netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

245 odpowiedzi31 010 wyświetleńzałożony przez niunia77, 24.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 246 ]

131 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 14:49:22)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

No ja mialam tak samo, byl flirt ale jak ktos chcial ode mnie czegos wiecej to zamykalam sie i nie dopuszczalam nikogo. Pare razy faceci mi zarzucili ze sama nie wiem czego chce. Sama nie potrafilam wytlumaczyc swojego zachowania. I popatrz cholera ze przed K sie otworzylam.

Dzwoni pare razy dziennie i wysyla parenascie smsow, ale nie odbieram i nie odpisuje. On wie ze jak sie spotkamy to mnie urobi i zlamie. Tak bylo do tej pory. I dlatego unikam go jak ognia

132

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

No ja mialam tak samo, byl flirt ale jak ktos chcial ode mnie czegos wiecej to zamykalam sie i nie dopuszczalam nikogo. Pare razy faceci mi zarzucili ze sama nie wiem czego chce. Sama nie potrafilam wytlumaczyc swojego zachowania. I popatrz cholera ze przed K sie otworzylam.

Dzwoni pare razy dziennie i wysyla parenascie smsow, ale nie odbieram i nie odpisuje. On wie ze jak sie spotkamy to mnie urobi i zlamie. Tak bylo do tej pory. I dlatego unikam go jak ognia

Ja mam podobnie, tyle że ja już sama dojrzałam do tej decyzji. Tak chcę go unikać. Nie muszę się jakoś specjalnie bać, to wychodzi samo ze środka. Jak się poznalismy, to miałam blokadę przed facetami, teraz ta blokada urosła do rangi mega blokady.
Głowa do góry, trzymam za ciebie kciuki.

133

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Pandemonium napisał/a:

Dziewczyny, ależ wy mi jesteście bliskie w tej kwestii. Przez lata borykałam się z podobnym problemem.. najgorsze co może być, to być w tym wszystkim samej. A tak niestety zazwyczaj jest, boimy się komukolwiek powiedzieć o problemie, bo najzwyczajniej się go wstydzimy i naiwnie łudzimy się, że same sobie ze wszystkim poradzimy. A to nieprawda.
U mnie tak było, odtrącałam wszystko i wszystkich i nie najlepiej się to mnie skończyło. Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć - tak, jestem szczęśliwym człowiekiem, w szczęśliwym związku, ale uwierzcie mi - jeszcze pare lat moim jedynym marzeniem był skok z mostu:/ Mialam dużo szczęscia - trafiliśmy pod opiekę wspaniałych specjalistów, dzięki którym na nowo czuję, że żyję. Wiadomo, że alkoholik na zawsze pozostaje alkoholikiem, aczkolwiek jesteśmy żywym przykładem, że chcieć to móc. W razie czego polecam wam dziewczyny klinikę - leczyc.pl Ja podejrzewam, że będę im wdzięczna do końca życia. Trzymam z was mocno kciuki, ja dałam radę, więc wy tym bardziej.

Ty chciałaś się leczyć, dlatego Ci się udało. Nikt nikogo nie zmusi siłą.

134

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:
Pandemonium napisał/a:

Dziewczyny, ależ wy mi jesteście bliskie w tej kwestii. Przez lata borykałam się z podobnym problemem.. najgorsze co może być, to być w tym wszystkim samej. A tak niestety zazwyczaj jest, boimy się komukolwiek powiedzieć o problemie, bo najzwyczajniej się go wstydzimy i naiwnie łudzimy się, że same sobie ze wszystkim poradzimy. A to nieprawda.
U mnie tak było, odtrącałam wszystko i wszystkich i nie najlepiej się to mnie skończyło. Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć - tak, jestem szczęśliwym człowiekiem, w szczęśliwym związku, ale uwierzcie mi - jeszcze pare lat moim jedynym marzeniem był skok z mostu:/ Mialam dużo szczęscia - trafiliśmy pod opiekę wspaniałych specjalistów, dzięki którym na nowo czuję, że żyję. Wiadomo, że alkoholik na zawsze pozostaje alkoholikiem, aczkolwiek jesteśmy żywym przykładem, że chcieć to móc. W razie czego polecam wam dziewczyny klinikę - leczyc.pl Ja podejrzewam, że będę im wdzięczna do końca życia. Trzymam z was mocno kciuki, ja dałam radę, więc wy tym bardziej.

Ty chciałaś się leczyć, dlatego Ci się udało. Nikt nikogo nie zmusi siłą.

Troszke nie rozumiem, Ty jestes uzalezniona od alkoholu czy partner??

135

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:

Ja mam podobnie, tyle że ja już sama dojrzałam do tej decyzji. Tak chcę go unikać. Nie muszę się jakoś specjalnie bać, to wychodzi samo ze środka. Jak się poznalismy, to miałam blokadę przed facetami, teraz ta blokada urosła do rangi mega blokady.
Głowa do góry, trzymam za ciebie kciuki.

Ja rowniez trzymam za Ciebie. Jakbys chciala pogadac badz sie wyzalic to napisz na e-maila.

136

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Laski wytrwajcie.
Warto.
I takie jak my muszą nauczyć się czegoś takiego jak cierpliwość.
Doceńcie tą samotność.
Ona ma plusy.

137

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:

Laski wytrwajcie.
Warto.
I takie jak my muszą nauczyć się czegoś takiego jak cierpliwość.
Doceńcie tą samotność.
Ona ma plusy.

Nami targa teraz niedowartościowanie,czujemy się gorsze, brzydkie, że za mało dałyśmy od siebie, że byłyśmy za dobre. Targają nami negatywne emocje na nasz temat. Ja to już w ogóle dobrze, że jestem odseparowana, bo zaczynam minimalizować wady faceta i najchętniej postawiłabym go na piedestale. Właściwie, to posłuchałam wszystkich wokół - koleżanki i rodzice, bo to oni mi ciągle powtarzali, ze nie warto, a sama nadal nie jestem przekonana czy dobrze zrobiłam...

138 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2013-03-08 07:40:16)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:

Laski wytrwajcie.
Warto.
I takie jak my muszą nauczyć się czegoś takiego jak cierpliwość.
Doceńcie tą samotność.
Ona ma plusy.

Nami targa teraz niedowartościowanie,czujemy się gorsze, brzydkie, że za mało dałyśmy od siebie, że byłyśmy za dobre. Targają nami negatywne emocje na nasz temat. Ja to już w ogóle dobrze, że jestem odseparowana, bo zaczynam minimalizować wady faceta i najchętniej postawiłabym go na piedestale. Właściwie, to posłuchałam wszystkich wokół - koleżanki i rodzice, bo to oni mi ciągle powtarzali, ze nie warto, a sama nadal nie jestem przekonana czy dobrze zrobiłam...

A spisałaś na kartce co Ci zrobił?
To ich kładziecie na piedestale, typów co mają choćby te emocje w pompce a same się degradujecie?
Zrozum. Mogłabyś być jeszcze zupełnie inna, nic by to nie zmieniło.
Też tak miałam.
Ale to element prania mózgu jakim zostałyśmy poddane.
Jedyna droga jest bardzo bolesna nie mniej tego wysiłku warta: skupić się na sobie.

Tak na logikę. Czy myślicie, że oni teraz dywagują jak Was skrzywdzili i jak mogą to naprawić?
...

139 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-08 08:49:43)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Mysle te ze moj na pytanie dlaczego nie jestesmy razem odpowiada, obrazila sie i nie wiem o co jej chodzi.
A ja sie katuje myslami ze zrobilam tak i tak a moglam inaczej, ze bylam za zimna i oschla. Ale nie ma co, damy rade!!!

140 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-08 09:17:05)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Przed chwila zadzwonil od kogos z zyczeniami. Chcial sie spotkac, dodal ze nie mam pojecia jak mnie bardzo kocha. Nie moge z nim rozmawiac bo odrazu zaczynam plakac

141

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

Przed chwila zadzwonil od kogos z zyczeniami. Chcial sie spotkac, dodal ze nie mam pojecia jak mnie bardzo kocha. Nie moge z nim rozmawiac bo odrazu zaczynam plakac

Kochana.
Ale nawet te dobre chwile...
Czy warto za nie ponosić taką cenę?
Tj. niepewność, odór alkoholu, brak stabilizacji, strach, niemoc, kilometry między oknem a oknem - kiedy i czy w ogóle wróci, poczucie winy, bezsilność.
W Twoim wieku byłam w ciemnej dupie, przepraszam za określenie.
Szkoda lat i życia.

Jest szansa na życie z kimś z kim można coś zaplanować. Coś zrobić. I wiesz, że to zrobi. Ba, wyjść do klubu i napić się drinka.
To jest możliwe.

142

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Wiem ze nie warto. Odkad pamietam w domu towarzyszyl mi niepokoj lek strach bezsilnosc zlosc i poczucie winy.

143

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Spraw sobie dziś jakaś przyjemność.
Spacer. Książka. Coś czego zawsze sobie odmawiałaś.
Cokolwiek.

144

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Dzisiaj mam juz zaplanownay dzien. Po pracy jade do siostry, bo przyjedzie nasz wspolny znajomy z Wroclawia z ktorym nie widzialysmy sie 5 lat. Zeby bylo zabawniej jako nastolatka bylam w nim zakochana smile

145

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:
onaona napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:

Laski wytrwajcie.
Warto.
I takie jak my muszą nauczyć się czegoś takiego jak cierpliwość.
Doceńcie tą samotność.
Ona ma plusy.

Nami targa teraz niedowartościowanie,czujemy się gorsze, brzydkie, że za mało dałyśmy od siebie, że byłyśmy za dobre. Targają nami negatywne emocje na nasz temat. Ja to już w ogóle dobrze, że jestem odseparowana, bo zaczynam minimalizować wady faceta i najchętniej postawiłabym go na piedestale. Właściwie, to posłuchałam wszystkich wokół - koleżanki i rodzice, bo to oni mi ciągle powtarzali, ze nie warto, a sama nadal nie jestem przekonana czy dobrze zrobiłam...

A spisałaś na kartce co Ci zrobił?
To ich kładziecie na piedestale, typów co mają choćby te emocje w pompce a same się degradujecie?
Zrozum. Mogłabyś być jeszcze zupełnie inna, nic by to nie zmieniło.
Też tak miałam.
Ale to element prania mózgu jakim zostałyśmy poddane.
Jedyna droga jest bardzo bolesna nie mniej tego wysiłku warta: skupić się na sobie.

Tak na logikę. Czy myślicie, że oni teraz dywagują jak Was skrzywdzili i jak mogą to naprawić?
...

Ja jestem troszkę w innej sytuacji niż wy. Mój facet nie pił bardzo dużo. Upijał się tylko czasem. Miał inny problem. Wybuchowość. Zaczęłam się potwornie martwić o relację partnera z dzieckiem. Marzyłam żeby świetnie się dogadywali i owszem spędzali razem bardzo dużo czasu, ale czasem partner według mnie zbyt bardzo nakrzyczał na małego. Raz bardzo nakrzyczał na mnie jak jechaliśmy autem. Pamiętam, że czymś bardzo go zdenerwowałam. Innym razem jak go zdenerwowałam odjechał z piskiem opon autem. No i jeszcze dziwna gadka do mojej koleżanki, w nerwach powiedział kiedyś, że jej "wpier" po tym jak wtrąciła się ona w nasze sprawy.
Dla mnie chyba najwiekszą wadą był brak poczucia bezpieczeństwa. Właściwie nigdy nie było kasy, mój dochód był znacznie większy niż partnera a i tak ciągle chodziłam goła i jeszcze zastanawiałam się co tu zrobić aby jeszcze jakieś źródło gotówki znaleźć. To jest coś strasznego, kiedy masz dziecko chcesz dla niego jak najlepiej a ciągle nie ma kasy. Nikomu tego nie życzę. I plany... no właśnie. Do tanga trzeba dwojga. Trzeba razem planować wspólną przyszłośc. Mój facet mieszkał ze mną 2 miesiące i ani razu nie podszedł do mnie i nie zapytał czy ma się dołożyć do rachunków. Potem ja cała we łzach powiedziałam, że nie czuję sie przy nim bezpiecznie po czym on stwierdził, że skoro teraz kłócimy sie o kasę, to co będzie potem? Dodam, że nie jestem jakąś paniusią. Pracowałam, gotowałam, sprzatałam.
Nikomu nie zyczę tej niepewności : jak zachowa się partner? Czy będzie miły jak przyjdą znajomi? Czy nie zdenerwuje się na moją matkę jak mu zwróci uwagę? A jak mu zwróci uwagę to jak zareaguje? Czy znów zwyzywa ją od leni? Takie życie to bomba zegarowa sad

146

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

A czy on widzi swoj problem? Ja tez czasami wybucham bez powodu a za chwile mam wyrzuty sumienia ze na kogos nakrzyczalam. My nie panujemy nad emocjami

147

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

A czy on widzi swoj problem? Ja tez czasami wybucham bez powodu a za chwile mam wyrzuty sumienia ze na kogos nakrzyczalam. My nie panujemy nad emocjami

Widzi, ale cóż... powiedział, że poradzi sobie sam, sam wyeliminuje problem. Nie umiem tak żyć, w takiej huśtawce, nie potrafię normalnie funkcjonować, bo sama jestem niestabilna emocjonalnie.

148

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

No nie wiem czy samemu mozna wyeliminowac taki problem, wydaje mi sie ze nie

149

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:
niunia77 napisał/a:

A czy on widzi swoj problem? Ja tez czasami wybucham bez powodu a za chwile mam wyrzuty sumienia ze na kogos nakrzyczalam. My nie panujemy nad emocjami

Widzi, ale cóż... powiedział, że poradzi sobie sam, sam wyeliminuje problem. Nie umiem tak żyć, w takiej huśtawce, nie potrafię normalnie funkcjonować, bo sama jestem niestabilna emocjonalnie.

Twój eks partner czy alkoholik czy mój eks mają wspólny mianownik = destabilizują nasze całe życie, pojmowanie rzeczywistości. Wszystko wygląda i funkcjonuje jak w krzywym zwierciadle.
Chodzisz na paluszkach, paluszek prosto w dupie non stop, a tu ciągle źle i ciągle nie tak.
U mnie:
- dom lśnił na błysk - "za sterylnie"
- dom lśnił na błysk, ale nie poprasowane - "ale z Ciebie fleja"
- proponuje sam pizzę na wynos na obiad po czym - "mogłem zostać u babci i coś normalnego zjeść"
- zostawił mnie w obcej mieścinie i pojechał, gdy wrócił - "zawsze przyciągam poturbowane baby"
- biegam z nim i w pewnym momencie on staje, ja mogłabym biec dalej, ale chce z nim pogadać, co słyszę - "nie możesz dalej sama biec, co jesteś taka niesamodzielna?"
- daje mi auto w środku zimy ze śniegiem po kostki na ulicach na letnich oponach, ja młody kierowca nawet radzę sobie świetnie, ale niestety auto odmawia posłuszeństwa na jakiejś zaspie w zatoczce parkingowej i boksuje się z nim, jest Boże Narodzenie, wołam go telefonicznie by mi pomógł, przychodzi naburmuszony, wściekły, złorzeczy, rzuca "kurwami", miał jeszcze jechać w tym dniu na służbę - po całej tyradzie gdy ja jestem w proszku (bo teraz w swoim aucie mam opony zimowe i wiem jaka to różnica tylko trzeba je mieć i do jasnej cholery zamontować na zimę) mówi - "zostaję dziś w domu, widzę, że się BARDZO cieszysz" - fakt, po tej szopce na ulicy człowiek już nie ma sił na nic, a poczucie winy rośnie
- jestem na tydzień u jego babci bo moje mieszkanie w remoncie - sam mi to proponuje - jednego dnia myję babci łazienkę tak po prostu na błysk, od podłogi po sufit, nie oczekuję za to pomnika, ale może chociaż zwykłego dziękuję lub poklepania po ramieniu, że dobra robota, albo coś, a co słyszę - "też korzystasz z tej łazienki"
- nie kochamy się już nie wiem ile, może z miesiąc, w zasadzie jestem prawie z tym pogodzona, nic nawet na ten temat już nie mówię, nie szkodzi, on to robi za mnie jak się kładziemy - " co, smutna jesteś, pewnie tak skoro Cię nie pieprzę"

Wymieniać dalej?

150

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Masakraaaaaaa

151

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

I odwalałam Rejtana w drzwiach jak to coś chciało mnie zostawić...
No cóż, było, minęło, NIE WRÓCI.

152

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Moze mi byloby latwiej gdyby to on zechcial mnie zostawic

153 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-03-08 15:26:57)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:
onaona napisał/a:
niunia77 napisał/a:

A czy on widzi swoj problem? Ja tez czasami wybucham bez powodu a za chwile mam wyrzuty sumienia ze na kogos nakrzyczalam. My nie panujemy nad emocjami

Widzi, ale cóż... powiedział, że poradzi sobie sam, sam wyeliminuje problem. Nie umiem tak żyć, w takiej huśtawce, nie potrafię normalnie funkcjonować, bo sama jestem niestabilna emocjonalnie.

Twój eks partner czy alkoholik czy mój eks mają wspólny mianownik = destabilizują nasze całe życie, pojmowanie rzeczywistości. Wszystko wygląda i funkcjonuje jak w krzywym zwierciadle.
Chodzisz na paluszkach, paluszek prosto w dupie non stop, a tu ciągle źle i ciągle nie tak.
U mnie:
- dom lśnił na błysk - "za sterylnie"
- dom lśnił na błysk, ale nie poprasowane - "ale z Ciebie fleja"
- proponuje sam pizzę na wynos na obiad po czym - "mogłem zostać u babci i coś normalnego zjeść"
- zostawił mnie w obcej mieścinie i pojechał, gdy wrócił - "zawsze przyciągam poturbowane baby"
- biegam z nim i w pewnym momencie on staje, ja mogłabym biec dalej, ale chce z nim pogadać, co słyszę - "nie możesz dalej sama biec, co jesteś taka niesamodzielna?"
- daje mi auto w środku zimy ze śniegiem po kostki na ulicach na letnich oponach, ja młody kierowca nawet radzę sobie świetnie, ale niestety auto odmawia posłuszeństwa na jakiejś zaspie w zatoczce parkingowej i boksuje się z nim, jest Boże Narodzenie, wołam go telefonicznie by mi pomógł, przychodzi naburmuszony, wściekły, złorzeczy, rzuca "kurwami", miał jeszcze jechać w tym dniu na służbę - po całej tyradzie gdy ja jestem w proszku (bo teraz w swoim aucie mam opony zimowe i wiem jaka to różnica tylko trzeba je mieć i do jasnej cholery zamontować na zimę) mówi - "zostaję dziś w domu, widzę, że się BARDZO cieszysz" - fakt, po tej szopce na ulicy człowiek już nie ma sił na nic, a poczucie winy rośnie
- jestem na tydzień u jego babci bo moje mieszkanie w remoncie - sam mi to proponuje - jednego dnia myję babci łazienkę tak po prostu na błysk, od podłogi po sufit, nie oczekuję za to pomnika, ale może chociaż zwykłego dziękuję lub poklepania po ramieniu, że dobra robota, albo coś, a co słyszę - "też korzystasz z tej łazienki"
- nie kochamy się już nie wiem ile, może z miesiąc, w zasadzie jestem prawie z tym pogodzona, nic nawet na ten temat już nie mówię, nie szkodzi, on to robi za mnie jak się kładziemy - " co, smutna jesteś, pewnie tak skoro Cię nie pieprzę"

Wymieniać dalej?

Zielony Domek, moja psycholog jak posłuchała mojej historii, to terapie skierowałą raczej na akceptację partnera, na poszukiwanie tego co dobre. Powiedziała mi, że szukam ideału, a ideałów nie ma, że tak naprawdę muszę zaakceptować faceta takim jaki jest.


z tym porządkiem to coś mają wspólnego ci faceci. Mój mnie opieprzał, ze sama duzo bałaganię , a potem wszystkich upominam, że brudno.  Moze i miał rację. Kurcze, już sama nie wiem. Tak bardzo bałam się bliskosci, że moze podświadomie prowokowałam go aby był tyranem. W końcu tylko przy takim facecie mogłam czuć sie swojo. Przecież on ciagle mówił po 20 razy dziennie, że mnie kocha. Chyba popadam w jakąś paranoję, bo zrobiłam z niego jakiegoś potwora sad

154

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Nikt z nikogo nie zrobil potwora, kazdy jest dorosly i odpowiedzialny za swoje decyzje i za swoje zachowanie

155

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:

Zielony Domek, moja psycholog jak posłuchała mojej historii, to terapie skierowałą raczej na akceptację partnera, na poszukiwanie tego co dobre. Powiedziała mi, że szukam ideału, a ideałów nie ma, że tak naprawdę muszę zaakceptować faceta takim jaki jest.

Śmiem twierdzić, że ta Pani psycholog się myli.
Oczywiście, że nie szukasz ideału, tylko kogoś kto się nie wytrząsa, nie krzywdzi. Wystarczy.

156

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:
onaona napisał/a:

Zielony Domek, moja psycholog jak posłuchała mojej historii, to terapie skierowałą raczej na akceptację partnera, na poszukiwanie tego co dobre. Powiedziała mi, że szukam ideału, a ideałów nie ma, że tak naprawdę muszę zaakceptować faceta takim jaki jest.

Śmiem twierdzić, że ta Pani psycholog się myli.
Oczywiście, że nie szukasz ideału, tylko kogoś kto się nie wytrząsa, nie krzywdzi. Wystarczy.

Dziś widziałam mojego eks, zadzwonił do mnie, a ja zbiegłam po schodach szybko, myślę "Chyba kupił mi kwiaty", a on tylko przyszedł oddać mi klucz dla mojego taty smile Wow! Myślę sobie. To i tak sukces. Przecież na pewno zadzwonił bo chciał mnie zobaczyć.
Ehhh my kobiety mamy wyobraźnię smile

157 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-09 00:38:00)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:

Dziś widziałam mojego eks, zadzwonił do mnie, a ja zbiegłam po schodach szybko, myślę "Chyba kupił mi kwiaty", a on tylko przyszedł oddać mi klucz dla mojego taty smile Wow! Myślę sobie. To i tak sukces. Przecież na pewno zadzwonił bo chciał mnie zobaczyć.
Ehhh my kobiety mamy wyobraźnię smile

Dzisiaj z rana zadzwonil moj z obcego numeru, chyba wiedzial ze od niego nie odbiore. Zlozyl mi zyczenia, po czym zapytal czy moze przyniesc mi kwiatka. Powiedzialam ze nie, ale w glowie sobie pomyslalam "Ty idioto pytasz mnie o takie rzeczy, zamiast zwyczajnie przyniesc". Po tym jak powiedzialam ze sie nie spotkamy powiedzial do mnie "wiesz ze Cie bardzo kocham?". Odparlam tak wiem, po czym on mi na to "chyba nie wiesz jak bardzo". Musialam sie rozlaczyc bo odrazu oczy napelnily sie lzami.

158

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

W zasadzie opisałaś i moje uczucia. Też myślę i obwiniam się.

onaona napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:

To nie tylko co czujemy do alkoholika uzależnia, celowo nie używam słowa "miłość".
To samo trzyma kobietę przy mężczyźnie, który ją poniża i bije, to samo trzyma kobietę u boku hazardzisty, ćpuna, przemocowca, narcyza i wszelkiej innej patologii.
To nic więcej jak uzależnienie, a z każdego jak wiecie można wyjść. I tu jest odpowiedź na nasze pytanie.
Czemu nie oderwiecie się czy ja nawet na pewnym etapie życia nie umiałam się oderwać, odpowiedź jest prosta: bo nie chciałam. W momencie gdy już absolutnie nie miałam sił, przynajmniej resztki spożytkowałam na odcięcie się.
A czemu to uzależnia?
Bo na początku jest super, gdy już wpadamy jak śliwka w kompot coś się zaczyna dziać, wtedy zapala się małe czerwone światło w głowie, ale my rzecz jasna, Matki Teresy i samarytanki w jednym lekceważymy lub jakąś pokrętną logiką próbujemy to sobie wytłumaczyć, bo bynajmniej nie robi on tego, że miał zły dzień, że zapewne JA coś zrobiłam i CZYMŚ go zdenerwowałam, ale gdy pomyśli się czym no to na to odpowiedzi już nie ma, za to pojawia się ta ślepa durna miłość w drugiego człowieka i błędne myślenie: skoro ja go nie krzywdzę no bo kocham, a on kocha mnie (tak mówi) no to na pewno nie chce mnie skrzywdzić, ble ble ble.
A my co powinniśmy zrobić? Po pierwszym wyskoku gdy powinniśmy takiego delikwenta kopnąć w dupę bez mrugnięcia okiem!
A nam zapalają się całe latarnie w głowie i nadal NIC z tym nie robimy.
I tego trzeba się nauczyć.
Żadnych odstępstw.
Naprawdę można.
Wystarczy chcieć.

Zielony_Domek chyba kluczem do wyzdrowienia jest pełne zrozumienie, że podjeło się słuszną decyzję. Ja odeszłam od mężczyzny, który nie pił. Opisywałam swoją historię w jednym wątku. Partner był wybuchowy, czasem za bardzo zdenerwował sie na dziecko. W chwili złości potrafił powiedzieć rzeczy, że włos się jeżył na głowie, np. raz do mojje koleżanki powiedział, że jej wpier.... Nie mówił przykrych rzeczy do mnie, ale najczęściej do mojej matki, siostry, niektórych koleżanek. Mijają 3 m-ce od rozstania, a ja nadal sie bardzo obwiniam, że za mało dałam mu miłości sad
A na terapii u psychologa, to już w ogóle dostałam mętliku. Pani psycholog próbowała mnie pogodzić z byłym partnerem i im bardziej próbowała tym bardziej ja nie chciałam. Hmmm, może to jakaś nowa metoda terapii?
Uważm, że samo odejście od faceta, to namiastka sukcesu, bo co z tego, że odejdziemy jeśli nadal się zastanawiamy czy przypadkeim nie przesadzamy? A może nam się tylko wydaje, że partner nas rani? A może to nasza wina, bo za mało się starałyśmy? My nadal z takim myśleniem jesteśmy "chore". Być może czas nam pomoże....
Generalnie ja do dziś zastanawiam się czy nie przesadziłam z oceną partnera.
Zaczęłam go uważać za lenia (nie chciał czytać, rozwijać się, bardzo małe aspiracje zawodowe, potem coraz mniej pomocy w domu). i co? ja matka Zbawicielka chciałam kolejne etaty zawodowe brać na siebie aby było wiecej kasy.
Zastanawiam się kiedy wreszcie pojmę , że ten mężczyzna mnie krzywdził swoim zachowaniem sad

159

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Czas uzdrowic swoje emocje.

160

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Przepraszam że tak wchodzę w ten wątek co jakiś czas i przedstawiam swoje "mądrości" na temat mojego picia i uzależnienia,lecz teraz chciałbym się podzielić czymś innym,myślę że trochę jednak zahaczającym o temat wątku.Otóż jak nieśmiało gdzieś tam wspomniałem chyba się zakochałem i mimo że wszystko na razie wygląda obiecująco,to jestem przerażony.Przekonuję się każdego dnia jakie spustoszenie wywołałem swoim piciem.Kompletnie sobie nie radzę emocjonalnie z tym co się dzieje.Nie potrafię na trzeźwo przeżywać czegoś tak pięknego jak zakochanie.Z moją sympatią znamy się około pół roku,spodobała mi się i jak się okazało ja jej też.Obecnie spotykamy się regularnie,całujemy itp.Tylko że ja w żaden sposób nie mogę w to uwierzyć że ona tak na serio,czuję że na pewno kiedyś mnie zostawi i już teraz psychicznie się na to nastawiam,choć to początek.Mam tak małe poczucie własnej wartości że nie wyobrażam sobie bym mógł się komuś podobać (tak tak to lata picia się odbijają).Problemem było   nawet nawiązanie rozmowy z tą osobą,bo nigdy na trzeźwo tego nie robiłem,to znaczy nie rozmawiałem z nikim na kim by mi tak zależało.Czuję się pomimo swoich 37 lat jak chłopiec z gimnazjum i pomimo że już randek było trochę ja mam przed każdą taką tremę że myślę że zemdleję.Mojej sympatii jak na świętej spowiedzi powiedziałem kim jestem ,czego może się spodziewać,co czuję (choć tu nie do końca do wszystkiego się przyznaję).Mówiłem też,że nie daj Boże jak któregoś dnia poczuje ode mnie alkohol to niech ucieka jak najdalej ode mnie,to musiałem zrobić.Jestem bezradny wiecie,aż mi się płakać chce nieraz,nawet nie wiem wobec czego do końca jestem bezradny.Tak się boję by jej nie skrzywdzić.Denerwuję się przed każdą wiadomością od niej że teraz to już  na pewno mnie zostawi.Zamiast się cieszyć to ja się zamartwiam.Choć sympatia zapewnia mnie ze jest ok,że jest jej miło to ja popadam w czarnowidztwo,że kłamie,że się mną bawi.Wiecie dlaczego?Bo ja jak piłem to kłamałem,żeby postawić na swoim,potrafiłem wymyślić wszystko,to mi teraz wydaje się ze to nie możliwe by tak miłe rzeczy w stosunku do mnie powiedziane mogą być szczerze.Naturalnie to nie tak że jak już się spotkamy to ja się ze strachu trzęsę,rozkręcam się i jestem czarującym facetem (tak ona mówi).Bardziej się "trzęsę" przed i po.Oj chaotycznie to wszystko napisałem, ale tak to wygląda u mnie Łukasza alkoholika.Samo przestanie picia Moi drodzy to dopiero początek.To co alkohol zrujnował w psychice trzeba odbudowywać latami ,widzę to po sobie.Jeszcze raz przepraszam ,ale musiałem się wygadać.

161

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Łookasz napisał/a:

Przepraszam że tak wchodzę w ten wątek co jakiś czas i przedstawiam swoje "mądrości" na temat mojego picia i uzależnienia,lecz teraz chciałbym się podzielić czymś innym,myślę że trochę jednak zahaczającym o temat wątku.Otóż jak nieśmiało gdzieś tam wspomniałem chyba się zakochałem i mimo że wszystko na razie wygląda obiecująco,to jestem przerażony.Przekonuję się każdego dnia jakie spustoszenie wywołałem swoim piciem.Kompletnie sobie nie radzę emocjonalnie z tym co się dzieje.Nie potrafię na trzeźwo przeżywać czegoś tak pięknego jak zakochanie.Z moją sympatią znamy się około pół roku,spodobała mi się i jak się okazało ja jej też.Obecnie spotykamy się regularnie,całujemy itp.Tylko że ja w żaden sposób nie mogę w to uwierzyć że ona tak na serio,czuję że na pewno kiedyś mnie zostawi i już teraz psychicznie się na to nastawiam,choć to początek.Mam tak małe poczucie własnej wartości że nie wyobrażam sobie bym mógł się komuś podobać (tak tak to lata picia się odbijają).Problemem było   nawet nawiązanie rozmowy z tą osobą,bo nigdy na trzeźwo tego nie robiłem,to znaczy nie rozmawiałem z nikim na kim by mi tak zależało.Czuję się pomimo swoich 37 lat jak chłopiec z gimnazjum i pomimo że już randek było trochę ja mam przed każdą taką tremę że myślę że zemdleję.Mojej sympatii jak na świętej spowiedzi powiedziałem kim jestem ,czego może się spodziewać,co czuję (choć tu nie do końca do wszystkiego się przyznaję).Mówiłem też,że nie daj Boże jak któregoś dnia poczuje ode mnie alkohol to niech ucieka jak najdalej ode mnie,to musiałem zrobić.Jestem bezradny wiecie,aż mi się płakać chce nieraz,nawet nie wiem wobec czego do końca jestem bezradny.Tak się boję by jej nie skrzywdzić.Denerwuję się przed każdą wiadomością od niej że teraz to już  na pewno mnie zostawi.Zamiast się cieszyć to ja się zamartwiam.Choć sympatia zapewnia mnie ze jest ok,że jest jej miło to ja popadam w czarnowidztwo,że kłamie,że się mną bawi.Wiecie dlaczego?Bo ja jak piłem to kłamałem,żeby postawić na swoim,potrafiłem wymyślić wszystko,to mi teraz wydaje się ze to nie możliwe by tak miłe rzeczy w stosunku do mnie powiedziane mogą być szczerze.Naturalnie to nie tak że jak już się spotkamy to ja się ze strachu trzęsę,rozkręcam się i jestem czarującym facetem (tak ona mówi).Bardziej się "trzęsę" przed i po.Oj chaotycznie to wszystko napisałem, ale tak to wygląda u mnie Łukasza alkoholika.Samo przestanie picia Moi drodzy to dopiero początek.To co alkohol zrujnował w psychice trzeba odbudowywać latami ,widzę to po sobie.Jeszcze raz przepraszam ,ale musiałem się wygadać.

Hej Łookasz, myślę, że niunia77 nie obrazi się na nas za te wpisy.
Nadal ponosisz konsekwencje swojego wyboru jakim było picie i teraz los generalnie Tobie oddaje, to co zapewne kiedyś czuli Twoi bliscy teraz czujesz Ty. Mam na myśli strach.
Ale zarówno Ty, jak i ona ryzykujecie, Ty, że ona się rozmyśli, ona, że Ty wrócisz do alkoholu.
Początki mogą być trudniej skoro przecierasz szlak pierwszy raz na trzeźwo.
Postaraj się zdystansować, jak najwięcej z nią rozmawiać, ale nie zadręczać, bądź sobą i nie przerywaj leczenia.
Po to przestałeś pić by wieść normalne życie. Weź byka za rogi i powalcz o swoje szczęście i pamiętaj jak łatwo można kogoś skrzywdzić.
Pamiętaj o szczerości.
Co ona powiedziała jak przyznałeś się do alkoholizmu?

162

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Słuchaj ja nie mam najmniejszego zamiaru zrezygnować z AA,bo jak nie będę trzeźwy to nie będę miał nic.Powiedziałem jej również że trzeźwość jest dla mnie najważniejsza.A co ona powiedziała?W sumie nic,ale po minie widziałem ze trochę ją to zaskoczyło (nie zna mnie z tamtego okresu).Musiałem jej to powiedzieć,z jednej strony ma prawo wiedzieć z kim się zadaje,po drugie abym był trzeźwy nie mogę kłamać,jest to jedna z podstawowych spraw dla mnie:szczerość.Właśnie wróciliśmy ze spaceru i z kina i było bardzo miło (aż za bardzo big_smile ).Ona podpytuje mnie o sprawy alkoholizmu,to nie jest główny temat rozmów,ale czuje że chce się dowiedzieć z czym to się "je",a ja jej cierpliwie tłumaczę.Wiesz myślę że ciężko jej sobie wyobrazić że ja piłem,bo kompletnie mnie z tej strony nie zna i oby nie poznała.Jak wspominałem ,moja sympatia wie że konieczne są dla mnie mitingi AA w takiej częstotliwości jak dotychczas,że w tej kwestii nie ma przebacz i póki co to akceptuje.

163

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

Czas uzdrowic swoje emocje.

tak, tak niunia77, czas uzdrowić emocje, zadbać o siebie. Dziś byłam z mamą na zakupach, kupiłam śliczne buty i modne spodnie. Wieczorem planuję zrobić śliczny manicure. Chcę znów wyglądać pięknie  bo od momentu rozstania niestety zaniedbałam się. Dla faceta chciałam wyglądać cudownie, teraz jestem sama i brak mi motywacji. A te weekendy sa najgorsze, kiedy jest wolne i natłok myśli.
Czy lepiej troszkę się czujesz niunia77?

164 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-09 22:23:22)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Ja spedzam caly weekend u siostry. Wyszlismy dzisiaj do restauracji na kolacje zeby sie oderwac od codziennosci. Ale bylo to dla mnie meczace, meczace bo w glowie ciagle te same mysli. Ale bylo milo. Nie mam nic przeciwko, a nawet jestem za zebyscie pisali o sobie, o swoich problemach i rozterkach bo ile mozna myslec o bylym i tym co zrobil a czego nie. Łookaszu jestem Ci wdzieczna za Twoje rady. Trzymam za Was kciuki, mam nadzieje ze Wam wyjdzie smile

165

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Ja jutro się odniosę bo padam na pyszczek.
Ahoj!

166

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Nie męcz się z tym człowiekiem. Z czasem będzie coraz gorzej. Wiem coś o tym. Sama przechodzę traumę , mam męża alkoholika i tak jak twój chłopak mój też w narzeczeństwie popijał, ale ja zawsze łudziłam się że po slubie bedzie lepiej. A teraz 4 dzieci, dom na kredyt, i wiele innych zobowiązań, ciągłe awantury, wyzwiska od najgorszych,po co mi to było. Jedno co mnie trzyma i podtrzymuje na duchu to dzieci. Dlatego nie zastanawiaj się nad tym zostaw go.

167

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Nie męcz się z tym człowiekiem. Z czasem będzie coraz gorzej. Wiem coś o tym. Sama przechodzę traumę , mam męża alkoholika i tak jak twój chłopak mój też w narzeczeństwie popijał, ale ja zawsze łudziłam się że po slubie bedzie lepiej. A teraz 4 dzieci, dom na kredyt, i wiele innych zobowiązań, ciągłe awantury, wyzwiska od najgorszych,po co mi to było. Jedno co mnie trzyma i podtrzymuje na duchu to dzieci. Dlatego nie zastanawiaj się nad tym zostaw go.

168

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
zuza08 napisał/a:

Nie męcz się z tym człowiekiem. Z czasem będzie coraz gorzej. Wiem coś o tym. Sama przechodzę traumę , mam męża alkoholika i tak jak twój chłopak mój też w narzeczeństwie popijał, ale ja zawsze łudziłam się że po slubie bedzie lepiej. A teraz 4 dzieci, dom na kredyt, i wiele innych zobowiązań, ciągłe awantury, wyzwiska od najgorszych,po co mi to było. Jedno co mnie trzyma i podtrzymuje na duchu to dzieci. Dlatego nie zastanawiaj się nad tym zostaw go.

Właśnie wychowujesz kolejne pokolenie DDA

169

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Też chciałam dzisiaj zrobić coś dla siebie. Byłam ze znajomymi w klubie. Było super. A teraz wróciłam do pustego domu i jest fatalnie. Ale wiecie co ? Cały wieczór czekałam na smsa od niego, na jakiś znak.... Kiedy to mi w końcu przejdzie ? Staram się zrozumieć, że nie może być moim partnerem bo mnie w końcu zabije. ale serduszko puka...

niunia77 napisał/a:

Ja spedzam caly weekend u siostry. Wyszlismy dzisiaj do restauracji na kolacje zeby sie oderwac od codziennosci. Ale bylo to dla mnie meczace, meczace bo w glowie ciagle te same mysli. Ale bylo milo. Nie mam nic przeciwko, a nawet jestem za zebyscie pisali o sobie, o swoich problemach i rozterkach bo ile mozna myslec o bylym i tym co zrobil a czego nie. Łookaszu jestem Ci wdzieczna za Twoje rady. Trzymam za Was kciuki, mam nadzieje ze Wam wyjdzie smile

170 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-10 16:20:56)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

W Twoim przypadku jest tak ze wolisz negatywne uczucia niz ich brak.
U mnie jest tak ze jak dzwoni to nie odbieram i jestem zla ze nie daje mi spokoju, a jak przez pare godzin nie probuje sie do mnie dodzwonic to tez jestem zla ze sie poddaje. I sprawdzam telefon jak glupia. Chore nie? Ale nic na to nie poradze...

171

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Łookasz napisał/a:

Słuchaj ja nie mam najmniejszego zamiaru zrezygnować z AA,bo jak nie będę trzeźwy to nie będę miał nic.Powiedziałem jej również że trzeźwość jest dla mnie najważniejsza.A co ona powiedziała?W sumie nic,ale po minie widziałem ze trochę ją to zaskoczyło (nie zna mnie z tamtego okresu).Musiałem jej to powiedzieć,z jednej strony ma prawo wiedzieć z kim się zadaje,po drugie abym był trzeźwy nie mogę kłamać,jest to jedna z podstawowych spraw dla mnie:szczerość.Właśnie wróciliśmy ze spaceru i z kina i było bardzo miło (aż za bardzo big_smile ).Ona podpytuje mnie o sprawy alkoholizmu,to nie jest główny temat rozmów,ale czuje że chce się dowiedzieć z czym to się "je",a ja jej cierpliwie tłumaczę.Wiesz myślę że ciężko jej sobie wyobrazić że ja piłem,bo kompletnie mnie z tej strony nie zna i oby nie poznała.Jak wspominałem ,moja sympatia wie że konieczne są dla mnie mitingi AA w takiej częstotliwości jak dotychczas,że w tej kwestii nie ma przebacz i póki co to akceptuje.

Może porozmawiaj z kimś kto Wam/Ci pomaga w terapii AA bo przyznam szczerze aż nie wiem co doradzić. I czy w ogóle powinnam.
Zgadzam się natomiast z tym co napisałeś:
- konieczność mitingów AA - to chyba do końca życia, prawda? Choć wiem, iż jest to dobrowolne.
- szczerość i konsekwencja
- upór - no postaraj się tego nie spieprzyć, sam widzisz jak jest fajnie i bardzo miło, to co, że "aż za bardzo" smile
- oczywiście, że jej ciężko sobie to wyobrazić i tu się zatrzymam smile nie chcę być złośliwa tongue

****
Laseczki miłej niedzieli, mnie zasypało kompletnie i jestem zmęczona, ale to wynika ze stanu smile

LIDKA7 pisałaś o tych skowroneczkach, a potem o czymś zupełnie odwrotnym.
Daje sobie rękę uciąć, że lada chwila ta nowa panna doświadczy czegoś podobnego.
Masz na tacy podane wszystko by móc psychicznie się od niego odciąć, naprawdę musisz tego chcieć.
Inaczej faktycznie się nie uda.

niunia77 poradzisz, poradzisz. Jeszcze trochę czasu i jak najwięcej zajęć z energią skierowaną ku sobie.

zuza08 napisała krótko, aczkolwiek treściwie.

Musimy uwierzyć, że zasługujemy na to co najlepsze, na pewno nie na popłuczyny.

172

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:
Łookasz napisał/a:

Słuchaj ja nie mam najmniejszego zamiaru zrezygnować z AA,bo jak nie będę trzeźwy to nie będę miał nic.Powiedziałem jej również że trzeźwość jest dla mnie najważniejsza.A co ona powiedziała?W sumie nic,ale po minie widziałem ze trochę ją to zaskoczyło (nie zna mnie z tamtego okresu).Musiałem jej to powiedzieć,z jednej strony ma prawo wiedzieć z kim się zadaje,po drugie abym był trzeźwy nie mogę kłamać,jest to jedna z podstawowych spraw dla mnie:szczerość.Właśnie wróciliśmy ze spaceru i z kina i było bardzo miło (aż za bardzo big_smile ).Ona podpytuje mnie o sprawy alkoholizmu,to nie jest główny temat rozmów,ale czuje że chce się dowiedzieć z czym to się "je",a ja jej cierpliwie tłumaczę.Wiesz myślę że ciężko jej sobie wyobrazić że ja piłem,bo kompletnie mnie z tej strony nie zna i oby nie poznała.Jak wspominałem ,moja sympatia wie że konieczne są dla mnie mitingi AA w takiej częstotliwości jak dotychczas,że w tej kwestii nie ma przebacz i póki co to akceptuje.

Może porozmawiaj z kimś kto Wam/Ci pomaga w terapii AA bo przyznam szczerze aż nie wiem co doradzić. I czy w ogóle powinnam.
Zgadzam się natomiast z tym co napisałeś:
- konieczność mitingów AA - to chyba do końca życia, prawda? Choć wiem, iż jest to dobrowolne.
- szczerość i konsekwencja
- upór - no postaraj się tego nie spieprzyć, sam widzisz jak jest fajnie i bardzo miło, to co, że "aż za bardzo" smile
- oczywiście, że jej ciężko sobie to wyobrazić i tu się zatrzymam smile nie chcę być złośliwa tongue

****
Laseczki miłej niedzieli, mnie zasypało kompletnie i jestem zmęczona, ale to wynika ze stanu smile

LIDKA7 pisałaś o tych skowroneczkach, a potem o czymś zupełnie odwrotnym.
Daje sobie rękę uciąć, że lada chwila ta nowa panna doświadczy czegoś podobnego.
Masz na tacy podane wszystko by móc psychicznie się od niego odciąć, naprawdę musisz tego chcieć.
Inaczej faktycznie się nie uda.

niunia77 poradzisz, poradzisz. Jeszcze trochę czasu i jak najwięcej zajęć z energią skierowaną ku sobie.

zuza08 napisała krótko, aczkolwiek treściwie.

Musimy uwierzyć, że zasługujemy na to co najlepsze, na pewno nie na popłuczyny.

A ja dziś miałam kryzys, jak to zwykle w weekend, czuję się podle, że to ja zostawiłam. Zapomniałam już o wszystkim co było złe, właściwie to czasami się zastanawiam czy nie przesadzam robiąc z siebie ofiarę, a z niego kata. Przecież on nie pił jak w przypadku partnerów waszych.  Kiedy to minie...

173

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

W takich momentach pomaga lista tego co jednak się wydarzyło złego, skuteczny kubeł zimnej wody na takie dylematy.

174

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:

W takich momentach pomaga lista tego co jednak się wydarzyło złego, skuteczny kubeł zimnej wody na takie dylematy.

Dziękuję Zielony Domek, wiem, że ta metoda pomaga i wyżalenie się na forum też smile Dziękuję

175

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:

Przecież on nie pił jak w przypadku partnerów waszych

Nie pil ale wybuchal i byl agresywny. Nie wiesz czy kiedys w amoku by Cie ne pobil.

176

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:
onaona napisał/a:

Przecież on nie pił jak w przypadku partnerów waszych

Nie pil ale wybuchal i byl agresywny. Nie wiesz czy kiedys w amoku by Cie ne pobil.

Dziękuję, miałam taki kryzys, bo czasem aż żal mnie ściska jak widzę inne pary szczęśliwe, ale widocznie nie nasza pora. Wytrzymałam już bardzo długo - 3 m-ce jestem sama. Także niunia77 tobie też życzę wytrwałości.
Zielony Domek dziękuję za słowa otuchy.

177

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Faktu, że wychowuję pokolenie alkoholika nie da się zamazać, ale mam nadzieję , że nie byłaś uszczypliwa i nie miałaś na myśli że wychowuję ALKOHOLIKÓW. Ale co tam, jutro nowy dzień mój małżonek mam nadzieje że wytrzeźwieje i wyjedzie do swojej pracy. A ja kolejne 2 tygodnie bede miała spokój, i spokój. Aż do weekendu kiedy znów wróci. I to trwa ładnych parę lat. A ja sobie ciągle tłumacze że muszę sobie z tym radzić, dla dzieci szczególnie tych najmłodszych- bo one jeszcze nic nie rozumią a tatuś jest dla nich najj.Fakt nigdy na nie nie krzyczy, zawsze przytula - nawet jak jest pijany czy na kacu. Gorzej ze mną, dla mnie nie szczędzi słów, a nawet gróźb.   A o leczeniu nie ma mowy - "bo nikt mu do głowy nie będzie pier.... głupot".

178

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

Tak bardzo brakowalo mi drugiej osoby przy boku, ze ogladajac glupie filmy chcialo mi sie plakac ze ja nie mam sie nawet do kogo przytulic, patrzylam na inne pary z zazdroscia. Ze maja siebie... Ten czlowiek dal mi to czego zawsze pragnelam, bliskosci. Przytulal, calowal, dbal. I pomimo ze przez jego uzaleznienie zaczelo sie dziac coraz gorzej, tak ciezko mi z tego zrezygnowac. Boje sie, panicznie boje sie ze juz nikogo tak nie pokocham, ze juz mnie to w zyciu nie spotka kto bezinteresownie pokocha mnie.

Pare dni temu to napisalam.
I jestem mu wdzieczna ze dal mi te pare miesiecy (serce boli ze tylko pare). Ale piekne chwile naszego zwiazku minely, one juz nie wroca. Trzeba pogodzic sie z rzeczywistoscia.

179 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-10 22:44:48)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
zuza08 napisał/a:

Faktu, że wychowuję pokolenie alkoholika nie da się zamazać, ale mam nadzieję , że nie byłaś uszczypliwa i nie miałaś na myśli że wychowuję ALKOHOLIKÓW. Ale co tam, jutro nowy dzień mój małżonek mam nadzieje że wytrzeźwieje i wyjedzie do swojej pracy. A ja kolejne 2 tygodnie bede miała spokój, i spokój. Aż do weekendu kiedy znów wróci. I to trwa ładnych parę lat. A ja sobie ciągle tłumacze że muszę sobie z tym radzić, dla dzieci szczególnie tych najmłodszych- bo one jeszcze nic nie rozumią a tatuś jest dla nich najj.Fakt nigdy na nie nie krzyczy, zawsze przytula - nawet jak jest pijany czy na kacu. Gorzej ze mną, dla mnie nie szczędzi słów, a nawet gróźb.   A o leczeniu nie ma mowy - "bo nikt mu do głowy nie będzie pier.... głupot".

Zuza, kolezance nie chodzilo o to ze wychowujesz alkoholikow tylko DDA. Jesli nie wiesz co z tym idzie w parze to poczytaj na ten temat. Ja jestem DDA i szkoda mi takich dzieciaczkow.
Nie wiem czy wiesz ze dzieci alkoholikow wychowujace sie w takim otoczeniu sa 4 razy bardziej narazone na popadniecie w nalogi. Czy Ty myslisz ze one nie slysza jak on sie do Ciebie zwraca?

Święte słowa...........
"Ale jeżeli sama sobie taki los wybrałaś, twoja rzecz. Tylko jeżeli będziesz chciała mieć z nim dzieci, to wtedy już co innego. Nawet jeżeli ci się uda, że urodzą się zdrowe, to będą uczestniczyły w tragedii twojego małżeństwa. To przeżyją gehennę, która zaciąży na ich psychice w sposób nieodwracalny. Bo tego, co się będzie działo w twoim domu, nie ukryjesz przed twymi dziećmi. A to wszystko, na co ty będziesz patrzyła, co dla ciebie będzie trudne do zniesienia, widziane oczami dziecka urasta do rozmiarów katastrofy. Dzieci twoje będą patrzeć na swojego ojca, którego będziesz wlokła po schodach do mieszkania, którego będzie zabierać policja. Będą patrzeć na ciebie bitą i poniewieraną przez ich ojca. Będą słyszeć z jego ust słowa, których ty sama nie jesteś w stanie słuchać". ks Mieczysław Maliński

Po raz kolejny to wrzucam, przeczytaj....
http://www.malinski.pl/?inc=read&id=930

180

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:
zuza08 napisał/a:

Faktu, że wychowuję pokolenie alkoholika nie da się zamazać, ale mam nadzieję , że nie byłaś uszczypliwa i nie miałaś na myśli że wychowuję ALKOHOLIKÓW. Ale co tam, jutro nowy dzień mój małżonek mam nadzieje że wytrzeźwieje i wyjedzie do swojej pracy. A ja kolejne 2 tygodnie bede miała spokój, i spokój. Aż do weekendu kiedy znów wróci. I to trwa ładnych parę lat. A ja sobie ciągle tłumacze że muszę sobie z tym radzić, dla dzieci szczególnie tych najmłodszych- bo one jeszcze nic nie rozumią a tatuś jest dla nich najj.Fakt nigdy na nie nie krzyczy, zawsze przytula - nawet jak jest pijany czy na kacu. Gorzej ze mną, dla mnie nie szczędzi słów, a nawet gróźb.   A o leczeniu nie ma mowy - "bo nikt mu do głowy nie będzie pier.... głupot".

Zuza, kolezance nie chodzilo o to ze wychowujesz alkoholikow tylko DDA. Jesli nie wiesz co z tym idzie w parze to poczytaj na ten temat. Ja jestem DDA i szkoda mi takich dzieciaczkow.
Nie wiem czy wiesz ze dzieci alkoholikow wychowujace sie w takim otoczeniu sa 4 razy bardziej narazone na popadniecie w nalogi. Czy Ty myslisz ze one nie slysza jak on sie do Ciebie zwraca?

Święte słowa...........
"Ale jeżeli sama sobie taki los wybrałaś, twoja rzecz. Tylko jeżeli będziesz chciała mieć z nim dzieci, to wtedy już co innego. Nawet jeżeli ci się uda, że urodzą się zdrowe, to będą uczestniczyły w tragedii twojego małżeństwa. To przeżyją gehennę, która zaciąży na ich psychice w sposób nieodwracalny. Bo tego, co się będzie działo w twoim domu, nie ukryjesz przed twymi dziećmi. A to wszystko, na co ty będziesz patrzyła, co dla ciebie będzie trudne do zniesienia, widziane oczami dziecka urasta do rozmiarów katastrofy. Dzieci twoje będą patrzeć na swojego ojca, którego będziesz wlokła po schodach do mieszkania, którego będzie zabierać policja. Będą patrzeć na ciebie bitą i poniewieraną przez ich ojca. Będą słyszeć z jego ust słowa, których ty sama nie jesteś w stanie słuchać". ks Mieczysław Maliński

Po raz kolejny to wrzucam, przeczytaj....
http://www.malinski.pl/?inc=read&id=930

Zuza8 tutaj nikt nie chce Ciebie obrażać, my tylko stwierdzamy fakty. Dziś uporałam się z demonami przeszłości, ale łatwo nie było. Mam 25 lat i właściwie dopiero teraz zdrowieję. Po drodze popełniłam kilka poważnych błędów. Stworzyłam chory związek, bo takie wzorce znałam . Nigdy nie byłam w związku spokojnym, bez huśtawek emocjonalnych. Nie potrafiłam. To właśnie możesz zafundować swoim dzieciom. Taki model rodziny. Jeżeli chodzi o DDA, to nie wszyscy w przyszłości zdają sobie sprawę z tego, że mają problemy. Są osoby, które problemów wcale nie widzą i powielają wzorce z domu. To chyba najgorsze co może przytrafić się DDA. Nikt nie wie jak to odbije się na psychice twoich dzieci. Mogą znienawidzić alkohol w przyszłości albo wręcz przeciwnie same się uzależnić, a córki (jeżeli je masz) będą szukały partnerów podobnych do taty, bo najlepiej czujemy się w tym co jest nam już znane. Synowie? Hmmm mogą zacząć pić, nie daj Boże mogą w przyszłości traktować swoje żony podobnie jak ich ojciec traktował Ciebie. To oczywiście najgorsze scenariusze, których Tobie nie życzymy.

181

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Dziewczyny głowy do góry !!! Ja dzisiaj mam jakiś przypływ dobrej energii mam nadzieję, że jutro się nie odwróci przeciwko mnie.

Tak jak opisałam w swoim wątku poszłam dzisiaj do kina z moim dzieckiem i prawie byłym mężem, o tym pisałam tam.

Wam chcę powiedzieć, że stroiłam się na to spotkanie jak na randkę.
Fakt, może i przyświecała mi myśl, a masz popatrz sobie co straciłeś. Patrzył.
Ale chodziło o coś innego. Wiecie, jak fajnie się poczułam jak inni faceci się za mną oglądali ?! Kobiety zresztą też. To jest boskie uczucie.Daje taka adrenalinę, że ho !!!
I gwarantuję, że nie patrzyli dlatego że wyglądałam jak dziwak- wyglądałam fajnie i atrakcyjnie, a co najważniejsze sama byłam z siebie dumna,że tak mi wyszło !

Proponuję : wizyta u kosmetyczki, jakiś fajny nowy ciuch, a potem spotkanie z koleżankami na kawie w jakimś centrum.
Zamiast się zamartwiać szukajmy nowego samca, wiosna idzie !

onaona napisał/a:
niunia77 napisał/a:
onaona napisał/a:

Przecież on nie pił jak w przypadku partnerów waszych

Nie pil ale wybuchal i byl agresywny. Nie wiesz czy kiedys w amoku by Cie ne pobil.

Dziękuję, miałam taki kryzys, bo czasem aż żal mnie ściska jak widzę inne pary szczęśliwe, ale widocznie nie nasza pora. Wytrzymałam już bardzo długo - 3 m-ce jestem sama. Także niunia77 tobie też życzę wytrwałości.
Zielony Domek dziękuję za słowa otuchy.

182

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
LIDKA7 napisał/a:

Dziewczyny głowy do góry !!! Ja dzisiaj mam jakiś przypływ dobrej energii mam nadzieję, że jutro się nie odwróci przeciwko mnie.

Tak jak opisałam w swoim wątku poszłam dzisiaj do kina z moim dzieckiem i prawie byłym mężem, o tym pisałam tam.

Wam chcę powiedzieć, że stroiłam się na to spotkanie jak na randkę.
Fakt, może i przyświecała mi myśl, a masz popatrz sobie co straciłeś. Patrzył.
Ale chodziło o coś innego. Wiecie, jak fajnie się poczułam jak inni faceci się za mną oglądali ?! Kobiety zresztą też. To jest boskie uczucie.Daje taka adrenalinę, że ho !!!
I gwarantuję, że nie patrzyli dlatego że wyglądałam jak dziwak- wyglądałam fajnie i atrakcyjnie, a co najważniejsze sama byłam z siebie dumna,że tak mi wyszło !

Proponuję : wizyta u kosmetyczki, jakiś fajny nowy ciuch, a potem spotkanie z koleżankami na kawie w jakimś centrum.
Zamiast się zamartwiać szukajmy nowego samca, wiosna idzie !

onaona napisał/a:
niunia77 napisał/a:

Nie pil ale wybuchal i byl agresywny. Nie wiesz czy kiedys w amoku by Cie ne pobil.

Dziękuję, miałam taki kryzys, bo czasem aż żal mnie ściska jak widzę inne pary szczęśliwe, ale widocznie nie nasza pora. Wytrzymałam już bardzo długo - 3 m-ce jestem sama. Także niunia77 tobie też życzę wytrwałości.
Zielony Domek dziękuję za słowa otuchy.

Brawo, super podejście, ja też juz apomniałam jak to jest czuć się seksownie mimo że akurat mój partner nigdy nie krytykował mojego wyglądu, ale jakoś nie potrafiłam poczuć tego o czym piszesz. Tego piękna w sobie.
Z tym facetem Lidka07 tylko uważaj aby znów się nie przypałętał ktoś nieodpowiedni, bo będziesz przechodziła po raz kolejny przez to samo. Wierzymy w Ciebie smile naprawdę bardzo mocno. Trzymamy kciuki. Oby ten nastrój utrzymywał się baaaardzo długo, a jak będziesz miałą jakieś chwile zwatpienia, to pisz na forum smile

183 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-11 11:00:47)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Wiecie co ten za przeproszeniem bydlak zrobil? Sprzedal za bezcen bardzo drogie perfumy, ktore dostal ode mnie na urodziny. A dlaczego je sprzedal? Bo zaciagnal na wodke dlug ktory musial szybko splacic. I zadzwonil do mnie po rozgrzeszenie, tlumaczac ze i tak ich nie uzywal. Rece opadaja, jakby wpadl w moje rece to bym go rozszarpala!!

184

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

Wiecie co ten za przeproszeniem bydlak zrobil? Sprzedal za bezcen bardzo drogie perfumy, ktore dostal ode mnie na urodziny. A dlaczego je sprzedal? Bo zaciagnal na wodke dlug ktory musial szybko splacic. I zadzwonil do mnie po rozgrzeszenie, tlumaczac ze i tak ich nie uzywal. Rece opadaja, jakby wpadl w moje rece to bym go rozszarpala!!

Zaniemówiłam.
On ma w głowie kusz. Nic więcej.

185 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-11 11:20:05)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:

Zaniemówiłam.
On ma w głowie kusz. Nic więcej.

Ja na poczatku tez zaniemowilam, potem ogarnela mnie wscieklosc.
Dodam tylko na koniec ze sam chcial te perfumy...
W dupie z nim, w dupie z perfumami

186

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Wściekłość to bardzo dobre uczucie. Warto pamiętać o tych emocjach gdy znowu nadzieje nas świątynia dumania na temat jak to było cudownie i fajnie.
Nie było i nie będzie. Cena jaką trzeba było zapłacić czyni to ochłapem a nie cudownymi wspomnieniami.

187 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-11 11:56:23)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Nie wiem jak ja moglam tyle czasu sie z nim zadawac i nie widziec tego co z niego za typ

188

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

Nie wiem jak ja moglam tyle czasu sie z nim zadawac i nie widziec tego co z niego za typ

niunia77, ale siła zaczęła z ciebie emanować. smile Mój były mąż zastawił w komisie obrączkę, bo nie miał kasy, to był cios jak dla mnie.
Teraz już wiesz, że nigdy nie mielibyście kasy. To, że sprzedał perfumy nie świadczy, że jest on złym człowiekiem, ale kompletnie według mnie nieporadnym, a to źle wróży, bo to jest młody chłopak i powinien poruszyć niebo i ziemię aby zapewnić sobie jakis byt, a co dopiero przyszłej rodzinie?
Zawsze brakowałoby na zycie, a potem jeszcze usłyszałabyś, że kobiety lecą na kasę. Troszkę dziwią mnie panowie, którzy wygadują takie głupoty, bo współczesne kobiety naprawdę świetnie sobie radzą. Doceńcie panowie to! Nikt nie wymaga od was abyście zarabiali tysiące meisięcznie, ale tak i owszem powinniście być odpowiedzialni.
Oczywiście nie biore pod uwagę zepsutych lal, dla których jedyną wartością są pieniądze. Większość kobiet, które piszą na tym forum, to kobiety inteligentne, zaradne, mądre życiowo i zasługują  one na bezpieczeństwo smile

189

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
niunia77 napisał/a:

Nie wiem jak ja moglam tyle czasu sie z nim zadawac i nie widziec tego co z niego za typ

Trzymam kciuki by ta złość nie minęła.

Dziś mam obniżony nastrój. Mój narzeczony wyjechał na tygodniowe szkolenie. Ostatnio byłam dość nieznośna.
Przykro mi bo to naprawdę wyjątkowy facet a ja czasem sama nie wiem o co mi chodzi. Oczywiście wszystko mogłabym zrzucić na hormony, które w ciąży regulują absolutnie wszystkim. Chwilami nic się nie dzieje, a mnie ogarnia fala irytacji wprost nie do opisania.
Gdybym jeszcze miała powody. Ale nie. Pomoże, wyręczy, jest, dba, troszczy się.
Mam tydzień na refleksje.
I wyciszenie.

190

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:
niunia77 napisał/a:

Nie wiem jak ja moglam tyle czasu sie z nim zadawac i nie widziec tego co z niego za typ

Trzymam kciuki by ta złość nie minęła.

Dziś mam obniżony nastrój. Mój narzeczony wyjechał na tygodniowe szkolenie. Ostatnio byłam dość nieznośna.
Przykro mi bo to naprawdę wyjątkowy facet a ja czasem sama nie wiem o co mi chodzi. Oczywiście wszystko mogłabym zrzucić na hormony, które w ciąży regulują absolutnie wszystkim. Chwilami nic się nie dzieje, a mnie ogarnia fala irytacji wprost nie do opisania.
Gdybym jeszcze miała powody. Ale nie. Pomoże, wyręczy, jest, dba, troszczy się.
Mam tydzień na refleksje.
I wyciszenie.

Zielony_Domek, a co sie takiego stało, że uważasz, że ejsteś nieznośna? Może jak wyrzucisz to z siebie troszkę ci ulży?

191

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Szczerze?
To dostałam jakiejś fazy na martwienie się na zapas.
Kwestia pieniędzy. Oboje zarabiamy nieźle. Konto mamy wspólne. Nikt niczego nie ukrywa. Wszystko jest jasne.
Czasem wydatków jest mniej, czasem więcej.
A ja dostaje paniki, że nie starczy nam do 1ego.
Co generalnie nigdy się nie zdarzyło.
I często czegoś nam "żałuje". To żałosne wiem.
Może trochę dlatego, że pracuje w banku gdzie szykują się zwolnienia grupowe i mimo, że pracuje tam 6 lat i do czegoś doszłam, a także mam umowę na czas nieokreślony to jednak to gdzieś tam we mnie siedzi...
Pracuje nad tym i umiem się wyluzować. Staram się ze wszystkich sił.
Albo denerwuje się gdy wiem, że coś sobie kupiłam do jedzenia a ktoś niechcący to zje. Partner lub jego dzieci. Czuję się wtedy dziwnie. Tak jakby moje potrzeby były nieważne. To rzecz jasna bzdury. Bo wszystko można dokupić. Wychodzą ze mnie jakieś kompleksy chyba.
Stać mnie nawet na uszczypliwą uwagę. Naprawdę nikomu nic nie żałuję ale czasem sama jestem zaskoczona swoją reakcją. Umiem przeprosić.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to to, że w ciąży tak wiele mi nie smakuje.
Aż chce mi się z tej bezsilności płakać.
Myśmy dziś rozstali się w zupełnej zgodzie. Nie po to jednak walczę o normalność w swoim życiu by takie zachowania z mojej strony ignorować.
Mój partner to nie ktoś kto siedzi na przeciwko mnie i ćwierka serenade do ucha jaka jestem cudowna, śliczna, mądra.
On działa. On czynami pokazuje miłość i zaangażowanie. Przy nim zupełnie niczego się nie boję.
Dlatego mi wstyd.
Także wtedy gdy on przychodzi rozmawiać mimo że ja zawiniłam. Bo ja się zacinam. Czasem uciekam. W porę umiem się opamiętać. Wtedy przepraszam. Choć on tego nie oczekuje. Oczekuje, że przestanę męczyć siebie i jego przy okazji.
Walczyłam kiedyś z toksyną. Teraz muszę powalczyć sama z sobą.

192 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-11 14:47:08)

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
onaona napisał/a:

niunia77, ale siła zaczęła z ciebie emanować. smile Mój były mąż zastawił w komisie obrączkę, bo nie miał kasy, to był cios jak dla mnie.

Ja pierdziele to ja przezywam perfumy. Tylko inna gadka by byla jakby to poszlo na jedzene lub oplaty, ale nie na wodke!!! No za obraczke to bym zabila gada smile

Zielony_Domek napisał/a:

Mój partner to nie ktoś kto siedzi na przeciwko mnie i ćwierka serenade do ucha jaka jestem cudowna, śliczna, mądra.
On działa. On czynami pokazuje miłość i zaangażowanie. Przy nim zupełnie niczego się nie boję.

Faceci zazwyczaj okazuja milosc czynami, sle moze Tobie zwyczajnie od czasu do czasu brakuje tego ćwierkania.

193

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Niunia77 i onaona dzięki za szczerość ale uwieżcie nie wszystko jest takie proste jak by się chciało. Nie jest łatwo po 20 latach wspólnego dorabiania się, wspólnych zobowiązań zostawić to i odeiść - tylko dokąd. A mój mąż ciągle powtarza pracuje i pije bo ma za co.
Ale dziś właśnie pojechał do swojej pracy i mam cichą nadzieję że 2 tygodnie będę miała cisze i spokój. A potem może znów trochę skruszy się i będzie w miarę przyzwoici, ale nie na długo...

194

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Zuza wiemy ze nie jest proste. Wiemy bo same przez to przechodzilysmy. Moja mama tez nie odeszla, bo nie miala dokad. a teraz jak ma to juz nie chce bo twierdzi ze zycie juz przezyla.

195

Odp: Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...
Zielony_Domek napisał/a:

Szczerze?
To dostałam jakiejś fazy na martwienie się na zapas.
Kwestia pieniędzy. Oboje zarabiamy nieźle. Konto mamy wspólne. Nikt niczego nie ukrywa. Wszystko jest jasne.
Czasem wydatków jest mniej, czasem więcej.
A ja dostaje paniki, że nie starczy nam do 1ego.
Co generalnie nigdy się nie zdarzyło.
I często czegoś nam "żałuje". To żałosne wiem.
Może trochę dlatego, że pracuje w banku gdzie szykują się zwolnienia grupowe i mimo, że pracuje tam 6 lat i do czegoś doszłam, a także mam umowę na czas nieokreślony to jednak to gdzieś tam we mnie siedzi...
Pracuje nad tym i umiem się wyluzować. Staram się ze wszystkich sił.
Albo denerwuje się gdy wiem, że coś sobie kupiłam do jedzenia a ktoś niechcący to zje. Partner lub jego dzieci. Czuję się wtedy dziwnie. Tak jakby moje potrzeby były nieważne. To rzecz jasna bzdury. Bo wszystko można dokupić. Wychodzą ze mnie jakieś kompleksy chyba.
Stać mnie nawet na uszczypliwą uwagę. Naprawdę nikomu nic nie żałuję ale czasem sama jestem zaskoczona swoją reakcją. Umiem przeprosić.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to to, że w ciąży tak wiele mi nie smakuje.
Aż chce mi się z tej bezsilności płakać.
Myśmy dziś rozstali się w zupełnej zgodzie. Nie po to jednak walczę o normalność w swoim życiu by takie zachowania z mojej strony ignorować.
Mój partner to nie ktoś kto siedzi na przeciwko mnie i ćwierka serenade do ucha jaka jestem cudowna, śliczna, mądra.
On działa. On czynami pokazuje miłość i zaangażowanie. Przy nim zupełnie niczego się nie boję.
Dlatego mi wstyd.
Także wtedy gdy on przychodzi rozmawiać mimo że ja zawiniłam. Bo ja się zacinam. Czasem uciekam. W porę umiem się opamiętać. Wtedy przepraszam. Choć on tego nie oczekuje. Oczekuje, że przestanę męczyć siebie i jego przy okazji.
Walczyłam kiedyś z toksyną. Teraz muszę powalczyć sama z sobą.

Zielony_domek, każdy czasem się martwi, a ty jestes w ciąży i może te obawy dodatkowo się nasiliły. W końcu na świat przyjdzie mała istotka, której będziecie chcieli zapewnić wszystko co najlepsze. Rozumiem, że twój partner ma dzieci?
Wiesz tak sobie teraz myślę o tych serenadach...Mój codziennie mi mówił kilkanaście razy, że mnie kocha, że podobam mu sie taka jaka jestem, ale wiesz co? Panicznie się bałam, że zginiemy na tym świecie. Ja pochodzę z rodziny, w której właściwie nigdy nic nam nie brakowało. Piękny dom, zawsze modne ciuchy. Każdy z moich facetów miał mniejsze lub większe problemy finansowe, ba - specjalnie nie garneli sie do pracy. Nie powiem żeby nic nie robili, ale to było takie aby było, np. praca na czarno. Niby były rozmowy, że bedzie coś lepszego, ale minął rok i nic, zero perspektyw. Czułam się przy nich winna, że to ja lepiej sobie radzę, bo mam np pracę u taty, bo miałam lepszy start, a oni gorszy. Kasa była tylko na podstawowe potrzeby, nie byliśmy w stanie zaoszczędzić nic!
Przerażało mnie to, poniewaz chcę dojść do czegoś w życiu. Co z tego, że mieszkaliśmy w pieknym domu? to było wszystko podane na tacy, a ja chciałam sama do czegość dojść!
Zgodzę się z Tobą w 100%, że piękne serenady nic nie pomogą choć nie ukrywam, że miło jest usłyszeć "jesteś piękna, mądra", każda kobieta tego pragnie, ale czasem słowa to za mało, słowami się nie wyżyje, nie nakarmi dziecka.
Zielony_domek na pewno wszystko się ułozy, nie martw się na zapas. Nawet zwolnienie z pracy nie jest końcem świata. Jesteś silną kobietą i dasz sobie radę.

Posty [ 131 do 195 z 246 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chłopak, narzeczony z problemem alkoholowym...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026