Cóż, ja na niewłaściwie związki straciłam w sumie....11 lat
ale dziś, z perspektywy czasu nie uważam tego czasu za stracony. Bo każdy z nich mnie czegoś nauczył; ja w ten sposób rozwijałam siebie, dowiadywałam sie kolejnej prawdy o sobie, o świecie.... ja to wszystko uważam teraz po latach za bardzo cenne doświadczenia, a nie za zmarnowane życie.
Podobne tematy
No jasne, że nie mam Cię za alkoholiczkę tylko Ty sporo mówiłaś o tym, że jest to jakiś problem dla Ciebie. Ja tam lubię się napić i wręcz uważam, że takie picie,kiedy nie poczuje się lekkiego szumu w głowie, to nawet nie ma sensu:) To nie wiem kto tu jest alkoholiczką:) Chociaż uważam, że jak już nie można no to trudno...To nie jest tragedia...Tak jak dla Ciebie nie jest tragedią brak faceta:)
Dla mnie też nie...Ja po prostu wiem, że nie jestem szczęśliwa sama ze sobą...Chciałabym być inną osobą...I chciałabym się nauczyć cieszyć z tego, co mam...Jeszcze tego nie potrafię i dlatego dołuje mnie moje życie...a raczej to, czego w nim brakuje...
Jej ja bym wolała tu usłyszeć ,że każdy może osiągnąć to co chce. Bo jak na razie to wywnioskowałam ,że jak ktoś jest sam to musi się z tym pogodzić i nauczyć się żyć bez miłości .A to nie jest zbyt miła perspektywa ![]()
Cóż, ja na niewłaściwie związki straciłam w sumie....11 lat
ale dziś, z perspektywy czasu nie uważam tego czasu za stracony. Bo każdy z nich mnie czegoś nauczył; ja w ten sposób rozwijałam siebie, dowiadywałam sie kolejnej prawdy o sobie, o świecie.... ja to wszystko uważam teraz po latach za bardzo cenne doświadczenia, a nie za zmarnowane życie.
Cóż są takie które by chciały skończyć studia i za tydzień po odebraniu dyplomu wyjść za mąż i mieć 2 dzieci, ale życie to nie jest bajka, życie to nierówna walka, którą trzeba podejmować każdego dnia ![]()
".Ja po prostu wiem, że nie jestem szczęśliwa sama ze sobą...Chciałabym być inną osobą...I chciałabym się nauczyć cieszyć z tego, co mam...Jeszcze tego nie potrafię i dlatego dołuje mnie moje życie...a raczej to, czego w nim brakuje..."- kiedyś identycznymi słowami nazwałam swój stosunek do siebie:)
No jasne, że nie mam Cię za alkoholiczkę tylko Ty sporo mówiłaś o tym, że jest to jakiś problem dla Ciebie. Ja tam lubię się napić i wręcz uważam, że takie picie,kiedy nie poczuje się lekkiego szumu w głowie, to nawet nie ma sensu:) To nie wiem kto tu jest alkoholiczką:) Chociaż uważam, że jak już nie można no to trudno...To nie jest tragedia...Tak jak dla Ciebie nie jest tragedią brak faceta:)
Dla mnie też nie...Ja po prostu wiem, że nie jestem szczęśliwa sama ze sobą...Chciałabym być inną osobą...I chciałabym się nauczyć cieszyć z tego, co mam...Jeszcze tego nie potrafię i dlatego dołuje mnie moje życie...a raczej to, czego w nim brakuje...
Widzisz, ja do końca życia tego nie będę miała i muszę się z tym pogodzić ![]()
Przez 23 lata nie związałam się żadnym facetem, ale dopiero po 23 urodzinach poczułam się dobrze z tym, że nie ma co płakać, bo może los się kiedyś odmieni
Dziś wiem, że nie będę miała rodziny, przepłakałam wiele nocy, ale co mam zrobić muszę starać się żyć dalej.
Tobie jest ciężko, bo nie masz koleżanki, pomyśl, ja nie mam koleżanki, nie mam szans na faceta, na rodzinę i nawet nigdzie już wyjść nie mogę.
Cóż, ja na niewłaściwie związki straciłam w sumie....11 lat
ale dziś, z perspektywy czasu nie uważam tego czasu za stracony. Bo każdy z nich mnie czegoś nauczył; ja w ten sposób rozwijałam siebie, dowiadywałam sie kolejnej prawdy o sobie, o świecie.... ja to wszystko uważam teraz po latach za bardzo cenne doświadczenia, a nie za zmarnowane życie.
Czuję się teraz po prostu samotna...I nie chodzi o brak faceta
Może teraz znajdę w sobie siłę i odwagę i znajdę sobie jakichś przyjaciół...Zawsze tak było, że facet był całym moim życiem...dlatego nie potrzebowałam nikogo więcej i teraz jest klops...choć jeszcze dochodzi moja nieśmiałość, brak pewności siebie...Dopada mnie czasem takie poczucie beznadziei...A najbardziej to chciałabym cieszyć się z tego co mam...Przez parę dni mi się to udawało
I bardzo fajnie się wtedy czułam
Zero zmartwień, stresów...po prostu zadowolenie z tego co jest...i wiara, że będzie tylko lepiej...Catwoman powiedz, że uda mi się to osiągnąć na stałe ![]()
Da się osiągnąć taki stan. Naprawdę. Ja o niego walczyłam wiele lat. Ale jak już go masz, niewiele jest cię w stanie wytrącić z tej równowagi
Bo to znaczy, ze : doceniasz siebie, lubisz siebie, nie masz wyrzutów sumienia z powodu tego, ze zaznałaś jakiejś radosci, nie obawiasz się przyszłości, bo żyjesz teraźniejszośią, wiesz kim jesteś...
Jej ja bym wolała tu usłyszeć ,że każdy może osiągnąć to co chce. Bo jak na razie to wywnioskowałam ,że jak ktoś jest sam to musi się z tym pogodzić i nauczyć się żyć bez miłości .A to nie jest zbyt miła perspektywa
Mon_ka nikt tak tu nie pisze, tylko, że z doświadczenia wiem, że nikt nie chce desperatki
kiedy pokażesz facetowi że sobie świetnie radzisz sama z pewnością się Tobą zaintersuje, kiedy pokażesz facetowi, że jesteś biedną sierotką marysią to nie zainteresuje się Tobą
Facet lubi widzieć, że jesteś z nim mimo tego, że sama sobie radzisz, bo wtedy wie, że intersuje Cię on a nie jego pomoc ![]()
".Ja po prostu wiem, że nie jestem szczęśliwa sama ze sobą...Chciałabym być inną osobą...I chciałabym się nauczyć cieszyć z tego, co mam...Jeszcze tego nie potrafię i dlatego dołuje mnie moje życie...a raczej to, czego w nim brakuje..."- kiedyś identycznymi słowami nazwałam swój stosunek do siebie:)
Miałaś szalone pomysły ![]()
140 2012-02-12 15:36:48 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-12 15:39:04)
Czuję się teraz po prostu samotna...I nie chodzi o brak faceta
Może teraz znajdę w sobie siłę i odwagę i znajdę sobie jakichś przyjaciół...Zawsze tak było, że facet był całym moim życiem...dlatego nie potrzebowałam nikogo więcej i teraz jest klops...choć jeszcze dochodzi moja nieśmiałość, brak pewności siebie...Dopada mnie czasem takie poczucie beznadziei...A najbardziej to chciałabym cieszyć się z tego co mam...Przez parę dni mi się to udawało
I bardzo fajnie się wtedy czułam
Zero zmartwień, stresów...po prostu zadowolenie z tego co jest...i wiara, że będzie tylko lepiej...Catwoman powiedz, że uda mi się to osiągnąć na stałe
Skąd jesteś? Znajdziemy Ci jakąś koleżankę, czy Ci się to podoba czy nie
Trudno masz pecha ![]()
Możesz też napisać jakie masz zaintersowania
. No jakieś prawo wyboru Ci się należy
Da się osiągnąć taki stan. Naprawdę. Ja o niego walczyłam wiele lat. Ale jak już go masz, niewiele jest cię w stanie wytrącić z tej równowagi
Bo to znaczy, ze : doceniasz siebie, lubisz siebie, nie masz wyrzutów sumienia z powodu tego, ze zaznałaś jakiejś radosci, nie obawiasz się przyszłości, bo żyjesz teraźniejszośią, wiesz kim jesteś...
Mądre słowa ![]()
Jej ja bym wolała tu usłyszeć ,że każdy może osiągnąć to co chce. Bo jak na razie to wywnioskowałam ,że jak ktoś jest sam to musi się z tym pogodzić i nauczyć się żyć bez miłości .A to nie jest zbyt miła perspektywa
Ja wierzę, że można osiągnąć to co się chcę tylko w moim przypadku trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby wierzyć
Wiele razy słyszałam, że trzeba pogodzić się z samym sobą, żeby przyciągnąć miłość...i że często szukanie na siłę albo cierpienie z powodu samotności nic nie przynosiło, a jak ktoś sobie odpuścił, zaakceptował tą swoją samotność i przestał szukać to wtedy znalazł
Ja wiem, że na razie to muszę zrobić porządek z samą sobą, żeby wypatrywać miłości ![]()
Ale odnośnie koleżanek to najgorsze jest to, że jak ktoś nie ma ich zbyt wiele, to ludzie chyba myślą, że coś z nim nie tak...A ja spotykam często osoby, które mają już jakąś grupę znajomych i nie bardzo chcą się "zaopiekować" kimś, kto tego potrzebuje
Po prostu mają swoje życie i nie przejmują się jakimś samotnikiem
Nie mówiąc o tym, że się wstydzę przed takimi ludźmi samej siebie...A jak spotkam kogoś, kto też niewielu ma znajomych, to sobie myślę, że jest tak samo żałosny jak ja
Chyba nie jest ze mną tak źle...chyba potrafię być lubiana
tylko nie mam chyba za bardzo umiejętności podtrzymywania znajomości...Zawsze sobie myślę, że ludzie mają lepsze rzeczy do roboty niż spotkanie ze mną...Wycofuję się wtedy...
"Ja wiem, że na razie to muszę zrobić porządek z samą sobą, żeby wypatrywać miłości smile" no ja tak zrobiłam. dałam sobie czas. nieograniczony. i dokąłdnie tak sie to stało krok po kroku. najpierw musiałam dowiedzieć sie kim jestem, by dowiedziec sie kim jestem/chcę byc w związku z facetem. i sie dowiedziałam ![]()
Okej okej
Czuję się pocieszona ![]()
To nie jest tak ,że ja chce się związać z pierwszym lepszym który się mną zainteresuję bo nie chce być sama .Chciała bym kogoś kogo naprawdę byłabym w stanie polubić no ale niestety na moim horyzoncie nikt się taki nie pojawił (i za pewne w najbliższym czasie się nie pojawi) .Wiem ,ze teraz powinnam się skupić na nauce może jak w końcu pójdę na te studia to się wszystko zacznie pomału układać. Chciałabym w to wierzyć ![]()
Martyna, masz rację - trochę jestem sierotką marysią :)Nie jestem zbyt silną osobą...dlatego właśnie chciałabym to zmienić, ale na razie słabo mi to wychodzi...
marilyn, wiesz jeśli sama się nie docenisz, to nikt inny tego nie zrobi.
słowa tak prawdziwe, ze aż bolą ![]()
147 2012-02-12 15:56:19 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-12 15:58:36)
Okej okej
Czuję się pocieszona
To nie jest tak ,że ja chce się związać z pierwszym lepszym który się mną zainteresuję bo nie chce być sama .Chciała bym kogoś kogo naprawdę byłabym w stanie polubić no ale niestety na moim horyzoncie nikt się taki nie pojawił (i za pewne w najbliższym czasie się nie pojawi) .Wiem ,ze teraz powinnam się skupić na nauce może jak w końcu pójdę na te studia to się wszystko zacznie pomału układać. Chciałabym w to wierzyć
Masz 19 lat, spokojnie, jak dojdziesz do 25 z całą pewnością znajdziesz
Nie ma co sie spieszyć ![]()
Martyna, masz rację - trochę jestem sierotką marysią :)Nie jestem zbyt silną osobą...dlatego właśnie chciałabym to zmienić, ale na razie słabo mi to wychodzi...
Jesteś i to tragiczną sierotką marysią, nie mam chłopaka to straszne, Ty byś chciała już 2 dziecko rodzić, spokojnie na wszystko przyjdzie czas. Mam wrażenie że robisz z siebie bidulę z Zadupia Dolnego gdzie ważne jest tylko posiadanie męża.
Pytałam skąd jesteś? Zawsze możesz zmienić miasto ![]()
no ja znalazłam kolem 30 tki:) i bardzo dobrze, że wcześniej się nie związałam z nikim "na zawsze". ..... potrzeba było tej kilkuletniej mądrości, doświadczenia...
"Ja wiem, że na razie to muszę zrobić porządek z samą sobą, żeby wypatrywać miłości smile" no ja tak zrobiłam. dałam sobie czas. nieograniczony. i dokąłdnie tak sie to stało krok po kroku. najpierw musiałam dowiedzieć sie kim jestem, by dowiedziec sie kim jestem/chcę byc w związku z facetem. i sie dowiedziałam
Catwoman, dobrze, że wspomniałaś o tym nieograniczonym czasie
Ja jeszcze niedawno myslałam, że daję sobie czas do wiosny, że to wystarczy
później przesunełam ten czas do czerwca - bo to będzie pół roku samotności - to to wystarczy
, a ostatnio pomyślałam, że może wrzesień, a może do końca roku będę się zmieniać
Widzę, że cały czas przesuwam tą granicę
Chyba zaczynam rozumieć, że mogę potrzebować więcej czasu niż sobie założyłam na początku
A kiedy Ty sobie postanowiłaś coś zmienić? Ile miałaś lat? Bo ja się trochę boję, że za późno się obudziłam ![]()
hm.... miałam 26-27 lat gdy nie potrafiłam wytrzymać sama ze sobą, nie znosiłam się, wtedy po raz pierwszy miałam jakieś takie ....poczucie Ogólnej Beznadziei jak przeanalizowałam swoje życie, wybory- po raz pierwszy wystarszyłam sie, że takie złe wybory bede podejmwoać juz zawsze. w wieku 27 lat postanowiłam: wszystko się musi zmienić, ale nie na siłę, naturalnym rytmem i....zaczęło się zmieniać. dużo by gadać. .... Los/Bóg pokazał mi wiele prawd o sobie, wiele rzeczy zaakceptowałam, w wielu wyluzowałam, z wielu zaczełam sie cieszyć, inne odrzuciłam. mojego męża poznałam DOKŁADNIE WTEDY gdy pokochałam samą siebie i spojrzałam na swoją przeszłość INACZEJ; jak na doświadczenia, które nie byly ani dobre, ani złe, ale których potrzebowałam by byc tym, ,kim jestem. ![]()
Cały czas myślę o słowach lekarza, że nie powinnam studiować, to straszne jest
chciałabym mieć tylko problem że nie mam faceta ![]()
to jest problem tylko w twoim subiektywnym mniemaniu DZIŚ
i jeśli chcesz byc naprawdę szczęśliwą osobą, proponuję się na tym detalu nie skupiać ![]()
hm.... miałam 26-27 lat gdy nie potrafiłam wytrzymać sama ze sobą, nie znosiłam się, wtedy po raz pierwszy miałam jakieś takie ....poczucie Ogólnej Beznadziei jak przeanalizowałam swoje życie, wybory- po raz pierwszy wystarszyłam sie, że takie złe wybory bede podejmwoać juz zawsze. w wieku 27 lat postanowiłam: wszystko się musi zmienić, ale nie na siłę, naturalnym rytmem i....zaczęło się zmieniać. dużo by gadać. .... Los/Bóg pokazał mi wiele prawd o sobie, wiele rzeczy zaakceptowałam, w wielu wyluzowałam, z wielu zaczełam sie cieszyć, inne odrzuciłam. mojego męża poznałam DOKŁADNIE WTEDY gdy pokochałam samą siebie i spojrzałam na swoją przeszłość INACZEJ; jak na doświadczenia, które nie byly ani dobre, ani złe, ale których potrzebowałam by byc tym, ,kim jestem.
Ja jestem dokładnie w tym samym miejscu jak Ty wtedy...Z jednej strony czuję pocieszenie, że komuś się to udało, więc jest to możliwe, a z drugiej strony czuję lęk, że mnie może się nie udać...
nie możesz skupiać się na lęku. to twoje życie. coś dane raz.
Cały czas myślę o słowach lekarza, że nie powinnam studiować, to straszne jest
chciałabym mieć tylko problem że nie mam faceta
Martyna, proszę Cię, wczytaj się we wszystkie moje posty
Bo wyraźnie daję do zrozumienia, że to nie jest mój problem...
Nie wiem czy powinnam pytać, ale co może być takiego, że nie powinnaś studiować..? Chyba bez przesady...Ludzie z takimi różnymi chorobami, czasem bardzo ciężkimi, studiują, pracują...
A jeśli chodzi o tą sierotkę, to nie czuję się tak ze względu na małe miasto, męża czy takie rzeczy...Wiem, że ja...jestem taka jakaś słaba psychicznie, nie lubię siebie i takie tam...Chcę się stać silną kobietą, która dokładnie wie czego chce ![]()
Ludzie chorujący na niedoczynność tarczyc są głupsi ciężko jest im się skupić, cukrzyca tylko to potęguje, wiem mogłam iść na byle co ![]()
w takim razie będą musieli pracować 2 razy dłużej, 2 razy więcej;).... nie wymawiajmy się chorobą.
Ludzie chorujący na niedoczynność tarczyc są głupsi ciężko jest im się skupić, cukrzyca tylko to potęguje, wiem mogłam iść na byle co
Ja bym nie nazwała problemów z koncentracją głupotą. A poza tym czy są jakieś medyczne przeciwwskazania, bo to chyba nie sprawa lekarza jak Ci będzie szła nauka...To sama powinnaś ocenić...A jesteś na 3 roku czy 4? Już chyba nie wiele Ci zostało...
A ja jestem z Dolnego Śląska ![]()
Martyna777 napisał/a:Ludzie chorujący na niedoczynność tarczyc są głupsi ciężko jest im się skupić, cukrzyca tylko to potęguje, wiem mogłam iść na byle co
Ja bym nie nazwała problemów z koncentracją głupotą. A poza tym czy są jakieś medyczne przeciwwskazania, bo to chyba nie sprawa lekarza jak Ci będzie szła nauka...To sama powinnaś ocenić...A jesteś na 3 roku czy 4? Już chyba nie wiele Ci zostało...
A ja jestem z Dolnego Śląska
Jestem na 4 roku, lekarz aż sam sie dziwi że tak daleko doszłam, ogólenie uczę się 3 razy więcej niż koledzy żeby mieć taki sam efekt, wiem choroba nei wybiera, ale czasem jest bardzo ciężo ![]()
nikt nie obiecał, że będzie łatwo ![]()
No widzisz jaka powinnaś być z siebie dumna! Teraz tylko się nie poddawaj! Już niewiele Ci zostało.
każdej z was polecam tu książkę "PRZESUNĄĆ HORYZONT "-martyny wojciechowskiej
przeczytajcie koniecznie.
Ja na pewno przeczytam
Szukam teraz inspiracji w książkach ![]()
marilyn....widzę, że jesteśmy do siebie bardzo podobne.....
marilyn....widzę, że jesteśmy do siebie bardzo podobne.....
Cieszę się, że tak mówisz
Miło jest poznać kogoś, kto myśli, czuje podobnie ![]()
To prawda. Ja, gdy przechodziłam przez swoj czas doświadczeń i zmieniania siebie, miałam tak naprawdę jedną ludzką osobę, która rozumiała o co mi cho. Bo sama też zaliczyła tę drogę
Reszta ludzi nie rozumiała o co mi chodzi. Wiesz czemu? Bo nigdy nie podjęli walki o siebie.
Jak dla mnie "zmiana siebie" powinna się zacząć od zmiany sposobu myślenia o sobie.
Zamiast myśleć "muszę się zmienić", pomyśl, że nie ma drugiej takiej samej osoby na świecie jak Ty. Jesteś wyjątkowa!
Kiedyś ktoś zmusił mnie do napisania 20 pozytywnych swoich cech. Ta lista oznaczała stopień wiary we własne siły (nie mogłam napisać nawet 10-ciu.. ), prowadzę ją jednak do dziś: jak tylko dowiem się o sobie czegoś nowego dopisuję nowe pozytywne cechy
polecam tą metodę, można się wiele o sobie dowiedzieć i coraz bardziej rozwijać własne umiejętności.. i tym samym wiarę w siebie.
masz rację alfaalfa
to oznacza oczywiście nie "leczenie" objawów ale przyczyn ![]()
Tak czytam Wasze wypowiedzi i tak:
1)w sprawie dziecka - czytałam kiedyś wypowiedz psychologa na temat kobiet, które wiążą swoje szczęście z posiadaniem dziecka, okazuje się, że po urodzeniu dziecka kobiety te są bardziej narażone na frustracje, depresje ponieważ cały czas czują, że nie o to im chodziło. Podobno lepiej przed podjęciem decyzji o założeniu pełnej rodziny zrozumieć siebie, obrać cel zawodowy, zacząć realizować marzenia itp po prostu żyć pełnią szczęścia i życia.
2)co do partnera - dużo się mówi teraz o szczęśliwych singlach, nie muszą się nikomu tłumaczyć co robią i kiedy, często są niezależne, realizują się osobiście i zawodowo, nie wiem czy to zbieg okoliczności ale jak ktoś ze znajomych jest singlem to jeździ na różne wycieczki zagraniczne, więcej baluje itp.niż jak ktoś jest związku (?) Wydaje mi się, że jeśli ktoś zaakceptuje fakt że póki co jest samotny i skupi się na innych aspektach życia, tym prędzej będzie szczęśliwy i prędzej kogoś znajdzie (facetów bardziej kręcą szczęśliwe kobiety niż smutasy co nie wiedzą czego chcą od życia), a i wydaje mi się że wtedy założony nowy związek partnerski jest o wiele zdrowszy, ponieważ nie skupiamy całej uwagi tylko na partnerze.
Co o tym myślicie?
tu po prostu chodzi o to, by czerpać radośc z każdej sytuacji w jakiej jesteśmy:) Tylko wiesz anecka, to nie jest takie proste, bo tak: jak jestem sama, to wydaje mi się, że gdy zacznę "używać" życia, wychodzic, CIESZYĆ SIĘ NIM, to nie zauważę tego księcia ,który na mnie czeka, że TO WŁAŚCIWE szczęście przejdzie mimo.
Więc wolę siedzieć w cierpiącym milczeniu I CZEKAĆ. ja tak miałam. w końcu odkryłam, że TO WŁAŚCIWIE SZCZĘŚCIE jest teraz, nie w przyszłości, że gdybym dziś umarła, to umrę z myślami, uczuciami w umyśle, które miałam DO TEJ pory a nie z głową przepełnioną wyczekiwaniem, przyszłość, plany, oczekiwania, marzenia- nie bedą sie liczyły. Tylko to, w jakim nastroju, uczuciami w sercu umierałam. w skrócie.
To prawda. Ja, gdy przechodziłam przez swoj czas doświadczeń i zmieniania siebie, miałam tak naprawdę jedną ludzką osobę, która rozumiała o co mi cho. Bo sama też zaliczyła tę drogę
Reszta ludzi nie rozumiała o co mi chodzi. Wiesz czemu? Bo nigdy nie podjęli walki o siebie.
Wiem właśnie, że niewiele osób to rozumie...Czasem sobie myślę, że może to jest dla mnie jakiś dar, coś wyjątkowego z czego powinnam się cieszyć, bo niewielu tego doświadcza...Ale czasem jestem taka zła, buntuję się, że inni mogą sobie żyć normalnie, są zadowoleni z życia, a ja do tego wszystkiego muszę pokonać taką ciężką drogę...
Taaaa...też tak miałam
Ale pójście za stereotypami- to nie jest i nigdy nie było dla mnie. Mam zbyt bogate życie wewnętrzne, widocznie lubię masochizm:) ps. to jest dar.
Jak dla mnie "zmiana siebie" powinna się zacząć od zmiany sposobu myślenia o sobie.
Zamiast myśleć "muszę się zmienić", pomyśl, że nie ma drugiej takiej samej osoby na świecie jak Ty. Jesteś wyjątkowa!
Kiedyś ktoś zmusił mnie do napisania 20 pozytywnych swoich cech. Ta lista oznaczała stopień wiary we własne siły (nie mogłam napisać nawet 10-ciu.. ), prowadzę ją jednak do dziś: jak tylko dowiem się o sobie czegoś nowego dopisuję nowe pozytywne cechypolecam tą metodę, można się wiele o sobie dowiedzieć i coraz bardziej rozwijać własne umiejętności.. i tym samym wiarę w siebie.
Podobno zmiana siebie powinna wiązać się najpierw z akceptacją siebie taką, jaką się jest...
Ja zrobiłam sobie listę tego, co w sobie lubię i czego nie...Stwierdziłam, że zawsze skupiam się na tym, co jest złe, więc czemu nie skupiać się na tym, co dobre...Ale spojrzałam na tą listę pozytywną i niewiele tam było i to takie rzeczy, na których ciężko się zaczepić w codziennym życiu...
Ja po prostu chcę się cieszyć z tego, co mam i nie myśleć, że jak będę miała męża to będę szczęśliwa albo jak poznam jakichś znajomych to też już wszystko będzie dobrze. To może podnieść moje poczucie własnej wartości, ale chyba nie przyniesie mi szczęścia tak po prostu dla mnie samej...Nawet gdy ktoś mi mówi, że wyjdę gdzieś to kogoś poznam, to ja wiem, że to da mi szczęście na chwilę, a za chwilę znowu popadnę w jakąś frustrację
Wiem, że gdy pokocham siebie i swoje życie takie, jakim jest to wtedy będę miała to zadowolenie i siłę do zmian...Podobno odczuwaniem szczęścia przyciąga się to, co się chce
Coś w tym jest...
Bo idealizujemy przyszłość. WYDAJE SIĘ NAM, ze coś będzie tak czy owak- a potem nadchodzi to naturalnie i wcale nie ma wielkiego "wow".
Nie chodzi o akceptację - bardziej polubienie siebie takiego jakim się jest.
Na początek wypisz TYLKO swoje pozytywne cechy (o sobie: co na dziś potrafisz, jaka jesteś w pozytywnym tego słowa znaczeniu) - minimum to 20.
Przeczytaj je na głos.
Zastanów się nad nimi i nad tym co chciałabyś kiedyś (za rok, 2 lata) o sobie powiedzieć.. i do dzieła.
Dobrze, że chodzisz na fitness, jeśli sprawia Ci to przyjemność - to dobra droga.. ale nie do zmiany a zauważenia własnej wartości. Poznania samej siebie i innych ludzi. Poza tym te endorfiny..
Negatywne myśli o sobie zostaw dla otoczenia
na zasadzie: nie mów i nie myśl o nich (wykreśl je ze słownika) - bo znajomi i tak nie omieszkają o nich Ci przypomnieć, dopuki nie przyzwyczają się do Twojej wiary i otwartości w wyrażaniu siebie.
Mi to pomaga, co nie znaczy że jestem bezkrytyczna - wolę słowo świadoma i pewna tego czego chcę ![]()
A może tak zacząc od zmiany nastawienia, przekonań.
Zamiast wciąż zastanawiać się, że 'wiem że będe szczęśliwa na siłe" itp, myśleć, nawet na siłe sobie powtarzac "Jestem i będe szczęśliwa" ?
Ehh dziewczęta, jak ja chciałabym mieć takie rozkminy jak Wy ![]()
Bycie singielką nie jest takie złe
Co zrobi kobieta pragnąca dziecko gdy okaże sie że nei może go miec? Co zrobi jak jej dziecko nie będzie takie piękne jakie chciała? Nie można stawiać sobie jednego celu - posiadanie dziecka
Ważne jest by czerpać radość z różnych aspektów życia ![]()
A wczoraj wpadłam na szalony pomysł
To znaczy Wam się może wydać szalony, bo ja traktuję go jak najbardziej poważnie
Pomyślałam sobie o medytacji :)Dużo już o tym słyszałam i to podobno bardzo pomaga w lepszym samopoczuciu i w ogóle w osiągnięciu równowagi... Zaczęłam studiować strony internetowe na ten temat, ale muszę kupić sobie książkę o medytacji dla początkujących i chyba wtedy zacznę praktykować
To musi być fajne tak się zatrzymać, wyczyścić swój umysł ze wszystkiego...Może głupia jestem, może ponosi mnie ta moja przemiana
Ale z drugiej strony chyba do wszystkiego trzeba dojrzeć...Już wcześniej słyszałam o medytacji, ale jakoś ZUPEŁNIE do mnie nie przemawiała, a teraz myślę, że warto spróbować...
medytowałam jakiś czas. później zaczęłam się modlić, rozmawiać z Bogiem. i to drugie zostało i to drugie mi pomogło /pomaga zdecydowanie najbardziej
warto się wyciszyć i wsłuchać w siebie. jeden ma modlitwę, inny medytację:)
A może tak zacząc od zmiany nastawienia, przekonań.
Zamiast wciąż zastanawiać się, że 'wiem że będe szczęśliwa na siłe" itp, myśleć, nawet na siłe sobie powtarzac "Jestem i będe szczęśliwa" ?
Ale czy to pomoże? Czasem tak sobie mówię, ale zaraz przy jakimś gorszym nastroju, stwierdzam, że wmawiam sobie to swoje szczęście i że to bez sensu...
medytowałam jakiś czas. później zaczęłam się modlić, rozmawiać z Bogiem. i to drugie zostało i to drugie mi pomogło /pomaga zdecydowanie najbardziej
warto się wyciszyć i wsłuchać w siebie. jeden ma modlitwę, inny medytację:)
No nie
A ja myślałam, że się wygłupię tutaj i zrobię z siebie pośmiewisko z takim pomysłem
O modlitwie i rozmowie z Bogiem też chciałam wspomnieć, ale to już w ogóle się wstydziłam
Próbuję rozmów z Bogiem, ale na razie czuję takie oddalenie...Po prostu mówię, ale tak naprawdę mam pustkę w sercu...Nie wiem jak to zmienić...
A powiedz mi Catwoman coś więcej o tej medytacji? Wiem, że mniej Ci pomogła, ale czy czułaś w ogóle jakiś jej wpływ na Ciebie? Coś się zmieniło? I może masz jakieś porady ![]()
i ważne: by raz na zawsze pozbyć się wpadania ze skrajności w skrajność
równowaga naprawdę daje spokój, a to z kolei szczęście z samym sobą. i gesty dobroci.... co ja robię? gdy coś dostaje na prezent np.perfumy, mydełka, ciuchy, kosmetyki- nie czekam na ODPOWIEDNIĄ okazję, używam tego wszystkiego od razu jakby jutra miało nie być. Zwracam uwagę na to co jem: kocham moje ciało i chce być dla niego dobra. Czasem wpadnie do żołądka jakieś "cuś" o smaku solonym, lub czekoladowym ale raczej dbam o siebie- jednak jednocześnie nie wyrzucam sobie, jak to "cuś" wpadnie
Zaczęłam ćwiczyć, ćwiczenia rozciągające, które wprawiają mnie w dobry nastrój. Nie używam używek- automatycznie czuję się lepiej. Nie szczypię się, żeby kupić sobie moją ulubioną herbatę. Rozpieszczam się na ile to mozliwe- choć w tygodniu ciężko pracuję.
Ale co do otoczenia.... 2 lata temu postawiłam na minimalizm. i czuję się z tym świetnie ![]()
co do medytacji..... być może nie jestem typem dostosowanym do tego
próbowałam jej, ćwicząc jogę. joga mi pomogła, medytacja nie. chyba nie wiedziałam o co mi tak właściwie chodzi, co ja chce przez to osiągnąć. nie umiałam sie wyciszyć, ale wiesz co..... o tym możemy pogadać już mailowo/gg-owo by tu nie zaśmiecać forum
Wysłalam ci mojego maila na twojego ![]()
Kochanie swojego ciała jakoś do mnie nie przemawia
To znaczy zaczęłam się ruszać, ale jeśli chodzi o jedzenie to chyba za bardzo lubię to co niezdrowe
Choć wiem, że jest wiele zdrowych rzeczy i do tego smacznych ![]()
anecka napisał/a:A może tak zacząc od zmiany nastawienia, przekonań.
Zamiast wciąż zastanawiać się, że 'wiem że będe szczęśliwa na siłe" itp, myśleć, nawet na siłe sobie powtarzac "Jestem i będe szczęśliwa" ?Ale czy to pomoże? Czasem tak sobie mówię, ale zaraz przy jakimś gorszym nastroju, stwierdzam, że wmawiam sobie to swoje szczęście i że to bez sensu...
próbowałam tak myśleć przez bardzoooo długi czas, nawet uśmiechalam się na siłe by wzmocnić efekt, ale jak dla mnie nic to nie dało, zwiększyła się tylko moja frustracja, że tak nie jest naprawdę ![]()
o medytacji też myślałam czy jakiejś jodze, ale znów jestem sceptycznie nastawiona.
chyba mam problem z tym, że nie umiem w nic uwierzyć w ciemno, zaufać, że może mi to coś pomóc, i chyba dlatego ciągle jest źle.
jeśli mogę to rownież poproszę o info w sprawie medytacji
marilyn86 napisał/a:anecka napisał/a:A może tak zacząc od zmiany nastawienia, przekonań.
Zamiast wciąż zastanawiać się, że 'wiem że będe szczęśliwa na siłe" itp, myśleć, nawet na siłe sobie powtarzac "Jestem i będe szczęśliwa" ?Ale czy to pomoże? Czasem tak sobie mówię, ale zaraz przy jakimś gorszym nastroju, stwierdzam, że wmawiam sobie to swoje szczęście i że to bez sensu...
próbowałam tak myśleć przez bardzoooo długi czas, nawet uśmiechalam się na siłe by wzmocnić efekt, ale jak dla mnie nic to nie dało, zwiększyła się tylko moja frustracja, że tak nie jest naprawdę
o medytacji też myślałam czy jakiejś jodze, ale znów jestem sceptycznie nastawiona.
chyba mam problem z tym, że nie umiem w nic uwierzyć w ciemno, zaufać, że może mi to coś pomóc, i chyba dlatego ciągle jest źle.
jeśli mogę to rownież poproszę o info w sprawie medytacji
Ty masz chyba problem, z który staram się pokonać - obojętnie co zaczynałam, dochodziłam do wniosku że to nie ma sensu - bo strata czasu, bo i tak nie pomoże, do niczego się nie przyda, i tak mi się nie uda.
Mnie się zawsze wydawała idiotyczna pozycja do medytacji, jakoś mnie zniechęcała ;o A może tak zapisać się na zajęcia jogi hmm? Sam wysiłek fizyczny sprawa, że lepiej się czujemy prawda? ![]()
Mnie się zawsze wydawała idiotyczna pozycja do medytacji, jakoś mnie zniechęcała ;o A może tak zapisać się na zajęcia jogi hmm? Sam wysiłek fizyczny sprawa, że lepiej się czujemy prawda?
Mi wysiłek fizyczny daje duuużo radości ![]()
Ważne jest znalezienie czegoś, co daje nam radość ![]()
tak, nie wątpię. Niestety ostatnio nie mam ochoty robić nawet tego co lubię. Przykładowo bardzo chciałabym umieć tańczyć [moje karykaturalne ruchy (tzw. taniec) wprawiają mnie w świetny humor], ale nie potrafię się zmobilizować, otworzyć, przestać wstydzić i iść się zapisać na jakiś kurs. To dobija mnie jeszcze bardziej. Mówię sobie, że jak będę miała chłopaka to pójdziemy razem, ale to bynajmniej nie nastąpi szybko więc ponownie mnie dołuje. Można tańczyć samemu, np. w pokoju, ale nawet na to nie umiem się zmobilizować. Ktoś zapyta czy ja naprawde to lubie, bo skoro tak, to nie musiałabym się mobilizować tylko wyszło by to samo, spontanicznie... Tak uwielbiam, ale nie robię tego. Dziwna jestem... nie rozumiem siebie... bez sensu...
kolejny zrypany dzień....... do bani
tak, nie wątpię. Niestety ostatnio nie mam ochoty robić nawet tego co lubię. Przykładowo bardzo chciałabym umieć tańczyć [moje karykaturalne ruchy (tzw. taniec) wprawiają mnie w świetny humor], ale nie potrafię się zmobilizować, otworzyć, przestać wstydzić i iść się zapisać na jakiś kurs. To dobija mnie jeszcze bardziej. Mówię sobie, że jak będę miała chłopaka to pójdziemy razem, ale to bynajmniej nie nastąpi szybko więc ponownie mnie dołuje. Można tańczyć samemu, np. w pokoju, ale nawet na to nie umiem się zmobilizować. Ktoś zapyta czy ja naprawde to lubie, bo skoro tak, to nie musiałabym się mobilizować tylko wyszło by to samo, spontanicznie... Tak uwielbiam, ale nie robię tego. Dziwna jestem... nie rozumiem siebie... bez sensu...
kolejny zrypany dzień....... do bani
Ja tam potfarię tańczyć w pokoju ![]()
Dlaczego jedyny taniec jaki widzisz to towarzyski??
Możesz zapisać się na zumbę
Warto spróbować
Daje duuużo enegri
gdybym tylko ja miała na to czas ![]()
tak, nie wątpię. Niestety ostatnio nie mam ochoty robić nawet tego co lubię. Przykładowo bardzo chciałabym umieć tańczyć [moje karykaturalne ruchy (tzw. taniec) wprawiają mnie w świetny humor], ale nie potrafię się zmobilizować, otworzyć, przestać wstydzić i iść się zapisać na jakiś kurs. To dobija mnie jeszcze bardziej. Mówię sobie, że jak będę miała chłopaka to pójdziemy razem, ale to bynajmniej nie nastąpi szybko więc ponownie mnie dołuje. Można tańczyć samemu, np. w pokoju, ale nawet na to nie umiem się zmobilizować. Ktoś zapyta czy ja naprawde to lubie, bo skoro tak, to nie musiałabym się mobilizować tylko wyszło by to samo, spontanicznie... Tak uwielbiam, ale nie robię tego. Dziwna jestem... nie rozumiem siebie... bez sensu...
kolejny zrypany dzień....... do bani
Ja też myślałam żeby się gdzieś na coś zapisać .. bo w sumie cały czas siedzę w domu .
Szukałam pracy ale jedyne oferty jakie znalazłam było 6 dni w tyg
Myślałam ,żeby się zapisać na siłownie z tym ,że tam na pewno nie poznam żadnych ludzi a mi tak brakuję kontaktu z kimś ciężko myśleć pozytywnie kiedy nic ciekawego się nie dzieje ![]()
Ja też myślałam żeby się gdzieś na coś zapisać .. bo w sumie cały czas siedzę w domu .
Szukałam pracy ale jedyne oferty jakie znalazłam było 6 dni w tyg
![]()
Myślałam ,żeby się zapisać na siłownie z tym ,że tam na pewno nie poznam żadnych ludzi a mi tak brakuję kontaktu z kimś ciężko myśleć pozytywnie kiedy nic ciekawego się nie dzieje
Z takim nastawieniem z całą pewnością nikogo nie poznasz.
Jesteś desperatką! Podporządkowałaś swoje życie poznaniu kogoś!
Na siłownie idzie sie żeby poćwiczyć a przy okazji można kogoś poznać ![]()
194 2012-02-13 22:23:04 Ostatnio edytowany przez Mon_ka (2012-02-13 22:24:32)
Mon_ka napisał/a:Ja też myślałam żeby się gdzieś na coś zapisać .. bo w sumie cały czas siedzę w domu .
Szukałam pracy ale jedyne oferty jakie znalazłam było 6 dni w tyg
![]()
Myślałam ,żeby się zapisać na siłownie z tym ,że tam na pewno nie poznam żadnych ludzi a mi tak brakuję kontaktu z kimś ciężko myśleć pozytywnie kiedy nic ciekawego się nie dzieje
Z takim nastawieniem z całą pewnością nikogo nie poznasz.
Jesteś desperatką! Podporządkowałaś swoje życie poznaniu kogoś!
Na siłownie idzie sie żeby poćwiczyć a przy okazji można kogoś poznać
Wiem wiem ,ze to może śmierdzieć desperacją ale ja jestem czasem straszną sierotą
Nie lubię wychodzić sama .. i boję się że na siłowni bd się bardziej stresować niż miło spędzać czas. Ja nawet na zakupy nie lubię sama chodzić ![]()
Chciałabym nie być taka nieśmiałą ale nie wiem jak to zmienić ;/
195 2012-02-13 22:40:13 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-13 22:41:50)
Wiem wiem ,ze to może śmierdzieć desperacją ale ja jestem czasem straszną sierotą
Nie lubię wychodzić sama .. i boję się że na siłowni bd się bardziej stresować niż miło spędzać czas. Ja nawet na zakupy nie lubię sama chodzić
Chciałabym nie być taka nieśmiałą ale nie wiem jak to zmienić ;/
Rozumiem nie chęć do samotnych imprez, bo można się obawiać, że Cię ktoś pobije czy zgwałci, ale na siłowni czy na fitnessie? Kto ma Ci zrobić krzywdę??
Mon_ka nie obraź się ale to co napisałaś, to już jest żałosne, nie pójdę sama, bo co ukradną Cię??
PS. Już wiem dlaczego nie podobało Ci się na studiach, myślę, że na innych nie będzie lepiej
z takim podejściem masz "fancuskie" szanse na to, iż na nowych studiach będzie lepiej