Ja mam tak jak Mała Pi, rozmawiam z kimś a potem analizuje czy nie powiedziałam czegoś niewłaściwego, szczególnie kiedy pewne osoby przestają się do mnie odzywać z dnia na dzień.
Bardzo się zawiodłam na wielu osobach.Wokół jest mnóstwo osób mówiących jedno a robiących coś całkiem odmiennego.Zawsze byłam zamknięta w sobie, ale jak już zaufałam komuś to na całego, a potem dostawałam po głowie.
Mnie długo moja matka niszczyła psychicznie, bywało tak, że ci którzy nie znali jej tak dobrze jak ja, to ja strasznie chwalili.Ona potrafi nieźle grac i bawić się psychika innych.
Mam wrażenie że po części wygrałam walkę z moja matką, bo wyjechałam od niej daleko i nie muszę jej widywać za często.To jest jeden z moich życiowych sukcesów, w końcu się jej postawiłam.
2 536 2014-11-14 20:07:09
Podobne tematy
2 537 2014-11-14 21:41:55
Kurczę agnesitas coś jest z tymi matkami. Mam podobnie. Ale ja mam ją cały czas. Czekam niecierpliwie na tą hipnozę. Obym się nie zawiodła ![]()
bozenka125, napisałyśmy prawie równocześnie, więc nie zauważyłam,że jesteś
Pozdrawiam ![]()
2 538 2014-11-15 09:02:31
Mała Pi. Musimy walczyć żeby nerwica już doszczętnie nie zniszczyła nam życia.
Trzeba dużo się śmiać, uśmiechać bo to łagodzi nerwy
)) i fakt pomaga .
Agnesitas. kurcze i najgorsze jest to że nawet w tak bliskiej osobie jak mam nie mamy wsparcia tylko nas dobijają .
Ja gdy chce pogadać gdy mam atak, chce żeby ktoś przy mnie był. to się ze mnie śmieje. albo mówi że mnie da do zakładu psychicznego.
dobija to bardzo. ale mama to jednak mama.
2 539 2014-11-15 22:07:44
WITAJCIE;) Jak tam wasze samopoczucie?? U mnie nie za dobrze. Kiedy czytam te wasze wpisy to myślę sobie że to moje życie, praca bardzo stresująca, brak rozmowy z kimkolwiek ja jestem z tym sama.Mieszkam daleko od mamy i bardzo mi z tym źle jeśli była by możliwość wrócenia do niej nie wahała bym się ani chwili mam dobry kontakt z mamą i mogę jej wszystko powiedzieć jak każdy ma swoje za plecami ale o rade zawsze mogę ją poprosić. Poza tym moja mama kiedy była w moim wieku też miała nerwice i SAMA z tego wyszła wiec ja też wyjdę życzę to każdemu który ma tą chorobę w sobie, czekam na wizytę u psychiatry i nowe leki mam nadzieje że wszystko będzie dobrze i wyjdziemy z tego,
Pozdrawiam i życzę miłego wieczorku;)
2 540 2014-11-15 22:16:58
wieczorek sie udal
robie postepy .
zaczęłam wychodzić częściej z domu
i naprawde juz sie nie boje styczności z ludzmi
jest coraz lepiej
) może po tylu latach w końcu wyjde na prostą
. późno trzeba iść spać dobranoc
)))
2 541 2014-11-16 09:44:30
Brawo Paulinaa1994. Podsycasz we mnie nadzieję
Ja mam nadal złe dni. Już boję się poniedziałku.
2 542 2014-11-16 16:49:59
Mała Pi
) nie ma czego się bać. poprostu trzeba częściej wychodzić z domu do znajomych . czy to piątek czy pon.
)
Czasami też zdarzają mi się cięższe dni . Przy wychodzeniu pojawia się lek, serce "boli" , głowa i setki innych objawów , ale ide dalej i w końcu mija
. wiem że nie umre . a zazwyczaj sobie wmawiam "Paulina masz dopiero 20 lat , jesteś zdrowa , całe życie przed tobą" to mnie uspokaja.
Więc życzę ci też takiej motywacji , i ty też z tego pomału zaczniesz wychodzić
)
2 543 2014-11-18 21:13:09
Jutro jadę do hipnoterapeuty. Trzymajcie kciuki żeby nadzieje nie zawiodły
Jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta.
2 544 2014-11-18 22:16:34
Mała pi
) trzymam kciuki
będzie ok i daj znać jak było ![]()
2 545 2014-11-18 23:40:34
Alexandraa88
Piję ziółka,szczególnie melisę, ale nie zawsze to pomaga ![]()
Co do sportu, to dużo w domu sprzątam, wtedy tak się narobię, że nie mam czasu ani siły myśleć o mojej nerwicy i złych myślach.Bardzo mocno polecam ![]()
2 546 2014-11-18 23:46:39
Mała Pi
Ja bym się bała hipnozy, jestem osobą wierzącą i podczas takiej hipnozy istnieje niebezpieczeństwo, ze coś złego może w człowieka wejść np.demon, bo otwierają się czakry, przez które osoba która wprowadza w trans, ma możliwość wpływu na nas a zarazem" inne" rzeczy mogą się też wpakować. Wszyscy egzorcyści odradzają tego typu praktyk.
2 547 2014-11-19 13:31:52
Boję się jak najbardziej
ale nie widzę już wyjścia. Muszę zacząć funkcjonować "normalnie" bo inaczej coś sobie zrobię. Właśnie teraz się czuję tak, jakby demon jakiś siedział w mojej głowie. A zatem nic nie tracę. Napiszę jak było ![]()
2 548 2014-11-19 14:04:40
Mał pi-zawsze jest jakieś inne wyjście.. ale czytając twoje posty widzę że ty już nie masz sił walczyć z tą nerwicą. smutne jest to , ale każdy to przechodzi. Ludzie nie damy sie!!!
).
ja dzisiaj sprzątałam w domu. i tak się zmęczyłam że serce waliło jak szalone, strasznie słabo mi się zrobiło i po środku klatki piersiowej okropny przeszywający ból a do tego byłam senna. bardzo się przestraszyłam. i od razu że "a mozę to nie nerwica , tylko zaraz dostane zawału?" sama się nakręcałam z moim lękiem , ale przeszło mi trochę i próbuje o tym nie myśleć bo za niedługo do pracy ide.
))
staram się funkcjonować normalnie ale nie wychodzi tak jak bym chciała.
Np. wczoraj . chłopak mój miał urodziny i pojechaliśmy ze znajomymi na pizze. wypiłam dosłownie 1 piwo i myślałąm ze umre w nocy . lęk się nasilił. i serce biło jak szalone. masakra. Długo nie mogłam zasnąć ale w końcu się udało
)
więc czasami jest lepszy dzien a raz gorszy .
ale trzeba stawić im czoła
:):)
2 549 2014-11-19 16:15:45
agnesitas- czakry? to hinduizm i buddyzm tantryczny (jesteś wyznawcą?). Co do demonów, moje zdanie jest jedno- to nie prawda. No ale nasze wrażliwe duszę trawione lękiem, czasami wierzą zrezygnowane we wszystko ;-(. Ja w szczycie nerwicy uważałam, że jestem przeklęta, nawiedzona i też myślałam o egzorcyście. Psychiatra powiedział, ze to bardzo częsta obawa. No, ale bądźmy poważni. Lęk to lęk.
2 550 2014-11-19 19:20:26
Sluu - Nie muszę być żadnym wyznawcą, żeby w takie coś wierzyć, nie żyje z klapkami na oczach.
2 551 2014-11-19 21:50:58
Witajcie ![]()
Jestem po pierwszej sesji i na pewno wrócę po jeszcze. Czuję się dziwnie, słabo, kręci mi się w głowie. Ale NIE BOJĘ się
Pierwszy raz od kilku miesięcy czuję się normalnie. Nie będzie to już na zawsze, dlatego trzeba kilka sesji na pełną stabilizacje. Powiem Wam, ze jak na razie wierzę w to. Po żadnej sesji terapeutycznej nie wychodziłam taka pełna nadziei. Oby to działało dalej. Pozdrawiam Was kochane.
2 552 2014-11-20 12:36:09
Ciesze się że w końcu lepiej się czujesz
napewno wyjdziesz na prostą i jeżeli to naprawde ci pomaga to nie przerywaj tego .
)
i pamiętaj co by sie nie działo uśmiech na 1 pierwszym miejscu
) pozdrawiam
)
2 553 2014-11-20 22:46:46
Takie sesje przebudowują nasze myślenie. Dziś czuję się lepiej
Tylko raz miałam wrażenie, że umieram
Jeszcze tylko te obsesje
Ale naprawdę jestem dobrej myśli. Oczywiście nie odstawiam leków. Zaczynam żyć nadzieją.
Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie
Naprawdę to pomaga
Pozdrawiam Was<3
2 554 2014-11-21 13:51:15
Mała pi - i tak trzymaj
bardzo dobrze że z tego pomału wychodzisz. leków za szybko nie odstawiaj , bo mozę się coś pogorszyć.
a pozatym ciesze się że czujesz się lepiej
u mnie kilka dni było ok. a od wczoraj jest masakra. pogoda mnie dołuje . kłuce sę cały czas z chłopakiem. jednym słowem masakra .
gdy już mam dość tych nerwów , tych lęków i wszystkich pozostałych objawów siadam po ciemku w pokoju i poprostu płacze. tylko to mi pomaga . nie biore leków . byłam niedawno u psychiatry ale nie przypadła mi ta pani do gustu i nie chce już tam iść. próbuje sama się przestawić na inne myślenie, ale jak nawet mi juz chłopak w tym nie pomaga . to kiepsko będzie. zostaje sama z tą nerwicą.
chociaż tyle że moge tu wejść i się wyżalić
) to mi pomaga .
Uciekam do pracy >;// trzymajcie się dziewczyny
)
2 555 2014-11-22 15:11:21 Ostatnio edytowany przez mała pi (2014-11-22 15:12:37)
Witajcie - u mnie dołująco.
Paulinaa1994 idź do innego psychiatry. Warto nawet zainwestować te 100 zł prywatnie. Ja to widzę tak: branie trittico cr przez 4 miesiące przywróciło mnie do żywych i dało choć trochę energii do dalszej walki. Nie chcę zwiększać dawki, chociaż lekarz powiedział,że przeciwdepresyjnie działa od 300 mg, ja biorę 150-200mg. Pewnie dlatego efekt nie jest taki jak powinien i lęki pozostają. Ale gdyby nie leki pewnie by mnie już tu nie było ![]()
I teraz podejmuję kolejną walkę ![]()
Dziewczyny a co tam u pozostałych? Pewnie dobrze, skoro nie zaglądacie
Pozdrawiam
2 556 2014-11-22 15:54:45
witaj małapi-u mnie wcale nie lepiej własnie pogorszenie sama niewiem czy to pogoda też robi swoje myslę że tak trzymaj się pozdrawiam buziaczki masz dalej te lęki
2 557 2014-11-22 22:02:21
Po seansie hipnoterapii lęki się zmniejszyły. tzn. są cały czas, ale już nie jest to jeden stały, wszechogarniający strach. Raczej napady lękowe, które mijają. Chociaż dziś np nastrój do bani.Najgorsze,że odkrywam od czasu do czasu, ze nie pamiętam pewnych rzeczy. Nie wiem czy to efekt nerwicy, depresji, czy leków. Próbuję pracować w autohipnozie, jednak nie wiem czy robię to właściwie. Kolejny seans we wtorek.
Trzymaj się bozenka125
Musimy dać radę!
2 558 2014-11-23 09:21:20
Witam ciepło, ja cały czas opieram się na psychoterapii i niestety leczę swoje fizyczne dolegliwości, że też Wszechświat potworzy takiego "dusiołka" jak ja - to nie tak i tamto nie działa:-) cały czas walczę o samoakceptację i samodzielność. Chwytam piękne chwile i staram się nie załamywać kiedy jest ciężko, choć nie zawsze mi się udaje- trzymam kciuki kochani za rychłe powroty do zdrowia i długie piękne życie dla "Nas" - przesyłam odrobinę dobrej energii mimo wszystko!
2 559 2014-11-24 11:51:07
nie chodzę do psychatry bo chce sama z tego wyjść, tak samo jak nie biore leków .
2 dni temu wylądowałam na pogotowiu ze strasznymi nerwobolami. od tego zaczał się lęk i wmówiłam sobie że mam zawał.
wczoraj zrobiłam duży krok. wybrałam się w podróż na węgry z chłopakiem . to było najgorsze bo cał czas jedna myśl w głowie" a co on zrobi jakby coś mi się zaczęło robić ? ani lekarza, nic bo i tak by nas nie zrozumieli" masakra. po kilku godzinach jazdy zaczęła mnie boleć strasznie głowa z tych nerwów. ale jak widać wróciłam cała i nic się nie stało
)
własnie tak próbuje się sama leczyć. po prostu moje dolegliwości na dalszy plan . i do przodu
)
jutro zdaje prawko
) i mam nadziej je zdać z tą kochaną przyjaciółką "nerwicą" .
pozdrawiam
)
2 560 2014-11-27 17:59:25
Od wczoraj biorę paroxinor (paroksetyna) i... umieram. Lęki, zawroty głowy, podwójne widzenie. Mam nadzieję,że to początek, a potem wszystko minie.
2 561 2014-11-27 19:56:40
trzymaj się mała pi to tak na początku póżniej będzie lepiej pozdrawiam życze zdrówka
2 562 2014-11-27 21:59:42
bozenka125, na Ciebie zawsze można liczyć ![]()
Mam trochę więcej siły, to opowiem o kolejnym seansie hipnozy: poszukiwałam lęków czających się w przeszłości. Szkoda gadać, jaką mam poplątaną
Ale wyszło,że moim głównym lękiem jest strach o dzieci. I coś w tym jest.
Podczas hipnozy uczę się programować mózg. Ale póki się tego nie nauczę zdecydowałam się na paroxinor, który polecił mi psychiatra.
2 563 2014-11-28 16:28:14
mała pi-życzę ci z serduszka oby to paskudztwo cię opusciło u mnie różnie ale co zrobic pozdrawiam
2 564 2014-12-01 10:25:50
Witam ciepło, Ja również życzę powodzenia i powrotu do równowagi - na ile się da- czasami myślę, że nawet kiedy dobrze się czuję to i tak jestem trochę dziwna i inna, ale to już nie taki problem jak lęki itp... U mnie cały czas podobnie z tendencją do coraz lepszego funkcjonowania, więcej z górki niż pod ..pozdrawiam
2 565 2014-12-01 17:44:24
witam ponownie. niestety nie zdałam prawa jazdy .. załamałam się totalnie..
teraz dzień w dzień czuje się paskudnie.
// wczoraj wypiłam w dość dużo alkoholu i to jeszcze bardziej pobudziło moją chorobe .://
było lepiej a teraz dalej jestem u skraju załamania.
Musze jednak dać rade bo dzisiaj podpisałam umowe o prace i nie moge jej stracić .
pozdrawiam was dziewczyny i obyście się lepiej czuły odemnie.
:*
)
2 566 2014-12-01 19:19:45 Ostatnio edytowany przez mała pi (2014-12-01 19:26:33)
Nie martw się Paulinaa1994, jeden egzamin to nie koniec świata
są jeszcze kolejne próby
8888 - też mam wrażenie, że jestem inna. Ale to chyba każda choroba zmienia postrzeganie świata, a nie tylko leki.
Kurcze, paroxinor wzbudza jeszcze większe lęki, i ogromną senność. Najgorzej jest 2 godz po zażyciu tabletki, a mam brać rano. Jestem przerażona i nie mam bladego pojęcia jak funkcjonuję w pracy. Mam nadzieję, że to tylko efekty przejściowe i jak piszą po 2 tyg miną (tak piszą na forach). Macie doświadczenia z paroksetyną?
Na noc biorę deprexolet i odnoszę wrażenie,że dużo lepiej na mnie działa. Wstaję wypoczęta i rześka, dopóki nie wezmę paro.
2 567 2014-12-02 18:57:21
no nieby nie koniec świata
) ale załamka i tak jest ..
ja odcięłam się od całego świata . w gronie koleżanek czuje się nie swojo. a dawniej takie spotkania to było coś extra .
poprostu życie mi się zawaliło.
//
mała pi ja nie biorę takich leków nie chce sie truć . a jeżeli czujesz się źle po tym leku , to powiedz to lekarzowi albo nie bierz tego świństwa.
2 568 2014-12-05 09:22:32
Po nowych lekach lepiej
Ale ciągle jestem senna. Jak tam u Was przed świętami?
2 569 2014-12-06 14:15:11
przed świętami jak przed każdym kolejnym dniem. wgl. nie czuć że święta idą.
2 570 2014-12-08 16:40:20
witajcie jak wasze zdróweczko bo u mnie cos pogorszenie 3 dzien mam jakis niepokój masakra
2 571 2014-12-08 18:00:35
witaj Bozenka125. kilka dni miałam spokój było wręcz super z samopoczuciem . a teraz masakra .:/// dobijają mnie te szare dni. okropnie się czuje dzien w dzien . ale musze wytrzymać. do tego trudna sytuacja w domu i wszystko mnie przytłacza strasznie.
ale mam nadzieje że w końcu to się skończy . tobie też się polepszy
)) pozdrawiam cie
) i zdrowia jak najwięcej :*:)
2 572 2014-12-08 19:47:57
dziękuje ci Paulinko ja tobie również tego życze pozdrawiam cię i dużo dużo zdróweczka
2 573 2014-12-09 09:22:15
bozenka125 trzymaj się cieplutko
Czy bierzesz teraz jakieś leki?
Ja już dwa tygodnie paroxinor (plus deprexolet na noc) i o dziwo! lepiej
Jeszcze nie idealnie, jeszcze pomalutku, ale lęki cichną. Nawet są popołudnia, gdzie jest NORMALNIE. Efekty uboczne też mijają, no oprócz niestety wzrostu apetytu. Tu już widać efekty ![]()
Jutro trzeci seans hipnozy. Trzymajcie się dziewczyny i walczcie. Walka jest najważniejsza, nie wolno się nam poddawać ![]()
2 574 2014-12-09 16:58:13
witaj mała pi-tak biorę parogen ale powinnam go zacząc odstawiac narazie nie dam rady ostatnio brałam półtabletki tydzien było ok a pózniej już nie więc biorę znów całą dorażnie mam xydroxyzinum 10 mg pozdrawiam
2 575 2014-12-09 20:45:47
bozenka125 nie stawiaj tylko na tabletki.sprobuj sama od siebie przezwyciężyć lęk .wiem to trudne ale spróbuj .nie będzie prosto alewkońcu uda ci się z tym żyć.\
ja tak robie ,nie biore leków i żyje.
pozdrawiam
))
2 576 2014-12-10 16:52:48
Paulinaa 1994 wiem że powinnam już odstawic ale jakos nie daje rade sprubuje znowu może będzie lepiej pozdrawiam
2 577 2014-12-10 17:52:06
bozenka 125 . napewno będzie ciężko. też brałam leki przez 8 miesięcy. ale to była masakra.
/// zero kontaktu z rzeczywistością. więc z dnia na dzień przestałam i to był błąd . bo mogłam stopniowo odstawiać .
czułam sie fatalnie. przez dobrych kilka dni . ale już nie biore tych chorych leków i czuje się dużo lepiej ![]()
2 578 2014-12-10 18:45:31
bozenka125 jak długo bierzesz paro?
Ja się czuję po niej lepiej, ale bardzo ociężała. Brzuch mi wywaliło jak w ciąży
Paulinaa, ja niestety nie daję rady bez leków
może po jakimś czasie...
Zmykam na hipnozę.
2 579 2014-12-10 19:27:07
małapi ja biorę 2 lata wię c jest trochę czasu myslę że mi dużo pomógł naprawde bo było kiepsko pasowało by już odstawiac mysle że zrobie drugie podejce do odstawienia może będzie lepiej mysle że to dobry lek pozdrawiam
2 580 2014-12-15 21:10:25
Dziewczyny, co tam u Was? Mam nadzieję,że lepiej ![]()
Mi po lekach pupa rośnie
ale faktycznie mi lepiej. Po hipnozie chyba trochę też
Odezwijcie się...
2 581 2014-12-18 14:59:01
Bożena ja tez biorę 2 lata. Hehe podobno paro się ciężko odstawia :-)
U mnie trochę słabiej, ale na pewno po części odpowiedzialna jest za to sytuacja w domu.
Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie.
2 582 2014-12-20 01:02:14
witam
od 4 listopada wydaje mi sie, ze dopadla mnie nerwica... chcialabym tutaj porozmawiac z jakimis osobami, ktore na to cierpia, ale jak widac jestem nowa i nie dokladnie wiem, kto tutaj odzywa sie regularnie i jak wyglada sytuacja innych...moge sie dowiedziec czegos o osobach, ktore tutaj są?:)
pozdrawiam
2 583 2014-12-20 15:02:06
mała pi . nie martw się mi też pupa urosła od tych leków co brałam . ale jakoś się nie przejmuje.
chwile się nie odzywałam bo jak to przed świętami obowiązki.
ale juz jestem i jak tam u was samopoczucie.?
) u mnie raz gorzej raz lepiej.
wczoraj troszeczkę za dużo wypiłam i dzisiaj czuje się okropnie. ale wiem że nie można przy nerwicy pić za dużo alkoholu bo lęki są gorsze i ciężko jest. jak widać musiałam się sama przekonać.
2 584 2014-12-20 15:03:20
martusia5066 witam
)
a jakie masz objawy .? robiłaś badania.? powiedz coś więcej o sobie a później my powiemy coś o nas ![]()
2 585 2014-12-21 18:58:19
Życie się toczy
spotkało mnie kilka bardzo radosnych sytuacji i widzę,że paroksetyna hamuje nie tylko uczucie lęku, ale i radości. Czwarty tydzień na tym leku. Poranne lęki pozostały, ale w ciągu dnia mijają. Teraz zaczynam się martwić,że się nie martwię
Bo zaczynam wszystko mieć gdzieś ![]()
Witaj Marta. Napisz coś o sobie ![]()
2 586 2014-12-22 01:43:52
Witam wszystkich:)
Postanowiłam opisać swój problem, ponieważ nie mam kompletnie z kim o tym porozmawiać. Od jakiś paru lat mam tak, że przez kilka dni mam tak, że mam straszne napady lękowe. Non stop myślę o tym, że wydarzy się coś złego mi, albo mojej rodzinie. Powoduje to, że nie mogę spać w nocy, ponieważ te obsesyjne myśli uniemożliwiją mi zaśnięcie. Zwykle jednak jakoś udawało mi się odzyskać spokój i normalnie funkcjonować.
Jednak wróciło to do mnie jakiś miesiąc temu i teraz jest dużo gorzej. Nie dość, że po głowie ciagle chodzą mi czarne scenariusze i nie mogę spać, to doszły do tego jeszcze dreszcze, kłucie w klatce piersiowej i ucisk w gardle. W ogóle mam poczucie beznadziejności, najchętniej zamknęłabym się w domu i w ogóle nigdzie nie wychodziła. Ostatnio nawet doszedł do tego brak apetytu.
Coraz bardziej dociera do mnie fakt, że nie potrafię sobie już z tym problemem poradzić sama. Najgorsze jest to, że brakuje mi jakiegokolwiek wsparcia w rodzinie, która uważa, że za bardzo dramatyzuje i nic mi nie jest. A ja z dnia na dzień czuję się coraz bardziej bezsilna...
2 587 2014-12-23 10:24:02 Ostatnio edytowany przez JustynaG (2014-12-23 10:25:22)
Witajcie:)
Przed Świętami chciałam dać Wam trochę pozytywnej energii.
Mój przypadek nie był bardzo poważny (choć za to że sama tak o sobie mówiłam,dostałam opiernicz od lekarza) Bo każdy jest poważny. I dla każdego nerwica i lęk jest końcem świata. To prawda.
Kwestia tylko tego, ile trzeba włożyć wysiłku i czasu, aby poczuć się wolnym.
A można. W tej chwili myślę, że nerwica to najlepsze co mi się w życiu przydarzyło. Jestem wolna, radosna, zmieniłam podejście do różnych kwestii. Jest dużo lepiej niż przed pierwszymi atakami.
Ważne, abyście się nie zamykały w domu. I nie mówię tu o odcięciu się od znajomych - wiem,że odebranie telefonu albo odpisanie na maila jest ostatnią rzeczą, jaka chodzi Wam po głowie.
Korzystajcie ze specjalistów! Psychologów, psychiatrów, grup wsparcia. Nie poddawajcie się, jeśli nie wyjdzie za pierwszym czy drugim razem. KAŻDY ale to KAŻDY może sobie z tym poradzić. I naprawdę, potraktujcie to jako lekcję życia. Wiem,że łatwo się mówi. Wiem,że macie różne sytuacje. Bo dzieci, rodzice etc.. Wszystko jest ważne, ale czasem trzeba być egoistą i skupić się na sobie. Nie zanurzajcie się za bardzo w opowieściach dotyczących objawów innych, bo same próbujecie je później znaleźć u siebie, czyż nie?
Ostatecznie chcę powiedzieć, że z tego da się wyjść:) Nie od razu, ale stopniowo. Życzę Wam powodzenia! I spokojnych Świąt:)
edit: chyba nie mogę zarzucać linków, ale mogę podać chętnym miejsca w internecie, które mi bardzo pomogły:)
2 588 2014-12-23 19:44:23
kachab58 . też miałam tak jak ty. cały czas lęk . bezsennośc , nie mogłam jeść i do tego mdłości .
/
masakra. chciałam żeby ktoś mnie wsparł. ale nikt mnie nie rozumiał. i to dało mi siłe. że sama musze z tego wyjśc żeby nie liczyć na bliskich.
w sumie tylko mama mnie pocieszała z poczatku a potem i tak się na mnie wydziarała żebym się rozchmurzyła bo już nie może na mnie patrzyć.,
czasami już nie miałam siły. i po prostu siadałam i płakałam . pomagało na chwile.
ale potem stwierdziłam niee!! tak nie będzie. i pojechałam do pracy do niemiec. tam nie było płaczu ze mi coś się robi . tam musiałam przetrwać sama. i to mi pomogło. znalazłam prace w polsce. czasami dalej mam lęki umieram czasami . ale nie daje się.
ale został mi strach przed karetką która jedzie na sygnale. i gddy ktos z mojej wioski umiera , strasznie się tym przejmuje. i myśle kilka dni o smierci . ale pozatym jest naprawde ok
)
życzę wam powodzenia w chorobie
)
2 589 2014-12-23 19:51:44
justynaG . fakt ciężko. stram się wyjść na prosta , ale czasami jest tak bardzo cieżko i nikt , nikt mnie nie rozumie,. a mam dopiero 20 lat . znajomi się śmieja , ucieszeni życiem a ja momentami jak babka 80 letnia która czeka na śmierć. a nic mi nie jest! wmawiam to sobie pomaga ale czasami mam takie ataki że pogotowie mnie ratuje.
nie chodze do psychologa , psychiatry , nie biore leków. pije za dużo i moze dlatego mam takie okropne lęki, a tak to opieram się na tym forum.
ale pracuje , mam jechac drugi rok do pracy sezonowej do niemiec . wychodze z domu . nie zamykam się w nim . ale mam problemy ze snem . i strasznie kłuje mnie w piersiach.
ale ogólnie żyje
)
2 590 2014-12-23 20:32:58 Ostatnio edytowany przez monka2390 (2014-12-23 20:42:36)
Witam serdecznie ![]()
Jestem "nowa" i zasadniczo zastanawiam się czy pisanie o tym, co się ze mną dzieję jest mi faktycznie potrzebne. I wydaje mi się, że miarka się przebrała. Długo zwlekałam, ale... potrzebuje pomocy, jak nigdy w życiu.
Nie wiem czy to, co opisze będzie pasować do powyższego tytułu, ale wydaje mi się, że tak. Mam 24 lata. Cała historia z rzekomą nerwicą, lękami, stanami depresyjnymi, które u siebie rozpoznałam rozpoczęła się ponad półtorej roku temu - a przynajmniej tak mi się wydaje. Pierwszym zdarzeniem, które wpłynęło na mnie okropnie było zapalenie marihuany i pomieszanie jej z alkoholem (paliłam wcześniej raz i nic złego się nie wydarzyło, ale nie mieszałam tego z procentami). Byłam wtedy na 4 roku studiów i po całym zdarzeniu musiałam wrócić do domu. Zostałam odprowadzona przez mojego kolegę i było wszystko ok do momentu,kiedy nie zostałam sama. Zaczęłam odczuwac jakiś irracjonalny lęk, że podetne sobie żyły, wyskocze przez okno, bo przeciez to po marihuanie się zdarza (całe mnóstwo takich informacji uzyskałam na studiach, na zajęciach, ponieważ studiowałam resocjalizacje i pamiętałam wszystkie te okropne historie jak ludzie po tym po prosty świrowali). Przestraszyłam się, że ze mną będzie podobnie, choć wiedziałąm, że nie wyskocze przez okno, bo to przecież takie idiotyczne. Czułam się naprawde dziwnie, każda cześc mojego ciała chciała iść w inna stronę, a żeby się uspokoić chodziłam po pokoju. Nie byłam sama, moja współlokatorka spała, ale nie chciałam jej budzić, bo nie chciałam się przyznać, że paliłam. Położyłam sie do łóżka, ale nie mogłam znaleźć sobie w nim miejsca, zasnęłam tylko dlatego, że ruszałam stopą. Na drugi dzień wydawało mi się, że wszystk oprzeszło, wstałam ubrałam się i chciałam iśc na zajęcia. Czułam jednak, że coś jest nie tak, moje ciała wciąż dygotało, byłam nerwowa i nagle poczułam strach przed tym, że to nigdy nie przejdzie i że mi już tak zostanie (to uczucie potęgowała dodatkowa wiedza ze studiów, że to się zdarza). Przestarszyłam się okropnie, ale postanowiłam iść na zajęcia. Takie stan rozdygotanie trwał 4 dni. Na weekend wróciłam do domu rodzinnego i myślałam, że wszystko przejdzie, myliłam się. Nie czułam się bezpiecznie, swojsko, dobrze być może dlatego, że to był nowy dom, w którym mieszkałam razem z rodziną dopiero 3 miesiąc. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca i ciągle chodził za mna ten nerwowy skurcz w brzuch jakbym wiecznie była przed egzaminem. Po 4 dniach jakoś to ustąpiło i zauważyłam, że ból brzucha minął, myślałam, że to koniec, niestety nie...
Sytuacja z nerwowością i dodatkowymi innymi, nieprzyjemnymi myślami i w końcu chyba lękami skomplikowała się, kiedy po około miesiącu zadzwonił do mnie kolega z informacją, że chce popełnić samobójstwo. Wiedziałam, że musze mu pomóc! wiedziałam, ze nie wybacze sobie do końca życia jeśli nic nie zrobie, a on sie zabije. Po tym telefonie zdenerwowałam się okropnie i zaczełam sie zastanawiać czy i ja kiedykolwiek bede chciała się zabić, czy mnie to spotka, dlaczego ludzie chcą to zrobić. Choć mók znajomy został "uratowany" i obecnie żyje, ma się dobrze, mnie te myśli nie opuszczały. Budziłam się z nimi i z nimi zasypiałam. Myślę też, że z braku oparcia w najbliższych próbowałam być z mężczyzną, którego nie kochałam, ale w którym miałam wsparcie. Z nim po prostu czułam sie lepiej, a samobójczych myśli było niewiele. Byłam po prostu spokojniejsza. Ale koniec roku akademickiego zbliżał się nieubłagalnie i obawiałam się co będzie dalej. Wracałam do domu na weekendy, jakoś próbowałam je przetrwać i wracam na uczelnie, gdzie czułam sie zdecydowanie lepiej, choć nie zawsze. Kiedy wróciłam do domu na wakacje wydarzyło się coś strasznego. Poczułam się okropnie we własnym, nowym domu...mało bezpiecznie, obcno...ból brzucha powrócił, nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bałam się, że nikt mi nie uwierzy jeśli komuś opowiem tę historie, że zwariowałam...dodatkowło kłóciłam się z moim chłopakiem o to kto będzie do kogo przyjeżdzał, a i to odbijało się na kontaktach z moją mamą, bo tato nic nie wiedział o tym, że kogoś mam. Na poczatku wakacji poznałam chłopaka, w którym...zakochałam się bez pamięci... i właśnie wtedy poczułam, ze wszystko znika, wyobrażenie sobie własnej śmierci, lęki, myśli, że oszalałam. Byłam przeszcześliwa...odliczłam dni kiedy go zobacze. Niestety, sielanka znów nie trwało długo...Ów mężczyzna po wieli "wielkich słowach", obiecnicach zostawił mnie...po czym wrócił i...znów zostawił. Dwa rykoszety w przeciągu dwóch tygodni. Koniec, dramat, świat się skończył...nie wiedziałam jak przeżyje każdy kolejny dzień. Wróćiłam na studia, ostatni, piąty rok i do tej pory nie wiem jak udało mi się obronić tytuł magistra...
Budziłam się rano i nie wiedziałąm jak mam przeżyć dzień, co z z sobą zrobić, żeby nie myśleć o nim i o tym, co mnie spotkało...powróciły myśli samobójcze, dodatkowo pojawiły się inne, bardziej irracjonalne stany oddzielenia od rzeczywistości, stania jakby z boku... mysli o tym, że wszyscy wokół mnie kłamią, a świat jest zupełnie wymyślony i nie istnieje, jest to fikcją. Bałam się...tak okropnie się bałam tego, co się ze mną dzieję, bo nigdy wczesniej nic takiego nie przeżyłam i to dodatkowo potęgowało mój lęk przed tymi myślami. Dziś raczej nie pojawiają się myśli samobójcze i inne wyżej wymienione, ale...jest coś, co wciąż prowadzi mnie stanów, w których drętwieją mi rece i nogi, czuje kucie za mostkiem i w żołądku...myśli, które kłębią się wokół pytań "co sie ze mną stało?co sie ze mną dziej?dlaczego ja tak reaguje?dlaczego ciągle zastanawiam się nad tym jak sie czuje?dlaczego kontroluje to, co myślę?" i to wszystko wywołuje niepokój napięci i wieczną gonitwe tych samych myśli... pomijam już fakt, że przeszłam przez myśli typu, ze mam schizofrenie, choc nigdy nie słyszałam głósów i nie miałam omamów- i to po jakims czasie minęło.
Teraz jest po prostu codzienne i ciągłe sprawdzanie siebie i zastanawianie się czy dziś bede się kontrolować czy nie, takie skanowanie...nawet nie wiem jak to dokładnie wyjaśnić, ale wiem, że nigdy wczesniej tak nie miałam. Jeśli coś mnie dołowało po prostu umiałam przekierować myśli na coś innego, a tamto zostawić. Teraz jest bardzi trudno. Zmuszam się do pozytywnego myślenia, do powtarzania sobie, ze wszystko będzie dobrze. Czasem działa czasem nie. Boję się iśc do psychologa, bo boje się, że się tego nie pozbąde choć wiem, że to najgłubsza z możliwych myśli. Boję się powiedzieć o tym rodzicom, bo boje się, że mi nie uwierzą, że to zbagatelizuje tak jak zrobili to za pierwszym razem, kiedy po wylądowaniu w szpitalu póbowałam im wyjaśnić, ze fizycznie nie jest najgorzej, ale psychicznie nie daje rady. I wciąż zastanawiam się nad sobą, co powiedzą inni, co powiedzą rodzice, czy mi na pewno psycholog jest potrzebny, a może po prostu sobie to wszystko wymyśliłam...takie i podobne rzeczy codziennie tłuką się w mojej głowie, a spiętrza to dodatkowo to, że siedze w domu na zupełnym odludzi bz pracy i konkretnego zajęcia. Czasem nie mam siły wstać z łóżka, ale zawsze jakoś sie zmuszam. Próbuje coś z sobą zrobić, choć obejrzeć jakiś film, poczytac książke. Inne prace, typu sprzątanie czy gotowanie mnie nie rozluźniają, przy nich przecież wciąż można zastanawiać się nad bezsensem swojego życia, nad tym, że człowiek czuje się do cholernie źle i nie wie jak sobie pomóc, a w najbliższym otoczeniu nie czuje wsparcia. Żyje juz tak ponad ółtorej roku, raz jest lepiej raz gorzej. POmagają mi zajęcia, w którym musze zaangażowac się intelektualnie jak np pisanie pracy magisterskiej i spotkania ze znajomymi, choć nie zawsze mam na nie ochote. Boje się też, że to może być już depresja i nikt mi nie pomoże.
Wiem, że to długa historia, ale...to i tak kropla w morzu..
Bardzo proszę o pomoc. Co powinnam zrobić? Udać się do specjalisty? Opowiedziec wszystko najbliższym? Czy to kiedykolwiek przejdzie? I co w ogóle się ze mną stało? zawsze byłam pogodna i uśmiechnięta, a teraz...płacz i poby przetrwania dnia.
Z góry dziękuje za wszystkie odpowiedzi i rady.
Wesołych Świąt,
Pozdrawiam,
M...
PS. Dodam jeszcze, że nie boje się wychodzić z domu, robie to raczej chętnie, nie obawiam się zwykłych rzeczy jak wizyty w sklepie bardziej martwie sie swoja głową i swoimi myślami...tym wiecznym kontrolowaniem i dochodzeniem do wniosku, ze cały czas jest jednak źle...
2 591 2014-12-23 22:18:16
paulina, ja mam 24 i znajomi odcięli się najzwyczajniej, bo myśleli że ich olewam:) trudno. To w sumie też jest fajne, że nerwica zweryfikowała moje znajomości i przyjaźnie. Polecam jednak wizytę u specjalisty. Fajnie,że wychodzisz i nie dajesz się tym lękom, które są w naszej głowie!
2 592 2014-12-23 22:40:40
Tak, nie daje, a przynajmniej się straam. Moi znajomi są przy mnie cały czas. Niektórzy wiedzą, inni nie. Niektórzy próbują pomóc, inni po prostu są;) Mimo to czasem czuje się strasznie sama z tym wszystkim. Nie wiem czy to nerwica, deprasja, stany lękowe... ale wiem jedno...Nigdy wczesniej tak nie miałam, a teraz...teraz po prostu głowa pęka i cięzko jest to zatrzymać.
Ty też się nie poddawaj
a jeśli jesteś osobą wierząca to pogadaj z Szefem, on wie co robi ![]()
przytulam CIe mocno ![]()
2 593 2014-12-23 22:51:30
Witajcie dziewczyny
I te już zaprzyjaźnione z forum i te nowe. Czytam Wasze posty i tak cały czas nie daje mi spokoju myśl: niby nasze historie takie inne, a jakże wszystkie podobne. Nerwica, depresja zbiera żniwo jak nigdy ![]()
Co Wam, Nowym powiedzieć? Chyba to samo co Justyna G (swoją drogą- dzięki za nadzieję <3 ): trzeba walczyć. Jedni wolą terapię, inni leki, jeszcze inni alternatywne formy leczenia
Ja zachorowałam na początku lipca. Nagle (tak mi się wydawało). Terapia pokazała, że choruję od dawna, tylko splot okoliczności spowodował,że mój organizm wywlekł na światło dzienne coś, co we mnie istniało, a co tłumiłam postawą "silnej babki". Teraz biorę leki i to jest dopiero strzał w 10! No i próbuję hipnoterapią przestawić swój mózg. Mam wsparcie w rodzinie i to jest ważne
Najważniejsze, żeby się nie poddawać i szukać najlepszej formy leczenia. Pozdrawiam ![]()
ps. Wsparcie jakie uzyskałam na tym forum jest równie ważne jak leki ![]()
2 594 2014-12-24 16:38:03
Witam wszystkich a wszczególnosci nowe osoby życze szystkim Zdrowych Wesołych Swiąt bez nerwów lęków i innych objawów bo to dla nas najważniejsze pozdrawiam buziaczki
2 595 2014-12-28 10:32:11
Cześć dziewczyny
Co tak cicho?
Ja dziś miałam koszmary, obudziłam się przerażona i mnie trzyma. Mam afobam niby na takie ataki, ale boję się go brać. Chyba zaparzę sobie podwójną meliskę i wskoczę pod kołdrę.Mam wyrzuty sumienia, że nic nie robię
Pójdę potem z psem na spacer
Trzymajcie się cieplutko i spokojnie.
2 596 2014-12-29 22:33:44
monka- jeżeli miałaś predyspozycję to i tak by wybuchło. Tak, więc niektórych nie ruszają lata marihuany, alkoholu i innych spraw, a niektórzy po jednym razie się rozlegulowują. Jakby nie marysia pewnie i tak by cię dopadło.
Jasne ze powinnaś rodzinie powiedzieć i zgłosić się do psychologa. Jeżeli stan jest bardzo zły psychiatry.
Powoli opanujesz sytuację, ale nie zamiataj tego co sie w okół ciebie dzieje pod dywan. Trzymam kciuki.
Ja czuję się lepiej :-), ale do słowa dobrze jeszcze daleka droga
Ściskam,
2 597 2014-12-29 23:16:18
nie odzywałam się chwile. bo miałam gorsze dni.
/
topie smutki w alkoholu a na dzień następny umieram podwójnie.
nie mam nawet sił żeby za bardzo się rozpisywać.
widzę że dziewczyny trzymacie się lepiej odemnie. i bardzo dobrze
) tak trzymać. ja teżza niedługo wyjde na prostą
)
pozdrawiam miłej nocki :* ![]()
2 598 2014-12-29 23:24:54
Oj, Paulino,
Nie pij, bo choroba alkoholowa to męczarnia porównywalna do depresji.
Tak się z choroby i smutków nie wychodzi
2 599 2014-12-30 17:53:20
wiem że nie wyjde z nerwicy przez alkohol.
ale tylko on daje mi chociaż chwile odpoczynku od rzeczywistości. odrywam się od problemów. ale kolejny dzien jest okropny.
nie mam wsparcia w rodzinie. chłopak mnie olewa. wszyscy się odwrócili. to jest najgorsze . ja przeżywam katusze a oni się odwracają . a jak już coś mówią do mnie to " nie myśl o tym!" " musisz odrzucać od siebie złe myśli" a najgorsze co usłyszałam od mamy to że jak dalej będe taka jaka się stałąm przez nerwice . to w końcu do zakładu p[sychiatrycznego mnie wezmą i będzie miała spokój.
boli takie coś
(
myślałam że wychodze na prostą a nawet nie wystartowałam .
pozdrawiam.
2 600 2015-01-03 22:20:14
Jejku Paulinaa1994 jak widzisz sama z nerwicy i depresji nie wyjdziesz. Czy zamiast alkoholu naprawdę nie lepsze są leki? Ja wiem,że to wybór tzw "mniejszego zła" ale trzeba walczyć, a nie sprzymierzać się z wrogiem.
Moje bitwy są raz wygrane, raz przegrane. Ale zaczynam pomału układać pewne rzeczy. Oczywiście,że lęki bywają ale dzięki paro mogę podchodzić do wszystkiego spokojniej. Żyję nadzieją,że mi się uda. I że uda się nam wszystkim. Każdy musi znaleźć swój sposób walki z demonami
Pozdrawiam