Witajcie.
Zakładałam swój wątek na farum ale jakoś do końca nie mogę sie tam odnaleźć.
Mam problem podobny do innych dziewczyn więc nie mogę założyć swojego prywatnego wątku o tym samym temacie.
Potrzebuje jakiejś rady, dobrego słowa, nie potrafię się podnieść z tego co się stało.
Mianowicie jestem w ciąży, w chwili obecnej już początek 9 miesiąca, półtora miesiąca temu mój chłopak (ojciec dziecka) zostawił mnie i odszedł. Byliśmy ze sobą 3 lata, staraliśmy się rok o dzidzie, gdy dowiedziałąm się że jestem w ciąży D. bardzo się ucieszył, zaczął robić remont mieszkania, szykować pokoik dla dziecka, kupować jakieś mebelki, złożyliśmy łóżeczko itp. Nasz związek nie był wzorowy, często się kłóciliśmy ale niekonieczie było to spowodowane moją winą. Ja jedyne czego od niego oczekiwałam to trochę ciepła, uczucia i zainteresowania a tego nie dostawałam. Kiedyś mnie zdradził, ale wybaczyłam, przyjęłam z powrotem. Niestety zaufania już mojego nie odzyskał, bo nie raz widziałam jak pisał do innych kobiet. Powodem naszej ostatniej kłótni było to że wyszedł ze znajomymi na dyskotekę, bawił się do rana, pił bawił, wrócił nad ranem, a mi nic nie powiedział i nie odbieral ode mnie telefonów. PO całej sytuacji dnia następnego był obrażony że wogóle dzwoniłam i że mam pretensje. Tego samego dnia powiedział też że odchodzi (przez telefon), że już mnie nie kocha, że ma mnie dość, że nie będę mu niczego zabraniać, że on sobie ma prawo chodzić na miasto i się bawić, żę to nie on jest w ciąży i nie zamierza się ze mną męczyć. Od tej pory minęło półotora miesiąca. Na początku utrzymywalismy w miare regularny kontakt smsowy ale później zdałąm sobie sprawę że źle się z tym czuję, że tak nie mogę, żę jest mi jeszcze gorzej bo tęśknie i robie sobie nadzieje. Któregoś dnia nie wytrzymałam i napisałąm mu smsa że będzie dla dziecka tylko ojcem na papierze, że nas bardzo skrzywdził, żę bardzo cierpimy, że jak mógł zostawić włąsne dziecko i mnie (niedawno twierdził żę bardzo mnie kocha i małą), że dawcą nasienia każdy może być ale trzeba umieć dziecko wychowac i wziąć odpowiedzialność. Niestety nic te moje słowa nie zmieniły tylko znów się obraził i stwierdził że mam nie brać go na litość i że nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów, tylko te związane z dzieckiem. Poczułam się strasznie, kolejny raz mnie zranił. Nie wspominałam też że nie ma do mnie szacunku, często mnie obraża, mówi przykre słowa, krzyczy, pała do mnie straszna nienawiścią. To jest takie przykre bo ja nadal go kocham:( Wiem żę to głupie ale nie umiem inaczej. Od początku ciąży on nie mógl się zdecydować czy chce byc znami czy nie. NIby szykowal pokoj itp. ale jak sie pokłocilismy czasem o naprawdę głupotę to odchodził po 1-2 dniach znow wracal i tak bylo z 10 razy. Bardzo to przeżywałam. Jestm bardzo wrażliwą i kruchą osobą. Teraz odszedl i juz nie wrocil. Od jego odejscia minelo 1,5 miesiaca a ja nie umiem sie pozbierac, podnieść, ciągle płącze, nie spie, nie mam apetytu, nie chce mi sie zyc. Nie umiem nie myslec o nim nawet przez chwile, kazda mysl to on, czy to po przebudzeniu czy przed zasnieciem, w nocy gdy sie przebudze, ciagle myślę co on robi, gdzie jest, dlaczego nie tęskni, nic nie napisze, nie odezwie się, nie napisze jak się czuję malutka nasza, dlaczego to zrobił, jak on mógł, jak tak można, jak można być takim człowiekiem????? Wciąż zadaję sobie takie pytania i nie znajduję odpowiedzi.
On wiem że się bawi, jeździ po imprezach, szkoleniach, ze znajomymi i nawet o nas nie myśli. Chwali się tym jak tylko ma okazje do tego.
Ja mieszkam teraz u rodziców bo nie miałam się gdzie podziac. Mam nienajlepsze warunki a on ma duże mieszkanie. Nie obchodzi go jak dziecko będzie miało ułożone życie i czy niczego nie będzie mu brakowało. Nie mogę sobie z tym poradzić. Czytałąm wątki Pe, Lib, Lil i innych dziewczyn ale to pomaga mi na chwilę. CO o tym wszystkim myślicie?
Wiem że jak dzidzia się urodzi to wszystko się zmieni ale nie wyborażam sobie spotkań z nim, walki w sądzie o alimenty itp. Przeraża mnie to. Ostatnio zaczęłam się go bać, unikałam rozmów i kłotni, sprzeczek byleby tylko go nie zdenerwowac by znow sie nie obrazil i nas nie zostawil. Tak wygladaly ostatnie miesiace naszego związku. Wiem głupie ale prawdziwe.
Szukam poprostu pomocy bo już nie daję rady.