morelka tez nie mam znajomych w takiej sytuacji jak ja:) Powinnas zaufac chłopakowi a nie ze znajdzie sobie kogos:Pnapewno kazda z nas tu zebranych ma takie mysli czasem i sa słuszne kochamy osobe i boimy sie ze ktos nam ja zabierze ale powiedzmy szzceze jesli by tak sie stało to znaczy ze ta osoba nie dazyła by nas ogromnym uczuciem:)coz co do tego ze nie masz co robic....w sumie ja na swojego czekałam 5 miesiecy jestem z tego dumna ze tyle wytrzyłam bo te 5 miesiecy to była jakas katorga ale coz udało sie przetrwalismy a teraz cieszymy sie z tego ze sie zobaczymy:)zobaczysz szybko zleca te dni wiem co mowie bo sama myslałam ze to sie bedzie ciagnac do konca zycia tak wiec zycze Ci abys nabrała zaufania i mniej sie martwiła;)a coz tutaj zawsze mozesz pisac a my sie postaramy pomoc^^
261 2011-06-17 14:22:52 Ostatnio edytowany przez Kyaa (2011-06-17 14:26:27)
Podobne tematy
morelka;)
Głowa do góry, uwierz, że to nie jest koniec świata ![]()
Nie Ty jedna żyjesz w związku na odległość... Dasz radę, od wyjazdu ukochanego za granicę jeszcze nikt nie umarł;) daj sobie trochę czasu, a odzyskasz forme psychiczna ![]()
a to, ze teraz przed studiami wyjechal do pracy to dobrze, oże chce Cie przygotować do jego wyjazdów na studia... wtedy już szkoły dla Ciebie nie rzuci...
Wyrażę swoję zdanie,nie chcę nikogo obrażać:) Zatem..ja osobiście uważam że "Związek na odległość"..to nie ZWIĄZEK...Ja bym tak nie umiała..dlatego teraz jestem sama..
Wiem o tym, sam mówił , że po prostu chce zarobić i na studia i na jakies przyjemności wyjazd dla nas czy coś.. ale kurcze jest czasem ciężko.. może to głupie że mam takie myśli ale wiecie jak to jest, głupie myśli przychodzą do głowy.. nie chce tylko żeby coś się zmieniło przez ten czas.. zastanawiam jak to będzie po powrocie;) nie mogę się doczekać.. w tamtym roku pojechałam na wakacje na 2 tygodnie do niemiec do babci, i wtedy było dla mnie długo.. a teraz? juz nie wiem.. bo ja strasznie przezywam rozłąki.. rozumiecie pewnie
ale dziekuje za miłe słowa.. nie wiem tylko co mam robić przez te wakacje, przynajmniej lipiec.. bo tak dziwnie i pusto bez pomysłow..
wypady z znajomymi??:P:P cos ogladac nie wiem pomysłow jest masa:P:P
Morelko możesz się przykładowo opalać ![]()
Twój mężczyzna wróci zza granicy i Cie nie pozna ;P
267 2011-06-17 16:06:26 Ostatnio edytowany przez Triss (2011-06-17 16:06:54)
Wyrażę swoję zdanie,nie chcę nikogo obrażać:) Zatem..ja osobiście uważam że "Związek na odległość"..to nie ZWIĄZEK...Ja bym tak nie umiała..dlatego teraz jestem sama..
Powoli zaczynam tak myśleć. Moje związki głównie oparte są na odległości. Tak sobie myślę, że największe i najrealniejsze szanse mają Ci których odległości są niewielkie, lub poznali się mając siebie na "miejscu" a sytuacja życiowa wymusiła wyjazd. Związek typu " poznali się przez internet" ma te szanse o wiele mniejsze...To jest moje zdanie i pewnie znajdą się takie osoby, które się z tym nie zgodzą.
Mój po rozmowie zniknął, dzisiaj się pojawił ale oczywiście się nie odezwał...Tak jak było już wspominane, zamierzam postawić sprawę jasno tylko nie potrafię sformułować swoich racji ;/
Morelka, najlepsze są spotkania i rozmowy ze znajomymi, maraton filmowy, czytanie książek, jakieś wycieczki ![]()
Triss, nie masz wyjścia - wyłóz kawę na ławę i powiedz co myślisz. Niech się on do tego jakoś ustosunkuje i powie w koncu jakie są juego odczucia, myśli, uczucia względem Ciebie i Was. Nie ma sensy twkic w zwiazku, gdzie jedna osoba stara się za dwie. Predzej czy pozniej taki zwiazek się rozpadnie.
a ze to jeszce zwiazek na odległosc to jzu wogole by sensu nie miało;\
Nie ma co ukrywać, że związku na odleglość nie są łatwe. Zwłaszcza na początku jest ciężko, potem to już kwestia przyzwyczajenia. Chcialabym mieć faceta u boku, ale coś czuję, że niedługo i mój związek zakończy żywotność. Po wczorajszym nie chce nawet, żeby moj przyjezdzal, a zaraz ma byc. Nie chce mi się z nim gadać, nic mi się nie chce. Przechodze kryzys, ale sama ze sobą.
co sie stało Mika??
Kyaa, chłopak miał wczoraj dzień wolny i cały weekend też ma i obiecywal wczoraj, że przyjedzie wieczorem. Jednak napisal mi, ze przyjedzie dzisiaj rano, potem znow, ze popoludniu az w koncu w ostecznosci stwiwrdzil, ze wieczorem
wkurzylo mnie to niezmiernie, bo czekalam na niego jak ta glupia, a on sobie tak w kulki lecial. Zreszta ciagle mam przed oczami jego teskty, jak do mnie sie odnosil, jak mnie "komplementowal" swego czasu, nie umiem tego zapomniec i wypominam mu to przy kazdej klotni
dzieki temu zeszlam na samo dno, czuje sie nikim. No ale kocham go dlatego nie umiem od niego odejsc. On niby przeprasza, mowil ze to bylo na zarty, jednak mnie nie obchodzi czy to bylo na zaty czy nie, bo to zabolalo, a bylo powiedziane to tonem całkiem powaznym
czuję jedną wielką pustkę.
Pewnie zaraz przyjedzie i się pokłocimy przed samym weselem. No trudno, może jakoś przezyje.
Możecie mi zyczyc udanego wesela w razie czego hehe
ja Wam zyze milego i pogodnego weekendu :*
Kurde on to cie wykancza.......
no to zycze udanego^^
wiadomo, to wszystko nie jest łatwe.. Gdy ma sie kogoś na codzien a nagle trzeba wyjechać, to jest niezmiernie ciężko.. wiadomo..
Mika- powodzenia i nie martw się
wiem, ze to trudne bo mamm znajomą w takiej sytuacji, ciezko jest od kogos odejsc nawet jeśli ta osoba robi różne rzeczy ktore nam nie pasują...
a co myślicie o chłopaku na studiach w innym miescie? jest daleko nie mozecie sie widziec np co tydzien tylko.. to tez jest ciezkie moim zdaniem. bo wiadomo w koncu zacznie brakowac tego wszystkiego i moze cos sie zgasić.. boję sie tego.
wiesz ja mam tak ze moj mieszka na 2 koncu polski ja szkołe miałam on tez ciezko było ale studia zleca szybko sa wakacje sa przerwy nie bedzie przeciez zle:)
no to jeszcze gorzej.. ale wiesz to i tak nie to samo.. jak codzienność:) ale w sumie kiedys bedzie dobrze:)
No tak nie to samo gdziesz codziennosc ale skonczy studia zawsze lwpsze wykształcenie:) z tego co rozumiem on teraz idzie na studia jak zarobi tak?:)
taaak, pojechal po maturach pozalatwial jakis lekarzy iii pozniej studiaa. ale wroci w sierpniu, albo pod koniec lipca;) mam nadzieje ze mi to minie szybko, juz tak tesknie ze szok...i jeszcze moja mama wyjezdza i byłoby fajnie
szkoda ze nie konczymy w tym samym czasie szkoly bo został mi jeszcze rok.
no to pozniej mozesz isc do tej uczelni gdzie on albo z nim zamieszkac rok to nie az tak duzo;)inni musza wiecej czekac
no tak, wiem o tym
mam nadzieje że będzie dobrze.. nigdy nie można sie poddawać:)
nom dokłądnie musisz sie poprostu przyzwyczaic:)
aa i jeszcze jedno.. On ma urodziny niedługo.. hmm i nie wiem czy wysłać mu życzenia czy co.. kurcze nie ma go na miejscu więc prezentu mu nie dam ani nie zrobie... jakieś pomysły ?;)
Ja już po weselu i musze Wam powiedzieć, że było cudownie, przynajmniej jeśli chodzi o kontakty moje z facetem, bo się wybawiliśmy. A to, że było dretwe towarzystwo, to nic ![]()
Morelka, możesz wysłać mu zyczenia albo np zrobic jakismały prezent lub kupić i pocztą wysłać
np swoje zdjęcie. A jeśli nie, to może zrob sobie jakaś mała sesję, wyciagnij kolezanke, żeby w plenerze porobila fotki i wyslij mu je mailem albo wywolaj i pocztą:) ja bym tak pewnie zrobila, bo na odleglosc to nic sie tak nie zalatwi. Moj ma tez urodziny ostatniego czerwca, ale na szczescie bede wtedy u niego, a on w pracy, wiec przygotuje mu niespodzianko - kolację i jakoś spędzimy miło wieczor i noc:)
to dobrze ze sie wybawiłas:)moj juz u mnie jestb własnie bierze kapiel to znalazłam czas hihihih^^tak sie ciesze:P:P
Morelka mozesz mu dac prezent jak sie zobaczycie:P:Pa zyczenia wysłac sms lub zadzwoin:)lub poczta prezent:P:P
Kyaa, jak tam spędzasz czas z chłopakiem?:)
Mój wczoraj pojechal i tak ciezko bylo mi się z nim pozegnac, ze az sie poryczalam
ale w niedziele juz do niego jadę, tak bardzo się cieszę, ze bede miala go codziennie przy sobie, chociaz wieczorem, bo w dzien bedziemy w pracy ![]()
Cześć dziewczyny! Przyłączam się do dyskusji, gdyż doskonale rozumiem sytuację - sama od 6 miesięcy się w takiej znajduję. Już mnie trzepało, bo nie mam za bardzo na ten temat z kim porozmawiać - osoby pozostające w "normalnych" związkach, widujące się regularnie nie rozumieją tego. Nie można zrozumieć stanu zawieszenia przez te kilka miesięcy kiedy Jego nie ma, tego ciągłego zastanawiania się czy to ma sens, czy dalej to ciągnąć. Są lepsze i gorsze dni - czasem podchodzę do wszystkiego z nadzieją, że będzie dobrze, czasem nie mam już siły - przede wszystkim tęsknić, nie mam siły kiedy kończą się wspólne tematy, a ilość dni kiedy się nie widzimy zwiększa się, powodując zwiększanie się dystansu pomiędzy nami. Później oczekiwane spotkanie, wszystko cudowne, żyjemy przez te kilka dni razem, takie codzienne życie, wspólne gotowanie, oglądanie telewizji, seks...Wciąż ze świadomością, że po tych kilku dniach przyjdą miesiące rozłąki i tęsknoty, z którą czasami sobie nie radzę. Wiele nieprzespanych nocy, potrzeba przytulenia się do Niego, i tylko do niego. CIERPLIWOŚĆ jest tutaj bardzo ważna, jednak ciężka do wyuczenia....Już nie wiem co robić - widzieliśmy się z końcem maja ostatnio, a ja już nie mogę tak chcę żeby tu był. Miał być w czerwcu, jednak drogie bilety i plany trochę odmienne. Muszę wytrzymać do sierpnia, ale nie wiem jak dam radę - im bardziej się w to wchodzi, tym cięższe są rozstania i myślenie o tym z lekkim dystansem...Zauważyłam ostatnio zmianę - kiedy był u mnie w marcu było rewelacyjnie, po tym czasie zaczęło być jakby chłodniej - wcześniej codzienne rozmowy przez neta, teraz ograniczone do jednego lub dwóch razy w tygodniu. Niby jest ok jak rozmawiamy, ale nie wiem co myśleć o tym, dziwi mnie ta zmiana...czuję się trochę odtrącona. Ja pierwsza powiedziałam, że tęsknie, on dopiero wtedy mówi, że on też. Widzę po jego zachowaniu jak razem jesteśmy, że mu zależy, ale może oszukuje sama siebie...?Wspólnie podjęliśmy decyzje, że chcemy spróbować. Boje się jak to będzie, najgorsze jest to, że ciężko się lepiej poznać i dogryźć...Nie będę czekać codziennie przed netem aż on w końcu napisze, jak ja piszę z kolei jego często nie ma. Organizuje sobie czas jak mogę byle tylko leciał szybko, byle nie myśleć. Jednak to nie do końca jest możliwe, bo w głowie masz cały czas myśli o nim. I martwię się, chciałabym nabrać dystansu, który miałam na początku tego całego związku i wtedy było jakoś lepiej, jednak nie jest to już tak łatwe w tym momencie...On mówi, że nie da się tego stanu zmienić - NARAZIE - tylko nie wiem co to narazie oznacza, bo prawda jest taka, że chciałabym mieć chociaż jakąś perspektywę jego powrotu w oczach - tymczasem on sam tego nie wiem dokładnie - planowo kończy staż we Włoszech w styczniu, tylko mówi, że sam nie wiem co potem, nie wiem czy uwzględnia mnie w swoich planach...bo nie dam rady tak trwać bez jakiejkolwiek opcji bycia razem w przyszłości - czy spróbowania tego...Wiem jedno - z mojej strony już nie padnie żadne słowo typu tesknię, choć czasem bardzo mnie kusi - wydaje mi się, że powinien być jego ruch - powiedzcie może mam do tego złe podejście, ale nie wiem co myśleć i robić -BEZSILNOŚĆ przyprawia mnie o największa rozpacz.Czy on poczuł się już za pewnie i przeszedł z tym do porządku dziennego czy dać sobie spokój?Mam czasem ochotę rzucić tym wszystkim, ale kiedy o tym pomyślę, czuję, że warto próbować.....doradźcie coś, bo myślenie mnie zabije...
OliwkaCzekająca, to sa uroki właśnie związku na odleglosc. Was dzieli bardzo duża odleglosc, ale nie wszystko stracone. Pewnie nie piszecie tak czesto, bo on moze nie ma czasu, ale jak juz rozmawiacie jest ok, to chyba nie masz czym sie martwic:) pogadaj z nim i moze wprost się go spytaj, jak on to sobie dalej wyobraza? rozumiem, że staż konczy w styczniu, ale niech powie Ci cos o tym, co bęzie, jak juz ten staz skonczy i np bedzie chcial sie tam dłużej zostac. Niech zacznie o tym myśleć, zeby pozniej nie bylo sytuacji, ze z dnia na dzien dowiesz sie, ze on sie tam zostaje, nie uwzgledniajac Ciebie w planach. Może pojedziesz wtedy do niego i razem pojdziecie do pracy i bedzie sobie zyc
wiesz, nie musisz od razu nie mowic o swoich uczuciach, o tym, ze tesknisz. Mozesz po prostu ograniczyc tego typu wyznania i mysle, ze on sam ni wytrzyma i tez bedzie tak mowic. Faceci nie sa zbyt wylewni w uczuciach i nie zawsze mowia o tym, co czują. Dla nich to jest tak oczywiste, ze mysla, ze nie musza tego mowic, bo my przeciez wiemy, ze nas kochaja, tesknia. Sama przemysl to wszystko, pogaaj z nim i podejmij decyzję, bo też nie ma co się męczyć w związku ,gdy nie wiadomo kompletnie co z tego będzie.
Mika09 - dziękuję za szybką odpowiedź:-)
Dobrze, że istnieje to forum, bo tak naprawdę tylko osoby mające taką samą sytuację potrafią ją zrozumieć. Chciałabym wszystko mu tak po prostu powiedzieć, bo tak jak mówiłam męczy mnie tkwienie w takiej nieświadomości tego co będzie i czy jest sens to ciągnąć, czy lepiej skończyć i przecierpieć. Najgorsze jest to, że zaczęło mi zależeć na tym związku i na nim..Poznaliśmy się w grudniu i on po 15 dniach wyjechał, od tamtej pory widujemy się średnio co miesiąc, dwa. Widzę to, że na początku było inaczej, on bardzo się starał, czułam duże zainteresowanie z jego strony, a teraz tak jak mówię kontakt góra 2 razy w tygodniu. Gada się ok, fakt faktem czasami już naprawdę nie ma o czym...ale wydaje mi się, że aby utrzymać kontakt, przy nie możliwości częstych widzeń powinno się to robić w inny sposób. Żeby przy następnym spotkaniu nie okazało się, że jesteśmy dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Choć tak naprawdę wspólnie spędzony czas nie był długi, to jednak takie spotkania mają większą intensywność i ciężko to wytłumaczyć osobom nie będącym w takich związkach, że można stworzyć pewnego rodzaju więź. Zastanawiałam się czy nie wziąść go na przetrzymanie i np przez tydzień w ogóle się nie odzywać, ale nie wiem czy to nie jest dziecinne i głupie i nie oddali nas jeszcze bardziej?Chciałabym żeby coś w nim jeszcze pikło i żeby nie czuł się tak pewnie....Żeby jeszcze próbował się starać...ech....sama już nie wiem...........:-(
Boje się go zapytać bo obawiam się, że to jeszcze jest za krótki okres czasu kiedy się znamy, pół roku dopiero...Ale z drugiej strony tylko i aż....???
Pół roku to nie jest dużo tym bardziej, że tak rzadko się widujecie. Wiesz, jeśli przestaniesz się odzywac, to obawiam się, ze ten zwiazek wtedy rozleci się szybko, bo skoro on odzywa sie 2 razy w tyg, to już jest rzadko, a co dopiero, jak byscie sie nie odzywali dluzszy czas, to oboje wpadniecie (choć z tego co piszesz, to on pewnie pierwszy) w etap odzwyczajania się od siebie. W zwiazku na odleglosc BARDZO wazny jest właśnie kontakt, najlepiej codzieny. Nie ma się mozliwosci widzenia, wiec dobrze by bylo gdyby partnerzy mieli ze soba normalny kontakt na codzien przez tel, internet. Zrobisz jak uwazasz, choc jesli ja bylabym w takiej sytuacji, to najpierw pogadalabym z nim i powiedziala, co o tym mysle i oczekiwala od niego odpowiedzi "co dalej?". Nie musi odpowiadac od razu, ale niech sie chociaz wykaze, przemysli to i Ci powie. Wtedy sama zadecydujesz, bo jesli masz sie meczyc, to to nie ma sensu. Lepiej szukac szczescia gdzie indziej, blizej ![]()
Mika09 masz racje mówiąc, że rozmowa 2 razy w tygodniu to jest bardzo rzadko, ale chyba próbuję sobie to tłumaczyć, że skoro w ogóle pisze to mu zależy, bo jakby nie chciał to by nie pisał. Oszukuje chyba samą siebie...Robię to chyba dlatego, że zaczęło mi zależeć na nim, tylko widzę, że jemu wprost przeciwnie. Może spróbuję z nim porozmawiać chociaż na temat tych naszych kontaktów, powiem mu, że nie wiem jak to traktować i trochę się gubię, bo pamiętam jak na początku pisał non stop i gadaliśmy 3-4 godziny dziennie...Zauważyłam, że zawsze jak zaczyna mi zależeć to wszystko się psuje. Chyba przestane okazywać to co czuję i poczekam czy on w końcu coś powie pierwszy...Jeśli nie będzie tak, to to nasze sierpniowe spotkanie będzie ostatnim. Męczy mnie psychicznie ta tęsknota i czekanie, nie jestem cierpliwa, ale z drugiej strony staram się myśleć pozytywnie. Czasem udaje się podchodzić do tego na luzie, czasem są ciężkie dni i wyolbrzymiamy tę rozłąkę. Wydaje mi się, że często zbytnio idealizujemy osobę, której nie widzimy, przez co możemy być bardziej rozczarowane przy spotkaniu.
Nie mogę zapominać o tym, że to on powinien się cieszyć, z tego, że jest ze mną!!!:-)takie podejście na początku w moim przypadku w 100% się sprawdzało, tylko niestety ciężko utrzymać dystans przy bliższym poznaniu się, jest coraz ciężej.
Chciałabym czasem znać przyszłość..
Cierpliwość i siła na tę chwilę i zobaczymy co będzie dalej, bo to życie w niepewności w moim przypadku może wykończyć, ale chyba muszę dać nam jeszcze trochę czasu...boje się, że go stracę.........................
Nie załamuj się i nie poddawaj tylko pogadaj z nim - to tak na sam początek
jeśli już będziesz wiedziała, czego on oczekuje, o czym myśli, co zamierza zrobic, to juz bedziesz miała jakąś świadomość tego, co może sie stać, kiedy on ten staż skonczy. Jeśli bęziesz widziała, ze jemu coraz mniej zalezy, coraz mniej sie odzywa lub bardziej oschle, to nie marnuj sie kobieto przy nim tylko szukaj milosci blizej
rozumiem, ze sie zaangazowalas, ale uwierz mi, ze taki zwiazek na dluzsza mete nie ma sensu. Co inengo, gdyby jemu na prawde zalezlo, a nie wierze w to, ze nie ma wiecej czasu na rozmowy z Tobą niz 2 razy w tyg. Jakby chcial to by znalazl glupie 15 minut dziennie i np 2 razy dluzej w tygodniu. Na razie tylko z nim pogaaj. po jego reakcji juz bedziesz widziala, czy mu naprawde zalezy.
MIka eh az nie wiemy co mamy robic mielismy jechac do kina jeszce na zakuy chce mnie wziasc hihihi^^
Oliwka pamietaj rozmowa to podstawa ![]()
Kyaa, a do kiedy facet sie zostaje?:) korzystajcie póki mozecie i chodzcie na kolacje, spacery, do kina itp
ja juz czekam na niedziele, normalnie juz tylko tym zyje:)
tylko tydzien;' ale pozniej za nasteony moze tydzien lub trszeczke pozniej zowu sie widzimy i ja jede do niego^^nom trzeba:P:Poj mika szybko zleci^^
Oliwka.. wiadomo, to wszystko jest ciężkie.. Ja tez widziałam się z moim pod koniec maja a będzie w sierpniu.. jest mi strasznie ciężko, na początku ciągle miałam doła.. ale gdy dołączyłam tutaj, poprawiło mi się myślenie.. zobaczyłam, że nie jestem sama, bo wiadomo kto tego nie przeżywa to nie wie jak to jest..
a co do Ciebie.. powiem Ci tak. mówisz że poznaliscie sie i po jakimś czasie juz wyjechał. moim zdaniem zupełnie inaczej jest gdy jesteś z kimś już długo i nagle wyjeżdża , a inaczej jak poznajecie się już w na takich sytuacjach.. wiadomo, że jest Tobie ciężko, ale jeżeli zależy Ci na nim to warto walczyć.. Mika ma racje, porozmawiaj z nim poważnie i szczerze.. bo musisz wiedzieć na czym stoisz. JEżeli się tego nie wie, to wiadomo różne myśli przychodzą do głowy i jeszcze niepotrzebnie się zadręczasz..
Kyaa- zazdroszcze;) jak ja bym w koncu chciała sie zobaczyć, wtedy bym juz nie zastanawiała się co robić;D jesteś na pewno bardzo szczęśliwa..;)
morelka zleci szybko wiem co mowie:P:Pjeszcze wspomnisz te słowa
:P
Kyaa, dobry i tydzien
a potem też będziecie sie widziec, wiec już bedzie latwiej:) ale masz racje - wszystko szybko leci. My jak sie nie widzimy, to czas sie dłuzy, a jak juz jestesmy razem, to leci jak szalony:/ ale byle do niedzieli i obym znalazla tą pracę, to bede miala go codziennie przy sobie. Trzymajcie kciuki ![]()
no niby szybko ale dla mnie to aż 5 albo i wiecej tygodni... gdzie jeden sie cholernie dłuużyy.. jeszcze teraz mam wakacje, pogoda jest niestety beznadziejna i do tego nie mam kompletnie co robic. tzn wiadomo to ze znajomymy to coś, ale i tak nic mnie nie raduje jak go nie ma ;p ii jeszcze dzisiaj mi sie śnił, że wrocił i było tak cuuudownie.. ah.. ale to tylko sen..
ok mika trzymam kciuki:)
morelka dasz rade kazda musis tutaj dac:P:
Mika09 - w 1005ch zgadzam się z tym co piszesz, doskonale zdaje sobie z tego sprawę , chyba po prostu boję się tj rozmowy, boję się odrzucenia, ale wiem o tym, że inaczej to nadal będzie tak funkcjonować i nic się nie zmieni. A jeśli będzie trwać nagle z zaangażowaniem tylko z mojej strony to później silniej to przeżyję.
Myślę czy nie jest za wcześnie na takie rozmowy dotyczące planów i tego co będzie dalej, bo faktycznie jeszcze bardzo dobrze się nie znamy, ale z drugiej strony patrząc na to, to być może w przypadku takiego związku jest inaczej i po prostu trzeba na takie tematy rozmawiać?
Myślę czasem żeby się zacząć z kimś innym spotykać, ale nie mogę, nie chce aby ten związek był tylko asekuracją dopóki się nie pozna kogoś na miejscu..
Kyaa, dzięki za rady i wsparcie, cieszę się, że tutaj trafiłam i Wy tutaj jesteście:-)
morelka3 - wyobraź sobie, że jak napisałaś mi, że masz podobnie jak ja odnośnie tego czekania na spotkanie, to troszkę lżej mi się zrobiło jak wiem, że jest jeszcze ktoś kto tak jak ja będzie ten lipiec teraz czekał i tęsknił.
Wiesz ja maksymalnie staram się zapełniać swój dzień, żeby tylko coś robić non stop i nie myśleć.
Czasem jest też tak, że mnie nie ma na necie, on wtedy np pisał ale rozmijamy się tak czasem, jednak wiem o tym, ze mimo wszystko każdy powinien mieć własne sprawy i życie, którego część będzie dzielić z Tą osobą. Dlatego staram się nie dać zwariować i nadal żyć normalnie, tak jak wcześniej, bo jakby na to nie patrzeć to wciąż jestem sama. Sama jem, sama robię zakupy, sama się budzę i zasypiam...
Chyba właśnie dlatego przychodzą czasem do głowy myśli czy jest sens ciągnąć coś czego może tak naprawdę nie ma, mam mnóstwo pytań i wątpliwości, jednak czuję się silniejsza przez to, że widzę jak wiele osób ma podobne stany.
Wierzę, że wspierając się tutaj zmieni się moje myślenie i uda mi się przejść przez to wszystko i nauczyć rozmowy...
Ufff....musiałam się wygadać, a mam tym większą satysfakcję, że mogłam to powiedzieć osobom, które rozumieją te stany,
dzięki Dziewczyny:-)
Wiesz, najlepiej od samego poczatku rozmawiac o takich sprawach., W koncu to jest zwiazek i powinniscie mowic sobie o wszystkim. A dlaczego masz sie meczyc, czekac, jak on potem Ci powie "wiesz kochanie jednak zostanę się tam" i co wtedy? bedziesz dalej czekala na niego X czasu aż w koncu zwiazek sam sie rozleci? mozna zyc tak miesiac, dwa, pol roku, ale jakies granice sa, wieczny zwiazek na odleglosv nie ma szans na przetrwanie, bo czlowiek jest tylko czlowiekiem, potrzebuje bliskosci ![]()
ale to jest cholernie trudne.. nawet jak z nim rozmawiam to mam jeszcze gorszego doła że go tu nie ma..
Ciągle mu mówie żeby wracał wczesniej, że juz nie wytrzymuje , normalnie go prosze.. cos ze mną jest nie takk. powiedzcie jak sie nauczyć mniej wnikać w to? tzn jak sie nauczyc radzic sobie bez niego? bo ja nie wiem.. nie umiem, tłumacze mu, a on mowi tylko w zartach: jak kochasz to poczekasz.. ale nie chodzi o to, wiadomo ze poczekam ale jak ja cierpie. Jużmyślałam ze jest ok, że sie przyzwyczaiłam, a teraz znowu rycze i jest mi cieżko.. ;(
ja sie po prostu od niego uzależniłam..:(
morelka3 - wiem, że jest to bardzo trudne, ale musisz nauczyć się życia kiedy Jego nie ma przy Tobie. Jest to wielką sztuką, ale zapewniam Cię, że możliwą do zrobienia. Jeśli będziesz go coraz bardziej naciskać, on będzie sie coraz bardziej odsuwał od Ciebie. Musisz dać mu trochę odetchnąć. Wiem, że kiedy go nie ma masz kłębowisko dziwnych myśli w głowie, tesknisz, stany od apatii do rozdrażnienia - uwierz mi przeżywam dokładnie to samo. Ale staram się nie myśleć o tym cały czas-chociaż i tak chcąc nie chcąc myśli o nim jakoś cały czas siedzą w mojej głowie..Dobrym sposobem na radzenie sobie z nadmiernym myśleniem jest znalezienie sobie jakiegoś zajęcia, przykładowo - ja zaczęłam czynnie uprawiać sport, to pozwala mi również rozładować swoje uczucia, lepiej się potem czuję, a co za tym idzie i jest chyba najważniejsze - kiedy rozmawiamy jestem spokojniejsza bo się wyżyłam i potrafię coraz lepiej powstrzymać się przed ciągłymi pytaniami kiedy wróci, przed marudzeniem. Lepiej mieć pozytywne, spokojne podejście bo luźniej się wtedy rozmawia. Wiadomo, że czasami się nie da, bo ten smutek rozwala wewnętrznie, ale przynajmniej próbuje się tego uczyć. Mam momenty osłabienia i mam ochotę cisnąć tym wszystkim, ale myślę z drugiej strony, że skoro Jego narazie przy mnie nie ma muszę jakoś żyć swoim życiem, bo szkoda marnować różne ciekawe wydarzenia i chwile (w których szczególnie chce się by był przy mnie!), ale skoro nic narazie się z tym nie poradzi to staram się zaakceptować sytuacje taką jaka jest. Raz jest łatwiej, raz trudniej. Najbardziej boje się, że przerwę granice - albo między utrzymaniem zbytniego dystansu, co powoduje oddalenie się od siebie, albo, że będę chcieć za wiele, za szybko.
Czas.....czas gra tutaj zasadniczą rolę, hmmmm tylko jak przetrwać właśnie ten czas.....cóż, przeskoczyć sie tego nie da, więc trzeba żyć swoim życiem, dzieląc jego część z Tą osobą, tak aby później nie żałować i aby nie stwierdzić nagle, że tak naprawdę zostaliśmy sami, bo odwróciliśmy sie od świata, uzależniając sie od Niego. Prawda jest taka, że co ma być to będzie i choć na pewno po części zależy to od nas, to trzeba podejść spokojnie i przyjąć to co da los.......ciężkie cholernie....wrrrrrrrrrr
wiem.. też mam takie założenie, co ma być to będzie.. i myśle że będzie dobrze.. mam nadzieje;) zauważyłam ze jest tak jak mowisz.. troche naskoczylam na niego niepotrzebnie ii tez sie zdenerwowal.. ale ja tak czasem mam. patrzcie co znalazłam : http://www.youtube.com/watch?v=8XNaPX6MKlU ![]()
http://kwejk.pl/obrazek/176732 jakie to smutne, bo wiem że tak nie bedzie. aj dziewczyny dzisiejsza nob była jednym wielkim dolem, ale mam dzis grilla to moze sie wyluzuje ii odstresuje ![]()
o słodkie:P:P ja jutro jade z moim do kina:P:P a u was jak tam??:P
Kurde, wszyscy dzisiaj do kina ida hehe a ja musze czekac do niedzieli!ale nie wiecie jak bardzo sie ciesze tym bardziej, ze chyba udalo mi sie zalatwic prace, ale cii, nie zapeszajmy bo wszystko we wtorek sie okaze, ide na rozmowe:) juz nie moge sie doczekac niedzieli, zeby przytulic sie do mojego Miska i miec go codziennie przy sobie chociaz wieczorami ![]()
a co u mnie> to co napisalam wyzej i to, ze dzis mialam egzamin i poszedl mi jako tako ![]()
Udanego pobytu w kinie i milego spedzania czasu z chlopakiem Kyaa:*
u mnie tak sobie.. przed chwilą z nim gadalam i jeszcze gorzej jest.. ale co ja zrobie. jest mi przykro czasami czuje sie strasznie samotna..:(
o mika to swietnie ![]()
![]()
dziekuje:):)
morelka moj wyjezdza w niedziele bede miałą tak samo ale trzeba dac rade
a na ile? no kurcze pogoda mnie tez dobija.. i niekiedy jestem zupelnie sama, nie mam co robic w te wakacje, dobija mnie to troche.. ale jakos musi byc.. ciezko bedzie ciezko.
a tego nie wiem wiem ze na poczatku lipca do niego jade a potem nie wiem kiedy sie zobaczymy jk to wszystko bedzie zalezy od mojej matury;\;\;\
Kyaa, Twój chyba dziś wyjeżdza, co nie?:( pozegnania się najgorsze, nie lubię ich, zwlaszcza jak wie sie, ze troche czasu minie zanim znow się spotka z kochaną osobą.
Ja dziś wyjezdzam do mojego na 3 miesiace, o ile znajde tam prace
trzymajcie kciuki we wtorek, bo idę na rozmowę w sprawie pracy
tak się ciesze, ze bede miala go przy sobie, choc weekendy bede pewnie w domu spedzac, a sami przezcaly lipiec bedziemy widziec sie tylko wieczorem po 22 i rano koło 6 ![]()
juz pojechał;\ale sie nie smuce bo za tydzien gora za 2 tyg pojade do niego^^hihihih:P:Pale ten tydzien był cudowny:P:P
o Mika czad zzdroszcze:P:P
morelka doskonale Cie rozumiem. Raz jest gorszy dzień, raz lepszy. Możemy wspierać się wtedy kiedy jest nam źle i podnosić na duchu, razem zawsze raźniej:-) Ja już chcę żeby ten tydzień się skończył i lipiec-choć zawsze długo wyczekiwany-skończył sie jak najprędzej i żeby On już przyleciał!!!!!!!!!!!!!!!!Tęsknię....ale nie powiem mu tego:-)
ja postanowiłam być zimną suką i odzywac sie jak najmniej teraz.. wiecie czemu? otóż temu, że wczoraj po rozmowie z nim na facebooku postanowilam wejsc na jego konto, napisal ze juz musi isc spac itd. Wchodze a tu co? laska z farmy na ktorej mieszka(on mieszka w takich roboczych a ona jest coreczka wlasciciela ) pytalam sie wczesniej co tto za laska w znajiomych a on ze poprostu tam mieszka a co sie wczoraj okazało pisali: chodz tutaj jak chcesz( razem z kolega byli) a ona ze wczesniej mogl pisac, a on ze nie wie co traci i takie tam.. rozumiecie????!!!!!! byłam tak wsciekła ze zaczelam do niego pisac ze mu nie ufam i co to ma znaczyc, a ten ze to dla jaj ze ona chyba waazy ze 180 kiklo i jej nie widzialam. a poza tym ze na piwo nie moze wpasc ? ze nie robi nic zlego. ja wsciekla pisalam smsy do niego a on wydzwanial i mowil zebym sie uspokoila. w koncu napisalam ze ma racje ze nie powinnam sie tak wkurzac. ze jak jest w porzadku to sie ciesze a jak nie to swiadczy o nim.. i teraz nie wiem co robic... mysle ze nie bede tak czesto sie odzywac, musze zyc na razie swoim zyciem, nie myslec tak o nim bo to mnie wyniszcza psychicznie... co o tym myslicie??
moim zdaniem troche przesadzasz;) facet moze miec kolezanki o to chodzi w zwiazku na odległosc o zaufanie ono jest podstawa kazdego zwiazku nie ma zaufania nie ma i zwiazku....nie masz do nie zaufania bo po 1 czemu sparawdzasz mu wiadomosci to jego sprawa jesli ze robi on bedzie miał to na swoim sumieniu musisz sie uspokoic i przemyslec to czy ta kłotnia miała sens;) albo jeszce raz pogadac z nim o tym co sie dreczy tylko na spokojnie:P
wydaje mi sie ze juz masz naprawde dosc tej rozłonki i juz wymyslasz nie wiadomo bog co:P::Pnie warto:)
po prostu weszłam i był tam czat z nią.. mowil ze musi isc spac i jest zmęczopony a co sie okazalo zaprasza ją.. no Ty byś sie nie wkurzyła? taak masz racje, mam dosc tej rozłąki a to mnie jeszcze bardziej dobiło.. napisalam mu ze robi co chce, jeszeli jest w porzadku to sie ciesze a jezeli nie to o nim swiadczy.. wiem ze przesadzilam, ale wiesz jak to jest.. po prostu sobie wkrecasz mysli ze nie tylko przyjdzie i posiedzi.. to glupie bo wiem ze on by nic nie zrobil, ale jednak boli mnie to ze nie wiem tak na prawde co robi...
wiem o co chodzi jak bym była na twoim miejscu jeszce bardziej bym sie wkurzyła głupie jest to z jego strony ze cie okłamał ze jest zmeczony.....nie roumiem tego czemu ukrywa przed toba znajomosc z jakas anna przeciez wielka zazdrosnica nie jestes prawda??
taak jestem, a on jeszcze bardziej zazdrosny. tzn zobaczylam ja w znajomych i pytalam kto to i pow ze to cora szefa. ale nie wiedzialam ze z nia pisze. a on pisal w tym samym czasie co ze mna z nia i do mnie ze idzie spac a do niej jak chcesz to wpadaj, a ona ze jest w lozku i oglada tv. sie wkurzylam, ale co tam... robi co chce, przeciez w sumie to ja sie za bardzo czepiam bo sama z kolezanka bylysmy dzisiaj np na piwie z kolegami, przeciez to neio grzech.. ale to dla mnie inaczej, bo ona tam mieszka.. rozumiesz. wiec to juz dręczy.. aj tam staram sie myslec pozytywnie ![]()
Hej dziewczyny
dawno mnie u was nie bylo i mam troche zaleglosci ale postaram sie nadrobic
u mnie po staremu...znow czekam
milego dnia dziewczynki ![]()
morelka no ja bym sie wkurzyła jesli tak to wyglada....niby zmeczony ale z nia to juz nie bedzie....no ale coz....;\
lui witaj:)ja tez mam czekanie hihihihi^^i wzajemnie:)
Hej dziewczyny! Ufff dzisiaj ciężki jakiś dzień, cieszy mnie myśl, że w weekend już się zaczyna lipiec, wtedy jeszcze tylko miesiąc i Go zobaczę..........wykańcza to czekania i ta bezsilność i to, że nie wiadomo jak to będzie........smutno mi dzisiaj...:-( Ale to wszystko jest porypane. Dlaczego On nie może być tu albo ja tam...Wszystkie poprzednie związki miałam krótkotrwałe, nic nie warte z perspektywy czasu. Z Nim jest mi dobrze - albo wydaje mi się, że jest dobrze z racji tego, że tak rzadko się widujemy - ale zawsze jest jakaś przeszkoda na stworzenie normalnego związku...Czasem chciałabym być jasnowidzem i wiedzieć co będzie, ale niestety nie da się tego przewidzieć. Jedno co wiem w tej chwili to to, że tęsknię i chciałabym żeby był teraz tutaj i móc się przytulić do niego mocno i tylko tyle.....
Ten lipiec będzie bardzo długim i ciężkim dla mnie miesiącem....Dwa miesiące to już bardzo długo...Ostatni raz widzieliśmy się początkiem maja. Do końca maj jakoś przeleciał, ale teraz znów takie czekanie.....
Na obecną chwilę rzecz, o której marzę to to, żeby nagle zadzwonił dzwonek i kiedy otworzę drzwi żeby On tam po prostu stał..tak jak gdyby nigdy nic, żeby po prostu BYŁ.......
Rozumiem cie doskonale...jak pewnie wszystkie dziewczyny tutaj
ogolnie mnie to czekanie tez wykancza psychicznie chociaz spotykamy sie czesciej niz ty...no ale i tak jest cholernie zle...a juz weekendow tych spedzonych odzdzielnie wrecz nienawidze...:P