witajcie:)
super pomysl- mam nadzieje, ze tu wlasnie znajde wsparcie, spokoj i tego czego szukam, choc sama chyba nie wiem jeszcze czego...
W tym roku skoncze 40 lat. wlasciwie jestem jeszcze "przed" i jakbym miala powiedziec dzis to moje malzenstwo trwalo 18,5 roku. Nie bede rozpisywala sie jaki to moj maz nie byl, bo wlasciwie nie wiem co moglabym mu zarzucic.
Wiem tylko jedno, z milosci do niego, wyjechalam 3 lata temu za granice pozostawiac w Polsce stanowisko urzednika panstwowego, prace, ktora zapewialam mi byt "az do smierci". Ale czego nie robi sie dla milosci:):)
Po roku maz trafil na odwyk (alkocholizm). Udalo sie, nie pil. Pracowal, zarabial, bylam szczesliwa mimo klopotow- bo przeciez kazdy je ma. (Musze tu zaznaczyc, ze maz choc nigdy nie pamietal o waznych datach, kupowal mi kwiaty i to dosc czesto bez zadnej okazji, nie "zalowal" pieniedzy na moj stroj czy buty, bo chcial abym ladnie wygladala. Czasami za mnie namawial na kupno czegos co na poczatku nie zrobilo na mnie specjalnego wrazenia).Latem 2008 wyjechal do innego miasta na budowe, na 2 mce, ktore przedluzyly sie do pol roku. Na poczatku przyjezdzal raz na tydzien, potem raz na dwa. Potem raz na m-c, bo firma nie wyplacala wszystkich pieniedzy a odleglosc daleka wiec i koszty przejazdow drogie. Kiedy budowa sie skonczyla , okazalo sie ze Firma nie wyplaci peniedzy.
W naszym (dodam bardzo duzym miescie) maz nie umial znalezc pracy, popadalismy w coraz wieksze problemy finansowe (odcieli prad, gaz itd) i znow wyjechal do tego miasta. Znalazl prace i wszystko zaczelo sie od nowa tzn. zaczelo sie niby ukladac, ale tez zaczal popijac. Kiedy w sierpniu zeszlego roku poprosil mnie abym przyjechala do niego, bo nie moze przestac pic (pil ponad tydzien bez przerwy) rzucilam wszystko, pozyczylam pieniadze i pojechalam. I znow trafil na odwyk.
Nie chcialam sie rozpisywac, ale musialam naswietlic obraz sytuacji.
Wyszedl na poczatku wrzesnia, przestal pic. Do domu przyjechal w polowie pazdziernika. Ale byl juz inny. Na powitanie cmoknal mnie tylko w policzek. Mimo, ze upiekszylam sie (wizyta u fryzjera itp), nie zwrocil na to uwagi. Zachowywal sie jakbym wcale nie byla kobieta tylko... nie wiem sama, robotem, kolezanka? ...nie, dla kolezanki ma sie wiecej uczuc.
Kiedy wyjechal z powrotem, wrocil "do siebie", przez telefon powiedzialam mu, ze jesli ma kogos niech mi to uczciwie powie (cos w glebi serca czulam). Powiedzial, ze nie ma nikogo. Jakies 2 tygodnie pozniej dzwoni i mowi, ze juz mnie nie kocha a doslownie, ze jego uczucia do mnie wygasly, i co ja na to jaka decyzje podejme. Powiedzialam to synowi (moze zle zrobilam ale byla to najblizsza i jedyna w tym momencie osoba) o co "maz" mial ogromne pretensje do mnie. Wylam przez tydzien, nie bylam nic w stanie robic, po prostu lezalam w lozku i beznamietnie gapilam sie w TV. Dzieki Bogu mam syna 15 lat, ktory objal mnie i przytulil. Na poczatku syn wogole nie chcial z nim rozmawiac, ale czas goi rany a on (syn) go bardzo kocha, wiec jest juz dobrze.
Z pomoca kolezanki (jesli nie przyjaciolki) pozalatwialam wiele urzedowych spraw, pomoc socjalna, wymeldowanie meza...) Moj maz byl na Boze narodzenie, choc bardzo sie balam jakos udalo mi sie to wytrzymac (nie klocimy sie ale dalej nie przyznawal sie, ze kogos ma).
Kiedy przyjechal w styczniu powiedzalam, zeby oddal mi klucze od mieszkania, nie chcial, chcial miec mozliwosc w kazdej chwili wejsc jakby przyjechal do syna, no chyba, ze "kogos bym miala" jak to okreslil. Nikogo nie mam i nie chce miec, cos we mnie umarlo. ale on o tym nie musi wiedziec. Mimo, ze oddal w koncu klucze zamek i tak wymienilam.
W marcu zadzwonil do mnie znajomy, ktory mieszka niedaleko meza i pytal sie o niego, tak dyskretnie. Kiedy odpowiedzialam, ze nie wiem co sie z nim dzieje i nie interesuje mnie juz to, bo nie jestesmy razem okazalo sie, ze chodza plotki, ze "moj" maz ma zamiar zamieszkac wspolnie z pewna Pania (o dziwo wcale nie mlodsza ode mnie, z ktora zna sie juz 1,5 roku, a od roku niby sa para) Wszystkie sygnaly ostrzegawcze zaczely ukladac sie w logiczna ukladanke, ale przeciez ja mu ufalam, on o tym wiedzial, zawsze mogl na mnie polegac itd.
"Maz" chcial, zeby syn podczas ferii swiatecznych pojechal do niego i tak tez sie stalo. Zostalam sama na Swieta (przygarnela mnie przyjaciolka), ale nie moglam sie nie zgodzic, jak widzialam, jak dziecko cieszy sie, ze spedzi z tata tyle czasu, przeciez widzieli sie 2 m-ce temu. A ta Pani? Moze spotyka sie z nia ukradkiem, a moze pojechala na Swieta do Polski?
Zaluje, ze pojechalam do niego w tym sierpmniu, rzucajac wszystko...Bo gdybym to wszystko wiedziala...A moze nie powinnam zalowac? Zrobilam to co powinna zrobic zona, moze ...
Dzis jest kwiecien, jakos pozbieralam sie, wlasciwie jeszcze sklejam moje rozsypane w kawaleczki serduszko. Ale jest juz lepiej. Poszlam do szkoly na nauke jezyka, do pracy. Choc nie przelewa sie nam, a czasami brakuje pieniedzy, radze sobie i mam nadzieje, ze z kazdym kolejnym dniem, tygodniem bedzie lepiej. .
Najbardziej boli, kiedy znajomi mowia, jak maz zawsze mnie chwalil i mowil, ze takiej zony nie zamienilby nigdy na inna. A tak to niedawno bylo.
Kiedy przyjechal po syna aby zabrac go na ferie, nie moglam na niego patrzec, ale nie dlatego, ze go nienawidze, ze mnie skrzywdzil, oszukal. (choc moja mama pewnie w lyzce wody by go utopila) Ja go nadal kocham mimo tego wszystkiego ( i dlatego to tak boli) i choc przyjaciolka mowi mi, ze on wroci do mnie na kolanach, w tej chwili moja decyzja jest na NIE. I musze sie tego twardo trzymac. Do konca pazdzernika mam tu czas, aby wyjasnic nasza sytuacje, tzn. albo wracamy do siebie albo rozwod. Planuje zlozenie wniosku o rozwod latem tylko jeszcze nie wiem gdzie tu czy w Polsce, bo w obecnej chwili nie stac mnie na przyjazd do Polski, czy adwokata nie mowiac juz o kosztach procesu.
Koniec, skonczylo sie juz nasze malzenstwo, nie ja pierwsza i nie ostatnia:):) Trzeba sie jakos pocieszyc:)
Ale w tej chwili licze sie tylko ja i syn. Mam problemy zdrowotne i niedawno dowiedzialam sie, ze mam guzy (sprawy kobiece) i prawdopodobnie czeka mnie operacja. Wszystkiego powinnam sie dowiedziec juz za 16 dni podczas kolejnej wizyty. Ale nie chce aby sie dowiedzial, to juz moj problem, moje "nowe" zycie...