netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

historia niedopowiedziana...

171 odpowiedzi17 977 wyświetleńzałożony przez fuorviato, 07.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 172 z 172 ]

131

Odp: historia niedopowiedziana...

Nieważne jakie my mamy zdanie - ważne jakie zdanie miała ona. Proste.

To że DLA CIEBIE coś jest niewystarczającym powodem, to nie znaczy że dla kogoś innego być WYSTARCZAJĄCE nie może. Też proste.

Wiesz co - walnę Ci prosto z mostu - Ty nie chcesz ani roztrząsnąć problemu, ani dowiedzieć się czy jakikolwiek problem w ogóle jest. Bo moze go wcale nie ma - taka prawda. Ty chcesz się nad sobą poużalać, bo jesteś sam, bo Ci źle, bo Cię męska duma boli. Jak Ci to pomoże wyjść na prostą - voila.

Zastanawiające jest że bardzo wybiórczo potraktowałeś nasze maile. Zadałyśmy sobie z Dziewczynami trochę trudu, poszło na to trochę czasu, pozadawałyśmy Ci trochę pytań - odpowiedziałeś tylko na te, na które Ci pasowało. Resztę olałeś. No dobra. Pominąłeś. Twoja wola - net jest wolny. Tylko że rozumiesz, że nikomu się nie musi chcieć? Tobie się nie musi chcieć odnosić do maili. Nam nie musi się chcieć czytać w kółko tego samego - i podejrzewam że stąd cisza tu jak makiem zasiał, a Twojej exowej moze się nie chcieć z Tobą być.

Każdy jest inny i inaczej do życia podchodzi. To jak podchodzisz Ty - jest dobre dla Ciebie, wcale nie musi być dla kogoś innego. I vice versa.

Powodzenia Ci życzę, mam nadzieję że uporasz się z przeszłością jak najszybciej bo szkoda czasu na jej roztrząsanie, jeśli nie ma wplywu na teraźniejszość. Pozdrawiam.

132 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-21 16:22:22)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Nieważne jakie my mamy zdanie - ważne jakie zdanie miała ona. Proste.

To że DLA CIEBIE coś jest niewystarczającym powodem, to nie znaczy że dla kogoś innego być WYSTARCZAJĄCE nie może. Też proste.

Wiesz co - walnę Ci prosto z mostu - Ty nie chcesz ani roztrząsnąć problemu, ani dowiedzieć się czy jakikolwiek problem w ogóle jest. Bo moze go wcale nie ma - taka prawda. Ty chcesz się nad sobą poużalać, bo jesteś sam, bo Ci źle, bo Cię męska duma boli. Jak Ci to pomoże wyjść na prostą - voila.

Zastanawiające jest że bardzo wybiórczo potraktowałeś nasze maile. Zadałyśmy sobie z Dziewczynami trochę trudu, poszło na to trochę czasu, pozadawałyśmy Ci trochę pytań - odpowiedziałeś tylko na te, na które Ci pasowało. Resztę olałeś. No dobra. Pominąłeś. Twoja wola - net jest wolny. Tylko że rozumiesz, że nikomu się nie musi chcieć? Tobie się nie musi chcieć odnosić do maili. Nam nie musi się chcieć czytać w kółko tego samego - i podejrzewam że stąd cisza tu jak makiem zasiał, a Twojej exowej moze się nie chcieć z Tobą być.

Każdy jest inny i inaczej do życia podchodzi. To jak podchodzisz Ty - jest dobre dla Ciebie, wcale nie musi być dla kogoś innego. I vice versa.

Powodzenia Ci życzę, mam nadzieję że uporasz się z przeszłością jak najszybciej bo szkoda czasu na jej roztrząsanie, jeśli nie ma wplywu na teraźniejszość. Pozdrawiam.

Słuchaj Kriss. Masz trochę racji. Nie potraktowałem jednak Waszych maili wybiórczo. Ciągle pamiętam o problemie który przytoczyłyście i gryze się ze sobą.
Nie chce tu wszczynać awantur, ale wy również wzięłyście i po jednym e-mailu który przedstawiłem, wyciągnęłyście wnioski.
Ja niewiem czy jestem KZB. Mnie w tym momencie trudno jest poprostu z tym wszystkim się uporać. Macie racje - wypisuje się, wyżalam.
Pamiętam o poruszonym argumencie i bardzo doceniam wasz wklad i pomoc.
Moje pytanie jest następujące; Czy wy uważacie, że skoro ona nie chciała/chciała/niechciała a ja tak, to to wyklucza że mogę mieć skłoności do KZB? Czy gdyby było odwrotnie, tzn. Gdybyśmy razem chcieli ale ona by to wykorzystywała a ja dałbym się wykorzystywać, kwalifikowałbym się lepiej? Pomóżcie mi zrozumieć..

133 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-21 18:29:54)

Odp: historia niedopowiedziana...

Chciałbym Wam wszystkim podziękować za rady i wysłuchanie mnie. Dzięki też za głosy krytyki, szczególnie dla Kriss. Może i zabolały troche, ale otworzyły też oczy. Dziś podjąłem decyzje że co by się nie działo nie ulegne i zajme się własnym zyciem. Jak ochłone zajmę się zgłebianem tego co robiłem i analizą błędów, ale najpierw muszę ochłonąć Nie dam się powalić. Proszę również, jęsli to dla was ok o usunięcie tego wątku bo wszyscy się tu wypisaliście z powodu panny która poprostu zachciała sobie zmienić partnera ponieważ byłem dla niej zbyt blisko.

Wniosek; Na zaufanie i moje poświęcenie trzeba sobie zasłużyć.

Jeszcze raz dzięki.

134

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
Kriss napisał/a:

Nieważne jakie my mamy zdanie - ważne jakie zdanie miała ona. Proste.

To że DLA CIEBIE coś jest niewystarczającym powodem, to nie znaczy że dla kogoś innego być WYSTARCZAJĄCE nie może. Też proste.

Wiesz co - walnę Ci prosto z mostu - Ty nie chcesz ani roztrząsnąć problemu, ani dowiedzieć się czy jakikolwiek problem w ogóle jest. Bo moze go wcale nie ma - taka prawda. Ty chcesz się nad sobą poużalać, bo jesteś sam, bo Ci źle, bo Cię męska duma boli. Jak Ci to pomoże wyjść na prostą - voila.

Zastanawiające jest że bardzo wybiórczo potraktowałeś nasze maile. Zadałyśmy sobie z Dziewczynami trochę trudu, poszło na to trochę czasu, pozadawałyśmy Ci trochę pytań - odpowiedziałeś tylko na te, na które Ci pasowało. Resztę olałeś. No dobra. Pominąłeś. Twoja wola - net jest wolny. Tylko że rozumiesz, że nikomu się nie musi chcieć? Tobie się nie musi chcieć odnosić do maili. Nam nie musi się chcieć czytać w kółko tego samego - i podejrzewam że stąd cisza tu jak makiem zasiał, a Twojej exowej moze się nie chcieć z Tobą być.

Każdy jest inny i inaczej do życia podchodzi. To jak podchodzisz Ty - jest dobre dla Ciebie, wcale nie musi być dla kogoś innego. I vice versa.

Powodzenia Ci życzę, mam nadzieję że uporasz się z przeszłością jak najszybciej bo szkoda czasu na jej roztrząsanie, jeśli nie ma wplywu na teraźniejszość. Pozdrawiam.

Słuchaj Kriss. Masz trochę racji. Nie potraktowałem jednak Waszych maili wybiórczo. Ciągle pamiętam o problemie który przytoczyłyście i gryze się ze sobą.
Nie chce tu wszczynać awantur, ale wy również wzięłyście i po jednym e-mailu który przedstawiłem, wyciągnęłyście wnioski.
Ja niewiem czy jestem KZB. Mnie w tym momencie trudno jest poprostu z tym wszystkim się uporać. Macie racje - wypisuje się, wyżalam.
Pamiętam o poruszonym argumencie i bardzo doceniam wasz wklad i pomoc.
Moje pytanie jest następujące; Czy wy uważacie, że skoro ona nie chciała/chciała/niechciała a ja tak, to to wyklucza że mogę mieć skłoności do KZB? Czy gdyby było odwrotnie, tzn. Gdybyśmy razem chcieli ale ona by to wykorzystywała a ja dałbym się wykorzystywać, kwalifikowałbym się lepiej? Pomóżcie mi zrozumieć..

Nie zrozumiałam tego pytania, ale dorzucę cos od siebie. Twój związek jest najlepszym dowodem na to, że związki na odległość na dłuższą metę nie mają szans na przetrwanie i generalnie są pozbawione sensu. Ludzie schodzą się ze sobą, żeby czuć bliskość, zasnąć przy kimś, poznawać sie i wzajemnie rozwijać. Odległość odcina te najbardziej niezbędne elementy i związek staje się sztuczny a po chwili umiera. Juz wiesz, jak to działa i na przyszłość może zwyczajnie daruj sobie takie eksperymenty czaso-przestrzenne, a ryzyko niedogadania będzie mniejsze. Wy się zwyczajnie nie rozpoznaliści w swoich wzajemnych potrzebach, prefencjach, priorytetach, charakterach. I tu nie ma znaczenia, czy Ty jesteś MKZB czy ona dwubiegunowa. Każda potwora znajdzie swego amatora, a wy się tylko zwyczajnie nawzajem umęczyliście coś udając. Jedno wobec drugiego i związek umarł. Może nie umarły uczucia, ale związek - tak. Zastanawiam się nawet, czy on w ogóle był.

135 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-26 11:02:00)

Odp: historia niedopowiedziana...

Szanuje Twoje zdanie Tarantella, ale ja nic nie udawałem w moim uczuciu do tej kobiety.
Wiesz, patrząc na fakty to uczucie musiało wygasnąć w niej. Musiało jej brakować czegoś  co znalazła w nim.
Tylko że, nigdy mi nie mówiła. Dopiero po fakcie.
Pewnie że na odległość nie ma sensu, dobrze mówisz - Kiedy ludzie są ze sobą jest zupełnie inaczej.
Poznawanie dobrych i złych stron drugiej osoby. Nauka tolerancji tego, czasowe sprzeczki, nauka siebie nawzajem to właśnie kształtuje relacje i tego się uniknąć nie da.
Taka drobna ciekawostka: Moja była odezwała się do mnie wczoraj mówiąc żebym dał jej znać jeśli mam ochotę na rozmowę wieczorem. Zapewne chodziło jej o rzeczy. Dziwne, doprawdy. Kilka tygodni temu napisała żebyśmy sobie zrobili przerwe i przyzwyczaili się do nowego "porządku rzeczy" a teraz pyta czy mam ochotę rozmawiać.
Odpisałem dosyć sucho w stylu: "doszłaś do wniosku, że to koniec, więc chyba nie mamy o czym rozmawiać? Jeśli chodzi o rzeczy, podałem ci rozkład, więc działaj"
Niemniej, to moja niekonsekwencja bowiem w ostatniej rozmowie powiedziałem jej że może zostaniemy przyjaciółmi.
Powinienem ją za to przeprosić i wyjaśnić że nie chce kontaktu. Dałem się wtedy strasznie ponieść emocjom.
Nikt z was w jej glowie nie siedzi, ale macie pomysl dlaczego chce rozmawiać bo mnie już "odstawila" jako facet więc teraz może swobodnie rozmawiać? Nic już z tego nie rozumiem. Logiki w tym żadnej..

136

Odp: historia niedopowiedziana...

Odpisała "jak chcesz' a później zajęła się kwestią rzeczy przypominając że już w wakacje mogły pojechać samochodem.
Zapytałem grzecznie czy był jakiś inny powód rozmowy z jej strony i że wie co do niej czuje więc nic nie muszę dodawać.
Zignorowała to i poprosiła ponownie o włożenie rzeczy do autobusu, dodając że ma rozwalony palec, dziśiaj szyty.
Odpisałem mówiąc że po wysłaniu rzeczy znika z mojego życia bo nie zasługuje na to żeby być jego częścią, na co ona "Już zdecydowałeś że nie jestem warta". Jako że mi zalezy odpisałem po Angielsku (jakoś tak do niej lepiej dociera), że nie chodzi o jej wartość jako osoby. Przez cały ten czas próbowałem jej pokazać, że jest warta ale jest różnica między kochaniem a byciem kochanym i że jestem zmęczony dobijaniem się do niej ciągle, żeby poprostu żyła własnym życiem. Na tym koniec.

Pozdrawiam Was

137

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:
fuorviatos napisał/a:
Kriss napisał/a:

Nieważne jakie my mamy zdanie - ważne jakie zdanie miała ona. Proste.

To że DLA CIEBIE coś jest niewystarczającym powodem, to nie znaczy że dla kogoś innego być WYSTARCZAJĄCE nie może. Też proste.

Wiesz co - walnę Ci prosto z mostu - Ty nie chcesz ani roztrząsnąć problemu, ani dowiedzieć się czy jakikolwiek problem w ogóle jest. Bo moze go wcale nie ma - taka prawda. Ty chcesz się nad sobą poużalać, bo jesteś sam, bo Ci źle, bo Cię męska duma boli. Jak Ci to pomoże wyjść na prostą - voila.

Zastanawiające jest że bardzo wybiórczo potraktowałeś nasze maile. Zadałyśmy sobie z Dziewczynami trochę trudu, poszło na to trochę czasu, pozadawałyśmy Ci trochę pytań - odpowiedziałeś tylko na te, na które Ci pasowało. Resztę olałeś. No dobra. Pominąłeś. Twoja wola - net jest wolny. Tylko że rozumiesz, że nikomu się nie musi chcieć? Tobie się nie musi chcieć odnosić do maili. Nam nie musi się chcieć czytać w kółko tego samego - i podejrzewam że stąd cisza tu jak makiem zasiał, a Twojej exowej moze się nie chcieć z Tobą być.

Każdy jest inny i inaczej do życia podchodzi. To jak podchodzisz Ty - jest dobre dla Ciebie, wcale nie musi być dla kogoś innego. I vice versa.

Powodzenia Ci życzę, mam nadzieję że uporasz się z przeszłością jak najszybciej bo szkoda czasu na jej roztrząsanie, jeśli nie ma wplywu na teraźniejszość. Pozdrawiam.

Słuchaj Kriss. Masz trochę racji. Nie potraktowałem jednak Waszych maili wybiórczo. Ciągle pamiętam o problemie który przytoczyłyście i gryze się ze sobą.
Nie chce tu wszczynać awantur, ale wy również wzięłyście i po jednym e-mailu który przedstawiłem, wyciągnęłyście wnioski.
Ja niewiem czy jestem KZB. Mnie w tym momencie trudno jest poprostu z tym wszystkim się uporać. Macie racje - wypisuje się, wyżalam.
Pamiętam o poruszonym argumencie i bardzo doceniam wasz wklad i pomoc.
Moje pytanie jest następujące; Czy wy uważacie, że skoro ona nie chciała/chciała/niechciała a ja tak, to to wyklucza że mogę mieć skłoności do KZB? Czy gdyby było odwrotnie, tzn. Gdybyśmy razem chcieli ale ona by to wykorzystywała a ja dałbym się wykorzystywać, kwalifikowałbym się lepiej? Pomóżcie mi zrozumieć..

Nie zrozumiałam tego pytania, ale dorzucę cos od siebie. Twój związek jest najlepszym dowodem na to, że związki na odległość na dłuższą metę nie mają szans na przetrwanie i generalnie są pozbawione sensu. Ludzie schodzą się ze sobą, żeby czuć bliskość, zasnąć przy kimś, poznawać sie i wzajemnie rozwijać. Odległość odcina te najbardziej niezbędne elementy i związek staje się sztuczny a po chwili umiera. Juz wiesz, jak to działa i na przyszłość może zwyczajnie daruj sobie takie eksperymenty czaso-przestrzenne, a ryzyko niedogadania będzie mniejsze. Wy się zwyczajnie nie rozpoznaliści w swoich wzajemnych potrzebach, prefencjach, priorytetach, charakterach. I tu nie ma znaczenia, czy Ty jesteś MKZB czy ona dwubiegunowa. Każda potwora znajdzie swego amatora, a wy się tylko zwyczajnie nawzajem umęczyliście coś udając. Jedno wobec drugiego i związek umarł. Może nie umarły uczucia, ale związek - tak. Zastanawiam się nawet, czy on w ogóle był.

Tarantella. Minęło kilka dni i jeszcze trochę rozmawialismy. Próbowała wyjaśnić swoje powody. Ja się zgadzam z Twoją opinią odnośnie związku na odległość, ale ona skonczyła nasz i wplatała się w kolejny. Jak to wytłumaczysz?

138

Odp: historia niedopowiedziana...

Z tego co napisałeś wynika, że ona nie traktowała Cię poważnie, jest niedojrzała. Wszystkie te sytuacje to jedna wielka sinusoida o jeszcze większej amplitudzie. Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał, ale tak zachowują się osoby zaburzone emocjonalnie. Raz Cię chce, raz nie, rz tak, raz siak. Dziwię się, że tyle wytrzymałeś. Kochałeś, kiedy kochamy jesteśmy w stanie wytrzymać bardzo wiele.
Musisz wiedzieć, że każdy kontakt z nią będzie Cię bolał. Będzie tak dopóki się nie zdystansujesz. Zostałeś w nieładny sposób wykorzystany. Byłeś zabawką. To bardzo przykre. Zaangażowałeś się, a co dostałeś w zamian...

139

Odp: historia niedopowiedziana...

Przeczytałam wszystko.
Opowiem o moim doświadczeniu.
Kiedyś starałam się o moje małżeństwo, żeby było udane, próbowałam rozmawiać niestety bez rezultatu. On nie słuchał. Zawsze było coś. Zwykle leżał przed telewizorem i mogłam sobie gadać. Czasem coś usłyszał, ale tylko to co chciał. Z czasem było coraz gorzej. Wybierał tylko te informacje, które mógł przyjąć do wiadomości. W końcu granica mojej wytrzymałości została przekroczona, zbrzydł mi okropnie, miałam go dość pod każdym względem, byłam zmęczona. Były awantury o które mnie obwiniał, zmuszał swoim zachowaniem do różnych rzeczy, które potem wytykał i chciał wmówić, że to ja sama. Potem skakał mi po oknach i rzucał kamieniami, chciał mnie zmusić do czegoś. Doszukiwał się tysiąca znaczeń w jednym prostym słowie, obrabiał je na wszelkie sposoby. Tym coraz bardziej się pogrążał. Ja wiem, że mogło go to boleć, ale nie zastanowił się co wcześniej bolało mnie. Dostawał setki sygnałów. Ale nic nie widział. Znęcał się psychicznie. Mówił do mnie takie rzeczy, że chciało się wziąć coś do ręki i... Ale to ja brałam, bo pewnie nienormalna jestem. Teraz jak ma kontakt z dzieckiem znęca się na nim, to nie jest wielkie, ale mówi dziecku bardzo przykre rzeczy, które powodują spadek jego samopoczucia.
Czasem jedna strona rani drugą. Wydaje jej się, że nic takiego nie robi. Jednak dla drugiej strony to coraz bardziej krzywdzące. Potem wychodzą wszystkie emocje, potem frustracja. Ja wiem, że ludzie czasem nie dopuszczają do siebie zewnętrznych sygnałów, są tak bardzo ślepi. I długo długo nie potrafią zobaczyć, bo zwyczajnie nie chcą.

140 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-04-30 11:26:11)

Odp: historia niedopowiedziana...

Hm. Dziękuje Ci za wkład w wątek. Minął miesiąc od naszej ostatniej rozmowy i jedyny kontakt jaki z nią miałem dotyczył rzeczy.
Otóż, postanowiłem że nie będe płacił za transport, niemniej, spakowałem je i pobrałem wymiary, następnie przesłałem je jej e-mailem.
Muszę się od niej na dobre odciąć.
Opisana przez ciebie sytuacja bardzo przypomina jej zachowania, z tą różnicą że w męskim wydaniu.

Do Wszystkich wspaniałych kobiet ze sfory które mi tutaj pomagały ale póżniej skreśliły mnie jako kolejnego nieudacznika łaknącego o wsparcie bez wkładu własnego; Minął miesiąc i powoli dostrzegam w sobie pewne mechanizmy które teraz powodują że pojawia się we mnie poczucie winy.
Powoli opadają emocje a spoza nich wyłania się obraz tej kobiety i ogromnego wpływu jaki pozwoliłem jej mieć na siebie.
Zdarza się jeszcze nasuwać ten drugi obraz, idealny. Wspaniałej, empatycznej istoty, ale już teraz dochodzi między nimi do konfrontacji.

Ciekawe czy sfora jeszcze się do mnie odezwie..

141

Odp: historia niedopowiedziana...

smile
Myślę, że na gorąco nasze emocje są jeszcze tak silne, a odrzucenie trudne do zaakceptowania, że bronimy się wszelkimi możliwymi sposobami, rękami i nogami. Potrzeba czasu. Wtedy wszystko widzimy inaczej. Nabieramy dystansu i mamy wyraźny obraz.
Tutaj troszkę tak było, że dziewczyny pisały konstruktywne wnioski, a Ty chciałeś się obronić za wszelką cenę.

Myślę, że jesteś fajnym empatycznym facetem. Nie masz co się obwiniać, bo to niczego nie zmieni. Nie ma także potrzeb analizowania wszystkiego i rozkłady na czynniki pierwsze. Czasem ktoś mówi nam coś wprost, a niektóre osoby to analizują, patrząc nawet z całym szacunkiem czy dana osoba ruszała wtedy palcem w bucie.
Wiem, że są osoby e skłonnością do nadmiernej analizy, są też przypadki, które niewiele się zastanawiają. Trzeba to tak usystematyzować, aby nie zwariować.

Ja myślę, że Wy w tym związku wzajemnie się wspieraliście i wykańczaliście, naprzemiennie. Z tym, że Twoja dziewczyna coraz bardziej się odsuwała. Nie wiem jak z psychiką. Wiem, że u każdego można się dopatrywać jakichś odchyłów od normy, tylko co z tego skoro norma dla każdego jest inna, niejednoznaczna.

Jestem tego zdania, że wszystko się ułoży. Możemy temu albo pomóc, albo nie. To zależy od nas. Chociaż kolorowo nie jest. Jedni są w lepszej, inni w gorszej sytuacji.

142

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

smile


Ja myślę, że Wy w tym związku wzajemnie się wspieraliście i wykańczaliście, naprzemiennie. Z tym, że Twoja dziewczyna coraz bardziej się odsuwała..

Nawet jeśli ją krzywdziłem nigdy nie dała mi sygnałów, że tak było. Próbowałem wielokrotnie rozmawiać o nas z nią. Ona upierała sie przy "przyjemnym spedzaniu czasu".
W tym związku jedyny błąd jaki popełniłem to było zapomnienie o własnych potrzebach i karmienie się ciągłym obrazem nas sprzed lat.
Tak mocno zatarło mi to rzeczywistość, że na śmierć zapomniałem o sobie..

143

Odp: historia niedopowiedziana...

I to był Twój jedyny błąd.
Masz sobie coś do zarzucenia poza tym?

144

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

I to był Twój jedyny błąd.
Masz sobie coś do zarzucenia poza tym?

Wiesz. Staram się tego nie robić. Coś tam walnąłem o innych kobietach, ale wydawało się że sprawa jest wyjaśniona i zamknięta.
Jej reakcja była zupełnie inna, dlatego uznałem kwestie za zamkniętą.
Ona oskarża mnie o to, o to że kiedy chciała okazać mi czułość jak mówiłem że jest dziecinna, że byłem do niej zdystansowany,
że ją testowałem.
Czy ja mam sobie coś do zarzucenia? Niewątpliwie tekst na temat kobiet był nie nie miejscu. Dlatego jak tylko wrócila od razu jej o tym powiedziałem a ona ucieszona dalej robiła mi nadzieje, że wszystko można wyprostować.
Staram się odgonić od siebie poczucie winy i trzymać się tego właściwego obrazu.

Jest bardzo niestabilna emocjonalnie, w dodatku dosyć mocno rozkapryszona. Już sam fakt "związku" internetowego z tym facetem i póżniejsze jej deklaracje po pierwszym spotkaniu w rzeczywistości że jest z nią "bardzo kompatybilny" swiadczą o tym głęboko.
Niestety, nic nie mogę poradzić na to że ją kocham. Tak już się zdarzyło że postanowilem zaakceptować ją taką jaką jest.
Teraz, nie pozostaje mi nic innego jak analiza własnych błędów i zajęcie się wlasnym życiem.

145

Odp: historia niedopowiedziana...

No to chyba nazwałeś problem. Gratulacje. Trzeźwo spojrzałeś, widzisz to?

146 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-04-30 14:28:53)

Odp: historia niedopowiedziana...

Narazie, "dostrzegam", ale jeszcze nie "widzę" Pracuje nad tym.

147

Odp: historia niedopowiedziana...

Będzie dobrze. Myślę, że jest dużo lepiej niż na początku.

148 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-04-30 14:49:24)

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

Będzie dobrze. Myślę, że jest dużo lepiej niż na początku.

Cały wątek przestudiowałaś? smile

149

Odp: historia niedopowiedziana...

Tak.

150 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-04-30 15:30:52)

Odp: historia niedopowiedziana...

Podziele się z Wami jeszcze jednym przemyśleniem: Ona była niedojrzała, ale ja też dojrzałością nie grzeszyłem. Wystarczy spojrzeć na to jak często używałem słowa "my", zamykając w nim niejako wszelkie swoje potrzeby. Wszak, jeśli jesteśmy "my" to damy sobie radę. Nie trzeba szukać problemów. Z tego modelu, prawdopodobnie wykutego przez wychowanie rodzinne, wykluło się wlaśnie to zachwianie które towarzyszyło mi przez cały ten czas.
Chęc robienia więcej dla innych celem ukrycia własnej apatii zycia też się do tego przyczyniła..

151

Odp: historia niedopowiedziana...

Wiem, że odczuwasz ogromną stratę. Wszak na błędach się uczymy. Nie analizuj tego dogłębnie bo to Cię tylko osłabi.

152

Odp: historia niedopowiedziana...

Witam was ponownie. Chyba już zaczynam się godzić z tym Co się stało. W moim życiu zajdzie prawdopodobnie duża zmiana; Zmienie pracę lub kraj - To nieuniknione. Zacząłem już się tym zajmować. Powoli zaczynam odzyskiwać spokój wewnętrzny.
Zajrzałem w głąb siebie, przeanalizowałem blędy i teraz wiem, że kochałem ją szczerze.
28 Czerwca są jej urodziny. Nie odezwała się jeszcze w kwestii rzeczy. Chce sobie dać czas to tej daty. Nasza ostatnia rozmowa miała formę wymiany emocjonalnych e-mailii. W konsekwencji roztaliśmy się w "gniewie". Dlatego w jej urodziny chce napisać do niej krótki e-mail życząc jej szczęscia i powodzenia bo skoro z nim znalazła to czego szuka, to niech będzie szczęśliwa. Naturalnie, kiedy to zrobie chce wyzbyć się jakiejkolwiek nadziei na powrót, ale żeby zamknąć ten rozdział potrzebuje jej to wyznać, teraz kiedy jestem już pewien że moje uczucie do niej było szczere.

153

Odp: historia niedopowiedziana...

Zatem życzę powodzenia.

154

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

Zatem życzę powodzenia.

Czy to ironia? smile

155

Odp: historia niedopowiedziana...

A czemu niby?
Czy coś jest nie tak skoro nie wierzysz w szczere słowa?

156 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-05-09 13:06:16)

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

A czemu niby?
Czy coś jest nie tak skoro nie wierzysz w szczere słowa?

Poprostu nie rozumiałem czy miałaś na myśli moją sytuacje czy chęć pisania do tej kobiety.

157

Odp: historia niedopowiedziana...

Jedno i drugie.
Jeśli uważasz potrzebę napisania w porządku. Nie widzę w tym nic złego.

158

Odp: historia niedopowiedziana...

dionizos.ugu.pl

159

Odp: historia niedopowiedziana...

dionizos.ugu.pl

160

Odp: historia niedopowiedziana...

Witam ponownie,

Piszę właściwie po to żeby się wypisać.
Ze względu na rzeczy udało nam się nawiązać krótki kontakt.
Poprosiłem ją grzecznie by przesłała mi środki na transport ponieważ wyprowadzam się z Włoch.
Była zdziwiona że podjąłem taką decyzje, obiecała że zrobi to w piątek, jednak w ten sam dzień poinformowała mnie że jednak nie da rady bo nie może wyjśc z pracy, więc poda pieniądze mojemu bratu.
Nie zgodziłem się, nalegając że nie będe za to płacił bo to już kolejny raz kiedy nie traktuje poważnie ani mnie ani spraw do dopięcia.
Pod presją wysłała pieniądze. Zawiozłem rzeczy do autobusu i mimo wstępnej odmowy ze strony kierowcy, posłałem do Krakowa.
Na rzeczy składały się 3 pudełka i dwie torby. Kierowca jednak nie miał pewności czy z uwagi na wielkość nie będzie trzeba przenieść ich do innego autobusu w bazie firmy przewozowej.
Z powodów bezpieczeństwa uznalem że torby zostaną a pudełka są zamknięte więc mogą jechać.
Wyobrażcie sobie że na miejscu miała do mnie pretensje o to że nie przełożylem zawartości toreb do pudełek bo jej przetrzymuje rzeczy.
Mało tego, twierdzi że kiedy napisałem że jej nie poznaje bo stała się zupełnie innym czlowiekiem i lepiej dopiąć kwestie rzeczy a znać się już nie musimy, uznała to za obraze.
Próbowałem pisać jej że nie jestem jej wrogiem i że może kiedyś to zrozumie, ale ona odpowiada "powinieneś się tylko cieszyć że nie musisz mieć ze mną nic wspólnego bo już mi napisałeś jaka jestem straszna i okropna".
Ja niewiem - Czy jest coś co robię źle? Kurde, naprawde nie jest mi łatwo, zmieniam kraj po 7 latach. Ona mnie zostawiła. Jest z innym i jeszcze ma pretensje? Czy ja ją obraziłem wg was?

161

Odp: historia niedopowiedziana...

Czasem pewne rzeczy i pewne osoby trzeba dla własnego spokoju i wszelakiego spokoju i dla dobra sprawy olać.

162

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

Czasem pewne rzeczy i pewne osoby trzeba dla własnego spokoju i wszelakiego spokoju i dla dobra sprawy olać.

Masz racje hmm. Gdybym tylko był wtedy taki mądry, ale udało mi się nie ciągnąć dyskusji przez sieć.
Jednak kilka dni póżniej, znowu targnęły mną emocje i napisałem taki tekst, żeby to wszystko zakonczyć raz na dobre.

Jak mogłaś powiedzieć mi że, nigdy nie miałaś wątpliwości że, coś do Ciebie czuje, ale nie czulaś między nami bliskości - Nawet nie wiesz jak to boli, nawet teraz.
Poszłaś ze mną do łóżka w styczniu dla Twojej własnej przyjemności nazywając mnie swoim mężczyzną. Myślisz że, ja nie mam uczuć i to wszystko jest takie łatwe?
Cierpiałem jak pies przez te wszystkie miesiące z tęsknoty za Tobą, próbojąc sobie wytłumaczyć jak to wszystko się stało.

Lepiej nie odpowiadaj tylko zapomnij o mnie i nie licz na żadną przyjaźń, nigdy.

Czy uważacie że to mało męskie? Chodzi mi tutaj o formę...

163

Odp: historia niedopowiedziana...

Nie, w porządku.
Nie mało męskie, a pełne uczuć. Niejeden facet nie przyznałby się do takich uczuć, albo nawet nie wie, że je przeżywa.
Jesteś odważny i szczery.

Zalecam izolację już od tamtej osoby.

164

Odp: historia niedopowiedziana...

Dziękuje hmm - to naprawde pokrzepiające. A co sądzą inne kobiety - że jestem żałosny?

165

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Dziękuje hmm - to naprawde pokrzepiające. A co sądzą inne kobiety - że jestem żałosny?

A dlaczego inne kobiety mają tak sądzić?
Masz prawo czuć, nie jesteś kamieniem.

Dla mnie ten związek, a przede wszystkim jej zachowanie po przeczytaniu postów- dziwne. Związek jak z filmu akcji, bardzo burzliwy. Takie mam odczucia.

Daj sobie czas. Pomalutku, krok po kroku wszystko się poukłada i tego, Ci życzę;)
Pozdrawiam!

166

Odp: historia niedopowiedziana...

Wiesz, mnie takich emocjonalnych zachowań u panów brakuje. Nie potrafią zwykle rozmawiać o uczuciach, zapytani o nie uciekają.

Jeśli nie jest Ci dobrze z tym jaki jesteś zawsze możesz to zmienić.
Masz skłonność do analizy zdaje mi się.

167

Odp: historia niedopowiedziana...

Jeśli nie jest Ci dobrze z tym jaki jesteś zawsze możesz to zmienić.

Nie chodzi o mnie, ale o to jaki w oczach kobiety powinien być facet - czasami zastanawiam się czy gdybym nie był tak emocjonalny i nauczył się mniej okazywać to co czuje, byłbym postrzegany bardziej jako mężczyzna.
Mam sklonności do analizy - przyznaje. Czasem mnie to wykancza smile

168

Odp: historia niedopowiedziana...

Tutaj chodzi tylko i wyłącznie o Ciebie.
Wszystko zależy od kobiety, jakiego mężczyzny potrzebuje.
Mnie ta uczuciowość bardzo by cieszyła, gdyby mój partner ją miał, ale nie ma jej za grosz.
Większość mężczyzn uczuciowa nie jest. Udają, że nie mają uczuć, rżnął twardzieli. I tym samym mają w nosie uczucia innych.
Potrafisz rozmawiać o uczuciach, jesteś wrażliwy. Myślę, że duża część kobiet taką cechę potrafi docenić.
Pamiętaj jednak o tym, że ludzi wrażliwych łatwiej zranić. Ale myślę, że będziesz potrafił się pred tym ustrzec.

169

Odp: historia niedopowiedziana...

o słychać?

170

Odp: historia niedopowiedziana...
hm... napisał/a:

o słychać?

Cześć. Miło że pytasz. Zdecydowanie lepiej;Wróciłem do Polski po 7 latach życia na obczyźnie.
Udało mi się dostać kilka propozycji pracy. Prawdopodobnie przeprowadzę się do innego miasta.
Moje życie powoli zaczyna wracać do normy.

Pozdrawiam

171

Odp: historia niedopowiedziana...

Bardzo się cieszę. (nie dopatruj się ironii) smile

Posty [ 131 do 172 z 172 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026