swinka peppa napisał/a:a jak Twoim zdaniem wygląda prawdziwa skrucha?
mną targają jeszcze ogromne emocje, ból i inne dziwne, dlatego pytam, i jestem wdzięczna za wszystkie posty.
Ty najlepiej znasz swojego męża.. sama oceń czy stać go na łzy czy nie...
Powiem Ci tak..jesli moge;
Zaaaaaaaawsze powtarzałam wyświechtamny slogan, że gdyby mąż mnie zdradzał, pił lub bił.. zostawiłabym go. Mój były mąz dokładnie to wiedział a ja byłam więcej niż pewna, że to jedyna słuszna racja.
Wyszła zdrada. Bez ostrzeżenia, bez wcześniejszych sygnałów, bez uprzedzenia jakiegokolwiek.... i co? slogan poszedł sie piep...szyć... bo on błagał, klęczał i płakał.. bo dzieci, bo MY, bo nasz dom, bo tyle lat, bo to był jego błąd i takie tam dyrdymały w tym stylu...
Pracowałam nad sobą własnie tak jak TY próbujesz. Zeby nie mysleć, żeby nie sprawdzać, żeby ufać, żeby życ normalnie... Wydawało mi się ,że on staje wręcz na uszach żeby mi odowodnić ,że on ratuje nasz zwiążek a jesli już ktos to zawali to będę to ja bo nie dam rady się z tym uporać..
hmmhmhm i życie pokazało.. że nie warto było....że okłamał mnie okrutniej niż za pierwszym razem.. bo z premedytacja...patrząć jak ja dźwigam się z tego dna na które dzieki niemu poszłam.
Wniosek mój własny osobisty, przerażający... Z kim ja byłam 16 lat????? wydawało mi się, że go znam, że wiem o nim prawie wszystko... masakra..
Piszę o nim ale go niepamietam... wyparałam go zupełnie z mojej świadomości....teraz mam nowe zycie.. lepsze...
Nie pocieszyłam Cie... świnko.. ale mimo wszystko wychodze z założenia, że warto spróbowac powalczyć z uporaniem sie ze wszelkimi " strachami"... i życ... w razie czego ,że zarzucisz sobie, że nie powalczyłas... będziesz mogła patrzec sobie spokojnie w oczy.. GRUBA krecha.. to moja repecta, która stosuje w wyjątkowych sytaucjach...;-)) trzymam za Ciebie kciuki...