żanetka napisał/a:Stokrotko piszesz,że każdemu kto choruje na nerwicę nie można polecać robienia badań na boreliozę.A dlaczego nie?Przecież zanim stwierdzi się nerwice trzeba wykluczyć wszystkie inne choroby.A marcing nie badał się w tym kierunku.Skąd masz tą pewność,że to nie jest właśnie to.Jeśli leczy się tyle lat i nadal się z tym męczy to dlaczego ma nie sprawdzić,czy nie dolega mu coś innego?
Marcing wyraźnie napisał, że przebadał się gruntownie w różnych kierunkach i u wielu lekarzy. Żaden nie stwierdził niczego, co by dawało choć cień podejrzeń, że to może bolerioza, czy inna choroba. Wielu natomiast stwierdziło, że to zaburzenia depresyjno-lękowe.
Nie bronię Marcinowi, ani nikomu innemu się badać. Każdy ma wolną wolę i każdy może robić co uważa za stosowne. Wiem natomiast, że jeżeli Marcing faktycznie cierpi na zaburzenia depresyjno-lękowe to robienie kolejnych badań może tylko pogorszyć jego stan psychiczny. Internet jest pełen opowieści nerwusów, którzy bezustannie i z wielką wytrwałością biegają po lekarzach, robią sobie wszelkiej maści badania, co rusz pojawiają się u nich obsesje na temat nowych chorób, zmian na ciele, guzków pod pachami, toksoplazmoz, bakterii w powietrzu i wirusów na ciele. Nawet ostatnio przeczytałam historię kobiety, która będąc u rodziny na chrzcinach jadła żurek z kiełbasą i dostała obsesyjnych myśli na temat rzekomo niedogotowanej kiełbasy. Wydawało jej się że zaraziła się toksoplazmozą i zaraz na drugi dzień poleciała robić badania krwi, które oczywiście nic nie wykazały.
żanetka napisał/a:znam naprawdę dużo osób które mają bolerkę a nigdy nie miały rumienia ani nawet nie widziały u siebie kleszcza.Jak byłam w szpital lekarz rozmawiali z nami na ten temat mówili,że oprócz kleszczy te same bakterie roznoszą meszki.
Oczywiście, że znasz, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Tak samo chorzy na białaczkę, astmę, raka trzustki, polipy etc. znają innych chorych i łączą ich zapewne podobne doświadczenia.Pytanie czy poznałabyś tych wszystkich ludzi, gdybyś nie miała boleriozy? Szczerze wątpię. Patrząc na statystyki jest to dość rzadka choroba, natomiast na nerwicę cierpi ok. 20 - 25% polskiego społeczeństwa! To naprawdę poważna sprawa. Wyobraź sobie teraz, że nawet nie 20, ale 10% tych ludzi (czyli ok. 4mln osób) zaczyna badać się się w kierunku boleriozy, albo innych chorób somatycznych. Zbiorowa paranoja!
Piszesz o kleszczach i meszkach. A ja Ci napiszę co teraz myśli sobie większość nerwowo chorych: "kurde, być może nie choruję na boleriozę, ale skoro w lesie są kleszcze to jest duża szansa, że mogę się zarazić", zaczynają więc bać się lasu, będą go unikać kiedy się da i omijać szerokim łukiem (z wielką szkodą dla siebie bo las ma wyjątkowo dobry wpływ na zalęknioną psychikę). Teraz przykład z meszkami: "Cholera, meszki przenoszą bakterie? To muszę szczególnie uważać co jem i czy owoce i warzywa są zawsze dokładnie umyte" - i będą myli te warzywa i owoce aż do zdarcia skórki, w restauracji będą się zastanawiać, czy jedzenie które im podano było wcześniej dezynfekowane, będą chodzić po kilka razy do łazienki i szorować ręce!
Tak działa zalękniona psychika i takie, skrajne scenariusze mogą się dziać. Wystarczy, że ktoś im coś zasugeruje, podsunie myśl i pomysł na "dokarmienie" lęku.
żanetka napisał/a:Marcing pisze,że brał leki przez 5 lat ile jeszcze a cały czas się z tym męczy.Jak można nie podzielić się z nim swoim doświadczeniem,przechodziłam przez to co On.Wiem,że ból głowy i szum w uszach to są typowe objawu boreliozy.Na pewno innych chorób też.Ale 5 lat leczenia na nerwice bez większych efektów.To chyba najwyższy czas żeby poszukać innych przyczyn tych dolegliwości.
Ja też miałam szumy w uszach i bóle głowy, czyli typowe objawy nerwicy. Żeby nie było - na początku również się gruntownie przebadałam. Odwiedziłam: neurologa, internistę, ginekologa, lekarza rodzinnego. Miałam zrobione wszystkie, podstawowe badania, łącznie z EKG. Jedyne co stwierdzono to lekką arytmię. Dostałam jakieś kropelki nasercowe po których czułam się jeszcze gorzej. Stan się nie poprawiał, tylko pogarszał. Wreszcie trafiłam do psychiatry, który po rozmowie ze mną stwierdził, że nawet jeśli mam lekką arytmię to jest ona spowodowana nerwami. I faktycznie, już po rozpoczęciu kuracji antydepresantami wszystkie problemy z sercem zniknęły i już nie wróciły.
Tak jak Marcing przez prawie 5 lat przyjmowałam leki, ale jak już wielokrotnie o tym pisałam - leki nie wyleczą Marcina z nerwicy. Tak samo mnie nie wyleczyły. Pozwoliły mi funkcjonować na wysokich obrotach, bez żadnych objawów, ale po każdym odstawieniu dolegliwości wracały.
Marcin nie pisze tutaj nic nowego, ani wyjątkowo nietypowego. Powiedziałabym, że jest to wręcz klasyczna droga, którą przechodzi większość nerwowo chorych.
Jeśli Marcin chce wyleczyć się z nerwicy, powinien podjąć terapię z psychoterapeutą. Wtedy zobaczy, że oprócz leków są jeszcze inne możliwości, które mogą przynieść ulgę nie powodując przy tym takich wahnięć nastrojów.
Pozdrawiam