, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się legalizacji związków partnerskich już dziś - czy w jakikolwiek sposób uderza to w ich godność osobistą, czy coś im odbiera, czy stanowi dla nich jakiekolwiek zagrożenie? Bo jeśli nie, to skąd ten opór i sprzeciw? Skąd ta niechęć i narzucanie innym własnego widzenia świata? Z niezrozumienia, niewiedzy, braku poszanowania dla odmienności, dla zasady?
I nie mieszajmy, proszę, na tym etapie pojęć, bo legalizacja związków partnerskich nie jest równoznaczna z wyrażeniem zgody na adopcję, a zasłanianie się tym zagadnieniem jest zwykłym zamydlaniem oczu. Pozwolę sobie zresztą przypomnieć słowa ,,światłej" posłanki Pawłowicz, która sprzeciwiała się związkom homoseksualnym jako nieprzydatnym społeczeństwu i nieestetycznym (dla mnie to ona jest nieestetyczna), podobne głosy pojawiły się zresztą nawet w tym wątku, zatem absolutnie nie zgodzę się, że społeczeństwo w pełni akceptuje homoseksualistów jako takich. A nazywanie ich chorymi psychicznie już nie pozostawia mi cienia wątpliwości.
Niemniej - powtarzam tu po raz kolejny - w ustawie o związkach partnerskich nie ma NIC o możliwości adopcji. Moje pytanie dotyczyło wprost pani X czy pana Y, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się legalizacji związków partnerskich już dziś - czy w jakikolwiek sposób uderza to w ich godność osobistą, czy coś im odbiera, czy stanowi dla nich jakiekolwiek zagrożenie? Bo jeśli nie, to skąd ten opór i sprzeciw? Skąd ta niechęć i narzucanie innym własnego widzenia świata? Z niezrozumienia, niewiedzy, braku poszanowania dla odmienności, dla zasady?
Owszem w ustawie o związkach partnerskich nie ma nic o możliwości adopcji, ale mimo to, iż nie ma, to przeciwnicy legalizacji wychodzą z założenia, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i właśnie tej możliwości adopcji w przyszłości się obawiają. Poczytaj komentarze pod artykułami dotyczącymi ustawy o związkach partnerskich, ja poczytałam dlatego taki nasunął mi się wniosek i tak Ci odpowiedziałam....
I nie mieszajmy, proszę, na tym etapie pojęć, bo legalizacja związków partnerskich nie jest równoznaczna z wyrażeniem zgody na adopcję, a zasłanianie się tym zagadnieniem jest zamydlaniem oczu.
W Twoim odczuciu legalizacja związków partnerskich nie jest równoznaczna z wyrażeniem zgody na adopcję, a zasłanianie się tym zagadnieniem jest zamydlaniem oczu. Natomiast przeciwnicy uważają, że legalizacja związków partnerskich właśnie jest wstępem do ustawy o adopcji, a jako przykład podają, że za granicą też zaczynano od związków partnerskich, a skończyło się na adopcji dzieci przez homoseksualistów.
Pozwolę sobie zresztą przypomnieć słowa ,,światłej" posłanki Pawłowicz, która sprzeciwiała się związkom homoseksualnym jako nieprzydatnym społeczeństwu i nieestetycznym
(dla mnie to ona jest nieestetyczna), podobne głosy pojawiły się zresztą nawet w tym wątku, zatem absolutnie nie zgodzę się, że społeczeństwo w pełni akceptuje homoseksualistów jako takich. A nazywanie ich chorymi psychicznie już nie pozostawia mi cienia wątpliwości.
Nie mierz wszystkich jedną miarą - jednostka nie może rzutować na ogół, tak...?
Poza tym nigdy nie jest tak, że wszyscy nas akceptują - są tacy, którzy krytykują homoseksualistów, są tacy, którzy krytykują, model rodziny 2+1, a kobiety uznają za anty patriotki, które przyczyniają się do demograficznej katastrofy, są tacy, którzy za in vitro chcieli wsadzać do więzień (p. Kaczyński), a są i tacy którym solą w oku jest wielodzietność i przykładów mogłabym mnożyć....
Ile ludzie, tyle opinii, albo inaczej - z opinią jest jak z du*ą, każdy ma swoją... ![]()
Jeśli takiej możliwości obawiają się w przyszłości, to znaczy, że już dziś należy odbierać innym prawo do przywilejów, które ustawa gwarantowała, żeby już nie powiedzieć, że do własnego, pełnego szczęścia? Będą się opierać kiedy przyjdzie na to czas, ale ten czas nie nastąpił na tym etapie.
Poza tym muszę ponownie przypomnieć, że ustawa o związkach partnerskich dotyczy również, a może przede wszystkim, par heteroseksualnych.
Nie mierz wszystkich jedną miarą - jednostka nie może rzutować na ogół, tak...?
Oczywiście, zresztą w życiu raczej daleka jestem od uogólnień, nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że homoseksualizm jest u nas powszechnie akceptowany. Moja powyższa wypowiedź była jednak odniesieniem do Twoich słów:
Zresztą wystarczy poczytać komentarze pod artykułami dotyczącymi ustawy o związkach partnerskich, aby zorientować się, że społeczeństwo do par homoseksualnych generalnie nie ma nic.
z którymi się po prostu nie zgadzam.
Weszłam na profil FB posłanki (Krystyna Pawłowicz), która wzbudziła tyle emocji - wykazując się kompletnym buractwem w kwestii, o jakiej tu mowa
Cóż... NIE MA SIĘ CZEGO SPODZIEWAĆ, a pozwólcie, że zacytuję wpis jednego z "fanów" posłanki:
"Józef Fryc Tak trzymać Pani Krystyno! Pokażmy tym ateistycznym pedziom kto tu rządzi!"
ORAZ KONTRA ![]()
Jacek Kozanecki "Panie Jozefie Fryc, troche pokory, czyz tego naucza nas Jezus, bysmy odrzucali i wyzywali innych? Czy moze naucza nas milosci do drugiego czlowieka, jakikolwiek by nie byl? Skad w Panu tyle jadu? Jak Pan mysli, czy Chrystus, nasz Pan to pochwala? Skad w Panu tyle buty? Pan "rzadzi"? To calkowity juz upadek..."
Co się zatem dziwić? Skoro agresja i buńczuczność goni... to samo ![]()
A ja zacytuję mojego dziadka, osobę 71-letnią, rodowity Ślązak z dziada pradziada i wydawałoby się, że jest za tradycją,a jednak usłyszałam takie słowa- "Joł żech myśloł, że ta platforma baje bażej postępowa. Co im te związki wadzą?"
Jak widzi ministra Gowina, posła Żalka i PiS z Solidarną Polską razem wziętych, to aż z irytacji do telewizora mówi.
Uważa, że jak ludzie się kochają, a nie chcą ślubu, to krzywdą jest odrzucenie tej ustawy.
Cóż... NIE MA SIĘ CZEGO SPODZIEWAĆ, a pozwólcie, że zacytuję wpis jednego z "fanów" posłanki:
"Józef Fryc Tak trzymać Pani Krystyno! Pokażmy tym ateistycznym pedziom kto tu rządzi!"
Ha, jakaż piękna, katolicka, hipokryzja. Wstyd, autentycznie wstyd mi za takich Polaków!
121 2013-01-31 18:32:29 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-01-31 18:34:45)
Witam.
Dyskusja trwa nadal, ja swoje stanowisko już wyraziłam.
Dzisiaj poczytałam w necie wypowiedzi w powyższym temacie.
Wypowiedzi potwierdzają/utwierdzają moje myślenie.
Polecam szczególnie artykuł w npolityce, którego fragment zacytuję:
"Mimo, że Robert Biedroń zapewniał, że w żadnym razie nie chodzi o dążenie do umożliwienia adopcji związkom homoseksualnym, takie niebezpieczeństwo co rusz się z tej debaty wyłania.
Wyraził to wprost poseł PO John Godson, który zapowiedział swój sprzeciw wobec wszystkich pięciu złożonych w Sejmie projektów:
Uważam, że to jest próba legalizacji małżeństw homoseksualnych, a za jakiś czas próba legalizowania adopcji dzieci przez związki gejowskie (...) Jeżeli pozwolimy, aby ta ustawa powstała, dlaczego na przykład nie utworzyć ustawy o związkach poligamicznych? - powiedział.
Każdy, kto uważnie przyjrzy się sprawie i przytomnie rozejrzy po tym, co dzieje się w Europie lub USA, dostrzeże bez trudu, że kraje, w których homoseksualiści adoptują dziś dzieci przechodziły wiele lat temu dokładnie przez takie same dyskusje. Wystarczy przeanalizować przypadek Francji. Od miesięcy setki tysięcy Francuzów protestuje przeciwko rządowym planom umożliwienia gejom i lesbijkom adopcji dzieci. W ostatniej manifestacji wzięło udział blisko milion osób. To jednak, mimo wszystko, mniejszość. Z sondażu La Lettre de L?Opinion wynika, że 65 proc. Francuzów popiera małżeństwa homoseksualne, a 53 proc. opowiada się za umożliwieniem im prawa do adopcji dzieci. Skąd taka powszechna akceptacja? Sprawę demaskuje wpis na blogu europosłanki SLD Lidii Geringer de Oedenberg z września ub. roku:
Wysokie poparcie do pewnego stopnia "przygotowała" (po prawie 10-letniej batalii politycznej) regulacja z 1999 r. umożliwiająca zawieranie związków partnerskich (PACS). Związki hetero i homoseksualne otrzymały wtedy część praw z tych, jakie mają małżeństwa. PACS jednak nie dawały prawa adopcji dzieci przez pary tej samej płci
- pisze eurodeputowana, szczycąc się przy okazji, że SLD-wski projekt ustawy o związkach partnerskich oparty został właśnie na wzorze francuskim.
Podkreśla też, że na 27 państw Unii Europejskiej 14 wprowadziło już jakąś formę legalizacji związków homoseksualnych. W pięciu pary te mogą zawierać małżeństwa i adoptować dzieci, w dziewięciu mają prawo do związków partnerskich. Rząd Donalda Tuska, jako dyrektywowy prymus UE, wzorowo podpisujący wszystkie unijne zalecenia nie chce pozostawać w tyle. Im bliżej do kolejnych eurowyborów, tym więcej będzie chciał zdać więcej egzaminów z posłuszeństwa.
Działania lobby homoseksualnego obliczone są na lata. Środowiska mniejszościowe doskonale zdają sobie sprawę, że mentalizowanie społeczeństwa wymaga długofalowych działań. W liberalnej Francji "batalia polityczna" zajęła dziesięć lat. Polska jest już na właściwej ścieżce. Przed nami dekada homoseksualnej propagandy. Miejmy nadzieję, że nie przesiąkniemy nią na tyle, by podzielić los 14 innych krajów Unii Europejskiej. Skutki są bowiem nieodwracalne."
EDIT:
No to mamy cytat za cytatem ![]()
Poza tym muszę ponownie przypomnieć, że ustawa o związkach partnerskich dotyczy również, a może przede wszystkim, par heteroseksualnych.
Jestem przekonana, że gdyby ustawa ta dotyczyła wyłącznie par heteroseksualnych, to przeszłaby bez żadnego ''ale''...
Oczywiście, zresztą w życiu raczej daleka jestem od uogólnień, nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że homoseksualizm jest u nas powszechnie akceptowany. Moja powyższa wypowiedź była jednak odniesieniem do Twoich słów, z którymi się po prostu nie zgadzam.
Moje zdanie jest takie że, społeczeństwo ma neutralny stosunek do homoseksualizmu, poza wyjątkami (bo te zawsze były, są i będą). A negatywne nastawienie do ustawy o związkach partnerskich, wynika wyłącznie z obawy przed ewentualną ustawą o adopcji. Takie są moje wnioski po zapoznaniu się z komentarzami, które się przewijają pod każdą wzmianką o ustawie...
dalczego nie mogą kupić wspólnie mieszkania? Albo wziąć kredytu? Albo rozmawiać z lekarzami podczas choroby partnera? albo dziedziczyć po jego smierci?Prosze zagorzałych przeciwników o odniesienie się do tych kwestii.
Nie jestem zagorzałym przeciwnikiem, ale Ci odpowiem, że póki nie ma żadnych prawnych regulacji, o pewne kwestie warto zadbać samemu - przynajmniej o te, o które można.
Owszem wspólnego opodatkowania, renta po partnerze, wspólny kredyt - to na chwilę obecną jest nie do przejścia. Ale np. niemożność wzięcia wspólnego kredytu ma też swoje plusy. Plusem jest to, że w razie ''W'' nie trzeba spłacać długów partnera. Zresztą wiele małżeństw przed ewentualnym kredytem partnera, obecnie zabezpiecza się intercyzą/rozdzielnością majątkową.
''rozmawiać z lekarzami podczas choroby partnera?'' - mogą, kwestia ustanowienia pełnomocnictwa. Ty też możesz swoim pełnomocnikiem ustanowić np. sąsiada i to on będzie informowany przez lekarza o Twojej chorobie i przebiegu leczenia.
Wspólne konto/ustanowienie partnera współwłaścicielem konta - nic nie stoi na przeszkodzie, tylko trzeba zadbać o to we własnym zakresie.
''albo dziedziczyć po jego śmierci?'' - kwestie dziedziczenia rozwiązuje testament, który jeśli się tylko wyraża taką wolę, można spisać w obecności notariusza. Sporny pozostaje podatek...
Wyraził to wprost poseł PO John Godson, który zapowiedział swój sprzeciw wobec wszystkich pięciu złożonych w Sejmie projektów:
Uważam, że to jest próba legalizacji małżeństw homoseksualnych, a za jakiś czas próba legalizowania adopcji dzieci przez związki gejowskie (...)
A nie ''mówiłam'', że stąd te obawy...;)
Czytać Moi Drodzy komentarze, opinie - tam wszystko jest jak na dłoni....;)
Co do tej nieszczęsnej adopcji przez pary homoseksualne.... to, że by chciały, nie znaczy że NAWET już w związku partnerskim, tak będzie!!
W tylu postępowych krajach tego nie ma, a w Polsce miałoby być? Wolne żarty! ![]()
Owszem wspólnego opodatkowania, renta po partnerze, wspólny kredyt - to na chwilę obecną jest nie do przejścia. Ale np. niemożność wzięcia wspólnego kredytu ma też swoje plusy. Plusem jest to, że w razie ''W'' nie trzeba spłacać długów partnera. Zresztą wiele małżeństw przed ewentualnym kredytem partnera, obecnie zabezpiecza się intercyzą/rozdzielnością majątkową.
''rozmawiać z lekarzami podczas choroby partnera?'' - mogą, kwestia ustanowienia pełnomocnictwa. Ty też możesz swoim pełnomocnikiem ustanowić np. sąsiada i to on będzie informowany przez lekarza o Twojej chorobie i przebiegu leczenia.
Wspólne konto/ustanowienie partnera współwłaścicielem konta - nic nie stoi na przeszkodzie, tylko trzeba zadbać o to we własnym zakresie.
''albo dziedziczyć po jego śmierci?'' - kwestie dziedziczenia rozwiązuje testament, który jeśli się tylko wyraża taką wolę, można spisać w obecności notariusza. Sporny pozostaje podatek...
No pewnie same plusy...
Kwestia pełnomocnictwa w razie choroby wiąże się ze spisaniem tego u notariusza, co oznacza dodatkowe koszty. Nie oszukujmy się, ale nie wszystkie pary są dobrze sytuowane.
Dziedziczenie...Tak, do dzisiaj pamiętam, gdy w wieku 10 lat wróciłam z podwórka uśmiechnięta, zaczęłam opowiadać coś mamie z przejęciem i... nagle przerwałam, gdyż ujrzałam jej łzy. Odziedziczyła od swoich przyszywanych dziadków mieszkanie w naszym domu (moi dziadkowie kupili dom na pół ze starszym małżeństwem, które było dla nas, jak rodzina, przepisali mamie swoja połowę, bo własnych dzieci nie mieli, jednak byli to obcy ludzie). Dostała pismo z urzędu skarbowego- podatek od wzbogacenia- ponad 10 tysięcy do zapłaty. Dla samotnej matki były to ogromne pieniądze. Nigdy nie widziałam jej płaczącej, ale tamtego dnia nigdy nie zapomnę... Tak samo może być z tymi "nielegalnymi" związkami. Można to zmienić, ale Wy, Katolicy mówicie stanowcze "Nie!".
Bardolka napisał/a:dalczego nie mogą kupić wspólnie mieszkania? Albo wziąć kredytu? Albo rozmawiać z lekarzami podczas choroby partnera? albo dziedziczyć po jego smierci?Prosze zagorzałych przeciwników o odniesienie się do tych kwestii.
Nie jestem zagorzałym przeciwnikiem, ale Ci odpowiem, że póki nie ma żadnych prawnych regulacji, o pewne kwestie warto zadbać samemu - przynajmniej o te, o które można.
Owszem wspólnego opodatkowania, renta po partnerze, wspólny kredyt - to na chwilę obecną jest nie do przejścia. Ale np. niemożność wzięcia wspólnego kredytu ma też swoje plusy. Plusem jest to, że w razie ''W'' nie trzeba spłacać długów partnera. Zresztą wiele małżeństw przed ewentualnym kredytem partnera, obecnie zabezpiecza się intercyzą/rozdzielnością majątkową.''rozmawiać z lekarzami podczas choroby partnera?'' - mogą, kwestia ustanowienia pełnomocnictwa. Ty też możesz swoim pełnomocnikiem ustanowić np. sąsiada i to on będzie informowany przez lekarza o Twojej chorobie i przebiegu leczenia.
Wspólne konto/ustanowienie partnera współwłaścicielem konta - nic nie stoi na przeszkodzie, tylko trzeba zadbać o to we własnym zakresie.
''albo dziedziczyć po jego śmierci?'' - kwestie dziedziczenia rozwiązuje testament, który jeśli się tylko wyraża taką wolę, można spisać w obecności notariusza. Sporny pozostaje podatek...
Miriam, jedno z homoseksualnej pary ma wypadek samochodowy, jest nieprzytomne, jak ustanowi pełnomocnictwo u lekarza? Albo w tym wypadku umiera w młodym wieku bez ustanowienia testamentu? Druga połowa zostaje z niczym.
Jeśli chodzi o kredyt - dwie niespokrewnione osoby, których nie łączy wspólnota zameldowania (przeważnie od co najmniej 36 miesięcy) nie mogą ot tak dostać razem kredytu.
A uwaga, że może to i lepiej bo potem jedno nie musi spłacać długów drugiego, jest na poziomie nie wiem czego ... Zabrońmy wspólnych kredytów małżonkom, w razie jak się związek rozpadnie, to jedno nie będzie musiało spłacać długów drugiego ...
wiele małżeństw robi intercyzę przed kredytem współmałżonka ? Chyba w Ameryce
w Polsce większość małżeństw bierze większe kredyty na wniosek wspólny bo jednemu z małżonków samodzielnie brakuje zdolności kredytowej ...
126 2013-01-31 20:42:06 Ostatnio edytowany przez dorota.f (2013-01-31 20:45:28)
W całej tej dyskusji martwią mnie dwie rzeczy: przeciwników nie da się przekonać, bo wizja prawdopodobieństwa przyszłej ustawy o prawie do adopcji dla par homoseksualnych, tak bardzo przysłoniła im kwestię, wobec której trwa dyskusja, że jest właściwie jedynym sensownym argumentem, który masowo podnoszą.
Co to w ogóle za argument w sprawie polskiej ustawy, że francuska ustawa z końca lat 90, utorowała drogę dla tego, co się teraz w tamtym kraju dzieje. Przecież to jest jakaś paranoja. Nie można tak dumać i stosować "kopiuj i wklej". Skupmy się na tym, że w naszym kraju TAK PÓŹNO się o takich kwestiach rozmawia i że wiele krajów europejskich te debaty ma za sobą.
Co będzie za kilka lat zobaczymy. Na pewno będą kolejne debaty, projekty ustaw. Jestem za gonieniem Europy. Jak komuś z tym źle, to może niech wyruszy w ramach buntu gdzieś na wschód?
Co jednak bardziej mnie przeraża to fakt, że przez język jaki jest w dyskusji używany, z katolików zrobiono zaściankowców, prymitywów albo chorych popaprańców. A przecież są i wśród tej grupy zwolennicy ustawy.
Jak to w Polsce - zamiast merytorycznej dyskusji pojazd jednych na drugich.
Ja jestem osobą wierzącą, ja jestem katoliczką i co teraz mam zrobić, jak sobie czytam takie wpisy?
Bo to jest właśnie sumienie katolików, czyli coś chorego.
Można to zmienić, ale Wy, Katolicy mówicie stanowcze "Nie!".
Osoby zacytowane wyżej, z których poglądami się zgadzam, wyzywają mnie od chorych (Vuk) i wmawiają, że jestem z tych, co zmianie mówi nie (Jaga Baba).
Oczywiście, że to pewno były emocjonalne wypowiedzi, w dodatku wyrwałam je z ciągu wypowiedzi.
Dodatkowo refleksję moją wzbudziły: jak łatwo komuś łatę wlepić albo zacząć populistycznie generalizować. Skoro robią to zwolennicy ustawy, to niech nie dziwią się jej przeciwnikom, że też takie zabiegi stosują...
127 2013-01-31 21:00:35 Ostatnio edytowany przez Miriam (2013-01-31 21:01:30)
Kwestia pełnomocnictwa w razie choroby wiąże się ze spisaniem tego u notariusza, co oznacza dodatkowe koszty. Nie oszukujmy się, ale nie wszystkie pary są dobrze sytuowane.
W 2006 roku był to koszt 70 zł, ile aktualnie nie wiem, ale liczę, że gdzieś około 150 - 200zł, więc nie są to jakieś wielkie pieniądze, no nie dramatyzujmy! Drażni mnie właśnie taka dziwna ludzka mentalność - najlepiej usiąść, narzekać i płakać, niech inni robią za nas! Nie(!), umiesz liczyć, licz na siebie, masz trochę oleju w głowie - zadbaj o swój własny interes, bo nikt nie zrobi tego za ciebie!
Dziedziczenie...Tak, do dzisiaj pamiętam, gdy w wieku 10 lat wróciłam z podwórka uśmiechnięta, zaczęłam opowiadać coś mamie z przejęciem i... nagle przerwałam, gdyż ujrzałam jej łzy. Odziedziczyła od swoich przyszywanych dziadków mieszkanie w naszym domu (moi dziadkowie kupili dom na pół ze starszym małżeństwem, które było dla nas, jak rodzina, przepisali mamie swoja połowę, bo własnych dzieci nie mieli, jednak byli to obcy ludzie). Dostała pismo z urzędu skarbowego- podatek od wzbogacenia- ponad 10 tysięcy do zapłaty. Dla samotnej matki były to ogromne pieniądze. Nigdy nie widziałam jej płaczącej, ale tamtego dnia nigdy nie zapomnę... Tak samo może być z tymi "nielegalnymi" związkami. Można to zmienić, ale Wy, Katolicy mówicie stanowcze "Nie!".
Kwestia dziedziczenia jest ogólnie bardzo śliską sprawą, nawet w przypadku małżeństw. Przykład: znajoma rodziców, po śmierci męża odziedziczyła połowę majątku wspólnego, a połowa majątku poszła do podziału pomiędzy nią, a rodzeństwem zmarłego. Nie było jej stać na to, aby zatrzymać dom, bo nie miała 200tyś na spłatę rodzeństwa męża - takie jest prawo.
Miriam, jedno z homoseksualnej pary ma wypadek samochodowy, jest nieprzytomne, jak ustanowi pełnomocnictwo u lekarza?
A to trzeba czekać na wypadek, aby takie pełnomocnictwo ustanowić..? ![]()
Wydaje mi się, że jesteśmy na tyle myślącymi ludźmi, że pewne sytuacje losowe powinniśmy brać pod uwagę, a nie czekać, aż coś się stanie. Ludzie(!) w jakim wieku Wy żyjecie, że o takich możliwościach nie wiecie?! Poraża mnie taka bezradność, trochę własnej inicjatywy, zainteresowania! Zawsze w takich sytuacjach powtarzam - myślenie nie boli!!!!
Albo w tym wypadku umiera w młodym wieku bez ustanowienia testamentu? Druga połowa zostaje z niczym.
Wtedy to już tylko można co najwyżej usiąść i rozpaczać nad własną głupotą, bo co innego pozostaje..? Testament jest po to, by spisać go za życia i w ten sposób zabezpieczyć partnera na wypadek własnej śmierci.
wiele małżeństw robi intercyzę przed kredytem współmałżonka ? Chyba w Ameryce
w Polsce większość małżeństw bierze większe kredyty na wniosek wspólny bo jednemu z małżonków samodzielnie brakuje zdolności kredytowej ...
W Ameryce nie mieszkam, a taką intercyzę mam. Tam gdzie w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze (ja ich nie mam dla jasności), tam ludzie się zabezpieczają, po to, by w razie niepowodzenia, komornik nie zajął całego dorobku małżeństwa. Znam kilka takich przypadków - na męża jest firma, na żonę dom, samochód. W razie niepowodzenia, komornik zajmuje tylko tę część, która należy do dłużnika. Część współmałżonka pozostaje poza zasięgiem komornika.
Tak samo może być z tymi "nielegalnymi" związkami. Można to zmienić, ale Wy, Katolicy mówicie stanowcze "Nie!".
Wy, to znaczy kto..? ![]()
W tylu postępowych krajach tego nie ma, a w Polsce miałoby być? Wolne żarty!
I tak oto wielkimi krokami, nadszedł kres narodowego optymizmu, ehh....:D Ale na pociesze dla wszystkich tych, którzy zwątpili i nie mają nadziei - pamiętajcie(!) wszystko co piękne rodzi się w bólach.:cool:
Miriam, czyli mam rozumieć, że w wieku dwudziestu kilku lat każdy normalny człowiek powinien mieć spisany testament, intercyzę z partnerem (mężem), notarialne pełnomocnictwo do załatwiania spraw w swoim imieniu - no to chyba 97% społeczeństwa to jakieś życiowe niedojdy bo ani jednej z tych rzeczy nie mają... Ja nie mam intercyzy, nie napisałam testamentu ani mężowi nie udostępniłam konta - co za idiotka ze mnie ...
Popatrz realnie na zwykłych ludzi, a nie szukaj papierologicznych wykrętów do zwykłych codziennych sytuacji, które mogą spotkać partnerów zarówno różnych jak i tych samych płci.
129 2013-01-31 21:39:30 Ostatnio edytowany przez Miriam (2013-01-31 22:02:45)
Miriam, czyli mam rozumieć, że w wieku dwudziestu kilku lat każdy normalny człowiek powinien mieć spisany testament, intercyzę z partnerem (mężem), notarialne pełnomocnictwo do załatwiania spraw w swoim imieniu - no to chyba 97% społeczeństwa to jakieś życiowe niedojdy bo ani jednej z tych rzeczy nie mają...
A czy 97% społeczeństwa żyje w nieformalnym związku...? Nie! Te środki zachowawcze dotyczą przede wszystkim tych, którzy żyją w nieformalnych związkach.
Myślę, więc jestem ? ostrożny, zachowawczy, przewidujący. Nie myślę, bo cierpię na umysłowe lenistwo i intelektualna bezradność, to później ponoszę tego konsekwencję - proste!
nie napisałam testamentu
A żyjesz w nieformalnym związku jak osoby, które nie dziedziczą po sobie, którym potrzebne jest pełnomocnictwo..?
Nie.... Twój mąż dziedziczy po Tobie ustawowo (Ty po mężu), Twojemu mężowi nie jest potrzebne Twoje pełnomocnictwo, by od lekarza dowiedzieć się jaki jest Twój stan zdrowia, po co Ci więc testament czy pełnomocnictwo? Czytaj ze zrozumieniem, co inni piszą...
mężowi nie udostępniłam konta - co za idiotka ze mnie ...
Nie wiem czy idiotka, bo jeśli nie masz oszczędności, to strata żadna, ale jeśli masz, to w przypadku Twojej śmierci pieniądze przepadają. Mąż, dzieci nie dostaną nic, ot taki ekstra prezent dla państwa!
Śluby być muszą bo za to są pieniądze; i ksiądz zarobi i państwo (USC). Związek partnerski to żaden wydatek ![]()