Przypadkiem trafiłem na temat i postanowiłem dodać coś od siebie.
21 lat.
Facet.
Bez powodzenia.
Nigdy nie miałem problemu w rozmowach z kobietami. Przeciwnie - radzę sobie dobrze, łatwo wywołuję naturalny uśmiech. Zawsze na luzie. Studiuję medycynę. Więc źle, bo kujon. A g**no prawda!
Zawsze byłem chudzielcem - więc kilka lat chodzę na pakernie, klata jest, łapy są, kaloryfer jest -> więc pewnie debil!
W opinii wielu osób jestem b. inteligentny - jak widać to nic nie znaczy. Pomijam teksty "miły, itd"
Wzrost: 182 cm
Włosy i oczy ciemne.
Na czym polega mój problem? Otóż jestem dobrą osobą. Po prostu. Nie bawię się w gierki, zawsze wale prosto z mostu.
To też nie jest tak, że nie próbowałem. Ale zawsze jest tak samo: kosz & próba friendzonowania.
Zawsze staram się o kobiety z tzw. 'średniej półki'. Naprawdę, nic mnie tak nie kręci jak bystra dziewczyna. Co zaskakujące, wiele razy zwracałem uwagę dziewczyn z naprawdę 'wysokiej półki' - tylko, że związek z nimi donikąd nie prowadzi.
Ostatnie przeżycia? 2 lata znałem dziewczynę. Starałem się spełnić każde wymaganie jakie mogła mieć wobec mężczyzny. Byłem gdy mnie potrzebowała. Wspierałem. Gdy tylko chciała, mogłem podjechać nawet o 2 w nocy.
Kwiaty były. Szczere słowa.
I gdy nie mogła mi praktycznie nic zarzucić, wiecie co się dowiedziałem?
Że nigdy nie będzie przy mnie szczęśliwa. Że nie ma dla mnie emocji.
Jedno jej słowo i wiem, że mógłbym osiągnąć wszystko.
Nikt nie jest idealny, zawsze to wiedziałem i byłem gotowy na kompromisy. Ona nie.
To co chcę przekazać, to to, że kobiety w dzisiejszych czasach nie umieją iść na kompromisy. Chcą wszystko albo nic. Zwykle dostają nic i narzekają.
Za każdym razem słyszę, że nie ma chemii/emocji/tego czegoś. Widać, jak nie pierdolniesz w twarzyczkę to nic nie poczują.
Zawsze robiłem wszystko, by czuły się komfortowo, luźno, swobodnie. W moim mniemaniu związek musi być oparty na przyjaźni.
Jestem realistą, zbytnio to kobiet nie przyciąga... xD
Rady takie jak "poczekaj, samo przyjdzie" to proponuję wsadzić między bajki.
Mi treningi na pakerni sporo dały. Pewność siebie, więcej testosteronu, te spojrzenia kobiet - coś bezcennego dla spokojnych chłopaków. Tutaj Paweł24 z początku tematu ma 100% racji.
Ja już dałem sobie spokój z czekaniem na "miłość". Skończę studia i sięgnę po ostatni element - kasę&prestiż. Ale wtedy to ja będę przebierał.
Wniosek:
Lepiej zwiększyć masę, kupić brykę i wyrywać laski, i się nie przejmować chłopaki!
Lajf is brutal. Ja już to wiem.