8888 napisał/a:udało się, przez 10 lat nie miałam objawów, żyłam, cieszyłam się życiem, pracowałam od rana do nocy i osiągałam sukcesy i chyba coś przeoczyłam, może o czymś zapomniałam, nie wiem.....Pojawiło się przemęczenie i choroby fizyczne, a za nimi biegunki i wszystko co tylko może się pojawić: bóle głowy, problemy ze snem itd., Wzięłam pół roczny urlop bezpłatny, żeby odpocząć a tu psikus losu, powróciły lęki, najpierw malutkie chwilowe, a teraz olbrzymie rozlane kolosy lub serie jeden za drugim w nocy i w dzień. Początkowo myślałam, że sobie sama poradzę, ale nie udało się. Przyszły biegunki, szybka utrata wagi 47kg, przy 170cm i inne objawy somatyczne.. Kolejny raz siedzę z nowym lekiem w ręce. Od 3 tygodni zastanawiam się czy brać.., jestem bardzo zmęczona i wyczerpana, ale nie potrafię się do nich przekonać, więc znowu poszłam na terapię tym razem nie jest to terapia behawioralno-poznawcza, bo zmieniłam miejsce zamieszkania a w okręgu 50 km nikt takiej nie prowadzi. Terapeuta jest na "nie" jeśli chodzi o leki, ja jestem coraz bardziej wyczerpana, podjęłam się pewnego zlecenia na kilka weekendów i nie wiem czy dam sobie radę kolejny raz ...
10 lat nie miałaś objawów? Naprawdę zazdroszczę, 10 lat to szmat czasu i kawał pięknego życia.
Dziękuję, że tu napisałaś. Jestem pewna, że Twoje obecne problemy są jedynie przejściowe. Dlaczego? Bo Ty już WIESZ jak sobie radzić, byłaś na terapii i dysponujesz odpowiednimi narzędziami do tego, żeby ten stan przezwyciężyć.
Mówisz, że schudłaś. Kochana, ja przez ostatnie 4 miesiące zjechałam z 57, do 50 kg wagi! Bankructwo firmy, szukanie nowej pracy, trudności rodzinne - wszystko to odbiło się na moim zdrowiu. Ale za każdym razem kiedy nerwica mnie szarpie, traktuję ją jako okres przejściowy i okazję do przećwiczenia strategii, które wcześniej bardzo mi pomogły.
Najważniejsze to nie siedzieć ze spuszczoną głową i nie płakać, tylko szukać rozwiązania. Poszłaś na terapię? Doskonale, na pewno się przyda, tylko uwierz w to i zaufaj.
Leki Kochana to Twój wybór. Poradziłaś sobie wcześniej bez nich, więc czemu i tym razem miałoby być inaczej? Jeśli wcześniej przez to przeszłaś to MASZ W SOBIE SIŁĘ, żeby przejść przez to raz jeszcze. Jeśli czujesz się wyczerpana, to może powinnaś poprosić lekarza o jakieś łagodne benzo. Pomoże Ci to przynajmniej odpocząć przez chwilę i nabrać sił do walki.
Nie do końca rozumiem Twój strach przed lekami. Istnieją dwa podejścia do ich zażywania: psychiatra powie Ci, że powinnaś je zażywać, bo one zlikwidują przykre objawy, a psycholog powie, że nie powinnaś, bo jesteś sobie w stanie poradzić sobie sama (z jego ?małą? pomocą).
I bądź tu człowieku mądry! Ja przetestowałam i jedno i drugie. Leki to było dla mnie wielkie uwolnienie. Kiedy je zażywałam, nie miałam żadnych objawów nerwicy. Działały na mnie tak dobrze, że nazywałam je moimi "aniołkami w pigułkach". Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie wymyśliłam sobie nerwicy, bo nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.
Później jednak przeżyłam wielkie rozczarowanie, bo wraz z ich odstawieniem zalała mnie fala tak różnorodnych emocji (negatywnych niestety), że załamałam się nerwowo. Wydawało mi się, że nigdy z tego nie wyjdę. Ale wtedy pomogła mi terapia i własna determinacja do szukania rozwiązań.
Jakkolwiek nie zdecydujesz, na pewno sobie poradzisz. Życie nie jest stałe, ciągle się zmienia, przeobraża, a my wraz z nim. Nie jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie ono wyglądać za kilka, albo kilkanaście lat. To, że nerwica wróciła po takim czasie nie oznacza, że będzie z Tobą zawsze. Niekoniecznie musiałaś coś przeoczyć. Może po prostu wzięłaś na swoje barki zbyt wiele? Jako podatni na dolegliwości nerwowe powinniśmy szczególnie uważać na ilość problemów, jakie bierzemy sobie na głowę. Niestety bardzo trudno wytyczyć taką granicę (gdzie kończy się stres, a zaczyna lęk). Sama borykam się z myślą, gdzie leży moja granica? Na ile mogę sobie pozwolić? Jak wiele wyzwań mogę przyjąć na klatę?
Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, ale musimy próbować. Jest to stąpanie po cienkiej linie z zawiązanymi oczami, ale jeśli chcemy żyć i funkcjonować jak inni ? nie mamy innego wyjścia. Inaczej będziemy inwalidami skazanymi na łaskę, lub niełaskę innych. Pół biedy jeśli mamy przy sobie kochających ludzi, ale co jak ich nie ma?
Ja wiem jedno: jeśli nerwica atakuje, to nie wolno zbyt długo zwlekać. Trzeba działać! Im dłużej człowiek tkwi w takim stanie, tym trudniej mu będzie z tego wyjść. Nie znaczy to oczywiście, że mamy robić wszystko szybko. NIE! Pośpiech przy nerwicy to strzał w kolano, chodzi o to żeby działać, ale ze spokojem, uważnością i dokładnym planem na siebie (wyznaczanie drobnych celów, organizowanie dnia, trening relaksacji i konsekwentne realizowanie tychże założeń).
Leni napisał/a:Stokrotka, Wszystko to, co piszesz , jest prawdą. Jestem tego dowodem . Od 15 lat nie muszę zmagać się już z problemami nerwicowymi pomimo,ze życie przynosi mi coraz większe i trudne przeciwności. Leczyłam się podobnymi metodami jak Ty ale zajęło mi to około 2 lat. Wiem,że u mnie podstawą było przyjęcie tej myśli,że żle już było a tylko ode mnie zależy jak będzie. wiara w to ,że sie uda, byla moim mottem przewodnim. pozdrawiam cie serdecznie i życze Ci doczekania jak najszybciej momentu, kiedy będziesz mogła śmiać się ze swoich dawnych przypadłości tak, jak ja to teraz robię:)
Naprawdę cieszę się Leni. :)W trudnych chwilach wracam do lektur, które mi pomogły i nadal uczęszczam na psychoterapię. Z moich objawów już się często śmieję, ale mam też dni, kiedy nic mi nie pomaga. Wtedy po prostu przeczekuje trudne chwile, zajmuję się innymi sprawami, hobby, albo odpuszczam, odpoczywam, wrzucam na luz i stwierdzam, że dzisiaj po prostu czuję się tak, a nie inaczej i nic z tym nie mogę zrobić.
Wtedy przechodzi i idę dalej.
Podziwiam Cię, że dałaś radę z tak trudnym przeciwnikiem. Ja jeszcze muszę się sporo nauczyć, ale przyznaję jednocześnie, że obecnie moje objawy nie sięgają nawet połowy tego, co przeżywałam kiedyś. Czasem w ogóle ich nie mam, nie odczuwam i nie pamiętam. Zapominam! I to jest mój cel: zapominać jak najczęściej i cieszyć się życiem.
Pozdrawiam