Forum może pomóc, ale nie zastąpi terapii. Jeśli podejrzewasz u siebie nerwicę zgłoś się do psychologa lub psychiatry, bo jeśli faktycznie jesteś chora będzie potrzebny lekarz.
2 796 2015-05-29 23:29:09
Podobne tematy
2 797 2015-05-30 13:49:05
Ewa SC - jak sobie radzisz z nią oprócz leków ? Masz jakieś sposoby, niestety też mam nerwicę natręctw.
2 798 2015-05-30 13:50:24
problemowa567 - Witaj, jesteśmy z Tobą! Myślałaś o wizycie u psychiatry?
2 799 2015-05-31 15:48:10
Na początku moim sposobem na poradzenie sobie z chorobą było poznanie wroga czyli nerwicy natręctw, a gdy już to zrobiłam zaczęłam z nią walczyć, ale było jeszcze gorzej więc diametralnie zmieniłam taktykę i aktualnie próbuję się z nią zaprzyjaźnić czyli staram się zrobić wszystko czego ona chce, a w zamian oczekuję od niej spokoju.
2 800 2015-06-01 11:17:33
Warto poznać nerwicę właśnie po to by dowiedzieć się z czym się człowiek zmaga i uświadomić sobie że tak na prawdę nie ma co się bać, bo oprócz dyskomfortu to ona nic więcej nie może ![]()
A walczyć na pewno się z nią nie da bo walka ją tylko umacnia i jest faktycznie gorzej.
Ale... chciałem się pochwalić małym sukcesem.
Byłem w week-end na działce, płot stawiałem. Obawiałem się przed wyjazdem czy dam radę. Czy będę na siłach. Czy nie dopadną mnie jakieś lęki, panika bo to przecież spory wysiłek i serce mi będzie waliło.
Ale przy takiej pracy człowiek zapomina o dolegliwościach. Człowiek jednak musi pracować fizycznie, coś robić. Nie przyzwyczajony jest do siedzenia przez 8 godzin na 4-ch literach i tak dzień w dzień. Przy pracy fizycznej odpoczywa, relaksuje się. I chociaż jestem styrany, wszystko mnie boli, nie umiem nawet po schodach wejść to nabrałem większego zaufania do swojego organizmu, większej wiary w swoje możliwości.
Każdego dnia, już w leżąc w przyczepie, gratulowałem sobie i chociaż czasem mnie coś zakuło, jakiś lęk się pojawił, głowę miałem ściśniętą to było na prawdę super!
2 801 2015-06-01 14:14:46
endriu1500- zdloniacha :-) choć od siebie powiem, że ja już nie analizuję tak jak na początku.
2 802 2015-06-02 09:05:19
Ja za słowami zulki też przestałem analizować wszystko, odpuściłem sobie. Na początku to chyba było ważne - żeby poznać siebie, swoje lęki i ich przyczynę, rozwiązać problemy, a teraz... teraz to tylko by przeszkadzało w rekonwalescencji
Ale do psychiatry chętnie pójdę
jeszcze tylko tydzień
2 803 2015-06-04 20:04:35
mala mysz napisał/a:Hej, witam wszystkie znerwicowane, fajnie ze jest jeszcze ktos kto wie co to znaczy... Podpowiedzcie prosze jak przetrwac te noce...
Budze sie w srodku nocy i nie ma mowy o ponownym zasnieciu, serce wali jak mlotem, tak ze ciezko zlapac oddech... A do tego doszly wymioty... I pozniej caly ranek taki nijaki, bo pozniej troche lepiej, ale juz sie boje nastepnej nocy... Jak bede miec chwile to opisze moja historie, chociaz na razie licze na to ze jakos samo przejdzie... Ide upozorowac, ze cos dzisiaj robilam ...Hej!
Ja miałam już chyba wszystkie objawy jakie tylko są...hmm.tak mi się przynajmniej wydawało.Na razie bóle głowy,zawroty,wymioty,wyskakujące serce..bóle i skurcze brzucha...itd itp.minęły.Z zasypianiem barrrdzo długo się męczyłam.
Jestem na leku Triticco i to mój złoty środek na sen.W ogóle się nie budzę-jeśli już ,to od razu zasypiam...Pracuję jeszcze nad dusznościami...oraz sztywnością ciała...Poza tym trochę lepiej.Troszkę stanęłam w miejscu...lecz lepiej stać w miejscu niżeli się cofać.Pozdrawiam :-)
ja brałam depakine,pusciła mnie sztywnosc nerwica nieeeeeeeeee
2 804 2015-06-04 20:15:25
witam
prosze o porade jak przestac brac leki i nie zwariowac . chodzi mi konkretnie o lek asertin przestalem brac i dalem rade tylko 2dni nie brac dluzej nie dalem rady schiza w glowie spadek formy
wachania emocionalne duzo wieksze niz wczesniej co robic mam
to jest własnie najgorsze że przestaje się brać leki i wszystko powraca ze zdwojoną siłą
2 805 2015-06-04 20:19:07
Nie dalem rady zjadlem asertin + zomiren troszke zmniejszyla sie schiza w glowie ale i tak jest zle ;-( czy to oznacza ze bede musial zawsze jejsc ww leki by bylo chodziasz troszke lepiej bym calkiem nie oszalał prosze o porade z gory dziekuje
ja dałam sobie spokójz odstawianiem leków!
nie wiem ile masz lat,ja 56 i nie myslę się męczyc
nie wiem ile mi zostało do przeżycia
jak jestes młody to próbuj
ja nie dałam rady
2 806 2015-06-04 20:22:03
tylko umnie wrucila schiza przed ludzmi wizyta u lekarza tez ..... a jak siedze przed wizyta w kolejce to u lekaza by ludzie nie pomysleli ze jestem calkiem nienormalny musze trzymac tel 2 rekami by nie widzieli ze w panice mi sie tak rece trzesa . nie wiem co robic dalej
ja na szczęscie nie mam takich objawów
mam niepokój,brak koncentracji,serce wali
na serce biorę bisocard,jestem po ablacji serca
2 807 2015-06-04 20:23:44
hej
obawa ze tyje wrucila . tak mocno ze znowu zaczolem brac witamine b6 asertin mi sie skonczyl to zaczolem jejsc bioxetin
ja jedynie mogę brać coaxil
na inne jestem oporna
2 808 2015-06-04 20:28:10
Witam wszystkich ciepło w te mroźne dni, u mnie w miarę stabilnie . Poranki gorsze, ale jak zaczynam coś robić to się rozkręcam. Dzisiaj jak co tydzień jadę na terapię. 3,5 godziny jazdy żeby popracować 50 minut, ale warto, to mi pomaga. Wyjadę o 9.00 a wracam po 15.00, bo dzisiaj jadę autobusami. Sluuu, mam nadzieję że kupiłaś buty do tańca? Tak sobie pomyślałam, że do tanga argentyńskiego...Ja wróciłam do pisania i cieszy mnie to. Nie zawsze mam siłę i ochotę, ale jakoś idzie do przodu. Pasja to ważna rzecz. Na początku nawrotu nerwicy, nie potrafiłam sklecić sensownie kilku zdań i to było dla mnie najgorsze, uwielbiam bawić się słowem a stałam się prawie analfabetą, ale powoli wracam do formy, jest dobrze! Widać to wszystko musi tyle trwać, pewnie to było po coś..., miłego dnia wszystkim życzę.
podziwiam,ja nie dałabym rady jechac tyle czasu na 50min terapi
2 809 2015-06-04 20:41:37
Powiem wam kochani,że chodząc jeszcze do lekarza rodzinnego po leki-lekarka mi kiedyś powiedziała,że coraz więcej młodych osób przychodzi do niej po tab.uspakajające..nawet 19 -latkowie
nasze społeczeństwo jest tak znerwicowane,że zaniedługo osoby chore będą jeszcze dłużej czekały na wizyty z NFZ niż teraz.
co się dzieje że tak młodzi ludzie jak WY macie nerwice ,depresje
ach życie!
2 810 2015-06-05 19:10:40
Nie tylko mlodzi, ja mam 40 pare ![]()
Ale... walcze i walcze z ta nerwica ale i tak sie wkrecam... ostatnio mi sie wszystko odwrocilo. To znaczy tak... bylem na dzialce dwa dzi i stawialem plot. Umordowalem sie strasznie i oczywiscie pogratulowalem sobie ze dalem rade. W poniedzialek jeszcze mi glowe i gardlo sciskalo. Ale juz we wtorek tak jakby wszystko puscilo. Siedzialem w pracy i bylo gites. Odczuwalem jedynie mrowienie w palcach u rak i nog. Czasem gdzies mnie troche zakulo i z glupia franc sprawdzilem puls. Policzylem i wyszlo 50 pare i od razu panika. Ja wxpracy kawe pije rano i przez 8 godz nie pale wiec mozna powiedziec ze bez uzywek. I zaczalem szukac po necie co to i sie naczytalem... glupota moja straszna ale co zrobic. I zaczalem sie bac isc spac. Jakos przebolalem nic i w srode od nowa... sprawdzanie itd i ciagle kontrola pulsu. I znowu strach przed polozeniem sie spac. Czwartek wolny, wstalem o 8mej i bylo pozamiatane. Moja polowka pojechala gdzies a ja probowalem sie zdrzemnac i co juz juz zasypialem to mi sie wydawalo ze albo przestalem oddychac albo mi serce sranelo i takie dziwne uczucie w glowie, takie jakby odretwienie czy cos. Tak wybila 15ta. Wstalem i ciagle ten strach. Znowu zaczalem czytac i znalazlem kilka wpisow gdzies ze nerwica tez tak sie potrafi objawic. I czasem niskim tetnem i tymi dziwnymi stanami tuz przed zasnieciem. Troche sie uspokoilem. Zadzwonilem do taty, powiedzialem mu wszystko a on zapytal: kiedy idziesz do tego psychiatry? No ide, teraz w srode pierwszy raz. Powiedzial mi tez ze u niego puls 50 to norma, lekarze jak byl w szpitalu to mieli ekg ustawiona na 45 zeby piszczalo i po ktoryms razie w nocy jak tata spal to przestali reagowac.
Ja sobie zaczalem przypominac ze zawsze mialem dluzszy oddech, zawsze bylem szybszy od innych, zawsze sprawniejszy, wydolniejszy nawet kiedy palilem. Tak bylo jeszcze pare lat temu kiedy zaczalem remont i wszystko po kolei sie na mnie zaczelo zwalac. Zawal taty, choroba przyjaciolki inperspektywa jej smierci, problemy w zwiazku, duza odpowiedzialnosc w pracy, smierc mojej starej milosci itd, itd.
W ten poniedzialek i czesc wtorku znowu przez chwile poczulem ze nadal jestem sprawny, ze nie meczy mnie wbiec na trzecie pietro.
Tata mi jeszcze powiedzial ze jestem skierowany do wewnatrz. Zebym skierowal sie na zewnatrz. Poczytalem troche i znalazlem kilka artykulow na temat nerwicowcow i kierunku w ktorym obserwuja swiat. Faktycznie tak jest. Jestesmy skierowani na obserwacje siebie i tu jest pies pogrzebany.
Zaczalem dzidiaj obserwowac swiat. Ale nie tak po prostu. Kazdy dzwiek opisywalem, co to jest, skad pochodzi. Szczekajacy pies, cwierkajacy ptak, przejezdzajacy samochod. Lezalem na lozku i slucgalem wszytstkiego. Szum wiatru. Start silnika. Nazywalem wszystko, sledzilem. Potem wstalem, wyszedlem na balkon i obserwowalem. Czlowiek w spodniach w kare, koszula w paski, lekko lysawy, oko 30tki, sandaly bez skarpetek. Idzie powoli, nie spieszy mu sie. Zatrzymuje sie na chwile. Nad jego glowa przelecial ptak, galab. Lecial do znajomych na pobliski trawnik. Golebi jest 6. Kraza wokol siebie. Cos sobie dziobia. Sploszyly sie bo obok przejechal samochod. Zielony. Jakis pan za kierownica. Jedzie z 10km/h to chyba volvo. Wyjezdza z polkola osiedlowego w lewo. Obok przeszla pani z dzieckiem... i tak falej
I musze wam powiedziec ze pomaga, bardzo pomaga.
Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkich
2 811 2015-06-06 09:49:31
a juz myslałam że topik upadł
miłego dnia dla nerwusków
2 812 2015-06-12 14:17:40
PIGWA- Odstawiałaś leki z lekarzem?
Można zwolnić proces, można wprowadzić inny lek do samego zniwelowania uboków odstawiania.
Cześć Wam, baj the łej.
2 813 2015-06-13 09:05:24
Witajcie
Bylem u tego psychiatry, pierwszy raz. Powiem wam ze jestem strasznie zawiedziony. Stracilem tylko czas czekajac 3 tyg. Na nfz bylem.
Cale spotkanie trwalo 15min. Opowiedzialem troche co sie ze mna dzialo i co moglo byc powodem. Pani zadala kilka pytan. Niby okay ale jak powiedzialem ze zaczalem sobie z tym radzic i opowiedzialem jak to padlo pytanie ktore mnie rozwalilo: to co pan tutaj robi? Chwila konsternacji ale nic... mowie ze chcialbym sie dowiedziec co mi jest, co moge zrobic jeszcze, jak sobie z tym wszystkim poradzic i czy sobie jakiejs kszywdy nie robie postepujac tak a nie inaczen. A ona rozlozyla rece i mowi: to ja panu przepisze lek - i tym stwierdzeniem mnie rozlozyla na lopatki.
Mowie jej ze nie chce leku, nie przeszkadzaja mi juz obiawy tak zebym musial cos brac a ona znowu pyta: to co pan tu robi?
Ehhhh... szkoda gadac. Dala mi tylko skierowanie na testy psychilogiczne. Za miesiac. Licze tym razem na wiecej, ze chociaz troche bardziej sie poznam i dowiem co moge z ty dalej robic.
Trzymajcie sie cieplo!
2 814 2015-06-13 14:58:48
Endriu, więc masz nerwicę, czy nie ? chyba powiedziała.....co jej zdaniem Ci dolega ? A tym, że byłeś 15 min., to się nie przejmuj, ja byłam jeszcze krócej. Moim zdaniem dobry specjalista, po paru zdaniach może stwierdzić, co komu dolega, dlatego nie bardzo chcą słuchać opowieści.........i dziwię się, że tak Cię zbulwersowała perspektywa zażywania leku.
Wiesz, Oni nie lubią, jak im się podpowiada, jak mają leczyć........zwłaszcza na NFZ.
A więc MEA CULPA
, sorry, trzymaj się.
2 815 2015-06-13 20:49:05
No wlasnie nic mi nie powiedziala, nic a nic.
Gdyby mi te objawy przeszkadzaly jak jeszcze miesiac temu to bym sie zastanowil nad lekiem ale teraz... poza tym z waszych opowiesci wynika zecpo odstawienie wraca wszystko ze zdwojona sila i ze konieczna jest psychoterapia w trakcie i po a lekarka nic mi nie zaproponowala. Bardziej mnie zbulwersowala reakcja jak jej powiedzialem ze teraz juz mi objawy nie przeszkadzaja i ze wolalbym cos innego.
Wvkazdym razie... moze za miesiac czegos wiecej sie dowiem a na razie relaks, dieta, malo stresu, troche wysilku fizycznego i jest git ![]()
Trzymaj sie zulka i inni tez niech sie trzymaja
2 816 2015-06-15 13:31:29
Państwowa służba zdrowia. :-) Jak sobie radzisz bez leków to nie bierz. Psychiatra raczej nie będzie robił za psychologa, więc nie "pogadacie" sobie. Chyba że u prywatnego, ale będzie więcej gadał, bo mu za to płacisz. Od rozmów jest psycholog.
2 817 2015-06-24 20:13:16
Witajcie. Jestem tutaj nowa. Ze swoją nerwicą żyję już 10 lat. Bardzo długich i trudnych. Zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej już nigdy nie będę zdrowa, straciłam i wiarę i nadzieję. Ze swoimi problemami jestem zupełnie sama. Może na anonimowym forum uda mi się (kiedyś) otworzyć i chociaż trochę tego z siebie wyrzucić... Na razie sobie jeszcze poczytam...
2 818 2015-06-25 10:36:25
Witaj Nigdy
Wyrzuć z siebie wszystko kiedy tylko będziesz gotowa.
Pozdrawiam
2 819 2015-06-25 11:41:11
Dzięki endriu. Dla mnie to i tak duży sukces, że tutaj w ogóle się zalogowałam. Zamknęłam się w sobie jak ,, puszka konserwy'' ale już wariuję z osamotnienia w tym wszystkim.
2 820 2015-06-25 13:04:35
To jest straszne, ze coraz wiecej ludzi popada w nerwicę i tp....no nic ...żyjemy w takich głupich czasach...nerwy stres, ciągłe podejmowanie decyzji..dobra zła....i tp i tak cały czas....Ale wydaje mi się ze działanie naszej podświadomości w nerwicy jest kolosalna...trzeba nauczyć się rozumieć siebie i swoje reakcję. A co nas nie zabije a nerwica to już napewnoooo to nas wzmocni
Buziaki dla wszystkich nerwicowskich :*
2 821 2015-06-26 12:02:02
Hey Kochani!!!
Czytam Was od poniedziałku. W ten dzień byłam pierwszy raz u psychiatry, który zdiagnozował zaburzenia lękowe, przepisał lek Servenon 10mg, który zaczynam brać od jutra po pol tabletki przez 8dni a potem całą przez miesiąc do kolejnej wizyty.
Moja nerwica poważnie objawiła się w styczniu, kiedy po ciężkim miesiącu (mąż w morzu, syn bunt dwulatka, oblany egzamin na studiach podyplomowych) rano wstałam z mocnymi zawrotami głowy, biegunką, wymiotami, wysokim pulsem. Tłumaczyłam to sobie przemęczeniem, spadkiem magnezu w organizmie. Jakoś przeżyłam do powrotu męża. Jak mąż wrócił dolegliwości ustąpiły. Teraz znowu wypłynął, dolegliwości powróciły(chociaż nie tak silne) a ja zdałam sobie sprawę że to nie jest przemęczenie. Najgorsze są dla mnie poranki, kiedy wstaję z szybkim biciem serca i uczuciem lęku. Potem jakoś się uspokajam i jakoś daję radę, bo przecież muszę, mam syna za którego jestem odpowiedzialna.Pozdrawiam Was serdecznie, czuję że będę często tu zaglądać, szukając wsparcia bo to forum sprawia że nie czuję się samotna ze swoimi zmaganiami.
2 822 2015-07-01 21:56:16
Hej,
nerwica,i depresja to prawie moje drugie imię.
Mam to chyba od urodzenia,aż do teraz,lecz jest coraz trudniej.
Mam mega doły i nic mnie nie cieszy.
Wyjechalam z rodzina za granice,polepszyła sie nam sytuacja finansowa, a ja ciagle skrzywiona,i obezwładniona lekami .
Mam coraz to inne objawy fizyczne,wkręcam sobie rożne schorzenia.
Psychicznie nie daje rady.
Dużo mnie kosztuje udawanie ,ze jest niby ok.
Niestety dzieci to wyczuwają,i tez zaczynaja mieć zaburzenia lekowe.
Sporo w życiu przeszłam.
Ostatnio 5 mcy temu spontanicznie trafiłam sie ciąża.
Byłam w szoku,ale sie ucieszyłam,partner zmienił sie na lepsze,niestety okazała sie obumarła,przeszłam sporo stresu.
Zabieg w obcym kraju itd.
Minęło już trochę czasu,a ja coraz gorsza mam kondycje psychiczna.
Tak jakby czas nie leczył ran.
Niewiem czy to wydarzenie tak na mnie wpłynęło?
Dla odmiany partner jest corazmniek wrażliwy na moje stany.
Nie mam nawet z kim p tym pogadać.
2 823 2015-07-02 08:21:21
Witajcie,
Ostatnio coraz lepiej mi idzie z nerwicą i jakoś tak nawet nie czułem potrzeby pisania czegokolwiek ale coś jednak napiszę.
Nerwica to na prawdę straszne paskudztwo które wraca co jakiś czas pod postacią coraz to innych objawów.
Ja sobie radzę chociaż ciągle borykam się sam ze sobą i z różnymi objawami ale to już nie to samo co wcześniej. Jest czasem tak dobrze, że po kilku godzinach robienia czegokolwiek zdaję sobie sprawę, że nic mi nie dolega, że myślę normalnie, że wszystko odeszło gdzieś i choć właśnie wtedy dolegliwości wracają to jestem przekonany że będzie coraz lepiej.
Nerwicę długo się leczy i nie można się poddawać, nie można też z nią walczyć bo (dla przypomnienia) walczymy sami ze sobą, a to się nigdy nie kończy dobrze.
- Przestałem wszystko analizować, myśleć o wszystkim
- Jeżdżę sobie na week-endy w górki na działeczkę i sobie coś na niej robię - tak, żeby się po prostu zmęczyć i uwierzyć że dam radę
- Zróżnicowałem dietę - bardzo długo jadłem tylko kanapki, w pracy, po pracy, teraz na prawdę wcinam wszystko co mi wpadnie w ręce i nie odmawiam sobie tych "nie zdrowych" acz przyjemnych rzeczy jak pizza, kebab, zupki chińskie - jak wszystko to wszystko. I nie robię tego bo mam smaki na wszystko, dostarczam różnorodnych składników bo chcę w końcu przestać wcinać magnez i potas.
- Codziennie staram się pół godzinki poleżeć, swobodnie pomyśleć i wsłuchać się w naturę za oknem, wykonać jakieś ćwiczenia relaksacyjne
- Tak jak zawsze starałem się wszystkim pomóc, wspierać, być odpowiedzialnym (szczególnie w pracy) za to co nie tylko zależy ode mnie, tak teraz sobie odpuściłem trochę. Za bardzo starałem się być odpowiedzialny - za wszystko i wszystkich
I powiem wam, że tak jak jeszcze parę miesięcy temu nie podjął bym się prowadzenia szkoleń, tak teraz jestem już po 18 godzinach szkoleń i dałem radę. Był stres, było dużo stania, dużo mówienia do ludzi ale dałem radę. Zaczynam wracać do formy.
I na razie to tyle,
piszcie, uzewnętrzniajcie się - to pomaga.
Ja tu wchodze codziennie i czytam wasze posty mimo, ze nie odpisuję.
Trzymam kciuki za wszystkich!
2 824 2015-07-06 10:04:32
endriu, ja już wypisałam wszystkie żale, ale na początku też tak robiłam. Teraz nie mam już takiej potrzeby ;-)
2 825 2015-07-08 23:35:41
Zazdroszczę wam że dajecie rade, ja już nie chce, nie mam siły, nie umiem. Wszystko do d**y. Nic mi się nie udaje. Nie mam chęci do walki o swoje życie, normalne życie...
2 826 2015-07-09 15:54:29 Ostatnio edytowany przez speak (2015-07-09 15:55:29)
Przepraszam, że tak się "wcinam" w rytm rozmowy.. ja takze mam nerwice. Mysle, ze od bardzo dawna, ale moj internista mi to wprost uswiadomil jakies dwa tygodnie temu. Od bardzo dawna mam napady lęku w nocy, niepokoje, strach o swoje zycie.. Biore Pramolan od dwoch tyg i jest lepiej. W koncu spie.. ale mysle, ze moje rozdraznienie, nerwowosc sa wynikiem niedozywienia, braku skladnikow odzywczych.. ale nie bede sie nad tym rozwodzic, pewnie nikt nie chce o tym nawet czytac.
Przyszlam tu z innym problemem. Mam nadzieje, ze ktos mi pomoze.
Jakąś godz temu sprzątałam potłuczony słoik, który rozbił się także na takie baardzo malutke, okruszkowe kawałeczki. Sprzątając, miałam wrażenie, że mi coś wpadło do oka, ale w ogóle mnie nie bolało ani nie boli oko, ale ja mam wrażenie, że mi coś wpadło.. Stąd pytanie - czy gdyby naprawdę mi wpadł choćby mały opiłek szkła to bym to czuła bez względu na to jak mały by był? Oko nie boli, nie łzawi, nie jest zaczerwienione.. ale mam takie dziwne myśli, że "pewnie się dostało do organizmu, ale ja tego nie czuję" ![]()
2 827 2015-07-10 11:06:39
Witajcie,
speak - pewnie, że zdarzają się takie sytuacje, że coś się dostaje do organizmu i nie odczuwamy tego. Szczególnie kiedy jest to nie uświadomione, organizm czasem się nie orientuje że jest cos nie tak, np przy skaleczeniu, czasem człowiek się skaleczy i po minucie zauważa dopiero że ma krew gdzieś i dopiero wtedy zaczynają się reakcje obronne.
Ty masz to uświadomione więc jeśli nie czujesz to tego nie masz. Poza tym... zawierz swojemu organizmowi. Nawet jeśli coś się dostało to organizm wcześniej czy później albo się tego pozbędzie albo da Ci znać że jest cos nie tak. Więc się nie przejmuj ![]()
Warto się dobrze odżywiać i uważać na siebie... ja się ostatnio o tym przekonałem.
Jakiś czas temu zrezygnowałem z picia szklanki soku pomidorowego dziennie (potas) i zrezygnowałem z suplementacji magnezu (60mg). Stwierdziłem, że jest ze mną lepiej. Był week-end i jak to w week-end przebywalem na działce. Upały straszne, że wysiedzieć sie nie dało, a schowac sie też nie było gdzie. Do tego wypiłem chyba 2 litry coli, trochę się zmęczyłem. Piłem wodę ale sporo też jej wydaliłem. W niedzielę od rana nic nie jadłem bo nawet się nie chciało, dopiero wieczorem zjadłem jakąś zupkę. Do tego jakoś dziwnie spałem bo mnie znowu kręgosłup zaczął boleć (co jest doś stresujące), mam coś z odcinkiem piersiowym po wypadku na rowerze. W poniedziałek miałem bardzo ważne spotkanie z zarządem firmy i musiałem się jeszcze do niego przygotować. Do przyjąłem sobie zasadę że przed stresującym dniem albo po łyknę sobie magnezik tak na wszelki wypadek - w poniedziałek rano zapomniałem. W trakcie przygotowania do spotkania zaczęły mi się znowu skurcze dodatkowe i znowu się zaczęły schizy. Na szczęście nad atakami paniki i większymi lękami już panuję i rozumiem ale to tak się nasilało do spotkania i na spotkaniu to już miałem te dodatkowe skurcze bardzo często. Do tego skurcze nerwowe mięśni.
Kupiłem sobie we wtorek sok pomidorowy, jedno jabłko dziennie, jajko, biorę ten magnez 60mg, jakiś bananik, relaks i jest lepiej ![]()
W środę byłem u psychologa, pierwszy raz - nawet fajnie było. Chyba się podejmę jakiejś terapii indywidualnej chociaż za wizytę 100zł chce bo na nfz to trudno. Spotkania raz w tygodniu. Przyznam że trochę mi szkoda tej kasy ale może coś wymyślę. Na spotkaniu również wzmogły się te skurcze dodatkowe.
A wczoraj koleżanka od 4-ch lat w depresji napisała mi że sie żegna ze wszystkimi co mnie prawie wytrąciło ze względnej równowagi! Jak tu kurna żyć?! A dzisiaj kolejne spotkanie z zarządem i znowu stres ale... dzisiaj i tak już jest nieźle. Jednak człowiek nabiera doświadczenia i aby się wyleczyć z nerwicy trzeba na prawde dobrze się poznać i zrozumieć co się z nami dzieje i dla czego.
Zauważyłem ostatnio, że bardzo wielu nerwicowców z problemami z kręgosłupem albo żołądkiem ma również problem z dodatkowymi skurczami serca, jak ja - to mnie uspokoiło.
Jak to mówił mój lekarz pediatra (bardzo, bardzo dawno temu): jeśli nie jesteś pewien czy Cię coś boli to znaczy że Cie nie boli.
Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki!
2 828 2015-07-10 13:41:59
Witam Wszystkich!!!
Mam pytanie: Biorę Servenon 10mg od 2tygodni i złapało mnie jakieś przeziębienie, myślicie że mogę łyknąć na noc polopirynę?? Czy ona nie wejdzie w interakcję z moim lekiem. Jak byłam na wizycie u psychiatry to byłam tak przejęta, że nawet do głowy mi nie przyszło zapytać czy można jakieś leki zażywać. Z góry dziękuję za odpowiedź.
2 829 2015-07-10 13:56:52
Róża bez obaw :-)
2 830 2015-07-10 20:40:05
Dzięki Sluu, tak myślałam ale troszkę panikara ze mnie
, jeśli chodzi o leki.
2 831 2015-07-11 10:34:50
Witajcie ![]()
Chcę podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami - na swoim przykładzie - na temat nerwicy lękowej.
U mnie przyczyną nerwicy było tłumienie emocji. Wmawianie sobie, że jest dobrze, czytanie Sekretu, Potęgi podświadomości itp. , afirmacje, relaksacje, picie melisy i innych ziółek na uspokojenie. I dziwiłam się, czemu czuję się coraz gorzej! A tymczasem zamiast siedzieć i wlewać w siebie melisę, powinnam była kupić sobie worek treningowy i w niego napieprzać, klnąc przy tym zdrowo ![]()
Zaczęłam wywalać zalegającą we mnie złość i gniew. Przede wszystkim zaczęłam kląć, wymyślnie i siarczyście, kiedy coś mnie wkurzało. I NIE, wcale nie na głos! Wystarczy w myślach, albo wziąć zeszyt (lepiej, żeby nikt się do niego nie dokopał
) i bluzgać, jak tylko przyjdzie nam do głowy. Do tego włączyć sobie The Prodigy albo Rammsteina czy co tam kto lubi, byle było mocne i agresywne. Wysprzątać całą chatę. Wyrzygać, za przeproszeniem, emocje.
I to bardzo, bardzo mi pomaga. Nie jestem już zalęknioną myszą, która boi się wyjść z domu i ma tysiąc różnych innych lęków. Mam więcej energii na co dzień, paradoksalnie jestem bardziej pozytywnie nastawiona do ludzi wokół, bardziej otwarta. Nie irytuję się w nieskończoność czyimś zachowaniem, tylko raz a porządnie wyzywam go w myślach lub na papierze i za moment już jestem w stanie normalnie z nim rozmawiać.
Zaznaczam, że to tylko mój sposób, ale być może będą wśród Was takie osoby, które odkryją, że to działa. Zawsze byłam grzeczna, uprzejma, uczynna, wzorowa uczennica, ze wszystkiego piątki, wzorowe zachowanie, och, ach. Żadnych przekleństw, ciągle ten łagodny półuśmiech i zgadzanie się na wszystko. Koleżanki, z którymi pracuję, potrafią się solidnie wkurzyć, walczyć o swoje, nie dają się zrobić dziewczynkami na posyłki i nieraz puszczą wiązankę lepszą niż niejeden facet.
I żadna nie ma nerwicy.
2 832 2015-07-11 11:19:24
Coś w tym jest violin. Prawie jak ja ;D
2 833 2015-07-12 12:49:27
Potwierdzam violin. Ja mam dokladnie to samo. Zawsze usmiechniety, zyczliwy, cierpliwy. Tez wszystko zawsze tlumilem w sobie nie dajac temu ujscia. Skonczylo jak sie skonczylo.
Ucze sie dopiero uzewnetrzniac i idzie mi to z oporami. Chociaz czesciej sobie zaklne to jeszcze nie jest to to. Dalej cos mnie blokuje i nie potrafie sie tak zewnetrznie wku*ć a i w srodku tez jakos nie. Czuje ta blokade. Pracuje nad tym :-)
Pozdrowienia dla wszystkich!
2 834 2015-07-24 14:05:00
Witajcie. Trafiłam tutaj szukając sposobów na walkę z tą kochaną przypadłością jaką jest nerwica. Miło się zaskoczyłam, widząc, że po pierwsze nie jestem sama, która cierpi z powodu nerwicy (nie wszystko kręci się wokół mnie, każdy ma swoje problemy), a po drugie, że jest tyle osób, które walczą, pomimo czasem niewspółmiernych efektów do wkładanego wysiłku, i chce się dzielić swoimi małymi sukcesami, zachęcając do walki innych. Ja zmagam się z nerwicą od 2 lat, choć podejrzewam, że już wcześniej pojawiały się symptomy, ale jednak wszystko się wylało dopiero po zerwaniu z narzeczonym. W natłoku pojawiły się agresywne myśli, wobec siebie i innych, stany lękowe, bezsenność. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, miałam wrażenie, że umrę. Zaczęłam szukać pomocy - na początku u bliskich i zaufanego księdza. Jednak nikt do końca nie mógł mnie zrozumieć (bo teoretycznie mam wszystko czego potrzeba młodej dziewczynie, bliskich, znajomych, jestem atrakcyjna itd.) Bałam się też mówić o swoich myślach. Trafiłam do psychiatry, jednak duża niechęć do leków spowodowała, że zrezygnowałam z brania ich. Zamiast tego udałam się na psychoterapię - to był dobry pomysł (czasem bez pomocy farmakologicznej się nie obejdzie). Choć na pierwsze efekty, które w dodatku nie były jakieś specjalne, trzeba było czekać, to było warto. Powoli zaczęłam rozumieć mechanizmy jakie mną kierują, emocje jakie tłumiłam itd. Psychoterapia była konieczna. Dalej korzystam z tej formy pomocy, choć moje cele się zmieniły. Objawy, z którymi przyszłam w dużej części zniknęły, ale pojawiły się nowe i wciąż jest dużo pracy, bo czasem naprawdę sobie nie radzę i mam ochotę się poddać. Zwłaszcza frustrujące poczucie, jakie mi towarzyszy to takie, że życie się toczy poza mną. Mam dużo znajomych, chłopaka, bliskich, ale często przez nerwicę ciężko mi się do kogokolwiek zbliżyć i relacje pozostają powierzchowne. Dlatego ważne jest, żeby rozmawiać, otwierać się, przynajmniej do jakiejś najbliższej osoby. Wklejam kilka rad, które mi pomagają poczuć się lepiej:
- ruch i hobby! - u mnie to taniec - porywa mnie i pozwala choć na chwilę zapomnieć o wszystkim; nawet jeśli nie mam kompletnie ochoty na ruch to kiedy już to zrobię czuję się pobudzona i żywa!; polecam salsę cubanę dla wszystkich fanów tańca - dużo ciekawych figur i integracja w grupie, dużo zabawy i przyjaznej atmosfery, bez wrażenia bycia ocenianym; dobre jest też bieganie i jak ktoś tu napisał walenie w worek i krzyczenie:)
- sprowadzanie wszystkiego do faktów/racjonalności - zwłaszcza kobiety bardzo emocjonalnie podchodzą do wszystkiego, szczególnie do sfery uczuć i relacji, dlatego łatwo jest nas zranić, łatwo popaść w nerwicę jak się non stop myśli co ktoś pomyśli, czy kogoś zranię itd. Sprowadzanie wszystkiego co się wydarza do racjonalności może pomóc. Przykładowo - ktoś jest wściekły na coś i Tobie się dostanie za to, ta osoba może nawet nie zauważyć, że Ciebie to dotknęło, a Ty przeżywasz, że ktoś Cię nie lubi, gniewa się itd. A można to wytłumaczyć - ok ma zły dzień, coś go niemiłego spotkało itd. Próba sprowadzenia swoich stanów lękowych do faktów też może być pozytywna - ok, dzieje się ze mną coś takiego w tym momencie, co mnie paraliżuje, ale można to sobie wytłumaczyć - mam w sobie jakieś negatywne emocje, boję się czegoś - to są fakty, ale nie muszę za nimi podążać i wszystkiego wyolbrzymiać - mogę to trochę odłożyć na bok i robić swoje, skupić się na swoim celu
- zaufanie Sile Wyższej; jeśli ktoś jest wierzący, ale również dla osób niewierzących polecane jest czytanie psalmów - można znaleźć tam wachlarz stanów emocjonalnych - od złości, rozpaczy, beznadziei po radość z ocalenia, nadzieję, wdzięczność oraz poczuć dobroć Boga - mi osobiście czasem trudno to przychodzi, bo utrwalił mi się w głowie taki trochę negatywny, karzący Jego obraz, ale warto dostrzec tą dobroć, bezinteresowną miłość i ile dobrego nas w życiu spotyka
- postawa wdzięczności - być wdzięcznym za wszystko i wszędzie, bez względu na sytuację - nie wiemy po co ona się przecież wydarzyła i do czego nas poprowadzi (widzimy tylko skrawek, a nie całość), dziękowanie za trudne sytuacje może nadać choć trochę siły napędowej do rozwiązywania problemów; na jednym ze szkoleń przerabialiśmy temat "Problem, czyli szansa" i teza była następująca: Problemy to najcenniejsze co nas w życiu spotyka. Dziękowanie za nie, przetrwanie najgorszego, zaufanie, że będzie dobrze i mozolne rozwiązywanie może się okazać czymś wzmacniającym, życie podsuwa nam też co raz to nowe rozwiązania, nowych ludzi, nie możemy tylko się dać załamać i zamknąć na wszystko
- wyrzucanie złości (choćby w ten worek treningowy) i nauka asertywności; ja np. nie potrafię się na kogoś otwarcie zezłościć, z wyjątkiem najbliższych i mam problem z asertywnością, co później odbija się na mnie negatywnie, bo robię to na co nie mam ochotę, spotykam się z niektórymi ludźmi, za którymi niekoniecznie przepadam, bo tak się przyzwyczaiłam i boję się porzucić stare schematy; tymczasem powiedzenie "nie" wcale tak nie boli, a wręcz przeciwnie przynosi ulgę i wyznacza granice sobie i innym, jest oznaką szacunku do siebie
- zezwolenie sobie na wszystkie uczucia i nieporównywanie się do innych, pozwolenie sobie na bycie nieidealnym (nikt nie jest i nie będzie)
- metoda małych kroczków i stawiania sobie wyzwań - powoli do celu, ale też bez przesady, nic na siłę, jeśli czujemy, że coś nas kompletnie przerasta
- zioła i prawidłowe odżywianie, zdrowa dawka snu
Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia!
2 835 2015-07-25 20:12:03
Lilia23, super ze walczysz i sie nie poddajesz. Twoje rady i rady innych potwierdzaja ze powolutku, stopniowo i bez pospiechu da sie wyjsc z nerwicy.
Ja postanowilem zdecydowac sie na terapie indywidualna bo mimo ze udaje mi sie radzic sobie z soba samym to czuje ze przyda mi sie spojzenie fachowca, spojzenie spoza mnie :-)
Piszcie wszyscy co tam u was bo to dodaje otuchy. Czlowiek nie czuje sie samotny w tym wielkim swiecie.
Trzymajcie sie! Pozdrawiam.
2 836 2015-07-31 16:05:14
Endriu, trzymam kciuki zatem, żebyś trafił na dobrego terapeutę i nabrał dystansu do pewnych spraw. W kupie siła! Pozdrowienia dla wszystkich:)
2 837 2015-08-03 13:19:03
Ja na swoją psycholożkę czekałam 4 miesiące i już rok terapii za mną.
2 838 2015-08-03 22:01:30
Witajcie,
przeczytałem pierwsze wypowiedzi w tym wątku i Waszą wymianę doświadczeń w ostatnich dniach(nie udało mi się przebrnąć przez wszystkie strony). Pomyślałem, że podzielę się swoją historią. Ja walczę z nerwicą od około roku, ale o tym, że to nerwica wiem od kwietnia. Wcześnie oczywiście standardowo chodziłem po wszystkich lekarzach, sądząc, że mam jakąś straszną, śmiertelną chorobę. Jednak kiedy wyniki wyszły raczej dobre, dwóch lekarzy niezależnie stwierdziło, że to nerwica. Staram się po przeczytaniu różnych porad na temat leczenia właśnie te dobre wyniki badań traktować jako element radzenia sobie z atakami lęku. Czuję, że od kwietnia przeszedłem przez większość wymienianych objawów, każdy z nich mam przez kilka dni, później zmienia się na inny. Bywa to męczące, ale najgorsze są zdecydowanie ataki. One pojawiają się w miejscach gdzie jest dużo ludzi typu kościół, galeria handlowa, na uczelni trochę mniej na szczęście. Wcześniej objawiało się to poceniem, taka utratą sił i ogólnym zdenerwowaniem/zestresowaniem. Teraz niestety mam problem z chodzeniem i staniem w takich miejscach, czuję spięte mięśnie, kręci mi się w głowie i chodzę jak na szczudłach. Trochę mnie to dziwi, bo już było lepiej, nawet poszedłem na duży koncert rokowy i nic mi się tam nie działo większego. Od 1,5 miesiąca biorę tylko Neopersen Forte. Teraz zaczynam nową pracę i z jednej strony cieszę się, bo zbyt dużo wolnego czasu wcale mi nie pomagało i zajmę się czymś dłużej, ale z drugiej strony po ostatnich atakach, jeszcze bardziej boję się chodzenia tam. Przejrzałem już mnóstwo porad na temat wychodzenia z nerwicy, nie tylko tutaj i wszystko brzmi prosto w teorii. Mam duży problem z tymi atakami, nie umiem jak na razie ich ignorować, a myślenie o nich tylko je pogłębia. Powiedzcie jak u was wygląda zachowanie w trakcie takich ataków? Jak wypracowujecie w sobie ten mechanizm ignorowania urojonych objawów?
Wybaczcie, że tak się rozpisałem.
2 839 2015-08-04 07:58:58
Witaj matthew93,
Najważniejsze by zdać sobie sprawę z tego czym jest nerwica - to nadmierna reakcja organizmu na najmniejsze nawet bodźce. Pamiętaj - nerwica Cię nie może skrzywdzić, Twój organizm nie będzie działał przeciwko Tobie. Daje Ci tylko znak, że jesteś zbyt obciążony. Dla tego często daje o sobie znać w miejscach gdzie jest gwar, dużo ludzi, trzeba stać - no chyba że to jest koncert który obserwujesz z pełną uwagą. Niech to będzie dla Ciebie wskazówka, punkt zaczepienia. Przenieś swoją uwagę na zewnątrz, obserwuj świat zewnętrzny z większą uwagą - zobaczysz, że z czasem po prostu nie będziesz musiał ignorować urojonych objawów i tych myśli - one po prostu gdzieś odejdą, zniknął.
Ataki - ja pokonałem je (za radą z pierwszych postów stokrotki) stawiając im czoło. W trakcie ataku, a kołatanie serca myślałem, że mnie wykończy, powiedziałem sobie "dawaj nerwico, tylko na tyle Cię stać? i obserwowałem siebie", było coraz gorzej, serce coraz szybciej biło, myślałem, że nie dam rady, myślałem że się poddam. Pokonałem ten PANICZNY lęk i dalej "ją" prowokowałem aż w pewnym momencie odpuściła i czułem że zwyciężyłem. Potem jeszcze kilka ataków paniki było ale już się tak nie bałem. Z czasem zniknęły i od ładnych paru miesięcy nie było żadnego.
Pamiętaj - nic na siłę, nie mów "muszą" sobie z nią poradzić, "zignoruj" te objawy bo w ten sposób skupiasz uwagę na sobie, nie tędy droga. Zostaw to w spokoju, nerwica musi się wyszumieć. Musi się rozładować. Jeśli czujesz zdenerwowanie albo nadchodzący atak, wyjdź na balkon, popatrz na ptaki, na trawę, wsłuchaj się w szum wiatru, poczuj słońce na twarzy. Jeśli jesteś wśród ludzi, zatrzymaj się, usiądź, skup się na świecie, zamknij oczy, odchyl głowę do góry. wsłuchaj się w otoczenie. Jeśli masz ochotę krzycz z całych sil, przeklinaj, walnij pięścią w stół (byle nie z ikei). Pozwól by te dobre i złe wrażenia Cię ogarnęły, nie walcz z nimi, nie hamuj, nie broń się - wszystko się uspokoi, a Ty zaczniesz wierzyć w swój organizm i w to, że Ci krzywdy nie zrobi.
Ja powolutku wychodzę z tego i co ważne o ile nie najważniejsze: powolutku.
Ćwiczę czasem metodą Jacobsona.
Medytuję metodą "body scan" ze skupieniem w okolicy serca.
Staram się co week-end jechać na działkę.
Wcinam pestki z dyni, orzechy, słonecznik i inne takie ale nie więcej niż 100 gram dziennie. Jem banana, jabłko, piję sok pomidorowy, czekoladę. Oprócz tego oczywiście normalne posiłki - bez przesady.
I wszystko powolutku wraca do normy.
Pamiętaj - nic na siłe!
Powodzenia i pisz jak masz ochotę, zadawaj pytania.
Pozdrawiam wszystkich ![]()
2 840 2015-08-04 18:02:13
Dzięki za tak szybką odpowiedź. Spróbuję Twoich sposobów i przede wszystkim zajmowania uwagi czymś innym niż własnymi urojonymi objawami i próbą ignorowania ich na siłę. Dziś miałem szkolenie w stolicy i chociaż oczywiście odczuwałem nadal różne objawy, to nie było tak strasznie jak w ostatnich dniach. A muszę przyznać, że wszędzie było dużo ludzi (bus, samo szkolenie, metro, dworzec, pociąg), więc czuję, że to jakiś mały sukces ![]()
Myślę też, że teraz po części pogoda powoduje spadki nastroju i nasilenie nerwicy. Zauważyłem od pewnego czasu właśnie nie tyle zwiększoną liczbę ataków, co takie napady smutku, brak motywacji, ciągłe rozmyślanie o braku sensu wszystkiego. Mam nadzieję, że po tych rekordowych temperaturach takie napady ustąpią choć trochę. Tak jak pisałem wcześniej zaczynam właśnie nową pracę, więc to trochę odciągnie mnie od natłoku myśli.
Poczytam o metodzie, którą stosujesz i oczywiście wiem, że wszystko przychodzi powoli, nie oczekuję, że na drugi dzień będzie od razu idealnie. Też staram się często jeździć na działkę ![]()
2 841 2015-08-07 08:40:36
Cześć wszystkim :-) mam ten problem chyba poł życia.. A mam 30 lat.. Więc sporo czasu. Z różnymi przerwami na sukcesy. Endriu - mam dokładnie to samo co Ty... Puls, dodatkowe skurcze, napady paniki i niewyjaśnione lęki.. Do tego szereg innych objawów, które mi również przeszkadzają w życiu.. Teraz jeszcze doszedł strach przed upałem, wiec jest gorzej latem.. Boje się, że coś się stanie złego.. Przez ten gorąc.. Jak się zmęcze to od razu sprawdzam puls i panika... Kiedy to się skończy..
Leków się boje jeszcze bardziej, wiec od lat sama próbuje uporać się z tym problemem... Ostatnie 3 lata było już prawie dobrze. Juz nie skupilam się na tym co mi jest.. Po prostu żyłam.. I cieszyłam się życiem.. Nerwica sama odpuscila. Ale teraz od jakichś 2 miesięcy mam okropny nawrót.. W nocy śpię, ale w pracy miałam już kilka ataków paniki i musiałam się zwolnić do domu.. Dlatego zdecydowałam się pójść do psychologa. Byłam na 2 wizytach dopiero, ale już widzę nadzieje na to ze może w końcu coś się zmieni.. Do psychiatry nie idę.. Wiem ze nie ma sensu. Wcisnie mi leki, a ja nie mam zamiaru brać ich całe życie. Psycholog wysłucha i pytaniami wskaże drogę.. A psychiatra ma w doopie nas i nasze samopoczucie.. Po prostu zaleca leki. Ja się nie zgodzę.. Mimo że jest naprawdę bardzo trudno.. Strach przed śmiercią w chwili ataku lęku jest naprawdę bardzo niszczący.. Ciesze się, że jest takie forum, może też w jakimś stopniu pomoże mi z tym żyć ;-) książek parę przeczytałam o nerwicy.. Ciągle szukam, jak sobie radzić.. Dodam jeszcze, że nie mam dzieci, mam partnera, który nie za bardzo rozumie, co się dzieje i powoli traci cierpliwość.. Co mi jak możecie się domyślić, nie pomaga... Ale nie dam się.. Musi być dobrze.. Tylko te upaly... :-( pozdrawiam wszystkich serdecznie, trzymajcie się :-)
Endriu, gdybyś chciał porozmawiać z kimś kto ma identyczny problem - gg 538637.
2 842 2015-08-07 08:48:55
Dopiero teraz przeczytałam ostatni wpis Endriu, gratulacje! Super ze radzisz sobie ;-) to wielki sukces! Masz rację z tym obserwowaniem siebie.. To jest najgorsze,co można zrobić w trakcie ataku paniki.. Mam nadzieje, że wszyscy, którzy są na tym forum, w tym i ja, zrozumieją tę podstawową zasadę.. Bo jest ciężko, kiedy się jest nadwrazliwym, zbyt ambitnym, zbyt pomocnym.. Zbyt odpowiedzialnym... Nie myśleć o tym co nas boli.. Co nas czeka.. Z góry dziękuję za przyjęcie do grona na forum i życzę miłego dnia mimo skwaru za oknem :-)
2 843 2015-08-07 08:56:49
A rady Stokrotki - bezcenne! Pozdrawiam jeszcze raz :-D
2 844 2015-08-07 09:34:31
Dzięki barbasia85 za Twoje słowa, wszystkie.
Ja też się bałem przed upałami czy dam radę wytrzymać. Na pewno sytuacje, pogoda, który są dla nas niekomfortowe wpływają na nas negatywnie i to w odczuwalny sposób. Staram się jednak zawierzyć swojemu organizmowi i w tym zakresie staram się go słuchać. Kiedy jest mi za gorąco bo się wyleguję na słońcu to staram się wysiedzieć jak najdłużej, nawet kiedy się okropnie boję i patrzę co się dzieje i jak mi organizm daje do zrozumienia, ze już wystarczy. I jak już wystarczy to uciekam do cienia i odpoczywam. Uczę się na nowo prawidłowo reagować na różne sytuacje. Fakt, czasem nerwica bierze mnie za fraki i ustawia pod ścianą ale to przecież tylko nerwica, przejdzie.
Co do wsparcia ze strony bliskich. To jest trudne dla nich. Widziałem to po mojej partnerce. Córka (21 lat) jak jej trochę opowiedziałem co się ze mną dzieje to wręcz uciekła przestraszona. Ale jak to mówią, na wszystko jest sposób. Ja nie mówię o wszystkich dolegliwościach mojej partnerce, które mi dokuczają. Dla jej i mojego spokoju przemilczam pewne rzeczy ale od czasu do czasu mówię jej tylko, ze jeszcze mi nie przeszło. Zauważyłem, że taki natłok informacji dla mojej partnerki jest bardzo ciężkim obciążeniem, nie śpi po nocach, płacze. Chcę by była dla mnie wsparciem więc staram się jej nie obciążać, wolę ją uśmiechniętą niż smutną. Tyle ile jest mi w stanie dać tyle biorę. My - nerwicowcy - żyjemy z tym na co dzień, przyzwyczailiśmy się do tego trochę - nasi partnerzy nie. Dla nich to jest dziwne, trudne do ogarnięcia, nie zrozumiałe. Tak więc od pewnego czasu dbam o jej komfort i zyskuję na tym wiele. Mogę czasem coś opowiedzieć, pożalić się i wiem, że to jej nie obciąży za bardzo. Od czasu kiedy to zrozumiałem żyje nam się wspólnie zdecydowanie lepiej. Lepiej się dogadujemy. Nie można zapomnieć, że partner/partnerka ma swoją wyrozumiałość, chce się opiekować nami ale to nie może być ponad jego siły.
Ja jestem po 3-ch spotkaniach z psychologiem. Tysiące pytań. Na razie żadnej diagnozy, żadnych sposobów radzenia sobie z tym. Psycholog po rozmowie i trochę na moje życzenie skupił się na podejściu funkcjonalnym i zobaczymy co z tego będzie. Na razie cieszę się, że mogę komuś poopowiadać co w mojej głowie siedzi ![]()
2 845 2015-08-11 12:51:36
Witajcie kochani!
Jestem tak wzruszona,że istniejecie
że nie jestem sama....że mogę napisać i zrozumiecie...że nie czuję się już jak ufo:)Od kilku dni czytam ten wątek,w poszukiwaniu sposobów jak z tym żyć...nerwicę lękową mam od 15 lat...teraz jest gorzej,bo od 3 miesięcy nie biorę leków które pomagały i pozwalały jako tako funkcjonować.Staram się o dziecko...bo już dość odkładania w nieskończoność macierzyństwa...boję się i nie wiem jak to będzie...bardzo proszę Was o porady co do mojej pracy,bo przecież zarabiać muszę.Ogólnie jest tak że jak jestem w domu sama lub z mężem to jest w miarę ok,radzę sobie.Położę się,zaparzę ziółka,popłaczę...Pracuję w większości czasu też w domu i tu się zaczyna problem.Prowadzę zajęcia indywidualne z klientami.Po prostu udzielam lekcji.I nie mam pojęcia jak sobie wtedy radzić...udaję że jest super a w środku mam okropny lęk,silne zawroty głowy,napady paniki,duszności,różnych drętwień i dziwnych odczuć.I to okropne uczucie że zemdleję...co mam wtedy sobie mówić? jak się uspokajać? przecież oni mogą zauważyć że coś mi się dzieje..i co ja powiem...nerwica? to już nie przyjdą więcej...czasem wychodzę do toalety żeby się uspokoić...ale jak tu dalej z tym żyć....a jak przyjdzie wrzesień...jak ja sobie poradzę prowadząc lekcje w szkołach...Boże...przeraża mnię to...to są wewnętrzne katusze...inaczej tego nie nazwę...czy ktoś z Was też ma silne zawroty i niestabilność w nogach.Jaj non stop jakbym na statku była się czuję i mam dziwne wrażenia w oczach,takie jakby rozmyte,niewyrazne widzenie i falujące różne cienie...tak jakbym widziała przepływającą krew w oczach...czasem to pulsuje w rytm serca.Dodam tylko że z kościoła,marketu itp często uciekam do auta.Jestem przebadana wszystkim co się da od rezonansu po krew.Nic mi nie jest.
Zamierzam tu zostać z Wami jeśli mogę
i może po jakimś czasie ja sama kogoś będę wspierać.Na razie potrzebuję Waszej pomocy.
Pozdrawiam serdecznie i ściskam każdego i każdą:)
P.S Do psychologów się nachodziłam i jakoś nikt nie może mi pomóc.Obecnie też chodzę,ale na spotkania DDA bo moi rodzice skrzywdzili mnie przez alkohol i muszę sobie jakoś to wszystko poukładać..wybaczyć im....Jedynie leki(Sertagen i Zomiren) dawały radę.
2 846 2015-08-11 13:33:37
Endriu, gdybyś chciał porozmawiać z kimś kto ma identyczny problem - gg 538637.
Niestety Barbasiu85 - nie napiszę bo nie używam ale chętnie porozmawiam tutaj, na forum bo i inni może przeczytają i będzie i lepiej, a ja potrafię pisać i odpowiadać na każdy temat i opisywać wszystko bez oporów. W końcu mam zapewnioną pseudoanonimowość ;-)
Zamierzam tu zostać z Wami jeśli mogę
i może po jakimś czasie ja sama kogoś będę wspierać.Na razie potrzebuję Waszej pomocy.
Witaj vivi83,
cieszę się, ze dołączyłaś do forum - w kupie raźniej jak to mówią :-)
Od razu na dzień dobry Ci powiem, że dziwię się trochę, że po 15-tu latach nic się jakby nie zmieniło. Albo miałaś kiepskich lekarzy albo Ty jesteś jakaś oporna (żart oczywiście). Tak poważnie to jak już tu wcześniej wspominałem leki są fajne ale ukrywają istotę problemu - emocje. Wiele osób tu pisało, że po odstawieniu leków mieli nawrót, nawet ze zdwojoną siłą. Wiele kobiet pisało również, że po zajściu w ciążę i potem po porodzie wszystko się uspokoiło albo zniknęło całkiem. Ja myślę, że ciąża i dziecko bardzo absorbują czas i energię i na nerwicę po prostu nie ma miejsca. Na pewno pojawia się "sens życia" co też uspokaja. Jesteście w końcu bardzo potrzebne!
Co do objawów. Ja miałem swego czasu mocną "niestabilność". Dochodziło do tego, że bałem się nierównych płytek na podłodze bo wydawało mi się, że zaraz się przewrócę. Kiedy biurkiem mi ktoś lekko zatrząsł w pracy wpadałem w panikę. Kiedy wychodziłem windy to mnie paraliżowało na chwilę, tak jakbym w szybę walnął i dopiero po chwili się ta szyba otwierała. Napady paniki kilka razy dziennie. puls i 130 w spoczynku! To były ciężkie chwile.
Ale da się z tym uporać. I z paniką i z lękami i z tymi koszmarnymi objawami ale to wymaga sporej pracy nad sobą i na prawdę bardzo trudno dokonać tego samemu bo patrzymy na siebie z obawą i ze złością i z całym tym majdanem.
Nie wiem jak to jest u Ciebie ale zastanów się czy w chwilach kiedy czujesz nadchodzące lęki, panikę, zawroty głowy, te wszystkie nieprzyjemne objawy nie próbujesz coś z nimi zrobić, uspokoić się, kładziesz się na łóżku, "wychodzisz do toalety" ... - tak? To przestań. Nie zaspokajaj tej potrzeby spokoju, nie zaspokajaj swojej nerwicy. Z nerwicą nie ma co walczyć bo walczysz ze sobą. Doskonale wiem, ze to nie takie proste. Przeszedłem przez to. Daj się po prostu nerwicy rozładować. Ujść nerwom. Nie blokuj, nie hamuj tego. Popłacz sobie, trzaśnij drzwiami, nie bój się zdenerwować - taka moja rada.
Trzymajcie się! Pozdrawiam
2 847 2015-08-18 15:08:27
Bardzo serdecznie DZIĘKUJĘ za mądre, konkretne,szczere ujęcie problemu nerwicy.Ja szukam dobrego psychoterapeuty proszę o informację w tej kwestii,kogo Państwo mozecie polecić w Krakowie
2 848 2015-08-20 22:03:15
W leczeniu depresji, nerwicy, podstawowa sprawa jest znalezienie przyczyny i odpowiedzenie sobie czy na pewno chce sie wyleczyc. Sa ludzie, ktorzy analizuja sami, umieja dokopac sie do traum i znalezc odpowiedni sposob na przepracowanie problemu. Inni potrzebuja odpowiedniej lektury, ktora naprowadzi na droge uzdrowiennia, a jeszcze innym potrzeba specjalisty. Jesli jest prawdziwa determiacja to wierzcie mi: nerwice da sie wyleczyc. Moge smialo stwierdzic,ze wychowalam sie w atmosferze nerwowej i od lat przedszkolnych borykalam sie z lekami a pozniej nerwami. Trwalo to...ok 40-stu lat. Zycie w nerwicy. Wlasciwie cale zycie poszukiwalam ukojenia, odpowiedzi skad we mnie tyle agresji (zazwyczaj ukrytej)marzylam o stanie jogina-spokoju wewnatrz. Prawdziwe terapie zaczelam w wieku 37-miu lat i trwalo to ponad 10 lat. Zrozumialam,ze nie wylecze sie w rok z calego zycia i dlatego tak dlugo to trwa bo co obralam jedna warstwe to zaraz pojawiala sie nastepna, pod spodem. I tak roznymi sposobami, technikami, a czasem i lekami udalo mi sie nie miec wreszcie ciaglych, nawracajacych stanow beznadziei, ktore prowadza w kierunku jednej tylko mysli-umrzec. Przez ten czas zdobylam mase informacji o zyciu, zdrowiu, energii, ktora nas otacza i ktora jest w nas, o medytacji o radzeniu sobie z moimi stanami, o nieuciekaniu od nich choc sa tak niewygodne, straszne i niemile. I to jest jeden z najwiekszych kluczy do uzdrowienia: pozwolic by dany stan nas zalal, doslownie. W pewnych ostrych stanach nerwicy czy deresji jest to wrecz niemozliwe bo czlowiek za bardzo sie boi,ze straci kontrole i "cos" ja przejmie,ze zwariuje. Chcialabym pomoc wszystkim, ktorzy borykaja sie z depresja czy nerwica. Kazdy przypadek jest inny i kazdy ma inna droge uzdrowienia. Chce podkreslic tutaj,ze samo branie lekow jest do bani, to oszukiwanie siebie,ze sie leczy. Znaczy to,ze w srodku-mniej lub bardziej swiadomie-nie chce sie wyjsc z tego. Bardzo wazna sprawa jest szczerosc do bolu wobec samego siebie. I praca, praca nad psyche czy to w postaci psychoterapii, czy medytacji, czy EFT, czy dwupunktu, Konstelacji Rodzinnych Hellingera, metoda TRE (na bazie nauk Alexandra Lowen'a) wspierajac sie lektura Osho, Eckhart'a Tolle'a jako podstawowych nauczycieli, ktorzy otwieraja drzwi wiedzy o nas samych. Mowie oczywiscie o moich doswiadczeniach i tym co mi pomoglo wiedzac tez ,ze pomoglo wielu innym ludziom. Wiem jak bardzo trudno znalezc dobrego specjaliste-w tym tez moge pomoc. Wazne jest by nie trzymac w sobie emocji, miec swiadomosc blokad i swoich ograniczen. Obserwowac sie jakby sie stalo z boku, bez komentarza, bez gadania-po prostu obserwowac. A w fizyce kwantowej juz udowodniono,ze obserwowane czasteczki atomu zmieniaja zachowanie, tylko dlatego,ze sa obserwowane. Wniosek prosty
Kiedy zaczynacie obserwowac siebie proces uzdrawiania uruchamia sie. To jest niesamowite. Nie wiem czy ktokolwiek bedzie tym wszystkim zainteresowany bo z autopsji wiem,ze malo kto chce naprawde wyzdrowiec. Zycze powodzenia wszystkim!
2 849 2015-08-21 19:30:17
Witam wszystkich,
od jakiegoś czasu obserwuję i czytam fora i blogi związane z leczeniem lęków i depresji, bo sama z nią walczę od lat. Niestety wiele osób potwierdza, i ja również, że nerwica powraca. Przerwy są dłuższe lub krótsze, ale nigdy nie wiadomo kiedy nas znowu dopadnie. Jedni sobie radzą lepiej, potrafią wyciągać wnioski, chodzą na terapię, stosują różne techniki, ale przy problemach życia codziennego jest to trudne. Ludzie borykają się z brakiem pieniędzy, brakiem pracy, chorobami przewlekłymi, samotnością, odrzuceniem itd. Odnaleźć się w obecnym, zwariowanym świecie jest trudno, a co dopiero nam, z naszymi lękami, fobiami.
Do Grinta,
myślę, że chcemy wyzdrowieć, tylko nie każdy umie sobie pomóc. Trafiłam w końcu do psychiatry, bo muszę jakoś funkcjonować i pracować. Kiedyś wystarczał mi Pramolan wieczorem i Hydroksyzyna, gdy miałam napady paniki i lęku, ale teraz mam przeleczyć lęki nowym lekiem. Ja bym chciała, aby mi ktos pomógł, ale nie stać mnie na dłuższą psychoterapię. Mieszkam w Warszawie, dwa razy zaczynałam terapię płatną i to była porażka, terapia na NFZ to kompletne nieporozumienie, trafić na dobrego terapeutę to cud. Może ktoś zna dobrego, skutecznego terapeutę w Warszawie ?
2 850 2015-08-21 22:42:43
[
Do Grinta,
myślę, że chcemy wyzdrowieć, tylko nie każdy umie sobie pomóc. Trafiłam w końcu do psychiatry, bo muszę jakoś funkcjonować i pracować. Kiedyś wystarczał mi Pramolan wieczorem i Hydroksyzyna, gdy miałam napady paniki i lęku, ale teraz mam przeleczyć lęki nowym lekiem. Ja bym chciała, aby mi ktos pomógł, ale nie stać mnie na dłuższą psychoterapię. Mieszkam w Warszawie, dwa razy zaczynałam terapię płatną i to była porażka, terapia na NFZ to kompletne nieporozumienie, trafić na dobrego terapeutę to cud. Może ktoś zna dobrego, skutecznego terapeutę w Warszawie ?
To bardzo ciekawe dla mnie co napisalas: nie kazdy umie sobie pomoc. Tylko ja mialam na mysli to,ze czesto zdarza sie wyciagnac reke do osob z dolegliwosciami a one nie zauwazaj jej nawet, bo tak przywykly do swojej choroby,ze nie umialybyby inaczej, staje sie to ich czescia, czescia ich osobowosci, maja z tego jakies korzysci (zwrocenie na siebie uwagi, niemozliwosc zrobienia czegos, temat , na ktorym sie znaja i moga dyskutowac....)
Hydroksyzyna to silny lek otumaniajacy i nie pomaga wyleczyc wiec radzilabym dac sobiez nim spokoj. Ataki paniki i lęki wyleczysz paroxetyna-inhibitor, nie psychotrop. Nalezy brac min 9 m-cy ale czasem dluzej, lekarz powinien to okreslic.
Jesli chcesz wskaze Ci terapeute. Napisz do mnie, pogadamy ![]()
2 851 2015-08-22 11:26:56
Witajcie
Wspomne ponownie bo niewielu o tym mowi. Nerwica to choroba emocjonalna. To z emocjami mamy problem. Wszystkie leki, relaksacje, medytacje, obserwacja z boku sprowadzaja sie do wyciszenia emocji ktore tak mocno na nas wplywaja.
Ja wiem ze mozna wyjsc z nerwicy ale trzeba popracowac nad zmiana podejscia do emocji. Trzeba sie nauczyc odpuszczac emocjom. Pozwalac by przechodzily. Nie tlamsic ich i nie tlumic w sobie. Nie skupiac sie na nich. Warto poczytac o pracy nad emicjami. Wtedy wszystko powroci do normy. Wymaga to sporej pracy nad soba ale sie da.
Przytocze podstawowa zasade pracy nad emocjami:
1 nastapilo wydarzenie - trzeba to zauwazyc
2 pojawila sie emocja - trzeba ja sobie uswiadomic
3 pozwalamy jej istniec tyle ile trzeba i decydujemy
4 odpuszczamy, pozwalamy jej odplynac lub reagujemy pozwalajac by sie wyszumiala
Wazne by kazda taka sytuacje sobie uswiadomic. Przynajmniej na poczatku. Potem to stanie sie nawykiem.
Pozdrawiam
2 852 2015-08-23 21:33:31
Witam wszystkich,
dobrze, że tu trafiłam, bo każdy z Was ma jakieś doświadczenia, no i można pogadać. Chyba muszę coś wykombinować i zapisać się na terapię. Teraz jest lepiej, rzadko mam napady lęku, ale czekają mnie trudne chwile. Moja Mama od poniedziałku zaczyna chemię, 2 lata temu miała operację, potem naświetlania, a teraz ma przerzuty. Ma 75 lat, myślałam, że chociaż starość będzie miała spokojną, ona też cały czas leczy się u psychiatry. Ale cóż, trzeba znowu się zebrać w sobie i walczyć. Ale powiem Wam, że czasami bohater jest zmęczony. Tak, właśnie tak czasami o sobie myślę. Nie chcę narzekać na swoje życie, pewnie kiedyś o nim więcej napiszę, ale w wieku 53 lat, nie jest łatwo. Ktoś powiedział, że wtedy ma się przechlapane : )Z jednej strony praca, dość odpowiedzialna, czasami stresująca, Rodzice w takim wieku, że potrzebują już wsparcia i pomocy oraz dorosłe dzieci, którym pomagamy, no i wnuki. A kto nam pomaga ? wszyscy czegoś od nas chcą
) !
Jeszcze raz proszę o pomoc w sprawie dobrego terapeuty w Warszawie !
Grinta, gdzie mam do Ciebie napisać ?
2 853 2015-08-23 21:48:55
Wyslalam probnego maila ![]()
2 854 2015-08-23 22:08:25
Wyslalam probnego maila
dzięki,
wiadomość dotarła, odpisałam
2 855 2015-08-24 10:19:39
Tin- mam terapeutkę na NFZ, ale nie wiem czy dobra, bo to moja pierwsza. Też jestem z wawy.
Trzymaj się dasz radę, ale przy tak licznej rodzinie nie wszystko powinnaś mieć na swojej głowie, podziel trochę obowiązki.
2 856 2015-08-24 15:25:11
co do pomocy innym, to nie potrafię być asertywna, ale to wynika właśnie z tego, że jesteśmy niepewni swojej wartości i myślimy, że jak będziemy mili i dobrzy dla wszystkich, to wszyscy będą nas lubili. Trochę za późno doszłam do tego, że kocha się nie za coś, ale pomimo wszystko, popełniłam błąd życiowy, bo zawsze myślałam , że muszę zasłużyć na miłość, a to nieprawda, bo każdy na nią zasługuje
ale nasze wzorce myślowe wynikają z odbierania rzeczywistości już w dzieciństwie,
właściwie to sama dla siebie jestem terapeutą, bo dawno się zdiagnozowałam i wiem co wpłynęło na moje zachowania, sposób wyrażania emocji, ocenę siebie itd.
pierwszy raz jestem na takim forum i trochę się obawiam przedstawicieli typu new age, którzy nieźle potrafią namieszać w głowie, proponują różne nowatorskie terapie, które bardziej szkodzą niż pomagają, a ludzie tacy jak my są bardzo podatni na manipulacje, no i bardzo chcemy uwolnić się z tego "obłędu"
Apeluję tu do wszystkich,
ufajcie swojej intuicji, czytajcie i wyciągajcie wnioski,
po wielu latach zmagań z nerwicą wiem, pomimo, że rzadko chodzę do Kościoła, że największy spokój daje mi modlitwa do Tego na górze, ale taka szczera, od serca i tego spokoju wszystkim życzę
Do sluuu,
poczekam na informacje od Ciebie nt. psychoterapeutki, chodziłam do kilku i nie byłam zadowolona, jestem trudną pacjentką
2 857 2015-08-24 16:09:19
Ale o co konkretnie chodzi z tym new age?
2 858 2015-08-24 17:00:33
Smiem podejrzewac ,ze tin@ pije tu do mnie bo polecilam psycholozke, ktora zajmuje sie takze technikami EFT co absolutnie nie ma nic wspolnego z new age, przeciwnie-to bardzo szybka metoda na przepracowanie wielu traum i jest calkowicie bezpieczna.Moze ktos stosowal lub slyszal? Tu gdzie mieszkam jest bardzo czesto uzywana od wielu lat.
2 859 2015-08-24 22:01:50
Dobry wieczór wszystkim,
to co napisałam nie dotyczyło EFT, nie wiem nic na temat tej techniki, nie czytałam jeszcze o niej, pisałam o tym, czego naczytałam się na różnych forach i czatach. Po prostu proponowano mi różne cudowne medykamenty, albo zachęcano do różnych praktyk. Moja przyjaciółka, która boryka się z trochę innymi problemami swojej psyche trafiła do jakichś bioenergoterapeutów, którzy wyciągali od niej pieniądze, prowadzili niby sesje terapeutyczne, po których miała jakieś wizje, halucynacje, myślę, że może było to coś na zasadzie hipnozy, nie wiem, bo nie uczestniczyłam w tym.
2 860 2015-08-24 22:24:59
No na to trzeba uwazac, z energia i hipnoza nie ma zartow.