Witam, jestem tu nowa
Na poczatek bardzo chcialabym podziekowac osobie, ktora zalozyla ten watek. Nie przeczytalam wszystkich postow, bo mialam wielka potrzebe wygadania sie teraz juz natychmiast.
Moja historia:
Nie jestem pewna czy mam nerwice, nigdy nie bylam u lekarza po to, aby byc zdiagnozowana, ale tak naprawde wszystko na to wskazuje. Podejrzewam, ze moje problemy zaczely sie, gdy w dziecinstwie moj brat znecal sie nade mna psychicznie i fizycznie (nie chodzilam z podbitym okiem co drugi dzien, ale nie raz dostalam piescia po glowie
) . Rodzicow nie winie, chociaz czasem jednak mysle, czy nie mogli zrobic w tej kwestii wiecej. Odkad pamietam jestem niesamowicie nerwowa, czesto reagowalam na rozne sytuacje bardzo emocjonalnie, a potem zalowalam i marzylam o tym, zeby miec w sobie spokoj, aby regaowac racjonalnie na to co sie dzieje. Obecnie nie mieszkam w Polsce od 3 lat, studiuje i pracuje, a przy okazji jestem od roku zareczona. Niby wszystko w porzadku, ale zmagam sie ciagle z roznymi lekami i negatywnymi emocjami, ktorych mam juz dosyc. Kazda klotnia z ukochana osoba konczy sie tym, ze jestem zdewastowana, cala sie trzese, wyplakuje sobie oczy i nie potrafie sie uspokoic. To mija, zazwyczaj po kilku godzinach lub nastepnego dnia. Wtedy czesto przychodzi uczucie wstydu, ze przeciez to bylo niepotrzebne .. z malej klotni o nic - wielkie zalamanie jakby swiat sie konczyl. Bardzo czesto mysle o tym, ze chce zniknac .. czasami prowadzi to do mysli samobojczych, ale wiem, ze nie mialabym wystarczajaco odwagi i jak ktoras z Was tu napisala: boje sie zyc, ale jeszcze bardziej boje sie umrzec. Najgorsze sa wieczory, gdy klade sie spac a moj mozg za nic w swiecie nie chce przestac myslec. Staram sie skupic na czyms neutralnym, powtarzam w glowie jak mantre 'przestan myslec, idz spac', ale to nic nie daje. Negatywne mysli bombarduja moj umysl i moje cialo, i mimo ze jestem w tych dobrych dniach zadowolona z siebie, nie mam kompleksow - to najrozniejsze, najgorsze mysli przychodza mi do glowy. Wszystko od poczucia bycia gorsza od innych, poprzez to, ze nigdy niczego nie osiagne, az po to ze nie bede dobra matka (marze o zalozeniu rodziny, ale jak pomysle o tym jak czesto dopadaja mnie te zle chwile, to ogarnia mnie strach, ze nigdy nie bede w stanie byc mama, ani prawdziwa zona). Poza natlokiem okropnych mysli dochodza dziwne prady (ciezko to okreslic). Przechodza przez cale cialo, szczegolnie do dloni i mam uczucie jakby dretwialy. Do tego prawie sie dusze i leca mi lzy. To zdarza sie czesto bez powodu - np. dzisiaj. Teraz siedze calkiem spokojnie opisujac swoja historie, kiedy jeszcze godzine temu mialam atak leku przed chyba tak naprawde wszystkim.
Czesto sie boje. Tak naprawde boje sie wszystkiego o czym mozna pomyslec. O tym, ze cos mi sie stanie, ze na pewno jestem na cos chora (od dluzszego czasu mam skurcze i bole serca - podejrzewam, ze to tez nerwy), ze moja rodzina mnie 'nie chce' (sa wspanialymi ludzmi, dumni ze mnie bezgranicznie i na zawsze beda ze mna, ale glupie bezpodstawne mysli mnie zabijaja) .
Czasami mysle, ze zwariowalam. Boje sie, ze nie jestem w stanie normalnie funkcjonowac i nadaje sie tylko do pokoju bez klamek. Chce normalnie zyc, chce cieszyc sie zyciem, byc aktywna mloda osoba, ktora wierzy w siebie i do czegos dazy , ale boje sie, ze przez swoje leki i nerwy niszcze nie tylko siebie, ale ludzi wokol mnie, czyli moich rodzicow i przede wszystkim swojego narzeczonego.
Nerwica niszczy zycie, niszczy obraz osoby, ktora jestem naprawde i zabiera mi kontrole nad soba. Najgorsze, ze atakuje z nienacka. Jeszcze wczoraj bylam normalna, a dzisiaj przechodze atak paniki bez powodu.
Dziekuje za rady na tym forum. Postaram sie kupic polecana literature (kocham czytac!
) i koniecznie meliske.
Jestem szczesliwa, ze moge sie tu wygadac, to prawda, od razu lzej.
Pozdrawiam, Kaja.