netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

historia niedopowiedziana...

171 odpowiedzi17 975 wyświetleńzałożony przez fuorviato, 07.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 172 ]

1

Temat: historia niedopowiedziana...

Witajcie. Zacznę od tego ze jestem 27-letnim polakiem. Od 10 lat mieszkam we Włoszech. Tutaj pracuje.
4 lata temu poznałem dziewczynę. Nie była to znajomość stricte anonimowa ponieważ była siostrą bliźniaczką kobiety mojego najlepszego przyjaciela. Byli w kontakcie. Kiedyś zagadaliśmy na gg. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, ale z braku przekonania do znajomośći przez sieć, zerwałem na jakiś czas kontakt.
Pózniej ona odwiedzała mojego przyjaciela. Udało nam się znowu zetknąć, tym razem realnie. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. Ona miała dosyć trudną sytuacje; Pracowała jako opiekunka dwójki dzieci w UK. Mieszkała z rodziną. Nie układał im się kontakt. W wolnych chwilach siedziała zakmknięta w pokoju. Polubiłem ją jako przyjaciólkę. Wydała mi się bardzo wartościowa. Zaczeliśmy nawiązywać porozumienie. Czas mijał a my rozmawialiśm coraz więcej, jak przyjaciele. W pewnym momencie nasz kontakt stał się tak intymny że zasypialiśmy razem na Skype, wstając razem. Mówiła że jestem jej jedynym kontaktem ze światem. Muszę powiedzieć, że ona uważała się za osobę zamknięta, nie skłoniąca do kontaktu z ludzmi. Ja jestem chyba trochę inny; Lubię poznawać nowych ludzi, spedzać z nimi czas, uważam że każdy wnosi coś innego, ale czasami jestem też samotnikiem, cenię intymność. To taka moja druga strona. Ona ją chyba w pewien sposób dopełniała, chociaż nigdy nie zdawała się dostrzegać.

Po jakimś czasie jej sytuacja zaczęła się komplikować. Pojawiły się konflikty i animozje z pracodawcami. Kwestią czasu zaczęło być że będzie musiała opuścić to miejsce. Postanowiłem ją do siebie zaprosić. Niestety, w ówczesnym czasie mieszkałem z mamą, zgodziła się, choć nie było łatwo. Udało nam się pomieszkać ze sobą przez 6 miesięcy. Zaproponowałem żeby zapisała sie do szkoły, udało się. Niestety z czasem zaczęla mówić że język jej się nie podoba, że tu w tym kraju nikt nie mówi po angielsku, zaczęły się miedzy nami pierwsze konflikty, ale jakoś poszło.
Pewnego dnia poprosiła mnie o spacer. Szliśmy razem drogą a ona powiedziała mi że musi wracać do polski bo ma tam niedokonczone sprawy (z uwagi na jej prywatność, nie zdradzam szczegółów)
Dodam jeszcze że kiedy mieszkaliśmy razem, odszedł mój tata. Nie udało mi się nigdy odwiedzić go w szpitalu. Ona była wtedy ze mną, wspierała, rozumiała; Nigdy jej tego nie zapomne. Chyba od tego momentu zaczęlo zalezeć mi bardziej na niej niż jak przyjaciólce.
Wyjechała. Po powrocie wpadła w stan strasznej tęsknoty. Bombardowała mnie smsami mówiąc "wiem że będziesz cały czas mieszkał we włoszech a ja cie tu potrzebuje, źle się ze mną dzieje". Próbowałem dzwonić, uspokajać mówić żeby wytrzymała ten rok, dopięła co trzeba a pózniej podejmiemy jakąś decyzję (miałem na myśli jej przylot do włoch) Miałem nadzieje odłożyc trochę pieniędzy, przygotować jakiś grunt. Niestety, mam dosyć trudny charakter i jestem do bólu szczery. Trochę przestraszyłem się życia razem. Zamiast siedzieć cicho, powiedziałem jej o tym, w efekcie przestała się odzywać.
Ona się wycofała a ja próbowałem ją odzyskać. Moje ówczesne dochody nie pozwalały mi na to żeby lecieć do polski. Próbowałem kontaktować się z nią przez telefon, internet. Próbowałem wytłumaczyć.
Jakoś udało nam się to przetrwać. Ona dopięła sprawy (w miedzyczasie odwiedziłem ją kilkukrotnie). Pojawił się problem, co robić dalej. Ona bardzo chciała studiować angielski. Ja, uważając że tutaj będziemy mieli lepsze możliwości, skłaniałem ją do przyjazdu do Włoch. Zaczęło robić się miedzy nami burzliwie. Było sporo szarpaniny, skonczyło się na strasznej kłotni. Na każdy mój argument odpowiadała "ale, ty też nie chciałeś przyjechać". Pewnego dnia ostro się pokłóciliśmy. Niewiem co we mnie wstąpiło. W ferworze złości powiedziałem (po raz pierwszy w życiu do kobiety) "wypierd....". Ona odpisała ze mogę uznać to za koniec. Dwa dni pózniej stałem w jej drzwiach z kwiatami, przepraszając i przyznając że zachowałem się jak cham. Miałem nadzieje że ucieszy się z tej wizyty, że zobaczy że mi zależy. Zapytałem "cieszysz się choć trochę że przyjechałem" Ona odpowiedziała "miałam nadzieje że przyjedziesz". Miałem 5 dni żeby porozmawiać. Powiedziałem jej to. Ona twierdziła "zobaczmy najpierw czy potrafimy jeszcze spędzać czas razem w przyjemności, bez kłotni".
Trochę mnie to zawiodło. Spodziewałem się poważniej rozmowy o jakiejś przyszłości. Zaczęło być między nami napięcie. Pomyślałem "no dobrze, niech będzie jak chce". Spedziliśmy ze sobą kolejne dni. One mijały, a on nadal nie chciała rozmawiać. W pewnym momencie nie wytrzymałem (jestem dosyć impulsywny), wpadłem w stan jakiejś dziwnej histerii i wykrzyczałem: "2 lata związku a nie ma szans na żadną przyszłość". To był naprawde histeryczny krzyk, przyznaje, bardzo mało męski. Ona uciekła. Zbiegła na dół po schodach. Zamiast zostawić, pobiegłem za nią. Ona uciekała a ja biegłem. W końcu ją dopadłem. Usiłowałem wytłumaczyć ze nie powinienem krzyczeć, ale ona nie daje mi żadnej pewności tym milczeniem. Usiłowałem namówić żeby pojść razem na piwo. Nie zgodziła się, weszła do autobusu na koniec mówiąc "Jesteśmy zbyt różni od siebie żeby być razem".
Załamałem się. Walczyłem miedzy smutkiem a złością. Postanowiłem że muszę się od tego odciąć, przestać myśleć na chwilę. Poszedłem na piwo z bratem. Alkohol szybko mnie upojił. Nie pijam dużo, ale nie skonczyło się na jednym.
Wstałem wieczorem. Na telefonie znalazłem 3 smsy o treści "trochę się przestraszyłam, przyjedziesz?", "Proszę przyjedź".
Co zrobiłem? Zapakowałem się w nocny autobus i pojechałem do niej. Zdawała się cieszyć. Spacerowaliśmy razem. W koncu zasneliśmy u niej wtuleni w siebie.
Na nastepny dzień, musiałem wracać. Wrociła ze mną na lotnisko, trzymając mnie za ręke. Przed odlotem na terminalu udało nam się porozmawiać. Miała wyjechać do chorwacji na 2 miesiące w kwestii pracy. Ustalilismy że po jej powrocie pomyślimy nad kierunkiem studiów we Włoszech. Pojechała. Zaczęly mijać tygodnie. Ona się nie odzywała. Napisałem do niej co się dzieje. Posnawiłem że będe stanowczy; Zapytałem czy coś do mnie czuje. Chciałem konkretnej odpowiedzi.
Odpisała mi po kilku dniach mówiąc że już nie czujemy się ze sobą dobrze, że może kiedyś kiedy nauczymy się traktować to z szacunkiem, zejdziemy się jeszcze. Byłem załamany. Znowu zamiast odpuścić, szukałem kontaktu. Mineły tygodnie. Ja ciągle cierpiałem. Nie chciałem szukać innej kobiety z nadzieją że się jeszcze odezwie. W moje urodziny napisała e-mail, że ma nadzieje że miło spedziłem dzień. Poruszyło mnie to. Odpisałem mówiąc, że jeśli ona się wycofa, nie da mi wyjścia i ja też będe musiał. Udało nam się znowu nawiązać kontakt. Zbliżały się wakacje. Postanowiłem że spędzim je razem. Ona chyba tak tego nie widziała. Powtrzała "chcesz spędzić ze mną całe wakacje, naprawde?".
Przyjechałem do polski na 3 tygodnie. Byliśmy razem, choć obiecaliśmy sobie że będziemy przyjaciólmi że to będzie bez zobowiązań. Głupio zrobiłem bo nasi przyjaciele próbowali już tego kiedy były konflikty a ja jak kretyn zamiast kierować się rozumem postanowiłem że spróbojemy. Ona mówiła "widzisz, wystraczy być tylko przyjaciólmi i już jest mniej konfiliktów".
Wakacje obfitowały w rózne momenty. Troche się kłociliśmy, głownie dlatego że ona postanowiła mimo wszystko zacząc studia w polsce. Poszedłem się z nią zapisać na uczelnie, sprzeczaliśmy ale tez godziliśmy, choć sytuacja była znowu napięta. Czas minął. Wróciłem a ona znowu zaczeła się oddalać. Zwierzyłem się z tego przejacielowi. Doradził mieć do tego dystans. Ja niestety z trudem potrafiłem. Jakoś udało im się porozmawiać. Z tego co wiem on wyjaśnił jej że ja traktuje to poważnie. Zaczęła do mnie wracać, smsować. Mówiła "co będzie z nami?". Nie mogłem zrozumieć tej metamorfozy. Postawiłem na dystans. Odpowiadałem "chyba mamy inna wizje bycia razem", "Niewiem czy można to nazwać nami".
Ona nalegała, ja znowu wróciłem do wątku przyjaciół chcąc zobaczyć jak bardzo jej zależy. Zaczęła pytać mnie o przyjazd do polski, niemniej powtarzała że broń boże nie chce nalegać. Ja upierałem się że tutaj będzie łatwiej zacząć dla nas. Udało mi się dostać stałą umowę. Zacząłem odkładać pieniądze. Ona już zaczynała studia. Zaptała mnie czy jesli mielibyśmy się rozstać też zostałbym we włoszech. Nie odpowiedziałem. Licząc  żę jeśli się nie ugne, ona przyjedzie.
Cały czas byliśmy w kontakcie. Zbliżały się świeta postanowiłem że pojade do niej. Bardzo się cieszyła. Kupiłem jej bilet powrotny żeby wróciła tutaj ze mną, choć cały czas igrałem się z nią mówiąc że jestesmy tylko przjaciółmi.
Spedziliśmy razem świeta. Było też kilka innych osób. Była wycofana. Nigdy sama nie podeszła do mnie, nie okazała uczucia. Ja też już miałem trudnosci. Postanowiłem że okaze jej pożądanie (zawsze bardzo mi się podobała), ale już jakoś nie byłem w stanie wykrzesać z siebie uczucia tak prawdziwego jak kiedyś. Zacząłem traktować ją jak przyjaciólke, choć nadal było między nami łózko. Postanowiłem też że będe się zachowywał naturalnie, że nie będzie tak jak wczesniej pieknych słów, zwierzeń.
Chciałem żeby zaakceptowała mnie takim jaki byłem. Zaprosiłem do niej przyjaciół. Było wszystko w porządku.
Wylądowaliśmy u niej w domu. Był tam mój kumpel którego nie widziałem szmat czasu. Postanowiłem że pójdziemy do niego nocować a wrócimy rano. Nie chciała się zgodzić. Nalegałem. W końcu ustąpiła. Było strasznie. Nie chciała spać. Wpadła w ataki jakiejś histerii. Prawie mnie pobiła, ale znałem ją już trochę. Chciałem zrozumieć. Byłem tolerancyjny. W końcu ustąpiła mówiąc "ja jestem chora, przepraszam".
Jakoś wszystko ustapiło wróciliśmy razem do Włoch. Na lotnisku czekali na nas moi przyjaciele. Znowu była niedostępna, nie okazywała czułości.
Miała bóle w klatce piersiowej. Chodziło o jakieś wlokniaki. Żartując że muszę zatroszczyć się o moją przyjaciółkę postanowiłem że zabiorę ją do szpitala. Nie chciała. Mówiła że skoro jesteśmy tylko przyjaciółmi to nie moja sprawa. Nalegałem mowiąc że chodzi o jej zdrowie. Kazałem jej się ubierać. W szpitalu znowu były sceny. Pózniej jakoś jej przeszło. Byłem znacznie wkurzony, musiałem to rozładować. Był sylwester. Zaproponowałem że wyjdziemy do przyjaciół. Nie oponowała. Kiedy już tam byliśmy siedziała w kącie, zupełnie oddalona. Nie wytrzmałem. Powiedziałem jej że kolega zawiezie ją do domu. Ona sie podniosla. Zaczęła pić jak najeta. Zamkneła się w lazience z moją przyjaciółką nie chcac mnie widzieć. Rozmawiały. W końcu wyszła. Ja już byłem zmęczony.Postanowiłem że przespimy się na wygodnej kanapie. Ona nawet nie chciała o tym słyszeć. Chciała iść sama do domu a była tak pijana że ledwo trzymała się na nogach. Wkońcu moja przyjaciólka zamknęła drzwi dla żartu. Ona znowu wpadła w jakiś atak. Zaczeła krzyczeć "let me out" (często kiedy krzyczy używa angielskiego). Wkurzyłem się. Kazałem się ubierać i zadzwoniłem po taksówkę. Przyjechaliśmy do domu. Znowu była jazda. Nie chciała spać na łózku. Jakoś ją tam umiesciłem. Rano, nic nie pamietała. Kazałem jej przeprosić przjaciólkę. Zrobiła to. Kiedy odwoziłem ją na lotnisko, bardzo chciałem pokazać jej że mimo wszystko mi na niej zależy, poglaskać. Niestety, zasneła w czasie drogi. Umówiliśmy się ze przeniesie się do mnie, że przerwie studia. Nie była z nich zadowolona. Mówiła że gdy mogła zmieniłaby zdanie które podjęła w wakacje. Znowu palnąłem głupotę mówiąc że chce sprobować choć sie boje i nie mogę jej obiecać że nie będą mi się podobać inne kobiety. Chciałem zobaczć jak zaareaguje. Powiedziała "obiecaj mi że dopóki będzie sens, będziesz sie starał". Zrobiłem to. Poszliśmy razem oglądać mieszkanie. Miało być do wynajęcia. Na lotnisku rozstaliśmy się w objęciach. Jej zależało na czasie. Mieszkała w wynajetym mieszkaniu i chciała uniknąć czynszu za kolejny miesiąc. Ja mówiłem żeby sie organizowała i przyjeżdzała.
Niestety, po jakimś czasie okazało się że mieszkanie już było wczesniej zaklepane. Musiałem się spieszyć. Postanowiłem że powiem jej żeby zaczekała , ale nie podejmowała żadnej decyzji. Miałem odłożone pieniądze i zamysł (nie powiedziałem jej o tym) żeby pokryć jej czynsz na kolejny miesiąc. Obiecała że nie podejmie żadnych kroków które mogłyby zmienić to co ustalone. Niestety, doowiedziałem się kilka dni pózniej że to zrobila. Prosząc pracodawców o przedłużenie jej umowy do tych wakacji. Bardzo się wkurzyłem że zrobiła to sama, że o tym nie porozmawialiśmy.
Kilka dni wcześniej napisał do niej facet. Jest finem. Juz zanim mnie poznała mieli kontakt (może nawet związek) przez internet. To było lata temu. Nigdy nie udalo im się spotkać i gdzieś sie urwało. Wiedziałem że on się dla niej liczy, ale że nie mam w charakterze wielkiej zazdrości, poprostu akceptowałem fakt że rozmawiają. Po powrocie, kiedy byłem wkurzony przeciąganiem tego wszystkiego z jej strony pisała "rozmawiam z nim bo ciebie nie ma i dzięki temu czuje sie mniej samotna". Wierzyłem w to. Któregoś wieczoru napisała że jest jej źle, że chciałaby porozmawiać. Ja już byłem znaczie wkurzony, kazałem jej dać mi spokój. Ona odpisała mówiąc :"jestem tu i chce rozwiązać problem". Ja ją odrzuciłem.
Przeszło mi po kilku dniach. Umówiliśmy się na rozmowę w niedziele. Postanowiłem ją przeprosić. Wysłuchać co ma do powiedzenia, pozwolić się wyżalić a pózniej porozmawiać o tym czego chce naprawde.
Tydzień pózniej, spędziliśmy czas słuchając razem muzyki. Ona się często uśmiechała. Zapytałem "czy rozmawiasz z nim teraz?". Zbywała mnie mówiąc "słuchaj poprostu".
Kilka chwil pózniej wyznała mi że nie chce już związku, że dużo nad tym myślała. Jako powody podała że nie działamy już dobrze na siebie. Było między nami za dużo szarpaniny. Zapytałem czy to odległość, ona odpowiedziała "nie, nie tylko".
Bedąc pewien że uda się to jeszcze jakoś naprawić. Powiedziałem że mam plan na ukrócenie odległości. Zapytałem czy chce się jeszcze starać. Ona odpowiedziała mi przez smsa że była poza miastem, nie mogła rozmawiać i podkreśliła że uznała że nie powinniśmy kontynuować.
Już wtedy poczułem że była z nim. W końcu udało im się spotkać. Ta kobieta jest osobą nietuzinkową. Trudno to wytłumaczyć, ale to nie jest ktoś kto poszedłby z byle kim. Ona musi się najpierw zbliżyć do osoby, nawiązać jakąś wieź, dopiero pózniej wychodzi z tego związek. Fakt faktem, nie miała ich dużo. I chyba byłem pierwszym poważnym.
Wracając do historii. Rozmawialiśmy kilka dni temu. Powiedziała "Ja już dawno odeszłam od wizji związku międz nami i zaangażowałam się z nim".
Chciałem dowiedzieć się ile to już trwa. Ona twierdzi że niedługo, że to pierwsze spotkanie. Mówi że on jest z nią bardzo kompatybilny, że jest jej bratnią duszą.
Dodaje mówiąc, że to nie jest tak że się poznali i już, że to jest coś co stworzyli już lata temu.
Zapytałem co z realizmem ona przecież ma jeszcze przed sobą 3 lata studiów, jak to więc będzie wyglądać.
Ja niewiem, ona pochodzi z rozbitej rodziny. Nigdy nie było alkoholizmu ale tata odszedł z domu kiedy była mała. Z mamą stosunki też nie były łatwe, ale teraz jakoś powoli wszystko wraca do normy.
Nie mam pojęcia co się stało. Ona twierdzi że moje ciągłe żarty na temat innych kobiet i to że wtedy kiedy czuła się samotna ją odrzuciłem (to było przez e-mail),
zbliżyły ją do niego i oddaliły ode mnie. Usiłowałem tłumaczyć że to zawsze była dla mnie ona, że przez te 4 lata nie zaangażowałem się z żadną inną kobietą, że to wszystko co mówiłem to były żarty i że musimy się siebie poprostu uczyć a nie szukać kompatybilności. Niestety, nie dała mi szansy.
Minęło kilka dni i cierpie straszliwie. Budzę się w nocy zlany potem. Nie potrafie spać. Nawet czasami w głowie słysze jej głosy kiedy mowiła mi "wszystko będzie dobrze". Łkam jak dziecko
Ona twierdzi że nie jest jej łatwo. Ja nie mogąc już wytrzymać napisałem do niej dosyć mocny e-mail. Wyznając jej że tak naprawde ona zawsze o nim myślała, że ja byłem tylko etapem. On rozszedł się z dziewczyną i postanowili spróbować. Że nie potrafie myśleć inaczej niż że to wszystko nie było dla niej wystarczająco ważne.
Trochę tego żałuje. Próboje wczuć się w jej sytuacje, ale nie potrafie. Może gdyby powiedziała mi o tym kiedy była tutaj ostatnim razem, może sam z miłosci do niej odsunąłbm się w cień. Zawsze ją kochałem i ceniłem. Niestety teraz nie jestem w stanie z nią swobodnie rozmawiać. Pousuwałem ją z komunikatorów żeby nie widzieć jej statusu. Wiem że z nim spędza czas. Czuje się zdegradowany. Jestem prostym człowiekiem. Czasami się napije, zapale. Nie jestem wystarczająco inteligentny dla niej chyba. Ona ma styl, dba o siebie, tego samego wymaga od innych. Ja pod tym względem mam raczej relatywny stosunek do siebie. Nie jestem brudasem, ale nie kupuje sobie nowych ubrań o ile nie skonczą mi się "zapasy"
Wiem że nie wróci. Nie mam co na to liczyć. Jest osobą która mocno się angażuje i ich relacja napewno potrwa długo. O tym facecie wiem od niej że jest typem samotnika, chodzi na długie spacery i chyba jest bardzo wrażliwy i ciepły. Ja może nie byłem wystarczająco.

Jeśli komukolwiek z was chciało się to wszystko czytać, dziękuje z całego serca. Jeśli macie jakieś rady lub opinie, bardzo chętnie przeczytam.

wybaczcie chaos

2

Odp: historia niedopowiedziana...

Myślę, że nie ma czego żałować, a jedynie cieszyć się z tego, co było dobre w Waszym związku i starać się tylko takie chwile pamiętać.
Każde rozstanie boli, ale czas jest najlepszym lekarstwem. Po prostu się nie dobraliście i Wasza sytuacja z czasem by się nie zmieniła, a jeśli już, to tylko byłoby gorzej. Masz już bagaż życiowy i w oparciu o niego wiesz, jak się dalej w życiu kierować. Na pewno przyjdzie dzień, że i Ty (jak Ona) znajdziesz swoją drugą połowę.

3

Odp: historia niedopowiedziana...
lewa4444 napisał/a:

Myślę, że nie ma czego żałować, a jedynie cieszyć się z tego, co było dobre w Waszym związku i starać się tylko takie chwile pamiętać.
Każde rozstanie boli, ale czas jest najlepszym lekarstwem. Po prostu się nie dobraliście i Wasza sytuacja z czasem by się nie zmieniła, a jeśli już, to tylko byłoby gorzej. Masz już bagaż życiowy i w oparciu o niego wiesz, jak się dalej w życiu kierować. Na pewno przyjdzie dzień, że i Ty (jak Ona) znajdziesz swoją drugą połowę.

Dziękuje ci za radę lewa. Wiem że to niewiele zmieni, ale ona była w jakiś sposób moim dopełnieniem. Ja chyba nie byłem jej, a teraz znalazła to czego szukała. Chciałbym z miłości do niej cieszyć się z tego. Niestety, czuje się zraniony tak mocno, że nie jestem w stanie i bardzo źle mi z tym...

4

Odp: historia niedopowiedziana...

Strasznie dużo było podczas waszej znajomości, związku jej dziwnych zachowań. Rozstanie boli napewno a z tego co piszesz to byłeś bardzo zaangażowany, potrafiłeś jechać nieraz do niej kilkaset kilometrów bo coś się psuło. Chciałeś ratować to co was łączyło. Widocznie to nie było to, przynajmniej z jej strony, a z tym finem to chyba trwa jakiś czas bo chyba nie chce próbować związku z kimś kogo nie  widziała w realu. Dasz rade, nie będzie łatwo bo widać,że Ci na niej zależy.

5 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-07 14:34:49)

Odp: historia niedopowiedziana...
nadzieja82 napisał/a:

Strasznie dużo było podczas waszej znajomości, związku jej dziwnych zachowań. Rozstanie boli napewno a z tego co piszesz to byłeś bardzo zaangażowany, potrafiłeś jechać nieraz do niej kilkaset kilometrów bo coś się psuło. Chciałeś ratować to co was łączyło. Widocznie to nie było to, przynajmniej z jej strony, a z tym finem to chyba trwa jakiś czas bo chyba nie chce próbować związku z kimś kogo nie  widziała w realu. Dasz rade, nie będzie łatwo bo widać,że Ci na niej zależy.

Nadzieja, dziękuje i tobie za słowa otuchy. Oni poznali się lata temu. Jeszcze zanim wyjechała do UK.
Z tego co wiem, miało to miejsce przez strone stumbleupon. On kiedyś do niej napisał. Później wymieniali się obrazami, muzyką. On chyba wtedy był z jakąś kobietą. Nigdy się nie spotkali. Pózniej stracili kontakt. Teraz, po 4 latach, on napisał do niej i w końcu się spotkali... Myśe że ona już wie, że to był dla niej zawsze on..
Była w UK i tak poznała mnie. Tylko się zastanawiam. Gdzie on dla niej był kiedy go potrzebowała. Kiedy siedziała w zamknietym pokoju, zupełnie odcięta od świata.
Moim życiowym planem było wyciągnąć ją stamtąd zanim wpadnie w jakąś depresje i udało mi się. Mój przyjaciel który zna ją dobrze, właściwie od dziecka radzi mi by nie traktować tego jak porażki, tylko jakieś osiągniecie.
Cięzko mi teraz spojrzeć na to w ten sposób. Ona jest naprawde nietuzinkowa, choć miewa swoje dziwne jazdy.
Niewiem, może to tylko ze mną je miała. Może gdybym potrafił okazać jej to prawdziwe uczucie które dla niej miałem kiedy tu była, wszystko potoczyłoby się inaczej. Niestety, poniosły mnie nerwy...gryzie mnie to strasznie.

6

Odp: historia niedopowiedziana...

Nie zgodzę się z Tobą-pokazywałeś jej na każdym kroku,że Ci na niej zależy i może na Ciebie liczyć. Znajomi mają rację-nie traktuj tego jako porażki ale jako lekcje na przyszłość. A ona.....niech szuka szczęścia tam gdzie go raczej nie ma...tylko żeby po jakimś czasie nie wracała do Ciebie z płaczem. Bo i tak może być.
Swoją drogą jak czytam wypowiedzi niektórych mężczyzn tu na forum to się zastanawiam gdzie tacy są...

7 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-07 15:12:08)

Odp: historia niedopowiedziana...
nadzieja82 napisał/a:

Nie zgodzę się z Tobą-pokazywałeś jej na każdym kroku,że Ci na niej zależy i może na Ciebie liczyć. Znajomi mają rację-nie traktuj tego jako porażki ale jako lekcje na przyszłość. A ona.....niech szuka szczęścia tam gdzie go raczej nie ma...tylko żeby po jakimś czasie nie wracała do Ciebie z płaczem. Bo i tak może być.
Swoją drogą jak czytam wypowiedzi niektórych mężczyzn tu na forum to się zastanawiam gdzie tacy są...

Dlaczego uważasz że szuka tam gdzie go nie ma? Rozwiniesz to? Ona twierdzi że on jest jej bratnią duszą, że stworzyli coś razem. Spotkali się raz i już mówi że są ze sobą bardzo kompatybilni (cytuje jej słowa)
Nie sądze żeby kiedykolwiek wróciła. Życie bywa pokręcone, ale ona poprostu tak wybrała. Chyba boi się stałej relacji. Ja zresztą też się bałem, dlatego chce być z nim, spedzać miło czas, leżeć w łózku w przytuleniu. Tak jakby ten brak ciepła z dzieciństwa, poprostu szukał zaspokojenia. Nie jest mi łatwo myśleć że ona może być z innym facetem, że on może ją posiąść...

8

Odp: historia niedopowiedziana...

Jak po jednym spotkaniu może być pewna,że tacy są sobie bliscy...nie wiem. Ja nie wierzę w takie cuda. Nie mówię,że napewno im nie wyjdzie, nie rzycze nikomu źle. Takie jest po prostu moje zdanie, według mnie okazywałeś jej swoją troskę i zaangażowanie, jak czujesz ,że nie zrobiłeś wszystkiego to możliwe-też tak miałam.

9 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-07 17:42:13)

Odp: historia niedopowiedziana...
nadzieja82 napisał/a:

Jak po jednym spotkaniu może być pewna,że tacy są sobie bliscy...nie wiem. Ja nie wierzę w takie cuda. Nie mówię,że napewno im nie wyjdzie, nie rzycze nikomu źle. Takie jest po prostu moje zdanie, według mnie okazywałeś jej swoją troskę i zaangażowanie, jak czujesz ,że nie zrobiłeś wszystkiego to możliwe-też tak miałam.

Niewiem nadzieja. Ona jest naprawde szczególną osobą, poznali się już dosyć dobrze przez sieć. Mają wspólne zainteresowania.
Ona określa go jako "prawdziwego człowieka północy". Z tego co wiem, jest dosyć zamknięty w sobie, nie lgnie do ludzi, ceni samotność. Pod tym względem byliśmy przeciwieństwami, choć chyba każdy z nas czasem jest samotnikiem..
Poprostu, miałem nadzieje że to nasze uczucie przetrwa. Niestety, myliłem się..
On jest z finlandii. Z tego co wiem podróżuje też w kwestiach pracy po Europie. Był z kobietą z turcji. Mieszkali razem. Ona podobno była zupełnym jego przeciwieństwem. On jej trochę już o tym związaku opowiadał. W końcu się rozstali. Po jakimś czasie, odezwał się do niej (w sensie mojej byłej kobiety), mnie poniosły nerwy. Miała dosyć i postanowiła się z nim spotkać. Pózniej już poszło samo. Może to zabrzmi głupio, ale ja zawsze czułem pod skórą że ona ma do niego słabość. Pytałem ją czasem o niego. Już po samm sposobie jak o nim mówiła, było to czuć, ale nie potrafiłem mieć do niej o to pretensji. Zawsze uważałem że życie składa się z wielu wątków. Nie może się koncentrować bardzo na tylko jednej osobie. Chciałem żeby była szczesliwa i czuła się swobodnie.. No i mam...:(

10

Odp: historia niedopowiedziana...

Przykro mi,że tak to się potoczyło, widać,że jest Ci ciężko, nie będę się wymądrzać,że będzie lepiej, trzeba czasu-choć pewnie tak będzie. Boli zawsze gdy mocno zależało nam na kimś.
Trzymaj się:)

11

Odp: historia niedopowiedziana...

jej...
wg mnie może być tak, że ona zechce wrócić do Ciebie jak z Finem jej coś nie wyjdzie. ile razy chciała zerwać z Tobą znajomość, bo coś tam... ale Ty za każdym razem ratowałeś to, co się psuło. i kto wie, może jakby poprosiła o szansę, dałbyś ją jej?
widać, że bardzo ją kochałeś/kochasz. tak naprawdę to Ty się starałeś i dbałeś o ten związek, a żeby owy przetrwał to muszą chcieć tego obie strony. fakt, potrzebujesz czasu, żeby nie myśleć aż tyle o niej. czas naprawdę leczy rany...
pozdrawiam

12

Odp: historia niedopowiedziana...

Ta dziewczyna wg. mnie ma problemy psychiczne.
Podziękuj Finowi za przysługę wink
Szaleńcy są nietuzinkowi, jasne jesli podobala Ci się= była wyjątkowa.
Szukaj szczescia z inną, chyba że Twoim marzeniem jest bycie wykorzystanym (psychicznie, emocjonalnie i finansowo) człowiekiem.
Tak czy siak- powodzenia.

13

Odp: historia niedopowiedziana...

Dziękuje za wszystkie opinie. Dziś wysłałem jej smsa na dzień kobiet. Bez żadnych żalów czy emocji. Poprostu "wszystkiego dobrego z okazji Twojego dnia". Padła odpowiedź: "Hej, dzięki. Mam nadzieje że wszystko u ciebie dobrze"
Ja niewiem co o tym myśleć. Odpowiada jakby nigdy nic...
W pierwszej chwili chciałem odpowiedzieć "Przynajmniej nie pisz czegoś czego nie myślisz" W końcu się powstrzymałem

14 Ostatnio edytowany przez RoBaCeK78 (2012-03-08 20:51:33)

Odp: historia niedopowiedziana...

wydaje mi się, że dobrze zrobiłeś, że nie zareagowałeś. staraj się od niej całkowicie odciąć i zapomnieć smile

15 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-09 18:51:27)

Odp: historia niedopowiedziana...
RoBaCeK78 napisał/a:

wydaje mi się, że dobrze zrobiłeś, że nie zareagowałeś. staraj się od niej całkowicie odciąć i zapomnieć smile

Będe się starał. Z każdym dniem próboje spojrzeć na to z większym realizmem. Nie jestem w stanie sobie wyobraźić że mógłbym obiecać komuś być z nim, żegnać się z nim w objęciach widząc jak bardzo chce zobaczyć mnie z powrotem a następnie przez glupie internetowe napięcie/kłotnie, zerwać 4 letnią znajomość czy związek mówiąc że brak nam kompatybilności, spotykając się z innym facetem.
Mało tego nie mówiłem wam jeszcze ale ona poprostu wyjechała do mnie z pretensjami za moje głupie żarty (faktycznie niektórych o tych kobietach mogłem uniknąć) a wcześniej kiedy zapytałem czy była z nim, dostałem odpowiedź, że nigdy nie miała watpliwości że ja coś do niej czuje, ale zabrakło jej mojej bliskości.
Spojrzawszy na to realnie, (choć jeszcze nie do końca jestem w stanie) ta kobieta mniej lub bardziej świadomie bawiła się mną. Byłem w jakiś sposób kimś kto otworzył ja na seks, intymność. Mój przyjaciel który to wszystko z boku obserwował mówi że ja, cytuje : "wyegzekwowałem" na niej pewne zachowania. Tzn. Ona przylatywała do mnie bo ja tego chciałem. Ciągnałem to i angazowałem się coraz bardziej, ale to miało formę "skłaniania" jej do czegoś. Innymi słowy, nigdy chyba nie wierzyła że moglibyśmy być razem.
Bilet powrotny do mnie to ja kupiłem. Jakie miała wyjście jak nie lecieć?
Już wtedy mogła z nim więcej niż tylko "rozmawiać"

Niestety miałem do niej tyle miłości (i chyba nadal jeszcze mam), że poprostu nie potrafiłem tego dostrzec.
Zastanawiałem się nad tym czy nie napisać na jakimś forum psychologicznym przytaczając jej zachowania i reakcje na pewne rzeczy.
Nie wiem czy cierpi na coś bo kiedy się pojawiały, "zabijałem" w sobie podobne myśli. Wolałbym dla niej, żeby tak nie było. Może faktycznie z nim znajdzie szczęscie, ja już niewiem.
Wstyd się przyznać, ale kiedy powiedziała mi że jest z nim, nie bylem w stanie zrobić nic innego jak powiedzieć "misiaku, ja cię poprostu kocham"
Gówno ze mnie nie facet...

Dzięki że moge się wam wypisać

16

Odp: historia niedopowiedziana...

nie obrażaj sam siebie. Twoja reakcja była wg mnie normalna. powiedziałeś co czujesz. nie wyzywałeś jej od np. szmat czy innych. masz szacunek do ludzi. nawet do tych, którzy ranią Ciebie, Twoje uczucia i niszczą Cię wewnętrznie.

a co do jej zachowania. dla mnie ono nie jest normalne, te jej ataki histerii (?) nie są czymś normalnym. a teraz to już chyba nie Twoja sprawa co z nią jest nie tak? wiem, że pewnie wciąż się zamartwiasz, tęsknisz i w ogóle, czy to już chyba nie ma sensu, skoro ona Cię odrzuciła...

życzę Ci szybkiego pozbierania się i ułożenia sobie życia na nowo z kimś dużo dużo lepszym smile

17 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-10 19:19:20)

Odp: historia niedopowiedziana...
RoBaCeK78 napisał/a:

nie obrażaj sam siebie. Twoja reakcja była wg mnie normalna. powiedziałeś co czujesz. nie wyzywałeś jej od np. szmat czy innych. masz szacunek do ludzi. nawet do tych, którzy ranią Ciebie, Twoje uczucia i niszczą Cię wewnętrznie.

a co do jej zachowania. dla mnie ono nie jest normalne, te jej ataki histerii (?) nie są czymś normalnym. a teraz to już chyba nie Twoja sprawa co z nią jest nie tak? wiem, że pewnie wciąż się zamartwiasz, tęsknisz i w ogóle, czy to już chyba nie ma sensu, skoro ona Cię odrzuciła...

życzę Ci szybkiego pozbierania się i ułożenia sobie życia na nowo z kimś dużo dużo lepszym smile

Dzięki Robaczku smile Chyba wam tego nie powiedziałem w historii, ale ja chciałem przenieść się do polski dla niej.
Zapomniałem napisać, że jej odpowiedź była "Czas na podejmowanie decyzji był 3 miesiące temu. Po co to teraz zmieniać?".
Więc to nie była tylko odległość. Gryzie mnie jednak to wszystko co do niej mówiłem o innych kobietach, że traktowałem jak przyjaciółkę, że poddawałem tym testom. W ostatniej rozmowie kiedy powiedziała mi że jest z nim, wyznałem jej to wszystko,mówiąc że obydwoje popełniliśmy błędy. Drogie Panie! Czy wy zostawiłybyście mnie po takich tekstach?
Powiedzcie. Tylko szczerze do bólu...



Za 2 tygodnie przyjeżdżają do mnie dwie kumpele z polski. Będą mnie pocieszać. W mieście gdzie mieszkam niestety ludzie są bardzo zamknięci i trudno jest nawiązać kontakt. Mam przyjaciół, ale tak jak to bywa; Każdy goni za swoim życiem..

18

Odp: historia niedopowiedziana...

ja jeśli bym prawdziwie kochała, to na pewno z czasem bym wybaczyła. ale ja mam miękkie serce i zawsze staram się dostrzec to, co kierowało dana osobę, że powiedziała to czy tamto.


to będziesz miał przyjemne pocieszenie wink

19

Odp: historia niedopowiedziana...

Chciałbym sie od niej odciąć zupełnie. Niestety, ma tutaj jeszcze rzeczy. Pisała do mni ostatnio o tym. Twardo, materialnie, bez słowa o nas i tym co sie stało. Przyjaciele doradzają wyrzucić. Ja sie motam... Ona pisze " tak naprawde chodzi o to ze może lepiej zrobić sobie przerwę na jakiś czas i przyzwyczaić sie do nowego porzadku rzeczy. Naprawde, nie jest mi łatwo"
Piękne słowa. Prawda? Szkoda ze tylko...
Co doradzacie zrobić z rzeczami?

20

Odp: historia niedopowiedziana...

Wyślij jej.

21

Odp: historia niedopowiedziana...

Nie słuchaj tego ona mówi, pisze. Każde jej słowo, to kolejna manipulacja. Zerwij z nią kontakt.

22

Odp: historia niedopowiedziana...
mia-sonnchen napisał/a:

Wyślij jej.

mia-sonnchen napisał/a:

Nie słuchaj tego ona mówi, pisze. Każde jej słowo, to kolejna manipulacja. Zerwij z nią kontakt.

Mia. A Skąd ta zmiana zdania? Nie piszę. To był temat poruszony przez nią zaraz po oznajmieniu mi że zostawia mnie dla niego..
Nie czekała długo. Mało tego, twierdzi że "nic się takiego nie stało żeby zupełnie zrywać kontakt"

Ma tutaj kilka ubrań i książki które przywiozła ze sobą z Angli. Mam też od niej kilka prezentów; Ubrania które kupowaliśmy razem, telefon który mi dała i szalik który mi kupiła. Powiedziałem jej w tej rozmowie, że zapakuje te rzeczy i wyśle. Ona zgodziła się zaplacić przy odbiorze.
Z mojej strony wysłałem jej wszystkie info co do rozkładu autobusu. Czekałem na informację w tą sobotę, ale się nie odezwała. Najwidoczniej ma czas. Dodatkowo, powiedziałem jej równierz że oddam jej te wszystkie otrzymane od niej rzeczy, niemniej nalega żebym je zatrzymał, argumentując 'kiedy byłam z tobą, byłam z tobą". Nie zrobie tego chyba jednak. Wydaje mi się że to wszystko było nieszczere...
Miałem do niej zaufanie kiedy jeszcze w grudniu widziałem jak ogladała jego zdjęcia na kompie, zignorowałem to. Mowiła "nam sie poprostu dobrze rozmawia"a miesiąc pózniej po internetowych sprzeczkach wyznała, że, "my już na siebie dobrze nie działamy".
Wszyscy namawiają mnie żeby jej te rzeczy wyrzucić. Niewiem czy powinienem. Nie chce od niej niczego, ale nie chce też patrzyć na nie i ich dotykać..

23

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
mia-sonnchen napisał/a:

Wyślij jej.

mia-sonnchen napisał/a:

Nie słuchaj tego ona mówi, pisze. Każde jej słowo, to kolejna manipulacja. Zerwij z nią kontakt.

Mia. A Skąd ta zmiana zdania? Nie piszę. To był temat poruszony przez nią zaraz po oznajmieniu mi że zostawia mnie dla niego..
Nie czekała długo. Mało tego, twierdzi że "nic się takiego nie stało żeby zupełnie zrywać kontakt"

Ma tutaj kilka ubrań i książki które przywiozła ze sobą z Angli. Mam też od niej kilka prezentów; Ubrania które kupowaliśmy razem, telefon który mi dała i szalik który mi kupiła. Powiedziałem jej w tej rozmowie, że zapakuje te rzeczy i wyśle. Ona zgodziła się zaplacić przy odbiorze.
Z mojej strony wysłałem jej wszystkie info co do rozkładu autobusu. Czekałem na informację w tą sobotę, ale się nie odezwała. Najwidoczniej ma czas. Dodatkowo, powiedziałem jej równierz że oddam jej te wszystkie otrzymane od niej rzeczy, niemniej nalega żebym je zatrzymał, argumentując 'kiedy byłam z tobą, byłam z tobą". Nie zrobie tego chyba jednak. Wydaje mi się że to wszystko było nieszczere...
Miałem do niej zaufanie kiedy jeszcze w grudniu widziałem jak ogladała jego zdjęcia na kompie, zignorowałem to. Mowiła "nam sie poprostu dobrze rozmawia"a miesiąc pózniej po internetowych sprzeczkach wyznała, że, "my już na siebie dobrze nie działamy".
Wszyscy namawiają mnie żeby jej te rzeczy wyrzucić. Niewiem czy powinienem. Nie chce od niej niczego, ale nie chce też patrzyć na nie i ich dotykać..

Wyślij te wszystkie rzeczy bo patrząc na nie sprawiasz sobie jeszcze większy ból, a ona niech się zdecyduje-nie można kogoś trzymać w niepewności-na zasadzie  jak z tamtym nie wyjdzie to wrócę do poprzedniego.

24

Odp: historia niedopowiedziana...
nadzieja82 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:
mia-sonnchen napisał/a:

Wyślij jej.

mia-sonnchen napisał/a:

Nie słuchaj tego ona mówi, pisze. Każde jej słowo, to kolejna manipulacja. Zerwij z nią kontakt.

Mia. A Skąd ta zmiana zdania? Nie piszę. To był temat poruszony przez nią zaraz po oznajmieniu mi że zostawia mnie dla niego..
Nie czekała długo. Mało tego, twierdzi że "nic się takiego nie stało żeby zupełnie zrywać kontakt"

Ma tutaj kilka ubrań i książki które przywiozła ze sobą z Angli. Mam też od niej kilka prezentów; Ubrania które kupowaliśmy razem, telefon który mi dała i szalik który mi kupiła. Powiedziałem jej w tej rozmowie, że zapakuje te rzeczy i wyśle. Ona zgodziła się zaplacić przy odbiorze.
Z mojej strony wysłałem jej wszystkie info co do rozkładu autobusu. Czekałem na informację w tą sobotę, ale się nie odezwała. Najwidoczniej ma czas. Dodatkowo, powiedziałem jej równierz że oddam jej te wszystkie otrzymane od niej rzeczy, niemniej nalega żebym je zatrzymał, argumentując 'kiedy byłam z tobą, byłam z tobą". Nie zrobie tego chyba jednak. Wydaje mi się że to wszystko było nieszczere...
Miałem do niej zaufanie kiedy jeszcze w grudniu widziałem jak ogladała jego zdjęcia na kompie, zignorowałem to. Mowiła "nam sie poprostu dobrze rozmawia"a miesiąc pózniej po internetowych sprzeczkach wyznała, że, "my już na siebie dobrze nie działamy".
Wszyscy namawiają mnie żeby jej te rzeczy wyrzucić. Niewiem czy powinienem. Nie chce od niej niczego, ale nie chce też patrzyć na nie i ich dotykać..

Wyślij te wszystkie rzeczy bo patrząc na nie sprawiasz sobie jeszcze większy ból, a ona niech się zdecyduje-nie można kogoś trzymać w niepewności-na zasadzie  jak z tamtym nie wyjdzie to wrócę do poprzedniego.

Nie sądze żeby tak myślała. Przynajmniej z tego co ją znam. Abstrachując od rzeczy. Im bardziej patrze na to co się stało z daleka tym bardziej się wkurzam.
Gdyby powiedziała mi, że potrzebuje czasu, niewiem cokolwiek.. Ja przez 4 lata nie ruszyłem żadnej kobiety a ona poprostu spotkała się i zaangażowała z kimś innym. Będąc tutaj jeszcze we styczniu mowiła że chce się przeprowadzić. Wróciła do polski, posprzeczaliśmy się i teraz mówi żę już w grudniu zaczęła sobie uświadamiać że nic z tego nie będzie, że źle na siebie działamy... ( to w odniesieniu do ostatniej rozmowy)
Wszystko dla niej robiłem. Na rękach nosiłem a jak zacząłem się wkurzać, poprostu przesiadła się na innego.
Chyba trace do niej szacunek...

25

Odp: historia niedopowiedziana...

No widzisz, najpierw piszesz,że nie sądzisz aby postępowała tak jak napisałam a trochę niżej w sowim poście, że na rękach ją nosiłeś a jak zacząłeś się wkurzać to przesiadła się na innego....więc? Po prostu-aby było dobrze w związku trzeba do tego dwojga.

26

Odp: historia niedopowiedziana...
nadzieja82 napisał/a:

No widzisz, najpierw piszesz,że nie sądzisz aby postępowała tak jak napisałam a trochę niżej w sowim poście, że na rękach ją nosiłeś a jak zacząłeś się wkurzać to przesiadła się na innego....więc? Po prostu-aby było dobrze w związku trzeba do tego dwojga.

Nadziejo Droga. Tak naprawde to w styczniu wkurzony jej przedłużającym się milczeniem po powrocie ode mnie zamiast się powstrzymać. Nie wytrzymując już napiecia przez to ile czasu z nim spędza, wkurzyłem się i napisałem maila że nie zniose już jej wahań i zmian decyzji i może faktycznie przyszedł czas na niego. Ona chciała rozmawiać w jednym momencie ze mną. Napisała że jest jej źle. Że jeśli ja teraz się wycofam, ona boi się że zrobi to na dobre itd a ja odpisałem żeby dała mi spokój. Po kilku dniach chciałem wyprostować ale ona już nie chciała i wtedy się zaczęło mówienie że "już w grudniu czułam że nam nie wychodzi itp".
Żałuje tego e-maila. Przyznaje, wkurzałem się na nią czasem o te głupie zachowania i jazdy, ale miała też moją troskę i jakieś poczucie tolerancji, choć czasami w momencie nie potrafilem jej tego okazać
Patrząc na finał. Ona się spotyka z gościem a ja zostałem sam i niewiele ją obchodzi co się ze mną dzieje...
Trudno mi nie patrzeć na ten finał.

27

Odp: historia niedopowiedziana...

Rozumiem Cię, jeśli zależy nam na kimś to siłą rzeczy analizujemy wszystko, cały związek, co mogliśmy zrobić inaczej. Ale sam widzisz,że ta dziewczyna jest strasznie niestabilna, sama nie wie czego chce-ty chyba nie jesteś męczennikiem i nie będziesz wiecznie czekał aż może jej się coś odwidzi i może wróci. a jak wróci? jaką masz gwarancję,że znów jej zaufasz a ona ponownie nie wywinie ci takiego samego numeru?....żadnej niestety

28 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-12 18:06:29)

Odp: historia niedopowiedziana...

Bo widzisz Nadziejo. Mnie też wydaje się, że byłem niestabilny. Nie mogę tego przełknąć. Te wszystkie gadki o innych kobietach. Ona też napewno poczuła się niepewnie. Tylko, kurcze, wyznalem jej to wszystko ostatni raz kiedy rozmawialiśmy; Przyznałem, że za bardzo otoczyłem się nią, że tylko w tym widziałem sens. Może gdybym miał do tego wiekszy dystans wtedy, nie naciskał jej...
Swoją drogą, co za zbieg zdarzeń; Jest z nim w kontakcie. Wie o jego związku, rozmawiają. (Wiem; Sama mi mówiła) On samotnik, nielgnący do ludzi rozchodzi się z turczynką będącą zupełnym jego przeciwieństwem; Rzekomo, nie mogli już ze sobą wytrzymać.
Ona mówi, że z nami koniec, że było za dużo szarpaniny i w przeciągu niecałego miesiąca, spotyka się z nim...po tym spotkaniu twierdzi że on jest z nią "bardzo kompatybilny"
Niewiem czy można nazwać to wszystko zbiegiem okoliczności. Wiem jednak, że gdyby zależało mi na kimś, gdybym kochał, nie zrobiłbym czegoś takiego... Zgodzicie się?

29

Odp: historia niedopowiedziana...

ja się zgodzę.

co do jej rzeczy. ja bym wysłała wszystko. razem z prezentami. jeśli odeśle, to wyrzuć.
a kontaktu może nie chce zrywać żeby mieć 'drogę ucieczki' jak tamten okaże się jednak za mało kompatybilny...

jak zerwiesz z nią kontakt to szybciej się podniesiesz smile

30

Odp: historia niedopowiedziana...

Ja też wychodzę z założenia, że należy odesłać rzeczy, bo wyrzucanie  na śmieci, to dziecinada. Jesteś dorosłym facetem i tak powinieneś postępować, jak dorosły, rozważny człowiek.
Takie jest życie, że jednemu w miłości wychodzi, inny ponosi porażki sercowe... Trzeba zachować swą godność i pozwolić, by życie toczyło się dalej. Różnie w życiu bywa i może zdarzyć się tak, że Wasze drogi kiedyś się skrzyżują- nie mówię, że będziecie razem, może będziesz miał swoją rodzinę, ona swoją i niezręcznie byłoby spotkać się i przejść obok siebie bez słowa po prowadzonej wcześniej "wojnie". Jedyne, co Ci zostało w tej sytuacji, to zachować się jak prawdziwy mężczyzna, podnieść się, otrzepać i pójść dalej wink

31

Odp: historia niedopowiedziana...
lewa4444 napisał/a:

Ja też wychodzę z założenia, że należy odesłać rzeczy, bo wyrzucanie  na śmieci, to dziecinada. Jesteś dorosłym facetem i tak powinieneś postępować, jak dorosły, rozważny człowiek.
Takie jest życie, że jednemu w miłości wychodzi, inny ponosi porażki sercowe... Trzeba zachować swą godność i pozwolić, by życie toczyło się dalej. Różnie w życiu bywa i może zdarzyć się tak, że Wasze drogi kiedyś się skrzyżują- nie mówię, że będziecie razem, może będziesz miał swoją rodzinę, ona swoją i niezręcznie byłoby spotkać się i przejść obok siebie bez słowa po prowadzonej wcześniej "wojnie". Jedyne, co Ci zostało w tej sytuacji, to zachować się jak prawdziwy mężczyzna, podnieść się, otrzepać i pójść dalej wink

Będe się starał. Narazie minął tydzien od ostatniej rozmowy. Opowiem wam jeszcze, że mój najlepszy przyjaciel jest z jej siostrą.
Nie mogąc już z nią wytrzymać rzucił ją na 7 miesięcy. To tylko bardziej uświadomiło jej jak bardzo jej na nim zależy. Ja wiedziałem, że zrobił to celowo, że by jej nigdy nie zostawił. Po 7 miesiącach wrócił do niej. Minęło trochę czasu, przyjechała do niego (on też mieszka we Włoszech) i teraz mają dziecko.
Były chwile kiedy ostro ze sobą walczyli. Naprawde ostre konflikty. Niemniej, im się udało. Pamiętam że moja była kobieta, kiedy powiedziała mi że nie chce związku, argumentowała min że kiedy na nich patrzy, jak się szarpią to robi jej się niedobrze.
Zawsze też mówiła że konflikty trzeba rozwiązywać pokojowo. Ja oponowałem mówiąc, że to świetna teoria, ale nie zawsze, w każdym momencie podobne myśli przychodzą do głowy. Ona po prostu boi się stałej relacji. Twierdzi że zawsze są konflikty i ucieka od tego. Może z nim ich nie będzie miała. W końcu będą przyjaciółmi a później zrodzi się z tego związek..

32

Odp: historia niedopowiedziana...

Wiem że łatwo się mówi, ale postaraj się skupic na swoich sprawach, zamiast rozgrzebywać wszystko z detalami, wnikać w psychologiczne pobudki byłej dziewczyny i w to czy jej sie ułoży z nowym facetem czy nie. To w niczym nie pomoże, jej rzeczy najlepiej wyślij, jakiż prezentów itp też sie pozbądź. Dobrze że masz przyjaciół, kogoś z kim spędzisz czas, wyżalisz się, wybierzesz na jakąś imprezę, to na pewno pomoże.
Wiem że ktoś o odmiennym charakterze moży być fascynujący, wydawac się swojego rodzaju dopełnieniem, ale jeżeli dwoje ludzi różni się od siebie na tyle że w związku więcej jest szarpaniny i kłótni niż tych dobrych momentów to czy jest czego teraz żałować? 4 lata to kawał czasu, ale pomyśl że w nioektórych przypadkach takie rzeczy wychodzą po ślubie, jak już pojawią się dzieci itp. Może rzeczywiście powinienieś dziękować temu finowi, bo trwając dalej w takiej toksycznej relacji straciłbys tylko kolejne lata życia.

33

Odp: historia niedopowiedziana...
kluszczanka napisał/a:

Wiem że łatwo się mówi, ale postaraj się skupic na swoich sprawach, zamiast rozgrzebywać wszystko z detalami, wnikać w psychologiczne pobudki byłej dziewczyny i w to czy jej sie ułoży z nowym facetem czy nie. To w niczym nie pomoże, jej rzeczy najlepiej wyślij, jakiż prezentów itp też sie pozbądź. Dobrze że masz przyjaciół, kogoś z kim spędzisz czas, wyżalisz się, wybierzesz na jakąś imprezę, to na pewno pomoże.
Wiem że ktoś o odmiennym charakterze moży być fascynujący, wydawac się swojego rodzaju dopełnieniem, ale jeżeli dwoje ludzi różni się od siebie na tyle że w związku więcej jest szarpaniny i kłótni niż tych dobrych momentów to czy jest czego teraz żałować? 4 lata to kawał czasu, ale pomyśl że w nioektórych przypadkach takie rzeczy wychodzą po ślubie, jak już pojawią się dzieci itp. Może rzeczywiście powinienieś dziękować temu finowi, bo trwając dalej w takiej toksycznej relacji straciłbys tylko kolejne lata życia.

Dzięki za radę, ale wiesz ona też wydawała się zupełnie normalna w takim normalnym życiu. Zachowywała się jak kobieta: Można było pogadać. Nawet zajmowała się domem. Czego w sumie ja nie chciałem za bardzo, ale mimo wszystko, podobało mi się to..
Ale ta jej niekonsekwencja i niestabilność..

34

Odp: historia niedopowiedziana...

Niekonsekwencja i niestabilność może wynikać z tego ze nie wychowała się w pelnej rodzienie, ale to też nie jest z pewnością jedyny powód. Wiele osób przeżywa w dzieciństwie gorsze rzeczy niż odejście jednego z rodziców i nie daje im to moim zdaniem prawa do krzywdzenia innych w dorosłym życiu. Myślę że ona pomimo swojego wieku jeszcze nie dojrzała i sama nie wiedziała czego chciała. Myślę że jak minie trochę czasu, emocje opadną, nabierzesz dystansu, to w końcu poczujesz uilgę:)

35 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-13 17:53:00)

Odp: historia niedopowiedziana...

Zawsze mówila że nie nadaje się do stałych związków, że ją drażni jak bardzo ludzie mogą się ze sobą szarpać.
Nasza szarpanina była glównie kwestią sieci. Oczywiście zdarzały się spory i kłotnie, ale raczej krótkie, nieintensywne.
Teraz twierdzi że obydwoje się tak zmieniliśmy że jest dużo wojen więc nie ma sensu być ze sobą już. Odrzuca mnie kiedy chce dla niej zmienić kraj
Z drugiej strony angażuje się kimś z przekonaniem że "stworzyli coś lata temu".  Wcale tego nie neguje. Nie mam prawa.
Często obrażała się o głupoty. Bo coś tam powiedziałem, zażartowałem. Pózniej już się nauczyla smiać trochę z tego.
Ostatni sylwester którego spędziliśmy razem był pasmem jazd z jej strony. Pózniej (już w Polsce, sama) wyznała że ona nigdy nie chciała iść tam ze mną, że wolała żebyśmy spędzili ten czas w domu, ale nic nie mówiła, bo już wszystko "było ustalone".
A gdyby mi powiedziała wtedy że nie chce, zostałbym z nią w przytuleniu.
Napisała mi na koniec że to że mowiłem jej że jest dziecinna, że strasznie się wtedy czuła, że nie potrafiłem docenić tego że chce pokazać mi czułość, że nie czuła mojej bliskości (choć na lotnisku przytulałem ją ciepło)
Tak, to prawda co piszesz: To z jednej strony 30 letnia rozwinięta kobieta, ale mimo wszystko czasami ma takie niedojrzałe zachowania, jak na przykład brak okazywania wogóle jakiś emocji które nagle poczuje kiedy już cię koło niej nie ma co w konsekwencji prowadzi do tego że się wycofuje.
Kiedy jeszcze spedzaliśmy razem w polsce pewne wakacje. Wróciłem z nią do domu i poprostu połozyłem się do łóżka obracając sie na drugi bok.
Powiedziała że jestem za zimny i wstała a następnie wypiła kilka piw "duszkiem" żeby póżniej zerwac mi pościel i położyć się pod kaloryferem..
Zawsze uważała sie za odludka, dziwaka; To taka jej prywatna projekcja

Myśle że szuka przyjaciela. Sama nazywa to "bratnią duszą". Jego jest pewna. Już to wie po pierwszym spotkaniu.
To chyba możliwe. prawda?

36

Odp: historia niedopowiedziana...

No jak tam?

37

Odp: historia niedopowiedziana...

Witaj Kriss. Tak sobie pomyślałem że przybliże Ci trochę jej sylwetke. Postaram się jak najbardziej obiektywnie.
Jak chcesz wyśmiej mnie za to smile

30 Lat. Urodzona w małym mieście ma siostre bliżniaczke. Tata bardzo utalentowany. Odchodzi z domu któregoś dnia, zupełnie znienacka zostaje sama z siostra i mamą.
Z mamą kontakty są kiepskie nie mogą się dogadać. Wychowuje je babcia (poznałem, bardzo równa kobieta z charakterem)
Z tego co wiem nawiała z domu kiedyś i włóczyła się po Polsce. Wiem że zaczela się sobą interesować, zgłębiac się, poszła do psychologa, dużo czytała na temat, podejrzewała Bipolar disorder. Pózniej z pomoca mojego kumpla wyjechała szukac pracy do UK.
Będąc tam jeszcze udało jej sie nawiązać kontakt z ojcem. Znalazła go za granicą. Dużo rozmawiali przez Skype w końcu zdecydowała się go odwiedzić. Poznała część rodziny. Swoją drogą bardzo utalentowanej. Jej kuzyn jest dosyć znanym reżyserem - Ambitne, nietuzinkowe kino.
Kiedy spędza czas z ojcem on okazuje się być alkoholikiem. Mieszka w jakimś obskórnym bloku. Cięzko to przezywa. Pisałem wtedy z nią.
Przed spotkaniem jeszcze zaczyna się okaleczać. Troche ręce, troche brzuch. Po powrocie siedzi zamknięta w pokoju schodząc raz na dzien do pracy. Kupuje kompa. Zaczynamy rozmawiać. Mówi "jesteś moim jedynym kontaktem ze swiatem".
Z biegiem lat się zmienia. Wychodzi z niej kobieta. Uwielbia zakupy, zaczyna się usmiechać. Charakteralnie jest bardzo łatwa do zranienia, ale nigdy tego nie okazuje. Jak się z nia rozmawia ma się wrażenie że istnieją dwie osoby; dorosła, dojrzała, inteligentna kobieta lub mulutkie dziecko lubiące czekoladki i tulące do siebie miśki. Prywatnie, lubi czytać spedzać, czas w domu, nie wychodzi raczej do ludzi. Jest selektywna w ich doborze. Lubi muzykę, trochę mniej malarstwo. Jest wybredna co do jedzenia. Zawsze kiedy otwiera lodowke sprawdza czy coś można jeść. Ceni niezależność. Uwielbia się przytulać czule. Mówi że to dziecko w niej jest cenne (zostawiła mnie rzekomo bo nie doceniałem tego że chciała okazać mi czułość a ja żarowałem).
O facecie z ktorym się spotka wiem tyle że poznali się przez stronke stumble upon która mierzy podobieństwo ludzi na podstawie tematyki stron przeglądanych w sieci. Kiedyś podobno wysłał jej do Polski torebke herbaty z listem, pisząc że jak ją wypije to wtedy w całym ciele poczuje jak bardzo ją kocha. (Nigdy się nie spotkali póżniej). Kiedyś wyznała mi że pisał jej e-mail że wstaje czasami w nocy i płacze że się nigdy nie poznali.
Uważa go za bardzo wrażliwego człowieka. Już po decyzji o zostawieniu mnie (robi to smsem) spotyka się z nim. Jest przekonana że jest z nią bardzo kompatybilny. Podobno też samotnik. Nazywała go zawsze "prawdziwym człowiekiem północy".

Co o tym sądzisz?
Musiałem się wypisać, wybacz smile

38

Odp: historia niedopowiedziana...

Witaj. smile Nigdy by mi przez myśl nie przeszło żebym Cię miala za coś takiego wyśmiewać - no co Ty.

Co ja sądzę. Psychologiem nie jestem, ale swoje w życiu przeszłam. Też z rodziny artystycznej, też tatuś lubił alkohol, też różne sytuacje młodociane były.  Jestem DDA i DDD - na podstawie własnych obserwacji, u psychologa nie byłam, ale - logika i net.

Co ja Ci mogę powiedzieć na to? Ano to co myślałam - że dziewczyna ma poważny problem ze sobą, spaczony wzorzec rodziny i roli kobiety w związku. Spaczone oczekiwania romantycznych porywów (patrz historia z herbatą). To się tak wyświechtanie mówi, że rodzice i dom rodzinny mają wpływ - ale NAPRAWDĘ mają. Budują wzorzec a Ty go przejmujesz sam nie wiesz kiedy. Nasiąkasz. I naprawdę trzeba samoświadomości ogromnej, samozaparcia i przede wszystkim zauważenia problemu - żeby z tego wyjść.

Ona podejrzewała dwubiegunówkę - jest takie forum - wpisz w google "nerwica" i skrót od Polski po kropce. Kopalnia wiedzy, kopalnia przykładów. Ja osobiście - nie mam takiej wiedzy, którą odpowiedzialnie mogłabym Ci przekazać na ten temat.

Jedno jest pewne - ta dziewczyna świadomie czy nieświadomie, a najprawdopodobniej i to i to swoimi zachowaniami tak a nie inaczej wpływała na Twoje zycie.

Widzisz, przy kochaniu za bardzo, to nie o partnera stricte chodzi. Partner to pikuś. Żeby zacząć robotę - trzeba SIEBIE rozłożyć na czynniki pierwsze. Ty sam się zdiagnozuj. Bo to nie jest pytanie dlaczego ona Ci to czy tamto zrobiła. Pytanie brzmi: dlaczego Ty dałeś sobie to czy tamto zrobić. Jakie mechanizmy, przyzwyczajenia czy właśnie te cholerne wzorce tudzież oczekiwania z nich wypływające - jak ten cały majdan na Ciebie wpłynął tak że: wybraleś taką kobietę jak ona (a takich są tysiące albo i miliony) . Co spowodowało że ignorowaleś momenty logicznego myślenia u siebie  - w postaci czerwonej lampki instynktu samozachowawczego, który mówił "WIEJ!" tylko ten instynkt tłumiłeś i lazłeś w to dalej.

Ty w tym grasz główną rolę, nie ona.

P.S. gdyby się zdarzyło - a na bank się zdarzy, że Ci odpowiadam z opóźnieniem nawet jednodniowym - to bardzo przepraszam, ale może się zdarzyć. Ponieważ temat poważny, poważnie trzeba podejść. Pozdrawiam.

39

Odp: historia niedopowiedziana...

Fuorviatos, jeśli można, przyłączę się, bo my tak czasami z Kriss stadami chodzimy. Jak to sfora big_smile
Pięknie piszesz. To tak na początek.
A teraz do ad remu. Zależy Ci na głaskaniu czy na szczerości z mojej strony?
My możemy przytulić (szkoliłyśmy się w tej wzajemnej formie terapii ponad rok na tym forum) ale jesteśmy zdania, że prawda nas wyzwoli.
Co teraz jest Ci bardziej potrzebne?

40 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-15 22:08:20)

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

Fuorviatos, jeśli można, przyłączę się, bo my tak czasami z Kriss stadami chodzimy. Jak to sfora big_smile
Pięknie piszesz. To tak na początek.
A teraz do ad remu. Zależy Ci na głaskaniu czy na szczerości z mojej strony?
My możemy przytulić (szkoliłyśmy się w tej wzajemnej formie terapii ponad rok na tym forum) ale jesteśmy zdania, że prawda nas wyzwoli.
Co teraz jest Ci bardziej potrzebne?

Walcie prosto z mostu -:) A dzisiaj zastanawiałem się nad tym co piszę Kriss - Problemu chce szukać w sobie.
Wiem że to będzie głupie z mojej strony, ale jak już znajde i rozwiąże, spróboje się przyglądać z daleka (1000 km) co dziewczyna ze sobą robi. Wiem że to na jej własne życzenie, ale chce mieć na nią trochę oko, bo jak się wpakuje w coś głupiego znowu..
Tylko, to będzie tak, anonimowo.. (K... chyba jestem kobietą i mam jakiś dziwny instynkt macierzyński smile )

Jutro dopełnię jeszcze opis jej sylwetki. Zastanowię się i spróbuje przybliżyć jeszcze bardziej, bo kilku rzeczy jeszcze brakuje.

Dziękuje Kriss i Tarantella za konstruktywną dyskusje.

41 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-15 22:23:24)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Fuorviatos, jeśli można, przyłączę się, bo my tak czasami z Kriss stadami chodzimy. Jak to sfora big_smile
Pięknie piszesz. To tak na początek.
A teraz do ad remu. Zależy Ci na głaskaniu czy na szczerości z mojej strony?
My możemy przytulić (szkoliłyśmy się w tej wzajemnej formie terapii ponad rok na tym forum) ale jesteśmy zdania, że prawda nas wyzwoli.
Co teraz jest Ci bardziej potrzebne?

Walcie prosto z mostu -:) A dzisiaj zastanawiałem się nad tym co piszę Kriss - Problemu chce szukać w sobie.
Wiem że to będzie głupie z mojej strony, ale jak już znajde i rozwiąże, spróboje się przyglądać z daleka (1000 km) co dziewczyna ze sobą robi. Wiem że to na jej własne życzenie, ale chce mieć na nią trochę oko, bo jak się wpakuje w coś głupiego znowu..
Tylko, to będzie tak, anonimowo.. (K... chyba jestem kobietą i mam jakiś dziwny instynkt macierzyński smile )

Jutro dopełnię jeszcze opis jej sylwetki. Zastanowię się i spróbuje przybliżyć jeszcze bardziej.

Dziękuje Kriss i Tarantella za konstruktywną dyskusje.

Fourviatos, nie, dziękuję. Jej sylwetka jest ... przepraszam, zbędna. Wiem, że jest dla Ciebie ważna, ale teraz to TY masz być dla siebie najważniejszy. Byłoby dobrze, gdybyś się skupił na własnej sylwetce. Ona i tak pochłania więcej Twojej energii niż wymagają tego okoliczności. Czy dzieje się jej bezpośrednia krzywda? Raczej nie. Czy ona prosi Cie o pomoc? Też nie zauważyłam. Czy ona sama stara się sobie pomóc, czy masz być jej "narzucającym się" wybawcą? Odpowiedz sobie sam. Nie ulega kwestii, że dziewczyna MA PROBLEMY sama ze sobą. Ja jednak nauczyłam sie jednego - dopóki ktoś sam sobie nie chce pomóc, to nic go do tego nie zmusi. Nie ważne JAK nazwiemy jej problem. TO JEST JEJ PROBLEM. Twoje wysiłki jedynie wyeksploatują Ciebie i zagospodarują energię, czas i emocje, które  mógłbyś z powodzeniem i lepszym skutkiem zainwestować w siebie samego. Czyżbyś Ty sam był mniej wart Twojego czasu i energii niż ona?

Skoro się tu spotkaliśmy, to najwyraźniej się męczysz, cała twoja uwaga skupiona jest na osobie, która chyba całkiem nie najgorzej funkcjonuje i bez tej Twojej uwagi i zaangażowania. Ja wiem - najtrudniej sobie powiedzieć "nie jestem niezbędny, konieczny, potrzebny komuś do życia jak powietrze". I zrobisz wszystko, żeby ta druga osoba zobaczyła, jak bardzo jej jesteś oddany, użyteczny i potrzebny. Jednakowoż taki finał rzadko jest osiągalny. Przeważnie kończy się słowami "A kto cię prosił, żebyś się mną zajmował, lepiej byś się zajął sobą". No i to racja jest.

Fourviatos, co lubisz robić (oprócz zastanawiania się, jak to ją ratujesz z opresji, problemów i żyjecie razem długo i szczęśliwie)? Masz jakieś pasje, plany, marzenia? Domyślam się, że gotów byś był je wszystkie rzucić na jej jedno skinienie. I to jest właśnie chore. Czy ona coś rzuciłaby na jedno Twoje skinienie? Domyślam się, że niekoniecznie.
Od tego zacznijmy lekcję na temat równomierności w dawaniu i braniu. Ile sam skłonny jesteś dać/oddać i czego możesz spodziewać się z drugiej strony? Czy doprawdy uważasz się za tak mało wartościowego, że zasługujesz na mniej, niż jesteś skłonny dać?

Dużo pytań jak na jeden raz. Mam wspaniałą terapeutkę - Anetę. Otóż dzięki niej dowiedziałam się, że dobra terapia (do czego nie mam aspiracji) polega na zadawaniu właściwych pytań a nie na podsuwaniu gotowych recept.

Odrzuć też proszę ten paskudny stereotyp o tym, co w uczuciach i emocjach jest damskie a co męskie. Założę się, że sercu jest wszystko jedno czy jest w ciele z waginą czy z penisem. Boli tak samo.

42

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

Fourviatos, nie, dziękuję. Jej sylwetka jest ... przepraszam, zbędna. Wiem, że jest dla Ciebie ważna, ale teraz to TY masz być dla siebie najważniejszy. Byłoby dobrze, gdybyś się skupił na własnej sylwetce. Ona i tak pochłania więcej Twojej energii niż wymagają tego okoliczności. Czy dzieje się jej bezpośrednia krzywda? Raczej nie. Czy ona prosi Cie o pomoc? Też nie zauważyłam. Czy ona sama stara się sobie pomóc, czy masz być jej "narzucającym się" wybawcą? Odpowiedz sobie sam. Nie ulega kwestii, że dziewczyna MA PROBLEMY sama ze sobą. Ja jednak nauczyłam sie jednego - dopóki ktoś sam sobie nie chce pomóc, to nic go do tego nie zmusi. Nie ważne JAK nazwiemy jej problem. TO JEST JEJ PROBLEM. Twoje wysiłki jedynie wyeksploatują Ciebie i zagospodarują energię, czas i emocje, które  mógłbyś z powodzeniem i lepszym skutkiem zainwestować w siebie samego. Czyżbyś Ty sam był mniej wart Twojego czasu i energii niż ona?

Tak to prawda. Trudno mi to sobie teraz uświadomić bo przez ostatnie 4 lata poświęcałem się głównie temu.
Co dziwne, ona sama mi mówiła "Myśl o sobie", "zrób to dla siebie". Ja jakoś radości z tego nie potrafiłem czerpać.
Teraz czuje się tak jakby ona wyszła z kryzysu w którym żyła, a ja na własne życzenie wpędziłem się w mój własny.
Zabrakło tej mojej wysepki, ona się nią stała. Pewnie dlatego byłem tak slaby, potulny, kochający..
Nie wiem czy ona ma poważne problemy ze sobą. Czy to jakoś można zdiagnozować, ale jak wynika z waszego doświadczenia,
czy z inną osobą jesteśmy na tyle inni aby móc się zmienić? Wiem że nie powinienem, ale muszę się wypisać - Czy wg Was, ktoś mający takie problemy może się zmienić przez wplyw innej osoby?
Naszą relacje nazywała "szarpaniną" i... zaczęła kolejną znajomość internetową. Spotykając się z tym czlowiekiem w realu.
Jest przekonana, że to "coś co stworzyli już lata temu", że to nie tak "że się spotkali i już..."
Zastanawiam się czy można takie rzeczy wiedzieć po jednym spotkaniu poprzedzonym długimi dyskusjami czatowymi, może jeszcze w związkowym kryzysie.
Na stumble upon ostatnio widziałem że stumblowała zdjęcie z napisem "I'm determined to love each day more, then I'm afraid of it"

Ona poprostu szuka w sobie miłości, nie wiem. Wiem że to nie powinno mnie interesować, ale poprostu, staram się jakoś zrozumieć..






Tarantella napisał/a:

Skoro się tu spotkaliśmy, to najwyraźniej się męczysz, cała twoja uwaga skupiona jest na osobie, która chyba całkiem nie najgorzej funkcjonuje i bez tej Twojej uwagi i zaangażowania. Ja wiem - najtrudniej sobie powiedzieć "nie jestem niezbędny, konieczny, potrzebny komuś do życia jak powietrze". I zrobisz wszystko, żeby ta druga osoba zobaczyła, jak bardzo jej jesteś oddany, użyteczny i potrzebny. Jednakowoż taki finał rzadko jest osiągalny. Przeważnie kończy się słowami "A kto cię prosił, żebyś się mną zajmował, lepiej byś się zajął sobą". No i to racja jest.

To też od niej słyszałem. Oczywiście robiłem to, ale zatracałem się w dawaniu. Może też dlatego nie wytrzymała...

Tarantella napisał/a:

Fourviatos, co lubisz robić (oprócz zastanawiania się, jak to ją ratujesz z opresji, problemów i żyjecie razem długo i szczęśliwie)? Masz jakieś pasje, plany, marzenia? Domyślam się, że gotów byś był je wszystkie rzucić na jej jedno skinienie. I to jest właśnie chore. Czy ona coś rzuciłaby na jedno Twoje skinienie? Domyślam się, że niekoniecznie.
Od tego zacznijmy lekcję na temat równomierności w dawaniu i braniu. Ile sam skłonny jesteś dać/oddać i czego możesz spodziewać się z drugiej strony? Czy doprawdy uważasz się za tak mało wartościowego, że zasługujesz na mniej, niż jesteś skłonny dać?

Co lubię robić? Mieszkam za granica od 10 lat w dosyć ciężkim pod względem socjalnym mieście. Zawodowo jestem handlowcem. Pracuje po 8 godzin dziennie a moją pasją jest Linux (nie wiem czy słyszałaś).
Przez to wszystko zleciałem 10 kg w dól. Teraz wracam do odżywiania się choć jeszcze mam problemy z apetytem.
Chce zapisać się z powrotem na siłownie, zacząć znowu czytać i wychodzić do ludzi. Nie mam wielu znajomych, ale ludzi życzliwych lepiej mieć pewnych a nie wielu. Choć każdy ostatnio goni za swoim życiem. Jak to zwykle bywa.
Coraz częściej zastanawiam się nad powrotem do kraju. Jakoś, oprócz pracy nic mnie tutaj nie trzyma.




Tarantella napisał/a:

Odrzuć też proszę ten paskudny stereotyp o tym, co w uczuciach i emocjach jest damskie a co męskie. Założę się, że sercu jest wszystko jedno czy jest w ciele z waginą czy z penisem. Boli tak samo.

Święta prawda.

43

Odp: historia niedopowiedziana...

Idziesz do przodu, jeszcze nie uciekasz, ale już idziesz.

Najtrudniejszy pierwszy krok. A nim powinno być CAŁKOWITE ODCIĘCIE SIĘ OD EXOWEJ. Sam. Sam ze sobą poprzebywaj, nie zatruwaj czasu ani myśli. Najpierw Ty - potem reszta świata. Naucz się samokontroli i mówienia natrętnym myślom - STOP. Wiem, że to bardzo trudne (akurat z Tarantellą mamy wprawę) ale da się zrobić. Nie będzie latwo, ale warto.

Pisz śmiało. smile

44 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 08:02:08)

Odp: historia niedopowiedziana...

Dzięki za słowa otuchy. Trudno mi tylko nie myśleć, ze to ja ja straciłem przez głupotę.
To wszystko co mi powiedziała, ze nie czuła mojej bliskości ze ma dosyć szarpaniny, ze związała sie z nim.. Ze to wszystko zbliżyła ja do niego, ze nie jesteśmy kompatybilni..
Ale to chyba wynika z braku własnej wartości.
Wiem ze to nieważne bo teraz ja muszę być najważniejszy, ale powiedzcie mi. Czy wam sie wydaje ze ja to schrzanilem? Tylko szczerze. Motam sie dzisiaj strasznie..

45

Odp: historia niedopowiedziana...

Nie motaj się smile Zostaw telefon, Skypa i inne komunikatory pod groźbą karalną.

Ja wiem co Ty myślisz - a jak ja bym bardziej, mocniej, lepiej, troskliwiej, a może mniej, słabiej, gorzej, mniej troskliwie - to ona by mnie wybrała a nie tamtego. Co on ma takiego czego ja nie mam albo co ja mam takiego czego on nie - co jej by przeszkadzać mogło? Co we mnie jest takiego że ją ode mnie odrzuca a do niego przyciąga? Przecież to też facet jest. To i ja bym mógł, tylko nie wiem jak.

A skoro nie wiem jak - to może mi ktoś pomoże, oświeci jak ją do siebie z powrotem przekonać, bo tej toksyny jak tlenu mi brakuje. Ja to zrobiłem, że ona odeszła, ja to zrobiłem że ona ma innego.

Tak myślisz?

46 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 08:42:09)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Nie motaj się smile Zostaw telefon, Skypa i inne komunikatory pod groźbą karalną.

Ja wiem co Ty myślisz - a jak ja bym bardziej, mocniej, lepiej, troskliwiej, a może mniej, słabiej, gorzej, mniej troskliwie - to ona by mnie wybrała a nie tamtego. Co on ma takiego czego ja nie mam albo co ja mam takiego czego on nie - co jej by przeszkadzać mogło? Co we mnie jest takiego że ją ode mnie odrzuca a do niego przyciąga? Przecież to też facet jest. To i ja bym mógł, tylko nie wiem jak.

A skoro nie wiem jak - to może mi ktoś pomoże, oświeci jak ją do siebie z powrotem przekonać, bo tej toksyny jak tlenu mi brakuje. Ja to zrobiłem, że ona odeszła, ja to zrobiłem że ona ma innego.

Tak myślisz?

Tak, dzisiaj trochę tak, ale ja nie mam innej. Ja smutku czy żalu nie dziele z inna osoba ( i dzięki Bogu). Ona mnie zostawiła, mimo tego ze dla nas chciałem to wszystko rzucić.
Nie potrafię jednak spojrzeć na nią jak na zerujacego na innych pasożyta, choć powoli dociera do mnie ze napewno ja bawiło to jak ja adorowalem, jaki dla niej byłem. Jak zacząłem być trochę bardziej realny, nerwowy, prawdziwy, uciekła i jeszcze mi nawrzucala ze to jaki byłem itd, ale tez podziękowała za wszystko..
Kiedy byłem dla niej miły i czuły, wychodziło z niej to dziecko, kiedy byłem bardziej zdystansowany, ona chlodniala. A ze potrzebowałem haju jej radosci, egzekwowalem jej radosc zapominając zupełnie o sobie.
Za każdym razem kiedy probowalem rozwiązać problem przez rozmowe ona odpowiadała " "przecież ty tez tak robisz". Jakby brała to za ostra krytykę. To chyba wpływ matki, choć teraz maja lepsze stosunki. Pózniej mówiłem sobie. " znowu sie poklocimy i ona sie wycofa" i co robiłem? Znowu karmiłem sie "porozumieniem"
Numer wyrzucilem z komórki choć jeszcze pamietam. Jest mi jescze winna pieniądze i ma tu te rzeczy. Wszystkie prezenty zebralem i zamknalem w szafce.
Kcalkiem niedawno powiedziałem jej " ty mnie tak nigdy nie kochała jak ja ciebie, prawda"? Odpowiedziała " ktozby był w stanie odpowiedzieć na takie pytanie" . Na co ja " tylko ten kto wie co czuje"
Ale ponawiam pytanie czy ja to spiepszylem? Oprócz tego ze spiepszylem siebie to czy moja wina jest to co sie stało? Wszystko powtarzają mi " to ona straciła ciebie a nie ty ja", ale czasem cieżko to tak zobaczyć...
W przyszły czwartek mam kolejna wizytę. Bede chciał popracować nad tym z psychologiem..

47

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Czy wg Was, ktoś mający takie problemy może się zmienić przez wplyw innej osoby?

myślę, że może, ale czy taka osoba ma jakiekolwiek prawo wiązać się z kimś, żeby rozwiązać/ starać się zapomnieć swoje kłopoty?
po rozstaniu najlepiej podnieść się samemu, bądź licząc na wsparcie przyjaciół, znajomych, a nie wiązać się od razu, bo to by było męczące i dla Ciebie i dla drugiej osoby. chyba, że ona by się na to godziła (jednak wydaje mi isę, że gdyby się zgodziła to tylko po to, by mieć Cię przy sobie. i nie wiadomo jakby się to skończyło, jak Ty byś 'wyzdrowiał' z tej chorej miłości).
pozdrawiam

48 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-03-16 08:47:38)

Odp: historia niedopowiedziana...

Ja w niej nie siedzę. Z własnego doświadczenia Ci powiem tak: ja płoszyłam - zupełnie bezwiednie. Bo oni wyczuwali, że ja zaczynam się wysmykiwać, że mi nie odpowiada. Nawet jak myśłałam i zachowywałam się "że mi odpowiada".

Co to zmieni kto kogo spłoszył? Tu nie o spłoszenie chodzi a o to "dlaczego ją wybrałeś" co w Tobie takiego jest. A Ty jesteś na etapie o którym pisalam wyżej.

Może się zdarzyć tak, ze TAK to TY zrobiłeś. No bo kto inny? Ona ma kogoś a Ty nie. No więc przyjmijmy, ze to TWOJA WINA jest. No bo nikt Ci laski na siłę nie pchał, a potem nikt na siłę z rąk nie wyrywał. Sama przyszła to i sama poszła. No i co z tego?

Że felerny jesteś? Zapewniam Cię że NIE.

49 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 08:48:18)

Odp: historia niedopowiedziana...
RoBaCeK78 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

Czy wg Was, ktoś mający takie problemy może się zmienić przez wplyw innej osoby?

myślę, że może, ale czy taka osoba ma jakiekolwiek prawo wiązać się z kimś, żeby rozwiązać/ starać się zapomnieć swoje kłopoty?
po rozstaniu najlepiej podnieść się samemu, bądź licząc na wsparcie przyjaciół, znajomych, a nie wiązać się od razu, bo to by było męczące i dla Ciebie i dla drugiej osoby. chyba, że ona by się na to godziła (jednak wydaje mi isę, że gdyby się zgodziła to tylko po to, by mieć Cię przy sobie. i nie wiadomo jakby się to skończyło, jak Ty byś 'wyzdrowiał' z tej chorej miłości).
pozdrawiam

Trudno tu mówić o wiązaniu. Ona sama nazywa to "zaangażowaniem". jeśli choć trochę cierpi, on napewno ja wspiera, ale on jej nie zna. Nie zna jej jazd, humorow, problemów życiowych..
Ona ucieka do nierealisyznej czułości, Swiata marzeń, porozumienia
Faceta nazywa swoją bratnia dusza. Póki ja nią byłem było ok. Kiedy stałem sie facetem, już przestalo sie podobać..już nie było tak blisko, choć oczywiście w łóżku tego mi nie powiedziała..

50 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 08:58:51)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Ja w niej nie siedzę. Z własnego doświadczenia Ci powiem tak: ja płoszyłam - zupełnie bezwiednie. Bo oni wyczuwali, że ja zaczynam się wysmykiwać, że mi nie odpowiada. Nawet jak myśłałam i zachowywałam się "że mi odpowiada".

Co to zmieni kto kogo spłoszył? Tu nie o spłoszenie chodzi a o to "dlaczego ją wybrałeś" co w Tobie takiego jest. A Ty jesteś na etapie o którym pisalam wyżej.

Tak, w jakiś sposób ja wybrałem, choć wydawało mi sie ze tak samo wyszło. Poznaliśmy sie i zacząłem czuć do niej magnetyzm.
Wiedziałem ze sie tnie, ale mam dużo wyrozumiałości do ludzi, chciałem zrozumieć dlaczego.

Kriss napisał/a:

JaMoże się zdarzyć tak, ze TAK to TY zrobiłeś. No bo kto inny? Ona ma kogoś a Ty nie. No więc przyjmijmy, ze to TWOJA WINA jest. No bo nikt Ci laski na siłę nie pchał, a potem nikt na siłę z rąk nie wyrywał. Sama przyszła to i sama poszła. No i co z tego?

Więc moja...

Kriss napisał/a:

Że felerny jesteś? Zapewniam Cię że NIE.

Nie rozumiem

51

Odp: historia niedopowiedziana...

Fuorviatos nic nie dzieje się SAMO, ani SAMO nie wychodzi. To Ty robiłeś i ona robiła.

Jak nie jesteś psychologiem albo sam się nie ciąłeś, to przez samo kochanie osoby która się tnie - nie zrozumiesz problemu. Wiedziałeś na przykład że cięcie się potrafi przynosić niesamowitą ulgę i odprężenie? Że można je traktować jak papierosa w chwili stresu - rozładowuje napięcie i uspokaja i dokładnie identycznie uzależnia i wyniszcza? Ze ten kto zacznie i przyniesie mu to te uczucia o których pisałam - nie moze przestać bez pomocy? No, może, ale jest to baaardzo trudne.

No i co z tego, ze to TWOJA wina że byłeś z nią w związku. I co z tego wynika Twoim zdaniem? Chcialabym żebyś napisał. Nie co uważasz że robileś dobrze czy źle, ale co sprawilo że ulały Ci się uczucia opiekuńcze wobec tej dziewczyny tak, że zapomnialeś o swoich potrzebach?

Skrót myślowy, przepraszam. Chodziło mi o to czy może myślisz, że dlatego że jesteś taki a nie inny, że dlatego że tak a nie inaczej uwalniasz gesty albo emocje - to spowodowało że ta dziewczyna sobie od Ciebie poszła ( co prawdopodobnie jest racją ). Wobec zaś tego, że ciągle żałujesz i nie mozesz sobie darować rozpadu związku, uważając że to TWOJA WINA jest, to możesz wysnuć błędny wniosek iż sam jesteś jakiś felerny. Bo tamten ją ma - czyli felerny w tym rozumieniu nie jest. Zawile.

52

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Fuorviatos nic nie dzieje się SAMO, ani SAMO nie wychodzi. To Ty robiłeś i ona robiła.

Kriss napisał/a:

Jak nie jesteś psychologiem albo sam się nie ciąłeś, to przez samo kochanie osoby która się tnie - nie zrozumiesz problemu. Wiedziałeś na przykład że cięcie się potrafi przynosić niesamowitą ulgę i odprężenie? Że można je traktować jak papierosa w chwili stresu - rozładowuje napięcie i uspokaja i dokładnie identycznie uzależnia i wyniszcza? Ze ten kto zacznie i przyniesie mu to te uczucia o których pisałam - nie moze przestać bez pomocy? No, może, ale jest to baaardzo trudne.

Pocięła się tylko raz. Pózniej przez blizny na rękach miała mnóstwo kłopotów, głównie w pracy. Sama zrozumiała że zrobiła głupotę.
Kiedyś powiedziałem jej "Chyba więcej już tego nie zrobisz". Obiecała, że nie.
Kiedy o tym rozmawialiśmy mówiła że to była właśnie ulga, swiadomość kontroli czegoś. (najpewniej bólu)
Myśle że z tego wyszła. Ma prace, swoje życie i znajomość jakiej zawsze chciała.

Kriss napisał/a:

No i co z tego, ze to TWOJA wina że byłeś z nią w związku. I co z tego wynika Twoim zdaniem? Chcialabym żebyś napisał. Nie co uważasz że robileś dobrze czy źle, ale co sprawilo że ulały Ci się uczucia opiekuńcze wobec tej dziewczyny tak, że zapomnialeś o swoich potrzebach?

Skrót myślowy, przepraszam. Chodziło mi o to czy może myślisz, że dlatego że jesteś taki a nie inny, że dlatego że tak a nie inaczej uwalniasz gesty albo emocje - to spowodowało że ta dziewczyna sobie od Ciebie poszła ( co prawdopodobnie jest racją ). Wobec zaś tego, że ciągle żałujesz i nie mozesz sobie darować rozpadu związku, uważając że to TWOJA WINA jest, to możesz wysnuć błędny wniosek iż sam jesteś jakiś felerny. Bo tamten ją ma - czyli felerny w tym rozumieniu nie jest. Zawile.

Trudno tak nie myśleć bo cały czas nachodzą mnie wyrzuty sumienia. Ona twierdziła że my szukamy czegoś innego i to nie jest tak że jest jej z nim lepiej, tylko " z każdym jest inaczej". Często miała takie wymijające odpowiedzi, jakby nigdy emocjonalnie nie angażowała się w to co mówi, jakby był jakiś dystans.

Kriss napisał/a:

Chodziło mi o to czy może myślisz, że dlatego że jesteś taki a nie inny, że dlatego że tak a nie inaczej uwalniasz gesty albo emocje - to spowodowało że ta dziewczyna sobie od Ciebie poszła ( co prawdopodobnie jest racją ).

Więc jak to jest możliwe żebym nie byl gorszy skoro ona ode mnie odeszła właśnie z tego powodu?

53

Odp: historia niedopowiedziana...

Jesssssu, Fuorviatos, ależ Ty nad sobą ciężko pracujesz, żeby w sobie pogłębić i utrwalić to poczucie winy. To własnie ono jest jednym z kluczowych podwalin KZB. Nieuzasadnione, bezpodstawne, podgrzane przez partnera (bo wie, że na tym można u nas fajnie pojeździć), pielęgnowane, samobiczujące. A skoro już TO wiemy, to warto nad tym popracować. Jesteś inteligentnym, zaradnym, empatycznym i daję głowę nie paszkwilnym mężczyzną. Umiesz dawać więc chętnie brała. Umiesz pomagać więc chętnie korzystała. Umiesz podbijać komuś ego więc chętnie je sobie podbiła. Robiłeś wszystko, co ludzie w związku POWINNI robić. Bo to NORMALNE. Empatia, uważność, troska, zaangażowanie. Co masz sobie (a raczej ona Tobie) KONKRETNIE do zarzucenia? A teraz Ty siedzisz i uprawasz komparatywistykę stosowaną - w czym TAMTEN jest lepszy? W niczym. Jest INNY. Z tego co opisujesz, dziewczyna ma ewidentny problem ze stabilnością emocjonalną. I jej sie to podoba. Ona potrzebuje ciągłej stymulacji, jazd po bandzie. TAMTEN też za jakiś czas okaże się przeterminowany i nudny. Spoko.
A Ty teraz masz się zająć SOBĄ. Kiedy rok temu wszyscy mi to powtarzali, wku..wiało mnie to nieziemsko. Bo ja umiałam się zajmować tylko swoim pasożytem, któremu to było na rękę. Jak tylko zaczęłam się zajmować sobą, doznałam obsesorskiego zainteresowania z jego strony, bo nagle to ja byłam TA INNA. Jakoś mu się wysmyknęłam z jego schematu - już nudna i trza zmienić.
Przestrzegam jednak przed kreowaniem sie "pod nią", żeby sie przekonała, żeby zobaczyła. Olej, fuorviatos.
Kriss mi kiedyś powiedziała zdanie, które jest moją mantrą: "Napisałam siebie od nowa."
Może i Ty zrobisz takie ćwiczenie, Fuorviatos. Jaki chciałbyś być? Niech Twoja wyobraźnia nie zna granic. Dziś już wiem, że są możliwe absolutnie niesamowite warianty. O wiele rzeczy, o których kiedyś bym siebie nie podejrzewała dziś robię z powodzeniem. Śmiało.

54 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 10:49:35)

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

Jesssssu, Fuorviatos, ależ Ty nad sobą ciężko pracujesz, żeby w sobie pogłębić i utrwalić to poczucie winy. To własnie ono jest jednym z kluczowych podwalin KZB. Nieuzasadnione, bezpodstawne, podgrzane przez partnera (bo wie, że na tym można u nas fajnie pojeździć), pielęgnowane, samobiczujące. A skoro już TO wiemy, to warto nad tym popracować. Jesteś inteligentnym, zaradnym, empatycznym i daję głowę nie paszkwilnym mężczyzną. Umiesz dawać więc chętnie brała. Umiesz pomagać więc chętnie korzystała. Umiesz podbijać komuś ego więc chętnie je sobie podbiła. Robiłeś wszystko, co ludzie w związku POWINNI robić. Bo to NORMALNE. Empatia, uważność, troska, zaangażowanie. Co masz sobie (a raczej ona Tobie) KONKRETNIE do zarzucenia? A teraz Ty siedzisz i uprawasz komparatywistykę stosowaną - w czym TAMTEN jest lepszy? W niczym. Jest INNY. Z tego co opisujesz, dziewczyna ma ewidentny problem ze stabilnością emocjonalną. I jej sie to podoba. Ona potrzebuje ciągłej stymulacji, jazd po bandzie. TAMTEN też za jakiś czas okaże się przeterminowany i nudny. Spoko.
A Ty teraz masz się zająć SOBĄ. Kiedy rok temu wszyscy mi to powtarzali, wku..wiało mnie to nieziemsko. Bo ja umiałam się zajmować tylko swoim pasożytem, któremu to było na rękę. Jak tylko zaczęłam się zajmować sobą, doznałam obsesorskiego zainteresowania z jego strony, bo nagle to ja byłam TA INNA. Jakoś mu się wysmyknęłam z jego schematu - już nudna i trza zmienić.
Przestrzegam jednak przed kreowaniem sie "pod nią", żeby sie przekonała, żeby zobaczyła. Olej, fuorviatos.
Kriss mi kiedyś powiedziała zdanie, które jest moją mantrą: "Napisałam siebie od nowa."
Może i Ty zrobisz takie ćwiczenie, Fuorviatos. Jaki chciałbyś być? Niech Twoja wyobraźnia nie zna granic. Dziś już wiem, że są możliwe absolutnie niesamowite warianty. O wiele rzeczy, o których kiedyś bym siebie nie podejrzewała dziś robię z powodzeniem. Śmiało.

Mogę gdzieś zapoznać się z Twoją historią? Myśle że dużym problemem w tym wszystkim było moje zaniżone ego. Brak własnego spełnienia który projektowałem sobie w związku z nią (prawdopodobnie jak pisałem, wzorzec rodzinny).
Myśle też że mnie rzuciła bo nie była w stanie znieść mojej szczerości. Dopóki bylem dobry i kochający, przytulałem i mało było w tym wszystkim życia i realiów, było OK. Jak się wkurzyłem i pokazałem że też potrafie być ułomny, walnęła mnie, bo to, bo tamto...
Myśle też że pułapka w którą wpadłem była związana z tym że kiedy tutaj była zachowywała się zupełnie normalnie. Więc tłumaczyłem sobie "ona jest zaangażowana". Przeoczyłem że bilet powrotny to ja jej kupiłem. Musiała lecieć. Pózniej nagle zaczeła wymyślać że już w grudniu czuła że "nie pasujemy już do siebie", "nie działamy dobrze na siebie".
Kolejną sprawą jest jej dojrzałość. Ja czując się źle z samym sobą, słysząc jej poważne tematy, jeszcze bardziej się osłabiałem.
Zdalem sobie z tego sprawe i zacząłem poprostu z nią dyskutować. Ona twierdziła że to ja jestem Panem własnego losu. W pewien sposób była silniejsza. Wyszła z kryzysu i chciała mi pomóc, jakoś nakierować. Ja ją za to jeszcze bardziej kochałem bo nie rozumiałem że sam mógłbym to zrobić..

Jaki chciałbym być?

Well. Zawsze byłem pogodny, otwarty do ludzi, cieszyłem się życiem. Już o tym myślałem. Brakuje mi tego mojego poprzedniego wcielenia..
Mieszkam w tym miejscu już od 10 lat i to chyba jest czas na podjęcie decyzji co ze sobą robić. Nie chce się tu osiedlać.
Myśle nad poszukaniem pracy w Polsce. Podobno ludzi posługujący sie płynnie Wloskim są poszukiwani. Wiele firm włoskich prowadzi np w Polsce ksiegowość Znalazłem kilka ofert.
Chciałbym przeczytać twoja historie.

55

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Jesssssu, Fuorviatos, ależ Ty nad sobą ciężko pracujesz, żeby w sobie pogłębić i utrwalić to poczucie winy. To własnie ono jest jednym z kluczowych podwalin KZB. Nieuzasadnione, bezpodstawne, podgrzane przez partnera (bo wie, że na tym można u nas fajnie pojeździć), pielęgnowane, samobiczujące. A skoro już TO wiemy, to warto nad tym popracować. Jesteś inteligentnym, zaradnym, empatycznym i daję głowę nie paszkwilnym mężczyzną. Umiesz dawać więc chętnie brała. Umiesz pomagać więc chętnie korzystała. Umiesz podbijać komuś ego więc chętnie je sobie podbiła. Robiłeś wszystko, co ludzie w związku POWINNI robić. Bo to NORMALNE. Empatia, uważność, troska, zaangażowanie. Co masz sobie (a raczej ona Tobie) KONKRETNIE do zarzucenia? A teraz Ty siedzisz i uprawasz komparatywistykę stosowaną - w czym TAMTEN jest lepszy? W niczym. Jest INNY. Z tego co opisujesz, dziewczyna ma ewidentny problem ze stabilnością emocjonalną. I jej sie to podoba. Ona potrzebuje ciągłej stymulacji, jazd po bandzie. TAMTEN też za jakiś czas okaże się przeterminowany i nudny. Spoko.
A Ty teraz masz się zająć SOBĄ. Kiedy rok temu wszyscy mi to powtarzali, wku..wiało mnie to nieziemsko. Bo ja umiałam się zajmować tylko swoim pasożytem, któremu to było na rękę. Jak tylko zaczęłam się zajmować sobą, doznałam obsesorskiego zainteresowania z jego strony, bo nagle to ja byłam TA INNA. Jakoś mu się wysmyknęłam z jego schematu - już nudna i trza zmienić.
Przestrzegam jednak przed kreowaniem sie "pod nią", żeby sie przekonała, żeby zobaczyła. Olej, fuorviatos.
Kriss mi kiedyś powiedziała zdanie, które jest moją mantrą: "Napisałam siebie od nowa."
Może i Ty zrobisz takie ćwiczenie, Fuorviatos. Jaki chciałbyś być? Niech Twoja wyobraźnia nie zna granic. Dziś już wiem, że są możliwe absolutnie niesamowite warianty. O wiele rzeczy, o których kiedyś bym siebie nie podejrzewała dziś robię z powodzeniem. Śmiało.

Mogę gdzieś zapoznać się z Twoją historią?

napisałam na priv

56 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 12:28:32)

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

Jesteś inteligentnym, zaradnym, empatycznym i daję głowę nie paszkwilnym mężczyzną

Co Cie sklania do takiego myślenia? Ja widzę zupelne przeciwieństwo...
Cholerna potrzeba dowartościowania /:

Tarantella napisał/a:

Napisałam na priv

Nie wiem jak z niego korzystać. Pod profilem nic nie znajduje.

57

Odp: historia niedopowiedziana...

Bez nerwowych ruchów. Skrzynkę mailową sprawdź - tę którą podawałeś przy rejestracji na tym forum. Tam będzie mail od Tarantelli ale będzie zatytułowany w skrzynce jako od Netkobiet - bo przez portal przechodzi.

Tu się mamy - że Ty nie widzisz - a ja też to zobaczylam co Tarantella. Dlatego Co klepiemy, żebyś zaczął od siebie rozkminianie problemu - reszta wyjdzie logicznie po sznurku "przy okazji". W ramach bonusu.

58 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-16 12:56:13)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Jesteś inteligentnym, zaradnym, empatycznym i daję głowę nie paszkwilnym mężczyzną

Co Cie sklania do takiego myślenia? Ja widzę zupelne przeciwieństwo...
Cholerna potrzeba dowartościowania /:

Ależ proszę. My (ofiary tego syndromu) też to odkryłyśmy i uwielbiamy się dopieszczać smile
1. Ładnie piszesz - w sensie składnia, słownictwo, interpunkcja. A to mało kto potrafi.
2. Myślisz, szukasz, drążysz, nie chcesz powielać sytuacji, w którą już raz się ubrałeś. Mundry znaczy się.
3. Posiadasz wysoko pożądane u normalnego człowieka cechy i jedyny błąd to ich przeskalowanie - empatia, gotowość do dawania, stabilność, pracowitość, gotowość do samorozwoju, nie jest Ci obojętna ludzka krzywda i niesprawiedliwość, masz wysoko ustawione morale, poczucie humoru, poczucie obowiązku. A skąd to wszystko wiem? Nie mogę wiedzieć. Mogę przypuszczać, bo wszyscy KZB mają ten pakiet. Mamy też coś jeszcze - umiejętność angażowania się w partnerów, którzy chętnie korzystają z tego pakietu nie dając w zamian nic, bo my NIC od nich nie wymagamy. Pasożytnictwo. Za odrobinę miłości oddamy nerkę a co dopiero nasz pakiet. Zakład, że to wszystko masz, tylko sam siebie nie umiesz za to pochwalić? Nie umiemy sami siebie dowartościowywać i histerycznie szukamy tego u partnera. A jak w jakiś sposób nas odtrąci to tak jakby zabił. Nie ma nas. Boimy sie sami siebie chwalić, bo a nuż ktoś pomyśli, że sie wywyższamy, że jesteśmy zadufani w sobie i a nuz skrytykuje - co jest dla nas równoznaczne z odtrąceniem. I to jest coś, czego boimy się najbardziej - odtrącenie. I to jest chore. I to trzeba w sobie zwalczać. Piszę w liczbie mnogiej, choć ja już wykonałam kawał roboty, że sie tak nieskromnie pochwalę smile

59

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:
fuorviatos napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Jesteś inteligentnym, zaradnym, empatycznym i daję głowę nie paszkwilnym mężczyzną

Co Cie sklania do takiego myślenia? Ja widzę zupelne przeciwieństwo...
Cholerna potrzeba dowartościowania /:

Ależ proszę. My (ofiary tego syndromu) też to odkryłyśmy i uwielbiamy się dopieszczać smile
1. Ładnie piszesz - w sensie składnia, słownictwo, interpunkcja. A to mało kto potrafi.
2. Myślisz, szukasz, drążysz, nie chcesz powielać sytuacji, w którą już raz się ubrałeś. Mundry znaczy się.
3. Posiadasz wysoko pożądane u normalnego człowieka cechy i jedyny błąd to ich przeskalowanie - empatia, gotowość do dawania, stabilność, pracowitość, gotowość do samorozwoju, nie jest Ci obojętna ludzka krzywda i niesprawiedliwość, masz wysoko ustawione morale, poczucie humoru, poczucie obowiązku. A skąd to wszystko wiem? Nie mogę wiedzieć. Mogę przypuszczać, bo wszyscy KZB mają ten pakiet. Mamy też coś jeszcze - umiejętność angażowania się w partnerów, którzy chętnie korzystają z tego pakietu nie dając w zamian nic, bo my NIC od nich nie wymagamy. Pasożytnictwo. Za odrobinę miłości oddamy nerkę a co dopiero nasz pakiet. Zakład, że to wszystko masz, tylko sam siebie nie umiesz za to pochwalić? Nie umiemy sami siebie dowartościowywać i histerycznie szukamy tego u partnera. A jak w jakiś sposób nas odtrąci to tak jakby zabił. Nie ma nas. Boimy sie sami siebie chwalić, bo a nuż ktoś pomyśli, że sie wywyższamy, że jesteśmy zadufani w sobie i a nuz skrytykuje - co jest dla nas równoznaczne z odtrąceniem. I to jest coś, czego boimy się najbardziej - odtrącenie. I to jest chore. I to trzeba w sobie zwalczać. Piszę w liczbie mnogiej, choć ja już wykonałam kawał roboty, że sie tak nieskromnie pochwalę smile

Dziękuje Tarantella. Chwal się do woli. Zasłużyłaś sobie na to.
Trudno mi spojrzeć na moją eks jako "pasożyta", w dalszym ciągu. Może dlatego że zdawała się robić to nieświadomie.
Zabajerowala mnie pięknymi tematami, dojrzałem w niej przeistoczenie. Przepraszam za wyrażenie ale ostatnio jak była "bzykaliśmy" się po 5 razy dziennie. Musiało jej się podobać. Chyba aż tak bardzo że zapomniała o trudnych tematach i związku. Po 2 tygodniach, sobie przypomniała - Fakt, bzykania już nie było i kazałem pomyśleć. To musiało być za dużo -:). Teraz sie gryze że jakbym to, jakbym tamto, to przyjechałaby i jakoś by się ułożyło, ale tak naprawde to powoli dochodzę do myślenia że lepiej się stało.
Kiedy jest mi źle, przypominam sobie jak nam było dobrze - Wracam do projekcji. Kiedy przypominam sobie co było źle, też wracam do projekcji wmawiając sobie, że "przecież można było nad tym popracować".
Ironia losu nie? I tak na koniec taka refleksja; "A może ona też była KBZ" ? i poprostu poczuła się przeze mnie zraniona?"
Nie, to chyba głupie.
Wybaczcie, rozlamanie emocjonalne. Jeszcze mnie to trochę wszystko wk...
Tarantella, niestety, nadal nie otrzymalem nic na skrzynkę a bardzo chciałbym zapoznać się z Twoja historia i przede wszystkim zobaczyć w jaki sposób uświadomiłaś sobie że on był "pasożytem". Bo widzisz, u mnie jeszcze nie wykrystalizowało się to że dawałem więcej niż dostawałem..


Niestety nic na skrzynkę nie otrzymałem a bardzo chętenie przeczytałbym Twoja historie

60

Odp: historia niedopowiedziana...

Ponowiłam na priv. Może jeszcze sprawdź w spamie.

61

Odp: historia niedopowiedziana...

Już mam. Dziękuje równierz za miłe słowo -:)
Czy ewentualne pytania mogę zadawać tutaj czy wolisz przez e-mail lub blog?

62

Odp: historia niedopowiedziana...

No witam szanowną Sforę. smile

Oj, zaopiekowany jesteś chłopaku, zaopiekowany smile

63 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 16:05:42)

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:

No witam szanowną Sforę. smile

Oj, zaopiekowany jesteś chłopaku, zaopiekowany smile

Dziewczyny są kochane poprostu -:)
niekochana. Kto jest autorem cytatu który masz w sygnaturze?

64

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

No witam szanowną Sforę. smile

Oj, zaopiekowany jesteś chłopaku, zaopiekowany smile

Dziewczyny są kochane poprostu -:)
niekochana. Kto jest autorem cytatu który masz w sygnaturze?

Louis L'Amour

Są najlepsze smile

65

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Już mam. Dziękuje równierz za miłe słowo -:)
Czy ewentualne pytania mogę zadawać tutaj czy wolisz przez e-mail lub blog?

Blog jest mało komunikacyjny - lepiej tu albo mail.

Posty [ 1 do 65 z 172 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026