witajcie przeczytałem to o czym tu piszecie i ja przeżywam podobna Historie. Mam pytanie czy rozstanie przeżywaja obie strony? Chodzi o to czy obie strony są smutne i nieszczęsliwe moja była nie zostawiła mnie dla kogoś poprostu miała dość moich głupot.Pisałem z innymi tzn odpisywałem jak jakaś koleżanka napisała mówiłem jej o tym to były fochy poźniej nie mówiłem i okłamałem.Kocham ją mineło już 95 dni od rozstania a ja nadal nie potrafie się pozbierać nic mi sie nie chce, w niczym nie moge odnaleźć sensu, każdy mówi że jestem facetem i nie mogę sie rozklejać ale jak mi ona powidziała że to koniec to siedzieliśmy i razem płakaliśmy.Wiem że okazałem sie totalnym dupkiem ale czy na prawde nie mogę tego naprawić. Wiem że ona jest moja drugą połówka poprostu to czuje. Jak zasypiam myśle o niej,ciągle myślę o niej. Ostatnio koleżanka chciała porozmawiać z nia jak dziewczyna z dziewczyną co myslicie dziewczyny o tym pomyśle?? Poprosić tą koleżanke o to czy lepiej samemu??
Podobne tematy
witajcie przeczytałem to o czym tu piszecie i ja przeżywam podobna Historie. Mam pytanie czy rozstanie przeżywaja obie strony? Chodzi o to czy obie strony są smutne i nieszczęsliwe moja była nie zostawiła mnie dla kogoś poprostu miała dość moich głupot.Pisałem z innymi tzn odpisywałem jak jakaś koleżanka napisała mówiłem jej o tym to były fochy poźniej nie mówiłem i okłamałem.Kocham ją mineło już 95 dni od rozstania a ja nadal nie potrafie się pozbierać nic mi sie nie chce, w niczym nie moge odnaleźć sensu, każdy mówi że jestem facetem i nie mogę sie rozklejać ale jak mi ona powidziała że to koniec to siedzieliśmy i razem płakaliśmy.Wiem że okazałem sie totalnym dupkiem ale czy na prawde nie mogę tego naprawić. Wiem że ona jest moja drugą połówka poprostu to czuje. Jak zasypiam myśle o niej,ciągle myślę o niej. Ostatnio koleżanka chciała porozmawiać z nia jak dziewczyna z dziewczyną co myslicie dziewczyny o tym pomyśle?? Poprosić tą koleżanke o to czy lepiej samemu??
A ona się w tym czasie odzywała do Cb? wykazywała jakieś chęci spotkania albo nawiązania kontaktu?
witajcie przeczytałem to o czym tu piszecie i ja przeżywam podobna Historie. Mam pytanie czy rozstanie przeżywaja obie strony? Chodzi o to czy obie strony są smutne i nieszczęsliwe moja była nie zostawiła mnie dla kogoś poprostu miała dość moich głupot.Pisałem z innymi tzn odpisywałem jak jakaś koleżanka napisała mówiłem jej o tym to były fochy poźniej nie mówiłem i okłamałem.Kocham ją mineło już 95 dni od rozstania a ja nadal nie potrafie się pozbierać nic mi sie nie chce, w niczym nie moge odnaleźć sensu, każdy mówi że jestem facetem i nie mogę sie rozklejać ale jak mi ona powidziała że to koniec to siedzieliśmy i razem płakaliśmy.Wiem że okazałem sie totalnym dupkiem ale czy na prawde nie mogę tego naprawić. Wiem że ona jest moja drugą połówka poprostu to czuje. Jak zasypiam myśle o niej,ciągle myślę o niej. Ostatnio koleżanka chciała porozmawiać z nia jak dziewczyna z dziewczyną co myslicie dziewczyny o tym pomyśle?? Poprosić tą koleżanke o to czy lepiej samemu??
Ta osoba, która pierwsza odchodzi ma zawsze łatwiej. Tata mi zawsze tłumaczył - chłopcze, nigdy nie pozwól by kobieta Cię rzuciła, musisz być szybszy... I jest w tym sporo prawdy.
Osoba która pierwsza odchodzi, wie dlaczego, mentalnie jest przygotowana, łatwiej jej przeżyć to wszystko, osoba którą to spotka - zadaje sobie pytania - dlaczego, co źle, jak zmienić, to moja wina itp... Taka osoba zawsze czuje większy ból i ciężej się pozbierać. Jedyną drogą to nie wspominać, kogoś kto jest przeszłością i pewnikiem dobrze się bawi, podczas, gdy ktoś inny rozmyśla.
Koleżanka - hmm... poproś raczej ją o jakieś wyjście na kawę, na kręgle, na wypad za miasto... To przyniesie więcej radości niż ośmieszanie się poprzez nasyłanie jej.
Ta osoba, która pierwsza odchodzi ma zawsze łatwiej. Tata mi zawsze tłumaczył - chłopcze, nigdy nie pozwól by kobieta Cię rzuciła, musisz być szybszy... I jest w tym sporo prawdy.
Osoba która pierwsza odchodzi, wie dlaczego, mentalnie jest przygotowana, łatwiej jej przeżyć to wszystko, osoba którą to spotka - zadaje sobie pytania - dlaczego, co źle, jak zmienić, to moja wina itp... Taka osoba zawsze czuje większy ból i ciężej się pozbierać. Jedyną drogą to nie wspominać, kogoś kto jest przeszłością i pewnikiem dobrze się bawi, podczas, gdy ktoś inny rozmyśla.
Koleżanka - hmm... poproś raczej ją o jakieś wyjście na kawę, na kręgle, na wypad za miasto... To przyniesie więcej radości niż ośmieszanie się poprzez nasyłanie jej.
Niekoniecznie się mogę z tym zgodzić.. Mówisz o sytuacji gdy jest pięknie, pięknie a nagle jednej ze stron się odwidziało, to wtedy oczywiście, że tej zrywającej jest łatwiej. Ale co w sytuacji gdy jedna osoba ciągle krzywdzi drugą i ta druga w końcu odchodzi?? Czy tej drugiej jest przez to łatwiej?? Przeszłam przez coś podobnego do tej drugiej sytuacji i powiem Ci że ani za grosz mi nie było łatwiej, a wręcz miałam wrażenie, że to mój eks wreszcie odetchnął i się cieszy z takiego obrotu sprawy. Po jakimś czasie zrozumiał swoje błędy i zaczęły się żale w moją stronę jaki to on nie jest biedny, ale wtedy to ja już odchorowałam ten związek i miałam to gdzieś..
135 2013-01-02 21:18:14 Ostatnio edytowany przez zakochaniec (2013-01-02 21:19:50)
Remi napisał/a:Ta osoba, która pierwsza odchodzi ma zawsze łatwiej. Tata mi zawsze tłumaczył - chłopcze, nigdy nie pozwól by kobieta Cię rzuciła, musisz być szybszy... I jest w tym sporo prawdy.
Osoba która pierwsza odchodzi, wie dlaczego, mentalnie jest przygotowana, łatwiej jej przeżyć to wszystko, osoba którą to spotka - zadaje sobie pytania - dlaczego, co źle, jak zmienić, to moja wina itp... Taka osoba zawsze czuje większy ból i ciężej się pozbierać. Jedyną drogą to nie wspominać, kogoś kto jest przeszłością i pewnikiem dobrze się bawi, podczas, gdy ktoś inny rozmyśla.
Koleżanka - hmm... poproś raczej ją o jakieś wyjście na kawę, na kręgle, na wypad za miasto... To przyniesie więcej radości niż ośmieszanie się poprzez nasyłanie jej.Niekoniecznie się mogę z tym zgodzić.. Mówisz o sytuacji gdy jest pięknie, pięknie a nagle jednej ze stron się odwidziało, to wtedy oczywiście, że tej zrywającej jest łatwiej. Ale co w sytuacji gdy jedna osoba ciągle krzywdzi drugą i ta druga w końcu odchodzi?? Czy tej drugiej jest przez to łatwiej?? Przeszłam przez coś podobnego do tej drugiej sytuacji i powiem Ci że ani za grosz mi nie było łatwiej, a wręcz miałam wrażenie, że to mój eks wreszcie odetchnął i się cieszy z takiego obrotu sprawy. Po jakimś czasie zrozumiał swoje błędy i zaczęły się żale w moją stronę jaki to on nie jest biedny, ale wtedy to ja już odchorowałam ten związek i miałam to gdzieś..
U mnie była taka sytuacja jak opisujesz krzywdziłem ja swoimi kłamstwami zrozumiełem swoje błędy. Powiedz mi co by podziałało żeby ona nie miała tego gdzieś tak jak ty wtedy??
Ona się nie odzywa do mnie ma do mnie wielki żal że to zepsułem ze zepsułem ten zwiazek
136 2013-01-02 21:23:05 Ostatnio edytowany przez bags (2013-01-02 21:26:55)
Ta osoba, która pierwsza odchodzi ma zawsze łatwiej. Tata mi zawsze tłumaczył - chłopcze, nigdy nie pozwól by kobieta Cię rzuciła, musisz być szybszy... I jest w tym sporo prawdy.
Osoba która pierwsza odchodzi, wie dlaczego, mentalnie jest przygotowana, łatwiej jej przeżyć to wszystko, osoba którą to spotka - zadaje sobie pytania - dlaczego, co źle, jak zmienić, to moja wina itp... Taka osoba zawsze czuje większy ból i ciężej się pozbierać. Jedyną drogą to nie wspominać, kogoś kto jest przeszłością i pewnikiem dobrze się bawi, podczas, gdy ktoś inny rozmyśla.
Koleżanka - hmm... poproś raczej ją o jakieś wyjście na kawę, na kręgle, na wypad za miasto... To przyniesie więcej radości niż ośmieszanie się poprzez nasyłanie jej.
VETO Remi...
Bez urazy ale znasz chyba tylko jedną - tą męską - stronę medalu.
Bo prawda stara jak świat i pokutująca od pokoleń jest taka, że gdy facet rzuci kobietę, to ona się potem za to na nim mści.
Jeśli będzie odwrotnie, będzie z siebie dumna... pozostaje jeszcze - w pewnych wyjątkach - pytanie czy aby na pewno???
Posłuchaj sobie utworu Chada i Pih "mów prawdę" - szczerze do bólu i konkretnie o tym mówi...
Niekoniecznie się mogę z tym zgodzić.. Mówisz o sytuacji gdy jest pięknie, pięknie a nagle jednej ze stron się odwidziało, to wtedy oczywiście, że tej zrywającej jest łatwiej. Ale co w sytuacji gdy jedna osoba ciągle krzywdzi drugą i ta druga w końcu odchodzi?? Czy tej drugiej jest przez to łatwiej?? Przeszłam przez coś podobnego do tej drugiej sytuacji i powiem Ci że ani za grosz mi nie było łatwiej, a wręcz miałam wrażenie, że to mój eks wreszcie odetchnął i się cieszy z takiego obrotu sprawy. Po jakimś czasie zrozumiał swoje błędy i zaczęły się żale w moją stronę jaki to on nie jest biedny, ale wtedy to ja już odchorowałam ten związek i miałam to gdzieś..
Jest jeszcze wersja odchodzącego oprawcy od ofiary... i powiedzenie, że przegrany staje się wygranym okazuje się prawdziwe, bo "najwięcej zawdzięczamy tym, którzy Nas skrzywdzili".
ivonkaa napisał/a:Remi napisał/a:Ta osoba, która pierwsza odchodzi ma zawsze łatwiej. Tata mi zawsze tłumaczył - chłopcze, nigdy nie pozwól by kobieta Cię rzuciła, musisz być szybszy... I jest w tym sporo prawdy.
Osoba która pierwsza odchodzi, wie dlaczego, mentalnie jest przygotowana, łatwiej jej przeżyć to wszystko, osoba którą to spotka - zadaje sobie pytania - dlaczego, co źle, jak zmienić, to moja wina itp... Taka osoba zawsze czuje większy ból i ciężej się pozbierać. Jedyną drogą to nie wspominać, kogoś kto jest przeszłością i pewnikiem dobrze się bawi, podczas, gdy ktoś inny rozmyśla.
Koleżanka - hmm... poproś raczej ją o jakieś wyjście na kawę, na kręgle, na wypad za miasto... To przyniesie więcej radości niż ośmieszanie się poprzez nasyłanie jej.Niekoniecznie się mogę z tym zgodzić.. Mówisz o sytuacji gdy jest pięknie, pięknie a nagle jednej ze stron się odwidziało, to wtedy oczywiście, że tej zrywającej jest łatwiej. Ale co w sytuacji gdy jedna osoba ciągle krzywdzi drugą i ta druga w końcu odchodzi?? Czy tej drugiej jest przez to łatwiej?? Przeszłam przez coś podobnego do tej drugiej sytuacji i powiem Ci że ani za grosz mi nie było łatwiej, a wręcz miałam wrażenie, że to mój eks wreszcie odetchnął i się cieszy z takiego obrotu sprawy. Po jakimś czasie zrozumiał swoje błędy i zaczęły się żale w moją stronę jaki to on nie jest biedny, ale wtedy to ja już odchorowałam ten związek i miałam to gdzieś..
U mnie była taka sytuacja jak opisujesz krzywdziłem ja swoimi kłamstwami zrozumiełem swoje błędy. Powiedz mi co by podziałało żeby ona nie miała tego gdzieś tak jak ty wtedy??
Ona się nie odzywa do mnie ma do mnie wielki żal że to zepsułem ze zepsułem ten zwiazek
Ja czekałam na coś na prawdę znaczącego, czym udowodniłby mi, że jestem tą jedyną... Nie wiem.. coś romantycznego, szalonego, nawet na oświadczyny czekałam.. na dzień dzisiejszy wiem, że to było myślenie dziecinne i strach przed samotnością, jestem mu wdzięczna za to, że o mnie nie walczył..
O ile wiem, to mężczyźni przywiązują się, a jeśli byli zakochani tym bardziej, do osób z którymi spędzają czas na poziomie dla kobiet nieosiągalnym. Nie raz się słyszy słowa kobiece - brak mi swobody, nie czuję się wolna, on mnie ogranicza, nie mogę oddychać w tym związku.... Mężczyźni tak nie mawiają, znajdują kochanki co najwyżej.
Kobieta nie mści się za to że została rzucona, bo ona złapie oddech, szybko odżywa, ona się mści za swoje niespełnione marzenia. I będzie dumna bo dowala temu złemu, bo pokazuje mu - patrz coś stracił. Ale do czasu. Bo jednak mężczyźnie zdecydowanie łatwiej poznać kobietę niż odwrotnie.
W każdym związku są złe dni, ale i dobre były. Patrząc na całokształt były i te dobre - wspominane przez tych co zostali rzuceni, a co wiedzą osoby które pierwsze odeszły. To takie proste - zwalać winę na kogoś, obarczać go odpowiedzialnością i widzieć, że to ta osoba była złem. Każdy jednakże związek rozwala się z winy dwojga osób. Nie jednej. Dwojga.
139 2013-01-02 21:47:51 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-01-02 21:55:00)
Czy ktoś z was ma za sobą takie cierpienie?? Jak sobie z tym poradziliście? Co robić?
I czy jest jeszcze możliwe stworzenie zdrowego związku z kimś innym?? Tak aby już nie myśleć o byłej, utraconej miłości?? Czy jak widujecie byłego/byłą na ulicy co czujecie? Czy porównujecie obecnych partnerów do byłych??To są pytania które mnie najczęściej męczą.. Czy ja jeszcze ułoże sobie życie? Przede wszystkim czy bede sie jeszcze nim cieszyc.. Póki co stan psychiczna jest głęboko poniżej normy.. W tym momencie to chyba nawet wolałabym umrzeć.. Wiem że to głupie i może niedojrzałe, ale ja naprawdę nie umiem sobie z tym poradzić.. Myślicie że psycholog coś pomoże??
;( ;( ;(
Na część Twoich pytań nie znam odpowiedzi, bo tylko Ty możesz sobie na nie odpowiedzieć. Nikt Ci nie pomoże, jeśli sama nie zaczniesz sobie pomagać, jeśli Ty nie zrobisz czegoś, co zmieni Twój stan.
Mogę Ci tylko napisać, że ja przeżyłem to kiedyś i bardzo mnie to zmieniło. Przeszedłem to sam, trzy miesiące leżąc i patrząc w sufit. Oczy były w jednym punkcie, ale mój umysł cały czas pracował, bardzo intensywnie pracował i układał rozwalony świat. Pewnego dnia wstałem i wypowiedziałem trzy słowa "Życie jest piękne".
Od tamtej pory w trudnych momentach powtarzam to sobie zawsze. I sprawdza się.
Wszystko zależy od Ciebie. Twoje życie to są Twoje wybory. Inni mogą Ci coś zburzyć, zniszczyć, ale to wcale nie musi niszczyć Ciebie. Ty nie jesteś swoim bólem. Ty jesteś Osobą, to coś więcej niż ból.
Nauka kosztuje, ale im więcej nas kosztuje, tym jest ważniejsza i wartościowsza. Perła jest ziarnkiem piasku, które powstało z cierpienia małża. Chwila nieuwagi, rozchylona muszelka i ostre ziarnko piasku dostaje się do środka. Zaczyna uwierać, sprawia cierpienie. Małż wie, jak zamienić cierpienie na coś wartościowego.
Czy małż kiedyś ułoży sobie życie? Póki są na świecie poławiacze pereł, póty jest nadzieja, że któregoś dnia ktoś uwolni małża od perły.
Cholera, nie za bardzo nawet wiem co powiedzieć. Aż mi jest cholernie głupio, że ja, mężczyzna który w życiu nie przypuszczałby że znajdzie się na takim forum może potrzebować go tak bardzo. Nigdy nie podchodziłem do relacji damsko męskich aż tak bardzo uczuciowo - oczywiście, kochałem i kocham nadal swoją byłą, ale dopiero teraz, po rozstaniu, dotarło do mnie jak bardzo. Jest mi głupio przed samym sobą, bo co to w końcu za facet że płacze z powodu kobiety? Najgorsza w tym wszystkim jest myśl, że dokumentnie zdaję sobie sprawę że ona podjęła decyzję o rozejściu się ze względu na moje błędy których było sporo. Tyle sygnałów, próśb, a ja jak osioł sądziłem że jaki bym nie był to i tak ona to przetrwa. Jestem prawie trzy tygodnie po rozstaniu, i jeszcze dziś rano miałem myśli "kurczę, dasz radę ją przekonać do siebie, z czasem pokazać jej że się zmieniłeś i dasz jej to czego ona potrzebuje i na co zasługuje. Pokocha Cię na nowo". A teraz co? Pustka. Jak ostatnia męska ciota przebeczałem cały cholerny wieczór po tym jak zobaczyłem że ją rozstanie kompletnie nie ruszyło i nie czuje do mnie kompletnie nic. A jeszcze parę tygodni temu ja sam czułem, że choć się sypie to coś do mnie czuje. Bo jak wytłumaczyć fakt flirtowania z moim dobrym znajomym, do tego będącym w 4letnim związku (chłopakowi się nie dziwię że się napalił, sama zaczęła, i sama to rozkręciła. Kilka dni po rozstaniu, "od tak"), rozmawianiu z nim dokładnie w ten sam sposób w jaki rozmawialiśmy my ze sobą trzy lata temu gdy się o nią starałem i niekrępujących rozmowach o MNIE z osobą którą rozmawia "poważnie" dopiero od naszego rozstania. I robi to dziewczyna, która we wspaniały sposób daje się kochać i nigdy w życiu czegoś takiego wcześniej nie robiła. Bo sama sobie zdaje sprawę że może komuś rozsypać długoletni związek, to po prostu do niej nie pasuje, kłóci się z jej zasadami, mentalnością i wrażliwością.
Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Najgorsze w tym wszystkim jest poczucie tego, że nic nie można zrobić. Przebrnąłem przez setki poradników "jak odzyskać eks", i dopiero teraz zauważyłem że to wszystko to chyba pic na wodę. Że rzeczy dzieją się po prostu, naturalnym porządkiem, i żadne zachowanie nie jest w stanie kogoś przekonać do siebie z powrotem. Tym bardziej osoby która zmieniła swoje zachowanie i uczucia o 180 stopni.
Boli. Tak cholernie boli, że aż mi wstyd przed samym sobą, że tak się stoczyłem. Że wszystkich wokół pytam o radę, nawet osoby które nie są ze mną blisko. Co zrobiłem na Sylwestra? Zamiast dobrze się bawić to żaliłem się świeżo poznanej dziewczynie, która nie ma bladego pojęcia o mnie, o niej i o całej sytuacji. Czuję się jakby moje całe życie legło w gruzach. Nie czuję kompletnie pociągu do jakiejkolwiek akcji, zmiany swojego wyglądu, zmiany siebie, nawet po to by ona zwróciła na mnie znów uwagę. Po prostu się wypaliłem. Nie jestem w stanie żyć ze świadomością że jej nie ma i nie wróci. Że cokolwiek bym nie zrobił to i tak na nic się to nie zda. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że choćbym nawet zechciał zerwać z nią całkowicie kontakt, to nie potrafię i nie dam rady. Musiałbym zrezygnować z całego dorobku mojego życia, w który jest ona wciągnięta. Wszystko co robiłem do tej pory, robiłem dla niej, z chęci zaimponowania jej, nie sobie. Osiągnąłem przez to wiele, ale teraz dla mnie to przestało mieć znaczenie i nie chcę tego robić dalej, nie mam zupełnie ochoty pracować nad sobą czy robić czegokolwiek wartościowego dla niej, bo to ona nadawała moim akcjom sens. A ona to teraz zabiera. Błąd. Sam sobie to zabrałem.
Nie wiem czego od was oczekuję, czy zrozumienia, czy sympatii, ale cholera... Jeśli wam jest tak ciężko jak mi, to jestem z wami. Nie znam nikogo z was i nigdy pewnie nie poznam, ale doskonale sobie zdaję sprawę co czujecie. I myślę że wy trochę też wiecie co ja czuję. A czuję się jak ... Nic. Zero.
Witam,
Jeśli, któraś w Was poznała nowego partnera, jest z nim krótko i ma wątpliwosci w kwestii jego prawdomówności. Podaj swojego e-maila - napiszę. Jestem dziennikarką i robię rogram na temat nowo poznanych par nieufności w związku. Możemy poddać Twoją drugą połówkę badaniu wariografem. ![]()
142 2013-01-03 12:50:11 Ostatnio edytowany przez trelemorele (2013-01-03 12:51:58)
Rivedrive2 , mam doslownie ta sama sytuacje co Ty. Wmawiajac sobie ,ze bedzie dobrze tak naprawde sie oszukujemy, bo przywiazanie do bylej jest tak duzo ,ze nic tego nie zmieni, a to ,ze siwadomosc bledu wrocila do Ciebie jest najgorsza. Zerwalem z nia w marcu, a w sierpniu po wspolnych wakacjach uswiadomilem sobie jak bardzo duzo dla mnie znaczy i ze jest ta jedyna. Bylismy ze soba 2 lata ,a zerwalem z nia przez szczeniackie emocje zamiast wszystko przemyslec. Tylko teraz ona juz nie chce wrocic . Chwytalem sie wszsytkiego co jest mozliwe, a teraz nie mamy juz od miesiaca kontaktu , procz telefonu ,ktory dostalem od niej w wigilie. W sylwka wyslalem zyczenia to dostalem takiego suchara na odpowiedz ,ze masakra
Tez czytalem rozne poradniki i moim zdaniem to pic na wode, bo jesli ona sobie sama nie uswiadomi ,ze jednak chce wrocic to nic nie pomoze... Moze bedzie ktos ,kto sie wypowie w moim temacie? Ivonka, Rivedrive2? tylko czytajcie wszystko od poczatku to zrozumiecie wtedy cala sytuacje , bo ostatnie posty sa na temat terazniejszosci
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1330853#p1330853 . z gory dzieki
!
Ivonka sądzisz że gdybym pojechał do niej z kwiatami i pierscionkiem to by to coś dało?
riverdrive2 ja doskonale wiem co czujesz ja czuje to samo zrobilem tyle głupot a sam sobie i jej przysiegałem że nie bede jej oszukiwał, ranił ale to wszystko działo się tak szybko poprostu samo z siebie jakby jakaś wyższa sila mną kierowała i popychała do tych błedów przeciwko mnie samemu
Ivonka sądzisz że gdybym pojechał do niej z kwiatami i pierscionkiem to by to coś dało?
riverdrive2 ja doskonale wiem co czujesz ja czuje to samo zrobilem tyle głupot a sam sobie i jej przysiegałem że nie bede jej oszukiwał, ranił ale to wszystko działo się tak szybko poprostu samo z siebie jakby jakaś wyższa sila mną kierowała i popychała do tych błedów przeciwko mnie samemu
hmm... jeśli czujesz że na prawdę na prawdę to ta jedyna, że warto o nią walczyć oraz że chcesz zmienić coś aby nie popełniać tych samych błędów to powinieneś to zrobić. Udowodnisz jej, że walczysz o nią i stawiasz ją jako pierwszą i najważniejszą, i albo się zgodzi i wróci do Ciebie, albo odrzuci i wtedy już będziesz miał jasność na 10000%, że czas zacząć nowe życie bez niej..
zakochaniec napisał/a:Ivonka sądzisz że gdybym pojechał do niej z kwiatami i pierscionkiem to by to coś dało?
riverdrive2 ja doskonale wiem co czujesz ja czuje to samo zrobilem tyle głupot a sam sobie i jej przysiegałem że nie bede jej oszukiwał, ranił ale to wszystko działo się tak szybko poprostu samo z siebie jakby jakaś wyższa sila mną kierowała i popychała do tych błedów przeciwko mnie samemuhmm... jeśli czujesz że na prawdę na prawdę to ta jedyna, że warto o nią walczyć oraz że chcesz zmienić coś aby nie popełniać tych samych błędów to powinieneś to zrobić. Udowodnisz jej, że walczysz o nią i stawiasz ją jako pierwszą i najważniejszą, i albo się zgodzi i wróci do Ciebie, albo odrzuci i wtedy już będziesz miał jasność na 10000%, że czas zacząć nowe życie bez niej..
Ona mi kiedys powiedziała że świecidełkami i kwiatami oczu jej nie zamydle:/
146 2013-01-04 01:04:28 Ostatnio edytowany przez mala456 (2013-01-04 01:26:47)
x
witajcie przeczytałem to o czym tu piszecie i ja przeżywam podobna Historie. Mam pytanie czy rozstanie przeżywaja obie strony? Chodzi o to czy obie strony są smutne i nieszczęsliwe moja była nie zostawiła mnie dla kogoś poprostu miała dość moich głupot.Pisałem z innymi tzn odpisywałem jak jakaś koleżanka napisała mówiłem jej o tym to były fochy poźniej nie mówiłem i okłamałem.Kocham ją mineło już 95 dni od rozstania a ja nadal nie potrafie się pozbierać nic mi sie nie chce, w niczym nie moge odnaleźć sensu, każdy mówi że jestem facetem i nie mogę sie rozklejać ale jak mi ona powidziała że to koniec to siedzieliśmy i razem płakaliśmy.Wiem że okazałem sie totalnym dupkiem ale czy na prawde nie mogę tego naprawić. Wiem że ona jest moja drugą połówka poprostu to czuje. Jak zasypiam myśle o niej,ciągle myślę o niej. Ostatnio koleżanka chciała porozmawiać z nia jak dziewczyna z dziewczyną co myslicie dziewczyny o tym pomyśle?? Poprosić tą koleżanke o to czy lepiej samemu??
Jedną z najważniejszych lekcji, jakie odebrałam w swoim dorosłym życiu, jest ta, że nie zawsze, jeśli się kocha osobę, z którą się jest lub było, ona czuje to samo. To, że cierpisz po rozstaniu znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że Ty cierpisz po rozstaniu. Twoja była może być właśnie zakochana w kimś zupełnie innym i bujać w obłokach ze szczęścia. Albo może Cię lubić i szanować, tylko kompletnie nie chce już z Tobą być i wie, że nigdy nie będzie, bo "to nie to".
Im prędzej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie.
Nie rób głupot z wysyłaniem do niej koleżanki ani rozmową osobiście. Odstraszysz ją tylko i zacznie rozpowiadać, że ją osaczasz. Zostaw i odpuść.
zakochaniec napisał/a:witajcie przeczytałem to o czym tu piszecie i ja przeżywam podobna Historie. Mam pytanie czy rozstanie przeżywaja obie strony? Chodzi o to czy obie strony są smutne i nieszczęsliwe moja była nie zostawiła mnie dla kogoś poprostu miała dość moich głupot.Pisałem z innymi tzn odpisywałem jak jakaś koleżanka napisała mówiłem jej o tym to były fochy poźniej nie mówiłem i okłamałem.Kocham ją mineło już 95 dni od rozstania a ja nadal nie potrafie się pozbierać nic mi sie nie chce, w niczym nie moge odnaleźć sensu, każdy mówi że jestem facetem i nie mogę sie rozklejać ale jak mi ona powidziała że to koniec to siedzieliśmy i razem płakaliśmy.Wiem że okazałem sie totalnym dupkiem ale czy na prawde nie mogę tego naprawić. Wiem że ona jest moja drugą połówka poprostu to czuje. Jak zasypiam myśle o niej,ciągle myślę o niej. Ostatnio koleżanka chciała porozmawiać z nia jak dziewczyna z dziewczyną co myslicie dziewczyny o tym pomyśle?? Poprosić tą koleżanke o to czy lepiej samemu??
Jedną z najważniejszych lekcji, jakie odebrałam w swoim dorosłym życiu, jest ta, że nie zawsze, jeśli się kocha osobę, z którą się jest lub było, ona czuje to samo. To, że cierpisz po rozstaniu znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że Ty cierpisz po rozstaniu. Twoja była może być właśnie zakochana w kimś zupełnie innym i bujać w obłokach ze szczęścia. Albo może Cię lubić i szanować, tylko kompletnie nie chce już z Tobą być i wie, że nigdy nie będzie, bo "to nie to".
Im prędzej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie.Nie rób głupot z wysyłaniem do niej koleżanki ani rozmową osobiście. Odstraszysz ją tylko i zacznie rozpowiadać, że ją osaczasz. Zostaw i odpuść.
Chodzi o to że ona mnie kochała nawet bardzo skoro sama zaczęła rozmowy że fajnie by było wziać ślub. Ogolnie robiła wszystko żeby mi dogodzić wybaczyła gdy ja zostawiłem sama a ja wyjechałem na 3 tyg wiec to że mnie kochała to w to nie wątpie a zakochana nie jest wiem to dobrze.