To tak jak ja. Moje maleństwo też właśnie zasnęło. Kiedy na niego patrzę widzę męża, bo jest do niego bardzo podobny. Czuję ogromny żal że mały nie będzie pamiętał taty. Chyba nie da się powstrzymać łez, jeszcze nie teraz. Choć teoretycznie właśnie minął rok żałoby to przynajmniej dla mnie rok to za mało bym nauczyła się panować nad emocjami. Kontroluje się w miare przy ludziach, bo nie zawsze rozumieją ale gdy zostaję sama po prostu muszę odreagować i zupełnie się rozklejam. I wbrew temu co mówią mi inni uważam że moje łzy i cierpienie są zupełnie normalne widocznie jeszcze nie czas by wyschły. Wiem że z czasem pewnie nauczę się żyć bez męża ale zawsze będę na niego czekać i tęsknić, był moją jedyną miłością. Teraz mam synka ale to zupełnie inna miłość:)
456 2011-01-23 23:34:32 Ostatnio edytowany przez Lidzia30 (2011-01-23 23:46:09)
Podobne tematy
To tak jak ja. Moje maleństwo też właśnie zasnęło. Kiedy na niego patrzę widzę męża, bo jest do niego bardzo podobny. Czuję ogromny żal że mały nie będzie pamiętał taty. Chyba nie da się powstrzymać łez, jeszcze nie teraz. Choć teoretycznie właśnie minął rok żałoby to przynajmniej dla mnie rok to za mało bym nauczyła się panować nad emocjami. Kontroluje się w miare przy ludziach, bo nie zawsze rozumieją ale gdy zostaję sama po prostu muszę odreagować i zupełnie się rozklejam. I wbrew temu co mówią mi inni uważam że moje łzy i cierpienie są zupełnie normalne widocznie jeszcze nie czas by wyschły. Wiem że z czasem pewnie nauczę się żyć bez męża ale zawsze będę na niego czekać i tęsknić, był moją jedyną miłością. Teraz mam synka ale to zupełnie inna miłość:)
No właśnie, ja to samo czuję, też myślę ,że ja już nigdy nie przestanę tęsknić za moim Mężem. Jak jestem sama i nikt mnie nie widzi też wspominam i płaczę, jest mi bardzo ciężko.Boję się mojej przyszłości bez mojego Męża, nie tak to miało być, on miał się mną opiekować na starość, a tymczasem go nie ma, to wszystko nie ma sensu, czy dam radę, wiem że nie mam innego wyjścia.Jestem ciekawa czy kiedykolwiek osiągnę jakiś spokój i ukojenie, czy już zawsze będę taka rozdarta, Trzymajcie się
Ja też się tego wszystkiego boję Smutna Marysiu.Przytłaczają mnie problemy życia codziennego, we dwoje to jakoś tak lżej. Jedno drugie wspiera. Teraz zostałyśmy same i przynajmniej mi jest bardzo ciężko. Na razie radzę sobie finansowo ale strasznie jest mi brak takiego duchowego wsparci męża w taki dni jak ten. Zmuszona dziś byłam do podjęcia bardzo trudnej decyzji i nie wiedziałam co robić. Mam nadzieję że dobrze zrobiłam ale pojechałam na cmentarz zapaliłam lampkę i prosiłam by mnie zrozumiał i chronił, nawet jeśli to co zrobilam to byla błędna decyzja. Jestem zagubiona i bezbronna, zupełnie nieodporna na kolejne ciosy zadawane przez życie.
To nie tak miało być. Wiem. Chciałabym powiedzieć że kiedyś będzie lepiej ale myślę że to indywidualna sprawa każdej z nas, to czy i kiedy będziemy umiały otworzyć się jeszcze na szczęście. Niektóre z nas po pewnym czasie pewnie tak ale czy wszystkie?
Dzisiaj 4miesiące bez mojego ukochanego ,jak trudno żyć bez Niego ...
Tak jest pusto w sercu i domu ,brakuje jego śmiechu ,rozmów ,nie wiem co będzie dalej ogarnia mnie taki smutek i nie dowierzanie.Przez te 4 miesiące żyłam jak w jakimś amoku .Robię wszystko by nie myśleć ,porządki praca malowanie aż czasami nie mam sił .
460 2011-01-26 13:12:37 Ostatnio edytowany przez gosiah (2011-01-26 13:20:37)
Niektóre z nas mają to szczęście że mają dzieci każde spojrzenie na nie przypomina jego jej ojca to cząstka niego wciąż żyje .Tym które ich nie mają jest trudniej gdyż po naszych mężach nie zostało nic tylko nasza miłość i wspomnienia. Z moim mężem prowadziliśmy firmę pięć lat zajęło nam uporządkowanie tego żebyśmy mieli więcej czasu dla siebie. Jako szefowa pracuje trzy dni w tygodniu resztę mam wolne .Te wolne dni są najgorsze wówczas nie mam co robić najpierw zatraciłam sie w zakupach później urządzaniu domu o którym marzyliśmy a nie mieliśmy pieniędzy po jego śmierci dostałam ubezpieczenie wiec stać mnie na te zmiany lecz one nie cieszą nie muszę się o nie martwić on mnie zabezpieczył ale oddała bym je wszystkie za pięć minut z nim. Najgorsze są momenty kiedy mama podjąć decyzję zawsze razem dyskutowaliśmy i podejmowaliśmy decyzje teraz zostałam sama. Tak bardzo za nim tęsknie i ta ogromna pustka czy ona kiedyś zniknie .Mam trzydzieści lat i moje życie skończyło się osiem miesięcy temu nasze marzenia o dziecku Paweł miał wszystko zaplanowane gdzie będzie łóżeczko do jakiej szkoły pójdzie na jakie kursy go wyśle ale on nigdy się nie narodzi ludzie nie doceniają tego co mają ja zawsze zastanawiałam się co takiego zrobiłam że go spotkałam dał mi tyle szczęścia tyle uśmiechów zawsze mnie doceniał i chwalił mówił jestem z ciebie dumny że jesteś moją żoną a teraz zastanawiam sie co ja takiego zrobiłam że ktoś mi go zabrał nigdy nikogo nie skrzywdziłam,dlaczego niech ktoś mi odpowie dlaczego!!!Byliśmy tacy szczęśliwi jednego nikt mi nie zabierze wiedzy że on kochał mnie nad życie okazywał mi to każdego dnia nie wiem jak żyć bez niego tak bardzo go kocham nawet słowo kocham jest za małe on był częcią mnie nie potrafie sie już cieszyć z niczego nawet z tego że moj brat został ojcem jestem potworem
agnieszka12, gosiah podziwiam Was że byłyście w stanie zrobić jakieś remonty i porzadki ja nadal nie wiem od czego zacząć.
Przykre też jeżeli się zostaje bez dziecka tak zostało by cos żywego namacalnego miałabyście sie kim zająć.Przynajmniej nie czułybyście sie takie samotne.
Uwierzcie mi że ja przy dorosłych dzieciach też czuję sie samotna kazde ma jednak swoje życie to nie jest to samo co mąż a mieszkam sama.
Też nie narzekam na sytuacje finansową ale kiedy dostałam pierwsze pieniądze od niego z pracy to płakałam i chciałam je oddać za niego.
Trzymajcie się pozdrawiam!
Gosiah, dobrze Cię rozumiem ja też zostałam sama, nie mieliśmy dzieci. Byliśmy 8 lat, odszedł niecały miesiąc przed naszym ślubem:(. Odszkodowanie starczyło na pokrycie kosztów związanych ze ślubem i naszymi ostatnimi wakacjami. Ja zostałam sama z naszym kredytem na mieszkanie, cieżko jest mi z jednej pensji, ale jakoś musze sobie radzić. Tak naprawde to mi już wszystko jedno jestem zbyt zmęczona aby się przejmować, tylko tęsknie, mam wrażenie, że tak właśnie wygląda piekło.
Pozdrawiam
Bardzo współczuję tym które nie doczekały sie wspólnych dzieci, Małe dzieci dają tyle radości i miłości, Ja mam już dorosłe dzieci i też mi już ich brakuje. one idą już pomału swoją drogą a ja zostaję z boku. też mnie to bardzo boli tym bardziej. że nie mam Męża. który by mnie wspierał. troszczył się, Dlatego chyba czuję się bardzo opuszczona i samotna,
Od ośmiu miesięcy chodzę regularnie do psychiatry to ona kazała mi zrobić remont zaczęłam go ale nie potrafię skończyć tak z resztą jak z wszystkim zaczynam coś robić i nie dokańczam nie wiem dlaczego nie ruszyłam sypialnie nie śpię w niej nie dlatego że się boje to było nasze sanktuarium tam dyskutowaliśmy do piątej nad ranem choć byliśmy ze sobą prawie dziesięć lat zawsze mieliśmy o czym rozmawiać tam przekąszaliśmy w nocy dania włoskie które mój mąż gotował potrafił o pierwszej w nocy szukać hot doga bo miałam na niego ochotę tam zajadaliśmy się słodyczami mówiąc o boże jutro trzeba to spalić,to było nasze miejsce tam go przenieśli po reanimacji jak zmarł tam leżałam z nim tuląc go i całując mówiąc już dobrze jestem przy tobie nigdy cię nie zostawię kocham cię wróć lecz on już nie żył lecz pomimo dwóch godzin był nadal cieplutki tuliłam go do ostatniej chwili to jest nasze miejsce nie moje tylko nasze i tam wszystko zostało tak jak było w szafie wiszą jego ubrania w szufladach są jego skarpetki i bokserki pościel na w której spaliśmy schowałam do pojemnika gdyż pomimo ośmiu miesięcy czuje na niej jego zapach i on mnie uspokaja wciąż czekam kiedy wróci wróci po mnie gdyż zawsze razem wszędzie razem.Dla naas pieniądze nigdy nie miały znaczenia paweł powtarzał gdy było źle finansowo w domu czy pod mostem jeżeli będę z tobą to wszystko czego potrzebuje a zresztą damy sobie jakoś radę.Teraz jestem samą i nie daje rady.
A ja Wam powiem że jak się ma dzieci to wcale nie jest łatwiej. Człowiek nosi w sobie takie same cierpienie a dodatkowo cierpi patrząc na dziecko, które nie zasłużyło niczym na los jaki je spotkał.
Ja nigdy nie wynagrodzę mojemu synkowi braku taty choćbym nie wiem jaką cudowną mamą była. On tylko z zazdrością będzie mógł popatrzeć na kolegów których tata odbiera ze szkoły czy idzie na mecz itp. I tak zwyczajnie po prostu nigdy nie dostanie tych wszystkich rzeczy jakie pragneliśmy z mężem dla niego, bo mnie samej nigdy nie będzie na to stać. Patrząc w przyszłość zastanawiam się raczej czy starczy mi od pierwszego do pierwszego a to nie tak mialo być. Zdecydowaliśmy się na dziecko bo wydawało się nam że nadszedł właściwy czas, że jesteśmy w stanie zapwenić mu takie życie na jakie zasługuje, bo w końcu było ukoronowaniem naszej miłości. A teraz martwie się jak będzie się rozwijał bez ojca, jak to wpłynie na jego psychikę i całą przyszczłość. Dorośli bywają bezmyślni a dzieci potrafią być okrutne i w życiu róznie to bywa. Nie wiem jakich ludzi spotkamy na swojej drodze. Czy poradzę sobie jako samotna mama?
Czasami myślę że gdybym była sama to było by mi łatwiej, bo jeśli przytłoczyłyby mnie problemy życia codziennego i cierpienie, to zwyczajnie mogła bym sobie odpuścić i zasnąć na zawsze a tak nie mogę, mam w domu mały skarb i muszę o niego dbać, walczyć by jakoś to życie pociągnąć, udźwignąć własne cierpienie i z czasem smutek mojego dziecka.
Nikt nie przytuli mojego małego, nie da mu jeść, nie zmieni pieluchy. Nikt nie pomoże gdy ja nie daje już rady gdy dopada mnie taka deprech że trudno wstać z łóżka, więc chociaż najlepiej bym tam została i płakała, nadludzkim wysiłkiem wstaje, łykam proszki dzięki którym jakoś funkcjonuje i staram się jakoś żyć. A co z małym gdyby i mi coś się stało?
Owszem to jedynie on nadaje jeszcze sens mojemu życiu i tylko on potrafi sprawić że się uśmiechne. Jest cudownym kochanym skarbem.Jeszcze z ufnością i beztroską patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczkami i obdarza mnie bezwarunkową miłością.
Ale czuję się jak straszliwa egoistka, bo właśnie to on choć maleńki i bezbronny daje mi tak wiele, a co ze mnie za matka powinnam go wspierać otoczyć miłością dać tyle radości, zapewnić szczęśliwy, spokojny dom. A przecież tak trudno ukryć łzy cierpienie i własną bezsilność.
przynajmniej masz dla kogo żyć dla kogo walczyć z przeciwnościami losu masz cel i sens życia my nie
467 2011-01-27 00:49:09 Ostatnio edytowany przez gosiah (2011-01-27 00:51:43)
posłuchajcie tego http://www.youtube.com/watch?v=ekQaU8rcGaE http://www.youtube.com/watch?v=IeQ2nUH1wgQ jak tak bedzie dalej to skończe tak jak ta dziewczyna
468 2011-01-27 01:08:59 Ostatnio edytowany przez gosiah (2011-01-27 01:29:40)
lub tego http://www.youtube.com/watch?v=y0s7ycdUcHk lub http://www.youtube.com/watch?v=j4y-RzVGrHg lub http://www.youtube.com/watch?v=-s5xsn4G_1Y lub to http://www.youtube.com/watch?v=3Cb1VWXC8-M
469 2011-01-27 01:13:03 Ostatnio edytowany przez Lidzia30 (2011-01-27 01:16:07)
Niby mam dla kogo żyć ale co to za życie? sama dobrze wiesz jak to jest gdy cały świat wali się na głowe, umierają marzenia a kolejny dzień zamiast ukojenia przynosi tylko kolejne zmartwienia i to nieustające cierpienie.
Moje życie się skończyło, jestem bo potrzebuje mnie moje dzieciątko ale po mimo tego że je mam nie potrafie zagłuszyc w sobie tego głosy który mówi mi że wcale nie chcę tu być, chcę być tam razem z nim i kolejny raz wyrzucam sobie że jestem okropną matką że niezasługuję na to by żyć. To ja powinnam odejść a nie on. Byłby cudownym ojcem i o wiele lepiej poradziłby sobie z tym wszystkim.
rozumem
Mam nadzieję że nie jesteś tak zupełnie sama. Że masz bliskich, którzy też cię potrzebują i strasznie by cierpieli gdyby coś ci się stało. Wiem to nie to samo co dzieciątko.
Jeśli nie to pomyśl o mężu o tym jak bardzo cię kochał, jak w ciebie wierzył. On nie chciałby byś się poddawała, był pewny że poradzisz sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. tylko on wiedział jaki skarb ma przy sobie i ile znaczy dla niego twoja miłość. Mieliście siebie, te kilka chwil na ziemi szczęśliwych bo razem. Tego nikt ci nie zabierze pielęgnuj w sobie te wspaniałe wspomienia. Pomyśl co on by ci teraz powiedział, gdyby mógł otarł by wszystkie twoje łzy.
Przecież nie chcesz go zawieść, dasz radę, bo przecież on jest przy tobie, jest częścią ciebie a miłość nie umiera nigdy.
Może jeśli postawisz sobie za cel dokończenie wszystkich jego spraw, spełnienie wszystkich waszych planów, które oczywiście jesteś w stanie spełnić bez niego będzie ci łatwiej przetrwać te najgorsze dni. No i pomyśl jaki on byłby wtedy z ciebie dumny.
Z całego serduch cię ściskam i pozdrawiam.
Witajcie kobietki.
Tak czytam te wasze wpisy i trochę się dziwię.Tak naprawdę to żadna z nas nie ma ani lepiej ani gorzej.Bo to czy mamy dziecko czy nie to tak do końca nie ma znaczenia, bo ma to swoje plusy i minusy.Owszem dziecko to jest jakaś cząstka naszych mężów ale to ona nam też na każdym kroku jego przypomina ( zwłaszcza jeśli jest tak podobna do taty jak moja Agata ).I to nie tylko z wyglądu ale i z charakteru.Dzieci też przeżywają śmierć ojca i reagują na nią różnie.Agata ma na przykład momenty agresji czy wręcz złości i są to trudne momenty.Zwłaszcza jeśli łączy się to ze złymi ocenami w szkole.A my same nie mamy siły do tego aby walczyć jeszcze ze zbuntowanym dzieckiem.Wolały byśmy zamknąć się w cichej sypialni i płakać.A tego spokoju nie ma.Trudniej też przeżywać żałobę na zewnątrz bo zaraz są pytania na które nie chcemy odpowiadać.Ja przynajmniej tak miałam i mam.I cały żal noszę w sercu bo nawet nie mogę go wypłakać żeby nie usłyszeć "czemu płaczesz?"
Z kolei osoby które są same mogą żałobę przeżyć inaczej bo mogą płakać do woli jeśli im to pomaga bez zbędnych pytań.Mogą w chwili słabości upić się i pójść spać bez świadomości że może się coś stać w tym czasie dziecku.No i mają jednak o wiele więcej czasu dla siebie bo jednak przy dzieciach jest mnóstwo pracy i dodatkowych kłopotów.Nie wspominając o stronie finansowej.
No i w razie czego osoba bez dziecka może łatwiej po pewnym czasie zacząć nowe życie z nowym partnerem bo nie ma "balastu" w postaci dziecka.A matki muszą liczyć się z tym że będą podświadomie szukać drugiego ojca dla swoich dzieci i patrzeć przede wszystkim na to jaki jest w stosunku do ich pociech.A znaleźć faceta który potrafi zaakceptować dzieci innego nie jest łatwo.
Także króciutko przedstawiłam wam zalety i wady posiadania dzieci bądź bycia samotnym w tej sytuacji i same oceńcie co jest lepsze.
Trzymajcie się pa.
473 2011-01-27 08:25:40 Ostatnio edytowany przez Smutna Marysia (2011-01-27 08:26:50)
KOchane
To forum chyba jest lepsze od najlepszego psychiatry czy psychologa, co jakiś czas jedna z nas ma strasznego doła i wtedy właśnie tutaj znajduje pomoc, wsparcie, zrozumienie takie jakie nikt iny nam nie może dać. bo tylko my. zaraz po naszych Mężach. najbardziej siebie rozumiemy. bo my mamy ten sam ból i to samo czujemy, Zeby nie to forum to chyba nigdzie bym z siebie nie mogła wyrzucić tego co mam w środku. chociaż wczoraj rozmawiałam ze znajomą. która już 5 lat jest sama i też to była bardzo szczera rozmowa. ona też rozumiała co ja mówiłam a ja rozumiałam ją.Troszkę mnie pocieszyła, powiedziała. że mimo wszystko ale bardzo powolutku czas leczy rany ale nie do końca. że nadal boli . doły są ale troszkę rzadziej ale tęsknota jest. Przytulam mocno
kasia77
masz rację.... to znaczy nie chodzi tu o to kto ma rację, czy też kto ma lepiej... bo czegoś takiego nie ma.
Po prostu życie jednych z nas pokierowało tak a innych tak. My wszystkie mamy ten sam ból - ból po stracie tak bardzo bliskiej nam osoby. Jedne z nas zostały z dziećmi i tak jak mówisz nie możemy przeżyć tej żałoby jak nieraz byśmy chciały tzn nie możemy sobie popłakać wtedy kiedy mamy na to ochotę bo dziecko patrzy, nie możemy zamknąć się w pokoju i przeleżeć cały dzień jak nam jest źle, nie możemy upoić się jak mamy na to ochotę tylko musimy normalnie funkcjonować bo tak trzeba dla niego właśnie - dla dziecka. Po drugie musimy wytłumaczyć naszym dzieciom że tatusia już nie ma że już nigdy się z nim nie pobawi itp to wszystko dla nas jest trudne i nieraz nie dopuszczamy do siebie myśli że ich nie ma a co mówić dzieci... co one przeżywają. Mój synek choć mu tłumaczę że tatusia nie ma to do dzisiaj się mnie pyta czy jeszcze przyjdzie.
Tylko że tak patrząc z drugiej strony mamy właśnie cząstkę Ich naszych mężów w naszych dzieciach i to też jest piękne że jednak są.
Może kiedyś będzie lepiej - ból zostanie ale może będziemy chciały jakoś na nowo poukładać sobie życie. Teraz jest to nie do pomyślenia ale ja w to wierzę - wierzę w to że kiedyś będzie lepiej. I tak jak kasia77 napisała - kobiety które zostały same bez dzieci będą miały trochę lepiej bo my nie tylko będziemy chciały żeby ktoś nas pokochał ale przede wszystkim nasze dzieci.
Trzymajcie się cieplutko Kochane
zgadzam się z Wami wszytskimi.
Ja rozumiem te zagadnienie według swojej sytuacji: te z Was, które mają dzieci "mają łatwiej" z dośc czysto egoistycznych powodów. Właśnie to, że coś zostało po nim - maleństwo, cząstka jego na którą można przelać całą swoją miłość, która jest chyba na najwyższym poziomie w naszym życiu. Nie można mysleć o sobie, trzeba się zając maleństwem, dopilnować wszytskiego. Bo to, że masz więcej czasu nie znaczy, że dobrze go wykorzystujesz. Ja mam go bbaaarrdddzzooo dużo, ale właśnie nic nie robie tylko myślę jakby skrócic sobie te męczarnie....., dodatkowo różne mieszanki alkoholu i tabletek, sa to sytuacje dosc niebezpieczne. To prawda, że w dalszej perspektywie łatwiej jest sobie ułożyć życie, tylko dojście do "dalszej perspektywy" jest trochę trudniejsze.
Niestety nas wszystkie spotkał taki los, z którym ciężko jest się pogodzić i nie pytać "dlaczego?", możemy mieć tylko nadzieję na lepsze jutro, tylko kiedy ono nadejdzie?
ściskam Was cieplutko
Dzięki Bogu za Internet
Witajcie.
Smutna Marysiu oczywiście ze to forum jest lepsze od psychologa!!!Bo tu jest samo życie i doświadczenia innych kobiet które znają się na rzeczy.
Dlaczego? ja napisałam tylko to co myślę na ten temat bo miałam wrażenie że zaczęła się w pewnym momencie pewna licytacja która ma lepiej czy gorzej.I dlatego postanowiłam opisać wady i zalety tej sytuacji.Wiadomo że każda z nas przeżywa to na swój sposób Ale jesteśmy połączone tą samą tragedią i nie ma co patrzeć czy mój mąż umarł z powodu choroby czy wypadku czy też samobójstwa.Faktem jest że oni nie żyją a my musimy żyć dalej...My kobiety- matki mamy świadomość odpowiedzialności za nasze dzieci i tym przede wszystkim będziemy kierować się przy układaniu dalszego życia.A nasze dzieci też przeżyły tragedię i odreagowują ją tak jak umieją.Nam pomaga to forum i możliwość wyrzucenia z siebie złych emocji.One natomiast albo broją więcej niż zwykle albo mają problemy w szkole.
lilli lepsze jutro nadejdzie tylko daj mu szansę !!!!Łączenie alkoholu z tabletkami w tym ci nie pomaga!!!Moim zdaniem wręcz przeciwnie!!!odstaw leki odstaw alkohol to nie będzie łatwe ale jest możliwe.Może będzie ci trudno przez pierwsze dni ale każdy następny będzie łatwiejszy.Obiecuję ci to!!!I wtedy zobaczysz światełko w tunelu które będzie lepszym kolejnym dniem.Zacznij na początek dostrzegać te malutkie rzeczy które cieszą np. słońce za oknem,kwiat który wypuścił nowy listek,ptaszek który usiadł na parapecie....Ciesz się tym że wstajesz i nie jesteś chora że nic cię nie boli.To są drobiazgi ale dają siłę.A z czasem zaczniesz dostrzegać inne rzeczy i zobaczysz lepsze jutro.
A za internet nie dziękuj Bogu tylko tym co go wymyślili!!!
kasia77, dziękuję ![]()
Lilii wierzę w ciebie i trzymam za ciebie kciuki.Zobaczysz że dasz radę a twój mąż będzie z ciebie DUMNY!!!A życie jest za krótkie żeby się zamartwiać.Wszystko przed tobą a my będziemy cię wspierać na każdym kroku.Pamiętaj że my kobiety jesteśmy silne!!!!A w razie gorszych dni pisz a ja pomogę znaleźć w twoich opisach jakąś pozytywną rzecz która da ci motywację na następne dni.
Kasia
Miałam już dzisiaj nie zaglądac do Was bo nie mam siły ale musiałam choć na chwilę...
Zauważyłam że jak czuję się lepiej jeden dzień dawa następne są nie do przeżycia albo z wielkim trudem.Jeżeli coś więcej musze zrobić to jestem bezsilna.Bardzo żle sypiam ale też nie chcę narazie korzystać z pomocy psychologa bo wiem że będą tabletki a tak biorę sporadycznie.
Kasiu masz rację że kobiety są silne nawet nie wiemy ile jesteśmy w stanie znieść chociaż tak boli...
Dzisiaj synowa powiedziała mi ze jak ostatniej nocy przebudziła sie sama już nie wie jak to było jakby widziała jego postać nad łóżeczkiem wnusi.
Pozdrawiam!
I jeszcze jedno ja kupiłam sobie komputer kilka miesięcy po jego śmierci jakbym przeczuwała ze będzie to jedyny ratunek.Nie interesują mnie właściwie inne informacje tylko forum i moja poczta
Chciałabym sobie to wszystko jakoś ułożyć,ale nie wiem czy potrafię.Nie chcę szukać kogoś kto wypełni mój świat,tą pustkę po nim.Żyję wspomnieniami,żyję tym co niestety już się skończyło.Powiedzcie mi ile siły trzeba w mieć sobie,żeby to można było znieść.Całe życie w jednej chwili traci sens a nadziei na lepsze jutro brak. Chciałabym by to wszystko było snem,żebym mogła się obudzić i zobaczyć Jego.Może i dobrze, że życie nie jest wieczne bo wiem, że później się spotkamy. Może nawet to On po mnie przyjdzie.
Trzymajcie się kobietki,dziękuję,że jesteście.
482 2011-01-27 23:24:29 Ostatnio edytowany przez kasia77 (2011-01-27 23:35:03)
Milen09 bo to prawda że jesteśmy silne i ty też jesteś!!!My komputer mieliśmy już wcześniej ale to forum zaczęłam szukać gdy wiedziałam że nie poradzę sobie sama a bliscy po prostu zawiedli!!! I to na całej linii choć mówili że jak będzie mi źle to mam dzwonić a oni mi pomogą.Tylko że nikt nie podnosił słuchawki...ale świadomość że daję radę sama daje mi olbrzymią siłę i wiem że co mnie nie zabije to mnie wzmocni!!!To forum dało mi OGROMNIE dużo i wiem ze wam też pomoże.
Co do złego sypiania to może tak jak ja masz za wysoką temperaturę w sypialni i dlatego źle śpisz.Ja zmniejszyłam temperaturę i śpię o wiele lepiej.A zamiast leków spróbuj melisę z miodem lub tabletki ale ziołowe.
I spróbuj tak jak poradziłam Lilii cieszyć się z drobiazgów a twój nastrój się poprawi i lepiej zniesiesz kolejny dzień.
Martlak27 nie masz znaleźć kogoś kto zapełni pustkę po nim tylko kogoś kto pokaże ci jak można żyć inaczej.Bo jego nikt i nic ci nie zastąpi a podświadomie będziesz patrzeć na wszystkich facetów przez jego pryzmat.A to cię pogrąży jeszcze bardziej!!!!Kogoś kto pokaże ci że życie może jeszcze być piękne i bardzo ciekawe.I że można mieć też inne wspomnienia niekoniecznie smutne. Ja w tej chwili wspominając ostatnie chwile życia Maćka cieszę się że byłam z nim wtedy, że mnie było dane to przeżyć.Bo tego nikt mi nie odbierze a wiem ze dla niego było to ważne że ja byłam przy nim.
W każdym razie życzę wam wszystkim spokojnej nocy, milutkiej podusi (tak zawsze mówiłam Maćkowi ) i pięknego słońca jutrzejszego dnia ( niekoniecznie na niebie ale spróbujcie go dostrzec w innym człowieku ).Pa.
Chciałabym sobie to wszystko jakoś ułożyć,ale nie wiem czy potrafię.Nie chcę szukać kogoś kto wypełni mój świat,tą pustkę po nim.Żyję wspomnieniami,żyję tym co niestety już się skończyło.Powiedzcie mi ile siły trzeba w mieć sobie,żeby to można było znieść.Całe życie w jednej chwili traci sens a nadziei na lepsze jutro brak. Chciałabym by to wszystko było snem,żebym mogła się obudzić i zobaczyć Jego.Może i dobrze, że życie nie jest wieczne bo wiem, że później się spotkamy. Może nawet to On po mnie przyjdzie.
Trzymajcie się kobietki,dziękuję,że jesteście.
To właśnie słowa piosenki które wam polecałam słucham tego codziennie ponieważ mam takie myśli że mój mąż to by mi powiedział i to co czuje ja nawet rozumiem tą dziewczynę która nie mogła tego znieść i połknęła tabletki a on nie mógł nic na to poradzić bo chciał by ona żyła lecz ona umarła w jego ramionach słowa tych piosenek przemawiają do mnie jeszcze bardziej te po angielsku znam ten język świetnie dlatego je rozumiem. rozumiem tą dziewczynę bo byłam w jej sytuacji siedząc w naszym mieszkaniu ściskając jego bluzę rozpacz brak sił o mało tego nie zrobiłam gdyby nie mój brat który się obudził to było by po mnie złapał mnie za rękę w której trzymałam tabletki i z drugiej wyrwał drinka wówczas brałam straszne ilości relanium nasennych gdybym je połknęła rano znalazł by mnie martwą.cała noc nade mną czuwał później była kolejna próba znów mnie powstrzymał lecz wtedy powiedział siostra jeżeli tak bardzo chcesz z nim być rozumiem ale przyrzeknij żebym był przy tobie gdy będziesz umierać żebyś nie była sama umrzesz w moich ramionach trzymałem cię jak się urodziłaś i nie odmawiaj mi trzymania mojej małej siostrzyczki gdy będzie odchodzić pozwól mi być przy tym pozwól mi się z tobą pożegnać. Teraz jest znów ze mną źle i coraz częściej myślę to tym znowu nie mam sił
Nie wiem ile siły potrzeba ale napewno znajdziesz ją w sobie> Życie samo się jakoś ułoży i naprawdę nie trzeba szukać nikogo na siłę , choć to bardzo smutne nikt nie wypełni tej pustki w sercu jaka pozostala. Nie można tak po prostu zapomnieć, wymazać z pamięci i zacząć wszystko od nowa. Wspomienia są dobre, są częścią nas i nawet jeśli dziś płyną przy nich łzy z czasem może to się zmieni. To z jednej strony tak niewiele a z drugiej tak dużo, bo jakże puste byłoby nasze życie gdybyśmy ich nie poznały, a tak mamy chociaż co wspominać.
Ja też chciałabym by to był tylko sen. Nasze życie to droga, którą musimy przejść by znowu być razem, mam nadzieję ze znajdziesz w sobie tyle siły by zmierzyć się z przeciwnosciami losu i gdy już się znowu spotkacie z uśmiechem będziesz mogła mu powiedzieć kochanie jakoś mi sie udało. On wie że jest ci bardzo trudno samej i chciałby widzieć cię znowu uśmiechniętą.
Mam nadzieję że nie jesteś tak zupełnie sama. Że masz bliskich, którzy też cię potrzebują i strasznie by cierpieli gdyby coś ci się stało. Wiem to nie to samo co dzieciątko.
Jeśli nie to pomyśl o mężu o tym jak bardzo cię kochał, jak w ciebie wierzył. On nie chciałby byś się poddawała, był pewny że poradzisz sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. tylko on wiedział jaki skarb ma przy sobie i ile znaczy dla niego twoja miłość. Mieliście siebie, te kilka chwil na ziemi szczęśliwych bo razem. Tego nikt ci nie zabierze pielęgnuj w sobie te wspaniałe wspomienia. Pomyśl co on by ci teraz powiedział, gdyby mógł otarł by wszystkie twoje łzy.
Przecież nie chcesz go zawieść, dasz radę, bo przecież on jest przy tobie, jest częścią ciebie a miłość nie umiera nigdy.
Może jeśli postawisz sobie za cel dokończenie wszystkich jego spraw, spełnienie wszystkich waszych planów, które oczywiście jesteś w stanie spełnić bez niego będzie ci łatwiej przetrwać te najgorsze dni. No i pomyśl jaki on byłby wtedy z ciebie dumny.
Z całego serduch cię ściskam i pozdrawiam.
Dziękuje ci bardzo za te słowa
pozdrawiam
486 2011-01-28 00:15:01 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2011-01-28 00:17:15)
gosiah życzę Ci dużo siły abyś to przetrwała.Twoje życie ma sens. Ja również chciałam dołączyć do niego,najbardziej jednak obawiałam się,że gdy odbiorę sobie życie to tam możemy się nie spotkać. Też wyznaczyłam sobie cel żeby dokończyć wszystko o czym rozmawialiśmy,co planowaliśmy zrobić o czym marzyliśmy. Pomogło.Czasem jednak brakuje mi sił,padam ze zmęczenia tak jak dziś ale wiem,że on jest przy mnie i Wy także. To dodaje mi sił. Dziękuję za te piosenki.
Trzymaj się,miłych snów.
Witajcie!
Nie mogę sie powstrzymać żeby do Was nie zajrzeć tym bardziej że dzisiaj już wekend.Po ostatnich dniach jestem tak zmęczona że po prostu chcę odpocząc wyspac sie.Nie mam siły tak żyć w pospiechu.
Internet to jednak ratunek. Kasia77 ja też zawiodłam sie na znajomych i rodzinie / oprócz dzieci/.nie potrafie się komuś zwierzać jezeli czuję nieszczerość nawet nie potrafia zapytać jak sie czuję a juz koleżanki w pracy doprowadzają mnie do szału tym swoim narzekaniem.
Dziewczyny przerazaja mnie wasze mysli nie można tak oni sa z Wami i na pewno nie chcieliby tego.
Rozumię Was ale może ten ból sie zmniejszy......
Witajcie!
Nie mogę sie powstrzymać żeby do Was nie zajrzeć tym bardziej że dzisiaj już wekend.Po ostatnich dniach jestem tak zmęczona że po prostu chcę odpocząc wyspac sie.Nie mam siły tak żyć w pospiechu.
Internet to jednak ratunek. Kasia77 ja też zawiodłam sie na znajomych i rodzinie / oprócz dzieci/.nie potrafie się komuś zwierzać jezeli czuję nieszczerość nawet nie potrafia zapytać jak sie czuję a juz koleżanki w pracy doprowadzają mnie do szału tym swoim narzekaniem.
Dziewczyny przerazaja mnie wasze mysli nie można tak oni sa z Wami i na pewno nie chcieliby tego.
Rozumię Was ale może ten ból sie zmniejszy......
MILENO czuję identycznie to samo.Musimy mieć nadzieję.
Mileno napisałaś-
Dzisiaj synowa powiedziała mi ze jak ostatniej nocy przebudziła sie sama już nie wie jak to było jakby widziała jego postać nad łóżeczkiem wnusi.
Dziadek kocha wnusię i się nią opiekuje.
Chyba się ucieszyłaś jak Ci to powiedziała,
Smutna Marysiu wiemy że ją bardzo kochał ona chociaż była malutka jeszcze widać było że jest za nim, On bardzo chciał doczekać żeby już mogła chodzić mówił jej że weżmie ją za rączkę pójdą do sklepu i wszystko jej kupi co bedzie chciała.Ja piszę sobie pamietnik i zawsze mu mówie jaka jest cudowna i byłby z niej dumny.Powiem Wam coś jeszcze w tamtym roku miała bardzo długo gorączkę. Lekarz zlecił szczegółowe badania i tak wyszły że miała mieć nowotwór. Przeraziłam się i błagałam żeby jej tylko nie zabierał.Zrobiliśmy jej powtórne badania przeswietlenia i okazało sie że wszystko jest w porządku. nie wiemy co to było czy były żle zrobione badania?Narazie jest wszystko w porzadku ale czasami boję sie tak fajnie sie rozwija jak na półtora roczku.
Dziasiaj jest mi żle oglądałam znowu zdjecia.Życie nie szczędzi nam problemów.
Oj mnie też nie oszczędza, nie nadążam za dzisiejszym światem. Mój Mąż też chciał doczekać się wnuka czy wnuczki ale niestety nie doczekał się. Mam dni, że chciałabym żeby mnie zabrał, bo jest mi tu bardzo żle, nie chcę grzeszyć ale tak niestety się w tej chwili czuję...
Witajcie! Dziś na tej stronie jestem pierwszy raz bo muszę wreszcie to z siebie wyrzucić! Mój mąż zmarł w sylwestra i nie radzę sobie z zupełnie z tym. Wciąż przyłapuję się na tym że czekam aż wróci z pracy,jak kiedyś kiedy byłam w domu. Chyba mój problem polega na tym że nie było mnie przy nim kiedy umierał. Od kilku lat pracowałam za granicą, a mąż pracował w kraju na nocną zmianę. Oczywiście przyjeżdżałam systematycznie do domu żeby spędzić z mężem i dziećmi kilka tygodni, a później znów na kilka tygodni za granicę do pracy.Jak się dowiedziałam że trafił do szpitala, jak szalona zaczęłam szukać transportu do kraju.........ale kiedy w końcu go znalazłam i byłam w drodze do domu......zmarł.Nawet nie miałam szansy się z nim pożegnać jak jeszcze żył!Zawsze czekałam na niego w progu domu kiedy wracał z pracy...... a teraz nie chce wrócić i jak zawsze przytulić mnie i dzieci...wypić ze mną poranną kawę.I tak zostałam sama z dziećmi....bez pracy.....bez szansy utrzymania rodziny. Nie mogę przecież wyjechać, dzieci zostawiając same!Niby wedle śmierci jesteśmy wszyscy równi i sprawiedliwie nas obdziela,ale czy sprawiedliwym jest, że jednym pozwala dożyć późnej starości ...... a innym nie pozwoli dzieci wychować?????? Sama ledwie się trzymam a muszę zmusić się do nie kończących rozmów z dziećmi. Nie potrafią tego zaakceptować zupełnie! Jedna z córek wciąż zaprzecza istnieniu Boga w tej rozpaczy. Twierdzi że jak by Bóg istniał i był taki dobry jak się powszechnie mówi to by Nas nie spodkało to wszystko. Mszę nadmienić że ze śmiercią męża zaczęły się pasma nieszczęść dotykające wciąż rodzinę. Są dni że jak mi uda się usnąć to boję się rano oczy otworzyć ze strachu przed nowym dniem i jego wydarzeniami!Wiem że muszę się pozbierać bo mam dzieci! Ale to taki trudne!!!!!!
493 2011-01-30 04:44:00 Ostatnio edytowany przez Andia74 (2011-01-30 04:44:22)
u mnie dzisiaj mija dzisiaj 16 miesiecy... i chyba juz na wiele spraw patrze inaczej. Inaczej patrze na zycie, juz nie wyczekuje tego 29 kazdego miesiaca, po prostu mija jak kolejny dzien. Dzisiaj dalam powiekszyc sobie moj pierscionek zareczynowy, aby go nosic na innym palcu niz serdeczny, ale aby go zawsze miec przy sobie. Wybieralismy go wspolnie i ma napis : dla przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci... wiec nosze go dla mojej terazniejszosci i przyszlosci, ale tez dla naszej wspolnej przeszlosci. Ale juz nie na palcu serdecznym... tylko na srodkowym aby zawsze byl przy mnie. Wczoraj mialam slabszy moment, jak po wielu latach uslyszalam piosenke z ktora mam niesamowicie przyjemne wspomienia.... ale mam wrazenie, ze moje zycie sie zmienia, ze zmienia sie chyba juz na lepsze, ze przezylam zalobe i bol juz jest mniejszy i chyba potrafie pogodzic sie z tym co sie stalo i pojsc na przod. Mam wrazenie, ze zaczyna swiecic slonce dla mnie.... a moze to moj maz tak prowadzi z gory abym w koncu poczula sie lepiej. Zycze Wam abyscie doszly do tego momentu w ktorym jestem ja, bo juz mi latwiej... choc serce tesknota wypelnione, ale to juz jest inaczej!!! Trzymajcie sie kobietki! Ja chyba zaczynam nowy rozdzial!
Witajcie kobietki
Witaj Jola6319 w naszym gronie.bardzo mi przykro z powodu śmierci twojego męża.Przeżywasz tą samą traumę co my wszystkie choć ty dopiero od niedawna.Dobrze że do nas dołączyłaś bo my postaramy się ci pomóc.Każda z nas ma krótszy lub dłuższy staż wdowy ale przeżywamy podobnie żeby nie powiedzieć identycznie.My też czekamy aż wrócą do nas nasi mężowie choć każda z nas wie że to nierealne.Ale wracają do nas w naszych snach i mamy wiele sytuacji kiedy czujemy ich opiekę i obecność.
Piszesz że nie zdążyłaś do domu kiedy umierał twój mąż ale nie wiń się o to w końcu robiłaś co mogłaś ale los wam na to nie pozwolił.To że nie byłaś fizycznie przy mężu nie znaczy że nie byłaś w ogóle.On na pewno czuł twoje myśli przy sobie i czuł że do niego jedziesz.Mój mąż umierał w domu bo chorował na raka.Byłam przy nim choć na końcówce swojego życia był już nieprzytomny i tak na dobra sprawę pożegnał się ze mną w śnie około tydzień po śmierci.Uśmiechnął się w nim i powiedział "dziękuję" i mocno mnie przytulił.Może twój mąż też ci się przyśni i pożegna cię w nim.
Co do dzieci to ja zostałam w domu z 10 letnią córką która miała świadomość że jej tata umiera bo widziała go jak leżał tydzień nieprzytomny.Bardzo przeżyła jego śmierć choć próbowałam ją na to przygotować.Mam ją w tej chwili cały czas pod opieką szkolnego psychologa z którym ma zajęcia.Ale też przechodziła różne rodzaje buntu od odmowy chodzenia na cmentarz przez złość agresję złe oceny w szkole po zamknięcie się w sobie.Teraz niby jest lepiej ale pytanie jak długo.Tylko co jakiś czas zadaje różne dziwne pytania i coraz częściej wspomina tatę ale już z taką sympatią.Ja też ze swojej strony zaangażowałam do pomocy "duchowej" wujków i chrzestnego ojca Agaty i to ma pozytywne efekty.Ona chwali się im swoimi ocenami tak jak kiedyś tacie i opowiada im o swoich problemach.Te telefony to nie jest jakiś duży koszt ale pomagają.
Piszesz że po śmierci męża zaczęło się pasmo nieszczęść.Na pewno nie jest ci łatwo ale jeśli twój mąż pracował to macie prawo do renty rodzinnej po nim (na pewno i ty i dzieci jeśli mają poniżej 16 lat to jesteście wtedy na jednej rencie rodzinnej).To załatwia się dość szybko.
Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania natury prawnej to pisz postaram ci się pomóc. Pamiętaj że na niektóre sprawy prawne masz tylko pół roku po śmierci męża a czas biegnie nieubłaganie. A teraz trzymaj się i pisz jak ci będzie źle a to na pewno ci pomoże bo pomogło już wielu z nas i my cię rozumiemy lepiej niż najlepszy psycholog bo z autopsji.
No i zawsze kiedy czujesz że nie dajesz rady proś o pomoc swojego męża a on na pewno ci pomoże i odczujesz to jeszcze nie raz.On już zawsze będzie waszym "aniołem stróżem" który będzie się wami opiekował ale tylko troszkę inaczej.
Pa.
Witajcie! Dziś na tej stronie jestem pierwszy raz bo muszę wreszcie to z siebie wyrzucić! Mój mąż zmarł w sylwestra i nie radzę sobie z zupełnie z tym. Wciąż przyłapuję się na tym że czekam aż wróci z pracy,jak kiedyś kiedy byłam w domu. Chyba mój problem polega na tym że nie było mnie przy nim kiedy umierał. Od kilku lat pracowałam za granicą, a mąż pracował w kraju na nocną zmianę. Oczywiście przyjeżdżałam systematycznie do domu żeby spędzić z mężem i dziećmi kilka tygodni, a później znów na kilka tygodni za granicę do pracy.Jak się dowiedziałam że trafił do szpitala, jak szalona zaczęłam szukać transportu do kraju.........ale kiedy w końcu go znalazłam i byłam w drodze do domu......zmarł.Nawet nie miałam szansy się z nim pożegnać jak jeszcze żył!Zawsze czekałam na niego w progu domu kiedy wracał z pracy...... a teraz nie chce wrócić i jak zawsze przytulić mnie i dzieci...wypić ze mną poranną kawę.I tak zostałam sama z dziećmi....bez pracy.....bez szansy utrzymania rodziny. Nie mogę przecież wyjechać, dzieci zostawiając same!Niby wedle śmierci jesteśmy wszyscy równi i sprawiedliwie nas obdziela,ale czy sprawiedliwym jest, że jednym pozwala dożyć późnej starości ...... a innym nie pozwoli dzieci wychować?????? Sama ledwie się trzymam a muszę zmusić się do nie kończących rozmów z dziećmi. Nie potrafią tego zaakceptować zupełnie! Jedna z córek wciąż zaprzecza istnieniu Boga w tej rozpaczy. Twierdzi że jak by Bóg istniał i był taki dobry jak się powszechnie mówi to by Nas nie spodkało to wszystko. Mszę nadmienić że ze śmiercią męża zaczęły się pasma nieszczęść dotykające wciąż rodzinę. Są dni że jak mi uda się usnąć to boję się rano oczy otworzyć ze strachu przed nowym dniem i jego wydarzeniami!Wiem że muszę się pozbierać bo mam dzieci! Ale to taki trudne!!!!!!
Witaj!U mnie minęło już 7 miesięcy ale też ciągle jakbym czekała.Jest nam wszystkim bardzo trudno a Ty nie masz też lekko, Zaglądaj tu na to forum i wyrzucaj z siebie wszystko , to bardzo pomaga,Ja też uważam że z tą sprawiedliwością to jest różnie, Przytulam cię mocno !
Ja zaczynam się cieszyć z małych rzeczy
Po 1 pomyślałam sobie że przecież nie chciałby bałaganu w domu więc zamiast alkohol wybrałam sprzątanie i było to bardzo dobre ( od 6 mies. ogarniałam tylko to co mi pod nogami leżało )
Po 2 zaczęłam znów gotować obiady dla mnie i dla synka , koniec z gotowcami ![]()
Po 3 pomyślałam sobie że zawsze na mnie krzyczał jak chodziłam w jednych i tych samych ciuchach więc poszłam na zakupy i dokonałam małych zmian w wyglądzie . Myślę że u każdej musi nadejść w końcu moment obudzenia i dużej siły .
Buziaczki kobietki :*
jola6319 znowu sie popłakałam jak czytałam....trzymaj sie wszystkie przechodziłyśmy to samo i jeszcze z tym walczymy.Nie da sie opisać i zdefiniować tych uczuć.Potrzebujesz pomocy bliskiej rodziny oni przynajmniej w tych pierwszych momentach powinni być
katiusza1 brawo może podziałasz na nas pozytywnie!
Pozdrawiam Was wszystkie!
Witajcie.
Katiusza i bardzo dobrze że otrząsnęłaś się i zmotywowałaś!!!Alkohol i tabletki są dobre na bardzo krótką metę.Ja wręcz uciekłam w sprzątanie i były momenty ze nie miałam co robić bo wszystko lśniło.No i wtedy zabierałam się za pomoc wszystkim dookoła.ale to dawało mi siłę do życia i męczyło do tego stopnia że padałam do łóżka i zasypiałam.Co do obiadów to nadal gotuję raczej sporadycznie bo córka je obiady w szkole (ja pracuję i wracam dopiero ok godz.16.00) a sama jem co pod ręką. No i wzięłam się za siebie tzn zaczęłam od odchudzania bo opiekując się Maćkiem z nerwów wręcz obżerałam się czym popadnie.No a waga rosła.Obecnie schudłam już 9 kg. a to jeszcze nie koniec.No i poszłam do fryzjera, kosmetyczki...W ten sposób daję sobie przyzwolenie na to aby malutkimi krokami zacząć nowe życie.Może Maćka nie będzie już w nim fizycznie ale w sercu będzie na najważniejszym miejscu.
Tez mam wrażenie że ten etap żałoby jakby się zmienił...Jakby przyszło jakieś takie wyciszenie choć myślami stale jestem przy nim to jakby spokojniejsza bardziej pogodzona z losem...
jola6319 u mnie minęło 4 miesiące od śmierci męża i też czekam na niego do tej pory jak usłyszę samochód myślę że to mąż .Bardzo jest mi przykro że dołączyłaś naszego grona ,ale uwierz że jak będziesz tu pisała będzie lepiej.
Trzymaj się cieplutko.
A ja muszę się pochwalić wreszcie skończyłam remont pokoju dla córki i przygotowuję się do testów z prawo jazdy.Mam nadzieję że moje kochanie będzie ze mnie dumny ,jak się kiedyś spotkamy to na pewno pochwali.Nie powiem że jest lekko w końcu muszę wychować 4 dzieci,ale może jakoś to będzie. Troszkę jestem zmęczona tym tygodniem a jak na złość idę dzisiaj do pracy.
Pozdrawiam
____________________________
Zrozumie kto stracił.
Dziewczyny nie poznaję Was zawstydzacie mnie.Muszę i ja coś zrobić pozytywnego bo czuję że nie będę miała sie czym pochwalić.Tyle zmian na lepsze oby juz tak zostało.
Dziękuję Wszystkim Moje drogie za słowa wsparcia!!!! Widzisz Kasiu mój problem z rentą rodzinną jest złożony w tym sensie że mój mąż pracował w ostatnim zakładzie pracy do chwili śmierci 3 miesiące. Wszystkiego w ostatnim 10-cio leciu miał trochę ponad 4 lata. W 2003 roku miał lekki wylew i odmówiono mu renty,w 2007 miał zawał i już nie starał się o rentę ,tylko pracował ale nie zawsze na umowę. Moje drogie z pewnością wiecie że w naszym kraju pracodawcy wszelkimi sposobami unikają płatności związanych zatrudnieniem pracownika, stąd często wiele ludzi pracuje na ,,czarno,,. Ja też przed 10-cioma laty byłam zatrudniana tylko na ,,czarno,, wiec miedzy innymi dlatego zdecydowałam się pracować za granicą.I tak po mężu zostało mi jeden sms, kilka fotografii , wspomnienia i trójka dzieci.Kasiu piszesz że twoja córcia jest pod opieką szkolnego psychologa i chwała Ci za to że miałaś szansę korzystać z czegoś takiego! Moje dzieci są w wieku 18lat,16 lat i 14 lat i tylko syna udało mi się namówić na wizytę w poradni zdrowia psychicznego bo taką tylko miałam możliwość.W ośrodku interwencji kryzysowej jest psycholog ale to jest daleko.W tej poradni taka starsza pani doktor po rozmowie z moim synem powiedziała mi że mimo 14-tu lat syn ma żal do całego świata, że tata zmarł tak szybko i nie zdążył go wszystkiego nauczyć by mógł tatę zastąpić.Córka jak ja mówię o pretensji do siebie że nie zdążyłam przyjechać zanim zmarł mój mąż,mówi mi czy nie lepiej bym zostawiła w pamięci jego uśmiechniętą twarz. Ona widziała tatę jak jednego dnia trafił do szpitala i mimo bólu głowy uśmiechał się,widziała tatę też następnego dnia który był podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Wiem że dla dziecka taki widok musi zostawić straszny ślad w psychice lecz córka nie chce wizyt u żadnych psychologów.Twierdzi że nikt nie wie co czuje i nie może jej pomóc , tylko ona sama sobie.Widzisz Kasiu te problemy nie są jedynymi które mnie trapią! Mam jeszcze problem z nabyciem spadku po mężu! W myśl prawa spadkowego jeśli zmarły mąż nie nabył spadku za swojego życia po zmarłych rodzicach tzn.domu. jedynymi dziedzicami po nim są jego dzieci i siostra która zamieszkuje od 40 lat po za granicami kraju.Ja mimo że jestem żoną nie mam żadnych praw.I tu moje pytanie? Czy ja powinnam teraz wraz ze swoją już prawie dorosłą córką , wystąpić jako opiekun jeszcze nieletniej dwójki dzieci o nabycie spadku?Moja córka 7 lutego będzie miała 18lat.Kasiu ja nie mogę liczyć na swoją rodzinę w żadnym wypadku! Mam jeszcze 6sióstr , 1 brata i mamę. Mama nawet nie zadzwoniła do mnie z kondolencjami a co dopiero przyjechać na pogrzeb.Jak jechałam do Polski otrzymałam wiadomość o śmierci męża i żeby nie mącić spokoju innym pasażerom ,połykałam łzy i pisałam do całej rodziny sms-y z tą tragiczną wiadomością.I co?I nic! Ja tak naprawdę niewiele pamiętam z pogrzebu. Tylko to straszne wieko trumny którym przykrywają moją miłość!! I jego z czerwoną różą w ręku którą mu dałam na pożegnanie,taką samą jaką on mi ofiarował na pierwszej randce!Kilka dni później docierały do mnie wiadomości jakie tłumy ludzi były na pogrzebie,ale tej której oczekiwałam do ostatniej chwili, tzn mojej matki nie było!Tylko z wami wszystkimi które tu gościcie mam teraz szansę podzielić się swoim bólem!!!! Wielkie dzięki za to!!!!!!
Witaj Jolu.Jeśli twój mąż pracował legalnie to powinnaś dostać rentę rodzinną.Na pewno warto pojechać do ZUS-u i dokładnie się wszystkiego wypytać.A jeśli odmówią to staraj się chociaż o zasiłek z pomocy społecznej w końcu od tego są.Pytanie czy w momencie śmierci był legalnie zatrudniony bo wtedy nie wiem ale chyba należy się odszkodowanie pośmiertne z zakładu pracy.Nie są to duże pieniądze ale zawsze.co do dzieci to owszem są prawie dorosłe ale ból jest ten sam!!!Spróbuj poszukać córce podobne forum do naszego i niech pisze lub niech zacznie pisać pamiętnik do taty i tam niech wylewa swoją złość żal i tęsknotę.To pisanie naprawdę pomaga!!!! Zresztą sama się przekonasz.Co do poradni zdrowia psychicznego to raczej wiele mu tam nie pomogą bo żeby zrozumieć trzeba to przeżyć.poszukaj może lepiej kogoś znajomego lub kolegów którym zmarł ktoś bliski i niech pogada z twoim synem na ten temat czasem obcy lepiej zrozumie jak bliski.Widok męża uśmiechniętego na pewno jest lepszy od podłączonego da aparatury bo milszy. Ja byłam z Maćkiem do końca ubierałam go i do teraz mam przed oczami widok jego sinych aż granatowych pleców przed oczami.I do dzisiaj pamiętam szok kiedy ubierając mu majtki jedna strona ciała była gorąca ( miał ponad 40 stopni temperatury)a druga lodowata.Także z tym się zgadzam.I dlatego też nie pozwoliłam by trumna była otwarta bo ten co chciał to zdążył go odwiedzić a reszta ma go zapamiętać jak wyglądał za życia a nie w trumnie.
Co do spadku to aby go nabyć dla nieletnich dzieci to i tak musisz załatwić to sądownie.Tylko że wówczas jeśli odziedziczysz cały dom to na nim położy rękę sąd tzn będziesz wymagała zgody sądu do wzięcia hipoteki lud do jego sprzedaży.Co do reszty to dbasz jak o swoje i raczej nikt nie powinien ci się wtrącać.Dobrze by było abyś przed załatwianiem sprawy dogadała się z siostrą męża czy nie przepisała by go notarialnie na ciebie choć to będą duże koszty zwłaszcza podatkowe.Bo obojętnie czy siostra przepisze go na ciebie czy na twoje dzieci to i tak podatek będzie ogromny!!!Poczekaj aż córka skończy 18 lat i zacznij załatwiać.Chyba że masz dokumenty że siostra męża nie dokładała się do remontów to może można by starać się o zasiedzenie.Dokładnie wytłumaczą ci to w sądzie lub u prawnika.Ale z tym nie ma pośpiechu.Chyba że po mężu zostały jakieś długi to wtedy jest gorzej.
U mnie na pogrzebie też było dużo ludzi przede wszystkim rodzina jest duża.Ale poza poklepaniem po plecach i słowami nic więcej nie otrzymałam.Żadna z jego sióstr nawet nie spytała czy nie dołożyć mi do pomnika.Najchętniej rozgrabiły by wszystko a mnie wywaliły z mieszkania.Ale teściową mam ok. więc nie narzekam.
Jolu na rodzinę nie raz nie ma rady mój ojciec obraził się na mnie że nie powiadomiłam go czyli nie wysłałam zaproszenia na pogrzeb na ślubie mojego brata usłyszałam od niego że jestem bezczelna i już nie jestem jego córką ,babcia mojego męża obraziła się na moją teściową a jej córkę za to że pochowaliśmy Pawła w grobowcu rodzinnym a nie z jej mężem i nikt jej nie zapytał o to co ona na ten temat myśli nawet nie docierało do niej że to ja podjęłam decyzję gdzie będzie pochowany a nie jego rodzice oni powiedzieli Gosia ty jesteś jego żoną i decyzja należy do ciebie a do tego wszystkiego ja chce być pochowana z nim chce być skremowana a moje prochy mają być zmieszane z jego to jest moja decyzja pomimo tego że mam trzydzieści lat nigdy nie będę z nikim innym na pogrzebie trzymając jego urnę przyrzekłam mu jeszcze raz tak jak w kościele gdy braliśmy ślub tylko z tą zmianą że nie opuszczę cię nawet po śmierci. To że ktoś jakoś godzi się z odejściem biję brawo ja nie potrafię on jest był i będzie miłością mojego życia. Wiem niektórzy powiedzą jesteś młoda za kilka lat zmienisz zdanie ale ja wiem lepiej mieliśmy zestarzeć się razem jednak to nam nie jest dane wiem że wcześniej czy później będę z nim i tylko nim.Dlatego nie przejmuj się rodziną twoją rodziną są twoje dzieci o nich musisz się martwić i razem sobie pomożecie w tej trudnej sytuacji w takich chwilach jest to bolesne ale dowiadujesz się kto tak naprawdę cię kocha moi teściowie zdali egzamin na piątkę dlatego skup się na tych którzy cie kochają a resztę olej tak jak oni to zrobili życie jest brutalne masz miękkie serce to miej twardą dupę to powiedzenie sprawdza się w 100 procentach.
Witajcie Gosiu i Kasiu!!! Kasiu siostra męża kiedyś, kiedy mój mąż żył, to deklarowała zrzeczenie się a teraz wyraźnie mówi że jeszcze nie wie czy się chce zrzec swojego jak to określiła dziedzictwa! A co do odprawy pośmiertnej z zakładu pracy męża, to wszystko zależy od decyzji ZUS w sprawie renty rodzinnej. Ponoć jest to współzależne !Jeśli chodzi o MOPS to teraz mi przyznali jednorazowo 500zł i kazali jechać do pracy za granicę bo jak będę się starać w lutym to mogą mi zaoferować od 100 do 170zł na całą rodzinę. Ponieważ w lutym będzie wchodził w skład dochodu te 500złi rodzinne i dodatek z tytułu samotnego wychowywania dzieci.Gosiu mnie rodzina próbowała też zmusić do swoich decyzji! A szczególnie jego siostra chciała abym go pochowała razem z rodzicami.Wyobraźcie sobie że zanim dojechałam do Polski to moje dziewczynki same załatwiły firmę pogrzebową, księdza i miejsce na cmentarzu, tam gdzie sobie wymarzyłam a ja tylko zleciłam wykopanie grobu głębinowego.Wiecie? Mieszkamy na wsi gdzie na bardzo wysokim wzgórzu stoi kościół i koło niego mały cmentarzyk. Tam spoczywa teraz mój mąż a i kiedyś ja!Kasiu ja musiałam otworzyć trumnę bo miałam nadzieję że może po dwóch miesiącach nie widzenia go będę miała szansę się pożegnać z nim, ale pożegnałam się tylko z jego ciałem! Nie z tym co czyniło go pełnym miłości człowiekiem! Najgorsze że mąż nie chce albo nie może przyjść do mnie we śnie. Czasami myślę że gdyby mi się przyśnił, gdyby coś powiedział-było by mi łatwiej żyć!?
505 2011-01-30 23:23:55 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2011-01-30 23:31:56)
Mnie bardzo pomogła moja mama oraz siostry. Mąż niestety był jedynakiem a jego rodzice niestety nie są w stanie mi pomóc. Niedawno teściowa mi powiedziała ,że ona cały czas myślała,że ja nie chcę aby mąż do nich jeździł. Nie wierzyła mi,że on nie jest w stanie jechać. Mąż leżał i praktycznie nie wychodził z domu. Ja byłam w ciąży i miałam pod koniec leżeć,ale jakoś nie było czasu na odpoczynek. Dlatego urodziłam przed czasem. Dobrze bo przynajmniej mógł jeszcze zobaczyć synka przed śmiercią.
Za dwa dni miną 3miesiące odkąd Go nie ma.Jestem trochę spokojniejsza,cały czas coś robię. Dużo czytam,obecnie "Umarli mówią do nas". Wieczorem padam ze zmęczenia, rano wstaję i znów od nowa. Mój świat kręci się tylko wokół dzieci. Dzięki nim mam siłę i ochotę wstać z łóżka.
Cieszę się,że znalazłam to forum z Wami mogę być szczera,nie muszę udawać,że sobie radzę.
jola6319 mnie bardzo pomogło to forum,nie jesteśmy już same z tym bólem.
Jolu moim zdaniem zakład pracy męża coś kręci bo decyzja zusu w sprawie renty nie ma nic wspólnego z odprawą pośmiertną prawdopodobnie graja na zwłokę aby się przedawniło i nic ci się już nie należało!!!nie masz w końcu obowiązku występowania o rentę rodzinna a odprawa ci się należy.Próbuj to wyjaśnić a w razie czego zagroź sądem.Nie masz w końcu nic do stracenia a możesz zyskać wiele.Co do siostry to możesz przed sądem udowodnić że nie pomagała i nie remontowała domu po rodzicach (tylko pytanie jak długo w nim nie mieszkała) a wszelkie koszty ponosiliście wy.Ja na przykład mam obecnie wszystkie rachunki na najmniejszą śrubkę którą włożyliśmy z mężem w remont kamienicy która jest własnością teściowej i którą teraz będzie przepisywać na moją córkę.Także kwity od podatku od nieruchomości mamy pisane na nas i też są dowodem że to my je płaciliśmy.Niby drobiazgi a mają znaczenie.
Co do pogrzebu to ja wzięłam dla Maćka nowe miejsce abym w razie czego miała swoje dla siebie i nikt nic mi nie mówił.Maciej ma grób głębinowy bo tylko takie u nas robią.
Jak będziesz na cmentarzu to poproś go aby ci się przyśnił powiedz mu ze chcesz się z nim pożegnać może to zrobi.Powiedz mu że nie masz żalu że nie poczekał aż ty wrócisz.Może podziała.
Gosiu to prawda z tym powiedzeniem.A ojcu możesz powiedzieć że na pogrzeb się nie zaprasza bo to nie wesele tylko o pogrzebie się powiadamia.Bo nie przychodzi on dla ciebie tylko oddać hołd zmarłemu!!!Gosiu nie jest łatwo pogodzić się z czyimś odejściem ale uważam że przychodzi moment kiedy powinnyśmy pozwolić im odejść.Aby wiedzieli że mogą być o nas spokojni i ich dusze mogą być szczęśliwe.A wtedy poczujesz spokój w sobie i będziesz wiedziała co robić dalej.
Od tego momentu z nim nie rozmawiam to nie był pierwszy raz gdy ojciec zawiódł tak naprawdę to od 10 lat mam lepszego najlepszego tatę na świecie mojego teścia on za każdym razem jak się widzimy a jest to codziennie cieszy się że jego druga córeczka jest w domu dla niego najlepsze byłoby to gdybym tam się przeprowadziła mówi że mnie kocha czego nigdy nie usłyszałam od swojego .wiem że jest to samolubne ale ja mu nigdy nie pozwole odejść ma być ze mną do dnia gdy postanowię do niego dołączyć.
Kasiu! Siostra mojego męża nie mieszka w kraju 40 lat ale jest tu wciąż zameldowana pod panieńskim nazwiskiem! Ja rachunków mam nie wiele ponieważ mój mąż za życia nikomu tak nie ufał jak swojej siostrze.Wszystko co zostało zrobione po śmierci teściowej która zmarła w 2000roku było robione za pieniądze przywiezione z zagranicy!Moja teściowa zanim zmarła długo chorowała(miała zwapnionego guza w głowie który uciskał na mózg ,co powodowało pewne zaburzenia)i nie pozwalała za życia tknąć chodź by jednej cegły z jej domu a tym samym nic robić.Zmarła jesienią a w lutym zawaliła się tylna część domu! To wszystko zostało odbudowane i trochę wyremontowane z pracy za granicą. Siostra męża doskonale wie o tym lecz chyba ma ochotę dać mi do zrozumienia, że ja mogę remontować, a i tak to ona ma ostatnie słowo w tym wszystkim!Dowiem się oczywiście co z tą odprawą pośmiertną. KASIU JA JUŻ KILKAKROTNIE BĘDĄC NA CMENTARZU GO O TO PROSIŁAM I NIC!! MOŻE JUŻ NA DOBRE MNIE OPUŚCIŁ I ZOSTAŁAM SAMA??
Witajcie Jolu skoro siostra nie mieszka ponad 40 lat to możesz ją śmiało wymeldować!!!Bowiem po 6 miesiącach nieprzebywania w miejscu zamieszkania masz prawo wymeldować osobę która tam mieszka.Składasz tylko odpowiedni wniosek w urzędzie gminy.A pieniądze nawet jeśli przysyłała to jeśli ma potwierdzenie na to to może być gorzej bo jeśli ty je zarobiłaś nawet za granicą i włożyłaś w remont domu to będzie miało to ogromne znaczenie.Co do rachunków to nawet jeśli teraz będziesz remontować cokolwiek to na każdą śrubkę bierz fakturę żeby w razie czego mieć dowód w sądzie kto to kupił.Nie zazdroszczę ci bo sprawa jest rzeczywiście skomplikowana.Może twój mąż wie teraz na jakie kłopoty cię naraził i boi ci się przyśnić.Bo wie że masz prawo mieć do niego żal o to że nie załatwił tych spraw jak należy.
Kasia 77 - bardzo często zaglądam na to forum i czytam z uwagą wszystkie posty i stwierdzam. że Ty jesteś takim dobrym duszkiem tego forum. Dziękujemy Ci za to!
Siostra mojego męża nigdy nie przysłała grosz,nigdy nawet nie pomogła w płaceniu podatków gruntowych! wszystko co zostało zrobione to z pieniędzy które ja zarobiłam za granicą. Dziewczyny co do tej odprawy pośmiertnej to szefowa mojego męża miała rację! W nocy siedziałam na forum prawnym wiejszak.pl i z tego co tam piszą że wszyscy spadkobiercy tj. żona i dzieci mają prawo do odprawy ale!I to ale mówi że nie trzeba koniecznie czekać na nabycie spadku lecz członkowie muszą mieć prawo do renty rodzinnej i ma ta kwota być podzielona w równych częściach po miedzy żonę i wszystkie dzieci! Dalej tego nie rozumiem ! Może zanim to ulegnie przedawnieniu mózg mi się otworzy i załatwię sprawę spadkową! Mam na to 3 lata jeśli chodzi o odprawę pośmiertną!A co do wymeldowania siostry męża to nie jest to takie łatwe bo moje kochane muszę mieć prawo do lokalu. Teraz jestem tylko lokatorem moich dzieci w imieniu których jeszcze nie nabyłam spadku!Dziś spałam 2 godziny ale chba mam trochę lepszy dzień bo tak jakby trochę energii we mnie wstąpiło. Po prostu zaczyna mi się chcieć!!!! Wiem że to zasługa tego że piszę z Wani na tym forum! Dzięki kochane i miłego dnia!!!!!!!
Witam Was. Rzadko tu piszę . Mimo że minęło już 5 miesięcy (wcale nie już-strasznie mi to życie w bólu się ciągnie ) Już nawet myślałam że jest trochę lepiej, jechałam z synem samochodem ( a jeżdżę sporo) i o mało nie doprowadziłam do następnej tragedii.Miałam wypadek. \Nie umiem żyć bez męża. Czasami boję się że oszaleję . Szukam go we znakach zbiegach okoliczności...wszędzie. Mam pytanie do Ciebie Martlak27. Ta książka "Umarli mówią do nas " co o niej sądzisz ? Warto ją kupić i przeczytać ? Pozdrawiam Was drogie moje. Często tu zaglądam . Tylko pisać nie mam siły. Nie chcę dołować.
Witajcie Smutna Marysiu bardzo dziękuję za miłe słowa.To forum w bardzo dużym stopniu podniosło mnie na nogi. A że lubię pomagać ludziom to piszę.Ponoć dobro okazane wraca do nas podwójnie.proy0311 pisz do nas jak najczęściej bo to naprawdę pomaga i na pewno nikogo nie zdołujesz a my na pewno postaramy ci się pomóc.
Jolu sprawę spadkową załatwisz szybko i na pewno nie odkładaj tego na później bo może być za późno.I niektóre sprawy mogą się przedawnić.Piszesz że siostra męża nie dokładała do utrzymania domu po rodzicach a kto w takim razie figuruje na kwitach od zapłacenia podatku od nieruchomości?My z mężem zawsze płacąc podatek podawaliśmy nasze dane i w razie czego mam dowód dla sądu że to my dbaliśmy o kamienicę.Dziś każdy papier jest ważny!!!Co do wymeldowania siostry męża to ja bym zgłosiła sprawę do gminy że taka osoba nie mieszka i może uda się ją wymeldować.
proy0311 Jeżeli chodzi książkę "Umarli mówią do nas" to nie żałuję,że ją kupiłam. Dzięki tej książce jestem trochę spokojniejsza,gdyż wiem ,że po drugiej stronie naprawdę coś jest. Jest w niej wiele przykładów ludzi którzy przeżyli śmierć kliniczną,różnych badań z pogranicza śmierci i nie tylko. Nie tylko dorosłych ,również dzieci. Niektórzy może w to nie wierzą ale ja potrzebuję właśnie tej wiary. Dzięki temu jest mi łatwiej. Prawie każda z nas czuje ich obecność,wiemy że nam pomagają. To nie szaleństwo,to właśnie miłość która nigdy nie umiera. Ja też czasem mam wrażenie,że jest trochę lepiej,ale po paru dniach znowu tak jakbym się cofnęła. Ból,płacz,tęsknota ciężka do zniesienia. Dzięki moim maluchom jeszcze jestem. One są jak pierwsze promyki słońca,widzę ich uśmiechnięte twarze ,widzę tą cząstkę jego która pozostała.
Witaj martlak27! Ja dziś kupiłam też książkę,,Umarli mówią do nas,, zachęcona przez Was na tym forum. Zobaczę może i mi przyniesie ulgę.Dziś rano pisałam że zaczyna mi się chcieć bo zobaczyłam słońce za oknem. I co?Już kilkanaście minut później płakałam jak bóbr bo uświadomiłam sobie że jak tylko słońce zajrzało do okien to natychmiast mąż wyciągał mnie do lasu na spacer. Pamiętam jak nie jednokrotnie wykręcałam się porządkami w domu, ale mąż był nieugięty!I tak myślę co ja bym teraz dała żeby znów mnie tak natarczywie ciągnoł za rękę. Pewnie bym się z nim droczyła jak zawsze a on by nie odpuszczał!I tak bardzo boli to że już nigdy nie będziemy przekomarzać się ze sobą nawzajem. Ileż w tym było miłości!Byliśmy jak palce u tej samej ręki. Te same zainteresowania,takie samo podejście do spraw życia i religii.Nawet nie wiem czy zdobędę się na to aby kiedykolwiek pójść do lasu bez niego? Nawet nie wiem za co mnie przepraszał przez telefon jak go pogotowie zabierało do szpitala?Wiecie?Nic już nie ma sensu bez niego! Teraz pozostaje tylko wykształcić dzieci i czekać na ponowne spotkanie z nim! Ostatnio natrafiłam na książkę,,kołowrót życia. W niej jest opisana cała droga duszy człowieczej z jej planem na całe życie człowieka i tego co się powszechnie nazywa planem śmierci. Opisane jest też życie po śmierci i droga duszy! Nie przeczytałam jeszcze całej ale zapowiada się interesująco! Może dzięki tej książce lepiej uda mi się zrozumieć ludzkie przemijanie??????Bertoluci stworzył piękny utwór pod nazwą Przemijanie. Mnie się dobrze płacze przy nim!
Witam was!jestem tu nowa osoba,mam 50lat 24grudnia 2010r o 18,40 zgina moj maz w wypadku samochodowym, w tym czasie z rodzina siedzielismy przy stole wigilijnym,rano wyszedl do pracy ,wrocil o13 i cos w niego wstapilo zaczal sie ze mna lkucic, a ja tez mialam duzo do powiedzenia ,wpadl we wscieklosc, i ja kazalam mu wyjsc ,przyjechal nasz ziec i zabral meza do siebie ,obiecal mi ze o17 przywioza meza,ale nie doszlo do tego, jak wychodzili od corki z domu ,to corka powiedziala do ojca, dlaczego deneroje mnie w swieta, a on sie obruszyl i odszedl od nich, wsiedli w samochod i szukali go ale juz nie znalezli, przyjechali sami na kolacje , niestety maz nie doszedl do domu,o godz 21 przyszla policja i powiadomila nas co sie stalo, chce powiedziec, ze meza bardzo kochalam i kocham, to byla milosc mojego zycia i wiem ze on bardzo mnie kochal, zylismy dobrze i nie brakowalo nam niczego,corke wydalismy za maz we wrzesniu 2010r z czego bardzo sie cieszylismy,ziecia pokochalismy i przyjelismy do rodziny jak syna.moim problemem jest to ze obiniam siebie i corke o to co sie stalo a ziecia chyba najbardziej ,nie wiem dlaczego ale nie moge przebywac w jego towarzystwie, cos sie ze mna dzieje ,wpadam w rozpacz,nie lubie go i wiem ,wierze w to ze gdyby go przywiozl to by ta tragedia nie miala miejsca. Nie moge dojsc do siebie ,tesknie okropnie ,spac nie moge,dusi mnie i nie wyobrazam sobie zycia bez niego, on byl moim zyciem ,moim powietrzem ,zycie z nim mialo sens ,bez niego ,nic nie ma sensu, kochalam i kocham nadal. pomozcie prosze.
jola6319 tak już teraz będzie raz lepiej raz gorzej,takie huśtawki nastrojów. Czasem się zastanawiałam czy nie wariuję ale to podobno w naszej sytuacji normalne. Czytając te książki przynajmniej można przybliżyć sobie co on czuł umierając,co nas czeka. Jakoś sobie to poukładać w głowie.
Witaj pierdaczek, często jest tak że obwiniamy siebie lub innych o śmierć męża,myślę ,że to już teraz tak nie ma znaczenia. Jemu nie przywróci życia. A rodzinę przez to możesz stracić. Staraj się nie obwiniać,przypominać tamtego dnia. Staraj się pielęgnować tylko te dobre chwile,tylko te staraj się pamiętać. Zawsze będziemy ich kochać,oni też zawsze będą się nami opiekować. Dzisiaj mija 3miesiące odkąd mój mąż odszedł z tego świata do dużo lepszego. Jest mi nadal ciężko,bardzo tęsknię,ale czasem są lepsze dni. To zasługa moich dzieci.Porozmawiaj z córką i zięciem na spokojnie,oni też na pewno się obwiniają. Przecież ich kochasz i nie chcesz ich stracić.
Przede wszystkim witaj w naszym gronie (niestety).
To naturalne, że obwiniasz siebie i innych o to co się stało. Doczekasz takiego momentu, kiedy zrozumiesz, że było to zupełnie od Ciebie i innych niezależne. To, że pielęgnujesz w tej chwili niechęć do swojego zięcia, jeszcze bardziej będzie zatruwać Cię od środka, ale i nie wpłynie na dobre stosunki między Tobą a córką. Uwierz, że to donikąd nie prowadzi. Jego już nie ma, i nic tego stanu rzeczy nie zmieni. Ale zostaliście Wy-Ty, cóka, zięć-pomyśl czego chciałby Twój mąż, i tak rób. W ten sposób pomożesz sobie, Jemu i tym, którzy zostali.
Mój mąż też zginął w wypadku samochodowym. Nie będę pisać jaka była nasza ostatnia rozmowa "na żywo", bo jest to jeszcze dla mnie bardzo trudne, choć minęło prawie 11 miesięcy. Wiem jednak jedno-pokłóciliśmy się o bzdurę (był osobą wybuchową, zawsze to Jego musiało być na wierzchu), ale nie było warto. Tęsknię za nim takim jaki był, bez względu na Jego trudny charakter. Wielę bym dała, aby porozmawiać, przytulić się choć chwilę....Nie wspominając już o dzieciach, którym nikt i nic Go już nie zastąpi....
To co przeżywasz w tej chwili zmieni się z czasem w inny rodzaj "przeżywania".
Wiem jak to jest mieć wszystko i w jednej chwili to wszystko stracić. Nie jesteś sama w tym bólu....dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele osób doświadcza podobnej straty i każda/y z nas zadaje sobie pytanie-dlaczego ja???? ono zawsze zostanie bez odpowiedzi.
Bądź silna Jego siłą, tak jak my staramy się być każdego dnia....
Witaj pierdaczek wśród nas!Wczoraj minął miesiąc od śmierci mojego męża i nadal nie jest mi łatwo radzić sobie z rozpaczą, tęsknotą za mężem i sprawami dnia codziennego.Zawsze tak jest że się lub innych obwiniamy o śmierć naszych bliskich,bo nam tak wygodnie.Mamy gotowe wytłumaczenie,mamy winnego? I co dalej? Tak niedawno opuścili nas nasi mężowie,nasze miłości,nasze życia?I teraz jak my cierpimy? To trzeba dać do wiwatu tym co zostali?Nie!!!!Skarbie pamiętaj że Twoi najbliżsi też cierpią, może trochę inaczej,może mogą się wspierać wzajemnie?Idź porozmawiać z nimi! Powiedz im co czujesz! Jeśli jeszcze da się coś naprawić to dzięki szczerości!Ja byłam w drodze do domu jak mój mąż umarł. Jedno marzenie jakie miałam to aby tylko zdążyć się z nim pożegnać za życia? Nie udało się!Miałam go szansę dopiero zobaczyć w trumnie!Po 2-uch miesiącach rozmów tylko telefonicznych bo dzieliło nas 1050km.Zostało mi troje dzieci uczących się.Mój syn też próbował oskarżać lekarzy,Boga i wcale nie było mu lżej.A ja czasami już myślę że serce już więcej bólu i rozpaczy nie jest w stanie wytrzymać. A to głupie serce trzyma się i płacze dalej.Zachowaj pamięć swej miłości w sercu i pisz do nas a z czasem będzie Ci lżej!!!!
pierdaczek przykro mi że dołączyłas do nas i to jeszcze w takim dniu zginął Twój mąż.U ciebie to tak krótko jeszcze będzie trudno.Nie obwiniaj bliskich oni tez na pewno przezywają /piasałam wczesniej o dorosłym synu/
Dla na skażdy dzien to walka o przetrwanie.U mnie juz prawie dziewięc miesięcy moze rozpacz jest mniejsza ale dokucza samotnośc nie wiem co mam czasami ze sobą zrobic.Ciągle myslami jestem z męzem i mam wyrzuty że nie pozwalam mu odejśc.
Mogę jeszcze Was poinformować bo pojawiaja sie kobiety po 50 że dla nas chociaz mamy dorosłe dzieci i pracujemy jezeli mąz pracował należy nam sie renta z ZUS.
Pozdrawiam!