Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony Poprzednia 1 2 3 4 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 110 z 2,981 ]

56

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

witam wszystkich. Jestem tutaj nowy, mam na imię Marcin. Męcze się już 6 lat z nerwicą lękową. Wszystko się zaczęło w sierpniu 2007 r. na zlocie żaglowców w Szczecinie. Wtedy to doszło do takiego zdarzenia: głośna muzyka i tłum ludzi zebranych pod sceną przyczynił się do silnego bólu głowy, dusznościami, mrowieniem w głowie. Błyskawicznie zjawiło się pogotowie ratunkowe, które zawiozło mnie do szpitala. tam podano mi środki uspokajające. Nie mogłem wstać z łożka bo bałem się że umrę. Po paru godzinach przyjechali po mnie rodzice, którzy mieszkają ponad100 km od szczecina. Ciągle leżałem w domu, nie miałem ochoty na nic. Ciągle się bałem że coś mi się stanie. Zrobiono mi rezonans głowy w którym nic nie wykazało. Dopiero wizyta u psychiatry troszke pomogła, przepisał mi ataraks 100mg brałem go codziennie przez miesiąc, potem asentra 100mg. ból nie ustępował, lekarz rozpoznał umnie DEPRESJE LĘKOWĄ. po 5 latach brania leków troche sie uspokoiłem, lecz nie dokońca. Kilkakrotnie próbowałem rzucać leki, lecz bezskutecznie - objawy ciągle wracały. Obecnie biore pramolan 50mg który mi średnio pomaga. Objawy takie jak wszyscy opisują zmniejszyły się, lecz ciągle się boje że COŚ MI SIĘ STANIE, ŻE NIEBĘDZIE POMOCY.We Wrześniu biore ślub nie wiem jak to będzie. STOKROTKO Twoje posy pomogły mi zakupiłem nawet książke.

Zobacz podobne tematy :

57

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

czuje się niewyspany ciągle. boli mnie głowa szum w uszach, zwiedziłęm już kilkunastu lekarzy i Diagnoza: NIC PANU NIE BĘDZIE. A mi ciągle jest słabo, mam zaburzenia równowagi. STOKROTKO czy to są tylkomoje wymysły?????????????????????

58

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Drogi Marcinie! Odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: tak. Skoro zrobiłeś tyle badań i żaden lekarz, ani profesjonalny sprzęt nie dopatrzyli się niczego niepokojącego, to na pewno tkwi w Twojej głowie.
Nerwica i depresja mają to do siebie, że bezbłędnie udają inne choroby.
Zresztą wystarczy że poczytasz posty innych np. Missnowegojorku, czy Żanetki - wówczas przekonasz się, że to prawda.
Przykro mi z powodu Twojego cierpienia, ale na pocieszenie mogę dodać, że nie jesteś sam. Ja również zmagam się z nerwicą dość długo. Przeszłam chyba wszystkie fazy tej "choroby" i cóż...nadal nie jest idealnie. Ale może w tym właśnie tkwi sedno: za bardzo skupiamy się na tym, żeby było idealnie, żeby już nie czuć tych objawów, żeby zniknęły na zawsze. Tymczasem to nie jest możliwe. Walka z nerwicą, czy depresją to tak jak walka z otyłością: często kiedy wydaje nam się, że już sobie poradziliśmy, przychodzi efekt "jojo" i wszystko zaczyna się od nowa.

Ja mam na to sposób wykorzystywany w terapii poznawczo-behawioralnej: kiedy bardzo się czegoś boję, staram się doprowadzać do konfrontacji. Staję z lękiem twarzą w twarz i oswajam go. Oczywiście robię to stopniowo, małymi kroczkami, żeby nie pogrążyć się jeszcze bardziej.
Poza tym od ponad 2 lat uczęszczam na indywidualną terapię psychologiczną (dwa razy w tygodniu) i stosuję techniki, które wymieniłam na początku tego wątku. Piję dużo magnezu, herbat ziołowych, sporo też czytam.

Od ponad roku nie biorę leków antydepresyjnych. Czasem mam okropne kryzysy, bo w trakcie farmakoterapii temat lęków nie istniał dla mnie W OGÓLE. Leki tak dobrze na mnie działały, że nerwica była tylko złym snem z odległej przeszłości. Brałam je ponad 4 lata, ale w końcu trzeba kiedyś powiedzieć dość i spróbować poradzić sobie innymi metodami.
Bywa piekielnie ciężko. 3 ostatnie miesiące były dla mnie strasznie trudne. Różne rzeczy się na to składały, ale dzięki wsparciu najbliższych i psycholożki jakoś sobie radzę.

Co mogę Ci doradzić: przy nerwicy ważne jest życie regularne i uporządkowane. W dzisiejszych czasach niesamowicie trudno to osiągnąć i dlatego m.in. tak trudno dać sobie radę z tymi dolegliwościami. Mnie się w pewnym momencie udało: wstawałam o tej samej godzinie, szłam do pracy, jadłam śniadanie o mniej więcej jednakowych godzinach, wykonywałam swoje obowiązki, wracałam do domu, skupiałam się na pracach domowych, sporcie, czy innym hobby, ostatni posiłek jadałam najdalej między 19 a 20, szłam spać. Zawsze starałam się mieć jakieś zajęcie.
Przy nerwicy i depresji trzeba się przemóc i szukać sobie zajęć: to - według mnie - jedna z najlepszych metod. Niestety życie musiało mi dopiec i w momencie, kiedy już sobie wymościłam dobre miejsce na tym świecie firma w której pracuje musiała stanąć na skraju bankructwa.

Wizja bezpieczeństwa, stabilizacji i uporządkowania raptem mi się rozsypała. Na szczęście mam dobrego szefa, który mimo wszystkich trudności i problemów z finansami powtarza mi: jest nam pani potrzebna, musimy sobie poradzić! No więc stanęłam przed kolejnymi wyzwaniami, nerwica oczywiście mnie kąsa, ale myślę sobie że znowu mam szansę nauczyć się czegoś nowego, zdobyć cenne doświadczenia (chociaż wolałabym ich uniknąć) i udowodnić sobie, że mogę i dam radę.

Na nerwicę nie ma idealnego lekarstwa, ale ważne jest żeby zobaczyć ile człowiek już zrobił, żeby z tego wyjść. Pomimo wszystkich trudności jest wiele rzeczy z których mogę być dumna np. jestem doceniana w pracy, bez problemu wychodzę do miasta, parku, urzędu, na pocztę, do kina (kiedyś nie było to możliwe), mam kochającego męża (rzadkość w tych czasach), solidne wykształcenie i pewnie dużo innych. Każdy depresyjny nerwicowiec powinien w ten sposób podbudowywać złamane poczucie własnej wartości, bo to pomaga zobaczyć jak cenne jest życie i że warto walczyć o jego dobrą jakość i swoje zdrowie.
Jestem przekonana Marcinie, że i Ty potrafisz wymienić wiele pozytywnych rzeczy w swoim życiu. Pamiętaj, żeby nad sobą pracować, szukać najlepszych rozwiązań dla siebie i podjąć (o ile to możliwe) terapię psychologiczną. Jestem pewna, że w końcu poczujesz ulgę, ale też nie chciej jej poczuć za bardzo, wówczas przyjdzie szybciej niż myślisz (paradoks nerwicy ;-) ).
3maj się i powodzenia!

59

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam serdecznie

Kilka dni temu zaczęłam 4 opakowanie Asertinu (cały czas biorę 1 tabletkę na noc). Leczę się na nerwicę lękową i natrętne myśli. Zdecydowałam się na leczenie, bo nachodziły mnie myśli, których się bałam, miałam wrażenie, ze wariuję. Od jakiegoś czasu było już dobrze. Do wczoraj...

Siedziałam wieczorem przed kompem i nagle... znów pojawił się strach, ból brzucha, kołatanie serca i zimne poty. Znów natrętne myśli się pojawiły, które były dla mnie niedorzeczne, bo nigdy bym się nie posunęła do tego, co mi podpowiadały. Wzięłam więc Validol i w miarę szybko się położyłam, żeby się uspokoić.
Dziś wstałam dosyć późno i ruszyłam do sklepu. A tam... znowu strach, że za chwilę się na kogoś rzucę, że tracę zmysły. Koszmar!

Nie wiem czy ma jakieś znaczenie fakt, że wczoraj wzięłam pierwszą tabletkę Belissy Sun (Zawiera skrzyp polny, beta-karoten, witaminę c i witaminę e). Czasami zdarzało się, że czułam się psychicznie gorzej, ale było to zawsze przed okresem. Potem przechodziło.

Aktualnie jestem już po, więc teoretycznie wszystko powinno wrócić do normy. Napiszcie proszę, czy te huśtawki nastrojów są normalne? Biorę nieprzerwanie ten lek 4 miesiąc.

Czasem się sama siebie boję. Swoich myśli. Boję się, że jestem zagrożeniem dla moich domowników.

Przetrwam?

Daj spokój wspomnieniom. Daj się ponieść marzeniom...

60

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Megi87: a czemu miałabyś nie przetrwać? Zadaj sobie pytanie: cóż Tobie (lub Twoim bliskim) mogą uczynić myśli? (jakkolwiek straszne by nie były).
Kiedy takowe Cię napadają nie powinnaś się bronić. Spróbuj dopuścić je do siebie, dać im płynąć szerokim strumieniem. Wyszaleją się i odejdą, bo zawsze odchodzą. Dopóki są myślami nie zrobią Ci krzywdy, a Ty nie powinnaś obwiniać się za to, że ich doświadczasz. Pamiętaj: nie jesteś swoimi myślami. Im bardziej będziesz się bronić, panikować, obwiniać siebie - tym będzie gorzej. Spróbuj je zaakceptować, oswoić się z nimi, a na pewno będzie lepiej.
Przy stosowaniu antydepresantów zdarzają się epizody lękowe (okres i napięcie przedmiesiączkowe na pewno mają w tym swój udział), ale im dłużej będziesz stosować leki, tym rzadziej będą się pojawiać. U mnie też się zdarzały, ale po długim stosowaniu leków zupełnie zanikły.
Pozdrawiam

61

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Huh.. może to właśnie ten dzień będzie początkiem mojej drogi do lepszego życia?
Czytałam Wasze historie i już wiem, że nie jestem sama z tym problemem..
Każdego dnia wstaję i zastanawiam się, jak przetrwać poranek, południe, wieczór, noc? Wciąż żyję w strachu, że stres, lęk dopadnie mnie w najmniej oczekiwanym momencie i nie pozwoli mi funkcjonować..
Nawet nie wiem od czego zacząć.. dokuczają mi bóle żołądka, brzucha, nudności i uczucie osłabienia.. Kiedy dopada mnie stres, nie jestem w stanie nad tym zapanować.. Tak jak pisałaś Stokrotka84, staję z nim oko w oko.. próbuję oszukać siebie i zbieram siłę, by zwalić go z nóg.. kiedy mi się uda, odreagowuję to 3 razy silniej, 3 razy dłużej..zabiera mi całą energię..
Mam wrażenie ( albo pewnie wmawiam sobie), że jestem do niczego, ze przez to co mną zawładnęło jestem mało "atrakcyjna", wciąż zła, niecierpliwa, nieszczęśliwa, smutna, markotna, opryskliwa, złośliwa..itd.(tak też odbierają mnie inni), mogłabym wymieniać bez końca.. nie widzę w sobie już nic, co mogłabym przekazać drugiej osobie.. chociażby uśmiech, którym kiedyś skutecznie wszystkich zarażałam.. Straciłam chęć do życia i walki z tym paskudztwem..
Wszystkie badania w kierunku dolegliwości żołądkowych zrobiła-są ok.. Każdy lekarz sugeruje nerwowość z którą sobie nie radzę.. Dopadają mnie takie bóle, na które nie pomagają żadne tabletki.. oddycham, wyciszam sie, piję syrop (hydroxizinum).. i próbuję przeczekać.. do nastepnego razu..
Mam wrazenie, że męczę siebie i wszystkich wokół.. Mój Chłopak, też coraz częściej planuje sobie czas beze mnie, bo nie potrafi mi pomóc, a nie umie patrzeć jak się męczę.. zresztą nie chcę żeby wciąż widział mnie tylko taką.. Kiedyś byłam inna.. bez bólu można więcej, chce się więcej..
Nie wiem z czego to wynika.. nasiliło mi się od czasu kiedy jesteśmy razem.. (ON - inteligentny, przystojny mężczyzna, z dobrą pracą, pasją, planami na przyszłość) a JA? mam 27 lat.. jestem na stażu, nie wiem co dalej? jak szukać pracy kiedy przez ból, odczuwam brak pewności siebie.. wciąż zadaję sobie pytanie - czy sobie poradzę na nowym stanowisku? Staram się mu dorównać, być najlepsza w tym co robię i w jego oczekiwaniach, które (niedosłownie) mi stawia.. wiem czego ON potrzebuje, ale czuję ze już nie daję rady temu sprostać.. ON lubi mieć wszystko najlepsze.. pracuję na to.. i w pracy też przoduje.. myślę, że moje nerwy biorą się z bezsilności.. że nie przeskoczę poprzeczki, która mi kiedyś(w moich wyobrazeniach) zostanie postawiona..
Z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez niego.. nikt, nigdy tak o mnie nie dbał.. nie umiałabym patrzeć jak może być szczęśliwy z kimś innym, wiedząc jak dobry potrafi być i jak osiągalne przy nim staje się niebo..
Przepraszam.. heh to forum.. to Wy jesteście pierwsze/pierwsi.. o tym mogliście przeczytać.."usłyszeć".. nigdy nie szukałam pomocy "wyżej".. u psychologów, psychiatrów.. (skłamałabym.. byłam raz u pani psychiatry, która uśmiechała się mówiąć :"jak można się czymś takim przejmować? naprawdę potrzebuje pani akceptacji ludzi, którzy nic nie wnoszą do pani życia"?.. zapłaciłam 100zł i wyszłam po 15min. z recepta na coaxil i poczuciem jeszcze większej beznadziejności..)
Mam lęk przed pójściem na terapię.. bo wiem, że przed każdą wizytą dolegliwości i bóle będą się nasilały.. tak działają na mnie sytuacje stresowe..
JAk żyć..
Wam życzę powodzenia, bo z tego co udało mi się wyczytać.. większość z Was zna już kroki do swojego małego sukcesu w walce z nerwicą..
Ja muszę się jeszcze sporo nauczyć..

62

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich serdecznie, jak wielu z Was jestem tu nowa, mam dopiero 25 lat a męczę się nerwicą pewnie od kilku. Dzisiaj dodatkowo strasznie szumi mi w uszach.mam wrażenie, że świat kręci się beze mnie, jakbym coś wypiła, bo w głowie się dziwnie kręci, pomimo, że nie są to takie typowe zawroty głowy, jak się zdenerwuje to żołądek ściśnięty, suchość w ustach, do tego robię się strasznie zamknięta w sobie i otępiała. Moje objawy nasiliły się bardzo w kwietniu, gdzie postanowiłam iść do lekarza rodzinnego, który dał mi jakieś tabletki, ale skierował do poradni psychologicznej. Niestety nie poszłam od razu i to był mój błąd, bo być może teraz czułabym jakąś poprawę. Jednak zdecydowałam się bo było jeszcze gorzej. Pani psycholog doradziła, żebym udała się do psychiatry po tabletki i to była świetna decyzja. Mimo, że początkowo strasznie mnie przerażała. obecnie zażywam Asertin i pół tabletki Alpoxu rano i na noc pół tabletki Alproxu. Było wszystko ok, ale od początku tygodnia znowu czuję się momentami fatalnie, a momentami całkiem normalnie. Wystarczy błahostka i już wszystkie w/w objawy wracają. A też mam wspaniałego chłopaka, którego nie chciałabym przez to, że mam nerwicę stracić, a on nie do końca mnie rozumie, ale stara się wspierać. Ale jeśli chodzi o konkretną diagnozę psychiatry to jeszcze jej nie usłyszałam, że to nerwica, a moja terapia u psychologa polega póki co na zebraniu przez Panią psycholog jak najwięcej informacji na mój temat i mojej rodzinie. Ogólnie to po takich ostrych objawach to jestem niesamowicie słaba i senna, dodatkowo dokucza mi okropne ziewanie. Przeraziło mnie ostatnio to, że zamykam się w sobie, boję się, że to jakaś choroba psychiczna, że wyląduje w szpitalu psychiatrycznym hmm to mnie dodatkowo nakręca i jest jeszcze gorzej hmm dodam jeszcze, że wszystkie moje związki do tej pory były nieudane i nigdy to ja ich nie kończyłam, tylko to zawsze mnie zostawiano, a jestem osobą, która bardzo szybko się przywiązuje, angażuje we wszystko, zależy mi na osobach, które są przy mnie, jednak każde rozstanie poprzedzała cisza i teraz też jak mój chłopak długo się do mnie nie odzywa to od razu się nakręcam, że coś jest nie tak, pomimo, że wiem, że jest zajęty i odezwie się na pewno jak będzie miał czas. chyba właśnie te sytuacje wywołują u mnie największą panikę, ale jak już wspominałam wcześniej, wystarczy byle szczegół, żeby sie zdenerwować i mieć kilka kolejnych dni wyciętych z życiorysu. Doradźcie coś, co robić, pocieszcie, że to nie jest żadna choroba psychiczna, chociaż czasami tak się własnie czuje, jak jestem mega rozkojarzona, zamknięta w sobie, nie mam na sił siły, tylko bym leżała i czytała w Internecie informacji na temat tej paskudnej choroby. Pomożecie?

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

63

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Megi, trochę czytałam o nerwicy, bo interesuję się psychologią itp, nie bój się, nie jesteś dla nikogo zagrożeniem. To po prostu te natrętne myśli, które nie są chyba łatwe do leczenia. Czasem mogą się pojawiać, mimo brania leków. To tylko efekt nerwicy, nie jesteś niebezpieczna, tak sądzę smile

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

64

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Evka: Twoja historia jest trochę podobna do mojej. Ja też doświadczyłam pierwszych napadów paniki w momencie kiedy zamieszkałam ze swoim chłopakiem. Przez jakiś czas towarzyszyły mi myśli, czy dobrze robię, czy to już "ten jedyny", czy to naprawdę miłość itp.
Po nich przychodziły ogromne wyrzuty sumienia, bo nie miałam powodu, żeby wątpić w nasz związek. Wówczas jednak przypominałam sobie nieudane związki moich braci i krytyczne uwagi mojej mamy, która nigdy nie akceptowała żadnej z wybranek moich braci. Wydawało mi się, że nigdy nie będzie w stanie zaakceptować mojego chłopaka, tym bardziej, że miał wiele cech, które od początku były dla niej problematyczne.
I tak od myśli do myśli, po nitce do kłębka i wreszcie nerwica urosła do niebotycznych rozmiarów. Wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze: że nie skończę studiów, że chłopak mnie zostawi, że na pewno zapadłam na jakąś chorobę psychiczną. Myśli gnały jak tornado, a ja nie byłam w stanie już nawet zakupów w sklepie zrobić. Nie wychodziłam z domu.
W końcu udałam się do psychiatry, a ten stwierdził, że mam napady lęku i że one wkrótce miną.
Jak to powiedziałam: nie jestem chora psychicznie? Lekarz się uśmiechnął i powiedział, że nie jest to choroba, co najwyżej pewne zaburzenie, ale ponieważ wtedy studiowałam dziennie, musiałam chodzić na zajęcia i ćwiczenia, dlatego stwierdził, że najlepiej będzie jak zapisze mi leki antydepresyjne, wówczas wszystko szybko wróci do normy.
Tak też się stało. Przez kilka lat brałam leki antydepresyjne, a od ponad dwóch lat uczęszczam na terapię psychologiczną. Tobie Evka również polecam najlepiej obie rzeczy na raz.
Pamiętaj, że leki antydepresyjne to nie to samo co benzodiazepiny. Długotrwałe ich stosowanie zlikwiduje wszystkie bóle i pozwoli Ci odnaleźć się na rynku pracy. Psycholog zaś naprostuje Twoje emocje. Nie powinnaś obawiać się psychologa. Ja pamiętam że wchodząc na pierwszą terapię, płakałam i trzęsłam się jak galareta. Po kilku sesjach zdołałam się uspokoić. Po pół roku terapii znalazłam pracę. Psycholog doskonale wie co to nerwica i zrozumie Twój stan. Nie ma się czego obawiać.
Asiaaaa: tak jak napisałam wcześniej - to nie jest choroba psychiczna! Gdyby to była choroba to reagowałabyś odwrotnie, tzn. mówiła wszystkim, że to nie Ty masz problem, ale wszyscy dookoła. W życiu byś z własnej woli nie połknęła tabletki antydepresyjnej, bo ludzie naprawdę chorzy twierdzą, że nic im nie dolega i nie potrzebują dodatkowo się "truć".
Musisz popracować nad samooceną, ale bardzo dobrze, że uczęszczasz do psychologa - nie rezygnuj za szybko, bo po jakimś czasie odczujesz poprawę. Poza tym pracuj nad sobą: stosuj relaksację (zmniejsza ból i napięcie mięśni, pozwala lepiej spać), prowadź w miarę regularny tryb życia, pij magnez z witaminą B6, uprawiaj jakiś sport.
Nie ma cudownego lekarstwa na nerwicę, ja sama nie wynalazłam jeszcze idealnego sposobu, ale obiecuję, że jak tylko pokonam kolejny kryzys to napiszę jak to zrobiłam i co mi tym razem pomogło. smile
Trzymajcie się dziewczyny i głowa do góry! Będzie dobrze.

65

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja też meczę się z ,,nerwicą,,od około 6 lat zresztą pisze o tym też w innych tematach.Stokrotka już chyba niektóre moje wypowiedzi czytałaś,i muszę powiedzieć,że cały czas nie jestem przekonana,że to tylko nerwica.Co jakiś czas robię badania i nie wychodzą dobrze ale lekarze tak lekko do tego podchodzą.ostatnio zrobiłam wymaz z gardła i wyszło,że mam grzyby te same grzyby miałam 2 lata temu i 4 lata temu jeden lekarz powiedział,że tego nie trzeba leczyć drugi,że koniecznie,teraz znów jestem leczona,mam wiele różnych dolegliwości ale między innymi problemy żołądkowo jelitowe i bóle brzucha to wszystko było przypisywane nerwicy a teraz pani doktór powiedziała,że to typowy objaw grzybów które mam w przewodzie pokarmowym,do tego wyszły jeszcze bakterie które też wychodzą za każdym razem i nie do końca są zawsze wyleczone.Różne osoby na forach piszą,że byli na to leczeni od pół roku do roku a moje leczenie trwa za zwyczaj 3 tygodnie.A żeby stwierdzić obecność grzybów czy bakterii w organizmie nie wystarczy zrobić zwykłej morfologi,jednak zanim u siebie to wykryłam,żaden lekarz nie wpadł na pomysł,żeby dać mi skierowanie w tym kierunku.Męczy mnie już to,że pacjent musi am sobie szukać przyczyn swoich dolegliwości,bo lekarzom najprościej jest wysłać taką osobę do psychiatry i mieć problem z głowy.A każda nerwica ma jakąś przyczynę i jeśli organizm jest zatruty toksynami to daje objawy nerwicy bo uszkadza system nerwowy.

66 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2013-07-16 13:14:54)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Tak Żanetko, czytam Twoją historię i sądzę podobnie jak dziewczyny: masz nerwicę z dominującym lękiem hipochondrycznym. Nie wierzę, że po zrobieniu tylu badań i odwiedzeniu takiej ilości lekarzy, żaden by nie zauważył śmiertelnej choroby, albo zatrucia organizmu. Twoje objawy być może były kiedyś wynikiem jakiegoś problemu zdrowotnego (np. boleriozy), ale w tej chwili żaden lekarz nie daje Ci podstaw do podobnych wniosków.
Zamiast usilnie szukać problemów w ciele może spróbowałabyś wizyty u psychiatry, albo zmiany terapeutki? Jeśli mieszkasz w dużym mieście to bardzo dobra jest terapia poznawczo-behawioralna. Sama bym skorzystała, ale mieszkam w małym mieście i tutaj żaden psycholog nie ma podobnych kwalifikacji, dlatego pozostaje mi terapia długoterminowa.

Czytam, że strasznie się męczysz. Wiem co to znaczy i wiem jakie to cierpienie. Nie jestem fanką leków antydepresyjnych, ale był czas, że bardzo mi pomogły. Jeśli istnieje taka możliwość, to czemu z niej nie skorzystasz? Piszesz, że pójście do psychiatry to pójście na łatwiznę, którą sugerują Ci inni lekarze. Bzdura! Właśnie ich sugestie powinnaś brać pod uwagę, a nie biegać po lekarzach wszystkich specjalizacji i robić drogie badania. Istnieje masa mitów na temat leków antydepresyjnych, ale znakomita większość z nich to wyssane z palca banialuki. Na swoim przykładzie powiem Ci, że antydepresanty zlikwidowały większość bardzo męczących objawów takich jak: bóle, problemy ze snem, problemy żołądkowo-jelitowe (całkowicie!), drżenie ciała, napady paniki, obniżony nastrój i - chyba najważniejsze - bezustanne myślenie o nerwicy. Zajęłam się zupełnie innymi rzeczami: studiami, hobby, wypadami ze znajomymi, szukaniem pracy, innymi słowy aktywnie korzystałam z życia! Teraz też to robię (mimo dolegliwości), ale dzięki lekom mam punkt odniesienia do którego wytrwale dążę. I mam pewność, że moje dolegliwości to 100% objawy nerwicy, a nie jakaś straszna choroba. Mam chwile lepsze i gorsze, ale wiem że robię tak dużo, jak tylko się da, żeby było lepiej.

Tobie również życzę wytrwałości w walce i najlepszych dla siebie wyborów.

Pozdrawiam

67

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nabrałam sił, po tygodniu wegetacji w łóżku.. odwiedziła mnie nerwica.. dość skutecznie zadziałała.. dziś jest pierwszy dzień, kiedy ogarnęłam się i spojrzałam w lustro co ze mną zrobiła..
Heh.. jestem bardzo szczupłą osobą.. i kiedy się zdenerwuję.. moja waga spada.. potem leżę, nakręcam się, że jestem już tak chuda, ze aż wstyd wyjść na ulicę.. odczuwam lęk, przed utratą wagi.. przez dolegliwości żołądkowe, które mi towarzyszą przy stresie, nie jem, wszystko się we mnie blokuje.. staram się przez rozsądek wcisnąć w siebie jakieś delikatne posiłki.. ale kilka dni wystarczy, żebym straciła jakieś 3kg.. Wtedy nie czuję się atrakcyjna, a im gorzej wyglądam tym gorzej się czuję.. zresztą.. same wiecie..
Jestem na etapie, że stresują mnie nawet najmniejsze, mało istotne czasami kwestie.. dziś miałam wizyte u dentysty, więc od 5 rano już kręciłam się w łóżku i dotykałam brzucha..-boli? czy jeszcze nie?.. prowadzę monolog w swojej głowie, żeby odsunąć myśli o ewentualnym bólu czy rewolucjach żołądkowych.. Nie chce tak żyć, a nerwica całkowicie przejęła kontrolę nade mną..
Nie mam motywacji, nawet słońce nie mobilizuje mnie do wyjścia i kreatywności.. myślę nad wizytą u psychologa.. bo kiedy jak nie teraz? jak mam układać swoje życie, jak wciąż żyję w strachu przed bólem..
Jestem z okolic Poznania.. czy któraś z Was korzystała z poradni psychologicznych w Poznaniu i mogłaby mi polecić, kogoś kto pomoże mi zwalczyć tę chorobę..? To dla mnie wielki krok ku dobremu, więc będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje..

Spokojnego Dnia życzę sobie i Wam..

68 Ostatnio edytowany przez Bozena1 (2013-07-16 15:39:31)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

witam serdecznie
jak sie ciesze ze znalazlam to forum,. ja jak wy jestem uwieziona w tej chorobie od 20 lat mam wzloty I upadki
przeszlam juz przerozne kuracje poprzez xanaxy pramolan I ostatnio 4 tyg na sertralinie I nie daja zadnego efektu od 20 lat jetsam na clonazepamie nieukrywam ze jestem uzalezniona jak nie wezme trzesie mnie okropnie musze brac. ostatnio coraz czeciej mnie pograza pustkaw glowie dziewne uczucie smutku niezadowolenie I ten okropny lek prrzed smiercia zawalem rakiem az sama sie smieje z siebie kiedy mija ale jak mnie trzyma nie daje rady tzn daje bo nadal zyje I tak sobie po kazdym ataku powarzam ale wraca to jak bumerang.. ciesze sie zee znalazlam to forum I to bedzie moj pokarm teraz. nawet wmowilam sobie ze jestem chora psychicznie bo sjkd takie objawy.. szok.............
pozdrawiam

69

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Evka napisał/a:

Nabrałam sił, po tygodniu wegetacji w łóżku.. odwiedziła mnie nerwica.. dość skutecznie zadziałała.. dziś jest pierwszy dzień, kiedy ogarnęłam się i spojrzałam w lustro co ze mną zrobiła..
Heh.. jestem bardzo szczupłą osobą.. i kiedy się zdenerwuję.. moja waga spada.. potem leżę, nakręcam się, że jestem już tak chuda, ze aż wstyd wyjść na ulicę.. odczuwam lęk, przed utratą wagi.. przez dolegliwości żołądkowe, które mi towarzyszą przy stresie, nie jem, wszystko się we mnie blokuje.. staram się przez rozsądek wcisnąć w siebie jakieś delikatne posiłki.. ale kilka dni wystarczy, żebym straciła jakieś 3kg.. Wtedy nie czuję się atrakcyjna, a im gorzej wyglądam tym gorzej się czuję.. zresztą.. same wiecie..
Jestem na etapie, że stresują mnie nawet najmniejsze, mało istotne czasami kwestie.. dziś miałam wizyte u dentysty, więc od 5 rano już kręciłam się w łóżku i dotykałam brzucha..-boli? czy jeszcze nie?.. prowadzę monolog w swojej głowie, żeby odsunąć myśli o ewentualnym bólu czy rewolucjach żołądkowych.. Nie chce tak żyć, a nerwica całkowicie przejęła kontrolę nade mną..
Nie mam motywacji, nawet słońce nie mobilizuje mnie do wyjścia i kreatywności.. myślę nad wizytą u psychologa.. bo kiedy jak nie teraz? jak mam układać swoje życie, jak wciąż żyję w strachu przed bólem..
Jestem z okolic Poznania.. czy któraś z Was korzystała z poradni psychologicznych w Poznaniu i mogłaby mi polecić, kogoś kto pomoże mi zwalczyć tę chorobę..? To dla mnie wielki krok ku dobremu, więc będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje..

Spokojnego Dnia życzę sobie i Wam..

witaj
widze swoje odbicie w twoim poscie I dzis mam chyba dola ...pozdrawiam

70

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

dodam ze mam taka puustke w glowie I zbudowlam sobie balon naokolo sibei zawsze ktos jest kolo mnie ni ezostaje w domu sama nie wychodze sama I wiem ze to blad bo nie pokonam tego ale nawet jak wyslalam syna 19 lat do banku to co 2 minuty dzwonilam czy juz idzie aa byl tylko 15 minut
jest to okropne I jak ciezkoz tym zyc
mam jedno tylko zyczenie wyjsc z tego I co najlepsze  od roku mnie tak meczy mialam 7 lat spokoj zylam jezdzilam sam latalam samolotem do polski I z polski a teraz zamknelam sie w sieci wlasnego leku...

71

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Evka i pozostałe znerwicowane Netkobietki:jeśli jest tak źle, że nie dajecie sobie rady to są tylko 3 wyjścia: psycholog, psychiatra i czas. Czeka Was długa droga, a w niej wzloty i upadki. Ale będziecie szły tylko ku dobremu lub lepszemu i na pewno przed Wami jeszcze wiele chwil szczęścia, zadowolenia i spełnienia.

Evka: Poznań to duże miasto z wielkim wyborem terapeutów. Szukaj tych co prowadzą terapię poznawczo-behawioralną (jest to terapia krótkoterminowa i trwa od kilku do kilkunastu tygodni), albo psychodynamiczną (długoterminowa, ale równie skuteczna), wiele dobrych opinii słyszałam o Pracowni Psychoterapii Psychodynamicznej na ul. Sienkiewicza 8.
Rozpocznij terapię, a po jakimś czasie spróbuj relaksacji i technik o których pisałam w tym wątku.
A i jeszcze jedno: daj sobie dużo czasu, nie śpiesz się, planuj sobie każdy dzień i nie przejmuj się utratą wagi. Sama mam ten problem, ale to nic groźnego. Za jakiś czas odzyskasz apetyt, a figura nabierze kobiecych kształtów.

Na koniec chcę Wam zacytować myśl Ryszarda Kapuścińskiego, który idealnie scharakteryzował istotę naszych problemów. Kiedy jest mi bardzo źle, wówczas wracam do tych słów i staram się je na nowo zrozumieć:

"Strach: zaborcze, żarłoczne zwierzę, które w nas siedzi. Nie daje o sobie zapomnieć. Ciągle nas obezwładnia i torturuje. Ciągle domaga się strawy, ciągle musimy go karmić. Sami dbamy, aby pożywienie było najlepsze. Jego ulubione potrawy to: ponure plotki, złe wieści, paniczne myśli, koszmarne obrazy. Spośród tysięcy plotek, wieści i myśli wybieramy zawsze najgorsze, a więc te, które strach najbardziej lubi. Aby go zaspokoić, aby okiełznać potwora. Oto widzimy człowieka, który słuchając innego ma bladą twarz i porusza się niespokojnie. Cóż się stało? On karmi swój strach. A jeżeli nie mamy żadnego pożywienia? Gorączkowo je wymyślamy. A jeżeli nie możemy wymyślić (co zdarza się rzadko)? Pędzimy do innych, szukamy ludzi, pytamy, słuchamy i zbieramy wieści tak długo, aż znowu zaspokoimy swój strach."

Wszystkim Znerwicowanym pod rozwagę i do przemyślenia.
Pozdrawiam

72

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jestem nowa witam Was!
Cierpię na nerwicę już bardzo dawno,jak pamiętam będąc dzieckiem,byłam bardzo nie śmiała,wstydziłam się i zawsze miałam spocone i zimne ręce.Jestem bardzo wrażliwą osobą i kiedy weszłam do rodziny męża,moja wrażliwość przerodziła się w chorobę nerwicę.Mąż nie ma wrażliwości ani miłości do innych,wszystko co robi, robi dla siebie,nie mam bezpieczeństwa,jestem sama ze swoimi problemami i stad  nerwica.Brak snu, pocenie się, jelita wrażliwe, szum w uszach,gula w gardle, ból w klatce piersiowej,szybkie bicie serca,płaczliwość i bez powodu krzyki,wreszcie wysokie ciśnienie i puls,byłam w szpitalu,ale nic nie wybadali,odprawili z tym samym..Staram się sama leczyć,biorę magnez,lekkostrawna dieta,wychodzę do koleżanek,staram się żyć,ale nie zawsze jest pięknie.

73

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Siedzę i znowu kołacze mi serce.. jedzenie normalnie rośnie mi w ustach..łudziłam się, że dziś trochę od siebie odpocznę..a już martwię się zbliżającą się nocą.. Dlaczego to mną tak rządzi? Przecież staram się być silna.. może ONA (nerwica) dlatego mnie wybrała, bo wie, że moja siła to tylko pozory.. że kryje się we mnie mała dziewczynka, która siedzi w kącie i płacze do czterech ścian..
Stokrotko: jestem już tak bardzo niecierpliwa.. chciałabym, zeby pomoc przyszła do mnie, żeby sama mnie znalazła.. żeby to stało się już.. czasami czuję, że brakuje mi sił, żeby podjąć jakiekolwiek działania.. i zbyt szybko się zniechęcam, jeśli nie widzę efektów.. Chciałabym znów śmiać się i żyć chwilą.. A ja? zakładam maskę i wyruszam do pracy, by po 8h spuścić z siebie ten zabójczy ładunek..
Boję się.. boję się, że nie będę umiala sobie pomóc.. bo jak się zmobilizować nie mając sił?

Cieszę się, że tutaj do Was trafiłam.. czuję, że Ktoś o mnie myśli... i interesuje się moim bólem..
Dziękuję za informację Stokrotko.. poczytam i popytam o tej Pracowni PP w Poznaniu..

74

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Evka: rozumiem Cię doskonale. Jesteś w tej chwili tak skupiona na sobie i swoich objawach, że nie dajesz rady myśleć o innych sprawach. Przechodziłam to samo i to wiele razy bardzo boleśnie. I co? I nic. Nie umarłam, nie dostałam zawału, nie wyrosła mi noga na plecach, żyję i mam się całkiem nieźle. Podobnie jak Ty bardzo chciałam szybko pozbyć się wszystkich objawów.
Jest na to tylko jeden sposób: leki antydepresyjne. Tydzień, lub dwa i masz to z głowy(w moim przypadku 8 dni i nastąpiła radykalna poprawa - zniwelowanie objawów o jakieś 70%) .
Pytanie czy naprawdę tego chcesz. Bo z tego co mówisz to chodzisz do pracy, nie zamykasz się w domu - wnioskuję więc, że nie jest to stan dramatyczny.
Jeśli masz w sobie dość siły to zgłoś się najpierw do psychologa. Jak znam życie to odradzi brać Ci leki, ale miej świadomość, że efekty terapii to nie jedno, czy dwa spotkania, ale czasem kilka miesięcy intensywnej pracy nad sobą.

Wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj: od tej chwili będzie tylko lepiej. Za jakiś czas powtórzysz moje słowa. smile
Pozdrawiam

75

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka: Racja, myślę tylko o tym, jaki ból odczuwam..z jakim nasileniem i jak długo tym razem będzie mnie męczył.. od 2 tygodni jestem na zwolnieniu, bo dolegliwości nie dawały mi spokoju, a każda godzina w pracy była męką.. dotychczas jakoś udawało mi się walczyć z tymi nerwami.. pobolało 2 dni i odpuszczało.. teraz trwa to zbyt długo.. staram się i naprawdę chcę wychodzić nerwicy na przeciw.. ale coraz częściej czuję się wobec niej bezsilna.. nie chcę zamykać się w domu, bo wiem,że pogłębiam w sobie uczucie lęku.. ale wychodzę wtedy, kiedy czuję przypływ energii.. ale zazwyczaj są to wyjścia "bezcelowe".. nie umawiam się z nikim.. mam nadzieję, że nikogo nie spotkam.. czasami jadąc do kina z chłopakiem.. miewam wybuchy gorąca, robi mi się słabo i niedobrze.. boję się, ze zemdleję, że narobie mu problemu, że jest tyle ludzi i wszyscy patrzą, albo że zwymiotuję i będzie mi wstyd.. dlatego nasze wyjazdy wychodzą "spontanicznie" i tylko wtedy, kiedy ja wpadnę na jakis pomysł.. bo wiem, że dam radę i zbiorę siły, bo trochę lepiej się czuję i uda mi się to zrealizować.. echh.. wszystko pod czujnym okiem nerwicy..

Dziękuję Stokrotko.. dobrze mi się Ciebie "czyta"..

76

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

chorowalam na nerwicę lękową dłuższy czas... brałam SSRI, benzodiazepiny etc. było mi ciężko. nie miałam siły, słabłam, trzesły mi się ręce. przestałam wychodzić z domu. po 1,5 roku takiego "życia" a raczej nie życia okazało się, że mam insulinooporność!!!! i objawy nerwicowe były wynikiem hipoglikemii... zaczełam leczyć IO i objawy nerwicy odeszły, czyli jej nie miałam (?) jeżeli macie rzekomo ataki paniki "bez większego powodu" sprawdźcie czy to nie IO!

77

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 piszesz,że nie wierzysz,że po zrobieniu tylu badań i odwiedzeniu tylu lekarzy nie możliwe żeby żaden lekarz nie widział śmiertelnej choroby,ale ja nie twierdzę,że mam śmiertelną chorobę.A jeśli chodzi o zatrucie organizmu to właśnie,żaden z lekarzy nie wpadł na pomysł,żeby zlecić mi badania w kierunku boleriozy sama ją odkryłam a ona też daje objawy jak nerwica.A uważam,że lekarze powinni się na tym znać na tyle,żeby chociaż zasugerować coś takiego,a nie od razu twierdzić,że mam nerwicę,dlatego uważam,że tak im najłatwiej,nie szukać przyczyn,żeby po wykluczać inne choroby tylko od raz do psychiatry.Podam jeszcze inny przykład bardzo bliska mi osoba zasłabła,została zabrana do szpitala,gdzie miała porobione badania włącznie z prześwietleniem płuc.Oczywiście badania wyszły ok.Osoba ta została wypisana do domu,nic nie znaleźli,stwierdzenie,że to pewnie z przemęczenia i stresu.Po półtora roku ta sama osoba robiła kontrolne badania i jak lekarz zobaczył prześwietlenie płuc natychmiast skierował ją do szpitala bo były duże zmiany w płucach stwierdzili,że to gruźlica i ściągnęli z archiwum to prześwietlenie które miała robione pół tora roku wcześniej i się okazało,że te wszystkie zmiany miała już wtedy,lekarze zaczęli się dziwić,że nikt tego wtedy nie zauważył,twierdzili,że nie wiedzą jak to się stało.A drugi przypadek koleżanka z pracy miała od kilku miesięcy bóle brzucha porobiono jej badania z usg włącznie nic nie widzieli,zaczęli leczyć na pęcherz,po paru następnych miesiącach gdzie bóle nie przechodziły znów miała robione badania i znów nikt nic nie widział,w końcu przestały na nią działać wszystkie środki przeciw bólowe i zadzwoniła na pogotowie jak po nią przyjechali to jeszcze z pretensjami,że jeśli tyle czasu ją boli to się idzie do rodzinnego a nie pogotowie wzywa od lekarza w szpitalu też się swoje nasłuchała a w końcu jak jej zrobił usg to był przerażony bo guz miał prawie 15 cm był zdziwiony,że rok wcześniej na usg nikt tego nie widział,bo to już musiało być bo takie duże nie wyrosło by tak nagle i co najlepsze to się okazało,że przed rokiem to On sam wykonywał to usg.Teraz dziewczyna jest po operacji i i od kilku miesięcy dostaje chemię.Dlatego z dużym dystansem podchodzę do tego co mówią lekarze,jeśli coś mnie niepokoi to szukam przyczyny.Widzisz tu wyżej kardamia też pisze,że była leczona na nerwice,a okazało się,ze dolega jej coś innego.Ja wiem,że część tu z nas ma naprawdę nerwicę.Ale wiele osób ma zupełnie coś innego.

78

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko: nie twierdzę, że lekarze nie popełniają błędów. Nie twierdzę również, że rozmaite dolegliwości nerwicowe  nie mogą być inną chorobą (choć akurat przykłady z internetowych stron nie zawsze są dla mnie wiarygodnym źródłem).
Nie jest prorokiem, ani wyrocznią - mogę się mylić.

Opieram się jedynie na tym, co nam tutaj opisujesz i w jaki sposób to robisz. I tak, jest w Twoich wypowiedziach mnóstwo lęku, paniki, ponurych obrazów, samospełniających się wizji i - co najgorsze - przykrych dolegliwości, które powodują cierpienie.
Na dodatek odwiedziłaś bardzo wielu specjalistów i niemal każdy mówi Ci to samo, a Ty uparcie twierdzisz co innego. Robisz dokładnie tak, jak w cytacie, który zamieściłam powyżej: pędzisz do innych, szukasz ludzi, pytasz, słuchasz i zbierasz wieści tak długo, aż znowu zaspokoisz swój strach. (w myśl zasady: "jak ktoś bardzo chce, to znajdzie"). Klasyczny, nerwicowy mechanizm.
W innym wątku piszesz o swoich problemach osobistych, o ignorancji i niezrozumieniu męża. Nerwica bardzo często jest wynikiem kłopotów w życiu rodzinnym, czy strachu przed zmianą. Często też - choć trudno to zaakceptować - jest ucieczką od tych problemów.

Wiem, bo ja również borykam się z wieloma nierozwiązanymi konfliktami w życiu osobistym i zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest zmienić coś w swoim życiu, albo wyjść naprzeciw wyzwaniom i stawić im czoła. Chodzisz na terapię więc na pewno przerabiałaś na spotkaniach te kwestie.

Nie jestem zwolenniczką przewlekłego cierpienia, czy to ludzi, czy zwierząt (a Ty z tego co piszesz cierpisz już ładnych kilka lat), dlatego raz jeszcze  rozważ opcję udania się do psychiatry i dobrania właściwych leków, tudzież terapię poznawczo-behawioralną.
3mam za Ciebie kciuki.
Pozdrawiam

79

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko a na czym polega ta metoda poznawczo-behawioralna?Ja chodzę na terapie,już od dłuższego czasu ale coraz mniej jestem do niej przekonana.pani psycholog jest miła,sympatyczna ale wydaje mi się,że cały czas stoimy w miejscu.Wiem,że to wymaga czasu.Jednak kiedyś chodziłam do innej psycholog i tamta terapia wyglądała zupełnie inaczej,ja coś mówiłam a Ona co trochę zadawała pytania co dawało mi dużo do myślenia zanim odpowiedziałam i w ten sposób sama zaczynałam spostrzegać swoje problemy w innym świetle.Pytania były tak zadawane,że sama siebie zaskakiwałam odpowiedziami i wyciągałam wnioski.jednak tych wizyt miałam chyba tylko 3 i zabrali mi tą panią,ponieważ chodziłam do niej państwowo i tłumaczyli,że NFZ zmniejszył im fundusze,później dostałam tą psycholog do której chodzę obecnie.Ale moje wizyty wyglądają w ten sposób,że wchodzę do niej siadamy na przeciwko siebie Ona nic nie mówi o nic nie pyta,ja też milczę w końcu,żeby nie marnować czasu zaczynam opowiadać,jakie miałam dolegliwości,albo o tym co mnie w tym tyg spotkało,czy zdenerwowało.Ona tylko słucha,czasami coś powie od siebie,a ja się czuję przed każdą wizytą jak bym musiała,przygotować temat na który będę chciała rozmawiać,bo inaczej to będziemy tak siedziały i patrzyły na siebie.Sorki,że Cię tak zanudzam,ale Ty jesteś taka pełna optymizmu,że jak Cię czytam to mi się od Ciebie udziela.Wiesz ja też jak mogę tak z tym dziadostwem walczę.Czasami jest naprawdę ok.Ja wiem,że mam nerwicę,jednak ta bolerioza cały czas nie daje mi spokoju,bo nie mogę zrozumieć dlaczego wynik wyszedł tak bardzo zły.A większość lekarzy już po wykryciu tej choroby jak im mówiłam,że stwierdzono u mnie boleriozę mówią,że to jest bardzo podstępna choroba i ,że wiele z moich dolegliwości mogą pochodzić od niej,ale zawsze stwierdzają,że Oni się na tym nie znają,żebym szła do specjalisty od tej choroby.A jak byłam u zakaźnika po wyjściu ze szpitala to mi pani doktór powiedziała,żebym nie powtarzała,badań bo już zostałam przeleczona standardową metodą jaką stosuje się u nas w kraju.a znowu znajomy lekarz,tylko z zupełnie innego miasta powiedział mi,że powinnam kontrolować tą chorobę robiąc co pół roku badanie,bo nawet jeśli po leczeniu,wyniki będą dobre to w organizmie mogą zostać krętki które za jakiś czas zaczną się rozmnażać.Ale ten lekarz jest już na emeryturze a po za tym nie jest zakaźnikiem,a bliżej zainteresował się ta chorobą ponieważ jego brat był,chory a zanim wykryli u niego,że to bolerioza podejrzewali wiele różnych chorób,myśleli,nawet,że to nowotwór.No ale to środowisko lekarzy więc mieli inne możliwości,i do tąd szukali,aż znaleźli.A myślę,że zwykłemu pacjentowi nie poświęcili by tyle czasu.Strasznie się rozpisałam,jeśli Stokrotko masz cierpliwość do moich powieści hi hi i udało Ci się dobrnąć do końca to napisz mi proszę na czym polega ta metoda leczenia.

80

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko: terapia poznawczo-behawioralna jest terapia krótkoterminową. Trwa przeciętnie od kilku do kilkunastu tygodni (dokładny czas ustala terapeuta po zapoznaniu się z problemem pacjenta) i koncentruje się na likwidacji objawów chorobowych, a nie - jak w przypadku innych terapii - docieraniu do głębokich przyczyn dolegliwości.
Dokładnego przebiegu terapii nie znam, bo nie miałam okazji skorzystać z takiej formy pomocy, ale przeczytałam trochę książek na ten temat i chodzi generalnie o to, żeby pacjent konfrontował się ze swoimi lękami, żeby nie stosował uników, nie zamykał się w domu, nie kładł do łóżka, nie rezygnował z pracy (etc...) tylko małymi krokami podejmował wyzwania i stopniowo oswajał lęk. Terapeuta w taki sposób kieruje pacjentem i jego umysłem, że po jakimś czasie delikwent orientuje się, że to co go tak strasznie przerażało - nie istnieje. Znikają przy tym, lub zmniejszają się dolegliwości fizyczne jakie człowiek odczuwał przed rozpoczęciem terapii. Np. w Twoim przypadku będzie to pewnie znalezienie jakiejś formy konfrontacji z chorobami, które u siebie podejrzewasz i pokazanie bardziej racjonalnej (a nie emocjonalnej) konieczności wizyt u lekarza.
Wiem też, że w tego typu terapiach szuka się zazwyczaj "wyjątków od reguły". Czyli np. jeśli powyżej piszesz o tym, że lekarze są nieskuteczni, bo masz wokół siebie przypadki kobiet, które poważnie chorowały, ale początkowe wizyty u specjalistów okazały się nieskuteczne, to terapeuta pokaże Ci zupełnie odwrotne przypadki. Wszystko po to, żeby "odczulić" Twoje paniczne reakcje na podobne sytuacje.
W którejś z książek wyczytałam taki przykład z terapii TPB, kiedy terapeuta tłumaczył pacjentowi, że jego lęk przed omdleniem w zatłoczonych miejscach (tramwaj, poczta, galeria handlowa) jest nieuzasadniony, ponieważ nawet jeśli doświadczy uczucia panicznego lęku to będzie gwałtownie nabierał powietrza w płuca, a żeby zemdleć - płuca muszą być niedotlenione.

Większość książek, które przeczytałam wskazują właśnie ten rodzaj terapii, jako najskuteczniejszy w zwalczaniu nerwicy (wyraźna poprawa następuje w 70 do 80% przypadków). Niestety z tego, co zdążyłam się zorientować dużo trudniej znaleźć psychologa wykwalifikowanego w TPB. W małych miastach (jak moje) po prostu nie ma nikogo o podobnych kwalifikacjach. Najbliższe gabinety TPB są 60km od mojego miejsca zamieszkania. W dużych miastach jest znacznie łatwiej, ale i tak dobrze zrobić weryfikację z kim ma się do czynienia (opinie ludzi).
Wynika to z tego, że jest to jedna z nowocześniejszych form pomocy psychologicznej, przez wielu psychologów trochę lekceważona, bo nie trwa latami, tylko przez kilka tygodni i nie koncentruje się na przyczynach, tylko na objawach.
Trzeba też trafić na dobrego terapeutę, który będzie nam pasował i dobrze będziemy się przy nim czuć (wtedy skuteczność terapii jest większa).

Żanetko: cieszę się, że mogę choć w taki sposób trochę Cię pocieszyć. Wiem jak się czujesz, ale nerwica to taka podstępna dolegliwość, że każdy z nas przechodzi ją trochę inaczej, a tym samym proces zdrowienia również jest indywidualny.
Jeśli czujesz, że Twoja terapia nie przynosi Ci większej ulgi to spróbuj pomyśleć o zmianie. Ale wcześniej rozważ wszystkie "za" i "przeciw". Pomyśl jak się czułaś zaczynając terapię, a jak się czujesz obecnie. Nie dokonuj pochopnych zmian, bo wszystko co człowiek z nerwicą próbuje zrobić natychmiast i bez zastanowienia może obrócić się przeciwko niemu.
Polecam Ci też lekturę książek, które zamieściłam w pierwszym wpisie tego wątku. Im większa wiedza, tym mniejszy lęk.
Ja dzięki książce o TPB zaczęłam ostatnio przełamywać swój lęk przed prowadzeniem auta. Mam prawko od 18-tego roku życia, ale wcześniej znajdywałam masę wymówek, żeby tylko nie próbować. Teraz powoli jeżdżę. Czasem towarzyszy mi mąż, ale ostatnio wybieram się autem sama i to właśnie na terapię. Kiedy wchodzę do psycholożki jestem zlana potem, ale puchnę z dumy. wink
Pozdrawiam Cię serdecznie i pisz jeśli tylko będziesz czuła taką potrzebę. Ja zawsze czytam do końca.

81

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuję Stokrotko za to,że jesteś ze mną.Przechodzę teraz straszną huśtawkę nastrojów,jest dzień,że czuje się znośnie,słabiej odczuwam moje dolegliwości,a za chwilę coś mnie dopada i ciężko mi sobie z tym poradzić,jak pisałam w innym wątku,chyba go czytałaś,miałam niedawno trochę lepszych dni,normalnie funkcjonowałam,ale to dla tego,że nie odczuwałam dolegliwości.Teraz od paru dni bardzo się męczę dopadły mnie duszności,tak ciężko mi się oddycha nie mogę nabierać głębokiego oddechu,do tego drętwieją mi ręce,usta i nos,czasami dochodzą do tego zawroty.Koszmar!!!Ale zauważyłam też,że jak się zajęłam czymś innym a dokładnie rozmową np. przez telefon,to te duszności przechodzą,dwa dni temu jak mnie dopadły razem z drętwieniem rąk,przestraszyłam się choć to nie po raz pierwszy się zdarza.Położyłam się,zaczęłam wpadać w panikę,w końcu powiedziałam sobie dosyć tego wstań.I poszłam do łazienki wzięłam prysznic i czułam jak po mału wszystko mi puszczać.Za chwilę poczułam się już dobrze,przedzwoniłam wtedy do mojej poprzedniej pani psycholog spytałam czy jest możliwość,żebym znów mogła do niej przychodzić,porozmawiałyśmy trochę i pod koniec tygodnia mam do niej zadzwonić,ma się dowiedzieć,co da się w tej sprawie zrobić a być może uda się  tak załatwić,żebym przychodziła i do niej i do tej obecnej.Bo obie prowadzą zupełnie dwie inne terapie.No ale jak to u mnie ,żebym za bardzo nie była pewna,że to tylko nerwica,zadzwoniła do mnie znajoma i powiedziała,że jej koleżankę parę miesięcy temu ugryzł kleszcz i miała odczyn,a za jakiś czas zaczęły jej się problemy z sercem,bardzo szybko jej bije,drętwieją jej ręce,ma bóle głowy itd..zrobiła badania i wyszło,że ma boleroozę.Teraz się leczy,a w przyszłym miesiącu ma zacząć leczenie jakąś specjalną metodą.Ta moja znajoma dała mi do niej nr tel.za chwilę będę do niej dzwoniła,żeby dowiedzieć się coś więcej na temat tego leczenia.Jak już się dowiem,to zaraz tu napiszę.

82

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie
a oto moja historia: jestem  babcia -emerytka, walcze z nerwica od bardzo dawna psychotropami, ziolami, czytaniem odpowiedniej lektury a zaczelo sie od wyboru nieodpowiedniego meza, bylam dlugo infantylna zona, uwazalam ze moj maz wie lepiej, ze jest madrzejszy ode mnie i na drodze stanela mi jego  kochana i szklana pani... a ja obwiniajaca siebie za taki stan rzeczy brnelam w coraz gorsze poczucie winy i stawalam sie coraz bardziej nieszczesliwa, pesymistyczna...
mialam juz wtedy 2 corki, mlodsza urodzona 6mcy - 1kg,  wiec calosc obowiazkow spadala na mnie dom, dzieci, praca zawodowa i chora mama, ktora mieszkala z nami...
gdy trzeba bylo choroba dzieci, szpital mamy "w gotowosci bojowej" trwalam ale po bylam jak balon bez powietrza co odbijalo sie na moim zdrowiu - anginy, zapalenia pluc wiec z L4 czesto korzystalam , nerwy tez dawaly o sobie znac klucie w sercu, trudnosci w oddychaniu itp po smierci mamy przezywalam bardzo zalobe bo obwinialam sie ze niedopelnilam i dlatego umarla..
po 3 latach sama przezylam zawal a niecaly rok po urodzila mi sie pierworodna wnuczka z wada serca wiec babcia nie miala czasu dla siebie, tylko zamiast byc wsparciem dla corki sama ogromnie wszystko przezywalam, gdy nie dawalam rady to pomagaly psychotropy, nastepnie rozwod corki, powrot do domu z chora wnusia - ktora czesto lezala w CZDz i przechodzila kolejne operacje, wtedy nerwica dala mi sie bardzo we znaki zawroty glowy diagnozowane przez neurologa i laryngologa, leki ktore na poczatku pomagaly a ja - babcia z wnuczka nie moglam wychodzic na podworko bo gdy szlam wpadalam w dolki a przed oczmi zsypywala mi sie ziemia...praca, dom i calkowita rezygnacja z zycia towarzyskiego bo nie dawalam rady... w miedzy czasie matura mlodszej, studia mlodszej corki i zwiazek starszej z nowym panem i nowa wnusia - zawroty glowy, przygnebienie i nadcisnienie przypaletalo sie, ale ja wciaz w gotowosci bojowej , ja wzystko zniose i wytrzymam  i co? skonczylo sie 2 zawalem - 5 lat temu, ktory dostalam w domu corki tylko przy 2 letniej wnusi...udalo sie , stenty wstawili, zyje ale co to za zycie- chodze z laska, nadmiernie sie poce i stalam sie jeszcze bardziej wrazliwa nerwowa na wszystko a przede wszystkim  samotna, czasem wybuchowa czasem plaksiwa... teraz starsza corka wiaze sie z 3 panem i tez bede babcia a mlodsza chce wyjsc za maz - chodzi z chlopakiem 5 lat, chca wesela byly zareczyny byli przyszli tesciowie na obiedzie a ja sobie nie wyobrazam jak podolam na weselu, z gory zakladam ze nie dam rady bo zawroty glowy, bo pot lecacy ciurkiem z glowy i twarzy, bo nie mam w co sie ubrac a po sklepach nie chodze i powoli staje sie toksyczna zrzedliwa matka z licznymi lekami i zaburzeniami emocjonalnymi nad ktorymi nie potrafie zapanowac a od najblizszych slysze wez sie w garsc nie wymyslaj a od meza idz sie leczyc do psychiatry bo coraz trudniej z toba wytrzymac...

83

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jadziu bardzo Ci współczuję.tyle już przeszłaś,nie dość ,że męczyłaś się z własnymi dolegliwościami i chorobą,to nie dość,że nie miałaś od nikogo wsparcia to jeszcze inni potrzebowali od Ciebie pomocy,zamiast spokoju,to byłaś otoczona problemami swoich bliskich.A najgorsze jest to,że zdrowy człowiek nie potrafi zrozumieć,łatwi jest mówić weź się w garść tylko jak to zrobić,przecież nie meczymy się z tym wszystkim z własnego wyboru,a bardzo ciężko jest z tego wyjść tym bardziej bez pomocy innych.A czy chodziłaś kiedyś na terapię do psychologa?Może było by Ci wtedy łatwiej,gdybyś miała kogoś kto Cię wysłucha i zrozumie.Wiem jaki to jest koszmar,gdy człowiek się źle czuje,boi się i musi być z tym sam.Pisz tutaj do nas jak będzie Ci źle.Może przynajmniej w ten sposób,wyrzucisz z siebie to co Cię dręczy,i poczujesz się troszeczkę lepiej.

84

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

podobno i ja mam nerwice. czasem potrafie rzucac wszystkim co wpadnie mi w recę kiedy jestem zdenerwowana....

85 Ostatnio edytowany przez Kalita (2013-08-02 18:49:35)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,
Nie znalazłam w tym dziale podobnego wątku, ale jak czytam ten to okazuje się ze wiele z Was ma podobne objawy tylko inaczej nazwane. U mnie stwierdzono lęk napadowy/lęk paniczny/zespół lęku napadowego/ataki paniki jak kto woli. Moje objawy to: kołatania serca, zawroty głowy, mdłości, lęki, drżenie ciała, ciepło/zimno, ciężki/płytki oddech, uczucie że zaraz zemdleję. Oczywiście nie zawsze wszystkie objawy występują razem. Najgorsze są dla mnie kołatania serca, uczucie że zaraz zemdleję i lęki (najgorsze to te że stracę rozum). Potwornie się tego boję. Od niedawna chodzę na terapię behawioralno-poznawczą, ale nie czuję żadnej poprawy. Szukam wsparcia i osób, które przezywają to samo co ja. Co jeszcze mogłabym zrobić by się tego pozbyć, nie mam już sił do tego???

86

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witaj Kalita,
co prawda nikt nigdy mi nie postawił żadnej diagnozy, ale jeszcze niedawno przechodziłam depresję i miałam paniczne lęki itp itd. Obecnie jest już trochę lepiej. Chodziłam na terapię behawioralno-poznawczą do psychologa.
Piszesz, że nie czujesz poprawy. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że przede wszystkim potrzeba cierpliwości i chęci. Poza tym, konsekwentnie trzeba ćwiczyć. Boisz się, że stracisz rozum? Jesteś zdrową osobą, potrafisz samodzielnie pisać, czytać, funkcjonujesz jak zdrowy człowiek, logicznie opisujesz swoje mysli i uczucia, więc nie ma takiej możliwości. Twój lęk jest nieuzasadniony.
Co możesz zrobisz? Zacznij od jednej afirmacji (np "jestem mądrą osobą") , którą codziennie będziesz sobie powtarzała jak mantrę, przy każdej czynności, od rana do wieczora. Wspieraj się w myślach, motywuj, dodawaj sobie odwagi i krok po kroku próbuj pokonywać lęki. Gdy poczujesz kołatanie serca, usiądź na chwilę, pomyśl sobie o czymś przyjemnym, szum fal, śpiew ptaków...
Czy jest jakaś sytuacja, zdarzenie, osoba, obok ciebie, która cię stresuje?

87 Ostatnio edytowany przez Kalita (2013-08-03 06:52:02)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia,
Moją diagnozę postawiła pani psychiatra i to ona skierowała mnie na psychoterapię. Powiedziała że to nie jest typowa nerwica (chociaż wokół wszyscy tak powtarzali) bo nie mam żadnych bóli: brzucha, głowy, klatki piersiowej, kręgosłupa itd.
Za mną już kilka spotkań u psychologa na terapii. Uczę się na nich głównie właściwie oddychać i w sytuacjach które są normalne i w sytuacjach kiedy pojawiają się moje objawy. Chodzi o to żeby "rozkołysać" całe ciało, dotlenić. Bo według mojej psycholożki w atakach paniki nie kontrolujemy swojego ciała, zbyt płytko i za szybko oddychamy (bo to w końcu panika prawda?), za mało tlenu dociera do serca i ono wtedy kołacze. A tymczasem wyregulowanie oddechu pomoże wrócić do równowagi, nie pozwoli ciału na "powyginanie się" we wszystkie strony.
Zdaję sobie sprawę, że moje lęki są nieuzasadnione i irracjonalne, ale dopiero wtedy gdy jest ze mną wszystko ok. Dziwię się nawet wtedy że poddaję się im chociaż są tak niemądre. W chwili ataku lęku czy kołatania mam wrażenie że wszystkie sposoby typu oddychanie, myślenie pozytywne zawodzą. Nie potrafię zapanować nad sobą, odsunąć tych głupich myśli.
Skąd to się wzięło? Tego nie wiem do końca. Terapia "tu i teraz" nie zakłada szukania przyczyn tylko skupia się na aktualnych odczuciach i podobno jest bardzo skuteczna w tego typu zaburzeniach (czekam na te efekty z dużą niecierpliwością). Jestem pesymistką a do tego podchodzę do wszystkiego bardzo emocjonalnie. Przejmuje się drobnostkami. Nie lubię podejmować wyzwań, nie lubię zbyt dużych zmian, wolę stabilizację, jestem dość nieśmiała i mało komunikatywna, nudna, mam mało wiary w siebie i niska samoocenę. Do tego bezrobotna. Myślę że po prostu to wszystko się skumulowało i teraz odbija się na moim zdrowiu psychicznym.

88

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Kalita to dobrze, że nie masz objawów typowej nerwicy, mniej symptomów do wyleczenia wink smile
Praca z oddechem bardzo pomaga. Ja w sytuacjach stresowych spinam mięśnie barków, ramion. Nie jest to widoczne, ani odczuwalne. Dopiero gdy skupiam się na tym i zaczynam rozluniać ciało, czuję różnicę. I widzę zmianę w oddechu, i automatycznie odczuwam spokój.
I właśnie na tym cała "zabawa" polega, by ten stan spokoju i zrównoważenia, wprowadzić w momentach stresowych.
Te lęki, natrętne myśli, odbierają radość życia i cieszenie się chwilą. A życie to nieustanna zmiana. Stabilizację osiągnie się wtedy, kiedy otworzymy się na zmiany. Ponieważ masz mało doświadczenia, bo zamknęłaś się na świat i ludzi, każda sytuacja wydaje ci się poważną zmianą, albo wyzwaniem. A gdybyś wyszła do ludzi, zobaczyłabyś, że praca, awans, zrobienie kursu, mąż, dzieci, wycieczki, problemy, uśmiech...to naturalny tryb życia człowieka.
Efekty terapii pojawią się, jak zaczniesz działać.

89

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Anstawia, masz rację we wszystkim co piszesz. Ja też się spinam w nerwowych sytuacjach tylko jeszcze nie potrafię się tak rozluźniać. Nie umiem zapanować nad sobą.

90

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

hymm, ja teraz nie mam zero lęków, ale to dzięki lekom więc co ja tu mogę powiedzieć, prócz tego że wybór leków to droga przez mękę.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

91

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wczoraj kiedy szedłem sobie chodnikiem, nagle zrobiło mi się ciepło, zaburzenie równowagi, prawie zacząłbym panikować, lecz wziołem sobie tabletke mentolową VALIDOL, dzięki której uniknąłem ,,zagrożenia'' Prawie przez te 6 lat niejako nauczyłem się panować nad takimi tego typu sytuacjami. Niekiedy jest lepiej, niekiedy gorzej:( Ale cóż żyć trzeba, w dodatku że za miesiąc biorę ślub smile W trudnych chwilach pomagają mi tabletki XANAX brane tylko doraźnie. Tak bardzo chciałbym wyzdrowieć. Moja depresja zaczęła się w 2007 roku na zlocie żaglowców w SZCZECINIE. Od tamtej pory borykam się z tą chorobą sad nie wiedziałem jaka to jest męka sad

92

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zdarza mi się mieć negatywne wizje przyszłości sad  Na przykład, że mnie zwolnią z pracy, że samolot się rozbije, że będę chora, że ktoś mi chce wyrządzić krzywdę. Wydaje mi się, że bierze się to z braku poczucia bezpieczeństwa oraz tego, że nie mam nad wszystkim kontroli. Nie mam i mieć nie będę smile
Patrząc wstecz, nigdy nic złego mi się nie wydarzyło. Często ze strachu przed tym co w moich myślach miało się wydarzyć, uciekałam, rezygnowałam, po czym brnęłam w to samo tylko w innym miejscu.
Co mogę zrobić tym razem? Zaufać, że będzie dobrze. Skonfrontować się z negatywnym myśleniem, zobaczyć co dobrego mnie jeszcze czeka smile

93

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam,
znalazłam ten wątek i czytam go w każdej wolnej chwili...daje mi poczucie, że nie jestem z tym sama i przede wszystkim zrozumienie problemu. Od ok 3 lat miewam naprawdę duże ilości stresu, wręcz przewlekłego i chroniczny brak odpoczynku czy relaksu. Pierwsze objawy nerwicy ignorowałam, każdą emocję spychałam w czeluść umysłu a resztę rozładowywałam sportem. Długo ten sposób działał, aż do lipca tego roku...Zaczęło się od duszności. Głównie rano i wieczorem. Nie były bardzo doskwierające, więc często je ignorowałam myśląc, że to nic takiego. W pewnym momencie poczułam arytmie...pamiętam jak dziś, 23 wieczorem, niby odpoczynek na kanapie przed TV...Arytmia nie ustępowała, po 30min zdecydowałam się na pogotowie. Dla mnie to był dramat! W głowie mi się kotłowało, że mam tylko 27 lat i nie rozumiem co się dzieje! Oczywiście pogotowie za wiele nie stwierdziło poza jakimiś zaburzeniami w pracy serca,ale umotywowanymi stresem, a nie problemami z krążeniem. Pojechałam na ostry dyżur, zrobiono mi badania...wyszło, że mam za mało potasu i stąd arytmia. Niby ulżyło, ale w głowie puściła mi tama...wszystkie najgorsze lęki i strach wylały się jak woda spadająca z wodospadu. Poczułam takiego doła jak nigdy w życiu. Po wyjściu ze szpitala było już tylko gorzej. Bałam się zostać sama w domu, wydzwaniałam do kogo się dało, miałam ataki duszności, paniki, bałam się, że umrę... Ból psychiki to jedno, ale ciało też zaczęło boleć i to bardzo. Ból był okropny...sięgnęłam po Xanax. Do dziś żałuję, bo lęki się nasiliły a po nagłym odstawieniu myślałam, że to naprawdę koniec. Poszłam do psychiatry, dostałam antydepresant do natychmiastowego przyjęcia. Wzięłam 2 małe dawki i odstawiłam...zaczęłam rozumieć problem. Nie docierało wcześniej do mnie, że to choruje umysł, a to co się dzieje z ciałem, to tego efekt. Gdy zrozumilam, zaczęłam czytać i stwierdziłam, że chce to rozwiązać terapią bez leków...Zrobiłam wszelkie badania serca i głowy żeby nie nakręcać się możliwymi chorobami. Teraz bardzo powoli wracam odrobinę do siebie (dobrze mi zrobił wyjazd z Warszawy do rodzinnego miasta). Bóle nadal są, ataki paniki też łącznie z budzeniem się w nocy z powodu koszmarów. Cały czas nie mogłam zrozumieć jak do tego doszło. Jak mój umysł mógł tak zachorować i czemu ja do tego dopuściłam? Teraz uczę się z tym żyć. Czytam, czytam i jeszcze raz czytam. Zaczęłam terapię oby z pozytywnym skutkiem, ale wiem,ze to mogą być lata leczenia. Powoli się z tym godzę, ale wiem, że nie jestem sama...

94

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

ARMA11. A jakie leki tobie przepisał psychiatra? JA od  miesięcy biorę pramolon - w miarę mi on pomaga. Biorę sobie go kiedy mam potrzebe,

95 Ostatnio edytowany przez Arma11 (2013-08-23 13:13:17)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cały czas podziwiam ludzi, którzy w jakiś sposób radzą sobie z nerwicą. Mi dodatkowo doszedł mega stres. Zdawałam sobie sprawę z tego, że już od kilku lat ten stres jest chroniczny, ale teraz po prostu nie da się nad nim zapanować. Wystarczy jedna myśl i od razu mam taki wyrzut adrenaliny, który może się utrzymywać cały dzień! Też tak macie? Jak sobie z tym radzić? Przeraża mnie to, gdyż wiem, że taki stan może prowadzić do bardzo negatywnych skutków w organizmie sad po tym jest już tylko śmierć...Biorę dopiero 2 dni escitalopram activis, ale oczywiście na efekt terapeutyczny muszę poczekać minimum 2 tyg. Wiem jednak, że lek nie rozwiązuje problemu...problem muszę rozwiązać ja,ale zupełnie nie wiem jak sad

96

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Cześć Wszystkim!
Jestem absolutnie nowa na forum, za to moje doświadczenia z nerwicą lękową do nowości już nie należą.
Pierwszy raz dopadło mnie to dziadostwo w 2008 r. Owszem byłam na terapii, być może przyniosłaby jakieś rezultaty, jednak studia dzienne skutecznie mi ją uniemożliwiły (korzystałam z pomocy psychologa na NFZ, godziny pracy były mocno ograniczone, zajęcia na studiach trwały natomiast od rana do wieczora). Zostałam wtedy przy samych lekach. Powiem Wam, że pobrałam sobie ów lek przez niecały rok i nerwica zniknęła jak ręką odjął.
Parę przyjemnych lat spokoju, skończone studia, podjęta praca i bum! Wróciła hmm Tyle tylko, że w ciut innej formie.
Przede wszystkim, kiedy wystąpiły pierwsze objawy (uczucie duszności w zatłoczonych miejscach, wrażenie, że zaraz zemdleję, kołatanie serca itd) moje myślenie było wyraźnie ukierunkowane. Wiedziałam już, że najpewniej nie umieram, że to w sumie takie dolegliwości sytuacyjne i z dużą łatwością przyszło mi wyciągnąć właściwy wniosek - nerwica wróciła. I powiem Wam, że takie racjonalizowanie swoich objawów bardzo pomaga! Na wizytę u psychiatry przyszło mi czekać miesiąc. Dolegliwości oczywiście nie ustępowały ale nauczyłam się sobie z nimi radzić. W momencie, kiedy np. miałam wrażenie, że zaraz zemdleję (no bo przecież znajduję się aktualnie np. w parszywym pojeździe komunikacji miejskiej - straszna sprawa tongue) to tłumaczyłam sobie, że przecież już tyle razy czułam się dokładnie tak samo, że nigdy nie zemdlałam, że to owszem nieprzyjemne ale jakoś trzeba dać radę. Patrzyłam na te wszystkie babulinki w autobusach i myślałam sobie, że skoro starsze, schorowane osoby dają radę to czemu ja miałabym nie dać? smile Podobnie w kolejkach w supermarketach, czasem na ulicy. Starałam się w jakiś sposób odwrócić swoją uwagę - miałam ze sobą książki, krzyżówki, też pomagały smile Oduczyłam się też doszukiwania się objawów chorobowych, a zwłaszcza wstukiwania ich w google - czego nie wpiszesz i tak dowiesz się, że umierasz tongue
Doczekałam się mojej wizyty, w międzyczasie szczęśliwie udało mi się prowadzić w miarę normalne życie, Pani doktor nawet pytała czy aby na pewno chcę leki, że może damy radę bez nich, ale stwierdziłam, że skoro pomogły ostatnio to może i tym razem dadzą radę (chociaż leków brać nie znoszę, nawet z witaminami mam problem wink).
Do czego zmierzam - nie traktujcie leków jak ostateczność, podobnie jak wizyty u psychiatry. W mojej opinii jest to bardzo słuszne rozwiązanie, zwłaszcza na początku choroby - kiedy jeszcze nie do końca wierzycie, że te wszystkie objawy somatyczne (bóle, duszności itp) są tak naprawdę winą nerwicy. Oczywiście nie umniejszam roli terapii - też jest bardzo ważna, przede wszystkim pomaga zracjonalizować sobie swój stan, a to najszybsza droga do kontroli nad tym parszywym choróbskiem!

97

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hejka Wszystkim Jestem tu nowa ale zalogowałam się aby Wam napisać że czytam Was od 3 dni i bardzo pomogły mi wasze wypowiedzi Przeczytałam wszystkie każdy z nas ma jakiś problem  ok Bardzo dziękuję STOKROTCE -mądry z Ciebie człowiek. Moja dusza umiera od dawna. Moje przyjaciółki nerwica lękowa oraz depresja nieźle ostatnio ze mną pogrywały ale koniec z tą komediantką Już wiem że dam radę Oczywiście pewnie leki też już zrobiły robotę ale Wy to bardzo WIELE dzięki Jak dam radę to opisze moją historię lecz dziś miejmy święto BUZIOLE

98

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

I dziś znów to samo. Siedzę sobie na krześle aż tu nagle nogi mi zdrętwiały, całe ciało giętkie. mam wrażenie że zaraz spadnę mam tak od 2 godz. Boję się że zaraz strace przytomność i że nie będzie ratunku. Wiele razy już przechodziłem przez to. To jest męka sad

99

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

marcing90 pisałam tu już nie jedno krotnie i znów się powtórzę,też mam swoje dolegliwości od około 6 lat i też po wielu badaniach ciągle słyszałam,że mam nerwicę i nic mi nie jest ale to nie prawda dziś wiem na pewno,że mam boleriozę i wiele osób które mają stwierdzoną niby nerwicę wcale jej nie mają.Poczytaj sobie na temat boleriozy,wejdź w goglach na stowarzyszenie chorych na boleriozę.Zrób sobie badania w tym kierunku.nie chcę teraz zanudzać Cię swoimi wywodami na ten temat,ponieważ nie wiem czy jesteś tym zainteresowany,ale jeśli będziesz chciał,to napisz,a opowiem Ci coś więcej na ten temat.

100

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Czuję się super ;-), no i trochę tego zawdzięczam paroksetynie, a trochę sobie samej.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

101

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Żanetko, a jakie badania robiłaś? Bo też się nad tym zastanawiałam...

102

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Arma11 ja robiłam badania konkretnie na boleriozę najpierw metodą elisa to jest badanie z krwi.I to badanie wyszło tak źle,że lekarz od razu skierował mnie do szpitala,tam zrobili mi jeszcze raz badania tylko inną metodą wester blotem i też się potwierdziło.ja nie chcę tutaj nikomu sugerowac,że ma to samo co ja.Po prostu dziele się swoim doświadczeniem,opisuję co sama przeszłam i jak błędną diagnozę w moim przypadku stawiali lekarze.Wszędzie słyszałam,że to nerwica,uwierzyłam w to.Ale to co się ze mną działo i co odczuwałam wiedziałam tylko ja.Coś mi w tym wszystkim nie pasował i szukałam dalej,aż znalazłam.Lekarz który oglądał moje wyniki dziwił się,że ja jeszcze mogę chodzić,mówić.Skonsultował od razu te wyniki z innym lekarzem i podjęli decyzję o natychmiastowym skierowaniu mnie do szpitala.

103

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
żanetka napisał/a:

Arma11 ja robiłam badania konkretnie na boleriozę najpierw metodą elisa to jest badanie z krwi.I to badanie wyszło tak źle,że lekarz od razu skierował mnie do szpitala,tam zrobili mi jeszcze raz badania tylko inną metodą wester blotem i też się potwierdziło.ja nie chcę tutaj nikomu sugerowac,że ma to samo co ja.Po prostu dziele się swoim doświadczeniem,opisuję co sama przeszłam i jak błędną diagnozę w moim przypadku stawiali lekarze.Wszędzie słyszałam,że to nerwica,uwierzyłam w to.Ale to co się ze mną działo i co odczuwałam wiedziałam tylko ja.Coś mi w tym wszystkim nie pasował i szukałam dalej,aż znalazłam.Lekarz który oglądał moje wyniki dziwił się,że ja jeszcze mogę chodzić,mówić.Skonsultował od razu te wyniki z innym lekarzem i podjęli decyzję o natychmiastowym skierowaniu mnie do szpitala.

Ale generalnie miałaś dotkliwe bóle mięśni i stawów? Co Cię właściwie skłoniło do zrobienia badań na boreliozę? No bo to w sumie trudno stwierdzić...

104

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam! cieszę sie że jest takie forum gdzie można się wyżalić i spotkać bratnie dusze! z moją nerwicą walczę już ponad 20 lat. pierwszy raz dopadła mnie na studiach na trzecim roku. przez nią właśnie nie skończyłem studiów a później brakło odwagi żeby kontynuować. taki pierwszy jej ostry atak trwał prawie rok ale udało się wygrać bitwę. w miedzy czasie założyłem rodzinę mam trójkę wspaniałych dzieci. było w tym czasie pare dołków ale muszę przyznać że sam przez swoja głupotę te dołki wykopywałem. moje życie jakie prowadziłem było dalekie od ideału. raniłem wszystkich najbliższych a przede wszystkim najlepszego przyjaciela jakiego mam czyli własna żonę.raniłem też przez to siebie bo zdawałem sobie sprawę jakim jestem draniem. gdy przyszedł czas żeby wszystko naprawić i wynagrodzić żonie tamten czas dopadła mnie znowu "stara znajoma ze  wszystkimi jej obliczami. Począwszy od lęków i odrealnienia a skończywszy na bezsenności i straszliwym napięciu i podenerwowaniu. właściwie to zaczęło się od przygnębienia i takiego napięcia w pracy . może gdybym w wcześniej wziął urlop to by sie tak nie skończyło. w ostatnie dni lipca poszedłem do psychiatry i przepisał mi seroxat 20mg raz dziennie rano . dostałem po nim takiego doła że myślałem czy coś mi się nie dzieje w głowę. leki sie nasiliły bałem sie być w miejscach w których do tej pory normalnie  przebywałem. Po czterech tygodniach trochę się poprawiło ale nie jest to stan z którym mógłbym normalnie funkcjonować.zakupiłem kilka książek i staram sie stosować zasady tam przedstawione ale jak na razie rezultatów zero. A dzisiaj to jest totalny koszmar cały się trzęsę i ciężko mi się skupić. Chociaż jak miałem wyjazd z pracy bo przeważnie siedzę za biurkiem to trochę ochłonąłem chociaż w banku zaczęła mnie łapać panika ale zastosowałem głębokie oddychanie i trochę złagodniała wytrzymałem! i załatwiłem sprawę.Mam pytanie do stokrotki czy stosując relaksację czyli trening autogenny od razu czułaś odprężenie czy dopiero po jakimś czasie. bo stosuję go od paru dni i zamiast czuć się lepiej to jestem właśnie taki pobudzony a może to zbieg okoliczności. stokrotko pisałaś wcześniej ze stosowałaś antydepresanty czy zdarzało ci się w czasie ich przyjmowania takie chwile załamania jakby nie działały. bo wydaje mi się ze na mnie ten seroxat w ogóle nie działa. Przepraszam ze trochę chaotycznie piszę ale jakoś ciężko mi się otworzyć a o tyle rzeczy bym się chciał zapytać i komuś się zwierzyć. dziękuje wszystkim za to forum a przede wszystkim tobie stokrotko za cenne rady . pozdrawiam i zyczę spokoju.

105

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Mam do Was pytanie. Czy przy okazji Waszych nerwic zauważyliście u siebie bardziej niż zwykle widoczne żyły? Bo u siebie zaobserwowałam taki właśnie dziwny objaw. Zastanawiam się czy łączyć to z nerwicą czy to coś innego.

106

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja też chciałam podziękować Ci Stokrotko84 za wiele ciekawych rad i mądrych słów. Na pewno z nich skorzystam.

107

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Wiki21: dobranie właściwego leku antydepresyjnego to nie zawsze jest prosta sprawa. Lekarz prowadzący nie ma pewności, czy akurat ten lek właściwie zadziała na pacjenta, czy też nie. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy np. zakładają tematy chwalące konkretne antydepresanty, bo prawda jest taka, że każdy z nas reaguje inaczej i to co dla jednych jest strzałem w 10, dla innych okaże się strzałem w kolano.
Wiki, ja miałam szczęście, bo od razu trafiłam na właściwy lek (zbieg okoliczności, bo to był seroxat właśnie). Przez pierwsze dni miałam nasilone objawy nerwicy, łącznie z mdłościami i zawrotami głowy, ale potem wszystko zaczęło stopniowo ustępować i po dwóch tygodniach czułam się już dobrze, a po miesiącu - jak nowo narodzona.
Takie jest moje doświadczenie, ale Twoje może być zupełnie inne. 4 tygodnie bierzesz lek? To nie jest jeszcze długo. Niektórzy muszą poczekać 2 lub 3 miesiące na konkretne rezultaty. Na niektórych może w ogóle dobrze nie podziałać. Musisz po prostu obserwować swoje reakcje, monitować samopoczucie. Jeśli w następnych tygodniach nie będzie poprawy to zgłoś problem lekarzowi prowadzącemu, jak znam życie zapisze Ci inny lek, być może bardziej odpowiedni.

Jeśli chodzi o relaksacje to wszystko zależy od tego, jak silna jest Twoja nerwica i jak bardzo starałeś się ją wcześniej kontrolować. Z tego co piszesz wynika, że bardzo, bo nawet naturalna reakcja organizmu, jaką jest relaks i spokój, paradoksalnie budzi Twój niepokój.
Jest to dość częsty mechanizm opisywany w w/w książkach. Musisz się z powrotem nauczyć czym jest zrelaksowane ciało i głowa. To wymaga sporej ilości ćwiczeń i dużego samozaparcia, ale jest możliwe. Moja rada: ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, a w końcu będą efekty. Kilka dni ćwiczeń to jeszcze zbyt mało, żeby załamywać ręce, wszystko wymaga pracy i czasu. To trochę tak, jakbyś uczył się nowego języka obcego. Po kilku lekcjach na pewno nie będziesz w stanie płynnie prowadzić konwersacji, ale po dłuższym czasie zobaczysz różnicę.
Wiki, żyjesz z nerwicą już 20 lat. Tak długo ją w sobie trzymasz, organizm przyzwyczaił się, Twój mózg jest zaprogramowany na reakcje paniczne, dlatego przestawienie wszystkiego na inne tory wymaga bardzo dużo Twojej pracy i czasu. Nie wyrokuję, czy to będzie rok, pięć, czy następne dwadzieścia lat, ale podstawowa sprawa od której powinieneś zacząć to: dać sobie dużo czasu, nie oczekiwać natychmiastowych rezultatów, nie zniechęcać się porażkami, wytrwale dążyć do celu i wierzyć, że możesz i dasz radę.
Ja jestem pewna, że dasz! Każdy człowiek jest w stanie sobie poradzić, ale samemu jest trudno, dlatego rozważ też terapię z psychologiem, który na pewno nakieruje Cię na właściwą drogę.

Aisza91: cała przyjemność po mojej stronie. Życzę wielu sukcesów w tej trudnej walce!
Pozdrawiam

108

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dziękuje stokrotko za odpowiedź i otuchę .Zdaję sobie sprawę ze jestem na początku drogi i mam nadzieje że dam radę! a to że mogę liczyć na  Twoje  wsparcie już mnie upewnia w tym przekonaniu:). mieszkam na wsi i do najbliższego miasta z jakimś dobrym psychologiem mam ze 40 km. Ale muszę popytać wsród znajomych jestem z okolic Tarnowa moze ktos wie o kims w tym rejonie. pozdrawiam

109

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

wiki21- lek zaczyna działać niestety po ok miesiącu. Radzę Ci mieć przez ten czas silne benzo (oczywiście po konsultacji z lekarzem) na samo wprowadzenie leku. Ja miałam clona przez pół roku, bo BARDZO ŹLE reagowałam na antydepresanty i dało rade. Jak odstawiłam, nie miałam potrzeby wzięcia go doraźnie nawet jednego razu. Zazdroszczę ludziom, którym te leki nie powodują nasilenia objawów do skrajności, no ale każdy jest inny, a ja mam jak mam,

Obecnie seroxat 20mg jest idealny, tylko śpie trochę za dużo. Jednak leczę się więc mam tego świadomość. Trzymajcie się nerwuski, wygramy -zobaczycie,

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

110

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja muszę się pochwalić. Całkiem nieźle zaczynam tolerować antydepresant, ale sama podjęłam decyzję o zmniejszeniu dawki o połowe (ta zalecona przez lekarza była nie do wytrzymania). Teraz jest dobrze,czuję się lepiej i więcej mi się chce. Poza tym uczę się życia na nowo, czy od nowa - łatwo nie jest. Zapomnieć o tym jak było wcześniej to bardzo trudne zadanie. Mimo to nie zrażam się. Wychodzę do ludzi, po zakupy, na zajęcia fitness aby przełamywać powoli to co mam. Wszystko staram się robić bez pośpiechu (też nie jest łatwo nerwuskom). Dostrzezenie życia w innych barwach to dopiero sztuka, ale możliwa do osiągnięcia. Znajduję czas na wszystkie rzeczy, na które wcześniej nie mogłam sobie pozwolić. Pomimo, że odczuwam dyskomfort, boli mnie albo głowa albo szyja, uczę się do tego przyzwyczajać i z tym żyć. Bardzo dbam o swoje otoczenie, o siebie tak aby zrekompensować ciału wszystko to co przeszło. Rekonwalescencja jest długa ale możliwa. Nie poddawajmy się razem smile

Posty [ 56 do 110 z 2,981 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018