YxAngelxYz masz rację, że ?Akurat doświadczenie życiowe nie jest zależne od wieku, nie znasz mnie, nie wiesz co w życiu przeszłam.? Dopóki jeszcze nie nauczyłaś się szanować innych ( ludzi jako ludzi, ich uczuć, ich poglądów i tego co przeszli) póki tego się nie nauczysz, dla mnie i tak będziesz nie doświadczona chociażbyś miała 61, a nie 21, które podajesz. Nie wiedząc, co przeszłaś mogę powiedzieć, jeżeli dużo to ciesz się, że jesteś bardziej doświadczona niż twoje koleżanki, albo żałuj, że miałaś ciężkie życie jak tam wolisz? Jedno, co wiem na pewno powinnaś się cieszyć, że nie przeszłaś takiego doświadczenia, o którym tu mowa.
ciesz się, że nie przeszłaś śmierci własnego dziecka, nie byłaś tą osobą, której jest się ciężko pogodzić z czyjąś śmiercią
ciesz się, że nikt z najbliższej rodziny się ci nie powiesił, czy w inny sposób popełnił samobójstwo
ciesz się, że nie patrzysz na fotografie tych, co odeszli, że możesz do nich zadzwonić i powiedzieć fajnie, że jesteś, albo kocham cię, albo przepraszam, albo zapytać co tam u ciebie, po prostu ciesz się szczęściaro, że masz szansę/czas jeszcze to zrobić
ciesz się, że nie musisz z tym żyć, że czegoś być może nie dopatrzyłaś, że może nieświadomie zbagatelizowałaś i ciesz się, że nie musisz się nad tym zastanawiać, czy jesteś temu winna czy nie
ciesz się, że nie musisz wysłuchiwać tych, co ?Podali przykłady na których podstawie doszli do takiego wniosku? tylko z książek, telewizji i dalekich obserwacji
i nie bądź taka pewna, że zawczasu można zauważyć, że ktoś planuje swoją śmierć, niektórzy samobójcy potrafią to tak ukartować jak tak zwane zabójstwo doskonałe, i zaręczam ci, że nie każdy samobójca prosi o pomoc! Ale w tej kwestii to chyba jesteś doświadczona, bo sama powiedziałaś ?my(znajomi)myśleliśmy że sobie najzwyczajniej żartuje?
Śmierć bliskich dziecka/męża itd. to rana, która nigdy się nie goi, ona się lekko zabliźnia i ciągle otwiera, a naprawdę, aby zedrzeć ledwo zagojonego strupa nie wiele potrzeba np. czasem wystarczy tylko zobaczyć gest obcego człowieka w autobusie, aby wszystko wróciło, bo ten/ta co nie żyje też tak robił i wszystko wraca... Samobójcza śmierć osoby, którą się kocha to jeszcze większa rana, bo roznosi się jak gangrena? Nie można sobie wytłumaczyć, bo wypadek, nieszczęśliwy przypadek, choroba itp., trzeba zaakceptować fakt, że taka była wola innej osoby, decyzja - nie ważne czy świadoma, czy nie ? decyzja, na którą nie wiesz ile ty w płynęłaś i przez co wpłynęłaś, czy przez reakcję czy jej brak. I wierz mi nie jest łatwo amputować sobie poczucie winy, nawet jeżeli nie ma podstaw, aby siebie obwiniać, np. zawsze jest wahanie, a może gdybym była obok to bym do tego nie dopuściła, a jednocześnie wiesz, że nie możesz być obok w każdej sekundzie, bo musisz spać wychodzić do pracy i na zakupy?
Mam większe doświadczenie życiowe w tej sprawie nie dlatego, że mam tyle lat co mam, nie dlatego, że w życiu dużo przeszłam, przeczytałam i słyszałam obok, mam doświadczenie, bo przeżyłam śmierć własnego syna i do tego jestem bliską krewną wisielca, wiem co to znaczy w praktyce ? czas leczy rany? (jedni zapominają, inni widzą blizny, inni czują ból, a inni ich nie mogą zrozumieć, tak jak niektórzy nie mogą zrozumieć odczuwania bólu w/po amputowanej kończynie).
A najgorsze, że ich już nie ma, bez względu z jakiej przyczyny, z czyjej winy, wszystko tylko, co pozostało to nasze przypuszczenia dlaczego, oni nam nie powiedzą, bo ich już nie ma, możemy opierać swoje wywody na analizach sytuacji, wspomnieniach czy wywiadach z niedoszłymi samobójcami, co może być ciekawe i miejmy nadzieję, że uchroni innych przed tą tragedią? Ale z punktu widzenia tych co pozostali, odpowiedź i pytanie dlaczego wygląda zupełnie inaczej!
Dlaczego to mnie spotkało (dlaczego mój syn/ córka/ matka/ ojciec/brat/itd?) Dlaczego ja mam żyć dalej? Dlaczego nie wiem jak z tym żyć? Dlaczego ja, cała rodzina, znajomi, szkoła, praca niczego nie zauważyliśmy? Dlaczego ktoś na to pozwolił ( ludzie, Bóg)? Dlaczego samobójca nie porozmawiał o tym, co chce to zrobić ze mną czy z x, y, z? A to dopiero początek jak nauczyć się z tym żyć? Jak nauczyć się żyć z pustką, jaką po sobie pozostawili? Jak po tym wszystkim, ma mi się jeszcze chcieć żyć? Jak powstrzymać złość/ gniew, albo jak zrozumieć niepotrzebną/bezsensowną śmierć osoby kochanej? Jak teraz będzie wyglądać moje życie??
I wiesz co, ci co przeżyli samobójstwo kogoś bliskiego pytają dlaczego, nie raz czy kilka razy, pytają tak często i tak długo dopóki, do nich nie dotrze, że już nie muszą wiedzieć dlaczego.
?a przecież trzeba z tym żyć, trzeba przebaczyć i samobójcy i sobie i innym, kochać dalej?, kochać i wspominać, bo oni żyją już tylko w naszych wspomnieniach, a świat dawno o nich zapomniał i pobiegł za swoimi sprawami. Trzeba kochać, kochać mimo, że otrzymujesz od osoby ukochanej coś w stylu dożywocia ? nie tylko na wspomnienia, tęsknotę i samotność itd., bo trzeba żyć bez osoby, którą się kocha, ale niestety jeszcze z metką społeczną np. siostra/matka/ojciec/syn/córka samobójcy?
Ale co ciebie to obchodzi, zastanawiaj się dalej, jak bliscy samobójców rozumieją przesłanie ateiści są boscy, podziel się wnioskami i przykładami na jakich je oparłaś.