Wtrącę od siebie kilka słów odnośnie tematu nerwicy. W ubiegłym roku, bardzo widocznie zaczęła się ona objawiać u naszego kolegi, notabene długiego stażem. Nasza firma ma to do siebie,że oprócz dyspozycyjności, zleceń na czas, połączonych z tłumaczeniami "na wczoraj", prowadzi współpracę z uczelnią, kształcąc przyszłą kadrę informatyczną. Do czego nawiązuję? Pierwsze widoczne symptomy, zaczęły się pojawiać, gdy współpracownik, był proszony na tzw. dywanik. Wezwania dotyczyły spraw błahych-np. korekt w tekście (które swoją drogą i tak zawsze po nim poprawiałam
), czy też braku podpisu, z tyłu na dokumentach. Niby nic-jednak po takim telefonicznym, bądź personalnym zawiadomieniu, gościu autentycznie dostawał palpitacji serca-później z resztą zdiagnozowaną, momentalnie zaczynały drżeć mu dłonie i głos tak, jakby za chwilę miał być na nim wykonany wyrok śmierci. Ci bardziej domyślni ( w tym ja
) w mig zauważyli, co z nim się dzieje, radząc, by albo przez jakiś czas poszedł na L4, bądź wziął urlop na żądanie, do którego miał pełne prawo. Oczywiście L4, w połączeniu z profesjonalną terapią, wspomaganą farmakologicznie, przyniosła oczekiwane rezultaty. Oprócz zdiagnozowanej wcześniej nerwicy, rozpoznano u niego objawy wypalenia zawodowego. W taki jeszcze sposób popracował z nami pół roku, po czym zmienił miejsce pracy. Teraz biorąc z jego "przygody" przykład, również staram nie brać na siebie zbyt dużo, jeżeli się z czymś nie wyrabiam, nie robię z tego problemu, czy też niespełnionego priorytetu, w końcu moje zdrowie jest najważniejsze, nie mam parcia na tzw. "szkło", by podwyższać statystyki, czy też zapunktować u pracodawcy, kosztem kolejnej garści siwych włosów na głowie
W końcu nikt nie jest idealny....chyba ![]()
Podobne tematy
Carpathia- mądra z Ciebie kobieta. Działanie zapobiegawcze to podstawa.
Dziękuję, niestety nie wszyscy są takiego samego zdania
.
Mniejsza z tym, nerwicy i wszystkim podobnym bezeceństwom, będącym jej substytutami mówimy stanowcze NIE !
O!
Trzymajcie się wszyscy cieplutko ![]()
dziś zumbowałam ;-P padam, ale prę do przodu.
dziś zumbowałam ;-P padam, ale prę do przodu.
Ja też byłam na ćwiczeniach. I nogi mnie bolą.
266 2013-10-09 22:44:42 Ostatnio edytowany przez kasiuniunia (2013-10-09 22:53:47)
Jaja sobie robiłam Jestem z powrotem w podskokach Czasami poranne myśli są GŁUPIE Tęskniłam za Wami Sluuu UWIELBIAM Ja dzisiaj poza pracą w salonie nic nie robiłam ale i tak się cieszę bo nie mam MYŚLI... I nic czego dzisiaj dowiedziałam się od klientek nie zaprząta moich myśli (wieczna analiza) jest ok;) http://latricja.blogspot.com/ lubię to!!!:)
kasiuniunia-No nie strasz na drugi raz ;-P, TULĘ ;-) i cieszę się z wizyt w moim internetowym pokoju ;-P
W salonie pracujesz, jakie usługi?
rossanka- może byłaś ze mną ;-P
Fryzjer Pozdrawiam
Ma ktoś nerwice natrectw? i powie jak sobie radzi?
witam jestem tuatj nowa i tez cierpię na nerwice lękową neiestety to jest choroba 21 wieku i co druga osoba na nią cierpi tylko nie każdy potrafi się do tego przyzna a myśle ze samo przyznaie sie to jakis sukces.moje objawy zaczeły sie rok temu kiedy pierwszy raz wylądowałam w szpitalu z wysokim pulsem w granicach 150-180 i duszności a naprwde w tym dniu nie miałam się czym denerwować. w szpitalu stwierdzili ze to arytmia i leczyli mnie isoptinem chwile go brałam i przez 2 miesiące nie paliłam bo myślałm ze to od serca i pół roku miałam spokoju ale w tym roku jakieś 3 miesiace temu znów dostałam taki atak z wysokim pulsem szybkie biciem serca i dodatkowo z lękami bałam sie ze cos mi sie stanie ze w szpi9talu mi nie pomogą. leżałam tydzień dawali mi cloranxen na uspokojenie fakt pomagał ale byłam bardzo senne po nim i do domu mi tez go dali tylko doraźnie jakby mi sie coś działa. ale poszłam do kardiologa przywatnie bardzo fajny lekarz zrobił mi wszystkie badania i wyszło ze z sercem mam wszystko ok a w szpitalu chcieli mnie wysłać na zabieg ablacji. poźniej zaczeły mi sie bardzo silne bóle głowy bóle w boku robiłam wszystkie badania m=na watrobe na tarczyce ginekologiczne badania zaqwartośc magnezu w organiźmie i jestem okazem zdrowia i wtedy trafiłma na pania neurolog ktora przez 2 tyg kazała mi barć cloranxan i do tego raz dziennie seronil i jestem cały czas na tym seronilu teraz już przez 1,5 miesiąca bóle głowy ustąpiły ale leki dalej sa i nerwy czy mi nic nie bedzie. mój mąz pracuje na wyjazdach i jest tylko na week w domu jestem tylko z rodzicami wszyscy wiedza o moim problemie ale nie każdy to do końca rozumie zresztą myśle zew jeżeli ktoś nie miał takiego czegos to nigdy tego nie zrozumie.zajęcie sie jakas praca np. w domu to nie rozwiązanie choć na chwile zajmuje myślenie. ja mam najgorsze wieczory wtedy przychodza leki w dzien jest jeszcze ok czymś sie zajmę i jakoś zleci. teraz tez chodzę do psychologa i byłam juz na 2 wizytach za 2 tygodnie nastepna. tłumaczy mi ze musze walczyć z psychiką i zebym starala sie nie myśleć o tym a jak przychodzi lęk to myśleć o czymś przyjemnym i wmawiac sobie ze wszystko jest ok i nic mi nie bedzie i powiem szczeze ze wczoraj od około 1.5 miesiąca miałam znów leki wieczorem które przyszły nagle kiedy o niczym nie myslałam polozyłam sie zamknęłam oczy usmiechnełam się i powtarzałam ze nic mi nie jest wszystko jest ok i zasnełam i spałam do rana i bylo ok moze faktycznie powinniśmy ćwiczyś swoja psychikę i nastawiać sie na pozytywne myślenie. teraz łatwo mi sie pisze ale wiem ze jak przyjdzie lek lub atak to nie bedzie to proste i boje sie ze nie bede umiała walczyc z tym . jeszcze jeden problem to to ze mój tato pije i tez jak mojego męża nie ma mama w pracy a ja myśle tata pijany kto pojedzie ze mna na pogotowie ale teraz troszke mam dystans do tego bo moja psycholog mów ze mam sąsiadów i na pewno pomoc znajdę a moj kardiolog mnie uspokaja ze od szybkiego bicia serca odrazu nic mi sie nie stanie.
ps. napiszcie co o tym myślicie..
jeszcze jeden problem to to ze mój tato pije i tez jak mojego męża nie ma mama w pracy a ja myśle tata pijany kto pojedzie ze mna na pogotowie ale teraz troszke mam dystans do tego bo moja psycholog mów ze mam sąsiadów i na pewno pomoc znajdę a moj kardiolog mnie uspokaja ze od szybkiego bicia serca odrazu nic mi sie nie stanie.
Też miałem takie myśli kto pojedzie ze mną na pogotowie, straszne zamęczanie siebie było;/ Ale przeszło mi jakoś, Wiadomo niekiedy są takie myśli niestety;/
Marcin a leczyłes się czy samo ci przeszło
zuzia264- dasz radę, może trzeba będzie inny lek dobrać. Cieszę się, że korzystasz z psychologa. Oczywiście że to cywilizacyjne przekleństwo, ale my sobie radę ramy!!!
Dziś znów sauna i jacuzie ;-P Dam popalić tej popapranej lękowej koleżance. Buzka nerwuski
sluuu- dzieki za wsparcie mam nadzieje ze mi to wszystko przejdzie i bede tą dawną dziewczyną co byłam . najgorsze jest to ze nie mam na nic ochoty ani wstać z łożka ani zrobić obiadu ani na nic innego nic mnie tak nie cieszy . ciągle szukam pracy i nic moze gdybym miała jakieś stale zajecie byłoby mi łatwiej bo miałabym mniej czasu na myślenie.
zuzia264 - raczej smo mi przeszło, może dlatego że na przeciw mnie jest osp i pogotowie ratunkowe, i jakoś się oswoiłem. Sam jestem strażakiem od 6 lat ![]()
Jeśli ktoś jest zainteresowany, posiadam książkę, o której była tu mowa, w formie elektronicznej i mogę podesłać na maila. Tylko to jest pierwsza wersja pod innym tytułem ("Oswoić lęk"). Ale podejrzewam, że różnice pomiędzy dwoma wersjami są nieznaczne. Apropos książek, czy ktoś interesował się może tą nowością: ups, nie mogę jeszcze wklejać linków
chodzi mi o książkę D. Hellersteina pt: Uzdrowić umysł-najnowsze metody leczenia depresji i zaburzeń lękowych.
Pozdrawiam ciepło.
kotella - prześlij mi na maila: marcing90@o2.pl ![]()
279 2013-10-12 22:51:25 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-10-12 23:03:06)
Wysłałam, marcing90 ![]()
A tak w ogóle to dysponuję dość sporą bazą tego typu książek (w formie elektronicznej, po polsku i po angielsku) - zarówno stricte naukowych, poradnikowych, jak i idących w kierunku duchowości. Jeżeli będę mogła komuś pomóc, podesłać coś, to będzie mi miło.
A znacie może stronę spam? Ja dość często ją podczytuję i polecam ją wszystkim zainteresowanym tematyką psychologiczną, rozwojem osobistym, duchowością itd.
Życzę miłej lektury i spokojnej nocki ![]()
Witaj Kotella! Miło, że do nas dołączyłaś! Czekam na Twoją historię, a o książki również poproszę (mail pod nickiem), bo dodatkowej wiedzy nigdy za wiele
Pozdrawiam
Jak mam sobie radzić z nerwicą natręctw nie chce czegoś robić ale to jest silniejsze odemnie.. proszę o radę.
Sysia001- no to na przykładzie: Załóżmy że musisz przed snem poukładać ubrania na fotelu bo nie zaśniesz. Zostaw je specjalnie na kilka dni i nie dotykaj choćbyś miała nie spać i tak z każdym natręctwem, aż do znudzenia.
Ale ten lęk... jest taki duży myślę ,że też to jest duże przyzwyczajenie,że się musi to robić..
Witam wszystkich bardzo ciepło, Już dwa razy próbowałam wysłać swojego posta i nie udało mi się. I tu dostała w nos moja perfekcja pisałam 2 godziny, poprawiałam, sprawdzałam a tu pstryk i zniknęły jak bańka mydlana. Zniknęłam na jakiś czas, ponieważ wyjechałam i musiałam się zmierzyć z samotnością która jest moją zmorą. Nie boję się tłumu, tylko samotności. Dałam radę, przeżyłam z niewielkimi problemami, ale to nic. Chciałam się z Wami podzielić niedawnym wydarzeniem z mojego życia. Nikt z mojej rodziny oprócz męża nie wie, albo woli nie wiedzieć że mam nerwicę lękową. Boją się, że jak ktoś zapyta to będą musieli przyznać, że mają chorą psychicznie osobę w swoim najbliższym otoczeniu. Wolą mówić, że od dziecka jestem po prostu inna. Ja również starałam się to ukryć, udając że to problemy natury fizycznej itp.. O co nie trudno przy zespołach genetycznych jak moje...
Ale to czy mam okresy remisji czy zaostrzeń to w dużej mierze sprawka mojej nerwicy, wbrew wszystkiemu...
Otóż kilka tygodni temu musiałam przejechać z moją siostrą i jej mężem prawie 1000 km samochodem, tak bardzo się starałam żeby nic się nie wydarzyło, że oczywiście się wydarzyło.. Miałam atak panicznego lęku, zamarkowany oczywiście somatyką: biegunka, potworny ból brzucha itp....Moja siostra stała jak wryta, nie rozumiała co się ze mną dzieje, a ja się rozpłakałam i potrafiłam tylko powiedzieć: tak mam czasami i nie chodzi tu tylko o moje choroby, ale rówież o to co się dzieje w mojej głowie. To są moje emocje i część mnie czy się to komuś podoba czy nie. Siostra zadzwoniła do mnie po paru dniach i zaproponowała mi co tygodniowe widzenia na skypie ( od 25 lat mieszka za granicą). Zawsze bardzo za nią tęskniłam, zastępowałam mi matkę w dzieciństwie, ale oddaliłyśmy się od siebie w wyniku odległości, zmiany stylu życia itp... Z czasem zaczęłam ukrywać moje problemy i czułam się coraz bardziej wyizolowana. Teraz kiedy to wszystko się "wydało" czuję olbrzymią ulgę , która zastąpiła po części wstyd i bezradność. Wiem, że ona nadal mnie kocha i chce mi pomóc, tak jak potrafi. Na tyle na ile zrozumie, moją chorobę... Na tyle na ile ja pozwolę... Tak wiele zależy ode mnie, muszę tylko sama sobie pozwolić na słabość i to żeby ktoś się mną zaopiekował i zaakceptował mnie taką jaka jestem....Zmiana sposobu myślenia to proces na całe życie, kolejny raz odkrywam to co inni po prostu wiedzą, mają, czują...ale to nic. Warto pójść tym tropem i kolejny raz odszukać siebie. Wiem, pomimo że nadal mam lęki i źle się czuję, że potrafię odczuwać radość i z przyjemnością słucham swojego śmiechu, który jest najpiękniejszą muzyką jakiej dane mi było słuchać. Cieszę się, że jesteście i że mogę się z Wami podzielić tym co mi w duszy gra. Powoli uczę się brać i dzielić. Dzielić nie dawać to dla mnie olbrzymia różnica. Dziękuję za piosenkę " Don't give up" - wyłam kiedy jej słuchałam, ale to były łzy nadziei ... Tego nam wszystkim życzę,
Dzisiaj adoptuję kolejnego kotka, będzie towarzyszem dla mojej kici, która straciła towarzyszkę zabaw kilka tygodni temu. Z okazji u mnie impreza piekę tort bezglutenowy i bezmleczny - ostatni był pyszny, chociaż dwa wcześniejsze się nie udały za bardzo.. pozdrawiam
Sysia001- masz wybór, możesz wykonywać przymusowe czynności, lub starać się przełamać schematy. Każdy z nas wie jakie to jest dla nas trudne, ale nasza choroba nie usprawiedliwia tylko zobowiązuje.
8888- Piękny ten Twój post. Cieszę się że lubisz tu przebywać i zrobimy wszystko by żyć w sześciu i nie dać się temu łajdactwu. Jeśli chodzi o biegunki to nie mój konik tylko mojej siostry. Ona też już się z tego śmieje, że zna wszystkie toalety w drodze do pracy czy szkoły. Na szczęście siostra mieszka blisko i jest moją oporą, bo sama to przeżywała.
Ja dziś też mam gorszy dzień. Czuje pustkę mieszana z bólem głowy i z poczuciem winy, a na dokładkę strach i zwątpienie.
Ale wlasnie wykonywanie tych czynnosci sprawia ,ze dalej to robie a nie wychodze z tego..
287 2013-10-14 11:38:06 Ostatnio edytowany przez sluuu (2013-10-14 11:40:19)
Sysia001- no napisałam, że trzeba przełamać działania natrętne. To będzie długa droga, ale do wyjścia ;-P.
Już dwa razy próbowałam wysłać swojego posta i nie udało mi się. I tu dostała w nos moja perfekcja pisałam 2 godziny, poprawiałam, sprawdzałam a tu pstryk i zniknęły jak bańka mydlana.
Nie jesteś jedyną która zmaga się z neurotycznym perfekcjonizmem. Mam podobnie, ale ostatnio mniej się tym przejmuję. Wiem np. że posty które tutaj piszę nie są do końca poprawne stylistycznie i gramatycznie. Kiedyś bym je obsesyjnie poprawiała, a dzisiaj zostawiam takimi, jakie są. 8888: pozwól sobie na błędy, to jeden z "kroków do wolności".
Nikt z mojej rodziny oprócz męża nie wie, albo woli nie wiedzieć że mam nerwicę lękową. Boją się, że jak ktoś zapyta to będą musieli przyznać, że mają chorą psychicznie osobę w swoim najbliższym otoczeniu. Wolą mówić, że od dziecka jestem po prostu inna.
To błąd! Oczywiście nie namawiam Cię, żebyś od dziś chodziła i na prawo i lewo rozpowiadała o swoich problemach, ale kiedy jesteś w towarzystwie i gorzej się czujesz to "ukrywanie" swojego stanu powoduje wzrost napięcia. Jeszcze bardziej się nakręcasz i zastanawiasz, czy ktoś odkryje Twoją tajemnicę.
I jeszcze jedno: nie jesteś chora psychicznie, tylko nadwrażliwa. Możesz powiedzieć, że miewasz dolegliwości na tle nerwowym i czasem reagujesz tak, a nie inaczej. Uwierz mi, w dzisiejszych czasach ludzie miewają tyle stresów, że wątpię czy kogoś to szczególnie zdziwi. Raczej pokiwają głowami ze zrozumieniem.
Otóż kilka tygodni temu musiałam przejechać z moją siostrą i jej mężem prawie 1000 km samochodem, tak bardzo się starałam żeby nic się nie wydarzyło, że oczywiście się wydarzyło.. Miałam atak panicznego lęku, zamarkowany oczywiście somatyką: biegunka, potworny ból brzucha itp....Moja siostra stała jak wryta, nie rozumiała co się ze mną dzieje, a ja się rozpłakałam i potrafiłam tylko powiedzieć: tak mam czasami i nie chodzi tu tylko o moje choroby, ale rówież o to co się dzieje w mojej głowie.
Tak bardzo się starałaś, że nerwicy dostałaś. Następnym razem podobne wydarzenie powinnaś potraktować na odwrót. Jak wiesz z książki Judith Bemis nerwicą rządzą paradoksy. Zamiast usilnie starać się powstrzymać napływające emocje....oczekuj ich, zaproś je do siebie i powtarzaj sobie: "przyjmuje wszystkie swoje dobre i złe emocje. Jeśli będę musiała biegać z tego powodu do każdej,napotkanej toalety - trudno, będę biegać. Jeśli wszyscy to zobaczą - trudno, niech zobaczą!". Traktuj każde takie wyzwanie, jako okazję do przećwiczenia własnych, wewnętrznych dialogów. Powtarzaj sobie, że im dłużej i częściej będziesz ćwiczyć, im więcej małych wyzwań sobie stawiać - tym będzie Ci łatwiej. Oswajaj lęk, nie wstydź się go, niech stanie się Twoim przyjacielem. Ja już niejednokrotnie podejmowałam ze swoją nerwicą taką właśnie polemikę i wiele razy udawało mi się ją pokonać, w ten właśnie sposób.
Kiedyś widziałam program o terapii poznawczo-behawioralnej. Terapeuci zabierali swoich podopiecznych w miejsca, które budziły ich przerażenie i szczegółowo analizowali poziom ich lęku (w 10 stopniowej skali). Pierwsze wyjścia trwały 10 minut, później były dłuższe i dłuższe, aż wreszcie pacjenci sami zaczynali tam chodzić. Lęk stopniowo malał. Jak widzisz - ćwiczenie czyni Mistrza.
Z czasem zaczęłam ukrywać moje problemy i czułam się coraz bardziej wyizolowana. Teraz kiedy to wszystko się "wydało" czuję olbrzymią ulgę , która zastąpiła po części wstyd i bezradność. Wiem, że ona nadal mnie kocha i chce mi pomóc, tak jak potrafi. Na tyle na ile zrozumie, moją chorobę...
No widzisz. Sama się przekonałaś, że przyznanie się do słabości przynosi wielkie ukojenie. Moja rodzina i bliscy znajomi wiedzą o moim problemie. Jeszcze się nie spotkałam z ich strony z dyskryminacją, czy złośliwością. Wszyscy okazywali empatię, zrozumienie i współczucie. Zawsze chcieli jakoś pomóc. Paradoksalnie takie wydarzenia (z Twojego punktu widzenia kompromitujące) mogą Ci pomóc w nawiązaniu jeszcze bliższych relacji z siostrą.
Dzisiaj adoptuję kolejnego kotka, będzie towarzyszem dla mojej kici, która straciła towarzyszkę zabaw kilka tygodni temu. Z okazji u mnie impreza piekę tort bezglutenowy i bezmleczny - ostatni był pyszny, chociaż dwa wcześniejsze się nie udały za bardzo..
Koty i psy działają bardzo terapeutycznie. Sama mam kotkę i w trudnych chwilach niejednokrotnie pomagała mi przetrwać, dlatego gratuluję decyzji.
Cieszę się razem z Tobą! ![]()
Pozdrawiam
Jeśli już pojawił się problem perfekcjonizmu, to polecam książkę "Kiedy doskonałość nie wystarcza. Jak sobie radzić z perfekcjonizmem". Niestety nie mam wersji elektronicznej, a jedynie papierową, więc podesłać nie mogę.
Szkoda, że nie jesteśmy wszyscy z jednej okolicy, przeszedł mi przez głowę pomysł zorganizowania czegoś w stylu luźnej grupy terapeutyczno-wspierającej
Trafiłam co prawda na regionalne grupy nerwicowo-depresyjne, ale nie wiem czemu, jakoś tutaj mi się bardziej podoba, a nie zamierzam przesiadywać na wszystkich możliwych forach psychologicznych, bo życie nie składa się tylko z nerwicy, czasem trzeba poczytać coś lekkiego, związanego z naszymi zainteresowaniami. Apropos, ktoś tu wspominał o kotach. Ja jestem wielką miłośniczką tych puchatych stworzonek (o tak, mój nick nie jest przypadkowy!
Sama posiadam dwa "uliczniaki", które są moimi wielkimi szczęściami. Jestem też wolontariuszką w schronisku, choć gdy gorzej się czuję (akurat ostatnimi czasy przechodzę kryzys, o którym wspominałam w innym wątku), nie jeżdżę do moich pupilków
Czuję się przez to źle i winna.... Wiem, że te biedaki tam na mnie wyczekują.... Ale nie zamierzam się pogrążać. Jak wróci mi siła, wszystko odrobię:)
Tyle tematów do poruszenia... Stokrotka pyta o moją historię, ale ja sama nie wiem, od czego miałabym zacząć. Jak się kiedyś zbiorę, to coś skrobnę. Teraz moim największym zmartwieniem jest brak pracy-zrezygnowałam z kilku ofert (piszę o tym w innym wątku) i, jak się pewnie domyślacie, takie straty nie podbudowują....
Aha, wrócę jeszcze na chwilkę do kotów, bo w wątku, w którym pisałam o izolacji i problemach z pracą, oprócz mnie (Kotella), pisała jeszcze Kotka89 i Catwoman
Się kociary zebrały, co?:)
Stokrotko, z tego co widzę, podobnie jak ja mnóstwo czytasz na temat nerwicy/ zaburzeń lękowych itp. Napisz, co konkretnie by Cię interesowało, albo co już masz, bo ja mam tyle tego wszystkiego, że ho, ho. Spora część z ogólnodostępnych źródeł typu Chomikuj, więc pewnie masz...
Ostatnio ze strony jakiejś psycholożki ściągnęłam "Psychoterapię po ludzku", gdzie opisane są między innymi różne rodzaje psychoterapii, na razie tylko przeglądałam, ale wygląda ciekawie.
Na razie tyle, trzymajcie się wszyscy, i smerki dla Waszych zwierzaków!!!! Do usłyszenia;)
Wyslij mi Kotella jeśli możesz jakieś poradniki.. na temat nerwic... Ty masz lękową więc troszkę jest może inna ale ja mam natrectw.. chciałabym poczytać coś na temat..
powiedzcie co robić jesli każdego dnia myśle o tym czy nie będe mieć wieczorem ataku ciągle chodze sprawdzam sobie puls czy mi za szybko serce nie bije.
i muszę sie pochwalić znalazłam prace i niedługo zaczynam wiec moze przestane tak myśleć
zuzia264- gratulację ;-P
kotella-czekam na Twoją historię, a ten pomysł spotkania fajny. Może kiedyś umówimy się na zbiorowy napad paniki ;-D, wszyscy strzelimy sobie 3 melisy pod rząd, hehe i żadnej to nie będzie dziwić.
Hej. ostatnio zauważyłem, że jak chodzę z tatą do pracy ( Wykończenia wnętrz ) To mniej myśle o mojej chorobie:) JEST KTOŚ MOŻE Z WOJ. ZACHODNIOPOMORSKIEGO ?
Witam ponownie, Mój nowy kotek strasznie się boi, siedzi pod tapczanem od wczoraj i nic nie je ...A ja już mam napady paniki i biegunkę ..... Czy" kociarki " - mają jakiś pomysł jak sprawić żeby kotek poczuł się lepiej...
Nawet sobie nie zdawałam sprawy, że tak bardzo będę to przeżywać, próbuję sobie tłumaczyć, że będzie dobrze, że to chwilowe i nic nie pomaga....ale się boję...
pomocy!
Witam ponownie, Mój nowy kotek strasznie się boi, siedzi pod tapczanem od wczoraj i nic nie je ...A ja już mam napady paniki i biegunkę ..... Czy" kociarki " - mają jakiś pomysł jak sprawić żeby kotek poczuł się lepiej...
Nawet sobie nie zdawałam sprawy, że tak bardzo będę to przeżywać, próbuję sobie tłumaczyć, że będzie dobrze, że to chwilowe i nic nie pomaga....ale się boję...
pomocy!
witaj . kotki niestety tak czasami mają sama wychowywałam 12 na raz i potrzeba im czasu musisz być spokojna a przynajmniej starać się być bo kotki to wyczują mozesz go wołać co chwila ale nic na siłę Ja miałam piewszys raz kotka po smierci mojego dziadzia bo ktos mi powiedział ze jak sie boimy to zeby spać i przebywac z kotem bo wyciągają lęki i choroby il.e jest w tym prawdy to nie wiem ale ja mając kota wyleczyłam sie z silnej:(
Stokrotko, z tego co widzę, podobnie jak ja mnóstwo czytasz na temat nerwicy/ zaburzeń lękowych itp. Napisz, co konkretnie by Cię interesowało, albo co już masz, bo ja mam tyle tego wszystkiego, że ho, ho. Spora część z ogólnodostępnych źródeł typu Chomikuj, więc pewnie masz...
Z internetu nie ściągam książek, kupuję w formie tradycyjnej. Na pierwszej stronie tego wątku widnieje spis, który posiadam. Oprócz niego mam jeszcze tylko kilka, ale mniej znaczących więc nie będę ich wymieniać.
Co mnie interesuje? Konkret. Nie chciałabym kolejnych poradników w których wiele rzeczy się powtarza. Inne punkty widzenia, nowatorskie podejścia, aktualne badania na temat zaburzeń lękowych, alternatywne sposoby radzenia sobie ze stresem, neurotyzmem, perfekcjonizmem - to mnie interesuje. Zdaje się na Twój gust, po prostu wybierz ze swojej kolekcji najlepsze i podeślij.
Będę ogromnie zobowiązana!
Tyle tematów do poruszenia... Stokrotka pyta o moją historię, ale ja sama nie wiem, od czego miałabym zacząć. Jak się kiedyś zbiorę, to coś skrobnę. Teraz moim największym zmartwieniem jest brak pracy-zrezygnowałam z kilku ofert (piszę o tym w innym wątku) i, jak się pewnie domyślacie, takie straty nie podbudowują....
Współczuję i rozumiem tym bardziej, że problemy z pracą to ostatnio również moja zmora. Jak będziesz miała siły i chęci to opisz swoją historię, porażki, sukcesy, przemyślenia. Każda historia wzbogaca ten wątek, każda jest inna i niepowtarzalna. Dzięki tym opowieściom nie jesteśmy sami.
Pozdrawiam
Stokrotka84- jesteś jeszcze na lekach?
298 2013-10-15 15:59:56 Ostatnio edytowany przez Sysia001 (2013-10-15 16:01:04)
Stokrotka, nerwica jest wyleczalna?
pani doktor mi powiedziała ,że jest to długie leczenie... ja chce normalnie w końcu żyć..
To,że czytasz dużo książek nie daje Ci to więcej do myślenia o objawach?
No ja niestety tak mam ze jak cos przeczytam czy usłysze to zaraz dobieram sobie do siebie i wydaje mi się ze taż mam takie objawy albo jak mnie coś boli to juz cos mam albo na cos jestem chora to jest naprawde uciążliwe i codziennie o tym myśle czy mi sie coś nie stanie czy zaraz nie bede mieć ataku jak mi serce szybciej bije to słucham i się nakręcam czy nie będe mieć ataku
mam prośbę napiszcie czy ktoś z was mial hydroksyzyne na uspokojenie i czy wam pomogła?
zuzia264 - ja na uspokojenie piję melise a także biorę tablrtki na uspokojenie na bazie melisy
Stokrotka84- jesteś jeszcze na lekach?
Nie. Chyba że "lekami" nazwiesz ziołowe kropelki typu Valused, czy Melisol.
Antydepresanty odstawiłam pod koniec maja 2012 roku i do nich nie wróciłam. Uważam to na razie za jeden ze swoich największych sukcesów, bo po pierwsze: bardzo dobrze na mnie działały, a po drugie: wcześniej kilka razy próbowałam je odstawić i mi się nie udawało.
Ostatni raz u psychiatry byłam w czerwcu 2012 r. lekarz widział, że dobrze sobie radzę, ale "na wszelki wypadek" zapisał mi doraźną hydroksyzynę w tabletkach, gdybym miała kryzys. Noszę jej listek w torebce i chociaż od pamiętnej wizyty minęło prawie 1,5 roku to użyłam tych tabletek zaledwie kilka razy, 2/3 opakowania nadal przechowuję "na wszelki wypadek". ![]()
Stokrotka, nerwica jest wyleczalna?
pani doktor mi powiedziała ,że jest to długie leczenie... ja chce normalnie w końcu żyć..
Sysia już wielokrotnie pisałam tutaj, że nerwica jest wyleczalna. Pani doktor mówi Ci prawdę, leczenie jest długie, a w jego trakcie mogą się zdarzać wzloty i upadki. Tylko cierpliwość, konsekwencja i dobrze skorelowana praca psychologa i psychiatry mogą Ci pomóc z niej wyjść.
Będzie dobrze Sysia, tylko uwierz w to i zaufaj ludziom, którzy chcą Ci pomóc. ![]()
To,że czytasz dużo książek nie daje Ci to więcej do myślenia o objawach?
Nie, a raczej już nie. Kiedyś też miałam z tym problem, ale przetłumaczyłam sobie, że nie dam rady pokonać przeciwnika, o którym nic nie wiem. Wiedza to potęga, pozwala zrozumieć i oswoić nasze lęki. Dzięki książkom wiem skąd to wszystko się bierze, jakie są mechanizmy, dlaczego odczuwam wszystko tak jak odczuwam. Nie polecam natomiast czytania o chorobach w internecie, bo to działa na takiej samej zasadzie, jak lista skutków ubocznych na ulotce lekarstw. Nie bez powodu lekarze zalecają wyrzucać ulotki po lekach nerwowo chorym. Nerwowy umysł bierze wszystko do siebie i interpretuje pod siebie, a to nie pomaga w walce z naszymi problemami.
mam prośbę napiszcie czy ktoś z was mial hydroksyzyne na uspokojenie i czy wam pomogła?
Ja miałam i był to jedyny doraźny wspomagacz, który niemal zawsze przynosił mi ulgę. Mój psychiatra jak to usłyszał, to był w niebo wzięty bo powiedział, że hydroksyzyna jako jedna z niewielu tego typu leków nie uzależnia i jest stosunkowo łagodna. Żadne afobamy, relanium i inne xanaxy nie pomogły mi tak, jak hydroksyzyna.
Pozdrawiam
Dziękuję za reakcję zuziu 264 w sprawie mojego kota, dzisiaj trochę się uspokoiłam. Całe życie mam zwierzaki, ale one tak jak i my mają różne osobowości, a ja tak bardzo się boję po śmierci mojej kici, żeby nowy kotek się zaaklimatyzował i dobrze czuł. Paradoksalnie właśnie zaadoptowałam kotka podobnego do mnie. Ja też nie lubię zmian i reaguję na nie wycofaniem i odmową jedzenia, lub sensacjami jelitowymi.. Mój terapeuta powiedział mi kiedyś tak po prostu: Jeśli nie akceptuje Pani rzeczywistości jaka jest wokół to nic dziwnego że Pani nie przyjmuje pożywienia lub je odrzuca. To co nas karmi, utrzymuje nas przy życiu, a jeśli nie akceptujemy życia, to odrzucamy to co nam pozwala przetrwać..- prosta sprawa. Niby prosta, ale nie dla mnie....
Wiedzieć to co innego, niż umieć zastosować...Chociaż zgadzam się z tymi którzy mówią że wiedzieć warto, a szczególnie warto poznać " przeciwnika" - bo może on wcale taki groźny nie jest, też ma swoje słabe strony, które warto poznać, a może z czasem nawet mu będziemy wdzięczni, że się pojawił w naszym życiu..?
Jak już wszystko wczoraj ze mnie " wyleciało" - to razem z burzą jelit i nudnościami usiadłam w kuchni i pomyślałam co by tu zjeść, przecież warto żyć, a wyczerpana kici nie pomogę.. A tu mąż pisze smsa i pyta o kicię. Pisze ,że mam się nie martwić, jak wróci to spróbujemy zająć się nią razem i wtedy mi ulżyło... Potem zajrzałam na forum i nawiązałam kilka owocnych kontaktów i wiem, że tak kicia może się zachowywać na początku .... I poczułam, że nie jestem sama, że tylu ludzi chce mi pomóc.. i ugotowałam zupkę i nawet coś zjadłam..
Popijając ziółkami na uspokojenie..
życzę miłego dnia, mimo wszystko..
Stokrotka84- fajnie, że cały czas na Ciebie leki działały, u mnie też na początku, ale coś się od 3 m-cy posuło.
Sluuu myślę że nadszedł czas zmienić leki Na mnie asertin zadziałał dobrze poza dolegliwościami jelitowymi iiiiiii już wiem dlaczego po pracy musiałam się zdrzemnąć Od tamtego tygodnia zmniejszyłam dawkę o połowę i z biegunką lepiej z ospałością także Umysł mam zdrowy jak nigdy dotąd Boję się aż cieszyć za bardzo ale jestem tak szczęśliwa że muszę Wam opowiedzieć otóż WRÓCIŁAM JESTEM SOBĄ od 2 dni robię wszystko na co przestałam mieć ochote od jakiś 8 mies (malowanie przemeblowanie ) ale najlepsze jest to że robię to wszystko nie dlatego aby zapomnieć o NIEJ tylko dlatego że chce mi się WSZYSTKO chcę mi się żyć i pisząc to cieszę rogala sama do siebie Dzisiaj już jestem bez leków Nie biorę nic i jelitka cichutko KOCHAM ŻYCIE POZDRAWIAM
305 2013-10-17 12:58:59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-10-17 13:07:54)
żadnych leków!! nigdy więcej ![]()
teraz tylko melisa na uspokojenie (ewentualnie takie meliski do ssania - zawsze mam pare w torebce), fajna muzyczka chilloutowa i ciepła kąpiel na dobranoc.
Przez stres wylądowałam kiedyś w szpitalu pod kroplówką - myślałam że mi serce wyskoczy..
trzeba było zwolnić tempo, bo organizm powiedział DOŚĆ!!!
nawet nie zdajemy sobie sprawy ile złego sami sobie robimy przez nerwice ![]()
tu jest fajny artykuł na ten temat: spam
"Martwienie się to modlitwa o to czego NIE chcesz.."
Czasami leki są potrzebne... niestety.
Jak u Was wygląda wizyta u psychologa? rozmawiacie tylko o tych objawach
zależy w jakim nurcie będziesz leczona
a) behawioralno poznawczy- najczęściej zalecany przez psychiatrów to raczej nauka o tym czym jest lęk.
b) analityczna- grzebanie w dzieciństwie, teraźniejszości i pytanie które usłyszysz będzie "Dlaczego tutaj przyszłaś? " "Czego oczekujesz od niej/jego?
i jeszcze jest kilka innych nurtów
Dziś ślub szwagierki a ja się nie najlepiej czuje;/ głowa obolała, myśli że coś może mi się stać;/ ale mam nadzieję że wytrwam. Ciągle sobie powtarzam że jutro będzie lepiej:)
witam jestem tu nowa odnosze sie do włascicielki postu stokrotki. choruje na depresyjna fobie juz od 5 lat dopiero od 2 lat zrozumiałam ze przez ta chorobe nie moge normalnie funkcjonowac zaczełam leczyc sie lekami seronim ale one nie pomagały i znowu nowe lecz i tez bez poprawy teraz mam nowy lek ale boje sie go brac przez skutki uboczne które sa okropne. dopadła mnie straszna choroba pomózcie. pozdrawiam
marcing90- łącze się w bólu, też cierpie dziś z tym bólem głowy i złym samopoczuciem psychicznym, a mam zaraz gości ...ŁEEEE
karolinarzepka- powiedz a jakie mamy wyjście jak nie próbować dalej? Mnie pierwsze 3 leki położyły na łopatki, zmieszały z błotem i 4 uratował. Też się boję, ale ide dalej. Dla komfortu psychicznego zmień psychiatre.
Witam serdecznie, Sysiu001, jeśli chodzi o przebieg terapii, to nie warto się zastanawiać i porównywać jak wygląda ona w naszym czy innym przypadku. Najważniejsze żebyś nabrała zaufania do terapeuty i uwierzyła, że chce Ci pomóc. Pewnie zrobiłaś monitoring okolicy, kto jest do dyspozycji, jak pracuje, jakie ma doświadczenie. Z mojego doświadczenia wyglądało to bardzo różnie: Pierwsza terapia to kilka miesięcy przysłuchiwania się co mówią inni i zrozumienie swojego problemu, nie negacja ale próba zaakceptowania swojej "choroby" i wiara że dzięki terapii mogę sobie pomóc. Ale bez mojej pracy, nikt mi nie pomoże nawet najlepszy terapeuta. No i udało się po 2 latach terapii, żyłam bez lęku- po za kilkoma epizodami przez 10 lat. Po tych latach objawy wróciły, bardzo chciałam aby leczył mnie ten sam terapeuta ( niestety nie miał wolnych terminów) Przerażona poszłam do terapeuty, co do którego nie miałam zaufania, ale poleciła mi go przyjaciółka - i przez pierwsze tygodnie nie działo się nic, żadnej poprawy. W końcu coś we mnie pękło i powiedziałam co mi w duszy gra: że uważam, że się nie stara, że nie pamięta wątków - tak mi się wtedy wydawało....No i poszło do przodu. Powoli, krok po kroku .........niestety po roku się przeprowadziłam do innego miasta. Spokój trwał krótko ok pół roku, ale też i życie mam powywracane do góry nogami.. Teraz znowu chodzę n terapię, zupełnie inny nurt i sposób pracy, ale się nie zniechęcam i staram się nie porównywać terapeutów i terapii. Nie z wszystkim się zgadzam, nie jestem przekonana czy droga którą obiera terapeuta jest słuszna, ale wiem, że chce mi pomóc i jest do tego profesjonalnie przygotowany(na). Daję szansę jej i sobie, staram się przede wszystkim zaakceptować moją chorobę i nie zamykać na wszelkie formy pomocy. Taka jest moja filozofia, a Ty sama musisz zdecydować, możesz pozostać lub zmienić, ale przede wszystkim warto zastanowić się i podzielić się swoimi wątpliwościami z terapeutą. Nie wiem czy moja wypowiedź Ci pomoże, ale mam nadzieję, że dasz sobie szansę - to o Ciebie tu chodzi, nie ma złych decyzji, chociaż początki są bardzo trudne, to warto próbować ..pozdrawiam
Witam serdecznie, Sysiu001, jeśli chodzi o przebieg terapii, to nie warto się zastanawiać i porównywać jak wygląda ona w naszym czy innym przypadku. Najważniejsze żebyś nabrała zaufania do terapeuty i uwierzyła, że chce Ci pomóc. Pewnie zrobiłaś monitoring okolicy, kto jest do dyspozycji, jak pracuje, jakie ma doświadczenie. Z mojego doświadczenia wyglądało to bardzo różnie: Pierwsza terapia to kilka miesięcy przysłuchiwania się co mówią inni i zrozumienie swojego problemu, nie negacja ale próba zaakceptowania swojej "choroby" i wiara że dzięki terapii mogę sobie pomóc. Ale bez mojej pracy, nikt mi nie pomoże nawet najlepszy terapeuta. No i udało się po 2 latach terapii, żyłam bez lęku- po za kilkoma epizodami przez 10 lat. Po tych latach objawy wróciły, bardzo chciałam aby leczył mnie ten sam terapeuta ( niestety nie miał wolnych terminów) Przerażona poszłam do terapeuty, co do którego nie miałam zaufania, ale poleciła mi go przyjaciółka - i przez pierwsze tygodnie nie działo się nic, żadnej poprawy. W końcu coś we mnie pękło i powiedziałam co mi w duszy gra: że uważam, że się nie stara, że nie pamięta wątków - tak mi się wtedy wydawało....No i poszło do przodu. Powoli, krok po kroku .........niestety po roku się przeprowadziłam do innego miasta. Spokój trwał krótko ok pół roku, ale też i życie mam powywracane do góry nogami.. Teraz znowu chodzę n terapię, zupełnie inny nurt i sposób pracy, ale się nie zniechęcam i staram się nie porównywać terapeutów i terapii. Nie z wszystkim się zgadzam, nie jestem przekonana czy droga którą obiera terapeuta jest słuszna, ale wiem, że chce mi pomóc i jest do tego profesjonalnie przygotowany(na). Daję szansę jej i sobie, staram się przede wszystkim zaakceptować moją chorobę i nie zamykać na wszelkie formy pomocy. Taka jest moja filozofia, a Ty sama musisz zdecydować, możesz pozostać lub zmienić, ale przede wszystkim warto zastanowić się i podzielić się swoimi wątpliwościami z terapeutą. Nie wiem czy moja wypowiedź Ci pomoże, ale mam nadzieję, że dasz sobie szansę - to o Ciebie tu chodzi, nie ma złych decyzji, chociaż początki są bardzo trudne, to warto próbować ..pozdrawiam
Dziękuję za odpowiedz, sama rozmowa z takim psychoterapeutą dużo daje chodzby to ,że człowiek podzieli się ze swoimi emocjami..
Był czas co było lepiej z moimi objawami mam nerwice natręctw.. Ale ostatnio mam dużo nerwów.. i stale poszczególne rzeczy chce mi się powtarzać nie wiem jak mam uwierzyć ,że będzie wszystko dobrze..... Chciałabym mieć postępy..
Ty masz jaką nerwicę ? Jak sobie radzisz..?
Jaka jest lepsza psychoterapia grupowa, czy wizyty prywatne?
Witam,
Mam nerwicę lękową - nie boję się tłumu, ale jego braku. Kiedy zostaję sama a szczególnie bez bliskiej osoby to zaczyna się "szaleństwo objawów" - np.: mąż wyjeżdża w delegację a ja zostaje sama: pobudka po 2 godzinach i atak panicznego leku mnie pożera- ale w dzień też się zdarzają ...to tak po krótce... Psychiatrzy 3 lata temu stwierdzili również u mnie depresję..
W moim przypadku to terapeuta, wraz z psychiatrą zadecydowali czy mam być na terapii grupowej czy indywidualnej. Początkowo miałam kilka wizyt indywidualnych a później 2 lata na grupowej. Dla mnie grupowa była skuteczniejsza, ale trudno mi doradzać, myślę, że to sprawa mocno indywidualna.. Teraz chodzę na indywidualną, nie znalazłam grupowej w okolicy. Ważne żeby chodzić i czerpać z niej jak najwięcej. pozdrawiam
Dzisiaj jest strasznie dziwne zawroty i niemoc Błagam niech ona nie wraca. Sluuu widzę że Ciebie długo nie widać co u Ciebie?
kasiuniunia- Hej, nie chciałam CIę straszyć, że ta euforia po zmniejszeniu dawki to częsty objaw, a później zwykle wraca stary, dobrze nam znany stan. Ja zeszłam do 20 mg mojego leku z 30 i czułam, że zyje przez 2 tygodnie i wszystko zaczęło się psuć. Teraz wskoczyłam 25 mg i się unormowało ;-p.
318 2013-10-24 21:12:19 Ostatnio edytowany przez kasiuniunia (2013-10-24 21:22:29)
ok teraz już rozumiem Czyli zaczynam od początku bo w tej chwili jestem bez leków Tylko chyba będę musiała zmienić lek bo te biegunki były po asertinie ponieważ odkąd nie biorę ustały Pozdrawiam ...10 dni byłam w raju...
Witam ludziki czytam wasze posty i dlatego postanowilam sie odezwac
1 atak nerwicy mialam jakies 8 lat temu, tez lek strach i wsyztsko co tu sami opisaliscie wiecie dobrze o czym mowie
po dobrych 4 latach gdzie w miedzy czasie mialam Historie glownie zwiazane z narkami i alko i wrezcie wyszlam na prosta zareczylam sie itd pojawilo sie znowu wymuszone ziewnie bo nie moglam wziasc glebokiego oddechu a co za tym idzie panika zreszta wiecie,wybralam sie do lekarza dawalam lekko w kosc mojemu narzeczonemu wied mysle musze do lekarza dostala sertralin i xanax wziela doklandie 2 tabl sertraline po ktorej tylko spalam i bylam jak zombi, po tych 2 tabl uswiadomilam sobie jedno chrzanic to wszytsko jestem silna baba dam rade to tylko oj mozg i moja psychika ktora moge sterowac jak chce
i od czasu jak zmienilam myslenie nic sie nie dzieje a jak czuje jakas mala paniczke odrazu opieprzam sama sibie wez sie babo w garsc
nasze nastawienie i mylsneie to 1 i najwazniesjzy lek w walce z nerwica a nie jakies posrane psyxxchxotropy
Wiecie co najgorsze bylo po tych lekach to ze ja nie czulam siebie , nie mialam emocji, nie chciaalm sie tak zakuckac i byc szara masa wybralam siebie nerwy nieraz smiech emocje po lekach nie ma nic niestety
Bałaś się odstawienia? Masz rację, to bardzo ważne, żeby nagradzać się za wszystko, co uda się zrobić! Każdy mały sukces to duży krok do przodu
Trzymam kciuki
kasiuniunia- skoro jesteś na czysto, to może rzeczywiście zmień lek. ;-P
ZlaKObieta 32)))))- gratulację jeżeli Ci się udało odzyskać równowagę bez leków. Leki w niektórych przypadkach są potrzebne.
dostala sertralin i xanax wziela doklandie 2 tabl sertraline po ktorej tylko spalam i bylam jak zombi, po tych 2 tabl uswiadomilam sobie jedno chrzanic to wszytsko (...) Wiecie co najgorsze bylo po tych lekach to ze ja nie czulam siebie , nie mialam emocji, nie chciaalm sie tak zakuckac i byc szara masa wybralam siebie nerwy nieraz smiech emocje po lekach nie ma nic niestety
Po 2 tabletkach leku antydepresyjnego rzadko kto odczuwa poprawę. Zazwyczaj trzeba poczekać kilka dni, albo tygodni żeby organizm się przyzwyczaił. Leki psycho lub antydepresyjne to nie jest aspiryna po której ból głowy natychmiast przechodzi. Senność z czasem ustępuje, tak samo jak różne przykre reakcje żołądkowo-jelitowe, a emocje wracają.
To co odczułaś ZlaKobieto to tylko chwilowe zawirowania organizmu. Po jakimś czasie czułabyś się zupełnie inaczej (czytaj:lepiej).
i od czasu jak zmienilam myslenie nic sie nie dzieje a jak czuje jakas mala paniczke odrazu opieprzam sama sibie wez sie babo w garsc
nasze nastawienie i mylsneie to 1 i najwazniesjzy lek w walce z nerwica a nie jakies posrane psyxxchxotropy
Masz rację: nastawienie i nie uleganie podszeptom nerwicy to podstawa. Niemniej jednak nie wszyscy ludzie potrafią sobie od razu to przetłumaczyć. Często cierpią latami, unikają stawiania czoła lękom, zamykają się w domu, nie widzą się z nikim. Wówczas nie ma innego ratunku jak leczyć się farmakologicznie. Leki to nie jest "zło" w pigułkach, potrafią bardzo pomóc, ale wielu ludzi po prostu nie daje sobie szansy na poprawę odstawiając je jeszcze zanim zaczną prawidłowo działać.
Ja zeszłam do 20 mg mojego leku z 30 i czułam, że zyje przez 2 tygodnie i wszystko zaczęło się psuć. Teraz wskoczyłam 25 mg i się unormowało ;-p.
Sluuu eksperymenty z dawkowaniem leków zawsze będą się kończyły zawirowaniami organizmu. W prawidłowym przebiegu farmakoterapii dawka antydepresanta powinna być stała, a jej zwiększanie lub zmniejszanie każdorazowo należałoby konsultować z lekarzem. Zarówno Ty, jak i Kasiuniunia macie najprawdopodobniej źle dobrane leki.
Radziłabym pomyśleć nad zmianą.
Pozdrawiam
323 2013-10-25 12:43:46 Ostatnio edytowany przez Sysia001 (2013-10-25 12:44:13)
Czytaliście książke "Wolni od lęku" jestem w trakcie czytania.. ![]()
Sysia: nie czytałam, ale bardzo się cieszę, że przełamałaś swój strach przed "objawami" i sięgnęłaś po książkę o nerwicach.
To wielki krok, szczerze Ci gratuluje i mam przeczucie, że chyba lepiej się czujesz prawda?:)
325 2013-10-25 17:26:46 Ostatnio edytowany przez Sysia001 (2013-10-25 17:33:29)
Wiesz co stokrotko, ostatnio powiem Ci gorzej.. mam więcej tych objawów, dotykanie po kilka razy rzeczy itp...
Mam problemy z koleżankami w szkole, więc dlatego też pewnie to tak się objawia...
Trudno mi z tym wszystkim... chciałabym czegoś nie robić... ale nie wiem czemu ale musze, chodz Pani psycholog mówi nic nie musisz.. to siedzi w głowie... A Ty jak się czujesz?
Napisałam Ci na meila adres książki ![]()