Dobranoc Lil...:)
Wysłałam Ci cos na maila...naprawdę nie jestes SAMA .....:)
śpij spokojnie!!!
Podobne tematy
Dobranoc Lil...:)
Wysłałam Ci cos na maila...naprawdę nie jestes SAMA .....:)
śpij spokojnie!!!
Dziękuję. Dobranoc. Ty też się wyśpij. pa pa
Dziewczyny - bo zleję po tyłkach
Do spania...
LiL,
Myslalam o tobie przez pol nocy. W ktorym jestes miesiacu? Trzymaj sie i mys o dzieciaczku i o tym jak bedziecie szczesliwi, bo tak napewno bedzie.
Pozrawiam
LiL,
Wstał nowy dzień, a z każdym dniem będziesz silniejsza. Przetrwasz ten ból i cierpienie, doczekasz narodzin swojej córeczki i będziesz jeszcze szczęsliwa. Wierzę w to i tego Ci, kochanie, życzę.
Na dawcę nasienia brak słów, tchórzliwy, podły łajdak - jak widać jednak niedaleko pada jabłko od jabłoni. Im szybciej o nim i jego podłych rodzicach zapomnisz, tym lepiej dla Ciebie. Gdy czytam takie historie, to nie mogę wprost uwierzyć, że w ogóle można tak postąpić. Kanalie.
Skup się na sobie i dzieciaczku.
Przytulam mocno.
Dobrego dnia.
Boze slodki oniemialam...
nie wiem co mam napisac... wspolczuje, przykro mi strasznie...tym ludziom naprawde rozum odjelo...
3maj sie LiL, sprobuj sie wyciszysz, uwazaj na siebie.
Bede do Ciebie zagladac i sledzic watek na biezaco.
72 2011-07-26 11:07:26 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-26 11:07:40)
No mam nadzieję, że odsypiasz. Nie wiem, jak Devil, ale ja mam dziś oczy na zapałkach ![]()
Ja mam często na zapałkach, już myślę o jakiejś tytanowej konstrukcji
Ale tak trzeba.
Dobrze, że dziewczyna zasnęła, i pewnie jeszcze śpi ![]()
Ja mam często na zapałkach, już myślę o jakiejś tytanowej konstrukcji
To od razu 2 sztuki załatw ![]()
LiL,
Mam nadzieje, ze dzisiejszy dzien bedzie dla Ciebie duzo spokojnieszy.
Pozdrawiam i sciskam
Pospałam... Ale to była straszna noc. Brzuch mnie bolał i co chwile się budziłam. Jutro mam wizytę u gina, mam nadzieję że nie skończy się ten ostatni miesiąc szpitalem bo mam już tego miejsca dosyć.
Moja córka zapytała się dziś ''Mamo a kiedy wujcio Dominik przyjedzie, mogę do niego zadzwonić?''. Serce mi pęka, nie mam siły powiedzieć jej co się dzieje a będę musiała bo ona jest już dużą dziewczynką, ma 9 lat więc dużo rozumie. Kiedy jej tata wyprowadził się od nas miała niespełna rok i nie pamięta swojego taty kiedy był z nami. Teraz znowu będzie widzieć ten sam model rodziny...bez ojca.
Kiedy powiedziałam jej , że będzie miała siostrzyczkę, strasznie się ucieszyła i powiedziała mi ''i wujek Domi będzie jest jej tatą....ale ma faaajnieeeeeee " . Ona bardzo go kocha i tęskni za nim. Był dla niej taki dobry, bardzo się z nim związała i jest w niego zapatrzona... Robił jej śniadanie szkoły '' mamo wujek robi lepsze śniadanie niż Ty'', odrabiał z nia matematykę ''mamo wujek lepiej mi tłumaczy niż Ty bo ma lepsze sposoby i bardziej rozumiem'', zawoził i odbierał ją często ze szkoły, bawił się z nią i swoim synem, kiedy siedzieliśmy przytuleni ona gramoliła się do nas jak do mamy i taty, kiedy nie było go dłużej niż dzień w domu bo był w pracy poza miastem pytała się co chwilę '' mamo kiedy wujcio wróci'' i witała entuzjastycznie rzucając mu się na szyję.
Tak bardzo byłam szczęśliwa obserwując jak kwitnie między nimi relacja , on był dla niej naprawdę autorytetem i coraz bardziej otwierała się na niego jako swojego opiekuna - tatę... Przez całe swoje życie nie upomniała się o swojego biologicznego tatę tyle razy co o niego. Widziała , że mama jest szczęśliwa i czuła się bezpiecznie w domu , który jej stworzyliśmy...
A teraz? Pozostały po tym wszystkim zgliszcza...ból, ból, ból.
LiL,
Mam nadzieje, ze dzisiejszy dzien bedzie dla Ciebie duzo spokojnieszy.
Pozdrawiam i sciskam
Dziękuję , bardzo sobie też tego życzę , ale jeszcze na to za wcześnie...
Ściskam majusia
Pospałam... Ale to była straszna noc. Brzuch mnie bolał i co chwile się budziłam. Jutro mam wizytę u gina, mam nadzieję że nie skończy się ten ostatni miesiąc szpitalem bo mam już tego miejsca dosyć.
Moja córka zapytała się dziś ''Mamo a kiedy wujcio Dominik przyjedzie, mogę do niego zadzwonić?''. Serce mi pęka, nie mam siły powiedzieć jej co się dzieje a będę musiała bo ona jest już dużą dziewczynką, ma 9 lat więc dużo rozumie. Kiedy jej tata wyprowadził się od nas miała niespełna rok i nie pamięta swojego taty kiedy był z nami. Teraz znowu będzie widzieć ten sam model rodziny...bez ojca.
Kiedy powiedziałam jej , że będzie miała siostrzyczkę, strasznie się ucieszyła i powiedziała mi ''i wujek Domi będzie jest jej tatą....ale ma faaajnieeeeeee " . Ona bardzo go kocha i tęskni za nim. Był dla niej taki dobry, bardzo się z nim związała i jest w niego zapatrzona... Robił jej śniadanie szkoły '' mamo wujek robi lepsze śniadanie niż Ty'', odrabiał z nia matematykę ''mamo wujek lepiej mi tłumaczy niż Ty bo ma lepsze sposoby i bardziej rozumiem'', zawoził i odbierał ją często ze szkoły, bawił się z nią i swoim synem, kiedy siedzieliśmy przytuleni ona gramoliła się do nas jak do mamy i taty, kiedy nie było go dłużej niż dzień w domu bo był w pracy poza miastem pytała się co chwilę '' mamo kiedy wujcio wróci'' i witała entuzjastycznie rzucając mu się na szyję.
Tak bardzo byłam szczęśliwa obserwując jak kwitnie między nimi relacja , on był dla niej naprawdę autorytetem i coraz bardziej otwierała się na niego jako swojego opiekuna - tatę... Przez całe swoje życie nie upomniała się o swojego biologicznego tatę tyle razy co o niego. Widziała , że mama jest szczęśliwa i czuła się bezpiecznie w domu , który jej stworzyliśmy...A teraz? Pozostały po tym wszystkim zgliszcza...ból, ból, ból.
Brzuch to Cie boli od siedzenia przed kompem LiL ... coś zrób z tym. Wyznacz sobie godziny. Ja osobiście i moi towarzysze, chciałbym Cię czytać co chwilkę. Ale pomysl o sobie i o córeczkach ... Wiemy, że nie możesz sie z nami nie rozstawac ...
Opis, który przedstawiłaś, spowodował, że jego barwy pociemniały jeszcze bardziej w moich oczach. Skrzywdził trzy osoby ... i niewątpliwie wszystkie trzy swą pełną mocą. Piękny opis ... ale mając na uwadze Twoj pierwszy post, kontynuuję czytanie, czytając jak horror.
Nie chce się wierzyć, że nie liczył się z małą dzewczynką ...
Pomyśl nad przyczynami LiL. Mi sie nie chce wierzyc, że przyczyna powstała w jego głowie. Nie oskarżam Cie o nic, ale być może wczesniej wspominał co go niepokoi ... co go irytuje ... co nie daje mu życ. Może sygnalizował ... dawał znaki ....
Nie mam pomysłów na to co mogło się stać. Nikt chyba takiego nie znajdzie. Nawet jeśli sprowadzimy tu Freuda czy Schopenhauera.
tak dobrze Cię rozumiem...Sama jestem na tym etapie co Ty parę lat temu.Rozstaję się z podłym facetem...Bardzo mi przykro,że po raz drugi los zgotował Ci to piekło...Jest mi tak przykro i smutno po przeczytaniu tych postów,że nie wiem co powiedzieć.
Tak samo jak Ty, miałam ciężką ciążę.Od drugiego miesiąca tabletki na podtrzymanie,anemia, ciągle antybiotyki,ciągle jakieś infekcje.Szpital,badania,dobre wyniki,złe wyniki i tak w kółko...a mój mąż nawet nie przyszedł na konsultację z ordynatorem,by zapytać o zdrowie synka a groziło nam rozwiązanie przez cesarkę na początku ósmego miesiąca;ale myślisz ze przejął się tym i przyszedł do mnie? Wolał wykorzystać ten czas na imprezy z kolegami.
Po porodzie siedziałam sama w domu bez niczyjej pomocy i zwykła wizyta w toalecie stawała się trzy- czterogodzinnym rytuałem,krwawiłam prawie 3 miesiące nie miałam na nic siły i tylko błagałam go o pomoc...jakąkolwiek ale on był na to głuchy.
Wiem,że po rozpadzie małżeństwa miałaś nadzieję na lepsze życie bo czuję to samo!!! W końcu byłyśmy w jednakowym wieku, obie myślałyśmy,że jest jeszcze czas,że dobrze że teraz a nie gdy będziemy po 30 po 40 bo wtedy jest trudniej znaleźć kogoś - zwłaszcza z dzieckiem...
Nie będę pocieszać,bo słów mi brak by przeklinać niby sprawiedliwy los.
Jednak jedną radę Ci dam...Spokój kochana.Zrób to dla siebie,jeśli teraz tak bardzo się denerwujesz dzidzia może urodzić się nerwowa i będzie Ci płakusiała cały czas a to bardzo dobija w naszej sytuacji.
Może porozmawiaj z siostrą tego faceta?Być może on wystraszył się tak dużej odpowiedzialności?może gdy ochłonie to wróci? Dla niego to też nie jest łatwe...sama już nie wiem jak to sobie tłumaczyć.Na kiedy masz kochana termin porodu?
Przykro mi , że Ciebie też to spotkało, wiem jak to boli bo od jakiegoś czasu ojciec mojego dziecka też się nami nie interesuje. Chociaż chyba wolałabym , żeby od początku był takim gnojem, bo widzisz.....ja dostałam marchewkę , on taki nie był od początku i teraz cięrpię przez to jeszcze bardziej nie rozumiejąc jak można się tak zmienić. On był u mnie w szpitalu i martwił się bardzo, a nawet posprzeczał się z ordynatorem w mojej sprawie. Uspokajał mnie że wszystko będzie dobrze, nazywał nas w smsach ''moje skarby'' . Kiedyś zadzwonił do mnie w nocy i powiedział : ''poopowiadaj mi o niej'', strasznie mnie takie sytuacje wzruszały, tymbardziej , że nie miałam ich zbyt wiele bo od 5 miesiąca ciąży żyliśmy już 300 km od siebie z nadzieją , że wytrzymamy ten czas rozłąki i to nas umocni jeszcze bardziej...
Został mi miesiąc do porodu, o ironio dokładny termin jest w jego urodziny... Jego córeczka ma się urodzić w ten sam dzień co on. Boże...jak jeszcze to się stanie to już będzie przegięcie...
80 2011-07-26 13:42:45 Ostatnio edytowany przez pe (2011-07-26 13:45:18)
Lil ....musisz przeczekać! Do porodu zostało już tylko parę tygodni. Postaraj się skupić na sobie, córeczce i małej dzidzi w brzuszku.
Sytuacja z Dominikiem może sie jeszcze zmienić. Myśle że jego też to wszystko przerosło. Może potrzebuje czasu aby to sobie poukaładać. Na pewno nie sprzyjają temu jego rodzice. Ale z drugiej strony chłopak ma świadomośc tego jak bardzo anty są do Ciebie nastawieni.
Nie martw się na zapas. Wycisz. Zobaczysz że z czasem zupełnie inaczej bedziesz postrzegac sytuację. Emocje i niepotrzebne nerwy nie sprzyjają "trzeźwości umysłu".
Co do córeczki....sama nie wiedziałabym co jej powiedzieć....Na razie może nie komentuj sytuacji.
Pomyśle jeszcze...odezwę się później bo chyba już nic mądrego nie doradzę.....
Lil...trzymaj się mocno!!!!!!!Myślimy tu o Tobie!!!!
The Devil...Wszystko pod kontrolą. Komputer jest maleńki i leży sobie koło mnie w łóżku. Ja niezbyt wiele się poruszam bo mi nie wolno. W zasadzie to ponad pół ciąży przeleżałam. Bóle mam od samiuteńkiego początku , raz większe raz mniejsze, raz wcale.. Taka uroda ciąży , lekarzy i profesorów przerobiłam w kilku szpitalach i nikt nic nowego nie wymyślił. Stosuję się do zaleceń, biorę leki i czekam na rozwiązanie. Moje życie jest pozbawione tylu przyjemności , że nie potrafiłabym zrezygnować z komputera na którym robię wiele rzeczy... Niebawem urodzi się mała i raczej nie będę miała już czasu przy dwóch dziewczynkach. Starsza ma różne dyslekcje i jest totalnie niesamodzielna w odrabianiu lekcji....ale będę miała zapieprz. Może to i dobrze...
Myślę o tym co napisałeś i były takie sygnały, napiszę o tym póżniej, muszę to streścić, bo jak będę tak strzelać w pełnych wersjach a nie skróconych to powstanie tu na forum książka.
I wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że mimo tego, iż zrobił mi takie świństwo i wyzywam go w myślach od najgorszych, to i tak nie znika to głębokie uczucie, którym go obdarzyłam... Chciałabym , żeby przyszedł tu do mnie teraz i miał jakieś czarodziejskie wytłumaczenie na swoją karygodną postawę...
.
.
.Boże, nie mogę uwierzyć nadal w to co się z nim stało...w to co nam zrobił....
.
Jakoś nikt nie umie wpaść na to, co się stało. Więc co się stało ? Kto może odpowiedzieć ...
The Devil...Wszystko pod kontrolą. Komputer jest maleńki i leży sobie koło mnie w łóżku. Ja niezbyt wiele się poruszam bo mi nie wolno. W zasadzie to ponad pół ciąży przeleżałam. Bóle mam od samiuteńkiego początku , raz większe raz mniejsze, raz wcale.. Taka uroda ciąży , lekarzy i profesorów przerobiłam w kilku szpitalach i nikt nic nowego nie wymyślił. Stosuję się do zaleceń, biorę leki i czekam na rozwiązanie. Moje życie jest pozbawione tylu przyjemności , że nie potrafiłabym zrezygnować z komputera na którym robię wiele rzeczy... Niebawem urodzi się mała i raczej nie będę miała już czasu przy dwóch dziewczynkach. Starsza ma różne dyslekcje i jest totalnie niesamodzielna w odrabianiu lekcji ....ale będę miała zapieprz. Może to i dobrze...
Myślę o tym co napisałeś i były takie sygnały, napiszę o tym póżniej, muszę to streścić, bo jak będę tak strzelać w pełnych wersjach a nie skróconych to powstanie tu na forum książka.
O dysleksji rozwojowej pomówię z Tobą po wakacjach. Powiem Ci wszystko co dla córeczki możesz zrobić. Taką dysleksje można wyeliminować do 100%. Temat jest ze mną ściśle związany, i chętnie Ci pomogę. Poświęcimy na to nowy wątek by nie było, że OT.
A na resztę wypowiedzi oczywiście poczekam.
Moja córka zapytała się dziś ''Mamo a kiedy wujcio Dominik przyjedzie, mogę do niego zadzwonić?''. Serce mi pęka, nie mam siły powiedzieć jej co się dzieje a będę musiała bo ona jest już dużą dziewczynką, ma 9 lat więc dużo rozumie. Kiedy jej tata wyprowadził się od nas miała niespełna rok i nie pamięta swojego taty kiedy był z nami. Teraz znowu będzie widzieć ten sam model rodziny...bez ojca.
Kiedy powiedziałam jej , że będzie miała siostrzyczkę, strasznie się ucieszyła i powiedziała mi ''i wujek Domi będzie jest jej tatą....ale ma faaajnieeeeeee " . Ona bardzo go kocha i tęskni za nim. Był dla niej taki dobry, bardzo się z nim związała i jest w niego zapatrzona... Robił jej śniadanie szkoły '' mamo wujek robi lepsze śniadanie niż Ty'', odrabiał z nia matematykę ''mamo wujek lepiej mi tłumaczy niż Ty bo ma lepsze sposoby i bardziej rozumiem'', zawoził i odbierał ją często ze szkoły, bawił się z nią i swoim synem, kiedy siedzieliśmy przytuleni ona gramoliła się do nas jak do mamy i taty, kiedy nie było go dłużej niż dzień w domu bo był w pracy poza miastem pytała się co chwilę '' mamo kiedy wujcio wróci'' i witała entuzjastycznie rzucając mu się na szyję.
Tak bardzo byłam szczęśliwa obserwując jak kwitnie między nimi relacja , on był dla niej naprawdę autorytetem i coraz bardziej otwierała się na niego jako swojego opiekuna - tatę... Przez całe swoje życie nie upomniała się o swojego biologicznego tatę tyle razy co o niego. Widziała , że mama jest szczęśliwa i czuła się bezpiecznie w domu , który jej stworzyliśmy...A teraz? Pozostały po tym wszystkim zgliszcza...ból, ból, ból.
Hmmm... po tym, co napisałaś - nic już nie rozumiem ![]()
Coś się musiało wydarzyć... Chyba tylko szczera rozmowa, nic innego tego nie wyjaśni.
straszne to co mężczyzna potrafi i oni potrafią ciągle zarzucać kobietą że pchają się do władzy a kto ma to wszystko dźwigać
bo my jesteśmy silniejsze psychicznie to co trzeba nas testować?
Ile on był po rozwodzie?
Zostawiając kobietę w ciąży bez troski zwłaszcza chorą to jest najgorsze co może być odsuń się od niego nie pytaj o wyjaśnienia sytuacja sama za siebie jest w stanie go ocenić
facet to dowód na to że wszystko się rozwija a oni uwsteczniają z jaskiń daleko nie wyszli oczywiście nie wszyscy są tacy ale coraz bardziej w to wątpię
a wy nie wiecie czemu faceci są tacy to my matki wychowując synów za mało od nich wymagamy bo dziewczynce przekazujemy że powinna sprzątać, gotować itp.a chłopcy co robią
od zarania dziejów facet mógł wszystko mieć kilka bab to nic złego oglądać się za babami bo to taka natura faceta,
facet pijany tak nie razi jak baba pijana , a oni ciągle usprawiedliwiani bezkarnie posuwają się w swych występkach do przodu
a jeszcze tłumaczenia, że ty mu to specjalnie zrobiłaś odwróć się od niego im szybciej tym lepiej
Pozwolę sobie wkleić we wszystkich trzech wątkach.
Jakiś czas temu postanowiłam zostać wojownikiem. Hmm... żeby się ratować...
Kochane - Wy też jesteście wojownikami
Nie zapominajcie, że:
" Wojownik światła wybiera swoich wrogów. Wojownik zdaje sobie sprawę z tego, na co go stać. Nie musi otwierać się przed światem i opowiadać o swoich umiejętnościach i zaletach. Ale - podobnie jak na Dzikim Zachodzie - zawsze pojawia się ktoś, kto pragnie dowieść, że jest od niego lepszy. Wojownik wie, że że nie ma czegoś takiego jak "gorszy" bądź "lepszy". Każdy człowiek został obdarzony talentem, dzięki któremu będzie mógł przejść swą drogę. Ale niektórzy nalegają, prowokują, zachowują się w sposób obraźliwy i robią wszystko, by zirytować wojownika. Krytykują jego czyny i próbują udowodnić, że dokonał złych wyborów. W tym momencie serce wojownika mówi: "Nie reaguj na obraźliwe słowa, twoje umiejętności nie staną się dzięki temu lepsze. Będziesz zmęczony przez tak błahą rzecz"
Wojownik światła nie traci więc czasu na słuchanie prowokujących komentarzy, musi wypełnić swoje przeznaczenie".
My już wiemy, jakie jest nasze przeznaczenie
I nic nam nie przeszkodzi w osiągnięciu celu. Już nie...
87 2011-07-26 18:02:05 Ostatnio edytowany przez LiL (2011-07-26 18:21:08)
The devil... nie umiem robić cytatów . Ale ten post jest w odpowiedzi na twoje ''Pomyśl nad przyczynami LiL. Mi sie nie chce wierzyc, że przyczyna powstała w jego głowie. Nie oskarżam Cie o nic, ale być może wczesniej wspominał co go niepokoi ... co go irytuje ... co nie daje mu życ. Może sygnalizował ... dawał znaki ....''
Ja myślę , że w tym kotle miesza matka czarownica. Kiedy tylko pojawiłam się w jego życiu ona wynajdywała setki argumentów na nie. On jest od tej rodziny bardzo zależny, kiedy rozstał się z żoną oni bardzo mu pomagali w wychowywaniu syna, układaniu życia na nowo, pomagali w spłacaniu długów które zostawiła mu na głowie eks żonka ( bo z niej to jest niezły numer), wiedzieli zawsze o każdym jego kroku i wiem , że wkroczyli w jego życie za bardzo. On zresztą sam mówił o tym na głos, że za bardzo ich do siebie dopuścił i przez pomoc którą od nich miał/ma uzurpują sobie prawo do decyzyjności w jego życiu. Ojciec np. ma klucze od domu i mieszka blisko, siedział nam prawie codziennie na głowie póki nie okazał się jawnym wrogiem. Zawsze wpadał kiedy chciał, o której chciał, tak jakby tam mieszkał. Siedział po kilka godzin, pół dnia , albo cały...
Dominik kilka razy miał wątpliwości czy to dobrze , że zamieszkaliśmy razem tak szybko, ale te wątpliwości pojawiały się tylko wtedy kiedy matka robiła mu awantury o dziecko po czym znikały. Miała teorie ,że on powinien poświęcić się synkowi, gadała że dziecko nie ma poczucia bezpieczeństwa odkąd my pojawiłyśmy się w tym domu. Żeby wywierać większy nacisk stwarzała sytuację ,że wnuczek nie chciał wracać do domu tylko siedzieć u babci , która go baaaardzo rozpieszcza i pózniej zganiała to na nas, że dziecko nie chce wracać do swojego domu bo my tam jesteśmy. Zresztą sama mi powiedziała '' mój syn zanim poznał ciebie mówił , że nie będzie zakładał nowej rodziny''. Ona od niego tego wymagała! Sama tak postąpiła w życiu. Ponad 16 lat nie żyje z ojcem i od tej pory nie miała nikogo, nawet na chwilę. Jest zacietrzewioną, zgorzkniałą kobietą, która uważa, że trzeba poświęcić się dzieciom. Tylko z drugiej strony co to za hipokryzja! Przecież właśnie za miesiąc przyjdzie na świat jej wnuczka! Jej nie trzeba się poświęcić? Jestem przekonana , że teoria, że to mi zachciało się dziecka i że to ja zadecydowałam o tym żeby je mieć , czyli krótko mówiąc , że ''wrobiłam go w dziecko'' - wypłynęła od niej.
A moja relacja z małym Dominika była bardzo dobra, pózniej już tylko dobra. Czarownica nakręcała go na mnie i moją córkę , ale dzieciak i tak miał swój rozum i był ze mną dość zrzyty. Ale po kilku miesiącach zauważyłam zmianę w jego zachowaniu i konsultacje z dorosłymi , kiedy to wypalił do mnie '' jesteś dla mnie obcą babą i nie możesz mi rozkazywać'', albo tekst rano w łazience do mojej córki ''moja babcie Cię nie lubi, wiesz?'' ( 6-cio latek ). Nie zniechęcało mnie to, okazywałam jeszcze więcej miłości na przekór i to zawsze była moja dobra strategia...tak uważam.
Rozmawialiśmy z Domim setki razy na ten temat i on zawsze mówił, że to wszystko tak szybko się wydarzyło, że wie że to nam nie sprzyja , że nie zrobił porządku ze swoim starym życiem, że żle czuje się z tym że muszę być świadkiem tego bagna , które ciągnie się za nim po poprzednim życiu , ale ostatecznie ja zapewniałam go zawsze ,że nie stanowi to dla mnie problemu i biorę go z całym inwentarzem bo bardzo go kocham za to jakie ma serce a nie stan konta i ciągle powtarzałam , że nigdy nie zrobię mu krzywdy, że już nic złego w życiu w tej materii go nie spotka i że jestem w jego życiu po to żeby dać mu szczęście , że już nie będzie żadnych rozczarowań.
Bardzo niedaleko przed tym jak dowiedzieliśmy się o dzidziusiu, też po jakiejś akcji ''wtrącający się rodzice'' zapytałam go czy może powinniśmy pomyśleć o tym , żeby chwilę osobno pomieszkać, żeby uporządkował swoje sprawy...Chyba nie myślałam tak , zapytałam , żeby sprawdzić co odpowie. Odpowiedział : ''nigdzie się nie będziesz wyprowadzać, tu jest Twój dom!''.
A teraz? Porzucając mnie przez telefon powiedział, że on ma już dosyć tego , że nie decyduje o swoim życiu poraz kolejny. Że po swoim 8 letnim małżenstwie gdzie wszystko było nie tak jak on chciał, znowu dzieje się wszystko samo i on nie decyduje. Że to ja zadecydowałam , żebyśmy założyli rodzinę....Brak słów. Zapytałam go dlaczego dopiero teraz na to wpadł i nie mówił tak kiedy byliśmy razem , zaczęliśmy razem budować na nowo, po co się tak starał i tyle z siebie dawał...odpowiedział: ''bo postawiłaś mnie w takiej sytuacji i czułem się za was odpowiedzialny''. Nie wierzę w to , po prostu w to k... nie wierzę! Ale te słowa dalej wypowiedziane grzmią mi w głowie...''ja nie chcę takiego życia, nie chcę żadnych dzieci, chcę być sam''... to jest nóż w plecy.
Jeszcze pięknie zaczął wzbudzać we mnie poczucie winy, że go tak dołowałam i naciskałam przez te trzy miesiące rozłąki- smsami, że jego to zmęczyło , że on zobaczył że to wszystko jest nie tak... No i że już zawsze pozostanie między nami kwestia sporna skąd wzięła się ta ciąża bo on jest już przekonany , że to moja sprawka.... Ręce mi opadają...
88 2011-07-26 18:45:53 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-26 22:11:53)
No przykro mi, ale to kolejny chłopczyk z nieodciętą pępowiną. Oczywiście, że można mieć tu pretensje do teściowej, że to ona jest wszystkiemu winna. Ale - ona i teść mieli i mają wpływ na Wasze życie w takim stopniu, na jaki on im pozwolił.
No niestety - nie udźwignął ciężaru dorosłości. Konsekwencją tego, że rodzice wzięli na siebie jego zobowiązania jest to, że teraz uzurpują sobie prawo do decydowania o losie jego i wnuka. To jest właśnie cena, którą płaci się za brak samodzielności.
On nadal jest jak nastolatek, który dostaje od rodziców kieszonkowe i w zamian musi przestrzegać reguł przez rodziców narzuconych. I nawet nie potrafi się przeciwko temu zbuntować. Jest słabym, niedojrzałym chłopaczkiem, który robi to, czego od niego wymagają rodzice.
Najwyraźniej nie potrafił samodzielnie poradzić sobie z sytuacją, która wynikła po rozstaniu z żoną. Z tego co piszesz wynika, że całkowicie poddał się woli rodziców. Oni zaopiekowali się nim i jego dzieckiem; on pozbył się kłopotów, z którymi sobie nie radził, ale - to była transakcja wiązana. W zamian - poddanie się woli rodziców.
Rodziców, którzy uważają, że wiedzą LEPIEJ, co jest dla niego i jego syna najlepsze.
Niestety - to jest nierówna walka. Bo nie masz w niej sprzymierzeńca.
On powinien być Waszym oparciem, Waszą opoką, kimś, kto skoczy za Wami w przysłowiowy ogień. Kimś, komu podasz rękę i z zamkniętymi oczami, spokojna o Waszą przyszłość - zawierzysz. Kimś, kto dla dobra Waszych dzieci zrobi wszystko, bez chwili zawahania.
A niestety - okazał się chłopczykiem, który nie potrafi powiedzieć "NIE" mamie i tacie. Podkulił ogon i czmychnął. Dla mnie - to tchórz. Jak napisał Devil - taka ciota, która nie potrafi samodzielnie egzystować.
P.S. I jeszcze płacze, że Ty podjęłaś za niego decyzję? Sama w tą ciążę zaszłaś? Niepokalane poczęcie?
Całe życie rodzice za niego decydowali - i tak będzie pewnie aż do śmierci.
Bosze... co z tymi kobietami się dzieje, że takich #$%$^#%&*^$^%&*$%^ wychowują?
Tak LiL ...
brakowało mi tych kilku zdań by jakoś to połatać. Mogłaś przyjść tu wcześniej i umówić sie z nami na gusła by odstraszyć czarownicę. Bezwzględnie on jest sprawcą ... ale mózg to czarownica. To jest bardziej niż pewne. Wróce tu poźniej. Odpocznę, bo może znów z kimś trzeba bedzie spędzić tu noc.
Odpiszę Ci co o tym myśle .... Oh a myśle .... myśle !
straszne to co mężczyzna potrafi i oni potrafią ciągle zarzucać kobietą że pchają się do władzy a kto ma to wszystko dźwigać
bo my jesteśmy silniejsze psychicznie to co trzeba nas testować?
Ile on był po rozwodzie?
Zostawiając kobietę w ciąży bez troski zwłaszcza chorą to jest najgorsze co może być odsuń się od niego nie pytaj o wyjaśnienia sytuacja sama za siebie jest w stanie go ocenić
facet to dowód na to że wszystko się rozwija a oni uwsteczniają z jaskiń daleko nie wyszli oczywiście nie wszyscy są tacy ale coraz bardziej w to wątpięa wy nie wiecie czemu faceci są tacy to my matki wychowując synów za mało od nich wymagamy bo dziewczynce przekazujemy że powinna sprzątać, gotować itp.a chłopcy co robią
od zarania dziejów facet mógł wszystko mieć kilka bab to nic złego oglądać się za babami bo to taka natura faceta,
facet pijany tak nie razi jak baba pijana , a oni ciągle usprawiedliwiani bezkarnie posuwają się w swych występkach do przodu
a jeszcze tłumaczenia, że ty mu to specjalnie zrobiłaś odwróć się od niego im szybciej tym lepiej
Makao,
Doskonale to ujelas. Chlopcy powinni byc wychowywani na rowni z dziewczynkami.
LiL,
Ciesze sie, ze sie odezwalas martwilam sie o ciebie. Rodzice tego ******* robia blad. I wiele jest winy w nich, zle go wychowali.
Taki czlowiek juz lepszym sie nie stanie. No chyba, ze jego zycie stanie do gory nogami i cos nim wstrzasnie. A tak wyglada, ze jego rodzice rozwiazuja za niego wszystkie problemy.
Czekam na dalsze wiesci od Ciebie.
Lil dopiero dziś miałam szansę przeczytać Twój wątek. Jest mi strasznie przykro i mocną Cię przytulam. Jedno jest pewne- osobą decyzyjną w życiu ojca Twojego dziecka jest jego matka. On jest bardzo od niej zależny, no i cóż potrafiła mu mamuśka przeprać mózg.
Wiecie co? Czytając wiele historii na tym forum wiem już jak NIE WYCHOWYWAĆ swojego syna. Nie chce by kiedykolwiek był takim pseudo mężczyzną.
Lil dopiero dziś miałam szansę przeczytać Twój wątek. Jest mi strasznie przykro i mocną Cię przytulam. Jedno jest pewne- osobą decyzyjną w życiu ojca Twojego dziecka jest jego matka. On jest bardzo od niej zależny, no i cóż potrafiła mu mamuśka przeprać mózg.
Wiecie co? Czytając wiele historii na tym forum wiem już jak NIE WYCHOWYWAĆ swojego syna. Nie chce by kiedykolwiek był takim pseudo mężczyzną.
Ja też już wiem, jaką teściową NIE BĘDĘ.
Taaaak... Wszystko zaczyna mi się klarować, teraz rozumiem co miał na myśli mówiąc mi , że musimy odwrócić od siebie uwagę, że oni nie mogą jak najdłużej dowiedzieć się o dziecku bo nie dadzą mu żyć...tylko że myślałam , że ma na celu nasz wspólny spokój. Sama ich nie cierpię i chciałam , żeby trzymali się ode mnie z daleka.. O ja naiwna. On myślał tylko i wyłącznie o swoim tchórzliwym tyłku!
Tylko ciekawe co on teraz sobie myśli? Że rozpłynę się z dzieckiem w powietrzu? Że znikniemy? Jak on może patrzeć w lustro po tym wszystkim co nam zrobił... Co dla niego znaczyło nasze wspólne życie? Jak można tak zdradzić swoje serce? Bał się ze mną spotkać bo nie byłby w stanie powiedzieć mi tego wszystkiego patrząc mi w oczy. Co za cienias! On się po prostu od nas odciął i zapadł pod ziemię bo tak tchórzowi najłatwiej, co za styl.... Te jego słowa jeszcze miesiąc temu wypowiadane i pisane...jestem odpowiedzialny;boli mnie serce, że tak ostatnio nie dogadujemy; kocham;nigdy nie zaufam już żadnej istocie tak jak tobie; jesteś najbliższą mi osobą; brakuje mi ciebie; przetrwamy to wszystko; zasługujesz na więcej szczęścia niż mogłem dać ci do tej pory , jesteś wspaniała i czekałem całe życie na taką kobietę! Ja go cytuję w tym momencie. Niedawno miałam urodziny i powiedział mi że bardzo chce żebym była szczęśliwa i żebym go miała w końcu takiego jak zawsze chciałam...
Nie mogę, już nie wiem co jest prawdą a co kłamstwem, co było prawdziwe a co udawane, co było pod presją a co z serca...Nie mogę pogodzić się z tym wszystkim co się wydarzyło, naprawdę on był ostatnim człowiekiem na ziemi , którego mogłabym podejrzewać o takie postępowanie...tak bardzo się zawiodłam. . .
Wiesz, Lil - to po prostu słaby facet. Bezwolne narzędzie w rękach obłąkanych rodziców.
Kurcze, przecież to ich wnuczę jest!
Napisz proszę - kto właściwie zajmuje się jego synem, gdy jest u niego. Bo rozumiem, że raz u niego, raz u mamy.
I dlaczego rozpadło się poprzednie małżeństwo - może historia się powtarza? Może żadna kobieta nie jest DOŚĆ dobra dla "królewicza" i złej macochy?
Dokładnie TAK....syndrom małego chlopca!!!! Pojawia się też w historii mojego jeszcze mężą. Tu nie można mówić o bliskich relacjach matka - syn. Tu można mówić o zaburzeniach które przez te relacje powstały. Jego matka widzi w nim wciąz małego synka a nie dorosłego faceta. Małe dziecko które nie ma prawa do podejmowania samodzielnych decyzji. To pewnego rodzaju uzależnienie.
A On.....jest "kaleką" przez całe życie . Boi się odpowiedzialności, boi sie dorosłości....
Z takim facetem fajnie i wesoło się żyje kiedy nie ma problemów. Jak się pojawiają....ucieka, odcina się.
Niekochana zwróciła uwagę na pierwsze małżeństwo. Oczywiście mógł Ci przedstwaic sytuację tak...by się "wybielić". Może też został "wrobiony" w dziecko. Wiesz może jak to bylo??
97 2011-07-27 00:19:35 Ostatnio edytowany przez LiL (2011-07-27 01:48:32)
Wiesz, Lil - to po prostu słaby facet. Bezwolne narzędzie w rękach obłąkanych rodziców.
Kurcze, przecież to ich wnuczę jest!Napisz proszę - kto właściwie zajmuje się jego synem, gdy jest u niego. Bo rozumiem, że raz u niego, raz u mamy.
I dlaczego rozpadło się poprzednie małżeństwo - może historia się powtarza? Może żadna kobieta nie jest DOŚĆ dobra dla "królewicza" i złej macochy?
Syn jest u niego dwa tygodnie a dwa tygodnie u mamy i tak w kółko. Ona trochę kiepsko się nim zajmuje , dzieciak wraca po dwóch tygodniach zwichrowany psychicznie i trzeba go prostować. Ona jest karierowiczką i sama też jest dzieckiem, tam jest kupe nianiek i ludzi do pomocy, okazywanie miłości i zainteresowania poprzez kupowanie wszystkiego co tylko młody zapragnie- dosłownie. Kiedy jest u Dominika zwykle zajmuje się nim on, są bardzo zżyci. Pierwsze trzy dni ojciec musi poświęcać na porządne sprowadzanie malca na ziemie, jest w tym naprawdę dobry. Jak jeszcze tam mieszkałam, robiliśmy przy dzieciach wszystko razem. Jednak przez te dwa tygodnie mały często bywał u czarownicy, która z kolei strasznie go rozpieszcza i faworyzuje, w zasadzie w każdym tygodniu przynajmniej na jedną noc tam zostawał, spędzał tam popołudnia. Teraz kiedy on jest z nim sam to na pewno ta częstotliwość się zwiększyła bo przecież nie ma LiL i samemu jest ciężej...
Co ciekawe, czarownica uważa że jej syn jest beznadziejnym ojcem i wypluwa mu to przy każdej okazji kiedy on nie robi czegoś po jej myśli... oczywiście nie jest to prawdą.
Układ wychowania '' pół na pół'' nie sprawdza się i wpływa destrukcyjnie na dziecko dlatego od jakiegoś czasu trwa ustalenie jednego miejsca zamieszkania. Nie wiem na jakim etapie ustaleń są, ale ona chce zabrać dziecko do siebie. Przypomniało mi się teraz jak to piszę- ostatnio Dominik powiedział mi '' jakbym jeszcze stracił małego to już w ogóle będę najgorszym ojcem a rodzice nie dadzą mi żyć''. Znowu rodzice.... boże.
Małżeństwo było burzliwe, ja znam wersję, że ona go zdradzała i odeszła jak wyssała z niego całą krew.Zakochała się w jakimś Panu, teraz znowu ma innego , ale jest z nim w związku już ponad rok. Rodzina jego bardzo się rozczarowała, z tego co wiem eks żonka bardzo zaskarbila sobie ich miłość i były czasy ''och ach''. Odeszła bez dziecka. Dopiero po ok. roku przy okazji rozwodu ustalili opiekę ''pół na pół''. Jak było naprawdę.? Nie wiem... Znam tylko wersję z jednej strony i przez nich ta kobieta jest wyklęta i winna za całe zło. Na dzień dzisiejszy nikomu z tych ludzi nie wierzę i nie wiem czy tak do końca tylko ona była winna rozpadowi tego małżeństwa,... o jego jakiejkolwiek winie nie wiem i zawsze było mi to przedstawiane , że ona strasznie go skrzywdziła a on był naiwny i poświęcił dla niej zbyt wiele: kariere, przyjaciół, swoje pasje i niemalże wszystko....dzisiaj już mniej w to wierzę...
Niekochana zwróciła uwagę na pierwsze małżeństwo. Oczywiście mógł Ci przedstwaic sytuację tak...by się "wybielić". Może też został "wrobiony" w dziecko. Wiesz może jak to bylo??
Dokładnie TAK! Został wrobiony w dziecko! Tylko wtedy się na to zgodził bo mówił , że czuł , że ma misję rodzina itp...
Taaaak... Wszystko zaczyna mi się klarować, teraz rozumiem co miał na myśli mówiąc mi , że musimy odwrócić od siebie uwagę, że oni nie mogą jak najdłużej dowiedzieć się o dziecku bo nie dadzą mu żyć...tylko że myślałam , że ma na celu nasz wspólny spokój. Sama ich nie cierpię i chciałam , żeby trzymali się ode mnie z daleka.. O ja naiwna. On myślał tylko i wyłącznie o swoim tchórzliwym tyłku!
Jesli popieramy tu się własnymi przykładami, to powiem Wam, po raz kolejny, że wszystko bierze sie z wychowania i środowiska rodzinnego.
Pisałem o tym wielokrotnie na forum, gdzie problem związku między partnerami tkwił w związku partnera z matką. Takich układów nie da sie wyleczyć w prosty sposób. jedyne co mi przychodzi do głowy - to emigracja i to najlepiej do Australii. Nawet wyjazd gdzieś do innego kraju w Europie, nie ograniczy kontaktu mężczyzny z matką, a to skutkuje kłopotami w związku.
Moja mama - i przyznam, że więź miedzy nią a mną jest też silna, ale w życiu nie wybaczyła by mi próby ukrycia dziecka przed nią.
Nie wtrącała się w moje kawalerskie związki, ale gdy usłyszała o ciąży cieszyła sie jak członek normalnej rodziny. To ona robiła pierwsze zakupy, i towarzyszyła mojej zonie u lekarza, gdy ja musiałem byc w pracy .... Pamietam jej radość.
Ukrycie dziecka lub ciąży, jest ostatnim pomysłem, który mógłby mi przyjść do głowy. Nie wiem skąd to się bierze i jak to można opisać, korzystając z doświadczeń z którymi się spotkałem. Niestety ... przychodzą momenty w których na proste pytanie - zmuszony jestem odpowiedzieć "Nie wiem"
LiL - czytałem wcześniej o tym, jak czytelniczki sugerowały Ci, że być może jeszcze wrócicie do siebie. Oczywiście jest to możliwe. Zwłaszcza, że sama o tym pisałaś, że skłonna jesteś wysłuchać jego marnych tłumaczeń i mu przebaczyć. Ale zastanów się wobec tego, jak bardzo niestabilny zyciowo jest ten mężczyzna ...
mam jeszcze tysiące przykładów, cisnących się na palce ... ale ? Czy warto o tym dalej pisać i zapewniać Cie, że być może, stało się coś co dla Ciebie jest najlepsze ? Przemysl sama ... Bo jak na razie krzywda spotkała Ciebie i dwójkę dzieci .... z których jedno, bedzie pamietać o nim przez całe zycie. Nie dopuść do tego, by obie dziewczynki pamietały mężczyzne, który umiał byc dobry, ale jego duszą władała matka.
100 2011-07-27 02:03:14 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-27 02:03:40)
Moja mama - i przyznam, że więź miedzy nią a mną jest też silna, ale w życiu nie wybaczyła by mi próby ukrycia dziecka przed nią.
Nie wtrącała się w moje kawalerskie związki, ale gdy usłyszała o ciąży cieszyła sie jak członek normalnej rodziny. To ona robiła pierwsze zakupy, i towarzyszyła mojej zonie u lekarza, gdy ja musiałem byc w pracy .... Pamietam jej radość
Niedaleko padło jabłko od jabłoni
Pozdrowienia dla mamy
Może jakieś kursy zorganizuje?
Czytam ten wątek z przerwami bo nie mogę opanować łez... jestem przerażona, współczuję, zastanawiam się, czuję niemoc, złość, nie wiem... miotają mną różne uczucia i myśli skąd biorą się tacy frajerzy?
Lil, wyobrażam sobie co przechodzisz teraz i współczuję... mogę powiedzieć tylko - bądź dzielna, bo masz dla kogo żyć. Pajęczyca tekla (matka Twojego mężczyzny) zarzuciła pajęczą sieć i prawdopodobnie już tak zostanie.
Nie wiem, nie przychodzi mi nic więcej konkretnego do głowy. Jestem roztrzęsiona po przeczytaniu Twojego wątku.
Trzymaj się kochana.
Czytam i czytam i jedyne co przychodzi mi do głowy, to prośba o adres tej czarownicy i pomimo tego, że nie lubię przemocy, obicie jej mordy!
Już nie raz płakałam czytając tutaj historie i jestem w szoku, że może być jeszcze gorzej:((
Współczuję Ci bardzo i WIERZĘ że będziesz jeszcze SZCZĘŚLIWA, pomimo tego, że w tym momencie brzmi to niewiarygodnie. Pozdrawiam Ciebie i Twoje córeczki gorąco!!!
103 2011-07-27 08:45:41 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2011-07-27 11:03:40)
Ja mysle ze ta kobieta to wampir emocjonalny, a od takich osob należałoby uciekac gdzie pieprz rosnie, badz wyuczyc sie mechanizmów obronny, które to pozwoliby odpierac ataki, w przeciwnym razie wyssać może z czlowieka cala energie...
LiL nie wiem co napisac, aby Ci chodz troszke pomoc, ulzyc, poprostu nie wiem, takie sytuacje sprawiaja ze staje sie bezradna, pocieszanie niewiele tu pomoze, sama musisz poukladac siebie wszystko w glowie, przemyslec, przeczekac, az wzburzone emocje opadna, niedowierzanie bedzie troszke bardziej przyswajalne, a pozniej podjac odpowiednie kroki, ktore to bylyby dobre dla Ciebie i twoich corek.
Emocjonalny wampir ... Pajęczyca Tekla ... Eh ... po co to wszystko ... Nikt juz nie wymaże z głowy dziecka tych dobrych momentów gdy Dominik zastępował jej ojca. Nikt też nie wymaże także tych złych, gdy jego syn powiedział: "Moja babcia Cie nie lubi". Szokujący obraz sterowania psychiką, bez szansy na samodoskonalenie. Dojrzewa pokolenie podobne do Tekli. Najpierw syn, ... później wnuczek. I może ciesz sie LiL, że uchroniłaś przed tym córeczke ... lub nawet córeczki.
105 2011-07-27 11:02:17 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2011-07-27 11:03:12)
tak to prawda nikt nie wymaze tych wszystkich -przykrych słów....:(
Obudziłam się dziś i zadałam sobie pytanie co na tą chwilę doda mi sił.
Nie należę do typu osób , które siedzą z założonymi rękoma, nie mogę dłużej tkwić w tej żałobie tylko to pogrzebać , otrzepać się i iść dalej. Nie mogę czekać na to jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń i myśleć a co zrobię jeśli....a) b) c)..itd. Nie mogę znieść poczucia, że jestem czyjąś ofiarą a póki co, czuję jakby ON nadepnął mi na odcisk i nadal na nim stał z przekonaniem, że jestem za słaba żeby tupnąć nogą i go zrzucić. To mnie frustruje!
Potrzebuję poczucia całkowitej kontroli nad moim życiem i oczywiście życiem dziewczynek. Twardych decyzji, które sama przed sobą postanowię i nikt ani nic nie będzie w stanie znowu przyjść i tego zaburzyć. Ani On ani jego rodzina. Powiedział A więc ja mówię Zet. Koniec tego.
Nie pozwolę mu już więcej zbliżyć się do nas pod żadnym pozorem, wyparł się mnie i dziecka, jego rodzina również i tak zostanie. Skrzywdził mnie i moje dzieci w taki sposób , że nie narażę na to więcej swojej rodziny. Nie poproszę o żadną pomoc, nie poinformuję o narodzinach dziecka, nie będę wysyłać zdjęć żeby tata zobaczył swoją córkę, nie będzie żadnych rzewnych scen, nie będę w ogóle dyskutować z tymi ludzmi choćby ''skały srały'' i jedyne co zrobię w tej sprawie to pociągnę go do odpowiedzialności finansowej czym zajmie się już mój prawnik. Byłam za dobra !
Dużo w tym złości i goryczy ... przejdzie Ci troszkę, zaraz po tym jak poczujesz u siebie troszkę szczescia.
W zwiazku z ostatnim postem LiL, spotkasz się tu z różnymi wypowiedziami, nie koniecznie takimi które poprą Twoje zamiary wobec D.
Ale przeczekajmy Twoją złość, bo i tak się wszystko zmieni. Ja swoje prywatne zdanie, zachowam na razie dla siebie. Jedyne co mogę Ci napisać, to to - byś nie ograniczała kontaktów D. z córką, gdy tego bedzie chciał. Nie zawsze takie kontakty są korzystne dla dziecka, ale jednak jest to sprzeczne z jakimikolwiek zasadami moralnymi. Mi bardzo Ciebie szkoda. A przy tym chce bys i w moich postach znalazła dla siebie siłę ...
Obudziłam się dziś i zadałam sobie pytanie co na tą chwilę doda mi sił.
Nie należę do typu osób , które siedzą z założonymi rękoma, nie mogę dłużej tkwić w tej żałobie tylko to pogrzebać , otrzepać się i iść dalej. Nie mogę czekać na to jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń i myśleć a co zrobię jeśli....a) b) c)..itd. Nie mogę znieść poczucia, że jestem czyjąś ofiarą a póki co, czuję jakby ON nadepnął mi na odcisk i nadal na nim stał z przekonaniem, że jestem za słaba żeby tupnąć nogą i go zrzucić. To mnie frustruje!
Potrzebuję poczucia całkowitej kontroli nad moim życiem i oczywiście życiem dziewczynek. Twardych decyzji, które sama przed sobą postanowię i nikt ani nic nie będzie w stanie znowu przyjść i tego zaburzyć. Ani On ani jego rodzina. Powiedział A więc ja mówię Zet. Koniec tego.
Nie pozwolę mu już więcej zbliżyć się do nas pod żadnym pozorem, wyparł się mnie i dziecka, jego rodzina również i tak zostanie. Skrzywdził mnie i moje dzieci w taki sposób , że nie narażę na to więcej swojej rodziny. Nie poproszę o żadną pomoc, nie poinformuję o narodzinach dziecka, nie będę wysyłać zdjęć żeby tata zobaczył swoją córkę, nie będzie żadnych rzewnych scen, nie będę w ogóle dyskutować z tymi ludzmi choćby ''skały srały'' i jedyne co zrobię w tej sprawie to pociągnę go do odpowiedzialności finansowej czym zajmie się już mój prawnik. Byłam za dobra !
Mam takie same odczucia i gdybym znalazła się w takiej sytuacji też bym tak chciała zrobić, ale wiem również że życie pisze nam zupełnie nieznane scenariusze... rośnij w siłę LiL!!!
Dużo w tym złości i goryczy ... przejdzie Ci troszkę, zaraz po tym jak poczujesz u siebie troszkę szczescia.
W zwiazku z ostatnim postem LiL, spotkasz się tu z różnymi wypowiedziami, nie koniecznie takimi które poprą Twoje zamiary wobec D.
Ale przeczekajmy Twoją złość, bo i tak się wszystko zmieni. Ja swoje prywatne zdanie, zachowam na razie dla siebie. Jedyne co mogę Ci napisać, to to - byś nie ograniczała kontaktów D. z córką, gdy tego bedzie chciał. Nie zawsze takie kontakty są korzystne dla dziecka, ale jednak jest to sprzeczne z jakimikolwiek zasadami moralnymi. Mi bardzo Ciebie szkoda. A przy tym chce bys i w moich postach znalazła dla siebie siłę ...
Złości i goryczy? Możliwe. Ale też zdrowego rozsądku... Muszę zapewnić spokój psychiczny najpierw sobie , żeby móc być dobrą i fajną mamą dla dziewczynek . Nie osiągnę tego spokoju dopóki wszystko nie będzie leżeć w moich rękach, dopóki nie będę miała 100% świadomości decyzyjności we wszystkim. Nie widzę na tą chwilę innej możliwości jak całkowicie zresetować tego człowieka. Poza tym ... ja takiego ojca nie chciałabym mieć. Ani babci, ani dziadka.
Powiedział jasno i tego nie zapomnę do końca życia ''nie chcę takiego życia ani żadnych dzieci''. Taki drań nie zbliży się do nas na metr, nie pozwolę. Nie po tym co nam zrobił. A babcia i dziadek wnuczki nie zobaczą na oczy, tacy ludzie nie będą mieli najmniejszego dostępu do moich dzieci.
Złości i goryczy? Możliwe. Ale też zdrowego rozsądku... Muszę zapewnić spokój psychiczny najpierw sobie , żeby móc być dobrą i fajną mamą dla dziewczynek . Nie osiągnę tego spokoju dopóki wszystko nie będzie leżeć w moich rękach, dopóki nie będę miała 100% świadomości decyzyjności we wszystkim. Nie widzę na tą chwilę innej możliwości jak całkowicie zresetować tego człowieka. Poza tym ... ja takiego ojca nie chciałabym mieć. Ani babci, ani dziadka.
Powiedział jasno i tego nie zapomnę do końca życia ''nie chcę takiego życia ani żadnych dzieci''. Taki drań nie zbliży się do nas na metr, nie pozwolę. Nie po tym co nam zrobił. A babcia i dziadek wnuczki nie zobaczą na oczy, tacy ludzie nie będą mieli najmniejszego dostępu do moich dzieci.
Musisz zapewnić sobie spokój i psychiczny komfort dla córek. Nawet nie wskażę Ci priorytetów - która za was jest najważniejsza. Nie trać LiL cennej energii, na walkę z wiatrakami. Masz do czynienia z człowiekiem zawieszonym w próżni. Co innego mówisz mu ty ... co innego pokazał życie ... jeszcze co innego podpowiada mu jego serce ... no i w koncu zdanie jego mamy .... Eh ....
Liczę raczej na to, że jeśli tak powiedział, to sam powinien z honorem zostawić Was w spokoju. Wystarczy pomysleć co czujecie. Co czujesz Ty po tym co powiedział ....
Liczę raczej na to, że jeśli tak powiedział, to sam powinien z honorem zostawić Was w spokoju. Wystarczy pomysleć co czujecie. Co czujesz Ty po tym co powiedział ....
Rzadko to się zdarza
Ale tym razem się z Tobą nie zgodzę.
Moje doświadczenia mówią jasno: niektórych zupełnie nie obchodzą uczucia innych ludzi.
Ale w pozostałych rzeczach zupełnie się z Devilem zgadzam - nie marnuj energii na coś, na co nie masz zupełnie wpływu.
Dziewczynki będą potrzebowały Twojej miłości i wsparcia. Tylko to jest teraz ważne.
No i jeszcze jedno - nie zapominaj kochana o sobie
Sama wiem, jak ciężko się podnieść po ciosie od najbliższej osoby. Ale - da się. Ja dałam radę - Ty też dasz radę.
Ściskam Cię mocno. Buziaki
112 2011-07-27 19:32:00 Ostatnio edytowany przez LiL (2011-07-27 19:51:10)
LiL napisał/a:Złości i goryczy? Możliwe. Ale też zdrowego rozsądku... Muszę zapewnić spokój psychiczny najpierw sobie , żeby móc być dobrą i fajną mamą dla dziewczynek . Nie osiągnę tego spokoju dopóki wszystko nie będzie leżeć w moich rękach, dopóki nie będę miała 100% świadomości decyzyjności we wszystkim. Nie widzę na tą chwilę innej możliwości jak całkowicie zresetować tego człowieka. Poza tym ... ja takiego ojca nie chciałabym mieć. Ani babci, ani dziadka.
Powiedział jasno i tego nie zapomnę do końca życia ''nie chcę takiego życia ani żadnych dzieci''. Taki drań nie zbliży się do nas na metr, nie pozwolę. Nie po tym co nam zrobił. A babcia i dziadek wnuczki nie zobaczą na oczy, tacy ludzie nie będą mieli najmniejszego dostępu do moich dzieci.Musisz zapewnić sobie spokój i psychiczny komfort dla córek. Nawet nie wskażę Ci priorytetów - która za was jest najważniejsza. Nie trać LiL cennej energii, na walkę z wiatrakami. Masz do czynienia z człowiekiem zawieszonym w próżni. Co innego mówisz mu ty ... co innego pokazał życie ... jeszcze co innego podpowiada mu jego serce ... no i w koncu zdanie jego mamy .... Eh ....
Liczę raczej na to, że jeśli tak powiedział, to sam powinien z honorem zostawić Was w spokoju. Wystarczy pomysleć co czujecie. Co czujesz Ty po tym co powiedział ....
On powiedział mi to w w dniu kiedy rzucał mnie przez telefon. Nie rozmawiałam z nim od tej pory ani razu. Przytoczyłam jego słowa z tamtego dnia. Co czuję? Wszystko The devil... Tylko proporcje się zmieniają i wzrastają słupki te idące w kierunku nienawiści do niego
The Devil, napisałeś , że masz swoje prywatne zdanie na ten temat, ale na razie się nie wypowiesz
... Jestem ciekawa jak wygląda to z Twojej perspektywy, gdybyś zechciał to ja chętnie ...
Lil nie trac energii na nienawisć to D (od dupka), to wyjdzie źle tylko dla Ciebie, bo ciągle o nim myślisz, denerwujesz sie, nakręcasz a po co Ci to???
Na nienawiść pozwolisz sobie po urodzeniu dziecka, do tego momentu spokój i wyciszenie-bo muszisz myśleć o tym by dziecko czuło sie OK .
Wracając do D (od dupka- wybacz ale , troche mnie denerwuje), to moim zdankie facet bardzo niedojrzały pod silnym wpływem toksycznej matki i uzalezniony od ojca ( finansowo), który na dodatek sie ich boi.
Moze i on chciał byc z Tobą ale lek przed rodzicami i tym, że zostanie bez ich pomocy jest silniejszy.
D jest słabym człowiekiem do tego nieodpowiedzilanym i troche śmieszym "on nie chce tego dziecka"-troche za poźno bo dziecko zaraz bedzie a on to chyba pomylił z kotkiem czy psem, którego można oddac do schroniska.
Rzadko to się zdarza
Ale tym razem się z Tobą nie zgodzę.
Moje doświadczenia mówią jasno: niektórych zupełnie nie obchodzą uczucia innych ludzi.
Kochana ... facet jest pod pantoflem. Pod cieżkim, czujnym, wrogim i niebezpiecznym pantoflem Tekli. To cięzki kaliber.
LiL - musiała mówić do niego 100 razy - mamie wystarczają 2 słowa !
"On nie chce tego dziecka" .....ehhhh.....No widzisz Lil....to tak jak mój jeszcze mąż
a Małe ....wystarane , wyczekane.... i już teraz nazwane przez niego ..........." jego największym życiowym błędem...."
Nie będę tego komentowac nawet...bo samo się komentuje.
Lil...nienaiwść jest normalna w tej sytuacji. To sa rózne fazy....Przechodzisz przez smutek, złość, tęsknotę, żal, strach, bezradność...obojętność.
I tak na zmiane jeszcze przez wiele dni, tygodni.....huśtawka
Nie możesz się jednak teraz koncentrować na Panu D. On w tej chwili jest najmniej ważny.
Spróbuj pokierować swoje uczucia w kierunku dzieci i siebie. BO WY TERAZ JESTEŚCIE PRIORYTETEM !!!!
D okazał się niedojrzały potwornie. I na ten moment nie jest wart analizowania czy nawet wkurzania.
Spokój......oddech....na tą chwilę odciecie sie od tego co złe......!!!!!!!!!
Kochana ... facet jest pod pantoflem. Pod cieżkim, czujnym, wrogim i niebezpiecznym pantoflem Tekli. To cięzki kaliber.
LiL - musiała mówić do niego 100 razy - mamie wystarczają 2 słowa !
Mam specjalne określenie na tą panią;#%#@$^@^$&@$&*%^$&%#$@%!#@%#%@#$^#%^&*%^%^(*%^&.
Wystarczająco obraźliwie? Bo mogę jeszcze bardziej - czuję MOC. ![]()
....
D okazał się niedojrzały potwornie....
A ja się zastanawiam czy to niedojrzałość, czy mimowolne skrzywienie psychiczne narastające w trakcie wychowania w błędnie pokrzyżowanym systemie rodzinnego pseudociepła ....
Bo jeżeli tak jest, to raczej należy współczuć ... a my ziejemy wręcz agresją ....
No tak ... każdy z was ma tutaj absolutną rację. I właśnie po to żeby nie tracić energii na Dupka muszę mieć ściśle określony plan swojego postępowania w tej sprawie i podjęte decyzje. Decyzje, które są niepodważalne i których będę się trzymać. Taka przysłowiowa ''klamka zapadła''.
Wtedy będę mogła się skupić na sobie i dzieciach.
Nie chcę żeby ponosiły mnie emocje kiedy urodzi się malutka, bez względu na to co z tamtej strony jeszcze się zadzieje... Chłodna kalkulacja i zimna krew chyba jest tutaj wskazana. Czy to zle ze tak myślę?
Cięcie chirurgiczne. Całkowicie. To też da mi jakieś poczucie bezpieczeństwa
Cięcie chirurgiczne. Całkowicie. To też da mi jakieś poczucie bezpieczeństwa
Ja Cie rozumiem, kochana. Też tak działam. Zastanów się i podejmij najlepszą decyzję dla Ciebie i dziewczynek.
Taką, która da Wam spokój.
... Chłodna kalkulacja i zimna krew chyba jest tutaj wskazana. Czy to zle ze tak myślę?
Cięcie chirurgiczne.
Wzorowo LiL .... Podoba mi się, że tak szybko się ogarnęłaś. A bałem się, że spędzimy tu razem kilka miesięcy. Brawo dla Ciebie ...
LiL napisał/a:... Chłodna kalkulacja i zimna krew chyba jest tutaj wskazana. Czy to zle ze tak myślę?
Cięcie chirurgiczne.
Wzorowo LiL .... Podoba mi się, że tak szybko się ogarnęłaś. A bałem się, że spędzimy tu razem kilka miesięcy. Brawo dla Ciebie ...
No ![]()
A Ty się tak nie ciesz bo pewnie i tak spędzimy, nigdzie się stąd nie wybieram...
Ja wiem że jeszcze będzie się działo.
LiL napisał/a:... Chłodna kalkulacja i zimna krew chyba jest tutaj wskazana. Czy to zle ze tak myślę?
Cięcie chirurgiczne.
Wzorowo LiL .... Podoba mi się, że tak szybko się ogarnęłaś. A bałem się, że spędzimy tu razem kilka miesięcy. Brawo dla Ciebie ...
Devil - dumny przewodnik
Widzę, jak się uśmiechasz ![]()
LiL - zobacz, jak go ucieszyła Twoja siła
Mnie też cieszy. Lubię silne kobiety - a Ty taka jesteś. Dasz radę, a my w razie "złego" wesprzemy ![]()
Zauważyłam, że porzucane kobiety w ciąży, szybciej ogarniają się niż te nieciężarne. To dziecko daje taką siłę.
Ci faceci to wyjatkowe szuje, a te kobiety to bohaterki. Patrzę z podziwem na lib, pe, a teraz LiL. Wspaniałe, silne, mądre kobiety.
Wiecie co mnie dzisiaj po części skłoniło do toku myślenia ''uciekaj gdzie pieprz rośnie''?
Tekla ma tylko jednego wnusia i tam historia skończy się tak, że opiekę dostanie matka, bo jest jaka jest ale w Polsce jej dziecka nikt nie zabierze. Oni oczywiście będą jątrzyć jak zrobić , żeby jej go odebrać, w zasadzie Tekla nie dopuszcz do siebie innej możliwości. I pewnego dnia Tekla nie będzie już miała wnusia do mamienia , rozpuszczania i uzależniania od siebie i wtedy nie daj boże przypomni sobie o wnusi... Ooooooo nie
Zauważyłam, że porzucane kobiety w ciąży, szybciej ogarniają się niż te nieciężarne. To dziecko daje taką siłę.
Ze mam zaciążyć? Nie, jestem wystarczająco silna ![]()
LiL: dobrze kombinujesz. Lepiej ode mnie. Ja mam z tym trudność ![]()
karen napisał/a:Zauważyłam, że porzucane kobiety w ciąży, szybciej ogarniają się niż te nieciężarne. To dziecko daje taką siłę.
Ze mam zaciążyć? Nie, jestem wystarczająco silna
LiL: dobrze kombinujesz. Lepiej ode mnie. Ja mam z tym trudność
I jest mi autentycznie lżej jak mam już jakiś kierunek. Serce boli i będzie boleć długo , ale jest trochę lepiej i zrobię wszystko żeby rosnąć w siłę. Zmieniłam dziś numer telefonu. Okopię się z każdej strony. Moja prawniczka, która ogarnia obecnie moje sprawy z ojcem starszej będzie musiała wziąść pod skrzydło drugiego tatusia, już widzę co sobie o mnie pomyśli...
niekochana72 napisał/a:karen napisał/a:Zauważyłam, że porzucane kobiety w ciąży, szybciej ogarniają się niż te nieciężarne. To dziecko daje taką siłę.
Ze mam zaciążyć? Nie, jestem wystarczająco silna
LiL: dobrze kombinujesz. Lepiej ode mnie. Ja mam z tym trudność
I jest mi autentycznie lżej jak mam już jakiś kierunek. Serce boli i będzie boleć długo , ale jest trochę lepiej i zrobię wszystko żeby rosnąć w siłę. Zmieniłam dziś numer telefonu. Okopię się z każdej strony. Moja prawniczka, która ogarnia obecnie moje sprawy z ojcem starszej będzie musiała wziąść pod skrzydło drugiego tatusia, już widzę co sobie o mnie pomyśli...
E, tam... Dla nich to codzienność. Tak praca. Tym sie nie przejmuj. To nie Ty masz się wstydzić, pamiętaj.
Wiecie , że nie mam imienia dla malutkiej? Może jakieś propozycje?
Monika? ![]()
Monika?
Dziewczyna ratownika?
kojaży mi się z Moniką od Kulfona ![]()
Miała być mała Jagódka. Jej ojciec tak wymyślił, ale że został wykasowany ze znajomych to imię też skasowane.
Myślę o Antoninie ale nie jestem przekonana...