Zakładacie, że skoro Autorka była kochanką (czyli w powszechnym pojęciu zrobiła coś złego) to ogólnie jest pozbawiona ludzkich uczuć, wredna, mściwa, kierująca się niskimi pobudkami.
Tymczasem ludzie nie są tak prości i jednobarwni, nikt nie jest cały zły lub cały dobry (może z wyjątkiem psychopatów i świętych).
Jeśli chodzi o mnie, nie uważam, by kochanka była winna zdrady. Zdradza ten, co obiecał nie zdradzać. Jej wolno polować na każdym terenie - skoro jest WOLNA. Oczywiście naszym pobożnym życzeniem jest, żeby inne kobiety zostawiały naszych mężczyzn w spokoju, nie czarowały ich, nie flirtowały z nimi, nie obnażały się przed nimi... Patrzcie jak pięknie to rozwiązali muzułmanie - mężczyźnie nie widzą kształtów ani twarzy innych kobiet, nie słyszą ich głosu, nie słyszą nawet kroków (u ortodoksów jest nie do pomyślenia, żeby stukały obcasikami, nawet płaskie buty mają być "cichobieżne"). Chciałybyście tak? Bo ja nie.
My wymagamy więcej od mężczyzn. Mężczyzna ma myśleć głową, nie rozporkiem.
I teraz: on myśli rozporkiem. Jego partnerka (dziewczyna, narzeczona, przyszła żona) o tym nie wie. Skoro ceni czystość przedmałżeńską, pewnie wierzy, ze on tez jest czysty. Może dlatego wzięła grubaska - w nadziei że nie będzie nagabywany. I nie jest. Sam nagabuje.
Pytanie brzmi: czy będzie uczciwie wiedzieć i nie powiedzieć?
Brałyście ślub w kościele? Byłyście przy ślubie? Słuchałyście uważnie? Jest tam taka formuła (w przybliżeniu):
jeśli ktoś zna jakiś powód, dla którego to małżeństwo nie może zostać zawarte, niech powie teraz, lub zamilknie na wieki.
KTOŚ. Nie: przyjaciółka, matka, kuzyn, dziadek. KTOŚ. W znaczeniu "ktokolwiek".
Odpowiedzcie sobie na pytanie: czy w sytuacji narzeczonej tego typka wolałybyście wiedzieć PRZED ślubem, dorobieniem się dzieci, domu, kredytów, czy żeby zawalił się Wam (i dzieciom!) świat PO. I po zmarnowaniu wielu lat na budowanie związku, bliskości, szczerości, które jakoś nie chciały się udać. Czy chciałybyście obudzić się około pięćdziesiątki z ręką w nocniku?
Ja wolałabym wiedzieć. I gdybym wiedziała, że mogę w ten sposób pomóc kobiecie... Uważałabym że trzeba pomóc. Ale przyszłoby mi to cholernie ciężko. Bo nie lubię być posłem dostarczającym złe wieści. I gdyby ktoś chciał, mnie wyręczyć, byłabym wdzięczna i podziwiałabym za odwagę.
Autorka chce to zrobić. I chce sama, nie wysłać anonim. Powiedzieć. Dla mnie - świadectwo zdolności empatii i wielkiej odwagi.
Nie wiem, czy nie jest to niepotrzebne ryzyko. Ale opowiedzieć się po stronie PRAWDY = zmazać wiele swoich win.