Szczerze? Mniej zgrabnej nie widziałam. Teoretycznie wiem, że nie liczy się wygląd, ale w praktyce nie potrafię tego sobie przetłumaczyć. Jestem już tak stłamszona tą moją figurą, że nie potrafię tego odłożyć na bok. Jak to mawiają: żyję, ale co to za życie. Jak tak dalej pójdzie to chyba sama ze sobą nie wytrzymam. To jest prawdziwa nienawiść do samej siebie. A najgorsze jest to, że chłopak swego czasu postanowił mi rozpisać grafik dnia, żebym miała zaplanowaną każdą godzinę, bo twierdził, że mam za dużo wolnego czasu i to stąd. Efekt był taki, że potrafiłam rozpłakać się w pracy, bo moja szefowa miała super pupę, a do psycholożki, która miała super wcięcie, a troczyła mi, że wcięcie to nic nie poszłam więcej, bo uważałam ją za hipokrytkę. Jak wyjść z czegoś takiego i skończyć z takim myśleniem?
Podobne tematy
67 2012-09-12 13:29:44 Ostatnio edytowany przez kitka89 (2012-09-12 13:30:33)
Olinko nie tylko trudne, ale i NUDNE. Jak bym przebywała z taką baburą jaką sama jestem to dawno bym siebie rzuciła. Także i tak go podziwiam. Co do partnera to jeśli nie nakręci się porządnie wcześniej myśla badź filmem o jakiejś super lasce to nie bardzo chce działać. Ale przywykłam. Bo kogo może podniecać męska kobieta. Babochłop jak to się mawia. W każdym bądź razie nawet jeśli mnie rzuci to chciałabym sama ze sobą wygrać, ale nie wiem jak się za to zabrać...
Kurcze chyba znów napisałam dwa posty pod sobą. Izvinitje.
68 2012-09-12 13:37:03 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2012-09-12 13:38:30)
Ciężko jest pozbyć się kompleksów, a jeszcze ciężej uczynić to, tkwiąc w związku bez przyszłości. Co to za partner, który mówi "weźmy ślub, bo ja nie, to znajdę sobie inną" i "nikt inny cię nie chce, bo masz brzydką figurę"? Burak jakiś. Autorko, gdybyś wyrwała się z tego toksycznego związku, a potem wyszła do ludzi uśmiechnięta i z podniesioną głową, nie mieląc w niej tej swojej mantry "pupa, piersi, talia", to dopiero byś zobaczyła, ilu mężczyzn spogląda na Ciebie z przyjemnością. Bo ludzie odbierają nas tak, jak sami siebie postrzegamy (i to nie są żadne psychologiczne brednie, tylko prawda).
Ja też mam nadmierne owłosienie, jestem blada i gruba, chodzę jak facet, a ramiona mam tak szerokie, że podczas przymierzania rozwalam bluzy w rozmiarze (mnóstwo X)L
Czy mam z tego wysnuć wniosek, że wszyscy mężczyźni, z którymi się spotykałam (przystojni, otoczeni mnóstwem naprawdę pięknych, chętnych kobiet), to geje lubiący panów w typie bears?
![]()
Kitko, to że ktoś ma ładniejszą talię, a mówi, że świat się wokół niej nie kręci wcale nie jest hipokrytą - po prostu realnie ocenia fakty.
Pytasz jak wyjść z tego błędnego koła - jeśli sama nie potrafisz sobie dać z tym rady, to na chwilę obecną najlepszym lekarstwem wydaje mi się naprawdę dobra psychoterapia. Może tym razem znajdź sobie psychoterapeutę-mężczyznę, wówczas nie będziesz go posądzać o hipokryzję.
Edit: BaboOsiadła, głosy takie jak Twój wydają się najcenniejsze, bo pokazują, że jednak... się da
.
Stereotyp za stereotypem poganiają stereotyp.
Twierdzisz, że:
(...)Bo przecież co to za kobieta bez wcięcia w talii i okrągłej pupy(...)
czy aby na pewno mój chłopak to nie gej, bo przecież tak przypominam mężczyznę(...)
jak wiadomo talia i biodra czynią kobietę.(...)
zawsze wygra ładniejsza.(...)
Teoretycznie mężczyźni zwracają uwagę na twarz. Szkoda, że jedank biorą sobie te średnie, ale o pieknych figurach i nie zwracają uwagi na twarz doceniając zgrabna sylwetkę. (...)
Zresztą gdyby przed zakochanym nawet mężczyzną stanęła o niebo piękniejsza kobieta od jego obecnej wybranki, ale o równie słodkim charakterze to swoją partnerkę by zostawił.(...)
Nie chce mi się przytaczać dalszych Twych zdań, bo natrafiłam na perełkę. Natrafiłam na zdania, które są wyjaśnieniem stanu rzeczy.
(...)Dlatego ciężko się z sobą pogodzić. A i olać nie potrafię. Jak mam to zrobić? Myślenia nie zmienię raczej.(...)
Problem siedzi w mojej głowie, we mnie. A raczej w tym, że wyglądam jak facet. Raczej nigdy nie pogodzę się z tym, bo to zbyt trudne.(...)
Wyglądu swego, bez poważnej operacji plastycznej (lub nawet kilku), nie zmienisz. A swego sposobu myślenia o tym, co naprawdę ważne, nie chcesz zmienić. Sytuacja patowa.
Zaczęłam się jednak zastanawiać, czemu tak dziarsko, tak uporczywie bronisz swego sposobu myślenia, czemu podjęłaś decyzję (bo to decyzja) o takiej hierarchii wartości. Zaczęłam się zastanawiać, czemu pomijasz albo umniejszasz swe zalety, a wyolbrzymiasz do gargantuicznych rozmiarów sprawę swego wyglądu. I zastanawiam się, jakie korzyści (tak, tak, nie pomyliłam się) masz z takiego swego sposobu myślenia.
Dochodzi nawet do tego, że oskarżam swojego chłopaka, o to że jest kryptogejem. Chłopak nie wybrał mnie z tłumów i nie walczył o mnie, po prostu byłam pod ręką i desperacko potrzebowałam kogoś u boku, a on też potrzebował dziewczyny. Nie jest przystojny i nigdy nie miał dziewczyny chociaż ma już 31 lat. Nawet gdy powie mi, że wygląd jest nieważny to widzę jak patrzy na inne. Stara się zachować dyplomatycznie i nie ranić mnie, ale gdy widzę z jakim pożądaniem patrzy na inne kobiety to mam ochotę się zabić.
Faceci tak mają, że patrzą pożądliwie na cudze kobiety, samochody i słodycze. Zawsze możesz postarać się być tą 'cudzą'
-----
tutajseksunieznajdziesz . blogspot . com
I zastanawiam się, jakie korzyści (tak, tak, nie pomyliłam się) masz z takiego swego sposobu myślenia.
Czy to nie jest przypadkiem tak, że Kitka przyjęła taki sposób myślenia, bo tak jest Jej zwyczajnie łatwo? W ten sposób każde swoje życiowe niepowodzenie może zrzucić na karb swojego defektu - brzydkiej figury, a tym samym na wszystko ma niezwykle proste wytłumaczenie. Takie myślenie usprawiedliwia Ją również przed wkładaniem w swoje życie jakiegokolwiek wysiłku, braniem się z nim za bary i nadawaniem mu właściwego tonu.
Olinko, żadne dobre rady, dawane tu na forum, nie pomogą Kitce, bo niestety nie zmienią Jej figury, ani nie uczynią z niej bardziej kobiecej dziewczyny, a przecież tylko o to Jej chodzi.
Kitko, zmień nastawienie do siebie i wtedy nie będziesz musiała już nic zmieniać.
Olinko,
dla mnie, podobnie jak i dla Ciebie, sprawa jest jasna i oczywista.
Wygląd zewnętrzny jest dla autorki wytłumaczeniem wszystkich swych niepowodzeń, marazmu, gnuśności, lenistwa, nudności. Wygląd zewnętrzny jest też pretekstem do nicnierobienia ze sobą, ze swym charakterem, traktowaniem innych ludzi, własną podejrzliwością i brakiem zaufania.
To wszystko można przeczytać w poszczególnych postach autorki.
Miałam jednak nadzieję na chwilę refleksji autorki wątku.
75 2012-09-12 14:36:34 Ostatnio edytowany przez kitka89 (2012-09-12 14:41:07)
Bardzo możliwe, że to wygodnickie podejście, ale jak pisałam wcześniej wiele też w swoim życiu przeszłam i nie tylko chodzi o ból psychiczny, ale i fizyczny. Były dni gdzie nie byłam w stanie podnieść się z bólu z łóżka i dostawałam najsilniejsze leki jakie się da, choć i tak nie pomagały za wiele. Ale ten ból jednak wspominam w miarę pozytywnie, bo gdy boli dusza to wtedy wszystko traci sens. BabaOsiadła, ja pewnie wysnułabym teorię, że to krypotgeje są, ale ja to ja jak wiemy
Olinka, do mężczyzny psychologa też chodziłam, ale za któregoś razu zapukała do niego piękna zgrabna dziewczyna, która okazała się być jego narzeczoną. Jak więc taki facet może mi mówić, że nie wygląd najważniejszy. Wielokropek jakie mogę mieć z tego korzyści? Że wszystkich odstraszam? Dwahaiku, ale nic miłego w tym kiedy własny facet patrzy pożądliwie na inne kobiety, a na swoją własną nie. Babcia60+ chce to zrobić, ale nie wiem od czego zacząć. Co do odbioru nas przez inne osoby. Jedna z moich sióstr to bardzo skromna osoba. Cicha, małomówna, dlaczego więć ludzie odbierają ją jako zarozumialca? Dziękuję wszystkim za rady. Są pomocne, bo naświetlają mi trochę obraz samej siebie. Mimo wszystko nie wiem od czego niby mam zacząć zmieniać swoje nastawienie, skoro właśnie kilka minut temu korzystając z toalety spojrzałam na siebie w lustrze przez przypadek i znów głośno zapłakałam.
Wielokropku, a skąd wiesz, że nic ze sobą nie robie? A tak właściwie co oznacza robić coś ze sobą? Jeszcze kilka miesięcy temu pracowałam w środowisku, które wymagało ode mnie bardzo wiele pracy nad sobą i samozaparcia, niestety nie potrafiłam się od tego uwolnić....Dalej to we mnie siedziało. A ponadto jak nie być nudnym? Jestem cicha i spokojna z natury tego nie zmienię.
I jeśli niektórym z was udało się zmienić to jak to zrobić?
kitko89,
skąd wiem, że nic ze sobą nie robisz? Z Twoich postów. A ten ostatni jest kolejnym dowodem.
Twierdzisz, że długo pracowałaś nad sobą.
Dlaczego jednak, w wyniku tej pracy, nie zmieniłaś swego sposobu myślenia o sobie i o tym, co w życiu jest naprawdę ważne? Dlaczego nie wyzbyłaś się swego stereotypowego myślenia?
Ponieważ sporo pracy włożyłam w swój rozwój, nie przyjmuję za prawdziwe Twego wytłumaczenia "nie potrafiłam się uwolnić".
I jeszcze jedno.
Można być osobą cichą i spokojną a mimo to nie być nudną. Jedno nie jest warunkiem drugiego.
Nie zmieniłam, bo to jak bumerang powraca. Kiedyś było jeszcze gorzej i tak poczyniłam duuuży postęp. A bierzesz pod uwagę to, że nie każdy jest silną jednostką jak np. Ty? Czy Ty również byłaś w domu wyzywana od najgorszych? I co zrobiłaś, żeby tą sytuacje poprawić? Może te rady będą mi pomocne :-) I nie wiem dlaczego czuję napastliwy ton, ale może to tylko subiektywne odczucie. Mimo wszystko z góry dziękuję za poradę.
Nie, nie jestem napastliwą.
Rada?
Własna terapia i determinacja. Może w odwrotnej kolejności.
I wzięcie pod uwagę zdań z mojej sygnatury.
Jaka terapia?
Własna. Prowadzona przez dobrego terapeutę. Terapia, podczas której sięgniesz do przyczyn kiepskiego myślenia o sobie, zrobisz porządek ze swymi uczuciami, zmienisz swe myślenie o sobie, o ludziach, o świecie.
81 2012-09-12 21:22:30 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-09-12 21:29:05)
Szczerze? Mniej zgrabnej nie widziałam. Teoretycznie wiem, że nie liczy się wygląd, ale w praktyce nie potrafię tego sobie przetłumaczyć. Jestem już tak stłamszona tą moją figurą, że nie potrafię tego odłożyć na bok. Jak to mawiają: żyję, ale co to za życie. Jak tak dalej pójdzie to chyba sama ze sobą nie wytrzymam. To jest prawdziwa nienawiść do samej siebie. A najgorsze jest to, że chłopak swego czasu postanowił mi rozpisać grafik dnia, żebym miała zaplanowaną każdą godzinę, bo twierdził, że mam za dużo wolnego czasu i to stąd. Efekt był taki, że potrafiłam rozpłakać się w pracy, bo moja szefowa miała super pupę, a do psycholożki, która miała super wcięcie, a troczyła mi, że wcięcie to nic nie poszłam więcej, bo uważałam ją za hipokrytkę. Jak wyjść z czegoś takiego i skończyć z takim myśleniem?
Uf, sądzę, że naprawdę potrzebujesz pomocy psychologa, nie piszę tego złośliwie. Chociaż nie wiem, bo Ty wszystkich posądzasz o hipokryzję... Ja też nią jestem? Ja w końcu też super nie jestem, nie mam tej talii
Też szczupła, ale nie mam tego co Ty uważasz najwidoczniej za esencję kobiecości. No i mówiłam nieraz, co Ci szkodzi, pokaż zdjęcie, może wtedy dostaniesz rady jak eksponować to i owo, bo Ty pewnie zaraz nam będziesz mówić "Nie mam nic ładnego", a ja chcę Ci udowodnić, że jest inaczej.
Oczywiście, że pani psycholog nie jest hipokrytką. Dajmy na to, ja akurat mam fajne włosy, ale mówię pacjentce, że nie jest to najważniejsze. No i co więcej, naprawdę tak uważam! Fajnie, mam takie włosy, podobają mi się, ale wiem, że nawet gdybym takich nie miała, to nie byłaby największa tragedia. Ot, taki przykład.
Mówiłaś, że słyszałaś niemiłe uwagi na temat swojego wyglądu, na pewno nie tylko Ty. Ja też słyszałam, np na studiach, ale w końcu wzięłam się w garść i chłopakowi powiedziałam, że widać, że był zaskoczony i chyba zmieszany. Najczęściej wyśmiewają innych ludzie z kompleksami, szkoda czasu na słuchanie ich wywodów.
Co mi pomogło? Oczywiście, że sama mam rzeczy, których w sobie nie lubię, mam wiele niedoskonałości. Kiedyś wiele o tym rozmyślałam. Zrozumiałam jednak, że szkoda na to mojego czasu. Jak będę miała odpowiednią kwotę, to założę aparat na zęby, staram się dbać o siebie..ale nie zaprząta mi to główy zanadto, akceptuję siebie, nawet teraz,z moimi zębami, choć wiem, że mało kto ma tak krzywe, a też mogłam się dawno załamać tak jak Ty. Różnica jest jednak taka, że ja nie porównywałam się nigdy tak przesadnie do kogoś, owszem, czasem komuś zazdrościłam, ale nie na tyle, by uważać, że każda kobieta jest fajniejsza ode mnie, a ja jestem najgorsza. I mam faceta, który pokazał mi, że naprawdę dla niego jestem wspaniała, mimo tych wad, często mówi mi komplementy. I to mi wystarczy, być piękną dla niego, mimo że też jest dużo o niebo ładniejszych ode mnie, ale po prostu jak się kocha to te wady bledną ![]()
Dziękuję truskaweczka19. Twoje posty są bardzo ciepłe. Ja dziś cały dzień się zastanawiam czy aby te moje problemy to nie mają powiązania z DDA, które przerzuciłam na problem z figurą. Jestem brzydka, ale tego nie dam rady zmienić. Może z psychika podziałam, bo strasznie się porównuje. Potrzeba mi tylko rad od czego mam właściwie to zacząć. Od czego tak właściwie zmieniać nastawienie.
Przeczytaj, w dowolnej kolejności, te książki:
* Beattie Melody, Koniec współuzależnienia
* Janet Woititz, Lęk przed bliskością
* Janet Wojtitz, Dorosłe dzieci alkoholików
* Anna Dodziuk, Pokochać siebie
* Sondra Ray, Zasługuję na miłość
* Susan Forward, Toksyczni rodzice
Ciekawe rzeczy można tu wyczytać... Babcia, jak można nie pisząc często utrzaskać prawie 7tys postów w niecałe 13 mies? xD
Osiadła, jak można rozrywając bluzki po sklepach umawiać się z wieloma przystojnymi facetami otoczonymi kobietami
i to jeszcze wszyscy z nich...
Lekarz który ma piękną narzeczoną który mówi że wygląd się nie liczy nie jest hipokrytą, w koncu skoro się nie liczy to może mieć dowolnie wyglądającą narzeczoną. Co innego gdybys wykazała że kolejno 10 jego partnerek było ładnych, no to ok.
Kitka jesteś tak skupiona na jakichś błahych sprawach jak figura, że przesłania Ci to cały świat, zupełnie nie współmiernie do problemu. Myślę więc że przesadzasz w każdym względzie opisując swoje wady, m.in. jeśli chodzi o wygląd reszty.
Druga sprawa jest taka, że się wszystkim żalisz dla swoich korzyści podświadomych, jest Ci lżej gdy mówisz o sobie negatywnie, mówisz to co myślisz to jedno ale tutaj chodzi o to że najczęściej tacy ludzie potrzebują uwagi, bliskości, więc szukają współczucia, troche takie katharsis. Ja nie rozumiem dlaczego wciąż pytasz o rady i twierdzisz że to właśnie ich potrzebujesz skoro w każdym poście dostajesz albo pocieszenie, albo przekazanie innej rzeczywistości niż w Twoim umyśle (inne założenia, priorytety), bądz też właśnie rady. Co najmniej trzeci raz w tym wątku pojawia się propozycja przeczytania odpowiedniej książki, w której są zawarte odpowiednie porady, ćwiczenia i sposób myślenia który pozwala się podnieść.
Poza tym Twoje myślenie wygląda tak:
1. Jestem brzydka
2. Jak się z tego wyciągnąć/zacząc to akceptować/zmienić psychikę.
Widzisz problem polega na tym, że punkt drugi jest możliwy do zrobienia, jeśli pierwszy nie zaistnieje w Twojej głowie. Założenie o brzydocie jest jak klatka w której jesteś i chcesz gdzieś iść. Żeby gdzieś iść trzeba porzucić tę klatkę, bo punkt drugi zaczyna sie tam gdzie konczy się pierwszy.
Wiesz co, teraz żeby się podnieść z tego to potrzebujesz determinacji, a jej również raczej nie masz, nie słuchasz i nie czyhasz na jak najlepsze rady byle coś z tym zrobić, tylko sobie rozpaczasz, rozpaczasz i rozpaczasz. Do tego potrzebny jest jakiś kopniak - może to być własne silne postanowienie, może byc to zmiana środowiska, bo w nim też jest problem, skoro się żalisz tutaj najprawdopodobniej masz niewystarczające poczucie bliskości u siebie. Widzę że zarówno w domu rodzinnym jak i u partnera. Co więcej swoimi kompleksami oddalasz się sama od reszty!
Dla Ciebie brak urody to już koniec świata i promieniujesz tym na wszystkie dziedziny życia jak eksplozja nuklearna. Zrozum ten mechanizm i zacznij działać przerywając to błędne koło w którym jesteś. ALE! żeby je przerwać należy wprowadzić jakies zmiany, a one tak zaraz nie przyjdą bo obecny stan masz bardzo wbity w psychikę.
Jedno pytanie, czy Ty NAPRAWDĘ chcesz się podnieść z tak beznadziejnych kompleksów, czy może wolisz sobie ponarzekać jeszcze?
ZNie jest przystojny i nigdy nie miał dziewczyny chociaż ma już 31 lat. Nawet gdy powie mi, że wygląd jest nieważny to widzę jak patrzy na inne. Stara się zachować dyplomatycznie i nie ranić mnie, ale gdy widzę z jakim pożądaniem patrzy na inne kobiety to mam ochotę się zabić. Jeśli już dojdzie do jakiegoś zbliżenia to po ciemku, bo nie mogę znieść, że ktoś się patrzy na tak mało kobiece ciało.
Ja mam pełniejsze kształty ... A co tam, nazwę rzecz po imieniu, mieszczę się w górnej granicy prawidłowej wagi, czyli jestem zaokrąglona tu bardziej, ówdzie mniej.
Mój chłopak to wysoki, przystojny facet. Inteligentny, bystry ... I to on sprawił (mimo, że nic nie zrobił), że zaakceptowałam siebie. W każdym calu. Pewnie, ze patrząc w lustro stwierdzę czasami, że ta oponka mogła by się zmniejszyć, ale snu z powiek mi to nie spędza.
To, że się ogląda za innymi ... Mhmm, jeśli robi to normalnie, tzn dyskretnie przyglądając się pięknym kobietom, to nie widze w tym niczego złego, przecież Ty na pewno też zwracasz uwage na innych mężczyzn, na zasadzie " przystojny facet". Nic więcej nie musi się z tym wiązać. Facet nie ma klapek na oczach założonych. A z Tobą z jakiegoś powodu jest. Może pięknie się uśmiechasz? Może masz piękne oczy, spojrzenie, może coś innego, czym jest "to coś".
Seks tylko i wyłącznie po ciemku to najgorsze co można zrobić w przypadku kompleksów. A skąd wiesz, czy w trakcie zbliżenia, gdy jest jasno nie widziałabyś pożądania w jego oczach?
Może dla odmiany - zamiast wyliczać co się Tobie samej w Tobie nie podoba, poszukaj tych cech, których bys w sobie nie zmieniła za grosz - i nie muszą być to cechy wyłącznie fizyczne, chociaż podejrzewam i takie byś znalazła ![]()
86 2012-09-13 11:59:47 Ostatnio edytowany przez Babcia60+ (2012-09-13 12:00:02)
Babcia, jak można nie pisząc często utrzaskać prawie 7tys postów w niecałe 13 mies
Trzeba jeszcze rozróżniać, co to jest forum, na którym wypowiada się każdy, kto się zaloguje, niektórzy zmieniają tylko nicki, gdy zostaną zbanowani i dalej udzielają tam swoich rad, i kafejki, gdzie są poruszane luźne rozmowy z osobami, które do nich przynależą.
Pozdrawiam....Piotrze?
Osiadła, jak można rozrywając bluzki po sklepach umawiać się z wieloma przystojnymi facetami otoczonymi kobietami
i to jeszcze wszyscy z nich...
Autorka już wyjaśniła
![]()
Dziękuję wszystkim za posty. Są one naprawdę pomocne, bo wczoraj cały dzień "gryzłam się" sama ze sobą i dziś obudziłam się pełna energii i nastawiona tak, by skopać życie. Wczoraj wieczorem siadłam i po prostu ot tak zaczęłam płakać. Forma katharisis? Coś w tym rodzaju. Patrzyłam się w lustro i płacząc mówiłam głośno, że jest ok, a głos w głowie podświadomie podpowiadał mi "wcale nie jest". W końcu głośno krzyknęłam sama do siebie, że nie ma tragedii i, że sama kieruję swoim życiem. Wyglądu nie zmienię, ale zaakceptować siebie samą mogę, choć nie będzie to łatwe. Gdy chłopak wrócił z pracy przeprowadziłam z nim poważną rozmowę. Oczywiście chłopak zdążył mi powiedzieć "komplement" z cyklu "po co mi ładna kobieta jeśli bylaby pusta". Rudy, kolor włosów jednak mnie do czegoś obliguje
Pierwszy raz powiedziałam mu wtedy "wiesz masz rację, mi też nie jest potrzebny przystojny facet, bo i po co" i się uciszył. Mam nadzieję, że to początek zmian, bo czuję, ze jest mi jakoś lżej. Zamówiłam sobie książki polecone przez Wielokropek. Gdy dziś rano dotarło do mnie jak żałosna jestem poddając się kompleksom to strzeliłam sobie baranka w ścianę
Dobry baranek w ścianę na otrzeźwienie umysłu nie jest zły
Jeszcze raz wszystkim dziekuję za uświadomienie mi kilku rzeczy. Wiedziałam, że to nie przypadek, że akurat na forum piszę. Jeśli macie jeszcze jakieś nastrajające rady dla mnie to śmiało. Pewnie potruję jeszcze trochę, ale! ale! Będzie lepiej, nie? No!
Babciu... tak, Piotrze. Widocznie nie orientuję się w pełni w strukturach tego portalu, stad takie zalozenie.
kitka, masz problem z samoocena, dokładnie wpisujesz sie w ramy samoodrzucenia. Po przeczytaniu tych ksiazek, tymsamym odpowiedniej terapii powinno byc lepiej. Wg mnie jesli zachowanie Twojego chlopaka wynika z konformizmu to powinno rozwiazac rowniez ten problem. Po prostu musisz uwierzyc że jestes wartosciowa.
(...)głośno krzyknęłam sama do siebie, że nie ma tragedii i, że sama kieruję swoim życiem. Wyglądu nie zmienię, ale zaakceptować siebie samą mogę, choć nie będzie to łatwe. (...)
Mam nadzieję, że to początek zmian, bo czuję, ze jest mi jakoś lżej. Zamówiłam sobie książki polecone przez Wielokropek. Gdy dziś rano dotarło do mnie jak żałosna jestem poddając się kompleksom to strzeliłam sobie baranka w ścianę
Dobry baranek w ścianę na otrzeźwienie umysłu nie jest zły
(...)
G R A T U L U J Ę!
Od czasu do czasu, w miarę potrzeb, możesz liczyć na moje dalsze kopniaki w odwłok. ![]()
Oczywiście chłopak zdążył mi powiedzieć "komplement" z cyklu "po co mi ładna kobieta jeśli bylaby pusta". Rudy, kolor włosów jednak mnie do czegoś obliguje Pierwszy raz powiedziałam mu wtedy "wiesz masz rację, mi też nie jest potrzebny przystojny facet, bo i po co" i się uciszył.
Dokładnie o to mi chodziło kiedy pisałam o nauce na doświadczeniu
. Jak widzisz działa bezbłędnie
.
Wiedziałam, że to nie przypadek, że akurat na forum piszę. Jeśli macie jeszcze jakieś nastrajające rady dla mnie to śmiało. Pewnie potruję jeszcze trochę, ale! ale! Będzie lepiej, nie? No!
Ależ truj sobie, truj
, ważne, żebyś szła do przodu. Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień, ale przy odpowiedniej motywacji i z dużą dozą determinacji metodą małych kroczków na pewno dasz radę nie tylko zaakceptować, ale też pokochać swoje ciało - czego zresztą z całego serca Ci tego życzę!
Jeśli chcesz, my możemy być Ci grupą wsparcia, niemniej musisz pamiętać, że całą tę ogromną pracę i tak musisz wykonać Ty sama.
Czuję się niczym Bruce Wszechymogący
Łatwo nie będzie to wiem, ale właśnie skończyłam czytać jedną z książek poleconych przez Wielokropek (zwykły sługus płaszczy się tu o przed Wielokropek i pada na kolana
). Dzięki Bogu istnieje Internet i można znaleźć te książki online - cudowne olśnienie jak na osobę, która żyje na tym świecie ponad 20 lat
). W każdym bądź razie póki co podzielę się z wami refleksją, że do tej pory przyjmowałam od losu to co mi daje sama nie kształtując rzeczywistości wokół siebie, a przecież jest to możliwe. No i dotarło do mnie, że jestem leniwa i próżna ( to tak apropos uzewnętrznień). I mogę polubić siebie siłą woli. Tylko wymaga to pracy nad sobą. Wiele ran zostało zadanych mi przez najbliższych, ale wierzę, że tak naprawdę chcieli dobrze choć wyszło jak wyszło. I to, że przedstawili mi mnie samą jako osobę bezwartościową nie oznacza, że tak jest. Przecież każdy jest wartościowy i dobry z natury. Muszę tylko przeprogromować swoje myślenie. Zaczynam od tego, że jeśli w mojej głowie pojawi się myśl krytyki względem samej siebie, będę zadawać sobie pytanie czy tak jest naprawdę i czy jest prawda obiektywna czy tylko subiektywna. Jak na 1 dzień i tak uważam to za spory osobisty sukces. Dziękuje wszystkim za pozytywnego kopniaka i słowa otuchy ![]()
Tempo masz niesamowite. Jestem pełna uznania dla Twej determinacji.
![]()
I, proszę o jedno, wstań z klęczek. ![]()
Wielokropek! To ja tu się oferuję, chcę być wiernym sługusem, padam na kolana, a Ty mi każesz powstać?
Nie umiesz docenić moich chęci i tego co chcą Ci dać
To już koniec...to koniec już...Złamaś me kruche serce...Chyba muszę pójść do kuchni i pocieszyć się żelkami ![]()
No i prawidłowo, jedna książka i już są postępy. Budująca samokrytyka już się znalazła, zaczniesz myśleć o sobie w inny sposób, zadawać co do siebie inne pytania wewnętrznie. Dla lepszego przyswojenia sobie odpowiednich wzorców powinnaś szukać najróżniejszych bodźców psychologicznych, czyli np oprócz książki kontakt z odpowiednia grupą odniesienia, naśladowanie postaw wymienionych w książkach jeśli takie są. Rozpatrywania nad sobą są świetne, ale bezpośrednie skopiowanie czyjejś postawy jest szybsze, prostsze i bardziej efektywne. To jak wzięcie gotowego przepisu na ciasto, zamiast eksperymentów, testowania i poprawek. Co do grupy odniesienia, to właściwie tutaj na forum już to występuje, bo jest tu wiele prawidłowych postaw, ale im bliżej tym lepiej ![]()
W tym czasie braku przytomności zapomniałaś uprzedzić o jednej ważnej rzeczy. Nie wspomniałaś o swym poczuciu humoru.
Ciekawam, jakie jeszcze ukrywasz zalety. ![]()
No właśnie, poczucie humoru masz na pewno
A powiem Ci, że np mnie często mówiono, że nie mam, były sytuacje, że żadne żarty mnie nie bawiły i sama nie umiałam żartować. Teraz chyba jest lepiej, życie z uśmiechem i śmiechem na ustach jest fajniejsze
Choć wiadomo, czasem nadal bywa, że żartu nie zrozumiem ![]()
Życzę Ci powodzenia we wszystkim, to dobrze, że zaczęłaś czytać te książki. Internet to faktycznie skarbnica pod tym względem, nie musisz wychodzić z domu, by przeczytać coś co Cię interesuje. Myślę, że wiesz wiele, te sprawy, które przeczytasz może nie będą wielką nowością, ale mogą otworzyć oczy na wiele rzeczy.
Coś tam mądrego i zabawnego uda mi się strzelić raz na jakiś czas
Dobre i to! Dzięki wielkie za wsparcie.
Witam. To znów ja :-) Postanowiłam ambitnie czytać po jednej mądrej książce każdego dnia. Dziś rację żywnościową już pobrałam i czuję się w miarę dobrze:P Gdyby nie fakt, że zastanawia mnie podejście mojego chłopaka. Czy to jest normalne, że chłopak mówi mi "gdybyś miała większą pupę to byś dopiero była seksowna". Wiem, że niby nic w tym zawartego nie jest, ale czy nie odebrałybyście/liście tego jako zarzutu, że macie za małą pupę i nie jesteście seksowne? Wczoraj mi tak rzekł luby mój. Czy wiąże się to z moim niedowartościowaniem i przewrażliwieniem? Z góry dziękuję za odpowiedź i życzę wszystkim równie deszczowego poranka co u mnie, żebym nie czuła się samotna, a co! ![]()
Tam jest informacja w słowie 'dopiero'. Przekazuje ze teraz jestes seksowna, a gdyby tyłek był wiekszy byłoby bardzo dobrze. Poza tym to zalezy od tonu, bo gdyby chodziło o 'dopiero wtedy' to wydzwiek jest pejoratywny. Dla mnie to co powiedział z kontekstu jest pozytywne, 'dopiero' jako 'juz w ogóle' czy też 'naprawdę'. Dobrze że tak czytasz, czytaj tak kilka miesiecy, nie koniecznie z taka intensywnoscią, ale tyle zebyś mogła życ w tamtej książkowej rzeczywistości i polepszy Ci się na trwałe ![]()
Dzięki Vman:-) Chyba jestem przewrażliwiona i nie wiem co jest "prawidłowe" o ile można mówić o prawidłowych uczuciach i emocjach. Takowe po prostu są i nie są ani prawidłowe ani niepoprawne. To właśnie wniosek z kolejnej książeczki ![]()
102 2012-09-14 22:50:40 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2012-09-14 22:54:31)
Przede wszystkim BRAWO! Od razu zupełnie inna dziewczyna, błyskotliwa, zabawna, intrygująca ![]()
Czy to jest normalne, że chłopak mówi mi "gdybyś miała większą pupę to byś dopiero była seksowna".
Wiesz, to zależy, w jakich okolicznościach on się tak wysławia. Jeśli stoisz przed nim, wypinasz się i marudzisz coś w stylu "płaska ta moja pupa, prawda? no nie mów, że nie, skoro płaska", to nic dziwnego, że chłopak powiedział, co powiedział. Mężczyźni zazwyczaj tak mają, że jak im się zada proste pytanie, to udzielają prostej, szczerej odpowiedzi. Jeśli natomiast Twój partner rzuca takimi tekstami ot tak, na dodatek mając świadomość, że masz kompleksy (a biorąc pod uwagę jego wcześniejsze wypowiedzi typu "dobrze, że jesteś brzydka, przynajmniej nikt inny cię nie zechce"), to stawiam na tę drugą możliwość. Wtedy to już świadczy o buractwie. Bo miłość to przede wszystkim szacunek do drugiej osoby i chęć, by dbać o jej dobre samopoczucie, czyli, brutalnie ująwszy, jeśli wiem, że moja druga "połówka" ma jakieś niedoskonałości, na które nie ma żadnego wpływu, to zamykam mordę i jej ich nie wytykam. Amen.
No tak, nie ma prawidłowych zachowań, są tylko te popularniejsze i te odstępujące. Te prawidłowe to te które dają największą szansę przeżycia w danym środowisku, więc zależne od środowiska a nie obiektywnie prawidłowe. Prawidłowym dla ryby jest oddychanie w wodzie - taki głupi przykład. Jeśli chodzi o prawidłowe reakcje partnera, to te świadczące o pozytywnym stosunku do Ciebie, oczywiście bez patologicznych ingerencji w sferę osobistą jego czy Ciebie.
BabaOsiadła tak mi posłodziłaś z tą intrygującą kobietą, że poczułam się jak odrobiona Monica Bellucci na łowach, która macha paluszkiem i od razu łowi co najmniej 5 chopa
Mmmmm....Pogadałam tak od serca z moim Romeo i objaśnił mi, że to nie jest tak, że chce mnie dołować, po prostu sam kiedyś nie był do końca pewny siebie i teraz ciężko mu wyczuć granicę co rani a co. Ponadto chyba nie ma sensu budować swojej wartości na komplementach chłopca. Wyniosłam z domu inne przeświadczenie. Im więcej komplementów dostałam tym powinnam się czuć pewniej, a że dostałam ich niewiele to sami widzicie. Budowanie pewności siebie w pojedynkę jest dość trudne, ale wierzę, że możliwe ;-)
Ale co można podkreślić mając wąskie biodra (87cm), mały biust (75A) stosunkowo duży brzuch do tego (68cm), krótkie, krzywe nogi? Nawet stóp nie mogę wyeksponować, bo mam wykrzywione kości u palucha do tego są szerokie. Nawet włosów nie da się podkreślić. Co można zrobić z rudymi, krótkimi włosami? W sumie to miałam już prawie wszystkie kolory włosów na głowie i to właśnie ten wygląda w miarę, choć nie powala z nóg.
Wąskie biodra 87cm? Ja mam węższe, a robię z nich atut. Biust mam mniejszy, 65A (jestem bardzo szczupła), a też robię z niego atut (nie paraduję w dekoltach po mieście, ale np. nie wstydzę się bikini). Nawet jak sobie często marudziłam, że jakie to mam małe piersi i chude nogi to na początku "udawałam" przed TŻem, że nie mam kompleksów.
On zaczął mnie traktować jak małe bóstwo, wkręciło mu się, że nie mam "wad" i nawet jak teraz marudzę, że coś tam mam brzydkiego to patrzy na mnie ze zdziwieniem, że jak tak mogę mówić. Tobie radzę to samo - pokochaj swój wygląd! Nie chodzi o to, żeby być narcyzem, tylko o to, żeby ze swoich kompleksów zrobić atut - wtedy inni też zaczną to traktować jako atut. Kiedyś się wstydziłam swoich (w moim mniemaniu) dużych zębów, któryś z kolegów w szkole usłyszał, że się ich wstydzę, więc mi dokuczali i przezywali od królików.
Później w liceum i na studiach uśmiechałam się najszczerzej jak umiałam, a jak ktoś mi tylko powiedział "ale Ty masz równiutkie ząbki" to dziękowałam, nie marudząc i nie pokazując, że mi się nie podobają, a jak zaczynał się temat uzębienia (:P) i stomatologów to często dopowiadałam, że fajnie mieć duże zęby, bo jak mi się kiedyś jakiś popsuje to nie będzie tak, że połowa zęba będzie plombą tylko 1/6. ![]()
Powtarzam - ze swoich kompleksów zrób atut albo chociaż nie pokazuj, że masz jakiś kompleks.
Kobieto, przestan bzdury opowiadac. Z tego co piszesz, to masz ladna figure, i zaloze sie, ze wcale jak facet nie wygladasz.
Mowie, bo sama mam podobnie: 82-70-84, i jakos nie placze. Przynajmniej mam szczuple, zgrabne nogi, a nie jakies tam uda jak grzmoty, ktore zwykle te "bardziej kobiece" dziewczyny maja. Zreszta, facetom, jak Forumowiczki Ci pisaly, podobaja sie rozne typy dziewczyn. Niektorzy lubia bardzo plaskie, inni cycate...itd. Po prostu nie ma jednego wzorca. Zreszta zajrzyj do pierwszego lepszego magazynu mody i zwroc uwage na modelki- ZADNA z nich biustu nie ma ani bioder. Sa proste jak drut i plaskie jak decha, a jakos dostaja pieniadze za pozowanie w modnych ubraniach i nikt nie mowi, ze wygladaja jak faceci.
Tobie radzę to samo - pokochaj swój wygląd! Nie chodzi o to, żeby być narcyzem, tylko o to, żeby ze swoich kompleksów zrobić atut - wtedy inni też zaczną to traktować jako atut. (...) Powtarzam - ze swoich kompleksów zrób atut albo chociaż nie pokazuj, że masz jakiś kompleks.
Nic dodać, nic ująć. O to właśnie chodzi.
kociaku, jestem pełna podziwu;)
Czytałam post po poście i w głowie miałam już ułożone kilka rad a tu bum. Wielokropek jak zawsze pokrzyżował mi plany;p Bardzo mnie zadziwiła a i ucieszyła Twoja przemiana. Pokazujesz w ten sposób chęć do zmian w swoim zyciu. Brawa dla tej Pani;) Każdy ma w sobie coś ładnego. Moja figura tez nie jest genialna. Brak talii, małe piersi, szerokie ramiona... skąd ja to znam? Zamiast tego zwracam uwagę na to, że mam duże oczy, długie nogi i ogólnie ładną buzię. Z kompleksów wyciągnął mnie facet, wysoki przystojniak z "dobrej rodziny" wybrał taką nijakość jak ja, mimo ze ganiało za nim pół szkoły ( bo pozostała połowa to faceci ;p). Gdy z nim zerwałam powiedział "Taka Ładna a taka wredna" (myślałam wtedy o sobie, nadal jeszcze podobnie jak Ty). Piękno tkwi w nas i wyłazi na swiat każdym porem skóry ![]()
"Gdybyś miała większą pupę to byś dopiero była seksowna"
"Byłabyś seksowna dopiero, gdybyś miała wiekszą pupę"
Widzisz różnice moja droga?;)
Vman, kurcze, zadziwiasz mnie każdym kolejnym postem. Gdzie są tacy faceci?;)
Wielokropku, podziwiam CIę szczerze. Mało jest osób rownie empatycznych jak i inteligentnych. Twoje rady są zawsze trafne i cenne. Jesteś moją Netkobieca idolką;p
109 2012-10-03 03:52:14 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2012-10-03 03:58:22)
Mężczyźni są wzrokowcami, tu muszę się zgodzić, ale zapewniam Cię, że widzą znacznie mniej niż nam się wydaje, zwłaszcza kiedy kochają. W ogóle sposób patrzenia mężczyzny na kobietę jest inny od naszego - zdecydowanie bardziej działa na nich mniej zgrabna, ale za to pewna siebie i odważna kobieta niż piękna, zakompleksiona, która ukrywa się pod kołdrą. Jeśli więc co dzień powtarzasz swojemu mężczyźnie, że jesteś brzydka i niezgrabna, to jak myślisz, jak on Cię będzie postrzegał? Jeśli natomiast dasz mu do zrozumienia, że wiesz jakie Twoja figura ma mankamenty, ale mimo tego akceptujesz się taką, jaka jesteś, bo znasz swoją wartość, to on spojrzy na Ciebie dokładnie tak samo. Nasza kobiecość jest w naszej głowie (!), a podkreślać ją możemy gestami, sposobem poruszania się, zapachem...
Zgadzam sie w 100%! Jest dokładnie tak, jak mówi Olinka. Przekonałam się na własnej skórze.
Kitka89, sama miałam takie kompleksy jak ty. Płakałam z powodu wyglądu co drugi dzień i rozpaczałam, że pewnie jestem dla swojego faceta "towarem zastepczym".
Możesz poczytać mój temat, jak chcesz, ten dłuższy
Napisałam tam, jak jest teraz (Link do posta: http://www.netkobiety.pl/t11132.html#p1212803)
Poza tym - no, jak sie rozchmurzyłaś, to od razu wyszła kobieta, w której można się zakochać ![]()
hmm, brak kobiecej figury, jak to zaakceptować?
może ty mi powiesz jak zaakceptować to że nie jestem wysoki, że nie jestem zbyt przystojny i nie grzeszę pieniędzmi?
jak zaakceptować też to, że każda kobieta, nie ważne czy ładna czy brzydka, z góry traktuje mnie jak śmiecia, byle kogo, natręta, gbura, zbędny, śmieszny, nieprzydatny element?
nie jest to zbyt przyjemne, ale zastanawiam się też "jak to zaakceptować"???
Troszkę mnie tu nie było. Czekajac na Godota masz super nick, nic mnie tak nie dobiło w życiu jak ta książka
Mówisz, że nie jesteś specjalnie zadowolny z wyglądu, ale od mężczyzn wymaga się by byli tylko troszkę piękniejsi od diabła, więc nie dołuj. Sama staram się nie przejmować wyglądem może dlatego, że mam sporo innych problemów, np. to, że od kilku tygodni praktycznie śpię w samochodzie, bo nie mam gdzie mieszkać także jest wesoło, ale chociaż każdego dnia budzą mnie ptaszki zdychające z głodu, które nie zdołały odlecieć na zimę...
Miodowy blond bardzo cieszę się, że są kobiety, które kochają swój wygląd, ale też patrząc po rozmiarach widać, że masz ładne proporcje, a to daje kobiecie bardzo wiele. Aldernewman zazdroszczę udek...Aż mi ślinka pociekła i chyba pójdę sobie kurczaczka kupię
SzaraMyszko20 gratuluję ładnej twarzy, bo to też meeeega atut. Paulinko 20 cieszę się, że z tego wyszłaś, bo nie ma co tracić życia na smutek. Przez to kilka tygodni powoli dociera do mnie, że w sumie nie o wygląd chodzi w tym życiu, widać będać nie do końca piękną mam jakąś ważniejszą misję do spełnienia, kto wie może mam zdetronizować jakiegoś ważniaczka? Jedno jest pewne, mianowicie fakt, że liczy się to co jest w środku. Każda kobieta chciałaby brylować w towarzystwie, być piękną i pożądaną, ale chyba nie każdej jest to dane. Nie ma co smutać jednak, bo namiastkę tego można dostać od swojego mężczyzny. I jest git.
Hej jeśli cię to pocieszy , to ja także nie mam kobiecej figury
a mimo to, jestem postrzegana jako atrakcyjna kobieta.
Moja budowa ciała jest typowo atletyczna wyglądam jak kobiety ćwiczące gimnastykę , albo biegi na 100-200m (europejki) możesz sobie sprawdzić jak wygląda typowa sportowa figura , dla osób uprawiających sport atletyczny czy sprinty. Czyli umięśnione nogi, szerokie plecy umięśnione ręce brak wcięcia w talii . Dużym moim atutem są piersi , które są duże okrągłe i są na prawdę piękne, z nich jestem zadowolona. Kiedyś miałą chopla na tym punkcie, jednak doszłam do wniosku , że skoro już tak wyglądam i mam predyspozycje genetyczne to zacznę biegać i ćwiczyć. Mimo ,że uprawiam bardzo dużo sportu nie jestem chudzielcem o o kobiecyh kształtach i pięknej talii. Mam zarysowane nogi dość duży biceps. I doszłam do wniosku ,że umodeluje sobie ciało . Wiele lat myślałam, że mam koszmarną sylwetkę , jednak zauważyłam ,że osoby uprawiające sport w tym faceci, jednak wolą wysportowaną sylwetkę niż typowo kobiecą. Fakt , że na codzien ubieram wysokie buty i staram się wyglądać elegancko, co wydłuża moją sylwetkę i tych męskich cech nie widać, ale chodząc na basen gdzie zdejmuję swoje ubranie i szpilki , też nie narzekam na adoratorów. Musze przynać ,że to niesamowicie podbudowało moją samoocenę. Kiedyś myślałam , że bez tapety i bez szpilek jestem dużo mniej atrakcyjniejsza, ale teraz kiedy chodze 2 razy w tygodniu na basenwidzę, że jednak to był tylko mój pogląd na te sprawy. Często się zdarza ,że faceci wyrywają mnie na basenie oglądają się ze mną etc. Mimo , że nie mam talii osy , mam umięsnione nogi a mój brzuszek nie jest filigranowy i malutki. I wiele razy było tak ,że z koleżankami o budowie kobiecej filigranowej , będąc na basenie prawie gołe to faceci wyrywali mnie, nie je.
Dlaczego ? Dlatego,że liczy się właśnie sposób twojego postrzegania własnej osoby, jestem pewną siebie laską , który myslę , jest dość erotyczna w swoich ruchach - może to nie jest dobre określenie ... ale znowu nie chcę abyście mieli mnie za łatwą czy panoszącą się . Chcę po prostu uświadomoć Ci , że dopóki nie pokochasz samej siebie, to zawsze będzie Ci źle, gdyż nawet gdyby była możliwa zmiana twej sylwetki na inną znalazłabyś kolejny mankament , który truł by ci życie . Każdy z nas jest inny i uwierz ,że każdy posiada coś , co jest w nim piękne , a także coś co jest mankamentem. Tylko sztuką jest to by inni twoje mankamenty odczytywali jak atut , i żebyś Ty z czasem swój mankament także polubiła.
Szanties, faceci lecą na Twój biust
Nie bądź zbyt skromna
Zazdroszczę tego atutu, bo ja chyba w sobie nie potrafię niczego znaleźć, ale chociaż przestałam z tego powodu marudzić jakoś niemiłosiernie
Każda kobieta ma jakiś atut, który może przyciągnąć mężczyznę, a najlepiej wiedział to Casanova, ten to potrafił dostrzec kobiecie piękno
Dziękuję Szanties za dobre słowo! Może wreszcie nagle mnie olśni i znajdę w sobie coś naprawdę super świetnego.