netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

historia niedopowiedziana...

171 odpowiedzi17 976 wyświetleńzałożony przez fuorviato, 07.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 172 ]

66

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

No witam szanowną Sforę. smile

Oj, zaopiekowany jesteś chłopaku, zaopiekowany smile

Dziewczyny są kochane poprostu -:)
niekochana. Kto jest autorem cytatu który masz w sygnaturze?

Louis L'Amour

Są najlepsze smile

A nie mówiłam, że sie lubimy dopieszczać? big_smile

67

Odp: historia niedopowiedziana...

No Facet, nie zginiesz smile Witaj Sforo.

Skrobnij też tu raz na jakiś czas - jestem bardzo ciekawa jak sobie będziesz radził.

68 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-16 18:11:58)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

No Facet, nie zginiesz smile Witaj Sforo.

Skrobnij też tu raz na jakiś czas - jestem bardzo ciekawa jak sobie będziesz radził.

Oczywiście. Jeśli wam to nie będzie przeszkadzać, będe pisał często. Czasami się nawet wylewał. Tylko, czy wytrzymacie? smile
Dziś po pracy wsiadam w samochód. Zmykam do domu biore walichę i jade mieszkać do znajomych na kilka dni.
Lubię spedzać czas z ludzmi, choć uswiadamiam sobie że muszę polubić go równierz sam ze sobą - Będe próbował.

Dziś Wieczorem pewnie gdzieś wyskoczę, czegoś się napije, spróboje pogadać z ludzmi (choć tutaj to nie jest łatwe).
Narazie mam takie syndromy że jak się napije, latwiej wkręcam się w swiat, oddalam od myśli. Pózniej zasypiam, ale budzę się rano wcześniej i wtedy już glowa mi pęka.
Chce się wynieść z mieszkania bo tam sa wspomnienia. Jest kot ktoremu dawała jeść, łózko w którym byliśmy, szafa ktorą montowaliśmy itd.
Wogóle mało jest miejsc gdzie nas nie było w tym mieście, ale spróboje jakoś ucieć, odciąć się od tego, choć teraz w tej chwili, wydaje mi się to prawie że niemożliwe.
W czwartek mam konsultacje z psychologiem. Zalecił psychotropy. Twardo powiedziałem "nie".

69

Odp: historia niedopowiedziana...

Dziewczyny. Gryzie mnie tylko jedno. Te głupie teksty o tym ze nic jej nie mogłem obiecywać i ze mogą sie zdarzyć inne kobiety. Czy możecie przeanalizować nasza ostatnia rozmowe. Ja ja tu wkleje jeśli sie zgadzacie w wyciągnąć z niej kilka wniosków?
Wiem, ze to mało męskie i zachowuje sie jak cip..., ale może dlatego mnie zostawiła...

70

Odp: historia niedopowiedziana...

Dzieńdoberek. Jak Ci ma pomóc - wklejaj co uważasz. Jak damy radę - przeanalizujemy.

71

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Dziewczyny. Gryzie mnie tylko jedno. Te głupie teksty o tym ze nic jej nie mogłem obiecywać i ze mogą sie zdarzyć inne kobiety. Czy możecie przeanalizować nasza ostatnia rozmowe. Ja ja tu wkleje jeśli sie zgadzacie w wyciągnąć z niej kilka wniosków?
Wiem, ze to mało męskie i zachowuje sie jak cip..., ale może dlatego mnie zostawiła...

Dajesz. I proszę mi tu nie deprecjonować waginy tongue  Jako kobieta i feministka czuję się z nią emocjonalnie związana i nie lubię, gdy staje się synonimem słabiutkich zachowań. No.
P.S.
Czy to nie dziwne, że fuorviatos nic jeszcze nie wkleił, a ja mam juz gotowych kilka pytań?  Nie, nie - to nie megalomania, to właśnie obraz tego, jak typowe są pewne zachowania nas, wszelkich DDD w określonych sytuacjach. 
Jesteś na samym początku drogi. "Dopadłyśmy Cię", a właściwie Ty nas zaprosiłeś w idealnym momencie. Teraz ważą się Twoje losy, kochany. Stoisz na rozstaju dwóch dróg. Jedna z nich to autostrada, normalnie 6 pasów w jedną stronę. Większość Panów popierdziela właśnie nią. Gaz do dechy i jazda, w tle włączona muza, same hity - "Dlaczego ona mi to zrobiła", "Czy gdybym 3 lutego nie powiedział jej ....., tylko..... to byłaby ze mną", "Wszystkie kobiety to suki" itd, itp. Ci uczestnicy ruchu tak są zasłuchani w muzę, że zupełnie nie zauważają, że droga choć komfortowa - prowadzi donikąd. Normalnie ruch kołowy zamknięty.
A ta druga droga to taka zarośnięta ścieżynka w lesie. Bardzo trudna, pełna pułapek i ciągle jakieś złośliwe gałęzie dają Ci po twarzy. Bez kija, którym będziesz sobie torował drogę - ani rusz. Kij też sam musisz sobie zdobyć. Nie ma, że boli.
My możemy Ci towarzyszyć tylko na tej drugiej drodze, pierwsza zupełnie nas nie interesuje. Możesz liczyć na naszą pomoc, ale nie czarujmy się - nieść Cię nie będziemy. Nie będziemy Cię też na siłę przekonywać, że ta droga jest dla Ciebie najlepsza. Ty podejmujesz decyzję.

Ciekawa jestem, którą drogę wybierzesz. No i jednak MUSZĘ zadać Ci pytanie, bo Twoja odpowiedź na nie będzie jednocześnie odpowiedzią na pytanie o wybór drogi.
Tak więc, odpowiedz proszę: "Do czego ma Ci posłużyć wiedza, którą chcesz tu zdobyć? Dlaczego szukasz odpowiedzi?"

72

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

Dziewczyny. Gryzie mnie tylko jedno. Te głupie teksty o tym ze nic jej nie mogłem obiecywać i ze mogą sie zdarzyć inne kobiety. Czy możecie przeanalizować nasza ostatnia rozmowe. Ja ja tu wkleje jeśli sie zgadzacie w wyciągnąć z niej kilka wniosków?
Wiem, ze to mało męskie i zachowuje sie jak cip..., ale może dlatego mnie zostawiła...

Dajesz. I proszę mi tu nie deprecjonować waginy tongue  Jako kobieta i feministka czuję się z nią emocjonalnie związana i nie lubię, gdy staje się synonimem słabiutkich zachowań. No.
P.S.
Czy to nie dziwne, że fuorviatos nic jeszcze nie wkleił, a ja mam juz gotowych kilka pytań?  Nie, nie - to nie megalomania, to właśnie obraz tego, jak typowe są pewne zachowania nas, wszelkich DDD w określonych sytuacjach. 
Jesteś na samym początku drogi. "Dopadłyśmy Cię", a właściwie Ty nas zaprosiłeś w idealnym momencie. Teraz ważą się Twoje losy, kochany. Stoisz na rozstaju dwóch dróg. Jedna z nich to autostrada, normalnie 6 pasów w jedną stronę. Większość Panów popierdziela właśnie nią. Gaz do dechy i jazda, w tle włączona muza, same hity - "Dlaczego ona mi to zrobiła", "Czy gdybym 3 lutego nie powiedział jej ....., tylko..... to byłaby ze mną", "Wszystkie kobiety to suki" itd, itp. Ci uczestnicy ruchu tak są zasłuchani w muzę, że zupełnie nie zauważają, że droga choć komfortowa - prowadzi donikąd. Normalnie ruch kołowy zamknięty.
A ta druga droga to taka zarośnięta ścieżynka w lesie. Bardzo trudna, pełna pułapek i ciągle jakieś złośliwe gałęzie dają Ci po twarzy. Bez kija, którym będziesz sobie torował drogę - ani rusz. Kij też sam musisz sobie zdobyć. Nie ma, że boli.
My możemy Ci towarzyszyć tylko na tej drugiej drodze, pierwsza zupełnie nas nie interesuje. Możesz liczyć na naszą pomoc, ale nie czarujmy się - nieść Cię nie będziemy. Nie będziemy Cię też na siłę przekonywać, że ta droga jest dla Ciebie najlepsza. Ty podejmujesz decyzję.

Ciekawa jestem, którą drogę wybierzesz. No i jednak MUSZĘ zadać Ci pytanie, bo Twoja odpowiedź na nie będzie jednocześnie odpowiedzią na pytanie o wybór drogi.
Tak więc, odpowiedz proszę: "Do czego ma Ci posłużyć wiedza, którą chcesz tu zdobyć? Dlaczego szukasz odpowiedzi?"

Dzień dobry. Wczoraj byłem na autostradzie. Nie zapierdzielalem z muza wprawdzie, ale byłem tam. Odpowiadając na pytanie niekochanej; chce zamienić ta cała negatywna energię która mnie otacza w jakaś wiedzę, poznać sie lepiej, wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Tylko ze nadchodzi mnie to straszne poczucie winy, ze to ja to spiepszylem. Przytaczacie historie pasożytów, psychofagow, ale ja nie jestem jej w stanie zobaczyć w takim świetle.  Proboje sobie tłumaczyć, ze to jednak ona popełniła błąd. Bądź co bądź jest z innym, a ja sam ze sobą, ale jeszcze jest cieżko. Narazie, nie dotarłem jeszcze na ścieżkę. Może jestem na na którymś z końcowych pasów..

73

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Dzień dobry. Wczoraj byłem na autostradzie. Nie zapierdzielalem z muza wprawdzie, ale byłem tam. Odpowiadając na pytanie niekochanej; chce zamienić ta cała negatywna energię która mnie otacza w jakaś wiedzę, poznać sie lepiej, wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Tylko ze nadchodzi mnie to straszne poczucie winy, ze to ja to spiepszylem. Przytaczacie historie pasożytów, psychofagow, ale ja nie jestem jej w stanie zobaczyć w takim świetle.  Proboje sobie tłumaczyć, ze to jednak ona popełniła błąd. Bądź co bądź jest z innym, a ja sam ze sobą, ale jeszcze jest cieżko. Narazie, nie dotarłem jeszcze na ścieżkę. Może jestem na na którymś z końcowych pasów..

Dobrze kombinujesz, dobrze smile 
Bo widzisz to jest najważniejsze - by na siebie popatrzeć. Poszukać odpowiedzi na pytanie - co jest takiego we mnie, jakie wzorce zachowań mam wpojone, że zachowuję się tak, a nie inaczej. Może to Ty zawaliłeś sprawę, a może ona - na pewno któreś bardziej. Tylko tak naprawdę jakie to ma w tym momencie znaczenie?
Każdy, kto przeczytana Twoją historię nie może mieć wątpliwości, że to był toksyczny związek. Dla Was obojga. Oboje popełniliście masę błędów i nic juz tego nie zmieni.
Teraz pora wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bardzo mnie ucieszyła Twoja odpowiedź - to, że chcesz poznać siebie lepiej.
Tak więc proponuję zacząć od początku. Dostałeś do ręki narzędzia - czytaj, zapisuj pytania i możemy tu na bieżąco dyskutować.

Najważniejsze pytania, na które powinieneś sobie odpowiedzieć to, dlaczego właśnie taką kobietę wybrałeś, co dawał Ci związek z Nią i czego Ci w tym związku brakowało. I tak jak wspomniałam w mailu - zerknij, co masz zapakowane w plecaku, który dźwigasz smile Jaki plecak? Ten z napisem "Dzieciństwo".
Mam ochotę Ci zadać prace domową na weekend wink  Nie musisz oczywiście, nie musisz. Ale może warto?
Tytuł: "Jak moim zdaniem powinien wyglądać udany związek. Czego oczekuję i co mogę dać. Czego za wszelką cenę chciałbym uniknąć"

74

Odp: historia niedopowiedziana...

Droga niekochana, ale jak mam sie wyzbyc tego poczucia winy które pozwoliłem żeby zaszczepila mi w ostatniej rozmowie..? Ciąży jak diabli..
Ona wiele razy mówiła głupoty, które tez mnie bolaly, ale jakoś nie okazywalem jej zranienia.
A może gdybym wkleil wam ta rozmowe, przeanalizowalybyscie ja. Ja już niewiem jak z tym walczyć.. Sama mówisz ze obydwoje popełniliśmy masę błędów. ..

75

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Droga niekochana, ale jak mam sie wyzbyc tego poczucia winy które pozwoliłem żeby zaszczepila mi w ostatniej rozmowie..? Ciąży jak diabli..
Ona wiele razy mówiła głupoty, które tez mnie bolaly, ale jakoś nie okazywalem jej zranienia.
A może gdybym wkleil wam ta rozmowe, przeanalizowalybyscie ja. Ja już niewiem jak z tym walczyć.. Sama mówisz ze obydwoje popełniliśmy masę błędów. ..

Strasznie niecierpliwy jesteś, strasznie.
No pewnie, ze oboje popełniliście błędy. To nie ulega wątpliwości.
Nie wyzbędziesz się poczucia winy dopóki nie ZROZUMIESZ. A nie zrozumiesz - dopóki nie zgłębisz przyczyn. Nie da się przeskoczyć tych etapów, kochaniutki. Nie da.

Musisz po kolei, powoli, z zastanowieniem.

Możesz wkleić rozmowę, tylko zastanów się - co Ci da jej analiza? Czego oczekujesz? Rozgrzeszenia? Potwierdzenia, że to jej wina?  To ja Ci tu zaraz sama osobiście wytknę, że taką ją sobie wybrałeś. Nie chciałeś, żeby odeszła, prawda? Cierpisz, pomimo iż ten związek nie był dla Ciebie dobry.
Moim zdaniem lepiej zastanów sie nad tym, dlaczego tęsknisz za czymś, co w sumie trwając sprawiało Ci cierpienie. Bo wszystko można powiedzieć o tym Waszym związku, ale nie to, że był dla Was szczęśliwy.

76 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2012-03-17 13:19:24)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Droga niekochana, ale jak mam sie wyzbyc tego poczucia winy które pozwoliłem żeby zaszczepila mi w ostatniej rozmowie..? Ciąży jak diabli..

Skuteczna broń to poczucie winy coś o tym wiem smile. Tak jak napisała niekochana każdy kolejny etap,powoli a skutecznie. To nie jest tak jak z czytaniem kryminału. Jestem ciekawy jak się skończy historia więc przeczytam ostatni rozdział pomijając siedem poprzednich. Dowiesz się oczywiście kto zabił ale nie dowiesz się dlaczego,z jakiej przyczyny,w jaki sposób a może w samoobronie a może... Tak samo jest w Twojej sytuacji przeczytałeś ostatni rozdział i dowiedziałeś się, że masz problem. Ale dlaczego masz ten problem, z jakiej przyczyny w jaki sposób go rozwiązać na te pytania znajdziesz odpowiedzi w poprzednich rozdziałach

Mam nadzieję, że dosyć zrozumiale przedstawiłem swoją myśl smile.

77 Ostatnio edytowany przez zwykły facet (2012-03-17 13:26:28)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Ona wiele razy mówiła głupoty, które tez mnie bolaly, ale jakoś nie okazywalem jej zranienia.

Dlaczego? Skoro ktoś Cię rani to chyba nie jest to normalne ani w porządku? Oprócz tego , że ktoś taki jest naszym partnerem,narzeczoną,dziewczyną czy żoną jest też normalnym człowiekiem. Podlega tym samym zasadom jak inni ludzie. Jeśli kolega z pracy powie ci jakąś przykrość to też nie zareagujesz? Też będziesz udawał, że nic się nie stało? Jeśli koleżanka z pracy Cię uderzy to też nie zareagujesz? Pewnie zareagujesz w ten czy inny sposób ale reakcja będzie. To, że kogoś kochamy wcale nie oznacza, że ta osoba funkcjonuje ponad zdrowymi normalnym relacjami międzyludzkimi.

78

Odp: historia niedopowiedziana...
zwykły facet napisał/a:

Skuteczna broń to poczucie winy coś o tym wiem smile. Tak jak napisała niekochana każdy kolejny etap,powoli a skutecznie. To nie jest tak jak z czytaniem kryminału. Jestem ciekawy jak się skończy historia więc przeczytam ostatni rozdział pomijając siedem poprzednich. Dowiesz się oczywiście kto zabił ale nie dowiesz się dlaczego,z jakiej przyczyny,w jaki sposób a może w samoobronie a może... Tak samo jest w Twojej sytuacji przeczytałeś ostatni rozdział i dowiedziałeś się, że masz problem. Ale dlaczego masz ten problem, z jakiej przyczyny w jaki sposób go rozwiązać na te pytania znajdziesz odpowiedzi w poprzednich rozdziałach

Mam nadzieję, że dosyć zrozumiale przedstawiłem swoją myśl smile.

Chapeau bas!

Od dawna wiedziałam, że taki z Ciebie zwykły facet, jak ze mnie niekochana tongue To już se ne wrati smile
Mam nadzieję, że fuorviatos pójdzie Twoją drogą. Liczę na Twoją pomoc w poganianiu go kijkiem na właściwą ścieżynkę. smile
A Tobie kibicuję nieustannie. Mam nadzieję, że wszystko Ci się poukłada tak, jak na to zasługujesz. smile

79

Odp: historia niedopowiedziana...

Oooo... teraz zauważyłam, że jak Ci oddam "nie", to Ty będziesz niezwykły, a ja kochana smile

80

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:

Oooo... teraz zauważyłam, że jak Ci oddam "nie", to Ty będziesz niezwykły, a ja kochana smile

No i życie od razu stało się kolorowe smile.

Pracuję,pracuję i jeszcze raz pracuję z panią psycholog ciężko i skutecznie smile.

Tak go tu otoczyłyście ciężkimi działami, że mu współczuję smile ale dobrze bez walki wojny się nie wygra smile.

Ślędzę wątek bo mnie zaciekawił ten przypadek a jak mogę coś napisać to skrobnę parę słów żeby pomóc w miarę możliwości smile. A co do ,,uleczania" kogoś jeszcze się nie nadaję, trochę za wcześnie ale robicie to tak doskonale dziewczyny, że nie mam nic do dodania smile.

81

Odp: historia niedopowiedziana...

fuorviatos nadejdzie taki czas gdzie dojdziesz do wniosku, że Tarantella pisze głupoty, że Kriss się wymądrza, że niekochana się czepia a ja żebym spadał na drzewo ze swoimi mądrościami. Dojdziesz do takiego wniosku dlatego, że będziesz musiał zrobić kolejny krok,przekroczyć granicę, przejść do innego świata z którego nie ma już powrotu. Będą musiały nastąpić zmiany w Twoim życiu a tego bardzo się boimy. Lepiej,łatwiej,bezpieczniej dojść do wniosku, że to w czym tkwię jest moje,bezpieczne i niezależnie od tego jak bardzo nie chce w tym tkwić dalej to i tak będę tkwił. Jak to mówią lepszy swój wróg niż obcy smile. Ja w wieku 38 lat wziąłem się za naprawę tego co powinienem zrobić dawno. Nie zrobiłem tego wcześniej bo nawet nie zdawałem sobie sprawy ze swoich problemów w tym temacie. Nie pozwól żeby ,,to coś" zabrało Ci kolejne lata życia. Jeśli dojdziesz do wniosku o którym wspomniałem na początku to będzie to błędny wniosek. Przeczytaj sobie wtedy dalszą część tego posta smile.

Pozdrawiam i trzymam kciuki smile

82

Odp: historia niedopowiedziana...

Chyba mamy za duże wymagania. Nasz bohater pozytywny jest na etapie, kiedy mu się jeszcze wydaje, że może jak przeanalizuje, rozkmini, rozłoży na czynniki i rozdzieli na czworo - to jakimś cudem nieludzkim będzie wiedział co zrobić żeby dla exowej być bardziej atrakcyjnym partnerem niż atrakcyjny przejściowo Kazimierz, z którym ona jest teraz. I dlatego potrzebuje analiz jakiejś tajemniczej rozmowy. Sam się okłamuje - że to moze mu pomóc w bliżej nieokreślonej przyszłości w ewentualnych kolejnych związkach. Bo on już będzie wiedział jak, co, gdzie i kiedy. A tak naprawdę o co innego Ci gościu biega.

I coś Ci powiem Fuorviatos - jak przeanalizujemy tę rozmowę, to wkleisz następną, kolejną i tak do zarąbania. Następnie będziesz rozkładał sytuacje, reakcje i pewnie w końcu i seks. Mozesz to robić, voila - Twoje prawo. Tylko po kiego grzyba. To nic nłe zmieni w sensie FAKTÓW. Nikt Ci nie odpowie na pytanie: a jakbym cośtam inaczej, to ona by odeszla? Nie odeszła? Odeszła później? A może jakbyśmy dziecko mieli? Nie mieli? Adoptowali?

Jesteś jeszcze w ostrej fazie idealizowania jej - albowiem zostałeś do tego bardzo ładnie wyszkolony i pewnie w dzieciństwie i przez samą rzeczoną - a deprecjonowania maksymalnego swojej osoby.

Na siłę stary nikt Ci nie pomoże. Za Ciebie nikt tego nie zrobi. Nikt Cię na rąsie nie weźmie i nie zaniesie jednocześnie wymazując przykre wspomnienia. Bierz się do roboty, bo Ci życie ucieknie.

83 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-17 20:27:37)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Chyba mamy za duże wymagania. Nasz bohater pozytywny jest na etapie, kiedy mu się jeszcze wydaje, że może jak przeanalizuje, rozkmini, rozłoży na czynniki i rozdzieli na czworo - to jakimś cudem nieludzkim będzie wiedział co zrobić żeby dla exowej być bardziej atrakcyjnym partnerem niż atrakcyjny przejściowo Kazimierz, z którym ona jest teraz. I dlatego potrzebuje analiz jakiejś tajemniczej rozmowy. Sam się okłamuje - że to moze mu pomóc w bliżej nieokreślonej przyszłości w ewentualnych kolejnych związkach. Bo on już będzie wiedział jak, co, gdzie i kiedy. A tak naprawdę o co innego Ci gościu biega.

I coś Ci powiem Fuorviatos - jak przeanalizujemy tę rozmowę, to wkleisz następną, kolejną i tak do zarąbania. Następnie będziesz rozkładał sytuacje, reakcje i pewnie w końcu i seks. Mozesz to robić, voila - Twoje prawo. Tylko po kiego grzyba. To nic nłe zmieni w sensie FAKTÓW. Nikt Ci nie odpowie na pytanie: a jakbym cośtam inaczej, to ona by odeszla? Nie odeszła? Odeszła później? A może jakbyśmy dziecko mieli? Nie mieli? Adoptowali?

Jesteś jeszcze w ostrej fazie idealizowania jej - albowiem zostałeś do tego bardzo ładnie wyszkolony i pewnie w dzieciństwie i przez samą rzeczoną - a deprecjonowania maksymalnego swojej osoby.

Na siłę stary nikt Ci nie pomoże. Za Ciebie nikt tego nie zrobi. Nikt Cię na rąsie nie weźmie i nie zaniesie jednocześnie wymazując przykre wspomnienia. Bierz się do roboty, bo Ci życie ucieknie.

Nie wkleje i nie dlatego ze piszecie, choć to doceniam, ale to ma być moj własny sprawdzian.
Zacznę od tego i maluczkimi kroczkami do przodu bede sie starał uciekać. A jak bedzie cieżko, przyjdę tutaj i wyżale sie wam. Ot co! Taka moja słabość. Pewnie mało męska, ale moja.
Ona na mnie nie zasługiwala. Bede gryzl, bił  sie z moja własna projekcja ale zrobię to w końcu, bo muszę sie uwolnić od tej zmory która siedzi w mojej głowie i nic wspólnego z panią z która byłem ( nie na odwrót) wspólnego nie ma... A jak bede padał, to walcie kijem..

84

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Nie wkleje i nie dlatego ze piszecie, choć to doceniam, ale to ma być moj własny sprawdzian.
Zacznę od tego i maluczkimi kroczkami do przodu bede sie starał uciekać. A jak bedzie cieżko, przyjdę tutaj i wyżale sie wam. Ot co! Taka moja słabość. Pewnie mało męska, ale moja.
Ona na mnie nie zasługiwala. Bede gryzl, bił  sie z moja własna projekcja ale zrobię to w końcu, bo muszę sie uwolnić od tej zmory która siedzi w mojej głowie i nic wspólnego z panią z która byłem ( nie na odwrót) wspólnego nie ma... A jak bede padał, to walcie kijem..

Dawno nie byłam słabością.... Męską czy niemęską cool

No, dobrze. Się troszkę wkurzyłeś i od razu mądrzej piszesz. Widzisz, my to juz dawno wiemy, że na wk***ieniu całkiem dobrze się działa.
Walenie kijem (z mojej strony) masz zapewnione tongue

85

Odp: historia niedopowiedziana...

No. A ja Cię chętnie podkurzę kiedy tylko będziesz chciał uciekać do tyłu. Będziemy czekać na wieści z placu boju.

86 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-18 10:36:02)

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:

Czy to nie dziwne, że fuorviatos nic jeszcze nie wkleił, a ja mam juz gotowych kilka pytań?  Nie, nie - to nie megalomania, to właśnie obraz tego, jak typowe są pewne zachowania nas, wszelkich DDD w określonych sytuacjach. 
Jesteś na samym początku drogi. "Dopadłyśmy Cię", a właściwie Ty nas zaprosiłeś w idealnym momencie. Teraz ważą się Twoje losy, kochany. Stoisz na rozstaju dwóch dróg. Jedna z nich to autostrada, normalnie 6 pasów w jedną stronę. Większość Panów popierdziela właśnie nią. Gaz do dechy i jazda, w tle włączona muza, same hity - "Dlaczego ona mi to zrobiła", "Czy gdybym 3 lutego nie powiedział jej ....., tylko..... to byłaby ze mną", "Wszystkie kobiety to suki" itd, itp. Ci uczestnicy ruchu tak są zasłuchani w muzę, że zupełnie nie zauważają, że droga choć komfortowa - prowadzi donikąd. Normalnie ruch kołowy zamknięty.
A ta druga droga to taka zarośnięta ścieżynka w lesie. Bardzo trudna, pełna pułapek i ciągle jakieś złośliwe gałęzie dają Ci po twarzy. Bez kija, którym będziesz sobie torował drogę - ani rusz. Kij też sam musisz sobie zdobyć. Nie ma, że boli.
My możemy Ci towarzyszyć tylko na tej drugiej drodze, pierwsza zupełnie nas nie interesuje. Możesz liczyć na naszą pomoc, ale nie czarujmy się - nieść Cię nie będziemy. Nie będziemy Cię też na siłę przekonywać, że ta droga jest dla Ciebie najlepsza. Ty podejmujesz decyzję.

Chyba zostanę lesbijką.


zwykły facet napisał/a:

Skuteczna broń to poczucie winy coś o tym wiem smile. Tak jak napisała niekochana każdy kolejny etap,powoli a skutecznie. To nie jest tak jak z czytaniem kryminału. Jestem ciekawy jak się skończy historia więc przeczytam ostatni rozdział pomijając siedem poprzednich. Dowiesz się oczywiście kto zabił ale nie dowiesz się dlaczego,z jakiej przyczyny,w jaki sposób a może w samoobronie a może... Tak samo jest w Twojej sytuacji przeczytałeś ostatni rozdział i dowiedziałeś się, że masz problem. Ale dlaczego masz ten problem, z jakiej przyczyny w jaki sposób go rozwiązać na te pytania znajdziesz odpowiedzi w poprzednich rozdziałach.

A możżże jednak zostanę hetero ...

Kriss napisał/a:

(...)I coś Ci powiem Fuorviatos - jak przeanalizujemy tę rozmowę, to wkleisz następną, kolejną i tak do zarąbania. Następnie będziesz rozkładał sytuacje, reakcje i pewnie w końcu i seks. Mozesz to robić, voila - Twoje prawo. Tylko po kiego grzyba. To nic nłe zmieni w sensie FAKTÓW. Nikt Ci nie odpowie na pytanie: a jakbym cośtam inaczej, to ona by odeszla? Nie odeszła? Odeszła później? A może jakbyśmy dziecko mieli? Nie mieli? Adoptowali?

Jesteś jeszcze w ostrej fazie idealizowania jej - albowiem zostałeś do tego bardzo ładnie wyszkolony i pewnie w dzieciństwie i przez samą rzeczoną - a deprecjonowania maksymalnego swojej osoby.

Na siłę stary nikt Ci nie pomoże. Za Ciebie nikt tego nie zrobi. Nikt Cię na rąsie nie weźmie i nie zaniesie jednocześnie wymazując przykre wspomnienia. Bierz się do roboty, bo Ci życie ucieknie.

A możżże jednak lesbijką ...


Bo już sama nie wiem, kogo z Was bardziej kocham.
Mądrych ludzi kocham a takiej orientacji seksualnej jeszcze nie wymyślono.

I powiem Wam coś jeszcze. Na swoim blogu popełniłam taką myśl, że KZB mają deficyt w postaci braku umiejętności rozróżniania pojęć granicznych - prostota contra prostactwo, spryt contra cwaniactwo, ambicja contra pazerność itd. Lubimy (w ramach nadawania rangi gniotom) przypisywać innym bardziej pozytywną wartość z tych bliskoznacznych par. Ba! Nawet jak coś nie ma bliskoznacznej pary o pozytywnym znaczeniu, to my ją z pewnością wymyślimy. Dla przykładu: chamstwo - nietuzinkowość.

Otóż dziś już wiem, że pomyliłam wiedzę z mądrością. Mój psychofag posiadał niebagatelną wiedzę ogólną a czasem nawet i szczególną. Z jakichś niezrozumiałych przyczyn zdawało mi się, że człowiek posiadająy wiedzę jest automatycznie mądry a mądry nie może być zły. A przecież dr Mengele też z pewnością posiadał jakąś niebagatelną wiedzę ogólną (i o czywiście szczególną).
Jak to się jednak na każdym kroku trzeba pilnować z tymi bliskoznacznościami.

Miłego dnia Paniom i Panom Mądrym

87

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

Bo już sama nie wiem, kogo z Was bardziej kocham.
Mądrych ludzi kocham a takiej orientacji seksualnej jeszcze nie wymyślono.

Nasz ukochany W. Allen coś "popełnił w tym temacie" :

"Biseksualizm? Niewątpliwie podwaja twoje szanse na randkę w sobotnią noc.
Bisexuality? Immediately doubles your chances for a date on Saturday night. (ang.)"
i
"Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ."

Miłego dnia smile Nie wiem, jak w Italii, ale u mnie piękne słońce.

88

Odp: historia niedopowiedziana...

Witam Was. Dokładnie tak jak piszę Tarantella. Moja była kobieta też była nietuzinkowo mądra. Cechowała ją sklonność do metafizyki, lubiała rozmyślać i zapatrywać się w nicość - Szczególnie po alkoholu.
Najlepsze jest to, że ja nadal uważam ją za dobrą dziewczynę. Wszak, pomaga innym, jest uczynna, nie myśli tylko o sobie. Kiedy przypomne sobie że mówiła "on jest moją bratnią duszą i czuje że chce z nim być", skłania mnie to do myślenia żę ona dla mnie też była.
Kiedy powiedziała mi o nim. 5 minut później zapytała czy mógłbym naprawić jej zdalnie pewien program na kompie. To się nazywa pragmatyczność wink
Ja w życiu nie pozwoliłbym sobie na zadanie takiego pytania po tym kiedy kogoś zostawiłem. Jak zrobilem to lata temu. Poszedłem do dziewczyny i w twarz wyznałem jej że nic z tego nie będzie. Po miesiącu znajomości.
Cholera! Jak kogoś ranisz. Przynajmniej weź na siebie część odpowiedzialności Po jakimś czasie od znajomej dowiedziałem się że była we mnie zakochana.
To chyba dlatego że brak mi właśnie tego rozróżnienia. Co jest dobre a co złe. Zresztą, jej chyba też...

89

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:

Miłego dnia smile Nie wiem, jak w Italii, ale u mnie piękne słońce.

Dosyć szaro, ale spróboje coś z tym zrobić
Macie może jakąś fajną piosenkę na dobry początek dnia?

90

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Macie może jakąś fajną piosenkę na dobry początek dnia?

Proszę bardzo, polecam wsłuchanie sie uważnie w słowa:
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=tQBovKt_2Bw

91 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-18 11:50:14)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Miłego dnia smile Nie wiem, jak w Italii, ale u mnie piękne słońce.

Dosyć szaro, ale spróboje coś z tym zrobić
Macie może jakąś fajną piosenkę na dobry początek dnia?

Mamy, nawet dwie, do wyboru big_smile

http://www.youtube.com/watch?v=e2XP5cc-AAQ

http://www.youtube.com/watch?v=uelHwf8o7_U


EDYCJA:

Mam jeszcze jedną - OBOWIĄZKOWĄ :

http://www.youtube.com/watch?v=IVBn9O0HsiE

Na baaaaardzo dobry poranek big_smile big_smile

92

Odp: historia niedopowiedziana...

Czy to nie będzie off-topic jeśli zapytam czy wierzycie w braterstwo dusz. Mam wrażenie, że ona była właśnie moja bratnią duszą. Ona chyba tak nie myśli..
Zdaje sobie sprawę, że to jest bardzo rozległy temat, ale czy możecie się na ten temat wypowiedzieć?
Czy braterstwo dusz to dobra podstawa na udany związek, czy może jest coś więcej?

93 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2012-03-18 12:27:28)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Czy braterstwo dusz to dobra podstawa na udany związek, czy może jest coś więcej?

Nie wierzę w braterstwo dusz w związku.

A tak w ogóle - co to wg Ciebie - bratnia dusza?

94

Odp: historia niedopowiedziana...

Zatem jedno wyklucza drugie?

95

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Zatem jedno wyklucza drugie?

Napisz, kto Twoim zdaniem jest bratnia duszą smile

96

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

Czy braterstwo dusz to dobra podstawa na udany związek, czy może jest coś więcej?

Nie wierzę w braterstwo dusz w związku.

A tak w ogóle - co to wg Ciebie - bratnia dusza?

Ktoś kto potrafi dostrzec Twoje wnętrze. Abstrachując od cielesnej powłoki w którą każdy z nas jest ubrany.
Może wspólne zainteresowania, podobny sposób spędzania czasu, podobne spojrzenie na życie, tworzy niejako pewien portal przez który dostrzegamy to w drugiej osobie...
Wnętrze jest chyba tak złożoną sprawą, że nie da się go tak poprostu "zobaczyć"

97

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

Czy braterstwo dusz to dobra podstawa na udany związek, czy może jest coś więcej?

Nie wierzę w braterstwo dusz w związku.

A tak w ogóle - co to wg Ciebie - bratnia dusza?

Ktoś kto potrafi dostrzec Twoje wnętrze. Abstrachując od cielesnej powłoki w którą każdy z nas jest ubrany.
Może wspólne zainteresowania, podobny sposób spędzania czasu, podobne spojrzenie na życie, tworzy niejako pewien portal przez który dostrzegamy to w drugiej osobie...
Wnętrze jest chyba tak złożoną sprawą, że nie da się go tak poprostu "zobaczyć"

Ooo... widzę, że była Ci trochę tej metafizyki "przelała" tongue

Proponuję, żebyś najpierw sam zobaczył swoje wnętrze. smile Jak zobaczysz, to będziesz wiedział, czy ta druga osoba widzi właśnie TO Twoje wnętrze, czy wmawia Ci, że jesteś inny smile Jak Ty sam nie znasz swojego wnętrza - to błądzisz jak dziecko we mgle.

98

Odp: historia niedopowiedziana...
niekochana72 napisał/a:
fuorviatos napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Nie wierzę w braterstwo dusz w związku.

A tak w ogóle - co to wg Ciebie - bratnia dusza?

Ktoś kto potrafi dostrzec Twoje wnętrze. Abstrachując od cielesnej powłoki w którą każdy z nas jest ubrany.
Może wspólne zainteresowania, podobny sposób spędzania czasu, podobne spojrzenie na życie, tworzy niejako pewien portal przez który dostrzegamy to w drugiej osobie...
Wnętrze jest chyba tak złożoną sprawą, że nie da się go tak poprostu "zobaczyć"

Ooo... widzę, że była Ci trochę tej metafizyki "przelała" tongue

Proponuję, żebyś najpierw sam zobaczył swoje wnętrze. smile Jak zobaczysz, to będziesz wiedział, czy ta druga osoba widzi właśnie TO Twoje wnętrze, czy wmawia Ci, że jesteś inny smile Jak Ty sam nie znasz swojego wnętrza - to błądzisz jak dziecko we mgle.

Znam go. W przeciwnym razie nie mialbym takich myśli..
Druga sprawa to że wszystko podlega nieustannym zmianom; Codzienne życie, problemy, spory, konflikty powodują że łatwo zapominamy o tym co w drugim cenne.
Zawiesiłem się miedzy wizją porozumienia opartym na braterstwie dusz a związkiem dwojga ludzi który wymaga pracy nad sobą i niejednego poświęcenia.
Wymaga też chyba umiejętności komunikacji własnych uczuć czego ja chyba nie potrafie do końca.
Łatwiej piszę się na forum - Cięzej zrobić

99

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

a związkiem dwojga ludzi który wymaga pracy nad sobą i niejednego poświęcenia.
Wymaga też chyba umiejętności komunikacji własnych uczuć czego ja chyba nie potrafie do końca.

To jest właśnie prawdziwe życie smile a nie górnolotny szit o braterstwie dusz. tongue
Trzeba pracować, dużo pracować. Najpierw nad sobą.

Zmykam szukać krokusów smile  Miłego dnia smile

100 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-03-18 20:02:26)

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Znam go. W przeciwnym razie nie mialbym takich myśli..
Druga sprawa to że wszystko podlega nieustannym zmianom; Codzienne życie, problemy, spory, konflikty powodują że łatwo zapominamy o tym co w drugim cenne.
Zawiesiłem się miedzy wizją porozumienia opartym na braterstwie dusz a związkiem dwojga ludzi który wymaga pracy nad sobą i niejednego poświęcenia.
Wymaga też chyba umiejętności komunikacji własnych uczuć czego ja chyba nie potrafie do końca.
Łatwiej piszę się na forum - Cięzej zrobić

Nie znasz swojego wnętrza, bo dawałeś sobie robić kuku i jeszcze się z tego cieszyłeś. Ty znasz to wnętrze, które było kompatybilne z JEJ wymogami Twojego wnętrza. Starałeś się, latałeś, cudowałeś. Wymyśliłeś sobie że tak właśnie powinna wyglądać prawdziwa miłość, dla której słowo "poświęcenie" nie istnieje - bo to kurna norma jest, że kochający czlowiek na każde wezwanie domyśli się że partner potrzebuje nerki - nerkę tę wysyła, partner nerkę daje psu do zeżarcia zamiast sobie przeszczepić, a osoba kochająca myśli tak: "no karwa, dałem nerkę - dałem. Moja decyzja wynikała z miłości oraz zdolności do zgadywania najskrytszych potrzeb ukochanej osoby - kocham więc prawdziwie. Wobec powyższego nerkę swą ofiarowałem w ramach normalnej kolei rzeczy. Ponieważ zaś jestem osobą nie tylko kochającą ale i kulturalną - no przecież to JEJ SPRAWA co z tą nerką zrobi. Widocznie źle zinterpretowałem jej potrzeby - dupa ze mnie a nie kochający facet - dobrze że chociaż moja nerka psu się na coś zdała. Następnym razem postaram się bardziej. Całe szczęście że mam drugą nerkę - jest szansa na poprawę mojego zachowania".

I Ty Fuorviatos tak rozumujesz w fazie ostrej. I ja to kumam i Dziewczyny kumają, Zwykły-Facet też ogarnia elegancko, ale tego się kupić nie da, bo to już z zalożenia bulszit jest. Nie znasz swojego wnętrza, bo jakbyś znał to:
1. Nerki byś za zbója wafla sobie nie wyciął - bo nerka Ci potrzebna jest.
2. Co z tego że masz drugą - to nie o to chodzi.
3. Jej ta nerka nie była potrzebna - mogla psa nakarmić dowolnym psim żarciem.
4. Od razu zachowała się nieelegancko, bo nerkę powinna Ci zwrócić plus Cię opierdzielić że się samookaleczasz  - a zupełnie jako dowód Twojej miłości SAM TY jej wystarczysz a nie jakieś Twoje podroby oddawane w dramatycznych gestach.

Dlatego - nie Fuorviatos, Ty swojego wnętrza nie znasz. Ty znasz tylko swoją destrukcyjną stronę mocy, którą każdy z nas ma, a której budzić nie należy. Jak ta strona się obudzi przez przypadek i pomyłkę - to osoba która NAPRAWDĘ Cię kocha - zaraz Cię tak opierdzieli że Ci w pięty pójdzie na siedem pokoleń wprzód. Bo takiej osobie zależy na Twoim dobru, a nie na nieustających dowodach Twojej zależności i uległości.

Do ad remu. TAK. Wierzę w braterstwo dusz. Żeby go doświadczyć trzeba beczkę soli drogowej zjeść. W braterstwie dusz nie występuje toksyna, nie występuje żadna zależność, bo - Mój Młody Padawanie - braterstwo dusz polega li i jedynie na WOLNOŚCI. Na tym że Ty wiesz, że Ty nic nie musisz, a chcesz. Na tym, że jak dasz - dostaniesz z nawiazką. Nie dlatego że się ścigacie kto bardziej a kto mocniej - dlatego że taka jest kolej rzeczy między dwojgiem kochających się ludzi. I Ty chcesz dawać nie dlatego, żeby coś udowodnić tej osobie co ciągle nochalem kręci ze za malo - że można lepiej, ale to zwyczajnie tak na luzie wychodzi jak picie porannej kawy. I nawet o tym nie myślisz i mimowolnie się układa. Od niechcenia. 

Ty natomiast owszem coś tam dostawałeś jakąś bździnę, a żeby nie zwariować,a mieć dla siebie wytłumaczenie (przecież we własnych oczach za idiotę uchodził nie będziesz), to każde jej pierdnięcie, drobny gest, czy fajny moment - każdy taki za przeproszeniem smark puszczony w Twoją stronę, zaraz od Ciebie dostawał rangę cudu, piedestał trzy świeczki i bukiet kwiatów. Jak już smark miał ołtarzyk, to smarkiem być przestawał co nie?

101

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Do ad remu. TAK. Wierzę w braterstwo dusz. Żeby go doświadczyć trzeba beczkę soli drogowej zjeść. W braterstwie dusz nie występuje toksyna, nie występuje żadna zależność, bo - Mój Młody Padawanie - braterstwo dusz polega li i jedynie na WOLNOŚCI. Na tym że Ty wiesz, że Ty nic nie musisz, a chcesz. Na tym, że jak dasz - dostaniesz z nawiazką. Nie dlatego że się ścigacie kto bardziej a kto mocniej - dlatego że taka jest kolej rzeczy między dwojgiem kochających się ludzi. I Ty chcesz dawać nie dlatego, żeby coś udowodnić tej osobie co ciągle nochalem kręci ze za malo - że można lepiej, ale to zwyczajnie tak na luzie wychodzi jak picie porannej kawy. I nawet o tym nie myślisz i mimowolnie się układa. Od niechcenia. 

Ty natomiast owszem coś tam dostawałeś jakąś bździnę, a żeby nie zwariować,a mieć dla siebie wytłumaczenie (przecież we własnych oczach za idiotę uchodził nie będziesz), to każde jej pierdnięcie, drobny gest, czy fajny moment - każdy taki za przeproszeniem smark puszczony w Twoją stronę, zaraz od Ciebie dostawał rangę cudu, piedestał trzy świeczki i bukiet kwiatów. Jak już smark miał ołtarzyk, to smarkiem być przestawał co nie?

Jeśli Cię to pocieszy, to ja też bez nerki chodzę.
Ba - nawet już bym pewnie na dializy chodziła, bo obie bym oddała.
Ale w porę mi się oczka otworzyły i zrozumiałam, że coś jest nie-halo wink  Teraz już jestem po drugiej stronie lustra, ze zdumieniem zastanawiam się jak mogłam być aż tak głupia i naiwna. Bo to oczywiście z miłości wszystko, jak u wszystkich. Szkoda, że w ogóle nie było tam miłości do siebie.

Ja nie doświadczyłam tego braterstwa dusz, o którym Kriss pisze. Ale wiem, że mówi prawdę, bo WIDZIAŁAM smile Istnieją naprawdę. I mam nadzieję, że mnie też będzie dane kogoś wyjątkowego, dla mnie odnaleźć.
Ciężko pracuję, żeby być gotową na ten moment.

102 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-18 22:00:38)

Odp: historia niedopowiedziana...

No to żeby było do kompletu. (cytuję sama siebie z bloga, ale może to jeszcze nie megalomania)

Otóż następuje taki moment w paśmie naszej udręki po rozstaniu, że wydaje się nam, iż nie będzie jej końca. To wtedy jesteśmy skłonne uwierzyć, że skoro to aż tyle trwa i jest tak strasznie bolesne, to TO musiało być miłością naszego życia. Nic bardziej mylnego. Bo oto właśnie nastąpiło przesilenie głodu narkotycznego. Jesteś przecież na detoksie. To niestety wraca falowo, ale z każdym razem z mniejszą intensywnością. Niestety wiele z nas w tych momentach poddaje się sile własnych iluzji, sile wspomnień i sile ataków psychofaga. I zaczynamy ten szalony kontredans od początku. Jeśli jednak przeczekasz to przesilenie ? wygrasz. Bo w przypadku wychodzenia z toksycznego związku ucieczka = walka. O siebie.

***
Wierzę w braterstwo dusz ALE dopiero jak się pozna własną i tylko z kimś, kto ją ma.

103

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

No to żeby było do kompletu. (cytuję sama siebie z bloga, ale może to jeszcze nie megalomania)

Otóż następuje taki moment w paśmie naszej udręki po rozstaniu, że wydaje się nam, iż nie będzie jej końca. To wtedy jesteśmy skłonne uwierzyć, że skoro to aż tyle trwa i jest tak strasznie bolesne, to TO musiało być miłością naszego życia. Nic bardziej mylnego. Bo oto właśnie nastąpiło przesilenie głodu narkotycznego. Jesteś przecież na detoksie. To niestety wraca falowo, ale z każdym razem z mniejszą intensywnością. Niestety wiele z nas w tych momentach poddaje się sile własnych iluzji, sile wspomnień i sile ataków psychofaga. I zaczynamy ten szalony kontredans od początku. Jeśli jednak przeczekasz to przesilenie ? wygrasz. Bo w przypadku wychodzenia z toksycznego związku ucieczka = walka. O siebie.

No własnie, tutaj detoks trwa, a nasz bohater chce sobie działeczkę strzelić. Że to takie kontrolowane będzie wink , że tylko wspomnieniom podrobowym i smarkom nada rangę.
Nie, tak się nie da. Jedna działka - i wracasz do punktu wyjścia z kacem gigantem.

104 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-19 11:50:26)

Odp: historia niedopowiedziana...

WItajcie. Z uwagą przeczytałem co piszecie. Weekend minął. Jestem wprawdzie u znajomych, ale mimo wszystko jest ciężko.
Jestem ciagle w postrzasku pomiędzy idealizowaniem jej a realnym spojrzeniem na sprawe.
Wiem że powinienem o tym nie mysleć, zająć sie czymś, zaabsorbować sobą, ale jeszcze nie potrafie.
Wszyscy znajomi naokoło analizując sucho fakty mówią że nie mam się czym obwiniać, że to nie moja wina. Jednak "wyszkolenie" z dzieciństwa chyba daje znowu znać o sobie, bo jednak mam wrażenie że gdybym był bardziej czuły, dał jej więcej ciepła, pokazał że mi zależy, przyjechałaby tutaj i wszystko byłoby dobrze. Mało tego mam wrażenie że ona mnie do niczego nie zmuszała, że ja coś robiłem a póżniej oczekiwałem czegoś w zamian a ona odpowiadała "przecież ty sam tego chciałeś".

Kriss napisał/a:

Do ad remu. TAK. Wierzę w braterstwo dusz. Żeby go doświadczyć trzeba beczkę soli drogowej zjeść. W braterstwie dusz nie występuje toksyna, nie występuje żadna zależność, bo - Mój Młody Padawanie - braterstwo dusz polega li i jedynie na WOLNOŚCI. Na tym że Ty wiesz, że Ty nic nie musisz, a chcesz. Na tym, że jak dasz - dostaniesz z nawiazką. Nie dlatego że się ścigacie kto bardziej a kto mocniej - dlatego że taka jest kolej rzeczy między dwojgiem kochających się ludzi. I Ty chcesz dawać nie dlatego, żeby coś udowodnić tej osobie co ciągle nochalem kręci ze za malo - że można lepiej, ale to zwyczajnie tak na luzie wychodzi jak picie porannej kawy. I nawet o tym nie myślisz i mimowolnie się układa. Od niechcenia.

Więc może ona mnie kochała naprawde tak jak piszesz skoro mówiła żebym robił rzeczy dla siebie. Ale kiedy siedziała sama w domu w problemie, zimno jej było bez pidżamy, musiała sprzedać aparat bo nie miała srodków na to żeby opłacić studia, mieszkanie, nie prosiła mnie o nic - to ja sam to robiłem.
Może ona znalazła z nim to braterstwo dusz o którym piszesz Kriss. Żadnego nalegania, przeciągania w jedną lub drugą stronę. Może tu był mój błąd, że ja się zatraciłem. Czy wy uważacie że ona była psychofagiem?
A teraz niech poleci kij bo już pewnie jest gotowy.

105 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-03-19 12:08:44)

Odp: historia niedopowiedziana...

Sam sobie odpowiedz na to pytanie czy była psychofagiem czy nie. Przecież to TY wiesz, Ty z nią byłeś - nie my. Na podstawie kilku maili chcesz diagnozy od obcych ludzi? No proszę Cię.

My tu jesteśmy od zadawania pytań, nie od ferowania wyroków. Ty sam dochodź do konkluzji i sam wyciągaj wnioski. My Cię tylko pobudzamy do myślenia - Ty się z przykładami i przenośniami nie musisz zgadzać - ale się chociaż odnoś do nich - na zasadzie interaktywnej dyskusji. Nie odnoś się tylko do tego co Ci akurat pasuje do układanki - tak to każdy potrafi. Albo chcesz żeby Ci pomóc albo nie.

Może popełniłeś błąd = no przyjmijmy, że tak. No i co dalej zamierzasz z tą wiedzą zrobić? Gdzie dokładnie ten błąd popełniłeś i dlaczego? Myślisz że następnym razem też go popełnisz?

106 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-19 12:18:06)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Sam sobie odpowiedz na to pytanie czy była psychofagiem czy nie. Przecież to TY wiesz, Ty z nią byłeś - nie my. Na podstawie kilku maili chcesz diagnozy od obcych ludzi? No proszę Cię.

My tu jesteśmy od zadawania pytań, nie od ferowania wyroków. Ty sam dochodź do konkluzji i sam wyciągaj wnioski. My Cię tylko pobudzamy do myślenia - Ty się z przykładami i przenośniami nie musisz zgadzać - ale się chociaż odnoś do nich - na zasadzie interaktywnej dyskusji. Nie odnoś się tylko do tego co Ci akurat pasuje do układanki - tak to każdy potrafi. Albo chcesz żeby Ci pomóc albo nie.

Może popełniłeś błąd = no przyjmijmy, że tak. No i co dalej zamierzasz z tą wiedzą zrobić? Gdzie dokładnie ten błąd popełniłeś i dlaczego? Myślisz że następnym razem też go popełnisz?

Więc jeśli popełniłem bląd, jak mam nie myśleć że to moja wina. No jak?
Mam tego wszystkiego dosyć. Mówicie że sens tkwi nie w poczuciu winy ale w znalezieniu i zwalczeniu jego przyczyny,
ale z drugiej strony wynika z tego że popełniłem błąd..
Nie piszcie już, nie słuchajcie mnie. Pier...(cie) to wszystko!

107

Odp: historia niedopowiedziana...

GDZIE ten błąd był, na czym polegał? KONKRETY poproszę. Jeśli już wiesz co to jest - ten błąd - to proszę na pisać DLACZEGO tak a nie inaczej zrobileś. Przecież na błędach się uczysz nie?

CO z tą wiedzą dotyczącą błędu zamierzasz zrobić.

Proszę o merytoryczną dyskusję na temat.

108 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-19 12:32:00)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

GDZIE ten błąd był, na czym polegał? KONKRETY poproszę. Jeśli już wiesz co to jest - ten błąd - to proszę na pisać DLACZEGO tak a nie inaczej zrobileś. Przecież na błędach się uczysz nie?

CO z tą wiedzą dotyczącą błędu zamierzasz zrobić.

Proszę o merytoryczną dyskusję na temat.

Jeśli mowa o błędach, to czy mogę przytoczyć konkretne sytuacje zaistaniałe miedzy nami co do których skłaniam się do zaklasyfikowania ich jako bład?

109

Odp: historia niedopowiedziana...

A jak inaczej? Przytaczaj, pisz, wypluwaj. Ja sobie księguję to w przerwach poczytam. Nie spiesz się i samą prawdę bez koloryzacji.

Pozdrawiam. smile

110

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

A jak inaczej? Przytaczaj, pisz, wypluwaj. Ja sobie księguję to w przerwach poczytam. Nie spiesz się i samą prawdę bez koloryzacji.

Pozdrawiam. smile

A czy mogę przytoczyć również do tych sytuacji e-maile, tak żeby je wam lepiej oddać?
Będe się starał konstruktywnie uzasadnić dlaczego uznaje to za błąd z mej strony. Dobrze?

111

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:
Kriss napisał/a:

A jak inaczej? Przytaczaj, pisz, wypluwaj. Ja sobie księguję to w przerwach poczytam. Nie spiesz się i samą prawdę bez koloryzacji.

Pozdrawiam. smile

A czy mogę przytoczyć również do tych sytuacji e-maile, tak żeby je wam lepiej oddać?
Będe się starał konstruktywnie uzasadnić dlaczego uznaje to za błąd z mej strony. Dobrze?

Dawaj co masz. Pzdr.

112

Odp: historia niedopowiedziana...

Pierwszym kardynalnym błędem było wg mnie ugięcie się w wakacje kiedy po wyjeżdzie do Chorwacji przepadła na kilka tygodni.
Zamiast zająć sie sobą, napisałem e-mail.

Witaj pogodna duszyczko,

Znamy sie juz od jakiegos czasu. Spedzilismy ze soba rozne, momenty; czasem bylo trudno ale i wspaniale.
Dla mnie,zaczelo sie jako gleboka przyjazn, troska, poczucie ze jestes, pozniej byl seks, spedzanie czasu razem cos zaczelo sie zmieniac, do przyjazni doszlo cos wiecej,zaczalem czuc ze kocham...
Czulem ze chce isc ta sciezka. Minelo kilka lat i nadal nia ide, tyle tylko ze od jakiegos czasu mam wrazenie ze ty jestes juz na innej.
Widze ze sie pozmienialo. Nie moge oprzec sie wrazeniu ze jest inaczej, jakbys nie przywiazywala juz wagi do tego co nas polaczylo.
Kiedy jestesmy razem, blisko, jest dobrze, Ty masz oparcie, czujesz ze ktos jest, ale

czy jest cos wiecej, czy to tylko ja czuje?

Czym to tak naprawde jest dla ciebie?

Kiedy przyjechalem do Polski, mielismy 4 dni zeby porozmawiac., sprostac trudnosci i odbudowac.  Ty szukalas "odpowiedniego klimatu do rozmowy". Obydwoje wiemy ze czas szybko mija. Czy sytuacja nie byla wystarczajaco trudna?
Mowisz do mnie ze potrzebujesz przyjaciela, ze w zwiazku trzeba byc przyjaciolmi, coz...pod tym wzgledem, zawsze nim bylem.
Dla mnie jednak to zaczelo sie zmieniac, kiedy zaczelismy byc razem, pojawily sie problemy, konflikty, Przyjazn pozostala, ale zaczelo sie zmieniac.
Mysle ze to juz tak jest ze pewne rzeczy trzeba razem wypracowac, zrozumiec przez rozmowe, nierzadko trudna. Nie widze sensu w unikaniu trudnych tematow i szukaniu odpowiedniego klimatu, szczegolnie kiedy czuje ze sie psuje.
Nie moglem oprzec sie wrazeniu ze zmuszam cie do rozmowy, ze nie chcesz tego tak naprawde a to wszystko co powiedzialas na lotnisku bylo pod presja.
Podjelas decyzje zabrac rzeczy z powrotem do Polski, tylko czemu nie mialas odwagi mi o tym powiedziec?
Nie chce zeby tak bylo. Wole jasnosc i szczerosc. Obydwojgu nam sie to nalezy.
Kiedy bylem w ciebie w Krakowie, widzialem list do Ville na komputerze, Mam zbyt duzy szacunek do ciebie zeby go otwierac.
Chce tylko wiedziec ze jesli to on jest dla ciebie ta osoba ktorej szukasz, z ktora chcesz sprobowac, a moze jest ktos inny
znajdziesz odwage zeby powiedziec mi prawde. Taka byla umowa
Chcialbym sprobowac dzielic z toba zycie, ale jesli tego nie chcesz, nie wymuszajmy tego. Niech wszystko bedzie jasne i klarowne.


Przemysl na spokojnie to wszystko. Zastanow sie i zdecyduj w spokoju i harmonii sama ze soba, tak bedzie najlepiej,
I prosze cie, nie rob tego z zalu czy przykrosci ze ja sie angazuje. Niech wszystko bedzie naturalne.

Mam nadzieje ze wszystko dobrze.

Trzymaj sie cieplo

Na co ona odpowiedziała

 Szczerze mowiac twoj ostatni pobyt w Polsce byl dla mnie ciezki do zniesienia i dlatego nie odzywalam sie dlugo.
Mialam tak dosc ze kontakt byl ostatnia rzecza na ktora mialam ochote. Robiles takie awatury ze do tej pory trudno jest o tym myslec.  Raczej cie nigdy nie znalam z tej strony, slyszalam tylko o waszych klotniach z mama kiedy to furwaly przedmioty.
Bylismy nie do zniesienia nie tylko dla siebie ale takze dla otoczenia.
Rzecza ktora mnie zastanawia jest to, ze mowisz ze ciagle chcesz abysmy byli razem a jednoczesnie widze jak strasznie cie denerwuję. Kiedy byles w Polsce denerwowalo cie wszystko, kiedy okazywalam ci czulosc denerwowalo cie nawet i to. Mowiles ze obcalowuje cie i wieszam ci sie na szyi bez powodu. Denerwowaly cie moje upodobania, poglady, zbyt duzy spokoj, slowem wszystko.

Nie ukrywajmy, ze sie pozmienialo i nie jest juz tak jak bylo. Nie ma juz miedzy nami szacunku i czulosci, nie ma juz bliskosci. Kiedy byles w Polsce chcialam poczuc czy jestesmy w stanie znowu tacy dla siebie byc ale nie jestesmy.

Mysle, ze czas przerwac to co sie dzieje zanim stanie sie jeszcze gorzej. To czym jestesmy teraz dla siebie jest cakowitym przeciwienstwem tego czego bym chciala.

Moze kiedy minie troche czasu dojrzejemy do tego aby byc ze soba w konstruktywny sposob. Na razie wiecej jest zniszczen niz dobrego. Widze sama po sobie jak te dni w Krakowie w tej zlej atmosferze, w codziennych awanturach wplynely na moj stosunek do ciebie, zamknely mnie bardzo. Widze jak bardzo denerwuje cie wszystko we mnie. Moze jest ktos kto nadaje sie dla ciebie bardziej.

Oczywiscie tesknie za tym jak bylo kiedys, kiedy jeszcze bylismy blisko i bylismy dla siebie dobrzy ale to juz sie skonczylo.

To był duży bład. Był lipiec mogłem to już przerwać. Niemniej nalegałem na kontakt, chciałem wyjaśniac, rozmawiać.
Ona przez telefon mówiła "wnetrzosci mi sie wywracają od tych rozmów" a ja nadal próbowałem jej wyjaśnić.

To pierwsza część. Dlaczego to zrobiłem? Ponieważ poczułem że tylko mój spokojny stosunek do tego utrzyma ją przy mnie, że jak się zdenerwuje i wyjde z siebie, wycofa się. Ona miała kontrole a ja jej ją dawałem..

113

Odp: historia niedopowiedziana...

Hello wszystkim,
Widzę, że jakieś emocje i brzydkie słowa fruwają. Czyli coś od czego jesteśmy specjalistkami big_smile
Fuorviatos, A skoro bawimy się w pytania odpowiedzi ...
Był przecież taki moment w waszym związku, że nie miałes pewności, że chcesz z nią być. Opowiedz nam, dlaczego wtedy NIE, a teraz TAK. I zastanów się, czy czynnikiem wyzwalającym Twoje cierpienie nie jest tu fakt, że to ONA podjęła decyzję. Odtrącenie - to ten sznurek na którym tańczysz?

114 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-19 13:48:25)

Odp: historia niedopowiedziana...
Tarantella napisał/a:

Był przecież taki moment w waszym związku, że nie miałes pewności, że chcesz z nią być. Opowiedz nam, dlaczego wtedy NIE, a teraz TAK. I zastanów się, czy czynnikiem wyzwalającym Twoje cierpienie nie jest tu fakt, że to ONA podjęła decyzję. Odtrącenie - to ten sznurek na którym tańczysz?

Dziękuje za celną refleksje, ale ten moment (zaraz po tym jak pojechała do Polski z włoch) dotyczył tego czy ja nie czułem się gotowy wogóle na związanie z nikim tak na poważnie. Wtedy miałem wątpliwości.
Ja nie byłbym zdolny do tego żeby ją zostawić tak po 4 latach - Z jakiego powodu? Bo miała jazdy swoje itd? Dużo się przeciągaliśmy było dobrze jak i źle, ale nie zostawiłbym jej. Czułbym się strasznie sprawiając jej  taki ból..

115 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-03-19 14:55:46)

Odp: historia niedopowiedziana...

Jak na razie melduję że ja tu żadnych  dziwactw nie widzę. Jak na razie Ty chcialeś, ona nie. I elegancko Cię o tym poinformowała - jak przystało. Podała powody - ja jestem usatysfakcjonowana jej odpowiedzią.

Nie mam info o Twoich błędach (rzekomych).

Czy to nie jest przypadkiem tak, że ona po prostu nie chce, a Ty chesz. I już! Co to są 4 lata. Chwila. Moment. Czy dopuszczasz do siebie myśl, że najzwyczajniej nie byliście dla siebie stworzeni? Bo ona wcale żadną psychofażką być nie musi, Ty też nie. Po prostu - zwyczajne jazdy dwojga ludzi próbujacych się dogadać. Czasami na siłę - bo faktycznie trochę szkoda, przecież fajne chwile też były. Co? Czy to nie tak przypadkiem?

A czy Ty nie czujesz się megagorzej, bo ona sobie już tam kogoś ma, a Ty nie? I zawieszony jesteś w próżni zagranicznej fuchy? Sam nie wiesz co byś chciał, i ona była takim Twoim punktem odniesienia? Też Polka, też na obczyźnie, nadawaliście czasami na jednych falach. I masz pretensje, bo żeby choć ona sama była, cierpiala po rozstaniu z Tobą, to by Ci deko lżej było. A tak - otrzepała pióra i poszła z innym, a Ty zostałeś.

116 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-19 15:34:41)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

Jak na razie melduję że ja tu żadnych  dziwactw nie widzę. Jak na razie Ty chcialeś, ona nie. I elegancko Cię o tym poinformowała - jak przystało. Podała powody - ja jestem usatysfakcjonowana jej odpowiedzią.
Nie mam info o Twoich błędach (rzekomych).

Kriss napisał/a:

Czy to nie jest przypadkiem tak, że ona po prostu nie chce, a Ty chesz. I już! Co to są 4 lata. Chwila. Moment. Czy dopuszczasz do siebie myśl, że najzwyczajniej nie byliście dla siebie stworzeni? Bo ona wcale żadną psychofażką być nie musi, Ty też nie. Po prostu - zwyczajne jazdy dwojga ludzi próbujacych się dogadać. Czasami na siłę - bo faktycznie trochę szkoda, przecież fajne chwile też były. Co? Czy to nie tak przypadkiem?

Po rozmowie z moim przyjacielem, wróciła do mnie. Były i jazdy jak i fajne, dobre chwile. To jest okres wakacyjny. Ustalamy że ja przyjeżdzam do niej na wakacje. Mamy oglądać razem konspekt uczelni we Włoszech ona wstaje rano i bez żadnej rozmowy ze mną oznajmnia "zdecydowałam studiować w krakowie" I podkreślam tu nie o to chodzi że podjeła taką decyzję żeby tam zostać - miała prawo. Chodzi o to że kiedy ludzie są razem to z szacunku do siebie rozmawiają o takich decyzjach wspólnie. Czy nie mam racji?

Kriss napisał/a:

A czy Ty nie czujesz się megagorzej, bo ona sobie już tam kogoś ma, a Ty nie? I zawieszony jesteś w próżni zagranicznej fuchy? Sam nie wiesz co byś chciał, i ona była takim Twoim punktem odniesienia? Też Polka, też na obczyźnie, nadawaliście czasami na jednych falach. I masz pretensje, bo żeby choć ona sama była, cierpiala po rozstaniu z Tobą, to by Ci deko lżej było. A tak - otrzepała pióra i poszła z innym, a Ty zostałeś.

Napewno po części tak jak mówisz. W koncu ja jestem sam, ona zaangażowała się z przyjacielem z sieci, ale tak naprawde mi jej brakuje.
To prawda że otoczyłem się tym wszystkim, nią, nami za bardzo. Że stało się to dla mnie źródłem ucieczki od codziennego marazmu. To wszystko prawda i to był bląd numer 2 - Kardynalny. Przyznałem jej to zresztą, nie chciała sluchać.
Nie potrafie sobie szukać kogoś innego. A co to jest 4 lata? Wiele chwil, wiele momentów.. pewnie w skali życia niewiele, ale mimo wszystko czuje że mi tego brakuje...
Nie będe wklajał e-maila w którym pisze że chce ze mną być. Już wtedy zaczyna rozmawiać z nim. Jeszcze się nie widzą.
Kolejny mój bład. Przyjeżdzam w grudniu i widzę że ma na kompie jego zdjęcia. Pytam "to on?". Odpowiada tak. Nie oponuje żeby miała ten kontakt (miałem prawo?) W końcu jesteś z kimś i mu ufasz, tym bardziej że to była ona poprostu.
Zawsze wydawała mi się wartościowa od tej strony. 15 styczeń. Wraca do Polski i milknie na 2 tygodnie. Ja w międzyczasie czekam na jej CV. Miałem jeszcze wolne w pracy. Wiedziała że to jest czas na to. Opiepszam ją że zwlekała. W końcu wysyła. Piszę jej o nim. Pisze że jest źle bo ja już nie wytrzymuje odległości. Że zwala mnie z nog że on się pojawił. Odpisuje że wszystko będzie dobrze bo spedziliśmy ze sobą wiele dobrych chwil, żebym się nie martwil. Proszę o rozmowe. Nie kłocimy się już więcej. Wyjaśniamy sobie wszystko; Co było źle z mojej strony. Ja jej mowie co ja uważałem za nie w porządku. wszystko wydaje się wracać do normy. Proszę żeby się zastanowiła czy napewno jej odpowiadam, bo swoim zachowaniem zdaje się to negować. Po tygodniu pada odpowiedź "nie chce związaku". Pózniej oznajmia mi że chce z nim być, że to czuje...
Więc tu jest kolejny mój bład; Nie poprosiłem ją o zerwanie tego kontaktu. Kiedy pytałem kim jest odpowiadała "Osobą z którą dobrze jej się rozmawia". Ufałem. Wystarczyło mi tak niewiele..

117

Odp: historia niedopowiedziana...

No dobrze. Błędy nazwałeś bardzo ładnie - każdym blędem bylo robienie czegoś WBREW sobie czyż nie?

118 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-19 17:12:24)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:

No dobrze. Błędy nazwałeś bardzo ładnie - każdym blędem bylo robienie czegoś WBREW sobie czyż nie?

Tak, to prawda. Nie potrafiłem postępować inaczej bo obraz "nas" i bycia razem wszystko mi przesłonił.
Poza tym, za każdym razem kiedy ja coś próbowałem mówić, ona się wycofywała, albo czuła się "atakowana" (zapewne wpływ matki)
Zatem bojąc się że się zmęczy, wycofa uginałem się coraz bardziej. Ten związek na takich zasadach przetrwać nie mógl.
Do tego odelgłość i fizyczny brak drugiej osoby który tylko pogarsza sprawę.
Niewiem czy ona to wykorzystywała. Jednego pewien jestem, że zarówno ja jak i ona do związków niedojrzeliśmy.
Świadczy o tym zarówno jej zachowanie, spotkanie się z tym gościem jak i moje udręczone pisanie tutaj.

Brak mi jej strasznie i teraz chciałbym to wszystko jakoś wyprostować. Niestety, jest już za pózno sad
Tylko, dlaczego ona się z nim spotkała?? Co on daje jej czego ja nie potrafiłem?

119

Odp: historia niedopowiedziana...
fuorviatos napisał/a:

Brak mi jej strasznie i teraz chciałbym to wszystko jakoś wyprostować. Niestety, jest już za pózno sad
Tylko, dlaczego ona się z nim spotkała?? Co on daje jej czego ja nie potrafiłem?

A po co Ci prostowanie? Sam stwierdziłeś że męczarnia, że niezgoda, że odległość. Jak przeczytałam jej maila do Ciebie - to ona tam bardzo trzeźwo i rzeczowo wyjaśnia i prostuje. Przeczytaj go na spokojnie. Nieważne, że potem były inne sytuacje - w tym mailu wszystko jest; kłótnie, awantury, latające przedmioty, ona czuła się osaczona, naginana, niekomfortowo. Ty się starałeś - OK. Tak uważasz Ty. Ona uważa coś zupełnie innego. Ona ma serdecznie dosyć. Ma prawo? Ma. Ten mail dla mnie wszystko prostuje.

Ona się z nim spotkała, bo taka jest kolej rzeczy. Przecież to normalne - jeden związek się kończy - inny zaczyna. Ty potrzebujesz więcej czasu? A może po prostu dla niej los był łaskawszy i spotkała następną osobę szybciej niż Ty. Bo - umówmy się - Ty chciałbyś żeby ona była w żałobie, a ona już poszla krok dalej i Ci łyso. Spodziewałbyś się dramatu - a być mołe dla niej Wasz związek przy końcówce - to był właśnie taki dramat i żałoba w jednym. Laska się pozbierała i OK. Schowaj męską dumę do kieszeni. Będę brutalna - ale chyba nie sądziłeś, że w imię "może kiedyś dojrzejemy do bycia razem" ona będzie żyła sama jak palec w pasie cnoty i "dojrzewała".

On nie jest Tobą a Ty nim. To on jej daje. Koniec kropka.

120

Odp: historia niedopowiedziana...

No dobry wieczór smile
A ja mam takie pytanie - do tych wklejonych maili. cool
Ja jestem czepliwa pewnych tematów. Więc co z tą agresją, kłótniami - tak robiłeś? Coś więcej poproszę, bo ja mam wrażenie, jakby te dwa maile dotyczyły jakiś dwóch różnych sytuacji. Nie pasują mi do siebie. Ktoś albo nie dopowiada, albo nad interpretuje.

121 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-20 13:26:12)

Odp: historia niedopowiedziana...
Kriss napisał/a:
fuorviatos napisał/a:

Brak mi jej strasznie i teraz chciałbym to wszystko jakoś wyprostować. Niestety, jest już za pózno sad
Tylko, dlaczego ona się z nim spotkała?? Co on daje jej czego ja nie potrafiłem?

A po co Ci prostowanie? Sam stwierdziłeś że męczarnia, że niezgoda, że odległość. Jak przeczytałam jej maila do Ciebie - to ona tam bardzo trzeźwo i rzeczowo wyjaśnia i prostuje. Przeczytaj go na spokojnie. Nieważne, że potem były inne sytuacje - w tym mailu wszystko jest; kłótnie, awantury, latające przedmioty, ona czuła się osaczona, naginana, niekomfortowo. Ty się starałeś - OK. Tak uważasz Ty. Ona uważa coś zupełnie innego. Ona ma serdecznie dosyć. Ma prawo? Ma. Ten mail dla mnie wszystko prostuje.

To nie jest ostatni e-mail, ale pokrywa się z tym co powiedziała kiedy zdecydowała że to koniec.

Kriss napisał/a:

Ona się z nim spotkała, bo taka jest kolej rzeczy. Przecież to normalne - jeden związek się kończy - inny zaczyna. Ty potrzebujesz więcej czasu? A może po prostu dla niej los był łaskawszy i spotkała następną osobę szybciej niż Ty. Bo - umówmy się - Ty chciałbyś żeby ona była w żałobie, a ona już poszla krok dalej i Ci łyso. Spodziewałbyś się dramatu - a być mołe dla niej Wasz związek przy końcówce - to był właśnie taki dramat i żałoba w jednym. Laska się pozbierała i OK. Schowaj męską dumę do kieszeni. Będę brutalna - ale chyba nie sądziłeś, że w imię "może kiedyś dojrzejemy do bycia razem" ona będzie żyła sama jak palec w pasie cnoty i "dojrzewała".

Szczerze mowiąc to zawsze mówiła że ona nie potrafi się "tak poprostu wiązać". Że to zawsze musi być dla niej poparte jakąś więzią, że sama jest "inna niż wszyscy". Ja uważam tak samo. Nie jestem typem kobieciarza, choć czasem żartuje na ten temat. Imponowało mi to w niej.
Zawsze powtarzała, że to co jest nalezy pielęgnować bo się może rozsypać jak tylko pojawi się ktoś inny. To również mi imponowało, ponieważ myślę podobnie, choć jestem zdania że czasami jesteśmy tylko ludzmi i dajemy się poprostu ponosić pewnym sytuacją a jak człowiek się denerwuje czy frustruje to min dlatego (choć też nie zawsze) że mu zależy. Zresztą pisałem jej to a ona odpowiedziała "że wszystko będzie dobrze". Kilka dni później zmieniła decyzje.
Czy ty Kriss myślisz że ja czułbym się szczęsliwszy gdybym to ja ją zostawił? Nie.
Każdy ma prawo skończyć relacje czy odpocząć. Napewno tego odpoczynku potrzebowała. Gdyby mi o tym powiedziała, zrozumiałbym,
ale ona poprostu zaczęła inną historie w dodatku na odległość a wiedziała że ja jej ufam i że nie mam nic przeciwko kontaktowi z tą osobą.
Wszyscy moi znajomi uważają że oni kazaliby taki kontakt zerwać. Ja nie potrafiłem - Miałem zaufanie i wierzcie mi że tym razem nie ze strachu że zniknie..


Kriss napisał/a:

On nie jest Tobą a Ty nim. To on jej daje. Koniec kropka.

To napewno. Jeśli uznała po jednym spotkaniu że są ze sobą bardzo kompatybilni, to napewno tak jest.
Uważa że to nie jest tak że się spotkali i już. Poprostu to jest coś co stworzyli już dawno temu.


E-mail został napisany po tym kiedy wyjechała do Chorwacji kilka tygodni przed moją wizytą w Polsce. (wtedy kiedy wpadłem w histerie)

Ponieważ przyjechałem po tym jak wysłalem ją do diabla po szarpaninie ze studiami. Wiem że z tego e-maila wynika wielka krzywda która się jej stała, niemniej wcale tak nie było. Poprostu chciałem odpowiedzi czy widzi jakąś przyszłość razem. Przyznaje ta jedna sytuacja to była histeria, ale ona sama pózniej poprosiła mnie o powrót. Następnie wyjechala do chorwacji i na moj załaczony e-mail odpowiedziała to co widzicie.
Do niekochanej: Nie było agresji. Zresztą dla tej kobiety nieodpowiedni ton tudzieź zdanie w postaci "jesteś dziecinna" z uśmiechem na ustach było już problemem. Nic złego nie byłoby w tym gdyby mi poprostu powiedziała "nie lubie tego. Nie rób tak" czy coś w tym rodzaju, ale ona poprostu normalnie ze mną rozmawiała a później kiedy wyjeżdzała i się rozstawalismy, wycofywała się wyrzucając mi to jako powody.
Niczym nigdy do niej nie rzuciłem. Kiedyś tylko rozwaliłem komputer po tym jak się pokłociliśmy z frustracji i zlości.
Kiedy próbowałem pytać ją o powody tych "ucieczek". Zawsze odpowiadała że to był "proces". Że to się nie działo samo.
Niemniej, chciałem zrozumieć co powoduje że tak się wycofuje.
Z tym chłopakiem z którym się poznala stało się analogicznie. Najpierw rozmawiała ze mną normalnie w styczniu kiedy tu byliśmy. Poleciała z entuzjazmem oglądać mieszkanie. Przytulała się do mnie na lotnisku a później przez to że nie chciałem z nią rozmawiać i tą dziecinność uważa że to ją zbliżyło do niego, bo ja byłem w jakiś sposób cyt. "niedostępny".

Gdybyście chcieli zobaczyć, wklejam ostatnią rozmowę http://wklej.org/id/713488/

122

Odp: historia niedopowiedziana...

Tak śledzę ten wątek i zastanawiam cię czy nie jesteś przypadkiem jakimś filozofem? Tak bez złośliwości. Analizujesz kazde słowo, każdego maila, kazdy moment kilkuletniego związku.
Szczególnie mail który przytoczyłeś od niej nakreslił mi obraz dziewczyny zmęczonej związkiem, odległością, kłótniami, jakiegoś rodzaju niedopasoaniem jeśli chodzi o oczekiwania od życia i od drugiej osoby. Ona postawiła sprawę jasno, a ty jakbyś nie rozumiał, brnąłeś w to dalej, stawałeś na rzęsach żeby tą relację podtrzymać, tylko po co? Myślę że ona tak wracała i zmieniała zdanie bo się do ciebie przez te lata przyzwyczaiła, poza tym pomagałeś jej w trudnych życiowych sytuacjach i czuła się podle chcąc się odciąć od ciebie i tego wszystkiego co było mędzy wami. Nawet teraz zamiast życ dalej siedzisz i kombinujesz jak to wszystko naprawić? Bywa tak że można zacząć źle się czuć w związku z różnych powodów i chceić to zakończyć, szczególnie na takim etapie, więc ona miała prawo wyboru, poukładania sobie życia po swojemu, bo najwyraźnie mieliście inne wizje. Wiesz mozn zwyczajnie być z drugą osobą, bez jakiś wilekich dramatów, szarpaniny, nieprzespanych nocy, rozterek i łez, tylko trzeba trafiś na kogoś odpowiedniego. Mam nadzieję że się o tym przekonasz, tylko nie możesz żyć cały czas nią, żyj i daj żyć innym swoim własnym życiem.

123

Odp: historia niedopowiedziana...

Kluszczanka, masz racje. W wakacje powinienem był odpuścić. Nie chce od Was rozgrzeszenia, ale zdajecie sie wszyscy twierdzić że to moja wina, bo ja nalegałem. Powiedzialem jej że myśle że była ze mną z litości. Ona twierdzi że wcale tak nie było. Może masz racje. Może się przyzwyczaiła..

124

Odp: historia niedopowiedziana...

Nie uważam że jesteś winny ani że winna jest ona. Pewnie jak związek się rozpada to zawsze wina jest po troche po każdej ze stron, tylko czy obwinianie się coś zmieni? To że nalegałeś moim zdaniem nie spowodowało rozstania tylko je przedłużyło.

125 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-20 14:11:37)

Odp: historia niedopowiedziana...

Poprostu fakt że nieudało nam się nawet spróbować. (Bo jak nazwać takie "widywanie się"). Wiem że to nie było dla niej latwe żeby się tu przenieść. Doceniłbym ten krok. Później już sam postanowiłem jechać widząc jak się rozpada. Odpowiedziała że czas na decyzję był 3 miesiące temu.. Jestem pewien że gdybyśmy ze sobą zamieszkali, jakoś by to przeszło wszystko. Każdy miewa humory i różne klimaty, ona również, ale nauczylibyśmy siebie, choć to chyba tylko moja jedynie opinia...
Gdybym wrócil do Polski nie mieszkalibyśmy razem. Kazdy miałby swoje życie, nie przeszkadzalibyśmy sobie..
Mam wrażenie że strasznie dużo stracilem. Strasznie wartościową kobietę..

126

Odp: historia niedopowiedziana...

Dobrze, zostawamy maile, bo i tak nie oddadzą rzeczywistości - ani Twojej ani jej. Moim zdaniem historia została dopowiedziana. Uważam że tak, czulbyś się lepiej, gdybyś to Ty podjął decyzję o rozstaniu i miał kogoś w zanadrzu. Znaczyłoby to, że przeszedłeś już proces rozstawania się o którym mówiła ona. A Ty nie przeszedłeś, ona Cię wyprzedziła - cała filozofia.

Ona się rostała - mówisz, ze gdyby Ci powiedziała - zrozumiałbyś. Ale przecież Ci pisała, mówiła. Ty wybierałeś tylko komunikat "Doooobra, to spróbujmy raz jeszcze" a nie odbierałeś pobocznych. I to moim zdaniem była pierwsz rzecz. Ty twierdzisz NIE WIEM, a ja na podstwie tych informacji co mi tu piszesz już wiem. To jak to jest kolego?

Ona się dusiła (wcale nie musiałeś czuć ze ją dusisz - wystarczy ze ona czuła się z tym źle), miała dosyć awantur (dla Ciebie mogło to być nic wielkiego - dla niej koniec świata, zresztą dla mnie osobiście rzucanie przedmiotami to JEST agresja i nieumiejętność radzenia sobie z problemem), chciała czegoś innego - też miała prawo. Z tego co mówiła i robiła - wybrałeś co Ci odpowiadalo -i chciałeś ciagnąć dalej. Ona z tego wybrała co jej nie odpowiadało - i mimo podejmowanych prób (ktorych oczywiście pewnie też chciała) stwierdziła, że jednak nie. W miedzyczasie kogoś poznała, co najbardziej Ci doskwiera. Ot i cała historia. Dopowiedziana.

Ty z jednej strony chcesz się mienic winnym - wtedy kombinujesz że gdybyś winy zmazał, to mialbyś szansę na powrót. Z drugiej strony winny być nie chcesz - no bo chwila, moment, przecież Ty chciałeś dobrze, starałeś się a ona skłamała. Ty sam nie wiesz czego chcesz. Duma Cię boli jak cholera. Przyjmij chłopie, ze to koniec i już. Podobno uczymy się na błędach, moim zdaniem błędem w związku są krzyki (czasami trudno się opanować, ale jest to błąd), błędem kardynalnym jest agresja - kobieta lubi czuć się bezpieczna. Błędem są histerie - do niczego nie prowadzą. Błędem jest zmuszanie kogoś do bycia takim jakbyśmy sobie tego życzyli. Błędem jest naśmiewanie się z drugiej osoby - nawet w żartach. Te zarty są śmieszne dla jednego a dla adresata są raniace. Błędem jest kłamstwo i niewierność - ale to nie Ty kłamałeś i nawiązałeś głębszą znajomość z osobą trzecią. Chociaż akurat to - było tak jak ona pisała - proces. Ona juz się dawno z Tobą rozstała mentalnie. Moze chciała faktycznie sprawdzić czy z tego trupa coś się da wkrzesać (chodzi mi o związek). Nie dało się - z czystym sumieniem poszła dalej. Tu nikt nie musiał byc psychofagiem. Po prostu ona nie chce i koniec.

127

Odp: historia niedopowiedziana...

Tylko co takie gdybanie zmieni? Jeśli kobieta czegos (lub kogoś) chce i jest tego pewna jest w stanie zostawić wszystko i wyjechać, szczególnie że jak pisałeś nie trzymało jej zbyt wiele w kraju. A ona nawet nie potrafiła jasno okreslić czego od ciebie chce, chociaż może i mówiła że chce wszystko zakończyć tylko do Ciebie to nie docierało? Zeby coś stworzyć to musicie chcieć oboje, skoro ona nie chce nie zmusisz jej, wtedy tez byś jej nie zmusił. Pozdrawiam

128 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-20 16:34:33)

Odp: historia niedopowiedziana...

Wiecie co? Macie wszyscy racje jak i nikt z was jej nie ma. Każdy będzie pisał swoje i wrzucał swoją wlasną wizje.
Fakt jest jeden - skończyło sie i tyle.

Kriss napisał/a:

Dobrze, zostawamy maile, bo i tak nie oddadzą rzeczywistości - ani Twojej ani jej. Moim zdaniem historia została dopowiedziana. Uważam że tak, czulbyś się lepiej, gdybyś to Ty podjął decyzję o rozstaniu i miał kogoś w zanadrzu. Znaczyłoby to, że przeszedłeś już proces rozstawania się o którym mówiła ona. A Ty nie przeszedłeś, ona Cię wyprzedziła - cała filozofia.

Nie odbieraj tego jako atak, ok? Wyobrażasz sobie życie 4 lata bez związku, nawet najmniejszego z żadną kobietą?
Nie będe się nad sobą użalał, ale byłem jej wierny. Doprawienie "rogów" komuś kto Ci ufa i znajduje się o 1000 km od Ciebie nie wydawało mi się ok. W porządku, żartowałem na ten temat, ale tylko żartowałem.
Myśl co uważasz Kriss. Każdy ma prawo do własnego zdania... Masz racje, że ja jeszcze nie przeszedłem przez ten proces bo nie jest mi łatwo w tym momencie związać się z kimś. No, ale to już mój problem i nie każdy musi rozumieć.

129 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-20 18:35:24)

Odp: historia niedopowiedziana...

A tak na koniec napiszę, że zawsze chciala mieć dom; Jakieś swoje miejsce gdzie będzie mogła osiąść i uprawiać ogródek.
To było jej marzenie i to chciałem jej dać. Kiedyś poprosiłem moją koleżankę która trudni się rzeżbiarstwem aby wykonala go dla niej.
Taki podarunek przed laty. Wiecie gdzie leży? U mnie w szafie, razem z jej rzeczami. Nigdy, choć była tu tyle razy, nie zabrała go ze sobą.
W grudniu na fotografii które przeglądala był ten czlowiek wpatrzony we fiordy oraz jakiś dom - taka mała chatka z ciepłymi światłami. Prawdopodobnie to czego zawsze szukała. Bezpieczeństwo i spokoj.
Proszę was tylko o jedno. Macie wszyscy prawo do własnego zdania, ale nie piszcie że moja jednorazowa histeria i to że raz rozwaliłem swój komputer z nerwów (podczas rozmowy z nią na Skype), są dla Was wystarczającą przyczyną na zerwanie związku.
Wezmę na siebie różne winy. Wszak i ja popelniłem błędy, ale nie uznam tego za wystarczającą przyczynę. Wybaczcie; Taki mój własny honor.
Chyba w Waszych oczach brzmie już jak desperat i zatraca się sens całej tej dyskusji; Bo jaki facet tak rozstrząsałby po rozstaniu z kobietą? Prawda? Chyba tylko jakiś desperat..to myślicie? Walcie szczerze.

130

Odp: historia niedopowiedziana...

Wiece co. Im więcej czytam o tej dwubiegunówce tym bardziej zastanawiam się czy ona poprostu na to nie cierpi i całe to moje zachowanie poprostu uruchomiło w niej jej własne mechanizmy obronne. Gdzieś musiałem popełnić błąd. W te swoje jazdy zawsze wpadała po alkoholu. Przestałem to rozumieć i skrzyczałem ją poprostu. Bardzo chciałbym być przy niej..

Posty [ 66 do 130 z 172 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026