Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 111 do 165 z 2,981 ]

111

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11- świetnie, że jesteś aktywna. Ja też robię nowy porządek w swoim życiu, eliminuje z niego rzeczy które po części sprzyjały popadaniu w chorobę, zmieniam priorytety, kiedyś spokój utożsamiałam z nudą, a teraz traktuje to jak błogosławieństwo. Choć dziś muszę powiedzieć, że czuje się fatalnie, ucisk w szyi, zawroty głowy, lekkie otępienie, no ale zmiany pogody i okres jesienny to niestety moi mali wrogowie z którymi muszę się na jakiś czas zaprzyjaźnić.

Trzymam za Was kciuki ;-)

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/
Zobacz podobne tematy :

112

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam Kochani! jak się trzymacie? wczoraj miałem dobry dzień byliśmy z żoną i kilkoma przyjaciółmi na wycieczce rowerowej. Bardzo fajnie się bawiłem i prawie zapomniałem o naszej" starej znajomej". Niestety dzisiaj sam przez głupie myśli  zagoniłem się w kozi róg i moje samopoczucie  padło. Napiszcie jak sobie radzicie z takimi przygnębiającymi myślami, czy czarnymi scenariuszami które rodzą się gdzieś tam w głowie. Ja niestety zamiast skupić się na czynności którą wykonuje, cały czas w głowie układam sobie scenariusze albo analizuję rożne sytuacje .Pół biedy jak myślę o rzeczach przyjemnych ale jak myśli powędrują gdzieś w mroczne zakątki jest bardzo niefajne. Wtedy muszę z kimś porozmawiać. Niestety mam taka prace ze nie zawsze mam z kim .  Dopada mnie straszny dołek z którego nie mogę się wykaraskać.Jeśli macie jakieś dobre metody to bardzo proszę pomóżcie. Pozdrawiam wszystkich.

113

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21- Jakbyś mi z ust wyjął. Mam wiele dni pozytywnych, a tu nagle trafia się jakiś gorszy czas. Może jesień mi przyniosła te złe samopoczucie, może inne czynniki sama już nie wiem.
Dzisiaj jest fatalnie, siedzę w pracy i każdego klienta słyszę z 10 razy głośniej, bolą mnie mięśnie, kręgosłup i jest mi taaaak smutno.

Zmniejszyłam dawkę na 20 mg jakiś miesiąc temu...
Kurde! Młoda, wykształcona, z masą znajomych, kompletną rodziną, pracą- FUUUUCk co za choroba!!!!!!!!

Trzymajcie się!

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

114 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-09-10 10:12:02)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21 pytasz o dobre metody. Cóż, najlepszą metodą jest przestać. Przestać tworzyć w głowie czarne scenariusze, które i tak nigdy się nie wydarzą. Pamiętasz czym martwiłeś się pół roku temu? Nie? No właśnie! Jest dziś, teraz, tutaj. Myśl nad tym co robisz. A jeżeli już dopadną cię jakieś troski, to zastanów się racjonalnie co możesz zrobić by było lepiej i by ten czarny scenariusz się nie wydarzył. I działaj! I pamiętaj też, że nie na wszystko masz wpływ.
Wiki21, ale przecież ty wiesz jak sobie pomóc, prawda? Dziś jest dobrze i to jest najważniejsze smile

115

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia- chorowałaś może na nerwice?

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

116

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Można powiedzieć, że chorowałam od urodzenia, bo sikanie w łóżku, gdy nie ma się już pieluchy między nogami, to raczej zdrowy objaw nie był. Chorowałam 30 lat, sikać do łóżka przestałam ale pojawiły się inne problemy. Dobrze, że da się z tego wyjść.

117

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki: nie ma uniwersalnego lekarstwa na natrętne myśli. Najlepszym sposobem ich kontrolowania jest zazwyczaj...brak kontroli. Trzeba im pozwolić płynąć przez głowę swobodnie, ale równocześnie nauczyć się rozluźniać ciało. Bo naszym problemem nie są myśli, tylko automatyczny mechanizm obronny, jakim jest napięcie. To ono powoduje nasze złe samopoczucie i bezradność.
Spróbuj Wiki takiego ćwiczenia: kiedy czujesz, że myśli Cię przytłaczają i pędzą w zawrotnym tempie (co jedna to gorsza) otwórz okno, zamknij oczy, spróbuj wyczuć napięcie (gdzie masz go najwięcej?) i oddychaj głęboko przez jakieś 5 do 10 minut. Staraj się myśleć w tym czasie o swoim ciele, wędruj od czubków palców u nóg, aż po czubek głowy. Wszystko wykonuj dokładnie i bez pośpiechu.

Jeśli nie będziesz w stanie odgonić złych myśli: trudno! Raz wychodzi to lepiej, innym razem gorzej. Pomyśl sobie, że...to tylko myśli. Nie mogą zrobić Ci krzywdy, a jeśli zdołasz się rozluźnić choć trochę - nie będą miały nad Tobą władzy. Będą nadal, ale staną się odległe i mniej przerażające. Zaakceptuj je i żyj pełnią życia!
Pozdrawiam

118

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anastawia- teoretycznie wiem ale ciężko idzie. będę się starał!
Stokrotko zastosowałem tą metodę przed chwilą i faktycznie trochę pomaga! muszę sobie wmówić że to tylko myśli i faktycznie nic mi nie mogą zrobić.Albo myśleć o czymś bardzo pozytywnym. Tylko, że czasami jak mam takiego doła to ciężko znaleźć jakieś pozytywy w swoim życiu. Ale będę próbował. Pozdrawiam i serdecznie dziękuje.

119

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki jeszcze jedna uwaga: rozluźnienie musi przyjść naturalnie, nie możesz go wymuszać, ani siłować się z myślami, bo zamiast rozluźnienia przyjdzie wściekłość, a zamiast sukcesu - frustracja. Przyjmij, że czasem może Ci się nie udać i wówczas przeczekaj rozszalałe myśli, zajmij się pracą, albo hobby, tudzież moimi ulubionymi "odwracaczami uwagi", jakimi są wszelkiej maści łamigłówki, krzyżówki, lub sudoku. Wypij jakąś herbatkę uspakajającą - też potrafi przynieść ulgę.
Pozdrawiam

120

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich serdecznie,
Pierwszy raz znalazłam się na terapii 12 lat temu, byłam wycieńczona i nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Szukałam racjonalnych dowodów na chorobę somatyczną, a znalazłam tylko wrzody dwunastnicy, które były raczej następstwem a nie przyczyną złego samopoczucia. Terapia trwała 2,5 roku była to terapia behawioralno-poznawcza. W tym czasie pożegnałam kilka bliskich osób, całe szczęście, że byłam wtedy na terapii, to pozwoliło mi przeżyć i wrócić do normalnego życia. Nie brałam leków, bo mam z tym problem psychiczny po 1 tabletce dostałam jadłowstrętu, a to raczej niemożliwe - to było po prostu w mojej głowie. Jednak otrzymałam silne wsparcie i pomoc ze strony terapeutów i udało się, przez 10 lat nie miałam objawów, żyłam, cieszyłam się życiem,  pracowałam od rana do nocy i osiągałam sukcesy i chyba coś przeoczyłam, może o czymś zapomniałam, nie wiem.....Pojawiło się przemęczenie i choroby fizyczne, a za nimi biegunki i wszystko co tylko może się pojawić: bóle głowy, problemy ze snem itd., Wzięłam pół roczny urlop bezpłatny, żeby odpocząć a tu psikus losu, powróciły lęki, najpierw malutkie chwilowe, a teraz olbrzymie rozlane kolosy lub serie jeden za drugim w nocy i w dzień. Początkowo myślałam, że sobie sama poradzę, ale nie udało się. Przyszły biegunki, szybka utrata wagi 47kg, przy 170cm i inne objawy somatyczne.. Kolejny raz siedzę z nowym lekiem w ręce. Od 3 tygodni  zastanawiam się czy brać.., jestem bardzo zmęczona i wyczerpana, ale nie potrafię się do nich przekonać, więc znowu poszłam na terapię tym razem nie jest to terapia behawioralno-poznawcza, bo zmieniłam miejsce zamieszkania a w okręgu 50 km nikt takiej nie prowadzi. Terapeuta jest na "nie" jeśli chodzi o leki, ja jestem coraz bardziej wyczerpana, podjęłam się pewnego zlecenia na kilka weekendów i nie wiem czy dam sobie radę kolejny raz ...Nerwica to mój zielonooki potwór z którym muszę sobie poradzić. Dzięki Waszym wpisom, a szczególnie stokrotki 84, kolejny raz próbuję się z tym pogodzić i w pewnym stopniu zaakceptować, nie walczyć ze sobą, a  raczej spróbować ponegocjować - co i w jakim stopniu mogę zaakceptować i gdzie są moje granice, granice mojej wytrzymałości, cierpliwości i akceptacji?...nie wiem.. I znowu dzięki Wam, chociaż tak mało biorę od innych i tak ciężko mi to pisać tu w tym miejscu zaczynam walkę o samą siebie, chociaż nie wiem jeszcze jak...Na razie idę utartym torem ....
Myślałam, że to nigdy nie wróci, a jednak się pomyliłam, ale pewnie to jest po coś.. Dziękuję, że jesteście bo dzięki Wam czuję że warto jeszcze raz spróbować, że to nie koniec mojego życia, chociaż tak bardzo trudno w to uwierzyć i się zmotywować. Stokrotko 84, jest tyle optymizmu w Twoich wypowiedziach...To koi i daje nadzieję. Widziałam wczoraj na stupie ogłoszenie o zajęciach z jogi zaraz wyjdę z domu i pójdę odpisać ten numer i zadzwonię ...
pozdrawiam wszystkich

121

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

8888- wiesz nawroty się zdarzają. Pamiętasz, że byłaś już raz zrezygnowana i uporałaś się z tym. Teraz też dasz radę. Ja też jestem źle nastawiona na leki, stąd miałam bardzo dziwne objawy jak zaczynałam leczenie i bardzo pogorszył się mój stan na początku. No ale 3 lek był już trafiony i nie wiem czy zadziałała zmiana lekarza czy sam lek. Terapia daje dobre rezultaty, ale jest długotrwała. Ja nie mogłam sobie na to pozwolić, bo pracuje. Ja wybrałam leki + terapia która zaczyna się za miesiąc.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

122

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuję, że to piszesz bo ja tak panicznie boje się leków, że po nich będzie gorzej, że nie zapanuję nad tym co się ze mną dzieje  albo że będę je brała już zawsze. A ja chcę tylko normalnie żyć, myślałam, że drugi raz nie znajdę siły na walkę o siebie, a jednak próbuję się pozbierać i zacząć jeszcze raz. Dwa dni temu pożegnałam mojego ukochanego kotka i jakoś to mnie jeszcze dobiło...pozdrawiam

123

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam kochani! staram sie zaakceptowac te swoje lęki i nie przywiazywac uwagi do złych mysli ale nie jest łatwo! dzis powtórka z zeszłego tygodnia i mam doła. chociaz mówie sobie ze jest fajnie i mam sie z czego cieszyc chce mi sie beczec a najgorsze jest to ze nawet jak próbuje popłakac to nie da rady. i taka żałosc siedzi we mnie a w ogóle to troche  chustawka nastroju. Mam pytanie do SLUU czy przy braniu seroxatu tez miałaś takie incydenty.Pozdrawiam i życze spokoju i rafości nam wszystkim.

124 Ostatnio edytowany przez sluuu (2013-09-17 20:47:20)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

8888-Nie ma za co dziękować, jestem taka jak Ty- mam nerwice. Leki bardzo mnie rozstroiły i pogorszyły moj stan, ale paro dała radę. Jesli mogę dać radę, to pod żadnym pozorem nie czytaj ulotek, for nerwicowych, nie nakręcaj się bardziej niż to potrzebne. Jak weźmiesz leki świat się nie skończy. Stworzono je na te dolegliwości i wielu ludzi na różnych szczeblach życiowych je bierze.

wiki21= huśtawka jest na początku i nawet później, konsultuj wszystko z lekarzem. Przerabiałam brak możliwości płaczu na początku, więc nie martw się. Dasz radę!

Ja nie mam żadnych lęków, ale niestety z jesieniom przyszły potworne bóle karku.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

125

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Piszecie o nawrotach choroby/nerwicy. Ma to wtedy związek z jakąś sytuacją/traumatycznym przeżyciem, czy wraca bez powodu?

126

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia -W moim przypadku to są przede wszystkim geny ;-(!
Dopiero dodatkowymi czynnikami sprzyjającymi, są: migreny i sztywność mięśni, zmiana pogody, trudniejsze dni w życiu osobistym, wypicie alkoholu.

Każdy człowiek ma w życiu problemy i trudniejsze okresy, więc nie mogę przecież ich unikać bo mam nerwicę. Nie ma takiego miejsca w którym będę żyła bez problemów, obowiązków w stanie ciągłego relaksu. NIESTETY.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

127

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka, Wszystko to, co piszesz , jest prawdą. Jestem tego dowodem . Od 15 lat nie muszę zmagać się już z problemami nerwicowymi pomimo,ze życie przynosi mi coraz większe i trudne przeciwności. Leczyłam się podobnymi metodami jak Ty ale zajęło mi to około 2 lat. Wiem,że u mnie podstawą było przyjęcie tej myśli,że żle już było a tylko ode mnie zależy jak będzie. wiara w to ,że sie uda, byla moim mottem przewodnim. pozdrawiam cie serdecznie i życze Ci doczekania jak najszybciej momentu, kiedy będziesz mogła śmiać się ze swoich dawnych przypadłości  tak, jak ja to teraz robię:)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

128

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Lemi, witaj wśród żywych! wink
Cieszę się, że piszą tu też takie osoby, które wyszły z tego choróbska. To daje dużą nadzieję.
Ja dopiero zaczynam wychodzić z deprechy i na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że nie chcę tam wracać do tej krainy ciemności.
Pozdrawiam i trzymam kciuki za was wszystkich.

129

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia, miałam wielkie szczęście,że w chwili końcowej wytrzymałości, po okołu 10 latach faszerowania się wszelkimi psychotropami( jak królik doświadczalny), trafiłam na psychologa z prawdziwego zdarzenia , znającego się rzeczywiście na psychice ludzkiej. Nie uwierzysz, ale maiłam z nim spotkanie tylko raz przez 3 godziny. To mi wystarczyło, bo chciałam normalnie wreszcie żyć. On powieział mi od czego zacząc. Aby móc coś pokonać, należy wiedzieć z czym się walczy. Zrozumieć zasady działania tej niezrozumiałej dla ludzi zdrowych , przypadłości. polecił mi czytanie ksiązek jako forma terapii( zamiast terapeuty, bo drogo kosztuje) w chwilach , kiedy mam doła. Nie da się tego opisać, to trzeba przeżyć, przetrwać, przerobić. Najwazniejsze-WIARA ZE TO POSKUTKUJE- jesli nie uwierzysz w pozytywny efekt, to jest cięzko to zrealizować. Każdy ma inną psychikę, ale każdy ma podobna wolę normalnego życia.Miałam wiele ksiązek psychologicznych poleconych przez tego psychologa. Przeczytalam je w ciągu 2 lat mojej terapii setki razy. Nie pamiętam dokładnie tytułów, ale postaram się to przypomnieć i tutaj napisać.Byłam sama dla siebie chorym i terapeutą:) Nie poddawajcie się, to jest tylko nasza wyobrażnia a my możemy nauczyć się nad nią panować. Ja mialam wiele objawów układu wegetatywnego i bylo nie raz ciężko ale udało się. Najgorsze były momenty , kiedy wydawało mi się, ze umieram. Nie zapomnę tego zimna w calym ciele od stop do głowy- to była tylko chora moja psychika. Życzę Wam wszystkim powrotu do życia. Jestem przykładem ,ze mozna pokonać tę chorobę chociaż niełatwo.

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

130 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2013-09-19 10:44:46)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
8888 napisał/a:

udało się, przez 10 lat nie miałam objawów, żyłam, cieszyłam się życiem,  pracowałam od rana do nocy i osiągałam sukcesy i chyba coś przeoczyłam, może o czymś zapomniałam, nie wiem.....Pojawiło się przemęczenie i choroby fizyczne, a za nimi biegunki i wszystko co tylko może się pojawić: bóle głowy, problemy ze snem itd., Wzięłam pół roczny urlop bezpłatny, żeby odpocząć a tu psikus losu, powróciły lęki, najpierw malutkie chwilowe, a teraz olbrzymie rozlane kolosy lub serie jeden za drugim w nocy i w dzień. Początkowo myślałam, że sobie sama poradzę, ale nie udało się. Przyszły biegunki, szybka utrata wagi 47kg, przy 170cm i inne objawy somatyczne.. Kolejny raz siedzę z nowym lekiem w ręce. Od 3 tygodni  zastanawiam się czy brać.., jestem bardzo zmęczona i wyczerpana, ale nie potrafię się do nich przekonać, więc znowu poszłam na terapię tym razem nie jest to terapia behawioralno-poznawcza, bo zmieniłam miejsce zamieszkania a w okręgu 50 km nikt takiej nie prowadzi. Terapeuta jest na "nie" jeśli chodzi o leki, ja jestem coraz bardziej wyczerpana, podjęłam się pewnego zlecenia na kilka weekendów i nie wiem czy dam sobie radę kolejny raz ...

10 lat nie miałaś objawów? Naprawdę zazdroszczę, 10 lat to szmat czasu i kawał pięknego życia. smile Dziękuję, że tu napisałaś. Jestem pewna, że Twoje obecne problemy są jedynie przejściowe. Dlaczego? Bo Ty już WIESZ jak sobie radzić, byłaś na terapii i dysponujesz odpowiednimi narzędziami do tego, żeby ten stan przezwyciężyć.
Mówisz, że schudłaś. Kochana, ja przez ostatnie 4 miesiące zjechałam z 57, do 50 kg wagi! Bankructwo firmy, szukanie nowej pracy, trudności rodzinne - wszystko to odbiło się na moim zdrowiu. Ale za każdym razem kiedy nerwica mnie szarpie, traktuję ją jako okres przejściowy i okazję do przećwiczenia strategii, które wcześniej bardzo mi pomogły.
Najważniejsze to nie siedzieć ze spuszczoną głową i nie płakać, tylko szukać rozwiązania. Poszłaś na terapię? Doskonale, na pewno się przyda, tylko uwierz w to i zaufaj.

Leki Kochana to Twój wybór. Poradziłaś sobie wcześniej bez nich, więc czemu i tym razem miałoby być inaczej? Jeśli wcześniej przez to przeszłaś to MASZ W SOBIE SIŁĘ, żeby przejść przez to raz jeszcze. Jeśli czujesz się wyczerpana, to może powinnaś poprosić lekarza o jakieś łagodne benzo. Pomoże Ci to przynajmniej odpocząć przez chwilę i nabrać sił do walki.
Nie do końca rozumiem Twój strach przed lekami. Istnieją dwa podejścia do ich zażywania: psychiatra powie Ci, że powinnaś je zażywać, bo one zlikwidują przykre objawy, a psycholog powie, że nie powinnaś, bo jesteś sobie w stanie poradzić sobie sama (z jego ?małą? pomocą).
I bądź tu człowieku mądry! Ja przetestowałam i jedno i drugie. Leki to było dla mnie wielkie uwolnienie. Kiedy je zażywałam, nie miałam żadnych objawów nerwicy. Działały na mnie tak dobrze, że nazywałam je moimi "aniołkami w pigułkach". Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie wymyśliłam sobie nerwicy, bo nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.
Później jednak przeżyłam wielkie rozczarowanie, bo wraz z ich odstawieniem zalała mnie fala tak różnorodnych emocji (negatywnych niestety), że załamałam się nerwowo. Wydawało mi się, że nigdy z tego nie wyjdę. Ale wtedy pomogła mi terapia i własna determinacja do szukania rozwiązań.
Jakkolwiek nie zdecydujesz, na pewno sobie poradzisz. Życie nie jest stałe, ciągle się zmienia, przeobraża, a my wraz z nim. Nie jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie ono wyglądać za kilka, albo kilkanaście lat. To, że nerwica wróciła po takim czasie nie oznacza, że będzie z Tobą zawsze. Niekoniecznie musiałaś coś przeoczyć. Może po prostu wzięłaś na swoje barki zbyt wiele? Jako podatni na dolegliwości nerwowe powinniśmy szczególnie uważać na ilość problemów, jakie bierzemy sobie na głowę. Niestety bardzo trudno wytyczyć taką granicę (gdzie kończy się stres, a zaczyna lęk). Sama borykam się z myślą, gdzie leży moja granica? Na ile mogę sobie pozwolić? Jak wiele wyzwań mogę przyjąć na klatę?
Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, ale musimy próbować. Jest to stąpanie po cienkiej linie z zawiązanymi oczami, ale jeśli chcemy żyć i funkcjonować jak inni ? nie mamy innego wyjścia. Inaczej będziemy inwalidami skazanymi na łaskę, lub niełaskę innych. Pół biedy jeśli mamy przy sobie kochających ludzi, ale co jak ich nie ma?

Ja wiem jedno: jeśli nerwica atakuje, to nie wolno zbyt długo zwlekać. Trzeba działać! Im dłużej człowiek tkwi w takim stanie, tym trudniej mu będzie z tego wyjść. Nie znaczy to oczywiście, że mamy robić wszystko szybko. NIE! Pośpiech przy nerwicy to strzał w kolano, chodzi o to żeby działać, ale ze spokojem, uważnością i dokładnym planem na siebie (wyznaczanie drobnych celów, organizowanie dnia, trening relaksacji i konsekwentne realizowanie tychże założeń).


Leni napisał/a:

Stokrotka, Wszystko to, co piszesz , jest prawdą. Jestem tego dowodem . Od 15 lat nie muszę zmagać się już z problemami nerwicowymi pomimo,ze życie przynosi mi coraz większe i trudne przeciwności. Leczyłam się podobnymi metodami jak Ty ale zajęło mi to około 2 lat. Wiem,że u mnie podstawą było przyjęcie tej myśli,że żle już było a tylko ode mnie zależy jak będzie. wiara w to ,że sie uda, byla moim mottem przewodnim. pozdrawiam cie serdecznie i życze Ci doczekania jak najszybciej momentu, kiedy będziesz mogła śmiać się ze swoich dawnych przypadłości  tak, jak ja to teraz robię:)

Naprawdę cieszę się Leni. :)W trudnych chwilach wracam do lektur, które mi pomogły i nadal uczęszczam na psychoterapię. Z moich objawów już się często śmieję, ale mam też dni, kiedy nic mi nie pomaga. Wtedy po prostu przeczekuje trudne chwile, zajmuję się innymi sprawami, hobby, albo odpuszczam, odpoczywam, wrzucam na luz i stwierdzam, że dzisiaj po prostu czuję się tak, a nie inaczej i nic z tym nie mogę zrobić.
Wtedy przechodzi i idę dalej.
Podziwiam Cię, że dałaś radę z tak trudnym przeciwnikiem. Ja jeszcze muszę się sporo nauczyć, ale przyznaję jednocześnie, że obecnie moje objawy nie sięgają nawet połowy tego, co przeżywałam kiedyś. Czasem w ogóle ich nie mam, nie odczuwam i nie pamiętam. Zapominam! I to jest mój cel: zapominać jak najczęściej i cieszyć się życiem.
Pozdrawiam

131

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Leni- miło się czyta, czekam na tytuły.
Stokrotka84- to falowanie nastrojów jest straszne, nie wiem czy się pogodzę z tym, że mam czasami aż tak kiepskie dni. Dzisiaj jest dobrze, wiec cieszę się.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

132

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziewczyny, nerwica, depresja, natrectwa....... i inne choroby naszej psychiki, zostały kiedyś spowodowane jakimś dyskonfortem życiowym. Nie wszystkie zdajemy sobie sprawę jaka była przyczyna. Trwało to nie jeden dzień,ale wiele lat, dlatego aby wyzdrowieć, potrzebuje dwa razy tyle czasu niż chorowaliśmy:) Wszystko da się osiągnąć mozolną pracą, ale pracujemy dla siebie , nie dla kogoś innego. Musimy zrozumieć,ze MY jesteśmy najwazniejsi a póżniej inni. To się nazywa zdrowy egoizm i bez tego nie można być szczesliwym. Pamiętam tylko niektóre tytuły ksiązek, nie pamiętam autoruw,ale jedna to była prawdopodobie Luise Hay( nie jestem pewna to było dawno) Zamawialam te książki w Swiecie książki. Tytuły--potęga podświadomości, zrozumieć siebie, jak sobie pomoc, nerwica i co dalej, jezus najlepszy terapeuta,   --- może coś jeszcze przypomnę , było wiele tej literatury ale wszystko zostalo w Polsce a ja mieszkam od jakiegoś czasu w Niemczech. BYlam kobietą ,ktora nie dawala się życiu ale nigdy nie przypuszczalam,ze  w podeszlym wieku będe zyć sama w obcym kraju i dawac sobie z tym nielekkim tutaj życiem radę.Wszystko jest mozliwe, trzeba tylko się odwazyć, będzie to co będzie. Ja idę z nurtem już nie pod prad. Tak jest naprawdę łatwiej. nie stawiac oporu, brac co dzień przynosi. iść spokojnie krok po kroku i po jakimś czasie widzxi się odleglosć trasy jaką pokonaliśmy i widzimy sens. 3majcie się wszyscy zwichrowani9 byłam jedną z Was, wyszłam z tego). Jestem z Wami sercem, myślami i dusza. Wiem ,ze trudna droga przed Wami. Sama nie wiem też co mnie jeszcze spotka, ale myślę pozytywnie.:):)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

133

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Oh, przypomnialo mi się coś jeszcze. Ja w tym trudnym dla mnie czasie w wieku 39 lat skińczyłam moje LO zaczete w normalnym wieku. Uczylam sie zupelnie sama przy pomocy moich corek , które były na etapie liceum i zdawalam egzaminy, czasem 3 naraz z całego materiału z 4 lat liceum. Najbardziej balam się matmy ale zaliczylam ją na 3:):) Od tego momentu pzrestaly mnie męczyć koszmary nocne związane z porzuceniem kiedyś szkoly. pOważnie, to siedzialo w mojej podświadomości przez tyle lat. Nie przydalo mi się na nic praktycznie to LO ale moja psychika się trochę oczyściła. Rok póżniej zrobiłam prawko na samochod, zdalam za 2 razem, to byl też sukces. Pokonalam swój lęk przed ruchem drogowym. nie jeżdziłam już dawno bo mieszkam za granica, ale noszę się z zamiarem kupna samochodu i nauki ponownie, ale papier już mam, potrzebuję tylko treningu. Trzeba zając się czymś  aby zabić złe myśli. mOja nerwica przerodziła się w furię dzialania.byłam zła na siebie ,że daję się tyle czasu tej wrednej chorobie. Moze dla niektórych z Was jest to też jakiś pomysł na pokonanie tej gadziny:):)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

134

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witaj Leni smile
Z twoich postów odnoszę wrażenie, że bardzo sympantyczna z ciebie babeczka smile
Moim zdaniem, nerwica, depresja, lęki ( które miałam i miewam) biorą się z tego, że wciąż nie jesteśmy dojrzali emocjonalnie. Boimy się życia, boimy się wziąć odpowiedzialność za siebie,swoje czyny i życie. Gdy człowiek dojrzeje, nagle uświadamia sobie, że ... tyle stracił i tyle ma jeszcze możliwości, wyborów. A z drugiej strony, tak jak napisałaś, najlepiej jest iść z nurtem, nie pod prąd. Życie to nie walka, ani nie cierpienie.
Pomogło mi też myślenie, że moje życie to nie pasmo sukcesów i porażek, wzloty i upadki a jedno wielkie doświadczenie, z którego wyciągam wnioski. Przestałam się spieszyć, gonić, dążyć do nie wiadomo czego. Przestałam chcieć mieć wszystko już, tu i teraz. Poddałam się, ale nie w senie porażki. Zaakceptowałam to co jest dzisiaj, zastanawiam się nad tym co bym chciała żeby było jutro, ale mam świadomość tego, że nie mam wpływu na wszystko. I wolę spokój od zamieszania. I lubię mówić o przyjemnościach a nie o smuteczkach, choć  doświadczam jedno i drugie.

135

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Rzeczywiście coś w tym jest. Ja wciąż mozolnie, ale staram się zaakceptować to jak wygląda moje życie. Problem nie leży w niespełnionych ambicjach, bo studia skończyłam przed chorobą. Pracę mam i choć mogłabym zarabiać więcej, nie jest źle, nie mam kompleksów w związku z wyglądem, czy dogadaniem się w towarzystwie. Hymm, więc co?
Skąd lęki, pewne elementy fobii społecznej, bóle somatyczne? No pytam się skąd. Może moje podejście do związków... no to może być częściowy powód, ale mam i siostra też mają złe podejście.

W moim przypadku to jest chyba odziedziczone i muszę nauczyć się z tym żyć. Muszę wypracować moją metodę na nerwicę. Co mogę zrobić? Zająć się sportem, zdrowo się odżywiać, edukować się w mojej dziedzinie, uprawiać hobby, no i niestety rzucić lubiane przeze mnie papieroski.

To mogę zrobić!

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

136 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-09-20 12:23:16)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Sluuu, na twoje pytania "skąd" pomoże odpowiedzieć ci psycholog lub/i literatura psychologiczna.
Oprócz tych materialnych potrzeb, mamy też potrzeby mentalne, jak akceptacja, bezpieczeństwo, zadowolenie itp itd. Dopóki będziemy oczekiwać, że to ktoś nam zapewni te potrzeby a nie my sobie sami, będziemy nieszczęśliwi.

137

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dokładnie Anstawia. Nie oczekujmy zbytnio pomocy od nikogo jeśli chodzi o nasza psychikę. Tylko my znamy nasze odczucia i potrzeby mentalne. Należy tak próbować ustawić swoje życie, abyśmy czuły się w ni jak najlepiej dla nas, nie dla innych. Nie wszyscy muszą nas lubić , my musimy KOCHAĆ nas samych i to jest początek drogi do normalnego , satysfakcjonującego nas życia. Ja wiem ,ze jest to bardzo trudne do zrealizowania , bo każda z nas  w pewnym stopniu nie lubi siebie.Jesli zaakceptujemy nas samych takimi , jakimi jesteśmy, nie nasze wyobrażenia o nas, to jest połowa sukcesu. Nasze EGO jest bardzo chwiejne i trzeba włożyć wiele wysiłku aby stało się nasza opoką. Nie mozemy tez zmienić świata, możemy zmienić nasze podejście do wszystkiego co nas otacza. Należy w nawet najgorszym wydarzeniu, znależć odrobinę czegoś pozytywnego. Potrzebujemy też cierpliwości w naszym działaniu bo z zasady jesteśmy niecierpliwi i raptowni. W ten sposób się wypalamy i nie mamy siły do walki , jeśli coś położy nas na łopatki. Zakładamy ,ze przed nami jeszcze wiele lat życia( nikt nie wie ile dokładnie)i mamy dużo czasu aby wszystko poukładać. Nie róbmy wielkich planów ,jeśli nie wypalą jest w tym momencie ciężko. Lepiej żyć małymi kroczkami i mieć naturalnie marzenia. Należy też wyznaczyć sobie jakiś cel , do którego zmierzamy i pokonywać drogę do niego. Mam na myśli cały czas nas, ludzi majacych problem ze swoją psychiką , ze swym EGO. Jeśli moja słowa trafią chociaż w części do jednej osoby, to będzie mój sukces:):) Powiem Wam ,że dziś odwiedziłam po wielu latach lekarza i wiem ,ze muszę iśc do- ortopedy, urologa, kardiologa i gastrologa hahaha. Jestem wrak fizyczny ,ale nie poddam się , zawalczę teraz o siebie  dla siebie. Całe życie myślałam o innych i to był mój błąd bo teraz ja jestem sama , nie ma nikogo koło mnie. Dlatego nie zapominajcie- tylko my sami mozemy o nas zadbać. Fajnie,że można tutaj z kimś popisać. Brakuje mi czasem Polskiej mentalności. Tutaj wszystko jest zimne i zieje fałszem, ale tutaj też żyją ludzie. pOwiem Wam coś, zawsze gdy miałam sytuację bez wyjścia, na mojej drodze pojawiala się pomocna dłon człowieka zupełnie obcego dla mnie. to pozwala mi nadal mieć wiarę w sens ludzkiego istnienia, nie wszyscy myślą tylko o pieniądzach. Moze kiedyś opiszę Wam swoją historię:):)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

138

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Najgorsze ze u mnie nerwica ma tyle objawow ze trudno mi uwierzyc ze to tylko ona i ciagle czytam o chorobach. Wiem ze nie powinnam ale te moje objawy sa okropne. Dotycza kazdego narzadu w ciele i ten wieczny niepokoj czy dzis bede jeszcze zyla. Z nerwica czuje jakby codziennie umierala, tak to moge podsumowac. Dopiero zaczelam szukac pomocy

139

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11 Pytałaś co mnie skłoniło do zrobienia badań na boleriozę.Na początku miałam drętwienia rąk i nóg,pojawiały się i przechodziły,później problemy z sercem bardzo przyśpieszony puls,problemy z oddychaniem nie mogłam zrobić normalnego oddechu tylko taki płytki jak by nie do końca,zawroty głowy,ucisk w głowie.Oczywiście te wszystkie dolegliwości nie występowały wszystkie na raz.Czasami miałam problemy ze wzrokiem,na jedno ucho dziwnie słyszę ciężko to wytłumaczyć tak jakby wrażliwość na dźwięk i masa innych dolegliwości.Oczywiście wszędzie słyszałam,że to nerwica.A przecież wystarczyło tylko zrobić proste badanie z krwi,ale lekarze konowały do których chodziłam nie wpadli na taki pomysł.Kiedy zrobiłam badania wyniki potwierdziły,że to bolerioza.Od razu trafiłam do szpitala,ale tam niestety nie zostałam wyleczona tylko przeleczona.Dwa tygodnie temu znów robiłam badania i nadal mam boleriozę.Wcześniej byłam u psychiatry,zaczęłam brać leki,ale objawy nie zniknęły,więc szukałam dalej.Do psychologa chodzę nadal już prawie dwa lata.Ale jak On mógł mi pomóc skoro leczył nerwicę a było coś zupełnie innego.

140

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

żanetka- no szkoda, ale fakt, że identyczne objawy ma się w nerwicy. Zrobie sobie badanie na tą boleriozę, choc nie wiem czy nie lepiej myśleć ze to nerwica, na nią jest wiecej sposobów niż na tą bolerkę.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

141 Ostatnio edytowany przez moniczka999 (2013-09-22 21:14:27)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

hej, w poszukiwaniach internetowych znalazlam ciekawy temat, wklejcie to sobie do przegladarki -  zaburzeni.pl/leczenie-nerwicy-i-atakow-paniki-t3260.html

142

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziś jakoś mi ciężko, miałam taki stan pod lękowy i boję się że to wróci. Czuję takie ciśnienie w głowie, szyi, dźwięki są takie głośne.  Nie mam siły.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

143

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hej. Bardzo proszę o radę, bo nie wiem już co mam robić.
Wszystko zaczęło się 4 lata temu, gdy szłam do technikum. Codzienne wymioty, po kilka razy, brak apetytu i spadek wagi. Z początku myślałam, że to tylko stres i jak tylko się przyzwyczaję do nowego otoczenia to wszystko mnie. No i się wszystko uspokoiło do czasu aż pojechałam z chłopakiem na rekolekcje. Już w dzień wyjazdu źle się czułam. Przez 3 dni leżałam i wymiotowałam. W końcu przyjechali po mnie rodzice. Pojechaliśmy na pogotowie. Dostałam kroplówkę i wróciłam do domu. Po kilku dniach znowu wszystko było w porządku. Wszystko działo się w lutym 2011 r. Tego samego roku pojechałam na wakacje z mamą do Chorwacji. Przez całe dwa tygodnie wymiotowałam, praktycznie nic nie jadłam. Co zjadłam to zwróciłam. To była męczarnia. Gdy wróciłam do domu przyszedł do mnie chłopak. Mama zrobiła kolację. Wzięłam kilka kęsów i... biegiem do toalety. Pojechałyśmy na pogotowie. Byłam bardzo odwodniona więc zostałam tam na kilka dni. Oczywiście wszystkie badania w porządku, a lekarka stwierdziła, że mam nerwicę i jestem małą dziewczynka uwięziona w ciele 18-letniej wówczas kobiety. Poradziła, żebym wybrała się do psychologa lub psychiatry. Poszłam do psychiatry opowiedziałam mu wszytko a on stwierdził, że mam bulimię. Mówiłam mu, że to niemożliwe, bo nie wywołuje wymiotów na własne życzenie, ale jakoś on wiedział lepiej. Przepisał mi ostre leki, po których chodziłam otępiała więc je odstawiłam. Potem zapisałam się do psychologa. Do takiej sympatycznej pani. Dużo rozmawiałyśmy ale ona stwierdziła, że nie widzi potrzeby żebym do niej przychodziła. Ale każdy wyjazd z domu czy jakaś impreza (niezależnie czy z rodzicami czy z kimś innym) kończyła się tak samo. Bóle brzucha, wymioty, jadłowstręt. Oczywiście nie miałam też na nic siły.
Gdy poszłam do szkoły jakoś wszystko z czasem się uspokoiło. W drugiej klasie technikum miałam robioną kolonoskopię, w której wyszło, że mam polipa. Gdy mi go usunęli wszystko wróciło do jak najlepszego porządku. Robiłam i jeździłam gdzie tylko chciałam. Nad jezioro, niezaplanowane wyjazdy itd. No było po prostu super. Uśmiechnięta chodziłam non stop. Nie przejmowałam się niczym, zero stresów, nic. No i miałam spokój aż do 2013 r. Pojechałam z chłopakiem na rekolekcje do Medugorje. Przez pierwsze 2 dni wszystko było w porządku, ale potem mój koszmar się zaczął. Wróciły dawne dolegliwości. 20 sierpnia 2013 r. wróciliśmy do domu. Byłam przekonana, że to znowu polip więc zapisałam się na kolonoskopie. Niestety, na badaniu wszystko było w porządku. Totalnie się załamałam. Nie miałam na nic ochoty. Dziś jest 23 września. Więc praktycznie odkąd przyjechałam mało jem, chudnę i nie mam na nic siły i czasami płaczę. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Tym bardziej, że 29 września wyjeżdżam na studia 150 km od domu. Odkąd okazało się, że jestem zdrowa fizycznie pojawiły się u mnie obawy, których nie było jeszcze 2 miesiące temu: Jak sobie tam poradzę? Co jeżeli będę się tam źle czuć? Itd.
Będę wynajmować mieszkanie z 3 dziewczynami. I tu kolejna myśl, że zaczną się po prostu męczyć ze mną. Chłopak będzie mieszkał niecały km ode mnie. Boję się, że i on w końcu będzie miał dość.
W ten weekend byliśmy na weselu. Zjadłam kilka łyżek rosołu, trochę ziemniaków. Przez całą noc starałam się jeść cokolwiek. Głównie owoce, bo tylko na nie mam jeszcze jako taką ochotę. Oczywiście tańczyłam (nie chciałam psuć chłopakowi zabawy) i w miarę dobrze się bawiłam. Ale pękało mi serce kiedy widziałam te wszystkie młode dziewczyny, które nie mają takiego problemu jak jak. Jadły co chciały, dobrze się bawiły i niczym nie przejmowały, a ja nie miałam siły nawet nic mówić. Jutro idę do psychologa ostatni raz przed wyjazdem. Ma mi dać listę psychologów w Poznaniu.
Bardzo się boje wyjeżdżać. Zaczęłam też się obawiać przed rozłąką z rodzicami. Oni zawsze mi pomagali, martwili się i wspierali mnie. Staram się myśleć pozytywnie ale czasami już nie daję rady. Chciałam tam rozpocząć nowe, ciekawsze życie. Zapisać się na kurs tańca, chodzić na studia uśmiechnięta, mieć stypendium, uczęszczać na kółka. Im bliżej wyjazdu tym mam większe obawy co ja tam właściwie będę robić. Boję się, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Ale liczę na to, że gdy pójdę tam do psychologa to właśnie on mi pomoże. Strasznie boję się też anoreksji i depresji. Schudłam 3 kilo. Ważę 50 kg przy wzroście 155 cm. I mam ochotę leżeć w łóżku cały dzień i oglądać filmy. Nie chcę być chora i mieć takich problemów. Nie chcę żeby wszyscy mieli mnie dość. Chcę być szczęśliwa. Chciałabym założyć rodzinę, mieć dzieci, pracować, być aktywna, szczęśliwa. Ale czasami myślę, że mogę sobie chyba tylko o tym pomarzyć. Dodam, że takie myśli pojawiły się u mnie w ciągu tego ostatniego miesiąca. Przez co zaczęłam się stresować i nie wiem jak to zatrzymać. Chcę zacząć normalnie jeść i cieszyć się życiem. Ale jak? Wszyscy mi powtarzają, żebym się nie martwiła i nie myślała o tym, ale jak o tym nie myśleć jak ściska cie w żołądku z głodu, a ty nic nie możesz przełknąć? Rozważałam też zostanie w domu. Z jednej strony gdy zostanę w domu to nie mam pewności czy mi to przejdzie czy nie, będę się rzadko widywać z chłopakiem i będzie kicha. Z drugiej strony gdy pojadę do Poznania może mi się to nasilić. Nie wiem czy zniosę to kolejny raz. Albo mi się tam poprawi od natłoku zajęć albo się wykończę. Chciałabym być silna ale to jest silniejsze ode mnie. Jestem przerażona myślą, że tak już może być do końca życia. To jest strasznie męczące.
Proszę Was o rady. Co mam robić?

144

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

anna1993- trzeba zmienić podejście. Po pierwsze nie wiesz co się stanie jak pojedziesz na studia. Po drugie nie masz jeszcze ciężkiej nerwicy bądź depresji, nawet średniej nie masz. Pojedziesz na studia i jeżeli będziesz się źle czuła to weźmiesz leki, tam jest wielu dobrych psychiatrów. Po za tym zapiszesz się na te kursy, które planowałaś co też pomoże Tobie wrócić do stanu równowagi. Po trzecie będziesz mogła się nam wygadać, zawsze Ci poradzimy.

PS. Ja też jak patrzyłam na innych frustrowałam się, że też akurat mnie to spotkało. No, ale jeśli mam się porównywać do innych, to patrzę na dzieci chore na nieuleczalne choroby, na ludzi, którzy naprawdę mają gorzej niż my.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

145

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ale te wymioty i brak apetytu odbierają mi chęć na wszystko, jestem wtedy przemęczona. A przed tym wszystkim to uwielbiałam jeść, gotować. Mogłam cały dzień stać przy garach. A gdy mnie to dopada to mdli mnie na samą myśl.

146

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

anna1993- Kochanie uwierz mi proszę, że wymioty to mała część tej choroby. Ja miałam przed rozhuśtaniem się tej podłej nerwicy, bóle głowy (silne odbierające chęć życia) przez 5 lat. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, żebym popracowała nad swoim zdrowiem psychicznym to pewnie by już nie pamiętała tego. No, ale stało się jak się stało i mam zamiar wyjść z tego. ;-P

Więc zazdroszczę Ci, ze jesteś na wstępie i możesz już zadziałać.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

147

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Mam nadzieję, że mi się uda. smile Myślisz, że można wyjść z tego całkowicie? Że to kiedyś nie wróci?

148

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Mam nadzieję, że mi się uda. smile Myślisz, że można wyjść z tego całkowicie? Że to kiedyś nie wróci?

149

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

anna1993- Myślę, że można! Zrobimy wszystko by tak było!

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

150

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
sluuu napisał/a:

Dziś jakoś mi ciężko, miałam taki stan pod lękowy i boję się że to wróci. Czuję takie ciśnienie w głowie, szyi, dźwięki są takie głośne.  Nie mam siły.

Spoko u mnie też dzisiaj coś strasznego puls rano120 ale taki chyba dzisiaj dzień nie wiem co by było bez leków Trzymajcie się

151

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

kasiuniunia- gorszy dzień, ale damy radę!

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

152

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

anna1993 moja znajoma miała podobne,miała pobrany wymaz z gardła i wyszła jej candida.Przepisali jej leki ,zlikwidowała tą candide i wymioty przeszły,a naprawdę bardzo się z tym męczyła.Tylko to lubi wracać.Może u Ciebie jest podobnie?

153

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

sluuu wracając do boleriozy ja też wolała bym,żeby to była tylko nerwica.Chociaż ją też się bardzo ciężko przechodzi ale tak jak pisałaś jest na nią więcej sposobów,ja po wyjściu ze szpitala też wolałam wierzyć,że z bolerki jestem wyleczona.Ale kiedy 2 razy zaniewidziałam na oko i kiedy zdarzały mi się całkowite niedowłady ręki tak,że jedną ręką musiałam podnosić drugą,na szczęście to było chwilowe i przechodziło.Dotarło do mnie,że to nie jest nerwica,albo nie tylko nerwica.

154

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

sluuu no pewno kto jak nie My

155

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

kasiuniunia- o to chodzi! Tak trzymaj, niech to nasze sub forum będzie naszą drogą do wyleczenia ;-P, jeśli zostaniesz dłużej.
żanetka- w sumie to uważam, że lekarze, naukowcy i tak mało wiedzą o obu chorobach. Są już przypuszczenia, że nawet nerwica powstaje na wskutek jakiegoś wirusa. Wiesz co my możemy, możemy żyć wbrew parszywym dolegliwością i niszczyć je naszą siłą wewnętrzną.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

156

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jestem TU już dosyć długo nie zawsze piszę ponieważ czytając o WAS czasami nic nie można dodać ani ująć Zycie z nerwicą i depresją to ciężka droga ale dzięki temu że jesteśmy w TYM razem jest lżej Trochę to egoistyczne ale przy tej naszej " przyjaciółce" czasem trzeba być egoistą Sluuu oczywiście że zostaję do póki siły pozwolą...

157

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziewczyny Kochane!!!! Jestem caly czas z Wami i przysięgam ,ze można to cholerstwo pokonać. Jestem tego przykładem a przeżyłam wiele. Droga do wyzdrowienia jest trudna , ale niekoniecznie długa( tak było u mnie) Wiara w to,że się uda jest najwazniejsza. Starajcie się wyzbyć się myśli ,ze coś się z Wami będzie za chwilę działo. Ja miałam taką metodę odganiania złych myśli--nic mi nie jest, czuję się dobrze...--Tak powtarzalam jak mantrę wypierając przez to lęk jaki mnie ogarniał. Chodzi o zabicie złych myśli , dobrymi. To skutkuje, ale trzeba to w sobie wyćwiczyć. Balam się kościoła, wielkoch zgromadzeń, w pewnych momentach ludzi. Myślałam sobie, idę do kościoła i jak coś się będzie zlego w mojej głowie działo, wyjdę , bo dlaczego nie mogę tego zrobić, wyjdę i jak minie to znowu wrocę. Za ktorymś razem poskutkowalo. Trzeba wytrenować w sobie luz psychiczny. To trudne, ale na tym to wszystko polega. Ludzie chorzy na nerwicę są ciągle spięci i powstaje wtedy błędne koło. Im bardziej boimy się objawów, tym bardziej nas to atakuje. Wszystko dlatego ,ze w naszej podświadomości ciągle mammy złe myśli.Nie wiem jak to dosadnie wytłumaczyć , ale myślę,że znajdziecie swoją drogę w głąb siebie. 3majcie się:):)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

158

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
żanetka napisał/a:

anna1993 moja znajoma miała podobne,miała pobrany wymaz z gardła i wyszła jej candida.Przepisali jej leki ,zlikwidowała tą candide i wymioty przeszły,a naprawdę bardzo się z tym męczyła.Tylko to lubi wracać.Może u Ciebie jest podobnie?

Niestety, lekarze twierdzą, że nic mi nie jest. Tylko to siedzi w mojej głowie.

159

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam serdecznie,
Właśnie czytam książkę "pokonać lęki i fobie", byłam przekonana, że po kilkuletniej terapii nie warto sięgać po książki, a jedyne dobre wyjście to  pójście  do specjalisty który pomoże mi zrozumieć co się ze mną dzieje i dlaczego... A tu z przyjemnością odkryłam, że porady zawarte w książce są cenne i mogę z nich skorzystać , no cóż widocznie tak jest w moim życiu, raz lepiej raz gorzej. Będę się starać aby gorzej było jak najrzadziej.. Masz rację Stokrotko, wszystko jedno jak to nazwiemy czy przeoczeniem, czy wzięciem na siebie za dużo to na pewno mam nad czym pracować.. Miałam w ciągu ostatnich lat takie momenty kiedy czułam się jak przysłowiowy " młody Bóg" i wtedy zamiast się tym cieszyć myślałam tylko wyżej, więcej, chyba przestałam kontaktować się sama ze sobą - tak to teraz odczuwam. Przestałam reagować na sygnały płynące z mojego ciała, bo przecież brak snu można nadrobić, zjeść można wszędzie..itp.
Zgubiłam radość zwykłych dni, przestałam rozmawiać o czym innym jak tylko o pracy a i tak nie była szczęśliwa, zawsze był ktoś lepszy, mądrzejszy.........No cóż teraz spróbuję poskładać te części mnie na które się rozpadłam w jedną całość.. Płaczę kiedy czytam tu na forum, że inni wierzą we mnie i próbuję nie odbierać tego jako zadanie do realizacji a jedynie jako pomoc i zachętę, spróbuję nie przeszkadzać sama sobie w życiu i  byciu szczęśliwą taką jaka jestem. Czasami słaba, powolna, odmawiająca i kobieca....
Ostatnie zrozumiałam, że to że choruję na inne choroby wcale nie wyklucza nerwicy, moment zrozumienia i pogodzenia się z  tym faktem był dla mnie szczególnie trudny, ale wiem, że tak jest i muszę o siebie zadbać w każdym wymiarze. W ubiegłym tygodniu miałam 3 telefony z pracy z prośbą o pomoc, już chciałam zacząć działać gdy nagle przypomniałam sobie, że jestem na urlopie bezpłatnym..
Z dużą trudnością powstrzymałam się od natychmiastowego działania, usiadłam na tapczanie, przeanalizowałam co mogę zrobić, a raczej co chcę zrobić i większość wrzuconych mi spraw odesłałam do nadawców. Najpierw poczułam stres, potem gniew a po odrzuceniu większości zadań o dziwo poczułam lekką ulgę z domieszką niepewności, ale dla mnie to sukces i mam ochotę się tym pochwalić, chociaż w kategorii pojmowania sukcesu nie mieściło się to wcześniej na mojej skali!
serdecznie wszystkich pozdrawiam

160

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hej 8888 u mnie także zaczęło się od objawów somatycznych które z jednych przechodziły w kolejne minęło 4 mies i kilkanaście specjalistów zanim wpadłam na to co mi jest i OŚWIECIŁAM panią neurolog biorę leki od 2 mies i gdyby ktoś powiedział mi pół roku temu że mam depresję nigdy bym w to nie uwierzyła te ostatnie miesiące były straszne Jestem na dobrej drodze CHYBA Tylko że od tamtego tamtego tygodnia rano mam biegunki potem spokój i nie wiem czy to po lekach czy kolejny objaw nerwicy Może coś poradzicie?

161

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

8888 Czy możesz podać mi autora książki ''pokonać lęki i fobie'' ?

162

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam dziewczyny, mam nerwice natręctw czasem płacze bo mam jej już dosc... dużo rzeczy które wykonuję.. robię.. o wiele dluzej niż miałoby to wyglądać.. chce mi się liczyc do jakieś tam cyfry.. wchodze do łozka potem wychodze potem jak 2 razem wejde to mi się coś tam wydaje.. a jak 3 to jeszcze musze wyjsc.. tak samo z myciem rąk.. chodze na terapie.. biore tabletki faxolet.
i chciałabym żeby moje życie wyglądało normalnie ! .. sad

163

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Chciałabym normalnie żyć bez tych wszystkich objaw branie do ręki przedmiotu potem odstawianie i 2 raz. powtarzanie czasem jakiegoś słowa... sad chce żyć tak jak każdy... inne moje objawy to przechodzenie przez próg potem 2 raz.. i takie rozne nie które podstawowe czynnosci odkładam i jeszcze raz biore rzecz do ręki ileś tam razy... sad mam dosc. prosze o rade..

164

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wow, ten wątek rozrasta się w takim tempie, że nie nadążam śledzić wszystkiego na bieżąco. Z jednej strony dobrze, że cieszy się taką popularnością, a z drugiej nie dobrze, bo pokazuje, że coraz więcej ludzi ma problem z dolegliwościami nerwicowymi.

sluuu napisał/a:

to falowanie nastrojów jest straszne, nie wiem czy się pogodzę z tym, że mam czasami aż tak kiepskie dni. Dzisiaj jest dobrze, wiec cieszę się.

Sluuu, zażywasz leki, które - z tego co czytam - tak średnio na Ciebie działają. W prawidłowym przebiegu farmakoterapii te wahnięcia powinny zniknąć po kilku miesiącach od zażycia pierwszej dawki. Jeśli nie znikną to znaczy że należałoby jeszcze raz przedyskutować z lekarzem, czy to jest najlepsze rozwiązanie dla Ciebie.

Leni" napisał/a:

mOja nerwica przerodziła się w furię dzialania.byłam zła na siebie ,że daję się tyle czasu tej wrednej chorobie. Moze dla niektórych z Was jest to też jakiś pomysł na pokonanie tej gadziny:)

Piękne! smile O to właśnie chodzi! Żeby się w końcu wściec się na nerwicę i dać upust swoim emocjom. Leni - Twoja reakcja była bardzo zdrowa! "Furia" o której piszesz przerodziła się w aktywność, której większość lękowców boi się jak ognia i unika ile tylko może.
Dlatego jak mantrę powtarzam zarówno sobie, jak i innym tutaj na forum: nie ma nic gorszego niż bezradność i tłumienie emocji. Jeśli boisz się że zwymiotujesz w miejscu publicznym to powiedz swojej nerwicy: "doskonale, zwymiotuję, będzie to okazja, żeby zobaczyć, czy moje paniczne obrazy się potwierdzą, czy ludzie się ode mnie odwrócą, czy wręcz przeciwnie - pomogą mi." I tak do skutku i to niekoniecznie w schemacie z wymiotami. Może być z innymi np. omdlenia, drżenie ciała, zawroty głowy, brak tchu itp. itd.

Anastawia napisał/a:

Moim zdaniem, nerwica, depresja, lęki ( które miałam i miewam) biorą się z tego, że wciąż nie jesteśmy dojrzali emocjonalnie. Boimy się życia, boimy się wziąć odpowiedzialność za siebie,swoje czyny i życie. Gdy człowiek dojrzeje, nagle uświadamia sobie, że ... tyle stracił i tyle ma jeszcze możliwości, wyborów.

Brak dojrzałości emocjonalnej to trochę zbyt proste wytłumaczenie. Znam mnóstwo ludzi niedojrzałych, a nawet bojących się życia i nie wszyscy z nich chorują na nerwicę. Oczywiście, na pewno ma to jakiś wpływ, ale wiele też zależy od naszych indywidualnych predyspozycji, od bagażu genetycznego i od nieświadomych konfliktach, jakie wynieśliśmy z wczesnego dzieciństwa.

Anastawia napisał/a:

Pomogło mi też myślenie, że moje życie to nie pasmo sukcesów i porażek, wzloty i upadki a jedno wielkie doświadczenie, z którego wyciągam wnioski. Przestałam się spieszyć, gonić, dążyć do nie wiadomo czego. Przestałam chcieć mieć wszystko już, tu i teraz. Poddałam się, ale nie w senie porażki. Zaakceptowałam to co jest dzisiaj, zastanawiam się nad tym co bym chciała żeby było jutro, ale mam świadomość tego, że nie mam wpływu na wszystko. I wolę spokój od zamieszania.

Tak, to jest właściwa droga do wolności i to nie tylko od nerwicy, ale w ogóle od rzeczy, którymi nie powinniśmy się przejmować, bo nie mamy na nie właściwego wpływu. W Twoich słowach jest coś z filozofii wschodnich mędrców i to się chwali. smile Czasem trudno wcielić podobną filozofię w każdy, zwykły dzień, ale na pewno należy próbować.

sluuu napisał/a:

Skąd lęki, pewne elementy fobii społecznej, bóle somatyczne? No pytam się skąd. Może moje podejście do związków... no to może być częściowy powód, ale mam i siostra też mają złe podejście.

Podejście do związków, czy też wikłanie się w toksyczne, niszczące układy to jedna z najlepszych pożywek dla rozwoju nerwicy. Moja "odpaliła" właśnie w takim momencie, kiedy miałam kryzys uczuć i wahałam się co wybrać: zerwanie i zaczynie życia na nowo, czy brnięcie dalej mimo wielu wątpliwości. Sluuu, jedno co Ci powiem - uważaj! Gra na uczuciach, zranienia i zawody miłosne to ogromne obciążenie dla układu nerwowego. Jeśli tkwisz w jakiś niejasnych związkach, masz wątpliwości, nie wiesz co zrobić to jedna rada: wóz, albo przewóz. Dla własnej psychicznej higieny powinnaś spróbować albo wybrać związek i się w niego zaangażować, albo odciąć całkowicie facetów od siebie (przynajmniej na jakiś czas) i zacząć żyć ze sobą i dla siebie.

moniczka999 napisał/a:

Z nerwica czuje jakby codziennie umierala, tak to moge podsumowac. Dopiero zaczelam szukac pomocy

Gratulacje, właśnie zrobiłaś pierwsze kroki ku przerwaniu takiego stanu! Od teraz na pewno będzie lepiej. smile

żanetka napisał/a:

Wcześniej byłam u psychiatry,zaczęłam brać leki,ale objawy nie zniknęły,więc szukałam dalej.Do psychologa chodzę nadal już prawie dwa lata.Ale jak On mógł mi pomóc skoro leczył nerwicę a było coś zupełnie innego.

A jakie leki brałaś? Benzo, czy antydepresanty, bo to kolosalna różnica. Poza tym inne choroby nie wykluczają nerwicy.

Leni napisał/a:

Trzeba wytrenować w sobie luz psychiczny. To trudne, ale na tym to wszystko polega. Ludzie chorzy na nerwicę są ciągle spięci i powstaje wtedy błędne koło.

Tak, to jest na pewno jeden z kluczy do sukcesu. Można to wytrenować, ale wymaga to bardzo dużo ćwiczeń i pracy nad sobą. Relaksacja Schultza i Jacobsona na pewno w tym pomaga. Spróbujcie ćwiczyć dwa razy dziennie przez powiedzmy pół roku, ale bez taryfy ulgowej, czy pomijania ćwiczeń - efekty są naprawdę super. Ja dzięki temu nie mam problemów z wychodzeniem do miasta, załatwianiem spraw urzędowych, czy staniem w kolejkach. smile

8888 napisał/a:

Właśnie czytam książkę "pokonać lęki i fobie", byłam przekonana, że po kilkuletniej terapii nie warto sięgać po książki, a jedyne dobre wyjście to  pójście  do specjalisty który pomoże mi zrozumieć co się ze mną dzieje i dlaczego... A tu z przyjemnością odkryłam, że porady zawarte w książce są cenne i mogę z nich skorzystać , no cóż widocznie tak jest w moim życiu, raz lepiej raz gorzej.

Ta książka to prawdziwa perełka. Powinna być Biblią Nerwusów. wink A poważnie mówiąc - niesamowicie mi pomogła i kiedy źle się czuję, to wracam do rad, które tam wymieniono. Są mądre i niesamowicie pomocne!

8888 napisał/a:

Masz rację Stokrotko, wszystko jedno jak to nazwiemy czy przeoczeniem, czy wzięciem na siebie za dużo to na pewno mam nad czym pracować.. Miałam w ciągu ostatnich lat takie momenty kiedy czułam się jak przysłowiowy " młody Bóg" i wtedy zamiast się tym cieszyć myślałam tylko wyżej, więcej, chyba przestałam kontaktować się sama ze sobą - tak to teraz odczuwam. Przestałam reagować na sygnały płynące z mojego ciała, bo przecież brak snu można nadrobić, zjeść można wszędzie..itp.

Właśnie, dobrze że wspominasz o takich rzeczach. Strasznie trzeba uważać na rytm dnia, który prowadzimy. Jego zakłócenia prowadzą do rozstrojenia układu nerwowego. Brak snu, przepracowanie, albo "nocki" w pracy. Nie pomagają też kawa, napoje energetyczne, alkohol ani szybkie, śmieciowe jedzenie. Niestety - jako szczególnie wrażliwi na sygnały płynące z ciała, powinniśmy bardzo uważać na przestrzeganie rytmów dobowych i właściwą higienę życia.
Szkoda tylko, że nastały tak wredne i paskudne czasy, że praktycznie rzadko jest to do zrealizowania. Ale czasem trzeba być egoistą, zapomnieć o obowiązkach i zadbać o siebie. Sam organizm nam to mówi.

8888 napisał/a:

W ubiegłym tygodniu miałam 3 telefony z pracy z prośbą o pomoc, już chciałam zacząć działać gdy nagle przypomniałam sobie, że jestem na urlopie bezpłatnym..
Z dużą trudnością powstrzymałam się od natychmiastowego działania, usiadłam na tapczanie, przeanalizowałam co mogę zrobić, a raczej co chcę zrobić i większość wrzuconych mi spraw odesłałam do nadawców.

Jezu Kobieto uwielbiam Cię! Tak! Postąpiłaś właściwie i nawet przez chwilę nie powinnaś mieć wyrzutów, że może to "źle". Organizm dał Ci wyraźny sygnał, że ma dość, że potrzebuje resetu i uwagi, potrzebuje zadbania. Dałaś mu upragnione wytchnienie i choć głowa mówi Ci co innego - nie słuchaj, tylko  znajdź radość w nicnierobieniu, albo przeciwnie, w zwykłych, małych rzeczach, hobby, gotowaniu, a nawet patrzeniu się przez okno na ptaki i drzewa. Powoli, bez paniki i pośpiechu ciało się zregeneruje, odzyska dawną formę i witalność, znowu będzie dobrze zobaczysz. smile Tylko uwierz w to, bo wiara to podstawa!

żanetka napisał/a:

8888 Czy możesz podać mi autora książki ''pokonać lęki i fobie'' ?

Judith Bemis, Amr Barrada

Pozdrawiam

165

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka mi nie odpowiedziałaś..

Posty [ 111 do 165 z 2,981 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018