Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Sluuu- trzymałam kciuki, jak się dzisiaj czujesz? Kiedy tak czytam wpisy na naszym forum, to bez względu na treść cieszę się, że mogę tu być z Wami, sama myśl że jest nas "trochę" mi pomaga. Staram się nie udzielać rad, bo się na tym nie znam, ale chętnie się dzielę tym co się dzieje w moim nerwicowym życiu i co mi pomaga. Pisałam już, że nie jestem zwolennikiem leków, bo tak mam, bo być może jest to jedna ze składowych mojej nerwicy. Po prostu leków nie toleruję, nie wierzę, że mogą mi pomóc, ale wierzę, że innym pomagają i mogą pomóc. To my sami wyznaczamy w jaki sposób chcemy sobie pomóc, a przeciwnik jest podstępny i przebiegły więc trzeba go przechytrzyć. A to z pewnością jest w naszej mocy, bo jesteśmy inteligentnymi ludźmi- my wszyscy tu bez wyjątku. Profesor Dąbrowski napisał kiedyś że nerwica dotyka tylko najwrażliwszych ludzi. I ja tak myślę. Jestem delikatną i wrażliwą istotą, co nie może przeszkodzić mi żyć i czerpać z tego bezmiaru możliwości jakie daje mi los i życie. Nie przespałam dzisiejszej nocy, boli mnie brzuch i mam skręty jelit, wczoraj cały dzień byłam kłuta, badana itp.. jechałam do specjalisty 5 godzin w jedną stronę, wszystko mnie bolało a nad ranem gdy tylko próbowałam zasnąć miałam napad lęku i paniki.
Usiadła rano na łóżku i pomyślałam: przecież mam prawo źle się czuć po takim dniu, to normalne. Mam prawo chorować, mieć grypę, zatrucie, itp.. Mój terapeuta był rozbawiony kiedy kolejny raz na terapii powiedziałam mu mając 39 stopni gorączki, że to chyba znowu somatyzacja. Odpowiedział mi prosto i jasno: a ja myślę, że to przeziębienie lub grypa. I pewnie miał rację. Ja też mogę chorować, sztuką dla mnie jest to aby umieć to rozróżnić, zaakceptować i zająć się sobą, a co więcej pozwolić aby inni także mi w tym pomogli. Kiedy mąż wychodził do pracy zapytałam go czy mogę zawsze do niego zadzwonić, odpowiedział że tak. No cóż mój model doskonały to mąż który sam proponuje, że zostanie lub mówi że zawsze mogę do niego zadzwonić. Ale co by było gdyby to działo się kilka razy w tygodniu?.. mąż stracił by pracę, a przecież pracuje żebym ja mogła odpocząć - jestem na kilku miesięcznym urlopie bezpłatnym - bo tak chciałam, a on mnie poparł - i to jest ta jasna strona i to jest mój skarb i szczęście, muszę tylko chcieć to zobaczyć. Trzymam kciuki za siebie i za wszystkich którzy chcą zobaczyć jasną stronę życia, chociaż nieraz myślałam, że to życie dla mnie nie ma sensu. Mam nerwice od lat i czasami puka do mych drzwi, a czasami wchodzi oknem lub przez komin, nie da się zabezpieczyć wszystkich wejść , ale można ją wyprosić gdy stanie się zbyt natarczywa..Jestem czujna, ale nie bezbronna. To tak jak z szefem: mówimy mu prawdę, ale nie do końca, aby sobie zbytnio nie zaszkodzić...Zmieniałam już kilka razy pracę ..( ..) Teraz robię wszystko wolniej i daję sobie czas na odpoczynek, nic dziwnego że byłam nadmiernie eksploatowana w pracy, to normalna cecha szefa. On tylko korzystał z mojej wiecznej gotowości i ambicji.. Moja szefowa była zdziwiona kiedy poprosiłam o bezpłatny urlop i zapytała jak ja sobie poradzę bez pracy.. I miała rację, po 2 tygodniach nie było pracy, ale przyszła ona dawna znajoma "nerwica"- a ja pozwoliłam jej się rozgościć tak, że zabrakło dla mnie miejsca. I kolejny raz muszę prosić o pomoc w celu pozbycia się nieproszonego gościa, tak więc jestem na terapii. Słucham, uczę się, trenuję itp.. kolejny raz, ale wierzę, że to działa i to jest moja droga do wolności.. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i idę łapać dobre chwile, same mogą nie przyjść ...