Słuchajcie, postanowiłam założyć ten wątek, bo wiem, że w końcu pragnę odmienić swoje życie, ale przyda mi się Wasza pomoc i chciałabym sama mieć możliwość komuś pomóc. Ale od początku:)
Mam 26 lat. Czuję, że stoję na jakimś ważnym dla mnie życiowym zakręcie. Dwa lata temu rozstałam się po 8 latach z chłopakiem. Było to na ostatnim roku studiów, sam jego koniec. Przeżyłam to wszystko okropnie, a do tego doszło to, że po studiach wróciłam z mojego ukochanego "studenckiego" miasta do swojej małej mieścinki i to mnie dodatkowo zdołowało. Bardzo szybko jednak po tym rozstaniu poznałam kolejnego chłopaka. Był przystojny, cudowny, kochający - po prostu ideał:) A ja? Nie potrafiłam tego docenić. Byliśmy razem półtora roku (byliśmy nawet zaręczeni), a mnie ciągle coś nie pasowało. Z tego powodu doszły wizyty u psychologa. Niedawno się rozstaliśmy. Co było tego przyczyną? Tak naprawdę ciężko jednoznacznie powiedzieć, ale i tak ciągle się nad tym zastanawiam. Czy przyczyną był po prostu brak "chemii" z mojej strony, czy brak gotowości na kolejny związek, jakieś moje problemy emocjonalne, czy po prostu to nie było "to"...Nie wiem...Jeszcze dobrze się nie rozstaliśmy, a mój ukochany znalazł sobie inną. Wiem, że teraz mam dwie opcje - albo się załamać i wpaść w jakąś depresję albo walczyć, iść do przodu, coś zmienić w swoim życiu...Już parę tygodni temu wybrałam tą drugą opcję...I tak walczę ze sobą...Z jednej strony każdego dnia myślę o pracy nad sobą (myślę i robię:), a z drugiej zadręczam się przeszłością i martwię się o swoją przyszłość...Chciałabym w końcu dojść do momentu, kiedy nic nie będzie miało znaczenia tylko teraźniejszość, tylko to co jest tu i teraz i najważniejsza będzie praca nad sobą. Wierzę, że mi się to uda:)
Teraz kilka słów o mnie:) Zawsze byłam pesymistką, wszystko widziałam raczej w czarnych kolorach. Jestem nieśmiała, nie wierzę w siebie, raczej zawsze byłam taki małym smutaskiem. Zdecydowanie mam niskie poczucie własnej wartości. Mam niewielu znajomych. Nie potrafię cieszyć się tym, co mam, a tak naprawdę wiem, że mam BARDZO dużo. Zawsze inni mają lepiej. Do tego dochodzi brak jakichś specjalnych zainteresowań, niezdecydowanie w najprostszych i trudniejszych sprawach, "słomiany" zapał. Generalnie brak zadowolenia z samej siebie i jeszcze to, że zawsze swoje szczęście uzależniałam od obecności faceta w moim życiu. Wreszcie chcę się poczuć szczęśliwa sama ze sobą. Mam nadzieję, że mi się to uda...
Wiem, że już zaczęłam wiele robić i nie chcę tego zmarnować, dlatego każdego dnia prę do przodu:) Ćwiczę swoją pewność siebie - zwłaszcza w pracy. Staram się pokonywać swoje opory, obawy. Stałam się bardziej otwarta na ludzi. Nawet gdy jest mi smutno, staram się dużo rozmawiać, nawet śmiać z innymi i naprawdę zauważyłam, że mi to pomaga:) Zapisałam się na aerobik. Na początku gdy na niego chodziłam, uważałam, że jestem żałosna, że muszę robić takie rzeczy, bo zostałam sama i pozostały mi tylko takie głupoty. Ale ostatnio zauważyłam, że chodzę tam dla własnej przyjemności, po prostu polubiłam to:) W ogóle przekonałam się, że na chandrę strasznie pomaga wyjście z domu, ruch. Do tego czytam książki, motywujące mnie do zmian. Chodzę też do psychologa, który mnie w tym wspiera i pomaga mi. Staram się myśleć optymistycznie, co jest chyba najtrudniejsze, bo miałam bardzo silny nawyk pesymistycznego myślenia:) Pracuję też nad swoją konsekwencją. Wyznaczam sobie małe kroczki do pokonania. Wiem, że muszę, po prostu muszę iść do przodu, choć zdarzają się chwile zwątpienia. Dlatego potrzebne mi też Wasze wsparcie:)
Proszę dopisujcie tutaj Wasze doświadczenia ze zmianami w swoim życiu, wpisujcie czym się martwicie, w jakiej kwestii potrzebujecie pomocy. Wpisujcie książki, filmy, które mogą być pomocne i oczywiście dzielcie się swoimi małymi sukcesami, czymkolwiek, każdym małym kroczkiem, który przyniósł Wam satysfakcję i przybliżył do zmian. Wierzę, że razem może nam się udać:)
Podobne tematy
Widzę, że tylko ja podjęłam decyzję o pracy nad sobą:)
Nie tylko Ty :-)
Ja chce sie ogarnac, zrobic bardziej otwarta na ludzi, mniej gadac/planowac, a wiecej dzialac! Zycie jest krotkie, trzeba zaczac z niego w pelni korzystac
Juz nie raz umawialam sie ze znajomymi na rozne spotkania, wycieczki, imprezy.. a pozniej w ostatniej chwili udawalam, ze cos mi wypadlo i wylaczalam telefon. Czas przestac byc odludkiem
!
No i - standardowo, jak co roku - dieta, dieta, dieta..
Pozdrawiam! ![]()
"i jeszcze to, że zawsze swoje szczęście uzależniałam od obecności faceta w moim życiu. Wreszcie chcę się poczuć szczęśliwa sama ze sobą."- no to masz powód zrywania związków: chęć udowodnienia sobie, że umiesz żyć, sprawdzać się sama .potem dojrzejesz do związku
a to jest bardzo ważne! mnóstwo kobiet żyje w cieniu faceta, nie wiedzą jak bez niego by funkcjonowały, samodzielność najlepszą szkołą:)
ja jakieś 2 lata temu postanowiłam, że od tego momentu wszystko mi się będzie udawać. i tak jest ![]()
Dzięki dziewczyny za odpowiedź:)Jakoś raźniej mi się zrobiło:)Nie chcę się ciągle użalać nad sobą tylko coś zmienić w swoim życiu.
Catwoman też muszę chyba złożyć sobie takie postanowienie:)
Tylko a propos facetów. Wiesz co mi trochę przeszkadza w tej pracy nad sobą? Paniczny strach, że nikogo sobie nie znajdę, że będę sama:) Wiem, że teraz to jest zły czas na związek i że to czas dla mnie, ale ten strach jednak jest:) No i jeszcze jedno. Ta myśl, że ja sama nie będę potrafiła nikogo pokochać. Psycholożka mówi, że najpierw trzeba pokochać samą siebie, żeby móc kogoś pokochać, ale czy to jest absolutny warunek? Bo co jeśli mi się nie uda? Zmiana siebie nie jest wcale taka prosta:) Wiem, wiem, teraz powinnam włączyć pozytywne myślenie, ale jednak te obawy na razie są duże i jeszcze nie potrafię ich pokonać:)
marilyn86, "Psycholożka mówi, że najpierw trzeba pokochać samą siebie, żeby móc kogoś pokochać, ale czy to jest absolutny warunek?" -to, teraz z perspektywy kilku lat, wydaje mi się warunkiem koniecznym
Po prostu.... kiedy tego nie zrobisz, a zwiążesz się z kimś, będziesz swoje szczęście i poczucie własnej wartości uzależniała od niego. a z miłością różnie bywa, związki się rozpadają, a jak się rozpadnie, to zostaniesz z niczym. Dlatego TRZEBA pokchać siebie !:) Dla Polek jest to szczególnie trudne, bo tak nas wychowano; by zwracać bardziej uwagę na innych a swoje potrzeby zagłuszać, dochodzi do tego że kobieta kiedy siada z gazetą i kawą to ma wyrzuty sumienia. I to własnie trzeba zwalczać! ach....dużo mogłabym pisac na ten temat. Bardzo mi się tu podoba postanowienie, że nie ma co się użalać nad sobą....dokłądnie tak! To niepotrzebna strata energii.
A praca nad sobą...hm, trwa póki żyjemy:) I nie można stale czekać AŻ BĘDĘ IDEALNA (kto pokocha idealną osobę?), ale pokochac siebie już dziś i pozwolić sobie na szczęście i przyjemności.
marilyn.....jeszcze raz przeczytałam twojego posta....jakbym czytała o sobie sprzed niedawna:) ....a to: "Chciałabym w końcu dojść do momentu, kiedy nic nie będzie miało znaczenia tylko teraźniejszość, tylko to co jest tu i teraz i najważniejsza będzie praca nad sobą. Wierzę, że mi się to uda:)" ja DOSZŁAM DO TEGO MOMENTU!:) Nie sądziłąm, że to możliwe, myślałam, ze pewne cechy ma się po prostu wrodzone, ale nie-można nad sobą pracować. Pamiętaj, że wszystkie wydarzenia nas kształtują.Nie ma wydarzeń z gruntu dobrych czy z gruntu złych; każde trzeba uszanować i potraktować jak lekcję. Ja dzięki tym "lekcjom", z których lwia część mi się zdecydowanie nie podobała, jestem tym, kim jestem: sobą, optymistycznie patrzącą w ....teraźniejszość:)
Catwoman, pocieszyłaś mnie tym, że Tobie ta zmiana się udała. Ja jestem dopiero na początku drogi i wciąż mam lepsze i gorsze dni. Dziś jest chyba ten gorszy...Boję się, że jeśli się nie zmienię to zmarnuję sobie życie. Marzy mi się wielka miłość na całe życie, ale boję się, że przez problemy z samą sobą nie będę potrafiła stworzyć z nikim związku...Zrozumiałam, że gdy tylko poczuję się szczęśliwa to zaraz myślę o tym, że to uczucie na pewno zaraz minie, bo nie można się tak czuć przez dłuższy czas...I nie chodzi tylko o szczęście w związku tylko nawet teraz, gdy jestem sama. Zaraz zaczynam myśleć o tym, że jestem zbyt szczęśliwa i ze to na pewno za długo nie potrwa, bo to niemożliwe...Po prostu...chyba wpadam w panikę, gdy poczuję się dobrze...Widzę, że to chore i dlatego boję się, że nie ułożę sobie życia...
Staram się sobie tłumaczyć, że sytuacja, w której się teraz znalazłam, jest dla mojego dobra, że wreszcie mam okazję coś zmienić, że to życiowe doświadczenie, za które powinnam być wdzięczna, ale czasem się boję, że pęknę i stwierdzę, że nic nie mam tylko łudzę się, wmawiam sobie, że to wszystko co teraz się dzieje ma mi pomóc. Ale długie zdanie mi wyszło:)
Dlaczego inni żyją sobie normalnie, szczęśliwie, a ja nie potrafię:(
Witam ![]()
Ja też chciałabym zmienić swoje życie tylko ,że całkiem nie wiem co zrobić . Za każdym razem kiedy znajduję motywacje po chwili ona znika .. i znowu pojawiają się myśli ,ze jestem gorsza od innych zmarnowałam życie i nic dobrego mnie już nie czeka .
Mon_ka, przyznam, że ja też miewam takie myśli, ale staram się z nimi walczyć. Spróbuj jak najwięcej myśleć pozytywnie. Prawda jest taka, że każdy ma jakąś sytuację życiową, której w danej chwili, w jednym momencie nie może zmienić, a ja już zauważyłam, doszłam do tego, że myśli potrafią zdziałać cuda...Gdy myślę o swoim życiu dobrze, pozytywnie, optymistycznie, to czuję się rewelacyjnie i mam ogromną ochotę do zmian, do działania, ale gdy moje myśli są smutne, przygnębiające, dołujące no to oczywiście wiadomo jak się czuję i wiadomo, że do niczego to nie prowadzi...Oczywiście zdarzają mi się takie gorsze momenty, ale wtedy wypłaczę się i dalej do przodu:)
Nie wiem co byś chciała zmienić, ale może zacznij od odpowiedniej literatury. Poszukaj czegoś, co odpowiadałoby Twojej potrzebie zmian:) Ja w pewnej znanej sieci potrafię godzinę spędzić pod działem "psychologia":)
Znam ten ból... ja już od dawna nie mam motywacji do niczego...
Pewnie powiecie, że użalam się nad sobą, ale na prawdę mam z tym wielki problem...
Jestem po ślubie już 6 lat, swoje małżeństwo uważam raczej za udane, kocham męża, on kocha mnie...jednak... nie wie... ubzdurałam sobie parę rzeczy, które nie dają mi spokoju...
Jakiś czas temu trochę przytyłam(leki), nie jest to nie wiadomo ile kg, ale dla mnie to już za dużo, uważam się za mało atrakcyjną, choć mąż powtarza, że jemu te parę kilo na prawdę nie przeszkadza... ze podobam mu się tak samo jak na samym poczatku. No ale ja chyba bym wolała usłyszeć, że jakbym zrzuciła parę kilo to bym podobała się jeszcze bardziej... Tak to wydaje mi się, że jest mu po prostu wszystko jedno, jak chodzę w dresie to wszystko jedno, jak rzadko się maluje, to też wszystko mu jedno... A tak czułabym, że zależy mu na tym abym była dla niego atrakcyjna... Nie wiem...chyba już całkiem shiza mnie dopadła...
12 2012-02-09 00:25:12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-09 00:26:00)
Margolinka,
rozumiem, że uważasz za wielką wadę Twego męża, że kocha CIEBIE, a nie Twoje opakowanie.
Według Ciebie, idąc tym torem, mąż powinien wymagać od Ciebie modelowej sylwetki, codziennego makijażu, ubrania zgodnie z ostatnimi trendami mody. Im gorzej by Cię traktował, tym bardziej byłabyś przekonaną o jego miłości?
Stuknij się w głowę. Mocno. Może zaczniesz myśleć, a nie wydziwiać. I doceniać.
Nie nie... ja doceniam to że on mnie kocha, napisałam przecież, że uważam iż jesteśmy raczej udanym małżeństwem(dogadujemy się w wielu sprawach). Chodzi mi o coś innego, mianowicie o fakt, ze on ode mnie "niczego nie wymaga"... to nie jest obojętność na różne rzeczy, a jedynie wielka miłość? Czy oglądanie się za dziewczynami na mieście, nie takie takie natrętne i chamskie, ale jednak...to nie jest obojętność w stosunku do mnie? "...jest piękną kobietą, ma super figurę..." (wstawić tu można imię kogokolwiek) Czyli jego "ideałem" nie jest mój rozmiar 42, ale on mu "nie przeszkadza"... Jak mam to rozumieć...?
Czemu chcesz swego męża ustawiać w pozycji Twego nauczyciela, rodzica, osoby wymagającej od Ciebie różnych rzeczy? Nie wolisz być partnerką? Nie wolisz sama ustawiać sobie własne cele? Musisz mieć kogoś, kto będzie Ci narzucał wymagania, strofował, ganił? Takie zachowanie jest oznaką miłości?
Wiele razy idąc ulicą oglądam się za przystojnymi mężczyznami. Czy to znaczy, że nie kocham swego męża? Nie wiedziałam. Myślałam tylko, że ktoś jest przystojny, nie dokonując żadnego porównania. Wiele razy wskazywałam mężowi mężczyznę o przyjemnym wyglądzie. Mój mąż nie odbierał tego jako podważenie miłości, czy powiedzenie nie wprost, że on mi się mniej podoba, że go już mniej kocham.
Pisząc to wszystko uświadomiłam sobie jedno. Uświadomiłam sobie, jak kiepsko o sobie myślisz, jak wszystko przyjmujesz jako krytykę swojej osoby. Jaką jesteś osoba niepewna swoich walorów, swojej wartości, swoich możliwości. Zacznij kochać siebie. ![]()
też chcę się zmienić, swoje nastawienie, dotychczasowe myślenie...
Ja również... tylko od czego zacząć? Tak łatwo powiedzieć "zmieniam swoje życie" ale zrobić już o wiele trudniej zwłaszcza gdy nie ma widoków na lepsze jutro ![]()
no właśnie podpisuje się pod powyższym ;(
Tak, to prawda Wielokropku
Nie wiem dlaczego, ale ....tak właśnie jest... nie potrafię jakoś przypomnieć sobie, jak to jest "kochać siebie"... Może dlatego tak uporczywie szukam dowodów na to, że mąż wciąż kocha mnie tak samo jak na poczatku...pewnie też dlatego szukam "dziury w całym"... nie wiem jak to zmienić...
Margolinko,
praca przed Tobą.
Nie będziesz nigdy szczęśliwą uzależniając swe szczęście od drugiej, nawet najbliższej osoby.
Możesz uwiesić się na swym mężu, już to zaczęłaś robić, ale miej świadomość, że "bluszcz" owijając się wokół drugiej osoby zabiera tlen, dusi. Podejmujesz decyzję o uduszeniu męża. Znasz konsekwencje? On albo Cię znienawidzi, albo ucieknie (może nie dosłownie) od Ciebie, a wszystko to po to, by mógł przeżyć.
Zacznij zauważać i doceniać (a nie mówić o docenianiu) wszystkie dobre chwile. nanizuj je jak korale. Po pewnym czasie zobaczysz jak ich jest dużo, ale musisz nauczyć się patrzeć i cieszyć. Cieszyć tym, że się obudziłaś, że za oknem słońce, albo mróz, że chwile możesz przeciągnąć się w łóżku, że żyjesz, że...
Wielokropku, staram się nie być takim "bluszczem", nie mówię mężowi o tych moich "shizach"... nie przytłaczam go nimi, analizuje je w ciszy, i samotności... Staram się pracować nad sobą, czasem jest już dobrze, czuje jakby coś się zmieniało, ale wtedy nadchodzi zazwyczaj taki dzień, ze wszystko wraca i stwierdzam...że znów coś jest nie tak, a moje starania niewiele pomagają...
21 2012-02-09 01:20:46 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-09 03:00:55)
Ja też staram sie pracować nad sobą ale mi nie wychodz ![]()
Mimo wszytsko bardzo mocno się staram ![]()
Mam 23 lata
ale dużo
studiuję
jak każdy w moim wieku
Mam plany
jak każdy
mam marzenia
jak każdy
Co mnie wyróżnia? Częste wizytu u lekarza
ostatnio brak znajomych
nigdy nie byłam zakochana i z nikim nie byłam ![]()
Jednak bardzo mocno się staram ![]()
Lubię siebie mimo że ważę 52 kg
mimo że nie mam długich czekoladowych włosów
Czuję że ostatnie 7 lat mi uciekło, komleptnie uciekło mi przez palce, nie wiem jak to możliwe, ale tak jest ![]()
Może coś miłego
udało mi się zdać jak narazie wszystkie egzaminy w tej sesji, ale przedemno bardzo trudne ![]()
Cały czas mylę tylko o jednym jak pogodzić się z faktem bycia pół kobietą, tego, że nigdy nie będę miała dzieci. Myślę że to o wiele gorsze niż radzenie sobie z tym, że związek mi nie wyszedł ![]()
Starania nic nigdy nie dają. ![]()
Chcesz usunąć objawy, nie zaś chorobę.
Rozumiem, że to dłuższa sprawa, ale odpowiedz s o b i e na pytania. Dlaczego siebie nie kochasz? Dlaczego sobie nie wierzysz?
***
Przepraszam, padam na twarz. Odezwę się jutro. ![]()
Ja również... tylko od czego zacząć? Tak łatwo powiedzieć "zmieniam swoje życie" ale zrobić już o wiele trudniej zwłaszcza gdy nie ma widoków na lepsze jutro
Dorota,
uwierz mi, że ja doskonale wiem, jak ciężko jest coś zmienić w sobie, w swoim życiu. Nawet nie wiesz ile razy mówiłam sobie tak jak Ty - "chcę zmienić swoje życie, ale jak to zrobić? Nie potrafię". Teraz widzę, że sprowadzało się to do użalania się nad sobą. Sama nie wiem na czym to polega. Może człowiek musi dojść do momentu, kiedy czuje się przyparty do muru i wie, że jak tego nie zrobi to po prostu totalnie się pogrąży. Ja może taki moment w życiu osiągnęłam, a Ty jeszcze nie...W końcu trzeba zakasać rękawy i zabrać się do pracy:) Polecam na początek książkę "Sekret szczęścia". To taki poradnik jak poczuć się szczęśliwym bez powodu. Może zmienić sposób myślenia na wiele spraw.
Wiesz, tak sobie myślę, że w tej całej przemianie nie chodzi o to, że minie tydzień, dwa, miesiąc i nasze życie będzie zupełnie inne, odwróci się o 180 stopni na lepsze...Powtórzę to, co już napisałam wcześniej. Uwierz mi, że ja już się przekonałam co znaczą pozytywne myśli i radość z takich zwykłych rzeczy w życiu. Miałam kilka takich naprawdę pięknych dni, kiedy po prostu cieszyłam się najzwyklejszymi rzeczami. Nie marudziłam, że ktoś tam ma lepiej niż ja, tak jak dotychczas to robiłam. Po prostu zmieniłam swój sposób myślenia na to SAMO, co do tej pory miałam, a na co marudziłam. Przekonałam się, że to daje mnóstwo energii do zmian. Wierzę, że jak ten stan uda mi się utrzymywać przez dłuższy czas, to wtedy moje życie naprawdę się zmieni, tak jak będę tego chciała.
najczęściej się BOIMY zmian na lepsze. ; że będa trwały tylko chwilę, że okażą się tylko złudzeniem a my wyjdziemy rozczarowani. lecz mimo to warto próbować. Mówi się "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". każde podjęcie próby czegoś uczy, wskazuje nam drogę. NIEWAŻNE jaki będzie rezultat!! nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi i pozwólcie że zacytuje jeszcze 1 słowa, które kiedyś też do mnie przemówiły: "Statek bezpieczny jest gdy stoi w porcie. Lecz nie po to buduje się statki".
Może człowiek musi dojść do momentu, kiedy czuje się przyparty do muru i wie, że jak tego nie zrobi to po prostu totalnie się pogrąży.
Czuje ,że jestem w takim momencie .. Jednak jak na razie to chyba walę głową w ten mur .
Niedawno rzuciłam studia . Teraz siedzę w domu i uczę się do matur .Tłumacze sobie ,że jak je poprawie/lub też nie pójdę w nowe miejsce i wszystko się zmieni.
Jedak przeraża mnie to ,że czeka mnie jeszcze tyle czasu w domu .. zwykłej wegetacji ,a dobre dni są odległym światełkiem na końcu tunelu czuję ,że marnuje swoje życie ..
Nawet tak Mon_ka nie mów!! masz 19 lat i nie marnujesz życia.....które po prostu nie biegnie liniowo, czasem trzeba się zatrzymac. a Ty masz cel, nowe studia (jakie?) i pomału, małymi krokami zmierzasz do niego. Nie widzę ani troche marnowania swego życia.
Nawet tak Mon_ka nie mów!! masz 19 lat i nie marnujesz życia.....które po prostu nie biegnie liniowo, czasem trzeba się zatrzymac. a Ty masz cel, nowe studia (jakie?) i pomału, małymi krokami zmierzasz do niego. Nie widzę ani troche marnowania swego życia.
Wytypowałam kilka kierunków m.in psychologie lub socjologie z reklamą ale ostatnio zastanawiam się także nad kierunkami ekonomicznymi.
Nie zdecydowałam się konkretnie bo chce to jeszcze dobrze przemyśleć ,a każdy radzi mi coś innego. W tamtym roku popełniłam błąd ponieważ chciałam iść na dziennikarstwo. Nasłuchałam się ,że lepiej iść na licencjat na inny kierunek aby się w czymś specjalizować .Wybrałam politologie z marketingiem .. jednak marketingu było niewiele raptem jeden przedmiot ,a polityką jakoś specjalnie się nie interesuje studia były dla mnie koszmarem strasznie dużo nauki nudnej i niekonkretnej .. I jeszcze każdy mówił ,że to najłatwiejszy kierunek i ja nic nie robię.
masz czas. spokojnie. ja mam 30 lat a dopiero rok temu dowiedziałam się, co chcę naprawdę robić i.....zaczęłam wszystko od początku. da sie? da sie:) nie mam poczucie zmarnowanego życia- wręcz przeciwnie, czuję, że robie to dla siebie i dla swojej przyszłości. życie w moim mniemaniu dopiero się rozkręca
!
A ja mam 26 lat, skończone studia, brak chłopaka, znajomych,moje życie stoi w miejscu...Dziewczyny w moim wieku wychodzą za mąż, kupują mieszkania, a ja co? Nic...No ale na razie moja zmiana musi polegać w polubieniu swojego życia takim jakie jest...
Ja mam 23 lata, zaczęte 2 fakultety,brak chłopaka, i miła choroba, ale teraz wiem, że muszę walczyć, ostatnie miesiące spędziłam w szpitalu, ale chcę walczyć o swoje życie
Wybrałam politologie z marketingiem .. jednak marketingu było niewiele raptem jeden przedmiot ,a polityką jakoś specjalnie się nie interesuje studia były dla mnie koszmarem strasznie dużo nauki nudnej i niekonkretnej .. I jeszcze każdy mówił ,że to najłatwiejszy kierunek i ja nic nie robię.
To prawda, politologia jest uznawana, za najłatwiejszy kierunek, ale jak kogoś to nie interesuje to potrafi być wnerwiające. Można studiować medycynę i mało się uczyć, bo tak naprawdę wtedy się czyta zastanawia, bo się to bardzo lubi ![]()
Ja również nie mam chłopaka . Moje "przyjaciółki" wszystkie są sparowane .. wszędzie widzę tylko pary ;d chyba mam już obsesje na tym punkcie ![]()
Ja również nie mam chłopaka . Moje "przyjaciółki" wszystkie są sparowane .. wszędzie widzę tylko pary ;d chyba mam już obsesje na tym punkcie
Nie przeginaj ja jestem 4 lata starsza niż Ty, i tak na prawdę nigdy nie byłam aż tak bardzo zadowolona z tego, że jestem sama jak teraz, mimo tego, że wszystkie kobiety odwiedziają przychodznie z partnerami a ja sama ![]()
33 2012-02-09 22:03:48 Ostatnio edytowany przez Mon_ka (2012-02-09 22:06:21)
Może i przeginam ale czuję na sobie jakąś presję .. Mam obawy ,że będę sama do końca życia wiem ,że to może wydawać się śmieszne .
Chyba po prostu to całe dorosłe życie mnie przerasta ![]()
Oj tam, nie ma co się martwić nie jest źle. Studia wybierz takie jakie Tobie będą się podobać, wg tego co Cię interesuje. Jeśli intersuje Cię dziennikarstwo ekonomiczne, gospodarcze, to moze warto pomyśleć, o dziennikartstwie, a z ekonomii to zrobisz sobie jakiś lic. w międzyczasie, kobieto można studiować pracować, wszystko wystarczy chcieć ![]()
"A ja mam 26 lat, skończone studia, brak chłopaka, znajomych,moje życie stoi w miejscu...Dziewczyny w moim wieku wychodzą za mąż, kupują mieszkania, a ja co?" ___ możesz sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest Twoim problemem...... jesteś więźniem stereotypów a ja mówie: Z DALA OD NICH!!! każdy powinien żyć po swojemu, inaczej, w swoim tempie!! nie patrzec na innych, ale mieć odwagę i wziąć ster zycia w swoje własne rece nie patrząc na boki!
Mon_ka, masz 19 lat i mówisz o dorosłym życiu:)? Ja bym chciała mieć tyle lat co Ty:) Chyba bym wtedy inaczej postępowała, inaczej poprowadziła swoje życie...No ale postanowiłam poprawić je teraz:) Lepiej późno niż później:) Ale myślałam, że będzie inaczej...Myślałam, że skończę studia, wyjdę za mąż, urodzę dzieci - typowo:) Jestem 2 lata po studiach, a własna rodzina dalej pozostaje tylko marzeniem:) Teraz pozostaje mi tylko praca z własną nieśmiałością, brakiem pewności siebie, niską samooceną...Tylko...a może AŻ...W ogóle jakaś dziwna jestem:) Czuję okropny lęk, że zostanę sama do końca życia, a z drugiej strony wiem, że teraz nie mogłabym z nikim być...że teraz muszę pokonać własne słabości...Wierzę, że sytuacja w jakiej się teraz znalazłam, wyjdzie mi na dobre...że za jakiś czas stwierdzę, że to był jeden z najlepszych etapów w moim życiu...Muszę w to wierzyć:) Choć wątpliwości się zdarzają:)
Ale dziewczyny założyłam ten wątek nie po to, żebyśmy użalały się, która ma gorzej:) W życiu nie zawsze układa się tak jak by się chciało, ale znajdujmy w nim każdą najmniejszą rzecz, którą warto się cieszyć...Ja zauważyłam, że to BARDZO pomaga. Głowa do góry:)
"A ja mam 26 lat, skończone studia, brak chłopaka, znajomych,moje życie stoi w miejscu...Dziewczyny w moim wieku wychodzą za mąż, kupują mieszkania, a ja co?" ___ możesz sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest Twoim problemem...... jesteś więźniem stereotypów a ja mówie: Z DALA OD NICH!!! każdy powinien żyć po swojemu, inaczej, w swoim tempie!! nie patrzec na innych, ale mieć odwagę i wziąć ster zycia w swoje własne rece nie patrząc na boki!
Catwoman, ale widzisz, ja nie jestem jakąś indywidualistką, która ma jakieś własne pasje, marzenia...Jestem typową, spokojną dziewczyną, która ma marzenie założyć rodzinę...Nie wiem czy to marzenie narzuciło mi otoczenie czy po prostu ja taka jestem...Chyba to drugie...
Marilyn, warto się dowiedzieć jak jest naprawdę. poznać siebie.
Bardzo dziękuje za wszystkie słowa otuchy
Szukacie może motywacji w książkach, filmach ? Ja ostatnio obejrzałam film "The Secret" i szczerze mówiąc trochę mną wstrząsnął
ale ciągle jakoś nie umiem do końca uwierzyć ,że to wszystko prawda.
Można zmienić swoje zycie, wybierać rzeczy, których naprawdę chcemy i odrzucić te, których naprawdę nie chcemy (oczywiście, kilka z nich się nie da, np.śmierci) ale trzeba być bardzo samo-świadomym, dowiedzieć się co jest w naszym wnętrzu i za tym podążać. wreszcie przyjąć, że każde życiowe doświadczenie czegoś nas uczy, że nas po prostu rozwija
No i...pogodzić się ze swoim życiem, pokochać je i przyjąć z całym inwentarzem ![]()
ja swoje życie zmieniłam z dnia na dzień, obudziłam się rano i wiedziałem, że to jest ten dzień, że wszystko teraz będzie już tylko lepiej ![]()
ja swoje życie zmieniłam z dnia na dzień, obudziłam się rano i wiedziałem, że to jest ten dzień, że wszystko teraz będzie już tylko lepiej ![]()
bywa i tak. czasem trzeba się tak kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt/kilkaset razy obudzić i to stwierdzać ![]()
Mon_ka, masz 19 lat i mówisz o dorosłym życiu:)? Ja bym chciała mieć tyle lat co Ty:) Chyba bym wtedy inaczej postępowała, inaczej poprowadziła swoje życie...No ale postanowiłam poprawić je teraz:) Lepiej późno niż później:) Ale myślałam, że będzie inaczej...Myślałam, że skończę studia, wyjdę za mąż, urodzę dzieci - typowo:) Jestem 2 lata po studiach, a własna rodzina dalej pozostaje tylko marzeniem:) Teraz pozostaje mi tylko praca z własną nieśmiałością, brakiem pewności siebie, niską samooceną...Tylko...a może AŻ...W ogóle jakaś dziwna jestem:) Czuję okropny lęk, że zostanę sama do końca życia, a z drugiej strony wiem, że teraz nie mogłabym z nikim być...że teraz muszę pokonać własne słabości...Wierzę, że sytuacja w jakiej się teraz znalazłam, wyjdzie mi na dobre...że za jakiś czas stwierdzę, że to był jeden z najlepszych etapów w moim życiu...Muszę w to wierzyć:) Choć wątpliwości się zdarzają:)
Ale dziewczyny założyłam ten wątek nie po to, żebyśmy użalały się, która ma gorzej:) W życiu nie zawsze układa się tak jak by się chciało, ale znajdujmy w nim każdą najmniejszą rzecz, którą warto się cieszyć...Ja zauważyłam, że to BARDZO pomaga. Głowa do góry:)
Catwoman napisał/a:"A ja mam 26 lat, skończone studia, brak chłopaka, znajomych,moje życie stoi w miejscu...Dziewczyny w moim wieku wychodzą za mąż, kupują mieszkania, a ja co?" ___ możesz sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest Twoim problemem...... jesteś więźniem stereotypów a ja mówie: Z DALA OD NICH!!! każdy powinien żyć po swojemu, inaczej, w swoim tempie!! nie patrzec na innych, ale mieć odwagę i wziąć ster zycia w swoje własne rece nie patrząc na boki!
Catwoman, ale widzisz, ja nie jestem jakąś indywidualistką, która ma jakieś własne pasje, marzenia...Jestem typową, spokojną dziewczyną, która ma marzenie założyć rodzinę...Nie wiem czy to marzenie narzuciło mi otoczenie czy po prostu ja taka jestem...Chyba to drugie...
A co to dziecko, rodzina to jedyne co może dać szczęście? Tylko indywidualistki mogę mieć pasje, skończyłaś studia, pracujesz, może zacznij uczyć się jakiegoś języka np. francuskiego, podobno to język miłości
Możesz też rozpocząć drugie studia, w życiu jest tyle rzeczy do roboty ![]()
Co będzie jak się dowiesz, że nie możesz mieć dzieci, skoro to twoj jedyny cel w życiu?
ja swoje życie zmieniłam z dnia na dzień, obudziłam się rano i wiedziałem, że to jest ten dzień, że wszystko teraz będzie już tylko lepiej
A jak Ci się to udało:)? Ja na razie walczę ze sobą, żeby się nie załamać:)
marilyn86 napisał/a:Mon_ka, masz 19 lat i mówisz o dorosłym życiu:)? Ja bym chciała mieć tyle lat co Ty:) Chyba bym wtedy inaczej postępowała, inaczej poprowadziła swoje życie...No ale postanowiłam poprawić je teraz:) Lepiej późno niż później:) Ale myślałam, że będzie inaczej...Myślałam, że skończę studia, wyjdę za mąż, urodzę dzieci - typowo:) Jestem 2 lata po studiach, a własna rodzina dalej pozostaje tylko marzeniem:) Teraz pozostaje mi tylko praca z własną nieśmiałością, brakiem pewności siebie, niską samooceną...Tylko...a może AŻ...W ogóle jakaś dziwna jestem:) Czuję okropny lęk, że zostanę sama do końca życia, a z drugiej strony wiem, że teraz nie mogłabym z nikim być...że teraz muszę pokonać własne słabości...Wierzę, że sytuacja w jakiej się teraz znalazłam, wyjdzie mi na dobre...że za jakiś czas stwierdzę, że to był jeden z najlepszych etapów w moim życiu...Muszę w to wierzyć:) Choć wątpliwości się zdarzają:)
Ale dziewczyny założyłam ten wątek nie po to, żebyśmy użalały się, która ma gorzej:) W życiu nie zawsze układa się tak jak by się chciało, ale znajdujmy w nim każdą najmniejszą rzecz, którą warto się cieszyć...Ja zauważyłam, że to BARDZO pomaga. Głowa do góry:)marilyn86 napisał/a:Catwoman napisał/a:"A ja mam 26 lat, skończone studia, brak chłopaka, znajomych,moje życie stoi w miejscu...Dziewczyny w moim wieku wychodzą za mąż, kupują mieszkania, a ja co?" ___ możesz sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest Twoim problemem...... jesteś więźniem stereotypów a ja mówie: Z DALA OD NICH!!! każdy powinien żyć po swojemu, inaczej, w swoim tempie!! nie patrzec na innych, ale mieć odwagę i wziąć ster zycia w swoje własne rece nie patrząc na boki!
Catwoman, ale widzisz, ja nie jestem jakąś indywidualistką, która ma jakieś własne pasje, marzenia...Jestem typową, spokojną dziewczyną, która ma marzenie założyć rodzinę...Nie wiem czy to marzenie narzuciło mi otoczenie czy po prostu ja taka jestem...Chyba to drugie...
A co to dziecko, rodzina to jedyne co może dać szczęście? Tylko indywidualistki mogę mieć pasje, skończyłaś studia, pracujesz, może zacznij uczyć się jakiegoś języka np. francuskiego, podobno to język miłości
Możesz też rozpocząć drugie studia, w życiu jest tyle rzeczy do roboty
Co będzie jak się dowiesz, że nie możesz mieć dzieci, skoro to twoj jedyny cel w życiu?
Nawet nie chcę o tym myśleć:( Chcę mieć dzieci i nie widzę w tym pragnieniu niczego złego...NIGDY bym nie pomyślała, że będę musiała drżeć i zamartwiać się o to czy uda mi się to marzenie zrealizować...Ale wiem, że póki co będę musiała znaleźć jakiś inny cel w życiu...
46 2012-02-10 21:14:17 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-10 21:22:04)
marilyn86 cierpisz bo nie masz faceta, a pomyśl ile jest os. w gorszej sytuacji ![]()
Ja jeszcze tydzień temu wiedziałam o jednej chorobie, teraz wiem, że nie mogę pić nawet alkoholu, lekarz zaczął się śmieć kiedy zapytałam "Panie dr to na co ja teraz będę się umawiać skoro na drinka nie mogę?" ![]()
Śmiech przez łzy, ale widzisz chce zmieniać swoje życie, jeszcze dwa lata temu płakałam, że nie mam faceta, teraz nawet o tym nie myślę, bo wiesz ze nie mogę mieć rodziny
Trzeba pomyśleć gdzie można znaleźć szczęście
Też miałam plany, zawsze chciałam mieć męża, dzieci, rodzinę teraz już wiem że tego nie będzie
Ty masz nadal szansę, ale nie myśl o tym stale nikt nie lubi smutnych dziewczyn ![]()
Nawet nie chcę o tym myśleć:( Chcę mieć dzieci i nie widzę w tym pragnieniu niczego złego...NIGDY bym nie pomyślała, że będę musiała drżeć i zamartwiać się o to czy uda mi się to marzenie zrealizować...Ale wiem, że póki co będę musiała znaleźć jakiś inny cel w życiu...
Ja nie piszę, że to pragnienie jest złe, ale nie możesz się ograniczać, bo co zrobisz kiedy się ono okaże nie możliwe, cały czas Ci tłumaczę, że ja też chciałam, ale wiem że to nie możliwe, co byś zrobiła w takiej sytuacji? Dziewczyno, jesteś młoda musisz nauczyć się cieszyć życiem
PS. Co takiego skończyłaś??
marilyn86 cierpisz bo nie masz faceta, a pomyśl ile jest os. w gorszej sytuacji
Ja jeszcze tydzień temu wiedziałam o jednej chorobie, teraz wiem, że nie mogę pić nawet alkoholu, lekarz zaczął się śmieć kiedy zapytałam "Panie dr to na co ja teraz będę się umawiać skoro na drinka nie mogę?"
Śmiech przez łzy, ale widzisz chce zmieniać swoje życie, jeszcze dwa lata temu płakałam, że nie mam faceta, teraz nawet o tym nie myślę, bo wiesz ze nie mogę mieć rodziny
Trzeba pomyśleć gdzie można znaleźć szczęście![]()
Też miałam plany, zawsze chciałam mieć męża, dzieci, rodzinę teraz już wiem że tego nie będzieTy masz nadal szansę, ale nie myśl o tym stale nikt nie lubi smutnych dziewczyn
Martyna, przykro mi, że jesteś w takiej trudnej sytuacji...Ja wiem, że mam mnóstwo rzeczy, za które powinnam być wdzięczna, ale jakoś tak od zawsze jestem pesymistką, do tego nieśmiałą i zupełnie niewierzącą w siebie...i chyba z tym muszę sobie w pierwszej kolejności poradzić...A jeśli chodzi o brak faceta, to to mi nawet nie przeszkadza tak bardzo...Ja po prostu boję się, że tak już pozostanie...Najbardziej jest mi źle z powodu braku znajomych...Czuję się przez to taka jakaś...wybrakowana i żałosna...Wiem, że to stało się przez pewne wybory, których teraz żałuję...I tak sobie myślę czasem , że może przegrałam swoje życie...
Od kilku dni mam doła i dlatego tak marudzę...ale nie zrezygnowałam z pracy nad sobą i ze zmian:) Po prostu ta praca zwolniła trochę tempo:)To fascynujące jak sposób myślenia o tej samej sytuacji wpływa na nastrój człowieka...Próbuję dopuścić do głosu optymistyczne myśli, ale na razie mi się nie udaje...Ale w końcu się uda:)
Martyna, wiem, że muszę zacząć cieszyć się życiem...Próbuję od paru tygodni z różnym skutkiem...A skończyłam Finanse i Rachunkowość.
49 2012-02-10 21:39:01 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-10 21:40:06)
Wypowiada się tu wiele os. nawet nie pomyślałaś, żeby z nimi porozmawiać, może potrzebują dobrego słowa, nie bądź samolubna ![]()
O ciekawy kierunek, pewnie poznałaś tam wiele os. ![]()
W pracy też można kogoś poznać, nic się nie martw ![]()
Wypowiada się tu wiele os. nawet nie pomyślałaś, żeby z nimi porozmawiać, może potrzebują dobrego słowa, nie bądź samolubna
O ciekawy kierunek, pewnie poznałaś tam wiele os.
W pracy też można kogoś poznać, nic się nie martw
Ależ rozmawiałam z innymi osobami:) I nawet próbowałam pocieszać:) Ale muszę też się trochę pożalić:)
Chcę się zmienić i zrobię to:) Po prostu mam chwilowy kryzys:) Dzięki za wsparcie:)
Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała być na twoim miejscu ![]()
Bardzo dziękuje za wszystkie słowa otuchy
Szukacie może motywacji w książkach, filmach ? Ja ostatnio obejrzałam film "The Secret" i szczerze mówiąc trochę mną wstrząsnął
ale ciągle jakoś nie umiem do końca uwierzyć ,że to wszystko prawda.
Sądzę, że może to być prawda tylko nieliczni się o tym przekonują, bo nieliczni bezgranicznie w to wierzą:) To chyba jest tak, że takie optymistyczne myśli, bez odrobiny wątpliwości, powodują, że człowiek mi siłę do działania i może realizować swoje pragnienia. Ja teraz czytam "Jedz, módl się, kochaj". Cytuję opis z tyłu książki: "Jedz, módl się, kochaj mówi o tym, co może się zdarzyć, kiedy bierzemy odpowiedzialność za zadowolenie z własnego życia. To książka dla każdego, kto kiedykolwiek obudził się rano z nieodpartym pragnieniem zmian":) Chyba mogę polecić:)
Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała być na twoim miejscu
Martyna, chyba chcesz wzbudzić we mnie poczucie winy, że tak się użalam...Udało Ci się:) Ale widzę po Tobie, że jesteś silna i chyba sobie radzisz...A jak to u Ciebie było przed chorobą? Byłaś optymistką czy nie bardzo?
Byłam taka jak Ty użalałam się że jestem sama, że będę starą panną mimo że miałam 21 lat.
Teraz mam 23 wiem, że nie będę mieć dzieci, że mi nawet alkoholu pić nie wolno, i co z czego mam się cieszyć?
Najbardziej mnie śmieszy to, że choćbym kogoś poznała to nie mogę się z nim umówić bo nie ma na co
Życie toczy się dalej, żyję studiuję, co mam zrobić? Nic.
Szukam szczęścia w innym miejscu ![]()
Byłam taka jak Ty użalałam się że jestem sama, że będę starą panną mimo że miałam 21 lat.
Teraz mam 23 wiem, że nie będę mieć dzieci, że mi nawet alkoholu pić nie wolno, i co z czego mam się cieszyć?
Najbardziej mnie śmieszy to, że choćbym kogoś poznała to nie mogę się z nim umówić bo nie ma na co![]()
Życie toczy się dalej, żyję studiuję, co mam zrobić? Nic.
Szukam szczęścia w innym miejscu
Tylko że ja mam już 26 lat:) Właściwie to ja nie chcę Bóg wie gdzie szukać tego szczęścia. Chcę pokochać siebie i swoje życie takim jakie jest...reszta sama przyjdzie...Mam nadzieję:)
A co to za różnica? Czy masz 26 czy 30?
Ja dzieci o których marzyłam miała nie będę bo to jest nie możliwe
Co do faceta poznasz jakiegoś na imprezie nawet na czacie można kogoś poznać nie ma się co martwić ![]()
Zawsze możesz z jakąś koleżanką po pracy wyjść na drinka jest tyle możliwości ![]()
A co to za różnica? Czy masz 26 czy 30?
Ja dzieci o których marzyłam miała nie będę bo to jest nie możliweCo do faceta poznasz jakiegoś na imprezie nawet na czacie można kogoś poznać nie ma się co martwić
Zawsze możesz z jakąś koleżanką po pracy wyjść na drinka jest tyle możliwości
Bo ja mam jakiegoś bzika na punkcie swojego wieku:) Zazdroszczę Ci Twoich lat:) Po prostu żałuję, że dopiero teraz się obudziłam i dopiero teraz chcę coś zmienić...No ale mogłam się obudzić jeszcze później:)
"The sekret" ja w sumie oglądałam, a nie czytałam. Przez jakiś czas miałam nawet chęci by się do tego stosować, ale jak zwykle za szybko się poddałam. Ale powiem Wam, że coś w tym jest...
chyba muszę wznowić moje "pozytywne myślenie" a nóż się uda..
ale w sumie chyba faktycznie trzeba bez cienia wątpliwości w to wierzyć.. może mi nie wyszło, bo jak zwykle byłam sceptycznie do tego nastawiona?
To co dziewczyny zaczynamy pozytywnie myśleć?
trzeba się wspierać no nie? ![]()
59 2012-02-10 22:28:58 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-10 22:32:04)
Możemy się zamienić
Co za problem, ja mogłabym mieć nawet 30 w moim przypadku to nic nie zmienia ![]()
Zresztą w XXI wieku wiek to nie problem ![]()
Moim znajwiększym zartwieniem są studia, bo bardzo chce je skończyć, ale boję się że co będzie jak je skończę? Co ja będę w życiu robić? ![]()
"The sekret" ja w sumie oglądałam, a nie czytałam. Przez jakiś czas miałam nawet chęci by się do tego stosować, ale jak zwykle za szybko się poddałam. Ale powiem Wam, że coś w tym jest...
chyba muszę wznowić moje "pozytywne myślenie" a nóż się uda..
ale w sumie chyba faktycznie trzeba bez cienia wątpliwości w to wierzyć.. może mi nie wyszło, bo jak zwykle byłam sceptycznie do tego nastawiona?
To co dziewczyny zaczynamy pozytywnie myśleć?
trzeba się wspierać no nie?
Ja się przekonałam, że przy pozytywnym myśleniu i cieszeniu się z tego co się ma, można góry przenosić:) Wtedy wszystko wydaje się możliwe:) Jest taka książka "Optymizmu można się nauczyć":) Ja zamierzam to zrobić:)
Możemy się zamienić
![]()
Co za problem, ja mogłabym mieć nawet 30 w moim przypadku to nic nie zmieniaZresztą w XXI wieku wiek to nie problem
Moim znajwiększym zartwieniem są studia, bo bardzo chce je skończyć, ale boję się że co będzie jak je skończę? Co ja będę w życiu robić?
Martyna, ja myślę, że ten brak możliwości urodzenia dzieci nie będzie taki straszny przy prawdziwej miłości u boku...A taką na pewno znajdziesz! Poza tym celowo napisałam "urodzenia", bo przecież zawsze można adoptować, choć wiem, że procedura jest strasznie długa i trudna do przejścia, ale możliwa:)
Wspomniałaś o tym co będzie po studiach...A co studiujesz? To chyba w ogóle jest nasz problem, wielu kobiet przynajmniej - zamartwianie się o przyszłość. Bez tego człowiek mógłby być o wiele szczęśliwszy...I ja chcę do tego dojść - przestać rozpamiętywać przeszłość, martwić się o przyszłość, a cieszyć się tym co tu i teraz.
http://www.youtube.com/watch?v=YvPuoy9kMtY
Tego sobie słucham, gdy jest mi ciężko...Może komuś pomoże...
Problem jest bardzo złożony, ponieważ jaki mężczyna zgodzi się na związek bez współżycia, a niestety ja z tego nie odczuwam przyjemności a wręcz czasem ból, niestety tak się życie ułożyło ![]()
Samotnej kobiecie ciężko adoptować dziecko, co wiecej uważam że dzieci powinny mieć dwoje rodziców ![]()
Studiuję prawo, lubię to, ciekawe studia ![]()
Miłości pewnie nie przeżyję, dlatego bardzo staram się wierzyć w to, że kiedyś znajdę szczęście w innym miejscu ![]()
Problem jest bardzo złożony, ponieważ jaki mężczyna zgodzi się na związek bez współżycia, a niestety ja z tego nie odczuwam przyjemności a wręcz czasem ból, niestety tak się życie ułożyło
Samotnej kobiecie ciężko adoptować dziecko, co wiecej uważam że dzieci powinny mieć dwoje rodziców
Studiuję prawo, lubię to, ciekawe studia
Miłości pewnie nie przeżyję, dlatego bardzo staram się wierzyć w to, że kiedyś znajdę szczęście w innym miejscu
Ale miłość nie rodzi się przez pójście do łóżka (przynajmniej nie zawsze:) tylko najpierw na poziomie emocjonalnym...A może się zdarzyć, że ktoś pokocha Cie tak, że Twój problem nie będzie miał takiego znaczenia. Po pierwsze razem możecie próbować go pokonać, po drugie są inne sposoby na zaspokojenie mężczyzny:)
Skoro studiujesz prawo, to już wiesz co będzie po studiach:) Będziesz miała dużo kasy:) A myślałaś już w jakim kierunku byś chciała pójść po studiach - jakaś aplikacja adwokacka czy co tam się później robi?:)
Martyna777 napisał/a:Problem jest bardzo złożony, ponieważ jaki mężczyna zgodzi się na związek bez współżycia, a niestety ja z tego nie odczuwam przyjemności a wręcz czasem ból, niestety tak się życie ułożyło
Samotnej kobiecie ciężko adoptować dziecko, co wiecej uważam że dzieci powinny mieć dwoje rodziców
Studiuję prawo, lubię to, ciekawe studia
Miłości pewnie nie przeżyję, dlatego bardzo staram się wierzyć w to, że kiedyś znajdę szczęście w innym miejscuAle miłość nie rodzi się przez pójście do łóżka (przynajmniej nie zawsze:) tylko najpierw na poziomie emocjonalnym...A może się zdarzyć, że ktoś pokocha Cie tak, że Twój problem nie będzie miał takiego znaczenia. Po pierwsze razem możecie próbować go pokonać, po drugie są inne sposoby na zaspokojenie mężczyzny:)
Skoro studiujesz prawo, to już wiesz co będzie po studiach:) Będziesz miała dużo kasy:) A myślałaś już w jakim kierunku byś chciała pójść po studiach - jakaś aplikacja adwokacka czy co tam się później robi?:)
Raczej to nie jest dochodowy zawód zwłaszcza dla kobiety, o aplikacji radcowskiej myślałam, wiem ze są inne możliwości zaspokojenia mężczyzny, a rozwiązanie problemu jest możliwe tylko za pomocą chirurga i chyba nie chce się poddawać operacji.
Tylko nawet jak kogoś poznam to wypadałoby się z nim na coś umawiać,:P a jak się na drinka nie może
Ciężko tak na kawę, bo nei zawsze można się o 16 spotkać ![]()