Witam wszystkich kolejnego dnia zmagań, Gattita - bardzo jestem ciekawa jak po wizycie u lekarza? Lekarz to też człowiek, a my to najbardziej skomplikowana jednostka chorobowa, jaką znam. Oszust, szuja i pokrętny cwaniak z tej nerwicy! Ale my swoim spokojem i niestety ciężką pracą pokazujemy jej gdzie jej miejsce. Do konta drania, na karnego jeżyka! HE,HE . Kochani dzięki niej, Was poznałam i wiele jeszcze innych osób, które dają mi więcej dobrego niż własna rodzina. Za wyjątkiem męża:-) To paradoks jakiś! Ale do rzeczy, nie chcę nikogo namawiać, żeby był szczęśliwy, że ma nerwicę bo to idiotyczne i niedorzeczne, ale skoro tak jest to trzeba się nauczyć z nią żyć, a przy okazji odnajdywać szczęście tak gdzie nie zawsze świeci słońce. Macie rację: pogoda do kitu, ale wczoraj świeciło słońce, wyprałam koszulę męża i jedną zniszczyłam, chciałam je wybielić i przedobrzyłam- cała ja, ale to nic ma pretekst żeby kupić nową. Tak teraz staram się patrzeć na Świat, chociaż czasami trudno i wszystko wydaje się być beznadziejne i bezsensowne. Małpa 69, wiem co to znaczy latami szukać przyczyny swojej choroby. Po kolejnych wizytach, diagnozach i lekach człowiek staje się coraz słabszy, zmęczony sytuacją a czasami nawet przestaje już o siebie walczyć, chociaż nadal jest źle. Ja po latach tułaczki, w końcu jestem zdiagnozowana, miałam szczęście, że trafiłam na kilku dobrych lekarzy i potraktowali mnie jak człowieka. Po prostu poważnie, z szacunkiem i fachowo. Wiem, jak to jest kiedy ktoś nagle mówi, że jak dobrze pójdzie to jeszcze do 5 lat będę chodzić, a potem to już tylko wózek inwalidzki i leki przeciwbólowe. Wyłam, ja bóbr przez kilka dni, nie chciałam żyć. A potem pomyślałam, że jeśli nawet to prawda, to co po mnie zostanie. Tyle rzeczy chciałam zrobić, tyle marzeń... I wtedy wróciłam do pisania, bo to zawsze było moje marzenie. Wydałam już książkę "zawodową" - jestem terapeutą ruchu, ale to nie było to o czym marzyłam. Więc zaczęłam realizować swoje marzenia, pomimo wszystko. Powiem Wam kochani, że piszę książkę o sobie, o swoich zmaganiach z chorobami, także z nerwicą bo ją mam. Pewnego dnia moja znajoma znalazła lekarza reumatologa w Warszawie, ponoć najlepszy i chętny poznać mój przypadek. No i okazało się, że nie jest aż tak źle, doprowadził(a) mnie do stanu takiego jak teraz : chodzę, jeżdżę samochodem. Wyleczyła jersiniozę co żarła stawy. mieniła diagnozę kolejny raz i jest lepiej, ale przede wszystkim w mojej głowie nastąpiła zmiana. To nic, że wydałam wszystkie oszczędności, fajnie, że je miałam. W podróż życia pojadę kiedy indziej! Walcz o siebie MAŁPA 69, lekarze bywają różni, ale to o siebie przecież walczysz, więc nie możesz się poddawać, to Twoje najwyższe dobro, ty jesteś tu najważniejsza! Masz przed sobą kolejne trudne dni, musisz doprowadzić swoje życie do pewnego porządku, powoli ze spokojem ale i z wiarą że będzie dobrze. Bo będzie, zobacz trafiłaś tu do nas i nie ważne czy masz nerwicę, czy nie, jesteś na dobrej drodze, bo poszukujesz. My niestety możemy być tylko grupą wsparcia, cała ciężka praca należy do Ciebie. Popytaj lekarzy, poszukaj fachowców może w końcu zobaczysz światełko w tunelu. Jesteś młodą, ambitną kobietą ( jak czytam) życie czeka na Ciebie! To tyle ode mnie, więcej dać nie mogę!
Tak ziółka to jest to, też popijam i wierzę w nie. Byłam parę lata w Bielsku - Białej w ośrodku gdzie leczą medycyną niekonwencjonalną, tam dostałam jakieś ziołowe kuleczki i bardzo wzmocniły mój organizm. W tym czasie nawet nauczyłam się latać na paralotni! Ah, stare dobre czasy... teraz nie mam siły unieść ekwipunku, więc z latania nici, no i te lęki... Ale to nic mam jeszcze wiele fajny rzeczy do zrobienia, pozdrawiam Wszystkich serdecznie. Jadę dzisiaj z bratanicą na basen... Trzymajcie się, każda pogoda jest dobra na spacer:-)