netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

2 983 odpowiedzi750 472 wyświetleniazałożony przez Stokrotka84, 27.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 46 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 2 984 ]

391

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
22jula22 napisał/a:

Sysia001- boisz się że co się wydarzy jeśli nie powtórzysz danej czynności? spróbowałaś już kiedyś zmusić się by tego nie robić? jeśli tak to czy Twoje obawy się wtedy sprawdziły?  Ja kiedyś miałam problem ze sprawdzaniem czy aby na pewno zamknęłam drzwi od mieszkania. Potrafiłam być już na dworze, a i tak się cofnąć i to sprawdzić bo myśli nie dawały mi spokoju. Uporałam się z tym w ten sposób, że zamykając drzwi nie myślałam o niczym innym tylko o czynności którą wykonuje? dla upewnienia łapałam za klamkę, mówiłam sobie że DRZWI SĄ ZAMKNIĘTE i to wystarczyło ;P Może Ty też spróbuj skupić się na tym co w danej chwili robisz w 100%. Rób wszystko dokładnie, powoli? Kiedy złapiesz za jakiś przedmiot potrzymaj go chwilę w dłoni, przypatrz mu się dokładnie, pooddychaj głęboko i dopiero go odłóż? najlepiej by było jakbyś wyszła wtedy z pokoju, porozmawiała z kimś (ale nie o dręczących Cię myślach tylko zupełnie o czymś innym? o czymś przyjemnym), a jeśli nie masz takiej możliwości bo mieszkasz sama to do kogoś zadzwoń? Zamiast liczyć do jakiejś tam liczby to załóż słuchawki, włącz swoją ulubioną piosenkę i śpiewaj! Staraj się za wszelką cenę odwrócić swoją uwagę. Domyślam się że to wszystko jest dla Ciebie męczące, ale pomyśl jaką ulgę i satysfakcję poczujesz gdy osiągniesz swój cel! smile
Pytasz czy radzę sobie bez problemu? na pewno radzę sobie duuużo lepiej niż kiedyś?miewam lepsze i gorsze dni. dzisiaj na przykład czułam dyskomfort wsiadając do autobusu, bałam się że ręce będą mi się tak trząść że nie skasuję biletu? kiedyś po prostu bym nie wsiadła, a dzisiaj mimo tego że nie czułam się na siłach po prostu to zrobiłam. Udowodniłam sobie że można i jestem z siebie zadowolona wink Ty też spróbuj. smile

Pozdrawiam Was wszystkich!

Boję się ,będę już zawsze mieć tą chorobę.. albo ,że nie wyjde z tego nigdy ...
Powiem Ci kilka razy udało mi się ,że się powstrzymałam i dałam rade..
Tylko to wszystko jest takie trudne.. jak wytrzymam lęk. i opadnie czuję się szczęśliwa ,że dałam rade a jak mam więcej stresów to po prostu to robię... biore odkładam itp. Dziękuję za piękne słowa gdy to czytam to czuje taką ulgę ,że dam radę poradzę sobie Ty dałaś radę ja też muszę... Pani psycholog powiedziała mi ,że to jest dużo mojej pracy..

392

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jestem 5 miesięcy po porodzie.. najgorzej się czuję jak wstanę,jest mi niedobrze, nie moge nic zjeść..ogólnie chodzę jak otępiała , kręci mi się w głowie, na nogach ciężko się utrzymać no i ten brak sił;/ troszkę lepiej jest pod wieczór, jakoś funkcjonuję..ale do południa strasznie , nawet nie mam siły posprzątać , nic zrobić. Ze snem nie mam problemów, kładę się i zasypiam, wstaje z dzieckiem około 7 rano

393

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
gosiulka85 napisał/a:

Witam wszystkich...cieszę sie , że trafiłam na to  forum..Otóż czasami dobrze jest się wygadać komuś zupełnie obcemu.. a ja szukam rozmów, pomocy, sama nie wiem juz co robić jak sprawić aby żyć jak dawniej. Otóż z energicznej, pełnej życia i pomysłów kobiety stałam się kims zupełnie innym.. nerwica mnie zmieniła, sprawiła ze tylko istnieje a nie żyje a istnieć nie znaczy żyć:( Zwaliła mnie z nóg sama nie wiem kiedy;/ mam zawroty głowy, ściśniety żołądek, nic nie mogę jeść , totalny jadłowstręt..brak siły na cokolwiek, ciągłe zmęczenie i to napięcie wewnątrz mnie przerażające:( mam malutkie dziecko, którym nawet nie mam sił się zająć.. co robić, jak żyć, jak to zmienić?

A dlaczego stałaś się innym człowiekiem, skąd nerwica? To choroba i jak każda ma swoje żródło.
Tylko, że przychodzi niespodziewanie i uderza nagle.
To trudne dostać młotkiem w głowę i być dalej jak kiedyś sad

394

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Gosiu idź do lekarza i opowiedz mu o tym zwłaszcza że najgorzej czujesz się rano To są objawy depresji Jeśli wstydzisz się iść do psychiatry to powiedz to wszystko rodzinnemu U nas mamy tak dobrego że w moim przypadku sam się zorientował i przepisał mi leki Po jakiś dwóch tygodniach poczujesz się o niebo lepiej Myślę że u Ciebie jest to depresja poporodowa idź szybciutko do lekarza po antydepresanty możesz także wspomóc się psychoterapią u psychologa i nie bój się antydepresenty ani nie uzależniają ani nie otumaniają Pozdrawiam daj znać

395

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Byłam u neurologa, dostałam leki, dzisiaj mija 2 tygodnie jak je biore, mozarin i afobam...poprawy nie ma:(

396

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Czasami jedna rozmowa z kims zupełnie obcym zdziała cuda, dlatego tu się zarejestrowałam, dziekuje Ci kasiuniunia za zainteresowanie...ja chyba potrzebuje wygadac sie komus zupełnie obcemu. Nie wiem co mi jest ale tak bardzo chcę żyć w pełnym tego słowa znaczeniu..aby mieć siłe i energię dla mojego maleństwa sad a narazie takich widoków nie ma;/

397 Ostatnio edytowany przez 22jula22 (2013-11-08 10:33:11)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja też brałam kiedyś mozarin. Co prawda niedługo, bo jeszcze wtedy do końca nie wierzyłam że mam problemy emocjonalne? wolałam wierzyć że to coś zupełnie innego. Już tak dokładnie nie pamiętam jaki okres czasu je brałam ale chyba ponad 2 tyg. Lekarz mi mówił że na efekty działania leku trzeba poczekać ale ja byłam w gorącej wodzie kąpana i przerwałam leczenie. Gosiu Ty jeszcze się nie poddawaj. Poczekaj jeszcze trochę, a może za parę dni poczujesz poprawę. A jeśli nic się nie zmieni to poproś o zmianę leku. Masz dla kogo żyć dlatego bądź silna. Chcesz żyć tak jak dawniej, chcesz się zmienić, a to już jest bardzo dużo.  Ludzie polecają bloga- http://szaffer.pl/ Ja też go przeczytałam i uważam że jest rewelacyjny. Dał mi dużo do myślenia, przeczytaj go sobie?. wypróbuj też metod, które Stokrotka84 zawarła w pierwszym poście.
Pozdrawiam
: )

398

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

W poprzednich postach pisałam że zwierzyłam się z mojego problemu mamie, ale nie potrafiła mnie zrozumieć. Pomyślałam że może kiedy przeczyta to co tutaj napisałam pomogę jej w tym i będzie mnie bardziej wspierać. Zwłaszcza że lepiej mi się o tym pisze niż mówi. Przeczytała parę postów, powiedziała że dobrze że znalazłam kogoś kto potrafi mnie zrozumieć, bo dla ZDROWEGO człowieka to jest dziwne (od dzisiaj jestem córka-świr? mmmm cudownie) ? domyślam się jak to wszystko brzmi kiedy nie ma się takich urojonych problemów no ale liczyłam na jakieś wsparcie z jej strony. ehh?. no ale przecież życie jest piękne ;P

399

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

22jula22 proszę odpowiedz, mi do tego co napisałam. smile

400

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jula nie łam się nasze mamy nigdy nas nie zrozumieją bo boją się że to by było ich przyznanie się do błędu A( z kąt Ty diecko możesz mieć depresję? czy nerwicę)- słowa mojej mamy. Trzeba się ztym pogodzić i tyle. Gosiu poczekaj jeszcze tydzień jak nie zadziała to zmień lek na mnie zadziałał drugi a są tutaj osoby którym pomógł dopiero czwarty czy piąty lek Tych leków jest bardzo dużo i na każdego inaczej działają Trzymaj się

401

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dzięki dziewczyny za rady...życzę Wam zdrówka i sobie też;)
22jula22: czasami naprawde ktoś zupełnie obcy lepiej wysłucha niż rodzina..powiem Ci że osoba zupełnie zdrowa nie jest w stanie sobie wyobrazić co czujemy. Tak jak ja nie potrafie sobie wyobrazić jak można uzależnić się od alkoholu czy narkotyków a można , sama tego nie doswiadczyłam to nie wiem. A ludzie mają z tym mega problemy;/ Masz to forum i tu znajdziesz wsparcie:) Mi również jest ciężko , przezywam inne dolegliwości  niż Ty ale Ciebie rozumie bo wiem jak człowiek się męczy i marzy o normalnym funkcjonowaniu. Wiem też , że wszystko jest w naszych główkach ale jak się tego pozbyć...mówienie weź się w garsć nie działa.
Oglądałam ostatnio program w internecie, facet bał się psów , meczył się kilka lat..podobno godzinna sesja mu pomogla u terapeuty. Wydaje mi się , że moze zmiana psychologa może coś wnieść u Ciebie, może masz dobrego psychologa ale mało skutecznego.

402

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Sysia- boisz się, że już zawsze będziesz mieć tą chorobę ale musisz uwierzyć że jest to wyleczalne i wziąć się w garść. Dużo osób tak mówi a my na to odpowiadamy ?no łatwo Ci mówić?. Ale taka jest prawda! Nikt za nas tego nie zrobi! Jeśli nie weźmiemy się za siebie to nasze życie będzie cały czas tak wyglądać,  a jedyne co osiągniemy to to że jeszcze bardziej pogrążymy się w depresji.  Już parę razy się powstrzymałaś! Próbuj częściej a dojdziesz do momentu że nerwica natręctw będzie Ci obca wink

kasiuniunia- masz rację. Mama unika tego tematu jak ognia, udaje że nie ma problemu, ale z drugiej strony więcej ze mną rozmawia- często o pierdołach ale odwraca tym moją uwagę a co za tym idzie mi pomaga wink

gosiulka85- kiedyś też nie przyjmowałam do wiadomości, że ktoś nie może przestać pić, palić- teraz mnie już nic nie zdziwi. Dzięki tej chorobie nauczyłam się rozumieć ludzi- heh widać wszystko ma swoje dobre strony nawet nerwica ;P Co do pomocy psychologa to z niej nie korzystam. Byłam na 4-5 spotkaniach jak chodziłam do studium bo nie dawałam rady przed egzaminem i praktykami. Ale mało co pomógł. Za każdym razem obiecywał że przygotuje dla mnie ?coś specjalnego?, jakieś testy, ćwiczenia żebym poczuła się pewniej. Jedyne co zrobił to dał mi artykuł do przeczytania iiiiii poradził mi że jak będę wśród ludzi to mam sobie wyobrazić ich jako zwierzęta- a nieee no rewelaaacja -.- chciałam mu powiedzieć że wiem że mam coś z głową ale nie do przesady ;P. Jedynie co powiedział mądrego to to żebym spróbowała specjalnie zrobić coś czego się boję i obrócić to w żart.


My kobitki powinnyśmy się ładnie pomalować, uczesać, kupić sobie jakiś fajny ciuszek i od razu będziemy czuły się lepiej wink  Często mówię że nie mam kasy, a kiedyś na papierosy to miałam 13 zł co 2 dni. Lepiej przeznaczyć te pieniądze na coś co sprawia nam przyjemność a nie na coś co niszczy zdrowie. Długi weekend się zbliża- idealny moment żeby iść z koleżankami potańczyć czy do kina. Trzeba się trochę odstresować smile
A Wy faceci też powinniście się spotkać z kumplem, pogadać o męskich sprawach, obejrzeć jakiś meczyk ;P

Jak nam się nie chce to niech się nam zachce! Na dobijanie się i zamartwianie zawsze znajdujemy czas to i na zabawę powinniśmy. Trzeba korzystać z życia póki można smile

Udanego weekendu!!!

403

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witaj świeży narybku, witajcie starzy wyjadacze. big_smile Jestem mega szczęśliwa, kiedy widzę jak fajnie się wspieracie i motywujecie do walki z nerwicą. smile Ostatnio trochę szperałam w sieci i znalazłam bardzo ciekawą technikę dotyczącą pokonywania stresu i lęku. Oczywiście wcześniej przetestowałam kilka razy na sobie i przyznaję, że warto spróbować.
Technika nosi dość trudną nazwę SUBMODALNOŚĆ i została zaczerpnięta z wiedzy NLP (programowanie neurolingwistyczne). A oto opis w/w techniki:

    1. Wyobraź sobie sytuację, w której zwykle się stresujesz/denerwujesz/martwisz/cokolwiek. Niech to wyobrażenie będzie dokładne ? zobacz to co wtedy widziałeś, usłysz to, co słyszałeś, wczuj się w to wyobrażenie. Poczuj emocję, której chcesz się pozbyć. Do następnego kroku przejdź dopiero wtedy, gdy rzeczywiście odczujesz ją w Twoim ciele.

    2. Określ, w którym miejscu w Twoim ciele odczuwasz tą emocję. Pokaż ją sobie ręką.

    3. Teraz dokładnie określ, jak ta emocja wygląda. Przede wszystkim zastanów się jaką ma formę? Czy jest to ciało stałe, ciecz, czy gaz? Co to jest? Następnie użyj poniższej listy submodalności:

    a. Wzrokowe:kształt (kula, kwadrat, bez kształtu, ??), wielkość (zaznacz rękoma), kolor, czy się rusza (jeśli tak to w jaki sposób, w jakim kierunku?);

    b. Kinestetyczne:ciężkość, temperatura, dotyk powierzchni (szorstki, gładki, ??);

    c. Słuchowe:czy wydaje jakiś dźwięk?, głośność, tempo, ton.

    4. Następnie chwyć to uczucie dłonią i wyciągnij je z Twojego ciała, kładąc je przed Tobą. Gdy emocja leży przed Tobą, nie wpływa na Ciebie.

    5. Zmień każdą submodalność tej emocji na taką, która Tobie najbardziej pasuje. Nowa forma uczucia ma być dla Ciebie przyjemna i relaksująca. (np. kolor możesz zmienić z czerwonego na błękitny, stan skupienia z ciężkiego ciała stałego na lekki gaz, temperaturę z gorącej na chłodną, itp.). Przejdź przez każdą submodalność, powoli i uważnie zmieniając ją na pożądaną.

    6. Gdy zmienisz wszystkie submodalności spójrz na tą nową emocję i zadaj sobie pytanie ? czy ta emocja jest już taka, jaką chcę mieć w swoim ciele? Jeśli tak, przejdź do kolejnego kroku. Jeśli nie, wróć do kroku nr.5 i dodaj tam to, czego jeszcze brakuje tej emocji.

    7. Teraz chwyć to nowe uczucie i włóż je do swojego ciała, w to samo miejsce gdzie było stare uczucie. Poczuj jak przyjemnie się tam osadza, relaksująco oddziałując na całe ciało. Przez chwilę wyobrażaj sobie, jak ta emocja tam zamieszkuje.

    8. Ponownie wyobraź sobie stresującą sytuację z początku ćwiczenia (tym razem już z nową emocją) i zaobserwuj, jak się teraz czujesz.


Recz jest naprawdę warta uwagi, bo regularne treningi tej techniki wyzwalają w ciele i - przede wszystkim - w mózgu automatyzm myślowy. Kiedy człowiek regularnie ćwiczy wizualizacje stają się trwalsze, a nasze myśli automatycznie "przerabiamy" z negatywnych na pozytywne.
Ja w myślach zamieniałam czarną, magmową bryłę negatywnych emocji (która była bardzo gorąca i oślizgła), w kulę wypełnioną niebieską,letnią wodą, która wędrując na powrót do mojego ciała, wypłukiwała wszystkie złe emocje.

Technika działa na mnie podobnie do treningu Jacobsona. Relaks niemal jak po dobrym alkoholu. Na pewno warto ją wypróbować. smile
Pozdrawiam

404

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko wróciłaś smile już myśłałam,że gdzieś popadłaś smile dobrze ,że jestem z nami smile
Ciekawy sposób na rozluznienie trening Jacobsona jest bardzo dobry smile można przy nim rozluznić się całkowicie .:)
To tez ciekawy sposób.. smile Jak się czujesz? czytasz książki o swojej nerwicy?

405 Ostatnio edytowany przez Sysia001 (2013-11-08 23:24:30)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Sysia- boisz się, że już zawsze będziesz mieć tą chorobę ale musisz uwierzyć że jest to wyleczalne i wziąć się w garść. Dużo osób tak mówi a my na to odpowiadamy ?no łatwo Ci mówić?. Ale taka jest prawda! Nikt za nas tego nie zrobi! Jeśli nie weźmiemy się za siebie to nasze życie będzie cały czas tak wyglądać,  a jedyne co osiągniemy to to że jeszcze bardziej pogrążymy się w depresji.  Już parę razy się powstrzymałaś! Próbuj częściej a dojdziesz do momentu że nerwica natręctw będzie Ci obca wink

Dokładnie większość tak mówi,że przejdzie ale to nie jest takie łatwe co jest w nas... i siedzi gdy odczuwamy lęk robimy daną czynnosc bo po prostu tak zwalczamy lęk ,żeby minął ale przy możliwej okazji on znowu wraca...

Muszę się wziąść za siebie... piszę tak i wierze w to ,ze dam radę... chodz za chwile będzie okazja do danej czynnosci i pewnie ją powtórze....

406

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie kobitki.
Poczytałem trochę i uderzyło mnie to co napisała 22jula22 -  " W poprzednich postach pisałam że zwierzyłam się z mojego problemu mamie, ale nie potrafiła mnie zrozumieć " oraz " bo dla ZDROWEGO człowieka to jest dziwne (od dzisiaj jestem córka-świr? mmmm cudownie) ? domyślam się jak to wszystko brzmi kiedy nie ma się takich urojonych problemów ".
Czy można określić tak do końca kto jest zdrowy a kto nie ??? Czy większa wrażliwość i uczuciowość to jest choroba ?? Ile osób żyje z nerwicą a po prostu do tego się nie przyznaje ??? To skąd ta agresja na forach internetowych , na ulicach , skąd to chamstwo w miejscach publicznych - czy to robią " zdrowi " ludzie ???
" Córka -świr " - ta, wiem że to Ty tak to określiłaś ale widocznie nie widziałaś jeszcze świra - i dobrze. Gdyby można było określić skąd bierze się nerwica to pewno nie było by ludzi dotkniętych tą przypadłością . Albo inaczej - nerwica i takie zachowania biorą się z życia , nikt nie urodził sie z nerwicą więc stanem idealnym jest śmierć . To jest stan idealny gdy nikomu nic nie dolega , nikt nic nie czuje i niczym sie nie przejmuje. I mój pan psycholog na moje słowa że " chcę być idealnym i ciężko znoszę porażki " powiedział mi : " czy chce pan umrzeć " ?? No nie - ja chcę żyć - więc kolejne pytanie : " to dlaczego dąży pan do śmierci , do IDEAŁU bo tylko w stanie śmierci jest ów ideał " ?? Ciekawe , nigdy tak o tym nie myślałem ale on ma rację - śmierć to bezruch , brak odczuć , obojętność czyli ideał . I wiecie co ??? To ja już nie chcę ideału , dobrze że jestem jaki jestem nawet z tymi przypadłościami bo wiem ze żyję , czuję , kocham a nawet nienawidzę - ŻYJĘ !!!!!!!!!!
Ja usiłuję wyrzucić z moich myśli ze coś mi dolega - jest to bardzo trudne ale zauważyłem że gdy nie myślę o swojej nerwicy to " łapie sie " na tym ze w sytuacjach stresujących jej objawy sie nie pokazują . Gdy mam umysł zajęty pracą - wysyłką podzespołów do samolotów co wymaga - a pracuję w duuużym międzynarodowym konsorcjum lotniczym - mojego zaangażowania to ta nerwica gdzieś niknie i  łapie sie na myśli - a gdzież to podziała sie moja przyjaciółka nerwica ????
Spróbujcie nie myśleć o sobie jak o ludziach chorych , spróbujcie zająć umysł czymś co lubicie robić , spróbujcie skupić się na swoich plusach bo macie ich olbrzymią ilość . I nie dążcie do IDEAŁU - bo ideał to śmierć a my chcemy żyć , tak bardzo chcemy żyć a nasze przypadłości to w życiu norma - nie da sie żyć bez stresu więc żyjmy i nie przejmujmy sie czymś co nie jest warte naszej uwagi. Miłego weekendu.

407

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hej! Krótkie sprostowanie: poczułam się ?Córką-świr?, jak to wtedy określiłam, w oczach mojej mamy kiedy postawiła między nami granicę (zdrowy l chory). Powiedziała że ona jako zdrowy człowiek mnie nie potrafi zrozumieć. Oczekiwałam innej reakcji zwłaszcza ze strony osoby która mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej. Nie pokazałam jej tego co tutaj piszę żeby sobie trochę poczytała w wolnej chwili, żeby jej się nie nudziło. Chciałam żeby zrozumiała przez co przechodzę, bo byłoby mi 100 razy łatwiej gdybym miała obok siebie kogoś kto mnie rozumie, a w chwili załamania i zwątpienia potrafiłby mnie sprowadzić na ziemię.

Pozdrawiam : )

408

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiem o co Ci chodziło bo sam tego doświadczam . Nie zrozumie syty głodnego tak jak nie zrozumie zdrowy chorego jeżeli sam nie doświadczył podobnego . Dlatego " uszy do góry " - jesteśmy normalni tylko musimy sobie radzić w życiu inaczej - mimo że teraz łeb mi pęka po powrocie z pracy - co tam , dobra kolacja , jakieś piwo JEDNO dla smaku bo je uwielbiam i tyle - jutro też będzie dzień , dobry dzień bo my tego pragniemy.

409

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

kasiuniunia Pytałaś czy wyleczyłam się z boreliozy.Jestem w trakcie leczenia,pod koniec listopada będę robiła kolejne badania,wtedy się okaże.Leczenie też może potrwać bardzo długo,ponieważ,kleszcza miałam 20 lat wcześniej.I powinnam już wtedy iść do lekarza,minął by mnie pewnie cały ten koszmar który teraz przechodziłam,przez ostatnie 5 lat.A przez 2 lata każdy lekarz przypisywał mi nerwicę.Jak szłam do lekarza i mówiłam,że drętwieją mi ręce,nogi,mam bóle głowy,od razu stwierdzana była nerwica.Na początku nie zdawałam sobie sprawy co to jest,więc się cieszyłam,że to''tylko''nerwica i nie jest mi nic poważniejszego.Ale szybko przestałam się cieszyć,kiedy koszmar się tylko powiększał,zaczęły dochodzić problemy z sercem,uderzenia gorąca,bóle głowy itd.porobiłam masę badań w tym tomografię głowy, rezonans, echo serca,przeróżne badania z krwi i jak u większości z was prawie wszystko wychodziło ok.Więc zaczęłam chodzić po psychiatrach,psychologach,podjęłam leczenie,ale objawy nie przechodziły,więc szukałam dalej,aż znalazłam.Wyszła borelioza,od razu szpital i leczenie.Ale nie zostałam do końca wyleczona tylko przeleczona,i po jakimś czasie bakterie boreli znów dały o sobie znać wyniki były jeszcze gorsze.Pójście do pracy czy sklepu to było jak wejście na szczyt,ale to może zrozumieć tylko ktoś kto sam przez to przechodził.
Stokrotko pewnie myślisz,że znów nie potrzebnie mieszam niektórym osobą w głowach.Ale wiesz tak sobie pomyślałam,że gdybym nie wiedziała,że mam boreliozę i że coś takiego istnieje,leczyła bym się dalej na nerwice,bez żadnej poprawy,więc ''mieszając''niektórym tutaj w głowach może jednak komuś pomogę.Jest już coraz więcej lekarzy,którzy mają jaką świedzę na temat tej choroby.Niedawno jedna pani doktór powiedziała mi,że jest bardzo dużo osób,które leczą się na nerwicę a mają zupełnie coś innego.A pani zakaźnik u której byłam 2 tyg temu powiedziała,że nerwica powinna być stwierdzana na samym końcu,po wykluczeniu wszystkich innych chorób,i do tego nie wystarczy zrobienie morfologi,czy tomograf.

410

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja wyniki boreliozy odbieram już w środę. Wtedy wszystko się okaże.

411

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Po co Wam te badania ? nie wystarczą same tabletki ?

412

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wróciłam do Polski ;-P
Pierwszy dzień był fatalny, ale kolejne 5 dobre. Cieszę się, że wbrew tej paskudnej emocjonalnej dręczycielce przełamuję się i udaje mi się czuć dobrze.

Witam nowych nerwusów. Co do tego,że choroba dotyka wrażliwe osoby zgadzam się w 100%! Od zawsze byłam uczuciowa i tego już nie zmienię. Pozostaje mi polubić siebei taką jaką jestem,

413

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Borelioza może mnie dotyczyć bo miałam wiele kleszczy w życiu, ale fakt że każda osoba z linii żenskiej miała tą przypadłość w moim przypadku świadczy o tym że to nerwica. ;-(

414

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
żanetka napisał/a:

Stokrotko pewnie myślisz,że znów nie potrzebnie mieszam niektórym osobą w głowach.Ale wiesz tak sobie pomyślałam,że gdybym nie wiedziała,że mam boreliozę i że coś takiego istnieje,leczyła bym się dalej na nerwice,bez żadnej poprawy,więc ''mieszając''niektórym tutaj w głowach może jednak komuś pomogę.

Może tak, a może nie. Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo chorób, które chodzą po ludziach jest tyle, co gwiazd na niebie.  Miej jednak świadomość, że Twoje słowa mogą być, jak miecz obosieczny: możesz bardzo pomóc, ale możesz też bardzo zaszkodzić.  Czemu? Wyjaśniłam poprzednio, ale najwyraźniej trudno Ci  to zrozumieć.  I ? jak już wcześniej wspomniałam ? nie chodzi o to, żeby się nie badać. Chodzi bardziej o to, że ludzie z nerwicą mają często zaburzony obraz rzeczywistości. Trudno im zachować balans między emocjami, a zdrowym rozsądkiem. Są przeczuleni na punkcie swojego zdrowia. W tym kontekście Twoje słowa o boreliozie wywołują silny niepokój. 

żanetka napisał/a:

Niedawno jedna pani doktór powiedziała mi,że jest bardzo dużo osób,które leczą się na nerwicę a mają zupełnie coś innego.A pani zakaźnik u której byłam 2 tyg temu powiedziała,że nerwica powinna być stwierdzana na samym końcu,po wykluczeniu wszystkich innych chorób,i do tego nie wystarczy zrobienie morfologi,czy tomograf.

Nie wiem czemu, ale mam nieodparte wrażenie, że słuchasz ludzi (tudzież autorytetów), którzy powiedzą Ci dokładnie to, co chcesz usłyszeć. Jeśli mówią coś innego ? to są konowałami. Poza tym jesteś bardzo skupiona na sobie i swojej dolegliwości. Rozumiem, że szukasz tutaj zrozumienia, albo osoby, która byłaby po podobnych przejściach. Czemu więc nie założysz osobnego wątku? Na pewno odkryłoby go wielu chorych na boreliozę.
Jakkolwiek nie zrobisz to chcę, żebyś wiedziała jedno: rozumiem Twoje cierpienie. Poczytałam trochę o boreliozie i opowieści ludzi są naprawdę wstrząsające. Taka choroba nie leczy się łatwo i po drodze rujnuje wszystko, łącznie z psychiką. Moje rady w tym wątku są dla każdego, nie tylko dla ludzi z nerwicą. Treningi relaksacji, czy autoterapii są pomocne w zmaganiach z różnymi dolegliwościami. Nawet ludzie zupełnie zdrowi, ale np. zestresowani pracą lub w chwilowych ?dołkach psychicznych? mogą sobie pomóc tymi sposobami.

Żanetko: na koniec chciałam zacytować tu dość długi, ale bardzo wymowny fragment kobiety, która podobnie jak Ty przeszła piekło boreliozy i w jaki sposób nauczyła się z nią żyć. Uważam, że Nerwusy też mogą odnaleźć w tej historii część siebie.

?Pamiętam, jak pewnego dnia mąż zaproponował, byśmy poszli wieczorem ze znajomymi na piwo. Ot, tak, żeby posiedzieć i pogadać po prostu. Miałam wtedy dość ciężki dzień w pracy. Czułam się źle - obolała i zmęczona... Marzyłam tylko o tym, by położyć się do łóżka i spać. Pamiętam doskonale, jak stracił wtedy cierpliwość i powiedział mi, że ma dość.
"Wczoraj nie, dzisiaj nie, jutro też nie... W takim razie, KIEDY? Kiedy zamierzasz się  poczuć lepiej? Od tylu lat codziennie słyszę tylko to, że Ty się źle czujesz. Czy my nie możemy mieć NORMALNEGO życia? Takiego, jak inni ludzie w naszym wieku? Nie możemy czasem pójść do kina, na spacer, pojechać gdzieś, zrobić cokolwiek poza siedzeniem w domu i jęczeniem? Mam już serdecznie dość patrzenia na Twoją skrzywioną minę. Nie chcę już dłużej słuchać tego, że Cię wiecznie wszystko boli. Chcę mieć normalne życie, słyszysz? NORMALNE!" I wyszedł wściekły, trzaskając drzwiami.
To był dzień, w którym zrozumiałam, że świat nie jest zainteresowany tym, co się ze mną dzieje. Nie obchodzi go to, przez co przechodzę, co czuję. Moje samopoczucie i to, co z nim zrobię, to nie jest problem świata, a mój problem. Świat (i mąż też) chce mnie widzieć zdrową, uśmiechniętą, zadowoloną z życia, szczęśliwą. Kto by chciał żyć z wieczną cierpiętnicą, która nic nie robi, tylko ciągle jęczy i narzeka? Można to wytrzymać tydzień, miesiąc, rok. Ale to trwało prawie dziesięć lat! Nawet anioły (a mój mąż jest aniołem) mają granice swojej cierpliwości. Tego dnia zrozumiałam, że świat mi nie pomoże, i że muszę poradzić sobie sama.
Czułam, że go tracę. Czułam, że on ma dość życia z kaleką. Że jest u kresu wytrzymałości. Musiałam zrobić coś, by odkręcić jakoś to wszystko. Ale nie bardzo wiedziałam, co? Wiedziałam natomiast, że jeśli nie zrobię niczego, to pewnego dnia on po prostu odejdzie. Tak bardzo go kochałam. Nie chciałam go stracić.
Co zrobiłam? Przede wszystkim, przestałam się sama nad sobą rozczulać. Powiedziałam sobie: "Trudno. Jest jak jest i lepiej nie będzie. Dość tego biadolenia. To przecież niczego nie zmieni. Do roboty!"
Nauczyłam się żyć z uśmiechem na ustach ignorując ten ciągły ból i zmęczenie. Wylazłam ze swojej skorupy i zaczęłam się skupiać na innych ludziach i sprawach, a nie tylko na sobie samej i swoim żałosnym losie. Nauczyłam się widzieć piękno tam, gdzie wcześniej niczego pięknego nie udawało mi się zobaczyć. Nauczyłam się widzieć pozytywy tam, gdzie wcześniej widziałam tylko negatywy. Pokonywałam kolejne granice swoich słabości, ułomności. Stawiałam sobie konkretne cele i starałam się je realizować.
Zaczęłam od naprawdę małych rzeczy. Każdy umyty talerz, odstawiony na suszarkę, to był sukces. Nastawione pranie - sukces. Ugotowany obiad - sukces. Wyprasowana koszula - sukces. Seks wieczorem - sukces.
Stawałam się "kobietą sukcesu". Robiłam wszystko, żeby nie myśleć ani o swoim bólu, ani o zmęczeniu. Zaczęłam żyć pełną piersią i, o dziwo, choroba, w żaden sposób nie leczona farmakologicznie, zaczęła się powoli sama wycofywać. Ustępowały kolejno wszystkie objawy. Wróciłam z do świata żywych. To było jak powrót z piekła. Znów mogłam robić wszystko to, co zdrowi ludzie - biegać, skakać, tańczyć, pracować, zajmować się domem. Czułam się trochę tak, jakbym zmartwychwstała. Niewiarygodne, jak wtedy smakuje życie...?

Pozdrawiam

415

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko ja już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.Fakt,że jestem bardzo skupiona na sobie i swoich dolegliwościach.Przeczytałam teraz dokładnie to co mi napisałaś i mam wielki mętlik w głowie.Tyle czasu twierdzono,że mam nerwice,później wyszło,że to od boreliozy,a teraz czytając,to co Ty napisałaś mam ochotę zaprzeczać przed lekarzem,że te objawy to nie borelioza tylko nerwica.Ja chcę mieć postawioną prawidłową diagnozę.Nie zupełnie jest tak jak piszesz,że słucham ludzi którzy piszą dokładnie to co chce usłyszeć.Ja po prostu uwierzyłam w to co mi wyszło w badaniach,i uwierzyłam,tym osobą które w tym kierunku mnie leczą.Nigdy nie chciałam tu świadomie nikomu mieszać w głowie.Tylko chciałam podzielić się z innymi własnymi
przejściami.Nigdy nie twierdziłam,że ktokolwiek tu z Was ma to co ja.Jedynie,że może warto to sprawdzić,aby nie przeoczyć czegoś istotnego.
Masz rację,że szukałam tu zrozumienia,ponieważ też cierpiałam jak większość z Was i też z tym walczyłam.Na początku wylewałam morze łez,modliłam się,użalałam nad sobą,opowiadając o swoich dolegliwościach zatruwałam życie swoim najbliższym,szukałam wsparcia,zrozumienia,słów pocieszenia.Przeżywałam koszmary.Przerabiałam swoje życie,od czasów dzieciństwa,aż do teraz.Szukałam powodów,przez które tak się ze mną porobiło.Zrozumiałam,że niewiele osób potrafi mnie zrozumieć.Nie miałam siły już z tym walczyć.Ciężko było mi wyjść z domu do pracy nie mówiąc już o jakimś kolwiek życiu towarzyskim.Jednak dzień po dni wstawałam rano,szłam do pracy,w drodze do domu robiłam zakupy,chociaż nie raz pójście do sklepu przerastało moje możliwości.Wychodziłam z dziećmi na spacer.A wieczorem cieszyłam się,że tyle udało mi się zrobić.Zapisywałam w zeszycie jakie to ''sukcesy'' odniosłam w danym dniu.Wiem,że to głupio brzmi,bo pójście do pracy,spacer czy też zakupy to nic nadzwyczajnego.Później zaczęłam wyznaczać sobie nowe cele,postanowiłam,że w każdy piątek będę spotykać się z jakąś znajomą.Na początku zawsze umawiałam się u siebie,bo tak mi było wygodniej.Myślałam wtedy,że jeśli źle się poczuję,to jestem u siebie.Ale z czasem to ja zaczęłam odwiedzać koleżanki.Gdybyście wiedzieli jak ja się cieszyłam po powrocie z tych spotkań i znów opisywałam to jako sukces.W końcu to ja wyciągnęłam parę razy męża do kina.Taka zwykła codzienność a sprawiała mi tyle radości.tak małymi kroczkami wyznaczałam sobie coraz większe cel,nie twierdzę,że zawsze wszystko udawało mi się osiągnąć,bo to nie była by prawda.Ostatnio kiedy jechaliśmy na Wszystkich Św.byłam taka szczęśliwa,że spotkam się z rodziną,cieszył mnie ten wyjazd i nagle przypomniało mi się, jakim to było koszmarem w poprzednich latach.Jak bardzo się denerwowałam takim wyjazdem,jak po drodze wszystko mi drętwiało,jakie miałam problemy z oddychaniem,myślałam wtedy tylko o tym,żeby się znalejść w domu, położyć się i usnąć aby o niczym nie myśleć,niczego nie czuć.A teraz taka podróż była radością,nie myślałam o swoich dolegliwościach,podziwiałam mijane widoki za oknem samochodu.Teraz mam w głowie kolejne pomysły,ale na razie to tylko takie plany.
Stokrotko:czytając to,co do mnie napisałaś,zrobiło mi się bardzo przykro,kiedy zapytałaś czemu nie założę osobnego wątku,poczułam się odrzucona jak jakiś intruz.Nawet ludzie z podobnymi problemami mnie tu nie chcą.A z drugiej strony ,Twoje słowa potrafią sprowadzić człowieka na ziemię i dają do myślenia.Naprawdę mądrze piszesz,tylko ja po prostu tu nie pasuję.
Ja naprawdę nie chciałam tu nikomu za

416

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nie chciałam tu nikomu zaszkodzić,ani namieszać w głowach opowiadając o swoich przejściach z boreliozą.Doradzając zrobienie badań robiłam to w dobrej wierze,myślałam,że może w ten sposób może komuś pomogę.Postaram się nie wypowiadać w tym wątku.

417

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

żanetka- Głowa do góry ;-P Stokrotka nie chciała Cię krytykować, tylko wytłumaczyć to co sama przeżywała. Jak jesteśmy chorzy bardzo się na sobie skupiamy, a to ma odwrotny skutek do zamierzonego. Patrzysz czy nie będziesz miała ataku - i go wywołujesz. Chodzi o to by mimo tej cholernej choroby kierować swoje myśli do otaczającego nas świata i ludzi.

No i jeszcze jedno. Co do lekarzy to ja się Tobie nie dziwię. Ja podczas weryfikacji swojego stanu mialam 3 różne diagnozy:
neurolog : migreny
kręglarz: kręgosłup szyjny
psychiatra: nerwica

pewnie jakbym odwiedziła lekarzy innych specjalizacji to też by mi coś wyczarowali.

418

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

a  u mnie bylo wszystko w miare okej , tak wiec postanowilam wyjechac na erasmusa no i teraz mam: czasami mam ataki paniki ze nie moge wyjsc na zajecia, nie chce powiedziec mamie bo bedzie sie bardzo denrwowac ale tez boje sie jak wszyscy sie dowiedza ze zawale studia i wyjazd przez to. jest ciezko i nie wiem jak z tym sobie tutaj poradzic, z dala od rodziny, znajomych, bez lekow (bo przestalam brac rok temu juz bylo dobrze:(:( )

419

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja własnie mam ten problem ,że użalam się nad sobą mówię np do mamy boje się ,ze mi to nie przejdzie..
Dlaczego to po prostu samo nie może przejsc..

420 Ostatnio edytowany przez 22jula22 (2013-11-11 00:18:42)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko faktycznie historia tej kobiety porusza i daje do myślenia. Często naszym zachowaniem krzywdzimy najbliższe nam osoby, nie zdając sobie z tego sprawy. Jesteśmy skupieni tylko na sobie i na naszych dolegliwościach. Ta kobieta jest kolejnym dowodem na to że można z tym skończyć, da się pokonać nerwicę i mieć wspaniałe, spokojne życie.

Stelara- ataki paniki przed pójściem na zajęcia nie są mi obce. Nie mogłam pozwolić sobie na częste opuszczanie zajęć, zwłaszcza praktycznych, tak więc chcąc nie chcąc musiałam na nie  chodzić. To przez co przechodziłam było koszmarem. Trochę pomagała mi hydroksyzyna?  Moim błędem było to że dopiero po skończeniu szkoły wzięłam się za siebie? baaardzo tego żałuję?Ty się nie poddawaj i zacznij działać już teraz! Dużo czytaj na ten temat i naucz się z tym walczyc! Trzymam za Ciebie kciuki, na pewno dasz sobie radę!

421

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko84 serdecznie Ci dziękuję za ten tekst o tej dziewczynie:) krzepiące... trzeba próbować właśnie na tym przykładzie pozbywać się tych swoich dolegliwości:D na pewno to mega ciężkie...

Sysia : ja identycznie jak Ty ciągle do mamy stwierdzam"...mi to już nigdy nie przejdzie" , ,,czemu to mnie właśnie spotkało,, taki nasz los, ciągłego użalania się a może i potrzeby usłyszenia ,że przejdzie, że będzie szansa na normalne życie.

422

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

gosiulka85 - tak właśnie jest oczekujemy ,że ktoś powie,że będzie dobrze w końcu są to osoby nam bliskie..  rady mądre które pisała mi  stokrotka i 22jula22 są bardzo mi pomocne jak czytam co mi piszą jakoś tak czuje się silniejsza dam radę.. są dni w których sobie nie radzę.. a są dni w których powstrzymam się kilka razy... ale to i tak mało do osiągnięcia celu cały czas mnie coś zatrzymuje...

423

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
żanetka napisał/a:

Stokrotko ja już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.Fakt,że jestem bardzo skupiona na sobie i swoich dolegliwościach.Przeczytałam teraz dokładnie to co mi napisałaś i mam wielki mętlik w głowie.Tyle czasu twierdzono,że mam nerwice,później wyszło,że to od boreliozy,a teraz czytając,to co Ty napisałaś mam ochotę zaprzeczać przed lekarzem,że te objawy to nie borelioza tylko nerwica.Ja chcę mieć postawioną prawidłową diagnozę.

Żanetko: nie usiłuję Cię przekonać, że masz nerwicę. Jestem niemal pewna, że kilkanaście lat temu miałaś ogromnego pecha, ugryzł Cię kleszcz i przez lata cierpiałaś na niezdiagnozowaną boreliozę. Przeczytałam trochę historii na ten temat i faktycznie - bardzo wiele osób chorych na boreliozę przeszło podobną drogę. Niemniej jednak lata cierpienia fizycznego zrujnowały Twoją psychikę, podkopały wiarę w siebie i sprawiły, że wszystko poza chorobą przestało mieć większe znaczenie.
Nie chcę żebyś zaprzeczała lekarzom. Przeciwnie - powinnaś wreszcie jakiemuś zaufać i uwierzyć, że będzie w stanie Ci pomóc. Jeśli zaproponuje Ci kurację, spróbuj doprowadzić ją do końca i ewentualnie po tym czasie oceń, czy Twój stan zdrowia się polepszył, czy nie. Miotanie się pomiędzy lekarzami i różnymi diagnozami to katastrofa dla Twoich nerwów i psychiki. Bo i właśnie, o tą ostatnią powinnaś zadbać szczególnie. Wiem, że chodzisz do psychologa, ale z Twoich słów wynika, że nie odczuwasz większej poprawy, że nadal czujesz się bardziej rozchwiana, niż stabilna. Spróbuj popracować nad pozytywnymi afirmacjami - samodzielna kuracja też daje dobre efekty.

żanetka napisał/a:

Nie zupełnie jest tak jak piszesz,że słucham ludzi którzy piszą dokładnie to co chce usłyszeć.Ja po prostu uwierzyłam w to co mi wyszło w badaniach,i uwierzyłam,tym osobą które w tym kierunku mnie leczą.Nigdy nie chciałam tu świadomie nikomu mieszać w głowie.Tylko chciałam podzielić się z innymi własnymi przejściami.Nigdy nie twierdziłam,że ktokolwiek tu z Was ma to co ja.Jedynie,że może warto to sprawdzić,aby nie przeoczyć czegoś istotnego.

I dobrze, że się dzielisz, dobrze, że wreszcie komuś zaufałaś. Problem w tym, że w pewnym momencie Twoje słowa zaczęły wyglądać na manipulację. Za wszelką cenę próbowałaś zwrócić na siebie uwagę. Tak bardzo chciałaś znaleźć tutaj pokrewną duszę, że rozsiałaś widmo "bardzo groźnej boreliozy", którą łatwo można pomylić z nerwicą. Nie pisałaś o swoich emocjach (jak teraz - w ostatnim poście), tylko o złych lekarzach, błędnych diagnozach i złości na cały świat, z powodu Twojego stanu. Wybacz, ale takie podejście jest zaraźliwe. Negatywne emocje człowiek chłonie, jak gąbka. A ludzie znerwicowani przyjmują takowe od innych i żywią się nimi, jak najlepszym pokarmem. Czytając Ciebie widziałam oczyma wyobraźni swoją mamę, która lata temu przyjęła postawę cierpiętniczą i połowę każdego dnia spędza w łóżku narzekając na złą...pogodę. Wracając do domu od lat słyszę tylko: za zimno, za gorąco, za wilgotno, za wietrznie. Jakkolwiek latem jest jeszcze znośnie, tak zimą cała rodzina przeżywa z mamą prawdziwe męki. Już nie tylko pogoda jest zła, ale mama zaczyna wszystkich straszyć, że najpewniej ma raka płuc, jelit, żołądka i szlag wie czego jeszcze. Spędza całe dnie w łóżku, płacze i znajduje masę wymówek, żeby nie pójść do lekarza, czy chociażby na chwilę wyjść na jakiś spacer, albo w ogóle świeże powietrze. To trwa od lat i wszyscy jesteśmy bezsilni wobec jej manipulacji. Kiedy miałam "rzuty" silnej nerwicy moja mama robiła wszystko, żeby poczuć się gorzej ode mnie. Nawet szykowała się do trumny mówiąc, że jest już "na wykończeniu". Zamiast wesprzeć mnie w trudnych chwilach - rozsiewała bardzo złe wizje.
Dopiero terapeutka wyjaśniła mi, że najprawdopodobniej mama choruje na niezdiagnozowaną depresję i że to nie jest moja wina. Nie powinnam myśleć tylko o jej zdrowiu, ale skupić się na sobie i chronić swoją psychikę.  Twoją postawę odbierałam podobnie i stąd taka reakcja, a nie inna.

żanetka napisał/a:

Stokrotko:czytając to,co do mnie napisałaś,zrobiło mi się bardzo przykro,kiedy zapytałaś czemu nie założę osobnego wątku,poczułam się odrzucona jak jakiś intruz.Nawet ludzie z podobnymi problemami mnie tu nie chcą.A z drugiej strony ,Twoje słowa potrafią sprowadzić człowieka na ziemię i dają do myślenia.Naprawdę mądrze piszesz,tylko ja po prostu tu nie pasuję.

Żanetko: odbierasz moje słowa, jak atak na Ciebie, choć moim zamiarem było coś przeciwnego. Chciałam żebyś zrozumiała, że nie jesteś tu sama, że Twoje problemy traktowane są z szacunkiem, ale bez tolerancji dla licytacji ?na choroby?, czy tego, kto ma większą rację. Jesteśmy w wątku dotyczącym nerwicy i borelioza nie powinna go dominować. Miałam dość idealistyczne wyobrażenie, że ten wątek będzie inny niż wszystkie tego typu. Że tutaj skupią się nade wszystko pozytywne emocje, że ludzie będą czerpać siłę z przeżyć innych, dzielić się sukcesami i poprawą jakości swojego życia. Moja wizja rozjechała się z Twoją, bo odniosłam wrażenie, że dążysz do czegoś zupełnie przeciwnego. Bardzo wiele pisałaś o swoim cierpieniu, o wędrówce po lekarzach, o konieczności dodatkowych badań. O emocjach, które w Tobie siedzą, o niezrozumieniu przez bliskich i o walce napisałaś dopiero teraz, w ostatnim poście. Bardzo się cieszę, że wreszcie wyszłaś poza stalowy pancerz boreliozy i pokazałaś, że starasz się, walczysz, masz chwile radości i zwątpienia i że de facto jest już z Tobą lepiej niż kiedyś.  Oswoiłaś potwora i taką postawą dajesz sobie i innym nadzieję.

żanetka napisał/a:

Gdybyście wiedzieli jak ja się cieszyłam po powrocie z tych spotkań i znów opisywałam to jako sukces.W końcu to ja wyciągnęłam parę razy męża do kina.Taka zwykła codzienność a sprawiała mi tyle radości.tak małymi kroczkami wyznaczałam sobie coraz większe cel,nie twierdzę,że zawsze wszystko udawało mi się osiągnąć,bo to nie była by prawda.Ostatnio kiedy jechaliśmy na Wszystkich Św.byłam taka szczęśliwa,że spotkam się z rodziną,cieszył mnie ten wyjazd i nagle przypomniało mi się, jakim to było koszmarem w poprzednich latach.Jak bardzo się denerwowałam takim wyjazdem,jak po drodze wszystko mi drętwiało,jakie miałam problemy z oddychaniem,myślałam wtedy tylko o tym,żeby się znalejść w domu, położyć się i usnąć aby o niczym nie myśleć,niczego nie czuć.A teraz taka podróż była radością,nie myślałam o swoich dolegliwościach,podziwiałam mijane widoki za oknem samochodu.Teraz mam w głowie kolejne pomysły,ale na razie to tylko takie plany.

Pierwszy raz czytam u Ciebie słowa takie jak: radość, sukces, szczęśliwa, cieszyłam się, podziwiałam widoki, mam kolejne pomysły i plany. Nie rozumiem czemu wcześniej nie byłaś tak szczera i tak prawdziwa. Atmosfera choroby zdominowała Twój internetowy wizerunek. A przecież masz życie poza nią i to o wiele lepsze, niż można by przypuszczać. Nie chciałam Cię stąd wyganiać, chciałam żebyś spojrzała dalej, poza czubek własnego nosa i dostrzegła, że inni też tu są, cierpią i próbują sobie radzić, każdy na swój sposób.  Pomysł na założenie wątku o boreliozie podtrzymuję nie dlatego, że chcę się Ciebie pozbyć, ale dlatego, że poczytałam trochę i zobaczyłam, że ludzi podobnych Tobie jest multum (czego dowodem jest relacja Kobiety powyżej).  Zrobisz, jak uważasz. Nie wiem czy tu jeszcze napiszesz, ale ja trzymam za Ciebie kciuki i życzę Ci wszystkiego najlepszego. smile
Pozdrawiam

424

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko ja z pytaniem, jakie badania trzeba wykonać aby wykryć boreliozę, czy badanie krwi wystarczy?

425

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Mdłości i ból głowy ;-(

426

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hej, już poczytałam dokładnie całe forum więc  żanetko już nie odpisuj, we wczesniejszych postach znalazłam wszystko co chciałam wiedzieć:D

Marcin90: Czytałam Twoje posty, jestem w bardzo podobnej sytuacji do Ciebie, podobne objawy i samopoczucie;/ Napisz jak walczysz z tym cholerstwem , jak się obecnie czujesz?

427

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Marcing90 : napisał ,,czuje się niewyspany ciągle. boli mnie głowa szum w uszach, zwiedziłęm już kilkunastu lekarzy i Diagnoza: NIC PANU NIE BĘDZIE. A mi ciągle jest słabo, mam zaburzenia równowagi. STOKROTKO czy to są tylkomoje wymysły?????????????????????,,,


A to powyżej co napisałeś, to już w ogóle jakbym sama o sobie pisała;/

428

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Kiedyś codziennie czułam zmęczenie i zawroty głowy. Ale nie ma się co dziwić skoro przez 2 lata chodziłam zdołowana, roztrzęsiona, nic mnie nie cieszyło. Organizm musiał jakoś okazywać swoje niezadowolenie. Teraz już jest lepiej bo staram się nie myśleć o stresujących mnie sytuacjach.  Chcę żyć normalnie jak każdy inny człowiek. Ta myśl daje mi energię do działania! Jest o niebo lepiej niż parę miesięcy temu.

429

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie!
Dzisiaj miałam pierwszy atak hmm Atak paniki, serce kołatało i nie chciało przestać. Osunęłam się na podłogę. Po chwili, cała roztrzęsiona pojechałam na pogotowie. Ciśnienie bardzo wysokie, dostałam kroplówkę. Zostałam wypisana po około 4h. Dostałam skierowanie do kardiologa oraz tabletki, które mam zarzyć w razie kolejnego ataku.
Cieszę się, bo przy okazji przebadali mnie całą i reszta jest w porządku.
Nerwica serca hmm No cóż, trzeba żyć dalej i myśleć pozytywnie.

430

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Anstawia napisał/a:

Witajcie!
Dzisiaj miałam pierwszy atak hmm Atak paniki, serce kołatało i nie chciało przestać. Osunęłam się na podłogę. Po chwili, cała roztrzęsiona pojechałam na pogotowie. Ciśnienie bardzo wysokie, dostałam kroplówkę. Zostałam wypisana po około 4h. Dostałam skierowanie do kardiologa oraz tabletki, które mam zarzyć w razie kolejnego ataku.
Cieszę się, bo przy okazji przebadali mnie całą i reszta jest w porządku.
Nerwica serca hmm No cóż, trzeba żyć dalej i myśleć pozytywnie.

Nie martw się,ja mam n.żołądka.Upierdliwe dosyć.

431

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
22jula22 napisał/a:

Kiedyś codziennie czułam zmęczenie i zawroty głowy. Ale nie ma się co dziwić skoro przez 2 lata chodziłam zdołowana, roztrzęsiona, nic mnie nie cieszyło. Organizm musiał jakoś okazywać swoje niezadowolenie. Teraz już jest lepiej bo staram się nie myśleć o stresujących mnie sytuacjach.  Chcę żyć normalnie jak każdy inny człowiek. Ta myśl daje mi energię do działania! Jest o niebo lepiej niż parę miesięcy temu.

Ja właśnie tak dokładnie juleńko się czuję, brak chęci na wszystko, zero radości(kiedyś potrafiłam cieszyć się z drobnostek) ,nie mam sił na nić, ciągłe zmęczenie, oszołomienie, kręci mi się w głowie, nogi się plączą ...najchętniej bym przeleżała cały dzień;/ nie wiem co mnie doprowadziło do takiego stanu, nie mam sie czym stresować, załamywać... mam dobrą pracę, dobrego męża, cudną córcię... obecnie jestem na macierzyńskim. Ja już sama nie wiem gdzie szukać pomocy.. Super , że Tobie się udało przezwyciężyć ten stan , jak ja bym chciała zeby mi ktoś do głowy nakładł żebym stanęła na nogi:( ale do mnie nic nie dociera. ehhh...

432 Ostatnio edytowany przez kasiuniunia (2013-11-13 15:12:54)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
sluuu napisał/a:

Mdłości i ból głowy ;-(

ciąża Żartuję Jak dzisiaj przeszło troszkę czy lepiej nie mówić?

433

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia:  Masz dokładnie jak moja mama;/ z tym , że ona co trzeci dzień lądowała na pogotowiu, robione miala echo serca, ekg chyba z 10 razy i 3 razy zakładany holter i wszystko ok z serduchem więc okazało się ze nerwica serca...ona nie wierzyła ze takie objawy może mieć przy nerwicy ... a jednak, broniła się przed lekami, a jak w koncu wzięła to nie ta kobita.. przestała się zamartwiać wszystkim (bo leki przy okazji ją wyciszyły), serce się uspokoiło a ona wróciła do normalnego życia ...ale było ciężko, co chwila ciśnienie mega wysokie, puls ogromny, serce kołatało, zatrzymywało się , później szybko biło , cała czerwona się robiła ...ale juz jest b. dobrze. Tobie też tego życzę:)

434

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dzięki dziewczyny!

Rossanka, nerwicę żołądka pewnie też mam, ale już do tej upierdliwości przywykłam. Serce mnie zaskoczyło.

Gosiulka85, dzięki! Mam nadzieję, że jak pójdę do kardiologa, powiem mu co i jak, to dostanę leki i trochę się uspokoję. Zamartwianie się, to też moja specjalność- po tatusiu hmm

435

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia- Witaj nerwusku sercowy ;-P mam nadzieje, że szybko Ci dobiorą leki.
kasiuniunia- o niebo lepiej ;-P, wczoraj zostałam zniszczona.

436

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

gosiulka85: Hej. Jak z tym walczyłem? dobre pytanie. Żyję z dnia na dzień, staram się nie myśleć za dużo o tej chorobie. W końcu jak lekarze mówią że nic mi nie jest, to siedzi tylko i wyłącznie w mojej głowie;/ Miałem także robione badanie na szum w uszach BAEP i wszystko ok. Więc staram sobie uświadomić że wszystko kiedyś się skończy, że nie będe już cierpiał na tę chorobę. Powiedz mi gosiulka czy bierzesz jakieś leki? Miałaś robione jakieś badania? W grudniu zamierzam skonsultować się z psychiatrą.

437

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Sluuu, też mam taką nadzieję. Poczytałam o tym co zdiagnozowali mi lekarze, czyli AVNRT - arytmia serca. Choroba genetyczna. Ataki u chorych się zdarzają kilka razy w roku. Leki pomagają tylko w trakcie ataku. Jedynie zabieg udrożnienia żył okołosercowych niweluje problem. Wizytę u kardio mam za niecały miesiąc.
Powiem wam, że trochę się przestraszyłam tym co mi się dzisiaj stało hmm

438

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ah, rozumiem Twój strach i współczuje. Pozostaje duża szansa, że to problemy z serduchem bez nerwicy. Miewasz niczym nie uzasadnione lęki lub spadki nastroju?

439

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Miewam i patrząc na innych ludzi, u mnie zdarza się to zdecydowanie częściej. Chodziłam na terapię, wiem co pomaga, ale czasami mnie to przerasta. Głównym moim problemem, są relacje z ludźmi. Na ludziach opiera się mój światopogląd. A jak ktoś ma jakieś zaburzenia emocjonalne, to przysysam się do tej osoby. Dzisiaj rano odkryłam, że mam takiego wampira energetycznego w pracy. Postanowiłam uciąć kontakt. A potem prawie zemdlałam hmm nie wiem, czy to miało jakiś związek, ale dało do myślenia.

440 Ostatnio edytowany przez 22jula22 (2013-11-14 00:05:16)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

"Super , że Tobie się udało przezwyciężyć ten stan "- Niestety tak do końca jeszcze się z tym wszystkim  nie uporałam. Bywa raz lepiej raz gorzej ale cały czas się staram. Dzisiaj na przykład mam ten gorszy dzień. Rano było ok a później już nie za ciekawie sad ale pocieszam się że nawet w tych gorszych chwilach radzę już sobie lepiej niż + - pół roku temu. Ostatnio zaczęłam też rozważać pójście na psychoterapie. Na pewno nie zaszkodzi a może pomóc. Potrzebuję kogoś kto mnie wysłucha i coś doradzi? I myślę że fajnie byłoby też pójść na jakąś terapię grupową tyle że co do tego mam pewne obawy. Ciężko zwierzyć mi się ze swoich problemów jednej osobie a co dopiero jak będę miała o tym mówić kiedy będzie mnie słuchało parę osób. Ja się wstydzę o tym mówić, chociaż wiem że nie powinnam bo każdy ma jakieś problemy sad  W towarzystwie wolę udawać że wszystko jest ok i często udaje mi się  wtedy zapomnieć o nerwicy? a jak mi nie wychodzi udawanie to tłumacze się że mam zły dzień, boli mnie  głowa, brzuch itp. Najchętniej byłabym ze swoim chłopakiem 24h na dobę. Wtedy życie wydaje się piękniejsze...

441

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Marcing90: tak biore mozarin i mirtor obecnie i w razie potrzeby mam afobam.. badania robiłam dwa lata temu wtedy zaczeły się problemy z oddychaniem i to potworne zmęczenie -wszystko przebadałam , rezonans, wszelakie usg, morfologie chyba co miesiąc robiłam, tarczyce i wszystko ok , wtedy dostałam leki i trochę się polepszyło, później zaszłam w ciąże i na czas ciąży leki odstawiłam i czułam się fantastycnie, wszystkie profilaktyczne badania były w porządku, toksoplazmoza, borelioza-wyniki ok, nic kompletnie mi nie dolegało, teraz jestem 5 miesięcy po porodzie i niestety znów to samopoczucie z tym , że dodatkowo zawroty głowy, bezsilność i brak chęci na wszystko , no i biorę to co napisałam na początku...jest mi mega ciężko:(

442

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia- ja też przyciągam takich ludzi i czuję się wśród nich zdecydowanie lepiej ;-D. Tzn. jak wiem że ktoś ma taki bezstresowy styl życia i niczym się nie przejmuje to dla mnie jest to człowiek dziwny, a nawet taki nieludzki. Np. mam koleżankę, która nie ma problemów w swoim małżeństwie wdg niej. Spotkania z nią to opowiadania jak fajnie jej się żyje, co ugotuje, kiedy będzie miała dzieci itd. itp. Tylko, że ja widzę że jej mężczyzna to pies na baby i wiem że ją zdradził. Ona też dostała taką informacje, ale uznała że ktoś jej to przekazał z zazdrości że ma takie fajne życie. Zazdroszczę jej spokoju psychicznego, ale nie umiałabym siebie oszukiwać że wszystko jest ok.

443

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nie byłabym taka pewna, że ktoś ma spokój psychiczny a oszukuje się. Jedno drugie wyklucza.
Ja mam w pracy koleżankę, która mówi wysokim tonem, dużo gada, opowiada różne historie, obgaduje wszystkich naookoło za plecami, a jak kogoś widzi to go klepie po ramieniu jak super koleżanka, pali w trakcie pracy, ma wszystko gdzieś... a mi się ciśnienie podnosi gdy jestem w pobliżu takich osób. W sumie to trochę się cieszę, że idę do tego kardiologa. Metody relaksacyjne typu joga, medytacja, zmiana myślenia mi nie pomogą dopóki serducho będzię non stop na wysokich obrotach. Nie jestem w stanie sama tego opanować.

444

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nie jestem znawcą w tych sprawach, ale osobiście nie znam ludzi bez problemów.

445

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Paskudny wieczór;/ głowa boli mnie ;/

446

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cześć! W piątek podpisałam umowę o pracę, od tego poniedziałku zaczynam zupełnie nowy etap w życiu. Moja rodzina świętuje (walczyłam o tą pracę pół roku), a ja chodzę spięta i poddenerwowana. Już dawno nie miałam takich akcji-reakcji (nad ranem ból brzucha, zawroty głowy i mdłości, a w dzień napady drgawkowe co jakiś czas).
Boję się strasznie, ale wiecie co? Nie poddam się, choćby było koszmarnie mam zamiar znowu wygrać z nerwicą. Stosuję już kilka technik, które mimo złego samopoczucia - pozwalają mi nie tracić całkowitej kontroli. Wiem, że to chwilowe, (zwykły strach przed nieznanym) ale przebiega dość gwałtownie. Moja głowa jest pełna lęku, ale jej inna część potrafi już włączać racjonalizm. Musi być dobrze - innej opcji nie zakładam. wink
Pozdrawiam

447

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cześć Stokrotka84 - będzie dobrze , jestem o tym przekonany . U mnie w pracy zmiany - cała firma aż huczy że mam objąć nowe kierownicze stanowisko i pomimo że już dwa razy byłem kierownikiem to jakieś obawy gdzieś tam są . Ale - ja lubię wyzwania , lubię mieć na sobie ciężar odpowiedzialności i nie zakładam nigdy że nie podołam bo to nieprawda - wiara przenosi góry i tu wiara w sukces to połowa sukcesu dlatego trzeba wierzyć że będzie ok i żadna nerwica nie przeszkodzi w odniesieniu sukcesu jakim jest pokonanie własnych obaw czy lęków. A najciekawsze że wszyscy wiedzą że ja dam radę a ja sam wzbudzam w sobie jakieś obawy - bezpodstawne obawy ale jednak. Tak więc - pierś do przodu i do boju , świat jest piękny a my chcemy czerpać  i czerpiemy z tego świata wszystko co najlepsze mimo że czasem mamy słabsze dni . Pozdrawiam.
Marcinie - nie wszystko co nas spotyka to nerwica , czasem złe samopoczucie to efekt zmiany pogody , nie możemy we wszystkim szukać nerwicy bo ją w końcu znajdziemy . Byłem wczoraj u pani doktór oczywiście psychiatry , uśmieliśmy sie oboje jak powiedziałem jej o obawach w przyjmowaniu leków ale w jednym mnie poparła - jak pan nie chce brać leków to proszę nie brać , to pana decyzja a pan chce dla siebie najlepiej . Tak więc prochy od miesiąca leżą w kącie a ja mimo że samopoczucie takie sobie to tłumaczę że to jest przejściowe , że nic mi nie dolega tylko to są moje myśli i moje obawy które muszę przemóc a POTRAFIĘ TO ZROBIĆ .  Od razu jest lepiej - nie możemy cały czas myśleć o nerwicy i doszukiwać sie nerwicy bo nigdy nie wyjdziemy z tego błędnego koła . Jesteśmy jacy jesteśmy - a jeżeli komuś to nie pasuje to po prostu jego problem a nie nasz. " Uszy do góry " i nie dawaj się myślom co Ci dolega a zobaczysz że od razu będzie lepiej.

448

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 gratuluję nowej pracy! Cieszę się razem z tobą i jestem przekonana, że sobie poradzisz i będziesz zadowolona. Ten strach minie, to pewne!
Też mam tak, że wszystko co nowe, na początku mnie paraliżuje do tego stopnia, że dostaję strasznych napadów lękowych. Mija z czasem. Ale te początki są bardzo trudne i stresujące. Lęk jest większy niż być powinien. To ciężkie, ale jakoś tam sobie daję radę. Choć chciałabym być bardziej zrelaksowana.

449 Ostatnio edytowany przez izia225 (2013-11-18 16:04:45)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,

ja też cierpię na to paskudztwo. Odczuwam kłucia w klatce piersiowej, a potem myślę o najgorszym. sad Był czas, że nic mi nie dolegało, myślałam, że mam to już za sobą, ale niestety znowu powróciło. Czy w ogóle da się nerwicę pokonać raz na zawsze? Czy już zawsze będzie obecna w życiu i będzie się pojawiać w najmniej oczekiwanej chwili?

450

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84- Garatulację ;-D
izia225- cześć,

451

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko 84 gratuluję!!
A ja odpoczywam, w nocy miałam dawno zapomniany "rzut lęku", ale już jest dobrze. Uczę się akceptacji tego co mnie spotyka i wyłapuję chwilę szczęścia! Coraz częściej rozumiem, że szczęście miewa odcienie szarości, a nie tylko czerń i biel.  Wiem, że dasz radę, bo zwycięstwo zapisane jest w walce a nie tylko w wygranej. A Twoja walka o siebie jest imponująca! gorąco pozdrawiam

452

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich!
Z nerwicą żyję już ponad 2 lata. Na początku kiedy odwiedziłam już prawie wszystkich lekarzy i za każdym razem potwierdzało się, że jestem zdrowa wybrałam się do psychiatry. Przez rok brałam leki. Myślałam, że jest już ok i je odstawiłam. Ataki wróciły ze zdwojoną siłą. Ciągłe bóle głowy, drętwienie prawej strony twarzy, zaburzenia widzenia, drżenie rąk, przyspieszone bicie serca, napięcie mięśni szyi i karku... Masakra. Zdecydowałam się na psychoterapię. Nigdy z niej nie zrezygnuję, bo wiem, że to jedyna droga... Bardzo pomaga mi mąż. Tylko on stara się mnie zrozumieć. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Na przykład w poniedziałek miałam tak silny atak w pracy, że musiałam pójść do domu (pracuje z dziećmi i muszę mieć oczy dookoła głowy). Wzięłam Hydroksyzynę i poszłam spać. Dziś znów... Odrętwienie prawej strony twarzy, kark twardy jak skała, panika, że coś mi się stanie... Ale poradziłam sobie i przetrwałam w pracy do końca. Staram się walczyć. Tylko czasem przychodzi moment, że nie mam już siły. Wtedy płaczę i zastanawiam się dlaczego mnie to spotkało. I to wtedy, kiedy wreszcie w moim życiu wszystko zaczęło się układać.
Mam cudownego męża, kochanych rodziców i brata i najwspanialszych przyjaciół, a czasem brakuje mi motywacji i chęci do życia.
Dziękuję za to forum... Kiedy czytam Wasze posty to mam poczucie, że nie jestem sama... Że nie zwariowałam.

453

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

znerwicowana_Karolcia- gratulacje podejścia. Witaj wśród nas.
Hymm dodam Ci jeszcze, że zazdroszczę męża. Jak ja bym chciała by ktoś mnie w tym wspierał. No, ale sama siebie też mogę wspierać, wiec tak robię.

454

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

znerwicowana_Karolcia - napisałaś " Tylko czasem przychodzi moment, że nie mam już siły. Wtedy płaczę i zastanawiam się dlaczego mnie to spotkało. " - wiesz , ja też często się zastanawiam skąd to się wzięło ??? Ale - to nie grypa którą można złapać na dworze , na nerwicę składa się wiele czynników i w moim przypadku gdy tak obiektywnie spojrzę na swoje życie - to to musiało mnie spotkać . Ciągłe zagonienie w pracy , stres bo ciążą na mnie obowiązki jako przełożonego , stres bo jak czegoś nie załatwię to produkcja " leży " , w domu kłopoty ogólnie mówiąc z rodzinką - różne a ja w roli tego " naprawiacza " i oczekiwanie rodziców że ja załatwię coś za rodzeństwo . Więc - niestety , byłem młody więc i silniejszy i nie zdawałem sobie sprawy jakie skutki to we mnie wywoła . Dziś - dziś usiłuję dojść do normalności , żyć swoim życiem a przede wszystkim mówię co mi się nie podoba w domu i w pracy - bo i tłumienie w sobie emocji i niezadowolenia duuużo dało do rozwoju nerwicy .
Czasem dziękuję Bogu że " tylko " to mnie spotkało , że ludzie mają dużo poważniejsze zmartwienia - ja za bardzo zwracałem uwagę na nic nie znaczące sprawy , pewno nadal tak jest ale ja o to zadbałem latami więc nie można tak ot - pstryk i nie ma , potrzeba czasu i świadomości że można inaczej żyć . Psychoterapeuta mi powiedział - " proszę pana , latami pan żył " na obrotach " to co pan chce , by organizm tak w jednej chwili zmienił nawyki ?? Organizm broni się przed nowym , nie chce zmian stąd i te niepokoje i nerwicowe zachowania . Ale - z czasem to się unormuje tylko potrzebna jest świadomość że nie dzieje sie nic złego i - żyć , przede wszystkim żyć wśród ludzi !!!!
Łatwo sie pisze - a tak trudno to przychodzi . Ale nie wolno sie poddawać , trzeba to zaakceptować a z czasem objawy będą słabsze aż kiedyś zanikną - no przynajmniej ja nie wyobrażam sobie by było inaczej.
Pozdrawiam i - nie zwariowałaś , nie nie , spoko , to nasze emocje i nic więcej -  NASZE  czyli część nas a przecież to my siebie najbardziej lubimy więc może głupio to zabrzmi ale może trzeba to polubić ??? Broń Boże nie pielęgnować w sobie ale po prostu polubić jak przyjaciela ????

455

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

mirosław- bardzo to ładnie opisałeś ;-D. Też polubiłam siebie nawet jako nerwuskę.

Posty [ 391 do 455 z 2 984 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 46 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026