Przeczytałam wątek od deski do deski. Kilka rzeczy szczególnie mi się rzuciło w oczy:
Do osób wypowiadających się w wątku:
Czemu tak gnoicie autorkę? Fajnie, że chcecie jej otworzyć oczy, ale czytając Wasze posty, zwłaszcza 4 pierwsze strony to jakaś paranoja. Kobieta jest zdradzana, a Wy wmawiacie jej, że to jej wina. Bo była nieciekawa w związku i mężowi się nudziło więc miał prawo znaleźć sobie kochanke
Autorka jest skrzywdzoną osobą w tej relacji. Kurde, nikt się żoną nie rodzi. Zarzucacie jej, że za dużo czasu wpakowała w czynności domowe i dzieci, zamiast w męża. Chciała dobrze, przecież nie robiła tego po to, żeby rozwalić sobie małżeństwo. Wyluzujcie trochę.
Do autorki
Jesteś zdradzoną stroną w tym związku, tak naprawdę w najgorszy sposób zdradzoną. Mąż nie dość, że spał z inną to nie był to jednorazowy wyskok, a długi romans + zaangażowanie emocjonalne. Bardzo Ci współczuję. Naprawdę. Masz prawo czuć się źle, obwiniać cały świat, płakać i cierpieć. To normalne i bardzo zdrowe. Wyrzucenie emocji to pierwszy krok naprzód.
Wiadomo, że też popełniłaś dużo błędów w tym związku, ale przecież człowiek uczy się całe życie. Jest to dla mnie zrozumiałe, że ludzie robią czasem niewłaściwe rzeczy, pod warunkiem oczywiście, jeśli nie robia tego specjalnie, żeby kogoś skrzywdzić. Wiem, że siedzenie w domu z dwójką dzieci, zajmowanie się domem i jeszcze jakieś dodatkowe obowiązki związane z firmą to nie jest lekka sprawa. Owszem są kobiety, które poza tym jeszcze pracują po 8h dziennie, ale nie popadajmy w paranoję. To, że ty codziennie nie biegałaś do pracy nie znaczy, że jesteś gorsza, albo, że masz lekkie życie. Może jestem młoda, nie mam męża, ale byłam w związku przypominającym małżeństwo gdzie pracowałam, studiowałam dziennie, zajmowałam się domem, sobą, żeby ciągle być atrakcyjną dla faceta, mimo zmęczenia zawsze seksik wieczorem i rano i absorbowało mnie to do reszty. Byłam przekonana, że robię dobrze, bo działam z miłości, żeby mojemu (ex) narzeczonemu było lepiej. Odpłacił mi się zdradą. Teraz wiem, że nie tędy droga. I zupełnie inaczej podchodzę do mojego aktualnego związku. Niemniej jednak, gdybym wzięła ślub z tamtym i nie dowiedziałabym się o zdradzie w porę, to pewnie za 20lat obudziłabym się w takiej samej sytuacji jak Ty. I pewnie też usłyszałabym zarzuty, że sama jestem sobie winna.
1. Facet skrzywdził Cię wystarczająco, zniszczył Twoją samoocenę, do tego, żeby zagłuszyć swoje poczucie winy szprycuje Cię jakimiś lekami. Jak myślisz po co to robi? Po to, żeby nie widzieć jak płaczesz, jak cierpisz, jaka jesteś przybita. Daje Ci procha i myśli, że załatwi sprawę. Nie widzę tu z jego strony ŻADNEJ chęci naprawy małżeństwa. On chce pozbyć się skutków tego co się stało, a nie przeanalizować sytuację i znaleźć przyczynę. Jeśli on jest takim lekarzem jak małżonkiem to Boże broń przed takimi konowałami. To jakaś patologia. Sam się szprycuje psychotropami, zapija to alkoholem, Ciebie też szprycuje. Może jeszcze dziecom coś wypisze, jak zaczną się budzić z krzykiem w nocy, na skutek przeżywania sytuacji w domu?
2.Mąż mówi, że nie chce być z kochanką, bo zależy mu na jej szczęściu, a on jej go nie da. Czyli co? Poświęca się w imię szczęścia kochanki? Świetnie - po co krzywdzić kochankę, jak można krzywdzić żonę. Otwórz oczy.
3.Dzieci, co z nimi? Przecież one widzą co się między Wami dzieje i cierpią! Nie muszą Wam o tym mówić, ale przeżywają ból i zamykają się w swoim dziecięcym świecie. Pomyślałaś o nich? Uważasz, że to zdrowe, że one widzą taką patologię? Płaczącą mamusię, obojetność tatusia. One to przeżywają. Zastanów się nad tym.
4. Dobrze, że poszłaś do psychologa, ale powinnaś odstawić psychotropy. Te leki mogą powodować trwałe zmiany w mózgu, a także szereg różnych skutków ubocznych. Boisz się, że będziesz cierpieć jak je odstawisz? Prędzej czy później cierpienie i tak przyjdzie, będziesz przeżywać tą sytuację. Bo to duża i bolesna sprawa. Zrozum, że uczucia, które Tobą targają są normalne. Przeżywasz ból. Pozwól sobie na to bez szprycowania się chemią. Dasz radę, a wyrzucenie emocji z siebie pozwoli Ci powrócić do życia.
5. Powinnaś postawić mężowi sprawę jasno. Albo Ty, albo ona. Nie można żyć w takim zawieszeniu. Nigdy się nie uwolnisz od tej sytuacji, jeśli nadal będziecie z mężem i jego kochanką tworzyć trójkąt. Albo w jedną, albo w drugą. Czyli, albo walczycie o związek i kochanka znika z waszego życia i z pracy, albo mąż znika z Twojego życia. Kobieto długo nie pociągniesz w takiej patologii. Raz mężuś będzie mówił "tylko Ty", a drugi raz poleci na pocieszający seksik do kochanki. Nie może tak być. Krzywdząc siebie, krzywdzisz też dzieci. Musisz się zebrać w sobie i postawić ultimatum. Walczyć i naprawiac to możesz dopiero jak mąż wyrazi chęć, że on do tej walki się przyłącza, a sama nic nie zdziałasz. Musisz to zrozumieć.