netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

47 odpowiedzi35 185 wyświetleńzałożony przez ZagubionyWeWłasnymSwiecie, 04.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

1

Temat: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Witam wszystkich.

Na wstępie chciałbym przeprosić, ale naprawdę nie wiedziałem do jakiego działu to wrzucić, ponieważ jest tutaj dużo ?różnych wątków?, o ile można to nazwać wątkami. Może od początku.
Jestem 19 letnim uczniem 3 klasy Technikum.  Zacznijmy może od czegoś co przypasujemy do działu ?Miłość przez Internet?. Na początku wakacji poznałem na forum pewnej gry MMORPG pewną dziewczynę.  Młodszą o 2 lata nastolatkę, nazwijmy ją A. Zainteresowała mnie swoją osobą, bardzo przyjemnie się razem pisało. Zaczęliśmy spędzać prawie ?całe dnie? pisząc ze sobą na forum, potem przyszło gg. Zapomniałem dodać, że realnie jestem dosyć nieśmiałym przedstawicielem płci męskiej (żeby nie nazwać siebie mężczyzną, bo nie uważam siebie za ?dojrzałego mężczyznę?). W Internecie zapominałem o swoich kompleksach, o swoim baardzo przeciętnym wyglądzie, o swojej nieśmiałośći. Dni minęły a z A. stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Doszliśmy do momentu, w którym zasypialiśmy i budziliśmy się ?przy sobie?.  To było coś wspaniałego, chociaż  to wszystko było wirtualne. Byłem taki szczęśliwy, bo pierwszy raz w życiu czułem, że komuś na mnie zależy.  Po prostu nie mogłem wytrzymać chwili bez pisana z nią. To stało się jak nałóg, bardzo przyjemny nałóg. Po około 2 miesiącach wyznaliśmy sobie ?miłość?.  Wiem, wiem.. ?miłość przez Internet- takie coś nie istnieje chłopie!?. No, ale nam to nie przeszkadzało, zaczęliśmy planować sobie wszystko, czułem, że to jest właśnie ta osoba. Zacząłem myśleć o spotkaniu. Jednak dla niej to ?za szybko?. Dodam tylko, że mieszkamy 60 km od siebie.  <do teraz nie rozumiem co to za problem zgodzić się na krótki spacer, zwłaszcza, że podróż w jedną stronę wychodzi ~10 zł>.  Ja czekałem, a tak leciały kolejne miesiące i ?ani widu, ani słychu? o spotkaniu. Nasz ?związek? opierał się tylko na SMS i na gg.  Porozmawialiśmy kilkunastokrotnie na można powiedzieć Skypie i to wszystko. Za każdym razem tęskniłem za jej głosem, lecz nie mogłem zadzwonić na telefon, bo i tak nie odbierała.  Po jakimś czasie pisanie ze sobą przestało mi wystarczać i coraz bardziej nalegałem na rozmowy, co skutkowało tym, że się kłóciliśmy.  Potem było godzenie się i ?jak w bajce? i znowu kłótnia.
Dzisiaj coś w nas pękło i powiedziała mi, że tak naprawdę się zmieniłem, że nie poznaje mnie i nie w takiej osobie się zakochała ( chodzi jej o to, że ja niby tylko myślę o sobie, bo cały czas nalegam na te rozmowy, mimo, że ona nie chce). Dodała, że miłość przez Internet nie istnieje i ?Następnym razem, jeśli będę chciała z kimś być to na pewno nie będzie to osoba "z internetu".?  Mój świat się zawalił. Pewnie dodacie zaraz, że ?chyba jesteś jakiś nienormalny, że całym Twoim światem była dziewczyna, której nie znasz, wirtualna dziewczyna?, ale ja nie wyobrażam sobie tego, że może jej  nie być.  Jestem teraz cały zapłakany, bo nie wiem co teraz będzie. Już tęsknie za ?Miłego dnia skarbie, bardzo Cię kocham, pamiętaj o tym!? rano i wieczornym ?Dobranoc misiu. Śpij dobrze i śnij o nas?.  Po prostu przez te 7 miesięcy żyłem, uczyłem się dla niej. Robiłem wszystko, żeby w końcu zmieniła swój stosunek i zgodziła się na spotkanie, o którym tak wiele rozmawialiśmy. No, ale jak widać znudziłem się jej.  Serce podpowiada mi  ?przecież Ty ją kochasz, jedź do niej, stań w progu i powiedz co do niej czujesz?, jednak rozum karci, bo ja przecież nie wiem jak się nazywa, nie wiem do jakiej szkoły chodzi, nie wiem gdzie mieszka, na jakiej ulicy..  Nie wiem co mam robić.

Teraz druga część, która nadaje się do działu ?Samotność?.
Jak już wspomniałem na samym początku jestem nieśmiałym 19 latkiem.  Mój realny, jakikolwiek kontakt z płcią piękną urwał się na końcu gimnazjum.  Wstyd się przynać, ale tak naprawdę przez całe technikum nie rozmawiałem z dziewczyną. Nie rozmawiałem z dziewczyną tak ?twarzą w twarz?. (pomijając oczywiście członków rodziny). Wiem, że dla większości z Was może to wydawać się dziwne, no ale..  Trafiając do sedna. Jestem cholernie samotny.  ?Chwila, chwila.. A szkoła?!?  Chodzę do szkoły, typowo meskiej, gdzie na 100 chłopaków przypada 1 dziewczyna (na dodatek strasznie ?plastikowe?). Nie mam żadnej realnej przyjaciółki, nie mam dziewczyny (zresztą nigdy nie miałem). Jestem strasznie nudny, nie mam zainteresowań, nie mam hobby, nie mam nic, ani nikogo.
Mój dzień wygląda/ł tak:
-przed poznaniem A. -  Po szkole, rzucanie plecaka w kąt i ?na komputer?, w lato dochodził jeszcze rower, potem do łóżka i od nowa.
-po poznaniu A. ? Po obudzeniu się zaczynało się pisanie sms, które kończyło się ?na dobranoc?. I reszta j.w.
Nie jestem typem imprezowicza, nie czytam książek, nie lubię alkoholu (piwko od czasu do czasu, po szkole to chyba nie alkohol, nie?), nie pale papierosów. Jestem CHOLERNIE NUDNY.  Bardzo chciałbym znaleźć przyjaciółkę, dziewczynę, ale po prostu nie wiem gdzie mam ?szukać?.  ?Przecież miłości nie szuka się na siłę! Jak przyjdzie to będzie, ani się nie obejrzysz i już będziesz szczęśliwy!?. Nie szukam dziewczyny tylko dla jednego powodu (o którym tak wielu moich ?kolegów? ciągle mówi.. ?Słyszałeś, że zaliczyłem ?..? i ?..?? ??)  Szukam dziewczyny, bo szukam przyjaciela. Szukam osoby, do której mogę się przytulić, która rozwiąże moje problemy, z którą będę mógł spędzać każdą wolną chwilę, szukam swojej drugiej połówki.  Wielu moich ?kolegów? z klasy ma już dziewczyny, a ja niestety jestem odmieńcem, który od 3 lat nie zamienił nawet słówka z kobietą. 

Ostatnia (mam nadzieję) część, lecz nie wiem do jakiego działu bym ją przyporządkował.  Chodzi tutaj głównie o motywację.
Jak już wiele razy wspominałem dotrwałem do 3 klasy niełatwego Technikum, praktycznie bez uczenia się, lecz jest teraz coraz trudniej i powoli nie daję sobie rady. Jakiś czas temu stwierdziłem, że nie daję sobie rady (uwierzcie, że średnia na poziomie ~3.0 nie jest moim szczytem umiejętności), przez brak motywacji.  Pomyślałem sobie.. ?O jak fajnie byłoby mieć dziewczynę. Przynajmniej miałbym dla kogo się uczyć. Miałbym z kim się uczyć, po prostu łudziłem się, że nauka, wraz z dziewczyną byłaby przyjemniejsza niż nudna nauka w samotności przy dzwiękach RadiaParty.?  Teraz nie mam dla kogo się uczyć (nie myślę przyszłościowo, że uczę się dla siebie, żeby zapewnić przyszłość własnej osobie). Może to głupie, ale swojego ?leńa? tłumaczę brakiem dziewczyny. (ale mi ładny wniosek wyszedł. ) Za rok czeka mnie matura i nie wiem czy sobie poradzę. Nie wiem czy sobie sam poradzę. Niby motywację mam, bo ojciec obiecał mi ?dokładkę? do mojego wymarzonego samochodu w zamian za ?świadectwo dojrzałości?, jednak to mi nie wystarcza. Nie interesuje mnie materialna motywacja (chociaż w domu nie jest ?bogato?, ale przynjamniej jest miłość), interesuje mnie duchowa motywacja.  Czy to jest według Was normalne?

Mam nadzieję, że ktoś wartościowy dotarł do końca moich wypocin i poradzi mi, w którejś z części.  Przepraszam za wszelkie błędy, ale nadal jestem rozstrzęsiony decyzją A. 

Pozdrawiam C.

2

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Przeczytałam i... zdrętwiałam.
Zdrętwiałam, gdy uświadomiłam sobie Twój sposób myślenia i funkcjonowania.
Nie, nie myślę o Twej nieśmiałości, nie myślę o Twoim przerzuceniu swego życia do świata wirtualnego.
Myślę o Twej potrzebie przerzucenia odpowiedzialności za życie na drugą osobę, o potrzebie uzależnienia się od niej.
To Twoje słowa:

ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

(...)Szukam osoby, (...) która rozwiąże moje problemy, z którą będę mógł spędzać każdą wolną chwilę,(...)
(...)O jak fajnie byłoby mieć dziewczynę. Przynajmniej miałbym dla kogo się uczyć. (...)
(...)swojego ?leńa? tłumaczę brakiem dziewczyny(...)

Nie uważasz, że najwyższa pora na to, by stanąć na własnych nogach, bez szukania podpórek?

3 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-02-05 00:34:35)

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Samotność o której mówisz. Prawdopodobnie był to pierwszy kontakt z kobietą, przez który poznałeś siłę i smak uczuć, prawda? I kompletnie nic innego w życiu dla Ciebie nie ma sensu, nic nie jest warte, żadne nagrody, żadne wykształcenie, dobra materialne, jeżeli brakuje miłości, tej drugiej połówki, która byłaby siłą, motywacją i dawała Ci energię do wszystkiego?

Utraciłeś coś, co teoretycznie było wirtualne, przecież tak na prawdę nie znaliście się? To nie ważne. Przechodzisz teraz pewnego rodzaju załamanie. Może to wynikać z tego, że należysz do niewielkiego grona facetów, dla których miłość jest prawdziwą esencją życia?
Ktoś mógłby powiedzieć, że idiotyzmem jest podporządkowywać swoje życie dla drugiej osoby, w ten sposób poświęcać się, być nieszczęśliwym, mimo posiadania wszystkiego co potrzebne do życia?

Rozumiem Cię doskonale. W moim życiu był taki przełomowy moment. Mogę mieć wszystko, mogę wyglądać z zewnątrz na szczęśliwego i radzącego sobie w życiu człowieka. A tak na prawdę od środka jestem nieszczęśliwy bo znam smak tej esencji, wiem jaką mam wtedy siłę i motywację do wszystkiego. Jednak gdy esencji zabraknie, życie staje się męczarnią. Poniosłem już stratę i wiem, jak to boli.

Sam należę do tego typu facetów, za którymi kobiety nie stoją w kolejce i uganiają się. Wręcz przeciwnie, moje relacje z kobietami w 99% zależą wyłącznie od tego, czy JA chcę nawiązać kontakt. Jedynie wtedy druga strona może się dowiedzieć, że mam swoją WARTOŚĆ.

Musisz mieć nadzieję. Jesteś młody, tak jak ja. Motywuj się tym, że nie musisz mieć dziesiątek dziewczyn, nie musisz przeżywać nieskończonych rozstań i odrzuceń. Wystarczy jedna, która Cię znajdzie, a Ty znajdziesz ją. Może nie jutro, może nie w tym roku, może za pięć lat?

4

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Musisz przestac robic wszystko dla drugiej osoby, a zaczac robic cos dla siebie. Nie zdajesz matury dla swojej dziewczyny, tylko dla samego siebie zebys potem mogl miec dobra prace, wymarzony samochod cokolwiek.
Jakiekolwiek bledy ktore popelniasz, sa tylko i wylacznie twoje. Nie mozesz mowic, ze srednia w szkole moglbys miec lepsza, ale nie masz, bo nie masz dziewczyny. Nie brzmi to absurdalnie.

Musisz zaczac byc odpowiedzialny i wziac zycie w swoje rece. Pomysl nad tym, bo nikt za ciebie zycia nie przezyje...

5

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

W pełni zgadzam się z Austerlitz. Też sobie kiedyś myślałem i miałem ten problem, że mając kogoś na kim będzie mi zależeć będe posiadać większą motywację do działania. Na pewno jest to prawda- nic tak nie motywuje jak miłość czy chęć bycia jak najlepszym dla drugiej osoby. Nie jest to jednak dobry system, bo gdy tego kogoś zabranie, naszej motywacji również. A że ja przykładowo jestem od wielu lat singlem, ciężko byłoby tak w perspektywie wielu lat funkcjonować.
Skup się na sobie, wypisz sobie na kartce (ja tak zrobiłem, co na papierze to zawsze poważniej traktowane niż zapamiętane czy w formie elektronicznej) swoje słabe i mocne strony, co chciałbyś w sobie zmienić, jak do tego dojść? Taka mała strategia zmiany Twojej osobowości na ciekawszą smile Piszesz, że jesteś nudny, znajdź sobie kilka różnorodnych zainteresowań. Będąc nudnym nigdy nie będziesz atrakcyjny dla drugiej osoby, mając swoje pasje możesz nimi kogoś zarazić i samemu przez to być atrakcyjniejszym. Powodzenia!

6

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Dziewczyna miała chłopaka, bad luck dude.

7 Ostatnio edytowany przez ZagubionyWeWłasnymSwiecie (2012-02-05 14:32:00)

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Wielokropek:
Prawdopodobnie źle mnie zrozumiałaś. Nie chcę przerzucać odpowiedzialności na drugą osobę. Po prostu jeszcze do mnie nie dotarło, że "żyje sam dla siebie", a może nie chce to do mnie dotrzeć, bo moim zdaniem (wiem, wiem jestem młody, głupi i niedoświadczony)życie w pojedynkę nie ma sensu. Nie widzę sensu w uczeniu się, w pracowaniu, żeby potem wracać do pustego domu. Ja chcę żyć dla kogoś, dla kogoś kto będzie odwzajemniał moje uczucie.  Po co mam robić wszystko żeby zdobyć dobrą pracę, skoro nie będę szczęśliwy gdy nikogo nie będzie u mojego boku. Ostatni okres, ostatnie pół roku był dla mnie najszczęśliwszym momentem w życiu. Można powiedzieć, że miałem dla kogo żyć, chociaż to wszystko było wirtualne. Budziłem się i zasypiałem myśląc o niej i to było wspaniałe.
Nie, nigdy nie szukałem podpórek i odkąd pamiętam zawsze stałem na własnych nogach. Wszystkie ubrania, wszystkie "rozrywki" sobie sam funduje (w wakacje pracowałem, pieniądze z "8-nastki, zawsze coś na weekend się znajdzie). Nie szukam podpórek, szukam motywacji, bo po coś ja chcę pracować, uczyć się. Nie dla siebie. Szanowny Wielokropku czy uważasz, że wspólne uczenie się do matury jest podpórką? Czy pragnienie znalezienia motywacji jest podpórką?



Austerlitz:
Dzięki Twojemu postu zobaczyłem jak moja sytuacja naprawdę wygląda. Dziękuję.
Owszem, znajomość z A. była jak dotąd jedynym kontaktem z kobietą. Dzięki niej poznałem co kobiety czują, jak się zachowują (może to wyglądać na coś absurdalnego, że wszystko to poznałem wirtualnie), po prostu dzięki niej zacząłem postrzegać kobiety nie tylko jako "koleżanki", ale jako płeć przeciwną.  Przy niej pierwszy raz w życiu byłem szczęśliwy, pierwszy raz czułem, że komuś na mnie zależy. To było tak wspaniałe. Wiele jej zawdzięczam. To ona sprawiła, że przestałem przejmować się kompleksami, przestałem się użalać nad sobą.  Była (i nadal jest) dla mnie taką drugą połówką, która zawsze mnie doskonale rozumiała. (swoją drogą Ty jesteś chyba kolejną osobą, która mnie rozumie i za to Ci dziękuję. Dziękuję, że masz chęci mi pomóc.) Mówiąc o miłości. Tak naprawdę ja nie wiem co to jest miłość. Nigdy nie byłem tak prawdziwie kochany, nigdy nie miałem prawdziwej dziewczyny, nigdy nie darzyłem takim realnym uczuciem innej, obcej osoby(pomijając oczywiście rodzinę). Jeżeli "podczas" prawdziwej miłości czuje się tak samo jak ja się czułem, będąc "z" nią, to jednak nie jest to przereklamowane. Przy niej czułem się spełniony, czułem, że wykazuje zainteresowanie moją osobą, co jak dotąd było to dla mnie obce.

Tak, nie znaliśmy się. Sam nie wiem jakbym zachowywał się przy niej. Nie jestem w stanie stwierdzić czy realnie byłbym takim samym człowiekiem jak byłem/jestem wirtualnie. Po prostu nie ufam sobie i nie wiem jakbym się zachowywał czując, że moje serce bije dla niej.  Czy miłość jest moją esencją życia? Dobre pytanie, zważywszy na to, że nigdy w życiu tak naprawdę nie poczułem co to znaczy kochać i być kochanym. Nigdy nie poczułem jej ciepła, jej  realnej miłości.  Poświęcałem się jej w całości i może dlatego ze mną zerwała. Jestem świadomy tego, że nie jestem idealny i bardzo daleko mi do tego ideału. Będąc ze mną nie dawałem jej pewnego rodzaju swobody. Czuję, że od pewnego czasu "dusiła" się będąc ze mną. Byłem (i nadal jestem) o nią strasznie zazdrosny. "Krew mnie zalewa" wiedząc, że spotyka się z przyjaciółmi, że ktoś może z nią rozmawiać, że ktoś może ją widzieć, a ja z pozoru bliska dla niej osoba naawet nie wiem jak się nazywa.  Większość kłótni ja rozpoczynałem, bo już szczerze powiedziawszy nie wystarczało mi samo pisanie. Potrzebowałem czegoś więcej.

Masz rację, posiadam wszystko co jest potrzebne do życia. Z pozoru jestem szczęśliwym człowiekiem, ale wewnętrznie już nie daję sobie rady. Ostatnio dosyć bliska osoba (oczywiście wirtualnie bliska) powiedziała: "Jeb*ć stosunki damsko-męskie. Ja na razie nie zaznałam uczucia do drugiej osoby i jestem szczęśliwa. Jak na razie nie jest mi to potrzebne do szczęścia. Jak przyjdzie, to będzie. Nie przejmuj się." Rad dla siebie zawsze szukałem w wirtualnym świecie, bo w realnym nie mam zbyt wielu przyjaciół.  Moje uczucie do A. było ogromną motywacją. Dla niej zacząłem ćwiczyć, zdrowiej się odżywiać, lepiej ubierać, po prostu dla niej chciałem stać się lepszym człowiekiem, żeby nie wstydziła się być "ze" mną.

Mam nadzieję. Nigdy jej nie straciłem i łudzę się, że ułoży się nam jeszcze. Nigdy nie rozumiałem facetów, którzy "najpierw pozaliczają, potem się ustatkują". Nie wyobrażam sobie pierwszego razu "z przypadku".  Po prostu mam nadzieję, że kiedyś znajdę (a może już znalazłem) swoją drugą połówkę, z którą "życie będzie łatwiejsze".


Beautiful Nightmare:
Wszystko rozumiem, tylko powiedz mi po co mi dobra praca, samochód, matura, skoro nie będę miał z kim tego dzielić? Nawet nie chcę myśleć o tym, że po pracy mógłbym wracać do pustego domu. To dla mnie nie ma sensu. Jestem świadomy, że nikt za mnie życia nie przeżyje, ale cały czas się łudzę, że kiedyś ktoś pomoże przejść przez moje życie razem.


Matt87:
Też się z nim, a zarazem z Tobą zgadzam. Jestem prawie przekonany, że dziewczyna da mi motywację.
Co do zainteresowań. Uwierz mi, że chciałbym je posiadać. Jednak nigdy nie znalazłem tego idealnego zajęcia. Wiem, że jestem nudny i może przez tą nudę nie mam dziewczyny, nie mam znajomych. Jak już wspominałem nie jestem typem imprezowicza, dlatego wszelkie imprezy odpadają.  Dobija mnie fakt, że większość dzisiejszych dziewczyn ocenia tak: Chodzisz na imprezy- OK    Nie chodzisz- Nie masz u mnie szans.   

Marzyciel:
Możesz rozwinąć swoją myśl?


Naprawdę dziękuję wszystkim za porady i mam nadzieję, że otrzymam ich jeszcze trochę.

Pozdrawiam C.

8

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Zrozumiałam Cię bardzo dobrze. Rozumiem, że nie chcesz przerzucać odpowiedzialności, ale...

Napisałeś, że życie w pojedynkę nie ma sensu.
Napisałeś, że nie chcesz pracować i uczyć się dla siebie.
Napisałeś, że nie będziesz szczęśliwy, gdy nikogo nie będzie u Twego boku.
To są oznaki uzależnienia.

Rozumiem, jeszcze pamiętam tongue, że łatwiej jest się uczyć wspólnie. I nie uważam wspólnego uczenia się za jakąkolwiek podpórkę.

Nie występuję przeciwko szukaniu drugiej połówki, nie występuję przeciwko szukaniu motywacji, ostrzegam przed szukaniem motywacji poza sobą, ostrzegam przed uzależnianiem swego szczęścia od innej osoby. Sporo tutaj na forum osób, które ulokowały swe szczęście w innym człowieku, poczytaj ich zwierzenia, mogą stanowić niezłą przestrogę.

Rozumiem, że jest Ci ciężko i przeżywasz trudne chwile, gdy Twoje marzenia rozsypały się, gdy zawiodłeś się na ukochanej z internetu. Odchoruj to wszystko i buduj swe szczęście na sobie, niezależnie od tego, czy będziesz z inną osobą, czy też nie.

9

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Zdaje sobie sprawe z tego, ze wracanie do pustego domu wcale nie jest takie fajne. Nikt nie chce byc w takiej sytuacji. Ale to nie znaczy, ze wszystko co robisz z wlasnym zyciem, robisz dla tej drugiej osoby.

W zyciu musisz byc troszke samolubnym i wydaje mi sie, ze w tym momencie ty wlasnie powinienes taki byc. To suer, ze o siebie dbasz, lepiej sie odzywiasz, ubierasz, cwiczysz. Ale dlaczego nie robisz tego zeby samemu czuc sie lepiej, tylko wszystkie te rzeczy robiles dla niej? Przeciez nawet nie znasz tej dziewczyny, nawet nigdy sie nie widzieliscie. Myslisz, ze ona zauwazy ze nosisz nowe buty?
Nie ona tego nie zauwazy, bo jak juz mowilam jestescie sobie obcy. Nie licze tutaj tej wirtualnej wiezi, bo w internecie kazdy moze byc kim tylko chce...

Dlatego dalej kontynuuj zdrowy tryb zycia, ale nie dla niej, tylko dla samego siebie. Gwarantuje, ze inne  dziewczyny, te realne, to zauwaza i na pewno wsrod nich bedzie ta z ktora bedziesz mogl dzielic zycie.

Zadaj sobie jedno zasadnicze pytanie, wolisz wracac z pracy do domu gdzie czeka na ciebie ktos kogo mozesz objac jak tylko zamkniesz za soba drzwi, czy wolisz miec kogos kto jest po drugiej stronie monitora?

10 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-02-05 15:12:26)

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Matt87:
"Też się z nim, a zarazem z Tobą zgadzam. Jestem prawie przekonany, że dziewczyna da mi motywację.
Co do zainteresowań. Uwierz mi, że chciałbym je posiadać. Jednak nigdy nie znalazłem tego idealnego zajęcia. Wiem, że jestem nudny i może przez tą nudę nie mam dziewczyny, nie mam znajomych. Jak już wspominałem nie jestem typem imprezowicza, dlatego wszelkie imprezy odpadają.  Dobija mnie fakt, że większość dzisiejszych dziewczyn ocenia tak: Chodzisz na imprezy- OK    Nie chodzisz- Nie masz u mnie szans."   


Wystarczy że znajdziesz sobie zainteresowanie, które będzie Cię zajmować, sprawiać przyjemność. Jeździsz samochodem, co więc stoi na przeszkodzie aby bliżej zainteresować się motoryzacją, najnowszymi nowinkami technicznymi, wymianą poglądów na różnych forach, spotykaniem się na różnych zlotach fascynatów organizowanych przez tych forumowiczów itd. Jeżeli mieszkasz w średnim lub większym mieście na pewno szybko znajdziesz znajomych o pokrewnych zainteresowaniach, chociażby przez internet na forach tematycznych.

Zacznij uprawiać sport lub chociaż rekreację ruchową, to naprawdę ma wiele plusów. Dodatkowo życie bez ruchu jest jak dla mnie mocno zubożone. Sport niesie za sobą kondycję fizyczną, wydzielają się endorfiny i pojawia się zadowolenie z życia, kształtuje się Twoja smukła wysportowana sylwetka, słowem: podnosisz swoją wartość i sam widzisz, że jesteś atrakcyjniejszy bo wysportowane ciało to zewnętrzny objaw atrakcyjności (nie mówię tutaj o koksownikach, amatorach siłowni i wymiarów 2x2 m bo to jest sztuczne, nienaturalne). Ja wyczekuje cieplejszych dni, bo od kiedy kilka lat temu zaczęłem coś regularniej uprawiać na świeżym powietrzu, to teraz moje życie wygląda zdecydowanie lepiej, przyjemniej. Na początku na pewno może być ciężko lub coś nie wychodzić, ale z tygodnia na tydzień będzie coraz lepiej i będzie Ci się podobać smile

Heh ja również nie chodzę na imprezy, ale raczej nie jestem nudny. Mam różnorodne zainteresowania, wiedzę i można ze mną porozmawiać na naprawdę wiele tematów. Kobiety nie powinny obawiać się takich jak ja tylko takich, którzy w tematach ograniczać się będą do tego, ile ostatnio wypili, co im się udało zaliczyć itp. a też są tacy i też latają koło nich panienki, choć akurat tego typu, którego żaden pożądny facet nie akceptuje jako materiału na związek. To że większość chodzi na imprezy nie znaczy że wszyscy chodzą, rozejrzyj się a zobaczysz że tak właśnie jest.

Skoro szufladkujesz ludzi w taki sposób, to stwórz sobie nową szufladkę, do której trafią kobiety które na imprezy nie chodzą, bo wolą spędzić miło czas na spacerze, w kinie, w domu, uprawiając sport itp. Jest wiele takich kobiet.
Widzisz ja już poczyniłem ten postęp, że wiem od dawna że są różne typy kobiet i wiem jakiego typu ja konkretnie szukam. U mnie znowu chodzi o nieśmiałość (mam spore blokady w psychice), jeżeli uda mi się już ją pokonać, to chyba nic już nie będzie stało na przeszkodzie aby stworzyć udany związek smile Ale Ty chyba nie masz z tym aż takiego problemu.

11

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

To ja mam kolejne przemyślenia.

Zaczęło się sypać, kiedy zapragnąłeś więcej, prawda? Rozmowy, spotkania itd.

Może być tak, że ona nie zrozumiała tej znajomości. Myślała, że traktujesz to w ramach takiej wirtualnej przyjaźni. W momencie, w którym przekonała się na 100%, że Ty myślisz o niej bardziej serio, że jesteś zaangażowany, zdała sobie sprawę z tego co się dzieje. Nie chciała mówić tego wprost, dlatego pojawiły się najpierw kłótnie i nieporozumienia, potem przepraszanie wzajemne. Może już wtedy chciała delikatnie dać do zrozumienia, żeby wszystko zatrzymać tak jak jest i nie próbować rozwijać. Ale któregoś razu było tego za dużo, nie wytrzymała i zdecydowanie zaprotestowała. I wszystko się skończyło.

Nie ważne, czy coś więcej niż koleżeństwo/przyjaźń czuła do Ciebie, nie ważne, że dobrze się rozumieliście. Nie ważne, czy ona ma/miała swojego chłopaka w rzeczywistości, czy może była zakochana w kimś innym. Nie próbuj doszukiwać się wyjaśnień, nie wypytuj, nie szukaj błędów u siebie czy u niej. Jest to dla Ciebie pewne doświadczenie, które bardzo pomoże Ci w relacjach z kobietami. Nauczyłeś się je bardziej rozumieć, a przede wszystkim nie popełnisz więcej błędu angażowania się przez internet.

Najważniejsze - nie staraj się odnawiać z nią kontaktu. Nie zwracaj na siebie uwagi jakimiś nieszczęśliwymi opisami w internecie czy czymkolwiek. Nie wiem jaka jest teraz sytuacja, ale nie próbuj tego. To będzie tylko dalej niszczyło. Będziesz miał, a może już miałeś, wahania nastroju - jednego dnia będziesz chciał ją znienawidzić, by za chwilę uznać, że jednak nie potrafisz i nie chcesz. To normalne. Jednak dzięki niej poznałeś coś fantastycznego i dużo się nauczyłeś. Świetną i budującą wewnętrznie rzeczą, jest jej po prostu zawsze dobrze życzyć w myślach. A gdyby czasami napisała, spytała jak żyjesz, to odpowiadaj w samych pozytywach, tak, żeby nie obciążać jej winą za to co się stało. I nie wracaj do tematu "WY". Nawet nie próbuj tego robić, wyłącznie wtedy, gdyby sama chciała o tym rozmawiać. Dawaj jej do zrozumienia, że ją lubisz, cieszysz się, że pojawiła się w Twoim życiu, ale akceptujesz jej decyzję, mimo, że to dla Ciebie trudne.

Kolejna rzecz - nie prawda, że nie masz zainteresowań. Przez to wszystko teraz uważasz, że jesteś nudny. Ale na 100% są rzeczy, które lubisz, o których mógłbyś z przyjemnością rozmawiać w kółko. Ja kiedy przeżywałem taki kryzys, zapomniałem o tego typu swoich ulubionych zainteresowaniach. Tak jakby nigdy ich nie było. A jeżeli uważasz, że to mało - znajdź sobie coś, zbieraj o tym informacje, książki, filmy. Spróbuj rozwinąć coś w sobie.

12

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Wielokropek:
Czy ja jestem od niej uzależniony? Teraz patrząc na to tak ?z góry? to masz rację. Już przyzwyczaiłem się, że przez prawie całe dnie miałem z nią kontakt, a teraz co? Teraz tego nie ma i czują jakąś pustkę za nią.

Jestem świadomy, że najlepszą motywacją jest robienie czegoś dla siebie. Bo przecież jak zdam maturę i jak znajdę pracę będę mógł sobie na wiele pozwolić. Będę mógł spełniać swoje materialne marzenia, swoje zachcianki, jednak miłości nie kupię. Czy się na niej zawiodłem? Szanuję jej decyzję i wiem, że to jest moja wina. Ona już od dawna dawała mi do zrozumienia, że chce trochę więcej swobody, więcej uczuć.

Beautiful Nightmare:
Właśnie w tym wszystkim chodzi o to, że ja nie potrafię być samolubny.  Dla mnie liczyło się tylko jej szczęcie, nawet kosztem mojego. Raczej jestem pewny, że nie zauważyłaby mojej zmiany fizycznej.  Robię/robiłem to tylko dlatego, żeby.. nie wiem.. Bardziej się jej spodobać?  Nie jestem typem umięśnionego, niebieskookiego, blondyna, mam kompleksy dotyczące swojego wyglądu, dlatego starałem się robić wszystko, żeby jak najbardziej się jej spodobać.

Skoro mówisz o realnych dziewczynach. Powiedz mi szczerze gdzie ja mam je spotkać?  W Internecie, na tym forum aż ?roi się? od porad ?gdzie szukać tej wyjątkowej?, no ale jakoś nie mam odwagi, żeby pójść na dyskotekę, czy gdziekolwiek.

?wolisz wracac z pracy do domu gdzie czeka na ciebie ktos kogo mozesz objac jak tylko zamkniesz za soba drzwi, czy wolisz miec kogos kto jest po drugiej stronie monitora??
Na to pytanie chyba każdy odpowiedziałby tak samo.  Dlatego ja tak zawzięcie dążyłem do tego, żeby ona stała się dla mnie kimś realnym.

Matt87:
Motoryzacja. Trafiłeś w samo sedno, bo jestem w trakcie Technikum Samochodowego. Zloty, spoty, spotkania powiadasz. Niemiałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że w 90% przypadków motoryzacją interesują się faceci.

Co do uprawiania sportu. Jestem tego samego zdania, że sport naprawdę pomaga. Wiele razy miałem chęć zacząć uprawiać cokolwiek, lecz  zawsze brakowało motywacji. Również wyczekuję cieplejszych dni, żeby chociażby pójść na spacer, czy pojeździć sobie na rowerze.

U mnie właśnie z zainteresowaniami jest dosyć ?krucho?. Bardzo chciałbym się czymś zainteresować, lecz nigdy nie odczuwałem potrzeby. Wystarczał mi komputer. Komputer i ?spotkania? z moją A.
Myślę, że zgodzisz się ze mną, że te ?szare myszki? raczej nie wychylają się zbytnio, dlatego tak trudno je dostrzec. Jeżeli nawet spotkałbym na swojej drodze taką osobę, to za bardzo nie wiedziałbym jak z nią rozmawiać.

Źle mnie zrozumiałeś. Ja tak kobiet nie szufladkuję. Dla mnie nie ma różnicy czy dziewczyna chodzi, czy też nie na różnorakie imprezy. Ważne, żeby się szanowała. Co do mojej nieśmiałości. Już wiele razy powtarzałem, że ja też ?boję się? nie wiem.. ?Zaczepić? dziewczyny?  Cały czas mam nadzieję, że mi się uda.

Austerlitz:

Tak, zaczęło się sypać, gdy ja potrzebowałem coraz więcej.
Tutaj raczej się mylisz. Praktycznie od początku gdy zaczęliśmy coś do siebie czuć pojawiły się wspólne plany, marzenia.  Praktycznie od samego początku oboje pragnęliśmy się spotkać, lecz ona miała swoistą blokadę. Bała się, że gdy się spotkamy ?czar pryśnie? i mnie straci.  Rozumiałem jej strach, bo też się bałem i czekałem, bo łudziłem się, że to wszystko minie i uda nam się.

Naprawdę nie jest łatwo mi przestać o niej myśleć. Cały czas szukam odpowiedzi dlaczego tak to się skończyło i czy jeszcze uda nam się to naprawić. Skoro jesteśmy w temacie angażowania się przez Internet. Naprawdę uważasz, że to jest zły sposób? Przecież jedno niepowodzenie nie oznacza, że gdzieś po drugiej stronie czeka na mnie moja druga połówka. Owszem, teraz się trochę zraziłem do tego sposobu, no ale..

Ehh.. Teraz najgorsza część.
Szczerze mówiąc to kilka razy już się ?rozstawaliśmy? i po kilku dniach milczenia wszystko wracało do normy i znowu byliśmy szczęśliwi razem.  Zawsze szanowałem i szanuję jej decyzje, chociaż to okropnie boli. Nie wiem co mam teraz ze sobą zrobić. Po prostu cholernie za nią tęsknie, chociaż tak naprawdę nigdy ?jej? nie miałem.  Wiem, że najlepszym sposobem byłoby zapomnienie o niej, jednak nie jest to dla mnie takie proste. Zbyt wiele dla mnie znaczy.
Owszem lubię niektóre rzeczy, lecz rozwijanie swoich zainteresowan w pojedynkę nie jest raczej wymarzonym posunięciem.

13

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

To, że tuz po rozstaniu brakuje Tobie jej, to normalne. Jeśli była/jest dla Ciebie ważną osobą, to nigdy jej nie zapomnisz, nie będziesz tylko przeżywać tak trudnych uczuć, bo stracą na swej sile.


Wybacz, jestem bardzo logiczna. Napisałeś:

ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

(...)wiem, że to jest moja wina. Ona już od dawna dawała mi do zrozumienia, że chce trochę więcej swobody, więcej uczuć. (...)


(...)w tym wszystkim chodzi o to, że ja nie potrafię być samolubny.  Dla mnie liczyło się tylko jej szczęcie, nawet kosztem mojego.


(...)Cały czas szukam odpowiedzi dlaczego tak to się skończyło i czy jeszcze uda nam się to naprawić. (...)

Nie sądzisz, że drugi i trzeci cytat są sprzeczne z pierwszym?

14

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

No tak, masz rację.

Sam nie wiem jak to naprawdę było.  Na pewno chciałem być jak najlepszym dla niej, ale przez to, że to była jedyna bliska mi osoba, bałem się, że gdy dam jej więcej swobody, ona pozna kogoś i ja już nie będe się liczył. Ufam jej, chociaż te uczucie zazdrości było silniejsze. W sumie to coraz bardziej zaczynam ją rozumieć. Po co miała się męczyć, dusić się ze mną, skoro wystarczyła jedna decyzja i znów jest "wolna", ale czy szczęśliwa? To już tylko Ona wie.

15

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Zauważyłeś u siebie tendencję do osaczania.
Wiesz, że spowodowane jest to Twoim lękiem przed porzuceniem.
To, wybacz, kolejne dowody na moje pierwsze spostrzeżenia dotyczące Twego postępowania.

Nie wiem, czy możliwa jest reaktywacja Twego wirtualnego związku. Niezależnie od tego, proponuję, byś zaczął pracować nad sobą. Inaczej zawsze będziesz bał się porzucenia, zawsze Twoje zachowanie będzie nim kierowane, zawsze będziesz osaczał.
Poszukaj przyczyn tego Twego lęku. Poszukaj przyczyn brnięcia w toksyczny związek. Poszukaj, czemu nie możesz być szczęśliwym sam ze sobą. Proponuję Ci, byś zaczął tworzyć kolejny związek, może już w realu, po zrobieniu porządku ze sobą.

Jesteś mądrym, wartościowym człowiekiem, zainwestuj w swój rozwój i wiedzę o sobie samym.
Powodzenia w pracy nad sobą.

16 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-02-05 17:57:50)

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

"Matt87:
Motoryzacja. Trafiłeś w samo sedno, bo jestem w trakcie Technikum Samochodowego. Zloty, spoty, spotkania powiadasz. Niemiałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że w 90% przypadków motoryzacją interesują się faceci.

Co do uprawiania sportu. Jestem tego samego zdania, że sport naprawdę pomaga. Wiele razy miałem chęć zacząć uprawiać cokolwiek, lecz  zawsze brakowało motywacji. Również wyczekuję cieplejszych dni, żeby chociażby pójść na spacer, czy pojeździć sobie na rowerze.

U mnie właśnie z zainteresowaniami jest dosyć ?krucho?. Bardzo chciałbym się czymś zainteresować, lecz nigdy nie odczuwałem potrzeby. Wystarczał mi komputer. Komputer i ?spotkania? z moją A.
Myślę, że zgodzisz się ze mną, że te ?szare myszki? raczej nie wychylają się zbytnio, dlatego tak trudno je dostrzec. Jeżeli nawet spotkałbym na swojej drodze taką osobę, to za bardzo nie wiedziałbym jak z nią rozmawiać.

Źle mnie zrozumiałeś. Ja tak kobiet nie szufladkuję. Dla mnie nie ma różnicy czy dziewczyna chodzi, czy też nie na różnorakie imprezy. Ważne, żeby się szanowała. Co do mojej nieśmiałości. Już wiele razy powtarzałem, że ja też ?boję się? nie wiem.. ?Zaczepić? dziewczyny?  Cały czas mam nadzieję, że mi się uda. "

Nie chodziło mi o facetów tylko o to, abyś rozwinął swoje zainteresowanie. To nic że motoryzacją interesują się głównie mężczyźni. Ważne że rozwiniesz w sobie coś ciekawego, co dostrzeże potem jakaś kobieta. Poza tym to mogłaby być tylko jedna ale nie jedyna z pasji, które rozwiniesz.

Jak wcześniej proponowałem zapisuj sobie postanowienia na kartce (im bardziej wartościowe to będą zapiski tym większą wagę będziesz przykładać do ich realizacji, czyli nie jakieś bazgrołki z tyłu zeszytu tylko ładnie przejrzyście na jednej kartce), bo z tym zapamiętywaniem różnie jest. Coś sobie postanowimy, potem zapomnimy albo celowo z tego zrezygnujmy i dalej stoimy w miejscu. Przykładowo: wiosna się zaczyna, więc zaczynam regularnie biegać wieczorem, początkowo krótko a potem coraz dłużej. Lub przyszła wiosna, biorę więc rower i zaczynam regularnie kręcić początkowo po kilka-kilkanaście kilometrów a potem coraz dalsze i ciekawsze odległości i miejsca. Na pewno życie nabierze wtedy więcej koloru, wiem po sobie smile
Skoro nie pomaga Ci motywacja ukierunkowana na siebie, to motywuj się na zewnątrz, tzn. "jeżeli będe biegać to będe wysportowany i przez to będę się bardziej podobać kobietom" czy coś w tym stylu, ważne aby było skuteczne smile

Masz racje, one niezbyt starają się przyciągać uwagę. Ja spotkałem taką nie wiem czy do końca "szarą myszkę" która mi się bardzo podoba w pociągu, może gdyby wtedy nie usiadła naprzeciwko mnie nie wiedziałym że jest taka ładna tylko pewnie jeszcze długo mijałbym ją stojącą gdzieś z boku na peronie. Spartoliłem to bo wiele miesięcy nie potrafiłem do niej podejść, nie wiem co ona teraz o mnie i naszej ewentualnej znajomości myśli. Faktem jest że trzeba się dobrze rozglądać, bo można przeoczyć naprawdę fajne dziewczyny tuż obok nas.

Rozumiem, wybacz ale tak zrozumiałem. Jak zaczepić? Też mam z tym problem. Trochę mi pomógł mój temat tutaj na forum, blokady nadal są ale jest i motywacja zwłaszcza że uświadomiono mi że ona może być zainteresowana. Nie wiem jak u Ciebie, ja wiedziałbym mniej więcej jak zagadać do takiej dziewczyny, jedyny problem to właśnie przełamanie się, pokonanie blokady psychicznej.

17

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Tak, bardzo bałem się i boję się, ze zostanę porzucony i to jak widać sprawiło, że tak się stało.

Co do reaktywacji, ja też nie wiem, ale cały czas mam nadzieję.

Naprawdę nie wiem co jest przyczyną, że tak się boje. Może dlatego, że Ona jest pierwszą i jedyną osobą, na której mi zalezy i dlatego jest dla mnie taka wyjątkowa.  Jak to mawiała moja babcia: "Tego kwiatu pół światu", ale jednak cały czas wierzę, że to właśnie ta. Ta jedyna. Wiem, że muszę się zmienić. Jeżeli udałoby nam się, to na pewno dałbym jej więcej swobody i swoją zazdrość "ukryłbym", żeby tak bardzo nie była widoczna. Bo doszliśmy do takiego momentu w którym ona nie mogła zwyczajnie porozmawiać z przyjacielem, bo ja od razu już jej wykłady, że jestem zazdrosny, chociaż podświadomie wiedziałem, że nic nam nie grozi. Przecież jej ufam i wiem, że nie zrobiłaby żadnego świństwa. Koniecznie muszę nad sobą popracować.

Dziękuję, naprawdę dziękuje za te wszystkie wartościowe porady.

18

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

Beautiful Nightmare:
Właśnie w tym wszystkim chodzi o to, że ja nie potrafię być samolubny.  Dla mnie liczyło się tylko jej szczęcie, nawet kosztem mojego. Raczej jestem pewny, że nie zauważyłaby mojej zmiany fizycznej.  Robię/robiłem to tylko dlatego, żeby.. nie wiem.. Bardziej się jej spodobać?  Nie jestem typem umięśnionego, niebieskookiego, blondyna, mam kompleksy dotyczące swojego wyglądu, dlatego starałem się robić wszystko, żeby jak najbardziej się jej spodobać.

Skoro mówisz o realnych dziewczynach. Powiedz mi szczerze gdzie ja mam je spotkać?  W Internecie, na tym forum aż ?roi się? od porad ?gdzie szukać tej wyjątkowej?, no ale jakoś nie mam odwagi, żeby pójść na dyskotekę, czy gdziekolwiek.

?wolisz wracac z pracy do domu gdzie czeka na ciebie ktos kogo mozesz objac jak tylko zamkniesz za soba drzwi, czy wolisz miec kogos kto jest po drugiej stronie monitora??
Na to pytanie chyba każdy odpowiedziałby tak samo.  Dlatego ja tak zawzięcie dążyłem do tego, żeby ona stała się dla mnie kimś realnym.

Wiesz co dziewczynowm sie zawsze powtarza, ze ubieraj sie ladnie, ale nie tylko dla kogos, przede wszystkim ubieraj sie ladnie dla samej siebie. Bo jesli dobrze czujesz sie we wlasnej skorze, inni ludzie od razu to zaczynaja zauwazac. Dlatego najpierw spodobaj sie sobie, a reszta przyjdzie z czasem.

Gdzie masz spotkac dziewczyny? Wszedzie jest to mozliwe pod warunkiem, ze nie bedziesz sie zamykal w domu przed komputerem.
Na swoim przykladzie ci powiem, ze mojego pierwszego chlopaka poznalam najzwyczajniej idac ulica. Na poczatku go zbylam, ale pozniej widywalismy sie coraz czesciej i tak jakos poszlo. Nie skonczylo sie najlepiej, ale chodzi o to, ze spotkalam go w najzwyklejszym miejscu na swiecie.
Mojego obecnego chlopaka poznalam na imprezie, ja bylam z kolezanka, a ona pracowal jako ochroniarz i tak po prostu zaczelismy rozmawiac. Dopiero po dobrych paru miesiacach to sie przerodzilo w zwiazek. mozesz kogos poznac w autobusie, kawiarni czy nawet pocekalni u dentysty. Doslownie gdziekolwiek. musisz tylko sie odwazyc i otworzyc na nowe znajomosci.
Matt87 wspomnial o motoryzacji i roznego rodzaju zlotach fanow samochodow. Zdziwilbys sie ile dziewczyn pojawia sie na takich zlotach. Ja sama jezdze z moim chlopakiem na pokazy, teraz nawet czesciej od kiedy zostal czlonkiem jednego z klubow. W tym roku zaplanowane mamy bodajze 5-6. Tam tez mozna poznac wiele osob, nie tylko facetow smile
A nawet jesli poznasz samych facetow, to przeciez nie musicie poswiecac sie tylko samochodom, mozecie robic inne rzeczy gdzie bedziesz mogl poznac innych ludzi.
Po prostu nie zamykaj sie w domu, bo oplakiwaniem twojej A. nic nie zdzialasz...

Juz wiesz jak wirtualny swiat dziala, moze najwyzszy czas otworzyc sie na ten realny?

19

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Mój wuja zawsze mawiał - nie masz co ze sobą zrobić, nie wiesz jak pokierować życiem, nie masz pracy, idzie Ci kiepsko w życiu - więc - znajdź sobie dziewczynę smile I to święte słowa.
Piszesz, że jesteś nudny, nieciekawy - pewnie tak jest. Przynajmniej zdajesz sobie sprawę, jaki jesteś.
To teraz pomyśl co zrobić, by to zmienić. Weź się za siebie, stań się mężczyzną. Przestań jęczeć i narzekać a zrób coś dla siebie, co pozwoli Ci stać się lepszym.
Myślisz- to plus, bo wielu nie myśli. Widzisz, to plus, bo wielu nie widzi. Zatem rusz się z krzesła i zacznij żyć. Działaj.
Tego życzę smile

20 Ostatnio edytowany przez ZagubionyWeWłasnymSwiecie (2012-02-05 23:14:34)

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Beautiful Nightmare:

Łatwo powiedzieć. Raczej nigdy samemu sobie się nie spodobam, bo kompleksów nie jest tak łatwo wyleczyć.

Podświadomie wierzę w to, że każde miejsce jest idealne do spotkania tego ideału. Właśnie z tym komputerem mam dosyć duży problem. Zwłaszcza teraz, gdy pogoda nie sprzyja wychodzeniu na dwór.  No tak. Muszę się otworzyć, ale to nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać.
Z tą motoryzacją to mógłby być dobry pomysł. Poczekam aż przyjdzie wiosna i zobaczymy co da się z tym zrobić.

Jestem świadomy, że siedzenie w domu nie sprzyja poznawaniu nowych ludzi, no ale jakoś nigdy nie mogłem się przełamać, żeby wyjść do "realności".   Co do opłakiwania. Po prostu na razie nie mogę się otrząsnąć i cały czas się łudzę, że kiedyś jeszcze nam wyjdzie. Nie mam zamiaru tracić nadziei.

Masz rację. Już dawno powinienem otworzyć się na świat realny, ale dopóki nie zaznałem uczucia, to internet mi wystarczał. Teraz wiem, że uczucie, które może dać druga osoba jest tak wspaniałym "czymś", że tak "smutno" mi się zrobiło zauważając jak wiele mnie w życiu ominęło.

Remi:

Właśnie ja staram się wszelkie moje niepowodzenia tłumaczyć tym, lecz jestem świadomy, że jak kiedyś znajdę sobie kogoś, to wszystkie moje problemy nie znikną "od tak".
Tak, wiem. Muszę się ruszyć z krzesła, bo przed komputerem nic nie zdziałam. Mam nadzieję, że uda mi się.
Dzięki bardzo. Pozdrawiam!

21

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

Tutaj raczej się mylisz. Praktycznie od początku gdy zaczęliśmy coś do siebie czuć pojawiły się wspólne plany, marzenia.  Praktycznie od samego początku oboje pragnęliśmy się spotkać, lecz ona miała swoistą blokadę. Bała się, że gdy się spotkamy ?czar pryśnie? i mnie straci.  Rozumiałem jej strach, bo też się bałem i czekałem, bo łudziłem się, że to wszystko minie i uda nam się.

Naprawdę nie jest łatwo mi przestać o niej myśleć. Cały czas szukam odpowiedzi dlaczego tak to się skończyło i czy jeszcze uda nam się to naprawić.

Może być tak, że jest dziewczyną po przejściach - trudne dzieciństwo, problemy z rodzicami, może była skrzywdzona, porzucona, może ma patologię w rodzinie? Stąd te jej obawy. Normalnie ludzie raczej nie widzą problemu w spotkaniu się. W Waszym przypadku tempo rozwoju znajomości nie należało do szybkich, ale gdyby uwzględnić np. jej trudne przeżycia - mogło okazać się za szybkie. Nie ma w tym ani Twojej winy, ani jej. Tak po prostu musiało być. O ile w ogóle moja teoria ma rację bytu.

ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

Skoro jesteśmy w temacie angażowania się przez Internet. Naprawdę uważasz, że to jest zły sposób? Przecież jedno niepowodzenie nie oznacza, że gdzieś po drugiej stronie czeka na mnie moja druga połówka. Owszem, teraz się trochę zraziłem do tego sposobu, no ale..

Może źle to wyjaśniłem. Poznawanie się przez internet nie jest złym wyborem. Ale nie można przesadzić. Ja swoje przeszedłem i wiem, że internet ma służyć tylko do początkowego "rozpoznania terenu", zanim na serio zaczniemy się angażować. Po rozpoznaniu należy jak najszybciej proponować spotkania na żywo i jak najmniej rozmawiać przez internet (tekstowo, na czacie, jak najmniej również smsować). Jeżeli nie będzie udawało się spotkać na żywo, np. dziewczyna jest oporna - trudno, nie możesz pozwolić zrobić z siebie przyjaciółki do pogaduszek i podawać się jej na tacy, samemu się angażując, kiedy ona nadal nie jest zdecydowana. Przez to sam będziesz cierpiał. Lepiej gdyby nie wyszło na początku niż później, gdy się ze sobą zżyjecie.

ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

Ehh.. Teraz najgorsza część.
Szczerze mówiąc to kilka razy już się ?rozstawaliśmy? i po kilku dniach milczenia wszystko wracało do normy i znowu byliśmy szczęśliwi razem.  Zawsze szanowałem i szanuję jej decyzje, chociaż to okropnie boli. Nie wiem co mam teraz ze sobą zrobić. Po prostu cholernie za nią tęsknie, chociaż tak naprawdę nigdy ?jej? nie miałem.  Wiem, że najlepszym sposobem byłoby zapomnienie o niej, jednak nie jest to dla mnie takie proste. Zbyt wiele dla mnie znaczy.

Tak jakbym siebie słyszał dawno temu. "Nie miałem jej, nadal boli, nie rozumiem". Też przeżyłem coś niemal identycznego, trochę milczenia, jakaś kłótnia, potem przeprosiny i niby wszystko od nowa, a jednak dało się wyczuć pewne napięcie w rozmowie. A po rozstaniu tęsknota wypalająca od środka, łzy przed snem w poduszkę i wyobraźnia - co bym powiedział, gdybyśmy się spotkali, porozmawiali?
Musisz to przyjąć, że nic nie możesz zrobić, masz związane ręce i zamknięte usta. Wyłącznie od niej wszystko zależy. Popatrz - gdyby chciała, to nie miałaby problemu, aby rozmawiać z Tobą, prawda? A skoro nie rozmawia, to znaczy że ma ten problem i Ty go za nią nie rozwiążesz. Może teraz powiesz - "gdyby do mnie podbijała dziewczyna, do której nic nie czuję i dałbym jej to do zrozumienia, to nie miałbym nic przeciwko, aby utrzymywać z nią kontakt czy rozmawiać z nią". I to jest to - skoro ona nie potrafi rozmawiać z osobą, której uczucia odrzuciła, to znaczy, że nie jest na to gotowa. I Ty jej do tego nie przygotujesz. Ona to musi zrozumieć sama. Może to jej zająć miesiąc, może pół roku, a może rok czy dwa. Tylko, że to już nie jest Twój problem i jeżeli Ty w tym samym czasie zwiążesz się z kimś innym, to też nie będzie Twój problem. Takie jest życie, nie mamy wpływu na nasz los, tym bardziej nie możemy mieć wpływu na czyjeś decyzje i postępowanie.

22

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Na wstępie chciałbym przeprosić, że tyle zajmuje mi odpisywanie, ale nie zawsze mam ?wenę? do pisania.

Nawiązując do pierwszego wątku. Uwierz, że dla mnie też tempo wydaje się być powolne. Już  na samym początku ?ostrzegała? mnie, że nie będzie łatwo. Zawsze gdy nawiązywaliśmy do tematu spotkania tłumaczyła, że obawia się, że gdy się spotkamy cały ?czar? minie i nie podpasujemy się sobie.  Nie zgadzała się na spotkanie, bo nie chciała mnie stracić, chociaż tak naprawdę nigdy mnie nie miała.  Z tego co pamiętam cały czas ma uraz do jej poprzedniego ?wirtualnego faceta?, który na pierwszym spotkaniu posunął się zbyt daleko i dlatego mnie teraz ?przytrzymuje?, żeby sprawdzić czy ja taki nie jestem.

Też uważam, że Internet jest dobry ?zapoznawaczem?, ale to może wypalić tylko wtedy gdy wszystko szybko przeniesie się na płaszczyznę realną. Niestety Ona od samego początku mówiła, że bardzo chce się spotkać, ale na razie nie może, bo się boi. Tak mijał czas, my się bardziej zżywaliśmy ze sobą, a spotkanie było tylko i wyłącznie tematem niektórych rozmów.

Gdybym spojrzał na siebie z boku, to nie uwierzyłbym, że można tak się przywiązać do pozornie nieznajomej osoby.  U mnie było dokładnie tak samo.  Na początku kłótnia o za przeproszeniem ?byle gówno?, jakiś krótki okres czasu milczenia i wszystko wracało do pozornej normalności, jednak ?nie było jak przedtem?.  Chociaż jestem facetem, to nie wstydzę się napisać, że ?łzy przed snem w poduszkę? w moim przypadku były dosłownymi łzami.  Nierzadko śniło mi się nasze spotkanie. Często wyobrażałem sobie jakby to wszystko wyglądało.
Rozumiem Cię. Problem w tym, że ona zawsze zapewniała, że uwielbia ze mną rozmawiać i każda rozmowa ze mną sprawiała jej przyjemność (dawało to też się wyczuć w samym jej głosie). Przychodziły takie okresy, że rozmawialiśmy przez kilka dni codziennie po ~3-4h i było wspaniale, a potem coś się psuło i ?nie mam ochoty?.  A. jest bardzo uczuciową dziewczyną i przypominając sobie jej pierwsze, głosowe ?Kocham Cię?, wypowiedziane w trakcie płaczu, można było wyczuć, że ona naprawdę jest bardzo zaangażowana emocjonalnie w to.  To naprawdę było cudowne.  Wiem, że ona nie jest / nie była gotowa do spotkania i szanuję jej decyzję, bo sam nie wiem czy jestem gotowy.  Mam szczerą nadzieję, że kiedyś posłucha serca i pójdzie za głosem uczuć. Najbardziej mnie boli to, że ja mam związane ręce i nie mogę nic z tym zrobić.  Często mam ?plany?, niestety niewykonalne, żeby bez zapowiedzi pojawić się w progu jej drzwi, przytulić ją i po prostu zapomnieć co było między nami wirtualnie i spróbować swoich sił realnie.  Niestety nie mogę tego spełnić (a może to i dobrze?), bo tak naprawdę nic i niej nie wiem.

23

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

Beautiful Nightmare:

Łatwo powiedzieć. Raczej nigdy samemu sobie się nie spodobam, bo kompleksów nie jest tak łatwo wyleczyć.

Podświadomie wierzę w to, że każde miejsce jest idealne do spotkania tego ideału. Właśnie z tym komputerem mam dosyć duży problem. Zwłaszcza teraz, gdy pogoda nie sprzyja wychodzeniu na dwór.  No tak. Muszę się otworzyć, ale to nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać.
Z tą motoryzacją to mógłby być dobry pomysł. Poczekam aż przyjdzie wiosna i zobaczymy co da się z tym zrobić.

Jestem świadomy, że siedzenie w domu nie sprzyja poznawaniu nowych ludzi, no ale jakoś nigdy nie mogłem się przełamać, żeby wyjść do "realności".   Co do opłakiwania. Po prostu na razie nie mogę się otrząsnąć i cały czas się łudzę, że kiedyś jeszcze nam wyjdzie. Nie mam zamiaru tracić nadziei.

Masz rację. Już dawno powinienem otworzyć się na świat realny, ale dopóki nie zaznałem uczucia, to internet mi wystarczał. Teraz wiem, że uczucie, które może dać druga osoba jest tak wspaniałym "czymś", że tak "smutno" mi się zrobiło zauważając jak wiele mnie w życiu ominęło.

Wiem, ze pokonanie wlasnych kompleksow wcale nie jest latwe, ale uwierz mi na slowo to jest mozliwe smile (wiem z doswiadczenia)

Jedyne co moge powiedziec to powodzenia w nawiazywaniu znajomosci smile

24

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Aż się zarejestrowałam, żeby móc Ci odpowiedzieć. Z Twoich postów (sposobie wyrażania się) wnioskuję, że jesteś osobą inteligentną, ułożoną - jasno wyrażasz swoje myśli i piszesz o swoich uczuciach, do tego poprawnie gramatycznie, co jest naprawdę cenne i w takim "wirtualnym świecie", w jakim się obracasz, niejedną równie ułożoną dziewczynę możesz zdobyć. Ale nie koncentrujmy się na wirtualu.

Opowiem Ci moją historię. Zaznaczę, że również jestem osobą nieśmiałą. Zakochałam się kiedyś w chłopaku, znajomym znajomych. Wyciągnęli go jakoś na imprezę, tam się poznaliśmy i dla mnie to była miłość od pierwszego spojrzenia. Fajnie się nam gadało, facet był zupełnie w moim typie: potrafił słuchać, był uprzejmy, nieśmiały (tak, nieśmiałość może też być "w typie" kobiety)... Co z tego, jak już na żadną, kompletnie żadną imprezę nie udało się go nikomu wyciągnąć. Na moje SMSy nie odpowiadał za często, umówić się z nim nie szło, bo zawsze sto wymówek miał przygotowanych. A ja nie jestem typem, który się narzuca. Już myślałam, że chłopak jest zajęty i tyle. Od znajomych wyciągnęłam jednak informację, że nie, nie ma nikogo. Mało tego, znajomi stwierdzili, że on czuje do mnie nawet baaardzo dużo, ale jest tak nieśmiały, że w życiu się do tego nie przyzna. No super... bo ja też nie... Znajomi do tej pory nie są pewni, czy ja z nim tak na serio, czy tylko ściemniałam smile

Parę miesięcy później dowiedziałam się, że mniej więcej w tym samym czasie zaczął chatować z pewną laską. Ich znajomość rozwijała się podobnie do Twojej znajomości, tylko w końcu spotkali się ze sobą. Wiem (nie ma to jak znajomi smile ), że po paru spotkaniach nie wyszło z tego nic. Ale w necie gościu nie był wstydliwy, nie bał się spojrzeć w ekran i powiedzieć "kocham"...
Ze mną już nie wyszło nigdy. Najpierw to ja nie chciałam mu wchodzić w drogę, bo myślałam, że faktycznie zakochał się w tej innej, a potem on się nie odważył zagadać do mnie. I tak trwa to już szósty chyba rok...

Rozglądnij się. Wyjdź do klubu, do kina. Wyobraź sobie, że to też świat wirtualny. Jesteś w tym klubie absolutnie anonimowy, nikt Cię nie zna. Nikt nie wie, że jesteś nieśmiały. Udawaj więc osobę, którą chciałbyś być. Spróbuj, jak to jest... Daj szansę komuś z reala na pokochanie Ciebie. Realnie. Bo może zakochać się laska, która jest równie nieśmiała, jak Ty. A wtedy nie ma szans, żeby coś wyszło, jeżeli Ty inicjatywy nie przejmiesz....

I jeszcze jedno, taka moja prywatna prośba: napisz proszę, JAK do jasnej cholery można dotrzeć do kogoś tak nieśmiałego, że boi się na dziewczynę nawet spojrzeć? Do tej pory nie wiem, co mogłam jeszcze zrobić, żeby go przynajmniej trochę zainteresować moją osobą...

25

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Jesteś mądrym chłopakiem,co wnioskuję po Twoich postach,i na dodatek bardzo zaangażowanym w uczucie do swojej A. Powiedz nam dlaczego jak do tej pory nie znasz jej nazwiska,ani tego gdzie mieszka czy uczy się? Dla mnie to troszkę niezrozumiałe...ale pierwsze co pomyslałam,po przeczytaniu tego wszystkiego....że może nie była tą dziewczyną za którą się podawała??w internecie kręci się wiele dziewczyn,które mają kompleksy i wysyłają często zdjecia innych dziewczyn.Może dlatego nie chciała się spotkać?. Nie chcę Cię dołować,bo już wystarczająco jesteś...ale uśmiechnij się chłopaku.

Przeżyłeś z Twoją A. wspaniałe wirtualne chwile,więc sądzę że nie jesteś nieśmiałym chłopakiem który nie ma o czym rozmawiać z płcią przeciwną...po prostu wyrwij się ze świata komputera. weź zimny prysznic,ładnie się ubierz i leć sobie na spacer. Pokaż się w dobrym świetle...nie dla A.-ale dla siebie. Ona nie zauważy tego, jak wyglądasz...ale może zauważyć Cię inna dziewczyna... . Potrzeba innej osoby-drugiej połówki,jest jak najbardziej uzasadniona. Sama jestem niewiele starsza od Ciebie,i wiem co przeżywałam jak zerwał ze mną chłopak z którym byłam 4lata.Straciłam sens życia,motywację...wszystko odstawiłam na boczny plan...uwierz mi że aktualnie żałuję tego. Żałuję straconego czasu na cierpienie i rozpacz,ale nie żałuję jednego-że z nim byłam.
Więc Ty również nie żałuj waszego związku...kiedyś za niego podziękujesz.
Leć na spacer,przełam się co do imprez,pójdź na jakąś weź ze sobą kolege. Wypij jakieś piwko dla rozluźnienia atmosfery i oddaj się muzyce. Z pewnością nie jedna dziewczyna Cię zauważy.

Nie daj się .

26

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Smutna20stka, bardzo dobrze napisałaś...

ZagubionyWeWłasnymŚwiecie... powiem ci jedno... coś co jest podstawą szczęścia...
Żyć nie można "dla kogoś", można jedynie życie "z kimś dzielić"... ale żeby móc je z kimś dzielić, trzeba "nauczyć się żyć"...
Internet to nie jest życie, to fikcyjny świat, nie wszystko w nim jest prawdziwe i nie wszystko można przełożyć na realne życie.
Wyjdź z domu, na pewno masz kolegów którzy chodzą na imprezy. Pójdź z nimi, pozwól innym poznać siebie, ale tym realnym ludziom, a nie tym "w sieci"... spróbuj...
Pozdrawiam i życzę powodzenia!

27

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Beautiful Nightmare:
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się pokonać te kompleksy.
Heh, dziękuję bardzo. : )

Atakama:
No cóż.. Jestem w szoku. Nie myślałem, że moja historia ?poruszy? kogoś w takim stopniu, że się zarejestruje na tym forum, ale tym bardziej mi miło.  Dziękuję za wszelkie komplementy.  ?Od zawsze? starałem się pisać w miarę możliwości poprawnie, bo uważałem, że poprawna pisownia jest swoistą wizytówką w wirtualnym świecie.   Bardzo szanuję u ?wirtualnych znajomych?  poprawność pisania.  Strasznie dużo śmiechu miałem z moją A. poprawiając się nawzajem, gdy któreś zrobiło jakiś błąd (ot takie nasze małe hobby).
Nie będę za bardzo komentował Twojej historii, bo wnioski już sama powiedziałaś.  ?Lepiej spróbować i odnieść porażkę, niż potem żałować, że się nie spróbowało?- jakoś tak to szło. 
Mówisz, żeby wyszedł do jakiegoś klubu i udawał, że nie jestem sobą. To nie jest takie proste.  Owszem, przez chwilę można udawać inną osobę, niż jest się naprawdę, ale to na dłuższą metę nie zadziała. Wiem, że ?nie dostanę w ryj? jak do jakiejś dziewczyny ?zagadam? <nie wiem czemu, ale nie lubię tego słowa>, ale jednak to mnie nie przekonuje i nie wiem jak mam się odważyć, nie wiem jak mam spróbować.  Z jednej strony chciałbym to zrobić, chciałbym spróbować jak to jest ?realnie kochać?, ale z drugiej strony nadal ?ciągnie mnie?, nadal łudzę się, nadal mam nadzieję, że jakoś się nam nadal ułoży. Jestem pesymistą, ale wierzę. Wierzę, że nam się uda. ?To byłoby zbyt piękne, żeby było prawdziwe.?

Co do Twojej prośby. Nie wiem, naprawdę nie wiem.  Nie jestem dobry w doradzaniu. Jeżeli widziałbym, że jakaś dziewczyna ?stara się o mnie?, pisze, że chcę się spotkać etc. to raczej robiłbym wszystko, żeby zauważyła, że też jestem nią zainteresowany. Wiem, że to dla większości z Was może wydawać się dziwne, ale zapewne ja w każdej dziewczynie,  z którą będę rozmawiał/którą poznam będę widział potencjalną partnerkę. Po prostu dla mnie kontakt z jakąkolwiek dziewczyną jest/byłby tak wyjątkowy, że..

smutna20tka:
Chyba pierwszy raz w życiu ?zdobywam? jakieś pozytywne komentarze dotyczące mojej osoby. Dziękuję.  Tak, jestem bardzo zaangażowany w to co czuję do mojej(?) A.  Powiedzcie mi dlaczego człowiek docenia coś dopiero gdy to stracił?  Dlaczego ja wcześniej nie doceniałem, że ?miałem? tak wspaniałą dziewczynę?  Co do adresu, nazwiska.. Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale jakoś starałem się unikać tych tematów, bo skoro i tak nie mogliśmy się spotkać to to ?nie było mi do szczęścia potrzebne?.  Zawsze myślałem, że dowiem się w swoim czasie.  Przecież teraz, nawet gdybym miał adres, to nie pojechałbym do niej, aż tak zdesperowany nie jestem.  To znaczy.. jestem.  Na pewno taka myśl przechodziłaby mi przez głowę, ale raczej bym jej nie spełnił.  Co do autentyczności jej osoby to nie mam ŻADNYCH wątpliwości.  Cały czas w tym wątku ?wytykacie? jej wady, a tak naprawdę nikt nie widzi moich wad.  ?Nie chciała się spotkać, bo *coś tam*? a może to we mnie coś siedzi. We mnie jest coś złego, że ją odrzuca od spotkania ze mną.  Tego nie wiem.
No niby tak, ale jednak rozmowy wirtualne różnią się znacznie od rozmów realnych. Nie wiem jakbym się zachował, nie wiem co miałbym mówić.  W ?necie? każdy jest anonimowy, więc raczej nieśmiałość odchodzi na drugi plan, co innego w prawdziwym świecie.  Jak zawsze ?wyjdź, idź na spacer, idź na imprezę? ?jednak nadal nie mogę się przełamać. Nie wiem co we mnie siedzi.  Dziwnie to brzmi, ale ja też gdy ją straciłem, ?wyparowała? ze mnie cała motywacja do stania się lepszym człowiekiem. Straciłem cały sens życia w jednej chwili.  Uwierz mi, że nie żałuję tego. Dzięki niej pierwszy raz w życiu czułem, że komuś na mnie zależy. Wiele się przy niej nauczyłem i naprawdę jestem jej bardzo wdzięczny za to wszystko.  Bardzo ją podziwiam, że tyle ze mną wytrzymała, no ale cierpliwość się kiedyś kończy. Nie mogę się pogodzić z tym, że byłem już tak bardzo blisko, ale to wszystko popsułem. Popsułem swoim egoizmem, swoim brakiem wyczucia, swoim ?zimnem? i obojętnością na uczucia innych osób.

Podsumowując..  Cały czas łudzę się, że nam się uda, ale..  Wiem, że wydaje się to Wam głupie, że tęsknie za kimś wirtualnym, ale tylko ?przy? niej czułem się szczęśliwy.  Nie wyobrażam sobie, że już nigdy nie będę mógł usłyszeć jej głosu, przeczytać wiadomości od niej.. Cały czas myślę.. Rozmyślam co teraz robi, czy z kimś się spotyka, czy myśli o mnie, czy jest szczęśliwa, czy tęskni..

28

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Być może pomyliłeś "miłość" z "potrzebą istnienia, bycia zauważonym". W realu, jak zrozumiałam, masz problemy z zawieraniem znajomości, w związku z tym możesz mieć uczucie, że nikt Cię nie zauważa. Gdy tylko pojawiła się osoba, która dała Ci odrobinę zainteresowania, byłeś tak szczęśliwy, że wydawało Ci się, że to właśnie jest miłość. I nakręcałeś to uczucie.
Ja jednak nie wierzę w taką "miłość". Dla mnie to jest uczucie, gdy widzisz, gdy czujesz i dotykasz drugą osobę. Dopiero wtedy jest prawdziwa "chemia". Gdyby to spłycić, to wybacz, ale feromonki przez kable internetu się nie przedostaną...

Najpierw więc feromonki. A potem zaufanie. Jak można zaufać komuś, gdy nie zna się jego adresu, imienia? Gdy nie wiesz, jak ta dziewczyna reaguje na Twoje żarty i problemy... Pisząc, masz czas, żeby się zastanowić nad odpowiedzią. Pisząc, odpowiedź nie jest tak spontaniczna. I w końcu pisząc można udawać zainteresowanie, współczucie, zakochanie... Tak serio to nie wiesz, czy te uczucia były szczere. To się wie dopiero, gdy spojrzy się drugiemu w oczy, gdy zwróci się uwagę na jego gesty wykonywane podświadomie.

Ciekawa jestem, jak bardzo powaliło by Cię takie uczucie "zakochania" w realu? Wiesz, takie prawdziwe, gdzie widzisz dziewczynę i - jak ten Pluto - masz serduszka w oczach. I już wiesz, TA, albo żadna inna. Te nieśmiałe spojrzenia, kombinowanie, jakby ją tu za rękę chwycić podczas spaceru, pierwszy pocałunek... Człowieku, to dopiero jest odlot!
Tylko żeby pozwolić sobie przeżyć taką realną miłośc musisz przede wszystkim uporać się z tym uczuciem, które teraz Cię zajmuje. Przeanalizuj wszystko jeszcze raz, na zimno. Stawiaj sobie pytania i odpowiadaj szczerze... A może rozwiązaniem jest faktycznie konfrontacja z tą dziewczyną?

Co jeszcze? Mi pomógł wyjazd. I szczera analiza siebie samej. Poszłam sama na dyskotekę, udawałam kogoś, kim nie byłam. Raz, drugi... Pomogło. Teraz już wiem, że zagadanie do chłopaka wcale nie jest takie straszne. I wiem, że gdy ludzie mnie nie znają, nie wiedzą, że jestem nieśmiała. Więc udaję, że nie jestem. Nikt na to nie wpadnie, że tak serio to jestem skrytą, zamkniętą w sobie dziewczyną... Parę tygodni temu udzielałam nawet mojego pierwszego wywiadu w radiu, serde biło mi jak oszalałe, ale pani redaktor nie wiedziała, że się stresuje, więc oszukiwałam ją dalej. Ją i słuchaczy. I na końcu powiedziała mi, że chciałaby mieć takich "niestresujących się" rozmówców, jak ja smile

Aha - w innym poście pytasz, co dziewczyna chce usłyszeć od chłopaka... Po takim tekście tej dziewczyny wnioskuję, że jest niedojrzała i próbuje bawić się Twoimi uczuciami. Perfidna gierka. Nigdy nie zgadniesz. A jak za pół roku zapytasz, o co jej chodziło, to pewnie dziewczyna nie będzie pamiętała, że Cię o to pytała.

29

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

bo człowiek po stracie człowieka dopiero zauważa ile druga osoba dla niego znaczy....jednym słowem nie doceniłes tego związku....nie zadręczaj się ...macie jakiś kontakt  jeszcze czy totalna cisza?

30

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Nie wiem czy mam problemy z zawieraniem znajomości, bo jakoś nigdy nie próbowałem poznawać nowych ludzi. Może to jest dziwne, ale jakoś zawsze ludzie których znałem ?wystarczali mi?.  Masz rację, gdy tylko w moim życiu pojawiła się A. byłem przeogromne szczęśliwy.  Pierwszy raz czułem, że komuś na mnie zależy i pierwszy raz w życiu mi na kimś zależało.  Tak naprawdę nie wiem co to jest miłość, dlatego może ?nietrafnie? odczytywałem moje uczucia myśląć, że to była miłość. Doskonale to rozumiem, że miłością można nazwać realną bliskość drugiej osoby, ale może ja do tego jeszcze nie dojrzałem? Nie wiem.
Masz rację. Nie wiem jak ona reagowała na moje problemy, żarty, uczucia. Gdy rozmawialiśmy wyglądała na szczęśliwą, często śmialiśmy się.  Czy uczucia były szczere? Dobra pytanie. MYŚLĘ, że tak.  Gdyby to wszystko byłoby nieszczere nie ciągnęłaby tego tak długo. Uwierz mi, że chciałbym jej spojrzeć w oczy i moje uczucia do niej urzeczywistnić. No, ale już jest chyba za późno. Strasznie żałuję moich decyzji, ale nie żałuję, że ktoś taki pojawił się w moim życiu i zostawił tak znaczący, bardzo przyjemny ?ślad?.
Ja też jestem ciekawy jakby to na mnie zadziało.  Nie mogę sobie wyobrazić tego jakby to wszystko wyglądało.  Przypominają mi się teraz te nasze ?podchody?. Nasze pierwsze rozmowy o uczuciach, nasze pierwsze wyznania. To było tak wspaniałe, że byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.  Wiem o tym, że muszę się uporać z tym uczuciem, ale ono nie daje mi spokoju. Tak bardzo pragnę, żeby to był zły sen. Chciałbym się obudzić i zobaczyć, że wszystko powróciło z A. do normy. Z jednej strony chciałbym, żeby nam się ułożyło, ale z drugiej nie chcę jej dłużej rani
Co do tego innego wątku. To raczej było coś takiego podlegającego pod ?zabawę?, którą ja wziąłem na poważnie-zupełnie niepotrzebnie.


Czy mamy jeszcze kontakt? Niby tak, ale na razie staram się wytrzymać bez niej. To znaczy.. Nie pisać, nie strać się nawiązywać kontaktu, chociaż to nie jest takie proste, bo cały czas o niej myślę. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam.  Pewnie już niedługo nie wytrzymam i napiszę do niej. Jak zareaguje? Tego nie wiem, ale pewnie nie będzie zadowolona.

31

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Zagubiony,

To fajnie, że starasz się samemu przeprowadzić "odwyk", nie kontaktując się z tą dziewczyną. Ale robisz to źle, stary wink
Sprawa wygląda trochę tak, jak z odchudzaniem się, czy z paleniem papierosów. Próbowałam kilka razy rzucić palenie. Udawało mi się, faktycznie, kilka dni nie palić, ale non stop myślałam o fajkach. O tym, jak przyjemnie by było nawdychać się dymu; marzyłam sobie o smaku ulubionych lucky strike'ów... 24 na 7 myślałam o nałogu, myślenie o nałogu zdominowało moje życie. De facto stało się bardziej niszczącym psychicznie uzależnieniem, niż samo palenie (fizycznie pewnie nie, ale to zostawmy).

Austerlitz w innym wątku bardzo mądrze pisał o tym, że nie należy palić mostów, tylko starać się układać relację kompromisowo. W przypadku, kiedy jednej osobie zależy na czymś innym niż drugiej i wzajemne potrzeby są nawzajem sprzeczne to trudna sprawa, ale możliwa. To będzie pewnie odebrane jako kontrowersyjne, ale ja bym przekalkulowała to tak (zrobiłam to kiedyś, żeby nie było, że jestem oderwana od rzeczywistości): jestem samotna, nie mam absolutnie nikogo bliskiego, ludzie au masse jakoś nieszczególnie mnie pociągają. Mam przyjaciela/ciółkę, którego/ą pragnę i chcę więcej, niż ona ma mi do zaoferowania; ale z plusów mam tak: ktoś mnie rozumie, ktoś jest w moim życiu obecny, mam z kim porozmawiać. U mnie wyszło na to, że większe koszta psychiczne poniosę zrywając kontakt, bo zostanę sama jak palec. To boli, świadomość, że Twoje uczucie jest niespełnione, ale, jak pisał Austerlitz, trzeba wybrać rodzaj bólu. Preferowany, heh.

Po za tym pamiętaj - w życiu często jest tak, że z różnych przyczyn nie możemy być z osobą, którą kochamy. Tak po prostu jest. Uczucia są niezależne od naszej woli (tragiczny paradoks, taniec w błocie -ale trzeba z tym żyć!). Ale w naszej gestii leży to, co zrobimy. Możemy się poddać, załamać, zabić, whatever, ale możemy minimalizować swoje psychiczne straty i żyć dalej.

Jeżeli zaś mogę dać Ci uniwersalną radę, kiedy nie wiesz "co robić?", to kieruj się właśnie zasadą minimalizowania strat. Któraś z decyzji będzie gorsza, nawet jeśli wszystkie są złe. Ja zawsze wybieram tą, która w jak najdłuższym okresie czasu przyniesie najmniejsze straty.

32

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

przetrwasz to wszystko tylko nie rób sobie nadziei. Rozumiem że strata ukochanej osoby boli bardzo mocno...ale świat na niej się nie kończy.Jest wiele mądrych i miłych dziewczyn które z pewnością zainteresowałyby się tobą.
Aktualnie też zostałam sama...ciężko jest to wytrzymać,więc pocierpmy sobie razem.
3maj się

33

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Czy my czasem nie jesteśmy spokrewnieni? big_smile Coś ci powiem: twoja historia podobna bardzo do mojej tylko że ja się z ta osobą spotkałam mimo zgadnij jakiej odległości... 700 km.. hehe wiec po tym co napisałeś uważam ze ta dziewczyna pisała z nudów z tobą bo uwież lub nie ludzie potrafią tak robić i również miałam taki przypadek ale na szczęście się nie zakochałam w niej... A co do nieśmiałości. Też jestem nieśmiała i najgorsze jest to że jedyną osobą przy której czuję się naturalnie i soba jest właśnie ów osoba poznana w necie a widzieliśmy się 3 razy po 2 tygodnie. Mam z nią małe problemy ale to inna sprawa. Jeśli chcesz pogadać służę pomocą bo strasznie podobny jesteś do mnie. I nie płacz też pewnie niedługo tu będę z łzami pisać i może ktoś mnie tez pocieszy

34

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Moim zdaniem jesteś osobą, która ma straszne problemy ze sobą. Kiedyś też taka byłam. Wstydziłam się ludzi, byłam typową sztywniarą. Wyjechałam na wakacje do Włoch, tam otworzyłam się na ludzi, przestałam się wstydzic siebie i strasznie się dowartościowałam. Wróciłam cała odmieniona. Polecam takie szalone wakacje..

35

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Ja nie na temat tongue tu są faceci tongue - kryć się kobiety !!! samce wtargneły big_smile - HIHI- NIE JESTEM feministką ( bez obrazy ) tongue  nie mogłam się powstrzymać tongue

36

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Witam. Zdaje sobie sprawe, ze dobre pol roku minelo od Twojego ostatniego posta, ale jestem ciekaw czy cos w Twoim zyciu sie zmienilo. Jezeli nadal tu zagladasz to odpisz kolego. Pozdrawiam.

37

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
asd123 napisał/a:

Witam. Zdaje sobie sprawe, ze dobre pol roku minelo od Twojego ostatniego posta, ale jestem ciekaw czy cos w Twoim zyciu sie zmienilo. Jezeli nadal tu zagladasz to odpisz kolego. Pozdrawiam.

Witam wszystkich ponownie.
Co prawda zaglądam tu dosyć często na "gościu", ale dopiero teraz wpadłem na pomysł, żeby zajrzeć do mojego wątku.

Co do Pani A.  Kontakt utrzymujemy sporadyczny, najczęściej są to życzenia na święta/urodziny. Zrozumiałem, że ona ma swoje życie, ja mam swoje i dobrze mi z tym.
Wiem, że istnieje powiedzenie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki", ale..
W te wakacje poznałem w bardzo podobny sposób kolejną dziewczynę i.. 
Może od początku.. Po dwóch dniach "pisania" owa dziewczyna wiedziała więcej o mnie niż A. Po prostu.. Wszystkim była zainteresowana, o wszystko pytała, zupełne przeciwieństwo A. Pisaliśmy chyba z tydzień, zaproponowała spotkanie. Odmówiłem. Teraz sam nie wiem dlaczego, ale chyba po prostu bałem się.  Nie zraziło jej to, zaczęliśmy rozmawiać, całe dnie "wisieliśmy" na telefonie (i wisimy do teraz), jest po prostu jak w bajce.
Dopiero 2 tygodnie temu udało nam się spotkać. Wyobraźcie sobie co ja musiałem czuć. Po niecałych 4 latach miałem pierwszy raz porozmawiać z dziewczyną. Wysiadłem z samochodu i serce po prostu mi stanęło.. Przywitaliśmy się, przytuliliśmy i zaczęliśmy spacerować. Zachowaliśmy się jakbyśmy znali się całe życie, przegadaliśmy 7 godzin spacerując. Czułem się jak w niebie, tak swobodnie, tak szczęśliwie.
Następne spotkanie mamy zaplanowane  na przyszły tydzień, ale to tylko przez to, że leżę w łóżku na antybiotykach, bo już dawno byłby kolejny raz.
Nie wiem jak to wszystko się dalej potoczy, ale wreszcie czuję, że znalazłem tę osobę, którą chciałem znaleźć, tę osobę, o której marzyłem pisząc pierwszy post i o której marzę do teraz. Wiem, że nic nie można powiedzieć po jednym razie, ale.. Jesteśmy dobrej myśli. smile

Życzcie nam szczęścia!

Pozdrawiam Was i życzę Wesołych Świąt!

38

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Trzymam kciuki za Ciebie ZagubionyWeWłasnymSwiecie big_smile Ależ radość płynie z Twojego ostatniego postu. Pogratulować smile

39

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Nie wiem, czy to dobrze, że znalazłeś sobie dziewczynę. Wg. mnie powinieneś odpuścić sobie dziewczyny na jakiś czas i nauczyć się dobrze funkcjonować samemu. Jeśli jest jakaś zaleta samotności, to to, że dzięki niej człowiek ma szansę stać się zupełnie niezależnym i potrafić poradzić sobie samemu ze wszystkim. Nie wiem, czemu wielu ludziom tak bardzo zależy na byciu w związku hmm ale to Twoja sprawa.

40

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
enkeli napisał/a:

Nie wiem, czy to dobrze, że znalazłeś sobie dziewczynę. Wg. mnie powinieneś odpuścić sobie dziewczyny na jakiś czas i nauczyć się dobrze funkcjonować samemu. Jeśli jest jakaś zaleta samotności, to to, że dzięki niej człowiek ma szansę stać się zupełnie niezależnym i potrafić poradzić sobie samemu ze wszystkim. Nie wiem, czemu wielu ludziom tak bardzo zależy na byciu w związku hmm ale to Twoja sprawa.

Czy ok. pół roku to rzeczywiście zbyt krótki okres?

A co do Twojego stwierdzenia "Nie wiem, czemu wielu ludziom tak bardzo zależy na byciu w związku hmm" to chyba chodzi o to, żeby ktoś po prostu był obok. Ktoś, przy kim będziemy czuć się szczęśliwi. Jeszcze jakiś czas temu głowy sobie tym nie zajmowałem za bardzo ale sprawy w życiu potoczyły się tak, że co raz częściej czuję się smutny, że nie mam obok dziewczyny, którą mógłbym przytulić, powiedzieć jej ciepłe słowo. Doszedłem po prostu do punktu (momentu w życiu), gdzie wyraźnie odczuwam brak tej drugiej osoby i moim marzeniem jest jej spotkanie.

41 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-21 01:30:31)

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Zagubiony...to super, ze znalazles kogos z kim dobrze sie czujesz, z kim sie rozumiesz...
Oczywiscie trzymam kciuki za wszelka pomyslnosc dla tej znajomosci.
Tylko pamietaj jedno...
Ty nadal masz swoje zycie, musisz miec swoje zainteresowania, swoich znajomych i swoje zdanie...
Nigdy nie podporzadkowuj swojego zycia do kogos...
Nawet jesli los Was polaczy na stale...musisz potrafic zyc "osobno"...

42

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
malyksiaze2 napisał/a:
enkeli napisał/a:

Nie wiem, czy to dobrze, że znalazłeś sobie dziewczynę. Wg. mnie powinieneś odpuścić sobie dziewczyny na jakiś czas i nauczyć się dobrze funkcjonować samemu. Jeśli jest jakaś zaleta samotności, to to, że dzięki niej człowiek ma szansę stać się zupełnie niezależnym i potrafić poradzić sobie samemu ze wszystkim. Nie wiem, czemu wielu ludziom tak bardzo zależy na byciu w związku hmm ale to Twoja sprawa.

Czy ok. pół roku to rzeczywiście zbyt krótki okres?

A co do Twojego stwierdzenia "Nie wiem, czemu wielu ludziom tak bardzo zależy na byciu w związku hmm" to chyba chodzi o to, żeby ktoś po prostu był obok. Ktoś, przy kim będziemy czuć się szczęśliwi. Jeszcze jakiś czas temu głowy sobie tym nie zajmowałem za bardzo ale sprawy w życiu potoczyły się tak, że co raz częściej czuję się smutny, że nie mam obok dziewczyny, którą mógłbym przytulić, powiedzieć jej ciepłe słowo. Doszedłem po prostu do punktu (momentu w życiu), gdzie wyraźnie odczuwam brak tej drugiej osoby i moim marzeniem jest jej spotkanie.

Jestem sama od dawien dawna i nie zależy mi zbytnio na jakimś chłopaku. Potrafię bez nikogo być szczęśliwa. Nie wiem, to może ja jestem jakaś wyjątkowa? Czy inni też czują taką potrzebę bycia w związku jak autor wątku czy raczej żyją wg. "jesteś, to jesteś, a jak Cię nie ma, to też niewielki kram"? W każdym razie nie lubię mężczyzn/chłopków którzy bardzo nie lubią być sami. Wg mnie mężczyzna powinien być niezależny i samowystarczalny. Ale to tylko moje subiektywne zdanie.

43

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
enkeli napisał/a:

Jestem sama od dawien dawna i nie zależy mi zbytnio na jakimś chłopaku. Potrafię bez nikogo być szczęśliwa. Nie wiem, to może ja jestem jakaś wyjątkowa? Czy inni też czują taką potrzebę bycia w związku jak autor wątku czy raczej żyją wg. "jesteś, to jesteś, a jak Cię nie ma, to też niewielki kram"? W każdym razie nie lubię mężczyzn/chłopków którzy bardzo nie lubią być sami. Wg mnie mężczyzna powinien być niezależny i samowystarczalny. Ale to tylko moje subiektywne zdanie.

Jeszcze jakiś czas temu sam bym się podpisał pod tymi słowami. Obecnie jednak jestem w stanie gdzie po prostu czuję, że brak jest kogoś naprawdę bliskiego, z kogo obecności w moim życiu mógłbym czerpać radość. Ciężko samemu oceniać jak zmieniamy się ale widzę, że inaczej patrzę na świat niż było to jeszcze niecały rok temu.

44

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
malyksiaze2 napisał/a:

Jeszcze jakiś czas temu sam bym się podpisał pod tymi słowami. Obecnie jednak jestem w stanie gdzie po prostu czuję, że brak jest kogoś naprawdę bliskiego, z kogo obecności w moim życiu mógłbym czerpać radość. Ciężko samemu oceniać jak zmieniamy się ale widzę, że inaczej patrzę na świat niż było to jeszcze niecały rok temu.

No cóż, pozostaje mi tylko życzyć Ci szczęścia i powodzenia smile ale pamiętaj, żeby tej drugiej osobie zawsze się odwdzięczać i dawać jej tyle radości co czerpiesz wink Albo i więcej.

45

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".
ZagubionyWeWłasnymSwiecie napisał/a:

Wiem, że to dla większości z Was może wydawać się dziwne, ale zapewne ja w każdej dziewczynie, z którą będę rozmawiał/którą poznam będę widział potencjalną partnerkę. Po prostu dla mnie kontakt z jakąkolwiek dziewczyną jest/byłby tak wyjątkowy, że..

Musiałam to napisać... ja mam dokładnie tak samo tylko, że z facetami... W ogóle moje z nimi kontakty ograniczają się do sporadycznych rozmów

46

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Ja myślę,że to biologia daje znać o sobie-cokolwiek by to nie znaczyło.

47

Odp: Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

A słyszeliście o czymś takim??? czateria.interia.pl Można poznać naprawdę fajnych ludzi.

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jestem samotny, nudny, nieśmiały i na dodatek "zakochany wirtualnie".

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026