Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 79 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 114 z 2,981 ]

77

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 piszesz,że nie wierzysz,że po zrobieniu tylu badań i odwiedzeniu tylu lekarzy nie możliwe żeby żaden lekarz nie widział śmiertelnej choroby,ale ja nie twierdzę,że mam śmiertelną chorobę.A jeśli chodzi o zatrucie organizmu to właśnie,żaden z lekarzy nie wpadł na pomysł,żeby zlecić mi badania w kierunku boleriozy sama ją odkryłam a ona też daje objawy jak nerwica.A uważam,że lekarze powinni się na tym znać na tyle,żeby chociaż zasugerować coś takiego,a nie od razu twierdzić,że mam nerwicę,dlatego uważam,że tak im najłatwiej,nie szukać przyczyn,żeby po wykluczać inne choroby tylko od raz do psychiatry.Podam jeszcze inny przykład bardzo bliska mi osoba zasłabła,została zabrana do szpitala,gdzie miała porobione badania włącznie z prześwietleniem płuc.Oczywiście badania wyszły ok.Osoba ta została wypisana do domu,nic nie znaleźli,stwierdzenie,że to pewnie z przemęczenia i stresu.Po półtora roku ta sama osoba robiła kontrolne badania i jak lekarz zobaczył prześwietlenie płuc natychmiast skierował ją do szpitala bo były duże zmiany w płucach stwierdzili,że to gruźlica i ściągnęli z archiwum to prześwietlenie które miała robione pół tora roku wcześniej i się okazało,że te wszystkie zmiany miała już wtedy,lekarze zaczęli się dziwić,że nikt tego wtedy nie zauważył,twierdzili,że nie wiedzą jak to się stało.A drugi przypadek koleżanka z pracy miała od kilku miesięcy bóle brzucha porobiono jej badania z usg włącznie nic nie widzieli,zaczęli leczyć na pęcherz,po paru następnych miesiącach gdzie bóle nie przechodziły znów miała robione badania i znów nikt nic nie widział,w końcu przestały na nią działać wszystkie środki przeciw bólowe i zadzwoniła na pogotowie jak po nią przyjechali to jeszcze z pretensjami,że jeśli tyle czasu ją boli to się idzie do rodzinnego a nie pogotowie wzywa od lekarza w szpitalu też się swoje nasłuchała a w końcu jak jej zrobił usg to był przerażony bo guz miał prawie 15 cm był zdziwiony,że rok wcześniej na usg nikt tego nie widział,bo to już musiało być bo takie duże nie wyrosło by tak nagle i co najlepsze to się okazało,że przed rokiem to On sam wykonywał to usg.Teraz dziewczyna jest po operacji i i od kilku miesięcy dostaje chemię.Dlatego z dużym dystansem podchodzę do tego co mówią lekarze,jeśli coś mnie niepokoi to szukam przyczyny.Widzisz tu wyżej kardamia też pisze,że była leczona na nerwice,a okazało się,ze dolega jej coś innego.Ja wiem,że część tu z nas ma naprawdę nerwicę.Ale wiele osób ma zupełnie coś innego.

Zobacz podobne tematy :

78

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko: nie twierdzę, że lekarze nie popełniają błędów. Nie twierdzę również, że rozmaite dolegliwości nerwicowe  nie mogą być inną chorobą (choć akurat przykłady z internetowych stron nie zawsze są dla mnie wiarygodnym źródłem).
Nie jest prorokiem, ani wyrocznią - mogę się mylić.

Opieram się jedynie na tym, co nam tutaj opisujesz i w jaki sposób to robisz. I tak, jest w Twoich wypowiedziach mnóstwo lęku, paniki, ponurych obrazów, samospełniających się wizji i - co najgorsze - przykrych dolegliwości, które powodują cierpienie.
Na dodatek odwiedziłaś bardzo wielu specjalistów i niemal każdy mówi Ci to samo, a Ty uparcie twierdzisz co innego. Robisz dokładnie tak, jak w cytacie, który zamieściłam powyżej: pędzisz do innych, szukasz ludzi, pytasz, słuchasz i zbierasz wieści tak długo, aż znowu zaspokoisz swój strach. (w myśl zasady: "jak ktoś bardzo chce, to znajdzie"). Klasyczny, nerwicowy mechanizm.
W innym wątku piszesz o swoich problemach osobistych, o ignorancji i niezrozumieniu męża. Nerwica bardzo często jest wynikiem kłopotów w życiu rodzinnym, czy strachu przed zmianą. Często też - choć trudno to zaakceptować - jest ucieczką od tych problemów.

Wiem, bo ja również borykam się z wieloma nierozwiązanymi konfliktami w życiu osobistym i zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest zmienić coś w swoim życiu, albo wyjść naprzeciw wyzwaniom i stawić im czoła. Chodzisz na terapię więc na pewno przerabiałaś na spotkaniach te kwestie.

Nie jestem zwolenniczką przewlekłego cierpienia, czy to ludzi, czy zwierząt (a Ty z tego co piszesz cierpisz już ładnych kilka lat), dlatego raz jeszcze  rozważ opcję udania się do psychiatry i dobrania właściwych leków, tudzież terapię poznawczo-behawioralną.
3mam za Ciebie kciuki.
Pozdrawiam

79

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko a na czym polega ta metoda poznawczo-behawioralna?Ja chodzę na terapie,już od dłuższego czasu ale coraz mniej jestem do niej przekonana.pani psycholog jest miła,sympatyczna ale wydaje mi się,że cały czas stoimy w miejscu.Wiem,że to wymaga czasu.Jednak kiedyś chodziłam do innej psycholog i tamta terapia wyglądała zupełnie inaczej,ja coś mówiłam a Ona co trochę zadawała pytania co dawało mi dużo do myślenia zanim odpowiedziałam i w ten sposób sama zaczynałam spostrzegać swoje problemy w innym świetle.Pytania były tak zadawane,że sama siebie zaskakiwałam odpowiedziami i wyciągałam wnioski.jednak tych wizyt miałam chyba tylko 3 i zabrali mi tą panią,ponieważ chodziłam do niej państwowo i tłumaczyli,że NFZ zmniejszył im fundusze,później dostałam tą psycholog do której chodzę obecnie.Ale moje wizyty wyglądają w ten sposób,że wchodzę do niej siadamy na przeciwko siebie Ona nic nie mówi o nic nie pyta,ja też milczę w końcu,żeby nie marnować czasu zaczynam opowiadać,jakie miałam dolegliwości,albo o tym co mnie w tym tyg spotkało,czy zdenerwowało.Ona tylko słucha,czasami coś powie od siebie,a ja się czuję przed każdą wizytą jak bym musiała,przygotować temat na który będę chciała rozmawiać,bo inaczej to będziemy tak siedziały i patrzyły na siebie.Sorki,że Cię tak zanudzam,ale Ty jesteś taka pełna optymizmu,że jak Cię czytam to mi się od Ciebie udziela.Wiesz ja też jak mogę tak z tym dziadostwem walczę.Czasami jest naprawdę ok.Ja wiem,że mam nerwicę,jednak ta bolerioza cały czas nie daje mi spokoju,bo nie mogę zrozumieć dlaczego wynik wyszedł tak bardzo zły.A większość lekarzy już po wykryciu tej choroby jak im mówiłam,że stwierdzono u mnie boleriozę mówią,że to jest bardzo podstępna choroba i ,że wiele z moich dolegliwości mogą pochodzić od niej,ale zawsze stwierdzają,że Oni się na tym nie znają,żebym szła do specjalisty od tej choroby.A jak byłam u zakaźnika po wyjściu ze szpitala to mi pani doktór powiedziała,żebym nie powtarzała,badań bo już zostałam przeleczona standardową metodą jaką stosuje się u nas w kraju.a znowu znajomy lekarz,tylko z zupełnie innego miasta powiedział mi,że powinnam kontrolować tą chorobę robiąc co pół roku badanie,bo nawet jeśli po leczeniu,wyniki będą dobre to w organizmie mogą zostać krętki które za jakiś czas zaczną się rozmnażać.Ale ten lekarz jest już na emeryturze a po za tym nie jest zakaźnikiem,a bliżej zainteresował się ta chorobą ponieważ jego brat był,chory a zanim wykryli u niego,że to bolerioza podejrzewali wiele różnych chorób,myśleli,nawet,że to nowotwór.No ale to środowisko lekarzy więc mieli inne możliwości,i do tąd szukali,aż znaleźli.A myślę,że zwykłemu pacjentowi nie poświęcili by tyle czasu.Strasznie się rozpisałam,jeśli Stokrotko masz cierpliwość do moich powieści hi hi i udało Ci się dobrnąć do końca to napisz mi proszę na czym polega ta metoda leczenia.

80

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko: terapia poznawczo-behawioralna jest terapia krótkoterminową. Trwa przeciętnie od kilku do kilkunastu tygodni (dokładny czas ustala terapeuta po zapoznaniu się z problemem pacjenta) i koncentruje się na likwidacji objawów chorobowych, a nie - jak w przypadku innych terapii - docieraniu do głębokich przyczyn dolegliwości.
Dokładnego przebiegu terapii nie znam, bo nie miałam okazji skorzystać z takiej formy pomocy, ale przeczytałam trochę książek na ten temat i chodzi generalnie o to, żeby pacjent konfrontował się ze swoimi lękami, żeby nie stosował uników, nie zamykał się w domu, nie kładł do łóżka, nie rezygnował z pracy (etc...) tylko małymi krokami podejmował wyzwania i stopniowo oswajał lęk. Terapeuta w taki sposób kieruje pacjentem i jego umysłem, że po jakimś czasie delikwent orientuje się, że to co go tak strasznie przerażało - nie istnieje. Znikają przy tym, lub zmniejszają się dolegliwości fizyczne jakie człowiek odczuwał przed rozpoczęciem terapii. Np. w Twoim przypadku będzie to pewnie znalezienie jakiejś formy konfrontacji z chorobami, które u siebie podejrzewasz i pokazanie bardziej racjonalnej (a nie emocjonalnej) konieczności wizyt u lekarza.
Wiem też, że w tego typu terapiach szuka się zazwyczaj "wyjątków od reguły". Czyli np. jeśli powyżej piszesz o tym, że lekarze są nieskuteczni, bo masz wokół siebie przypadki kobiet, które poważnie chorowały, ale początkowe wizyty u specjalistów okazały się nieskuteczne, to terapeuta pokaże Ci zupełnie odwrotne przypadki. Wszystko po to, żeby "odczulić" Twoje paniczne reakcje na podobne sytuacje.
W którejś z książek wyczytałam taki przykład z terapii TPB, kiedy terapeuta tłumaczył pacjentowi, że jego lęk przed omdleniem w zatłoczonych miejscach (tramwaj, poczta, galeria handlowa) jest nieuzasadniony, ponieważ nawet jeśli doświadczy uczucia panicznego lęku to będzie gwałtownie nabierał powietrza w płuca, a żeby zemdleć - płuca muszą być niedotlenione.

Większość książek, które przeczytałam wskazują właśnie ten rodzaj terapii, jako najskuteczniejszy w zwalczaniu nerwicy (wyraźna poprawa następuje w 70 do 80% przypadków). Niestety z tego, co zdążyłam się zorientować dużo trudniej znaleźć psychologa wykwalifikowanego w TPB. W małych miastach (jak moje) po prostu nie ma nikogo o podobnych kwalifikacjach. Najbliższe gabinety TPB są 60km od mojego miejsca zamieszkania. W dużych miastach jest znacznie łatwiej, ale i tak dobrze zrobić weryfikację z kim ma się do czynienia (opinie ludzi).
Wynika to z tego, że jest to jedna z nowocześniejszych form pomocy psychologicznej, przez wielu psychologów trochę lekceważona, bo nie trwa latami, tylko przez kilka tygodni i nie koncentruje się na przyczynach, tylko na objawach.
Trzeba też trafić na dobrego terapeutę, który będzie nam pasował i dobrze będziemy się przy nim czuć (wtedy skuteczność terapii jest większa).

Żanetko: cieszę się, że mogę choć w taki sposób trochę Cię pocieszyć. Wiem jak się czujesz, ale nerwica to taka podstępna dolegliwość, że każdy z nas przechodzi ją trochę inaczej, a tym samym proces zdrowienia również jest indywidualny.
Jeśli czujesz, że Twoja terapia nie przynosi Ci większej ulgi to spróbuj pomyśleć o zmianie. Ale wcześniej rozważ wszystkie "za" i "przeciw". Pomyśl jak się czułaś zaczynając terapię, a jak się czujesz obecnie. Nie dokonuj pochopnych zmian, bo wszystko co człowiek z nerwicą próbuje zrobić natychmiast i bez zastanowienia może obrócić się przeciwko niemu.
Polecam Ci też lekturę książek, które zamieściłam w pierwszym wpisie tego wątku. Im większa wiedza, tym mniejszy lęk.
Ja dzięki książce o TPB zaczęłam ostatnio przełamywać swój lęk przed prowadzeniem auta. Mam prawko od 18-tego roku życia, ale wcześniej znajdywałam masę wymówek, żeby tylko nie próbować. Teraz powoli jeżdżę. Czasem towarzyszy mi mąż, ale ostatnio wybieram się autem sama i to właśnie na terapię. Kiedy wchodzę do psycholożki jestem zlana potem, ale puchnę z dumy. wink
Pozdrawiam Cię serdecznie i pisz jeśli tylko będziesz czuła taką potrzebę. Ja zawsze czytam do końca.

81

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuję Stokrotko za to,że jesteś ze mną.Przechodzę teraz straszną huśtawkę nastrojów,jest dzień,że czuje się znośnie,słabiej odczuwam moje dolegliwości,a za chwilę coś mnie dopada i ciężko mi sobie z tym poradzić,jak pisałam w innym wątku,chyba go czytałaś,miałam niedawno trochę lepszych dni,normalnie funkcjonowałam,ale to dla tego,że nie odczuwałam dolegliwości.Teraz od paru dni bardzo się męczę dopadły mnie duszności,tak ciężko mi się oddycha nie mogę nabierać głębokiego oddechu,do tego drętwieją mi ręce,usta i nos,czasami dochodzą do tego zawroty.Koszmar!!!Ale zauważyłam też,że jak się zajęłam czymś innym a dokładnie rozmową np. przez telefon,to te duszności przechodzą,dwa dni temu jak mnie dopadły razem z drętwieniem rąk,przestraszyłam się choć to nie po raz pierwszy się zdarza.Położyłam się,zaczęłam wpadać w panikę,w końcu powiedziałam sobie dosyć tego wstań.I poszłam do łazienki wzięłam prysznic i czułam jak po mału wszystko mi puszczać.Za chwilę poczułam się już dobrze,przedzwoniłam wtedy do mojej poprzedniej pani psycholog spytałam czy jest możliwość,żebym znów mogła do niej przychodzić,porozmawiałyśmy trochę i pod koniec tygodnia mam do niej zadzwonić,ma się dowiedzieć,co da się w tej sprawie zrobić a być może uda się  tak załatwić,żebym przychodziła i do niej i do tej obecnej.Bo obie prowadzą zupełnie dwie inne terapie.No ale jak to u mnie ,żebym za bardzo nie była pewna,że to tylko nerwica,zadzwoniła do mnie znajoma i powiedziała,że jej koleżankę parę miesięcy temu ugryzł kleszcz i miała odczyn,a za jakiś czas zaczęły jej się problemy z sercem,bardzo szybko jej bije,drętwieją jej ręce,ma bóle głowy itd..zrobiła badania i wyszło,że ma boleroozę.Teraz się leczy,a w przyszłym miesiącu ma zacząć leczenie jakąś specjalną metodą.Ta moja znajoma dała mi do niej nr tel.za chwilę będę do niej dzwoniła,żeby dowiedzieć się coś więcej na temat tego leczenia.Jak już się dowiem,to zaraz tu napiszę.

82

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie
a oto moja historia: jestem  babcia -emerytka, walcze z nerwica od bardzo dawna psychotropami, ziolami, czytaniem odpowiedniej lektury a zaczelo sie od wyboru nieodpowiedniego meza, bylam dlugo infantylna zona, uwazalam ze moj maz wie lepiej, ze jest madrzejszy ode mnie i na drodze stanela mi jego  kochana i szklana pani... a ja obwiniajaca siebie za taki stan rzeczy brnelam w coraz gorsze poczucie winy i stawalam sie coraz bardziej nieszczesliwa, pesymistyczna...
mialam juz wtedy 2 corki, mlodsza urodzona 6mcy - 1kg,  wiec calosc obowiazkow spadala na mnie dom, dzieci, praca zawodowa i chora mama, ktora mieszkala z nami...
gdy trzeba bylo choroba dzieci, szpital mamy "w gotowosci bojowej" trwalam ale po bylam jak balon bez powietrza co odbijalo sie na moim zdrowiu - anginy, zapalenia pluc wiec z L4 czesto korzystalam , nerwy tez dawaly o sobie znac klucie w sercu, trudnosci w oddychaniu itp po smierci mamy przezywalam bardzo zalobe bo obwinialam sie ze niedopelnilam i dlatego umarla..
po 3 latach sama przezylam zawal a niecaly rok po urodzila mi sie pierworodna wnuczka z wada serca wiec babcia nie miala czasu dla siebie, tylko zamiast byc wsparciem dla corki sama ogromnie wszystko przezywalam, gdy nie dawalam rady to pomagaly psychotropy, nastepnie rozwod corki, powrot do domu z chora wnusia - ktora czesto lezala w CZDz i przechodzila kolejne operacje, wtedy nerwica dala mi sie bardzo we znaki zawroty glowy diagnozowane przez neurologa i laryngologa, leki ktore na poczatku pomagaly a ja - babcia z wnuczka nie moglam wychodzic na podworko bo gdy szlam wpadalam w dolki a przed oczmi zsypywala mi sie ziemia...praca, dom i calkowita rezygnacja z zycia towarzyskiego bo nie dawalam rady... w miedzy czasie matura mlodszej, studia mlodszej corki i zwiazek starszej z nowym panem i nowa wnusia - zawroty glowy, przygnebienie i nadcisnienie przypaletalo sie, ale ja wciaz w gotowosci bojowej , ja wzystko zniose i wytrzymam  i co? skonczylo sie 2 zawalem - 5 lat temu, ktory dostalam w domu corki tylko przy 2 letniej wnusi...udalo sie , stenty wstawili, zyje ale co to za zycie- chodze z laska, nadmiernie sie poce i stalam sie jeszcze bardziej wrazliwa nerwowa na wszystko a przede wszystkim  samotna, czasem wybuchowa czasem plaksiwa... teraz starsza corka wiaze sie z 3 panem i tez bede babcia a mlodsza chce wyjsc za maz - chodzi z chlopakiem 5 lat, chca wesela byly zareczyny byli przyszli tesciowie na obiedzie a ja sobie nie wyobrazam jak podolam na weselu, z gory zakladam ze nie dam rady bo zawroty glowy, bo pot lecacy ciurkiem z glowy i twarzy, bo nie mam w co sie ubrac a po sklepach nie chodze i powoli staje sie toksyczna zrzedliwa matka z licznymi lekami i zaburzeniami emocjonalnymi nad ktorymi nie potrafie zapanowac a od najblizszych slysze wez sie w garsc nie wymyslaj a od meza idz sie leczyc do psychiatry bo coraz trudniej z toba wytrzymac...

83

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jadziu bardzo Ci współczuję.tyle już przeszłaś,nie dość ,że męczyłaś się z własnymi dolegliwościami i chorobą,to nie dość,że nie miałaś od nikogo wsparcia to jeszcze inni potrzebowali od Ciebie pomocy,zamiast spokoju,to byłaś otoczona problemami swoich bliskich.A najgorsze jest to,że zdrowy człowiek nie potrafi zrozumieć,łatwi jest mówić weź się w garść tylko jak to zrobić,przecież nie meczymy się z tym wszystkim z własnego wyboru,a bardzo ciężko jest z tego wyjść tym bardziej bez pomocy innych.A czy chodziłaś kiedyś na terapię do psychologa?Może było by Ci wtedy łatwiej,gdybyś miała kogoś kto Cię wysłucha i zrozumie.Wiem jaki to jest koszmar,gdy człowiek się źle czuje,boi się i musi być z tym sam.Pisz tutaj do nas jak będzie Ci źle.Może przynajmniej w ten sposób,wyrzucisz z siebie to co Cię dręczy,i poczujesz się troszeczkę lepiej.

84

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

podobno i ja mam nerwice. czasem potrafie rzucac wszystkim co wpadnie mi w recę kiedy jestem zdenerwowana....

85 Ostatnio edytowany przez Kalita (2013-08-02 18:49:35)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,
Nie znalazłam w tym dziale podobnego wątku, ale jak czytam ten to okazuje się ze wiele z Was ma podobne objawy tylko inaczej nazwane. U mnie stwierdzono lęk napadowy/lęk paniczny/zespół lęku napadowego/ataki paniki jak kto woli. Moje objawy to: kołatania serca, zawroty głowy, mdłości, lęki, drżenie ciała, ciepło/zimno, ciężki/płytki oddech, uczucie że zaraz zemdleję. Oczywiście nie zawsze wszystkie objawy występują razem. Najgorsze są dla mnie kołatania serca, uczucie że zaraz zemdleję i lęki (najgorsze to te że stracę rozum). Potwornie się tego boję. Od niedawna chodzę na terapię behawioralno-poznawczą, ale nie czuję żadnej poprawy. Szukam wsparcia i osób, które przezywają to samo co ja. Co jeszcze mogłabym zrobić by się tego pozbyć, nie mam już sił do tego???

86

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witaj Kalita,
co prawda nikt nigdy mi nie postawił żadnej diagnozy, ale jeszcze niedawno przechodziłam depresję i miałam paniczne lęki itp itd. Obecnie jest już trochę lepiej. Chodziłam na terapię behawioralno-poznawczą do psychologa.
Piszesz, że nie czujesz poprawy. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że przede wszystkim potrzeba cierpliwości i chęci. Poza tym, konsekwentnie trzeba ćwiczyć. Boisz się, że stracisz rozum? Jesteś zdrową osobą, potrafisz samodzielnie pisać, czytać, funkcjonujesz jak zdrowy człowiek, logicznie opisujesz swoje mysli i uczucia, więc nie ma takiej możliwości. Twój lęk jest nieuzasadniony.
Co możesz zrobisz? Zacznij od jednej afirmacji (np "jestem mądrą osobą") , którą codziennie będziesz sobie powtarzała jak mantrę, przy każdej czynności, od rana do wieczora. Wspieraj się w myślach, motywuj, dodawaj sobie odwagi i krok po kroku próbuj pokonywać lęki. Gdy poczujesz kołatanie serca, usiądź na chwilę, pomyśl sobie o czymś przyjemnym, szum fal, śpiew ptaków...
Czy jest jakaś sytuacja, zdarzenie, osoba, obok ciebie, która cię stresuje?

87 Ostatnio edytowany przez Kalita (2013-08-03 06:52:02)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia,
Moją diagnozę postawiła pani psychiatra i to ona skierowała mnie na psychoterapię. Powiedziała że to nie jest typowa nerwica (chociaż wokół wszyscy tak powtarzali) bo nie mam żadnych bóli: brzucha, głowy, klatki piersiowej, kręgosłupa itd.
Za mną już kilka spotkań u psychologa na terapii. Uczę się na nich głównie właściwie oddychać i w sytuacjach które są normalne i w sytuacjach kiedy pojawiają się moje objawy. Chodzi o to żeby "rozkołysać" całe ciało, dotlenić. Bo według mojej psycholożki w atakach paniki nie kontrolujemy swojego ciała, zbyt płytko i za szybko oddychamy (bo to w końcu panika prawda?), za mało tlenu dociera do serca i ono wtedy kołacze. A tymczasem wyregulowanie oddechu pomoże wrócić do równowagi, nie pozwoli ciału na "powyginanie się" we wszystkie strony.
Zdaję sobie sprawę, że moje lęki są nieuzasadnione i irracjonalne, ale dopiero wtedy gdy jest ze mną wszystko ok. Dziwię się nawet wtedy że poddaję się im chociaż są tak niemądre. W chwili ataku lęku czy kołatania mam wrażenie że wszystkie sposoby typu oddychanie, myślenie pozytywne zawodzą. Nie potrafię zapanować nad sobą, odsunąć tych głupich myśli.
Skąd to się wzięło? Tego nie wiem do końca. Terapia "tu i teraz" nie zakłada szukania przyczyn tylko skupia się na aktualnych odczuciach i podobno jest bardzo skuteczna w tego typu zaburzeniach (czekam na te efekty z dużą niecierpliwością). Jestem pesymistką a do tego podchodzę do wszystkiego bardzo emocjonalnie. Przejmuje się drobnostkami. Nie lubię podejmować wyzwań, nie lubię zbyt dużych zmian, wolę stabilizację, jestem dość nieśmiała i mało komunikatywna, nudna, mam mało wiary w siebie i niska samoocenę. Do tego bezrobotna. Myślę że po prostu to wszystko się skumulowało i teraz odbija się na moim zdrowiu psychicznym.

88

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Kalita to dobrze, że nie masz objawów typowej nerwicy, mniej symptomów do wyleczenia wink smile
Praca z oddechem bardzo pomaga. Ja w sytuacjach stresowych spinam mięśnie barków, ramion. Nie jest to widoczne, ani odczuwalne. Dopiero gdy skupiam się na tym i zaczynam rozluniać ciało, czuję różnicę. I widzę zmianę w oddechu, i automatycznie odczuwam spokój.
I właśnie na tym cała "zabawa" polega, by ten stan spokoju i zrównoważenia, wprowadzić w momentach stresowych.
Te lęki, natrętne myśli, odbierają radość życia i cieszenie się chwilą. A życie to nieustanna zmiana. Stabilizację osiągnie się wtedy, kiedy otworzymy się na zmiany. Ponieważ masz mało doświadczenia, bo zamknęłaś się na świat i ludzi, każda sytuacja wydaje ci się poważną zmianą, albo wyzwaniem. A gdybyś wyszła do ludzi, zobaczyłabyś, że praca, awans, zrobienie kursu, mąż, dzieci, wycieczki, problemy, uśmiech...to naturalny tryb życia człowieka.
Efekty terapii pojawią się, jak zaczniesz działać.

89

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia, masz rację we wszystkim co piszesz. Ja też się spinam w nerwowych sytuacjach tylko jeszcze nie potrafię się tak rozluźniać. Nie umiem zapanować nad sobą.

90

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

hymm, ja teraz nie mam zero lęków, ale to dzięki lekom więc co ja tu mogę powiedzieć, prócz tego że wybór leków to droga przez mękę.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

91

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wczoraj kiedy szedłem sobie chodnikiem, nagle zrobiło mi się ciepło, zaburzenie równowagi, prawie zacząłbym panikować, lecz wziołem sobie tabletke mentolową VALIDOL, dzięki której uniknąłem ,,zagrożenia'' Prawie przez te 6 lat niejako nauczyłem się panować nad takimi tego typu sytuacjami. Niekiedy jest lepiej, niekiedy gorzej:( Ale cóż żyć trzeba, w dodatku że za miesiąc biorę ślub smile W trudnych chwilach pomagają mi tabletki XANAX brane tylko doraźnie. Tak bardzo chciałbym wyzdrowieć. Moja depresja zaczęła się w 2007 roku na zlocie żaglowców w SZCZECINIE. Od tamtej pory borykam się z tą chorobą sad nie wiedziałem jaka to jest męka sad

92

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zdarza mi się mieć negatywne wizje przyszłości sad  Na przykład, że mnie zwolnią z pracy, że samolot się rozbije, że będę chora, że ktoś mi chce wyrządzić krzywdę. Wydaje mi się, że bierze się to z braku poczucia bezpieczeństwa oraz tego, że nie mam nad wszystkim kontroli. Nie mam i mieć nie będę smile
Patrząc wstecz, nigdy nic złego mi się nie wydarzyło. Często ze strachu przed tym co w moich myślach miało się wydarzyć, uciekałam, rezygnowałam, po czym brnęłam w to samo tylko w innym miejscu.
Co mogę zrobić tym razem? Zaufać, że będzie dobrze. Skonfrontować się z negatywnym myśleniem, zobaczyć co dobrego mnie jeszcze czeka smile

93

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,
znalazłam ten wątek i czytam go w każdej wolnej chwili...daje mi poczucie, że nie jestem z tym sama i przede wszystkim zrozumienie problemu. Od ok 3 lat miewam naprawdę duże ilości stresu, wręcz przewlekłego i chroniczny brak odpoczynku czy relaksu. Pierwsze objawy nerwicy ignorowałam, każdą emocję spychałam w czeluść umysłu a resztę rozładowywałam sportem. Długo ten sposób działał, aż do lipca tego roku...Zaczęło się od duszności. Głównie rano i wieczorem. Nie były bardzo doskwierające, więc często je ignorowałam myśląc, że to nic takiego. W pewnym momencie poczułam arytmie...pamiętam jak dziś, 23 wieczorem, niby odpoczynek na kanapie przed TV...Arytmia nie ustępowała, po 30min zdecydowałam się na pogotowie. Dla mnie to był dramat! W głowie mi się kotłowało, że mam tylko 27 lat i nie rozumiem co się dzieje! Oczywiście pogotowie za wiele nie stwierdziło poza jakimiś zaburzeniami w pracy serca,ale umotywowanymi stresem, a nie problemami z krążeniem. Pojechałam na ostry dyżur, zrobiono mi badania...wyszło, że mam za mało potasu i stąd arytmia. Niby ulżyło, ale w głowie puściła mi tama...wszystkie najgorsze lęki i strach wylały się jak woda spadająca z wodospadu. Poczułam takiego doła jak nigdy w życiu. Po wyjściu ze szpitala było już tylko gorzej. Bałam się zostać sama w domu, wydzwaniałam do kogo się dało, miałam ataki duszności, paniki, bałam się, że umrę... Ból psychiki to jedno, ale ciało też zaczęło boleć i to bardzo. Ból był okropny...sięgnęłam po Xanax. Do dziś żałuję, bo lęki się nasiliły a po nagłym odstawieniu myślałam, że to naprawdę koniec. Poszłam do psychiatry, dostałam antydepresant do natychmiastowego przyjęcia. Wzięłam 2 małe dawki i odstawiłam...zaczęłam rozumieć problem. Nie docierało wcześniej do mnie, że to choruje umysł, a to co się dzieje z ciałem, to tego efekt. Gdy zrozumilam, zaczęłam czytać i stwierdziłam, że chce to rozwiązać terapią bez leków...Zrobiłam wszelkie badania serca i głowy żeby nie nakręcać się możliwymi chorobami. Teraz bardzo powoli wracam odrobinę do siebie (dobrze mi zrobił wyjazd z Warszawy do rodzinnego miasta). Bóle nadal są, ataki paniki też łącznie z budzeniem się w nocy z powodu koszmarów. Cały czas nie mogłam zrozumieć jak do tego doszło. Jak mój umysł mógł tak zachorować i czemu ja do tego dopuściłam? Teraz uczę się z tym żyć. Czytam, czytam i jeszcze raz czytam. Zaczęłam terapię oby z pozytywnym skutkiem, ale wiem,ze to mogą być lata leczenia. Powoli się z tym godzę, ale wiem, że nie jestem sama...

94

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

ARMA11. A jakie leki tobie przepisał psychiatra? JA od  miesięcy biorę pramolon - w miarę mi on pomaga. Biorę sobie go kiedy mam potrzebe,

95 Ostatnio edytowany przez Arma11 (2013-08-23 13:13:17)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cały czas podziwiam ludzi, którzy w jakiś sposób radzą sobie z nerwicą. Mi dodatkowo doszedł mega stres. Zdawałam sobie sprawę z tego, że już od kilku lat ten stres jest chroniczny, ale teraz po prostu nie da się nad nim zapanować. Wystarczy jedna myśl i od razu mam taki wyrzut adrenaliny, który może się utrzymywać cały dzień! Też tak macie? Jak sobie z tym radzić? Przeraża mnie to, gdyż wiem, że taki stan może prowadzić do bardzo negatywnych skutków w organizmie sad po tym jest już tylko śmierć...Biorę dopiero 2 dni escitalopram activis, ale oczywiście na efekt terapeutyczny muszę poczekać minimum 2 tyg. Wiem jednak, że lek nie rozwiązuje problemu...problem muszę rozwiązać ja,ale zupełnie nie wiem jak sad

96

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cześć Wszystkim!
Jestem absolutnie nowa na forum, za to moje doświadczenia z nerwicą lękową do nowości już nie należą.
Pierwszy raz dopadło mnie to dziadostwo w 2008 r. Owszem byłam na terapii, być może przyniosłaby jakieś rezultaty, jednak studia dzienne skutecznie mi ją uniemożliwiły (korzystałam z pomocy psychologa na NFZ, godziny pracy były mocno ograniczone, zajęcia na studiach trwały natomiast od rana do wieczora). Zostałam wtedy przy samych lekach. Powiem Wam, że pobrałam sobie ów lek przez niecały rok i nerwica zniknęła jak ręką odjął.
Parę przyjemnych lat spokoju, skończone studia, podjęta praca i bum! Wróciła hmm Tyle tylko, że w ciut innej formie.
Przede wszystkim, kiedy wystąpiły pierwsze objawy (uczucie duszności w zatłoczonych miejscach, wrażenie, że zaraz zemdleję, kołatanie serca itd) moje myślenie było wyraźnie ukierunkowane. Wiedziałam już, że najpewniej nie umieram, że to w sumie takie dolegliwości sytuacyjne i z dużą łatwością przyszło mi wyciągnąć właściwy wniosek - nerwica wróciła. I powiem Wam, że takie racjonalizowanie swoich objawów bardzo pomaga! Na wizytę u psychiatry przyszło mi czekać miesiąc. Dolegliwości oczywiście nie ustępowały ale nauczyłam się sobie z nimi radzić. W momencie, kiedy np. miałam wrażenie, że zaraz zemdleję (no bo przecież znajduję się aktualnie np. w parszywym pojeździe komunikacji miejskiej - straszna sprawa tongue) to tłumaczyłam sobie, że przecież już tyle razy czułam się dokładnie tak samo, że nigdy nie zemdlałam, że to owszem nieprzyjemne ale jakoś trzeba dać radę. Patrzyłam na te wszystkie babulinki w autobusach i myślałam sobie, że skoro starsze, schorowane osoby dają radę to czemu ja miałabym nie dać? smile Podobnie w kolejkach w supermarketach, czasem na ulicy. Starałam się w jakiś sposób odwrócić swoją uwagę - miałam ze sobą książki, krzyżówki, też pomagały smile Oduczyłam się też doszukiwania się objawów chorobowych, a zwłaszcza wstukiwania ich w google - czego nie wpiszesz i tak dowiesz się, że umierasz tongue
Doczekałam się mojej wizyty, w międzyczasie szczęśliwie udało mi się prowadzić w miarę normalne życie, Pani doktor nawet pytała czy aby na pewno chcę leki, że może damy radę bez nich, ale stwierdziłam, że skoro pomogły ostatnio to może i tym razem dadzą radę (chociaż leków brać nie znoszę, nawet z witaminami mam problem wink).
Do czego zmierzam - nie traktujcie leków jak ostateczność, podobnie jak wizyty u psychiatry. W mojej opinii jest to bardzo słuszne rozwiązanie, zwłaszcza na początku choroby - kiedy jeszcze nie do końca wierzycie, że te wszystkie objawy somatyczne (bóle, duszności itp) są tak naprawdę winą nerwicy. Oczywiście nie umniejszam roli terapii - też jest bardzo ważna, przede wszystkim pomaga zracjonalizować sobie swój stan, a to najszybsza droga do kontroli nad tym parszywym choróbskiem!

97

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hejka Wszystkim Jestem tu nowa ale zalogowałam się aby Wam napisać że czytam Was od 3 dni i bardzo pomogły mi wasze wypowiedzi Przeczytałam wszystkie każdy z nas ma jakiś problem  ok Bardzo dziękuję STOKROTCE -mądry z Ciebie człowiek. Moja dusza umiera od dawna. Moje przyjaciółki nerwica lękowa oraz depresja nieźle ostatnio ze mną pogrywały ale koniec z tą komediantką Już wiem że dam radę Oczywiście pewnie leki też już zrobiły robotę ale Wy to bardzo WIELE dzięki Jak dam radę to opisze moją historię lecz dziś miejmy święto BUZIOLE

98

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

I dziś znów to samo. Siedzę sobie na krześle aż tu nagle nogi mi zdrętwiały, całe ciało giętkie. mam wrażenie że zaraz spadnę mam tak od 2 godz. Boję się że zaraz strace przytomność i że nie będzie ratunku. Wiele razy już przechodziłem przez to. To jest męka sad

99

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

marcing90 pisałam tu już nie jedno krotnie i znów się powtórzę,też mam swoje dolegliwości od około 6 lat i też po wielu badaniach ciągle słyszałam,że mam nerwicę i nic mi nie jest ale to nie prawda dziś wiem na pewno,że mam boleriozę i wiele osób które mają stwierdzoną niby nerwicę wcale jej nie mają.Poczytaj sobie na temat boleriozy,wejdź w goglach na stowarzyszenie chorych na boleriozę.Zrób sobie badania w tym kierunku.nie chcę teraz zanudzać Cię swoimi wywodami na ten temat,ponieważ nie wiem czy jesteś tym zainteresowany,ale jeśli będziesz chciał,to napisz,a opowiem Ci coś więcej na ten temat.

100

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Czuję się super ;-), no i trochę tego zawdzięczam paroksetynie, a trochę sobie samej.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

101

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko, a jakie badania robiłaś? Bo też się nad tym zastanawiałam...

102

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11 ja robiłam badania konkretnie na boleriozę najpierw metodą elisa to jest badanie z krwi.I to badanie wyszło tak źle,że lekarz od razu skierował mnie do szpitala,tam zrobili mi jeszcze raz badania tylko inną metodą wester blotem i też się potwierdziło.ja nie chcę tutaj nikomu sugerowac,że ma to samo co ja.Po prostu dziele się swoim doświadczeniem,opisuję co sama przeszłam i jak błędną diagnozę w moim przypadku stawiali lekarze.Wszędzie słyszałam,że to nerwica,uwierzyłam w to.Ale to co się ze mną działo i co odczuwałam wiedziałam tylko ja.Coś mi w tym wszystkim nie pasował i szukałam dalej,aż znalazłam.Lekarz który oglądał moje wyniki dziwił się,że ja jeszcze mogę chodzić,mówić.Skonsultował od razu te wyniki z innym lekarzem i podjęli decyzję o natychmiastowym skierowaniu mnie do szpitala.

103

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
żanetka napisał/a:

Arma11 ja robiłam badania konkretnie na boleriozę najpierw metodą elisa to jest badanie z krwi.I to badanie wyszło tak źle,że lekarz od razu skierował mnie do szpitala,tam zrobili mi jeszcze raz badania tylko inną metodą wester blotem i też się potwierdziło.ja nie chcę tutaj nikomu sugerowac,że ma to samo co ja.Po prostu dziele się swoim doświadczeniem,opisuję co sama przeszłam i jak błędną diagnozę w moim przypadku stawiali lekarze.Wszędzie słyszałam,że to nerwica,uwierzyłam w to.Ale to co się ze mną działo i co odczuwałam wiedziałam tylko ja.Coś mi w tym wszystkim nie pasował i szukałam dalej,aż znalazłam.Lekarz który oglądał moje wyniki dziwił się,że ja jeszcze mogę chodzić,mówić.Skonsultował od razu te wyniki z innym lekarzem i podjęli decyzję o natychmiastowym skierowaniu mnie do szpitala.

Ale generalnie miałaś dotkliwe bóle mięśni i stawów? Co Cię właściwie skłoniło do zrobienia badań na boreliozę? No bo to w sumie trudno stwierdzić...

104

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam! cieszę sie że jest takie forum gdzie można się wyżalić i spotkać bratnie dusze! z moją nerwicą walczę już ponad 20 lat. pierwszy raz dopadła mnie na studiach na trzecim roku. przez nią właśnie nie skończyłem studiów a później brakło odwagi żeby kontynuować. taki pierwszy jej ostry atak trwał prawie rok ale udało się wygrać bitwę. w miedzy czasie założyłem rodzinę mam trójkę wspaniałych dzieci. było w tym czasie pare dołków ale muszę przyznać że sam przez swoja głupotę te dołki wykopywałem. moje życie jakie prowadziłem było dalekie od ideału. raniłem wszystkich najbliższych a przede wszystkim najlepszego przyjaciela jakiego mam czyli własna żonę.raniłem też przez to siebie bo zdawałem sobie sprawę jakim jestem draniem. gdy przyszedł czas żeby wszystko naprawić i wynagrodzić żonie tamten czas dopadła mnie znowu "stara znajoma ze  wszystkimi jej obliczami. Począwszy od lęków i odrealnienia a skończywszy na bezsenności i straszliwym napięciu i podenerwowaniu. właściwie to zaczęło się od przygnębienia i takiego napięcia w pracy . może gdybym w wcześniej wziął urlop to by sie tak nie skończyło. w ostatnie dni lipca poszedłem do psychiatry i przepisał mi seroxat 20mg raz dziennie rano . dostałem po nim takiego doła że myślałem czy coś mi się nie dzieje w głowę. leki sie nasiliły bałem sie być w miejscach w których do tej pory normalnie  przebywałem. Po czterech tygodniach trochę się poprawiło ale nie jest to stan z którym mógłbym normalnie funkcjonować.zakupiłem kilka książek i staram sie stosować zasady tam przedstawione ale jak na razie rezultatów zero. A dzisiaj to jest totalny koszmar cały się trzęsę i ciężko mi się skupić. Chociaż jak miałem wyjazd z pracy bo przeważnie siedzę za biurkiem to trochę ochłonąłem chociaż w banku zaczęła mnie łapać panika ale zastosowałem głębokie oddychanie i trochę złagodniała wytrzymałem! i załatwiłem sprawę.Mam pytanie do stokrotki czy stosując relaksację czyli trening autogenny od razu czułaś odprężenie czy dopiero po jakimś czasie. bo stosuję go od paru dni i zamiast czuć się lepiej to jestem właśnie taki pobudzony a może to zbieg okoliczności. stokrotko pisałaś wcześniej ze stosowałaś antydepresanty czy zdarzało ci się w czasie ich przyjmowania takie chwile załamania jakby nie działały. bo wydaje mi się ze na mnie ten seroxat w ogóle nie działa. Przepraszam ze trochę chaotycznie piszę ale jakoś ciężko mi się otworzyć a o tyle rzeczy bym się chciał zapytać i komuś się zwierzyć. dziękuje wszystkim za to forum a przede wszystkim tobie stokrotko za cenne rady . pozdrawiam i zyczę spokoju.

105

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Mam do Was pytanie. Czy przy okazji Waszych nerwic zauważyliście u siebie bardziej niż zwykle widoczne żyły? Bo u siebie zaobserwowałam taki właśnie dziwny objaw. Zastanawiam się czy łączyć to z nerwicą czy to coś innego.

106

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja też chciałam podziękować Ci Stokrotko84 za wiele ciekawych rad i mądrych słów. Na pewno z nich skorzystam.

107

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki21: dobranie właściwego leku antydepresyjnego to nie zawsze jest prosta sprawa. Lekarz prowadzący nie ma pewności, czy akurat ten lek właściwie zadziała na pacjenta, czy też nie. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy np. zakładają tematy chwalące konkretne antydepresanty, bo prawda jest taka, że każdy z nas reaguje inaczej i to co dla jednych jest strzałem w 10, dla innych okaże się strzałem w kolano.
Wiki, ja miałam szczęście, bo od razu trafiłam na właściwy lek (zbieg okoliczności, bo to był seroxat właśnie). Przez pierwsze dni miałam nasilone objawy nerwicy, łącznie z mdłościami i zawrotami głowy, ale potem wszystko zaczęło stopniowo ustępować i po dwóch tygodniach czułam się już dobrze, a po miesiącu - jak nowo narodzona.
Takie jest moje doświadczenie, ale Twoje może być zupełnie inne. 4 tygodnie bierzesz lek? To nie jest jeszcze długo. Niektórzy muszą poczekać 2 lub 3 miesiące na konkretne rezultaty. Na niektórych może w ogóle dobrze nie podziałać. Musisz po prostu obserwować swoje reakcje, monitować samopoczucie. Jeśli w następnych tygodniach nie będzie poprawy to zgłoś problem lekarzowi prowadzącemu, jak znam życie zapisze Ci inny lek, być może bardziej odpowiedni.

Jeśli chodzi o relaksacje to wszystko zależy od tego, jak silna jest Twoja nerwica i jak bardzo starałeś się ją wcześniej kontrolować. Z tego co piszesz wynika, że bardzo, bo nawet naturalna reakcja organizmu, jaką jest relaks i spokój, paradoksalnie budzi Twój niepokój.
Jest to dość częsty mechanizm opisywany w w/w książkach. Musisz się z powrotem nauczyć czym jest zrelaksowane ciało i głowa. To wymaga sporej ilości ćwiczeń i dużego samozaparcia, ale jest możliwe. Moja rada: ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, a w końcu będą efekty. Kilka dni ćwiczeń to jeszcze zbyt mało, żeby załamywać ręce, wszystko wymaga pracy i czasu. To trochę tak, jakbyś uczył się nowego języka obcego. Po kilku lekcjach na pewno nie będziesz w stanie płynnie prowadzić konwersacji, ale po dłuższym czasie zobaczysz różnicę.
Wiki, żyjesz z nerwicą już 20 lat. Tak długo ją w sobie trzymasz, organizm przyzwyczaił się, Twój mózg jest zaprogramowany na reakcje paniczne, dlatego przestawienie wszystkiego na inne tory wymaga bardzo dużo Twojej pracy i czasu. Nie wyrokuję, czy to będzie rok, pięć, czy następne dwadzieścia lat, ale podstawowa sprawa od której powinieneś zacząć to: dać sobie dużo czasu, nie oczekiwać natychmiastowych rezultatów, nie zniechęcać się porażkami, wytrwale dążyć do celu i wierzyć, że możesz i dasz radę.
Ja jestem pewna, że dasz! Każdy człowiek jest w stanie sobie poradzić, ale samemu jest trudno, dlatego rozważ też terapię z psychologiem, który na pewno nakieruje Cię na właściwą drogę.

Aisza91: cała przyjemność po mojej stronie. Życzę wielu sukcesów w tej trudnej walce!
Pozdrawiam

108

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuje stokrotko za odpowiedź i otuchę .Zdaję sobie sprawę ze jestem na początku drogi i mam nadzieje że dam radę! a to że mogę liczyć na  Twoje  wsparcie już mnie upewnia w tym przekonaniu:). mieszkam na wsi i do najbliższego miasta z jakimś dobrym psychologiem mam ze 40 km. Ale muszę popytać wsród znajomych jestem z okolic Tarnowa moze ktos wie o kims w tym rejonie. pozdrawiam

109

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21- lek zaczyna działać niestety po ok miesiącu. Radzę Ci mieć przez ten czas silne benzo (oczywiście po konsultacji z lekarzem) na samo wprowadzenie leku. Ja miałam clona przez pół roku, bo BARDZO ŹLE reagowałam na antydepresanty i dało rade. Jak odstawiłam, nie miałam potrzeby wzięcia go doraźnie nawet jednego razu. Zazdroszczę ludziom, którym te leki nie powodują nasilenia objawów do skrajności, no ale każdy jest inny, a ja mam jak mam,

Obecnie seroxat 20mg jest idealny, tylko śpie trochę za dużo. Jednak leczę się więc mam tego świadomość. Trzymajcie się nerwuski, wygramy -zobaczycie,

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

110

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja muszę się pochwalić. Całkiem nieźle zaczynam tolerować antydepresant, ale sama podjęłam decyzję o zmniejszeniu dawki o połowe (ta zalecona przez lekarza była nie do wytrzymania). Teraz jest dobrze,czuję się lepiej i więcej mi się chce. Poza tym uczę się życia na nowo, czy od nowa - łatwo nie jest. Zapomnieć o tym jak było wcześniej to bardzo trudne zadanie. Mimo to nie zrażam się. Wychodzę do ludzi, po zakupy, na zajęcia fitness aby przełamywać powoli to co mam. Wszystko staram się robić bez pośpiechu (też nie jest łatwo nerwuskom). Dostrzezenie życia w innych barwach to dopiero sztuka, ale możliwa do osiągnięcia. Znajduję czas na wszystkie rzeczy, na które wcześniej nie mogłam sobie pozwolić. Pomimo, że odczuwam dyskomfort, boli mnie albo głowa albo szyja, uczę się do tego przyzwyczajać i z tym żyć. Bardzo dbam o swoje otoczenie, o siebie tak aby zrekompensować ciału wszystko to co przeszło. Rekonwalescencja jest długa ale możliwa. Nie poddawajmy się razem smile

111

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11- świetnie, że jesteś aktywna. Ja też robię nowy porządek w swoim życiu, eliminuje z niego rzeczy które po części sprzyjały popadaniu w chorobę, zmieniam priorytety, kiedyś spokój utożsamiałam z nudą, a teraz traktuje to jak błogosławieństwo. Choć dziś muszę powiedzieć, że czuje się fatalnie, ucisk w szyi, zawroty głowy, lekkie otępienie, no ale zmiany pogody i okres jesienny to niestety moi mali wrogowie z którymi muszę się na jakiś czas zaprzyjaźnić.

Trzymam za Was kciuki ;-)

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

112

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam Kochani! jak się trzymacie? wczoraj miałem dobry dzień byliśmy z żoną i kilkoma przyjaciółmi na wycieczce rowerowej. Bardzo fajnie się bawiłem i prawie zapomniałem o naszej" starej znajomej". Niestety dzisiaj sam przez głupie myśli  zagoniłem się w kozi róg i moje samopoczucie  padło. Napiszcie jak sobie radzicie z takimi przygnębiającymi myślami, czy czarnymi scenariuszami które rodzą się gdzieś tam w głowie. Ja niestety zamiast skupić się na czynności którą wykonuje, cały czas w głowie układam sobie scenariusze albo analizuję rożne sytuacje .Pół biedy jak myślę o rzeczach przyjemnych ale jak myśli powędrują gdzieś w mroczne zakątki jest bardzo niefajne. Wtedy muszę z kimś porozmawiać. Niestety mam taka prace ze nie zawsze mam z kim .  Dopada mnie straszny dołek z którego nie mogę się wykaraskać.Jeśli macie jakieś dobre metody to bardzo proszę pomóżcie. Pozdrawiam wszystkich.

113

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21- Jakbyś mi z ust wyjął. Mam wiele dni pozytywnych, a tu nagle trafia się jakiś gorszy czas. Może jesień mi przyniosła te złe samopoczucie, może inne czynniki sama już nie wiem.
Dzisiaj jest fatalnie, siedzę w pracy i każdego klienta słyszę z 10 razy głośniej, bolą mnie mięśnie, kręgosłup i jest mi taaaak smutno.

Zmniejszyłam dawkę na 20 mg jakiś miesiąc temu...
Kurde! Młoda, wykształcona, z masą znajomych, kompletną rodziną, pracą- FUUUUCk co za choroba!!!!!!!!

Trzymajcie się!

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

114 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-09-10 11:12:02)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21 pytasz o dobre metody. Cóż, najlepszą metodą jest przestać. Przestać tworzyć w głowie czarne scenariusze, które i tak nigdy się nie wydarzą. Pamiętasz czym martwiłeś się pół roku temu? Nie? No właśnie! Jest dziś, teraz, tutaj. Myśl nad tym co robisz. A jeżeli już dopadną cię jakieś troski, to zastanów się racjonalnie co możesz zrobić by było lepiej i by ten czarny scenariusz się nie wydarzył. I działaj! I pamiętaj też, że nie na wszystko masz wpływ.
Wiki21, ale przecież ty wiesz jak sobie pomóc, prawda? Dziś jest dobrze i to jest najważniejsze smile

Posty [ 77 do 114 z 2,981 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 79 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018