Witam wszystkich.
Na wstępie chciałbym przeprosić, ale naprawdę nie wiedziałem do jakiego działu to wrzucić, ponieważ jest tutaj dużo ?różnych wątków?, o ile można to nazwać wątkami. Może od początku.
Jestem 19 letnim uczniem 3 klasy Technikum. Zacznijmy może od czegoś co przypasujemy do działu ?Miłość przez Internet?. Na początku wakacji poznałem na forum pewnej gry MMORPG pewną dziewczynę. Młodszą o 2 lata nastolatkę, nazwijmy ją A. Zainteresowała mnie swoją osobą, bardzo przyjemnie się razem pisało. Zaczęliśmy spędzać prawie ?całe dnie? pisząc ze sobą na forum, potem przyszło gg. Zapomniałem dodać, że realnie jestem dosyć nieśmiałym przedstawicielem płci męskiej (żeby nie nazwać siebie mężczyzną, bo nie uważam siebie za ?dojrzałego mężczyznę?). W Internecie zapominałem o swoich kompleksach, o swoim baardzo przeciętnym wyglądzie, o swojej nieśmiałośći. Dni minęły a z A. stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Doszliśmy do momentu, w którym zasypialiśmy i budziliśmy się ?przy sobie?. To było coś wspaniałego, chociaż to wszystko było wirtualne. Byłem taki szczęśliwy, bo pierwszy raz w życiu czułem, że komuś na mnie zależy. Po prostu nie mogłem wytrzymać chwili bez pisana z nią. To stało się jak nałóg, bardzo przyjemny nałóg. Po około 2 miesiącach wyznaliśmy sobie ?miłość?. Wiem, wiem.. ?miłość przez Internet- takie coś nie istnieje chłopie!?. No, ale nam to nie przeszkadzało, zaczęliśmy planować sobie wszystko, czułem, że to jest właśnie ta osoba. Zacząłem myśleć o spotkaniu. Jednak dla niej to ?za szybko?. Dodam tylko, że mieszkamy 60 km od siebie. <do teraz nie rozumiem co to za problem zgodzić się na krótki spacer, zwłaszcza, że podróż w jedną stronę wychodzi ~10 zł>. Ja czekałem, a tak leciały kolejne miesiące i ?ani widu, ani słychu? o spotkaniu. Nasz ?związek? opierał się tylko na SMS i na gg. Porozmawialiśmy kilkunastokrotnie na można powiedzieć Skypie i to wszystko. Za każdym razem tęskniłem za jej głosem, lecz nie mogłem zadzwonić na telefon, bo i tak nie odbierała. Po jakimś czasie pisanie ze sobą przestało mi wystarczać i coraz bardziej nalegałem na rozmowy, co skutkowało tym, że się kłóciliśmy. Potem było godzenie się i ?jak w bajce? i znowu kłótnia.
Dzisiaj coś w nas pękło i powiedziała mi, że tak naprawdę się zmieniłem, że nie poznaje mnie i nie w takiej osobie się zakochała ( chodzi jej o to, że ja niby tylko myślę o sobie, bo cały czas nalegam na te rozmowy, mimo, że ona nie chce). Dodała, że miłość przez Internet nie istnieje i ?Następnym razem, jeśli będę chciała z kimś być to na pewno nie będzie to osoba "z internetu".? Mój świat się zawalił. Pewnie dodacie zaraz, że ?chyba jesteś jakiś nienormalny, że całym Twoim światem była dziewczyna, której nie znasz, wirtualna dziewczyna?, ale ja nie wyobrażam sobie tego, że może jej nie być. Jestem teraz cały zapłakany, bo nie wiem co teraz będzie. Już tęsknie za ?Miłego dnia skarbie, bardzo Cię kocham, pamiętaj o tym!? rano i wieczornym ?Dobranoc misiu. Śpij dobrze i śnij o nas?. Po prostu przez te 7 miesięcy żyłem, uczyłem się dla niej. Robiłem wszystko, żeby w końcu zmieniła swój stosunek i zgodziła się na spotkanie, o którym tak wiele rozmawialiśmy. No, ale jak widać znudziłem się jej. Serce podpowiada mi ?przecież Ty ją kochasz, jedź do niej, stań w progu i powiedz co do niej czujesz?, jednak rozum karci, bo ja przecież nie wiem jak się nazywa, nie wiem do jakiej szkoły chodzi, nie wiem gdzie mieszka, na jakiej ulicy.. Nie wiem co mam robić.
Teraz druga część, która nadaje się do działu ?Samotność?.
Jak już wspomniałem na samym początku jestem nieśmiałym 19 latkiem. Mój realny, jakikolwiek kontakt z płcią piękną urwał się na końcu gimnazjum. Wstyd się przynać, ale tak naprawdę przez całe technikum nie rozmawiałem z dziewczyną. Nie rozmawiałem z dziewczyną tak ?twarzą w twarz?. (pomijając oczywiście członków rodziny). Wiem, że dla większości z Was może to wydawać się dziwne, no ale.. Trafiając do sedna. Jestem cholernie samotny. ?Chwila, chwila.. A szkoła?!? Chodzę do szkoły, typowo meskiej, gdzie na 100 chłopaków przypada 1 dziewczyna (na dodatek strasznie ?plastikowe?). Nie mam żadnej realnej przyjaciółki, nie mam dziewczyny (zresztą nigdy nie miałem). Jestem strasznie nudny, nie mam zainteresowań, nie mam hobby, nie mam nic, ani nikogo.
Mój dzień wygląda/ł tak:
-przed poznaniem A. - Po szkole, rzucanie plecaka w kąt i ?na komputer?, w lato dochodził jeszcze rower, potem do łóżka i od nowa.
-po poznaniu A. ? Po obudzeniu się zaczynało się pisanie sms, które kończyło się ?na dobranoc?. I reszta j.w.
Nie jestem typem imprezowicza, nie czytam książek, nie lubię alkoholu (piwko od czasu do czasu, po szkole to chyba nie alkohol, nie?), nie pale papierosów. Jestem CHOLERNIE NUDNY. Bardzo chciałbym znaleźć przyjaciółkę, dziewczynę, ale po prostu nie wiem gdzie mam ?szukać?. ?Przecież miłości nie szuka się na siłę! Jak przyjdzie to będzie, ani się nie obejrzysz i już będziesz szczęśliwy!?. Nie szukam dziewczyny tylko dla jednego powodu (o którym tak wielu moich ?kolegów? ciągle mówi.. ?Słyszałeś, że zaliczyłem ?..? i ?..?? ??) Szukam dziewczyny, bo szukam przyjaciela. Szukam osoby, do której mogę się przytulić, która rozwiąże moje problemy, z którą będę mógł spędzać każdą wolną chwilę, szukam swojej drugiej połówki. Wielu moich ?kolegów? z klasy ma już dziewczyny, a ja niestety jestem odmieńcem, który od 3 lat nie zamienił nawet słówka z kobietą.
Ostatnia (mam nadzieję) część, lecz nie wiem do jakiego działu bym ją przyporządkował. Chodzi tutaj głównie o motywację.
Jak już wiele razy wspominałem dotrwałem do 3 klasy niełatwego Technikum, praktycznie bez uczenia się, lecz jest teraz coraz trudniej i powoli nie daję sobie rady. Jakiś czas temu stwierdziłem, że nie daję sobie rady (uwierzcie, że średnia na poziomie ~3.0 nie jest moim szczytem umiejętności), przez brak motywacji. Pomyślałem sobie.. ?O jak fajnie byłoby mieć dziewczynę. Przynajmniej miałbym dla kogo się uczyć. Miałbym z kim się uczyć, po prostu łudziłem się, że nauka, wraz z dziewczyną byłaby przyjemniejsza niż nudna nauka w samotności przy dzwiękach RadiaParty.? Teraz nie mam dla kogo się uczyć (nie myślę przyszłościowo, że uczę się dla siebie, żeby zapewnić przyszłość własnej osobie). Może to głupie, ale swojego ?leńa? tłumaczę brakiem dziewczyny. (ale mi ładny wniosek wyszedł. ) Za rok czeka mnie matura i nie wiem czy sobie poradzę. Nie wiem czy sobie sam poradzę. Niby motywację mam, bo ojciec obiecał mi ?dokładkę? do mojego wymarzonego samochodu w zamian za ?świadectwo dojrzałości?, jednak to mi nie wystarcza. Nie interesuje mnie materialna motywacja (chociaż w domu nie jest ?bogato?, ale przynjamniej jest miłość), interesuje mnie duchowa motywacja. Czy to jest według Was normalne?
Mam nadzieję, że ktoś wartościowy dotarł do końca moich wypocin i poradzi mi, w którejś z części. Przepraszam za wszelkie błędy, ale nadal jestem rozstrzęsiony decyzją A.
Pozdrawiam C.