netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

2 983 odpowiedzi750 462 wyświetleniazałożony przez Stokrotka84, 27.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 46 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 2 984 ]

66 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2013-07-16 13:14:54)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Tak Żanetko, czytam Twoją historię i sądzę podobnie jak dziewczyny: masz nerwicę z dominującym lękiem hipochondrycznym. Nie wierzę, że po zrobieniu tylu badań i odwiedzeniu takiej ilości lekarzy, żaden by nie zauważył śmiertelnej choroby, albo zatrucia organizmu. Twoje objawy być może były kiedyś wynikiem jakiegoś problemu zdrowotnego (np. boleriozy), ale w tej chwili żaden lekarz nie daje Ci podstaw do podobnych wniosków.
Zamiast usilnie szukać problemów w ciele może spróbowałabyś wizyty u psychiatry, albo zmiany terapeutki? Jeśli mieszkasz w dużym mieście to bardzo dobra jest terapia poznawczo-behawioralna. Sama bym skorzystała, ale mieszkam w małym mieście i tutaj żaden psycholog nie ma podobnych kwalifikacji, dlatego pozostaje mi terapia długoterminowa.

Czytam, że strasznie się męczysz. Wiem co to znaczy i wiem jakie to cierpienie. Nie jestem fanką leków antydepresyjnych, ale był czas, że bardzo mi pomogły. Jeśli istnieje taka możliwość, to czemu z niej nie skorzystasz? Piszesz, że pójście do psychiatry to pójście na łatwiznę, którą sugerują Ci inni lekarze. Bzdura! Właśnie ich sugestie powinnaś brać pod uwagę, a nie biegać po lekarzach wszystkich specjalizacji i robić drogie badania. Istnieje masa mitów na temat leków antydepresyjnych, ale znakomita większość z nich to wyssane z palca banialuki. Na swoim przykładzie powiem Ci, że antydepresanty zlikwidowały większość bardzo męczących objawów takich jak: bóle, problemy ze snem, problemy żołądkowo-jelitowe (całkowicie!), drżenie ciała, napady paniki, obniżony nastrój i - chyba najważniejsze - bezustanne myślenie o nerwicy. Zajęłam się zupełnie innymi rzeczami: studiami, hobby, wypadami ze znajomymi, szukaniem pracy, innymi słowy aktywnie korzystałam z życia! Teraz też to robię (mimo dolegliwości), ale dzięki lekom mam punkt odniesienia do którego wytrwale dążę. I mam pewność, że moje dolegliwości to 100% objawy nerwicy, a nie jakaś straszna choroba. Mam chwile lepsze i gorsze, ale wiem że robię tak dużo, jak tylko się da, żeby było lepiej.

Tobie również życzę wytrwałości w walce i najlepszych dla siebie wyborów.

Pozdrawiam

67

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nabrałam sił, po tygodniu wegetacji w łóżku.. odwiedziła mnie nerwica.. dość skutecznie zadziałała.. dziś jest pierwszy dzień, kiedy ogarnęłam się i spojrzałam w lustro co ze mną zrobiła..
Heh.. jestem bardzo szczupłą osobą.. i kiedy się zdenerwuję.. moja waga spada.. potem leżę, nakręcam się, że jestem już tak chuda, ze aż wstyd wyjść na ulicę.. odczuwam lęk, przed utratą wagi.. przez dolegliwości żołądkowe, które mi towarzyszą przy stresie, nie jem, wszystko się we mnie blokuje.. staram się przez rozsądek wcisnąć w siebie jakieś delikatne posiłki.. ale kilka dni wystarczy, żebym straciła jakieś 3kg.. Wtedy nie czuję się atrakcyjna, a im gorzej wyglądam tym gorzej się czuję.. zresztą.. same wiecie..
Jestem na etapie, że stresują mnie nawet najmniejsze, mało istotne czasami kwestie.. dziś miałam wizyte u dentysty, więc od 5 rano już kręciłam się w łóżku i dotykałam brzucha..-boli? czy jeszcze nie?.. prowadzę monolog w swojej głowie, żeby odsunąć myśli o ewentualnym bólu czy rewolucjach żołądkowych.. Nie chce tak żyć, a nerwica całkowicie przejęła kontrolę nade mną..
Nie mam motywacji, nawet słońce nie mobilizuje mnie do wyjścia i kreatywności.. myślę nad wizytą u psychologa.. bo kiedy jak nie teraz? jak mam układać swoje życie, jak wciąż żyję w strachu przed bólem..
Jestem z okolic Poznania.. czy któraś z Was korzystała z poradni psychologicznych w Poznaniu i mogłaby mi polecić, kogoś kto pomoże mi zwalczyć tę chorobę..? To dla mnie wielki krok ku dobremu, więc będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje..

Spokojnego Dnia życzę sobie i Wam..

68 Ostatnio edytowany przez Bozena1 (2013-07-16 15:39:31)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

witam serdecznie
jak sie ciesze ze znalazlam to forum,. ja jak wy jestem uwieziona w tej chorobie od 20 lat mam wzloty I upadki
przeszlam juz przerozne kuracje poprzez xanaxy pramolan I ostatnio 4 tyg na sertralinie I nie daja zadnego efektu od 20 lat jetsam na clonazepamie nieukrywam ze jestem uzalezniona jak nie wezme trzesie mnie okropnie musze brac. ostatnio coraz czeciej mnie pograza pustkaw glowie dziewne uczucie smutku niezadowolenie I ten okropny lek prrzed smiercia zawalem rakiem az sama sie smieje z siebie kiedy mija ale jak mnie trzyma nie daje rady tzn daje bo nadal zyje I tak sobie po kazdym ataku powarzam ale wraca to jak bumerang.. ciesze sie zee znalazlam to forum I to bedzie moj pokarm teraz. nawet wmowilam sobie ze jestem chora psychicznie bo sjkd takie objawy.. szok.............
pozdrawiam

69

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Evka napisał/a:

Nabrałam sił, po tygodniu wegetacji w łóżku.. odwiedziła mnie nerwica.. dość skutecznie zadziałała.. dziś jest pierwszy dzień, kiedy ogarnęłam się i spojrzałam w lustro co ze mną zrobiła..
Heh.. jestem bardzo szczupłą osobą.. i kiedy się zdenerwuję.. moja waga spada.. potem leżę, nakręcam się, że jestem już tak chuda, ze aż wstyd wyjść na ulicę.. odczuwam lęk, przed utratą wagi.. przez dolegliwości żołądkowe, które mi towarzyszą przy stresie, nie jem, wszystko się we mnie blokuje.. staram się przez rozsądek wcisnąć w siebie jakieś delikatne posiłki.. ale kilka dni wystarczy, żebym straciła jakieś 3kg.. Wtedy nie czuję się atrakcyjna, a im gorzej wyglądam tym gorzej się czuję.. zresztą.. same wiecie..
Jestem na etapie, że stresują mnie nawet najmniejsze, mało istotne czasami kwestie.. dziś miałam wizyte u dentysty, więc od 5 rano już kręciłam się w łóżku i dotykałam brzucha..-boli? czy jeszcze nie?.. prowadzę monolog w swojej głowie, żeby odsunąć myśli o ewentualnym bólu czy rewolucjach żołądkowych.. Nie chce tak żyć, a nerwica całkowicie przejęła kontrolę nade mną..
Nie mam motywacji, nawet słońce nie mobilizuje mnie do wyjścia i kreatywności.. myślę nad wizytą u psychologa.. bo kiedy jak nie teraz? jak mam układać swoje życie, jak wciąż żyję w strachu przed bólem..
Jestem z okolic Poznania.. czy któraś z Was korzystała z poradni psychologicznych w Poznaniu i mogłaby mi polecić, kogoś kto pomoże mi zwalczyć tę chorobę..? To dla mnie wielki krok ku dobremu, więc będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje..

Spokojnego Dnia życzę sobie i Wam..

witaj
widze swoje odbicie w twoim poscie I dzis mam chyba dola ...pozdrawiam

70

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

dodam ze mam taka puustke w glowie I zbudowlam sobie balon naokolo sibei zawsze ktos jest kolo mnie ni ezostaje w domu sama nie wychodze sama I wiem ze to blad bo nie pokonam tego ale nawet jak wyslalam syna 19 lat do banku to co 2 minuty dzwonilam czy juz idzie aa byl tylko 15 minut
jest to okropne I jak ciezkoz tym zyc
mam jedno tylko zyczenie wyjsc z tego I co najlepsze  od roku mnie tak meczy mialam 7 lat spokoj zylam jezdzilam sam latalam samolotem do polski I z polski a teraz zamknelam sie w sieci wlasnego leku...

71

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Evka i pozostałe znerwicowane Netkobietki:jeśli jest tak źle, że nie dajecie sobie rady to są tylko 3 wyjścia: psycholog, psychiatra i czas. Czeka Was długa droga, a w niej wzloty i upadki. Ale będziecie szły tylko ku dobremu lub lepszemu i na pewno przed Wami jeszcze wiele chwil szczęścia, zadowolenia i spełnienia.

Evka: Poznań to duże miasto z wielkim wyborem terapeutów. Szukaj tych co prowadzą terapię poznawczo-behawioralną (jest to terapia krótkoterminowa i trwa od kilku do kilkunastu tygodni), albo psychodynamiczną (długoterminowa, ale równie skuteczna), wiele dobrych opinii słyszałam o Pracowni Psychoterapii Psychodynamicznej na ul. Sienkiewicza 8.
Rozpocznij terapię, a po jakimś czasie spróbuj relaksacji i technik o których pisałam w tym wątku.
A i jeszcze jedno: daj sobie dużo czasu, nie śpiesz się, planuj sobie każdy dzień i nie przejmuj się utratą wagi. Sama mam ten problem, ale to nic groźnego. Za jakiś czas odzyskasz apetyt, a figura nabierze kobiecych kształtów.

Na koniec chcę Wam zacytować myśl Ryszarda Kapuścińskiego, który idealnie scharakteryzował istotę naszych problemów. Kiedy jest mi bardzo źle, wówczas wracam do tych słów i staram się je na nowo zrozumieć:

"Strach: zaborcze, żarłoczne zwierzę, które w nas siedzi. Nie daje o sobie zapomnieć. Ciągle nas obezwładnia i torturuje. Ciągle domaga się strawy, ciągle musimy go karmić. Sami dbamy, aby pożywienie było najlepsze. Jego ulubione potrawy to: ponure plotki, złe wieści, paniczne myśli, koszmarne obrazy. Spośród tysięcy plotek, wieści i myśli wybieramy zawsze najgorsze, a więc te, które strach najbardziej lubi. Aby go zaspokoić, aby okiełznać potwora. Oto widzimy człowieka, który słuchając innego ma bladą twarz i porusza się niespokojnie. Cóż się stało? On karmi swój strach. A jeżeli nie mamy żadnego pożywienia? Gorączkowo je wymyślamy. A jeżeli nie możemy wymyślić (co zdarza się rzadko)? Pędzimy do innych, szukamy ludzi, pytamy, słuchamy i zbieramy wieści tak długo, aż znowu zaspokoimy swój strach."

Wszystkim Znerwicowanym pod rozwagę i do przemyślenia.
Pozdrawiam

72

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jestem nowa witam Was!
Cierpię na nerwicę już bardzo dawno,jak pamiętam będąc dzieckiem,byłam bardzo nie śmiała,wstydziłam się i zawsze miałam spocone i zimne ręce.Jestem bardzo wrażliwą osobą i kiedy weszłam do rodziny męża,moja wrażliwość przerodziła się w chorobę nerwicę.Mąż nie ma wrażliwości ani miłości do innych,wszystko co robi, robi dla siebie,nie mam bezpieczeństwa,jestem sama ze swoimi problemami i stad  nerwica.Brak snu, pocenie się, jelita wrażliwe, szum w uszach,gula w gardle, ból w klatce piersiowej,szybkie bicie serca,płaczliwość i bez powodu krzyki,wreszcie wysokie ciśnienie i puls,byłam w szpitalu,ale nic nie wybadali,odprawili z tym samym..Staram się sama leczyć,biorę magnez,lekkostrawna dieta,wychodzę do koleżanek,staram się żyć,ale nie zawsze jest pięknie.

73

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Siedzę i znowu kołacze mi serce.. jedzenie normalnie rośnie mi w ustach..łudziłam się, że dziś trochę od siebie odpocznę..a już martwię się zbliżającą się nocą.. Dlaczego to mną tak rządzi? Przecież staram się być silna.. może ONA (nerwica) dlatego mnie wybrała, bo wie, że moja siła to tylko pozory.. że kryje się we mnie mała dziewczynka, która siedzi w kącie i płacze do czterech ścian..
Stokrotko: jestem już tak bardzo niecierpliwa.. chciałabym, zeby pomoc przyszła do mnie, żeby sama mnie znalazła.. żeby to stało się już.. czasami czuję, że brakuje mi sił, żeby podjąć jakiekolwiek działania.. i zbyt szybko się zniechęcam, jeśli nie widzę efektów.. Chciałabym znów śmiać się i żyć chwilą.. A ja? zakładam maskę i wyruszam do pracy, by po 8h spuścić z siebie ten zabójczy ładunek..
Boję się.. boję się, że nie będę umiala sobie pomóc.. bo jak się zmobilizować nie mając sił?

Cieszę się, że tutaj do Was trafiłam.. czuję, że Ktoś o mnie myśli... i interesuje się moim bólem..
Dziękuję za informację Stokrotko.. poczytam i popytam o tej Pracowni PP w Poznaniu..

74

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Evka: rozumiem Cię doskonale. Jesteś w tej chwili tak skupiona na sobie i swoich objawach, że nie dajesz rady myśleć o innych sprawach. Przechodziłam to samo i to wiele razy bardzo boleśnie. I co? I nic. Nie umarłam, nie dostałam zawału, nie wyrosła mi noga na plecach, żyję i mam się całkiem nieźle. Podobnie jak Ty bardzo chciałam szybko pozbyć się wszystkich objawów.
Jest na to tylko jeden sposób: leki antydepresyjne. Tydzień, lub dwa i masz to z głowy(w moim przypadku 8 dni i nastąpiła radykalna poprawa - zniwelowanie objawów o jakieś 70%) .
Pytanie czy naprawdę tego chcesz. Bo z tego co mówisz to chodzisz do pracy, nie zamykasz się w domu - wnioskuję więc, że nie jest to stan dramatyczny.
Jeśli masz w sobie dość siły to zgłoś się najpierw do psychologa. Jak znam życie to odradzi brać Ci leki, ale miej świadomość, że efekty terapii to nie jedno, czy dwa spotkania, ale czasem kilka miesięcy intensywnej pracy nad sobą.

Wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj: od tej chwili będzie tylko lepiej. Za jakiś czas powtórzysz moje słowa. smile
Pozdrawiam

75

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka: Racja, myślę tylko o tym, jaki ból odczuwam..z jakim nasileniem i jak długo tym razem będzie mnie męczył.. od 2 tygodni jestem na zwolnieniu, bo dolegliwości nie dawały mi spokoju, a każda godzina w pracy była męką.. dotychczas jakoś udawało mi się walczyć z tymi nerwami.. pobolało 2 dni i odpuszczało.. teraz trwa to zbyt długo.. staram się i naprawdę chcę wychodzić nerwicy na przeciw.. ale coraz częściej czuję się wobec niej bezsilna.. nie chcę zamykać się w domu, bo wiem,że pogłębiam w sobie uczucie lęku.. ale wychodzę wtedy, kiedy czuję przypływ energii.. ale zazwyczaj są to wyjścia "bezcelowe".. nie umawiam się z nikim.. mam nadzieję, że nikogo nie spotkam.. czasami jadąc do kina z chłopakiem.. miewam wybuchy gorąca, robi mi się słabo i niedobrze.. boję się, ze zemdleję, że narobie mu problemu, że jest tyle ludzi i wszyscy patrzą, albo że zwymiotuję i będzie mi wstyd.. dlatego nasze wyjazdy wychodzą "spontanicznie" i tylko wtedy, kiedy ja wpadnę na jakis pomysł.. bo wiem, że dam radę i zbiorę siły, bo trochę lepiej się czuję i uda mi się to zrealizować.. echh.. wszystko pod czujnym okiem nerwicy..

Dziękuję Stokrotko.. dobrze mi się Ciebie "czyta"..

76

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

chorowalam na nerwicę lękową dłuższy czas... brałam SSRI, benzodiazepiny etc. było mi ciężko. nie miałam siły, słabłam, trzesły mi się ręce. przestałam wychodzić z domu. po 1,5 roku takiego "życia" a raczej nie życia okazało się, że mam insulinooporność!!!! i objawy nerwicowe były wynikiem hipoglikemii... zaczełam leczyć IO i objawy nerwicy odeszły, czyli jej nie miałam (?) jeżeli macie rzekomo ataki paniki "bez większego powodu" sprawdźcie czy to nie IO!

77

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 piszesz,że nie wierzysz,że po zrobieniu tylu badań i odwiedzeniu tylu lekarzy nie możliwe żeby żaden lekarz nie widział śmiertelnej choroby,ale ja nie twierdzę,że mam śmiertelną chorobę.A jeśli chodzi o zatrucie organizmu to właśnie,żaden z lekarzy nie wpadł na pomysł,żeby zlecić mi badania w kierunku boleriozy sama ją odkryłam a ona też daje objawy jak nerwica.A uważam,że lekarze powinni się na tym znać na tyle,żeby chociaż zasugerować coś takiego,a nie od razu twierdzić,że mam nerwicę,dlatego uważam,że tak im najłatwiej,nie szukać przyczyn,żeby po wykluczać inne choroby tylko od raz do psychiatry.Podam jeszcze inny przykład bardzo bliska mi osoba zasłabła,została zabrana do szpitala,gdzie miała porobione badania włącznie z prześwietleniem płuc.Oczywiście badania wyszły ok.Osoba ta została wypisana do domu,nic nie znaleźli,stwierdzenie,że to pewnie z przemęczenia i stresu.Po półtora roku ta sama osoba robiła kontrolne badania i jak lekarz zobaczył prześwietlenie płuc natychmiast skierował ją do szpitala bo były duże zmiany w płucach stwierdzili,że to gruźlica i ściągnęli z archiwum to prześwietlenie które miała robione pół tora roku wcześniej i się okazało,że te wszystkie zmiany miała już wtedy,lekarze zaczęli się dziwić,że nikt tego wtedy nie zauważył,twierdzili,że nie wiedzą jak to się stało.A drugi przypadek koleżanka z pracy miała od kilku miesięcy bóle brzucha porobiono jej badania z usg włącznie nic nie widzieli,zaczęli leczyć na pęcherz,po paru następnych miesiącach gdzie bóle nie przechodziły znów miała robione badania i znów nikt nic nie widział,w końcu przestały na nią działać wszystkie środki przeciw bólowe i zadzwoniła na pogotowie jak po nią przyjechali to jeszcze z pretensjami,że jeśli tyle czasu ją boli to się idzie do rodzinnego a nie pogotowie wzywa od lekarza w szpitalu też się swoje nasłuchała a w końcu jak jej zrobił usg to był przerażony bo guz miał prawie 15 cm był zdziwiony,że rok wcześniej na usg nikt tego nie widział,bo to już musiało być bo takie duże nie wyrosło by tak nagle i co najlepsze to się okazało,że przed rokiem to On sam wykonywał to usg.Teraz dziewczyna jest po operacji i i od kilku miesięcy dostaje chemię.Dlatego z dużym dystansem podchodzę do tego co mówią lekarze,jeśli coś mnie niepokoi to szukam przyczyny.Widzisz tu wyżej kardamia też pisze,że była leczona na nerwice,a okazało się,ze dolega jej coś innego.Ja wiem,że część tu z nas ma naprawdę nerwicę.Ale wiele osób ma zupełnie coś innego.

78

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko: nie twierdzę, że lekarze nie popełniają błędów. Nie twierdzę również, że rozmaite dolegliwości nerwicowe  nie mogą być inną chorobą (choć akurat przykłady z internetowych stron nie zawsze są dla mnie wiarygodnym źródłem).
Nie jest prorokiem, ani wyrocznią - mogę się mylić.

Opieram się jedynie na tym, co nam tutaj opisujesz i w jaki sposób to robisz. I tak, jest w Twoich wypowiedziach mnóstwo lęku, paniki, ponurych obrazów, samospełniających się wizji i - co najgorsze - przykrych dolegliwości, które powodują cierpienie.
Na dodatek odwiedziłaś bardzo wielu specjalistów i niemal każdy mówi Ci to samo, a Ty uparcie twierdzisz co innego. Robisz dokładnie tak, jak w cytacie, który zamieściłam powyżej: pędzisz do innych, szukasz ludzi, pytasz, słuchasz i zbierasz wieści tak długo, aż znowu zaspokoisz swój strach. (w myśl zasady: "jak ktoś bardzo chce, to znajdzie"). Klasyczny, nerwicowy mechanizm.
W innym wątku piszesz o swoich problemach osobistych, o ignorancji i niezrozumieniu męża. Nerwica bardzo często jest wynikiem kłopotów w życiu rodzinnym, czy strachu przed zmianą. Często też - choć trudno to zaakceptować - jest ucieczką od tych problemów.

Wiem, bo ja również borykam się z wieloma nierozwiązanymi konfliktami w życiu osobistym i zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest zmienić coś w swoim życiu, albo wyjść naprzeciw wyzwaniom i stawić im czoła. Chodzisz na terapię więc na pewno przerabiałaś na spotkaniach te kwestie.

Nie jestem zwolenniczką przewlekłego cierpienia, czy to ludzi, czy zwierząt (a Ty z tego co piszesz cierpisz już ładnych kilka lat), dlatego raz jeszcze  rozważ opcję udania się do psychiatry i dobrania właściwych leków, tudzież terapię poznawczo-behawioralną.
3mam za Ciebie kciuki.
Pozdrawiam

79

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko a na czym polega ta metoda poznawczo-behawioralna?Ja chodzę na terapie,już od dłuższego czasu ale coraz mniej jestem do niej przekonana.pani psycholog jest miła,sympatyczna ale wydaje mi się,że cały czas stoimy w miejscu.Wiem,że to wymaga czasu.Jednak kiedyś chodziłam do innej psycholog i tamta terapia wyglądała zupełnie inaczej,ja coś mówiłam a Ona co trochę zadawała pytania co dawało mi dużo do myślenia zanim odpowiedziałam i w ten sposób sama zaczynałam spostrzegać swoje problemy w innym świetle.Pytania były tak zadawane,że sama siebie zaskakiwałam odpowiedziami i wyciągałam wnioski.jednak tych wizyt miałam chyba tylko 3 i zabrali mi tą panią,ponieważ chodziłam do niej państwowo i tłumaczyli,że NFZ zmniejszył im fundusze,później dostałam tą psycholog do której chodzę obecnie.Ale moje wizyty wyglądają w ten sposób,że wchodzę do niej siadamy na przeciwko siebie Ona nic nie mówi o nic nie pyta,ja też milczę w końcu,żeby nie marnować czasu zaczynam opowiadać,jakie miałam dolegliwości,albo o tym co mnie w tym tyg spotkało,czy zdenerwowało.Ona tylko słucha,czasami coś powie od siebie,a ja się czuję przed każdą wizytą jak bym musiała,przygotować temat na który będę chciała rozmawiać,bo inaczej to będziemy tak siedziały i patrzyły na siebie.Sorki,że Cię tak zanudzam,ale Ty jesteś taka pełna optymizmu,że jak Cię czytam to mi się od Ciebie udziela.Wiesz ja też jak mogę tak z tym dziadostwem walczę.Czasami jest naprawdę ok.Ja wiem,że mam nerwicę,jednak ta bolerioza cały czas nie daje mi spokoju,bo nie mogę zrozumieć dlaczego wynik wyszedł tak bardzo zły.A większość lekarzy już po wykryciu tej choroby jak im mówiłam,że stwierdzono u mnie boleriozę mówią,że to jest bardzo podstępna choroba i ,że wiele z moich dolegliwości mogą pochodzić od niej,ale zawsze stwierdzają,że Oni się na tym nie znają,żebym szła do specjalisty od tej choroby.A jak byłam u zakaźnika po wyjściu ze szpitala to mi pani doktór powiedziała,żebym nie powtarzała,badań bo już zostałam przeleczona standardową metodą jaką stosuje się u nas w kraju.a znowu znajomy lekarz,tylko z zupełnie innego miasta powiedział mi,że powinnam kontrolować tą chorobę robiąc co pół roku badanie,bo nawet jeśli po leczeniu,wyniki będą dobre to w organizmie mogą zostać krętki które za jakiś czas zaczną się rozmnażać.Ale ten lekarz jest już na emeryturze a po za tym nie jest zakaźnikiem,a bliżej zainteresował się ta chorobą ponieważ jego brat był,chory a zanim wykryli u niego,że to bolerioza podejrzewali wiele różnych chorób,myśleli,nawet,że to nowotwór.No ale to środowisko lekarzy więc mieli inne możliwości,i do tąd szukali,aż znaleźli.A myślę,że zwykłemu pacjentowi nie poświęcili by tyle czasu.Strasznie się rozpisałam,jeśli Stokrotko masz cierpliwość do moich powieści hi hi i udało Ci się dobrnąć do końca to napisz mi proszę na czym polega ta metoda leczenia.

80

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko: terapia poznawczo-behawioralna jest terapia krótkoterminową. Trwa przeciętnie od kilku do kilkunastu tygodni (dokładny czas ustala terapeuta po zapoznaniu się z problemem pacjenta) i koncentruje się na likwidacji objawów chorobowych, a nie - jak w przypadku innych terapii - docieraniu do głębokich przyczyn dolegliwości.
Dokładnego przebiegu terapii nie znam, bo nie miałam okazji skorzystać z takiej formy pomocy, ale przeczytałam trochę książek na ten temat i chodzi generalnie o to, żeby pacjent konfrontował się ze swoimi lękami, żeby nie stosował uników, nie zamykał się w domu, nie kładł do łóżka, nie rezygnował z pracy (etc...) tylko małymi krokami podejmował wyzwania i stopniowo oswajał lęk. Terapeuta w taki sposób kieruje pacjentem i jego umysłem, że po jakimś czasie delikwent orientuje się, że to co go tak strasznie przerażało - nie istnieje. Znikają przy tym, lub zmniejszają się dolegliwości fizyczne jakie człowiek odczuwał przed rozpoczęciem terapii. Np. w Twoim przypadku będzie to pewnie znalezienie jakiejś formy konfrontacji z chorobami, które u siebie podejrzewasz i pokazanie bardziej racjonalnej (a nie emocjonalnej) konieczności wizyt u lekarza.
Wiem też, że w tego typu terapiach szuka się zazwyczaj "wyjątków od reguły". Czyli np. jeśli powyżej piszesz o tym, że lekarze są nieskuteczni, bo masz wokół siebie przypadki kobiet, które poważnie chorowały, ale początkowe wizyty u specjalistów okazały się nieskuteczne, to terapeuta pokaże Ci zupełnie odwrotne przypadki. Wszystko po to, żeby "odczulić" Twoje paniczne reakcje na podobne sytuacje.
W którejś z książek wyczytałam taki przykład z terapii TPB, kiedy terapeuta tłumaczył pacjentowi, że jego lęk przed omdleniem w zatłoczonych miejscach (tramwaj, poczta, galeria handlowa) jest nieuzasadniony, ponieważ nawet jeśli doświadczy uczucia panicznego lęku to będzie gwałtownie nabierał powietrza w płuca, a żeby zemdleć - płuca muszą być niedotlenione.

Większość książek, które przeczytałam wskazują właśnie ten rodzaj terapii, jako najskuteczniejszy w zwalczaniu nerwicy (wyraźna poprawa następuje w 70 do 80% przypadków). Niestety z tego, co zdążyłam się zorientować dużo trudniej znaleźć psychologa wykwalifikowanego w TPB. W małych miastach (jak moje) po prostu nie ma nikogo o podobnych kwalifikacjach. Najbliższe gabinety TPB są 60km od mojego miejsca zamieszkania. W dużych miastach jest znacznie łatwiej, ale i tak dobrze zrobić weryfikację z kim ma się do czynienia (opinie ludzi).
Wynika to z tego, że jest to jedna z nowocześniejszych form pomocy psychologicznej, przez wielu psychologów trochę lekceważona, bo nie trwa latami, tylko przez kilka tygodni i nie koncentruje się na przyczynach, tylko na objawach.
Trzeba też trafić na dobrego terapeutę, który będzie nam pasował i dobrze będziemy się przy nim czuć (wtedy skuteczność terapii jest większa).

Żanetko: cieszę się, że mogę choć w taki sposób trochę Cię pocieszyć. Wiem jak się czujesz, ale nerwica to taka podstępna dolegliwość, że każdy z nas przechodzi ją trochę inaczej, a tym samym proces zdrowienia również jest indywidualny.
Jeśli czujesz, że Twoja terapia nie przynosi Ci większej ulgi to spróbuj pomyśleć o zmianie. Ale wcześniej rozważ wszystkie "za" i "przeciw". Pomyśl jak się czułaś zaczynając terapię, a jak się czujesz obecnie. Nie dokonuj pochopnych zmian, bo wszystko co człowiek z nerwicą próbuje zrobić natychmiast i bez zastanowienia może obrócić się przeciwko niemu.
Polecam Ci też lekturę książek, które zamieściłam w pierwszym wpisie tego wątku. Im większa wiedza, tym mniejszy lęk.
Ja dzięki książce o TPB zaczęłam ostatnio przełamywać swój lęk przed prowadzeniem auta. Mam prawko od 18-tego roku życia, ale wcześniej znajdywałam masę wymówek, żeby tylko nie próbować. Teraz powoli jeżdżę. Czasem towarzyszy mi mąż, ale ostatnio wybieram się autem sama i to właśnie na terapię. Kiedy wchodzę do psycholożki jestem zlana potem, ale puchnę z dumy. wink
Pozdrawiam Cię serdecznie i pisz jeśli tylko będziesz czuła taką potrzebę. Ja zawsze czytam do końca.

81

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuję Stokrotko za to,że jesteś ze mną.Przechodzę teraz straszną huśtawkę nastrojów,jest dzień,że czuje się znośnie,słabiej odczuwam moje dolegliwości,a za chwilę coś mnie dopada i ciężko mi sobie z tym poradzić,jak pisałam w innym wątku,chyba go czytałaś,miałam niedawno trochę lepszych dni,normalnie funkcjonowałam,ale to dla tego,że nie odczuwałam dolegliwości.Teraz od paru dni bardzo się męczę dopadły mnie duszności,tak ciężko mi się oddycha nie mogę nabierać głębokiego oddechu,do tego drętwieją mi ręce,usta i nos,czasami dochodzą do tego zawroty.Koszmar!!!Ale zauważyłam też,że jak się zajęłam czymś innym a dokładnie rozmową np. przez telefon,to te duszności przechodzą,dwa dni temu jak mnie dopadły razem z drętwieniem rąk,przestraszyłam się choć to nie po raz pierwszy się zdarza.Położyłam się,zaczęłam wpadać w panikę,w końcu powiedziałam sobie dosyć tego wstań.I poszłam do łazienki wzięłam prysznic i czułam jak po mału wszystko mi puszczać.Za chwilę poczułam się już dobrze,przedzwoniłam wtedy do mojej poprzedniej pani psycholog spytałam czy jest możliwość,żebym znów mogła do niej przychodzić,porozmawiałyśmy trochę i pod koniec tygodnia mam do niej zadzwonić,ma się dowiedzieć,co da się w tej sprawie zrobić a być może uda się  tak załatwić,żebym przychodziła i do niej i do tej obecnej.Bo obie prowadzą zupełnie dwie inne terapie.No ale jak to u mnie ,żebym za bardzo nie była pewna,że to tylko nerwica,zadzwoniła do mnie znajoma i powiedziała,że jej koleżankę parę miesięcy temu ugryzł kleszcz i miała odczyn,a za jakiś czas zaczęły jej się problemy z sercem,bardzo szybko jej bije,drętwieją jej ręce,ma bóle głowy itd..zrobiła badania i wyszło,że ma boleroozę.Teraz się leczy,a w przyszłym miesiącu ma zacząć leczenie jakąś specjalną metodą.Ta moja znajoma dała mi do niej nr tel.za chwilę będę do niej dzwoniła,żeby dowiedzieć się coś więcej na temat tego leczenia.Jak już się dowiem,to zaraz tu napiszę.

82

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie
a oto moja historia: jestem  babcia -emerytka, walcze z nerwica od bardzo dawna psychotropami, ziolami, czytaniem odpowiedniej lektury a zaczelo sie od wyboru nieodpowiedniego meza, bylam dlugo infantylna zona, uwazalam ze moj maz wie lepiej, ze jest madrzejszy ode mnie i na drodze stanela mi jego  kochana i szklana pani... a ja obwiniajaca siebie za taki stan rzeczy brnelam w coraz gorsze poczucie winy i stawalam sie coraz bardziej nieszczesliwa, pesymistyczna...
mialam juz wtedy 2 corki, mlodsza urodzona 6mcy - 1kg,  wiec calosc obowiazkow spadala na mnie dom, dzieci, praca zawodowa i chora mama, ktora mieszkala z nami...
gdy trzeba bylo choroba dzieci, szpital mamy "w gotowosci bojowej" trwalam ale po bylam jak balon bez powietrza co odbijalo sie na moim zdrowiu - anginy, zapalenia pluc wiec z L4 czesto korzystalam , nerwy tez dawaly o sobie znac klucie w sercu, trudnosci w oddychaniu itp po smierci mamy przezywalam bardzo zalobe bo obwinialam sie ze niedopelnilam i dlatego umarla..
po 3 latach sama przezylam zawal a niecaly rok po urodzila mi sie pierworodna wnuczka z wada serca wiec babcia nie miala czasu dla siebie, tylko zamiast byc wsparciem dla corki sama ogromnie wszystko przezywalam, gdy nie dawalam rady to pomagaly psychotropy, nastepnie rozwod corki, powrot do domu z chora wnusia - ktora czesto lezala w CZDz i przechodzila kolejne operacje, wtedy nerwica dala mi sie bardzo we znaki zawroty glowy diagnozowane przez neurologa i laryngologa, leki ktore na poczatku pomagaly a ja - babcia z wnuczka nie moglam wychodzic na podworko bo gdy szlam wpadalam w dolki a przed oczmi zsypywala mi sie ziemia...praca, dom i calkowita rezygnacja z zycia towarzyskiego bo nie dawalam rady... w miedzy czasie matura mlodszej, studia mlodszej corki i zwiazek starszej z nowym panem i nowa wnusia - zawroty glowy, przygnebienie i nadcisnienie przypaletalo sie, ale ja wciaz w gotowosci bojowej , ja wzystko zniose i wytrzymam  i co? skonczylo sie 2 zawalem - 5 lat temu, ktory dostalam w domu corki tylko przy 2 letniej wnusi...udalo sie , stenty wstawili, zyje ale co to za zycie- chodze z laska, nadmiernie sie poce i stalam sie jeszcze bardziej wrazliwa nerwowa na wszystko a przede wszystkim  samotna, czasem wybuchowa czasem plaksiwa... teraz starsza corka wiaze sie z 3 panem i tez bede babcia a mlodsza chce wyjsc za maz - chodzi z chlopakiem 5 lat, chca wesela byly zareczyny byli przyszli tesciowie na obiedzie a ja sobie nie wyobrazam jak podolam na weselu, z gory zakladam ze nie dam rady bo zawroty glowy, bo pot lecacy ciurkiem z glowy i twarzy, bo nie mam w co sie ubrac a po sklepach nie chodze i powoli staje sie toksyczna zrzedliwa matka z licznymi lekami i zaburzeniami emocjonalnymi nad ktorymi nie potrafie zapanowac a od najblizszych slysze wez sie w garsc nie wymyslaj a od meza idz sie leczyc do psychiatry bo coraz trudniej z toba wytrzymac...

83

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jadziu bardzo Ci współczuję.tyle już przeszłaś,nie dość ,że męczyłaś się z własnymi dolegliwościami i chorobą,to nie dość,że nie miałaś od nikogo wsparcia to jeszcze inni potrzebowali od Ciebie pomocy,zamiast spokoju,to byłaś otoczona problemami swoich bliskich.A najgorsze jest to,że zdrowy człowiek nie potrafi zrozumieć,łatwi jest mówić weź się w garść tylko jak to zrobić,przecież nie meczymy się z tym wszystkim z własnego wyboru,a bardzo ciężko jest z tego wyjść tym bardziej bez pomocy innych.A czy chodziłaś kiedyś na terapię do psychologa?Może było by Ci wtedy łatwiej,gdybyś miała kogoś kto Cię wysłucha i zrozumie.Wiem jaki to jest koszmar,gdy człowiek się źle czuje,boi się i musi być z tym sam.Pisz tutaj do nas jak będzie Ci źle.Może przynajmniej w ten sposób,wyrzucisz z siebie to co Cię dręczy,i poczujesz się troszeczkę lepiej.

84

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

podobno i ja mam nerwice. czasem potrafie rzucac wszystkim co wpadnie mi w recę kiedy jestem zdenerwowana....

85 Ostatnio edytowany przez Kalita (2013-08-02 18:49:35)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,
Nie znalazłam w tym dziale podobnego wątku, ale jak czytam ten to okazuje się ze wiele z Was ma podobne objawy tylko inaczej nazwane. U mnie stwierdzono lęk napadowy/lęk paniczny/zespół lęku napadowego/ataki paniki jak kto woli. Moje objawy to: kołatania serca, zawroty głowy, mdłości, lęki, drżenie ciała, ciepło/zimno, ciężki/płytki oddech, uczucie że zaraz zemdleję. Oczywiście nie zawsze wszystkie objawy występują razem. Najgorsze są dla mnie kołatania serca, uczucie że zaraz zemdleję i lęki (najgorsze to te że stracę rozum). Potwornie się tego boję. Od niedawna chodzę na terapię behawioralno-poznawczą, ale nie czuję żadnej poprawy. Szukam wsparcia i osób, które przezywają to samo co ja. Co jeszcze mogłabym zrobić by się tego pozbyć, nie mam już sił do tego???

86

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witaj Kalita,
co prawda nikt nigdy mi nie postawił żadnej diagnozy, ale jeszcze niedawno przechodziłam depresję i miałam paniczne lęki itp itd. Obecnie jest już trochę lepiej. Chodziłam na terapię behawioralno-poznawczą do psychologa.
Piszesz, że nie czujesz poprawy. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że przede wszystkim potrzeba cierpliwości i chęci. Poza tym, konsekwentnie trzeba ćwiczyć. Boisz się, że stracisz rozum? Jesteś zdrową osobą, potrafisz samodzielnie pisać, czytać, funkcjonujesz jak zdrowy człowiek, logicznie opisujesz swoje mysli i uczucia, więc nie ma takiej możliwości. Twój lęk jest nieuzasadniony.
Co możesz zrobisz? Zacznij od jednej afirmacji (np "jestem mądrą osobą") , którą codziennie będziesz sobie powtarzała jak mantrę, przy każdej czynności, od rana do wieczora. Wspieraj się w myślach, motywuj, dodawaj sobie odwagi i krok po kroku próbuj pokonywać lęki. Gdy poczujesz kołatanie serca, usiądź na chwilę, pomyśl sobie o czymś przyjemnym, szum fal, śpiew ptaków...
Czy jest jakaś sytuacja, zdarzenie, osoba, obok ciebie, która cię stresuje?

87 Ostatnio edytowany przez Kalita (2013-08-03 06:52:02)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia,
Moją diagnozę postawiła pani psychiatra i to ona skierowała mnie na psychoterapię. Powiedziała że to nie jest typowa nerwica (chociaż wokół wszyscy tak powtarzali) bo nie mam żadnych bóli: brzucha, głowy, klatki piersiowej, kręgosłupa itd.
Za mną już kilka spotkań u psychologa na terapii. Uczę się na nich głównie właściwie oddychać i w sytuacjach które są normalne i w sytuacjach kiedy pojawiają się moje objawy. Chodzi o to żeby "rozkołysać" całe ciało, dotlenić. Bo według mojej psycholożki w atakach paniki nie kontrolujemy swojego ciała, zbyt płytko i za szybko oddychamy (bo to w końcu panika prawda?), za mało tlenu dociera do serca i ono wtedy kołacze. A tymczasem wyregulowanie oddechu pomoże wrócić do równowagi, nie pozwoli ciału na "powyginanie się" we wszystkie strony.
Zdaję sobie sprawę, że moje lęki są nieuzasadnione i irracjonalne, ale dopiero wtedy gdy jest ze mną wszystko ok. Dziwię się nawet wtedy że poddaję się im chociaż są tak niemądre. W chwili ataku lęku czy kołatania mam wrażenie że wszystkie sposoby typu oddychanie, myślenie pozytywne zawodzą. Nie potrafię zapanować nad sobą, odsunąć tych głupich myśli.
Skąd to się wzięło? Tego nie wiem do końca. Terapia "tu i teraz" nie zakłada szukania przyczyn tylko skupia się na aktualnych odczuciach i podobno jest bardzo skuteczna w tego typu zaburzeniach (czekam na te efekty z dużą niecierpliwością). Jestem pesymistką a do tego podchodzę do wszystkiego bardzo emocjonalnie. Przejmuje się drobnostkami. Nie lubię podejmować wyzwań, nie lubię zbyt dużych zmian, wolę stabilizację, jestem dość nieśmiała i mało komunikatywna, nudna, mam mało wiary w siebie i niska samoocenę. Do tego bezrobotna. Myślę że po prostu to wszystko się skumulowało i teraz odbija się na moim zdrowiu psychicznym.

88

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Kalita to dobrze, że nie masz objawów typowej nerwicy, mniej symptomów do wyleczenia wink smile
Praca z oddechem bardzo pomaga. Ja w sytuacjach stresowych spinam mięśnie barków, ramion. Nie jest to widoczne, ani odczuwalne. Dopiero gdy skupiam się na tym i zaczynam rozluniać ciało, czuję różnicę. I widzę zmianę w oddechu, i automatycznie odczuwam spokój.
I właśnie na tym cała "zabawa" polega, by ten stan spokoju i zrównoważenia, wprowadzić w momentach stresowych.
Te lęki, natrętne myśli, odbierają radość życia i cieszenie się chwilą. A życie to nieustanna zmiana. Stabilizację osiągnie się wtedy, kiedy otworzymy się na zmiany. Ponieważ masz mało doświadczenia, bo zamknęłaś się na świat i ludzi, każda sytuacja wydaje ci się poważną zmianą, albo wyzwaniem. A gdybyś wyszła do ludzi, zobaczyłabyś, że praca, awans, zrobienie kursu, mąż, dzieci, wycieczki, problemy, uśmiech...to naturalny tryb życia człowieka.
Efekty terapii pojawią się, jak zaczniesz działać.

89

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia, masz rację we wszystkim co piszesz. Ja też się spinam w nerwowych sytuacjach tylko jeszcze nie potrafię się tak rozluźniać. Nie umiem zapanować nad sobą.

90

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

hymm, ja teraz nie mam zero lęków, ale to dzięki lekom więc co ja tu mogę powiedzieć, prócz tego że wybór leków to droga przez mękę.

91

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wczoraj kiedy szedłem sobie chodnikiem, nagle zrobiło mi się ciepło, zaburzenie równowagi, prawie zacząłbym panikować, lecz wziołem sobie tabletke mentolową VALIDOL, dzięki której uniknąłem ,,zagrożenia'' Prawie przez te 6 lat niejako nauczyłem się panować nad takimi tego typu sytuacjami. Niekiedy jest lepiej, niekiedy gorzej:( Ale cóż żyć trzeba, w dodatku że za miesiąc biorę ślub smile W trudnych chwilach pomagają mi tabletki XANAX brane tylko doraźnie. Tak bardzo chciałbym wyzdrowieć. Moja depresja zaczęła się w 2007 roku na zlocie żaglowców w SZCZECINIE. Od tamtej pory borykam się z tą chorobą sad nie wiedziałem jaka to jest męka sad

92

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zdarza mi się mieć negatywne wizje przyszłości sad  Na przykład, że mnie zwolnią z pracy, że samolot się rozbije, że będę chora, że ktoś mi chce wyrządzić krzywdę. Wydaje mi się, że bierze się to z braku poczucia bezpieczeństwa oraz tego, że nie mam nad wszystkim kontroli. Nie mam i mieć nie będę smile
Patrząc wstecz, nigdy nic złego mi się nie wydarzyło. Często ze strachu przed tym co w moich myślach miało się wydarzyć, uciekałam, rezygnowałam, po czym brnęłam w to samo tylko w innym miejscu.
Co mogę zrobić tym razem? Zaufać, że będzie dobrze. Skonfrontować się z negatywnym myśleniem, zobaczyć co dobrego mnie jeszcze czeka smile

93

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,
znalazłam ten wątek i czytam go w każdej wolnej chwili...daje mi poczucie, że nie jestem z tym sama i przede wszystkim zrozumienie problemu. Od ok 3 lat miewam naprawdę duże ilości stresu, wręcz przewlekłego i chroniczny brak odpoczynku czy relaksu. Pierwsze objawy nerwicy ignorowałam, każdą emocję spychałam w czeluść umysłu a resztę rozładowywałam sportem. Długo ten sposób działał, aż do lipca tego roku...Zaczęło się od duszności. Głównie rano i wieczorem. Nie były bardzo doskwierające, więc często je ignorowałam myśląc, że to nic takiego. W pewnym momencie poczułam arytmie...pamiętam jak dziś, 23 wieczorem, niby odpoczynek na kanapie przed TV...Arytmia nie ustępowała, po 30min zdecydowałam się na pogotowie. Dla mnie to był dramat! W głowie mi się kotłowało, że mam tylko 27 lat i nie rozumiem co się dzieje! Oczywiście pogotowie za wiele nie stwierdziło poza jakimiś zaburzeniami w pracy serca,ale umotywowanymi stresem, a nie problemami z krążeniem. Pojechałam na ostry dyżur, zrobiono mi badania...wyszło, że mam za mało potasu i stąd arytmia. Niby ulżyło, ale w głowie puściła mi tama...wszystkie najgorsze lęki i strach wylały się jak woda spadająca z wodospadu. Poczułam takiego doła jak nigdy w życiu. Po wyjściu ze szpitala było już tylko gorzej. Bałam się zostać sama w domu, wydzwaniałam do kogo się dało, miałam ataki duszności, paniki, bałam się, że umrę... Ból psychiki to jedno, ale ciało też zaczęło boleć i to bardzo. Ból był okropny...sięgnęłam po Xanax. Do dziś żałuję, bo lęki się nasiliły a po nagłym odstawieniu myślałam, że to naprawdę koniec. Poszłam do psychiatry, dostałam antydepresant do natychmiastowego przyjęcia. Wzięłam 2 małe dawki i odstawiłam...zaczęłam rozumieć problem. Nie docierało wcześniej do mnie, że to choruje umysł, a to co się dzieje z ciałem, to tego efekt. Gdy zrozumilam, zaczęłam czytać i stwierdziłam, że chce to rozwiązać terapią bez leków...Zrobiłam wszelkie badania serca i głowy żeby nie nakręcać się możliwymi chorobami. Teraz bardzo powoli wracam odrobinę do siebie (dobrze mi zrobił wyjazd z Warszawy do rodzinnego miasta). Bóle nadal są, ataki paniki też łącznie z budzeniem się w nocy z powodu koszmarów. Cały czas nie mogłam zrozumieć jak do tego doszło. Jak mój umysł mógł tak zachorować i czemu ja do tego dopuściłam? Teraz uczę się z tym żyć. Czytam, czytam i jeszcze raz czytam. Zaczęłam terapię oby z pozytywnym skutkiem, ale wiem,ze to mogą być lata leczenia. Powoli się z tym godzę, ale wiem, że nie jestem sama...

94

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

ARMA11. A jakie leki tobie przepisał psychiatra? JA od  miesięcy biorę pramolon - w miarę mi on pomaga. Biorę sobie go kiedy mam potrzebe,

95 Ostatnio edytowany przez Arma11 (2013-08-23 13:13:17)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cały czas podziwiam ludzi, którzy w jakiś sposób radzą sobie z nerwicą. Mi dodatkowo doszedł mega stres. Zdawałam sobie sprawę z tego, że już od kilku lat ten stres jest chroniczny, ale teraz po prostu nie da się nad nim zapanować. Wystarczy jedna myśl i od razu mam taki wyrzut adrenaliny, który może się utrzymywać cały dzień! Też tak macie? Jak sobie z tym radzić? Przeraża mnie to, gdyż wiem, że taki stan może prowadzić do bardzo negatywnych skutków w organizmie sad po tym jest już tylko śmierć...Biorę dopiero 2 dni escitalopram activis, ale oczywiście na efekt terapeutyczny muszę poczekać minimum 2 tyg. Wiem jednak, że lek nie rozwiązuje problemu...problem muszę rozwiązać ja,ale zupełnie nie wiem jak sad

96

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cześć Wszystkim!
Jestem absolutnie nowa na forum, za to moje doświadczenia z nerwicą lękową do nowości już nie należą.
Pierwszy raz dopadło mnie to dziadostwo w 2008 r. Owszem byłam na terapii, być może przyniosłaby jakieś rezultaty, jednak studia dzienne skutecznie mi ją uniemożliwiły (korzystałam z pomocy psychologa na NFZ, godziny pracy były mocno ograniczone, zajęcia na studiach trwały natomiast od rana do wieczora). Zostałam wtedy przy samych lekach. Powiem Wam, że pobrałam sobie ów lek przez niecały rok i nerwica zniknęła jak ręką odjął.
Parę przyjemnych lat spokoju, skończone studia, podjęta praca i bum! Wróciła hmm Tyle tylko, że w ciut innej formie.
Przede wszystkim, kiedy wystąpiły pierwsze objawy (uczucie duszności w zatłoczonych miejscach, wrażenie, że zaraz zemdleję, kołatanie serca itd) moje myślenie było wyraźnie ukierunkowane. Wiedziałam już, że najpewniej nie umieram, że to w sumie takie dolegliwości sytuacyjne i z dużą łatwością przyszło mi wyciągnąć właściwy wniosek - nerwica wróciła. I powiem Wam, że takie racjonalizowanie swoich objawów bardzo pomaga! Na wizytę u psychiatry przyszło mi czekać miesiąc. Dolegliwości oczywiście nie ustępowały ale nauczyłam się sobie z nimi radzić. W momencie, kiedy np. miałam wrażenie, że zaraz zemdleję (no bo przecież znajduję się aktualnie np. w parszywym pojeździe komunikacji miejskiej - straszna sprawa tongue) to tłumaczyłam sobie, że przecież już tyle razy czułam się dokładnie tak samo, że nigdy nie zemdlałam, że to owszem nieprzyjemne ale jakoś trzeba dać radę. Patrzyłam na te wszystkie babulinki w autobusach i myślałam sobie, że skoro starsze, schorowane osoby dają radę to czemu ja miałabym nie dać? smile Podobnie w kolejkach w supermarketach, czasem na ulicy. Starałam się w jakiś sposób odwrócić swoją uwagę - miałam ze sobą książki, krzyżówki, też pomagały smile Oduczyłam się też doszukiwania się objawów chorobowych, a zwłaszcza wstukiwania ich w google - czego nie wpiszesz i tak dowiesz się, że umierasz tongue
Doczekałam się mojej wizyty, w międzyczasie szczęśliwie udało mi się prowadzić w miarę normalne życie, Pani doktor nawet pytała czy aby na pewno chcę leki, że może damy radę bez nich, ale stwierdziłam, że skoro pomogły ostatnio to może i tym razem dadzą radę (chociaż leków brać nie znoszę, nawet z witaminami mam problem wink).
Do czego zmierzam - nie traktujcie leków jak ostateczność, podobnie jak wizyty u psychiatry. W mojej opinii jest to bardzo słuszne rozwiązanie, zwłaszcza na początku choroby - kiedy jeszcze nie do końca wierzycie, że te wszystkie objawy somatyczne (bóle, duszności itp) są tak naprawdę winą nerwicy. Oczywiście nie umniejszam roli terapii - też jest bardzo ważna, przede wszystkim pomaga zracjonalizować sobie swój stan, a to najszybsza droga do kontroli nad tym parszywym choróbskiem!

97

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hejka Wszystkim Jestem tu nowa ale zalogowałam się aby Wam napisać że czytam Was od 3 dni i bardzo pomogły mi wasze wypowiedzi Przeczytałam wszystkie każdy z nas ma jakiś problem  ok Bardzo dziękuję STOKROTCE -mądry z Ciebie człowiek. Moja dusza umiera od dawna. Moje przyjaciółki nerwica lękowa oraz depresja nieźle ostatnio ze mną pogrywały ale koniec z tą komediantką Już wiem że dam radę Oczywiście pewnie leki też już zrobiły robotę ale Wy to bardzo WIELE dzięki Jak dam radę to opisze moją historię lecz dziś miejmy święto BUZIOLE

98

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

I dziś znów to samo. Siedzę sobie na krześle aż tu nagle nogi mi zdrętwiały, całe ciało giętkie. mam wrażenie że zaraz spadnę mam tak od 2 godz. Boję się że zaraz strace przytomność i że nie będzie ratunku. Wiele razy już przechodziłem przez to. To jest męka sad

99

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

marcing90 pisałam tu już nie jedno krotnie i znów się powtórzę,też mam swoje dolegliwości od około 6 lat i też po wielu badaniach ciągle słyszałam,że mam nerwicę i nic mi nie jest ale to nie prawda dziś wiem na pewno,że mam boleriozę i wiele osób które mają stwierdzoną niby nerwicę wcale jej nie mają.Poczytaj sobie na temat boleriozy,wejdź w goglach na stowarzyszenie chorych na boleriozę.Zrób sobie badania w tym kierunku.nie chcę teraz zanudzać Cię swoimi wywodami na ten temat,ponieważ nie wiem czy jesteś tym zainteresowany,ale jeśli będziesz chciał,to napisz,a opowiem Ci coś więcej na ten temat.

100

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Czuję się super ;-), no i trochę tego zawdzięczam paroksetynie, a trochę sobie samej.

101

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko, a jakie badania robiłaś? Bo też się nad tym zastanawiałam...

102

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11 ja robiłam badania konkretnie na boleriozę najpierw metodą elisa to jest badanie z krwi.I to badanie wyszło tak źle,że lekarz od razu skierował mnie do szpitala,tam zrobili mi jeszcze raz badania tylko inną metodą wester blotem i też się potwierdziło.ja nie chcę tutaj nikomu sugerowac,że ma to samo co ja.Po prostu dziele się swoim doświadczeniem,opisuję co sama przeszłam i jak błędną diagnozę w moim przypadku stawiali lekarze.Wszędzie słyszałam,że to nerwica,uwierzyłam w to.Ale to co się ze mną działo i co odczuwałam wiedziałam tylko ja.Coś mi w tym wszystkim nie pasował i szukałam dalej,aż znalazłam.Lekarz który oglądał moje wyniki dziwił się,że ja jeszcze mogę chodzić,mówić.Skonsultował od razu te wyniki z innym lekarzem i podjęli decyzję o natychmiastowym skierowaniu mnie do szpitala.

103

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
żanetka napisał/a:

Arma11 ja robiłam badania konkretnie na boleriozę najpierw metodą elisa to jest badanie z krwi.I to badanie wyszło tak źle,że lekarz od razu skierował mnie do szpitala,tam zrobili mi jeszcze raz badania tylko inną metodą wester blotem i też się potwierdziło.ja nie chcę tutaj nikomu sugerowac,że ma to samo co ja.Po prostu dziele się swoim doświadczeniem,opisuję co sama przeszłam i jak błędną diagnozę w moim przypadku stawiali lekarze.Wszędzie słyszałam,że to nerwica,uwierzyłam w to.Ale to co się ze mną działo i co odczuwałam wiedziałam tylko ja.Coś mi w tym wszystkim nie pasował i szukałam dalej,aż znalazłam.Lekarz który oglądał moje wyniki dziwił się,że ja jeszcze mogę chodzić,mówić.Skonsultował od razu te wyniki z innym lekarzem i podjęli decyzję o natychmiastowym skierowaniu mnie do szpitala.

Ale generalnie miałaś dotkliwe bóle mięśni i stawów? Co Cię właściwie skłoniło do zrobienia badań na boreliozę? No bo to w sumie trudno stwierdzić...

104

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam! cieszę sie że jest takie forum gdzie można się wyżalić i spotkać bratnie dusze! z moją nerwicą walczę już ponad 20 lat. pierwszy raz dopadła mnie na studiach na trzecim roku. przez nią właśnie nie skończyłem studiów a później brakło odwagi żeby kontynuować. taki pierwszy jej ostry atak trwał prawie rok ale udało się wygrać bitwę. w miedzy czasie założyłem rodzinę mam trójkę wspaniałych dzieci. było w tym czasie pare dołków ale muszę przyznać że sam przez swoja głupotę te dołki wykopywałem. moje życie jakie prowadziłem było dalekie od ideału. raniłem wszystkich najbliższych a przede wszystkim najlepszego przyjaciela jakiego mam czyli własna żonę.raniłem też przez to siebie bo zdawałem sobie sprawę jakim jestem draniem. gdy przyszedł czas żeby wszystko naprawić i wynagrodzić żonie tamten czas dopadła mnie znowu "stara znajoma ze  wszystkimi jej obliczami. Począwszy od lęków i odrealnienia a skończywszy na bezsenności i straszliwym napięciu i podenerwowaniu. właściwie to zaczęło się od przygnębienia i takiego napięcia w pracy . może gdybym w wcześniej wziął urlop to by sie tak nie skończyło. w ostatnie dni lipca poszedłem do psychiatry i przepisał mi seroxat 20mg raz dziennie rano . dostałem po nim takiego doła że myślałem czy coś mi się nie dzieje w głowę. leki sie nasiliły bałem sie być w miejscach w których do tej pory normalnie  przebywałem. Po czterech tygodniach trochę się poprawiło ale nie jest to stan z którym mógłbym normalnie funkcjonować.zakupiłem kilka książek i staram sie stosować zasady tam przedstawione ale jak na razie rezultatów zero. A dzisiaj to jest totalny koszmar cały się trzęsę i ciężko mi się skupić. Chociaż jak miałem wyjazd z pracy bo przeważnie siedzę za biurkiem to trochę ochłonąłem chociaż w banku zaczęła mnie łapać panika ale zastosowałem głębokie oddychanie i trochę złagodniała wytrzymałem! i załatwiłem sprawę.Mam pytanie do stokrotki czy stosując relaksację czyli trening autogenny od razu czułaś odprężenie czy dopiero po jakimś czasie. bo stosuję go od paru dni i zamiast czuć się lepiej to jestem właśnie taki pobudzony a może to zbieg okoliczności. stokrotko pisałaś wcześniej ze stosowałaś antydepresanty czy zdarzało ci się w czasie ich przyjmowania takie chwile załamania jakby nie działały. bo wydaje mi się ze na mnie ten seroxat w ogóle nie działa. Przepraszam ze trochę chaotycznie piszę ale jakoś ciężko mi się otworzyć a o tyle rzeczy bym się chciał zapytać i komuś się zwierzyć. dziękuje wszystkim za to forum a przede wszystkim tobie stokrotko za cenne rady . pozdrawiam i zyczę spokoju.

105

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Mam do Was pytanie. Czy przy okazji Waszych nerwic zauważyliście u siebie bardziej niż zwykle widoczne żyły? Bo u siebie zaobserwowałam taki właśnie dziwny objaw. Zastanawiam się czy łączyć to z nerwicą czy to coś innego.

106

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja też chciałam podziękować Ci Stokrotko84 za wiele ciekawych rad i mądrych słów. Na pewno z nich skorzystam.

107

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki21: dobranie właściwego leku antydepresyjnego to nie zawsze jest prosta sprawa. Lekarz prowadzący nie ma pewności, czy akurat ten lek właściwie zadziała na pacjenta, czy też nie. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy np. zakładają tematy chwalące konkretne antydepresanty, bo prawda jest taka, że każdy z nas reaguje inaczej i to co dla jednych jest strzałem w 10, dla innych okaże się strzałem w kolano.
Wiki, ja miałam szczęście, bo od razu trafiłam na właściwy lek (zbieg okoliczności, bo to był seroxat właśnie). Przez pierwsze dni miałam nasilone objawy nerwicy, łącznie z mdłościami i zawrotami głowy, ale potem wszystko zaczęło stopniowo ustępować i po dwóch tygodniach czułam się już dobrze, a po miesiącu - jak nowo narodzona.
Takie jest moje doświadczenie, ale Twoje może być zupełnie inne. 4 tygodnie bierzesz lek? To nie jest jeszcze długo. Niektórzy muszą poczekać 2 lub 3 miesiące na konkretne rezultaty. Na niektórych może w ogóle dobrze nie podziałać. Musisz po prostu obserwować swoje reakcje, monitować samopoczucie. Jeśli w następnych tygodniach nie będzie poprawy to zgłoś problem lekarzowi prowadzącemu, jak znam życie zapisze Ci inny lek, być może bardziej odpowiedni.

Jeśli chodzi o relaksacje to wszystko zależy od tego, jak silna jest Twoja nerwica i jak bardzo starałeś się ją wcześniej kontrolować. Z tego co piszesz wynika, że bardzo, bo nawet naturalna reakcja organizmu, jaką jest relaks i spokój, paradoksalnie budzi Twój niepokój.
Jest to dość częsty mechanizm opisywany w w/w książkach. Musisz się z powrotem nauczyć czym jest zrelaksowane ciało i głowa. To wymaga sporej ilości ćwiczeń i dużego samozaparcia, ale jest możliwe. Moja rada: ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, a w końcu będą efekty. Kilka dni ćwiczeń to jeszcze zbyt mało, żeby załamywać ręce, wszystko wymaga pracy i czasu. To trochę tak, jakbyś uczył się nowego języka obcego. Po kilku lekcjach na pewno nie będziesz w stanie płynnie prowadzić konwersacji, ale po dłuższym czasie zobaczysz różnicę.
Wiki, żyjesz z nerwicą już 20 lat. Tak długo ją w sobie trzymasz, organizm przyzwyczaił się, Twój mózg jest zaprogramowany na reakcje paniczne, dlatego przestawienie wszystkiego na inne tory wymaga bardzo dużo Twojej pracy i czasu. Nie wyrokuję, czy to będzie rok, pięć, czy następne dwadzieścia lat, ale podstawowa sprawa od której powinieneś zacząć to: dać sobie dużo czasu, nie oczekiwać natychmiastowych rezultatów, nie zniechęcać się porażkami, wytrwale dążyć do celu i wierzyć, że możesz i dasz radę.
Ja jestem pewna, że dasz! Każdy człowiek jest w stanie sobie poradzić, ale samemu jest trudno, dlatego rozważ też terapię z psychologiem, który na pewno nakieruje Cię na właściwą drogę.

Aisza91: cała przyjemność po mojej stronie. Życzę wielu sukcesów w tej trudnej walce!
Pozdrawiam

108

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuje stokrotko za odpowiedź i otuchę .Zdaję sobie sprawę ze jestem na początku drogi i mam nadzieje że dam radę! a to że mogę liczyć na  Twoje  wsparcie już mnie upewnia w tym przekonaniu:). mieszkam na wsi i do najbliższego miasta z jakimś dobrym psychologiem mam ze 40 km. Ale muszę popytać wsród znajomych jestem z okolic Tarnowa moze ktos wie o kims w tym rejonie. pozdrawiam

109

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21- lek zaczyna działać niestety po ok miesiącu. Radzę Ci mieć przez ten czas silne benzo (oczywiście po konsultacji z lekarzem) na samo wprowadzenie leku. Ja miałam clona przez pół roku, bo BARDZO ŹLE reagowałam na antydepresanty i dało rade. Jak odstawiłam, nie miałam potrzeby wzięcia go doraźnie nawet jednego razu. Zazdroszczę ludziom, którym te leki nie powodują nasilenia objawów do skrajności, no ale każdy jest inny, a ja mam jak mam,

Obecnie seroxat 20mg jest idealny, tylko śpie trochę za dużo. Jednak leczę się więc mam tego świadomość. Trzymajcie się nerwuski, wygramy -zobaczycie,

110

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja muszę się pochwalić. Całkiem nieźle zaczynam tolerować antydepresant, ale sama podjęłam decyzję o zmniejszeniu dawki o połowe (ta zalecona przez lekarza była nie do wytrzymania). Teraz jest dobrze,czuję się lepiej i więcej mi się chce. Poza tym uczę się życia na nowo, czy od nowa - łatwo nie jest. Zapomnieć o tym jak było wcześniej to bardzo trudne zadanie. Mimo to nie zrażam się. Wychodzę do ludzi, po zakupy, na zajęcia fitness aby przełamywać powoli to co mam. Wszystko staram się robić bez pośpiechu (też nie jest łatwo nerwuskom). Dostrzezenie życia w innych barwach to dopiero sztuka, ale możliwa do osiągnięcia. Znajduję czas na wszystkie rzeczy, na które wcześniej nie mogłam sobie pozwolić. Pomimo, że odczuwam dyskomfort, boli mnie albo głowa albo szyja, uczę się do tego przyzwyczajać i z tym żyć. Bardzo dbam o swoje otoczenie, o siebie tak aby zrekompensować ciału wszystko to co przeszło. Rekonwalescencja jest długa ale możliwa. Nie poddawajmy się razem smile

111

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11- świetnie, że jesteś aktywna. Ja też robię nowy porządek w swoim życiu, eliminuje z niego rzeczy które po części sprzyjały popadaniu w chorobę, zmieniam priorytety, kiedyś spokój utożsamiałam z nudą, a teraz traktuje to jak błogosławieństwo. Choć dziś muszę powiedzieć, że czuje się fatalnie, ucisk w szyi, zawroty głowy, lekkie otępienie, no ale zmiany pogody i okres jesienny to niestety moi mali wrogowie z którymi muszę się na jakiś czas zaprzyjaźnić.

Trzymam za Was kciuki ;-)

112

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam Kochani! jak się trzymacie? wczoraj miałem dobry dzień byliśmy z żoną i kilkoma przyjaciółmi na wycieczce rowerowej. Bardzo fajnie się bawiłem i prawie zapomniałem o naszej" starej znajomej". Niestety dzisiaj sam przez głupie myśli  zagoniłem się w kozi róg i moje samopoczucie  padło. Napiszcie jak sobie radzicie z takimi przygnębiającymi myślami, czy czarnymi scenariuszami które rodzą się gdzieś tam w głowie. Ja niestety zamiast skupić się na czynności którą wykonuje, cały czas w głowie układam sobie scenariusze albo analizuję rożne sytuacje .Pół biedy jak myślę o rzeczach przyjemnych ale jak myśli powędrują gdzieś w mroczne zakątki jest bardzo niefajne. Wtedy muszę z kimś porozmawiać. Niestety mam taka prace ze nie zawsze mam z kim .  Dopada mnie straszny dołek z którego nie mogę się wykaraskać.Jeśli macie jakieś dobre metody to bardzo proszę pomóżcie. Pozdrawiam wszystkich.

113

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21- Jakbyś mi z ust wyjął. Mam wiele dni pozytywnych, a tu nagle trafia się jakiś gorszy czas. Może jesień mi przyniosła te złe samopoczucie, może inne czynniki sama już nie wiem.
Dzisiaj jest fatalnie, siedzę w pracy i każdego klienta słyszę z 10 razy głośniej, bolą mnie mięśnie, kręgosłup i jest mi taaaak smutno.

Zmniejszyłam dawkę na 20 mg jakiś miesiąc temu...
Kurde! Młoda, wykształcona, z masą znajomych, kompletną rodziną, pracą- FUUUUCk co za choroba!!!!!!!!

Trzymajcie się!

114 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-09-10 11:12:02)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21 pytasz o dobre metody. Cóż, najlepszą metodą jest przestać. Przestać tworzyć w głowie czarne scenariusze, które i tak nigdy się nie wydarzą. Pamiętasz czym martwiłeś się pół roku temu? Nie? No właśnie! Jest dziś, teraz, tutaj. Myśl nad tym co robisz. A jeżeli już dopadną cię jakieś troski, to zastanów się racjonalnie co możesz zrobić by było lepiej i by ten czarny scenariusz się nie wydarzył. I działaj! I pamiętaj też, że nie na wszystko masz wpływ.
Wiki21, ale przecież ty wiesz jak sobie pomóc, prawda? Dziś jest dobrze i to jest najważniejsze smile

115

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia- chorowałaś może na nerwice?

116

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Można powiedzieć, że chorowałam od urodzenia, bo sikanie w łóżku, gdy nie ma się już pieluchy między nogami, to raczej zdrowy objaw nie był. Chorowałam 30 lat, sikać do łóżka przestałam ale pojawiły się inne problemy. Dobrze, że da się z tego wyjść.

117

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki: nie ma uniwersalnego lekarstwa na natrętne myśli. Najlepszym sposobem ich kontrolowania jest zazwyczaj...brak kontroli. Trzeba im pozwolić płynąć przez głowę swobodnie, ale równocześnie nauczyć się rozluźniać ciało. Bo naszym problemem nie są myśli, tylko automatyczny mechanizm obronny, jakim jest napięcie. To ono powoduje nasze złe samopoczucie i bezradność.
Spróbuj Wiki takiego ćwiczenia: kiedy czujesz, że myśli Cię przytłaczają i pędzą w zawrotnym tempie (co jedna to gorsza) otwórz okno, zamknij oczy, spróbuj wyczuć napięcie (gdzie masz go najwięcej?) i oddychaj głęboko przez jakieś 5 do 10 minut. Staraj się myśleć w tym czasie o swoim ciele, wędruj od czubków palców u nóg, aż po czubek głowy. Wszystko wykonuj dokładnie i bez pośpiechu.

Jeśli nie będziesz w stanie odgonić złych myśli: trudno! Raz wychodzi to lepiej, innym razem gorzej. Pomyśl sobie, że...to tylko myśli. Nie mogą zrobić Ci krzywdy, a jeśli zdołasz się rozluźnić choć trochę - nie będą miały nad Tobą władzy. Będą nadal, ale staną się odległe i mniej przerażające. Zaakceptuj je i żyj pełnią życia!
Pozdrawiam

118

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anastawia- teoretycznie wiem ale ciężko idzie. będę się starał!
Stokrotko zastosowałem tą metodę przed chwilą i faktycznie trochę pomaga! muszę sobie wmówić że to tylko myśli i faktycznie nic mi nie mogą zrobić.Albo myśleć o czymś bardzo pozytywnym. Tylko, że czasami jak mam takiego doła to ciężko znaleźć jakieś pozytywy w swoim życiu. Ale będę próbował. Pozdrawiam i serdecznie dziękuje.

119

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki jeszcze jedna uwaga: rozluźnienie musi przyjść naturalnie, nie możesz go wymuszać, ani siłować się z myślami, bo zamiast rozluźnienia przyjdzie wściekłość, a zamiast sukcesu - frustracja. Przyjmij, że czasem może Ci się nie udać i wówczas przeczekaj rozszalałe myśli, zajmij się pracą, albo hobby, tudzież moimi ulubionymi "odwracaczami uwagi", jakimi są wszelkiej maści łamigłówki, krzyżówki, lub sudoku. Wypij jakąś herbatkę uspakajającą - też potrafi przynieść ulgę.
Pozdrawiam

120

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich serdecznie,
Pierwszy raz znalazłam się na terapii 12 lat temu, byłam wycieńczona i nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Szukałam racjonalnych dowodów na chorobę somatyczną, a znalazłam tylko wrzody dwunastnicy, które były raczej następstwem a nie przyczyną złego samopoczucia. Terapia trwała 2,5 roku była to terapia behawioralno-poznawcza. W tym czasie pożegnałam kilka bliskich osób, całe szczęście, że byłam wtedy na terapii, to pozwoliło mi przeżyć i wrócić do normalnego życia. Nie brałam leków, bo mam z tym problem psychiczny po 1 tabletce dostałam jadłowstrętu, a to raczej niemożliwe - to było po prostu w mojej głowie. Jednak otrzymałam silne wsparcie i pomoc ze strony terapeutów i udało się, przez 10 lat nie miałam objawów, żyłam, cieszyłam się życiem,  pracowałam od rana do nocy i osiągałam sukcesy i chyba coś przeoczyłam, może o czymś zapomniałam, nie wiem.....Pojawiło się przemęczenie i choroby fizyczne, a za nimi biegunki i wszystko co tylko może się pojawić: bóle głowy, problemy ze snem itd., Wzięłam pół roczny urlop bezpłatny, żeby odpocząć a tu psikus losu, powróciły lęki, najpierw malutkie chwilowe, a teraz olbrzymie rozlane kolosy lub serie jeden za drugim w nocy i w dzień. Początkowo myślałam, że sobie sama poradzę, ale nie udało się. Przyszły biegunki, szybka utrata wagi 47kg, przy 170cm i inne objawy somatyczne.. Kolejny raz siedzę z nowym lekiem w ręce. Od 3 tygodni  zastanawiam się czy brać.., jestem bardzo zmęczona i wyczerpana, ale nie potrafię się do nich przekonać, więc znowu poszłam na terapię tym razem nie jest to terapia behawioralno-poznawcza, bo zmieniłam miejsce zamieszkania a w okręgu 50 km nikt takiej nie prowadzi. Terapeuta jest na "nie" jeśli chodzi o leki, ja jestem coraz bardziej wyczerpana, podjęłam się pewnego zlecenia na kilka weekendów i nie wiem czy dam sobie radę kolejny raz ...Nerwica to mój zielonooki potwór z którym muszę sobie poradzić. Dzięki Waszym wpisom, a szczególnie stokrotki 84, kolejny raz próbuję się z tym pogodzić i w pewnym stopniu zaakceptować, nie walczyć ze sobą, a  raczej spróbować ponegocjować - co i w jakim stopniu mogę zaakceptować i gdzie są moje granice, granice mojej wytrzymałości, cierpliwości i akceptacji?...nie wiem.. I znowu dzięki Wam, chociaż tak mało biorę od innych i tak ciężko mi to pisać tu w tym miejscu zaczynam walkę o samą siebie, chociaż nie wiem jeszcze jak...Na razie idę utartym torem ....
Myślałam, że to nigdy nie wróci, a jednak się pomyliłam, ale pewnie to jest po coś.. Dziękuję, że jesteście bo dzięki Wam czuję że warto jeszcze raz spróbować, że to nie koniec mojego życia, chociaż tak bardzo trudno w to uwierzyć i się zmotywować. Stokrotko 84, jest tyle optymizmu w Twoich wypowiedziach...To koi i daje nadzieję. Widziałam wczoraj na stupie ogłoszenie o zajęciach z jogi zaraz wyjdę z domu i pójdę odpisać ten numer i zadzwonię ...
pozdrawiam wszystkich

121

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

8888- wiesz nawroty się zdarzają. Pamiętasz, że byłaś już raz zrezygnowana i uporałaś się z tym. Teraz też dasz radę. Ja też jestem źle nastawiona na leki, stąd miałam bardzo dziwne objawy jak zaczynałam leczenie i bardzo pogorszył się mój stan na początku. No ale 3 lek był już trafiony i nie wiem czy zadziałała zmiana lekarza czy sam lek. Terapia daje dobre rezultaty, ale jest długotrwała. Ja nie mogłam sobie na to pozwolić, bo pracuje. Ja wybrałam leki + terapia która zaczyna się za miesiąc.

122

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuję, że to piszesz bo ja tak panicznie boje się leków, że po nich będzie gorzej, że nie zapanuję nad tym co się ze mną dzieje  albo że będę je brała już zawsze. A ja chcę tylko normalnie żyć, myślałam, że drugi raz nie znajdę siły na walkę o siebie, a jednak próbuję się pozbierać i zacząć jeszcze raz. Dwa dni temu pożegnałam mojego ukochanego kotka i jakoś to mnie jeszcze dobiło...pozdrawiam

123

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam kochani! staram sie zaakceptowac te swoje lęki i nie przywiazywac uwagi do złych mysli ale nie jest łatwo! dzis powtórka z zeszłego tygodnia i mam doła. chociaz mówie sobie ze jest fajnie i mam sie z czego cieszyc chce mi sie beczec a najgorsze jest to ze nawet jak próbuje popłakac to nie da rady. i taka żałosc siedzi we mnie a w ogóle to troche  chustawka nastroju. Mam pytanie do SLUU czy przy braniu seroxatu tez miałaś takie incydenty.Pozdrawiam i życze spokoju i rafości nam wszystkim.

124 Ostatnio edytowany przez sluuu (2013-09-17 21:47:20)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

8888-Nie ma za co dziękować, jestem taka jak Ty- mam nerwice. Leki bardzo mnie rozstroiły i pogorszyły moj stan, ale paro dała radę. Jesli mogę dać radę, to pod żadnym pozorem nie czytaj ulotek, for nerwicowych, nie nakręcaj się bardziej niż to potrzebne. Jak weźmiesz leki świat się nie skończy. Stworzono je na te dolegliwości i wielu ludzi na różnych szczeblach życiowych je bierze.

wiki21= huśtawka jest na początku i nawet później, konsultuj wszystko z lekarzem. Przerabiałam brak możliwości płaczu na początku, więc nie martw się. Dasz radę!

Ja nie mam żadnych lęków, ale niestety z jesieniom przyszły potworne bóle karku.

125

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Piszecie o nawrotach choroby/nerwicy. Ma to wtedy związek z jakąś sytuacją/traumatycznym przeżyciem, czy wraca bez powodu?

126

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia -W moim przypadku to są przede wszystkim geny ;-(!
Dopiero dodatkowymi czynnikami sprzyjającymi, są: migreny i sztywność mięśni, zmiana pogody, trudniejsze dni w życiu osobistym, wypicie alkoholu.

Każdy człowiek ma w życiu problemy i trudniejsze okresy, więc nie mogę przecież ich unikać bo mam nerwicę. Nie ma takiego miejsca w którym będę żyła bez problemów, obowiązków w stanie ciągłego relaksu. NIESTETY.

127

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka, Wszystko to, co piszesz , jest prawdą. Jestem tego dowodem . Od 15 lat nie muszę zmagać się już z problemami nerwicowymi pomimo,ze życie przynosi mi coraz większe i trudne przeciwności. Leczyłam się podobnymi metodami jak Ty ale zajęło mi to około 2 lat. Wiem,że u mnie podstawą było przyjęcie tej myśli,że żle już było a tylko ode mnie zależy jak będzie. wiara w to ,że sie uda, byla moim mottem przewodnim. pozdrawiam cie serdecznie i życze Ci doczekania jak najszybciej momentu, kiedy będziesz mogła śmiać się ze swoich dawnych przypadłości  tak, jak ja to teraz robię:)

128

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Lemi, witaj wśród żywych! wink
Cieszę się, że piszą tu też takie osoby, które wyszły z tego choróbska. To daje dużą nadzieję.
Ja dopiero zaczynam wychodzić z deprechy i na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że nie chcę tam wracać do tej krainy ciemności.
Pozdrawiam i trzymam kciuki za was wszystkich.

129

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia, miałam wielkie szczęście,że w chwili końcowej wytrzymałości, po okołu 10 latach faszerowania się wszelkimi psychotropami( jak królik doświadczalny), trafiłam na psychologa z prawdziwego zdarzenia , znającego się rzeczywiście na psychice ludzkiej. Nie uwierzysz, ale maiłam z nim spotkanie tylko raz przez 3 godziny. To mi wystarczyło, bo chciałam normalnie wreszcie żyć. On powieział mi od czego zacząc. Aby móc coś pokonać, należy wiedzieć z czym się walczy. Zrozumieć zasady działania tej niezrozumiałej dla ludzi zdrowych , przypadłości. polecił mi czytanie ksiązek jako forma terapii( zamiast terapeuty, bo drogo kosztuje) w chwilach , kiedy mam doła. Nie da się tego opisać, to trzeba przeżyć, przetrwać, przerobić. Najwazniejsze-WIARA ZE TO POSKUTKUJE- jesli nie uwierzysz w pozytywny efekt, to jest cięzko to zrealizować. Każdy ma inną psychikę, ale każdy ma podobna wolę normalnego życia.Miałam wiele ksiązek psychologicznych poleconych przez tego psychologa. Przeczytalam je w ciągu 2 lat mojej terapii setki razy. Nie pamiętam dokładnie tytułów, ale postaram się to przypomnieć i tutaj napisać.Byłam sama dla siebie chorym i terapeutą:) Nie poddawajcie się, to jest tylko nasza wyobrażnia a my możemy nauczyć się nad nią panować. Ja mialam wiele objawów układu wegetatywnego i bylo nie raz ciężko ale udało się. Najgorsze były momenty , kiedy wydawało mi się, ze umieram. Nie zapomnę tego zimna w calym ciele od stop do głowy- to była tylko chora moja psychika. Życzę Wam wszystkim powrotu do życia. Jestem przykładem ,ze mozna pokonać tę chorobę chociaż niełatwo.

130 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2013-09-19 11:44:46)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
8888 napisał/a:

udało się, przez 10 lat nie miałam objawów, żyłam, cieszyłam się życiem,  pracowałam od rana do nocy i osiągałam sukcesy i chyba coś przeoczyłam, może o czymś zapomniałam, nie wiem.....Pojawiło się przemęczenie i choroby fizyczne, a za nimi biegunki i wszystko co tylko może się pojawić: bóle głowy, problemy ze snem itd., Wzięłam pół roczny urlop bezpłatny, żeby odpocząć a tu psikus losu, powróciły lęki, najpierw malutkie chwilowe, a teraz olbrzymie rozlane kolosy lub serie jeden za drugim w nocy i w dzień. Początkowo myślałam, że sobie sama poradzę, ale nie udało się. Przyszły biegunki, szybka utrata wagi 47kg, przy 170cm i inne objawy somatyczne.. Kolejny raz siedzę z nowym lekiem w ręce. Od 3 tygodni  zastanawiam się czy brać.., jestem bardzo zmęczona i wyczerpana, ale nie potrafię się do nich przekonać, więc znowu poszłam na terapię tym razem nie jest to terapia behawioralno-poznawcza, bo zmieniłam miejsce zamieszkania a w okręgu 50 km nikt takiej nie prowadzi. Terapeuta jest na "nie" jeśli chodzi o leki, ja jestem coraz bardziej wyczerpana, podjęłam się pewnego zlecenia na kilka weekendów i nie wiem czy dam sobie radę kolejny raz ...

10 lat nie miałaś objawów? Naprawdę zazdroszczę, 10 lat to szmat czasu i kawał pięknego życia. smile Dziękuję, że tu napisałaś. Jestem pewna, że Twoje obecne problemy są jedynie przejściowe. Dlaczego? Bo Ty już WIESZ jak sobie radzić, byłaś na terapii i dysponujesz odpowiednimi narzędziami do tego, żeby ten stan przezwyciężyć.
Mówisz, że schudłaś. Kochana, ja przez ostatnie 4 miesiące zjechałam z 57, do 50 kg wagi! Bankructwo firmy, szukanie nowej pracy, trudności rodzinne - wszystko to odbiło się na moim zdrowiu. Ale za każdym razem kiedy nerwica mnie szarpie, traktuję ją jako okres przejściowy i okazję do przećwiczenia strategii, które wcześniej bardzo mi pomogły.
Najważniejsze to nie siedzieć ze spuszczoną głową i nie płakać, tylko szukać rozwiązania. Poszłaś na terapię? Doskonale, na pewno się przyda, tylko uwierz w to i zaufaj.

Leki Kochana to Twój wybór. Poradziłaś sobie wcześniej bez nich, więc czemu i tym razem miałoby być inaczej? Jeśli wcześniej przez to przeszłaś to MASZ W SOBIE SIŁĘ, żeby przejść przez to raz jeszcze. Jeśli czujesz się wyczerpana, to może powinnaś poprosić lekarza o jakieś łagodne benzo. Pomoże Ci to przynajmniej odpocząć przez chwilę i nabrać sił do walki.
Nie do końca rozumiem Twój strach przed lekami. Istnieją dwa podejścia do ich zażywania: psychiatra powie Ci, że powinnaś je zażywać, bo one zlikwidują przykre objawy, a psycholog powie, że nie powinnaś, bo jesteś sobie w stanie poradzić sobie sama (z jego ?małą? pomocą).
I bądź tu człowieku mądry! Ja przetestowałam i jedno i drugie. Leki to było dla mnie wielkie uwolnienie. Kiedy je zażywałam, nie miałam żadnych objawów nerwicy. Działały na mnie tak dobrze, że nazywałam je moimi "aniołkami w pigułkach". Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie wymyśliłam sobie nerwicy, bo nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.
Później jednak przeżyłam wielkie rozczarowanie, bo wraz z ich odstawieniem zalała mnie fala tak różnorodnych emocji (negatywnych niestety), że załamałam się nerwowo. Wydawało mi się, że nigdy z tego nie wyjdę. Ale wtedy pomogła mi terapia i własna determinacja do szukania rozwiązań.
Jakkolwiek nie zdecydujesz, na pewno sobie poradzisz. Życie nie jest stałe, ciągle się zmienia, przeobraża, a my wraz z nim. Nie jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie ono wyglądać za kilka, albo kilkanaście lat. To, że nerwica wróciła po takim czasie nie oznacza, że będzie z Tobą zawsze. Niekoniecznie musiałaś coś przeoczyć. Może po prostu wzięłaś na swoje barki zbyt wiele? Jako podatni na dolegliwości nerwowe powinniśmy szczególnie uważać na ilość problemów, jakie bierzemy sobie na głowę. Niestety bardzo trudno wytyczyć taką granicę (gdzie kończy się stres, a zaczyna lęk). Sama borykam się z myślą, gdzie leży moja granica? Na ile mogę sobie pozwolić? Jak wiele wyzwań mogę przyjąć na klatę?
Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, ale musimy próbować. Jest to stąpanie po cienkiej linie z zawiązanymi oczami, ale jeśli chcemy żyć i funkcjonować jak inni ? nie mamy innego wyjścia. Inaczej będziemy inwalidami skazanymi na łaskę, lub niełaskę innych. Pół biedy jeśli mamy przy sobie kochających ludzi, ale co jak ich nie ma?

Ja wiem jedno: jeśli nerwica atakuje, to nie wolno zbyt długo zwlekać. Trzeba działać! Im dłużej człowiek tkwi w takim stanie, tym trudniej mu będzie z tego wyjść. Nie znaczy to oczywiście, że mamy robić wszystko szybko. NIE! Pośpiech przy nerwicy to strzał w kolano, chodzi o to żeby działać, ale ze spokojem, uważnością i dokładnym planem na siebie (wyznaczanie drobnych celów, organizowanie dnia, trening relaksacji i konsekwentne realizowanie tychże założeń).


Leni napisał/a:

Stokrotka, Wszystko to, co piszesz , jest prawdą. Jestem tego dowodem . Od 15 lat nie muszę zmagać się już z problemami nerwicowymi pomimo,ze życie przynosi mi coraz większe i trudne przeciwności. Leczyłam się podobnymi metodami jak Ty ale zajęło mi to około 2 lat. Wiem,że u mnie podstawą było przyjęcie tej myśli,że żle już było a tylko ode mnie zależy jak będzie. wiara w to ,że sie uda, byla moim mottem przewodnim. pozdrawiam cie serdecznie i życze Ci doczekania jak najszybciej momentu, kiedy będziesz mogła śmiać się ze swoich dawnych przypadłości  tak, jak ja to teraz robię:)

Naprawdę cieszę się Leni. :)W trudnych chwilach wracam do lektur, które mi pomogły i nadal uczęszczam na psychoterapię. Z moich objawów już się często śmieję, ale mam też dni, kiedy nic mi nie pomaga. Wtedy po prostu przeczekuje trudne chwile, zajmuję się innymi sprawami, hobby, albo odpuszczam, odpoczywam, wrzucam na luz i stwierdzam, że dzisiaj po prostu czuję się tak, a nie inaczej i nic z tym nie mogę zrobić.
Wtedy przechodzi i idę dalej.
Podziwiam Cię, że dałaś radę z tak trudnym przeciwnikiem. Ja jeszcze muszę się sporo nauczyć, ale przyznaję jednocześnie, że obecnie moje objawy nie sięgają nawet połowy tego, co przeżywałam kiedyś. Czasem w ogóle ich nie mam, nie odczuwam i nie pamiętam. Zapominam! I to jest mój cel: zapominać jak najczęściej i cieszyć się życiem.
Pozdrawiam

Posty [ 66 do 130 z 2 984 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 46 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026