Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 59 ]

1 Ostatnio edytowany przez naked (2015-04-04 11:51:07)

Temat: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Gdzieś kiedyś na jakimś forum, przeczytałam bardzo mądrą radę starszego faceta. Aż ją sobie skopiowałam i zapisałam. I teraz w chwilach kryzysu, czytam ją po kilka razy. Mowa jest o mężczyźnie, ale równie dobrze można podstawić kobietę. Rada jest skierowana do porzuconych. A brzmi ona tak:
"Desperacja i czarna rozpacz popycha Was do takich kroków (narzucanie się, wydzwanianie, wysyłanie maili i smsów). Cóż, mimo że to szczere pragnienia i słowa - odbijają się o skorupę "naruszonego" ego faceta. Być może (a to jest wielce prawdopodobne) ów facet prowadzi nieświadomie grę z Wami, pod tytułem "będę niewzruszony i nieczuły".
Po co? Często on sam tego nie wie...
Wasze zachowanie, słowa, łzy, tylko utwierdzają go w tej dziwnej grze.
Moja rada?
Czekać w spokoju i milczeniu!
Jeśli facet w Waszym życiu czuł się dobrze, a tylko jego urażona duma spowodowała, że nie walczył o związek - czas załatwi to, czego Wam się nie udaje. Wiem, że każdy dzień "bez niego" to dzień stracony.Wstrzymajcie się z rozpaczą i żebraniem o uczucie -
kwestią czasu jest ( o ile facet czuł się j.w.) to, że Wasz Facet sam zacznie wracać..."

Co o tym sądzicie ?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
naked napisał/a:

Gdzieś kiedyś na jakimś forum, przeczytałam bardzo mądrą radę starszego faceta. Aż ją sobie skopiowałam i zapisałam. I teraz w chwilach kryzysu, czytam ją po kilka razy. Mowa jest o mężczyźnie, ale równie dobrze można podstawić kobietę. Rada jest skierowana do porzuconych. A brzmi ona tak:
"Desperacja i czarna rozpacz popycha Was do takich kroków (narzucanie się, wydzwanianie, wysyłanie maili i smsów). Cóż, mimo że to szczere pragnienia i słowa - odbijają się o skorupę "naruszonego" ego faceta. Być może (a to jest wielce prawdopodobne) ów facet prowadzi nieświadomie grę z Wami, pod tytułem "będę niewzruszony i nieczuły".
Po co? Często on sam tego nie wie...
Wasze zachowanie, słowa, łzy, tylko utwierdzają go w tej dziwnej grze.
Moja rada?
Czekać w spokoju i milczeniu!
Jeśli facet w Waszym życiu czuł się dobrze, a tylko jego urażona duma spowodowała, że nie walczył o związek - czas załatwi to, czego Wam się nie udaje. Wiem, że każdy dzień "bez niego" to dzień stracony.Wstrzymajcie się z rozpaczą i żebraniem o uczucie -
kwestią czasu jest ( o ile facet czuł się j.w.) to, że Wasz Facet sam zacznie wracać..."

Co o tym sądzicie ?

Nie wiem czy to tak dziala bo każdy jest inny i inne ma myślenie. Takie podejście to wciąż robienie sobie nadzieii a to juz w jakimś stopniu jest meczace. Dziś wyslalem życzenia swiateczne do ex bez żadnych tesknot, prosb itp.
Odpisała od razu wiadomośc z życzeniami ale żadnej nadzieji sobie nie robiłem bo to bezsensu. Nie ja zakonczylem ten związek tylko ona. Nie mamy kontaktu bo chciala odpoczac i zapomniec co uszanowalem. Teskno troche wiadomo tym bardziej ze sa Swieta ale nic nie zrobie poki ona milczy to i ja tez musze.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

3

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Jak ktoś nas nie kocha to i tak nie wróci nawet gdybyśmy milczeli 100 lat i o nic nie żebrali:)

4

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
lilianna90 napisał/a:

Jak ktoś nas nie kocha to i tak nie wróci nawet gdybyśmy milczeli 100 lat i o nic nie żebrali:)

Nie ma osoby ktora nigdy by nie kochala.To zależy od checi i tego co sie czuje.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

5

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Naned, zgadzam się z tym, co napisał ten facet, którego słowa zacytowałaś. Dokładnie tak jest- nigdy ale to nigdy nie należy poniżać się przed kimś i przede wszystkim przed sobą samym błagając kogoś uczucie, o uwagę. W taki sposób pompuje się tylko ego takiej osoby, a sobie robi się krzywdę, bo po takich "zabiegach i zakusach" człowiek wychodzi, jak przetrącony i z małym poczuciem własnej wartości. Trzeba umieć sobie powiedzieć "nie, to nie, ja niczyjej łachy nie potrzebuję, niech ten człowiek znajdzie sobie taką, którą uzna za godną siebie i jego starań, skoro ja taka osobą dla niego nie byłam, to trudno itd."
Że będą wracać, jeśli dobrze czuli się w naszym towarzystwie.
Może i będą wracać, a może i nie będą- któż to wie? Różnie zdarzyć się może.
Niemniej jednak, chociaż facet ten, na którego słowa się powołałaś, ma świętą rację, to ja od siebie dodam jeszcze, że nie można traktować jego słów , jako sposobu na daną, niedostępną dla nas osobę. Czyli że ja ciebie też teraz potrzymam, bo wiem, że prędzej czy później wrócisz do mnie- czegoś takiego robić nie można, bo w ten sposób człowiek dalej ustawia się w pozycji osoby wyczekującej na cudza łaskę i niełaskę. Czekanie w napięciu jest frustrujące, poniżające i stanowi rodzaj wykańczalni za życia. Trzeba po prostu nie czekać i nie bać się tego, że ktoś nami wzgardził, że odpuścił nas sobie i to na zawsze- jeśli tak nawet się stanie,  to trudno, bo i z cierpienia składa się życie- nie należy bać się także i cierpienia. Ono uczy pokory i mądrości życiowej. Gdy mija cierpienie wychodzimy w końcu na prostą, ale już jako całkiem inne osoby, bardziej przystosowane do życia i mające więcej sił, by zmagać się z trudnościami i kłodami, jako ono nam rzuca pod nogi.
Nigdy nie należy walczyć o nikogo, bo jeśli jest się w normalnym zdrowym i przyszłościowym związku, to nie ma konieczności walczenia o związek. Jest tylko codzienna praca nad relacją, wzajemne staranie- o żadnej walce o czyjeś zasrane względy nie ma mowy.
Dalej- może ta osoba wróci, a może nie. Załóżmy, że wróci, jednak i wtedy nie należy skakać z tego powodu pod niebo z radości, lecz przyjrzeć się temu, z czym ten ktoś do nas wrócił. Czy dalej ma dla nas ochłapy i byle co? Czy dalej chce kontynuować coś, co dla niego było wygodne? Co takiego ta osoba ma nam do zaoferowania? Czy aby na pewno jest sens przyjmować kogoś takiego z powrotem?
Trzeba też brać pod uwagę i to, że jeśli milczenie ze strony danej osoby było celowym zabiegiem mającym na celu złamanie nas i doprowadzenie do skrajnej rozpaczy i stresu, to chyba dobrze byłoby zadać sobie pytanie, co do wartości człowieka, który podobno nas kochając, robi nam takie świństwa i aż tak bardzo chce naszego cierpienia. co to za człowiek? Kto  robi takie rzeczy? Kto i jakim sposobem mógłby czerpać z czegoś tak chorego przyjemność i satysfakcję? Czy naprawdę warto czekać na łaskę takiego człowieka?
Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, jednak żeby przekuć to powiedzenia na własną korzyść, czasem trzeba radykalnie zmienić swoje spojrzenia na niektóre sprawy, a w szczególności, na niektórych ludzi. Zamiast idealizować kogoś, może należałoby raczej strącić kogoś z piedestału i zacząć dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie chcieliśmy widzieć?
Naned, nie czekaj na zasrany telefon- żyj swoim życiem i niech dzieje się, co chce. Wesołych świąt.

6

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

A co jesli on kocha inna? Jak milczeć, jak przełknąć gorycz porażki, jak przetrwać? Potrafił wybrać inna kobietę, zostawiając mnie i 2 dzieci ... I 18 lat spędzonych razem ;(

7

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
Agulinkat napisał/a:

A co jesli on kocha inna? Jak milczeć, jak przełknąć gorycz porażki, jak przetrwać? Potrafił wybrać inna kobietę, zostawiając mnie i 2 dzieci ... I 18 lat spędzonych razem ;(

Odpowiedziałam w TWOIM wątku.
I owszem - do kochania NIE DA się przymusić... szczególnie, jeśli oboje wystawiają swój związek na próbę.
Na tym forum często przewija się zdanie: "jeśli coś kochasz - puść to wolno... " z założeniem, że jeśli kocha to samo wróci.
Dawnymi czasy mówiono jeszcze: "kijem Wisły nie zawrócisz". Myślę, że jakiekolwiek żebranie o uczucia może jedynie odebrać resztki godności...

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

8

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Zgadzam się z tą radą. Jestem na etapie milczenia. Ostatniego smsa otrzymałam na dzień kobiet i nie odpisałam na niego. Jedynie jego siostra wydzwania ale ja nie odbieram tel. Jak odchodziłam nie próbował mnie zatrzymać , a skreślilam go jak zaczął po rozstaniu wydzwaniać po moich koleżankach i obgadywać mnie. Nie sądziłam, że jest do tego zdolny i to mnie bardzo zabolało. Ja na pewno nie będe żebrać o miłość, nie dzwonie , nie pisze po prostu żyję......bez niego. Na pewno nie jest łatwo , wspomnienia bolą i jest pustka ale tłumaczę sobie że musiało tak być i trzeba iść do przodu. Nie wiem czy się odezwie , a czy chcę żeby się odezwał? odpowiem że tak bo go kocham ale nie miałm już sił ciągnąć małżeństwa na siłę. Może nie zadzwoni , a listonosz przyniesie pozew o rozwód. czekam....i przyjmę wszystko z godnością bo się nie ośmieszę błagając o uczucie pomimo, że nie jest mi teraz łatwo.

9

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
agata297 napisał/a:

Zgadzam się z tą radą. Jestem na etapie milczenia. Ostatniego smsa otrzymałam na dzień kobiet i nie odpisałam na niego. Jedynie jego siostra wydzwania ale ja nie odbieram tel. Jak odchodziłam nie próbował mnie zatrzymać , a skreślilam go jak zaczął po rozstaniu wydzwaniać po moich koleżankach i obgadywać mnie. Nie sądziłam, że jest do tego zdolny i to mnie bardzo zabolało. Ja na pewno nie będe żebrać o miłość, nie dzwonie , nie pisze po prostu żyję......bez niego. Na pewno nie jest łatwo , wspomnienia bolą i jest pustka ale tłumaczę sobie że musiało tak być i trzeba iść do przodu. Nie wiem czy się odezwie , a czy chcę żeby się odezwał? odpowiem że tak bo go kocham ale nie miałm już sił ciągnąć małżeństwa na siłę. Może nie zadzwoni , a listonosz przyniesie pozew o rozwód. czekam....i przyjmę wszystko z godnością bo się nie ośmieszę błagając o uczucie pomimo, że nie jest mi teraz łatwo.

Czyli on zakonczyl zwiazek jak dobrze rozumiem.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

10

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Agata ja tez milczę. SMS żadko-na temat córki. Ustalilam 2 dni po południu ją zabiera (jemu to wystarcza, bo jest zapracowany, nie ma tyle czasu co ja-jego słowa) Córka wychodzi jak podjeżdza, a ja nie chcę żadnego kontaktu. Żadnego patrzenia na tego człowieka. Czekam na pozew. I staram się nie myśleć. Ale wiesz jak to jest. Człowiek ma dość, jest zdecydowany na rozwód ale uczucia tkwią. Minie zapewne sporo czasu zanim wrócimy do normalności. Ja blagalam rok o jego uczucia. Teraz żałuje. Bo On wrócił, ale tylko fizycznie ( na nocki tylko, albo aż). O rok za długo. Nie powinnam prosić o miłość. Ale staram się odrzucać myśli przeszłość, choć jest ciężko.

11 Ostatnio edytowany przez brokenheart20 (2015-04-07 13:22:31)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
julkaxx napisał/a:

Naned, zgadzam się z tym, co napisał ten facet, którego słowa zacytowałaś. Dokładnie tak jest- nigdy ale to nigdy nie należy poniżać się przed kimś i przede wszystkim przed sobą samym błagając kogoś uczucie, o uwagę. W taki sposób pompuje się tylko ego takiej osoby, a sobie robi się krzywdę, bo po takich "zabiegach i zakusach" człowiek wychodzi, jak przetrącony i z małym poczuciem własnej wartości. Trzeba umieć sobie powiedzieć "nie, to nie, ja niczyjej łachy nie potrzebuję, niech ten człowiek znajdzie sobie taką, którą uzna za godną siebie i jego starań, skoro ja taka osobą dla niego nie byłam, to trudno itd."
Że będą wracać, jeśli dobrze czuli się w naszym towarzystwie.
Może i będą wracać, a może i nie będą- któż to wie? Różnie zdarzyć się może.
Niemniej jednak, chociaż facet ten, na którego słowa się powołałaś, ma świętą rację, to ja od siebie dodam jeszcze, że nie można traktować jego słów , jako sposobu na daną, niedostępną dla nas osobę. Czyli że ja ciebie też teraz potrzymam, bo wiem, że prędzej czy później wrócisz do mnie- czegoś takiego robić nie można, bo w ten sposób człowiek dalej ustawia się w pozycji osoby wyczekującej na cudza łaskę i niełaskę. Czekanie w napięciu jest frustrujące, poniżające i stanowi rodzaj wykańczalni za życia. Trzeba po prostu nie czekać i nie bać się tego, że ktoś nami wzgardził, że odpuścił nas sobie i to na zawsze- jeśli tak nawet się stanie,  to trudno, bo i z cierpienia składa się życie- nie należy bać się także i cierpienia. Ono uczy pokory i mądrości życiowej. Gdy mija cierpienie wychodzimy w końcu na prostą, ale już jako całkiem inne osoby, bardziej przystosowane do życia i mające więcej sił, by zmagać się z trudnościami i kłodami, jako ono nam rzuca pod nogi.
Nigdy nie należy walczyć o nikogo, bo jeśli jest się w normalnym zdrowym i przyszłościowym związku, to nie ma konieczności walczenia o związek. Jest tylko codzienna praca nad relacją, wzajemne staranie- o żadnej walce o czyjeś zasrane względy nie ma mowy.
Dalej- może ta osoba wróci, a może nie. Załóżmy, że wróci, jednak i wtedy nie należy skakać z tego powodu pod niebo z radości, lecz przyjrzeć się temu, z czym ten ktoś do nas wrócił. Czy dalej ma dla nas ochłapy i byle co? Czy dalej chce kontynuować coś, co dla niego było wygodne? Co takiego ta osoba ma nam do zaoferowania? Czy aby na pewno jest sens przyjmować kogoś takiego z powrotem?
Trzeba też brać pod uwagę i to, że jeśli milczenie ze strony danej osoby było celowym zabiegiem mającym na celu złamanie nas i doprowadzenie do skrajnej rozpaczy i stresu, to chyba dobrze byłoby zadać sobie pytanie, co do wartości człowieka, który podobno nas kochając, robi nam takie świństwa i aż tak bardzo chce naszego cierpienia. co to za człowiek? Kto  robi takie rzeczy? Kto i jakim sposobem mógłby czerpać z czegoś tak chorego przyjemność i satysfakcję? Czy naprawdę warto czekać na łaskę takiego człowieka?
Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, jednak żeby przekuć to powiedzenia na własną korzyść, czasem trzeba radykalnie zmienić swoje spojrzenia na niektóre sprawy, a w szczególności, na niektórych ludzi. Zamiast idealizować kogoś, może należałoby raczej strącić kogoś z piedestału i zacząć dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie chcieliśmy widzieć?
Naned, nie czekaj na zasrany telefon- żyj swoim życiem i niech dzieje się, co chce. Wesołych świąt.

własnie takich słów potrzebowałam. Bradzo podoba mi się w jaki sposób to napisałas i trafiło to do mnie od razu.  Rozstanie było dla mnie bardzo trudne, do tej pory jeszcze nie umiem sobie do końca z tym poradzić, ale teraz wiem, że jak tylko napadną mnie jakieś wątpliwosci i bede miała gorszy dzień to sięgnę po tą notkę.

12 Ostatnio edytowany przez Fevers (2015-04-07 14:27:48)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
borussia napisał/a:
lilianna90 napisał/a:

Jak ktoś nas nie kocha to i tak nie wróci nawet gdybyśmy milczeli 100 lat i o nic nie żebrali:)

Nie ma osoby ktora nigdy by nie kochala.To zależy od checi i tego co sie czuje.

Obawiam się, że jesteś w błędzie i to całkiem sporym. Można kogoś kochać - i to oznacza bardzo głębokie uczucie, poparte altruizmem wobec drugiej połówki, chęcią dbania o tą druga połówkę, i to wszystko aż do grobowej deski. Można także być zakochanym. I ten drugi stan nie ma nic wspólnego z pierwszym, bo jest oparty na tymczasowej chemii hormonalnej, stanach zafascynowania i euforii. Ileż osób tu, na forum, pisało, że ich druga połówka ich "kochała" a tu nagle bach...i przestaje kochać. Nie ma czegoś takiego. Ktoś, kto kocha prawdziwym uczuciem ( czyli pierwsza opcja z opisanych przeze mnie powyżej ) -choćby sam miał cierpieć w związku, to będzie starał się wszelkimi sposobami ten związek naprawić, gdy pojawi się kryzys. W drugiej opcji, gdy pojawią się pierwsze poważniejsze problemy - taka, na pozór bratnia dusza, po prostu zawija manele i za kilka dni buja się z nowym/nową partnerem/partnerką. Podsumowując - wydaje mi się, że zakochać się potrafi każdy. Kochać - nie, nie wszyscy. Stąd też rada autorki wątku ma w jakimś procencie zastosowanie, ale w przypadku osób, które KOCHAJĄ. To tak gwoli moich przemyśleń.

13

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

brokenheart20, cieszę się bardzo, że moje słowa tak bardzo podbudowały Cię i utwierdziły w tym, jak masz się zachowywać, gdy znalazłaś się teraz w jakiejś trudnej dla Ciebie sytuacji. Ja mam dość jasno ustalone poglądy na pewne sprawy i w najmniejszym nawet procencie nie dbam o to czy komuś spodobają się moje rady, czy nie. Jeśli ktoś lubi sobie pofilozofować,  to niech to sobie robi- ja z tym problemu nie mam. Moje rady są zawsze bardzo konkretne i przede wszystkim praktyczne- w dupie mam wyższe dywagacje albo krytykę moich postów. Trzymaj się i patrz przede wszystkim na własny komfort psychiczny, a nie na cudzy, zwłaszcza, gdy dana osoba nie przejmuje się Twoimi uczuciami. Wszystkiego dobrego.

14

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
julkaxx napisał/a:

brokenheart20, cieszę się bardzo, że moje słowa tak bardzo podbudowały Cię i utwierdziły w tym, jak masz się zachowywać, gdy znalazłaś się teraz w jakiejś trudnej dla Ciebie sytuacji. Ja mam dość jasno ustalone poglądy na pewne sprawy i w najmniejszym nawet procencie nie dbam o to czy komuś spodobają się moje rady, czy nie. Jeśli ktoś lubi sobie pofilozofować,  to niech to sobie robi- ja z tym problemu nie mam. Moje rady są zawsze bardzo konkretne i przede wszystkim praktyczne- w dupie mam wyższe dywagacje albo krytykę moich postów. Trzymaj się i patrz przede wszystkim na własny komfort psychiczny, a nie na cudzy, zwłaszcza, gdy dana osoba nie przejmuje się Twoimi uczuciami. Wszystkiego dobrego.

szukam właśnie osoby, która mogłaby obiektywnie wypowiedzieć się na temat mojej sytuacji i cokolwiek mi doradzic. Twoja opinia pomogła mi troche inaczej na to spojrzeć, gdybyś chciała i miała chwile czasu to chętnie podzieliłabym się  z Tobą tym co nie daje mi spokoju. Czuje, że mogłabyś mi doradzuć coś co jeszcze mocniej utwierdziłoby mnie w przekonaniu że dobrze zrobiłam i wiele nie straciłam.

15

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
Fevers napisał/a:
borussia napisał/a:
lilianna90 napisał/a:

Jak ktoś nas nie kocha to i tak nie wróci nawet gdybyśmy milczeli 100 lat i o nic nie żebrali:)

Nie ma osoby ktora nigdy by nie kochala.To zależy od checi i tego co sie czuje.

Obawiam się, że jesteś w błędzie i to całkiem sporym. Można kogoś kochać - i to oznacza bardzo głębokie uczucie, poparte altruizmem wobec drugiej połówki, chęcią dbania o tą druga połówkę, i to wszystko aż do grobowej deski. Można także być zakochanym. I ten drugi stan nie ma nic wspólnego z pierwszym, bo jest oparty na tymczasowej chemii hormonalnej, stanach zafascynowania i euforii. Ileż osób tu, na forum, pisało, że ich druga połówka ich "kochała" a tu nagle bach...i przestaje kochać. Nie ma czegoś takiego. Ktoś, kto kocha prawdziwym uczuciem ( czyli pierwsza opcja z opisanych przeze mnie powyżej ) -choćby sam miał cierpieć w związku, to będzie starał się wszelkimi sposobami ten związek naprawić, gdy pojawi się kryzys. W drugiej opcji, gdy pojawią się pierwsze poważniejsze problemy - taka, na pozór bratnia dusza, po prostu zawija manele i za kilka dni buja się z nowym/nową partnerem/partnerką. Podsumowując - wydaje mi się, że zakochać się potrafi każdy. Kochać - nie, nie wszyscy. Stąd też rada autorki wątku ma w jakimś procencie zastosowanie, ale w przypadku osób, które KOCHAJĄ. To tak gwoli moich przemyśleń.

Perfekcyjnie objasnione i zgadzam sie z Toba.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

16

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

brokenheart20, to pisz śmiało, nawet i na  tym wątku, bo jest dość neutralny. Może uda mi się coś Tobie podpowiedzieć i ugruntować w słuszności Twojej decyzji. Pisz.

17

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Byłam w związku, który początkowo wydawał mi się idealny i przede wszystkim wymarzony. Zakochałam się i  byłam kochana. Przynajmniej na początku odnosiłam takie wrażenie, bo mój były chłopak naprawde był bardzo czuły i często  zapewniał mnie o swoim uczuciu. Jednak po pewnym czasie wszystko zaczęło sie psuć. Zaczęło sie od tego że nie mógł znaleźć pracy, do tego jeszcze był chory i nie mógł się przemęczać więc praktycznie nic nie robił. Naprawde starałam  się go wspierac najlepiej jak umiałam, pocieszałam go, byłam przy nim jednak nic to nie dało. Powoli zaczął się ode mnie oddalać, przestał okazywać uczucia, nie poznawałam go. Zniknął człowiek, z którym byłam na początku pozostał tylko ktoś kto traktuje mnie z obojętnością i chłodem. Wiele razy zwracałam mu na to uwagę, że źle się  z tym czuje, żeby wziął się w garśc bo nasz związek upada lecz i to ne przyniosło żadnych rezultatów. Męczyło mnie to, zżerało od środka, nie byłam szczęśliwa. Zerwałam z nim, myslałam że może jakoś to na niego podziała, wstrząśnie nim i sie opamieta. Lecz i to przyjął z obojętnością i to chyba zabolało mnie najbardziej. Nie zrobił kompletnie nic żeby to naprawić ani żeby mnie zatrzymać, po prostu nawet nie zareagował. Winę oczywiście zwalił na mnie bo to ja go zostawiłam. Nie zrobiłabym tego gdyby chociaz troche zainteresował się też moją osobą nie tylko swoimi problemami. Nie chciałam być gdzieś w tle, chciałam byc dla niego ważna. Nie rozumiem dlaczego przez to wszystko stał się taki obojętny, nie mogę sobie z tym poradzić bo naprawde go kochałam. Wiem, że pewnie ktoś napisze że w takim razie wcale go nie kochałam ale to nie prawda, bo tylko ja wiem co czuje. Potrzebuje jakiejś rady bo już sama nie wiem co o tym myśleć. Nie byłam idealna ale nikt ni jest, każdy ma swoje wady ale nigdy nie traktowalam go z taką obojętnością. Boli mnie to bo naprawde wiązałam z nim duże nadzieje. Potrzebuje jakiegoś obiektywnego zdania i kopa żebym mogła się z tym uporać i chociaż spróbować to zrozumiec.

18

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Ależ Ty na pewno bardzo  go kochałaś, a on doskonale o tym wiedział. On wiedział o tym i to aż za dobrze.
Absolutnie nie wmawiaj w siebie takich głupot, że jakoby Ty za mało się starałaś, więc i zapał tego faceta z czasem robił się coraz bardziej mierny. To nie tak.
Nie wiem, jak długo ze sobą byliście, co oprócz uczucia was łączyło (może jakieś uwarunkowania bytowe?) i na ile zdązyliście się ze sobą zżyć, a na ile każde z was będąc w związku czuło się singlem?
My ślę jednak, że nie opisujesz związku, który trwał kilka miesięcy- w takim przypadku nie byłoby nawet o czym gadać, bo raczej o wzajemnym zżyciu się razem mowy by nie było. Zakładam, że byłaś z tym człowiekiem przynajmniej dwa, trzy lata. W takim razie byłby to rzeczywiście związek.
Na podstawie tego, co napisałaś, ja odniosłam wrażenie, że w Waszym związku, to głównie Ty byłaś osobą sprawczą i wykazującą inicjatywę- byłaś taka od samego początku i taka pozostałaś aż do końca. Zupełnie inaczej funkcjonował on- on na początku starał się, miał zapał, ale potem zaczął go powoli tracić, aż doszło do tego, że wasz związek był bardzo miernej jakości, smutny i bez zycia, bez żaru namiętnosći- no był, bo był.
Dlaczego tak wyszło?
Pierwszym powodem czegoś takiego mogło być to, że Ty za bardzo się starałaś. Pokochałaś tego człowieka i wydawało się Tobie, że słusznie postępujesz nie obniżając poprzeczki wymagań w stosunku do siebie. Byłaś po prostu sobą i działałaś zgodnie ze swoim temperamentem i zgodnie z własną wizją tego, jak, Twoim zdaniem, powinien wyglądać Twój związek z facetem, związek Twoich marzeń. Nawet nie zauważyłaś kiedy, a stałaś się jedynym koniem w zaprzęgu ciągnacym wasz związek, bo aż tak Ci zależało, ale to nie był już związek- nie wiedzieć kiedy nagle mieliście ze sobą jakiś dziwny układ. Ty starająca się mamuśka- on rozpieszczony i leniwy Twój synek. Chory nienormalny układ0 nic dziwnego, że nie mogłaś wytrzymać czegos takiego. Ja też bym wymiękła.
Zerwałaś więc, ale Twoje zerwanie nie było wynikiem tego, że Ty naprawdę chcesz skończyć z tym facetem, lecz tak naprawdę chodziło tobie o to, by pobudzić tego człowieka do zycia, do jakiegoś działania. Chciałaś, żeby on za Toba pobiegł, cały w nerwach i przerażony, że oto stracił miłość swojego zycia i dlatego wreszcie coś zaskoczy mu we łbie. To był taki Twój krzyk rozpaczy i wołanie na tego faceta.
Okazało sie jednak, że facet zareagował na Twoje zerwanie praktycznie obojętnością.
To bardzo Ciebie zabolało- wcale się nie dziwię, mną też coś takiego by szarpnęło.
On nie pobiegł za Tobą nie dlatego, że Ciebie nie kochał, lecz dlatego że przyzwyczaił się do tego, że inicjatywa zawsze była po Twojej stronie i że skoro Ty tak zadecydowałaś, to trudno, on przecierpi, ale nie będzie się Tobie narzucał. Ty też nie wycofałaś się z tego zerwania, czas biegnie i sprawa stanęła w miejscu. Teraz ani Ty, ani on nie bardzo wiecie, jak można byłoby odkręcić to wszystko, zwłaszcza Ty masz problem, bo ten facet, być może, dostosował się nowej sytuacji w swoim zyciu i raczej nie ma zamiaru niczego odkręcać.
To taki depresyjny typ, może minimalista? Facet bez ikry i bez polotu. Są takie typy- usiądzie Ci w fotelu i ani drgnie przez całe popołudnie i wieczór. kobieta będzie latała koło takiego, dom zdazy sprzątnąć od podłogi po sufit, dzieci obrobi, wielki obiad ugotuje, robota będzie paliła się jej w rękach, a chłop, jak usiadł na dupsku przed telewizorem, tak dalej tam siedzi i gnije. Koło niczego taki się nie zakręci, bo ani nie potrafi, ani nie ma takich potrzeb. Po co? Ma wszystko, czego potrzebuje, zaradna żona zadba o resztę. On o nic nie musi zabiegać  ani się starać. Taki będzie trzymał się domu, będzie wracał Ci do chałupy, trzymał się ścieżek, do których jest przyzwyczajony i będzie Ci tkwił jak kołek w płocie. Coś mi się wydaje, że ten Twoj facet miał właśnie zadatki na tego rodzaju miernotę. Do niczego w zyciu nie doszłabyś z takim człowiekiem, bo pewnie gdyby przyszło do ślubu, to od podstaw wszystko musiałabyś sama pozałatwiać, a na koniec wyprowadzić go jeszcze pod rękę przed ołtarz.
Nie żałuj tego związku. Jeśli masz w sobie dużo życiowej energii, jesteś osobą aktywną i lubisz, gdy wokół Ciebie coś się dzieje, to taki facet nie był dla Ciebie. Nie wytrzymałabyś nerwowo z takim gościem, co zresztą miało miejsce i dlatego z nim zerwałaś.
Nie kieruj swoich mysli na wielkie wyzyny, bo to bez sensu.
Patrz na sprawę praktycznie i wyobraź sobie, jak wyglądałoby Twoje zycie z takim zimnym i obojętnym na wszystko człowiekiem. Co chwilę próbowałabyś wzruszyć tę skalę, on wybałuszałby na ciebie ślepia i niczego i tak by nie rozumiał. bo o co Tobie właściwie chodzi, kobieto? Co Ty konkretnie mi tu zarzucasz? nie zrobisz z szaraka wilka ani z wilka szaraka. Nie zrobisz, bo jest to po prostu niemożliwe.
Nie mo,zesz wymagać od kogoś czegoś, czego ta osoba dla Ciebie nie ma- no bo skąd on ma to coś Tobie dać? Ma wytrzepać sobie z rękawa? albo ktoś ma coś dla Ciebie i to okazuje się tym właśnie, czego Ty chcesz, albo nie ma dla Ciebie nic lub ma coś, co Tobie nie pasuje.
Nie żałuj tej znajomości- nie pasowaliście do siebie,a  czas pokazał, że wasz zwiazek oparty byłby na wzajemnym wyszarpywaniu sobie tego, co danej stronie wydawałoby się atrakcyjne. To bez sensu i mocno wyniszczające.
Potem może jeszcze do Ciebie napiszę, gdy wpadnie mi coś sensownego do głowy.
W każdym razie- nie żałuj swojej decyzji. Dobrze zrobiłaś, bo wygl ąda na to, że i tak niczego bys z tego człowieka nie wykrzesała. Taki typ albo ożywi się na chwilę, gdy pozna inną. Nie żałuj.

19

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

popłakałam się jak głupia to czytając. Trafiłaś tak idelalnie jakbyś cały czas towarzyszyła nam w tym związku. Dziękuje Ci bardzo za odpowiedz.

20

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

A może facet po prostu się załamał, że nie ma pracy i to wszystko go od Ciebie odtrąciło? Nie bronie tutaj faceta, to nie jakaś męska solidarność, ale szukam wyjścia czemu tak zaczął postępować... Wiem o czym mówisz, bo sam kiedyś zacząłem starać się o kobietę. Ale u mnie to było szybkie tempo życia. Praca do późna, i widywaliśmy się tylko w weekendy. Też uprzedzała, że tracę ją, tylko , że ja zacząłem coś z tym robić. Więc może spytaj go dyskretnie czy to, że nie może znaleźć pracy może jest tego przyczyną. To, że olał rozstanie to pewnie męska duma i złość, że go zostawiłaś. Miał być jakiś efekt ale u facetów to tak nie działa. Moja była też chyba tak próbowała, że teoretycznie chcę być z kimś innym i odchodzi. Więc to olałem. Nie dlatego że nie kochałem tylko zauważyłem, że nie ma sensu starać się o kogoś kto ucieka jak pojawia się problem. Bardzo dobrze to opisał Fevers w tym wątku.

21

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Cieszę się w takim razie. Najważniejsze jest to, żebyś przestała się tak męczyć- czasem jest  tak, że pewnych rzeczy człowiek nie jest w stanie przeskoczyć, choćby nie wiem, jak się starał. Wyciągnij wnioski z tej znajomości i nigdy więcej niczego nie ciągnij na siłę, bo tylko się bez sensu umordujesz, a i tak nie dokonasz tyle,ile mogłabyś osiągnąć z inna osobą wspólnie. Jeśli zaczniesz być z kimś i po jakims czasie stwierdzisz, że męczysz się w tej relacji, że znowu ciągniesz kogoś za uszy, to natychmiast przestań to robić. Raz albo z w porywach dwa razy powiedz tej osobie, jak krowie na rowie o co Tobie chodzi, czego ci brakuje i jesli nie zobaczysz żadnej zmiany w zachowaniu tej osoby, to daj sobie spokój z takim związkiem. Ty będąc w związku powinnaś chodzić po ścianach i po suficie ze szczęścia, wstawać naładowana energią, a nie kapcanieć z dnia na dzień i walczyć z wiatrakami. Nie masz 80-ciu lat, żebyś musiała zyć na zwolnionych obrotach. Będzie dobrze, tylko uwierz w siebie i niczego się nie bój. Wszystkiego dobrego.

22

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
terry1905 napisał/a:

A może facet po prostu się załamał, że nie ma pracy i to wszystko go od Ciebie odtrąciło? Nie bronie tutaj faceta, to nie jakaś męska solidarność, ale szukam wyjścia czemu tak zaczął postępować... Wiem o czym mówisz, bo sam kiedyś zacząłem starać się o kobietę. Ale u mnie to było szybkie tempo życia. Praca do późna, i widywaliśmy się tylko w weekendy. Też uprzedzała, że tracę ją, tylko , że ja zacząłem coś z tym robić. Więc może spytaj go dyskretnie czy to, że nie może znaleźć pracy może jest tego przyczyną. To, że olał rozstanie to pewnie męska duma i złość, że go zostawiłaś. Miał być jakiś efekt ale u facetów to tak nie działa. Moja była też chyba tak próbowała, że teoretycznie chcę być z kimś innym i odchodzi. Więc to olałem. Nie dlatego że nie kochałem tylko zauważyłem, że nie ma sensu starać się o kogoś kto ucieka jak pojawia się problem. Bardzo dobrze to opisał Fevers w tym wątku.

brak pracy bardzo go zmartwił i zdołował, ale ja to rozumiałam bo każdego w jakiś stopniu by to dotknęło ale jego akurat zmartwiło to do tego stopnia że przestałam być dla niego ważna i że przestał okazywać mi uczucia. wspierałam go i pocieszałam ale z czasem zabrakło mi sił gdy nie widziałam w tym żadnego sensu bo to i tak nic nie pomagało a było tylko gorzej. nie miałam już sił walczyc o związek na którym tylko mi zależy. On też uważa że olałam go w momencie gdy mnie potrzebował i odeszłam bo było mi łatwiej. Ale nie ma w tym żadnej prawdy. mnóstwo czasu poświęciłam na to żeby jakoś go pobudzić do życia i do tego żeby zauważył co dzieje sie z naszym związkiem a on kompletnie nic  ztym nie zrobił, nawet gdy z nim zerwałam nie był w stanie niczego zmienić. nie wiem jak czuje się teraz bo nie mamy ze sobą kontaktu, nie odzywa się do mnie więc i ja nie bede naciskała. Ale widocznie nie jest mu beze mnie źle bo w innym przypadku starał by się to naprawić.

23

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Gdyby było mu źle, to na pewno szukałby z Tobą kontaktu i starałby się przyjść do Ciebie, tym razem, z konkretna ofertą, np. z wiadomością, że pozbierał się i ma pracę. Powiedziałaś mu przecież dokładnie o co Tobie chodzi, nie zniknęłaś z dnia na dzień bez słowa wyjaśnienia- tak więc niczego sobie nie wyrzucaj.
Dla chcącego nic trudnego- strata Ciebie powinna być dla niego odpowiednim wzmacniającym go do działania bodźcem. Zamiast tego, on zapewne, pogrążył sie jeszcze bardziej w swojej niemocy i ubolewa nad swoim niezwykle cięzkim zyciem oraz towarzyszącym mu pechu.
Nie obwiniaj się o nic, bo on nie przez Ciebie stracił pracę, a Ty nie jesteś jego matką, która miałaby pocieszać biednego chłopca. I tak to robiłaś, chociaż nawet nie byłaś jego zoną ani narzeczoną- więc bez przesady. nie ma sensu wcielać się w role, do których nas nie powołano. Śmieszy mnie  i dziwi np. sytuacja, gdy kobieta nie będąc żoną ani nawet narzeczoną faceta, idzie do niego i nie dość, że zaspokaja go w łóżku, to jeszcze wysprząta chłopu mieszkanie, przywiezie z domu własną wałówkę i nagotuje facetowi żarcia na cały tydzień, podczas gdy chłop nie poczuwa się do niczego w odniesieniu do tej kobiety.
Niech każdy pilnuje swojego miejsca i najlepiej jest nie wychodzić przed szereg.
Dzięki tej sytuacji przekonałaś się naocznie, że faktycznie tylko byś się z tym człowiekiem męczyła. wiecznie byłyby z nim jakieś problemy, bo albo straciłby pracę i przezywał ten fakt przez wiele długich miesięcy, albo działoby się coś innego, a Ty ciągle musiałabyś skakać koło niego, zawijać rękawy i żyć za siebie i za niego. Z takimi ludźmi do niczego w życiu się nie dochodzi, a Ty nie miej żadnych wyrzutów sumienia, bo i tak wykazałaś się ogromnym poświęceniem, troską i wsparciem. On, gdyby sytuacja była odwrotna, na pewno tak by się nie zachował. Nigdy nie mogłabyś pozwolić sobie na luz, na jakies własne słabości, bo to przecież na Twojej głowie stałby cały dom i bez ciebie wszystko by się zawaliło.
Daj sobie spokój- facet nie nadawał się do związku, bo nie potrafił radzić sobie z przeciwnościami zycia, na dodatek był typem depresyjnym, więc nie ma siły- Tobie też udzielałaby się jego depresyjność. Tak byście sobie dziadowali wspólnie, a nie żyli pełnią zycia i z rozmachem, jak przystało na młodych i dorabiających się czegoś w życiu ludzi.
A gdyby przyszły dzieci?
Nie, moja droga- tak nie da się żyć.
nie rób niczego w jego kierunku, bo jedyne, co osiągniesz, to tylko to, że utwierdzisz go w przekonaniu, iż mamuśka czuwa, a on dalej może sobie spokojnie poużalać się nad własnym losem.
Szybko żałowałabyś swojej słabości, bo wróciłabyś dokładnie do tego samego, od czego uciekłaś.
Jeśli on będzie chciał Ciebie odzyskać, to przyjrzyj się dokładnie, co on ma Tobie do zaoferowania. Nie rzucaj mu się od razu na szyję i ciesz się jakby świat nagle zawirował Ci przed oczami. Może bowiem okazać się, że on dalej ma dla Ciebie to, co miał do tej pory. Prędzej czy później, Ty przy swoim temperamencie i tak znowu byś od niego uciekła- ludzie tak łatwo i tak szybko sie nie zmieniają- uwierz mi.

24

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuje że wypowiedzialas się w mojej sprawie.  wiem że tak szybko o nim nie zapomnę i że od tak nie przestanę czuć smutek ale pierwszy raz od rozstnia czuje się lepiej i jakoś tak jestem podbudowana. wiem że jeszcze nie raz wrócą chwilęsłabości ale wtedy zawsze będę mogła tu wrócić i przeczytać sobie tą rozmowę

25 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-04-08 15:06:48)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Brokenheard20 napisalas właśnie sedno sprawy. Ty prosilas o uczucie tak jak ja. A dla niego to gówno warte. Ja prosilam mężu poświęc mi i dziecku naszemu dzień w tygodniu, weź wolne jedno popołudnie bo Nam ciebie brakuje! A tu dupa. Wiesz co mi powiedział po rozstaniu, ze ja go zadręczylam. Czym? Pytam czym? Zęby maz poświecił czas dla rodziny. A on wolał spać u mamusi bo taniej i wygodniej. Serce pęka! Pękło na 1000 kawałków i co???? I nic ?! Nie zrozumiem tego nigdy. Tacy ludzie powinni mieć prawnie zakazane zakładać rodziny! On mi się w twarz śmieje ze ma pracę, jeździ na kursy a mi powiedziała żyj sobie dalej tą miłością. Ale wiesz, mam wsparcie w rodzinie i wiarę, ze dam radę. A tymczasem przytulam mojego aniołka 6 letniego i to mój świat. Julkaxx przeczytaj mój post, zobacz jak to było. Choć sytuacja brokenheard20 jest mi bliska i twoje slowa wspierają i podbudowują! Dzięki dziewczyny

26 Ostatnio edytowany przez brokenheart20 (2015-04-08 16:53:01)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

zahir2603 w takim razie obie jedziemy na tym samym wózku.. doskonale Cie rozumiem i wiem jak to boli bo sama przez to przechodze. Z każdym dniem walcze z bólem, który mi sprawił i z jego obojętnością ale nie moge go zmusić żęby starał się o ten związek i żeby dalej zależało mu na mnie. Nie bede sie poniżać. Wypowiedź Julkaxx bardzo mnie podbudowała i dała mi dużo do myślenia, przestałam widzieć to tak jak wcześniej i nie myśle już o tym że wina rzeczywiście była z mojej strony. Zrobiłam wszystko co było możliwe,  mój były chłopak nie potrafił tego docenic i obdarzyc mnie chociaż odrobiną czułości. Dlatego to skończyłam bo zżerało mnie to od środka. Czas leczy rany, licze na to i mam ogromna nadzięje że uda mi się o nim zapomnieć i znajdę sobie kogoś kto naprawde mnie pokocha i nie przestanie mu na mnie zależeć nawet jeżeli pojawią sie jakies problemy.
Życze Ci mnóstwo siły do pokonania tego cierpienia i nadziei na lepszą przyszłość. Trzymaj się !

27

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Zafirku, przeczytałam i postaram się jakoś Tobie pomóc- może mi się uda, zobaczymy.
Z tego, co nam tu opisałaś wynika, że Twoje małżeństwo właśnie się posypało, a wcześniejsza jego agonia trwała jakieś dwa lata, a może nawet i pięć lat. Ty nie za bardzo dajesz sobie radę z całym tym bajzlem i chociaż doskonale rozumiesz, że ten związek i tak nie miał przyszłości, to jednak teraz, gdy stanęłaś oko w oko z wizją rozwodu, nagle zrobiło Ci się smutno i dziwnie pusto. To normalne uczucia- to żal za czymś, co minęło i już nie wróci.
Niczego sobie nie wyrzucaj -  to nie Twoja wina, że tak się między wami stało. Ty byłaś w tym związku sobą i miałaś określoną wizję tego, jak, Twoim zdaniem, powinien wyglądać Twój związek. Dążyłaś do tego, by Twoje wyobrażenie i marzenie stało się rzeczywistością.
Może nie zawsze potrafiłas być sprytną dyplomatką i może troszkę za często okazywałaś zniecierpliwienie, ale raczej trudno jest się Tobie dziwić, bo rzeczywiście, mało która kobieta wytrzymałaby spokojnie tak przebiegające małżeństwo.
Można i nawet trzeba zrozumieć polskie beznadziejne warunki bytowania, problemy ze znalezieniem sensownej pracy i tego, że małżeństwo nie polega tylko i wyłącznie na wspólnym spędzaniu czasu wolnego, na trzymaniu się za rączki i oglądaniu zachodów słońca oraz na uprawianiu nieziemskiego seksu od każdej porze dnai i nocy- życie dyktuje inne warunki. Trzeba wstać rano i zabrać się do roboty, trzeba pójść do pracy i zarabiać pieniądze, trzeba zająć się domem i dzieckiem itd. Wiadomo jak jest- tylko idiota będzie myślał, że manna sama spadnie mu do garnka.
Twój mąż ciężko pracował, ale w pewnym momencie zaczął uciekać w swoją pracę od obowiązków domowych, od żony i od dziecka. Na początku mogło wynikać to z tego, że faktycznie był przemęczony, ale potem wkradła się miedzy was rutyna i szare życie zabiło romantyczność. a może tej romantyczności tak naprawdę nie było i to od samego początku?Napisałaś, że właściwie nie macie żadnych wspólnych pamiątek, praktycznie żadnych wspomnień, do których chętnie wraca się pamięcią, znikomą ilość zdjęć, zero prezentów- pod tym wzgledem właściwie jest bida z nędzą. Jesteś osobą wykształconą, więc masz jakieś wyższe oczekiwania   od życia i może niekoniecznie zadowalała Ciebie rola woła roboczego, którym w istocie byłaś. Niby nie pracowałaś zawodowo w taki stały regularny sposób, ale ciągle przecież miałaś ręce pełne roboty w domu i przy dziecku. Sama remontowałaś chałupę, sama jeździłaś na zakupy, sama naprawiałaś męskie rzeczy, gdy się zepsuły albo latałaś po sąsiadach, by Ci pomogli. Niby miałaś męża, a tak naprawdę, gdy przyszło co do czego, to właściwie  go nie miałaś.
Byłaś więc sama- trudno więc Tobie się dziwić, że momentami wymiękałaś i miałaś dość wszystkiego serdecznie.
Taki stały wewnętrzny konflikt w jakim tkwiłaś utrzymywał się całymi latami, aż w końcu zaczęłaś mieć problemy zdrowotne. Nabawiłaś się nerwicy wegetatywnej i nawet zaczęłaś chodzić do psychologa, bo nie dawałaś sobie rady w tym nienormalnym, według Twoich kryteriów, małżeństwie. Wcale Ci się nie dziwię i skoro nabawiłaś się z tego wszystkiego aż nerwicy, to ja wyobrażam sobie, jak bardzo musiałaś się i  to całymi latami, mordować.
Dobrze, że doszło między wami do takiej sytuacji, jaką macie teraz, bo chociaż Tobie jest teraz bardzo ciężko,  to jednak, gdy okrzepniesz w nowej roli, w nowych realiach, gdy pogodzisz się z tym wszystkim, to sama przekonasz się, jak bardzo odpoczniesz, jak świetnie się któregoś dnia poczujesz.
Nie ma niczego gorszego od wiecznego wyczekiwania w napięciu i szarpania się z koniem, który na dodatek jest narowisty.
Im więcej Ty wysiłku wkładałaś w reanimację waszego małżeństwa i im mniej dostałas tego, czego oczekiwałaś, tym bardziej męczyłaś się i wykańczałaś nerwowo. dodatkowo ciągle musiałaś nadrabiać miną, czasem przełknąć gorzką pigułę niepowodzenia i wiecznie zagryzać wargi licząc do dziesięciu,żeby nie wybuchnąć- nic dziwnego, że nabawiłaś się nerwicy.
Teraz masz szansę uwolnić się od tego zasranego czekania na czyjaś łaskę i niełaskę.
Przez jakis czas będzie Ci bardzo ciężko, tak ciężko, jak nigdy dotąd jeszcze Ci nie było, będziesz chodziła niemalże po ścianach z tego bólu, ale potem  to wszystko gdzieś w Tobie pęknie i zaczniesz wypuszczać z siebie wszystkie te toksyny.
Gdy będzie już po wszystkim, to sama sobie będziesz się dziwiła, że mogłaś znosić tak przebiegające małżeństwo i że tak długo wytrzymałas tego rodzaju absurd, absurd rozmijający się totalnie z Twoim wyobrażeniem związku.
Facet Ciebie nie kocha i ja sądzę, że tak naprawdę on nigdy nie kochał Cię taką romantyczną miłością, szaloną i namiętną- pod tym względem u was zawsze było miernie. Może ten facet takim jest człowiekiem, a może Ty nie byłas tą jedyną i tą dla niego wymarzoną i wyśnioną, a może nie ma czegoś takiego, jak ta jedyna, wymarzona i wyśniona? Nieważne- nie pasowaliście do siebie i pod wieloma względami dzieliła was przepaść-  to musiało więc pęknąć w któryms momencie.
On ma dwa poblokowane telefony, które nosi przy dupie i zagląda do nich co 15 minut, nie nocuje w domu i robi uniki oraz ucieka od rodziny, dla Ciebie jest ordynarny i chamski. Moim zdaniem on ma jakąś babę i albo jest to jedna boczna dupa, albo jest ich nawet i kilka. To niemożliwe, żeby zdrowy młody mężczyzna tak długo wytrzymał w celibacie, gdy na dodatek żona go nie kręci. On ma boczne baby.
Potem jeszcze  coś do Ciebie napiszę- teraz muszę przerwać, bo mam coś do zrobienia.

28

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Nie  wiem dlaczego wcześniej nie udało mi się puścić tego na Twoim wątku- wkleiłam więc tutaj. Na razie.

29 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-04-08 18:13:37)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

No właśnie za długo to trwało. Mój maz jest typem egoisty. On pracował dużo ale nie po to żebyśmy my coś mieli- uciekł w ta pracę. Czy kogoś ma? Nie zdziwiloby  mnie. Ale wspolczuje tej następnej. Bo to samolub. On uciekał wogole od ludzi- ma to w genach po ojcu. W domu miał wszystko podane i zalatwione. On beze mnie nie poszedł nigdzie. Nawet dzień przed wyprowadzką mu buty kupilam-takze chodzi w pamiątce;)Jak mu na koniec powiedziałem, ze mam w dupie jego kasę i ma kupować sobie i dziecku jeść to kupił 3 paszteciki w puszce;) no śmiech. Tyle sytuacji niewyobrażalnech było, ze głowa mała. Jak teraz to opowiadam bliskim to nie wierzą, ze tak się dorosły facet zachowuje. No ale tyle lat tuszowalam. Tyle lat to znosilam. A przede wszystkim ustępowalam. Tez z wielu rzeczy zrezygnowalam- bo rodzina byla najwazniejsza. Brat mi niedawno powiedzial , ze powinnam medal za wytrwałość dostać.
Zas z tym celibatem nie do końca. Był czas ze nie spalismy razem-w łóżku. Na bzykanie miał zawsze ochotę. I chyba to go tak długo trzymało. Po to pewnie się męczył z przyjazdami, hehe.
A jeśli chodzi o nerwy jest lepiej. Łykam sobie jakieś ziołowe specyfiki, popijam meliskę i jest lepiej. Juz nie chodzą cala roztrzesiona, ze PAN i władca wróci z pracy, a może nie wróci...itp
Także optymizm maluśkimi kroczkami wraca. Ale po takiej traumie to juz mi na zawsze ubytek na psychice zostanie.

30

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Brokenheart ja tez wierzę, ze znajdę kogoś kiedyś. Normalnego-jak ja to mowie:) śmieszne, ze czasem leżalam kolo męza i prosilam Boga w myślach, ze chcę innego. Ja miałam dość, chciałam końca. Tak ja julaxx pisze-za duzo nas dzielilo. A ja mówię-nic nas nie łaczylo.Chociaż nie w głowie mi teraz romanse itp to wierzę ze znajdziemy kogos- Ty i ja, musimy być szczęśliwe!:)

31

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Nerwica, której się nabawiłaś w tym cudownym małżeństwie ma spore szanse na stałą remisję, jednak by to mogło się zadziać musisz uwolnić się od tego zasranego czekania w napięciu, czekania na to, co zrobi książę udzielny, a czego nie zrobi. Matkowałaś dorosłemu chłopu i przymykałaś oczy na dziadostwo, świeciłaś oczami za piotrusia pana- wszystko to robiłas z własnej i nieprzymuszonej woli. Dziś masz  efekty swojej długoterminowej głupoty- zapamiętaj sobie więc do końca zycia- nigdy ale to nigdy nie świeć oczami za jakiegoś nieudacznika, bo skoro będziesz to robiła, to w zamian dostaniesz jedynie lekceważenie i pogardę takiej osoby, a sama, prędzej czy później będziesz żałowała swojej głupoty.
Wiesz jak to bowiem działa? Ja Ci to wytłumaczę.
Taki człowiek, jakim jest Twój mąż, czyli samolubny bufon, on doskonale wie, że zachowuje się mocno nie fair wobec kogoś, że powinien inaczej, ale wykorzystuje cudza dobroć i ambicję. Skoro on o czymś takim  wie, zdaje sobie sprawę z tego , że jest zwykłą świnią w stosunku do kogoś, to jak sądzisz? Co taki człowiek może myślec sobie na temat osoby, która nie dość, że pozwala skakać sobie po głowie, to jeszcze tuszuje jego dziadowanie? Toż wiadomo, że taki człowiek tylko będzie wbijał się w jeszcze większa pychę i jeszcze bardziej rozwydrzał. Na koniec wyciągnie łapę i będzie darł się na cały gardło "więcej, więcej, daj mi więcej jeszcze, bo ja z głogu zdechnę, no daj, no daj". Ty dasz takiemu, a jego kałdun to worek bez dna.
Tak nie da się żyć, taki związek potrafi tak człowieka ze wszystkiego wyprać, że gdy wreszcie Bóg się zlituje i przyśle pomoc np. w postaci jakiejś kolejnej baby, to chociaż początkowo człowiek czuje się fatalnie, to jednak potem przychodzi wielka i upragniona ulga. Tak jakbyś zdjęła sobie z karku ciężkie jarzmo.
Nie czekaj na tego człowieka i niczego już nie spodziewaj się po tym panu, niczego dla siebie dobrego.
Niech idzie do swojej mamuśki i niech on zyje tak, jak jemu pasuje. Skoro Ty, jego zdaniem, jesteś beznadziejną zoną, to niech on poszuka sobie lepszej  albo niech żyje sam- Ty tym się zamartwiaj, bo on o swoją dupę będzie potrafił się zatroszczyć, jak głód i smród zajrzą mu w oczy. Ty martw się tylko i wyłącznie o siebie, o swoją córkę, o swojego brata i o własnych rodziców, jesli ich masz. O samoluba się nie matrw, bo on Tobą się nie przejmuje. To jego sprawa gdzie i do kogo on polezie albo nie polezie. Ty masz dosyć takiego małżeństwa i masz święte prawo do tego, by mieć dosyć takiego miernego wegetowania.
Skoro on uważa, że inna   go uszczęśliwi, to niech idzie do tej innej- wolna droga.
Nie czepiaj się jego portek, nie pompuj jego i tak rozbuchanego ego- niech on lezie, gdzie giry go poniosą.
Ty nie czekaj i nie zastanawiaj się nad tym czy on zadzwoni, czy nie zadzwoni i czy na kolację żarł toksyczny pasztet za nędzne grosze, czy też nafutrował się dobrym żarciem. Niech jego matka skacze koło niego albo jakaś inna dzielna Polka.
Masz córkę i chwała Bogu masz jeszcze dla kogo żyć i normalnie funkcjonować. Nie ma  żadnego powodu, żebyś Ty musiała plątać się komuś w życiu, kto opędza się od Ciebie, jak od uprzykrzonej muchy,  bo za chwilę on powie Ci jeszcze dosadniej. I po co ci coś takiego?
Dbaj o swoje zdrowie i niczego się nie bój.
Facet na pewno obraca inne baby- dlatego tak bardzo obrósł w piórka. On ma plan B i dlatego bimba sobie z waszych kłopotów.

32 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-04-08 18:57:11)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Wiem wiem. Dlatego kontaktu nie mamy żadnego. Bo do czego mi z nim kontakt?! A jemu u mamusi dobrze. Mamusia kochana dla syneczka świętego- najkochańsza. Ale mam to gdzieś. Staram się myśleć o sobie.On nie myśli o mnie. O dziecku swoim nie myśli. Ale boli, ze tyle lat udawał. Ach, szkoda gadać.

33

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

Byłam w związku, który początkowo wydawał mi się idealny i przede wszystkim wymarzony. Zakochałam się i  byłam kochana. Przynajmniej na początku odnosiłam takie wrażenie, bo mój były chłopak naprawde był bardzo czuły i często  zapewniał mnie o swoim uczuciu. Jednak po pewnym czasie wszystko zaczęło sie psuć. Zaczęło sie od tego że nie mógł znaleźć pracy, do tego jeszcze był chory i nie mógł się przemęczać więc praktycznie nic nie robił. Naprawde starałam  się go wspierac najlepiej jak umiałam, pocieszałam go, byłam przy nim jednak nic to nie dało. Powoli zaczął się ode mnie oddalać, przestał okazywać uczucia, nie poznawałam go. Zniknął człowiek, z którym byłam na początku pozostał tylko ktoś kto traktuje mnie z obojętnością i chłodem. Wiele razy zwracałam mu na to uwagę, że źle się  z tym czuje, żeby wziął się w garśc bo nasz związek upada lecz i to ne przyniosło żadnych rezultatów. Męczyło mnie to, zżerało od środka, nie byłam szczęśliwa. Zerwałam z nim, myslałam że może jakoś to na niego podziała, wstrząśnie nim i sie opamieta. Lecz i to przyjął z obojętnością i to chyba zabolało mnie najbardziej. Nie zrobił kompletnie nic żeby to naprawić ani żeby mnie zatrzymać, po prostu nawet nie zareagował. Winę oczywiście zwalił na mnie bo to ja go zostawiłam. Nie zrobiłabym tego gdyby chociaz troche zainteresował się też moją osobą nie tylko swoimi problemami. Nie chciałam być gdzieś w tle, chciałam byc dla niego ważna. Nie rozumiem dlaczego przez to wszystko stał się taki obojętny, nie mogę sobie z tym poradzić bo naprawde go kochałam. Wiem, że pewnie ktoś napisze że w takim razie wcale go nie kochałam ale to nie prawda, bo tylko ja wiem co czuje. Potrzebuje jakiejś rady bo już sama nie wiem co o tym myśleć. Nie byłam idealna ale nikt ni jest, każdy ma swoje wady ale nigdy nie traktowalam go z taką obojętnością. Boli mnie to bo naprawde wiązałam z nim duże nadzieje. Potrzebuje jakiegoś obiektywnego zdania i kopa żebym mogła się z tym uporać i chociaż spróbować to zrozumiec.

Hej.Pare razy czytalem wszystkie posty ktore tutaj zamiescilas no i rady Julki ktora jest madra kobieta.Przeanalizowalem wszystko po kolei co pisalas o waszym zwiazku i o jego zachowaniach wobec Ciebie.Pisalas ze nie mial pracy i ze zdrowie mu nie dopisywalo i nie wiem czy sie staral o te prace czy nie bo nie napisalas.Pytam bo chcialbym wiedziec czy byl to typowy koles co czeka az mu wszystko na tace spadnie czy probowal cos robic w tym kierunku.Bylem w tej samej sytuacji co twoj ex tyle ze ja musialem sie do niej wprowadzic i szukac tej pracy.Piszesz o braku zainteresowania z jego strony pod wzgledem uczuc i napisze ci cos jako facet.Bedac w ostatnim zwiazku mialem pare roznych spraw do ogarniecia ktore z czasem byly by uregulowaneczego rowniez tez nie moglem sie doczekac i nie byla to tylko jedna zwiazana z szukaniem pracy ale i dwie czy trzy inne.Byl moment kiedy zastanawialem sie jak to wszystko ogarnac by mialo rece i nogi no i oczywiscie zadowolic moja partnerke by nie czula sie samotna.Kupowalem kwiaty bez okazji gdy do niej przyjezdzalem,zabieralem na spacer itp. ale widzisz wy kobiety potrzebujecie ciagle zapewnienia milosci ale czasami inne sprawy nie pozwalaja by na 100% pokazac wam ze tez jestescie wazne.Nie pisze tutaj by bronic twojego ex tylko pisze ci co ja czulem w tamtym momencie,pogubilem sie bo za duzo bylo wszystkiego naraz.Ale staralem sie rowniez by poswiecic swoj czas dla niej ale widocznie za malo.Najbardziej zalezalo mi na tej pracy choc ja pozniej znalazlem i bylem bardzo zadowolony to i tak bylo za malo bo na sie juz odkochala.Wiem ze powiesz ze to trwalo juz dluzej ,ten jego brak zainteresowania Toba ale jezeli dochodza do tego inne aspekty to uwierz mi ze czlowiek potrafi sie pogubic a my faceci tak mamy ze nie pozwolimy sobie pomoc.Druga sprawa jest twoj okres po zerwaniu.Czemu zastanawiasz sie dlaczego on stal sie obojetny na to wszystko?  Przeciez to Ty zakonczylas ten zwiazek i pogodzil sie z twoja decyzja.Nie podobalo Ci sie jego stosunek do Ciebie i to zakonczylas i on to zrozumial.Nie chodzi tutaj o dume czy honor ktorym sie teraz posluguje tylko o to ze zrozumial twoja decyzje i tyle.Nie raz czytalas pewnie ,ze o milosc nie ma sensu walczyc ze skoro ktos nas nie chce takim jakim jestesmy to akceptujemy to i tyle.Wolalabys zeby ci teraz nad glowa skakal i plakal o przebaczenie? Doszedl do wniosku ,ze jak nie to nie.I nie bede Ci pisal ze pewnie go nie kochalas bo domyslam sie ze kochalas a on jak dla mnie poprostu sie pogubil a ze byl przyzwyczajony do twojej obecnosci nic z tym nie robil bo moze za slabe sygnaly mu dawalas ze zwiazek sie sypie.Nie mam zamiaru Cie krytykowac bo skoro podjelas taka decyzje to musisz sie czuc szczesliwa z tego powodu ,ze sie uwolnilas.Wazne bys nie zalowala bo on raczej sie nie odezwie.Wytrwalosci Ci duzo zycze i duzo zdrowia.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

34 Ostatnio edytowany przez brokenheart20 (2015-04-08 20:05:44)

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

borussia :
wyglądało to tak że złożył tylko CV i na tym jego szukanie sie skończyło, choroba była dosc poważna dlatego nie był też wstanie jeździć i szukac pracy chociaż musze zaznaczyc że przed chorobą nie szukał jej tylko myslał że chyba sama sie znajdzie.. Widzisz, róznica między wami była taka, że Ty przynajmniej starałeś sie żeby Twoja partnerka nie czuła sie samotna w tym związku i starałes sie zapewnić jej chociaz odrobine miłości, mój były chłopak po prostu odpuścił i oddalił się ode mnie. dawalam mu  jasno i wyraźnie do zrozumienia, że jestem przy nim i go wspieram ale także żeby coś zrobił ze swoim zachowaniem i nie traktował mnie z takim chłodem bo po prostu jest mi z tym przykro. Ale on nawet nie powiedział że spróbuje się zmienić.. nie chciał nawet żebym do niego przyjechała jak źle sie czuł.. czy to było normalne zachowanie? kazał mi w tym czasie bawić się ze znajomymi.. pomyśl jak ja mogłam się  z tym czuć, czułam się dla niego nikim! nie wymagałam kwiatków, czekoladek i innych pierdół, potrzebowałam odrobine czułości i tego by pokazał że wciąz jestem dla niego ważna. uważasz, że to za wiele? Myslisz sobie pewnie tak jak on , że odpuściłam bo tak było mi łatwiej ale to nie prawda. było mi cholernie cięzko się z nim rozstać i myślałam, że może to jakoś nim wstrząśnie ale jego obojętnośc sie nie zmieniła. Myslałam sobie że jak zobaczy że mnie stracił to zrozumie to wszystko i zacznie się w końcu interesować też mną nie tylko swoimi problemami.. Tak, myslałam że chociaż po tym uświadomi sobie że jestem dla niego wazna i przestanie być taki obojętny. byłam naiwna? może i tak ale go naprawde kochałam. Jesteś facetem, zawsze staniesz po stranie faceta i będziesz myslał jak facet. Może i do mnie nie napisze ale czuje się przez niego zraniona i to bardzo. Nie czuje się na razie szcześliwa bo jeszcze nie umiem całkiem o nim zapomnieć i przestać się tym przejmować, to wciąż mnie boli ale mam nadzieje, że z czasem przestanie i bede czuła, że podjęłam najlepszą decyzje. Mysle , że zgodzisz się ze mną w tym, że w związku obie strony powinny się strać i wspierać się, okazywać uczucia mimo wszystko, mimo że jest cięzko i są problemy, na dobre i na złe. A z jego strony tego zabrakło....

35

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

borussia :
wyglądało to tak że złożył tylko CV i na tym jego szukanie sie skończyło, choroba była dosc poważna dlatego nie był też wstanie jeździć i szukac pracy chociaż musze zaznaczyc że przed chorobą nie szukał jej tylko myslał że chyba sama sie znajdzie.. Widzisz, róznica między wami była taka, że Ty przynajmniej starałeś sie żeby Twoja partnerka nie czuła sie samotna w tym związku i starałes sie zapewnić jej chociaz odrobine miłości, mój były chłopak po prostu odpuścił i oddalił się ode mnie. dawalam mu  jasno i wyraźnie do zrozumienia, że jestem przy nim i go wspieram ale także żeby coś zrobił ze swoim zachowaniem i nie traktował mnie z takim chłodem bo po prostu jest mi z tym przykro. Ale on nawet nie powiedział że spróbuje się zmienić.. nie chciał nawet żebym do niego przyjechała jak źle sie czuł.. czy to było normalne zachowanie? kazał mi w tym czasie bawić się ze znajomymi.. pomyśl jak ja mogłam się  z tym czuć, czułam się dla niego nikim! nie wymagałam kwiatków, czekoladek i innych pierdół, potrzebowałam odrobine czułości i tego by pokazał że wciąz jestem dla niego ważna. uważasz, że to za wiele? Myslisz sobie pewnie tak jak on , że odpuściłam bo tak było mi łatwiej ale to nie prawda. było mi cholernie cięzko się z nim rozstać i myślałam, że może to jakoś nim wstrząśnie ale jego obojętnośc sie nie zmieniła. Myslałam sobie że jak zobaczy że mnie stracił to zrozumie to wszystko i zacznie się w końcu interesować też mną nie tylko swoimi problemami.. Tak, myslałam że chociaż po tym uświadomi sobie że jestem dla niego wazna i przestanie być taki obojętny. byłam naiwna? może i tak ale go naprawde kochałam. Jesteś facetem, zawsze staniesz po stranie faceta i będziesz myslał jak facet. Może i do mnie nie napisze ale czuje się przez niego zraniona i to bardzo. Nie czuje się na razie szcześliwa bo jeszcze nie umiem całkiem o nim zapomnieć i przestać się tym przejmować, to wciąż mnie boli ale mam nadzieje, że z czasem przestanie i bede czuła, że podjęłam najlepszą decyzje. Mysle , że zgodzisz się ze mną w tym, że w związku obie strony powinny się strać i wspierać się, okazywać uczucia mimo wszystko, mimo że jest cięzko i są problemy, na dobre i na złe. A z jego strony tego zabrakło....

Nigdy nie bede stal po stronie mojej plci bo tylko probuje obiektywnie stwierdzic co o tym mysle takze spoko tongue
Co do tematu to zgodze sie z Toba o tym wspieraniu sie i okazywaniu uczuc choc na chwileczke.Teraz widze ze ze twoj chlopaczek jest zupelnie inny jak ja skor nawet nie chcial bys przyjechala do niego gdy on byl chory,taki troche egoista.Nie wiem czy kiedykolwiek on by sie zmienil skoro nawet bedac z Toba nie probowal tego naprawic,chodzi mi o moment zerwania.Ja zdazylem napisac jeszcze list tydzien po rozstaniu,ze szkoda ze tak sie stalo i ze bedzie mi brakowalo tych wspolnych chwil co Ty jako kobieta zrozumialabys jako male zaczepienie w celu ratowania tego co zostalo zakonczone.Dodalem ze rozumiem jej decyzje i tyle.Nie mamy kontaktu ze soba bo ona chciala odpoczac i zapomniec choc nic zlego jej nie zrobilem ale spoko i w tym przypadku nie mam zamiaru sie odzywac jako pierwszy.Pogodzilem sie z koncem i ide do przodu,czasami czuje maly bol ale musze dac rade.Co do ciebie to pewnie za jakis czas Ci przejdzie i nie winie Cie za te decyzje bo to twoje zycie i nie bylas naiwna tylko zakochana,pewnie po uszy.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

36

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

I widzisz, mimo że to ona zakończyła waszą znajomośc potrafiłeś napisać jej list i udowodnić w nim że jednak Ci zależało. Mi cały czas chodzi o to co najbardziej mnie boli i czego nie mogę zrozumieć czyli tej jego nagłej obojętności, chłodu i braki chęci naprawy. Pisał, że wie że to z jego winy tak jest, więc dlaczego nie próbował tego naprawić no dlaczego? Pytalam go o to tyle razy jednak zawsze otrzymywałam odpowiedz że  za bardzo przejmuje się brakiem pracy i nie potrafi tego zmienić. Wystarczyłaby tylko odrobina chęci, gdyby chociaz chciał spróbować..  Przestał mnie tak nagle kochac? przestało mu na mnie i na naszym związku zależeć? Nie potrafie tego zroumiec, bo na pewno nie zachowuje sie tak ktoś kto kocha..

37

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

I widzisz, mimo że to ona zakończyła waszą znajomośc potrafiłeś napisać jej list i udowodnić w nim że jednak Ci zależało. Mi cały czas chodzi o to co najbardziej mnie boli i czego nie mogę zrozumieć czyli tej jego nagłej obojętności, chłodu i braki chęci naprawy. Pisał, że wie że to z jego winy tak jest, więc dlaczego nie próbował tego naprawić no dlaczego? Pytalam go o to tyle razy jednak zawsze otrzymywałam odpowiedz że  za bardzo przejmuje się brakiem pracy i nie potrafi tego zmienić. Wystarczyłaby tylko odrobina chęci, gdyby chociaz chciał spróbować..  Przestał mnie tak nagle kochac? przestało mu na mnie i na naszym związku zależeć? Nie potrafie tego zroumiec, bo na pewno nie zachowuje sie tak ktoś kto kocha..

Ja też myslalem bardziej by znalesc prace niż o niej i to ci mowie z reka na sercu. Przeprowadzilem sie do niej i na tym mi najbardziej zależało, byla ona tez ale szukaniem pracy wiedzialem ze w końcu nasze życie sie zmieni na bajke. Jestem facetem i jako mezczyzna musze miec prace by przeżyć i by sie utrzymać. Wtedy rowniez bylo by kino ktore jej brakowalo a chcialem, uwierz mi ze chcialem odreagowac te wszystkie ciezki dni razem z nia na Walentynki przy kolacji we dwoje. To byl dzien w którym zobaczylaby kogoś innego, kochającego na 100% bo mam w końcu te prace i damy rade ze wszystkim. Żałuje że nie poczekala jeszcze miesiac z decyzja bo by miała pieknie. Mówiłem jej o tym ale wytlumaczyla sie ze mialem szanse pokazać jej jak ja kocham. Uwierz mi ze miałaby to gdyby nie moja glowa martwiaca sie o znalezienie pracy. Ja twojego ex rozumiem i zaluje ze nie jesteś moja ex bo bysmy inaczej pogadali :-P

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

38

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

przynajmniej chciałeś zapewnić jej jakieś miłe walentynki. ja od mojego byłego usłyszałam tylko żebym coś wymyśliła bo on nie ma wyobraźni i dodam że tak samo bylo z sylwestrem. A ja za to doskonale rozumiem Twoją dziewczynę wink i szkoda że nie ma jej na tym forum ( a może i jest? ) wtedy mogłabym popisać z kimś kto jest w podobnej sytuacji i na pewno mnie zrozumie. wiem o tym, że ja tez nie byłam idealna i miałam swoje wady i humorki ale jednak nie przestało mi zależeć i nie zrobiłam sie taka obojętna. Po tym co piszesz musze stwierdzić, że chyba bardziej okazywałeś swoje uczucia mimo że nie miałeś pracy i to Cię męczyło choć mogę sie mylić.

nie chce chyba wiedzieć jak wyglądałaby ta rozmowa  gdybym była Twoją ex ;p chociaż... na pewno Twój list zmiękczyłby moje zranione serce i nie czułabym do Ciebie tyle żalu co do mojegpo byłego którego nie było stać na jakąkolwiek poprawe.

39

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

przynajmniej chciałeś zapewnić jej jakieś miłe walentynki. ja od mojego byłego usłyszałam tylko żebym coś wymyśliła bo on nie ma wyobraźni i dodam że tak samo bylo z sylwestrem. A ja za to doskonale rozumiem Twoją dziewczynę wink i szkoda że nie ma jej na tym forum ( a może i jest? ) wtedy mogłabym popisać z kimś kto jest w podobnej sytuacji i na pewno mnie zrozumie. wiem o tym, że ja tez nie byłam idealna i miałam swoje wady i humorki ale jednak nie przestało mi zależeć i nie zrobiłam sie taka obojętna. Po tym co piszesz musze stwierdzić, że chyba bardziej okazywałeś swoje uczucia mimo że nie miałeś pracy i to Cię męczyło choć mogę sie mylić.

nie chce chyba wiedzieć jak wyglądałaby ta rozmowa  gdybym była Twoją ex ;p chociaż... na pewno Twój list zmiękczyłby moje zranione serce i nie czułabym do Ciebie tyle żalu co do mojegpo byłego którego nie było stać na jakąkolwiek poprawe.

No ale mój list nic nie zmienił. Nawet nie napisała czy dostała choć dorzucilem kartke na urodziny ktora miała za tydzień.
Co do uczuć to wiem ze tak bo pamietam jak dzis gdy byliśmy kupic cos tam sklepie to ja sie tulilem do niej a nie Ona do mnie i to było tydzień lub dwa przed koncem.



A co do Walentynek to chcialem ale mi nie pozwolila choc mówiłem jej jaki mialem plan. Za malo.



Wiadomo że o niej myśle i tesknie ale nic nie moge juz zrobić.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

40

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

dlatego tak bardzo różnisz się od mojego byłego chłopaka, który sprawił mi tyle przykrości. Widać, że sie starałeś, szkoda, że mój chłopak tak nie postąpił.

41

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

dlatego tak bardzo różnisz się od mojego byłego chłopaka, który sprawił mi tyle przykrości. Widać, że sie starałeś, szkoda, że mój chłopak tak nie postąpił.

To ja moge to samo do ciebie napisać, że czemu tak szybko odpuscilas.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

42

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

wiedziałam, że to napiszesz. Teraz wlaśnie mówisz tak jak on,  nie rozumiesz tego że nie zerwałam z dnia na dzień, że długo męczyłam się całą  tą  sytuacją, że było mi po prostu ciężko, nie tylko jemu. Myslisz że tak łatwo mi to przyszło? że nagle pomyslałam że zerwe i to zrobiłam? Wcale nie poddałam się szybko, ciągle starałam się żeby nasz związek wyszedł z tego dołka ale tylko moje starania w niczym nie pomoggły.  dawałam mu jasno do zrozumienia, że nie wytrzymam długo jeżeli nic się nie zmieni i ciągle będzie tak samo sie zachowywał  a on nawet nie postarał się tego zmienić. I Ty go bronisz, mimo że to on nie wykazał żadnego zaangażownaia.
Inaczej to rozumiemy i nie dam sobie wmówic, że za szybko sie poddałam, on zrobił to wczesniej  ode mnie nie.
Dzięki, że wyraziłeś swoje zdanie w tej sprawie, jednak nie rozumiesz chyba jak  bardzo żle się z tym czuje i że mimo, że stał się taki obojętny nie przestałam go kochac i nie jest mi łatwo o nim zapomnieć.
Powodzenia

43

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

wiedziałam, że to napiszesz. Teraz wlaśnie mówisz tak jak on,  nie rozumiesz tego że nie zerwałam z dnia na dzień, że długo męczyłam się całą  tą  sytuacją, że było mi po prostu ciężko, nie tylko jemu. Myslisz że tak łatwo mi to przyszło? że nagle pomyslałam że zerwe i to zrobiłam? Wcale nie poddałam się szybko, ciągle starałam się żeby nasz związek wyszedł z tego dołka ale tylko moje starania w niczym nie pomoggły.  dawałam mu jasno do zrozumienia, że nie wytrzymam długo jeżeli nic się nie zmieni i ciągle będzie tak samo sie zachowywał  a on nawet nie postarał się tego zmienić. I Ty go bronisz, mimo że to on nie wykazał żadnego zaangażownaia.
Inaczej to rozumiemy i nie dam sobie wmówic, że za szybko sie poddałam, on zrobił to wczesniej  ode mnie nie.
Dzięki, że wyraziłeś swoje zdanie w tej sprawie, jednak nie rozumiesz chyba jak  bardzo żle się z tym czuje i że mimo, że stał się taki obojętny nie przestałam go kochac i nie jest mi łatwo o nim zapomnieć.
Powodzenia

Ja go tako nie bronie tylko wyrazilem swoje zdanie powodu dla ktorego był zagubiony i nic nie robil. Nie mam nic do ciebie i za nic cie nie winie. Podjelas decyzje i tyle a jak go kochasz i nie możesz zapomniec to napisz i zobacz jego reakcje i w tym bede ci zyczyl powodzenia.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

44

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

to hasło widnieje w kazdym Twoim poście a Ty radzisz mi do niego napisac i sprawdzić jego reakcje? przecież to sprzeczność. uważam, że jeżeli zrozumiałby swój błąd i to że mu naprawde na mnie zalezy to pierwszy by się odezwał i chciał to naprawić.

Nie bede go prosić o miłość..

45

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

to hasło widnieje w kazdym Twoim poście a Ty radzisz mi do niego napisac i sprawdzić jego reakcje? przecież to sprzeczność. uważam, że jeżeli zrozumiałby swój błąd i to że mu naprawde na mnie zalezy to pierwszy by się odezwał i chciał to naprawić.

Nie bede go prosić o miłość..

Ten cytat dotyczy sie osób porzuconych. Przecież to Ty zerwalas.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

46

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

zerwałam bo brakowało mi miłości..
zresztą opisałam to już wcześniej wiele razy i dokładnie, nie bede się powtarzać.

wszystkiego dobrego.

47

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

zerwałam bo brakowało mi miłości..
zresztą opisałam to już wcześniej wiele razy i dokładnie, nie bede się powtarzać.

wszystkiego dobrego.

Oj nastroszylas sie jak mewa widze. Nie dasz sobie wytłumaczyć ze wiem ze masz racje. Nie mam nic do ciebie tylko próbuje postawic sie na miejscu twojego ex.praca byla wazniejsza by ja znalesc niż ukpchana. Chciał moze zapewnic byt ale nie zdazyl. Takie jest moje zdanie. Pisze to bo idealnie do niego pasuje i tak ja bym to odczuwal.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

48

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Kochalem swoja ex jak aniola tylko zaniedbalem bo szukałem pracy.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

49

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

nie nastroszyłam się jak mewa, wyraziłeś swoje zdanie-rozumiem to.
tylko stale starasz się podkreślić, że to ja sie poddałam i ja zerwałam. uwierz, że to nie przyszło mi łatwo.

50

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

nie nastroszyłam się jak mewa, wyraziłeś swoje zdanie-rozumiem to.
tylko stale starasz się podkreślić, że to ja sie poddałam i ja zerwałam. uwierz, że to nie przyszło mi łatwo.

Wierze ci a co do poddania to nie chodzilo mi o Ciebie tylko o moja ex.
Co chcesz teraz z tym wszystkim zrobić?

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

51

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

A co ja mogę zrobić ?
nie czuje się odpowiedzialna za rozpad tego związku mimo ze ja to zakończyłam .
co mi to da ze do niego napisze skoro on nawet nie starał się po tym jak mnie stracił tego naprawić . pokazałabym mu tylko swoją słabość a to i tak by nie zmieniłoby jego zachowania w stosunku do mnie. julka odpowiadając wczoraj na moje posty miała rację pisząc, ze żałowalabym tego ze pierwsza się odezwałam bo dalej znalazłabym się w tym samym miejscu. nie zrobię nic, on doskonale wie dlaczego to zakończyłam a mimo to milczy. widocznie dobrze czuje się z tym ze nie jesteśmy razem. pozostaje mi zapomnieć i zacząć normalnie funkcjonować, bez niego.

52

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

A co ja mogę zrobić ?
nie czuje się odpowiedzialna za rozpad tego związku mimo ze ja to zakończyłam .
co mi to da ze do niego napisze skoro on nawet nie starał się po tym jak mnie stracił tego naprawić . pokazałabym mu tylko swoją słabość a to i tak by nie zmieniłoby jego zachowania w stosunku do mnie. julka odpowiadając wczoraj na moje posty miała rację pisząc, ze żałowalabym tego ze pierwsza się odezwałam bo dalej znalazłabym się w tym samym miejscu. nie zrobię nic, on doskonale wie dlaczego to zakończyłam a mimo to milczy. widocznie dobrze czuje się z tym ze nie jesteśmy razem. pozostaje mi zapomnieć i zacząć normalnie funkcjonować, bez niego.

Jakbyś do mnie napisała by porozmawiac o nas to ja bym z checia posluchal. Nie olalbym cie bo moze czekam na twoj ruch. Prosze nie mysl o tym ze cie namawiam bo ja pisze o sobie. Staralem sie listem czy nawet życzeniami na święta dać do zrozumienia ze nie jest mi obojetna ale nie pomoglo. Teraz jej ruch. Ty trzymasz sie swojej wersji i w porzadku. Zdanie Julki szanuje ale nie każdy facet jest taki sam i każdy inaczej zareagowalby w tej sytuacji. Sluchaj sie serca i rozumu a nie forum, taka moja mala rada ;-)

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

53

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Słucham się serca i to właśnie ono kazało mi to skończyć. Wypowiedzi julki tylko idealnie potwierdziły to jak jest w naszej sytuacji. czasami mam też wrażenie ze to wszystko mogło się zepsuć przez to ze znalazł sobie kogoś innego, to by wiele wyjaśniało. tłumaczylo by jego obojętnośc i to ze nie starał się wogóle tego naprawić. pytałam go czy ma kogoś innego jeszcze jak byliśmy w związku ale zaprzeczył w sumie nie mam pewności czy mówił prawdę. Co o tym myślisz? jesteś facetem, więc wiesz czy to zachowanie może też sugerować ze pojawił się ktoś inny. może dlatego tak łatwo się z tym pogodził i nawet nie starał się mnie zatrzymać. a może po prostu szukam jakiegoś wytłumaczenia dlaczego tak postąpił..

54

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących
brokenheart20 napisał/a:

Słucham się serca i to właśnie ono kazało mi to skończyć. Wypowiedzi julki tylko idealnie potwierdziły to jak jest w naszej sytuacji. czasami mam też wrażenie ze to wszystko mogło się zepsuć przez to ze znalazł sobie kogoś innego, to by wiele wyjaśniało. tłumaczylo by jego obojętnośc i to ze nie starał się wogóle tego naprawić. pytałam go czy ma kogoś innego jeszcze jak byliśmy w związku ale zaprzeczył w sumie nie mam pewności czy mówił prawdę. Co o tym myślisz? jesteś facetem, więc wiesz czy to zachowanie może też sugerować ze pojawił się ktoś inny. może dlatego tak łatwo się z tym pogodził i nawet nie starał się mnie zatrzymać. a może po prostu szukam jakiegoś wytłumaczenia dlaczego tak postąpił..

To powiem ci co ja robie teraz na jego miejscu.
Nie mam nowej panny i siedze tutaj. Tesknie za nia ale skoro ona sie nie odzywa to znaczy ze mnie nie chce. Nie szukam przygody w formie rewanzu za kopa który od ciebie dostalem tylko siedze tutaj i czekam. Durne ale prawdziwe.

"Nigdy nie pros sie o miłość bo choćby niewiadomo co by sie dzialo zwiazek to dwoje a nie jedno."

55

Odp: Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Nie wiem jak wy znosicie ten ciężki okres po rozstaniu, ale ja fatalnie. Pomimo, że staram się bardzo trzymać i wmawiam sobie, że dam radę. Najgorsze są soboty i niedziele . A jak kończę pracę i czas iść do domu to mam pustkę. Zawsze spieszyłam się bo to obiad , posprzątać trzeba , jakieś zakupy zrobić , a teraz ......PUSTKA . Wlokę sie noga za nogą do domu i wydaje mi się wszystko bez sensu. Znajomi mają swoje życie więc nie zawracam im głowy swoimi problemami, a jak już to wysłuchają i co mają zrobić...wracają do swojego życia. Wzięłam sobie nawet dodatkowy etat ale i to nie pomaga. Sobotę i niedzielę to bym najchętniej całą przespała. Staram się nie myśleć o nim ale nie zawsze to mi wychodzi. Cisną się wspomnienia i chce mi się płakać. Przeraża mnie fakt , że moje życie będzie takie zawsze.

Posty [ 1 do 55 z 59 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rada dla wszystkich porzuconych i cierpiących

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018