Ile trwało picie?Pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 14 lat,ale wiadomo nie od razu byłem uzależniony.A kiedy się uzależniłem?Kiedy piłem uważałem że to kwestia ostatnich lat ,tak około 25 rok życia.Teraz wiem że uzależniony byłem już w szkole średniej,a na studiach to już byłem "zawodowym" alkoholikiem.Tak więc uzależniony od alkoholu jestem od ok 19-20 roku życia,tak uważam.Oczywiście na początku nie było konsekwencji (albo były małe) mojego picia.Nieźle się uczyłem,trenowałem piłkę nożną,potem spotkałem wspaniałą dziewczynę.Alkohol powoli odbierał mi wszystko.Najpierw "poszła" piłka nożna,potem dobra praca i na końcu dziewczyna.A ja dalej piłem i uważałem że wszyscy są winni tylko nie ja.Zauważyłem że to ze mną jest nie tak dość późno tak przed 30-tką. To nie znaczy że od razu coś chciałem z tym zrobić.Alkohol,a w szczególności wódka,bo piwa nie lubiłem, był dla mnie wszystkim.Nie wyobrażałem sobie by jej nie było.Picie ćwiartki dziennie (a piłem codziennie) traktowałem jak picie dla zdrowia.Większe picie uważałem jak wypijałem ponad 0,7 l wódki,ćwiartka to nie było żadne picie ,ot tak do kolacji na sen.Moim największym marzeniem było to aby móc się zamknąć w sklepie monopolowym i pić do woli.A dlaczego przestałem pić?Tak na końcu mojego picia chciałem się zapić na śmierć uważałem że nic mnie dobrego nie czeka i będzie lepiej jak mnie nie będzie.Pewnego dnia poczułem że jak nie przestanę to umrę,wtedy się przestraszyłem.Najpierw sięgnąłem po odtrucie i esperal ,w zamyśle na pół roku,tak by tylko trochę odpocząć od wódki.Wiesz,minęło te pół roku ja zauważyłem że moje życie jest lepsze jak nie pije.W międzyczasie będąc zaszytym zgłosiłem się na terapię i do AA.Później już się nie zaszywałem,bo wiem że to nie mój tyłek jest chory tylko głowa.Minęło ponad 5 lat jak nie piję.Ale nie to jest najważniejsze ile czasu nie piję,nie zamierzam bić rekordów.Po prostu wiem że z człowieka który powoli zaczął chodzić z podniesioną głową i zaczął godnie żyć,jak bym się napił jeden kieliszek (tak tak to ten pierwszy kieliszek zabija,nie piaty czy dziesiąty) znów wylądował bym w rowie.Oczywiście cały czas z sobą coś robię ze sobą.Dla mnie abym był trzeźwy potrzebny jest drugi człowiek taki jak ja.Nie wiem co jeszcze mam dodać.Pytaj ja chętnie odpowiem szczerze i bez sciemniania.
Podobne tematy
67 2013-02-23 13:18:11 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2013-02-23 13:19:32)
Dzięki za wypowiedź, jest szczera - tak myślę. Zależało mi na tym by wypowiedział się ktoś z drugiej strony barykady, by kobiety współuzależnione ślepo wierzące, że ich miłość "wyleczy"...zrozumiały, iż dla pijącego alkoholika najważniejsza jest wóda.
Wiesz, ja też uczestniczyłam w terapii SLAA, byli tam również AA. Oni i Twoja wypowiedź są jakby światełkiem w tunelu, że można. Nie mniej moje doświadczenie z alkoholikiem jest tak traumatyczne, iż czuję się wybacz i zrozum, ambiwalentnie wymieniając z Tobą wypowiedzi.
Bo mam po tym co przeszłam głęboką pogardę do pijących alkoholików, niepijących się boję.
Trzymam kciuki za Twoją walkę i obyś ją wygrał.
Nad dodatkowymi pytaniami na pewno się zastanowię.
Edycja:
jak znalazłeś się na forum?
68 2013-02-23 15:38:37 Ostatnio edytowany przez Łookasz (2013-02-23 15:48:47)
Aj to trochę kłopotliwe pytanie:).Ale cóż muszę być szczery do końca.Po prostu się zakochałem i szukałem w necie czegoś o sygnałach wysyłanych przez kobiety do mężczyzn.Nie dziw się.Swoje latka mam ,ale emocjonalnie jestem szczeniakiem.Mój rozwój emocjonalny zatrzymał się wtedy kiedy zacząłem pić.Poprzednie związki (oprócz narzeczonej było kilka) to nie było na trzeźwo.Teraz tak mam na trzeźwo pierwszy raz i nie bardzo wiem co mam zrobić.Ale to chyba nie w tym temacie miejsce na takie wynurzenia.A za swoimi ambiwalentnymi odczuciami nie przejmuj się,doskonale je rozumiem.Pozdrawiam serdecznie.
Proponuję założyć swój temat:-)
Zielony_Domku jak to sie stalo ze w ogole weszlas w ten zwiazek? Twoj partnet wczesniej nie pil czy dobrze sie maskowal?
71 2013-02-26 11:05:35 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2013-02-26 11:06:12)
Odpiszę w ciągu dwóch godzin, ok?
Napisz w międzyczasie co u Ciebie?
72 2013-02-26 12:08:51 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-02-26 12:18:33)
A u mnie po staremu. Tzn na codzien praca i dom, w weekend szkola i czas leci. Juz myslalam ze odpuscil, bo 3 dni nie dawal znaku zycia, ale wczoraj zaczal wydzwaniac przez pol wieczora.
Mam teraz na glowie magisterke wiec jak narazie pisanie pracy pochlania moje mysli. Ale jak narazie to taka ucieczka od mysli o nim. Tesknie. Brakuje mi go. Boje sie ze go spotkam i znowu sie wszystko zawali.... Jakie to jest cholernie poplatane, po tym co uslyszalam powinnam go znienawidzic a jest inaczej
A zatem, krótki postaram się to jakoś streścić.
Wszystko zaczęło się w dzieciństwie, w domu gdzie nie było alkoholu, ale Ojciec swoim zachowaniem wobec mnie i brata wprowadzał wiecznie napięcie. Od czasu do czasu nas bił. Dość mocno.
Wiesz, jednego dnia mogliśmy coś zrobić, np. oglądać TV, drugiego już nie. Wysyłał nas po bardzo ciężkie zakupy już od małego. Reszta musiała się zgadzać co do grosza.
Nie mogłam zaprosić żadnej koleżanki. Mój brat jak szykowało się lanie załatwiał się w spodnie ze strachu.
Jak wstałam rano do WC i on to zauważył no to nie mogłam się już położyć do łóżka, mimo, że była 7 rano w sobotę, zaowocowało to strachem pójścia rano do toalety nawet jak już mieszkałam sama na swoim.
To tak w skrócie.
Aha, to nie jest tak, że ja teraz wszystko zrzucam na szanownego Tatusia ale źródło tego, iż potem władowałam się w niejedno bagno mogę upatrywać w tym jak funkcjonowałam do 18 roku życia, wtedy wyprowadził się ojciec.
Poradziłam sobie już z tymi strachami ale przyjęłam do życia kilka dość bolesnych lekcji by być w tym miejscu jakim jestem.
Ale jak się słusznie domyślasz, umiałam funkcjonować tylko dobrze gdy czułam napięcie. Bo inaczej nie umiałam. Bo nikt mi nie pokazał, że można inaczej.
Dlatego odrzucałam fajnych chłopaków bo byli za "nudni", przy nich nic się nie działo, a dobrze czułam się przy takich co to mogłam świat ratować.
Teraz już wiem jakie to było głupie, destrukcyjne i złe dla całego otoczenia, dla mnie najbardziej.
Teraz mam normalnego partnera, ale jeszcze 3-5 lat temu nie umiałabym tego docenić.
No i co.
Ten alkoholik co mi stanął na drodze to klasyczna historia.
Był to chłopak ze szkoły podstawowej. Zawsze mi się podobał. Spotkaliśmy się w dorosłym życiu. On mi chyba nawet łaskawie powiedział, że ma problem ale ja nic o tym wtedy nie wiedziałam - co to za koszmar - brakowało wiedzy i świadomości.
Zaczęliśmy być ze sobą, uczciwie związek trwał może z 3 miesiące, ale szarpaliśmy się dwa lata.
On jeszcze był krótko po rozstaniu po 7-letnim związku.
Zatem nie minął miesiąc pod pozorem nauki tej panny czegoś tam już mnie zaczął zdradzać, wtedy zareagowałam raz zdrowo w tej relacji, pożegnałam go, po to by zaraz popełnić błąd życia. Po jego błaganiach wróciliśmy do siebie. Wtedy 2 miesiące nie pił, ale nałóg dawał o sobie coraz bardziej znać i uderzył ze zdwojoną siła.
Nawet z nim nie mieszkałam a koszmar jego alkoholizmu totalnie mnie pochłonął, nie wiedziałam wtedy, że to on musi chcieć to zerwać, że choćby ściany srały, ja - jako ja nic z tym nie jestem w stanie zrobić.
A on wtedy pokazał cały wachlarz swoich ohydnych możliwości.
Byłam winna jego picia, potrafił mi powiedzieć "spierdalaj dziwko" w Nowy Rok gdy zrezygnowałam z Sylwestra z normalnymi ludźmi dla niego.
A to tylko preludium. Potrafił tak upokorzyć, że aż wstyd o tym pisać.
Nie wspominając jego smrodu, tego, że NIGDY na nim nie można było polegać.
Alkoholik może być nawet trzeźwy ale alkohol ma już we krwi i non stop to od niego czuć.
Doszło do tego, że okaleczałam się w związku z sytuacją. Bo ból psychiczny był nie do opisania.
Moja mama była załamana. Raz nawet nie wypuściła mnie z domu do niego, a ja szalałam jak rozjuszone zwierze, wiedziałam, że mi nie uwierzy i wmówi coś tylko po to by zabolało.
Zafundował mi zdrady, poczucie winy. Nawet przemoc fizyczną. Wtedy coś we mnie pękło.
I zaczęłam szukać pomocy.
U psychologa.
Wtedy dowiedziałam się o współuzależnieniu. I wtedy go znienawidziłam. Bo mi nie jest go żal. Ja nim szczerze gardzę.
Dlatego moje podejście do alkoholików jest takie, a nie inne.
Owszem wiem, że są niepijący. Sama takich znam, wspomniana terapia SLAA, gdzie byli też AA.
Nie mniej...sama rozumiesz.
No wlasnie, my juz jestesmy tak skaleczone psychicznie ze boimy sie alkoholu.
A powiedz mi jak reagujesz na spozywanie alkoholu przez swojego obecnego partnera?
Wiesz bo ja sie boje ze moge w przyszlosci miec obsesje na ten temat, ze bede bala sie zaufac. A jak zobacze picie bliskiej osoby dopadnie mnie strach ze wszystko powtorzy sie na nowo...
No wlasnie, my juz jestesmy tak skaleczone psychicznie ze boimy sie alkoholu.
A powiedz mi jak reagujesz na spozywanie alkoholu przez swojego obecnego partnera?
Wiesz bo ja sie boje ze moge w przyszlosci miec obsesje na ten temat, ze bede bala sie zaufac. A jak zobacze picie bliskiej osoby dopadnie mnie strach ze wszystko powtorzy sie na nowo...
Obecnie nie mam z tym żadnego problemu. Bo on jeśli sięga po alkohol to w normalnej dawce i częstotliwości.
Wiec widze ze musze isc na terapie, bo to samo nie przejdzie. Ty jestes po dlatego inaczej na to patrzysz
Ja jeszcze nie mam takiego problemu ale zauważyłam że mój facet coraz czyściej sięga po alkohol i coraz to większe ilości dlatego zapala mi się czerwone światełko i od razu mu mówię że jak ma z tym problem to niech ju.z coś z tym zrobić bo ja na pewno nie będę bawić się w wybaczanie alkoholikowi jego błędów od razu spakuje walizki i wystawie za drzwi. Najgorsze jest zlitowanie się w tedy wydaje mu się że ma nas w garści. Wiem że jak by zaczoł poważnie pić nie trzymałabym go przy sobie ani minuty dłużej mimo że go kocham.
78 2013-03-01 14:35:27 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-01 14:39:33)
Oby sie to nie rozwinelo. Nikt na wlasne zyczenie nie zostaje alkoholikiem. Ja uslyszalam rade od osoby ktora w to popadla. KONTROLUJ SIE I TO CO ROBISZ. Taka przestroga. Ja tez bylam taka madra, potrafilam doradzac, miec pretensje do mamy. Glosno wyrazalam ze ja takiego czlowieka kopnelabym w dupie. A zycie dalo inna lekcje.
I co robi cos z tym? Zapewne nic
Weszlam tu bo jest mi smutno. kolejny raz rozczarowana
za kazdym razem boli bardziej. Jak czytam wpis zalozycielki postu to mam wrazenie jakbym to ja napisala... czy moze byc az takie prawdopodobienstwo??? a moze to jakis znak zebym dala sobie juz spokoj. Otoz moj problem rowniez polega na tym ze moj chlopak jest alkoholikiem. Co wiecej rowniez ma 28 lat a jestesmy razem od 4 lat. Caly ten czas pije i nie jest lepiej tylko gorzej. Jakby tego bylo malo moj ojciec tez jest alkoholikiem i pamietam jak dzis swoje slowa skierowane do mamy z pretensjami dlaczego nie odejdzie od ojca ktory ciagle chleje... A teraz ja analogicznie wpakowalam sie w taki sam zwiazek jesli nie gorszy. Tak jakby zycie dalo mi nauczke . Wymandrzalam sie gdy bylam dzieckiem a teraz sama nie potrafie odejsc i tkwie w tym chorym zwiazku w ktorym jestem wykorzystywana i manipulawana. W ktorym nie ma szacunku ani milosci juz. O ile kiedykolwiek byla to milosc. Nie wiem dlaczego nie potrafie odejsc? Nie wiem czy dlatego ze kocham go bo nawet nie wiem czy to co czuje jest jeszcze miloscia czy juz tylko uzaleznieniem. Boje sie tego ze bedzie mi go brakowalo a wiem ze tak bedzie a ja nie chce zeby mnie bolalo, nie chce byc smutna jest mi taki bliski nie umiem tak poprostu po 4 latach odejsc...
Zagubiona 007, to nie przypadek, to Twoja próba, niestety. Ja też sobie wiele rzeczy obiecałam, co dziwne mój tato boryka się z problemem alkoholowym, żaden z partnerów nie pił jakoś nadmiernie (choć ) drugi partner pochodził z rodziny alkoholowej. Jednak mieli one inne (oboje) problemy z pracą, ogólna nieporadność życiowa, wrogość do świata. Niestety dwa związki zakończone z wielkimi oporami, a też sobie obiecałam, że nie będzie w moim domu awantur, tak jak w domu rodzinnym. Uważam, że masz po prostu chorą psychikę skoro tak silnie jesteś uzależniona. Nawet jeżeli kochasz, to przecież partner cię krzywdzi, a ty wcale nie musisz z nim być. Przypomnij sobie co czułaś jako dziecko. Odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz aby twoje dzieci czuły to samo. Zaciśnij zęby i wybierz "mniejsze zło". Nie wiem, módl się, rozmawiaj z osobami, które z tego wyszły. Walcz, bo powielasz właśnie schemat, który tobie sprawił tyle bólu. Ja płakałam, miałam depresję, nadal mam załamania nerwowe, ale trwam w postanowieniu i tobie też tego życzę.
Oby sie to nie rozwinelo. Nikt na wlasne zyczenie nie zostaje alkoholikiem. Ja uslyszalam rade od osoby ktora w to popadla. KONTROLUJ SIE I TO CO ROBISZ. Taka przestroga. Ja tez bylam taka madra, potrafilam doradzac, miec pretensje do mamy. Glosno wyrazalam ze ja takiego czlowieka kopnelabym w dupie. A zycie dalo inna lekcje.
I co robi cos z tym? Zapewne nic
A co na to wszystko Twoja mama? Moja jak widziała zachowanie moich partnerów mówiła "Uciekaj" i powiedziała wyraźnie, że chce aby jej dziecko miało lepsze życie. Dziś jest troszkę lepiej, tato się uspokoił, ale jakieś piętno na mojej psychice się odcisnęło, szczególnie w relacji z mężczyznami.
Co twoja mama mówi?
Tak jak alkoholik by wyzdrowieć musi "pożegnać" alkohol. Raz na zawsze.
Tak samo osoba uzależniona musi odseparować się od źródła nałogu.
Moja mama mowi "przeciez wiesz jak wyglada zycie z takim czlowiekiem, dlaczego sie w to pakujesz". Tez uslyszalam uciekaj...
Tylko to jest wbrew pozorom bardzo proste.
Naprawdę.
Wystarczy chcieć.
Nikt Ci do zmiany życia nie jest potrzebny. Tylko Ty sama.
84 2013-03-03 19:59:50 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-03 21:11:58)
Nie umiem przestac myslec o tym czlowieku. Dlaczego tak sie dzieje, ze zamiast go znienawidzic ja bylabym w stanie mu wybaczyc te przykrosci i wyzwiska, gdyby tylko - no wlasnie - przestal pic. To jest chore. Sama zaprzeczam sobie. Sama uwazam ze jak sie kogos kocha to sie go nie rani. Ten czlowiek mnie zranil, ale łudze sie i staram wytlumaczyc jego zachowanie choroba. Zapewne dzieje sie tak dlatego, ze on dlugo o mnie zabiegal. Wczesniej tego nie bylo z innymi facetami. W koncu poczulam sie atrakcyjna i dla kogos wazna. Na niczym nie moge sie skupic, mysle tylko o nim, o tym co robi, jak sie czuje
Pomimo tego ze uwazam sie za atrakcyjna kobiete, ciagle zylam w cieniu innych. Bylam okropnie niesmiala. Dla kobiet i facetow bylam przyslowiowa "ciotka dobra rada". Faceci pytali mnie np co maja zrobic zeby ktoras z moich kolezanek zwrocila na nich uwage. Ja mimo tego ze ktorys mi sie podobal taka rada sluzylam. Uwazalam ze dlaczego mam nie pomoc skoro "on mnie nie chce, woli ja". Tlumilam w sobie wszystkie uczucia. Znajomi zawsze mi mowili dlaczego taka fajna dziwczyna jest sama. Probowali mnie swatac. Tak bardzo brakowalo mi drugiej osoby przy boku, ze ogladajac glupie filmy chcialo mi sie plakac ze ja nie mam sie nawet do kogo przytulic, patrzylam na inne pary z zazdroscia. Ze maja siebie... Jak jakis chlopak sie mna zainteresowal to nigdy nic z tego nie wychodzilo bo ja nie chcialam. I nagle bylo boom, poznalam Jego, przypadkiem, na imprezie. Odrazu cos nas ku sobie przyciagnelo. Mial dla mnie "to cos" w sobie. Ten czlowiek dal mi to czego zawsze pragnelam, bliskosci. Przytulal, calowal, dbal. I pomimo ze przez jego uzaleznienie zaczelo sie dziac coraz gorzej, tak ciezko mi z tego zrezygnowac. Boje sie, panicznie boje sie ze juz nikogo tak nie pokocham, ze juz mnie to w zyciu nie spotka kto bezinteresownie pokocha mnie.
Wiem, że trudno pisać żeby zostawić kogoś kogo się kocha. Ja właśnie wyrywam się z patologicznego związku, miałam męża alkoholika. Zniszczył mi parę ładnych lat życia. Nie ma co liczyć, że się zmieni albo przestanie pić.
86 2013-03-03 21:15:33 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-03 21:17:24)
Wiem, że trudno pisać żeby zostawić kogoś kogo się kocha. Ja właśnie wyrywam się z patologicznego związku, miałam męża alkoholika. Zniszczył mi parę ładnych lat życia. Nie ma co liczyć, że się zmieni albo przestanie pić.
LIDKO7 ja wiem ze u mnie byloby tak samo. Tzn. mialabym nadzieje na lepsze jutro, robilabym wszystko zeby nie pil, a po paru latach kiedy bylabym juz wrakiem czlowieka zrezygnowana zyciem stwierdzilabym ze trzeba odejsc. To jest klasyczny model par z problemem alkoholowym.....
I czytajac Wasze posty kiedy piszecie ze odchodzicie po paru zniszczonych latach utwierdzam sie w przekonaniu ze trzeba uciekac.
Jestem własnie w trakcie rozpaczania po mężu alkoholiku. To bardzo dziwne ale uzależnienie jest bardzo mocne. Po 15 latach małżeństwa on świetnie nauczył się manipulować moimi emocjami i emocjami dziecka. Trudno jest się uwolnić ale walczę....
niunia odeszłam,od kwietnia kazałam się meżowi wyprowadzić i pomalutku zaczęłam sobie układać wszystko w głowie.poszłam na terapie współ,jestem niezalezna finansowo i dojrzałam do decyzji o rozwodzie.Już nawet mam wyznaczony termin sprawy i dzisiaj wiem że to ja sama dla siebie muszę byc najważniejsza i moje dobro.Skończyłam z idiotyczną martyrologią,męczennice dopiero po śmierci idą do nieba...
Niunia proszę zastanów się jaka przyszłość Ciebie z nim czeka,jakie masz oczekiwania wobec związku dwojga ludzi,czy chcesz mieć szczęśliwe zycie,czy chcesz mieć normalnego faceta/partnera w zyciu czy dziecko/alkoholika w krótkich spodenkach nieporadnego życiowo,któremu nigdy nie bedziesz mogła ufać...
Jak ja bym chciała aby mój mąż tak zmądrzał. Dla naszej miłości, dla nas dla syna. Ale on uważa, że nie ma problemu bo wypija piwko dwa dziennie, czasem ćwirtkę na wzmocnienie ale wszyscy to robią to po co ja się czepiam ???
Ile trwało picie?Pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 14 lat,ale wiadomo nie od razu byłem uzależniony.A kiedy się uzależniłem?Kiedy piłem uważałem że to kwestia ostatnich lat ,tak około 25 rok życia.Teraz wiem że uzależniony byłem już w szkole średniej,a na studiach to już byłem "zawodowym" alkoholikiem.Tak więc uzależniony od alkoholu jestem od ok 19-20 roku życia,tak uważam.Oczywiście na początku nie było konsekwencji (albo były małe) mojego picia.Nieźle się uczyłem,trenowałem piłkę nożną,potem spotkałem wspaniałą dziewczynę.Alkohol powoli odbierał mi wszystko.Najpierw "poszła" piłka nożna,potem dobra praca i na końcu dziewczyna.A ja dalej piłem i uważałem że wszyscy są winni tylko nie ja.Zauważyłem że to ze mną jest nie tak dość późno tak przed 30-tką. To nie znaczy że od razu coś chciałem z tym zrobić.Alkohol,a w szczególności wódka,bo piwa nie lubiłem, był dla mnie wszystkim.Nie wyobrażałem sobie by jej nie było.Picie ćwiartki dziennie (a piłem codziennie) traktowałem jak picie dla zdrowia.Większe picie uważałem jak wypijałem ponad 0,7 l wódki,ćwiartka to nie było żadne picie ,ot tak do kolacji na sen.Moim największym marzeniem było to aby móc się zamknąć w sklepie monopolowym i pić do woli.A dlaczego przestałem pić?Tak na końcu mojego picia chciałem się zapić na śmierć uważałem że nic mnie dobrego nie czeka i będzie lepiej jak mnie nie będzie.Pewnego dnia poczułem że jak nie przestanę to umrę,wtedy się przestraszyłem.Najpierw sięgnąłem po odtrucie i esperal ,w zamyśle na pół roku,tak by tylko trochę odpocząć od wódki.Wiesz,minęło te pół roku ja zauważyłem że moje życie jest lepsze jak nie pije.W międzyczasie będąc zaszytym zgłosiłem się na terapię i do AA.Później już się nie zaszywałem,bo wiem że to nie mój tyłek jest chory tylko głowa.Minęło ponad 5 lat jak nie piję.Ale nie to jest najważniejsze ile czasu nie piję,nie zamierzam bić rekordów.Po prostu wiem że z człowieka który powoli zaczął chodzić z podniesioną głową i zaczął godnie żyć,jak bym się napił jeden kieliszek (tak tak to ten pierwszy kieliszek zabija,nie piaty czy dziesiąty) znów wylądował bym w rowie.Oczywiście cały czas z sobą coś robię ze sobą.Dla mnie abym był trzeźwy potrzebny jest drugi człowiek taki jak ja.Nie wiem co jeszcze mam dodać.Pytaj ja chętnie odpowiem szczerze i bez sciemniania.
Uciekaj, potem będzie jeszcze gorzej Ja też myślę, że kocham swojego męża ale przekonują mnie że to nie miłość, to wpółuzależnienie. Lepiej mieć zmarnowane 4 lata niż 15... Prawda ? Będzie boleć, to normalne.
Weszlam tu bo jest mi smutno. kolejny raz rozczarowana
za kazdym razem boli bardziej. Jak czytam wpis zalozycielki postu to mam wrazenie jakbym to ja napisala... czy moze byc az takie prawdopodobienstwo??? a moze to jakis znak zebym dala sobie juz spokoj. Otoz moj problem rowniez polega na tym ze moj chlopak jest alkoholikiem. Co wiecej rowniez ma 28 lat a jestesmy razem od 4 lat. Caly ten czas pije i nie jest lepiej tylko gorzej. Jakby tego bylo malo moj ojciec tez jest alkoholikiem i pamietam jak dzis swoje slowa skierowane do mamy z pretensjami dlaczego nie odejdzie od ojca ktory ciagle chleje... A teraz ja analogicznie wpakowalam sie w taki sam zwiazek jesli nie gorszy. Tak jakby zycie dalo mi nauczke . Wymandrzalam sie gdy bylam dzieckiem a teraz sama nie potrafie odejsc i tkwie w tym chorym zwiazku w ktorym jestem wykorzystywana i manipulawana. W ktorym nie ma szacunku ani milosci juz. O ile kiedykolwiek byla to milosc. Nie wiem dlaczego nie potrafie odejsc? Nie wiem czy dlatego ze kocham go bo nawet nie wiem czy to co czuje jest jeszcze miloscia czy juz tylko uzaleznieniem. Boje sie tego ze bedzie mi go brakowalo a wiem ze tak bedzie a ja nie chce zeby mnie bolalo, nie chce byc smutna jest mi taki bliski nie umiem tak poprostu po 4 latach odejsc...
Jak ja bym chciała aby mój mąż tak zmądrzał. Dla naszej miłości, dla nas dla syna. Ale on uważa, że nie ma problemu bo wypija piwko dwa dziennie, czasem ćwirtkę na wzmocnienie ale wszyscy to robią to po co ja się czepiam ???
Łookasz napisał/a:Ile trwało picie?Pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 14 lat,ale wiadomo nie od razu byłem uzależniony.A kiedy się uzależniłem?Kiedy piłem uważałem że to kwestia ostatnich lat ,tak około 25 rok życia.Teraz wiem że uzależniony byłem już w szkole średniej,a na studiach to już byłem "zawodowym" alkoholikiem.Tak więc uzależniony od alkoholu jestem od ok 19-20 roku życia,tak uważam.Oczywiście na początku nie było konsekwencji (albo były małe) mojego picia.Nieźle się uczyłem,trenowałem piłkę nożną,potem spotkałem wspaniałą dziewczynę.Alkohol powoli odbierał mi wszystko.Najpierw "poszła" piłka nożna,potem dobra praca i na końcu dziewczyna.A ja dalej piłem i uważałem że wszyscy są winni tylko nie ja.Zauważyłem że to ze mną jest nie tak dość późno tak przed 30-tką. To nie znaczy że od razu coś chciałem z tym zrobić.Alkohol,a w szczególności wódka,bo piwa nie lubiłem, był dla mnie wszystkim.Nie wyobrażałem sobie by jej nie było.Picie ćwiartki dziennie (a piłem codziennie) traktowałem jak picie dla zdrowia.Większe picie uważałem jak wypijałem ponad 0,7 l wódki,ćwiartka to nie było żadne picie ,ot tak do kolacji na sen.Moim największym marzeniem było to aby móc się zamknąć w sklepie monopolowym i pić do woli.A dlaczego przestałem pić?Tak na końcu mojego picia chciałem się zapić na śmierć uważałem że nic mnie dobrego nie czeka i będzie lepiej jak mnie nie będzie.Pewnego dnia poczułem że jak nie przestanę to umrę,wtedy się przestraszyłem.Najpierw sięgnąłem po odtrucie i esperal ,w zamyśle na pół roku,tak by tylko trochę odpocząć od wódki.Wiesz,minęło te pół roku ja zauważyłem że moje życie jest lepsze jak nie pije.W międzyczasie będąc zaszytym zgłosiłem się na terapię i do AA.Później już się nie zaszywałem,bo wiem że to nie mój tyłek jest chory tylko głowa.Minęło ponad 5 lat jak nie piję.Ale nie to jest najważniejsze ile czasu nie piję,nie zamierzam bić rekordów.Po prostu wiem że z człowieka który powoli zaczął chodzić z podniesioną głową i zaczął godnie żyć,jak bym się napił jeden kieliszek (tak tak to ten pierwszy kieliszek zabija,nie piaty czy dziesiąty) znów wylądował bym w rowie.Oczywiście cały czas z sobą coś robię ze sobą.Dla mnie abym był trzeźwy potrzebny jest drugi człowiek taki jak ja.Nie wiem co jeszcze mam dodać.Pytaj ja chętnie odpowiem szczerze i bez sciemniania.
Wydaje mi sie za kazda z nas modli sie i prosi Boga o to by nasz maz/chlopak tak zmadrzal...
Rega1977 co u Ciebie? Jak sie sprawy tocza?
92 2013-03-05 12:35:14 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2013-03-05 12:40:03)
Dziewczyny czy Wy nie rozumiecie, że na wszystko potrzeba czasu?
Że to nie jest hop siup.
Pytanie czy autentycznie chcecie się wyzwolić.
Te powroty do nich i ślepa wiara, że to coś zmieni to strata czasu. A życie macie tylko jedno.
Spisać sobie co Wam najgorszego zrobili i czytać aż do znudzenia jak telepnie.
Sam niepijący alkoholik co napisał?
1. Dobrze, że rzuciła go narzeczona bo by jej życie zmarnował
2. Jedyne marzenie było picie i picie.
Czy to jest za mało?
A'propos. Żeby było zabawniej spotkałam dziś mojego eks alkoholika.
Nawet zamieniłam z nim parę słów.
Ale co czułam patrząc na niego: odrazę.
I znowu mi się za samą siebie wstyd zrobiło.
Dwa. Jego twarz spuchnięta po alkoholu. Cera do tego z jakimiś wypryskami.
I ten zapach. I to tłumaczenie, że jedzie tam i tam (sam przyznał) w celu załatwienia pogrzebu kogoś z rodziny gdzie doskonale wiedziałam, że to kłamstwo.
Tylko teraz to mam kompletnie gdzieś.
Rega1977 co u Ciebie? Jak sie sprawy tocza?
dziekuję że pytasz,ciężko.Jak alko pił to wszystko było dla mnie łatwe i proste,w sensie wiedziałam co chcę i to robiłam.Teraz kiedy jest trzeźwy i stara się ratować nasze małżeństwo to głupieję i sama już nie wiem czy chce czy nie się rozwieść.Jedyną rzecz jaką do końca doprowadziłam to to że mąż sam się wymeldował z mieszkania i teraz w każdym momencie moge je sprzedać.Termin rozwodu mam,mąż twierdzi że mnie kocha he he i że nie da mi rozwodu.Z mojej strony to nie wiem czy to jest miłość czy współ.?nie wiem co robić...tyle razy zawiódł moje zaufanie że tak łatwo nie da sie tego odbudować.W czerwcu kończę szkołę i wtedy podejmę decyzję czy zostaję w krk czy wracam do rodzinnego miasta.A jak u Ciebie Niunia?
Jeżeli mógłbym wtrącić słówko,powiem wam z własnego i nie tylko własnego doświadczenia.Alkoholik nie przestanie pić dla KOGOŚ.Alkoholik ma szansę nie picia jak będzie to chciał zrobić tylko i wyłącznie dla SIEBIE.Oczywiście nieraz potrzebne jest potężne rąbnięcie tyłkiem o ziemie.Może to być to utrata rodziny,dla mnie był to dopiero strach przed śmiercią (pokrętne to bo sam chciałem się zachlać na śmierć).Nie pozjadałem wszystkich rozumów i nie jestem terapeutą,ale naprawdę wiara w to że alkoholik przestanie pić dla kogoś to nieporozumienie.Dużo zależy od tego co dla alkoholika jest ważne.Dla jednych jest to groźba utraty pracy,dla innych to że nie mogą wytrzymać sami ze sobą,jeszcze dla innych zabranie prawa jazdy,a dla mnie jak już mówiłem był to strach że umrę.Znam takich których to nawet nie powstrzymało od picia i już ich na tym świecie nie ma.Opatrzność Boska nade mną czuwała inaczej nie pisał bym tu z wami,czuję to.Pozdrawiam i głowa do góry,chorobę alkoholową da się zatrzymać (nie wyleczyć) na każdym etapie.Mam kilku znajomych którzy powychodzili z kanałów i żyją pracują,zakładają rodziny,warunek trzeba tego bardzo bardzo pragnąć.
95 2013-03-06 09:32:47 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-06 09:34:46)
U mnie ze tak powiem bywalo lepiej
, ale zyje, oddycham, jakos funkcjonuje. Ale tak naprawde to najchetniej polozylabym sie spac i to wszystko przespala. Boje sie ze jakas deprecha mnie dopada, bo nie potrafie zajac sie czymkolwiek innym tylko ciagle rozmyslam o nim. Z tego co mi sie wydaje to on ma sie swietnie, wydzwania pare razy dziennie, pisze smsy proszac o spotkanie, ale unikam go jak ognia bo boje sie ze mnie urobi i zmiekne. Stracilam nadzieje, a jak to mowia nadzieja umiera ostatnia, wiec nic dodac nic ujac, o powrocie nie moze byc mowy.
Najgorsze jest to ze dopadaja mnie mysli ze nie jestem nic warta skoro on wybiera butelke zamiast mnie.. Wiem ze nie mozna tak myslec ale nic na to nie poradze.
Łookaszu moj alkoholik powiedzial jakis czas temu ze dla siebie to on nie ma po co konczyc z nalogiem
Nie umiem przestac myslec o tym czlowieku. Dlaczego tak sie dzieje, ze zamiast go znienawidzic ja bylabym w stanie mu wybaczyc te przykrosci i wyzwiska, gdyby tylko - no wlasnie - przestal pic. To jest chore. Sama zaprzeczam sobie. Sama uwazam ze jak sie kogos kocha to sie go nie rani. Ten czlowiek mnie zranil, ale łudze sie i staram wytlumaczyc jego zachowanie choroba. Zapewne dzieje sie tak dlatego, ze on dlugo o mnie zabiegal. Wczesniej tego nie bylo z innymi facetami. W koncu poczulam sie atrakcyjna i dla kogos wazna. Na niczym nie moge sie skupic, mysle tylko o nim, o tym co robi, jak sie czuje
Pomimo tego ze uwazam sie za atrakcyjna kobiete, ciagle zylam w cieniu innych. Bylam okropnie niesmiala. Dla kobiet i facetow bylam przyslowiowa "ciotka dobra rada". Faceci pytali mnie np co maja zrobic zeby ktoras z moich kolezanek zwrocila na nich uwage. Ja mimo tego ze ktorys mi sie podobal taka rada sluzylam. Uwazalam ze dlaczego mam nie pomoc skoro "on mnie nie chce, woli ja". Tlumilam w sobie wszystkie uczucia. Znajomi zawsze mi mowili dlaczego taka fajna dziwczyna jest sama. Probowali mnie swatac. Tak bardzo brakowalo mi drugiej osoby przy boku, ze ogladajac glupie filmy chcialo mi sie plakac ze ja nie mam sie nawet do kogo przytulic, patrzylam na inne pary z zazdroscia. Ze maja siebie... Jak jakis chlopak sie mna zainteresowal to nigdy nic z tego nie wychodzilo bo ja nie chcialam. I nagle bylo boom, poznalam Jego, przypadkiem, na imprezie. Odrazu cos nas ku sobie przyciagnelo. Mial dla mnie "to cos" w sobie. Ten czlowiek dal mi to czego zawsze pragnelam, bliskosci. Przytulal, calowal, dbal. I pomimo ze przez jego uzaleznienie zaczelo sie dziac coraz gorzej, tak ciezko mi z tego zrezygnowac. Boje sie, panicznie boje sie ze juz nikogo tak nie pokocham, ze juz mnie to w zyciu nie spotka kto bezinteresownie pokocha mnie.
Napisałaś, że dał ci bliskość, której pragnęłaś, zauważ, że tej bliskości już dawno nie ma. Sama napisałaś, że zaczął cię wyzywać. Gdzie ta bliskosc?
U mnie ze tak powiem bywalo lepiej
, ale zyje, oddycham, jakos funkcjonuje. Ale tak naprawde to najchetniej polozylabym sie spac i to wszystko przespala. Boje sie ze jakas deprecha mnie dopada, bo nie potrafie zajac sie czymkolwiek innym tylko ciagle rozmyslam o nim. Z tego co mi sie wydaje to on ma sie swietnie, wydzwania pare razy dziennie, pisze smsy proszac o spotkanie, ale unikam go jak ognia bo boje sie ze mnie urobi i zmiekne. Stracilam nadzieje, a jak to mowia nadzieja umiera ostatnia, wiec nic dodac nic ujac, o powrocie nie moze byc mowy.
Najgorsze jest to ze dopadaja mnie mysli ze nie jestem nic warta skoro on wybiera butelke zamiast mnie.. Wiem ze nie mozna tak myslec ale nic na to nie poradze.
Łookaszu moj alkoholik powiedzial jakis czas temu ze dla siebie to on nie ma po co konczyc z nalogiem
Pierwszy miesiąc po rozstaniu to katastrofa, ja ciągle płakałam po katach. Mam małego synka i on mnie pytał "dlaczego mamo płaczesz?", to było straszne. Drugi miesiąc jakoś przeleciał powolutku też źle, poczucie wartości na poziomie zerowym. Trzeci miesiąc? Są zmiany, bardziej zaczęłam kochać siebie i dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam, bo byłam współuzalezniona, opiekowałam sie partnerem. A teraz nagle się okazało, że cos tam czuję, że mam jakies pasje, że powietrze pachnie. Potrzebujesz czasu, zobaczysz, że wszystko co złe minie, a ty zaczniesz zyć innym jakościowo życiem.
98 2013-03-06 15:05:44 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-06 15:13:21)
Bliskosc byla po kilkudniowym ciagu. Nasz zwiazek tak wygladal, np tygodniowy ciag picia, ja wtedy sie z nim nie widzialam a potem jak trzezwial sielanka, najwspanialszy facet pod sloncem. Po dwóch tygodniach znowu ciag picia potem sielanka. Az w koncu doszlo do tego ze mnie wyzwal bo zblizal sie kolejny ciag a ja nie pozyczylam na piwo. Zeby nie bylo, wczesniej tez nie pozyczalam, tzn wczesniej nie chcial pozyczac bo zawsze skads tam mial. Tak wiem ze tej bliskosci juz nie bylo, narastal zal i pretensje. Dam rade, wierze w to ze dam rade
Bliskosc byla po kilkudniowym ciagu. Nasz zwiazek tak wygladal, np tygodniowy ciag picia, ja wtedy sie z nim nie widzialam a potem jak trzezwial sielanka, najwspanialszy facet pod sloncem. Po dwóch tygodniach znowu ciag picia potem sielanka. Az w koncu doszlo do tego ze mnie wyzwal bo zblizal sie kolejny ciag a ja nie pozyczylam na piwo. Zeby nie bylo, wczesniej tez nie pozyczalam, tzn wczesniej nie chcial pozyczac bo zawsze skads tam mial. Tak wiem ze tej bliskosci juz nie bylo, narastal zal i pretensje. Dam rade, wierze w to ze dam rade
Masz tutaj tyle kibicek, ze pozazdrościc. Z resztą ja bym szczególnie pod uwagę wzięła artykuł tego księdza. Wnioskuję, że ejsteś osobą wierzącą, jeżeli tak to módl sie dużo, to pomaga bardzo. Jeżeli już ksiądz odradza taki związek, to cos w tym jest.
Najtrudniejsze są początki, potem sama zapomnisz, bo poznasz, inne, spokojniejsze zycie bez hustawek. moja rada jest tylko taka. Uwazaj aby w przyszłości nie wpakowac się w podobny związek. Pisze to z autopsji.
U mnie ze tak powiem bywalo lepiej
, ale zyje, oddycham, jakos funkcjonuje. Ale tak naprawde to najchetniej polozylabym sie spac i to wszystko przespala. Boje sie ze jakas deprecha mnie dopada, bo nie potrafie zajac sie czymkolwiek innym tylko ciagle rozmyslam o nim. Z tego co mi sie wydaje to on ma sie swietnie, wydzwania pare razy dziennie, pisze smsy proszac o spotkanie, ale unikam go jak ognia bo boje sie ze mnie urobi i zmiekne. Stracilam nadzieje, a jak to mowia nadzieja umiera ostatnia, wiec nic dodac nic ujac, o powrocie nie moze byc mowy.
Najgorsze jest to ze dopadaja mnie mysli ze nie jestem nic warta skoro on wybiera butelke zamiast mnie.. Wiem ze nie mozna tak myslec ale nic na to nie poradze.
Łookaszu moj alkoholik powiedzial jakis czas temu ze dla siebie to on nie ma po co konczyc z nalogiem
Przypilnuję Cię, słowo daje.
Wiesz jakie mam podejście do alkoholików, ale słowo naszego kolegi co na razie wygrywa z nałogiem to sama esencja z drugiej strony barykady, jak to właściwie jest!
Nie jak MY sobie to wyobrażamy, czy jak MY chciałybyśmy by było. On nam na tacy daje to co alkoholik w czasie picia ma w głowie.
Już wiemy, że ma jedno - %. To i tylko to.
To boli i boleć będzie, ale daj sobie ten czas. Wiem, że smutno bo wiosna, bo świat się budzi do życia. Ja rozstałam się w kwietniu. Bezwzględnie podaruj sobie ten czas, pozwól tym wszystkim emocjom przez Ciebie przepłynąć, nic nie hamuj.
Pamiętam, że czułam się tak jakbym wymiotowała piaskiem. Choć nie wierzyłam w koniec takiego samopoczucia ono nadeszło.
W maju ogromnym wysiłkiem odbyłam dwie wycieczki nad morze byle tylko nie myśleć, sama sobie to organizowałam, często jechałam tylko na spacer, obiad i wracałam.
Wyglądałam jak zonk, czułam się jak parch, ale co miałam zrobić?
Bardzo pomagają zwierzęta, szczególnie konie. Jejku, tak mi ich w ciąży brakuje, że nia masz pojęcia. Wypłakać się w grzywę konia to bezcenne doświadczenie. A przy tym są tak zajmujące, że wyłączasz się na maksa, wracasz do domu mega poztywnie zmęczona. Polecam.
Kochana, zajrzyj do literatury. Proszę, postaw siebie na piedestale bo inaczej na siłę Cię tam posadzę ![]()
Mam wielką ochotę by Ci pomóc, byś w końcu poczuła ulgę i pewność, że podjęłaś najlepszą decyzję życia.
Tak jest, uwierz.
101 2013-03-06 16:15:49 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-06 16:20:03)
niunia77 napisał/a:Bliskosc byla po kilkudniowym ciagu. Nasz zwiazek tak wygladal, np tygodniowy ciag picia, ja wtedy sie z nim nie widzialam a potem jak trzezwial sielanka, najwspanialszy facet pod sloncem. Po dwóch tygodniach znowu ciag picia potem sielanka. Az w koncu doszlo do tego ze mnie wyzwal bo zblizal sie kolejny ciag a ja nie pozyczylam na piwo. Zeby nie bylo, wczesniej tez nie pozyczalam, tzn wczesniej nie chcial pozyczac bo zawsze skads tam mial. Tak wiem ze tej bliskosci juz nie bylo, narastal zal i pretensje. Dam rade, wierze w to ze dam rade
Masz tutaj tyle kibicek, ze pozazdrościc. Z resztą ja bym szczególnie pod uwagę wzięła artykuł tego księdza. Wnioskuję, że ejsteś osobą wierzącą, jeżeli tak to módl sie dużo, to pomaga bardzo. Jeżeli już ksiądz odradza taki związek, to cos w tym jest.
Najtrudniejsze są początki, potem sama zapomnisz, bo poznasz, inne, spokojniejsze zycie bez hustawek. moja rada jest tylko taka. Uwazaj aby w przyszłości nie wpakowac się w podobny związek. Pisze to z autopsji.
Ten artykul przemowil do mnie. Czytalam go ze 30 razy. Tego sie boje ze moze tak sie zdazyc ze wejde w kolejne takie bagno. Jak tego uniknac? Chyba tylko poprzez terapie.
Zielony_Domku gratuluje ciazy. I dziekuje za zainteresowanie moja osoba. Uwierz mi ze wymiana zdan z Wami bardzo duzo pomaga.
Zaczęłam od tego parę lat temu: http://www.kobieceserca.pl/index.html
103 2013-03-06 20:45:20 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-06 20:46:51)
Ja bede musiala zaczac od terapii dla DDA. Tylko ta cholerna blokada, ktora mnie przed tym powstrzymuje. Wstyd, obawa..
Tylko dlaczego to jest tak, że miłość do alkoholika tak bardzo uzależnia ???? Nie można się z tego wyrwać ?
Tez nie znam odpowiedzi na to pytanie. Moze dlatego ze dochodzi litosc, nie wiem...
To nie tylko co czujemy do alkoholika uzależnia, celowo nie używam słowa "miłość".
To samo trzyma kobietę przy mężczyźnie, który ją poniża i bije, to samo trzyma kobietę u boku hazardzisty, ćpuna, przemocowca, narcyza i wszelkiej innej patologii.
To nic więcej jak uzależnienie, a z każdego jak wiecie można wyjść. I tu jest odpowiedź na nasze pytanie.
Czemu nie oderwiecie się czy ja nawet na pewnym etapie życia nie umiałam się oderwać, odpowiedź jest prosta: bo nie chciałam. W momencie gdy już absolutnie nie miałam sił, przynajmniej resztki spożytkowałam na odcięcie się.
A czemu to uzależnia?
Bo na początku jest super, gdy już wpadamy jak śliwka w kompot coś się zaczyna dziać, wtedy zapala się małe czerwone światło w głowie, ale my rzecz jasna, Matki Teresy i samarytanki w jednym lekceważymy lub jakąś pokrętną logiką próbujemy to sobie wytłumaczyć, bo bynajmniej nie robi on tego, że miał zły dzień, że zapewne JA coś zrobiłam i CZYMŚ go zdenerwowałam, ale gdy pomyśli się czym no to na to odpowiedzi już nie ma, za to pojawia się ta ślepa durna miłość w drugiego człowieka i błędne myślenie: skoro ja go nie krzywdzę no bo kocham, a on kocha mnie (tak mówi) no to na pewno nie chce mnie skrzywdzić, ble ble ble.
A my co powinniśmy zrobić? Po pierwszym wyskoku gdy powinniśmy takiego delikwenta kopnąć w dupę bez mrugnięcia okiem!
A nam zapalają się całe latarnie w głowie i nadal NIC z tym nie robimy.
I tego trzeba się nauczyć.
Żadnych odstępstw.
Naprawdę można.
Wystarczy chcieć.
107 2013-03-07 09:29:33 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 09:33:03)
U mnie po pierwszej czerwonej lampce obudzil sie mechanizm zaprzeczenia. Wmawialam sobie, ze to na pewno pierwszy i ostatni taki incydent, przy mnie on sie zmieni, wyprowadze go na prosta. Tak to dziala. Pozniej rzeczywiscie on mowil ze napil sie bo sie nudzil, bo go ktos zdenerwowal albo ja, bo przyszlam o 17 a nie o 16.30. I wlazlam w ten chory swiat probujac eliminowac wszystkie powody ktore moj facet mial zeby sie napic. A on wymyslal kolejne i kolejne i kolejne
onaona napisał/a:niunia77 napisał/a:Bliskosc byla po kilkudniowym ciagu. Nasz zwiazek tak wygladal, np tygodniowy ciag picia, ja wtedy sie z nim nie widzialam a potem jak trzezwial sielanka, najwspanialszy facet pod sloncem. Po dwóch tygodniach znowu ciag picia potem sielanka. Az w koncu doszlo do tego ze mnie wyzwal bo zblizal sie kolejny ciag a ja nie pozyczylam na piwo. Zeby nie bylo, wczesniej tez nie pozyczalam, tzn wczesniej nie chcial pozyczac bo zawsze skads tam mial. Tak wiem ze tej bliskosci juz nie bylo, narastal zal i pretensje. Dam rade, wierze w to ze dam rade
Masz tutaj tyle kibicek, ze pozazdrościc. Z resztą ja bym szczególnie pod uwagę wzięła artykuł tego księdza. Wnioskuję, że ejsteś osobą wierzącą, jeżeli tak to módl sie dużo, to pomaga bardzo. Jeżeli już ksiądz odradza taki związek, to cos w tym jest.
Najtrudniejsze są początki, potem sama zapomnisz, bo poznasz, inne, spokojniejsze zycie bez hustawek. moja rada jest tylko taka. Uwazaj aby w przyszłości nie wpakowac się w podobny związek. Pisze to z autopsji.Ten artykul przemowil do mnie. Czytalam go ze 30 razy. Tego sie boje ze moze tak sie zdazyc ze wejde w kolejne takie bagno. Jak tego uniknac? Chyba tylko poprzez terapie.
Zielony_Domku gratuluje ciazy. I dziekuje za zainteresowanie moja osoba. Uwierz mi ze wymiana zdan z Wami bardzo duzo pomaga.
Ja ciebie przestrzegam bardzo, bardzo mocno, bo ja dwa razy miałąm burzliwy związek choć wchodząc w ten drugi byłam przekonana, że tym razem bedzie cudownie.
niunia77 napisał/a:onaona napisał/a:Masz tutaj tyle kibicek, ze pozazdrościc. Z resztą ja bym szczególnie pod uwagę wzięła artykuł tego księdza. Wnioskuję, że ejsteś osobą wierzącą, jeżeli tak to módl sie dużo, to pomaga bardzo. Jeżeli już ksiądz odradza taki związek, to cos w tym jest.
Najtrudniejsze są początki, potem sama zapomnisz, bo poznasz, inne, spokojniejsze zycie bez hustawek. moja rada jest tylko taka. Uwazaj aby w przyszłości nie wpakowac się w podobny związek. Pisze to z autopsji.Ten artykul przemowil do mnie. Czytalam go ze 30 razy. Tego sie boje ze moze tak sie zdazyc ze wejde w kolejne takie bagno. Jak tego uniknac? Chyba tylko poprzez terapie.
Zielony_Domku gratuluje ciazy. I dziekuje za zainteresowanie moja osoba. Uwierz mi ze wymiana zdan z Wami bardzo duzo pomaga.Ja ciebie przestrzegam bardzo, bardzo mocno, bo ja dwa razy miałąm burzliwy związek choć wchodząc w ten drugi byłam przekonana, że tym razem bedzie cudownie.
Boje sie tego panicznie. Ale z drugiej strony z takim podejsciem to juz chyba nigdy nie dopuszcze do siebie zadnego faceta.
To nie tylko co czujemy do alkoholika uzależnia, celowo nie używam słowa "miłość".
To samo trzyma kobietę przy mężczyźnie, który ją poniża i bije, to samo trzyma kobietę u boku hazardzisty, ćpuna, przemocowca, narcyza i wszelkiej innej patologii.
To nic więcej jak uzależnienie, a z każdego jak wiecie można wyjść. I tu jest odpowiedź na nasze pytanie.
Czemu nie oderwiecie się czy ja nawet na pewnym etapie życia nie umiałam się oderwać, odpowiedź jest prosta: bo nie chciałam. W momencie gdy już absolutnie nie miałam sił, przynajmniej resztki spożytkowałam na odcięcie się.
A czemu to uzależnia?
Bo na początku jest super, gdy już wpadamy jak śliwka w kompot coś się zaczyna dziać, wtedy zapala się małe czerwone światło w głowie, ale my rzecz jasna, Matki Teresy i samarytanki w jednym lekceważymy lub jakąś pokrętną logiką próbujemy to sobie wytłumaczyć, bo bynajmniej nie robi on tego, że miał zły dzień, że zapewne JA coś zrobiłam i CZYMŚ go zdenerwowałam, ale gdy pomyśli się czym no to na to odpowiedzi już nie ma, za to pojawia się ta ślepa durna miłość w drugiego człowieka i błędne myślenie: skoro ja go nie krzywdzę no bo kocham, a on kocha mnie (tak mówi) no to na pewno nie chce mnie skrzywdzić, ble ble ble.
A my co powinniśmy zrobić? Po pierwszym wyskoku gdy powinniśmy takiego delikwenta kopnąć w dupę bez mrugnięcia okiem!
A nam zapalają się całe latarnie w głowie i nadal NIC z tym nie robimy.
I tego trzeba się nauczyć.
Żadnych odstępstw.
Naprawdę można.
Wystarczy chcieć.
Zielony_Domek chyba kluczem do wyzdrowienia jest pełne zrozumienie, że podjeło się słuszną decyzję. Ja odeszłam od mężczyzny, który nie pił. Opisywałam swoją historię w jednym wątku. Partner był wybuchowy, czasem za bardzo zdenerwował sie na dziecko. W chwili złości potrafił powiedzieć rzeczy, że włos się jeżył na głowie, np. raz do mojje koleżanki powiedział, że jej wpier.... Nie mówił przykrych rzeczy do mnie, ale najczęściej do mojej matki, siostry, niektórych koleżanek. Mijają 3 m-ce od rozstania, a ja nadal sie bardzo obwiniam, że za mało dałam mu miłości ![]()
A na terapii u psychologa, to już w ogóle dostałam mętliku. Pani psycholog próbowała mnie pogodzić z byłym partnerem i im bardziej próbowała tym bardziej ja nie chciałam. Hmmm, może to jakaś nowa metoda terapii?
Uważm, że samo odejście od faceta, to namiastka sukcesu, bo co z tego, że odejdziemy jeśli nadal się zastanawiamy czy przypadkeim nie przesadzamy? A może nam się tylko wydaje, że partner nas rani? A może to nasza wina, bo za mało się starałyśmy? My nadal z takim myśleniem jesteśmy "chore". Być może czas nam pomoże....
Generalnie ja do dziś zastanawiam się czy nie przesadziłam z oceną partnera.
Zaczęłam go uważać za lenia (nie chciał czytać, rozwijać się, bardzo małe aspiracje zawodowe, potem coraz mniej pomocy w domu). i co? ja matka Zbawicielka chciałam kolejne etaty zawodowe brać na siebie aby było wiecej kasy.
Zastanawiam się kiedy wreszcie pojmę , że ten mężczyzna mnie krzywdził swoim zachowaniem ![]()
111 2013-03-07 09:46:27 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 09:49:24)
a ja nadal sie bardzo obwiniam, że za mało dałam mu miłości
Zastanawiam się kiedy wreszcie pojmę , że ten mężczyzna mnie krzywdził swoim zachowaniem
Ja mam to samo
Tylko ze milosc nie polega na jednostronnym dawaniu
onaona napisał/a:a ja nadal sie bardzo obwiniam, że za mało dałam mu miłości
Zastanawiam się kiedy wreszcie pojmę , że ten mężczyzna mnie krzywdził swoim zachowaniemJa mam to samo
To znaczy niunia77, że nadal mamy bardzo chore myślenie, ja jednak wierzę, że czas nas wyleczy. Zobacz, jak długo znosiłysmy pewne zachowania. Nie wiem jak u ciebie szybko objawił się alkoholizm partnera. Mój mężczyzna pierwsze przejawy wybuchowości pokazał na samym początku zamieszkiwania razem, a ja nie miałam pojęcia co robić. Chciałąm mu pomóc, proponowałam poradniki psychologiczne (ale on wcale nie czyta), potem psychiatrę i psychologa. Wiedziałam jednak, ze agresja sama nie minie.
Musimy niunia77 zrozumieć, ale to chyba wymaga czasu...
113 2013-03-07 10:03:03 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 10:03:24)
Jak teraz na to patrze to juz na samym poczatku ten alkoholizm sie objawil podczas spotkania w gronie znajomych. Ale tak jak pisalam wyzej mechanizm zaprzeczenia zadzialal, zaczelam w myslach go tlumaczyc ze moze mial zly dzien i chcial odreagowac, ze kazdemu moze zdazyc sie ze ma ochote sie upic. Na poczatku zwiazku zylam swoim zyciem, on byl na drugim planie. I zarzucal mi ze mam go ciagle w d... i latam wszedzie zamiast spotkac sie z nim dlatego on pije. Uwierzylam. Potem zaczelam obwiniac siebie ze go zostawiam jadac na zajecia czy idac do siostry na kawe. I tak ciagnelo sie to przez pare ladnych miesiecy.
Musisz pokazać mu ze twoje zdanie to nie przelewki i jak chce być z Tobą szczęśliwy to musi się wziąć za siebie. Pokaż mu ze nie żartujesz albo terapia albo koniec z wami. Może rozstań się z nim na chwile by zrozumiał że to nie są rzucane słowa na wiatr. Tylko mocne potrząśnięcia mogą tu zadziałać. Szkoda Twojego życia na takie męczarnie. Z drugiej strony też nie można zostawić kochanej osoby w potrzebie jednak tym sposobem można mu pomóc.
Musisz pokazać mu ze twoje zdanie to nie przelewki i jak chce być z Tobą szczęśliwy to musi się wziąć za siebie. Pokaż mu ze nie żartujesz albo terapia albo koniec z wami. Może rozstań się z nim na chwile by zrozumiał że to nie są rzucane słowa na wiatr. Tylko mocne potrząśnięcia mogą tu zadziałać. Szkoda Twojego życia na takie męczarnie. Z drugiej strony też nie można zostawić kochanej osoby w potrzebie jednak tym sposobem można mu pomóc.
Z wyjaśnień autorki wątku wynika, że nie raz prosiła ona aby chłopak poszedł na terapię, a on do tej pory tego nie zrobił .Moim zdaniem autorka albo zadba o siebie i przestanie się martwić problemami partnera albo pogodzi sie z losem i będzie wierną towarzyszką mężczyzny z nałogiem (nieleczącego się), a to wiazę się z ciągła niepewnością i oczekiwaniem na zmianę, która tak i owszem może nastapić, ale wcale nie musi. Warto zauwazyć, ze autorka nie jest jeszcze żoną i ma wybór, to od niej zalezy co zrobi. Założe się, że gdyby to autorka miała problem z alkoholem, to od razu pobiegłaby gdziekolwiek szukać pomocy dla siebie i dla partnera. Niestety jej partner tego nie zrobił, bo widocznie dla niego problem nie jest tak powazny. Czy można tak zyć? Oczywiście, że można! Tylko trzeba być przygotowanym n ciągłą huśtawkę. Pochodzę z rodziny alkoholwej i wiem o czym piszę. Setki razy miałąm pretensje do mamy, że nic nie zrobiła kiedy ojciec był agresywny. Dziś już trochę sie uspokoił, ale nadal czasem mu się włącza " biała gorączka". Jestem dorosła, wiem, że sama mogę wpłynąć na własne życie i tatę zaczęłam traktować zupełnie inaczej. Już nie jak tyrana, bo przecież mama miała wybór. wiem jedno, przeszłam koszmarną, młodzieńczą miłośc i za to co mnie spotkało winię własnie rodziców. Potrzebowałam wiele lataby dorosnąć i zrozumieć pewne rzeczy. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę w związku z człowiekiem takim jak mój tato. Po części moi partnerzy byli troszkę inni, bo niezaradni życiowo (mój tato świetnie radzi sobie finansowo), ale byli troszkę wybuchowi (własnie jak mój tato). Zakonczyłam oba związki i już miałam wrażenie, że dla mnie nie ma żadnych szans. Zaczęłam tak sobie zaprzeczać, że teraz jestem na etapie, że czuję się "jak na głodzie" za tymi facetami, uważam, że przesadzałam, że w domu rodzinnym wcale nie było tak źle Z perspektywy osoby dorosłej powiem - może nie było tak źle. Z perspektywy dziecka, to było czasem piekło.
116 2013-03-07 12:04:41 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 12:14:09)
Dziewczyny jak pisalam wyzej problem polegal na tym ze on nie widzial swojego problemu, uwazal ze pije tak jak wszyscy i w kazdej chwili moze z tym skonczyc. Ze bez terapii odstawi alkohol jak zechce.
Znacie to ?
"Alkoholizm to jedyna choroba, która będzie Ci wmawiać, że na nią nie chorujesz..."
Prosby, grozby, placz nic nie pomogly bo on dalej twierdzil ze nie ma z tym problemu.
Jakie z tego wnioski, on nie chce odstawic alkoholu.
Pisalam rozniez wyzej ze sama jestem corka alkoholika i wiem jak takie zycie wyglada. Moja mama powiedziala ze woli abym byla sama niz w zwiazku z kims takim, bo ona jest od 30 lat i zyc jej sie nie chce. O malo nie popadla w depresje.
Problem polega na tym ze rodzina boi sie odejsc, boi sie ze alkoholik sie zapije i bedzie miala go na sumieniu. Nawet ja sie tego boje dlatego dalej mieszkam z rodzicami. Mieszkam z nimi bo nie chce zostawic mamy i mlodszego brata samych sobie.
A trzeba odejsc, trzeba pozwolic alkoholikowi wybrac. U mnie rodzina jest tak uwiklana ze o odejsciu od ojca nie ma mowy
Musisz pokazać mu ze twoje zdanie to nie przelewki i jak chce być z Tobą szczęśliwy to musi się wziąć za siebie. Pokaż mu ze nie żartujesz albo terapia albo koniec z wami. Może rozstań się z nim na chwile by zrozumiał że to nie są rzucane słowa na wiatr. Tylko mocne potrząśnięcia mogą tu zadziałać. Szkoda Twojego życia na takie męczarnie. Z drugiej strony też nie można zostawić kochanej osoby w potrzebie jednak tym sposobem można mu pomóc.
Popelnilam blad bo juz taki warunek postawilam, on poszedl 2 razy i zrezygnowal, a ja nie odeszlam, wiec pokazalam mu ze rzucam slowa na wiatr. Grozilam ze jak nie powroci do leczenia to odejde i w koncu jak mnie pierwszy raz wyzwal to odeszlam
Musisz pokazać mu ze twoje zdanie to nie przelewki i jak chce być z Tobą szczęśliwy to musi się wziąć za siebie. Pokaż mu ze nie żartujesz albo terapia albo koniec z wami. Może rozstań się z nim na chwile by zrozumiał że to nie są rzucane słowa na wiatr. Tylko mocne potrząśnięcia mogą tu zadziałać. Szkoda Twojego życia na takie męczarnie. Z drugiej strony też nie można zostawić kochanej osoby w potrzebie jednak tym sposobem można mu pomóc.
Alkoholik jeśli zerwie z nałogiem to wtedy gdy sam do tego dojrzeje.
Czekanie na to w nieskończoność nie ma sensu.
118 2013-03-07 12:18:54 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-03-07 12:20:09)
Problem polega na tym ze rodzina boi sie odejsc, boi sie ze alkoholik sie zapije i bedzie miala go na sumieniu. Nawet ja sie tego boje dlatego dalej mieszkam z rodzicami. Mieszkam z nimi bo nie chce zostawic mamy i mlodszego brata samych sobie.
A trzeba odejsc, trzeba pozwolic alkoholikowi wybrac. U mnie rodzina jest tak uwiklana ze o odejsciu od ojca nie ma mowy
Świete słowa w każdej rodzinie alkoholowej. nie zgadzam się tylko z tym, że alkoholizm to jedyna choroba, której człowiek sie wypiera. Myślę, że tak jest z wieloma poważnymi przypadłościami na tle psychologicznym. Są osoby, które zdają sobie sprawę, że coś jest nie tak i to leczą. Moim zdaniem sa to osoby o duzym pokładzie pokory. Niestety jest cała masa ludzi z problemami, którzy nigdy nic z nimi nie zrobią, a szkoda.
119 2013-03-07 12:21:15 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 12:26:48)
Nie wiem czy tu chodzi o pokore. Trzezwiejacy alkoholik, obecnie teraputa mowi o mechanizmach iluzji i zaprzeczenia.
I przez to ze nie odwrocilismy sie od ojca ten pije dalej.
Pare misiecy ciagu, pare trzezwosci i tak od 30 lat.
Jego wszyscy kumple juz sie przeniesli na tamten swiat, a wiecie dlaczego? Bo byli sami, nie mieli zon, dzieci i rodzicow. Jeden popelnil samobojstwo bo pozaciagal mnostwo dlugow na chlanie, drugi zmarl po organizm odmowil posluszenstwa a trzeci zamarzl we wlasnym mieszkaniu bo nie napalil w piecu, czwartego zlapala padaczka i sie udusil itd.. A moj ojciec zyje, zyje bo ma ugotowane, ma w domku cieplo, ma zalatwiane leki. Zyc nie umierac
Nie wiem czy tu chodzi o pokore. Trzezwiejacy alkoholik, obecnie teraputa mowi o mechanizmach iluzji i zaprzeczenia.
niunia77 napisałam to troszkę z autopsji z tą pokorą. Sama miałam dość duże problemy z depresją i nikt nie musiał mnie siłą zaciagać do psychologa, ponieważ poszłam tam sama. Nie przejmowałam się co pomyślą inni. Dodatkowo czytałam też wiele poradników na temat DDA. Chciałam zrozumieć swoje niektóre zachowania. Partner też był DDA, chciałam nauczyć się go kochać taką zdrową miłością. Po rozstaniu miałam do niego pretensje, dlaczego nie poszedł ze mna na terapię, to mi odpowiedział "Trzeba było mnie wziąć siłą za rekę". Takie gadanie po fakcie. Teraz jest sam i nie idzie na żadną terapię. Zastanawiam się czy to mozliwe aby samodzielnie wyleczyć się z agresji. On twierdzi, że cały czas nad sobą pracuje...
121 2013-03-07 12:33:27 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 12:50:41)
Samodzielnie chyba nie da rady.
Ten moj tez DDA i wspoluzalezniony bo mieszka z matka co chla codziennie. Dlatego staralam sie tlumaczyc jego zachowanie, ze on nie widzial milosci, szacunku i dlatego powiela ten schemat. Ale tak nie mozna, nie moze mi byc go wiecznia zal i znosic to co znosilam do tej pory.
W praktyce wygladalo to tak, ze ja staram sie nie powielac schematow z domu, poszlam na studia, pracuje w urzedzie, mam "normalne towarzystwo", a on wrecz przeciwnie, jego cale towarzystwo to kumple ktorzy pija i cpaja. I on radzac sie ich i swojej matki utwierdzal sie w przekonaniu ze to ja jestem nienormalna, robili ze mnie wariatke ze czepiam sie bez powodow. Ze teraz wszyscy pija. Ze sama pije a gadam na nich. Tylko ze ja wypilam jedno dwa piwa przez miesiac czasu. A co ma mu radzic taki sam czlowiek jak on.
Samodzielnie chyba nie da rady.
Wiesz... chciałabym wierzyć, że samodzielnie można. Chciałabym wierzyc, że w ogóle można, że to nie siedzi juz tak głęboko w człowieku, że można to jeszcze wykorzenic. Niestety brak mi cierpliwości, ponieważ we wcześniejszym związku byłam z przemocowcem i miałam tak silną depresję, że myslałam że już nigdy z niej nie wyjdę. Najgorszemu wrogowi nie życzę takiego stanu.
Powiedz mi niunia77 czy to twój pierwszy taki burzliwy związek czy miałaś może poprzednio już jakieś problemy z innymi facetami?
123 2013-03-07 12:55:10 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 12:58:27)
Ja wczesniej nie dopuszczalam nikogo do siebie. Jak jakis facet chcial sie do mnie zblizyc to odrazu uciekalam. To byl moj pierwszy powazny chlopak. Zawsze wydawalo mi sie ze tamtym na mnie nie zalezalo i chcieli mnie tylko wykorzystac.
Dodam ze mam 25 lat
Ja wczesniej nie dopuszczalam nikogo do siebie. Jak jakis facet chcial sie do mnie zblizyc to odrazu uciekalam. To byl moj pierwszy powazny chlopak. Zawsze wydawalo mi sie ze tamtym na mnie nie zalezalo i chcieli mnie tylko wykorzystac.
Dodam ze mam 25 lat
Ja też mam 25 lat. Tyle tylko, że ja nie pokierowałam moim życiem zbyt dobrze. Wyszłam za mąż za przemocowca i miałam z nim dziecko. Potem się rozwiodłam, poznałam drugiego partnera, ale z masa problemów (z emocjami i ogólnie z zyciem).
Także naprawdę wszystko przed tobą i masz szanse lepiej pokierować swoim zyciem.
Jesteś gotowa aby wreszcie się zająć sobą? Na tym własnie polega terapia kobiet, które kochają za bardzo.
125 2013-03-07 14:07:13 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 14:12:17)
Czy jestem gotowa? Chyba nie, ciagle wracam do przeszlosci. Mam wyrzuty sumienia. Nie potrafie wyprowadzic sie z rodzinnego domu. Panicznie boje sie samotnosci. Rowiesnicy maja rodziny, rodza dzieci a ja blakam sie po tym swiecie nie wiedzac jak te zycie ulozyc i jak nim pokierowac.
Masz na pewno wspaniale dziecko. Jestes za nie odpowiedzialna, nie zgotuj mu takiego losu jak Ty mialas.
A wracajac do meza jak to sie stalo ze wyszlas za maz, wczesniej nie widzialas ze cos jest nie tak?
126 2013-03-07 14:22:39 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-07 19:29:22)
Dziewczyny, ależ wy mi jesteście bliskie w tej kwestii. Przez lata borykałam się z podobnym problemem.. najgorsze co może być, to być w tym wszystkim samej. A tak niestety zazwyczaj jest, boimy się komukolwiek powiedzieć o problemie, bo najzwyczajniej się go wstydzimy i naiwnie łudzimy się, że same sobie ze wszystkim poradzimy. A to nieprawda.
U mnie tak było, odtrącałam wszystko i wszystkich i nie najlepiej się to mnie skończyło. Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć - tak, jestem szczęśliwym człowiekiem, w szczęśliwym związku, ale uwierzcie mi - jeszcze pare lat moim jedynym marzeniem był skok z mostu:/ Mialam dużo szczęscia - trafiliśmy pod opiekę wspaniałych specjalistów, dzięki którym na nowo czuję, że żyję. Wiadomo, że alkoholik na zawsze pozostaje alkoholikiem, aczkolwiek jesteśmy żywym przykładem, że chcieć to móc. W razie czego polecam wam dziewczyny klinikę - spam Ja podejrzewam, że będę im wdzięczna do końca życia. Trzymam z was mocno kciuki, ja dałam radę, więc wy tym bardziej.
127 2013-03-07 14:27:08 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-07 14:33:31)
Rozumiem ze pomoglas wyjsc partnerowi z nalogu?
Nas nie bylo stac na wyjscie wieczorem do restauracji a co mowiac na prywatna klinike.
Czy jestem gotowa? Chyba nie, ciagle wracam do przeszlosci. Mam wyrzuty sumienia. Nie potrafie wyprowadzic sie z rodzinnego domu. Panicznie boje sie samotnosci. Rowiesnicy maja rodziny, rodza dzieci a ja blakam sie po tym swiecie nie wiedzac jak te zycie ulozyc i jak nim pokierowac.
Masz na pewno wspaniale dziecko. Jestes za nie odpowiedzialna, nie zgotuj mu takiego losu jak Ty mialas.
A wracajac do meza jak to sie stalo ze wyszlas za maz, wczesniej nie widzialas ze cos jest nie tak?
Widziałąm wszystko! U mnie było bardzo źle. On był jak psychopata jakiś. Wmawiał mi rzeczy, które nigdy nie miały miejsca, np. jak siedzielismy w pubie, to powiedział, że w środku był wtedy jakis jego kolega i że ja się ciągle na tego kolegę patrzyłam, prowokowałam. Okazało sie to nieprawdą.
mówił do mnie, że zaden facet by mnie nie chciał, że siebie nie szanuję, że jestem wulgarna. Miał dziwne zachowania, np kiedyś wróciłam sama późno do domu (nie pamiętam dlaczego), to potem kiedys jak wracalismy do domu (tez było ciemno), to on mnie przewrócił na ziemię i powiedział, że mam uważać bo ktos mnie moze w taki sposób napaśc.
Przed slubem jak chciałam zerwać zaręczyny, to przyszedł do mnie ze strzykawka w rece i powiedział, że w srodku jest środek poronny (byłam wtedy w ciąży). To miała być terapia szokowa dla mnie. Teraz jestem w trakcie uniewaznienia małżeństwa.
Drugi partner na początku traktował mnie jak księżniczkę, mimo wszystko czułam się jakoś nieswojo. Potem dopiero wyszło, że potrafił na mnie w nerwach krzyknąc, raz mną lekko szarpnął. Bałam się tego drugioego związku, ciągle chciałam uciec, zerwac. Dlatego etraz tak bardzo obwiniam sie za jego rozpad. Ehhh, naprawdę nie warto dzieciom fundować takiego losu, one na to nie zasługuja, a sa zdane tylko na nas.
Wiemy same po sobie ze dla takiego dziecka to katastrofa. Tlumi wszystko w sobie i ciagle sobie powtarza "musze byc twardy, dam rade. Inni maja gorzej". Ja ak sobie ciagle wmawialam
Wiemy same po sobie ze dla takiego dziecka to katastrofa. Tlumi wszystko w sobie i ciagle sobie powtarza "musze byc twardy, dam rade. Inni maja gorzej". Ja ak sobie ciagle wmawialam
Wiesz, u mnie daleka droga do wyzdrowienia. U Ciebie chyba też. Najbardziej teraz się boję, że znienawidzę męzczyzn, w każdym kolejnym po jakimś czasie zaczynam widzieć potwora. a przeciez nawet pijak ma serce. Boje się tego, że mam jakiś uraz do facetów. Każdy dobry na dystans, a jak się zbliży, to zaczynam ciagle płakać, bac się. Żaden normalny z taką nie wytrzyma.
Musimy być silne. Naprawdę ciesz się, że wszystko jeszcze przed Tobą. A co do eks, to odzywa się do ciebie?