fuorviatos napisał/a:Znam go. W przeciwnym razie nie mialbym takich myśli..
Druga sprawa to że wszystko podlega nieustannym zmianom; Codzienne życie, problemy, spory, konflikty powodują że łatwo zapominamy o tym co w drugim cenne.
Zawiesiłem się miedzy wizją porozumienia opartym na braterstwie dusz a związkiem dwojga ludzi który wymaga pracy nad sobą i niejednego poświęcenia.
Wymaga też chyba umiejętności komunikacji własnych uczuć czego ja chyba nie potrafie do końca.
Łatwiej piszę się na forum - Cięzej zrobić
Nie znasz swojego wnętrza, bo dawałeś sobie robić kuku i jeszcze się z tego cieszyłeś. Ty znasz to wnętrze, które było kompatybilne z JEJ wymogami Twojego wnętrza. Starałeś się, latałeś, cudowałeś. Wymyśliłeś sobie że tak właśnie powinna wyglądać prawdziwa miłość, dla której słowo "poświęcenie" nie istnieje - bo to kurna norma jest, że kochający czlowiek na każde wezwanie domyśli się że partner potrzebuje nerki - nerkę tę wysyła, partner nerkę daje psu do zeżarcia zamiast sobie przeszczepić, a osoba kochająca myśli tak: "no karwa, dałem nerkę - dałem. Moja decyzja wynikała z miłości oraz zdolności do zgadywania najskrytszych potrzeb ukochanej osoby - kocham więc prawdziwie. Wobec powyższego nerkę swą ofiarowałem w ramach normalnej kolei rzeczy. Ponieważ zaś jestem osobą nie tylko kochającą ale i kulturalną - no przecież to JEJ SPRAWA co z tą nerką zrobi. Widocznie źle zinterpretowałem jej potrzeby - dupa ze mnie a nie kochający facet - dobrze że chociaż moja nerka psu się na coś zdała. Następnym razem postaram się bardziej. Całe szczęście że mam drugą nerkę - jest szansa na poprawę mojego zachowania".
I Ty Fuorviatos tak rozumujesz w fazie ostrej. I ja to kumam i Dziewczyny kumają, Zwykły-Facet też ogarnia elegancko, ale tego się kupić nie da, bo to już z zalożenia bulszit jest. Nie znasz swojego wnętrza, bo jakbyś znał to:
1. Nerki byś za zbója wafla sobie nie wyciął - bo nerka Ci potrzebna jest.
2. Co z tego że masz drugą - to nie o to chodzi.
3. Jej ta nerka nie była potrzebna - mogla psa nakarmić dowolnym psim żarciem.
4. Od razu zachowała się nieelegancko, bo nerkę powinna Ci zwrócić plus Cię opierdzielić że się samookaleczasz - a zupełnie jako dowód Twojej miłości SAM TY jej wystarczysz a nie jakieś Twoje podroby oddawane w dramatycznych gestach.
Dlatego - nie Fuorviatos, Ty swojego wnętrza nie znasz. Ty znasz tylko swoją destrukcyjną stronę mocy, którą każdy z nas ma, a której budzić nie należy. Jak ta strona się obudzi przez przypadek i pomyłkę - to osoba która NAPRAWDĘ Cię kocha - zaraz Cię tak opierdzieli że Ci w pięty pójdzie na siedem pokoleń wprzód. Bo takiej osobie zależy na Twoim dobru, a nie na nieustających dowodach Twojej zależności i uległości.
Do ad remu. TAK. Wierzę w braterstwo dusz. Żeby go doświadczyć trzeba beczkę soli drogowej zjeść. W braterstwie dusz nie występuje toksyna, nie występuje żadna zależność, bo - Mój Młody Padawanie - braterstwo dusz polega li i jedynie na WOLNOŚCI. Na tym że Ty wiesz, że Ty nic nie musisz, a chcesz. Na tym, że jak dasz - dostaniesz z nawiazką. Nie dlatego że się ścigacie kto bardziej a kto mocniej - dlatego że taka jest kolej rzeczy między dwojgiem kochających się ludzi. I Ty chcesz dawać nie dlatego, żeby coś udowodnić tej osobie co ciągle nochalem kręci ze za malo - że można lepiej, ale to zwyczajnie tak na luzie wychodzi jak picie porannej kawy. I nawet o tym nie myślisz i mimowolnie się układa. Od niechcenia.
Ty natomiast owszem coś tam dostawałeś jakąś bździnę, a żeby nie zwariować,a mieć dla siebie wytłumaczenie (przecież we własnych oczach za idiotę uchodził nie będziesz), to każde jej pierdnięcie, drobny gest, czy fajny moment - każdy taki za przeproszeniem smark puszczony w Twoją stronę, zaraz od Ciebie dostawał rangę cudu, piedestał trzy świeczki i bukiet kwiatów. Jak już smark miał ołtarzyk, to smarkiem być przestawał co nie?