netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

brak oswiadczyn...doczekam sie?

95 odpowiedzi20 439 wyświetleńzałożony przez LeśnaWróżka20, 13.12.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » brak oswiadczyn...doczekam sie?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 96 z 96 ]

66

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Wydaje mi się Margolinka, że albo coś opacznie zrozumiałaś, albo po prostu mamy skrajnie inne poglądy.

Margolinka napisał/a:

A z pierścionkiem, to już nie jest ...free sex...bo zostało "zapłacone złotem...? Proooooszę dziewczyny...nie piszcie takich głupot.

Nikogo nie zaganiam przed ołtarz i sama siebie też nie... Obrączka to nie haracz i powinna być spontaniczna, ze strony partnera. Problem w tym, że widzę coraz więcej dziewczyn, które są w związkach i czekają, czekają... A tutaj nic. Znam też takie, co mieszkają z partnerem już 3-4 lata i nadal nic, a bardzo by chciały. Nie uważasz, że jeżeli w luźnej rozmowie z partnerem deklarują chęć do małżeństwa, a partner jest nieokreślony to coś jest nie tak? Słyszałam przypadki facetów co mają jakiś "lęk" przed małżeństwem, bo to poważna deklaracja na całe życie...Albo, że rodzice się rozwiedli i mają traumę. Tylko gdzie w tym wszystkim jest MIŁOŚĆ??? Jeżeli dwie osoby są wierzące, albo wierzą w ślub, bo takie wartości zostały im przekazane. To powiedz mi, dlaczego facet tak zwleka? 

Margolinka napisał/a:

(...) Ja nie jestem przeciwna zaręczynom w młodym wieku, każdy ma inaczej i każdy w innym czasie może czuć się gotowy. Jednak chyba lepiej pomieszkać razem i poznać się, zanim zdecyduje się na poważniejszy krok, jakim jest stwierdzenie, że "zaręczyliśmy się i chcemy się pobrać".

Dziwne, napisałam pod spodem, że nie mam nic przeciwko mieszkaniu razem. Ale wyznaję taką zasadę jak Teo.

Margolinka napisał/a:

Czy jednak lepiej nie "komplikować sobie życia"... zaręczyć się gdy tylko wpadnie nam do głowy, że "ja bym już chciała"... potem ślub... i dopiero mieszkanie razem i "free sex"... a za rok czy dwa rozwód... "bo on nie pomaga w domu", "bo on wychodzi za często z kolegami", "bo inaczej wyobrażałam sobie nasze wspólne życie", "bo..."
Nie lepiej wcześniej tego spróbować, a nie łudzić się tym, że "piękne zaręczyny i ślub, to gwarancja cudownego życia, dozgonnej miłości i szczęścia"?

Nigdzie nie napisałam, że ślub to gwarancja cudownego życia. Mój przekaz jest prosty.

- czas spotykania się, zakochanie -
On: Kocham Cię i chcę z Tobą być na zawsze.
Ona: Kocham Cię i też z Tobą chcę być na zawsze.
- okres spotykania się -
on (lub Ona): zamieszkajmy razem. Nie ma sensu już "randkować", będzie prościej i lepiej (w domyśle, zobaczmy jak nam będzie).
- okres zamieszkiwania razem, mijają 2-3 lata -
Ona: Kochanie, mamy już po 27 lat, mieszka nam się świetnie i wiesz, że marzę o ślubie, i żebyśmy w końcu założyli rodzinę.
On: Tak kochanie, ale praca/czas/rodzina/brak pieniędzy* (niepotrzebne skreślić)
- mijają kolejne lata. W sercu dziewczyny pojawia się zwykły, normalny niepokój. Zaczyna zastanawiać się, co jest nie tak. Czy to on ma problem, czy nie jest jej pewny. Wzrastające napięcie unosi się w powietrzu. Facet nie do końca jest w stanie ją zrozumieć. Zaczyna jej tłumaczyć swoją teorię na temat ślubu. Jak na faceta niezwykle wydumaną... A podobno faceci myślą bardziej prostolinijnie. Czas mija, ona czeka i czeka. Bardzo by chciała założyć białą suknię, mieć z nim dziecko. Marzy jej się takie życie. A tu nic. Facet, oprócz tej presji, którą odczuwa... Ma się dobrze. Wraca do domu, kobieta mu daje... Z czasem jednak zaczyna go denerwować ta presja i podteksty. Idzie na siłownie, spotyka 18 letnią laleczkę, której się nie śpieszy, która go "rozumie", zaczyna zdradzać swoją kobietę. Na koniec związku oświadcza jej, że naciskała na niego w niesamowity sposób, że to go zniechęciło, że nie na tym związek polega... No proszę, co za głębia, prawda?

Opisałam to, co przeżyły dwie znajome z mojego otoczenia. W jednym przypadku scenariusz był właśnie taki, w drugim nieco inny, ale na to samo kopyto. 
 

Margolinka napisał/a:

Oczywiście, jak już wcześniej stwierdziliśmy... to "próbowanie" nie może trwać wiecznie. Ale to wszystko na spokojnie trzeba sobie ustalić.

Właśnie tak. Trzeba ustalić. Ale jeżeli ustala się na początku chęć zawarcia związku małżeńskiego, a potem facet ciągnie to wszystko w nieskończoność, wymyślając teorie i wymówki, to trzeba się dobrze zastanowić, w którą stronę to wszystko zmierza... I czy to naprawdę  jest miłość.
Bo dla mnie miłością jest również to, że szanujemy nasze wizje życia i składamy sobie pewną obietnicę (zakładając, że mamy te same cele). Jeżeli już na starcie nie zostaje ona dotrzymana... To żadna inna nie będzie. Wtedy, ten przeciągnięty okres zamieszkiwania razem... Tak, to jest free sex...

67

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Okruszka, wreszcie ktoś się normalnie wypowiedział na ten temat! Potrzeby kobiety też są ważne, skoro ona chce ślubu a on nie to nie powinno naciskać się na faceta, bo to bez sensu. Pod jej przymusem pobiorą się i ona będzie miała spaprane życie i on, bo jej nie kocha a ona będzie się tego domyślać po jego zachowaniu. Jeżeli mamy inne priorytety, rozmijamy się na w tych przecież bardzo ważnych poglądach należy się rozstać. Kobieta niech poszuka takie faceta, który będzie chciał założyć z nią rodzinę a facet taką kobietę, której do szczęścia nie potrzeba ślubu. Proste, ale niestety do niektórych nie dociera.

68 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-15 17:45:43)

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
Okruszka napisał/a:

- okres zamieszkiwania razem, mijają 2-3 lata -
Ona: Kochanie, mamy już po 27 lat, mieszka nam się świetnie i wiesz, że marzę o ślubie, i żebyśmy w końcu założyli rodzinę.
On: Tak kochanie, ale praca/czas/rodzina/brak pieniędzy* (niepotrzebne skreślić)
- mijają kolejne lata. W sercu dziewczyny pojawia się zwykły, normalny niepokój.

Z tym zgadzam się w 500%... właśnie o to mi chodzi... że czas BYCIA RAZEM, a nie osobno powinien być nieco dłuższy, niż w przypadku autorki tematu. Dziewczyna w wieku 20 lat, mieszkająca wciąż z rodzicami, ucząca się i nie mająca pojęcia o "mieszkaniu na swoim, z ukochanym facetem", nie powinna decydować się na pewno na ślub. A zaręczyny...proszę bardzo...niech się zaręczają...tylko po kiego grzyba...co jej to da, skoro dalej będzie mieszkać z rodzicami i widywać się z facetem od czasu do czasu? 17latka też może 3 lata być w "związku" i twierdzić, że chce zaręczyn. Dlatego i wiek i czas trwania związku (tak na poważnie) powinien być ważny, przy podejmowaniu takiej decyzji.
Dziewczyna mająca już te "swoje lata", mająca już "rozeznanie" w tym czy na pewno chce ślubu, czy jest w stanie dzielić życie w 100% ze swoim facetem, ma prawo a nawet obowiązek o tym powiedzieć swojemu facetowi. On z kolei ma obowiązek zdeklarować się...o ile myśli poważnie o dalszym wspólnym życiu. W przeciwnym razie oczywiście powinni się rozstać, bo życie w zawieszeniu nie wszystkim musi pasować. Z tym również zgadzam się.
Wszystkie moje posty miały na celu uświadomić, że decyzje o zaręczynach i ślubach, nie powinny być podejmowane pod wpływem impulsu. Trzeba je przemyśleć i upewnić się czy wiemy o sobie wszystko, na tyle aby razem mieszkać, dzielić obowiązki, radzić sobie wspólnie z problemami (nie tylko tymi, gdzie pójdziemy dzisiaj na pizze wink )... "ja chce...", "bo mi przykro...", "bo koleżanki...", "bo rodzina..." to kiepskie powody...

69 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-12-15 23:03:08)

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
Teo napisał/a:

Zgadzam się z Okruszka poza punktem o mieszkaniu razem. To nie jest darmowy seks i pranie skarpetek jeśli kobieta jest mądra. Chyba że sama się ustawi w pozycji żony to jest już przegrana. Uważam że trzeba mieszkać razem, bo wtedy ludzie naprawdę się poznają, ale jeżeli ma być to swoistą probą przed zaręczynami to niech czas tego  mieszkania zostanie jasno określony. Mieszkamy razem rok np. Przez ten rok się poznajemy, a gdy po roku nic, żadnych deklaracji to dziewczyna zabiera zabawki i się wyprowadza. Proste.
Uważam, że największą ilość nieporozumień stwarza brak konsekwencji. Facet powie coś, obieca na kiedyś tam na odczep się, a kobiety tak trwają i czekają. Jakie jest zdziwienie faceta jak ppo roku mieszkania ona zaczyna sie pakować i oznajmia ze się wyprowadza, bo rok minął a on widać nie zastanowił się i nie podjął decyzji co dalej, więc ona podejmuje.

Też prawda. Może to jest wygoda, jeżeli ludzie podchodzą do tego tak całkiem luźno, ale jeżeli oboje podchodzą do relacji poważnie to jest to po prostu kolejny etap i tak chcę, by było w moim związku, tak samo z zaręczynami. Kolejny etap, bo oboje tego chcemy. Zgadzam się, że nie warto czekać w nieskończoność, jeżeli ślub jest dla nas naturalnie kolejnym etapem, trzeba po prostu rozsądnie patrzeć na związek, bo w wielu od dawna widać, że z tej mąki chleba nie będzie.

Wiele, moim zdaniem, zależy też od deklaracji faceta. Jeżeli mówi na rozmowy o ślubie "A po co mi" albo "A nie wiem co będę robił za x lat", to moim zdaniem jest czerwona lampka, sygnał, że chyba ślubu z nami facet nie chce brać. Co innego jak mówi "Chcę, ale nie teraz". Niektóre kobiety jednak lekceważą takie słowa i wierzą, że się odmieni.

70

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Ciekawa dyskusja się rozwinęła.
A co jeśli kobieta kilka razy dawała do zrozumienia, że pragnie już oświadczyn i ślubu (nie naciskała pod żadnym pozorem), facet wytłumaczył, że jeszcze nie czas, bo on studiów nie skończył jeszcze (ale ma stałą i dobrą pracę), ona nie ma pracy (a skończyła już studia), itp. I trzeba najpierw ustabilizować sytuację finansową obojga osób, aby móc zakładać rodzinę. Oboje mają po 26 lat, są razem od ponad 6 lat, mieszkanie jest i pomieszkują razem.
On jest pewny, że chce mieć kiedyś rodzinę, jakieś małe plany co do wspólnej przyszłości snuje, ale o ślubie konkretnie nic nie mówi.
Do rzeczy... Czy po tylu wspólnie spędzonych latach zostawiłybyście partnera dlatego, że nie śpieszy mu się do zaręczyn i ślubu? Czy dalej czekały (nie wiadomo ile) aż on do tego dojrzeje i sam z siebie podejmie jakieś kroki?

71

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Lejdi, w takiej sytuacji jak najbardziej o slubie powinni rozmawiac. Jesli plany na przyszlosc juz maja, jest im ze soba dobrze. Moze dziewczyna powinna pojsc do jakiejkolwiek pracy, bo siedzac w domu, daje facetowi powod do myslenia, ze to on musi ciezko pracowac na dom. Do tego jeszcze slub, dziecko...i jak on biedny da sobie rade... wink

72 Ostatnio edytowany przez Lejdi_in_red (2012-12-16 13:47:34)

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Margolinka, ale jeśli rozmowy o ślubie poruszane były wielokrotnie i ciągle był ten sam powód- najpierw ukończenie studiów, stabilizacja sytuacji finansowej, zrealizowanie jakichś planów zawodowych, a dopiero później czas na ślub.
Praca- w trakcie poszukiwań. Wiadomo, że nie od razu znajduje się pracę nawet po studiach. Zresztą, ile jest małżeństw zawieranych przed tym aż oboje ukończą studia, czy znajda pracę...
No załóżmy, że jest ta praca, a planów ślubnych jak nie było tak i nie ma... Latka lecą, staż związku dobija do 7 lat i co dalej? Znów dziewczyna powinna podjąć rozmowę o ślubie, tkwić w takim związku nie odzywając się nic i czekając, czy odejść pomimo, że kocha? Przy pierwszej opcji poczucie będzie, że naciska, a wymuszać tego nie można. Czekając dalej pozbawia się marzeń o rodzinie i doprowadza siebie do depresji. Odejść... jak to zrobić, jeśli kocha i nie wyobraża sobie zycia z kimś innym?

73 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-16 14:50:05)

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Lejdi, rozumiem, że są razem już wiele lat, mieszkają ze sobą, oboje myślą o wspólnej przyszłości, ale facet wciąż temat odwleka...
Ja w takim wypadku (gdybym miała te 26 lat), powiedziałabym swojemu mężczyźnie, że daje "nam" czas do 30stki(bądź ile kto uważa za słuszne), na ukończenie edukacji, na zdobycie stabilizacji, i na decyzję o ślubie. Uprzedziłabym swojego faceta, że jeśli nie potraktuje poważnie mojej prośby, to nie widzę naszej przyszłości bez ślubu, ponieważ wieczny konkubinat mnie nie interesuje. I radziłabym mu zbyt długo nie czekać, ponieważ ja maże o rodzinie, a wychowywanie dziecka bez ślubu nie wchodzi w grę.
Jeśli facet olałby wszystko, i po danym mu czasie byłaby dalej cisza i wykręty...wtedy zostawiłabym go. A już na pewno, na początek bym się wyprowadziła.
Całkowicie rozumiem fakt, że ktoś nie chce czekać ze ślubem w nieskończoność(gdy ślub ma być już tylko przypieczętowaniem związku, a nie "dziecinnym marzeniem o pierścionku i obrączce na palcu").

74

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Margolinka, będąc z mężczyzną prawie 7 lat, mając 26 lat, dałabyś mu jeszcze 4 lata czasu na podjęcie decyzji i na ustabilizowanie sytuacji? 30 lat na karku, 11 lat razem.. a kiedy dziecko? Czy przez te 7 lat nie miał wystarczająco czasu na określenie się czy chce z nią spędzić resztę życia, czy nie? A jeśli oboje dobiją do 30stki i on nagle stwierdzi, że ślubu nie chce to co? Kobieta zostaje sama ze straconymi latami, żalem i kompletnie niczym.
A jeśli podczas jednej z rozmów on powiedział, że za rok (wtedy kończy studia I st) pomyśli się o ślubie... i załóżmy kiedy minie ten rok, on o swojej obietnicy zapomni i poruszać tematu nie będzie, to co w takiej sytuacji powinna zrobić kobieta? Porozmawiać z nim znowu, czy po prostu spakować swoje rzeczy i zakończyć związek?
To są trudne tematy, bo wg. mnie każde wyjście jest złe... Chciałam właśnie poznać opinię dorosłych i dojrzałych osób a nie dziewczyn, które chcą mieć pierścionek i rodzinę, bo koleżanki mają...

75

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Czytając wątki na tym forum utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto pakować się w "małżeństwo". To instytucja baaardzo przereklamowana - coś jak początek końca udanego związku..
Obrączka nie gwarantuje niczego - daje złudne poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Od tego zaczyna się rutyna, lenistwo partnera i poczucie bycia w potrzasku/klatce, narzucanych ograniczeń.. czyli chęć ucieczki. To oczywiście moje osobiste zdanie.

76

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

To wszystko zależy od osoby. Tak...ja dałabym czas, ponieważ (może jestem dziwna) nigdy nie miałam brzydko mówiąc "parcia na dziecko"... nie czuje tykającego zegara biologicznego i ważniejsze są dla mnie uczucia, stabilizacji i bezpieczeństwa...
Ale jak mówisz, każda decyzja tutaj może być "zła"...dla każdego będzie to inna decyzja.

Źle jest zakończyć długi związek, jakby nie było szczęśliwy...
Źle jest tkwić w związku, po części szczęśliwym, ale nie czując się spełnioną i rezygnować z marzeń...
Źle wiercić dziurę w brzuchu i codziennie wszczynać kłótnie, z powodu niezdecydowania faceta(bądź kobiety) co do ślubu...
Źle również mieć faceta(bądź kobietę), którego(której) cele, przez jego(jej) aspiracje, mijają się z naszymi...

Jeśli ta 26 letnia dziewczyna, wpada w depresję z powodu mijającego czasu, z powodu "tykania zegara biologicznego"... to powinna odejść od swojego faceta i znaleźć takiego, który zgadzał by się z jej spojrzeniem na kwestie ślubu. Lepsze to, niż życie w zawieszeniu i użalanie się nad swoim losem.
Musi ona jednak być świadoma pewnego ryzyka, że kolejny związek, nie musi być równie szczęśliwy niż obecny (z różnych powodów), nie musi przynieść upragnionego wesela i może stracić kolejne lata, z facetem...również "nieidealnym"...
Kolejny związek, może równie dobrze, przynieść i ślub i własny dom...dostatek i bezpieczeństwo finansowe, facet może być zdecydowany i zaradny...ale jego zdecydowanie może "tłamsić żonę"... i też będzie źle, bo i wtedy będzie musiała rezygnować z czegoś co ona by chciała, a co nie zgadza się z jego wizją...

No cóż...trzeba po prostu wypośrodkować sobie...co jest ważne dla nas...co ważniejsze...a co najważniejsze...

77

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

alfaalfa, rutyna i lenistwo partnerów dotyka również długoletnie związki bez "papierka". Nie ma tu reguły, czy to małżeństwo, czy nieformalny związek.
A co do bezpieczeństwa, to masz rację, nic go nie gwarantuje, ale jednak nieco bezpieczniej czuje się żona swojego męża niż dziewczyna...

Margolinka, ja też nie czuję jeszcze parcia na dziecko i tykającego zegara... Ale choć go nie słyszymy, on tyka. Tyka coraz głośniej i za parę lat naprawdę może być już za późno na dziecko.
Masz rację, następny związek też może przynieść pewne ryzyko. Mimo, że choćby następny partner był bardziej zdecydowany i chciał wziąć ten ślub, to istnieje ryzyko, że po ślubie z tym partnerem dziewczyna będzie mniej szczęśliwa niż będąc w nieformalnym związku z tamtym.
Wg. mnie nie ma złotego środka. Każda decyzja przyniesie w jakimś stopniu cierpienie. Ważne by trafić od razu na człowieka, który ma podobne cele w życiu i wartości.. ale nie zawsze jest tak pięknie.

78

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
ciekawaświata napisał/a:
Margolinka napisał/a:

Ciekawaświata, bo tu nie chodzi o niego, ani o ślub, ani o wspólne mieszkanie...tu chodzi o "coś więcej niż chodzenie" i  pierścionek... Jak możesz i Ty nie rozumieć... dziwni są ci ludzie na forum... wink

biję się w pierś i spuszczam głowę... wstyd mi za moje ograniczone myślenie sad

smile

O matko...
Czyli tu nie chodzi o miłość, o wspólne życie, tylko o pierścionek, którym można się pochwalić?

79

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

tak właśnie wywnioskowałyśmy z Margolinką z tego, co napisała Autorka wątku... wink

80

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Lejdi, jestem tego świadoma, że za parę lat może być już za późno na dziecko... jednak nie jestem w stanie zdecydować się na nie teraz, gdy nie tylko "nie chce" ale nie powinnam z różnych względów. Inni mówią "nigdy nie będzie dobrego momentu, na co czekasz..." To prawda że odpowiedni moment, ciężko znaleźć, bo zawsze jest coś... Ale ja wiem, że w tej chwili to nie jest dobra decyzja. Co będzie kiedyś...zobaczymy...
Ryzyko ze ślubem, czy jego odwlekaniem istnieje zawsze... trzeba pamiętać o tym...

81

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Że tak powiem, nie rozumiem niektórych wypowiedzi.
Jeśli facet nie chce się żenić, to znaczy, że go już nie kochacie i wystawiacie walizki za drzwi?
Pytam poważnie, bo nie rozumiem.
Nie każdy potrzebuje ślubu, a on nie powinien być "termometrem" wyznaczającym poziom szczęścia.
Ślub w naszych czasach, to jakiś dziwny dodatek, bo ktoś chce mieć pierścionek, suknię ślubną, wesele.... Jeśli chcesz rzucić faceta, bo nie chce się żenić, to prędzej czy później, nawet jak go zmusisz do ślubu, rozstaniecie się. To jest jakaś paranoja. Pierścionek albo śmierć....
Dżizyz..... Aż drżę z przerażenia!


Aaaaa i jeszcze jedno, jeśli ślub ma być gwarantem szczęścia i stabilizacji, to skąd te rozwody???

82

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

nie, nie vl, my tak tylko lekko operowałyśmy ironią. Absolutnie nie jestem zdania, że zaręczyny czy ślub są wyznacznikiem tego, jak bardzo kocha się drugą osobę. smile

83

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Nie nie, ja nie o Tobie wink
Margolinka, a raczej jej podejście mnie natchnęły...

ciekawaświata napisał/a:

nie, nie vl, my tak tylko lekko operowałyśmy ironią. Absolutnie nie jestem zdania, że zaręczyny czy ślub są wyznacznikiem tego, jak bardzo kocha się drugą osobę. smile

84

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
vl napisał/a:

Nie nie, ja nie o Tobie wink
Margolinka, a raczej jej podejście mnie natchnęły...

vl, ja nie twierdze że odeszłabym od faceta...bo nie chciałby on ślubu...
Jednak stawiam się na miejscu dziewczyny, która tego ślubu pragnie za wszelką cenę... wie że chce ślubu i dziecka... więc niech go ma, skoro jego brak wpędza ją w depresję... i niech szuka szczęścia zamiast tkwić w związku który jej nie pasuje z różnych względów(dla niej ważnych)...
Tylko wtedy, trzeba przeanalizować każdą decyzję... "co by było gdyby..."
Stąd moje rozważania na ten temat...

85

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

vl, fakt, niektórym ślub do szczęścia nie jest potrzebny. Wiele osób żyje w konkubinacie i wychowuje tak dzieci. Ja osobiście np. nie wyobrażam sobie "zakładać rodziny" będąc konkubiną swojego faceta. Chociażby dla dobra dziecka (problemy ze chrztem i innymi sakramentami, pytania ludzi, a nawet w razie jakiegoś wypadku odmowa udzielenia informacji w szpitalu, bo facet, z którym żyję nie jest moim mężem/ rodziną, czy problemy z odbieraniem różnych dokumentów, wyników badań, itp z tego też powodu). Pewnie, że ślub nie gwarantuje 100% pewności, ale małżeństwo było, jest i będzie traktowane poważniej niż luźny, nieformalny związek. Widząc obrączkę na palcu fajnego faceta zapala mi się lampka "aha, jest zajęty, ma żonę, pewnie dzieci, kocha ich skoro nosi tą obrączkę, więc jest jest dla mnie nietykalny". Natomiast widząc fajnego faceta bez tej obrączki myślę sobie "wolny... uśmiechnę się, albo podejdę i zagadam coś. Może coś się z tego rozwinie..". Może ma dziewczynę, a może nie ma... może się przyzna, a może nie. Być może dowiem się za jakiś czas, że rozbiłam związek, albo nie dowiem się nigdy.
Moim zdaniem większe bezpieczeństwo jednak gwarantuje ten ślub niż jego brak.

Dla niektórych kobiet ślub jest konieczny do budowy rodziny i WSPÓLNEGO życia.

86

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Jak widać dla niektórych jest inaczej. Nie wszyscy potrzebują papierka. Wszystkie rzeczy o których mówisz (za wyjątkiem kościelnych) można w tym momencie załatwić przez udzielenie drugiej osobie pełnomocnictwa.
Więc zamiast stawiać siebie i faceta w trudnej sytuacji po latach bycia w związku, na starcie określić "ślubne preferencje"
Jak dla mnie większe bezpieczeństwo gwarantuje miłość.


Lejdi_in_red napisał/a:

vl, fakt, niektórym ślub do szczęścia nie jest potrzebny. Wiele osób żyje w konkubinacie i wychowuje tak dzieci. Ja osobiście np. nie wyobrażam sobie "zakładać rodziny" będąc konkubiną swojego faceta. Chociażby dla dobra dziecka (problemy ze chrztem i innymi sakramentami, pytania ludzi, a nawet w razie jakiegoś wypadku odmowa udzielenia informacji w szpitalu, bo facet, z którym żyję nie jest moim mężem/ rodziną, czy problemy z odbieraniem różnych dokumentów, wyników badań, itp z tego też powodu). Pewnie, że ślub nie gwarantuje 100% pewności, ale małżeństwo było, jest i będzie traktowane poważniej niż luźny, nieformalny związek. Widząc obrączkę na palcu fajnego faceta zapala mi się lampka "aha, jest zajęty, ma żonę, pewnie dzieci, kocha ich skoro nosi tą obrączkę, więc jest jest dla mnie nietykalny". Natomiast widząc fajnego faceta bez tej obrączki myślę sobie "wolny... uśmiechnę się, albo podejdę i zagadam coś. Może coś się z tego rozwinie..". Może ma dziewczynę, a może nie ma... może się przyzna, a może nie. Być może dowiem się za jakiś czas, że rozbiłam związek, albo nie dowiem się nigdy.
Moim zdaniem większe bezpieczeństwo jednak gwarantuje ten ślub niż jego brak.

Dla niektórych kobiet ślub jest konieczny do budowy rodziny i WSPÓLNEGO życia.

87

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
Lejdi_in_red napisał/a:

vl, fakt, niektórym ślub do szczęścia nie jest potrzebny. Wiele osób żyje w konkubinacie i wychowuje tak dzieci. Ja osobiście np. nie wyobrażam sobie "zakładać rodziny" będąc konkubiną swojego faceta. Chociażby dla dobra dziecka (problemy ze chrztem i innymi sakramentami, pytania ludzi, a nawet w razie jakiegoś wypadku odmowa udzielenia informacji w szpitalu, bo facet, z którym żyję nie jest moim mężem/ rodziną, czy problemy z odbieraniem różnych dokumentów, wyników badań, itp z tego też powodu). Pewnie, że ślub nie gwarantuje 100% pewności, ale małżeństwo było, jest i będzie traktowane poważniej niż luźny, nieformalny związek. Widząc obrączkę na palcu fajnego faceta zapala mi się lampka "aha, jest zajęty, ma żonę, pewnie dzieci, kocha ich skoro nosi tą obrączkę, więc jest jest dla mnie nietykalny". Natomiast widząc fajnego faceta bez tej obrączki myślę sobie "wolny... uśmiechnę się, albo podejdę i zagadam coś. Może coś się z tego rozwinie..". Może ma dziewczynę, a może nie ma... może się przyzna, a może nie. Być może dowiem się za jakiś czas, że rozbiłam związek, albo nie dowiem się nigdy.
Moim zdaniem większe bezpieczeństwo jednak gwarantuje ten ślub niż jego brak.

Dla niektórych kobiet ślub jest konieczny do budowy rodziny i WSPÓLNEGO życia.

po 12 latach życia w takim związku powiem Ci że ślub nie jest do niczego potrzebny oprócz niektórych spraw urzędowych
w szpitalu to nie problem,spisali kogo maja powiadomić wrazie czego,nawet ostatnio miałam kogoś na OIOMIE poszłam spytac co z nim,spytali sie tylko kim jestem,powiedziałam że szwagierką - informacja udzielona na temat pacjenta od razu
to że ludzie pytają? trzeba umieć im odpowiedzieć...,niech sie zajmą swoim życiem
obrączka na palcu nie gwarantuje że facet Cie kantem nie puści,bo może ją zdjąć w odpowiednim momencie smile

88

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
Lejdi_in_red napisał/a:

Margolinka, będąc z mężczyzną prawie 7 lat, mając 26 lat, dałabyś mu jeszcze 4 lata czasu na podjęcie decyzji i na ustabilizowanie sytuacji? 30 lat na karku, 11 lat razem.. a kiedy dziecko? Czy przez te 7 lat nie miał wystarczająco czasu na określenie się czy chce z nią spędzić resztę życia, czy nie? A jeśli oboje dobiją do 30stki i on nagle stwierdzi, że ślubu nie chce to co? Kobieta zostaje sama ze straconymi latami, żalem i kompletnie niczym.
A jeśli podczas jednej z rozmów on powiedział, że za rok (wtedy kończy studia I st) pomyśli się o ślubie... i załóżmy kiedy minie ten rok, on o swojej obietnicy zapomni i poruszać tematu nie będzie, to co w takiej sytuacji powinna zrobić kobieta? Porozmawiać z nim znowu, czy po prostu spakować swoje rzeczy i zakończyć związek?
To są trudne tematy, bo wg. mnie każde wyjście jest złe... Chciałam właśnie poznać opinię dorosłych i dojrzałych osób a nie dziewczyn, które chcą mieć pierścionek i rodzinę, bo koleżanki mają...

Kobieta, przede wszystkim, powinna wiedzieć czego chce. (ale teraz mądrością powiało, wiem big_smile ). Musi sama sobie wszystko przemyśleć, musi wiedzieć co się dla niej liczy i jest ważne. W podanym przykładzie mamy sytuacje, że żadna ze stron nie ma nic przeciwko ślubom wszelakim, tylko terminy się nie zgrywają. Moim zdaniem trzeba postawić sprawę jasno, trzeba się zdeklarować partnerowi, żeby potem nie było wymówki, że "on nie wiedział czy się zgodzisz". Trzeba mu jasno powiedzieć, że kobieta widzi ich razem, że chce dzielić z nim życie na dobre i złe. Jednak nie zamierza czekać w nieskończoność. Niech mu da rok na zastanowienie się na przemyślenia i po roku niech się zdeklaruje. Brak deklaracji czy "olanie" sprawy będzie jasnym znakiem, że mu nie zależy specjalnie. I wtedy kobieta zabiera zabawki i odchodzi w poszukiwaniu swojego jedynego, bo ten jak widać nim nie był.

vl napisał/a:

Że tak powiem, nie rozumiem niektórych wypowiedzi.
Jeśli facet nie chce się żenić, to znaczy, że go już nie kochacie i wystawiacie walizki za drzwi?
Pytam poważnie, bo nie rozumiem.
Nie każdy potrzebuje ślubu, a on nie powinien być "termometrem" wyznaczającym poziom szczęścia.
Ślub w naszych czasach, to jakiś dziwny dodatek, bo ktoś chce mieć pierścionek, suknię ślubną, wesele.... Jeśli chcesz rzucić faceta, bo nie chce się żenić, to prędzej czy później, nawet jak go zmusisz do ślubu, rozstaniecie się. To jest jakaś paranoja. Pierścionek albo śmierć....
Dżizyz..... Aż drżę z przerażenia!

Jeśli facet nie chce się żenić, a my tak, to znaczy, że już na "dzień dobry" mamy konflikt interesów. Więc pierwsza, podstawowa sprawa to ustalenie na początku, kto ma jakie oczekiwania. Gdy się okaże, że facet chce się żenić ale kiedyś tam, on ma czas, to należy wyraźnie dać do zrozumienia, że my wiecznie czekać nie będziemy i jak się ma zamiar deklarować to niech się deklaruje, bo można znaleźć tyle samo powodów za i przeciw i każdy czas będzie zły, albo dobry. Kwestia chcenia.

vl napisał/a:

Moim zdaniem większe bezpieczeństwo jednak gwarantuje ten ślub niż jego brak.

Miłość Ci niczego nie gwarantuje. Bo miłość jest, a zaraz jej nie ma. Wystarczy dłuższa rozłąka z partnerem, żeby dosłownie się odkochać. Miłość jest najbardziej kruchym fundamentem wbrew pozorom.

89

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

To ja powiem z punktu widzenia kobiety ktora postawila takie ultimatum mezczyznie. smile

Zycie to jak dla mnie jest podroz. I akurat w ta podroz chcialam sie udac z tym konkretnym mezczyzna. Moja podroz zahacza o slub i brnie dalej w zycie. Wspolnie z nim.
Tego chcialam na tamta chwile. Nadal chce. Wiec mu powiedzialam po kilku latach ze ja jestem pewna czego chce. Ale skoro on nie jest to jego strata. Nie moge wiecznie czekac i ryzykowac ze cos mnie ominie.
Tu bardziej chodzi o podobne postrzeganie swiata niz jakiekolwiek gwarancje. O traktowanie powaznie tych samych rzeczy, posiadanie podobnych priorytetow w tym samym czasie. Ja nie bede sie zatrzymywac i czekac na kogos bo zycie ma sie jedno i szkoda by mi bylo je stracic na czekanie...I tak samo nie chce zatrzymywac przy sobie faceta.
Tak, bylam przygotowana na rzucenie mezczyzny ktorego najbardziej chcialam miec obok. I zrobilabym to gdyby sie nie oswiadczyl w nakreslonym terminie.

90

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Sadie przedstawila jedną stronę, a ja powiem z innej nieco - z perspektywy kobiety, która ślubu nigdy nie chciała. Dla mnie zawsze był to "zbędny papier" i miałam raczej podejście: "nie widzę powodu, aby informować państwo z kim sypiam  i dlaczego". I ze świadomością, że to zbędny papier poszłam do USC i jestem teraz żoną. I dopiero to uświadomiło mi coś z czego sobie wcześniej nie zdawałam sprawy - ja tak naprawde z żadnym poprzednim partnerem nie chciałam być do końca! I pomimo deklaracji, pomimo wielkiej miłości i szalonej namiętności broniłam się przed tym "zbędnym papierem". Dopiero przy moim mężu (wtedy jeszcze chłopaku) myśl o posiadaniu tego papiera przestała mi przeszkadzać. No bo skoro on nic nie zmienia, skoro podstawą naszego związku jest nie to co widnieje w papierach w USC, ale to co czujemy wzajemnie i na co się umówiliśmy jeszcze przed wymianią obrączek to po co bronić się przed tym papierem? No po co? Skoro nic nie zmienia, a pare rzeczy ułatwia (przynajmniej w Pl), to skąd te histeryczne walki żeby go nie mieć? Ja na ślub się zgodziłam, bo mój mąż chciał ślubu, a ja tylko chciałam być z nim. Temat ślubu był mi głęboko obojętny. A teraz cieszę się, że się zgodziłam, cieszę się, że jemu zależało. Wiem, że to facet mojego życia i lubię to że mamy wspólne nazwisko, że w kontekście społecznym stanowimy jedną jednostkę. Lubię świadomość, że będziemy razem do końca i że mamy na to papier wink

91 Ostatnio edytowany przez Lejdi_in_red (2012-12-19 12:06:57)

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

"Moim zdaniem większe bezpieczeństwo jednak gwarantuje ten ślub niż jego brak.
Miłość Ci niczego nie gwarantuje. Bo miłość jest, a zaraz jej nie ma. Wystarczy dłuższa rozłąka z partnerem, żeby dosłownie się odkochać. Miłość jest najbardziej kruchym fundamentem wbrew pozorom."
Jeśli tak jest, to wtedy nie jest to miłość, tylko zwykłe zakochanie/zauroczenie. Ludzie myślą, że kochają, rzucają tym pięknym słowem na prawo i lewo, a z byle powodu porzucają wybranków. Prawdziwa miłość nie wygasa z dnia na dzień.

Co do spraw urzędowych, czy tym podobnych, to niestety my spotkaliśmy wiele trudności. Niestety, mimo upoważnienia nie mogłam odebrać wyników badań chłopaka, bo nie jestem jego rodziną, a obcym osobom nie wydają takich rzeczy.
Ile też razy musieliśmy kłamać, że jesteśmy małżeństwem czy chociaż narzeczeństwem, bo ludzie wtedy inaczej patrzą, chętniej rozmawiają, chętniej udzielają pewnych informacji partnerowi.

Ciekawa jestem zdania mężczyzn jak postrzegają takie postawienie ich przy ścianie- albo ślub albo koniec...Czy przynosi to skutek (oczywiście bez wypominek później) czy wręcz odwrotnie i lepiej poczekać spokojnie.

92

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Żeby nie było, nie jestem przeciwnikiem ślubu. Wiem, że to ułatwia sprawy w wielu kwestiach, ale przede wszystkim taka deklaracja cementuje miłość, mentalnie sprawia, że czujemy się rodziną, chciałabym bowiem nosić takie samo nazwisko, które będą miały moje dzieci (jakkolwiek to brzmi). Nie dla LUDZI obcych, tylko dla SIEBIE!
Oczywiście uwielbiam tą myśl, że mój partner poprosi mnie o rękę, ale nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, żeby mu wyznaczać jakiś death line! Rozmawialiśmy już nie jeden raz, na temat ślubu, że oboje tego chcemy, ale bez żadnych terminów! Mieszkamy razem parę lat, kochamy się, żyjemy wspólnie, ufamy sobie.

Ale zaręczyny dla pierścionka, a ślub dla obrączki, sukni ślubnej etc.????? Takie podejście świadczy tylko i wyłącznie o tym, że do ślubu i poważnej relacji się nie dorosło.

93

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
vl napisał/a:

Ale zaręczyny dla pierścionka, a ślub dla obrączki, sukni ślubnej etc.????? Takie podejście świadczy tylko i wyłącznie o tym, że do ślubu i poważnej relacji się nie dorosło.

Tak samo uważam.

94

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?
Lejdi_in_red napisał/a:

"Moim zdaniem większe bezpieczeństwo jednak gwarantuje ten ślub niż jego brak.
Miłość Ci niczego nie gwarantuje. Bo miłość jest, a zaraz jej nie ma. Wystarczy dłuższa rozłąka z partnerem, żeby dosłownie się odkochać. Miłość jest najbardziej kruchym fundamentem wbrew pozorom."
Jeśli tak jest, to wtedy nie jest to miłość, tylko zwykłe zakochanie/zauroczenie. Ludzie myślą, że kochają, rzucają tym pięknym słowem na prawo i lewo, a z byle powodu porzucają wybranków. Prawdziwa miłość nie wygasa z dnia na dzień.

Och, jak mało jeszcze wiesz smile Nikt nie mówi o odkochaniu się z dnia na dzień. Tylko o systematycznym oddalaniu. Nie ma czegoś takiego jak "prawdziwa" miłość i "sztuczna" miłość. Miłość to  miłość, ten sam proces chemiczny w mózgu, który się zaczyna i kończy.

95

Odp: brak oswiadczyn...doczekam sie?

Wiesz, też mam 20 lat, mój chłopak też tak jak Twój ma 23 i również zaraz stuknie nam 5 lat razem (w lutym 2013 r.) mieszkamy ze sobą półtorej roku i jeszcze nigdy nie myślałam poważnie o zaręczynach. Tak bardzo ci zależy? nie starcza Ci, że mężczyzna Ci pokazuje że zależy mu na Tobie będąc w dość długim związku? Uważam, że na taki krok jak zaręczyny powinny być przygotowane dwie strony ale nie z przymusu i nacisku tylko to ma być nieoczekiwane!! To jest w tym najpiękniejsze! Ponadto, dobrze by było gdybyście byli niezależni finansowo, bo przecież w takim razie ślub za pasem. Daj mu trochę swobody i nie czekaj, nie wywieraj presji. To od niego zależy czy chce Ci się oświadczyć, a jeśli chcesz byście byli zaręczeni to zrób to Ty smile w tych czasach to już nie nowość. Nie naciskaj na niego jesteście przecież bardzo młodzi...

Posty [ 66 do 96 z 96 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » brak oswiadczyn...doczekam sie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026