Tez myslalam o hipnozie. Podobno skutek jest tyle ze nie dlugotrwaly, no ale jak sie zdecydujesz daj znac.
Podobne tematy
Hello, też słyszałam że bywa skuteczna, ale sama na razie nie zaryzykuję. Musiałabym znać dobrego specjalistę i choć wypytywałam to nikt mnie nie przekonał..pa
hmm no właśnie...chciałabym ale bym się bała;p
no hej ja też bym się bała a jak dziewczyny wasze samopoczucia przed sylwestrem pozdrawiam
a no jak to przed sylwestrem..ja się wybieram na bal, juz dawno zaplanowany..kreacja juz naszykowana , trzeba nogi wymoczyć co by nie bolały od tańców;p oby mi tylko sił wystarczyło i nic sie nie zadziało;p muszę w 2014 wkroczyć tanecznym krokiem i oby cały ten nowy rok był udany i bez żadnych dolegliwości czego sobie i Wam kochani z całego serduszka życzę:)
Wszystkiego dobrego w 2014
udanego sylwestra gosiulka baw sie dobrze dasz rade a wszystkim innym dziewczyną wszystkiego co najlepsze w nowym roku 2014 może będzie dla nas lepszy pozdrawiam wszystkich
Buziaki cala nerwuskolandio. Wesolego Nowego Roku!
Kochane dziewczynki, życzę wam dużo zdrowia i samych pozytywnych myśli. Szczęśliwego Nowego Roku! 
Chyba dopao mnie zwatpienie. Moze ja juznigdy z tego nie wyjde i powinnam sie pogodzic z bilami glowy, brzucha i tymi spadkami nastroju. Moze powinnam zyc w pojedynke by nikt nie widzial tego co sie ze mna dzieje i nie psulabym nikomu zycia. Ehh
Hej Dziewczyny!
Jestem tu nowa, ale od dłuższego czasu borykam się z problemem nerwicy. Próbowałam wielu rzeczy, ale najistotniejsza jest chyba ciągła praca ze sobą. Raz jest lepiej a raz niestety gorzej...To ważne, że coraz więcej rzeczy można znaleźć o tej chorobie. Pamiętam, że kilkanaście lat temu, człowiek chory był całkowicie odrzucany przez nieświadome społeczeństwo. Ja dużo czytam literatury tej zagranicznej jak L. Hay czy Murphy, ale też i polskiej. Warta jest polecenia "Jak pokonałam depresję i nerwicę" Kazimiery Sokołowskiej. Ostatnio znalazłam nawet blog autorki "wygrać z nerwicą" (nie mogę wpisać linka, bo za młoda jestem stażem:) ale jeśli ktoś jest ciekaw to polecam-dużo nowatorskich technik można znaleźć. Nerwica to tak zmienna choroba, właściwie każdy przeżywa ją zupełnie inaczej, więc pewnie jedna właściwa droga w tym wypadku nie istnieje, ale na pewno warto szykać. Najważniejsze to się nie poddać...
Chyba dopao mnie zwatpienie. Moze ja juznigdy z tego nie wyjde i powinnam sie pogodzic z bilami glowy, brzucha i tymi spadkami nastroju. Moze powinnam zyc w pojedynke by nikt nie widzial tego co sie ze mna dzieje i nie psulabym nikomu zycia. Ehh
eee no coś ty.Uważam,że przy drugiej osobie będzie ci raźniej...dla tej osoby postaraj się walczyć.Ja np.mialam gorsze samopoczucie kiedy byłam sama (mąż na wyjazdach) gdy tylko wrócił,to odżyłam ...kiedy tylko źle się czuję,to zaczynamy coś robic,a to jedziemy do kogoś na kawkę,a to gramy w karty lub oglądamy fajny film.Jesli będzie obok Ciebie ukochana osoba,to będzie ci latwiej ja tak mam.Walczę z nerwicą dla siebie i BLISKICH....
Sluuu jak tam dzisiaj? Nawet nie myśl tak o tym, jesteś bardzo wartościową osobą i na 1000% razem jest łatwiej. Facet który skradnie Ci serce nawet nie pomyśli że TA choroba to jakiś problem, bo będzie Cię kochał z całego serca. Tak się stanie. AMEN.
![]()
witajcie dziewczyny jak zdrówko u mnie nie bardzo
Witaj Bożenko!
Ja dzis tak na zmianę trochę lepiej i trochę gorzej...
Witam. Od 2,5 miesiąca cierpię na nerwicę natręctw myślowych. Myśli są naprawdę nieprzyjemne, gdyż dotyczą samobójstwa. Jeśli chodzi o mnie jest to zupełnie sprzeczne ze mną nigdy nie chciałam się zabić i nadal nie chcę, ale naprawdę mam już dość. Chodzę do psychologa i od niedawna biorę leki, ale nie widzę dużej różnicy. Te myśli są częste nachodzą nawet wtedy, gdy z kimś rozmawiam. Wywołuje to we mnie frustrację smutek i rozdrażnienie. Wiem ,że musi minąć trochę czasu zanim nastąpi większa poprawa ale naprawdę mam tego dość. Staram się żyć normalnie widuję się ze znajomymi ( choć nie zawsze mam na to ochotę), chodzę na uczelnię, nawet planuję znaleźć sobie dodatkowe zajęcie, ale nie umiem cieszyć się życiem
. Są lepsze i gorsze dni, ale sama świadomość że te myśli tkwią w mojej głowie mnie dołuje. A wszystko zaczęło się od lekkich nastrojów depresyjnych i bezsenności. Psycholog mówi że terapia może pomóc dokonać zmian w mojej osobowości bo to jest najważniejsze. I odkąd o tym usłyszałam nie daje mi spokoju myśl, że cała moja osobowość jest do niczego, a to też wpływa na moją samoocenę. Czy jest tu ktoś kto przeszedł psychoterapię zakończoną sukcesem?
667 2014-01-05 17:08:55 Ostatnio edytowany przez sluuu (2014-01-05 17:10:26)
Dzieki za slowa otuchy. Jest ciutlepiej ale ten ostatni czas to bylo pasmo niepokoju. Boje sie ze to juz nigdy sie nie skonczy, ale bede robila wszystko by tak sie nie stalo. Najgorsze sa bole glowy i spadki nastroju. Bardzo rozbijaja mi zycie, ah ten balagan w mojej glowie :-(
do nowych: jak widzicie nasza droga do zdrowia nie jest lekka,ale stworzylismy ta grupe zdrowiejacych,by pokazac ze mozna z tego wyjsc. Tak wiec jak jedna upada cala reszta stawia ja na nogi. Damy rade, ale latwo nie bedzie.
sluu- ból głowy to moze przez tą pogode spadki nastroju też bo ja tak samo dzisiaj jestem jakas słaba jest mi niedobrze już sama niewiem co o tym wszystkim myslec mój mąz mi mówi że mam urojenia jak można żle się czuc od pogody poprostu nie rozumie niewie co to nerwy i dlatego nierozumie nocóż tez bym tak chciała pozdrawiam
No Ci co nigdy nie chorowali nie wyobraza sobie naszych stanow. Same bysmy nie zrozumialy gdyby to nas nie spotkalo.
Jak ja im zazdroszczę TEJ niewiedzy.
Oj tak. Ja tez.
Witam bardzo ciepło, Sluuu, nawet nie myśl, ze pójdziesz przez życie sama bo tak lepiej. Nie ma mowy, to złe rozwiązanie. Ja dręczę mojego męża już tyle lat, a on to dzielnie znosi, to nic że czasami nie rozumie, wystarczy że jest i kocha. ON - ten wybrany na pewno będzie Cię wspierał i kochał bo jesteś tego warta. Właśnie stałam w korku na autostradzie 4 godziny i przeżyłam. Co prawda, lęk pojawiał się co jakiś czas, ale mój mąż wymyślał tyle głupich rzeczy, że co jakiś czas wymuszał u mnie śmiech. Urlop się skończył, wraca codzienność i poczucie samotności której tak bardzo się boję, ale będę się starać, tak jak potrafię, mozolnie, czasem nieudolnie, ale nie poddam się. Ostatnio ćwiczę techniki wspomagające oddychanie, nie wierzyłam że to działa, ale pod okiem terapeuty przyniosło to niezłe efekty. Teraz spróbuję sama w domu, dam sobie szansę
pozdrawiam
hej kochani..
sluu...nie wymyślaj głupot, wyjdziesz z tego, juz jestes na dobrej drodze bo walczysz:) i nie myśl tak, że lepiej jak będziesz sama to zła droga, dla kogos jesteś całym światem i tylko to się liczy, druga osoba na pewno z Tobą pokona złe dni i będzie Cie wspierać mimo wszystko:) najwazniejsze to myśleć pozytywnie i wybrać drogę która prowadzi ku dobremu samopoczuciu a nie rozmyślać jaka jestm nieszczęśliwa bo to zawsze krok do tyłu ku dobremu zdrowiu...
8888: super , że masz takie wsparcie, mąż który stoi na straży Twojego samopoczucia i nie dopuszcza złych myśli to takie ważne i super, że jakaś technika poskutkowała - widać, że jednak można...
A jak pisze kasiuniunia ja również zazdroszcze ludziom , którzy nie wiedzą jak mozna się czuć z tym dziadostwem, wszytsko bym dała , żebym ja też żyła z taką nieświadomością hehhe choć narazie jest naprawde nadal nieźle...
A jeśli chodzi o te bóle głowy to ja też je miałam , straszne ...ale to są napięciowe bóle głowy i te bóle są bardzo różne ,,u mnie najgorsze były z tyłu głowy od napinania karku ponoć częste w nerwicy -naszczescie mam to juz za sobą czyli jestem przykladem , że mozna się tego pozbyć:D
Ogólnie najważniejsze jest nie myśleć, nie nakręcać sie, zajmować się czymś innym i szybko wyrzucać z głowy nachodzące myśli !!!!
Gosiu jak poradzilas sobie z tymi bolami? Sa tak nieznosnie ze szok.
8888- dziekuje szczrze, bardzo was tule.
Wiesz może to dziwne ale sama zobaczyłam,poczułam, że napinam mięśnie szyi-karku, w skroniach czułam napięcie.. czsami jak się kładłam spać to czułam , że moja głowa nie leży luźno na poduszce tylko tak jakby ją kark, kręgosłup szyjny trzymał , dziwnie mi wytłumaczyć po jakimś czasie sama zaczęłam rozluźniać mięśnie szyi i karku , czułam niesamowitą ulgę jak potrafiłam to zrobić i jak moja głowa spoczęła luźno na poduszcze;p wiem , że głupio to wszytsko brzmi ale tak właśnie było..poźniej udało się jak siedziałam i oglądałam TV czy coś robiłam...i za każdym razem miałam tak dziwnie napiety kark .. i po jakimś czasie jak rozluźniałam mięśnie, nie spinałam się to chyba mój kręgosłup, kark i mięśnie odpoczęły i bóle głowy ustąpiły jak ręką odjął... nawet powiedziałam o tym P. neurolog, która powiedziała , że tak własnie jest , że od tego są straszne bóle głowy.. ja miałam masakre, ketonal forte codziennie jadłam;/ a teraz nie wiem nawet gdzie połozyłam tabletki przeciwbólowe:_)
Witam serdecznie, coś jest na rzeczy z tym napinaniem mięśni i nadmiernym skupianiu się na miejscach które bolą. U mnie też tak to działa. Tylko to trochę tak migruje jak poradzę sobie z głową to pojawia się brzuch itp.. ale znam już ten mechanizm i przede wszystkim staram się ignorować ból. Podam taki przykład: Bolała mnie głowa przez 2 dni, już nie mogłam wytrzymać i postanowiłam sięgnąć po największy kaliber jaki mam w apteczce. Początkowo napinałam się żeby nie wziąć że dam radę sama. Jak wypiłam krople to po 10 minutach ból minął za to przyszła senność i tak przespałam 14 godzin. Najdłużej bolała mnie głowa jak miałam do zrobienia poważny projekt w pracy. Nie odpuszczało przez 5 dni w końcu w szpitalu dostałam morfinę i przeszło, ale tak zaczęła się moja kolejna potyczka z nerwicą. Kasiu 5266 nie miałam objawów 10 lat i to dzięki terapii.. Ten podstępny potwór znowu gdzieś się u mnie ulokował, wiem że to choroba emocji, ale objawy są mocno somatyczne. Tak więc kolejny raz próbuję sobie z tym poradzić, sama nie daję rady więc jestem znowu na terapii i jestem tu z Wami targana emocjami, bólem ale z nadzieją że będzie dobrze. pozdrawiam
Gosiulka 85 , coś jest na rzeczy z tym nie myśleć, jak zaczynam blokować złe myśli i robię cokolwiek i skupiam się na tu i teraz bywa lepiej..
hej dziewczyny co tu tak smutno jak sluu się czujesz
Bożenka 125, tu nie smutno, tylko nostalgicznie... a ja nawet czuję powiew optymizmu. Dzisiaj miałam dobry dzień. Upiekłam chleb - udał się, ugotowałam obiad i zrobiłam deser z tapioki wersja eksperymentalna ale zjadliwa. O Wszechświecie pomnóż ten dzień i daj żyć po ludzku! przesyłam pozytywne myśli!
8888-to bardzo dobrze mnie dzis strasznie boli głowa
Łącze się w bólu ;-(.
No u mnie to chyba wynika z sytuacji w zyciu osobistym. Poznałam kogoś, ale wciąż diabły przeszłości nie dają mi spokoju. Chodzi o to że mój były ciągle gdzieś jest i w momencie gdy zdaje mi się że to już koniec i mogę iść do przodu on pojawia się jeszcze bardziej. Wtedy irracjonalność moich zachowań sięga zenitu. Otóż zaczynają targać mną wątpliwości, czy może powinnam walczyć o to co było. To było 7 lat mojego życia, eh tak długo, a nowe to przecież niewiadome. I tak bzikuje już w tym co dla mnie dobre a co złe.
Droga Sluuu nie jestem specjalistką od związków i generalnie boję się zmian, ale zazwyczaj wszystkie zmiany jakich w życiu dokonałam wyszły mi na dobre. Zawsze okupiłam je nawrotami lęków i chorobami, bo przecież maszerowałam w nieznane, ale nie żałuję, to co było przede mną okazywało się dobrą kartą i odkrywało mi moje nowe możliwości. Zielonooki potwór okazał się lękiem który istniał tylko w mojej głowie. Mam problem z przyswajaniem rzeczy dobrych i sukcesów. Odnoszę sukces i padam. Objawy lęki itp., ale postanowiłam iść do przodu mimo wszystko, tylko wolniej, nic na siłę. Nadal nie jest super, ale jest lepiej. Sukces może być również naszym udziałem, powodzenie i miłość także, płacimy tylko za to większą cenę niż inni, bo jesteśmy trochę inni. Dlatego musimy się wspierać i okazywać sobie zrozumienie i mam nadzieję, że ja właśnie to robię ! Twoja siła i determinacja, to także moja radość i nadzieja. Nie oglądaj się za siebie zbyt długo, bo życie zbyt krótko trwa. A tam gdzieś w przyszłości czeka na Ciebie piękne życie i ja w to wierzę! Wczoraj miałam super dzień, dzisiaj jest trochę gorzej, ale jutro kto wie co będzie jutro, może jeszcze lepiej niż wczoraj..pozdrawiam
witaj Sluu ty wiesz co dla ciebie najlepsze 7 lat to kupa czasu sama doskonale wiesz czy go kochasz czy już nie musisz sama zdecydowac byc moze warto dalej ciągnąc nie znam sytuacji dlatego trudno mi cos więcej poradzic sama musisz posłuchac serduszka ja ze swoim obecnym męzem chodziłam 6 lat i było różnie ale jestesmy do tej pory razem z tego co piszesz to chyba cos czujesz jeszcze do niego ale wsumie się nie dziwie to kupa czasu pozdrawiam cię życze trafnej decyzji
684 2014-01-09 01:08:33 Ostatnio edytowany przez nela318224 (2014-01-09 02:21:45)
Witajcie:)
Szukałam długo i trafiłam we właściwe miejsce. O nerwicy lękowej dowiedziałam się podczas ciąży, wcześniej też miałam z nią do czynienia, ale nieświadomie. Nie wiedziałam wtedy co się ze mną dzieje i z jakiego powodu. Ataki paniki były tak silne, że do pracy dojeżdżałam taxi, a miałam dosłownie 7 min na nogach... . Kiedyś wracając ze sklepu, musiałam usiąść na przystanku bo nagle zaczęło mną strasznie trząść, bez żadnej przyczyny (wtedy mi sie tak wydawało). Teraz wiem, że moja podświadomość dawała mi znaki. Sytuację w domu nie mam za ciekawej, chora mama-sprawy psychiczne. To wszystko tak mi daje w kość, że czasem tracę nadzieję, że jeszcze będzie dobrze. Potem nagle się wszystko uspokoiło, tak nagle, jak nagle sie pojawilo.
I oto po kilku latach, na samym początku ciąży pojawiło się znów i trwa do dzisiaj
. Ataki paniki pojawiają się w miejscach publicznych: przewaznie sklepy, galerie. Stanie w kolejce to dla mnie tortury. Teraz już jeżdżę komunikacją miejska, w ciąży mogłam o tym pomażyc. W 3 msc ciązy nagle musialam wyjsc ze sklepu (ja to nazywam ucieczką, jak czuje ze nadchodzi lek, to szybko wychodze na powietrze zeby nie pasc), niestety, zemdlalam na parkingu. Zabrali mnie do szpitala i tam 1 raz uslyszalam, że to nerwica lekowa. Znow dostalam drgawki, na szczescie dziecku nic sie nie stalo.
Teraz moje dziecko ma 2 lata, a ja dalej czasem mam leki. Nie takie silne jak wtedy, ale są. Nie bylam u lekarza, choc chce isc i sie leczyc. Boje sie tylko ze trafie na kogos nie odpowiedniego, szukam kogos sprawdzonego. Może macie namiary na psychologa, psychiatre z Krakowa? Będe wdzieczna za info.
Staram się z tym walczyć, duzo mi też daje wsparcie męża jak jesteśmy na zakupach, ale czasem sie wkurza jak mamy pelen koszyk, a ja nagle musze wyjsc(uciec), bo centralnie robi mi sie slabo i w kazdej chwili moge zemdlec.
8888, bozenka125- oj tak podróż w nieznane ;-)
Wiecie co ja to mam już drugi związek długi. Wcześniej 5 letni i zmieniłam. Wtedy i teraz jestem pewna, że ta zmiana była na lepsze. Nie czuję żadnego sentymentu do pierwszej miłości i cieszę się ze poukładał sobie życie. Ja w nowym związku dużo się nauczyłam i dojrzałam, ale było dużo błędów, nieporozumień, kłótni, niezrozumienia. Mam takie uczucie, że już nie mam siły na stawianie temu czoła. Ot tak sobie ponarzekałam.
A Co u Was? Opowiadajcie. mi to się kolana uginają jak tylko czytam Wasze stwierdzenia "mąż mnie wspiera" , ja nie umiem sobie tego wyobrazić.
Witam,dawno nie zaglądałam tutaj dla przypomnenia,napisałam rok temu takie słowa:
...mam bardzo podobnie,jest mi też cięzko,mam skończone 50 lat,i nerwicę lękowo depresyjną.Tak naprawde od dziecka,żyłam z nią w nieświadomości ,swoje problemy tłumaczyłam nieśmiałością i innośćią,Zycie wciąż nie szczędziło mnie ,co dla niej było używką.Zerowała tak sobie i rozwijała się aż pękło wszystko we mnie i ujawniła się.Podjęłam walkę,nie poddam się!!Walczę dwa lata temu byłam w szpitalu w Ciborzu,a teraz czekam na miejsce w Obrzycach .Konsultowałam to i chodziłam do psychiatry i psychologa.Mam problemy z tym zniechęceniem,brakiem wiary w siebie ,lękami i blokadami wewnątrz...
Co mnie skłoniło że znowu zajrzałam? szczerze to jakoś nie mogłam znależć tego wątku,w mojej chorobie dochodzi brak skupienia.Kurcze nie mogę się skupić żeby coś dokładnie przeczytać,muszę się bardzo starać i wracać do wątku żeby go zrozumieć.Myślałam że jestem roztrzepana,ale dowiedziałam się od psycholog,że moja nerwica ma taką twarz.Przez nią miałm kłopoty w szkole,i mam w życiu.Walczę i tak z nią żyję,na różne sposoby.Następnym razem znowu napiszę więcej.Cieszę się że są tu osoby z podobnym problemem.Moje marzenie to znależć pracę w domu....A tak żeby wszyscy byli szczęśliwi i umieli się cieszyć drobnostkami.Pozdrawiam cieplutko.Miałam w sumie więcej napisać i konkrety,ale zapomniałam tak to przeżyłam że nie pamiętam ,na spokojnie jak się uda następnym razem.
Sluuu, to dobre miejsce do narzekań, też to tu robię i nawet mi to pomaga. Zdradzę Wam pewien szczegół z mojej terapi; Delikatnie mówiąc nie akceptuję mojej mamy, za to że czułam się przez nią niekochana, wykorzystana itp... Mój terapeuta mówi, że ja ciągle za nią tęsknię i to mój problem. Walczy ze sobą ta tęsknota i to odrzucenie. Od tygodni namawia mnie abym jednak spróbowała się do niej zbliżyć, tak symbolicznie chociaż. Dla mnie to była jakaś bzdura, żeby jak mam lęki to wyobrażać sobie kogoś kto mnie zawiódł i jeszcze się do niego przytulać w wyimaginowany sposób. Ale w końcu w tym tygodniu spróbowałam, na razie nie wiem czy to działa, czy nie, ale uznałam, że warto spróbować, choć burzy to cały mój "poukładany" Świat. Kto za co jest winny, kogo należy się pozbyć itp... Skoro to nie dawało rezultatu, to może warto zaufać specjaliście i zburzyć trochę tego na czym i tak nie stoję twardo... albo padnę na twarz, albo się podniosę....
Kochani o to mi chodzi aby nie tkwić w miejscu i nie kręcić się w kółko, bo to już było....może warto komuś zaufać i dać się poprowadzić... dróg jest wiele, może to jest ta dla mnie, choć tak bardzo się boję... pozdrawiam
nowa18- cześć zachęcamy do aktywności.
8888- Ciekawe z tą mamą, ale może podziałać więc warto. Daj znać jak to będzie się odbijało na Twoim zdrowieniu.
;-)
Cześć Sluuu,postaram się w miarę swoich możliwości być aktywną.Ale ciężko mi wszystko wychodzi.Nie chcę się użalać nad sobą,ponieważ bardzo pracuję nad swoimi uczuciami,unikam spraw negatywnie wpływających na mnie.Wcześniej z racji swojego wieku ,w marcu skończę 52 lata .Przerabiałam wszystkie możliwe koncepcje,aby sobie pomóc.I wiem co mi sprzyja a co pogłębia lub powoduje nawrót nerwicy lękowo depresyjnej.
nowa18- to jak będziesz miała chwilę zdradź nam trochę. My w większości początkujący jesteśmy ;-P
nella-ja jestem z okolic krakowa niewiem dokładnie skąd jestes znam spoza krakowa dobrego psychiatre jak cos to się odezwij pozdrawiam
Sluu,to nie jest tak że nie mam czasu,ale czasem blokada mi nie pozwala się określić.Co mi pomaga? to że piszę tu ....bo potrzebuję czuć się potrzebna,poczucie bezpieczeństwa,czytam afirmacje i wizualizacje.Uczę się oddychać.Staram się odrzucać myśli gnębiące i żyć tylko dniem dzisiejszym,z tym ostatnim to pracuję od niedawna.To robię.... a efektytakie ...że sobie jakoś ze sobą radze.No to że trzeba zcząć od pokochania siebie...każdy wie....Wiem że pomaga mi spacer,chociaż wychodzę z psem to lęk uczucie że ktoś jest na plecach....ale spokojnie reaguję że odwracam się co jakiś czas i spokojnie kontynuuję spacer.Ciężko mi zmuszam się ale nie na siłę ...na spacer.Co jeszcze ,wiem i po prostu to bardzo odczułam szkodzi mi ,praca poza domem.Nerwica oszalała i lęki dały znak.Dlatego szukam pracy w domu,chałupniczej lub telemrketerki.Fakt że to niby stresująca prca ale zajmowałam się dzwonieniem prawie dwa lata bez umowy w domu,bo przedtem rok pracowałm jako telemarketerka w zakładzie pracy.i lubię to robić,ale nie czułam się dobrze wśród ludzi.W domu jestem zdyscyplinowana i radzę sobie mam pod nosem kartkę ,nie denerwuję się że ktoś na mnie patrzy lub że obgaduje.Niestety straciłam pracę i bezskutecznie szukam pracy chałupniczej lub telemarketerki.Jestem zarejestrowana w Urzędzie Pracy ,mieszkam na wsi i wszędzie muszę daleko dojeżdżać,jeżdżę z mężem bo sama .....wiadomo.Chcę pracować i nie myślę o rencie itp.Mam nadzieję że wkońcu coś znajdę ,dobrze żeby była umowa.Na razie tyle,i tak jestem w szoku że tyle na ten temat napisałam.Moja osobowość ,dowiedziłam się jak kiedyś byłam w szpitlu psych.jest biernie zależna.tak na marginesie.
Dodam że teraz jestem w miarę stabilna,ale mam wciąż wzloty i upadki.Muszę uważać bo niewiele wystarczy a już wracam do punktu wyjścia,Jak byłam młodsza łatwiej mi było,żyłam z tą cholerą,udawałam przed sobą że jest ok.Chociaż brak świadomości że jestem chora,spotęgował brak poczucia wartości.
Jak jestem jeszcze na topie...mam tłuszczak pourazowy na głowie,pamiątka po ex,SP,mężu pierwszym TYRANIE.Jak on mi ostatnio bolał,dwa tygodnie ndawał,naciskł na układ nerwowy bo lubi pulsowć czasem i rosnąć.Teraz już dobrze,ale nie tęsknie za powtórką.A jeszcze mam problem ,że nie jest to zawsze,ale siusiu skończe, już mam wyjść i wracam na jeszcze bo parcie ...na kilka kropel tak nieraz kilka razy.Potem już normalnie.To też mam na tle nerwowym.No nareszcie skończyłam.już nie będe ......wypluwać się ale mi ulżyło.
695 2014-01-09 18:49:58 Ostatnio edytowany przez kasiuniunia (2014-01-09 19:04:30)
Hejka wszystkim i nowym i starym wyjadaczom. Czuję się nawet nawet, ale w większości jest to walka, o ten dobry nastrój. Zastanawia mnie jak wielka jest moc naszej psychiki, czy przez pracę nad sobą bez pomocy leków i specjalistów można z tego wyjść? Czy to tylko chwilowa poprawa i na dłuższą metę wyjdzie lecz z innej beczki. Moje objawy somatyczne były z tak różnych części ciała że już teraz, nic mnie nie zdziwi. Lecz tym razem jestem tego świadoma i postaram się nie dać się zaskoczyć. Pozdrawiam. A i jeszcze jedno dzisiaj boli mnie głowa zmierzyłam ciśnienie, jest idealne a puls który zawsze był wysoki mam 63- tego jeszcze nie grali. Pierwszy raz coś takiego widzę, cieszę się, jestem w tkz; formie.
to dobrze Kasiu ja tak srednio ale zle nie jest a czy bez tabletek i pomocy lekarza dałybysmy rade no trudno powiedziec ale też bym tak chciała pozdrawiam wszystkich
697 2014-01-09 20:22:25 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-09 20:23:59)
Witajcie nerwuski ;-)
U mnie też różnie.Wczoraj było okej...nawet wybraliśmy się do przeogromnej Galerii,gdzie było tyle ludzi,że masakra.Były momenty,że chciałam wyjść,lecz gnałam przed siebie-jakoś przeżyłam.Dziś czuję się b.dobrze.Mam nadzieję,że następne dni będą raczej podobne.Wizytę mam na 23- go, jestem ciekawa co będzie,ponieważ chodziłam co 3 do 4 tyg.a teraz będę miała wizyty co 8 tyg.Zobaczę czy lekarz pozmienia mi dawki czy ogólnie coś zmieni? nie wiem...jestem dobrej myśli.Pozdrawiam wszystkich cieplutko:-)
kasiuniunia- Buzial w ten wietrzny dzień ;-)
bozenka125- wiesz wszystko się w życiu może zdarzyć, ale jeśli nie jesteś pewna to wychodź z tego chociaż z wykształconym psychologiem. Nie musisz brać leków jeśli radzisz sobie bez nich. Ja musiałam, bo mój stan tego wymagał. Nie pluję sobie w brodę, ze mogłam bez, bo podjęłam decyzję więc się jej trzymam.
nerwuska23- gratulację odwagi. tzn. na lekach i tak masz napady lękowe? Może trzeba zmienić lek, bo trochę to dziwne. Ja od 1,5 roku nie miałam lęku, ale oczywiście ogólny stres jest, ale taki do zniesienia.
Witam i dobrego dnia życzę.
hejka kochani
na wypadek jakby ktoś dzisiaj gorzej się czuł ;p
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/gigantyczna-eksplozja-na-sloncu-skutki-odczujemy-na-ziemi/scvjm
sluu-ja raczej bez tabletek nie dałabym rady byłoby ciężko pozdrawiam
kasiuniunia- Buzial w ten wietrzny dzień ;-)
bozenka125- wiesz wszystko się w życiu może zdarzyć, ale jeśli nie jesteś pewna to wychodź z tego chociaż z wykształconym psychologiem. Nie musisz brać leków jeśli radzisz sobie bez nich. Ja musiałam, bo mój stan tego wymagał. Nie pluję sobie w brodę, ze mogłam bez, bo podjęłam decyzję więc się jej trzymam.nerwuska23- gratulację odwagi. tzn. na lekach i tak masz napady lękowe? Może trzeba zmienić lek, bo trochę to dziwne. Ja od 1,5 roku nie miałam lęku, ale oczywiście ogólny stres jest, ale taki do zniesienia.
Właśnie mam zmieniony lek-u mnie wygląda to następująco...byłam uzależniona od relanium i jestem w trakcie odstawiania(co nie jest łatwe) mam inny lek-z tym,że jeszcze nie czuję się na nim pewne,a tak ogólnie jest okej...poza tym,mam inny lek,który mam zwiększany.Citabax-najpierw 20 mg.po pół tabl,później cała,a teraz jestem na 40 mg-od Października i może nie być jeszcze całkowitego działania tego leku.
703 2014-01-10 20:10:16 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-10 20:13:46)
kasiuniunia- Buzial w ten wietrzny dzień ;-)
bozenka125- wiesz wszystko się w życiu może zdarzyć, ale jeśli nie jesteś pewna to wychodź z tego chociaż z wykształconym psychologiem. Nie musisz brać leków jeśli radzisz sobie bez nich. Ja musiałam, bo mój stan tego wymagał. Nie pluję sobie w brodę, ze mogłam bez, bo podjęłam decyzję więc się jej trzymam.nerwuska23- gratulację odwagi. tzn. na lekach i tak masz napady lękowe? Może trzeba zmienić lek, bo trochę to dziwne. Ja od 1,5 roku nie miałam lęku, ale oczywiście ogólny stres jest, ale taki do zniesienia.
Właśnie mam zmieniony lek-u mnie wygląda to następująco...byłam uzależniona od relanium i jestem w trakcie odstawiania(co nie jest łatwe) mam inny lek-z tym,że jeszcze nie czuję się na nim pewne,a tak ogólnie jest okej...poza tym,mam inny lek,który mam zwiększany.Citabax-najpierw 20 mg.po pół tabl,później cała,a teraz jestem na 40 mg-od Października i może nie być jeszcze całkowitego działania tego leku.
Pytałam mojego lekarza,powiedział,że mam się nie sugerować tym co pisze w ulotkach -czyli że dany lek działa od dwóch do 4 tyg.ponieważ to zależy od pacjenta i jego organizmu,oraz od stopnia nasilenia depresji i lęku.Czasem to trwa nawet do kilku miesięcy.
Kiedy minęły lęki u Ciebie? ile czasu minęło od zażywania leku?
U mnie 3 pierwsze leki pogorszyły stan, a paro zadzialala już od pierwszego dnia. Dziwne te lękowe procesy.
Hejka wszystkim....
Chciałbym parę słów i przemyśleń moich dodać,do tematu wiadomo jakiego.Uważam że ,każda choroba w porę szybko zdiagnostowna i leczona ma szansę na wyleczenie.Tak kiedyś powiedziła psychiatra,a ja na dowód powiem że leczyła ona mojego najmłodszego synka.Depresji lękowej nabył się w gimnzjum, też dziecko moje było już po przejścich .Miał silne lęki i myśli smobujcze.Leczenie trwało rok czasu,terz to zdrowy wpełni bez nawrotów kochający mąż i tata.
Ja nie miałam tyle szczęścia co moje dziecko.Pomimo że w szkole podstawowej psycholog ,w mojej opini użyła stwierdzenia że ''duża emocjonalność i wrażliwość oraz dysproporcja w rozwoju psychofizycznym przyczyniły się do znerwicownia dziecka.Osobowo dziewczynka przedstawia typ wybitnie intrawatywny[przeżywjący wewnętrznie]...i jeszcze ...styl wychowania doprowadził ją do ukształtowania osobowości zależnej,nieśmiałej obawiającej się oceny innych.Oczekuje się sądząc po wyglądzie aby dziewczynka była zaradna zdecydowana,.Niezgodność oczekiwań otoczenia z możliwościmi działania stały się podstwo przyczyną znerwicownia......i jeszcze znerwicownie doprowadziło do trudności w myśleniu,w jakielkowiek sytuacji ekspozycji społecznej.Dziewczynk nie jest w stanie udzielić prawidłowej odpowiedzi ze względu na dezogranizujący wpływ procesów emocjonlnych.Brak smodzielnego postępowni przejwia się odnośnie smodzielnego myślenia.Wszelkie operacje matemtyczne dziecko wykonuje n konkretach.Brak jest myślenia wyobrażeniowego.Czas wykonywnia jest dłuższy od
przeciętnego.
707 2014-01-11 14:08:35 Ostatnio edytowany przez nowa18 (2014-01-11 17:23:07)
Pomimo tej opini ,moi rodzice nie leczyli mnie.Nerwica się rozwijała .Nie skończyłam liceum ,nie radziłam sobie ze sobą.Za mąż wyszłam za TYRANA.Wynik czworo dzieci,myśli samobujcze ....już pierwsze były w liceum.Nie miałam z kim o tym porozmawiać i nie zdawałam sobie sprawy że mam nerwice.Kiedy po 19 latach uciekłam z dziećmi,rozpoczęłam walkę o przetrwanie.Ciężka praca sprzątaczki ,w szkole... potem w internacie .....tułanie się po wynajmach ,niedojadanie. ....samotne życie dla dzieci,Kiedy chłopcy dorośli każdy poszedł w swoją stronę,zdecydowałm się na związek.Po ślubie jestem pięć lat.Dopiero dzięki mężowi zczęłam leczenie i dotarło do mnie co mi jest.A dokument od psycholog trzy lata temu ojciec mi dał.....Nie biorę teraz leków i ponad rok czekam na miejsce w Międzyrzeckim szpitalu dla nerwicowców.
708 2014-01-11 16:46:59 Ostatnio edytowany przez nowa18 (2014-01-11 16:55:06)
Jeszcze dodam że rok po ślubie, obecny mąż,.poszedł ze mną do psychiatry i dostałam skierownie do szpitala.Byłam w Ciborzu ponad miesiąc.Wtedy dotarło do mnie, że potrzebuję pomocy.Najlepsze że niewiedza co do nerwicy,powodowała we mnie poczucie winy i uważałam że jestem głupia, dlatego taka jestem inna.Zmagałam się z życiem ...sądząc że jestem silna psychicznie.Oczywiście rodzina i dzieci obwiniły obecnego męża, za to że podjęłam leczenie.Fakt że nie mogłam się zaklimatyzować w naszym młżeństwie i wróciły wspomnienia pierwszego małżeństwa,też był przyczyną i chwiejna niestabilna sytuacj finansowa.Ale przed obecnym mężem miałam ,krótki związek gdzie pan miał kasy jak lodu,ale ten związek spowodował że stałam się nerwowa,zazdrosna i podejrzliwa.Była duża odległość i wiele niedomówień.Kontrolowałm i śledziłam...W obecnym małżeństwie też byłm zazdrosna ,nieufna...teraz jest coraz lepiej,ja staram się zrozumieć postępownie męża...za to że on mnie wspiera i stara się mnie zrozumieć.Mąż też wiele przeszedł ,co odbija się na jego zachowaniu.W Ciborzu brałam tabletki ,potem przestałm jak wyszłam ze szpitala.Rozchorowałm się na dobre , kiedy zostałam skierowna przez urząd pracy do pracy jako salowa.Brak dojazdu, autobus nie dojeżdżał , raz mąż woził raz zabierałam się z kimś...w pracy nerwówka...mycie ekspresowe naczyń w zmywarce,poganianie przez oddziałową....lęki okropne...dostałam, nie mogłam się schylić,bałam się i to okropne uczucie że ktoś siedzi na karku, że jest za plecmi,nie mogłam głowy umyć...lęki przed ciemnością..płacz i roztrzęsienie..Raz powolna a raz nie nadążałam za sobą...zwolnienie lekarskie..... do zwolnienia z pracy.Leczyłam się lekami , przepisanymi przez... dr Badura,.W Międzyrzeczu w przychodni postawił mnie na nogi.Teraz jak wspomniałam nie biorę leków i czekam na miejsce w szpitalu ,ponad rok.Na oddział dla nerwicowców,tam właśnie leczą bez leków.Mam mniejsze objawy,są... ale sobie radzę,ponieważ unikam sytuacji stresowych.Moim azylem jest dom,tu się najlepiej czuję.
709 2014-01-11 18:01:04 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-11 18:14:39)
U mnie 3 pierwsze leki pogorszyły stan, a paro zadzialala już od pierwszego dnia. Dziwne te lękowe procesy.
No dziwne.Kiedyś czytałam na forum dyskusyjnym o leku Citabax-ile ludzi,tyle różnych opinii.Jedna dziewczyna pisała,że poczuła poprawę już po 2 tyg..inna po 3 miesiącach,a chłopak dopiero po 8 miesiącach
Pogorszyć to moje samopoczucie się nie pogorszyło...jest dużżżo lepiej.Dużo zmieniło się na lepsze,z tym,że jak wcześniej pisałam,nie ma jeszcze takiego efektu jakiego oczekuję.Być może lekarz pozmienia mi teraz dawki,a może trzeba poczekać,ponieważ trafiłam już z bardzo silną z depresją i stanami lękowymi.
710 2014-01-11 18:28:11 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-11 18:29:19)
Jeszcze dodam że rok po ślubie, obecny mąż,.poszedł ze mną do psychiatry i dostałam skierownie do szpitala.Byłam w Ciborzu ponad miesiąc.Wtedy dotarło do mnie, że potrzebuję pomocy.Najlepsze że niewiedza co do nerwicy,powodowała we mnie poczucie winy i uważałam że jestem głupia, dlatego taka jestem inna.Zmagałam się z życiem ...sądząc że jestem silna psychicznie.Oczywiście rodzina i dzieci obwiniły obecnego męża, za to że podjęłam leczenie.Fakt że nie mogłam się zaklimatyzować w naszym młżeństwie i wróciły wspomnienia pierwszego małżeństwa,też był przyczyną i chwiejna niestabilna sytuacj finansowa.Ale przed obecnym mężem miałam ,krótki związek gdzie pan miał kasy jak lodu,ale ten związek spowodował że stałam się nerwowa,zazdrosna i podejrzliwa.Była duża odległość i wiele niedomówień.Kontrolowałm i śledziłam...W obecnym małżeństwie też byłm zazdrosna ,nieufna...teraz jest coraz lepiej,ja staram się zrozumieć postępownie męża...za to że on mnie wspiera i stara się mnie zrozumieć.Mąż też wiele przeszedł ,co odbija się na jego zachowaniu.W Ciborzu brałam tabletki ,potem przestałm jak wyszłam ze szpitala.Rozchorowałm się na dobre , kiedy zostałam skierowna przez urząd pracy do pracy jako salowa.Brak dojazdu, autobus nie dojeżdżał , raz mąż woził raz zabierałam się z kimś...w pracy nerwówka...mycie ekspresowe naczyń w zmywarce,poganianie przez oddziałową....lęki okropne...dostałam, nie mogłam się schylić,bałam się i to okropne uczucie że ktoś siedzi na karku, że jest za plecmi,nie mogłam głowy umyć...lęki przed ciemnością..płacz i roztrzęsienie..Raz powolna a raz nie nadążałam za sobą...zwolnienie lekarskie..... do zwolnienia z pracy.Leczyłam się lekami , przepisanymi przez... dr Badura,.W Międzyrzeczu w przychodni postawił mnie na nogi.Teraz jak wspomniałam nie biorę leków i czekam na miejsce w szpitalu ,ponad rok.Na oddział dla nerwicowców,tam właśnie leczą bez leków.Mam mniejsze objawy,są... ale sobie radzę,ponieważ unikam sytuacji stresowych.Moim azylem jest dom,tu się najlepiej czuję.
ojj to dużo w życiu przeszłaś.Ja jestem dzieckiem DDA swoje też wycierpiałam.Oboje rodziców pijących,bijatyki,wrzaski itd...ech.
Jeśli możesz przybliż objawy jaki ci towarzyszyły i na jakich lekach byłaś i ile czasu?
Ja nigdy tak naprawdę się nie leczyłam,każde badanie słyszałam to NERWICA.
A badań miałam milion.
Zawroty głowy,mdłości biegunka,bóle brzucha,duszności.Jednym słowem masakra.
Z tych wszystkich objawów pozostały zawroty(lecz w minimalnym stopniu) i duszności..różnie odczuwane.Ucisk w gardle,problemy z przełykaniem,wrażenie że ktoś mi na karku usiadł.Szok jednym słowem i panika.Dziś w mniejszym stopniu,lecz jeszcze są.
Miło mi Nerwuska że zinteresowałaś się moją osobą Bardzo mi pomógł symfaxin,miałam inne leki ale ten dla mnie był idealnym rozwiązaniem.Objawy ,uczucie lęku i paniki,żołądek takie dziwne uczucie,jąkanie,pocenie dłoni,mruganie oczami ,powolność lub szybkość, za duża szybka mowa,do tej pory mam te objawy ale w miejszym stopniu,Kiedyś też bałam się jeść,ale po leczeniu w Ciborzu teraz jem ,lepiej śpię,chociż zlaeży od dnia.Też z oddychaniem miałam problemy i dusiłam się,czasem to wraca.Leki brałam prawie rok.Ale zmniejszałam dawkę i pomału odstawiłam.
712 2014-01-11 20:19:18 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-11 20:23:14)
Miło mi Nerwuska że zinteresowałaś się moją osobą Bardzo mi pomógł symfaxin,miałam inne leki ale ten dla mnie był idealnym rozwiązaniem.Objawy ,uczucie lęku i paniki,żołądek takie dziwne uczucie,jąkanie,pocenie dłoni,mruganie oczami ,powolność lub szybkość, za duża szybka mowa,do tej pory mam te objawy ale w miejszym stopniu,Kiedyś też bałam się jeść,ale po leczeniu w Ciborzu teraz jem ,lepiej śpię,chociż zlaeży od dnia.Też z oddychaniem miałam problemy i dusiłam się,czasem to wraca.Leki brałam prawie rok.Ale zmniejszałam dawkę i pomału odstawiłam.
Ja byłam na "signopam" na samym początku nerwicy.później zmieniłam na relanium,bardzo podobny skład...z ty,że relanium dużo tańsze.Chodziłam do lekarza prowadzącego,lecz z biegiem lat nerwica się nasilała,aż doszly objawy lękowe,nie wychodziłam półtorej miesiąca z domu.Najpierw chodziłam z mężem do Psychologa,lecz zbyt silne objawy na takie terapie.Wylądowałam u Psychiatry,który od razu przepisł leki na lęki i depresje....a relanium mi odstawia..tylko się uzależniłam .
A ile byłaś na tym leku simfaxin zanim zaczał już na dobre dzialać?
Ja obecnie jestem na
Tritico jedna na noc
citabax 40 mg-1 raz rano i (doraźnie hydroxyzynum)
Relanium jadłam jak byłam kiedyś w Ciborzu,pomału mi odstawili żeby nie uzależnić.Simfaxin bardzo szybko działał ,już po trzeciej wizycie czułam się dobrze, brałam go prawie rok.Ale zmniejszałam dawkę i pomału odstawiłam.Najgorsze są te objawy paniki i lęku,ja mam przed wychodzeniem z domu.Jak mam jechać gdzieś.Już wcześniej przeżywam ,niedługo mam się udać do Urzędu Pracy....nie umiem opisać tego okropnego uczucia....
714 2014-01-12 21:18:34 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-12 21:20:13)
Relanium jadłam jak byłam kiedyś w Ciborzu,pomału mi odstawili żeby nie uzależnić.Simfaxin bardzo szybko działał ,już po trzeciej wizycie czułam się dobrze, brałam go prawie rok.Ale zmniejszałam dawkę i pomału odstawiłam.Najgorsze są te objawy paniki i lęku,ja mam przed wychodzeniem z domu.Jak mam jechać gdzieś.Już wcześniej przeżywam ,niedługo mam się udać do Urzędu Pracy....nie umiem opisać tego okropnego uczucia....
No hej!
Więc czemu nie jesteś już na lekach,skoro objawy lękowe masz nadal ?
Właśnie z relanium bardzo ciężko wyjsć,ja jestem juz uzalezniona i moja terapia jest nie łatwa.Chociaż z 5 mg.3*1
jestem na 2mg.1*1 to dla mnie sukces- czasem w ogóle nie biore-tylko (hydroksyzyna)
Nie biorę leków ,gdyż czekam na miejsce w szpitalu w Międzyrzeczu,pani psycholog nie kazała mi brać leków ,bo tam leczą bez leków.A objawy nie są tak silne jak wtedy, gdzie musiałam je brać, bo nie radziłam sobie całkiem.