Dorotka a masz może jakieś sprawdzone książki? Nie chciałabym trafić na coś nieodpowiedniego
Ale ja właśnie przez ostatnie 2 miesiące obwiniałam tylko i wyłącznie jego, ale teraz przyszedł czas kiedy zdałam sobie sprawę z własnych błędów... I tak na prawdę na dzień dzisiejszy nie dziwię się mu że jakiś czas temu przestał mnie kochać. Ale przez ostatnie miesiące na prawdę się starałam, zaangażowałam się, można powiedzieć że zakochałam się na nowo i może właśnie przez to dzisiaj ja bardziej cierpię. Ale takie zrozumienie własnych błędów i źródła swojego nieszczęścia było dla mnie mega oczyszczające! Jakie to cudowne uczucie kiedy wiem że kierowanie moim życiem należy do mnie!
Mam troszkę do niego żal o to, że kiedy czuł że się coś w nim wypala, że nie porozmawiał ze mną, że nie rozwiązaliśmy tego problemu razem. Zawsze mnie wkurzało to, że jak miał coś do mnie to nie powiedział mi tego normalnie, tylko albo się wydzierał i wkurzał na mnie ( o jakieś drobnostki, które akurat ze źródłem jego złości nie miały nic wspólnego, czym tylko mnie zrażał do siebie) albo się fochał i potrafił przez długi czas się do mnie nie odezwać a ja nie wiedziałam o co chodzi i byłam zdezorientowana.
A o tym jak mnie ostatnio już traktował to wolę nawet nie pamiętać.. Najgorsze jest to, że on nie widzi swoich błędów ( a może je widzi tylko nie powie mi tego w twarz bo nie przyzna się do pomyłki, A nie wiem... już nie rozumiem facetów ).
I widzicie.. moi znajomi są w ogóle przeciwko niemu..Rodzina nie koniecznie, chociaż wiedzą jakim ciężkim jest człowiekiem..
I stanęłam w takim punkcie, w którym kompletnie nie wiem czego chcę.. A może wiem, tylko jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że to jest raczej nie możliwe.. Chciałabym być z nim, ale żeby się zmienił tak jak ja teraz nad soba pracuje.. Głupie i naiwne nie??? Zdaje sobie z tego sprawe, ale daje mi to jakąś siłę i jakąś wiarę do działania, gdzie jeszcze trzy dni temu nie miałam jej ani krzty..
A za chwilę mam znowu chwilę niepewności. Kocham go ale często muszę sobie powtarzać " Dziewczyno obudź się! nie szanował ani ludzi ani ciebie!". Ale jestem już silniejsza, pomimo tego że ciągle przypominają mi się te wspaniałe chwile które przeżyliśmy razem ( bo ich też nie brakowało), to jednak potrafię się opanować, nie płaczę, nie piszę do niego, nie szukam kontaktu.. muszę być twarda..
Na razie skupiam się na działaniu o którym wspomniałam wyżej: chcę zmienić swoje życie na lepsze, na takie o którym zawsze marzyłam, ale gdzieś zawsze nie było czasu, nie było ochoty niczego zmieniać.. Najważniejsze że zdałąm sobie sprawę z tego, że to nie kolejne postanowienie noworoczne, o którym zapomnę jutro. Nie! To ciężka praca nad sobą na przyszłe miesiące, a jeśli chodzi o charakter to pewnie na przyszłe lata! I to powinno przynieść mi sukces, a na pewno się do niego przyczynić!
Kiedy będę gotowa, sama się od niego odezwę. Myślę, że po 6 latach związku i bycia razem należy się nam obojgu szczera rozmowa. Co o tym myślicie? Oczywiście na razie jest na to za wcześnie, jest jeszcze wiele spraw których nie mam poukładanych w głowie, a myślę że i jemu jest potrzebne ochłonięcie z emocji.. Na razie odcięcie jest mi potrzebne, bez tego nie mogłabym zacząć nowego etapu.. Z resztą nie chcę żeby jeszcze kiedykolwiek zobaczył tą smutną, rozemocjonowaną, starą mnie
Także najpierw ja i moje sprawy, potem on, Albo zechce się o mnie starać a jak nie, no to trudno
Widocznie nie był mnie wart
Po prostu na chwilę obecną daje sobie na wstrzymanie, daje sobie czas, nie chce teraz ani całkowicie wykluczać myśl o jego powrocie, ale jednocześnie nie chce się zamykać na myśl o nowym związku, co ma być to będzie 