netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

wszyscy tylko nie on...

169 odpowiedzi11 496 wyświetleńzałożony przez swinka peppa, 27.07.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » wszyscy tylko nie on...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 170 ]

66 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-04 14:35:02)

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:
poProstuJanek napisał/a:

Zachowanie Twojego męża, jako samiec jestem w stanie zrozumieć. Zachowania Twojego - ni w pień. ...

Kobiety zwyczajowo są nielogiczne, jeżeli chodzi o uczucia, ale właśnie za to je uwielbiamy.

Tak sobie czytam.... I zastanawiam się, czy mam się obrazić... Czy też raczej nie?
P.S. No i zmień już tą sygnaturkę, bo robisz reklamę komuś, kto na to nie zasługuje smile

67

Odp: wszyscy tylko nie on...

To raczej nie jest reklama, tylko wskazanie skrajnosci, jakie pojawiają się na tym forum.

68

Odp: wszyscy tylko nie on...
The_devil napisał/a:

To raczej nie jest reklama, tylko wskazanie skrajnosci, jakie pojawiają się na tym forum.

To bunt wrażliwości....  przeciwko chamstwu. smile
Pozdrawiam Cię Dunkis z krainy dobra i wrażliwości big_smile

69 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-04 15:59:44)

Odp: wszyscy tylko nie on...
End_aluzja napisał/a:

Dunkis. A jeśli w moim przypadku minęło 18 miesięcy odkąd dowiedziałam się o zdradzie. To jak myślisz? Zachowanie mojego męża to jeszcze emocje i poczucie winy czy już norma???

Łatwo odpowiedzieć na pierwszą część pytania - emocje - nie, ale poczucie winy to zupełnie inna bajka. Coś takiego może się odzywać przez całe życie.
Ale jeśli miało by to nawet być do końca życia, to chyba nie powinnaś narzekać. Brak motywacji to jest istota. Nie chodzi tu wyłacznie o negatywną jej stronę, motywacją może być przecież pozytywna część życia, jak choćby to, że docenia się iż zostało coś wybaczone. Sama też na pewno się zmieniłaś, a jeśli to by byłą ta pozytywną motywacją, dla Twojego męża, to czego chcieć więcej?
Mimo wszystko 18 miesięcy to sporo. Jednak wracając do postów autorki, zastanawiam się nad inną rzeczą. Rzeczą, która wydaje się zazwyczaj w takich sytuacjach pomijalną, lub którą się wykrzykuje i nagle zapomina, choć nawiązuje do tego o czym było na wstępie. Mianowicie wyrzuty. One pojawiają się po, tak jak żal. Co ciekawe, to przecież one, na równi z poczuciem strachu utraty stabilności - partnera, którego się oszukiwało, stają się punktem zwrotnym i oparciem dla chęci dokonania w sobie zmiany. Zatem, jeśli ktoś by powiedział, że miał obawy i wyrzuty w TRAKCIE, to czym one były bilansowane, że nie miały takiej energii, by przestać?

Z drugiej strony, gdy czytałem, czytam jak to partner potrafi korzyć się, dosłownie - uprawiać żal, przed druga osobą, przypomina mi się taka sentencja:
"Litośc, to plan awaryjny ułożon przez sprawców, na wypadek, gdyby ich złapano".
Jeśli zatem ktoś przygarnia sprawcę z litości, to spoojnie może się czuć, podwójnie wydymany. Oczywiście to tylko moje zdanie.

70

Odp: wszyscy tylko nie on...
The_devil napisał/a:

To raczej nie jest reklama, tylko wskazanie skrajnosci, jakie pojawiają się na tym forum.

The_Devil, cieszę się, że wytłumaczyłeś to tak dokładnie Niekochanej smile

71 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-04 17:40:28)

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:
The_devil napisał/a:

To raczej nie jest reklama, tylko wskazanie skrajnosci, jakie pojawiają się na tym forum.

The_Devil, cieszę się, że wytłumaczyłeś to tak dokładnie Niekochanej smile

Dwóch na jedną?
Bo Was usunę z listy moich ulubionych adwersarzy... tongue
No dobra - nie byłabym do tego zdolna... Miętka, za miętka jestem....

72

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Jednak wracając do postów autorki, zastanawiam się nad inną rzeczą. Rzeczą, która wydaje się zazwyczaj w takich sytuacjach pomijalną, lub którą się wykrzykuje i nagle zapomina, choć nawiązuje do tego o czym było na wstępie. Mianowicie wyrzuty. One pojawiają się po, tak jak żal. Co ciekawe, to przecież one, na równi z poczuciem strachu utraty stabilności - partnera, którego się oszukiwało, stają się punktem zwrotnym i oparciem dla chęci dokonania w sobie zmiany. Zatem, jeśli ktoś by powiedział, że miał obawy i wyrzuty w TRAKCIE, to czym one były bilansowane, że nie miały takiej energii, by przestać?

Z drugiej strony, gdy czytałem, czytam jak to partner potrafi korzyć się, dosłownie - uprawiać żal, przed druga osobą, przypomina mi się taka sentencja:
"Litośc, to plan awaryjny ułożon przez sprawców, na wypadek, gdyby ich złapano".
Jeśli zatem ktoś przygarnia sprawcę z litości, to spoojnie może się czuć, podwójnie wydymany. Oczywiście to tylko moje zdanie.

dunkis i ja się z tobą w stu procentach zgadzam. Bo wiesz co mnie z kolei zastanawia?? To jak mój mąż się kaja gdy widzi ile to dla mniE znaczyło. Jak cierpię i tak dalej.
I myśle sobie.... Jakiej maleńkiej maciupenkiej minimalnej odrobiny wyobraźni potrzeba zeby przewidzieć ze może zonce może się nie podobać fakt ze się dyma inna laskee??? No rozumiesz??? Myślał ze będzie mi to obojętne?? Standardowo i stereotypowo powinnam powiedzieć ze ciekawe czym myślał ale nie jestem zwolenniczką stereotypizowania.
Wiec rozumiesz jak widziałam kajanki poczucie winy to mi się nóż w kieszeni obracal.... Minimum wyobraźni!!!
I z tym mam pewnie tez problem. Bo nikt nie jest tak głupi zeby nie zdawać sobie sprawy z tego co robi. Naprawdę. Wiec wiedział co robi. Kłamał zmyslal kręcił wymyslal alibi....
A teraz oczka pełne cierpienia?? Zrobię dla ciebie wszystko???
Już kochanie zrobiłeś dla mnie wszystko. Dosłownie wszystko. Już naprawdę nic wiecej zrobic nie możesz....
Wiec czy można się mi dziwić ze gdy moje- moje emocje opadają czuje się oszukana i lekko w ślepej uliczce???
Można żyć z kimś takim. Zdrajca oszustem kretaczem- nawroconym teraz świętym niby uczciwym do bólu kochającym ponad życie i tak dalej...
Ale czy dam radę go kochać? Czy moje życie nie jest dzisiaj prostym kompromisowym wyborem???
Nie czuje ze się poswiecilam. Wybrałam spokój święty.
Wybrałam to co wybrałam walcząc o to walcząc o prawo by znów moc kochać. Ale nie jestem pewna czy potrafię.
Czy lubienie wystarczy??? Czy prostota życia i fakt ze jednak znamy się jak lyse konie i potrafimy o siebie dbać są ok???
To nie jest tak ze chce szukać wielkiej miłości jaka kiedyś miałam bo już w nią nie wierze.... Ale to jest tak ze nie do konca jestem pewna czy jestem uczciwa wobec niego i wobec siebie...

73

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:
poProstuJanek napisał/a:

Zachowanie Twojego męża, jako samiec jestem w stanie zrozumieć. Zachowania Twojego - ni w pień. ...

Ja za to się nie dziwię, że jako facet rozumiesz zachowani samca, a nie rozumiesz zachowania samic smile To naturalne, nie rób sobie wyrzutów. Kobiety zwyczajowo są nielogiczne, jeżeli chodzi o uczucia, ale właśnie za to je uwielbiamy. A autorka, skoro pisze, że wybaczyła i pokłada nadzieje w dobą przyszłość, to wspaniałe. I na szczęście nie było w tym wątku osób, które by nastawiały w przekonujący sposób na rozstanie:)
Świnko pepe, jedna rzecz, dziś jego zachowanie jest, powiedzmy, wzorcowe, będzie nawet jeszcze lepsze, zapewne nawet w tym wszystki - w byciu z Toba znajdzie coś, co stwierdzisz, że nawet nigdy go od takiej dobrej strony nie znałaś - wykorzystaj to i ciesz się tym. Ale barzo mocno obserwuj moment, gdy emocje, opadą i motywacja, poczucia winy osłabnie. Wtedy przekonasz się naprawdę ile to wszystko było warte. Ile są warte dzisiejsze słowa i okazywana miłość. Wolałbym, żebyś pozytywnie się rozczarowała, ale tak na prawdę to dopiero początek, który robicie, po postawieniu pierwszego kroku. A gdy emocje opadną w Tobie, nie poddawaj się, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie one dziś przesłaniają ból, który może się w Tobie chować. Gdy będzie osamotniony - bez emocji, może sporo Cię kosztować, ale nie daj się. Jeśli nie teraz, to kiedyś to zrozumiesz.

no właśnie. mam taką świadomość. wiem, że muszę być czujna, przynajmniej do momentu, aż będę pewna, że to co jest teraz z jego strony, nie jest wywołane wyrzutami sumienia i poczuciem winy. tak jak piszesz, chcę sie trzymać właśnie takiej myśli, że lepiej być mile zaskoczonym niż niemile się rozczarować, dlatego nie patrzę przez różowe okulary i nie rozgrzeszam. to, że wybaczyłam to jedna zamknięta sprawa, to że będę pamiętać, obserwować i analizować to druga otwarta nadal kwestia;)

dzięki;)

74

Odp: wszyscy tylko nie on...
End_aluzja napisał/a:
Dunkis napisał/a:

Jednak wracając do postów autorki, zastanawiam się nad inną rzeczą. Rzeczą, która wydaje się zazwyczaj w takich sytuacjach pomijalną, lub którą się wykrzykuje i nagle zapomina, choć nawiązuje do tego o czym było na wstępie. Mianowicie wyrzuty. One pojawiają się po, tak jak żal. Co ciekawe, to przecież one, na równi z poczuciem strachu utraty stabilności - partnera, którego się oszukiwało, stają się punktem zwrotnym i oparciem dla chęci dokonania w sobie zmiany. Zatem, jeśli ktoś by powiedział, że miał obawy i wyrzuty w TRAKCIE, to czym one były bilansowane, że nie miały takiej energii, by przestać?

Z drugiej strony, gdy czytałem, czytam jak to partner potrafi korzyć się, dosłownie - uprawiać żal, przed druga osobą, przypomina mi się taka sentencja:
"Litośc, to plan awaryjny ułożon przez sprawców, na wypadek, gdyby ich złapano".
Jeśli zatem ktoś przygarnia sprawcę z litości, to spoojnie może się czuć, podwójnie wydymany. Oczywiście to tylko moje zdanie.

dunkis i ja się z tobą w stu procentach zgadzam. Bo wiesz co mnie z kolei zastanawia?? To jak mój mąż się kaja gdy widzi ile to dla mniE znaczyło. Jak cierpię i tak dalej.
I myśle sobie.... Jakiej maleńkiej maciupenkiej minimalnej odrobiny wyobraźni potrzeba zeby przewidzieć ze może zonce może się nie podobać fakt ze się dyma inna laskee??? No rozumiesz??? Myślał ze będzie mi to obojętne?? Standardowo i stereotypowo powinnam powiedzieć ze ciekawe czym myślał ale nie jestem zwolenniczką stereotypizowania.
Wiec rozumiesz jak widziałam kajanki poczucie winy to mi się nóż w kieszeni obracal.... Minimum wyobraźni!!!
I z tym mam pewnie tez problem. Bo nikt nie jest tak głupi zeby nie zdawać sobie sprawy z tego co robi. Naprawdę. Wiec wiedział co robi. Kłamał zmyslal kręcił wymyslal alibi....
A teraz oczka pełne cierpienia?? Zrobię dla ciebie wszystko???
Już kohanie zrobiłeś dla mnie wszystko. Dosłownie wszystko. Już naprawdę nic wiecej zrobic nie możesz....
Wiec czy można się mi dziwić ze gdy moje- moje emocje opadają czuje się oszukana i lekko w ślepej uliczce???
Można żyć z kimś takim. Zdrajca oszustem kretaczem- nawroconym teraz świętym niby uczciwym do bólu kochającym ponad życie i tak dalej...
Ale czy dam radę go kochać? Czy moje życie nie jest dzisiaj prostym kompromisowym wyborem???
Nie czuje ze się poswiecilam. Wybrałam spokój święty.
Wybrałam to co wybrałam walcząc o to walcząc o prawo by znów moc kochać. Ale nie jestem pewna czy potrafię.
Czy lubienie wystarczy??? Czy prostota życia i fakt ze jednak znamy się jak lyse konie i potrafimy o siebie dbać są ok???
To nie jest tak ze chce szukać wielkiej miłości jaka kiedyś miałam bo już w nią nie wierze.... Ale to jest tak ze nie dokonca jestem pewna czy jestem uczciwa wobec niego i wobec siebie...

Teoretycznie w tym momencie powinienem zacytować swine pepe, ale tak będzie ciut lobidzniej.
W 36 poście tego tematu napisałem coś takiego:

Świnko pepe, jedna rzecz, dziś jego zachowanie jest, powiedzmy, wzorcowe, będzie nawet jeszcze lepsze, zapewne nawet w tym wszystki - w byciu z Toba znajdzie coś, co stwierdzisz, że nawet nigdy go od takiej dobrej strony nie znałaś - wykorzystaj to i ciesz się tym. Ale barzo mocno obserwuj moment, gdy emocje, opadą i motywacja, poczucia winy osłabnie. Wtedy przekonasz się naprawdę ile to wszystko było warte. Ile są warte dzisiejsze słowa i okazywana miłość. Wolałbym, żebyś pozytywnie się rozczarowała, ale tak na prawdę to dopiero początek, który robicie, po postawieniu pierwszego kroku. A gdy emocje opadną w Tobie, nie poddawaj się, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie one dziś przesłaniają ból, który może się w Tobie chować. Gdy będzie osamotniony - bez emocji, może sporo Cię kosztować, ale nie daj się. Jeśli nie teraz, to kiedyś to zrozumiesz.

End_aluzja, Ty jestes juz na takim etapie, a swina, jak widać zaczyna być. Wiecie co was trzymało w kupie? Co było dla Was błogosławieństwem, właśnie to, czego najchętniej na początku byście się pozbyły, a tak naprawdę ratowało Wasz związek - emocje - one maskowały ból - coś, co teraz zaczyna dominować, on nie jest mocny, ale zapewne obecny. Musze was zmartwić, ta obserwaja, niestety pochłania bardzo dużo energii, ale będziecie to robić, a nwet nie chcąc tego. (może jednak u Was będzie inaczej)
Pozdrawiam Panie.

75

Odp: wszyscy tylko nie on...

Nigdy nie zostałam zdradzona. Wiele rzeczy mu wybaczyłam, ale zdrady chyba bym nie przeżyła. Ale tak myślę i myślę...i.......

Co by było gdyby sytuacja była odwrotna i to Ty byś wpadła w wirtualne szaleństwo? i np. zdradziła fizycznie? Chciałabyś żeby partner Cię zostawił czy wybaczył ?

Zawsze w takich dylematach włącza mi się empatia.

76

Odp: wszyscy tylko nie on...
End_aluzja napisał/a:
Dunkis napisał/a:

Jednak wracając do postów autorki, zastanawiam się nad inną rzeczą. Rzeczą, która wydaje się zazwyczaj w takich sytuacjach pomijalną, lub którą się wykrzykuje i nagle zapomina, choć nawiązuje do tego o czym było na wstępie. Mianowicie wyrzuty. One pojawiają się po, tak jak żal. Co ciekawe, to przecież one, na równi z poczuciem strachu utraty stabilności - partnera, którego się oszukiwało, stają się punktem zwrotnym i oparciem dla chęci dokonania w sobie zmiany. Zatem, jeśli ktoś by powiedział, że miał obawy i wyrzuty w TRAKCIE, to czym one były bilansowane, że nie miały takiej energii, by przestać?

Z drugiej strony, gdy czytałem, czytam jak to partner potrafi korzyć się, dosłownie - uprawiać żal, przed druga osobą, przypomina mi się taka sentencja:
"Litośc, to plan awaryjny ułożon przez sprawców, na wypadek, gdyby ich złapano".
Jeśli zatem ktoś przygarnia sprawcę z litości, to spoojnie może się czuć, podwójnie wydymany. Oczywiście to tylko moje zdanie.

dunkis i ja się z tobą w stu procentach zgadzam. Bo wiesz co mnie z kolei zastanawia?? To jak mój mąż się kaja gdy widzi ile to dla mniE znaczyło. Jak cierpię i tak dalej.
I myśle sobie.... Jakiej maleńkiej maciupenkiej minimalnej odrobiny wyobraźni potrzeba zeby przewidzieć ze może zonce może się nie podobać fakt ze się dyma inna laskee??? No rozumiesz??? Myślał ze będzie mi to obojętne?? Standardowo i stereotypowo powinnam powiedzieć ze ciekawe czym myślał ale nie jestem zwolenniczką stereotypizowania.
Wiec rozumiesz jak widziałam kajanki poczucie winy to mi się nóż w kieszeni obracal.... Minimum wyobraźni!!!
I z tym mam pewnie tez problem. Bo nikt nie jest tak głupi zeby nie zdawać sobie sprawy z tego co robi. Naprawdę. Wiec wiedział co robi. Kłamał zmyslal kręcił wymyslal alibi....
A teraz oczka pełne cierpienia?? Zrobię dla ciebie wszystko???
Już kohanie zrobiłeś dla mnie wszystko. Dosłownie wszystko. Już naprawdę nic wiecej zrobic nie możesz....
Wiec czy można się mi dziwić ze gdy moje- moje emocje opadają czuje się oszukana i lekko w ślepej uliczce???
Można żyć z kimś takim. Zdrajca oszustem kretaczem- nawroconym teraz świętym niby uczciwym do bólu kochającym ponad życie i tak dalej...
Ale czy dam radę go kochać? Czy moje życie nie jest dzisiaj prostym kompromisowym wyborem???
Nie czuje ze się poswiecilam. Wybrałam spokój święty.
Wybrałam to co wybrałam walcząc o to walcząc o prawo by znów moc kochać. Ale nie jestem pewna czy potrafię.
Czy lubienie wystarczy??? Czy prostota życia i fakt ze jednak znamy się jak lyse konie i potrafimy o siebie dbać są ok???
To nie jest tak ze chce szukać wielkiej miłości jaka kiedyś miałam bo już w nią nie wierze.... Ale to jest tak ze nie dokonca jestem pewna czy jestem uczciwa wobec niego i wobec siebie...

Wiesz Enda_luzja! Ja mam podobne myśli co Ty!
Co z tego, że mój mąż sam się przyznał, że jest ta druga, co z tego, że płakał, bo mnie skrzywdził?
Jak potem ciągnął to dalej, bo się zastanawiał co ma biedny zrobić? Ciągle mnie przepraszał, a jednocześnie z nią smsował, widywał się, bo nie wiedział którą wybrać?
Dopiero jak postawiłam ultimatum ona albo ja to się opamiętał!!!! Jak chciałam mu walizkę wystawić to się obudził!
On sobie myślał - jakoś to będzie! Bo przecież nie przestał mnie kochać!
A gdzie w tym wszystkim moje uczucia? Czuje się jak przejechana przez walec!
Ja go kocham, ale na jak długo tej miłości wystarczy? Zniszczył moją wiarę w drugiego człowieka!
Próbujemy żyć od nowa, ale cholernie mi ciężko, bo ciągle mam przed oczami ich razem...on ją przytula, całuje....
Miałam iść na ślub kuzynki w najbliższym czasie, ale nie pójdę...bo jeszcze w czasie wypowiadania tekstu przysięgi wybuchnęłabym histerycznym śmiechem!!!!!!!!!!!

77

Odp: wszyscy tylko nie on...

ehhh no właśnie... ta przysięga...
nasze dziecko strasznie lubi oglądać płytę z naszego ślubu i wesela i co jakiś czas życzy sobie żeby włączyć.
kilka dni temu właśnie znowu ją napadło.mamo obejrzyj ze mną.
ale się czułam jak patrzyłam na to nagranie na niego wpatrzonego we mnie z miłością, czule i poważnie wygłaszającego przysięgę.... co sie z tym stało wtedy?
nie potrafię pojąć jak tak łatwo można złamać przysięgę małżeńską, zwłaszcza jak jest się wierzącym...

ciekawi mnie czy to coś znaczy, że poszedł do spowiedzi (przed pogrzebem mojej babci) ostatnio, chciałabym być tym księdzem.

oszalałam nie? sama siebie nie poznaję chyba

78

Odp: wszyscy tylko nie on...
rozjasniacz napisał/a:

Nigdy nie zostałam zdradzona. Wiele rzeczy mu wybaczyłam, ale zdrady chyba bym nie przeżyła. Ale tak myślę i myślę...i.......

Co by było gdyby sytuacja była odwrotna i to Ty byś wpadła w wirtualne szaleństwo? i np. zdradziła fizycznie? Chciałabyś żeby partner Cię zostawił czy wybaczył ?

Zawsze w takich dylematach włącza mi się empatia.

ja tez kiedyś mówiłam, że wszystko wybaczę, ale nie zdradę, życie zweryfikowało moje poglądy i założenia.

ja nie postawię sie w takiej sytuacji, bo nigdy nie zrobiłabym takiego świństwa, NIGDY.
gdyby kręciły mnie internetowe znajomości czy bzykanko z innymi po prostu rozstałabym się z partnerem.

dla egoizmu i bezgranicznej głupoty nie ma we mnie empatii...

79

Odp: wszyscy tylko nie on...
swinka peppa napisał/a:

ciekawi mnie czy to coś znaczy, że poszedł do spowiedzi (przed pogrzebem mojej babci) ostatnio, chciałabym być tym księdzem.

oszalałam nie? sama siebie nie poznaję chyba

Tak swinko. Dzieje sie cos zlego. Nie tam, żebym przypuszczal. Ja to widze ...

80

Odp: wszyscy tylko nie on...
The_devil napisał/a:
swinka peppa napisał/a:

ciekawi mnie czy to coś znaczy, że poszedł do spowiedzi (przed pogrzebem mojej babci) ostatnio, chciałabym być tym księdzem.

oszalałam nie? sama siebie nie poznaję chyba

Tak swinko. Dzieje sie cos zlego. Nie tam, żebym przypuszczal. Ja to widze ...

tzn?
myślisz, że mi się w głowie przewraca?
czy też raczej mąż coś kombinuje?
wyjaśnij proszę,
bo ja mam dzisiaj kłopoty z mysleniem:(

81

Odp: wszyscy tylko nie on...

Myslę, że jesteś zbyt przejęta, i powinnaś spasować zanim dopadną Cie pierwsze objawy jakiejś depresji ...
Jeśli on coś kombinuje i chce wykombinować - to nie ma na to lekarstwa.

Pamiętasz jak osioł mówił do Shrek'a: "Shrek ... jak zobaczysz tunel .... to nie idź w stronę światła ..."
Zawróć swinka ... masz pewnie pod nosem park, drzewka, lasek, i świeże powietrze ... korzystaj z tego ....

82

Odp: wszyscy tylko nie on...
The_devil napisał/a:

Myslę, że jesteś zbyt przejęta, i powinnaś spasować zanim dopadną Cie pierwsze objawy jakiejś depresji ...
Jeśli on coś kombinuje i chce wykombinować - to nie ma na to lekarstwa.

Pamiętasz jak osioł mówił do Shrek'a: "Shrek ... jak zobaczysz tunel .... to nie idź w stronę światła ..."
Zawróć swinka ... masz pewnie pod nosem park, drzewka, lasek, i świeże powietrze ... korzystaj z tego ....

hmmm, żeby tak się dalo na zawołanie:(
ja się boję, że już ze mną coś nie tak się dzieje...
objawy depresji minęły jakoś, pojawiły się za to inne niepokojące, ale z nimi to sobie chyba sama nie poradzę, niestety...
ale na razie czekam, muszę dojrzeć do tego, żeby gdzies tej pomocy poszukać.

ehhhh nie mam parku, lasku, drzew tylko same betony....

83

Odp: wszyscy tylko nie on...
swinka peppa napisał/a:

ehhhh nie mam parku, lasku, drzew tylko same betony....

Coś tam sobie poszukaj. Chyba nie mieszkasz w Czarnobylu ...
A depresja .... hmmmm ... . swinka poczytaj to forum i zobacz jakie ludzie maja problemy ....
Od samego czytania mozna dostac depresji. Ja wiem, że choroba nie jest sprawą wieku, ale az chce się zapytac :
"Depresja - w tym wieku ..."
Znajdź sobie też rozmówce na gg. Takiego, żeby po 10cio minutowej rozmowie czuć sie jak nowo narodzona ...
Nieraz od samej rozmowy mozna poczuc sie lepiej. Nie trzeba koniecznie zdradzać ...

84

Odp: wszyscy tylko nie on...
The_devil napisał/a:
swinka peppa napisał/a:

ehhhh nie mam parku, lasku, drzew tylko same betony....

Coś tam sobie poszukaj. Chyba nie mieszkasz w Czarnobylu ...
A depresja .... hmmmm ... . swinka poczytaj to forum i zobacz jakie ludzie maja problemy ....
Od samego czytania mozna dostac depresji. Ja wiem, że choroba nie jest sprawą wieku, ale az chce się zapytac :
"Depresja - w tym wieku ..."
Znajdź sobie też rozmówce na gg. Takiego, żeby po 10cio minutowej rozmowie czuć sie jak nowo narodzona ...
Nieraz od samej rozmowy mozna poczuc sie lepiej. Nie trzeba koniecznie zdradzać ...

dzięki, w czarnobylu nie mieszkam, codziennie wychodze z domu, bo muszę, mój 3 latek nie usiedzi na pupie.
a, że ludzie mają problemy to wiem, wiem też że miewają dużo gorsze niż moje, co z tego że mam 26 lat? dużo w życiu widziałam:(
rozumiem, że to zaproszenie;)p

85

Odp: wszyscy tylko nie on...

He .. jak mi zagwarantujesz ze Twoj bohater nie wydłubie mi oczu, to pogadam smile
Przynajmniej powiem Ci jak umiejętnie zakonczyć ten wątek i rozpocząć nowy.
Tu się już nie odnajdziesz. Wynika to z różnorodności poglądów.
Z tego samego powodu polowa ludzi się spiera ... że szklanka jest do połowy pełna smile

86

Odp: wszyscy tylko nie on...

swinka pepe, skoro tu się zrobiło pusto to pewnie wychodzi Ci z Devilem. Ale jeśli zerkniesz na ten wątek to mam dla Ceibie złe wieści.Nawet gdy się wyluzujesz, nawet jeśli Ci się wszystko ułoży, to i tak będzie bolało i wracało, nawet jeśli wybaczysz szczerze. Za to nie patrz na innych ludzi, że mają problemy i to gorsze, olej innych ludzi. Twój problem dla Ciebie jest najważniejszy, bo dla siebie jesteś jedną z najwazniejszych osób, pewnie zaraz po swoim dziecku. Czasami mówienie sobie, że innym jest gorzej pomaga, ale to złudne, bo w rzeczywistości nie posuwa Cię do przodu. Skup sie na rozwiązaniu, a nie na problemie. Tylko wtedy uda Ci sie pooddychać swobodniej, z całym szacunkiem dla diabełka.

87

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

swinka pepe, skoro tu się zrobiło pusto to pewnie wychodzi Ci z Devilem. Ale jeśli zerkniesz na ten wątek to mam dla Ceibie złe wieści.Nawet gdy się wyluzujesz, nawet jeśli Ci się wszystko ułoży, to i tak będzie bolało i wracało, nawet jeśli wybaczysz szczerze. Za to nie patrz na innych ludzi, że mają problemy i to gorsze, olej innych ludzi. Twój problem dla Ciebie jest najważniejszy, bo dla siebie jesteś jedną z najwazniejszych osób, pewnie zaraz po swoim dziecku. Czasami mówienie sobie, że innym jest gorzej pomaga, ale to złudne, bo w rzeczywistości nie posuwa Cię do przodu. Skup sie na rozwiązaniu, a nie na problemie. Tylko wtedy uda Ci sie pooddychać swobodniej, z całym szacunkiem dla diabełka.

Dobrze, ale jakie konkretnie mozna tu zastosowac rozwiazanie..skoro, jak piszesz, i tak bedzie bolalo i wracalo? No i jesli swinka skupi sie tak bardzo tylko na sobie a o innych zapomni to czy top jej rozwiaze ten problem? Czy bedzie sie w nim w nieskonczonosc rozpamietywac?

moim zdaniem, krzywda juz sie stala i tego sie cofnac nie da, wiec jesli swinka juz wybaczyla (ale nie zapomniala, bo sie nie da) to teraz jest czas na jej partnera: krok po kroku..wolno ale stanowczo zrobic musi WSZYSTKO aby obdudowac i zyskac na nowo jej zaufanie. nie teatralnie placzem i przysiegami na kolanach tylko swoim oddaniem i szczerom postepowaniem wobec niej..od dzis na zawsze.

88

Odp: wszyscy tylko nie on...

Mussuka, znasz przepis według którego życie będzie piękne i wspaniałe? Tak samo i tutaj nie ma KONKRETNEGO ROWIĄZANIA< KTÓRE MOŻNA ZASTOSOWAĆ. Dlaczego piszesz, że to czy skupi się na czymś, na kimś ma rozwiązać problem, ja o tym nie pisałem. Za to skupienie się na sobie jest najlepszą pozycją z której można ogarnąc całość, w tej sytuacji. Dlaczego ona ma patrzeć na kogokolwiek, poza sobą? Musi właśnie najpierw sobie odpowiedzieć na pytanie co i jak. A potem przedstawić światu jakie ma warunki. Piszesz tak, jakby problemy miały się rozwiązywać w zależności jaką postawe się przyjmie - a to bzdura.

Będzie bolało. I nie zapomni. I to nie jest czas dla jej partnera, tylko dla nich. Wszystko co robią, nawet stanie z boku, nawet czekania na ruch partnera - to wszystko również jej wkład w związek.
Ludzie powinni wiedzieć, że nawet stanie z boku, ma wpływ na związek. Rozłąka ma wpływ na związek, wybaczenie itd. Ale gdzie sie podziała autorka, gdzie się podział diabełek smile ?

89

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Mussuka, znasz przepis według którego życie będzie piękne i wspaniałe? Tak samo i tutaj nie ma KONKRETNEGO ROWIĄZANIA< KTÓRE MOŻNA ZASTOSOWAĆ. Dlaczego piszesz, że to czy skupi się na czymś, na kimś ma rozwiązać problem, ja o tym nie pisałem. Za to skupienie się na sobie jest najlepszą pozycją z której można ogarnąc całość, w tej sytuacji. Dlaczego ona ma patrzeć na kogokolwiek, poza sobą? Musi właśnie najpierw sobie odpowiedzieć na pytanie co i jak. A potem przedstawić światu jakie ma warunki. Piszesz tak, jakby problemy miały się rozwiązywać w zależności jaką postawe się przyjmie - a to bzdura.

Będzie bolało. I nie zapomni. I to nie jest czas dla jej partnera, tylko dla nich. Wszystko co robią, nawet stanie z boku, nawet czekania na ruch partnera - to wszystko również jej wkład w związek.
Ludzie powinni wiedzieć, że nawet stanie z boku, ma wpływ na związek. Rozłąka ma wpływ na związek, wybaczenie itd. Ale gdzie sie podziała autorka, gdzie się podział diabełek smile ?

Sugerowales skupienie sie na rozwiazaniu. Moim zdaniem bardzo ciezko w takiej sytuacji znalezc jakies konkretne rozwiazanie.

Uwazam tez, ze jesliswinka usiadzie i bedzie sobie teraz w glowie rozpamietywac jaka jest skrzywdzona, biedna, zawiedziona, zdradzona itp. (co oczywiescie jest prawda) to jej to bardzo nie pomoze. Stad moja sugestia, zeby nie koncentrowala sie jedynie na sobie.

A czesc druga Twojego postu to przeciez dokladnie to co sugerowalam...ona bedzie stala z boku i czekala na ruch partnera ale to wlasnie on powinien teraz wykonac ten ruch..bo to on zawinil i skkrzywdzil.

To jest moja opinia i jaka by nie byla..niegrzecznym jest nazywanie tego bzdura. Ja Twoich opini nie krytykuje. Polemizuje z nimi badz wyrazam inne zdanie.

90

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

swinka pepe, skoro tu się zrobiło pusto to pewnie wychodzi Ci z Devilem. .....

Tylko wtedy uda Ci sie pooddychać swobodniej, z całym szacunkiem dla diabełka.

Wybacz Dunkis, z "żadnym" szacunkiem dla Twoich bezpodstawnych insynuacji. Korzystam z okazji kiedy syn wyjechał na wakacje i remontuję mu pokój. Czasami warto ugryźć się w język, by nie zrobić z siebie ofiary losu .... A ja generalnie nie jestem tutaj dlatego, żeby "łowić".

91 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-08 10:40:50)

Odp: wszyscy tylko nie on...

Korzystasz z okazji. No tak, to rozumiem.

I wybaczam. Ktoś by mógł napisać cos o stole i nożycach, ale przecież ja nie mam podstaw do żadnych insynuacji, więc nie ma się co rzucać.

92

Odp: wszyscy tylko nie on...

Wybacz swinko peppa, ponieważ w miarę przybywania postów robi się galimatias OT, i niektórzy czytelnicy nie skupiają się wyłącznie na problemie autorskim, postanowiłem że zaniecham subskrypcji nw. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkim Wam owocnych odkryć.

93 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-08 10:55:20)

Odp: wszyscy tylko nie on...

Świnak pepe droczyła się odrobinkę z Tobą i podpuszczała, ja też się podroczyłem. Jeśli jednak znalazła choć odrobinę pocieszenia w tym droczeniu lub nawet pisaniu z Tobą, to dobrze, dla Was dwojga. Rozmnażajcie się na forum. Kurcze miałem na myśli, by było więcej takich osób na forum - wole od razu napisać, niż potem cięgi znosić niepotrzebnie, od niepotrzebnych insynuacji.
Mussuka, bzdurą nazwałem to, iż doczytałem się w Twojej wypowiedzi, że zajęcie jakiejś pozycji spowoduje rozwiązanie sie problemu. To tak jakby zostawić zarzucony haczyk z przynętą. Albo ryba złowi, albo nie - niby masz na to wpływ, ale tak naprawdę, możesz głodna wrócić do domu. Niby chcesz, a zdajesz się na przypadek - o to mi chodziło, że tak nie wolno. To jest związek, póki co, a jeśli tak to stojąc z boku ma się niby wpływ, ale właśnie taki, jak ten wspomniany powyżej wędkarz. Nie można czekać na jego ruch bo to on zawinił. Pisząc o tym, że stanie z boku ma też wpływ na związek - opisałem to jako coś złego. Zatem absolutnie nie zgodzę się z tym, że druga część mojego postu jest dokładnie tym co sugerowałaś. Powtórzę, jeśli to pominełaś TO NIE JEST CZAS DLA JEJ PARTNERA, TYLKO DLA NICH. Zatem jest dokładnie przeciwieństwem tego , co sugerujesz że za Tobą powtórzyłem.
Żeby związek trwał trzeba pracy dwojga. Zawsze, obojętnie w jakiej sytuacji. Jeśli komukolwiek zaugerujesz żeby czekal na ruch drugiej strony, w ujęciu relacji międzyludzkich - to ja Ci powiem, że to wyłącznie strata czasu.

ps. po edycji: Diabełku nie bądź takie delikatny.

94

Odp: wszyscy tylko nie on...
swinka peppa napisał/a:

a jak Twoim zdaniem wygląda prawdziwa skrucha?
mną targają jeszcze ogromne emocje, ból i inne dziwne, dlatego pytam, i jestem wdzięczna za wszystkie posty.

Ty najlepiej znasz swojego męża.. sama oceń czy stać go na łzy czy nie...

Powiem Ci tak..jesli moge;

Zaaaaaaaawsze powtarzałam wyświechtamny slogan, że gdyby mąż mnie zdradzał, pił lub bił.. zostawiłabym go. Mój były mąz dokładnie to wiedział a ja byłam więcej niż pewna, że to jedyna słuszna racja.
Wyszła zdrada. Bez ostrzeżenia, bez wcześniejszych sygnałów, bez uprzedzenia jakiegokolwiek.... i co?   slogan poszedł  sie piep...szyć... bo on błagał, klęczał i płakał.. bo dzieci, bo MY, bo nasz dom, bo tyle lat, bo to był jego błąd i takie tam dyrdymały w tym stylu...   

Pracowałam nad sobą własnie tak jak TY próbujesz. Zeby nie mysleć, żeby nie sprawdzać, żeby ufać, żeby życ normalnie... Wydawało mi się ,że on staje wręcz na uszach żeby mi odowodnić ,że on ratuje nasz zwiążek a jesli już ktos to zawali to będę to ja bo nie dam rady się  z tym uporać..

hmmhmhm i życie pokazało.. że nie warto było....że okłamał mnie okrutniej niż za pierwszym razem.. bo z premedytacja...patrząć jak ja dźwigam się z tego dna na które dzieki niemu poszłam.

Wniosek mój własny osobisty, przerażający... Z kim ja byłam 16 lat?????  wydawało mi się, że go znam, że wiem o nim prawie wszystko... masakra..

Piszę o nim ale go niepamietam... wyparałam go zupełnie z mojej świadomości....teraz mam nowe zycie.. lepsze...

Nie pocieszyłam Cie... świnko.. ale mimo wszystko wychodze z założenia, że warto spróbowac powalczyć z uporaniem sie ze wszelkimi " strachami"... i życ... w razie czego ,że zarzucisz sobie, że nie powalczyłas... będziesz mogła patrzec sobie spokojnie w oczy.. GRUBA krecha..    to moja repecta, która stosuje w wyjątkowych sytaucjach...;-))  trzymam za Ciebie kciuki...

95

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Żeby związek trwał trzeba pracy dwojga. Zawsze, obojętnie w jakiej sytuacji. Jeśli komukolwiek zaugerujesz żeby czekal na ruch drugiej strony, w ujęciu relacji międzyludzkich - to ja Ci powiem, że to wyłącznie strata czasu.

A czy uwazasz, ze wybaczenie zdrady jest czekaniem na ruch drugiego? To chyba o wiele wiecej niz ten partner swinki dotychczas sam wykonal.
Wybacz ale ja jestem tego zdania, ze ona juz dala z siebie ile mogla albo i wiecej..to on jest winny i to on ma sie wpol teraz giac zeby jej te krzywde wynagrodzic.

Niby co swinka teraz powinna zrobic zeby ten zwiazek to przetrwal? Plakala, blagala, prosila o prawde, wybaczyla, walczy - dosc! To jego fujara zawedrowala, tam dokad nie powinna. I to nie swinka ale jej partner ma teraz wine do odkupienia. Ona dala mu szanse i to nie jest pasywne stanie z boku.

96

Odp: wszyscy tylko nie on...
Malwina69 napisał/a:
swinka peppa napisał/a:

a jak Twoim zdaniem wygląda prawdziwa skrucha?
mną targają jeszcze ogromne emocje, ból i inne dziwne, dlatego pytam, i jestem wdzięczna za wszystkie posty.

Ty najlepiej znasz swojego męża.. sama oceń czy stać go na łzy czy nie...

Powiem Ci tak..jesli moge;

Zaaaaaaaawsze powtarzałam wyświechtamny slogan, że gdyby mąż mnie zdradzał, pił lub bił.. zostawiłabym go. Mój były mąz dokładnie to wiedział a ja byłam więcej niż pewna, że to jedyna słuszna racja.
Wyszła zdrada. Bez ostrzeżenia, bez wcześniejszych sygnałów, bez uprzedzenia jakiegokolwiek.... i co?   slogan poszedł  sie piep...szyć... bo on błagał, klęczał i płakał.. bo dzieci, bo MY, bo nasz dom, bo tyle lat, bo to był jego błąd i takie tam dyrdymały w tym stylu...   

Pracowałam nad sobą własnie tak jak TY próbujesz. Zeby nie mysleć, żeby nie sprawdzać, żeby ufać, żeby życ normalnie... Wydawało mi się ,że on staje wręcz na uszach żeby mi odowodnić ,że on ratuje nasz zwiążek a jesli już ktos to zawali to będę to ja bo nie dam rady się  z tym uporać..

hmmhmhm i życie pokazało.. że nie warto było....że okłamał mnie okrutniej niż za pierwszym razem.. bo z premedytacja...patrząć jak ja dźwigam się z tego dna na które dzieki niemu poszłam.

Wniosek mój własny osobisty, przerażający... Z kim ja byłam 16 lat?????  wydawało mi się, że go znam, że wiem o nim prawie wszystko... masakra..

Piszę o nim ale go niepamietam... wyparałam go zupełnie z mojej świadomości....teraz mam nowe zycie.. lepsze...

Nie pocieszyłam Cie... świnko.. ale mimo wszystko wychodze z założenia, że warto spróbowac powalczyć z uporaniem sie ze wszelkimi " strachami"... i życ... w razie czego ,że zarzucisz sobie, że nie powalczyłas... będziesz mogła patrzec sobie spokojnie w oczy.. GRUBA krecha..    to moja repecta, która stosuje w wyjątkowych sytaucjach...;-))  trzymam za Ciebie kciuki...

Opisałaś tylko to co przeżyłaś, prawda?
Ale dobrze, bo tak też się może skończyć.
Lepiej wiedzieć za wczasu i się przygotować.
Zamista jak mała dziewczynka, wierzyć do końca w królewicza na rumaku, kiedy w miedzyczasie będzie Cie przejeżdżał zakurzony dyliżans życia.

97

Odp: wszyscy tylko nie on...
Mussuka napisał/a:
Dunkis napisał/a:

Żeby związek trwał trzeba pracy dwojga. Zawsze, obojętnie w jakiej sytuacji. Jeśli komukolwiek zaugerujesz żeby czekal na ruch drugiej strony, w ujęciu relacji międzyludzkich - to ja Ci powiem, że to wyłącznie strata czasu.

A czy uwazasz, ze wybaczenie zdrady jest czekaniem na ruch drugiego? To chyba o wiele wiecej niz ten partner swinki dotychczas sam wykonal.
Wybacz ale ja jestem tego zdania, ze ona juz dala z siebie ile mogla albo i wiecej..to on jest winny i to on ma sie wpol teraz giac zeby jej te krzywde wynagrodzic.

Niby co swinka teraz powinna zrobic zeby ten zwiazek to przetrwal? Plakala, blagala, prosila o prawde, wybaczyla, walczy - dosc! To jego fujara zawedrowala, tam dokad nie powinna. I to nie swinka ale jej partner ma teraz wine do odkupienia. Ona dala mu szanse i to nie jest pasywne stanie z boku.

Rozumiem, że skoro wybaczyła, to odwaliła swój kawał roboty i zrobiła wszystko co mogła, tak? A teraz powinna czekać na laury i prezenty. Nie - odpowiadając na Twoje pytanie - i doskonale wiesz, że nie mogę napisać inacze. Wybaczenie to wielki ogromny krok naprzód, może i nawet najważniejszy. Warto przy tym pamietać że daje równiez pewnego rodzaju ukojenie. Ale poprzestanie na tym, to za mało. Problem jednak jest w nim. On nie wie jak autorka cierpi i cierpieć bęzie, nie zdaje sobie z tego sprawy, jak to jest na prawdę. On jest winny aktu zdrady i tego nie można zmienić, jest winny został osądzony i nic samego aktu nie tłumaczy. Krzywdy też nigdy nie wynagrodzi anie zrekompensuje. Przeszłości się nie zmieni. Pytanie ile wspólnie mogą zrobi(((podkreślam WSPÓLNIE ZROBIĆ))) dla przyszłości. Jeśli ona będzie czekać, to on nigdy nie okaże się tak dobry bo to naprawić, a ona wystarczająco usatysfakcjonowana. Trzeba żyć, ale razem. Nie może stać z boku, nie powinna, nawet dla siebie.

98

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Przeszłości się nie zmieni. Pytanie ile wspólnie mogą zrobi(((podkreślam WSPÓLNIE ZROBIĆ))) dla przyszłości. Jeśli ona będzie czekać, to on nigdy nie okaże się tak dobry bo to naprawić, a ona wystarczająco usatysfakcjonowana. Trzeba żyć, ale razem. Nie może stać z boku, nie powinna, nawet dla siebie.

Proponujesz jakas terapie? Wspolne rozmowy, wyjazdy sam na sam..moze i tak, ale ta rana w sercu potrzebuje jeszcze jakiegos ekstra balsamu i nikt ani nic (zeden psycholog, kolezanki, ksiadz czy sasiadka) tak jej nie pomoze jak wlasnie ten,ktory najbardziej nabroil. Jesli ona bedzie na codzien widziec to, ze mu naporawde zalezy i ze naprawde chce ten swoj grzech odkupic..balsam powoli zadziala.
I nie sadze, ze swinka jest pasywna, siedzi i czeka. Przeciez pisze tu, probuje znalezc jakas droge dla nich obojga. To juz jakis start.

swoja droga chcialabym widziec, co ON zrobil w tej ich wspolnej sprawie..bo cos mam cholera podejrzenia, ze niewiele:)

99 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-08 11:40:54)

Odp: wszyscy tylko nie on...

Mussuka, tu mnie masz. Rozmowy - na tym powinni oprzeć wszystko, o wszystkim i o niczym, ale najważniejsze o szczegółach. O wszystkim, okolicznościach itd. Na wszelki wypadek powiem dlaczego. By to przestało być barierą, Jakiekolwiek niedopowidzenie, uniknięcie odpowiedzi, a nie daj boże złapanie na rozdźwięku w "zeznaniach" spowoduje, że będą rosły w glowie niewyobrażalne, bolące scenariusze. Balsamem będzie prawda. Uwierz albo nie. Wyjazd tak, psycholog może być, ale żadnej kolezanki, ani księdza i masz racje ten jej pomoże co nabroił, ale ona nie może stać z boku. I masz racje mają start. Wiesz co by było w tym najfajniejsze, żeby za jakiś czas, może nawet za pare lat umieli sobie powiedzieć, że to nie takie straszne, że to sie wydarzyło, bo wniosło w ich zycie cos co pozwoliło się na nowo lub w inny sposób się poznać i zbliżyć. Te doświadczenia przecież wiele im o sobie na wzajem powiedzą, pewnie więcej niż moglbiby się dowiedzieć gdyby to się nie wydarzyłao. Teraz warto by z tego skorzystali.

Na to co on z tym zrobi, to nie masz wpływu, nie mamy. Ona za to może wiele, zarowno oczekiwać jak i dać. Dać na początek mu powinna zrozumienie tego, jak bardzo ją skrzywdził, jak wiele to zmieniło, bo przeież nigdy juz nie będzie tak samo.

Ps. Mussaka, nie uważasz, że diabełek przesadził, tą swoją reakcja na moje słowa? Pytam poważnie. Może powinienem go przeprosić? Co o tym sądzisz?
przecież nie może chodzic o to, że pojawił sie w wątku męzczyzna, drugi, i powiedzial swoje zdanie.

100

Odp: wszyscy tylko nie on...

Idealnym rozwiązaniem byłby "reset" pamięci. Mnie by sie taki przydał!
Próbujemy żyć jakoś dalej, naprawiać, wspólne przyjemności, miłe gesty i jest fajnie...
I co z tego jak w najmniej oczekiwanym momencie przypomina mi się wszystko?
I ten ciągły strach, niepewność?
Bardzo trudno postawić grubą krechę za tym co było!

101

Odp: wszyscy tylko nie on...

No i właśnie dla tego to już nigdy nie będzie to samo, dlatego, że pamięc powraca, że jeste obawa, której się nie da wyplenić.
A restetu nie warto robić, stracić wszystko - dobre i złe, zero doświadczeń, naiwność?

102

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Ps. Mussaka, nie uważasz, że diabełek przesadził, tą swoją reakcja na moje słowa? Pytam poważnie. Może powinienem go przeprosić? Co o tym sądzisz?
przecież nie może chodzic o to, że pojawił sie w wątku męzczyzna, drugi, i powiedzial swoje zdanie.

Jesli korona Ci w ten sposob z glowy nie spadnie, to czemu nie?:)) I na piwo sobie idzcie zamiast drapac sie wirtualnie:) Tez bym poszla ale za daleko..

103 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-08-08 12:32:41)

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

No i właśnie dla tego to już nigdy nie będzie to samo, dlatego, że pamięc powraca, że jeste obawa, której się nie da wyplenić.
A restetu nie warto robić, stracić wszystko - dobre i złe, zero doświadczeń, naiwność?

Niestety! Nigdy nie będzie już tak samo!
Tylko jak nauczyć się z tym dalej żyć? W miarę szczęśliwie?
A wydawało mi się, że nas nigdy taki problem nie dotnie!
O naiwności moja!!

104 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-08 12:38:23)

Odp: wszyscy tylko nie on...

Zależy skąd jesteście.
Korona mi nie spadnie, tyle, że właśnie się zastanawiam, czy było na co się obrażać.

Czy zyjesz szczęśliwie, czy też nie, to zależy wyłącznie od Ciebie.

105

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Zależy skąd jesteście.
Korona mi nie spadnie, tyle, że właśnie się zastanawiam, czy było na co się obrażać.

oj..z daleka..zza morza:)
bylo czy nie bylo, wyciagniecie pierwszemu lapy do zgody nigdy nie zaszkodzilo nikomu. moze to zwykle nieporozumienie..jakich przy rozmowach wirtualnych cale mnostwo sie pojawia.

106

Odp: wszyscy tylko nie on...
smutnamonia napisał/a:

A wydawało mi się, że nas nigdy taki problem nie dotnie!
O naiwności moja!!

Heelo Monia...     wtrące tylko słówko.

Gdy wynikła zdrada w moim pierwszym małżeństwie zachowałam się jak lunatyk czyli całą sobą krzyczałam; "to niemozliwe nieprawdopodobne, JA NIE CHCE!!!" 

nawet koleżanka zawiozła mnie do psychiatry bo on mógł wypisać tabletki...  nie mogłam spać... leciałam z nóg.. nieważne.. wymazałam to z pamięci.. i poszłam ja sobie na tą wizyte i to ten psychiatra mnie sprowadził na ziemie..

zapytał oczywiście dlaczego przychodze.. jaki jest problem.. powiedziałam ustami bo nie świadomościa:" mąż mnie zdradził"  nie zapomnę wzroku tego faceta.. byłam pewna że tą informacją powale go z nóg, że go zszokuję... że on zacznie krzyczeć cos w rodzaju " szpital dla tej Pani.... ratujmy ją" a on... spokojnie.. zwyczajnie, bez mrugnięcia okiem.. spytał "  to Pani nie wiedziała, że sie ludzie zdradzają?? "    i wiesz co?  ja naprawde nie wiedziałam.. czytałam o tym , oglądałam w filmach... itd.. ale nie wiedziałma ,że mozna " tak naprawdę".. hmmhmhm a napewno w życiu nie przypuszczałam ,że spotka to mnie!!  ;-)))

Ja obudziłam się z jakiegoś miłego dość snu o rodzinie, dzieciach, związku, miłości... wszyyyyyyyystko runęło...

opisałam moje odczucia...    bo one będa towarzyyły jak nie takie same to podobne Tobie ale pwoeim Ci, że dałam radę.. wtedy ... ( nieopłacałó mi się) ale Ty masz powiedzmy to ciut lepiej.. bo nie było zdrady..    epizod.. mozna to tak nazwać.. nie skupiaj się więc na tym co wynikło jako złe.. skupiaj się na dobrym... a przeciez jak widze ....masz to " dobre" każdego dnia...

107

Odp: wszyscy tylko nie on...
Malwina69 napisał/a:
smutnamonia napisał/a:

A wydawało mi się, że nas nigdy taki problem nie dotnie!
O naiwności moja!!

Heelo Monia...     wtrące tylko słówko.

Gdy wynikła zdrada w moim pierwszym małżeństwie zachowałam się jak lunatyk czyli całą sobą krzyczałam; "to niemozliwe nieprawdopodobne, JA NIE CHCE!!!" 

nawet koleżanka zawiozła mnie do psychiatry bo on mógł wypisać tabletki...  nie mogłam spać... leciałam z nóg.. nieważne.. wymazałam to z pamięci.. i poszłam ja sobie na tą wizyte i to ten psychiatra mnie sprowadził na ziemie..

zapytał oczywiście dlaczego przychodze.. jaki jest problem.. powiedziałam ustami bo nie świadomościa:" mąż mnie zdradził"  nie zapomnę wzroku tego faceta.. byłam pewna że tą informacją powale go z nóg, że go zszokuję... że on zacznie krzyczeć cos w rodzaju " szpital dla tej Pani.... ratujmy ją" a on... spokojnie.. zwyczajnie, bez mrugnięcia okiem.. spytał "  to Pani nie wiedziała, że sie ludzie zdradzają?? "    i wiesz co?  ja naprawde nie wiedziałam.. czytałam o tym , oglądałam w filmach... itd.. ale nie wiedziałma ,że mozna " tak naprawdę".. hmmhmhm a napewno w życiu nie przypuszczałam ,że spotka to mnie!!  ;-)))

Ja obudziłam się z jakiegoś miłego dość snu o rodzinie, dzieciach, związku, miłości... wszyyyyyyyystko runęło...

opisałam moje odczucia...    bo one będa towarzyyły jak nie takie same to podobne Tobie ale pwoeim Ci, że dałam radę.. wtedy ... ( nieopłacałó mi się) ale Ty masz powiedzmy to ciut lepiej.. bo nie było zdrady..    epizod.. mozna to tak nazwać.. nie skupiaj się więc na tym co wynikło jako złe.. skupiaj się na dobrym... a przeciez jak widze ....masz to " dobre" każdego dnia...

No powiedzmy, że wiedziałam o istnieniu zdrady, że ludzie to robią. Zresztą w bliskim otoczeniu miałam różne przykłady.
Ale ja zawsze dumnie myślałam - mnie to nie dotyczy! Stał ten mój mąż na piedestale! A tu nagle trzasnął z tego piedestału hukiem o podłogę!
Oj ciężko będzie mu się tam z powrotem wdrapać!
Czy to był epizod? Tego nie wiem! Było zaangażowanie emocjonalne z jego strony, do seksu się nie posunęli, ale to nie było czysto platoniczne tak jak początkowo myślałam (pamietasz moją histerię Malwinko jak się dowiedziałam, że były czułości, pocałunki?)
Wiadomo, że nie za szybko o niej zapomni, o ile w ogóle!
Ciągle się przywołuje do porządku - myśl pozytywnie, myśl pozytywnie! Powtarzam jak mantrę!

108

Odp: wszyscy tylko nie on...

Czułości i pocałunki, tylko? Zakładam, że jestes pewna tego. Przecież takie rzeczy do niczego nie prowadzą.

109

Odp: wszyscy tylko nie on...

MONIA JEST TEGO PEWNA!!       amen 

;-)

110

Odp: wszyscy tylko nie on...

odruch strusia?

111

Odp: wszyscy tylko nie on...

swinka peppa po co nas pytasz o opinię, jak Ty już sobie sama odpowiedziałaś na swoje pytanie...

112 Ostatnio edytowany przez swinka peppa (2011-08-08 13:17:52)

Odp: wszyscy tylko nie on...

widzę, że nie było mnie parę dni i temat się rozwinął:)
dzięki wszystkim za wypowiedzi.
tylko nie wiem czy w ogóle to wszystko ma sens.

wyjaśnię:
mąż nadal rozmawia sobie na gg z tymi osobami, nie tak świńsko, ale nadall...nie pytajcie mnie skąd wiem...zwykły przypadek i wyszło. nawet się nie starałam. niestety

zaczynam się zastanawiać czy on nie jest jakiś uzależniony?

wszystko co zaczynałam budować znowu runęło...

113

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

odruch strusia?

nie    sprawa przejrzana, sprawdzona, załatwona, zamknięta. Pozytywnie.   ;-)

114

Odp: wszyscy tylko nie on...
Malwina69 napisał/a:
Dunkis napisał/a:

odruch strusia?

nie    sprawa przejrzana, sprawdzona, załatwona, zamknięta. Pozytywnie.   ;-)

sie ciesze, cholibka

115

Odp: wszyscy tylko nie on...
swinka peppa napisał/a:

widzę, że nie było mnie parę dni i temat się rozwinął:)
dzięki wszystkim za wypowiedzi.
tylko nie wiem czy w ogóle to wszystko ma sens.

wyjaśnię:
mąż nadal rozmawia sobie na gg z tymi osobami, nie tak świńsko, ale nadall...nie pytajcie mnie skąd wiem...zwykły przypadek i wyszło. nawet się nie starałam. niestety

zaczynam się zastanawiać czy on nie jest jakiś uzależniony?

wszystko co zaczynałam budować znowu runęło...

az sie chce napisac: a nie mowilam?? aale po co to komu?

Swinka: lac i patrzec czy rowno puchnie.
Widzisz Dunkis..jakie to "wspolne" rozwiazywanie problemow?

Problemem to jest to, ze ten partner w opgole nie widzi nic zlego w tym co zrobil i robi. Przyznal sie, bo zostal przylapany..skruchy i zalu zero!

116

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Czułości i pocałunki, tylko? Zakładam, że jestes pewna tego. Przecież takie rzeczy do niczego nie prowadzą.

Myślisz, że uwierzyłam tak od razu, że nie poszli ze soba do łóżka?
Przysięgał, że nie posunął sie dalej!
Muszę wierzyć, jeśli chcę ratować małżeństwo!

117

Odp: wszyscy tylko nie on...

Pisałem wspólne. A to nie jest wspólne. On oszukiwał. Za to przy takich wynikach swina nie powinna mieć żadnych wyrzutów, zrobiła więcej niż by mozna było oczekiwać.
Z drugiej strony to lepiej chyba, że teraz to wyszlo niż znów za pare miesięcy, co?

118

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Pisałem wspólne. A to nie jest wspólne. On oszukiwał. Za to przy takich wynikach swina nie powinna mieć żadnych wyrzutów, zrobiła więcej niż by mozna było oczekiwać.
Z drugiej strony to lepiej chyba, że teraz to wyszlo niż znów za pare miesięcy, co?

teraz czy pozniej..wsia rawno..boli tak samo.

A swinia to on jest, ona jest swinka:)

co za kawal...taki to pluje Ci w twarz i mowi, ze deszcz pada..

swinka, odlacz mu tego kompa, raz na zawsze!

119

Odp: wszyscy tylko nie on...

Ja bym chyba pekła...   nawet gdybym przyrzekła sobie rozwagę... nie dałabym rady... normalnie bym go pogoniła...i wiem ŻE KOCHASZ!!!   ale za co? .... za to gg też ??

120

Odp: wszyscy tylko nie on...

mam dla Ciebie propozycję, zacznij rozmawiać sama, wyjdż z kimś, niby na randkę, ciekawe czy go to zaboli.

121

Odp: wszyscy tylko nie on...

wiem, wiem, mówiliście, a raczej pisaliście, no ale cóz ja już taka jestem, że zawsze musze przekonać się na własnej skórze....

122

Odp: wszyscy tylko nie on...

Laska, masz 26 lat, dasz radę.

123

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

Laska, masz 26 lat, dasz radę.

takk, już na starcie mam zrytą psychę:(

124

Odp: wszyscy tylko nie on...
swinka peppa napisał/a:
Dunkis napisał/a:

Laska, masz 26 lat, dasz radę.

takk, już na starcie mam zrytą psychę:(

nie Ty tylko Twoj maz. Ty masz pecha..ale to sie da wyleczyc.

125

Odp: wszyscy tylko nie on...

zamnknij oczy i wyobraź sobie ,ze już jest po wszystkim ( czyli tym czego teraz sie boisz) rozstałaś sie.. i masz nowe życie, własnie kogos poznałaś.. jestes radosna, usmiechnięta, czujesz się kochana..... macie milion planów, masz skrzydła u ramion dzieki niemu... niemożliwe?? dziecko ( że sie tak wyraże) ja mialam 32 lata....    i dałam radę zacząć od dosłownego ZERA...

126

Odp: wszyscy tylko nie on...

No bez przesady, 26 lat, to wcale nie pierwsza młodość, nsatolatką z doświadzceniami trudno CIę nazwać. Za to jesteś kobietą z doświadczeniem życiowy, krwiaiącym sercem, a nie żadną zrytą psychiką. Jeśli tak , to lekko kilka procent takich kobiet jest wogóle. Ale to pewnei tylko dzięki temu, że pozostałym kilkanaście procentom wciąz udaje się to ukryć.

127

Odp: wszyscy tylko nie on...

"POCZUĆ' się jak małolata mozna kochając w każdym wieku...       przerabiałam ;-))   wszystko jeszcze przed Tobą..

mam koleżankę.. jest ode mnie starsza o 6 lat.. jej małżeństwo trwało 20...  hmmhhm NIE wyobrażała sobie życia męża.. egoisty, babiarza, rządziciela... cierpiała w sobie głęboko a na zewnątrz usmeich nie schodził jej z twarzy...

Po co? po co udawała?  jak zwykle: dzieci, kasa, strach, chwilami bezsilnośc.

Dziekować Bogu on zaszalał do tego stopnia, ze w dniu jej imienin wyszło szydło z wora (TEGO WORA)

..
ŻONA pękła, dostała histerii, przyjechało pogotowie... zabrałi ją..

On poszedł sobie obrazony, z fochem...z tekstem na ustach" przeciez to wariatka"

Po co udawała?  żeby on na koniec ze zrównoważonej kobiety, która wychowała mu 4 dzieci, podawała 3 razy dziennie gotowane posiłki po nos, czekała aż zażyczy sobie seksu(  tylko on o tym decydował) wariatkę?????

tak  .. na to chyba czekała..


Nie rujnuj sie...    gdybys dzis porozmawiała z moja koleżanką.. wytłumaczyłaby jak bardzo żaluje, że tyle lat zmarnowała na bycie przy zwykłym dupku... i mimo, że baaaaaaardzo go kochała... jest sczzęśliwa, że juz nie jest z nim.

128

Odp: wszyscy tylko nie on...

dzięki:)
tylko ja na razie nie mam siły na nic
na nic

129

Odp: wszyscy tylko nie on...
Dunkis napisał/a:

No bez przesady, 26 lat, to wcale nie pierwsza młodość, nsatolatką z doświadzceniami trudno CIę nazwać. Za to jesteś kobietą z doświadczeniem życiowy, krwiaiącym sercem, a nie żadną zrytą psychiką. Jeśli tak , to lekko kilka procent takich kobiet jest wogóle. Ale to pewnei tylko dzięki temu, że pozostałym kilkanaście procentom wciąz udaje się to ukryć.

nie pierwsza młodość:p

rozbawił mnie Twój post, dzięki, teraz mało rzeczy jest w stanie mnie rozśmieszyć...
zwłaszcza, że ostatnio pani w sklepie zażądała dowodu osobistego jak położyłam na taśmie piwka?:D

130

Odp: wszyscy tylko nie on...

Świnka należę do tych zdradzonych. Oprócz całego bólu i cierpienia czuje ze upokorzono moja dumę i wiarę w siebie... I wiem ze gdybym miała jakiekolwiek najmniejsZe podejrzenie ze mój mąż nie trzyma warunków utrzymuje kontakt filtruje z kimś- bez wahania powiedziałabym dość...
Życie z partnerem po zdradzie jest wystarczająco trudne samo w sobie zeby pozwolić sobie na wahania....
Świnko- nic nie musisz. Ty wybierasz. Ty podejmujesz decyzje   Tylko ty będziesz musiała z tym żyć...

Posty [ 66 do 130 z 170 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » wszyscy tylko nie on...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026