Dziękuję onaona za słowa otuchy.
Opowiem Ci jak to u nas wygląda. To wtedy może dojdzie do mnie absurd jaki sobie sama funduje.
Narzeczony pracuje w wojsku. Od roku. Zajmuje się dokumentowaniem wydarzeń jakie mają miejsce w wojsku. Tj. fotografuje to.
Już dzięki swojej pracy wygrywa konkursy fotograficzne mimo, że wcześniej nie miał z tym nic do czynienia.
Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Jak mówi, że zrobi to zrobi. Jak coś się popsuje - naprawi. Jak coś zaplanuje - realizuje.
Gdy remontowaliśmy mieszkanie. Spędzał ze mną wieczór, a rano wstawał i od 6 malował pokoje. I robił to perfekcyjnie.
Oprócz wojska jest instruktorem nauki jazdy. Zresztą bardzo dobrym. Nie ma szkoły. Klientów ma z polecenia.
Wszystkie pieniądze oddaje mi, choć tego nie wymagam. Sobie zabiera na jakieś drobiazgi.
Ja naprawdę nie powinnam narzekać.
Nie robię teraz obiadów bo zapach mięsa odrzuca mnie od kuchni. Nie ma problemu. Obiady robi narzeczony. Oczywiście pomagam. My sobie pomagamy. Współpracujemy.
Porządki też razem. On ciężkie dla mnie podłogi, odkurzanie, na mokro. Ja kuchnię, łazienkę oraz wc. Nikt nikomu nic nie wydziela. Robi się samo. W godzinkę ogarniamy całe mieszkanie.
Widzę jak dba o swoje dzieci.
Terminowo płaci alimenty.
I również codziennie słyszę jak kocha mnie i brzuszek. Pyta co jadłam. Czy mam owoce, jogurty. Jak nasze zwierzęta.
Teraz się szkoli z fotografii. Jestem dumna. Mam dużo czasu na rozmyślanie. Postanowiłam się uspokoić. Bo nerwy nic mi nie dadzą.
Zaznaczam, że jeszcze cokolwiek by się nie działo udaje nam się zawsze coś odłożyć. Za 2 miesiące ślub. Bez kredytów.
My i najbliższa rodzina.
Wyglądałam się.
Uff.
Jak u Was Laseczki?