Moj syn jest dorosly.Chodzil do psychiatry bral tabletki przez pol roku .Ale stwierdzil ze nie jest soba biorac je.Byl za zwolnieniu lekarskim przez 5 miesiecy.Ale odszedl tez od tej lekarki-psychiatry bo mowi ze wlasciwie nic mu nie pomogla.Teraz udaje ze wszystko jest dobrze.Jest tez w zwiazku malzenskim od 2 lat .Rozmawialam z Jego zona ktora juz tez nie daje rady.Prosi mnie o pomoc a ja jestem bezradna
2 731 2015-03-17 17:00:44
Podobne tematy
2 732 2015-03-18 13:00:18
Na początku myśli się, że to koniec świata. Dobranie leków też nie jest łatwe, a przy NN dość trudne.
Leki nie zmieniają osobowości, ale mogą powodować senność, spadki libido, nadwagę i trochę innych dolegliwości. Może niech sam dołączy do jakiejś grupy wsparcia w necie i postara się odnaleźć w tej chorobie.
2 733 2015-03-22 23:09:22
Anna82-Wspomniałaś coś o wrodzonej niedoczynności tarczycy, którą ja też mam. Napisz mi, proszę, czy pijesz kawę i w jakiej ilości? Jeśli nie, to czy wg ciebie powinnam ją tylko ograniczyć czy w ogóle wyeliminować. Jest to dla mnie ważne. Mam jeszcze inny problem z emocjami, jednak to dotyczy ciężkich przeżyć, mam na myśli stres pourazowy. Sądzę, że z tym problemem będę musiała zwrócić się do psychologa, bo inaczej nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania.
2 734 2015-03-23 00:38:52
Tak to ważny temat, zwłaszcza w tych zabieganych czasach, kiedy wszystko się robi na raz.
2 735 2015-03-23 12:24:12
WITAJCIE JAK WASZE SAMOPOCZUCIA POZDRAWIAM
2 736 2015-03-23 19:47:03
Witam!
U mnie ostatnio nie ciekawie.Prawie co noc budzi mnie ból serca,może to nie serce ale boli w tym miejscu,nie mogę się przekręcić z boku na bok.Kiedy uda mi się podnieść po jakimś czasie przechodzi.Pewnie gdyby było serce zmiana pozycji by nie pomogła Mam podwyższone normy z badania trzustki,jednak na usg nic nie widzą.Rano mam bardzo podwyższony puls,ostatnio nawet tabletki na obniżenie coś słabiej działają,szybko się męczę.Przy pochylaniu do przodu czasem bardzo mnie zaboli poniżej żeber.Nie wiem ale może coś powoduje jakiś ucisk.Ciągle mam stany podgorączkowe i anemie a żelazo powyżej normy.Do tego dochodzą mdłości a w kale pojawia się krew.Jestem bez sił.Miałam ponad 2 lata temu robiona gastr i kolanoskopię.Wyszło,że mam zapalenie żołądka.Nie wiem co mam robić.Jakie badania wykonać żeby podjąć właściwe leczenie.Może ktoś z Was mi coś podpowie?
2 737 2015-03-23 20:26:17 Ostatnio edytowany przez zulka66 (2015-03-23 20:32:06)
WITAJCIE
Żanetko jeśli trzustka nie pracuje jak trzeba, nie obejdzie się bez LEKKIEJ DIETY .Wszystko musi być gotowane, a najlepiej by było, abyś poszła do szpitala, jak w kale jest krew, to koniecznie trzeba powtórzyć kolonoskopię.
Jeśli masz anemię przy dobrym poziomie żelaza, to chyba wystąpiła jakaś niedokrwistość. A jeśli masz EKG dobre, a serce boli, to prawdopodobnie ból promieniuje od trzustki.
Najlepiej weż wyniki badań i od razu pojedż na SOR, a oni powinni skierować Cię do szpitala.
Zdrowia Ci zyczę i pozdrawiam WSZYSTKICH tu zaglądających.
Edit:
ŻANETA, wszystko wskazuje na to, że to trzustka .Leczenie powinnaś rozpocząć bezzwłocznie. ![]()
2 738 2015-03-23 20:35:06
Jest stosowane u nas Tomasz Kwieciński nawet asystował niedawno Stanislav'owi Groff
I sa inne ośrodki szkoleniowe.
Ja z tego co wiem stosuje jakąś słabszą odmianę oddychania holotropowego coś podobnego, ale to nie jest jeszcze to i są takie EFEKTY szok, a co dopiero prawdziwe oddychanie holotropowe z prawdziwym asystentem i człowiekiem który prowadzi Cię przez proces odpowiednio dobrana muzyka plus bodywork...
Realisto dziękuje za odpowiedż
.
2 739 2015-03-25 22:18:47
Kochane Kobietki, u mnie coraz lepiej. Nowe leki mają mniej efektów ubocznych i lepiej działają. Nie mam już tak ogromnych lęków, czasem tylko mnie ściska w żołądku. Codzienne spacery z psem też pomagają ![]()
Czuję się PRAWIE normalnie.Życzę Wam też tego. Pamiętajcie na swój lek trzeba trafić. U mnie dopiero trzeci zdziałał cuda
Pozdrawiam Was i trzymam kciuki ![]()
2 740 2015-03-27 22:38:27
2 lata temu byłam bardzo znerwicowaną osobą. Nie wiem skąd to wynikało, jedynie mogę podejrzewać, że przez związek w którym tkwiłam 6 lat. Po rozstaniu postanowiłam zawalczyć o siebie i uwolnić się od negatywnych odczuć. Zaczęłam czytać poradniki, walczyć ze swoimi nerwami. Udało się. Teraz mogę o sobie powiedzieć, że jestem tolerancyjna i cierpliwa dla innych ludzi. Czasami zdarzają się "napady" nerwów ale dużo rzadziej występują. Mam nadzieję, że ta zmiana będzie na stałe. Myślicie, że można całkowicie "wyleczyć" się z nerwicy?
2 741 2015-03-28 18:11:37
Czasami zdarzają się "napady" nerwów ale dużo rzadziej występują. Mam nadzieję, że ta zmiana będzie na stałe. Myślicie, że można całkowicie "wyleczyć" się z nerwicy?
Mnie się nie udało, ale paru osobom z tego wątku tak, więc nie trać nadziei, a jak Ci się nie uda, to też świat się nie zawali.....są gorsze choroby (ja tak to sobie tłumaczę ).
Pozdrawiam Wszystkich tu zaglądających
. Mała pi, fajnie czytać takie wpisy.
2 742 2015-04-08 21:01:42
Jestem podłamana.Odebrałam dziś wyniki i okazało się,że mam glistę ludzką.Kolejna przypadłość,którą sama odkryłam.A na ostatnie wizycie jak i kilku poprzednich mówiłam swojej pani doktór,że jestem coraz słabsza,mam ciągle mdłości nie mogę przez nie spać, mam wzdęcia,puchną mi oczy,boli mnie serce,lub okolice serca,nie mogę przytyć.Moja waga to 44 kg a jeśli chodzi o wiek to mam już 4 z przodu,więc chyba widać,że coś jest nie tak.A wyszłam ze skierowaniem na kręgosłup,zresztą może z nim też jest coś nie tak,ale chyba te objawy nie są od kręgosłupa.Zrobiłam badanie które uważałam,że będzie bardziej przydatne.Jestem bardzo zawiedziona podejściem lekarzy i ich wiedzą.Tak samo było parę lat temu gdzie chodziłam z różnymi dolegliwościami,aż zaczęłam się leczyć na nerwicę a okazało się,że mam boreliozę,też po paru latach chodzenia po różnych lekarzach wkońcu sama odkryłam,że mam boreliozę,niestety wyleczyć mnie z niej też nie potrafią.Mam żal do pani doktór przecież to ona powinna szukać przyczyn moich dolegliwości a nie zostawiać mnie z nimi samą.Nie wierzę już w żadne nerwice,i zastanawiam się czy nie złożyć skargi na swoją panią doktór.Zastanawia mnie ile czasu chodzę już z tym paskudztwem i ile jeszcze bym chodziła gdybym była tak samo pusta jak ona.
2 743 2015-04-10 14:44:53
żanetka- dadzą Ci lek i po gliście, ważne że odkryłaś przyczynę. Ja biorę profilaktycznie lek przeciw pasożytom raz na pół roku Vermox, bo mam pieska z którym śpie.
2 744 2015-04-10 19:41:17
sluuu ja dostałam pyrantelu ,mam brać przez 3 dni.Trochę się boję czy nie będę miała skutków ubocznych.Ale dziś biorę pierwszą dawkę,mam nadzieje,że pozbędę się tego paskudztwa.A może później uda mi się wkońcu przytyć. ![]()
2 745 2015-04-12 14:45:47
Witajcie,
Juz od dluzszego czasu nosze sie z zamiarem napisania kilku slow w tym watku gdyz jest i byl dla mnie bardzo inspirujacy i pomogl mi zrozumiec moje leki i zaczac sobie z nimi radzic. Jestem wam za to bardzo wdzieczny! I chociaz jestem facetem to mam nadzieje ze nikt mnie stad nie wyrzuci ![]()
Moja historia z wybuchem nerwicy, stanow lekowych i atakami paniki zaczela sie niedawno, bo pol roku temu, jestem wiec bardzo mlodym uswiadomionym nerwicowcem i po cichu licze na to ze szybko sobie z tym poradze bo jak mysle co wy przechodzicie przez tyle lat to ogarnia mnie szczere wspolczucie i wielki podziw!
No wiec... najpierw pojawily sie klucia w okolicy serca, od tego zaczelo sie wszystko... zaczalem notorycznie sprawdzac tetno, niestety na szyi, to spowodowalo odczuwanie tetnienia w glowie z tego powodu i bule i przez przytykanie sobie tetnic dziwne uczucie otepienia. Wtedy zaczalem sie panicznie bac, wpadac w panike, nawet kilkanascie razy na dobe. Klucia w sercu sie poglebialy, zaczalem byc jeszcze bardziej zmeczony, mysli tak sie kolataly ze wlasciwie nic innego nie myslalem a wszystkie czynnosci wykonywalem automatycznie. Potem pojawile sie przeskoki serca co jeszcze wszystko poglebilo i byla tragefia. Na nieszczescie nic nikomu nie mowilem i tak sie meczylem 4 mce.
Szukalem w necie co mi jest ale zadawalem nie te pytania co trzeba i naczytalem sie o tylu chorobach ze glowa boli. W koncu poszedlem do lekarza rodzinnego, pani doktor mnie zbadala zrobilem padania ogolne plus tarczyca, zrobilem ekg - wszystko dobrze. I tu zauwazylem cos dziwnego... po wyjsciu od lekarza wszystko przeszlo, jak reka odjal. Cud! Niestety wszystko wrocilo, poszedlem jeszcze raz, znowu ekg i po wyjsciu znowu przeszlo. Wtedy zaczalem analizowac wstecz wszystkie zdarzenia. Wczesniej mialem podobnie z nerkami, miesiac sie meczylem, balem ze cis z nimi nie tak, a po wizycie i badaniach ogolnych - jak reka odjal. W dziecinstwie mialem pol roku dziwny ucisk w dolku. Mialem soradyczne ataki paniki, niektore az smieszne, na bilogii nsuczycielka powiedziala ze jak sie palce wcisnie pod rzebra to mozna wyczuc serce wiec sprobowalem i... nie poczulem... serce mi nie bije! I panika gotowa ![]()
Znowu szukalem necie co to moze byc i natknalem sie na nerwice. Wszystkie objawy pasowaly. Poradzilem sobie z kluciami w sercu po tym jak zauwazylem ze spinam sie strasznie, rozluzilem miesnie i przeszlo. Dodatkowe skurcze serca przeszly same chociaz potem znowu wrocily ze zdwojona czestotliwoscia, 3 doby, co 10-15 sekund, tragedia. W miedzy czasie wyjezdzalem z moja pania w gory kilka razy i tam jakby wszystkie dolegliwosci malaly.
Dalej analizowalem swoja przeszlosc i okazalo sie ze zylem przez ostatnie pare lat w ogromnym napieciu i stresie...
W 2010 kupilismy mieszkanie do odswierzenia, okazalo sie ze potrzebny jest kapitalny remont, wiec nie bojac sie wyzwan podjalem sie sam tego zadania. Moja pani chyba sie przestraszyla ogromu prac wiec po dwoch tygodniach zrezygnowala z pomocy, zreszta ktos musial sie zajac starym mieszkaniem, zakupami, dziecmi choc juz dorosle. Ale... rano do pracy... po poludniu remont, sobota, czasem niedziela i tak poltorej roku, sam, zrywanie podlog, gladzie wszedzie, plytki, podwieszane sufity, wszystkie instalacje, jak wracalem okolo polnocy do domu to nie pamietam momentu kladzenia glowy na poduszce. Pani byla nie zadowolona bo zadnego pozytku ze mnie w nocy
do tego w pracy ciezki okres, wyjazdy sluzbowe, sporo kawy, praca po nocach. Tutaj taki wazny moment, w trakcie remontu, moj tata mial zawal a potem maly wylew. Zaczalem sie bac o to ze ja tez moge miec zawal. Tata dbal o siebie i tu taki zawal. Wazne tez bylo to ze opowiedzial ze byl wieczor, poczul jakby jakas grype, osunal sie na ziemie w kuchi, ogarnal go okropny bol szczeki. Wazne to dla tego ze po kilku latach tak sie nakrecilem ze mialem podobnie, wieczor, dziwne oslabienie, bol szczeki, plytki krotki oddech i okropne poglebiajace sie kurcze calego ciala az nie bylem w stanie sie poruszyc i nic powiedziec. Okazalo sie ze to byl atak paniki, a skurcze to efekt nie pozbywania sie dwutlenku wegla, poddychalem gleboko i przeszlo.
Potem byly spacery po gorach i obawy czy dam rade wejsc, tetno przyspieszalo, sercec walilo. Potem wylot do stanow, znowu czy dam rade, czy wytrzymam w samolocie i znowu tetno wysokie i kolatanie serca. I tak sie nakrecalem, tym bardziej ze przeczytalem kiedys ze tetno wysokie to wieksze ryzyko zawalu i wylewu.
Po temoncie dowiedzialem sie ze u przyjaciolki zdjagnozowano raka, dobilo mnie to bo ten rodzaj jest wlasciwie nieuleczalny, a czas zycie max 10lat. Tragedia. Do tego doszedl kolejny stres w pracy, dostalem ogromne zadanie zbudowania nowego systemu, kilkanascie ludzi do dyspozycji i 1 milion inwestycji... obawy czy sie uda i ogromna odpowiedzialnosc. I wszystko tak naprawde zaczelk sie pod sam koniec projektu.
W ogole nie zdawalem sobie sprawy ze w takim stresie rzylem.
W styczniu tego roku zaczalem sobie zdawac sprawe ze to nerwica, wzialem od lekarza rodzinnego skierowanie dobkardiologa, wizyta i skierowanie na holtera, gdy mi go zakladali tak bylem zestresowany ze mialem puls 140, potem diagnoza... wszystko w porzadku tylko wysoki sredni puls i tu piwrwsza mysl ... nic dziwnego skoro tak sie zestresowalem. I nie bylem juz przerazony.
Potem wszedlem na to forum inprzeczytalem pierwszy post. To bylo olsnienie. Po tym jak pierwszy raz za rada z postu stawilem czola lekowin i panice i powiedzialem "no dawaj, pokaz na co cie stac, 120... malo, dawaj jeszcze, 130, super, nie boje sie ciebie..." nie doszlo do 140tu, a ja prze tydzien mialem ulge, tetno 64 w pracy bez uzywek ![]()
Zapomnialem o tych wszystkich radach stad i leku ale jak same wiecie, nerwica to podstepna bestia, czycha na moment nieuwagi wiec znowu wszystko wrocilo. Wrocilem na forum, poczytalem i postanowilem sie juz teraz powoli osfajac z lekiem i powoli pre do pszodu, juz mnie wysokie tetno nie przeraza, zawal ktory moge miec jest straszny ale teraz juz coraz czesciej dociera do mnie ze mysl jest straszniejsza wiec sie z nia osfajam a nie z zawalem.
Dodatkowe skurcze byly spowodowane stresem i wyplukaniem magnezu i potasu, pije sobie codziennie soczek pomidorowy, biare magnez, ktory ograniczylem ostatnio, nie mam juz tikow nerwowych, ograniczylem spozycie kawy, papierosy, robie cwiczenia relaksacyjne jacobsona i oswajam sie, powoli wracam do zycie, moge juz oderwac sie od natretnych mysli, nie przeszkadzaja mi juz tak w zyciu, moja pani tez juz bardziej ze mnie jest zadowolona...
Sie rozpisalem, za co przepraszam jak rowniez za bledy i brak polskich znaczkow bo pisze z komorki.
A pisze to wszystko dla tego ze moze ja wam sie na cos przydam, nie opisalem wszystkiego przez co przeszedlem i jak sobie z lękami radze, nie biore zadnych lekow chodz je mam, nie bylem u psychiatry.
Wiem jedno... podstawa jest odkryc czego sie boimy i stawic temu czola, nie walczyc z tym co ja robilem bardzo dlugo.
Poznac siebie, obserwowac ale nie kontrolowac i nie probowac wplynac na to co sie z nami dzieje.
Wracac do przeszlosci ale tylko po to by sobie przypomniec co bylo powodem lekow, co przyczyna strsow, nabrac nowego doswiadczenia, nowego spojzenia na te same rzeczy, podejsc inaczej, probowac roznych rozwiazan.
Mnie tez pomaga pisanie w zeszycie, czego sie boje, co udczuwam i czuje, co sie dzieje z moim.organizmem. w trakcie pisania poznaje siebie, czytam i zaczynam to rozumiec.
I tu skoncze... trzymam kciuki za wszystkich i siebie ![]()
2 746 2015-04-13 09:55:09
Witaj endriu
.
Dobrze, że dołączyłeś, bo z każdej historii można się czegoś nowego dowiedzieć. Ostatnio mniej tu osób, ale to chyba dobrze
, radzą sobie jakoś.
Ty poradziłeś sobie bez psychiatry i dobrze, ale czasami nie da się funkcjonować bez lekarstw, zależy od rodzaju nerwicy, nasilenia, czy dochodzi jeszcze depresja.......,ale masz rację, że bardzo ważne jest uświadomienie sobie.... czego się LĘKAMY
, żeby móc walczyć.
Ja natomiast zauważyłam, że BYCIE TU TERAZ, zajmowanie się tylko dniem dzisiejszym, nie wybieganie w przyszłość- też baaardzo pomaga w zachowaniu jakiejś normalnosci.
Mnie tez pomaga pisanie w zeszycie czego się boję, co odczuwam i czuję.....
Fajny sposób, będę stosować......może wreszcie pośmieję się z moich obaw
.
Pozdrawiam
.
2 747 2015-04-13 14:31:01
endriu1500- super sobie poradziłeś. Tylko niech ta Twoja Pani pamięta, że ma Cie wpierać. Facety też nam się przydadzą, więc wpadaj do nas jak najczęściej.
hej hol, reszta brygady.
2 748 2015-04-13 15:36:40
Witajcie,
Moja Pani jest dość zamknięta - może z powodu swoich doświadczeń... i raczej pomoc sprowadza się do "nieprzeszkadzania" - chociaż ostatnio coraz częściej rozmawiamy... w sensie ja mówię a ona słucha ![]()
Będę wpadał... bo tak szczerze mówiąc szukam ciągle nowych sposobów jak sobie z tym radzić.
Na razie nie stoję w miejscu ale jak stanę to wtedy czeka mnie psychiatra. Ja jestem raczej z tych co "sami" wolą się uporać z problemami uważając, że facet nie może być słaby, ma zapewnić pożywienie, dbać o bezpieczeństwo, a słabe osobniki giną zastąpione przez silniejsze albo zostają zjedzone ;-) Dla tego tak długo się męczyłem sam nic nikomu nie mówiąc. Tak wiem, w tym przypadku i w tych czasach to raczej nie normalne a i jak się okazuje naraziło mnie na "zjedzenie" bo przez pewien czas nie funkcjonowałem w cale.
Dzisiaj po raz kolejny uświadomiłem sobie (pisząc w zeszycie te moje przemyślenia) że w week-end się czuję gorzej i to pewnie dla tego że mam więcej czasu na "myślenie". W pracy jakoś mi tętno spada do normalnej wartości mimo, że niektórzy potrafią mi je podnieść.
Ciągle mam problemy z napięciem mięśni... ale jacobsona dopiero 5 dni ćwiczę, już jest poprawa ale to chyba jeszcze nie to.
Znalazłem kilka sposobów na doraźne polepszenie sobie stanu: łyk mleka zimnego z lodówki albo kawałek soczystego ogórka zielonego :-)
Jeszcze żeby te myśli sie tak nie kołatały w tej głowie!
Pozdrawiam
2 749 2015-04-13 15:48:42
u mnie nerwica przyatakowała mocno i nie miałam siły na bezlekową opcję. No ale jak sobie radzisz to super ;-D
2 750 2015-04-13 16:15:16
Rozumiem, ja nawet tak trochę podejrzewam że ja to mam lekką nerwicę po tym co czytałem w tym wątku.
Rozłożyła mnie kilka razy na łopatki ale nic nie musiałem brać... oprócz słabych ziołowych od czasu do czasu.
Nie jestem wrogiem leków, jedni radzą sobie lepiej, a inni gorzej... ja się akurat boję ale to ze względu na serce... bo co jak mi zacznie bić niemiarowo albo zwolni albo będę miał jakieś skoki i takie tam...
Ale pieroństwo potrafi zdołować, wiem... kilka nieprzespanych nocy miałem ale odkryłem coś ciekawego, a pomysł podsunął mi mój tata, chodzi o wsłuchanie się w bicie serca... na początku wpadałem w panikę jak je słyszałem (głowa na poduszce bokiem i ręka pod nią) ale po przeczytaniu kilku postów stąd, pomyślałem, a co... moje serce, moje bicie i zacząłem się z nim oswajać... nie powiem, było trudno, a teraz zasypiam przy nim... najfajszejsze i chyba zgubne jest to, że kiedy zaczyna już zwalniać i zwalniać to odpływam ale też się przyzwyczajam i może sie okazać później że bez niego zasnąć nie będę umiał i miałem już kilka takich momentów, że jak odpływałem i mój umysł kierował się myślami gdzie indziej to zrywał mnie prawie na nogi - bo przecież go nie słyszy :-) ale na razie się nie martwię tym.
Przepraszam, gaduła ze mnie straszna bo nie mam z kim o tym rozmawiać tak na prawdę ![]()
2 751 2015-04-14 07:53:48
Witajcie, tak od jakiegoś czasu obserwuje wątek i postanowiłam sama się wypowiedzieć.
Nerwica niestety to straszna przypadłość - nabawiłam się takich stanów przez powrót do pracy po urodzeniu dziecka. Moje dziecko należało do chorowitych i ciągle chodziłam na zwolnienia na dziecko, szef sie denerwował, ja denerwowałam się zdrowiem dziecka i ciągłe życie w stresie czy podołam jako matka pracująca. Dusiłam wszystko w sobie, aż pewnego dnia wybuchłam i dostałam takiego ataku paniki, że nie mogłam oddychać - na szczęście było to w domu. Mąż szybko zareagował wylądowalismy na pogotowiu a tam podali mi leki na uspokojenie i wysłali na konsultację do psychiatry... na początku pomyslałam wstyd jak ktos sie dowie, no ale poszłam. I chyba źle trafiłam, bo od razu dostalam jakies cholerne leki, a nie chce sie niczym szprycować. W końcu koleżanka ktora pracuje w prywatnej przychodni poleciła mi akupunkturę - w to tym bardziej nie wierzyłam, ale uznałam co mi szkodzi i poszłam, lepsze to niż leki. I wiecie, że w moim przypadku to działa? Seria takich zabiegów i poczułam, że wszystko ze mnie wypłynelo.... Wiem, że to nie jest tania metoda, ale skoro może zdziałac takie cuda. Trafiłam na świetnego fachowca - podczas wizyty w Luxmedzie gdzie mam prywatne ubezpieczenie zdrowotne dowiedziałam się o tym, iż wykonuja takie zabiegi w Profemedzie w Mariocie w Warszawie. Może w innych miestach też to maja, warto sie dowiedzieć.
2 752 2015-04-14 08:58:44
Potwierdzam, każda forma aktywności fizycznej, masaże (ja miałem serię masaży), ćwiczenia relaksacyjne skupiające się na mięśniach (joga, jacobson, aerobik, taniec), akupunktura, manupunktura - czynią cuda i pozwalają obniżyć poziom lęku, rozluźnić mięśnie, które u nas, nerwicowców bardzo się spinają i powodują zawroty głowy, bóle, kłucia, dziwne odczucia, problemy z oddechem.
Dobry masażysta, potrafi sprawić, że wszystkie emocje uwięzione w napięciu mięśni schodzą z ludzi którzy zaczynają się śmiąć bez powodu, płaczą i to nie z bólu.
2 753 2015-04-16 18:50:27
Joga rzeczywiście świetnie relaksuje i wycisza. Dzięki ćwiczeniom można odzyskać równowagę wewnętrzną. Joga uczy prawidłowego, głębokiego oddechu, który przynosi doskonałe efekty w momentach krytycznych. Uwielbiam to uczucie po treningu, kiedy wydaje mi się, że nie chodzę tylko płynę. Wielkie uczucie lekkości i odprężenia.
2 754 2015-04-16 21:43:19
Cześć, podobnie jak kilka osób już tu wypowiadających się troche mi zeszło zanim zdecydowałam się żeby tutaj napisać. Wolałam najpierw poczytać Wasze wypowiedzi. Zawsze byłam energiczna i dużo działałam społecznie. Mam zdiangnozowaną nerwice lękową, lekarz powiedział zebym zadecydowała czy chce podjąc leczenie które raczej mi nie pomoze czy chce chodzic do psychologa. Czasami jest dobrze, ale coraaz częsciej czuje niepokoj i zastanawiam sie czemu, z jakiego powodu. Najgorsze jest to że żyje i mieszkam z osobą przez którą mam nerwice, wg lekarza. Podziwiam osoby ktore radzą sobie pomimo cięzkich chwil w chorobie. Ja niestety nie umiem tak a wolałabym nie przyjmować leków. Czy jest to możliwe?
2 755 2015-04-17 08:29:34
A już myślałem, że pogoda wpłynęła pozytywnie na wszystkich i nikt nie będzie tu zaglądał...
Chciałem się pochwalić jak mi dobrze idzie z radzeniem sobie ze swoją nerwicą i lękam bo idzie świetnie aż ta radość wprowadza mnie w drżenie i podniecenie co z kolei powoduje wewnętrzne rozdrażnienie bo w końcu radość to również emocje i stres :-)
ale do rzeczy...
Ja jestem przykładem, że można sobie radzić bez leków ale nie każdy może/jest w stanie, czasem leki są potrzebne, czasem wystarczy psycholog/psychiatra, a czasem wystarczy poznanie swoich lęków i odpowiednie podejście... sporo jest w tym wątku przykładów jak do tego podejść i od czego zacząć.
Swego czasu uczęszczałem do szkoły w której były zajęcia z anatomii, psychologii, analizy snów, magii, radiestezji (poważnie, są takie szkoły w Polsce) i ostatnio zastanawiałem się nad magią i radiestezją jako narzędziem w radzeniu sobie z nerwicą i lękami... i już śpieszę z wyjaśnieniem o co chodzi...
Magię chyba wymyślił jakiś nerwicowiec, bo to przecież zbiór rytuałów, formułek, powtarzanych zachować i może nie wiara ale nadzieja że to zadziała. Tak na prawdę chodzi o to by osoba która odprawia te zaklęcia i rytuały uzewnętrzniła się, wyraziła siebie, pokazała i sama zobaczyła co w niej siedzi, co odczuwa. To samo jest z radjestezją, wahadełko, różdżka służą jedynie pokazaniu/zobaczeniu co odczuwamy. I nie ma tu nic magicznego w znaczeniu jakim nam to jawią holywoodzkie produkcje ![]()
I tak sobie pomyślałem... czemu nie spróbować poznać siebie właśnie przez wachadełko, wystarczy sznurek i nakrętka bądź klucz z uszkiem. Trzymamy sznurek z zawieszoną nakrętką w dominującej dłoni, palcami i zadajemy pierwsze pytanie sobie, w głowie, "co jest prawdą?" i czekamy aż wahadełko zacznie się wahać albo kręcić - to będzie oznaczało odpowiedź potwierdzającą, kiedy będzie się wahać albo obracać w drugą stronę - negującą. Jeśli nie zacznie, trzeba zmienić długość sznurka, chwycić go niżej lub wyżej i poszukać częstotliwości drgań ręki która wprawi wahadełko w ruch.
I teraz zadajemy sobie pytania w głowie które nas nurtują i czekamy na odpowiedź. Pytania muszą być takie by wahadełko mogło odpowiedzieć twierdząco lub negująco. Na przykład "czy boję się być sam/sama?", "czy mogę sam poradzić sobie z moimi lękami?" i tego typu. Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że to nie magia i nie znajdziemy odpowiedzi na pytania które nas nie dotyczą, wahadełko pokazuje co my czujemy i nie odpowie na pytanie "czy wygram jutro w totolotka?" ![]()
Ja do poznania siebie używam monety, rzucam ją i łapię i w zależności od tego czy wypadł orzełek czy reszka udzielam sobie odpowiedzi pozytywnej lub negatywnej, zbieram sobie odpowiedzi a następnie odwracam wszystkie odpowiedzi i analizuję je odwrotnie. Ta metoda jest losowa ale pozwala spojrzeć inaczej na swoje myśli i na to czego się spodziewamy od życia czy od siebie.
I nie trzeba w to wierzyć ![]()
To taki mój jeden ze sposobów na moje obawy ![]()
trzymajcie się ciepło i poręczy... a ja wracam do pracy nad sobą!
2 756 2015-04-18 23:09:46
Witajcie Kochani
Nie wiem czy da się wyleczyć z nerwicy bez leków
Ja próbowałam psychoterapii, hipnozy, masaży relaksacyjnych. O czytaniu tony książek i poradników nie wspomnę. Leki też musiałam przetestować różne,żeby trafić na ten, który pomaga. Od 2óch miesięcy czuję się normalnie! Nie chcę pisać "dobrze", bo normalność ma też stresy i obawy. Ale w zupełnie innym wymiarze niż nerwica. Pomału odkrywam, że moja choroba nie trwa rok, ale dużo, dużo więcej, właściwie od liceum. I teraz nagle okazuje się,że można żyć inaczej
Szukajcie swojej drogi leczenia, szukajcie tego co Wam pomoże, bo da się z tej choroby wyjść
Mnie pomogły leki i spacery z psem
Trzymam kciuki ![]()
ps. A lekarstwa mam zamiar brać nadal, bo w niczym nie przeszkadzają, a poprawiają jakość życia ![]()
2 757 2015-04-19 13:12:30
Witajcie
To ze komus udaje sie zwyciezac z lękami i nerwica (niezaleznie od tego w jaki sposob) cieszy i napawa optymizmem bo okazuje ze sie da - tylko tak jak powiedzialas - musi znalezc swoja droge :-)
Trzymam za wszystkich kciuki!
2 758 2015-04-20 09:18:28
A lekarstwa mam zamiar brać nadal, bo w niczym nie przeszkadzają, a poprawiają jakość życia
Zgadzam się w 100 %
, po co się męczyć ? lepiej się skupić na ważniejszych rzeczach
.
2 759 2015-04-27 10:28:09
Witam u mnie nerwice zdiagnozowano dość niedawno. Ale od jakiegoś czasu czułam że coś dzieje się nie tak. Na początku wyszła na jaw sprawa pewnej zdziry ktora wysylala esemesy do mpjego meza że go kocha. I sie zaczęło. Zaczelam podejrzewać że mnie zdradza a później że chce mnie zostawić. Mówił ze nie ale zachowywał sie jakby tak mialo być. Ja z tego strachu i paniki zaczelam byc agresywna . Zaczelam grozic ze jej coś zrobie. Moj mąż ma dodatkowe zajęcie jest dilerem. Zaczelam grozić że wydam go policji. Zylam w ciaglej panice i strachu. Moja panika siegnela zenitu gdy doszło do pewnego zderzenia. Mąż zostawił mnie na parkingu pod sklepem. Musiał gdzieś podjechać z kolegą w dodatku jego samochodem nie dajac mi znać. Po tym zdarzeniu zaczęłam myśleć ze tak sie boi że mogę coś na wywijac jak mnie zostawi ze po prostu chce sie mnie pozbyć. Zaczelam sie mu przyglądać. Gdy mnie glaskal mialam wrażenie że coś we mnie wciera,dotykał to skora piekla, kochaliśmy to wszystko od środka mnie pieklo, budzialam się rano z uczuciem ze mam cos w gardle myslalam ze mi cos podal przez sen. Balam sie ze mi cos zrobi i balam sie ze odejdzie. Ciagle mu mowilam co on ma zrobić żeby mi pomóc ale ani razu nie posluchal. Izolowal sie .A ja żyjąc w strachu i rozpaczy zaczelam widzieć wszędzie zagrożenia. W miejscach publicznych mialam napady paniki , balam sie sama wychodzić z domu. Balam sie być sama w domu bo wydawało mi się że mnie truje.Czasmi czulam dziwny gryzacy zapach i gardlo mnie pieklo. Dziwne zbiegi okoliczności utwierzaly mnie ze wszycy znajomi są z nim w zmowie. Nie moglam nikomu ufać. Straciłam prace czulam sie bezsilna. Nie mialam sily do zycia. I ten ciagly strach. Wydawało mi się że ona jest u mnie w domu że czuje jej obecność. Inni zaczeli myśleć ze ze mną jeat cos nie tak a ja myslalam ze to on mnie prowokuje do agresywnych i irracjonalnych zachowań. Zdiagnozowal mnie i mówił właśnie że mam nerwice. A ja pomyslalam że jak pojde do lekarza to będzie mógł ze mną rrobić co chce i nikt mi nie uwierz bo przecież jestem chora. Poszlam wkoncu do lekarza dostalam tabletki. Pomagaja na tyle że jak biorę to mam sile by żyć. Jak wzme tabsa to go chce a jak nie to chce żeby go zostawić. I nie wiem co robić co jest prawdą. Czy ja go kocham czy wydaje mi się po tabletkach. Czy juz zawsze żeby z nim być będęmusiała brać tabletki. Nie wiem co zrobić jak to wszystko poukładać.
2 760 2015-05-08 10:20:40
Witam wszystkich po długiej nieobecności. Od założenia tego wątku minęły prawie 3 lata. Dla mnie były to długie lata pełne wyboistych ścieżek i trudnych do okiełznania emocji. Ale był to też czas pełen radości i sukcesów POMIMO wątpliwości i lęków. Z nerwicą rozprawiałam się na bieżąco, odkryłam jeszcze kilka sposobów na lepsze radzenie sobie z nią i cały czas je udoskonalam, dopasowuje do siebie.
Za miesiąc spełni się też jedno z moich pragnień. Zostanę po raz pierwszy mamą.
Odkąd pamiętam nerwica mi podpowiadała, że ciąża to będzie dla mnie ciężki czas, że przez swoje emocje skrzywdzę swoje jeszcze nienarodzone dziecko. Tymczasem okazało się, że w ciąży niemal wszystkie objawy nerwicy ustąpiły. Czuję i czułam się świetnie. Nie miałam mdłości, zniknęło drżenie rąk, zniknęły przykre myśli, poczułam w sobie niebywałą siłę i energię do działania. Właściwie mogę rzec, że nigdy nie czułam się lepiej. A to wszystko dzięki dziecku, które we mnie dojrzewa. ![]()
Jest to kolejny dowód na to, że to co sobie wyobrażamy nijak ma się do rzeczywistości. Jeśli zaryzykujemy i spróbujemy wyjść poza nasze obawy, lęki i ograniczenia to może się okazać, że po drugiej stronie czeka nas...lepsze i szczęśliwsze życie, tak po prostu!
Pozdrawiam
2 761 2015-05-14 11:01:54
Witam!
Stokrotka84 dziękuję za stworzenie tego wątku. Dopiero dziś trafiłam na ten wątek i poczułam dużą ulgę i radość, że są osoby, które radzą sobie z nerwicą. Ja już prawie 10 lat zmagam się z nerwicą - z przerwami. Ostatnio miałam 3-letnią przerwę od silnych objawów, ale w zeszłym roku wraz z odstawieniem tabletek anty nerwica wróciła ze zdwojoną siłą. I dzięki temu wydarzeniu zobaczyłam jak bardzo przez ostatni czas oszukiwałam siebie i uciekałam od pracy nad sobą. Od początku tego roku zaczęłam intensywnie nad sobą pracować, szukam informacji w necie (blogi, fora), czytam książki o tej tematyce. Wiem, ze jestem na początku swojej drogi i jeszcze czeka mnie dużo pracy nad sobą. Chcę oswoić swój lęk, ale czasem nie wiem jak mam to zrobić.
Stokrotka84 serdecznie Ci gratuluję i życzę szczęśliwego rozwiązania
To wspaniała wiadomość
Chciałam napisać do Ciebie maila (jakie nowe sposoby odkryłaś), ale w tej sytuacji pewnie nie masz za dużo czasu na odpisywanie. Obecnie wraz z mężem zastanawiamy się nad powiększeniem rodziny, ale bardzo się tego boję. Boję się porodu, objawów występujących w ciąży, a najbardziej boję się odpowiedzialności czy dam radę wychować dziecko, czy nie przekażę dziecku swoich lęków, obaw.
2 762 2015-05-14 18:58:27 Ostatnio edytowany przez endriu1500 (2015-05-14 19:21:35)
Witajcie,
dawno nic nie pisałem o tym jak sobie radzę więc postanowiłem opisać do czego ostatnio doszedłem po przeczytaniu kilku ciekawych artykułów na temat nerwicy (a strasznie trudno znaleźć w necie te wartościowe).
Na początek kilka zdań które mnie zainspirowały do zmiany postępowania wobec mojej nerwicy.
1. "Nerwica to nadmierna reakcja organizmu na NAKDROBNIEJSZY bodziec zewnętrzny."
Ja mam nerwicę serca - niezdjagnozowaną, sam do tego doszedłem ale oczywiście badania robiłem, rtg, holter, badania krwi, wątroba, nerki, tarczyca i nie było podstaw do dalszych badań więc je sobie darowałem.
Moje reakcje były nadwrażliwe do tego stopnia, że krzywe płytki w przedpokoju, wstanie z kanapy powodujące przyspieszenie akcji serca, lekki wietrzyk, chwiejne biurko w pracy (o kłuciach, napięciach, stresie nie wspomnę) powodowały u mnie ataki paniki i stany lękowe.
2. "Każdy organizm żywy posiada mechanizmy regulujące i oceniające sytuacje zagrożenia życia". My nerwicowcy mamy taką tendencję do świadomej reakcji na sytuacje "zagrożenia" co powoduje mętlik w naszym mózgu. Ja sobie wyobraziłem to tak: jest jakaś sytuacja, którą świadomie oceniłem że zagraża życiu (np. kłucie w klatce piersiowej), mój mózg odebrał ten sygnał i zareagował paniką, która jest przygotowaniem do walki lub ucieczki. Moja świadomość dała znak że coś niedobrego się dzieje. Nauczyłem swój mózg nadmiernie reagować na bodźce. Moja wina.
3. "W przypadku faktycznego zagrożenia życia z zewnątrz, panika przygotowuje organizm do walki lub ucieczki ale przecież przed własną świadomością nie mogę uciec bo niby jak?" - to mnie na początku przerażało. Co mogę zrobić? Nie jestem w stanie przed tym uciec, panika i stany lękowe na pewno mnie dopadną i zaczyna się zamknięte koło, zaczyna się nakręcanie. Niektórzy biorą leki co daje oddech ale (to tylko i wyłącznie moje zdanie) daje złudzenie i nie pomaga, a wręcz przeszkadza. Nie mówię, że ktoś ma nie brać leków, każdy ma własny rozum i robi to co wydaje mu się słuszne.
4. "Na wizytach u psychologa/psychiatry, lekarz stara się wyjaśnić co się z nami dzieje i uczy jak wyrobić sobie pozytywne wzorce i naturalne reakcje na bodźce zewnętrzne" Ja nie byłem na żadnej sesji ale czytałem, że tak właśnie jest. Niektórzy zalecają lekkie leki uspokajające aby trochę się wyciszyć i zacząć sobie te pozytywne wzorce wypracowywać.
5. "Trzeba nad sobą pracować, codziennie, nie bać się ataków i zaakceptować je". Do niedawna nie rozumiałem jak tu się nie bać, jak zaakceptować ataki paniki i stany lękowe ale przeczytałem, że wielu tak postąpiło więc i spróbowałem, gdzieś w tym wątku jest nawet mój wpis na ten temat.
6. "Obserwuj ale nie reaguj". Teraz wiem, że nie chodzi o nie reagowanie ale o brak jakiejkolwiek reakcji - to taka bardzo subtelna różnica. "Nie reagowanie" powoduje zmuszanie się do braku reakcji, a chodzi o to żeby olać to co się dzieje, powiedzieć sobie "a niech się dzieje".
Wziąłem to wszystko razem i pracowałem nad sobą, myślałem o swoich reakcjach, zacząłem się zmuszać do niektórych rzeczy, a zacząłem od ziołowych leków uspokajających i brałem tylko pół dawki aby się troszkę przyćmić ale odczuwać.
Brałem je około miesiąca, doraźnie, obserwując siebie i zastanawiając się czy tak na prawdę coś się dzieje, czy moje reakcje są adekwatne do zagrożenia. Zauważyłem, że istnieją bodźce na które reaguję i których się boje. Te leki pozwoliły mi zrozumieć, że jestem w stanie nie reagować w taki sposób i jestem w stanie być spokojny.
Bardzo często sprawdzałem tętno - więc zmusiłem się do tego żeby tego nie robić. Wytrzymałem dzień i zauważyłem, że objawy nerwicy troszkę ustąpiły. Więc to jednak moja wina, mojej świadomości!
Miałem tak, że wpadałem w panikę przy wstawaniu z kanapy, przy jedzeniu posiłku, przy chodzeniu po krzywych płytkach, przy lekkim wietrze, pod prysznicem, siedząc w aucie na światłach na wolnych obrotach, kiedy wchodziłem po schodach, jadąc autobusem, wybierając się gdzieś na jakąś przejażdżkę. Te wszystkie bodźce miały swoje uzasadnienie, powodowały albo przyśpieszenie tętna albo dawały wrażenie, że moje tętno jest podwyższone. Zacząłem więc sam siebie przekonywać, że nic się nie dzieje.
Wstałem z kanapy i mówiłem sobie "wstałem, tętno przyśpieszyło ale przecież to normalne, tak ma być, mój organizm musi zwiększyć tętno żebym nie zemdlał"
Jadłem posiłek - i kiedy się zaczynało mówiłem sobie "Jem, organizm przygotowuje się do trawienia, wytwarza soki, zwiększa tętno i ciśnienie - to przecież normalne"
Szedłem po płytkach i odczuwałem zawroty głowy. Zacząłem sprawdzać płytki - przecież są krzywe, nie mam zawrotu głowy tylko mój organizm nie pozwala bym się przewrócił.
Chłodne nogi, lekki wietrzyk - więc zaczałem sprawdzać ręką, moje nogi są ciepłe, a był chłodny podmuch wiatru to przecież normalne, że odczuwam chłód. Stałem w ubikacji, chłodne nogi, sprawdzam więc ręką wywietrzniki w drzwiach - chłód z przedpokoju. No przecież to normalne że odczuwam chłod.
Prysznic, woda która uderzała w moją klatkę piersiową dawał wrażenie podwyższonego pulsu - zacząłem się więc na chwilę odwracać od prysznica i przyglądać się sobie, no przecież nie mam podwyższonego tętna, to tylko woda która mnie masuje.
Siedzę w aucie na światłach, wolne obroty i nie wiem czy to ja się cały trzęsę bo mam atak czy to auto - kładę więc rękę na pulpicie i zaczynam czuć jak się auto trzęsie i powtarzam sobie - przecież to auto się trzęsie i przecież nic się takiego nie dzieje.
Wchodzę po schodach - no przecież to normalne, że serce przyspiesza, wchodzę przecież po schodach.
Kłucia w okolicy klatki piersiowej - zacząłem więc palcem szukać miejsca w którym mnie boli i naciskać je mocno - jak naciskałem (głownie przy łączeniu zeber z mostkiem) to mnie bolało i stwierdzałem, że to przecież taki sam ból albo podobny do tego który przed chwilą bodczuwałem
I tak z każdym bodźcem, sprawdzałem i tłumaczyłem sobie, że nie ma zagrożenia, że to nic strasznego, że to normalne.
Po pewnym czasie zauważyłem, że wszystko zaczęło cichnąć, że ataki paniki są coraz słabsze i że coraz mniej się boję.
Zmuszałem się do wychodzenia na spacer ale nie chodziłem nigdy sam - początki były straszne, na spacerze ciągle myślałem, że nie dam rady, że zaraz padnę, że trzeba będzie wezwać karetkę ale po powrocie siadałem na kanapie i sobie mówiłem "wróciłem, jestem nadal żywy, dałem radę, nic się nie stało, tak na prawdę nie było powodu żebym się bał".
Zaczałem zawierzać w to że mój organizm sobie z tym poradzi - potem zrozumiałem, że chodzi o te mechanizmy regulujące zachowanie i reakcje na bodźce.
Zacząłem wykonywać ćwiczenia wg jacobsona - napinałem i rozluźniałem mięśnie oberwując kiedy mięśnie sa napięte, a kiedy rozluźnione - to mi pomogło zauważyć kiedy się spinam, kiedy się stresuję więc zacząłem sobie powtarzać, mam duszności ale przecież moje mięśnie klatki piersiowej są spięte. Miałem tiki nerwowe ale przecież jestem spięty, przed chwilą coś mnie zestresowało, tik jest normalny więc go nie hamuj.
Poczytałem trochę o świadomych reakcjach i o tym, że w nerwicy człowiek w przypadku nadchodzącego lęku lub paniki, usilnie stara się wyciszyć, uspokoić, coś z tym zrobić. Kładzie się na łóżku, wycisza. To jest nazywane zaspokajaniem potrzeby spokoju. Co niestety bardzo przeszkadza mechanizmowi regulującemu ocenę sytuacji zagrożenia - bo przecież reagujemy więc jest powód aby się bać.
Przestałem się starać o to by się uspokoić i wyciszyć powtarzając sobie - zostaw to w spokoju, nic się nie dzieje, nic nie rób, pozwól organizmowi nauczyć się, że ta reakcja nie jest adekwatna do zagrożenia. Na początku było trudno bo jak się okazało przez ostatnie parę miesięcy sztucznie utrzymywałem spokój i kiedy przestałem reakcje się nasiliły ale nie były już tak silne.
Obecnie jest dobrze, przestają mnie nękać głupie myśli i zadawanie pytań "a może coś mi jest", potrafię się skupić na czymś innym.
Poczytałem też o podświadomości i o afirmacji i i zaprzyjaźnianiu się ze swoją nerwicą. Wykorzystałem więc mój zodjakalny znak "Lew". wyobraziłem sobie tygrysa z kłami, który mnie atakuje i kąsa i zacząłem myśleć, że przecież jestem lwem a lew jest królem zwierząt i nie boi się jakiegoś tam tygrysa. Wyobraziłem więc sobie że naprzeciw tego tygrysa stoję ja - lew - i na początku było kiepsko bo albo przegrywałem w walce albo lew uciekał albo był pogryziony ale przecież po co człowiek ma wyobraźnię? Wyobraziłem więc sobie, że jestem znacznie większym lwem, który wystarczy, że machnie łapą, a tygrys leży i kwiczy. Tygrys się uspokoił, kładł się na plecach więc zacząłem go miziać po brzuszku i już nie było tak strasznie.
Co do leków. Osobiście uważam, że przeszkadzają. One blokują lęki czy panikę ale blokują również sygnał zwrotny czyli w sytuacji zagrożenia mózg nie dostaje sygnału, że nie ma się czego bać więc mechanizm autoregulacji nie jest w stanie się wyregulować.
I ostatnia rzecz nad którą obecnie pracuję. Normalny człowiek nie myśli o tym co się dzieje, nie wyjaśnia sobie wszystkie bodźce, nie myśli o przyspieszonym tętnie czy o zawrotach głowy. Staram się więc zrezygnować z wyjasniania sobie tych bodźców "No są, odbieram je ale nie musze przecież ich sobie tłumaczyć"
Pracuję nad sobą codziennie, nerwica to przebiegła bestia i ciągle próbuje mną zawładnąć ale mogę wbiec już na 3-cie pietro bez zadyszki, mogę spokojnie jeść, brać prysznic. Iść do pracy i przeżywać stres bez nadmiernej reakcji.
Jest lepiej, zdecydowanie lepiej.
I koniec!
Powodzenia wszystkim, trzymam kciuki! ![]()
2 763 2015-05-14 21:17:10
To jeszcze raz ja... z inspiracją dla was i dla siebie ![]()
Otóż... jestem zatrudniony w sporej firmie (korporacji) m.in. po to by pomagać ludziom i całym działom w rozwiązaniu pewnego rodzaju problemów technicznych i organizacyjnych oraz aby nauczyć ich jak sobie radzić z tymi i innymi problemami w przyszłości.
Mam do tego odpowiednią wiedzę oraz predyspozycje i chciałem wam w prostych słowach wyjaśnić o co chodzi z "problemem" jako takim.
W większości przypadków rozpoczynam rozmowę z ludźmi tymi słowami "jeśli macie jakiś problem z którym nie umiecie sobie poradzić przez dłuższy czas przyjdźcie do mnie, postaram się wam pomóc". Chodzi o subiektywne odczucie, że dany problem nas przerasta, zajmujemy się nim dłużej niż wydaje nam się że moglibyśmy się nim zajmować. Chodzi również o to, że często próbujemy rozwiązać pewien problem kręcąc się w kółko, wielokrotnie przechodzimy tymi samymi ścieżkami nie umiejąc wyjść poza te utarte szlaki. Pójście po pomoc to nie wstyd, wręcz przeciwnie, to chęć pójścia dalej, poza swoje wyobrażenia i ograniczenia, to otwarcie się na nowe. Inni często znają rozwiązanie problemu z którym my się męczymy długi czas. Człowiek to taki byt, który nauczył się rozwiązywać pewne problemy i strasznie mu trudno wyjść poza sprawdzone wcześniej sposoby i zaczyna się denerwować, że problemu nie umie rozwiązać nie przyjmując do wiadomości, że można inaczej. To forum jest między innymi po to by pytać o te inne sposoby :-)
Na szkoleniach, które czasem prowadzę zadaję pytanie które i wam zadam:
"Macie 15, 20, 40 lat, czy podczas waszego dotychczasowego życia, w pracy, w domu, spotkaliście się z problemem którego nie udało wam się w ten czy w inny sposób rozwiązać, czy to samemu czy prosząc kogoś o pomoc?" W naszym tu przypadku pomijam na razie "problem" nerwicy. "Jesteście tu i teraz więc poradziliście sobie z każdym napotkanym problemem czy tak?" I mógłbym wam teraz powiedzieć, że poradzicie sobie również z nerwicą ale wam nie powiem :-p bo to jest ten utarty szlak, bo to są słowa, które często słyszeliście, a wy przecież wiecie swoje. Nie radzicie sobie z tym przecież. Ale gdybym wam powiedział tak...
"Z wszystkimi problemami z którymi się spotkaliście, udało się wam uporać. Możemy więc przyjąć, że i ten problem (nerwica) jest już rozwiązany... w przyszłości. Musicie tylko do tego dojść, poświęcić czas aby dogonić to rozwiązanie aby ta przyszłość nastąpiła!".
I nie starajcie się usilnie rozwiązać tego problemu. Odpuście sobie czasem zastanawianie się nad nim. Przejdźcie do innych problemów. Nie traćcie na niego czasu ani energii. Odpowiedni moment przyjdzie sam, będziecie o tym wiedzieć i wtedy pójdzie wam łatwiej.
I już na prawdę kończę swoje wywody. Mam nadzieję, że powyższe słowa będą dla was pokrzepiające. W przyszłości nie macie przecież nerwicy!
2 764 2015-05-21 13:34:07
Witajcie
.
Ja mam nerwicę serca - niezdjagnozowaną, sam do tego doszedłem ale oczywiście badania robiłem, rtg, holter, badania krwi, wątroba, nerki, tarczyca i nie było podstaw do dalszych badań więc je sobie darowałem.
Moje reakcje były nadwrażliwe do tego stopnia, że krzywe płytki w przedpokoju, wstanie z kanapy powodujące przyspieszenie akcji serca, lekki wietrzyk, chwiejne biurko w pracy (o kłuciach, napięciach, stresie nie wspomnę) powodowały u mnie ataki paniki i stany lękowe.
Skąd ta pewność, że masz nerwicę serca ? ja mam zdiagnozowaną i powiem Ci że objawy były dużo poważniejsze.
4. "Na wizytach u psychologa/psychiatry, lekarz stara się wyjaśnić co się z nami dzieje i uczy jak wyrobić sobie pozytywne wzorce i naturalne reakcje na bodźce zewnętrzne" Ja nie byłem na żadnej sesji ale czytałem, że tak właśnie jest. Niektórzy zalecają lekkie leki uspokajające aby trochę się wyciszyć i zacząć sobie te pozytywne wzorce wypracowywać..
Tak masz rację.Pani dr.powiedziała mi ,że to taka dolegliwość, nawet nie nazwała jej chorobą, powiedziała ,że trzeba żyć dniem dzisiejszym i obserwować siebie ( bez leków się nie obeszło), spróbować odstawić leki......ale jeśli się nie uda, to wrócić do leczenia.
Zależy jeszcze, dlaczego nas ta nerwica dopadła ? jeśli cały czas borykamy się z ogromnym problemem, którego nie jestesmy w stanie pokonać.......to niestety Twoje rady nie pomogą.
Zacząłem wykonywać ćwiczenia wg jacobsona - napinałem i rozluźniałem mięśnie oberwując kiedy mięśnie sa napięte, a kiedy rozluźnione - to mi pomogło zauważyć kiedy się spinam, kiedy się stresuję więc zacząłem sobie powtarzać, mam duszności ale przecież moje mięśnie klatki piersiowej są spięte.
Ćwiczenia bardzo pomagają. To jedyny objaw, który mi przeszkadza.......spinka....
.
Co do leków. Osobiście uważam, że przeszkadzają. One blokują lęki czy panikę ale blokują również sygnał zwrotny czyli w sytuacji zagrożenia mózg nie dostaje sygnału, że nie ma się czego bać więc mechanizm autoregulacji nie jest w stanie się wyregulować.
Nie zgadzam się. Nawet nie wiesz co tak naprawdę Ci dolega.
I ostatnia rzecz nad którą obecnie pracuję. Normalny człowiek nie myśli o tym co się dzieje, nie wyjaśnia sobie wszystkie bodźce, nie myśli o przyspieszonym tętnie czy o zawrotach głowy. Staram się więc zrezygnować z wyjasniania sobie tych bodźców "No są, odbieram je ale nie musze przecież ich sobie tłumaczyć"
Czy człowiek z chorym sercem, z nadciśnieniem, w ogóle z chorobami przewlekłymi.....jest kimś nienormalnym ? Ja nie czuję się nie normalna. Biorę tabletkę każdego ranka.....tak samo jak sercowcy, czy nadciśnieniowcy i wcale nie myślę o nerwicy, bo.....po co ? No, ale każdy ma swój rozum .
2 765 2015-05-21 13:47:15
W większości przypadków rozpoczynam rozmowę z ludźmi tymi słowami "jeśli macie jakiś problem z którym nie umiecie sobie poradzić przez dłuższy czas przyjdźcie do mnie, postaram się wam pomóc". Chodzi o subiektywne odczucie, że dany problem nas przerasta, zajmujemy się nim dłużej niż wydaje nam się że moglibyśmy się nim zajmować. Chodzi również o to, że często próbujemy rozwiązać pewien problem kręcąc się w kółko, wielokrotnie przechodzimy tymi samymi ścieżkami nie umiejąc wyjść poza te utarte szlaki. Pójście po pomoc to nie wstyd, wręcz przeciwnie, to chęć pójścia dalej, poza swoje wyobrażenia i ograniczenia, to otwarcie się na nowe.
No właśnie,...... to dlaczego Ty sam się diagnozujesz i ......leczysz ? Wstydzisz się pójść do psychiatry ?
"Jesteście tu i teraz więc poradziliście sobie z każdym napotkanym problemem czy tak?"
Nie.......z jednym sobie zupełnie nie radzę
, dlatego mam.....nerwicę .
Pozdrawiam Wszystkich, Stokrotka gratulacje
.
2 766 2015-05-21 17:42:01
Zulka66, ciesze sie ze skomentowalas moje posty. Obawialem sie ze "zepsulem" ten super watek stokrotki swoim bełkotem. Przez pare dni zastanawialem sie nawet czy moich postow nie usunac. Strasznie trudno w prosty sposob opisac to wszystko bo nie jest to proste zaburzenie.
Przepraszam za uzycie slowa "normalny" chodzilo mi o ludzie ktorzy nie maja nerwicy.
Czemu sam sie diagnozuje i lecze?jeden z moich wyuczonych zawodow jest w pewien sposob zwiazany z psychika wiec zagadnienia z psychologii nie sa mi obce. Poza tym jest to moj konik. Moze dla tego na poczatku mojej przygody z nerwica nie docieralo co sie ze mna dzieje bo przeciez jak to, ja i takie cos? Reszte zrobil strach.
Nie wstydze sie pojsc do psychiatry ale teraz kiedy juz wiem to nie ma sensu zabierac bardziej potrzebujacym tej mozliwosci. Pojde kiedy nic wiecej sam nie wskuram, kiedy stane w miejscu i nie bede widzial poprawy.
Skad pomysl z nerwica serca?
Nerwica to nie zlamanie, lekarz nie moze popatrzec na rendgena i powiedziec: ma pan zlamanie, damy gips i po sprawie. Psychiatra stawia diagnoze wylacznie w oparciu o to co pacjent powie. Nie ma jasnych narzedzi diagnostycznych. Jesli badania medyczne niczego nie wykarza, pacjent jest nadwrazliwy, ma leki, ataki paniki, natretne mysli i widac ze ma problem z emocjami to ma nerwice.
U mnie takim przelomem bylo zdanie mojej kochanej polowki po tym jak sie odwazylem jej o wszystkim powiedziec: chlopie, ty masz nerwice!
Poszedlem do lekarza, zrobilem badania, ktore wyszly okay.
Poczytalem, m.in. ten watek, sposoby tu opisane srawdzily sie, zauwazylem poprawe, zaczalem nad soba pracowac i tez byla poprawa - mam wiec netwice.
I nigdy nie mozna byc pewnym. Na razie jednak wszystko wskazuje ze to to ![]()
Czemu serca? Nerwice klasyfikuje sie na podstawie umiejscowienia wiekszosci dolegliwosci somatycznych. U mnie skumulowaly sie w okolicy serca. Pewnie ze sa i bole glowy, i problemy z zaladkiem, i zawroty glowy ale i tak serce reaguje najmocniej.
Przyczyna?
- Zawsze mialem tendencje do paniki i lekow.
- Zawal mojego taty i to jak zaczalem sie bac po jego opowiesci o tym: wieczor, kuchnia, zaslabniecie, cos jak grypa, bol w szczece. Mialem grype, byl wieczor, zakrecilo mi sie w glowie wiec pojawil sie atak paniki wiec poczulem sie bardzo zle. Polozylem sie i plytko oddychalem, mialem skurcze misni takie zy nie bylem w stanie sie nawet poroszyc. Karetka, okazalo sie ze za duzo dwutlenku wegla we kriwi i stad skurcze. Przeszlo ale to byl przedsmak.
- przemeczenie z powodu remontu
- dowiedzialem sie o smierci mojej starej milosci i problemow jej corki (nie mojej)
- dowiedzialem sie ze przyjsciolka ma raka, statystyki mowia o 99% smiertelnosci w przeciagu 2-5lat i to nie jest najgorsze, najgorsza jest bezsilnosc
- podjalem sie w pracy zadania "odratowania" dzialu i do tego stworzenia nowego systemu. Ogromna odpowiedzialnosc i naciski z gory.
- zle odzywianie, coraz wiecej kawy, papierosow, ogromny stres wiec mi sie wyplukiwal magnez i potas i pojawily sie dodatkowe skurcze ktore spotegowaly strach
I tak sie nakrecilem...
Teraz, jest niezle, pracuje nad soba codziennie, szklanka soku pomidorowego, magnez w tabletkach, mniej kawy, e-papieros.
Po roku moge juz normalnie myslec, napowrot ciesze sie z drobnych rzeczy, wrociem do filozofii, kusi mnie zeby znowu skladac meble, zeby cos fajnego napisac (program jakis).
Pewnie ze moge sie mylic, czasem o tym mysle. Na razie jest dobrze i pre do przodu.
A moze ktos ma jakies inne pomysly co to moze byc?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie! ![]()
2 767 2015-05-22 16:00:28
Stokrotka84 dziękuję za stworzenie tego wątku. Dopiero dziś trafiłam na ten wątek i poczułam dużą ulgę i radość, że są osoby, które radzą sobie z nerwicą.
A dla mnie to szalenie budujące, że po tylu latach wątek nadal żyje i kolejne "nerwuski" odnajdują tutaj drogę do poprawy swojego życia. ![]()
Chciałam napisać do Ciebie maila (jakie nowe sposoby odkryłaś), ale w tej sytuacji pewnie nie masz za dużo czasu na odpisywanie.
W sumie nie odkryłam niczego super nowego. Natomiast trafiłam na ciekawą książkę pt."Mindfullness: trening uważności" autorstwa Marka Williamsa i Danny'ego Penmana + płyta CD z ćwiczeniami do samodzielnego wykonania. Autorzy proponują w niej treningi bardzo podobne do medytacji Schultza i Jacobsona, ale są to ćwiczenia o wiele bardziej rozbudowane i - w mojej opinii - skuteczniejsze od dotychczasowych. Warto dodać, że obaj autorzy są profesorami i praktykami z bogatym doświadczeniem klinicznym. Przez 8 tygodni przerobiłam zaproponowane na CD medytacje i muszę przyznać, że było to dla mnie bardzo pozytywne doświadczenie, również ze względu na swój stan.
Polecam każdemu zmagającemu się z lękiem,stresem, depresją, czy obniżonym nastrojem. Pozycja bardzo pomocna!
Zulka66, ciesze sie ze skomentowalas moje posty. Obawialem sie ze "zepsulem" ten super watek stokrotki swoim bełkotem. Przez pare dni zastanawialem sie nawet czy moich postow nie usunac.
No proszę Cię...jesteś jednym z niewielu, który opisuje swoje zmagania z nerwicą w sposób konstruktywny. Wypracowałeś sobie własne mechanizmy obrony i dzielisz się nimi. Czemu to ma "psuć" ten wątek? W mojej opinii wzbogaciłeś go o swoje cenne doświadczenia, a to czy się sam zdiagnozowałeś, czy zrobił to za Ciebie lekarz...doesn't matter. Czułeś, że masz problem, że nie jesteś szczęśliwy, że coś Cię uwiera. Poszukałeś sposobów, zastosowałeś, poprawiło się. Czy to była/lub jest nerwica? Nie ważne. To tylko nazwa pod którą nie kryje się przecież choroba, tylko nasze emocje. Grunt, że jest lepiej, że idziesz do przodu. I tak trzymaj.
Co do leków. Osobiście uważam, że przeszkadzają. One blokują lęki czy panikę ale blokują również sygnał zwrotny czyli w sytuacji zagrożenia mózg nie dostaje sygnału, że nie ma się czego bać więc mechanizm autoregulacji nie jest w stanie się wyregulować.
Czy człowiek z chorym sercem, z nadciśnieniem, w ogóle z chorobami przewlekłymi.....jest kimś nienormalnym ? Ja nie czuję się nie normalna. Biorę tabletkę każdego ranka.....tak samo jak sercowcy, czy nadciśnieniowcy i wcale nie myślę o nerwicy, bo.....po co ? No, ale każdy ma swój rozum .
Problem polega na tym, że...oboje macie rację.
Ja nie mam zamiaru wypowiadać się w sposób kategoryczny "za" lub "przeciw" lekom. Przeszłam swoją drogę zarówno z lekami antydepresyjnymi, jak i bez nich. Każdy z tych sposobów był dobry i skuteczny na pewnym etapie mojego życia. Żadnego z nich nie żałuję. Od 3 lat nie biorę antydepresantów, ale równocześnie wiem, że gdybym w pewnym momencie nie wspomogła się nimi - nie byłabym w tym miejscu, gdzie jestem teraz. Leki to każdego indywidualny wybór.
Martwi mnie natomiast co innego. Ciągle czytam - również na tym wątku - masę nieprawdziwych informacji na temat leków. Panuje wielki strach, graniczący wręcz z psychozą dotyczący ich działania, rzekomego otumaniania, ogłupiania, uzależniania, zmiany osobowości etc. Cofając się nawet kilka stron wstecz tego wątku przeczytałam, że dziewczyna (najprawdopodobniej z bardzo silną nerwicą) wolała się "znieczulać" alkoholem, niż pójść do lekarza i dostać leki antydepresyjne, bo przecież one "uzależniają".
Już wiele razy pisałam tu, że leki antydepresyjne NIE UZALEŻNIAJĄ. Odpowiednio dobrane mogą wyłączyć w głowie mechanizmy odpowiedzialne za nerwicę i człowiek wraca do normalnego życia. Jedynym ich mankamentem jest to o czym pisze Endriu: ponieważ leki potrafią tak dobrze działać, to człowiek zapomina o nerwicy, o jej przykrych dolegliwościach i w momencie odstawienia wydaje mu się, że nerwica wróciła z całym złem tego świata. Tak nie jest, ale o tym trzeba się przekonać pracując nad sobą już PO odstawieniu.
Jeszcze jedna rzecz: błagam! Nie wkładajcie do jednego worka leków antydepresyjnych i psychotropowych. To nie jest to samo, a bardzo często ludzie mylą jedne z drugimi i w gruncie rzeczy (poprzez strach i niewiedzę) zamykają sobie drogę do ulżenia w cierpieniu.
Pozdrawiam
2 768 2015-05-22 20:33:34
Stokrotko, Twoje slowa sa budujace, jak zawsze - dziekuje za nie.
2 769 2015-05-23 22:04:00
endriu1500, czytam również z uwagą Twoje posty, które potwierdzają,że każdy musi znaleźć swoją drogę. Nie zgodzę się z jednym: mi leki nie przeszkadzają. Pomogły mi bardzo, odkryły przede mną normalny świat. Pozwoliły zrozumieć,że na nerwicę choruję już co najmniej od liceum, a rok temu zaatakowała po prostu 10 razy bardziej. Teraz odkrywam cudowny świat bez permanentnego lęku, co skutkuje życiem lepszym, również dla mojej rodziny
Nie odkryłabym tego bez pomocy psychiatry, który stwierdził zaburzenia depresyjno lękowe. Pomału zmniejszam dawkę, ale na pewno jeszcze nie odstawię ich.
Stokrotko pozdrawiam i trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie ![]()
2 770 2015-05-23 23:26:34
Hej!Stokrotko! W czwartek na wizycie u mojej pani psycholog dostałam,od niej propozycję wypróbowania tej metody.przesłała mi na pocztę nagranie i wskazówki jak stosować tą metodę.Dziś drugi dzień jak ją zastosowałam.I po raz drugi w trakcie słuchania usnęłam.Co prawda spałam parę minut.To jest takie dziwne,ponieważ nie potrafię spać w ciągu dnia,choć bym nie wiem jak była zmęczona.A teraz kiedy tak się na tym skupiam,to chociaż nie czuję się zmęczona,odpływam w kilku minutowy sen.Czy Tobie Stokrotko,kiedyś przytrafiło się coś takiego jak mi?
2 771 2015-05-24 20:41:45
Stokrotko, Twoje slowa sa budujace, jak zawsze - dziekuje za nie.
Nie ma za co ![]()
Stokrotko pozdrawiam i trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie
Dziękuję! A Tobie życzę jak najwięcej pięknych chwil i życia bez silnych lęków. Co do leków: wszystko ma swoje miejsce i czas. Daj sobie tego czasu tyle, ile będziesz uważała za słuszne. Kiedyś przyjdzie taki moment, że postanowisz odejść od farmaceutyków. Ostatnio gdzieś wyczytałam kolejną już, bardzo fajną sentencję: "Skutecznym sposobem pokonania lęku jest zmierzenie się z tym, co go wywołuje. Nie chodzi o to, by się w ogóle nie bać. Chodzi o to, żeby lęk nie paraliżował, żeby pomimo niego podejmować wyzwania, jakie stawia życie". Czego życzę wszystkim tutaj zgromadzonym. ![]()
Hej!Stokrotko! W czwartek na wizycie u mojej pani psycholog dostałam,od niej propozycję wypróbowania tej metody.przesłała mi na pocztę nagranie i wskazówki jak stosować tą metodę.Dziś drugi dzień jak ją zastosowałam.I po raz drugi w trakcie słuchania usnęłam.Co prawda spałam parę minut.To jest takie dziwne,ponieważ nie potrafię spać w ciągu dnia,choć bym nie wiem jak była zmęczona.A teraz kiedy tak się na tym skupiam,to chociaż nie czuję się zmęczona,odpływam w kilku minutowy sen.Czy Tobie Stokrotko,kiedyś przytrafiło się coś takiego jak mi?
Chodzi Ci o mindfullness, czy o relaksacje Schultza lub Jacobsona? W sumie schemat ich działania jest podobny, dlatego odpowiem na Twoje pytanie: nie zdarzyło mi się zasnąć w ciągu dnia, ale wielokrotnie doświadczyłam głębokiego odprężenia. Medytacje bardzo mi pomagały tuż przed snem wieczornym, wówczas o wiele łatwiej i szybciej zasypiałam. Skupiając się tylko na swoim ciele i na trwaniu w tym właśnie momencie doświadczałam dziwnych i chyba nieznanych mi dotąd emocji. Jeśli ćwiczyłaś mindfullness to na pewno przerabiałaś ćwiczenie z rodzynką. Dla mnie to było niesamowite, że tak prosta medytacja może pomóc człowiekowi zobaczyć rzeczy w zupełnie nowym świetle!
Jeśli udało Ci się zasnąć to tylko gratulować!
Oznacza to, iż byłaś w stanie wprowadzić się w stan tak głębokiego odprężenia i regeneracji, że na pewno przyniesie to jeszcze wiele korzyści tak Twojemu ciału, jak i psychice.
Osobiście coraz bardziej doceniam ten rodzaj ćwiczeń. Uważam je za szalenie pomocne bez względu na to, z jakimi chorobami, czy emocjami się zmagamy. Jest tylko jeden warunek: najlepiej wykonywać je regularnie, albo wracać do nich na nowo. Niektórych irytuje powtarzalność, a czasem też nuda, bo wszystko trzeba wykonywać powoli i dokładnie. Ale na tym to właśnie polega: żeby do medytacji wracać wciąż i wciąż, uczyć się przy niej uważności, cierpliwości i - chyba najważniejsze - życia w teraźniejszości. Bo w nerwicy człowiek prawie nigdy nie żyje "tu i teraz", cały swój czas i energię poświęca albo przeszłości, albo przyszłości. Ja sama mam z tym problem i pewnie wielu innych, którzy nawet nie wiedzą co to nerwica, depresja czy inne dolegliwości.
Dlatego raz jeszcze wszystkim bardzo gorąco polecam ćwiczenia mindfullness. ![]()
Pozdrawiam
2 772 2015-05-25 12:19:45
....Bo w nerwicy człowiek prawie nigdy nie żyje ''tu i teraz'', cały swój czas i energię poświęca albo przyszłości, albo przeszłości.
''Tu i teraz'' to moje życiowe motto. Długo się uczyłam, aby nie wybiegać w przyszłość, lub nie grzebać w przeszłości. To była ciężka praca, ale warto było. Jak człowiek martwi się tylko tym, co przynosi dzień dzisiejszy, to......przede wszystkim nie boi się co będzie jutro, za miesiąc, czy za rok, ......o Boże....co za ulga. W ogóle takie podejście jest bardzo dobre nie tylko dla nerwicowców. Ułatwiało ono przecież życie bohaterce książki ''Przeminęło z wiatrem''.
Próbowałam kilka razy odstawić leki, ale w moim przypadku ......to się chyba nigdy nie uda. Tragedia, która dotknęła moją rodzinę, nie pozwoli mi na to. Mnie to jednak nie przeszkadza, oby nie było gorzej.
Dobrze Stokrotko, że wspomniałaś o tym , jak ważne są leki.......mnie na 100 % nie byłoby wśród żywych,gdyby nie pomoc specjalisty. Jest przecież tyle odmian nerwicy, nie rzadko występuje jeszcze depresja, że niemożliwością jest poradzić sobie samemu.
Mój znajomy miał podobne objawy jak Endriu. Spowodowane było to tym, że jego ojciec zmarł na serce w bardzo młodym wieku i tym ,że był samotny. Kilka razy wylądował na pogotowiu, bo wydawało mu się, że ma zawał, ale to wszystko siedziało w jego głowie.
Wystarczyły jakieś słabe środki uspakajające( konsultował się z psychiatrą ), przez krótki czas żeby się polepszyło. Ożeni sięł, urodziły się dzieci i on w ogóle nie pamięta ,że miał nerwicę.
A ja niestety .......ciągle z nią się zmagam.
Piszę o tym dlatego, żeby zwrócić uwagę na to ,że każdy przypadek nerwicy wymaga innego podejścia. Czasami można sobie samemu poradzić, jak Endriu, czasami, jak mój znajomy....wystarczy kilka miesięcy pobrać leki i wszystko wraca do normy, a bywa i tak, jak w moim przypadku, że bez leków i pracy nad sobą nie da się funkcjonować.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę zdrówka
.
2 773 2015-05-25 17:49:33 Ostatnio edytowany przez endriu1500 (2015-05-25 18:11:59)
Witam ponownie ![]()
Endriu sobie czasem radzi a czasem nie ![]()
W piatek dopadl mnie bol glowy i sie zaczelo. W sobote rano wstalem, wypalilem papierosa i sie znowu polozylem... znowu slyszalem pulsowanie i bicie serca. Z tym mam najwiekszy priblem. Nie umiem sie wtedy skupic na czyms innym. To takie natretne zachowanie. No po prostu musze sie wslucgiwac. Jak sie wsluchuje to mi sie wydaje ze bije coraz szybciej i szybciej i szybciej... szkoda gadac.
Co ciekawe pozniej mialem taki moment ze lezalem i nic... cisza, nic mnie nie kulo, nic nie slyszalem, nawwt sobie pomyslalem - oddycham, znaczy sie zyje :-) to bylo super!
Pozniej jednak juz nie bylo tak rozowo, ciagla mysl o biciu serca. W niedziele dalej. Zaczalem znowu czytac o roznych chorobach. I sie tak nakrecalem.
Dzisiaj w pracy bylo apogeum, tak mi serce bilo, caly sie trzaslem. Na szczescie rozmowa, spacer, zapiski w zesztcie i polowa dawki zilowej tabletki pomogly.
W sumie sie ciesze ze znowu to przezylem. To mnie znowu zmobilizowalo do pracy nad soba, dostarczylo nowych pomyslow. Pokazalo ze nie umieram ![]()
A ponizej lista doraznych sposobow na kryzysy i odwracanie uwagi jakie zebralem do tej pory:
- Zeszyt, zapisywanie co sie mysli i co sie czuje
- lyk zimnego mleka - daje taki przyjemny chlodek
- kawalem zielonego ogorka - daje chlodek i orzezwienie
- na bol glowy i atak paniki dobrym sposobem jest poprosic kogos o pisanie liter na czole lub na golych plecach
- na sennosc, koncentracje dobra jest guma do zucia lub paluszki
- w trakcie relaksacji lub medytacji dobrze jest wplesc pewne slowa lub do tego pewne zachowanie ktore latwo w razie ataku lub zdenerwowania mozna sobie przywolac. Ja np wplotlem slowa "harmonia i spokoj' i przy innych cwiczeniach gleboki oddech i na wydechu slowo "spokoj". Kiedy nie moge medytowac lub cwiczyc, np w pracy, biore gleboki oddech i w myslach mowie spokoj... to uspokaja. Trzeba to jednak wplesc w medytacje bo sie nam musi skojazyc ze spokojem
- polozyc reke na brzuchu i smyrac sie kciukiem w okolicy splotu slonecznego
- na bol glowy, kilka szybkich uniesien brwi i potek mocno zacisnac powieki i po chwili powtorzyc... jesli jest ulga to znaczy ze bol jest zwiazany z napieciem miesni na glowie
Jak mi sie cos jeszcze przypomni to napisze.
Trzymajcie sie cieplo!
2 774 2015-05-25 20:13:57
Endriu sobie czasem radzi a czasem nie
....
Pozniej jednak juz nie bylo tak rozowo, ciagla mysl o biciu serca. W niedziele dalej. Zaczalem znowu czytac o roznych chorobach. I sie tak nakrecalem.
Dzisiaj w pracy bylo apogeum, tak mi serce bilo, caly sie trzaslem. Na szczescie rozmowa, spacer, zapiski w zesztcie i polowa dawki zilowej tabletki pomogly.
W sumie sie ciesze ze znowu to przezylem.
Endriu, to są Twoje wybory, ale jakoś nie rozumiem, dlaczego nie pójdziesz po fachową pomoc ? Cieszysz się, że przeżyłeś, czyli było żle. Moim zdaniem za dużo myślisz......o różnych chorobach. Ja staram się w ogóle nie myśleć o nerwicy i muszę przyznać , że to mi służy.
Po co się tak męczyć ? Życzę Ci jednak, aby Ci się udało......cokolwiek postanowisz
.
2 775 2015-05-25 20:43:59
Zulka, masz racje, na pewno za duzo o tym wszystkim mysle.
A az tak zle nie bylo jakby moglo sie wydawac po moich slowach... bylo kiedys znacznie gorzej.
Ja mam predyspozycje do analizy problemow i ich rozwiazywaniu. Placa mi za to i to calkiem niezle. Nie chce sie po prostu poddac bo bylaby to dla mnie osobista porazka - moze to jest nawet problemem ktorego do tej pory nie widzialem... pomysle nad tym.
Po twoich slowach zaczalem myslec o tym ze moze to jest ten moment kiedy warto by skorzystac z pomocy fachowca... na razie prosze, zdradz mi ta tajemnice jak ty to robisz ze nie myslisz o nerwicy?
2 776 2015-05-26 14:33:44
na razie prosze, zdradz mi ta tajemnice jak ty to robisz ze nie myslisz o nerwicy?
Szukanie przyczyny i zastanawianie się co mi dolega .....to był najgorszy okres w moim życiu. Głowa produkowała najczarniejsze scenariusze, nawet nie chce mi się wracać do tych chwil, więc kiedy trafiłam do lekarza i usłyszałam diagnozę, ucieszyłam się baaardzo.
Przecież mogło być coś dużo gorszego- to jedna przyczyna, a drugą jest to ,że nerwica nie jest moim największym problemem.
Ot, i cała tajemnica.
Ja rozumiem ENDRIU, że psychologia nie jest Ci obca, ale psychiatria już chyba tak. Chociaż, pewnie sobie poradzisz sam, skoro jest poprawa ? Nie myśl za dużo, staraj się martwić tylko dniem dzisiejszym i będzie dobrze, a jak nie......zawsze możesz pójść po pomoc.
Powodzenia
.
2 777 2015-05-26 15:12:19
Mowila, mowila... az namowila ![]()
Za 2 tygodnie ide...
To mi jednak przeszkadza, szczegolnie w pracy.
Postaram sie nie szukac juz przyczyn. Postaram sie nie myslec o tym. Postaram sie nie martwic o jutro chociaz to trudne bo nerwica i w moim przypadku to nie jedyny problem i w ciagu najblizszych miesiecy, lat bede musial sie zmierzyc ze smiercia kogos na kim mi zalezy.
2 778 2015-05-26 19:30:02
Witam, cierpię na nerwicę natręctw, któraś z Was również ma ?
2 779 2015-05-27 13:22:33
ENDRIU, myślę, że to dobra decyzja. Na pewno nie zaszkodzi
.
SYSIU, witaj wśród swoich
, ostatnio troszkę tu się lużniej zrobiło, ale może ktoś odpowie.
2 780 2015-05-27 13:52:21 Ostatnio edytowany przez endriu1500 (2015-05-27 13:52:40)
Tak SYSIU, witaj i opowiedz nam o swojej nerwicy.
2 781 2015-05-27 15:41:24 Ostatnio edytowany przez Sysia001 (2015-05-27 15:54:53)
![]()
2 782 2015-05-27 15:50:11 Ostatnio edytowany przez Sysia001 (2015-05-27 15:55:15)
![]()
2 783 2015-05-27 15:56:48 Ostatnio edytowany przez Sysia01 (2015-05-27 16:00:37)
zulka66- Witam, krótko przedstawiłam swoją historie, Ty na co cierpisz...
endriu1500- Też serdecznie Cię witam jak i innych użytkowników.
Witam, zaczęło się wszystko jak byłam dzieckiem, zawsze byłam wrażliwa i nie byłam pewna siebie.
W życiu rozczarowania, nerwicę natręctw mam już prawie 5 lat , chodziłam na terapię ale wiele nie pomogła, Pani doktor, która mnie leczyła również, nie dawno trafiłam na Panią doktor inna, zmieniła mi teraz leki po których widzę poprawę, macie jakieś sposoby na nerwicę , pozdrawiam.
2 784 2015-05-27 16:02:12
Jak widzicie zrobiłam nowe konto a zalogowałam się na starym wyżej a nie mogłam się zalogować..dlatego napisałam już do administratora aby tamto mi usunął, i na tym będę teraz.
2 785 2015-05-28 14:06:06
Hej,
Jaki leki dostałaś?
2 786 2015-05-28 14:19:13
Dostałam lek asertin. A Ty jaką masz nerwice? i jak sobie radzisz sluuu ?:)
2 787 2015-05-28 18:22:58
Witajcie
Wczoraj odkrylem nowy sposob na natretne mysli ktore mnie czasem mecza i doprowadzaja do lekow.
Liczenie, 1, 2, 3 itd.
Na poczatku mialem problem z doliczeniem do 20tu, mysli mi przerywaly liczenie. Ale dzisiaj w pracy udalo mi sie doliczyc do 100 i poczulem ulge. Wygodnie usiadlem, oparlem glowe o rece, zamknalem oczy i liczylem.
Zulka, przestalem analizowac wszystko, te swoje leki, z czego wynikaja, zastanawiac sie co moge jeszcze z tym zrobic i... jest lepiej ![]()
2 788 2015-05-28 20:21:16
endriu1500- masz nerwicę natręctw ? Jak sobie radzisz
2 789 2015-05-28 20:39:05 Ostatnio edytowany przez endriu1500 (2015-05-28 20:43:05)
Jestem od ponad pol roku nerwicowcem niezdjagnozowanym. Dopiero niedawno zapisalem sie do psychiatry bo przestalem widziec efekty autokuracji i poniewaz przeszkadzalo mi to w pracy.
Wydaje mi sie ze mam nerwice serca, zbyt mocno reagowalo ma emocje, stres. Emocje sie pojawialy bo za duzo myslalem, mysle, to sa takie natretne mysli ktorych nijak nie moge/moglem sie pozbyc i jakby przymus wsluchiwania sie w rytm serca i poczucie ze bije coraz szybciech... leki, ataki paniki, itd... historia jest dluga ale to tak pokrotce...
Jak sobie radze?
Coz, analizuje wszystko, leki, panike, stres, kiedy mnie to napada, po jakich myslach, po jakich sytuacjach. W ktorych godzinach, w ktory dzien. Przeanalizowalem praktycznie cale swoje zycie, wsztstkie incydenty ktore pamietam. Co moglo powodowac stres, co mnie spina, co mnievmeczy... i takie tam
Sporo mi pomogl tem watek i posty stokrotki z pierwszen strony tego watku... na 73 stronie sie rospisalem.
Ostatnio za sugestia zulki przestalem o tym wszystkim myslec i znowu widze poprawe... do tego mozliwe ze zaczne pisac ksiazke ale nie o nerwicy ![]()
Rozpisuje sie na tym watku opisujac co mi przyjdzie do glowy. Z czego moja nerwica wynika, jak sobie z nia radze i co o niej mysle. To mi tez pomaga. Oprocz tego pisze wiecej w zeszycie, tylko dla siebie.
2 790 2015-05-29 13:58:05
zulka66- Witam, krótko przedstawiłam swoją historie, Ty na co cierpisz...
Ja mam nerwicę serca + depresję od 2007 roku. Cały czas biorę asertin i dodatkowo musiałam się nauczyć, co robić, aby nie martwić się na zapas. Trwało to jakiś czas, ale było warto. Teraz np. czekają mnie zmiany, dość stresujące. Dawniej, już umierałabym ze zmartwienia....co to będzie ? jak to będzie ? co będzie jak się nie uda itd. Analizowałabym, sparaliżowana ze strachu. A teraz jak tylko moje myśli zboczą ze ścieżki spokoju, to od razu staram się je naprostować.
Myślę sobie......chwileczkę, dzisiaj mam załatwić to i to.....i z tym się zmagam, a to co będzie jutro......mam w doopie. Ale tego trzeba się nauczyć, na początku, to sobie na karteczkach pisałam ......takie'' przypominajki '' że tylko DZIŚ jest ważne.
Endriu cieszę się, że jest poprawa
, a książek o nerwicy jest już dużo......chociaż ja żadnej nie przeczytałam. Napisz lepiej autobiografię
, wtedy na pewno przeczytam.
Pozdrawiam Wszystkich.
2 791 2015-05-29 15:25:48
zulka66- Pokonałaś niektóre rzeczy własną pracą czy lek asertin też Ci pomógł jaką dawkę bierzesz.?
Człowiek ma czasem chwile zwątpienia we wszystko...
endriu1500- Widać też dużo przeszedłeś, ale jest lepiej z tego co piszesz.. ![]()
2 792 2015-05-29 16:50:05
Również zażywam Asertin (200 mg/dzień) i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
2 793 2015-05-29 20:53:23 Ostatnio edytowany przez Sysia01 (2015-05-29 20:54:31)
Ewa SC - a jaką masz nerwice?
2 794 2015-05-29 22:28:47
Mam nerwicę natręctw.
2 795 2015-05-29 22:39:06
Właśnie dopadał mnie lęk i problemy z oddychaniem kiedy natrafiłam na to forum. Poczytałam posty innych osób i jak zobaczyłam, że nie tylko ja mam takie problemy i zrobiło mi się lepiej. Uczę się w liceum nerwica moja jest powodowana presją i stresem szkolnym, chęć bycia najlepszą zbyt duże ambicje i takie tam.. w poprzednich latach nie było to tak odczuwalne. Teraz doszły dodatkowo biegunki napady duszności, gula w gardle. Czuję się z tym samotna, jedynie mama potrafi mnie uspokoić. Rano i wieczorem za?ywam ziołowe leki Queisser. Zastanawiam się czy to efekt placebo czy ziła naprawdę potrafią pomóc. Nerwica poważnie przeszkadza mi w życiu codziennym, teraz jak doszły gorące dni jeszcze większy mam problem z oddychaniem. Może takie forum jest znacznie lepsze niż terapia. Jestem dobrej myśli, moje życie teraz jest zbyt piękne żeby miała je zniszczyć jakaś choroba. Dlatego postanowiłam nie dać się jej i stawić czoła traktując to jako wyzwanie po którym będę silniejsza. Sporo w życiu przeszłam łącznie z byciem prześladowana przez byłego chłopaka (może to wszystko po prostu teraz się skumulowało we mnie). Widać tak wrażliwe osoby mają. Trzymam za wszystkich kciuki, bo często choroby psychiczne są o wiele trudniejsze niż fizyczne. Jak mam problemy ze snem to łyżka Neospazminy i dopiero mogę usnąć. Niebawem jadę do Krakowa czasem odpoczynek w innym miejscu to najlepsze lekarstwo. :3 wierzę że będzie dobrze!