jestem tu świeżakiem, przejde do rzeczy,jestem z moim chlopakiem prawie 5 lat, (w styczniu 5 rocznica) bywalo miedzy nami roznie.ja mam 20 lat on 23, wiec zaczelismy ze soba byc jako dzieciaki, dzis ja pracuje, on pracuje, nie mieszkamy razem. jakis rok temu pomyslalam ze czas najwyzszy aby moj chlopak sie oswiadczyl(nie, nie latal i kupowal obraczki przy tej okazji) ale poprostu uznalam ze czas wskoczyc szczebel wyzej i zeby nasze "chodzenie" ewoluowalo w narzeczenstwo, wspomnialam oczywiscie o tym chlopakowi ale on mi gadal ze jest za mlody, ze chcialby ze mna najpierw conajmniej rok pomieszkac zeby zobaczyc jak to jest i potem ewentualnie oswiadczyc(poczulam sie jak rzecz do testowania) albo mnie zbywal albo udawal gluchego.i tak trulam mu zadek w nasza 4 rocznice w akcie desperacji szukalam pierscionka w ciescie, lodach, a nawet patrzalam do butelki wina! A tu nic. az w lipcu wpadl na pomysl ze mi sie we wrzesniu ja mu na to ze wole zeby to zrobil w styczniu w nasza rocznice, a on na to ok. W pazdzierniku wzial kino domowe na raty, w grudniu se przypomnial ze mial oszczedzac na zareczyny, ogolnie to ja to czarno widze, a pozatym to jest takie sztuczne dla swietego spokoju i dlatego ze paru jego kolegow sie oświadczyl tylko powiedzcie czemu po 4 latach on ma taki problem z oświadczynami?
1 2012-12-13 01:07:13 Ostatnio edytowany przez LeśnaWróżka20 (2012-12-13 01:08:53)
Podobne tematy
Nie martw się, też mam problem z oświadczynami a jestem z panną od prawie 5 lat. Też mi truła tyłek i postanowiłem, że w sylwestra się oświadczę. Może nie po to, aby mieć spokój, ale też zrozumiałem że trochę nasze chodzenie trwa.
Co do kasy na oświadczyny- fajne pierścionki są za 400-500zł na allegro więc nie jest to nie wiadomo jaki koszt (choć są i po 2 tysie ale uważam, że to strata kasy na takie coś).
23lata to młody chłopak, nie licz że będzie dojrzały jak 30latek. My tak naprawdę myślimy innymi kategoriami jak np gadżety do auta/domu, rozrywka. Z tego co czytam to twój facet jest jak najbardziej normalny.
3 2012-12-13 01:27:59 Ostatnio edytowany przez LeśnaWróżka20 (2012-12-13 01:34:59)
no ale jest mi przykro kiedy kolezanki po 1,5 roku chodzenia sa zareczone i nie musza sie prosic podczas gdy ja po 4 latach widze niepewnosc z jego strony.przeciez jak kocha to co ma za problem sie oswiadczyc?pozatym przy sprzeczkach slysze "i ja Ci sie mam oswiadczac?"
Bo oświadczyny to pewne zobowiązanie, że nastąpi ślub. Ja ci piszę jak wygląda sprawa ze strony faceta (i na swoim przykładzie). Skoro dobrze się układa to po co się zaręczać tak szybko? Ja nie widzę powodu, aby w tych czasach po 1,5 roku w waszym wieku taki krok robić. To nie jest jego niepewność bo na pewno cię kocha ale dobrze mu jest w chwili obecnej.
Piszesz, że oboje pracujecie. Czy byłoby was stać choćby na wynajem mieszkania? A to nie jest tanie. Facet chciałby, abyście razem mieszkali we własnym domu/mieszkaniu (czyli wchodzi kredyt w grę)- czy dostalibyście z banku kredyt hipoteczny? (tak na szybko analizując)
Masz 20 lat, pewnie po zaręczynach dręczyłabyś go odnośnie ślubu a to też jak dla mnie jest za wcześnie. Trzeba ustalić pewne cele w życiu- studia, praca, zaplecze w formie 4 ścian. Dopiero później martwiłbym się o związek. W dobie czasów takich jakie mamy trzeba myśleć racjonalnie.
i tu Cie zaskocze.nie meczylabym go o slub bo narazie nie chce slubu, ani mieszkania z nim.ale po 5 latach nie chce byc dziewczyna tylko narzeczona.czy jestem niecierpliwa?to jest w pol do dekady! na szybko analizujac to nie musimy myslec o kupnie mieszkania bo rodzice chca mu zostawic mieszkanie bo oni sie pobudowali.
ale po 5 latach nie chce byc dziewczyna tylko narzeczona
I tu ci powiem- dla nas facetów nie jest to wymagane. My odbieramy narzeczeństwo jako kolejny (i bliski) krok do ślubu. Tobie to robi różnicę a dla nas nie- i tym się różnimy. Możesz go dyskretnie ponaglać ale on sam musi do tego dojrzeć, nie jesteś w ciąży (chyba) więc też nie ma parcia. Mam niecałe 25 lat i wiem jak to wygląda
. Czasem presja otoczenia (czyt. twoi i jego rodzice) może pomóc (u mnie już się dopytują co dalej z moją panną, jej mama też raz na jakiś czas o tym wspomina) lecz jego psychika sama musi dać mu znak, że to jest ten czas.
Ze swojej strony napiszę, że 23 lata to nie czas na tak odważne decyzje (bo to nie jest tak, że my tego nie przeżywamy a przeżywamy i to bardzo), daj mu trochę czasu. Wiem, 5 lat to jest sporo lecz wcześnie też zaczęliście związek.
7 2012-12-13 02:10:59 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-12-13 02:19:23)
Majszter, dla mnie to trochę kiepskie decydować się na oświadczyny, ślub, bo związek trochę trwa. Dla mnie odpowiednim powodem jest po prostu miłość, chęć założenia rodziny z tą osobą. No bo jeżeli to ma być tylko dlatego, że związek długo trwa to może być to też przyzwyczajenie, bo tak wypada itp. Ja jestem z chłopakiem niecałe 4 lata i oczywiście oboje planujemy ślub, zaręczyny, ale jeszcze nas nie stać, a chcemy to zaplanować może nie z wielką pompą, ale chcemy już coś mieć, więc mamy jeszcze czas (np właśnie coś wynająć). Jeżeli jednak kwestie finansowe uregulujemy i jeżeli np wtedy facet wypali mi coś, to chyba się nad tym zastanowię...
Dlatego u nas, jeżeli powiedzmy nawet i dopiero po 8 latach byłby ślub, to nie dlatego, że tak wypada, bo długo razem, bo coś, ale z potrzeby, z chęci, by iść razem przez życie
O to tu chodzi, nie ważne ile z kim jesteś, możesz być rok i być już gotowym na ślub, a możesz być gotowym dopiero po 5 czy 8 latach dopiero, to kwestia indywidualna. No, ale trzeba to jakoś czuć, nie ma co się zmuszać przecież. Wiem, że czasy są inne, ale dziewczynom chyba brakuje takiego pokazania, że są ważne. Faceci nie raz za mało tego okazują. No i wtedy taka dziewczyna myśli, że gwarantem będzie ten pierścionek... No, ale fakt faktem, do tego trzeba dojrzeć, po prostu i jak nie macie np chociaż wynajmowanego mieszkania, to pewnie chłopak też martwi się o Waszą przyszłość. No, ale z drugiej strony powinien z Tobą konstruktywnie porozmawiać, wytłumaczyć dokładniej swoje obawy, a nie obiecywać, a potem wycofywać się.
---------------------------------------------------------------
Może faktycznie autorko zamieszkajcie razem? Jak sama widzisz związaliście się z sobą jako bardzo młodzi ludzie, można powiedzieć "macie czas", nic się nie stanie jak poczekacie jeszcze z rok. A mieszkając razem można dowiedzieć się o wiele więcej o drugim człowieku. Jeżeli macie możliwość, to czemu nie? Tylko wtedy sama zaznacz, że nie pozwolisz, by to się ciągnęło, że po prostu zamieszkacie razem i wtedy ma się określić. Wtedy jego słowa nie pójdą w próżnie. Może faktycznie on potrzebuje czasu, a Ty takiego spojrzenia na to, jak wyglądałaby Wasza codzienność razem.
Taaak, dzisiaj ona na nim slub i piersionek wymusi, zeby sie po wsi z nim obnosic i kolezanek nie wstydzic a za pare lat on jej to wypomni i o rozwod wystapi.
Ja moze i staroswiecka jestem ale uwazam, ze kazdy mezczyzna SAM wie kiedy chce sie oswiadczyc swojej wybrance i nie ma co tu popedzac, truc zadka czy inne fortele stosowac. Jesli nie oswiadcza sie i woli kase na inne zabawki wydac to dla mnie jasnym jest, ze moze i kocha, lubi, szanuje ale nie na tyle, zeby zaraz przed oltarz ze swa luba pedzic. Albo jeszcze nie, bo za mlody badz niepewny albo w ogole nie. Nie z ta wybranka w kazdym razie.
Przykro mi, ale ja patrze na takie sprawy trzezwo a nie przez pryzmat "bo mi sie bialy welon marzy przed 25 rokiem zycia".
Osobiście uważam Twoje podejście za mega niedojrzałe i wcale nie dziwię się facetowi, że nie chce Ci się oświadczyc.
Wybacz szczerośc, ale sama zobacz, zastanów się. Chcesz byc zaręczona, bo Twoje koleżanki już się zaręczyły.
A i jeszcze jedno, czy Twoi potencjalni, przyszli teściowie wiedzą już o Twoich planach względem ich mieszkania?
10 2012-12-13 10:48:41 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-13 11:32:19)
Leśna Wróżko... nie warto robić czegoś "bo wypadałoby", "bo już długo", "bo koleżanki"...
Obserwuj te koleżanki, które po półtora roku były zaręczone...ile z nich wzięło ślub ze swoimi chłopakami, a ile z nich się rozstało...czas tutaj nie jest gwarancja na trwałość związku, jak i zaręczyny nie są "gwarancją" niczego...Zaręczyny to żaden "wyższy etap związku" jeśli zostaną one wymuszone... to krok o którym powinien sam z siebie zdecydować facet. Bo to on musi wiedzieć, czy chce się oświadczyć czy nie... Czasami jest też tak, że do tej decyzji dochodzi się we dwójkę, ale do tego trzeba dojrzeć.
Myślę, że wspólne zamieszkanie i "dorobienie się czegoś" razem będzie idealnym sprawdzianem dla Was obojga.
Jeśli nie zamierzasz z nim zamieszkać, to po co Ci zaręczyny? Musicie być siebie pewni nawzajem, aby oczekiwać od siebie deklaracji... w przeciwnym razie jaki maja one sens? Chyba tylko taki, żeby pochwalić się koleżankom i znajomym.
Naprawdę, macie zaledwie nieco ponad 20 lat...po co tak się niecierpliwić. Jeszcze zdążysz być narzeczona, zoną, matką... gdzie Ci się spieszy...?
no ale jest mi przykro kiedy kolezanki po 1,5 roku chodzenia sa zareczone i nie musza sie prosic podczas gdy ja po 4 latach widze niepewnosc z jego strony.przeciez jak kocha to co ma za problem sie oswiadczyc?pozatym przy sprzeczkach slysze "i ja Ci sie mam oswiadczac?"
Dla mnie to chore, aby prosić się o to, by facet się oświadczył. Jak będzie chciał i to zrobi.
sama jesteś sobie winna, chłopak chciał się oświadczyc we wrzesniu to mu wybilaś to z głowy to Ty traktujesz go przedmiotowo nie on ciebie, w ogole cot o za idiotyzm że musi oświadczyć ci się w rocznicę żenada
Przestan go tak naciskać. Przyjedzie pora to Ci się oświadczy. Jak będziesz mu tak truła za uszami to Ci się oświadczy, ale tylko dla swietego spokoju, żebyś przestała marudzić. Tego chcesz?
Ja czytając podobne watki tutaj na forum, stawiam "smutną tezę", że ostatnimi czasy pierścionek zaręczynowy to wymóg...na dokładkę tylko po to, żeby "inni go widzieli na palcu"... bo przecież wstyd chodzić z "gołym palcem", gdy koleżanki świecą po oczach diamentami...
Smutne to i wręcz żałosne...
Nie rozumiem, jak można komuś "truć" o tym, żeby się oświadczył. Nie dziwie się Twojemu chłopakowi, że się ociąga. Ma racje, dobrze by było zobaczyć jak wam sie razem będzie mieszkać. Sama napisałaś, że bywało między wami różnie. Czy to, że jesteście ze sobą taki a taki okres czasu jest jedyną przesłanką do narzeczeństwa? Głupota! Jesteś jeszcze bardzo młoda, życie może Ci się odwrócić do góry nogami jeszcze nie raz i może się okazać, że będziesz kiedyś szczęśliwie zaręczona z kimś innym.
Po co mu zaręczyny i ślub? Ma seks, ma z kim pójść na balety. Więcej mu nie potrzeba.
Jeśli przy kłótni zdumiewa się, że miałby Ci się oświadczać, wiedz, że nie traktuje Cię poważnie. Jesteś to jesteś. Ale jaka miłość? Żartujesz?
nie pierwszy temat o zaręczynach, czy posiadanie tego pierścionka na palcu jest aż tak ważne? chyba w związku są ważniejsze sprawy niż to czy facet w końcu sie oświadczy
18 2012-12-13 12:01:46 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-13 12:26:05)
Artemido, zgodzę się, że jeśli jest się latami ze sobą, wszystko jest ok, do tego ma się już "swoje lata" i wciąż ani widu ani słychu ślubu czy chociażby zaręczyn, to może być to tak jak mówisz. Jednak oni są razem od "dzieciaka", a właściwie nadal są nieco "młodzieżą" bo 20-23 lata, to jeszcze nie jest "wiek średni"... Czy tutaj na prawdę potrzebne już są poważne deklaracje i przypieczętowanie związku "na całe życie"? Oni dopiero się poznają, docierają...nawet nie wiedzą czy będą potrafili razem mieszkać i zmierzyć się wspólnie z szara rzeczywistością... Czy ten pierścionek tutaj coś zmieni?
Zaraz po pierścionku będzie..."ja chcę ślubu, bo jak to tak zaręczyny i zaręczyny...w końcu wypada zarezerwować datę ślubu, bo koleżanka w lecie wychodzi za mąż"...
Ja sama nie chciałabym zaręczyn tak dla "świętego spokoju"... żeby facet nie miał wyrzutów sumienia z powodu "darmowego seksu"... albo żeby uniknąć dalszego wiercenia dziury w brzuchu.... to dla mnie byłoby nieszczere... pozbawione sensu...
Aaaaa...i jeszcze jedno...skoro autorka widzi "niepewność z jego strony", to może nie warto nawet marudzić o zaręczynach? Może za rok, czy dwa okazać się, że to jednak nie jest TEN... i nawet zaręczyny tego nie zmienią... Moim zdaniem pewni muszą być oboje ... inaczej jak napisałam wyżej... żadne deklaracje nie mają sensu...
Witaj,
ja jestem z moim chłopakiem już 6 lat i mamy po 25 lat i jakoś też mu się nie spieszy do zaręczyn. Na początku też chciałam żebyśmy w końcu przeszli do dalszego etapu, tylko że ja na prawdę chciałabym założyć rodzinę. Jeżeli się kogoś kocha to po co tyle czekać???? Ja nie patrzyłam i nie patrzę że koleżanki są już żonate i zaręczone tylko chciałam właśnie czuć że nasz związek jest już w dalszej fazie i traktowany jest przez niego na poważnie. A pierścionek nie musi być drogi. Mi np. podobają się delikatne pierścionki, które kosztują 200 zł. Mój chłopak wie o tym i mówi że to za tani, a mi nie o to chodzi. Sama już teraz nie wiem co jest grane. Jednak postanowiłam już nie poruszać tego tematu, bo po co???? Może faktycznie jeszcze nie dojrzał do tego etapu, tylko że ja nie mam zamiaru jednak czekać wiecznie, ponieważ po latach bycia razem człowiek zaczyna się zastanawiać co jest nie tak, a nie każdemu chodzenie za rączkę itd wystarczy. Dlatego nie zrażaj się bo jesteś jeszcze młoda i ciesz się życiem. A zobaczysz co los przyniesie. Może jak nie będziesz się tym tak interesować to facet przemyśli pewne rzeczy i coś zrozumie. Życzę powodzenia!
Taaak, dzisiaj ona na nim slub i piersionek wymusi, zeby sie po wsi z nim obnosic i kolezanek nie wstydzic a za pare lat on jej to wypomni i o rozwod wystapi.
Ja moze i staroswiecka jestem ale uwazam, ze kazdy mezczyzna SAM wie kiedy chce sie oswiadczyc swojej wybrance i nie ma co tu popedzac, truc zadka czy inne fortele stosowac. Jesli nie oswiadcza sie i woli kase na inne zabawki wydac to dla mnie jasnym jest, ze moze i kocha, lubi, szanuje ale nie na tyle, zeby zaraz przed oltarz ze swa luba pedzic. Albo jeszcze nie, bo za mlody badz niepewny albo w ogole nie. Nie z ta wybranka w kazdym razie.
Przykro mi, ale ja patrze na takie sprawy trzezwo a nie przez pryzmat "bo mi sie bialy welon marzy przed 25 rokiem zycia".
Dokładnie tak, poza tym zaręczyny, już nie są "umową wstępną", która zoobowiązuje do ślubu- dziś to stan przejsciowy; dziś jest sie zaręczonym , jutro już nie i pozostaje jedynie zmiana statusu zwiazku na FB.
Faceci poprostu dojrzewają później i nic widocznie na to nie poradzimy. Zdarzają się oczywiście i tacy, którzy wiedza dokładnie czego chcą w życiu ale to garstka. Większość woli wygodny tryb życia, czyli bez zobowiązań itd. Dlatego na prawdę lepiej poczekać oczywiście określony czas i nie mieć później pretensji do siebie. A masz jeszcze sporo czasu więc teraz korzystaj z życia i ciesz się nim!
22 2012-12-13 12:46:00 Ostatnio edytowany przez LeśnaWróżka20 (2012-12-13 12:48:12)
polecam nauzyc sie czytac ze zrozumieniem, nie napisalam ze chce oswiadczyn bo wszystkie kolezanki sie zareczyly tylko napisalam ze jest mi przykro ze ich faceci po takim czasie sa pewni swoich uczuc podczas gdy moj facet waha sie czy sie oswiadczyc.zapewne wszystkie tu zgromadzone panie chcialyby uslyszec ze facet wolalby z nimi pomieszkac sprawdzic czy jest sie komu oswiadczac tak?bo ja to tak traktuje.pozatym nie mieszkam na wsi, nie chce oswiadczyn dla chwalenia sie kolezankom tylko chcialabym zeby w koncu pokazal mi ze jestem dla niego wazna, ale oczywiscie panie rozsadne wiedza lepiej.
sexowna-zenujacy to jest twoj nick, zaproponowalam rocznice ale nie nakazalam mu sie oswiadczac w rocznice, po drodze ma swieta, sylwestra, itp. a takze po rocznicy ma inne fajne dni.
co z tego ze wczesnie zaczelismy? bardziej sie juz nie dotrzemy chyba. znamy sie jak lyse konie, niejedno razem przetrwalismy, mi oswiadczyny nie kojarza sie ze slubem tylko z udowodnieniem " jestes dla mnie bardzo wazna" i on o tym wie, ze pierscionek nie zaprowadzi go ze mna przed oltarz.
23 2012-12-13 12:48:56 Ostatnio edytowany przez silent_gnostic (2012-12-13 12:51:20)
Nie rozumiem czemu zdecydowana większość pociesza autorkę postu tym, że faceci dojrzewają do pewnych decyzji później ?! Po pierwsze, to totalna bzdura, a po drugie, należy skupić się na innym problemie który został zawarty w poście.
Otóż, autorka sama jest osobą niedojrzałą, która wymaga od swojego partnera oświadczyn, bo inni już to zrobili, koleżanki noszą na palcach pierścionki i usłyszały swoje deklaracje, a ona po 5 latach nadal nie.
Osobiście uważam, że powyższe powody przedstawione są jak najbardziej niewłaściwe jeśli chodzi o zaręczyny, są niedojrzałe i śmieszne, żeby nie powiedzieć głupie.
Jeśli mężczyzna się oświadcza, to zakładam że z miłości i własnej woli, i wtedy to jest piękne, wyjątkowe, niepowtarzalne.
Ja nie twierdze, że wy się nie kochacie, ale ślub i oświadczyny to poważna decyzja i deklaracja, a na moje oko z tego co wyczytałam, wasz związek jest bardzo niedojrzały, aby nie powiedzieć że gówniarski.
nie napisalam ze chce oswiadczyn bo wszystkie kolezanki sie zareczyly tylko napisalam ze jest mi przykro ze ich faceci po takim czasie sa pewni swoich uczuc podczas gdy moj facet waha sie czy sie oswiadczyc.
Nie? Jak dla mnie, to właśnie tak wygląda
Ja tam Cię nawet częściowo rozumiem
Coraz więcej koleżanek wokół się zaręcza a my już razem ponad 5 lat, stąd czasem się rozmarzę jakby to było fajnie itp... I też jakiś czas temu to on tak mówił o tych zaręczynach, że już by chciał, to mu nagadałam, że nie mamy stałej pracy, a z dochodów,które mamy, to nie da się utrzymać (o weselu nie wspominając). I zgodził się z tym, że to jeszcze nie czas. Dlatego ja go nie naciskam, bo ten stan się nie zmienił, czasem tak dla żartu podpytuję jak gdzieś wychodzimy, czy zamierza mi się dziś oświadczyć, to odpowiada, że no dziś akurat nie
Po prostu serce by chciało, ale rozum mówi, po co? Tak naprawdę to pierwsza taka poważna decyzja, którą facet jednak powinien podjąć sam, pokazać, że czuje się gotowy do tego, żeby założyć rodzinę, być za nią odpowiedzialny. To chyba znaczy więcej niż po prostu wejście na ,,kolejny etap'' w związku. Więc czekaj cierpliwie, jeżeli czujesz, że to TEN. Powodzenia ![]()
25 2012-12-13 13:04:43 Ostatnio edytowany przez LeśnaWróżka20 (2012-12-13 13:12:47)
no to trudno no to jestem niedojrzala.ja zareczyny pojmuje tak ze nie jest to jeszcze zona i nie jest to juz dziewczyna, i nie musze z nim biegnac do oltarza zaraz po zareczynach czy wy tego nie pojmujecie?ale zareczyny to bedzie to jakis krok w ta strone ze on juz nie chce tylko chodzic....nie naciskalam go od stycznia sam z tym w lato wyskoczyl bo zauwazyl ze mi to zaczelo zwisac, od niechcenia mu powiedzialam ze wolalabym w rocznice albo jakis taki dzien,zalosne te wasze posty i nie musiscie juz odpisywac jak nie macie nic innego do powiedzenia.dziekuje za wasze dziwne wypowiedzi.
poza tymi ktore naprawde daly mi do myslenia.
LeśnaWróżko, a nie sądzisz że dziwna jest Twoja reakcja na nasze posty? Ty nie weszłaś tutaj po to aby wysłuchać kogoś opinii, tylko po to aby wszyscy Cie poklepali po pleckach i powiedzieli że masz rację...? Forum dyskusyjne nie działa na takich zasadach... tu każdy może mieć inne zdanie, odmienne od autora wątku...
Moim zdaniem, nie koniecznie jesteś niedojrzała, ale źle patrzysz na sam fakt "zaręczyn"... zaręczyny nie są "czymś więcej niż chodzenie"...są już deklaracją na przyszłość. Deklaracją chęci związania się. Deklaracja ślubu. W wieku 23 lat ma się prawo nie mieć jeszcze pewności co do ślubu... Bądź cierpliwa, nie obrażaj się, nie strzelaj fochem... ciesz się ze swojego związku...udanego jak mniemam... Przyjdzie czas na wszystko. Uwierz mi, będziesz wtedy szczęśliwsza, niż dostając pierścionek od faceta będącego pod presją... Chyba lepiej jest dostać go tak prawdziwie od serca...prawda?
(...) narazie nie chce slubu, ani mieszkania z nim.
A ja myślałam, że zaręczyny moment, w którym zaczynamy planować i realizować wspólne życie tak na 100%.....
Rozumiem narazie nie chcenia slubu ale najpierw zamieszkac razem to by bylo dobrze i w tym temacie chlop slusznie mowi. Ze wolalby najpierw chociaz z rok pomieszkac.
Cala reszta jak dla mnie tchnie desperacja.
Facet jest z toba 5 lat. Jak dla mnie to calkiem jasna deklaracja tego ze jest swoich uczuc pewny ![]()
Gdzieś już to pisałam, ale jak dla mnie zaręczanie się tylko po to, żeby być zaręczonym jest po prostu bez sensu. Zaręczasz się w momencie, kiedy masz już w głowie mniej lub bardziej konkretne plany odnośnie ślubu (nie mówię o liście gości i sukni, ale chociaż takim poglądowym 'kiedy?'). Jeżeli nie chcesz biegać jeszcze do ołtarza to po co Ci te zaręczyny? Zaręczę się, a o ślubie pomyślę za pięć, dziesięć lat?
Za pięć lat powiesz: jesteśmy już narzeczeństwem pięć lat, wszystkie moje koleżanki zmieniły już stan cywilny, więc ja też bym chciała, ale mój facet nie jest jeszcze gotowy na ślub. I będziesz mogła mieć żal tylko do siebie, bo on ostrzegał, mówił i tłumaczył. Nie tylko Ty będziesz jego narzeczoną, to on też będzie Twoim narzeczonym. Weź jego zdanie pod uwagę, dlaczego on ma się Tobie oświadczyć, bo Ty tego chcesz, a Ty nie możesz z nim zamieszkać skoro on tego chce?
Spokojnie, daj mu czas. Chyba nie chcesz, żeby oświadczyny były wyproszone? Niech sam podejmie decyzję, kiedy chce to zrobić.
Weź jego zdanie pod uwagę, dlaczego on ma się Tobie oświadczyć, bo Ty tego chcesz, a Ty nie możesz z nim zamieszkać skoro on tego chce?
Ciekawaświata, bo tu nie chodzi o niego, ani o ślub, ani o wspólne mieszkanie...tu chodzi o "coś więcej niż chodzenie" i pierścionek... Jak możesz i Ty nie rozumieć... dziwni są ci ludzie na forum... ![]()
.zapewne wszystkie tu zgromadzone panie chcialyby uslyszec ze facet wolalby z nimi pomieszkac sprawdzic czy jest sie komu oswiadczac tak?
Wyobraź sobie, że nie widzę w tym nic złego, więcej: sama bym nie przyjęła pierścionka przed wspólnym zamieszkaniem, bo takie spotykanie się raz na jkiś czas to co innego jak zamieszkanie ze sobą i spędzanie ze sobą czasu 24h/dobę. Nawet najlepsze związki się przez taką próbę rozwalają. Więc Twój chłopak jest rozsądny i ma przynajmniej poważne podejście do tematu, chce być w 100% pewny, naprawdę uważasz to za powód do rozpaczy? I tak, jesteście jeszcze bardzo młodzi, zwłaszcza Ty, moja droga. Nic jeszcze o życiu nie wiesz, więc może czasem warto w spokoju przetrawić opinię starszych od Ciebie ludzi? A nie się oburzać i pisać, że tutejsze posty są żałosne, bo nie odpowiadają Twoim oczekiwaniom. Zastanów się po co napisałaś na tym forum: żeby dostać potwierdzenie, że Twój facet jest beznadziejny (a w takim razie chyba lepiej to zakończyć), czy żeby dostać obiektywną radę?
Ciekawaświata, bo tu nie chodzi o niego, ani o ślub, ani o wspólne mieszkanie...tu chodzi o "coś więcej niż chodzenie" i pierścionek... Jak możesz i Ty nie rozumieć... dziwni są ci ludzie na forum...
biję się w pierś i spuszczam głowę... wstyd mi za moje ograniczone myślenie ![]()
![]()
34 2012-12-13 14:15:37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-12-13 15:25:52)
Ja napiszę szczerze- choć kocham swoją partnerkę to sam z siebie nie dałbym pierścionka, w 70% zrobię to aby mieć spokój i żeby mi nikt tyłka nie zawracał, w 30% robię to z własnego sumienia i uczuć (z roku na rok ta tendencja ulegałaby zmianie na korzyść uczuć). Już mnie to prostu wulgaryzm "A kiedy się zaręczycie?", "Co dalej z wami?". Odwalę to i nie będę musiał tego słuchać.
35 2012-12-13 14:20:56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-12-13 15:26:06)
Ja napiszę szczerze- choć kocham swoją partnerkę to sam z siebie nie dałbym pierścionka, w 70% zrobię to aby mieć spokój i żeby mi nikt tyłka nie zawracał, w 30% robię to z własnego sumienia i uczuć (z roku na rok ta tendencja ulegałaby zmianie na korzyść uczuć). Już mnie to prostu wulgaryzm "A kiedy się zaręczycie?", "Co dalej z wami?". Odwalę to i nie będę musiał tego słuchać.
A partnerka wie o tym "swiatlym" celu zareczyn?:)
Widzisz pani Wrozko Lesna? To jest wlasnie logika faceta postawionego "pod sciana" - masz babo i daj mi zyc:) Tego chcesz? To pewnie da sie jakos zorganizowac, tylko gwarancji to nie da Ci zadnej. Zreszta obraczka tez nie daje.
Mussaka, tak czytam i czytam to forum i za nic w świecie nie mogę się dowiedzieć, skąd bierze się przekonanie że pierścionek czy obrączka coś zmieni? Potem tylko powstają kolejne tematy na forum "Pół roku po ślubie, a on już się nie stara", "Ślub był piękny, on się starał, a teraz czuje się samotna"... Tak to jest, gdy nie jest to przemyślana sprawa, a jedynie "coś" pod wpływem impulsu...naciskiem otoczenia... bądź "wiercenia dziury w brzuchu"... "bo tak wypada"... albo "bo ja chce"...
Mussaka, tak czytam i czytam to forum i za nic w świecie nie mogę się dowiedzieć, skąd bierze się przekonanie że pierścionek czy obrączka coś zmieni? Potem tylko powstają kolejne tematy na forum "Pół roku po ślubie, a on już się nie stara", "Ślub był piękny, on się starał, a teraz czuje się samotna"... Tak to jest, gdy nie jest to przemyślana sprawa, a jedynie "coś" pod wpływem impulsu...naciskiem otoczenia... bądź "wiercenia dziury w brzuchu"... "bo tak wypada"... albo "bo ja chce"...
taka nasza rodzima tradycja, z mlekiem matek i babek wyssana. Inaczej nazywana desperacja i pedem do zamazpojscia. Niestety dosc powszechnym w niektorych srodowiskach. Zreszta te same srodowiska pisza pozniej te posty, o ktorych tu wyzej wspomnialas.
Niczym w "Dumie i uprzedzeniu"
Jak nie usidlisz chłopa, to tragedia. Trzeba mieć pierścionek i obrączkę, wtedy wszystko ok... Tylko nie zawsze jest OK...a czasami wręcz gorzej. Dziewczyny dzisiaj nie zastanawiają się, jak będzie po ślubie... "on się zmieni", "ja się zmienię", "będzie łatwiej", "będę pewniejsza"... guzik prawda. Jak się nie jest pewnym przed ślubem, to "po" tym bardziej... Trzeba razem być w każdym tego słowa znaczeniu, trzeba się poznać i dopiero wtedy planować poważny związek a z czasem jego "legalizację"...
Margolinko, jak ja mialam lat 20 to ani mi do glowy nie przyszlo, zeby sie obraczkowac, pierscionkowac czy zareczac. Jakby mi moj owczesny chlopak zaproponowal zareczyny i przejscie na "wyzszy poziom" (jak w Battlefield;) to tyle by mnie widzial.
Po co mialabym sobie sama obroze na szyje zakladac w tak mlodym wieku? Ja chcialam jeszcze pouczyc sie, wyszalec, poznac nowych ludzi, swiata kawalek, zrobic jaka taka kariere a potem dopiero wlazic miedzy gary a pieluchy. Widac rozne priorytety i ambicje maja rozni ludzie.
Najgorsze jest to, ze te mlodzitkie zonusie zazwyczaj ostaja sie z reka w nocniku po rozwodzie , bo ani wyksztalcenia, ani zawodu, ani wlasnej pracy, kasy..nic. A jak jest czas na to wszystko zapracowac to im sie w dom zabawa marzy.
Bo w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało naraz.
To stare powiedzenie jest bardzo adekwatnym do problemu autorki. Autorka chce być już narzeczoną, jej partner - nie ma zamiaru się oświadczyć, mimo różnych zabiegów czynionych przez autorkę.
LeśnaWróżko20,
może postawa Twego chłopaka uległaby zmianie, gdybyś znalazła argumenty potwierdzające Twą ochotę. Bo słowa:
(...)poprostu uznalam ze czas wskoczyc szczebel wyzej i zeby nasze "chodzenie" ewoluowalo w narzeczenstwo(...)
po 5 latach nie chce byc dziewczyna tylko narzeczona.(...)
zareczyny to bedzie to jakis krok w ta strone ze on juz nie chce tylko chodzic(...)
nie są argumentami, ale bardzo wyraźnie ukazują relacje między wami.
I jeszcze jedno.
Twój chłopak nie ma problemu z oświadczynami. On tych oświadczyn po prostu na razie nie chce.
Problem masz Ty, z brakiem jego oświadczyn. Te oświadczyny są Tobie potrzebne, nie jemu.
Odpowiedz sobie na pytanie "Dlaczego Twój chłopak ma zrobić coś wbrew sobie?"
Ja chcialam jeszcze pouczyc sie, wyszalec, poznac nowych ludzi, swiata kawalek, zrobic jaka taka kariere a potem dopiero wlazic miedzy gary a pieluchy. Widac rozne priorytety i ambicje maja rozni ludzie.
Najgorsze jest to, ze te mlodzitkie zonusie zazwyczaj ostaja sie z reka w nocniku po rozwodzie , bo ani wyksztalcenia, ani zawodu, ani wlasnej pracy, kasy..nic. A jak jest czas na to wszystko zapracowac to im sie w dom zabawa marzy.
Ale Mussuka, żeby autorce się spieszyło do zamążpójścia, do dzieci i garów...to jeszcze jakoś by to można było tłumaczyć... "że kocha za bardzo", "że boi się samotności", czy że jest choćby "naiwna"... ale jej nie chodzi ani o ślub, ani o dzieci ani nawet o wspólne mieszkanie... Chodzi jedynie o "coś więcej niż chodzenie" i "status narzeczonej" taki ogłoszony wszem i wobec (czyt. koleżankom i rodzinie)...
On pracuje, jego rodzice dadzą mieszkanie...a ona chce pierścionek...
Kochana LeśnaWróżko uważam, że przesadzasz
i to, że chłopak Ci powiedział, że chce zobaczyć jak to będzie jak zamieszkacie razem miał trochę racji ja też kiedyś poszłam na takie coś, przeprowadziłam się na 2 tygodnie do mojego chłopaka, żeby zobaczyc jak to będzie jak zamieszkamy razem i było ok! nie zmuszaj chłopa w żadnym wypadku i nie bądź desperatką bo on najzwyczajniej w świecie może się wystraszyć, niestety tacy są faceci. Ja znam pary które są 10-12 lat razem bez zaręczyn. Wiadome, że kobieta inaczej na to patrzy niż facet dla kobiety jest to cudowna chwila, nowy etap i coraz realniejsze marzenia o ślubie
ale, ale... nawet na zaręczyny muszą być przygotowane obie osoby. Nie wpadaj w paranoję!
43 2012-12-13 16:34:35 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-12-13 16:42:19)
Ja czytając podobne watki tutaj na forum, stawiam "smutną tezę", że ostatnimi czasy pierścionek zaręczynowy to wymóg...na dokładkę tylko po to, żeby "inni go widzieli na palcu"... bo przecież wstyd chodzić z "gołym palcem", gdy koleżanki świecą po oczach diamentami...
Smutne to i wręcz żałosne...
Oczywiście, że tak. To nie jest dobra motywacja do ślubu. Jeżeli ja kiedykolwiek mówiłabym tak więcej o ślubie, to wtedy, gdy czułabym, że tego bardzo chcę i po prostu wiedziałabym, że nie chcę dłużej czekać, bo inaczej będę w próżni ( po prostu każdy ma swoje granice i nie chciałabym czekać w nieskończoność). No, ale nie dlatego, że koleżanki są zaręczone.
Mieszkanie razem może im wiele przynieść, często to naprawdę potrzebny etap. No nawet ten rok, bo wiadomo, że jak to przejdzie w lata, to podobno nie jest dobrze i wtedy taką decyzję o ślubie, czy chcemy być razem na zawsze można podjąć po roku mieszkania razem, jeżeli oczywiście oboje by byli już tego pewni.
No i macie rację, obrączka nic nie gwarantuje. Zaręczyny będą miały wartość, gdy on będzie tego chciał. Jeżeli partner nigdy nie chciałby ślubu, to po prostu nie byłoby mnie przy nim, bo różniłaby nas mocno kwestia poglądów. Tyle, że nie chodzi o zmuszanie, ale o konstruktywną rozmowę, jeżeli czujemy, że ten moment nadszedł.
Ja napiszę szczerze- choć kocham swoją partnerkę to sam z siebie nie dałbym pierścionka, w 70% zrobię to aby mieć spokój i żeby mi nikt tyłka nie zawracał, w 30% robię to z własnego sumienia i uczuć (z roku na rok ta tendencja ulegałaby zmianie na korzyść uczuć). Już mnie to prostu wulgaryzm "A kiedy się zaręczycie?", "Co dalej z wami?". Odwalę to i nie będę musiał tego słuchać.
Powinno sie te slowa kopiowac i wklejac w kazdy nowoutworzony watek o podobnej tematyce. ![]()
Wlasnie do takich postaw prowadzi "przekonywanie", manipulacja czy wrecz szantaz.
A potem kilka lat po slubie facet sobie mysli "ozenilem sie bo musialem a nie bo chcialem to teraz sie rozwiode i nadrobie stracone lata z kobieta ktora naprawde chce poslubic".
Dzieki majszter za potwierdzenie moich domyslow ![]()
Droga autorko, wiesz co myślę? Że takim wierceniem mu brzucha, osiągniesz efekt odwrotny do zamierzanego. Przeczytaj, co napisał majszter, Twój chłopak też tak może zrobić.
Daj mu czas, niech się oswoi z tym, że chcesz zaręczyn. Pomieszkajcie razem, jeśli was na to stać, i daj mu na chwilę spokój z pierścionkiem.
Sadie, właśnie o to chodzi... strzelanie fochem i manipulacje, szantażowanie (bo jak inaczej można nazwać zachowanie autorki wątku, które wcześniej cytowałam)...do niczego dobrego nie prowadzą. Mimo to, dziewczyny dalej to robią, dają się ponieść albo naciskowi ze strony koleżanek (zazdrości), albo idealistycznym marzeniom o cudownym ślubie "w stylu USA" (ostatnio ten cytat z innego wątku według mnie króluje
) ... Wszystko materialne jest ważniejsze od uczuć... bo to "widać", bo koleżanki będą zazdrościć, bo ciotki przestaną dopytywać "kiedy zaręczyny albo ślub"... A potem... mijają pierwsze wrażenia, pierwsze "motylki"...zaczyna sie bardziej prozaiczne życie, i... kurde... ja jestem jeszcze za młoda... chce się wyszaleć...chce to, chce tamto...
Fajnie sie czyta Wasze posty, bo tyle jest opinii, ile osób. W ogóle nie rozumiem autorki wątku - zamiast szczerze z facetem pogadać o tym, dokąd Wasz związek tak naprawdę prowadzi, czy do ołtarza, czy nie, czy do współnego życia, czy nie, to Ty chcesz pierścionek... Nie rozumiem też, dlaczego nie chcesz z nim zamieszkać - może nie jesteś gotowa? A skoro nie jesteś (być może) gotowa na wspólne mieszkanie, to skąd pewność, że jesteś gotowa na zaręczyny? Przemyśl to, czego dokładnie chcesz i czego chcecie razem ze swoim facetem...
Jak chyba sami widzicie, każdy z nas ma inny powód do zaręczyn: zazdrość wobec koleżanek,które mają pierścionki, naciski rodziny,która nalega, żeby wziać ślub, chęć zrobienia kroku do przodu,uporządkowania dotychczasowych spraw, założenia rodziny, ciąża
itp idt... Uważam, że każdy powód jest dobry i nikogo nie powinno się krytykować za to, że oczekuje oświadczyn, o ile UZGDNIŁ swoje pragnienia z drugą stroną, o ile obie osoby w związku chcą tego samego...
Fajnie sie czyta Wasze posty, bo tyle jest opinii, ile osób. W ogóle nie rozumiem autorki wątku - zamiast szczerze z facetem pogadać o tym, dokąd Wasz związek tak naprawdę prowadzi, czy do ołtarza, czy nie, czy do współnego życia, czy nie, to Ty chcesz pierścionek... Nie rozumiem też, dlaczego nie chcesz z nim zamieszkać - może nie jesteś gotowa? A skoro nie jesteś (być może) gotowa na wspólne mieszkanie, to skąd pewność, że jesteś gotowa na zaręczyny? Przemyśl to, czego dokładnie chcesz i czego chcecie razem ze swoim facetem...
Jak chyba sami widzicie, każdy z nas ma inny powód do zaręczyn: zazdrość wobec koleżanek,które mają pierścionki, naciski rodziny,która nalega, żeby wziać ślub, chęć zrobienia kroku do przodu,uporządkowania dotychczasowych spraw, założenia rodziny, ciąża
itp idt... Uważam, że każdy powód jest dobry i nikogo nie powinno się krytykować za to, że oczekuje oświadczyn, o ile UZGDNIŁ swoje pragnienia z drugą stroną, o ile obie osoby w związku chcą tego samego...
Jesie, bardzo dobrze wszystko opisałaś... z drugą częścią postu tez się zgadzam... z wyjątkiem jednego drobnego szczegółu...
Każdy powód jest dobry ale z wyjątkiem tego, że "zazdrościmy koleżankom, które mają pierścionek"... jeśli to byłby oczywiście jedyny i podstawowy powód... a my same nie byłybyśmy gotowe na poważny związek (nie pewne swoich uczuć) i złożenie własnej deklaracji...
zaproponowalam rocznice ale nie nakazalam mu sie oswiadczac w rocznice, po drodze ma swieta, sylwestra, itp. a takze po rocznicy ma inne fajne dni.
cholera a czy on nie może choć dnia sobie sam wybrać? cały urok znika jeśli facet ma do wyboru określone dni!.. przecież to jego wybór którego dnia a nie Twój! rozmawialiście -ok, wie że masz parcie na to "udowodnienie" jak to określiłaś. sam też chce, sam zaproponował wrzesień, a Tobie nie pasuje!... bo ma fajniejsze dni, nosz kurde. ja się nie dziwię że mu się nie chce tego robić bo co się chłopaczyna zbierze to jest niezadowolenie a to propozycja innego terminu a to pewnie jeszcze coś. on widzi Twoją desperację.. tak mi się wydaje.
bardziej sie juz nie dotrzemy chyba. znamy sie jak lyse konie, niejedno razem przetrwalismy, mi oswiadczyny nie kojarza sie ze slubem tylko z udowodnieniem " jestes dla mnie bardzo wazna"
nawet nie wiesz jak się mylisz. po zamieszkaniu dopiero czasem wychodzi że nie możemy jednak znieść towrzystwa drugiej osoby..
Powinno sie te slowa kopiowac i wklejac w kazdy nowoutworzony watek o podobnej tematyce. big_smile
Wlasnie do takich postaw prowadzi "przekonywanie", manipulacja czy wrecz szantaz.A potem kilka lat po slubie facet sobie mysli "ozenilem sie bo musialem a nie bo chcialem to teraz sie rozwiode i nadrobie stracone lata z kobieta ktora naprawde chce poslubic".
Dzieki majszter za potwierdzenie moich domyslow smile
No problem, przynajmniej macie pogląd oczami faceta w podobnym wieku co autorka o swoim pisze
. Kobieta też mi zawraca gitarę, kiedy się oświadczę bo wieczność nie będzie czekała. Więc co tu robić- tylko dać pierścionek i z głowy na większy okres czasu
.
Sadie napisał/a:Powinno sie te slowa kopiowac i wklejac w kazdy nowoutworzony watek o podobnej tematyce. big_smile
Wlasnie do takich postaw prowadzi "przekonywanie", manipulacja czy wrecz szantaz.A potem kilka lat po slubie facet sobie mysli "ozenilem sie bo musialem a nie bo chcialem to teraz sie rozwiode i nadrobie stracone lata z kobieta ktora naprawde chce poslubic".
Dzieki majszter za potwierdzenie moich domyslow smile
No problem, przynajmniej macie pogląd oczami faceta w podobnym wieku co autorka o swoim pisze
. Kobieta też mi zawraca gitarę, kiedy się oświadczę bo wieczność nie będzie czekała. Więc co tu robić- tylko dać pierścionek i z głowy na większy okres czasu
.
....albo powiedzieć szczerze co się czuje, zaznaczając kiedy przewidujesz ten moment, chyba, że nigdy nie przewidujesz.
Lepiej o takich sprawach rozmawiać otwarcie.
truskaweczka19 o tyle ja miałbym dobrze, że nie muszę się zbytnio śpieszyć (bo moja ma 21 lat więc jeszcze sporo czasu przed nią na dziecko) lecz chyba te 5 lat "chodzenia" odbiera, że należy w końcu być narzeczeństwem. Osobiście nie mam nic do tego bo mi na niej zależy etc (no kocham ją
) lecz ja nie potrzebuję być narzeczonym już teraz bo niczego to nie zmieni.
A ślub planowany jest wstępnie na 2014 rok
.
Z doświadczenia wiem, ze im dłużej czekasz na oświadczyny tym bardziej Ci sie ich odechciewa
dlatego niech sie potem nie dziwia faceci, ze przy pytaniu "kochanie, wyjdziesz za mnie?" dostaną odpowiedz "nie"
co prawda mój facet mi sie jeszcze nie oświadczył, ale ja juz nawet nie chce zadnych zareczyn. Kiedy ja wspominałam o zareczynach/sluie, to mnie zbywał i olewał. Teraz role się odwróciły i kiedy padnie to pytanie na 90% powiem mu, zeby dał sobie spokój, bo nie jest jeszcze na to gotowy. W ciagu miesiaca ot tak nie mozna nagle zmienić zdania i dojrzeć mimo 27 lat. Tyle na ten temat ![]()
Wiesz co ? Podobno mamy równouprawnienie. Więc może nie przypominaj mu więcej. Sama kup jakieś dwa "pierścionki" i w styczniową rocznicę zaskocz go
No chyba, że zrobi niespodziankę.
majszter napisał/a:Ja napiszę szczerze- choć kocham swoją partnerkę to sam z siebie nie dałbym pierścionka, w 70% zrobię to aby mieć spokój i żeby mi nikt tyłka nie zawracał, w 30% robię to z własnego sumienia i uczuć (z roku na rok ta tendencja ulegałaby zmianie na korzyść uczuć). Już mnie to prostu wulgaryzm "A kiedy się zaręczycie?", "Co dalej z wami?". Odwalę to i nie będę musiał tego słuchać.
A partnerka wie o tym "swiatlym" celu zareczyn?:)
Widzisz pani Wrozko Lesna? To jest wlasnie logika faceta postawionego "pod sciana" - masz babo i daj mi zyc:) Tego chcesz? To pewnie da sie jakos zorganizowac, tylko gwarancji to nie da Ci zadnej. Zreszta obraczka tez nie daje.
Wychodzi na to, że faceci to "pussies"
Baba krzyknie, baba strzeli focha - a niech ma. W sumie nie wiem, kto jest głupszy w takim przypadku...
Z doświadczenia wiem, ze im dłużej czekasz na oświadczyny tym bardziej Ci sie ich odechciewa
dlatego niech sie potem nie dziwia faceci, ze przy pytaniu "kochanie, wyjdziesz za mnie?" dostaną odpowiedz "nie"
co prawda mój facet mi sie jeszcze nie oświadczył, ale ja juz nawet nie chce zadnych zareczyn. Kiedy ja wspominałam o zareczynach/sluie, to mnie zbywał i olewał. Teraz role się odwróciły i kiedy padnie to pytanie na 90% powiem mu, zeby dał sobie spokój, bo nie jest jeszcze na to gotowy. W ciagu miesiaca ot tak nie mozna nagle zmienić zdania i dojrzeć mimo 27 lat. Tyle na ten temat
Z drugiej strony jak ma się czuć facet, któremu baba wciąż truje: "kup mi pierścionek", "kiedy oświadczyny?", "najlepiej, żebyś się oświadczył wtedy i wtedy"?
Rozumiem Twój punkt widzenia, jednak trzeba też wziąć pod uwagę drugą osobę. ;-)
Ehhhh czytam i czytam ten wątek...i oczy przecieram...
...jak mogłam być taka naiwna... a właściwie głupia...
Zawsze myślałam, że do zaręczyn i ślubu obydwie strony muszą być gotowe, a tu się okazuje że powinnam dostać to co chce na "tupnięcie nogą"... a ja głupia czekałam, aż jakiś facet sam mi się oświadczy, z własnej nieprzymuszonej woli... ![]()
Sadie napisał/a:Powinno sie te slowa kopiowac i wklejac w kazdy nowoutworzony watek o podobnej tematyce. big_smile
Wlasnie do takich postaw prowadzi "przekonywanie", manipulacja czy wrecz szantaz.A potem kilka lat po slubie facet sobie mysli "ozenilem sie bo musialem a nie bo chcialem to teraz sie rozwiode i nadrobie stracone lata z kobieta ktora naprawde chce poslubic".
Dzieki majszter za potwierdzenie moich domyslow smile
No problem, przynajmniej macie pogląd oczami faceta w podobnym wieku co autorka o swoim pisze
. Kobieta też mi zawraca gitarę, kiedy się oświadczę bo wieczność nie będzie czekała. Więc co tu robić- tylko dać pierścionek i z głowy na większy okres czasu
.
Tylko ze akurat ja jestem jedna z tych kobiet ktore zaznaczyly, ze wiecznosc czekac nie bede ![]()
Serio, powiedzialam, ze w sumie to robimy sie coraz starsi, a nie coraz mlodsi i jesli moj facet nie widzi ze mna przyszlosci (czytaj nie chce sie oswiadczyc
) to lepiej sie rozstanmy ![]()
Tylko ze taka dyskusje to trzeba umiec przeprowadzic i napewno nie podziala foch z przytupem ![]()
59 2012-12-14 17:53:35 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-14 18:09:20)
Po Twoim poście Sadie...
...muszę dodać jeszcze, jedno... Żeby ktoś nie pomyślał, że ja z tych "wiecznie czekających" latami... To że twierdzę, że obie strony powinny być gotowe do tego poważnego kroku jakim są oświadczyny, nie znaczy że jestem zdania iż 10-15 lat czekania to super sprawa i sama radość.
Myślę jednak, że związek zaczyna "liczyć się" od czasu gdy osiągamy dojrzałość i nieco poważniejsze myślenie o życiu. Od czasu, gdy poznajemy wspólne życie. Od czasu, gdy poznajemy swoje reakcje na problemy dnia codziennego. Związek zaczynający się w wieku 15 lat, gdzie obydwoje są jeszcze bardzo młodzi, mieszkają oddzielnie, nie są w stanie sami się utrzymać, nie wiedzą czy będą w stanie razem zamieszkać i być dla siebie partnerami na dobre i na złe... nie należy do związków które powinny stać się już natychmiast... związkiem na etapie zaręczyn(bo trwa już aż 5 lat), ponieważ tutaj te zaręczyny nie maja dla mnie żadnego znaczenia... oprócz tego, że dziewczyna ma na palcu pierścionek, a facet stresuje się...co to będzie kiedy zamieszkają razem i okaże się, że nie będą w stanie znieść się nawzajem (chodzi o przyzwyczajenia, rozpieszczenie w domu, brak
obowiązkowości, itp.)
Dlatego właśnie sądzę, że zaręczyny nie są tylko "czymś więcej niż chodzenie", ale są poważną deklaracją.
Deklaracją tego, że obydwoje na tyle się poznali, na tyle dopasowali, że są pewni swoich uczuć, aby w (mniej więcej
) określonym czasie się pobrać i stworzyć rodzinę.
Strasznie się rozpisałam i może to poplątane trochę, ale tak to widzę... oczywiście nikt się z tym zgadzać nie musi... to tylko moje zdanie ![]()
60 2012-12-14 18:23:09 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-12-14 18:27:06)
Ehhhh czytam i czytam ten wątek...i oczy przecieram...
...jak mogłam być taka naiwna... a właściwie głupia...Zawsze myślałam, że do zaręczyn i ślubu obydwie strony muszą być gotowe, a tu się okazuje że powinnam dostać to co chce na "tupnięcie nogą"... a ja głupia czekałam, aż jakiś facet sam mi się oświadczy, z własnej nieprzymuszonej woli...
Też uważam, że tak jest najlepiej, ale jeżeli mija spory czas i bym czuła, że nic się nie zmienia i że ten moment może nigdy nie nastąpić, to wtedy powiedziałabym co czuję, bo w końcu wiecznie czekać nie będę. Nie chodzi o żadne zmuszanie. Taki przykład, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji
(przy czym.. no właśnie.. piszę hipotetycznie, nie chodzi o sytuację autorki).
"Dlatego właśnie sądzę, że zaręczyny nie są tylko "czymś więcej niż chodzenie", ale są poważną deklaracją.
Deklaracją tego, że obydwoje na tyle się poznali, na tyle dopasowali, że są pewni swoich uczuć, aby w (mniej więcej ) określonym czasie się pobrać i stworzyć rodzinę".
Margolinko, zgadzam się z Tobą, dlatego poradziłam autorce, żeby zamieszkała ze swoim chłopakiem i trochę jednak przystopowała w tej sytuacji.
igla, ależ ja mu nie narzekałam i nie gadałam ciągle o tym. Owszem, wspominałam o tym, ale to wychodziło i tak samo w trakcie rozmowy, ewentualnie w formie żartu. Zresztą, o takich rzeczach powinno sie rozmawiac i nikt nie mówi tutaj o gadaniu w stylu ":jak mi sie nie oświadczyc do konca roku, to Cie zostawie", bo tak na pewno z nim nie rozmawiałam
chodzi tylko o zwykła rozmowe, by wiedziec czego oczekuje od nas druga osoba i czego my oczekujemy wobec niej. No a tak w ogole, to dlaczego zawsze my kobiety musimy czekac, az to nasi mężczyzni dojrzeją do tej decycji i musimy wiecznie czekac, wiecznie byc cierpliwie, moze czasami to oni mogli by sie nam podparządkowac, a nie odwrotnie?
ja już nawet nie czekam, to co mialam do powiedzenia, to mu powiedziałam i on o tym wie, juz sie ani slowem nie odzywam na ten temat czego efektem jest to, ze to własnie on zauwazył, ze mi przestało na tym zależec i sam z siebie porusza ten temat, ale mnie już to nie rusza.
Dla mnie zaręczyny byłyby właśnie taka deklaracją o której napisała już koleżanka.
Nie rozumiem tego całego oburzenia kwestią zaręczyn. Pomijając osoby, które ślubu do życia nie potrzebują! Osobiście uważam, że zaręczyny to synonim "kocham Cię i już niedługo, oficjalnie, będziemy cieszyć się sobą do końca naszych dni". Czy to nie jest piękne wyznanie miłości? Natomiast widzę, że ludzie sami sobie komplikują życie. Bo za wcześnie/nie dorobiliśmy się/jesteśmy młodzi/najpierw zamieszkajmy razem/nie naciskaj na mnie kobieto!!!/to, że inni są zaręczeni, to nic nie znaczy.
I teraz tak:
a) za wcześnie - mogę się zgodzić. Planowanie ślubu w wieku 20 lat, to ryzyko. Ale wiek 25 w górę, to już nie jest "za wcześnie". Ludzie jednak w większości są po studiach, czy z dobrym zawodem. Społeczeństwo już chyba nie traktuje ich jak kompletnych siusiu-majtków.
b) nie dorobiliśmy się - nigdy nie ma dobrego momentu na ślub i dziecko, całe życie ludziom wydaje się, że mają 'za mało' w kwestiach materialnych. Trochę jaj trzeba.
c) jesteśmy młodzi - tutaj patrz, podpunkt 'a'. Tak, to piękne, że jesteśmy młodzi. Czy to znaczy kochany mój, że w tej chwili jestem Ci zastępstwem, że masz zamiar jeszcze trochę 'porozglądać się'??? Przecież jak dwoje ludzi się kocha, to chce być razem!
d) zamieszkajmy razem - pod płaszczykiem 'docierania się', będę mógł Cię bzykać do woli, a Ty się poddasz tej wygodzie. Wbij sobie do głowy, że musimy się dobrze poznać, będzie nam wygodniej spędzać ze sobą czas, a! I będziemy mogli się bzykać do woli (bo chyba jeszcze nie było o tym mowy wcześniej)... Ale nie oczekuj ode mnie pierścionka. Przecież wygodnie nam w ten sposób, prawda? Za to proszę Cię, wiesz, że Cię kocham, upierz mi skarpetki...
e) nie naciskaj na mnie kobieto! - To jest kwestia faktycznie delikatna. Osobiście nie poznałam nigdy idiotki, która w jakiś psychopatyczny sposób naciskała na swojego mężczyznę. Ale poznałam za to wiele fajnych dziewczyn, które są w związkach od lat i oczekują pokornie na ten symbol, na palcu serdecznym. Facet i po 40stce może sobie wszystko poukładać od zera. Kobieta nie może rodzić całe życie i to normalne, że chciałaby wiedzieć, w którą stronę zmierza jej związek. Sama byłam w sytuacji, gdy moje koleżanki już się zaręczały, a ja tyle lat... I nic. I wiecie co?! NIE ŻAŁUJĘ, ŻE NACISKAŁAM w pewnym momencie. Mój eks okazał się kawałem skurczybyka i oportunisty, który mnie zdradzał na boku, pod koniec naszego związku. I się wyjaśniło, czemu tak odraczał nasze zaręczyny.
f) to, że inni są zaręczeni, to nic nie znaczy - To FAKTYCZNIE nic nie znaczy. Normalne, że miewa się takie myśli, ale każdy ma własny rytm życia. I tej myśli trzeba się trzymać. A kiedy Ty w końcu wyjdziesz za mąż (jako ostatnia z towarzystwa), będziesz miała dzieci i będziesz szczęśliwa... Może się okazać, że te koleżanki, które tak się pyszniły zaręczynami będą składały pozew o rozwód.
Ale to tylko moja opinia...
Zgadzam się z Okruszka poza punktem o mieszkaniu razem. To nie jest darmowy seks i pranie skarpetek jeśli kobieta jest mądra. Chyba że sama się ustawi w pozycji żony to jest już przegrana. Uważam że trzeba mieszkać razem, bo wtedy ludzie naprawdę się poznają, ale jeżeli ma być to swoistą probą przed zaręczynami to niech czas tego mieszkania zostanie jasno określony. Mieszkamy razem rok np. Przez ten rok się poznajemy, a gdy po roku nic, żadnych deklaracji to dziewczyna zabiera zabawki i się wyprowadza. Proste.
Uważam, że największą ilość nieporozumień stwarza brak konsekwencji. Facet powie coś, obieca na kiedyś tam na odczep się, a kobiety tak trwają i czekają. Jakie jest zdziwienie faceta jak ppo roku mieszkania ona zaczyna sie pakować i oznajmia ze się wyprowadza, bo rok minął a on widać nie zastanowił się i nie podjął decyzji co dalej, więc ona podejmuje.
Pragnę sprostować jedną rzecz. Nie jestem przeciwnikiem wspólnego zamieszkania. Powinno się to jednak odbyć na warunkach, o jakich napisała Teo.
Problem w tym, że w moim otoczeniu dziewczynom brakuje właśnie tej konsekwencji, o której pisałaś. Wpędzają się w lata wspólnego zamieszkiwania ("próba" chyba nie powinna trwać w nieskończoność nie?) i oczekują cudów. Zgadzam się, że trzeba ustalić granicę, w przeciwnym razie sorry... Free sex...
*Nie dotyczy par, które nie chcą ślubu do szczęścia.
A z pierścionkiem, to już nie jest ...free sex...bo zostało "zapłacone złotem...? Proooooszę dziewczyny...nie piszcie takich głupot.
W związku zawsze jest free sex...nie za free jest w agenturze. Ja nie jestem przeciwna zaręczynom w młodym wieku, każdy ma inaczej i każdy w innym czasie może czuć się gotowy. Jednak chyba lepiej pomieszkać razem i poznać się, zanim zdecyduje się na poważniejszy krok, jakim jest stwierdzenie, że "zaręczyliśmy się i chcemy się pobrać".
Czy jednak lepiej nie "komplikować sobie życia"... zaręczyć się gdy tylko wpadnie nam do głowy, że "ja bym już chciała"... potem ślub... i dopiero mieszkanie razem i "free sex"... a za rok czy dwa rozwód... "bo on nie pomaga w domu", "bo on wychodzi za często z kolegami", "bo inaczej wyobrażałam sobie nasze wspólne życie", "bo..."
Nie lepiej wcześniej tego spróbować, a nie łudzić się tym, że "piękne zaręczyny i ślub, to gwarancja cudownego życia, dozgonnej miłości i szczęścia"?
Oczywiście, jak już wcześniej stwierdziliśmy... to "próbowanie" nie może trwać wiecznie. Ale to wszystko na spokojnie trzeba sobie ustalić.