netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Śmierć męża - jak sobie poradzić?

31 427 odpowiedzi3 633 434 wyświetleniazałożony przez gruba, 20.11.2008

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 484 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 31 428 ]

391 Ostatnio edytowany przez stokrotka70 (2011-01-13 14:54:45)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie czwartkowo

AGNIESZKA12- nie dziwię Ci się że o innym związku nie myślisz, masz rację... bo jeśli się kogoś kochało tak bardzo, to ciężko jest zrobić krok w innym kierunku, mi do dziś jest ciężko. Zazdroszczę Wam tych 16 lat w miłości- ja byłam tylko 3 lata i 5 miesięcy z moim lubym.
Co do wyżalenia, to nawet jak komuś się wypłaczemy, kto to nie przeżył to i tak nas do końca nie zrozumie. Ja dopiero tu, czytając wasze posty, mogłam się otworzyć i wyżalić przed Wami...po tylu latach, nie kryjąc łez, które kryłam przed światem, bliskimi, dziećmi. Wiem że łączy nas ta sama rozpacz, ten sam ból. Wiem, że rozumiecie mnie a ja rozumiem Was....mamy siebie....

pozdrawiam Was serdecznie

392

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie.
Chyba wszystkie jesteśmy zgodne co do tego że nie chcemy... jak to inni mogą nam powiedzieć..."no nowo ułożyć sobie życie".
Mnie to nawet teściowa powiedziała ze 2 dni po śmierci że "ty to jesteś jeszcze młoda ułożysz sobie życie poznasz drugiego takiego Arka i będziecie przyjeżdżać tu do mnie z Patryczkiem" (moim synkiem dla jasności). Powiem Wam że tak mnie zamurowało jak to powiedziała że nawet słowa nie wydusiłam z siebie żeby jej odpowiedzieć co o tym myślę... Wy wiecie co nie? Może to i lepiej że jej nie odpowiedziałam bo nie wiem w jaki sposób bym jej powiedziała to co czuję.
To jest naprawdę straszne że po tylu latach jest ten sam ból. To prawda że dla naszych dzieci żyjemy. Ja już sobie powiedziałam że tylko dla niego wstaję rano z łóżka poszukam pracy będę wszystko robiła co trzeba. Aż w końcu nastanie mój dzień... i wtedy spotkamy się, przytulimy i będziemy już na zawsze razem.

393

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
dlaczego? napisał/a:

Witajcie.
Chyba wszystkie jesteśmy zgodne co do tego że nie chcemy... jak to inni mogą nam powiedzieć..."no nowo ułożyć sobie życie".
Mnie to nawet teściowa powiedziała ze 2 dni po śmierci że "ty to jesteś jeszcze młoda ułożysz sobie życie poznasz drugiego takiego Arka i będziecie przyjeżdżać tu do mnie z Patryczkiem" (moim synkiem dla jasności). Powiem Wam że tak mnie zamurowało jak to powiedziała że nawet słowa nie wydusiłam z siebie żeby jej odpowiedzieć co o tym myślę... Wy wiecie co nie? Może to i lepiej że jej nie odpowiedziałam bo nie wiem w jaki sposób bym jej powiedziała to co czuję.
To jest naprawdę straszne że po tylu latach jest ten sam ból. To prawda że dla naszych dzieci żyjemy. Ja już sobie powiedziałam że tylko dla niego wstaję rano z łóżka poszukam pracy będę wszystko robiła co trzeba. Aż w końcu nastanie mój dzień... i wtedy spotkamy się, przytulimy i będziemy już na zawsze razem.

Moja tesciowa (starsza kobietka) po smierci i pogrzebie mojego meza a jej syna dala mi blogoslawienstwo na reszte zycia z zyczeniami abym sobie jeszcze poukladala zycie. Mnie te slowa nie zabolaly, ja bylam pod wrazeniem, ze potrafila cos takiego powiedziec do mnie- swojej synowej-po smierci swojego dziecka.

Ja chyba bym chciala kogos poznac, moze nie wychodzic za maz, ale poznac kogos kto pokocha mnie i moje dziecko. Mieszkam za granica, daleko, nie mam tutaj zadnej rodziny tylko swoje dziecko i znajomych... bardzo czuje sie samotna i wiem, ze czasem latwiej byloby miec kogos obok siebie. Natomiast jakos w mojej glowie nie ma mysli o malzenstwie, czy wspolnym zamieszkaniu...

394

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Czytam czytam czytam o żałobie wszystko co wpadnie mi w ręce. Teraz czytam "życiodajną śmierć" Ęlisabeth Kubler Ross.Doatałam od pewnej wdowy dla mnie juz Violetty smile ta lektura daje mi wiarę ze czeka nas coś po śmierci...dlatego chcę zyć do czasu spotkania z Piotrem...chociaż tam już podobno to wszystko funkcjonuje inaczej.Bez zaborczej miłosci. Nie wiem.
Z innej lektury "Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby" (taka sobie) wyczytałam ze kobieta w pierwszym roku po utracie miłosci nie powinna podejmować żadnych waznych zobowiązan. A z jeszcze innej "Pożegnanie Miłości" Nanc'y O'Connor dowiaduję się ze dopiero po około dwuch latach od rozstania wiekszość z osób osieroconych jest w stanie na nowo kogoś pokochać. Ale ale to wszystko tylko statystyka.
Kocham Piotra i tak mi z mojego intuicyjnego i emocjonalnego przeczucia wynika , ze chcę iść do niego, że chce wyłaczności.
Życie pokaże.
Kolędę przeżyłam i ksiądz przezył:) Tego właśnie się bałam ,że cały żal ze mnie wypłynie,a jednak potrzeba ukojenia w wierze była silniejsza niż pretensje.To chyba rzeczywiście jak z matką i ojcem...człowiek się na nich złości...ale bez nich...w zasadzie ...trudno żyć.
Macie rację że nie zrozumie kto nie przeżył.
U mnie przez lekturę ostatnią chyba trochę lepiej.Poza tym też mam wrażenie że Piotr mi pomaga. Wszystko co zdarza się tak co do punktu jak pasuje ...to myślę ze to jego robota.

395 Ostatnio edytowany przez stokrotka70 (2011-01-14 00:32:41)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

nie wiem dlaczego tak ostatnio na nowo przeżywam jego stratę, dlaczego zerkam tu i tam, na różne fora.....może to tęsknota,
ale popatrzcie na co natrafiłam, bardzo mnie to zabolało, wręcz uraziło co przeczytałam, bo przecież do wypadków drogowych dochodzi z tak różnych przyczyn.
Nie można wszystkich, którzy giną w wypadkach drogowych wsadzić do jednego wora z napisem "winni bo piraci" !!!!!!!!
Rozumiem, że jak ginie niewinne dziecko czy ktokolwiek pod kołami pijaka to jest straszna tragedia, ale jak często dochodzi do wypadków kiedy to dzieci i nie tylko dzieci wlatują jak strzały pod koła...wtedy obwiniają kierowcę..."bo zabił, bo pirat, więc winny", a jak przy okazji zginie to radocha bo "ma za swoje". Jak można użyć słów "jednego pirata mniej" gdy ktoś ginie?????

http://partnerstwo.onet.pl/forum.html#f … VtMDAxLmpz

co Wy na to?- ja jestem wstrząśnięta!!! rozumiem ból bo straciłam, ten ktoś też kogoś stracił, ale takie słowa.... i to do nas wdów kierować....!!!!!!!!

396

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
proy0311 napisał/a:

Czytam czytam czytam o żałobie wszystko co wpadnie mi w ręce. Teraz czytam "życiodajną śmierć" Ęlisabeth Kubler Ross.Doatałam od pewnej wdowy dla mnie juz Violetty smile ta lektura daje mi wiarę ze czeka nas coś po śmierci...dlatego chcę zyć do czasu spotkania z Piotrem...chociaż tam już podobno to wszystko funkcjonuje inaczej.Bez zaborczej miłosci. Nie wiem.
Z innej lektury "Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby" (taka sobie) wyczytałam ze kobieta w pierwszym roku po utracie miłosci nie powinna podejmować żadnych waznych zobowiązan. A z jeszcze innej "Pożegnanie Miłości" Nanc'y O'Connor dowiaduję się ze dopiero po około dwuch latach od rozstania wiekszość z osób osieroconych jest w stanie na nowo kogoś pokochać. Ale ale to wszystko tylko statystyka.
Kocham Piotra i tak mi z mojego intuicyjnego i emocjonalnego przeczucia wynika , ze chcę iść do niego, że chce wyłaczności.
Życie pokaże.
Kolędę przeżyłam i ksiądz przezył:) Tego właśnie się bałam ,że cały żal ze mnie wypłynie,a jednak potrzeba ukojenia w wierze była silniejsza niż pretensje.To chyba rzeczywiście jak z matką i ojcem...człowiek się na nich złości...ale bez nich...w zasadzie ...trudno żyć.
Macie rację że nie zrozumie kto nie przeżył.
U mnie przez lekturę ostatnią chyba trochę lepiej.Poza tym też mam wrażenie że Piotr mi pomaga. Wszystko co zdarza się tak co do punktu jak pasuje ...to myślę ze to jego robota.

ja staram sie nie czytac , tylko swoim tepem przezywac zalobe. Uwazam, ze kazdy przezywa cos innego, bo kazdego malzenstwo bylo inne. Moje bylo dobre, i wciaz czuje Meza przy sobie, ale samotnosc jest dla mnie koszmarna... i nie radze sobie z tym.

397

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Stokrotka70
Wstrząsające. Naprawdę nie do pomyślenia jacy ludzie potrafią być... nawet brak mi słów. Nawet tam napisałam komentarz bo nie mogłam obojętnie wyjść z tej strony.

398

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Stokrotko 70
Wstrząsające!!!
Czytałam ten bzdurny opis ktoś chyba jest bez serca i mózgu .Jak można pisać takie rzeczy jeśli nie wie się jak było,mój mąż też zginął w wypadku i wcale nie jechał szybko ,,może' 'jak by ten drugi  samochód nie jechał mąż by żył.BRAK SŁÓW!!!

399

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

dlaczego?
dobrze że się tam wypowiedziałaś, ja po prostu nie mogłam, nie byłam w stanie. Byłam tak wstrząśnięta że spać w nocy nie mogłam.
Ta wypowiedź tego człowieka o ile można takiego kogoś człowiekiem nazwać, to dowód na to, że niektórzy ludzie są gorsi od zwierząt... kąsają, pożerają niewinnych, zabijają słowem zadając cierpienie już cierpiącym do granic wytrzymałości.

400 Ostatnio edytowany przez stokrotka70 (2011-01-14 12:00:30)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Agnieszka12
mój by żył, gdyby nasze drogi były w lepszym stanie, gdyby nie było tego wielkiego zagłębienia zalanego podczas deszczu wodą, gdyby była bariera oddzielające przeciwległe pasy ruchu- do dziś takich barier w niektórych miejscach nie ma, a ludzie giną i nic się z tym nie robi. W takich przypadkach nie trzeba piracić by doszło do nieszczęścia.

401

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Stokrotko i drogie moje kobietki.Tak to oburzające .
Nie macie pojęcia jakie to szczęście że na to forum jeszcze jakiś trol się nie wdarŁ. Sama od niedawna nawiązuję kontakt z ludżmi przez forum jako wdowa, ale niestety nawet w takich tematach zabieraja gŁos ludzie tylko po to żeby narozrabiać.
Nie brakuje na świecie podŁości.
MaŁo kto pamięta że w obliczu...śmierci a i miŁości i bólu i wielu innych uczuć jesteśmy tacy sami. Że to tylko przypadek że tamta osoba nie straciŁa bliskiej osoby w ten sposób. A może straciŁa pod koŁami jakiegoś rajdowca dziecko ...ale to nie powód do uogólniania. I ja nadal twierdzę że póki żyjemy każdy z nas może się znależć po różnych stronach.Może i ona/on prowadzić samochód który będzie braŁ udziaŁ w wypadku. ..Bezmyślność ludzka jest szokująca...i bezkarność w anonimowym wyrażaniu opinii.
Droga Andi.
Czytam...książki...posty...fora...bo nie ufam sobie. Boję się że zle poprowadzę w tej trudnej sytuacji swoje życie. To Piotr byŁ moim sterem. Bez niego czuję się jak Łupina na bezkresnym oceanie i nie widzę innej przyszŁości niż zatonięcie.Szukam nadziei...Sobie nie ufam.

402

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was wszystkich,
23.12.2010 umarl moj maz... Nie mamy dzieci. Mam 27 lat, on przed kilkoma dniami skonczylby 31... Dla niego wyjechalam z Polski, zylam dla niego, pracowalam i cieszylam sie kazdym milym dniem z nim. Wrocilam z pracy i znalazlam go martwego. Ten obraz chyba zawsze bedzie mnie przesladowal... Jestem pusta, nie mam ochoty na nic, nie chce mi sie z nikim rozmawiac... Boje sie byc sama w domu, bo ten obraz ciagle do mnie wraca. Nie umiem spac sama... Tak bardzo mi go brakuje i nie wiem co mam dalej robic w swoim zyciu... A wiem ze musze zyc dalej... Nie wiem za bardzo co pisac, wszystko jest taka swieze, a ja nie umiem normalnie myslec...
Chcialam tylko powiedziec, ze przeczytalam kilkanascie Waszych wypowiedzi, jestem poruszona i smutna, ze zycie jest takie niesprawiedliwe... Jestem jedna z Was...

Pozdrawiam Was cieplo.

403

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Milus przytulam Cię mocno, łącząc się w bólu.
Na razie ta rana jest bardzo świeża. Będą Tobą targać różne emocje, ale my to doskonale rozumiemy. Jeśli będzie Ci kiedykolwiek źle, zaglądaj-niejedna z nas poda Ci swoją pomocną dłoń.

Pozdraiwam Cię serdecznie

404

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Milus napisał/a:

Witam Was wszystkich,
23.12.2010 umarl moj maz... Nie mamy dzieci. Mam 27 lat, on przed kilkoma dniami skonczylby 31... Dla niego wyjechalam z Polski, zylam dla niego, pracowalam i cieszylam sie kazdym milym dniem z nim. Wrocilam z pracy i znalazlam go martwego. Ten obraz chyba zawsze bedzie mnie przesladowal... Jestem pusta, nie mam ochoty na nic, nie chce mi sie z nikim rozmawiac... Boje sie byc sama w domu, bo ten obraz ciagle do mnie wraca. Nie umiem spac sama... Tak bardzo mi go brakuje i nie wiem co mam dalej robic w swoim zyciu... A wiem ze musze zyc dalej... Nie wiem za bardzo co pisac, wszystko jest taka swieze, a ja nie umiem normalnie myslec...
Chcialam tylko powiedziec, ze przeczytalam kilkanascie Waszych wypowiedzi, jestem poruszona i smutna, ze zycie jest takie niesprawiedliwe... Jestem jedna z Was...

Pozdrawiam Was cieplo.

Mam niestety bardzo podobny scenariusz, tylko moje dziecko znalazlo Meza martwego w lozku po powrocie ze szkoly. Tez za Nim wyjechalam z kraju, bez rodziny i znajomych. Wiem co przezywasz... przytulam bardzo..

405

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Milus przytulam Cię mocno z perspektywy mojego 142 dniowego szukania sposobu na przezycie po stracie miłości .  Jak widzisz dużo tu nas. Pisz. Gdy tylko będziesz miała ochotę porozmawiać.Tu wszyscy rozumieją...nawet to co zawarte miedzy słowami. Mocno mocno Cię przytulam przenosząc myślą do Ciebie. Może choć trochę mniej sama się poczujesz...Gdzieś tam przy Tobie są nasze mysli...

406

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki witaj Milus.
Przykro mi że poznajemy się w takich okolicznościach ale życie jest niestety bardzo brutalne.Przeżywasz taką sama tragedię jak każda z nas  choć ty dopiero od niedawna.No i ta data dzień przed wigilią.Współczujemy ci bardzo i jeśli tylko będziemy umiały ci pomóc to na pewno to zrobimy.Nie bój się pisać o swoich emocjach złości czy wręcz nienawiści do losu że zabrał ci twojego męża.Jeśli będziesz czuła że to ci pomaga to pisz!!!!My zrozumiemy cię jak nikt!! I na pewno otrzymasz od na wsparcie.Mój mąż umierał na raka i w "pewnym sensie" byłam przygotowana na jego śmierć ( jeśli na coś takiego można się przygotować) ale dla niego ta śmierć była wybawieniem od bólu i walki z chorobą.Nie piszesz co było przyczyną śmierci twojego męża ale na pewno był to dla ciebie szok!!!

Trzymaj się ciepło i pamiętaj pisz do nas a to pomoże ci w jakimś stopniu podnieś się na duchu i mieć siły do dalszego życia.


Pa Kasia.

407 Ostatnio edytowany przez gosiah (2011-01-15 00:23:22)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam
dawno tu nie zaglądałam za tydzień dokładnie 21.01.2011. także piątek miną osiem miesięcy jak mój mąż nie żyje. i nic się nie zmieniło życie nadal nie ma sensu. pustka tylko się powiększyła mam wrażenie że jestem żywym trupem z otwartą klatką w której brak serca gdyż ktoś je brutalnie wyrwał. ktoś kto mówi że czas leczy rany kłamie z czasem jest coraz gorzej nie chce cie straszyć MILUS ale masz racje ten widok zostanie na zawsze z tobą tak jak został ze mną wyraz jego twarzy panika która czułam jego ciało najpierw za intubowane później walenie jego ciała elektrodami podnoszące się jego ciało i opadające  i ciągle tak wracająca równa kreska i dziek a później ta przerażająca panika to nie działo się to tylko sen obudź się obudź ale nie możesz . wspomnienia będą piekły jak żar piekielny gdy zrozumiesz że tylko to ci pozostało leki pomagają uśpić ta pustkę funkcjonujesz zakładasz maskę dla ludzi rodziny żeby się o ciebie nie martwili lecz oni nie wiedza co przezywasz w środku jak chcesz krzyczeć na całe gardło oddaj mi go dlaczego zabrałeś jego a nie kogoś to nie zasłużył na życie dlaczego skazałeś mnie na to ogromne cierpienie co ja takiego zrobiłam że mi go tak nagle zabrałeś. Chodzę do psychiatry i ciągle to samo leki coraz mocniejsze coraz bardziej chce byc z nim odsunełam sie od przyjaciół  od brata który w pierwszych miesiącach mnie wspierał a póżniej strasznie rozczarował nie mam ochoty z nikim rozmawiać poniewż oni nie rozumieją według nich po takim okresie powinnam ruszyc do przodu ale dla mnie nie ma przyszłości powoli nie mam sił by żyć zawsze pozostaje inna opcja by z nim być już na zawsze właśnie jestem na tym etapie że nie wiem jak siebie powstrzymac z drugiej strony po co bez niego swiat to tylko cierpienie szare bolesne samotne wiec dlaczego nie wybrać łatwiejszej drogi by z nim znów być teraz to tylko sie dla mnie liczy

408 Ostatnio edytowany przez Milus (2011-01-15 09:37:24)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziekuje kochane kobietki... Wiem ze mnie rozumiecie...
Chcecie wiedziec przyczyne smierci mojego ukochanego... A ja nie wiem czy jestem gotowa o tym mowic... Jest wersja oficjalna, stwierdzona i moja... W kazdej jest czastka prawdy... Ale co naprawde sie stalo nie wiem, i chyba nigdy sie nie dowiem...
Nasze malzenstwo bylo dobre, wspaniale..... gdyby nie jedna rzecz. Jego uzaleznienie... Moj maz byl czynnym narkomanem. Wychodzac za niego za maz, wiedzialam o tym... Ale wiedzialam tez o tym, ze mnie kocha i ze dla bedzie potrafil przestac. Leczyl sie. Tu leczenie wyglada pod kilkoma wzgledami inaczej niz w Polsce... Ale to niewazne. Przez pierwsze pol roku po slubie byl spokoj. Pozniej zaczal znow brac. Bylo to wszystko na przemian - bral, bylo kilka miesiecy spokoju, znow bral, i pozniej znow byl spokoj... Przez ostatnie 1,5 roku bylo ciezko... A ja tracilam swoja sile.... Zastawalam go w domu w roznych sytuacjach, rownie ciezkich jak ta kiedy widzialam go juz martwego... Uwierzcie mi, ze robilam wszystko, co uwazalam ze jest dla niego dobre i pomagalam mu zawsze. Nikt wokol nie wiedzial o jego uzaleznieniu, oprocz oczywiscie jego rodziny. Moi rodzice, nasi znajomi nie mieli pojecia o niczym.
W koncu postanowilam ze odejde. Chcialam odejsc bo nie potrafilam dluzej patrzyc jak sie zabija, jak zabija rowniez mnie. Plakalam i nie chcialam tego bo nadal go kochalam, ale wiedzialam, ze musze odejsc... Ze musze to zrobic dla siebie i dla niego. Rozumialam to w ten sposob, ze skoro przez tyle czasu ja nie umialam mu pomoc, musi zrobic to sam. Sam dla siebie jesli nie dla mnie. Powiedzialam mu ze bedziemy zyc w separacji, ze daje mu rok czasu na ulozenie swoich spraw, a pozniej zobaczymy jak wszystko sie ulozy. Powiedzial ze beze mnie nie da rady... Nadal mieszkalismy razem, spalismy obok siebie, normalnie rozmawialismy, gotowalam, pralam dla niego. Ale caly czas podkreslalam ze musimy sie rozstac na jakis czas. Zglosil sie na leczenie zamkniete. Bal sie tego okropnie ... Po 10 latach uzaleznienia zdecydowal sie, choc strasznie sie bal.
Wyszedl ze szpitala calkiem innym czlowiekiem... Caly czas usmiechniety, pomocny, z tysiacem planow. Wstawalam ze mna co rano i przygotowywal mi sniadanie do pracy (sam nie pracowal), a pozniej czekal na mnie z obiadem jak wroce. Mowilam mu ze jestem z niego dumna, ze w koncu mam go takiego zdrowego, pelnego zycia (tylko jego nalog byl przyczyna naszych klotni i nieporozumien, w kazdej innej sprawie bylismy ze soba zgodni, idealnie dopasowani). To byly 3 wspaniale miesiace. Wspanile bylo go obserwowac jaki jest szczesliwy... A ja nie wiedzialam co mam zrobic. Nadal mowilam mu ze i tak musimy sie rozstac, zeby uporzadkowac swoje sprawy, kazdy z osobna. Tlumaczylam mu ze on jest zbyt mocno ode mnie uzalezniony, ze musi nauczyc sobie sam radzic... To go bolalo. A ja balam sie ze jesli powiem ze zostaje, to on znowu zacznie... Ja naprawde nie wiedzialam co mam robic, co bedzie lepsze...
W srode przed swietami wstal ze mna rano do pracy, jak zawsze. Rozmawialismy i smialismy sie. On oczekiwal od kilku dni ze pojde z nim do lozka, a ja choc bardzo chcialam wstrzymywalam sie od tego. To go bolalo, widzialam to w jego oczach. Byl taki smutny jak wychodzilam do pracy. Jak wrocilam spowrotem, jego nie bylo... Wrocil kilka godzin pozniej, nacpany. Polozylam go spac, placzac i pytajac dlaczego znowu zaczal. Na nastepny dzien musialam isc do pracy... Balam sie wychodzic z domu... Zadzwonilam do niego o 9:30 - powiedzial mi: Serce nie martw sie o mnie. Wszystko bedzie dobrze.
To byla ostatnia nasza rozmowa. Pozniej nie odbieral telefonu. Jak wrocilam do domu to byl juz martwy...

To moja historia. Moja prawda jest to, ze zaczal znowu, bo myslal ze go nie chcialam. Wiedzial ze jesli znowu zacznie, to jego organizm nie wytrzyma. Mysle ze zrobil to swiadomie bo bal sie ze naprawde odejde...
Zaluje tylu powiedzianych mu rzeczy i tylu niewypowiedzianych slow. Teraz nadal rozmawiam z nim codziennie i tez mowie mu DOBRANOC. Chce zeby wiedzial ze ja go kochalam, z calego serca. Razem ze soba zabral moja polowe serca...

409

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Nie chcialabym zeby kroras z was pomyslala sobie.... Ach narkoman, musial tak skonczyc....
Wszystko ma swoja przyczyne i poczatki, podobnie jak jego nalog. Nie chce o tym pisac ale uwierzcie mi, ze on mial ciezkie zycie... Pomyslcie o tym widzac narkomanow na ulicy, ze kazdy z nich ma swoja historie, kazdy z nich ma swoja rodzine, ktora cierpi. I pamietajcie o tym ze musi byc jakas przyczyna tego, dlaczego sa tacy jacy sa...

410

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kiedy po śmierci Piotra odtwarzaŁam nagrania z jego komórki by tam film na którym Piotr kręci jak nasz zyn puszcza latawiec. Krzykną wtedy do niego "Pomachaj mi" I to są jego ostatnie nagrane sŁowa. Często ich sŁucham. Myślę że to nie przypadek że to wŁaśnie te sŁowa. Myślę że to nie przypadek że powiedziaŁ do Ciebie te sŁowa.
Po śmierci ukochanej osoby większość z nas doszukuje się ...czy gdybym zrobiŁa tak, albo tak to czy on by żyŁ ? RozmawiaŁam z mądrą kobietką...wdową. Ona na moje wątpliwości odpowiedziaŁa  "  Nie masz takiej mocy, żaden czŁowiek nie ma takiej mocy " Ona też poczucie winy przerabiaŁa.

411

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Nie martw się że nie rozumiemy. Z perspektywy śmierci...wszystko wygląda inaczej. Rozumiemy wiele. Przede wszystkim to że w obliczu śmierci....z prochu powstaŁeś ...w proch się obrucisz...Nie wiemy skąd przychodzimy...dokąd idziemy. Śmierć uczy pokory.

412

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie , dawno już nie odzywałam się , ale cały czas czytam Wasze posty przeżywam i płaczę razem z Wami. Milus to chyba kazda z nas zarzuca sobie że zrobiła coś nie tak.Mnie się wydaje że to jest jednym z etapów żałoby.Wczoraj o 13,25 minęlo 4 miesiące od śmierci mojego Kochanego Męża.Rano o 7 była Msza Św,byli wszyscy nasi czterej synowie,póżniej o 13,25 znów byliśmy u Męza.Jak zaczęłam rano na mszy płakać tak wczoraj było u mnie cały dzień.Czas u mnie też nie leczy ran , nigdy nie pogodzę się z Jego śmiercią nigdy nie zejdzie z mych ust pytanie dlaczego?Życie teraz nie ma dla mnie żadnego sensu,chodzę jak jakiś lunatyk,bez życia.Mam cały czs żal do Boga.Nie mam już siły żeby jakoś dalej żyć.No ale trzeba jakos dżwigać ten krzyż dotąd dopuki Bóg nam pozwoli być na tym świecie.Pozdrawiam Was Wszystkie i wspieram.

413

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kasia77,
Przepraszam, ze tak pózno odpisuje, ale miałam dużo pracy i nie miałam czasu zajrzeć na forum. Umowę dożywocia reguluje kc 908-916.
Art. 908. § 1. Jeżeli w zamian za przeniesienie własności nieruchomości nabywca zobowiązał się zapewnić zbywcy dożywotnie utrzymanie (umowa o dożywocie), powinien on, w braku odmiennej umowy, przyjąć zbywcę jako domownika, dostarczać mu wyżywienia, ubrania, mieszkania, światła i opału, zapewnić mu odpowiednią pomoc i pielęgnowanie w chorobie oraz sprawić mu własnym kosztem pogrzeb odpowiadający zwyczajom miejscowym.

Co do zasady babcia powinna być domowniekiem, ale w tym artykuje jest magiczne słowo, że tak powinno być "w braku odmiennej umowy", myślę, że jeżeli babcia się zgodzi to umowa może wygladać następujaco: bedziesz się nią zajmować, (pewnie tak jak do tej pory), bez koniecznosci zamieszkania, przy jednoczesnym zastrzezeniu w umowie, ze w przypadku gdyby babcia chciala jednak sie wprowadzic to ma taka możliwość, to z notariuszem twozycie umowe.
Myślę, że ta umowa będzie dla Was najlepsza, również jej rozwiązanie nie jest proste, może to zrobić tylko babcia i Agata, orzeczeniem sądu.

pozdrawiam i zycze cierpliwosci w zalatwianiu formalnosci.

414

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Milus napisał/a:

Zadzwonilam do niego o 9:30 - powiedzial mi: Serce nie martw sie o mnie. Wszystko bedzie dobrze.
To byla ostatnia nasza rozmowa. Pozniej nie odbieral telefonu. Jak wrocilam do domu to byl juz martwy...

Mój mąż miał wypadek kilka godzin wcześniej, przed kolejnym w którym zginął. Ten pierwszy wypadek spowodował młody 21 letni chłopak, który zmarł w szpitalu po 3 dobach...To ja chciałam po niego jechać te 300km, ale on w rozmowie telefonicznej powiedział wtedy "zostań w domu i zajmij się dziećmi". To były jego ostatnie słowa.

Też miałam okres obwiniania siebie samej, za to co się stało. To naturalne i nieuniknione, i masz prawo to przeżyć, nawet jeśli ktoś z zewnątrz tego nie rozumie.
Ci, którzy przeżyli stratę bliskiej osoby inaczej patrzą już na świat i starają się nie oceniać innych-przynajmniej ja tak mam.
Śmierć ma to do siebie, że wszystkich traktuje jednakowo i nikomu nie odpuści.


DrugaJa, bo ta pierwsza odeszła razem z nim...

415

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie! Ja też już trochę sie nie odzywałam ale jestem z Wami.Osiem miesięcy ale cierpienie nie jest mniejsze,nie potrafiłam nawet przez ostatni tydzień czytać ksiązek.ciągle wraca to co mówili ostatni raz to jak ich widzieliśmy ostatni raz.....
Milus trzymaj się! uwierz że on Cię na pewno kochał!

416

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Poczucie winy każda z nas widać przerabiała , na pewno nie pomaga to w dalszym usiłowaniu żyć . Milus ty jesteś na początku tej drogi , trzymaj się dzielnie i pomyśl o tym tak jak ja staram się myśleć , że jednak tak widać było pisane .
Pozdrawiam Kasia

417

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Kobietki Witaj Miluś
Każda z nas myśli i czuje to samo i każda z nas jakby mogła coś zrobić by nasi Mężowie do nas wrócili - to już by tu byli, ale niestety nie my decydujemy i mamy się z tym pogodzić, Pytanie tylko kiedy się pogodzimy. myślę że zawsze będziemy  na nich czekały... może kiedyś przyjdą po nas.Ja też uważam że wraz z odejściem mojego Męża część mnie też odeszła. Pozdrawiam

418

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziś przyszedł ksiądz, zastanawiałam się jak to będzie. Muszę przyznać,że jestem mile zaskoczona. Na samym początku powiedział żebyśmy pomodlili się wspólnie za zmarłego, potem  co naprawdę mnie  wzruszyło to jak zaczął opowiadać o niebie.Że teraz nasz ukochany mąż,tatuś jest szczęśliwy. Patrzy na nas z góry. Nie potrafię tego dokładniej opisać ale łzy same  do oczu napływały. Nawet przyniósł dla dzieci czekolady. Z czego oczywiście dzieci były najbardziej zadowolone.
Mnie trochę podniosła na duchu ta wizyta, wierzę,że kiedyś się tam spotkamy i wtedy już nas nic nie rozłączy. Dlatego teraz moja wiara jest silniejsza,nie chcę zmarnować swojego życia. Jest mi ciężko, czasem zamykam się i nie potrafię z nikim rozmawiać(tylko z nim). Staram się często  modlić za niego bo wiem,że tylko tak mogę mu pomóc. Nawet moja trzy letnia córka sama chce się modlić za tatę. Co wieczór mówi Ojcze nasz... Zdrowaś... oraz Wieczne odpoczywanie...

Wiem,że nie ma sensu żałowanie czegokolwiek,że się nie zrobiło czegoś,że się nie powiedziało. Na pewno nam to nie pomoże,tylko jeszcze bardziej będziemy się pogrążać w smutku.
Przy dzieciach jeszcze się uśmiecham. Ale wieczorami ta pustka mnie dopada, myślałam że z czasem będzie mi łatwiej ale się myliłam. Z dnia na dzień mój ból,moja tęsknota przybiera na sile.
Tak bardzo mi Go brak.
Staram się myśleć o tym co nas dobrego spotkało w życiu.Dziękuję Bogu,że mogliśmy spędzić te kilka pięknych lat życia razem,że mamy dzieci. Że już nie cierpi.....
Co będzie dalej,nie wiem. Jak na razie muszę zrobić prawo jazdy,od poniedziałku zabieram się za malowanie pokoju. A na wiosnę dokończyć budowę domu,naszego wymarzonego gniazdka...

Mam dzisiaj gorszy dzień, raz się cieszę za chwilę znowu płaczę.

419

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja teraz też płaczę. Po ośmiu miesiącach mój syn który jest raczej skryty i ma 25 lat przyznał sie że też że nie radzi sobie ze śmiercią ojca.A ja nawet nie pomyślałam że jemu jest też aż tak ciężko?
Myślałam że to ja cierpię najbardziej.

420

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

To prawda. w tym naszym smutku nieraz nie myślimy o naszych dzieciach. ze oni też cierpią i płaczą. Mój najmłodszy syn 22 lata też mi mówił. że nie może nawet mówić i myśleć o tej chwili jak odchodził jego Tata a mój Mąż, Moi synowie i ja wszyscy byliśmy przy nim w ostatniej chwili. sami go ubraliśmy. oj straszne wspomnienia...

421

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kochane.
Czytam Wasze słowa i płaczę razem z wami. Wiem jak Wam ciężko i tak bardzo chciała bym znaleźć receptę by ukoić nasz ból.
Dokładnie o tej porze rok temu drżałam z niepokoju o mojego męża, który źle się poczuł.
Wtedy strasznie padał śnieg,
lekarz...nie wiem kto dał mu prawo wykonywania zawodu.....
czy mogłam coś jeszcze zrobić???? I zaczeło się oczekiwanie.......te kilka dni bólu, przerażenia, nadzieii.....już się nie obudził....już nigdy nie powie kocham cię.
Nie wiem jak przetrwam ten tydzień, wsztstko wyryte w pamięci tak dokładnie.

422

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja ostatnio znowu mam te gorsze dni. 22 będzie 7 miesięcy. Nie wiem czy kiedykolwiek będzie trochę lżej. jak na razie to cały czas jest prawie ten sam ból. tęsknota jest najgorsza i nie mogę się pogodzić z faktem że już nigdy go tu nie będzie ze mną. Ja nie mogę zrozumieć jak to jest. że człowiek był. chodził. pracował i od razu go nie ma a cały świat idzie dalej i wszystko dzieje się tak samo jak przedtem i tak właściwie to tylko nieliczni zauważyli że kogoś brakuje a wszystko inne pędzi, Takie jest życie.Czy to wszystko ma jakiś sens?

423

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Smutna Marysiu - oj jeszcze dlugo nie bedziesz  mogła sie pogodzic z faktem odejścia ukochanej i blsikiej osoby .
Z biegiem czasu bół bedzie jakby łagodniał  ale powrót do normalnrgo funkcjonowania jest niestety  procesem dlugim .
Wlaśnie wczoraj o 21.30 minęło dokładnie 10 lat jak mój mąż odszedł  na druga strone tęczy .
To okreslenie  j nie jest tak brutalne jak np, umarł ,  .Wolę tą  tęczę .

424

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Lidzia 30 -  wiem , rozumiem .Wyczekiwanie to  horrorr - ja w starchu i nerwach byłam przez pół roku . Prawie wcale nie spałąm  jak leżał obok mnie - czuwałam , czuwałłam .
Wymyslułam sobie że jak mu przerwę konanie  to  juz nie tak szybko bvedzioe po raz drugi umierał ??
A tymczasem ????????????? - umarl na moich rękach .

425

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki.
Ostatnio jakoś cicho zrobiło się na naszym forum.Nie wiem czy to zapracowanie czy inne są tego powody?
Smutna Marysiu ja 21 będę miała 7 miesięcy jak zmarł Maciej czyli że odeszli dzień po dniu.I też mnie ten fakt smuci choć teraz jest to bardziej tęsknota niż złość jak dawniej.Wczoraj sprzątając jego rzeczy natrafiłam na kasetę wideo na której Maciej sfilmował kiedy naszą  córkę.I na niej usłyszałam jego głos!!!Aż łzy poleciały mi ze wzruszenia cieszę się że mam choć tyle po nim i w momentach kiedy będzie mi źle to mogę włączyć ta taśmę i ją obejrzeć i posłuchać jego głosu.

A ze spraw przyziemnych to martwię się o grób Maćka gdyż bardzo blisko cmentarza płynie kanał latem niegroźny a teraz woda wręcz się z niego wylewa!!!No i na cmentarzu już kilkanaście grobów jest jakby podmytych i pomniki się poprzechylały.Jak pomyślę że biedak leży tam na dole we wodzie to aż mnie ciarki przechodzą.Najgorsze że nic nie można zrobić!!!

Także  trzymajcie się  kochane kobietki i bądźcie dobrej myśli. Jeszcze i dla nas zaświeci słońce jestem tego pewna.Pa.

426

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kasiu z tą wodą to przykra sprawa, staraj się nie myśleć o tym co tam jest na dole. nie dopuszczaj tej myśli do siebie. Ja staram się przypominać mojego Męża jak był zdrowy, proszę nigdy nie myśl o tym jak On tam teraz wygląda, W sercu i w oczach musimy ich mieć takich jakimi byli przed chorobą. Tak Kasiu nasi Mężowie odeszli od nas dzień po dniu, Też nie mogę używać tego słowa o którym pisała niu7nia, ja nawet nie mogę pomyśleć o sobie tym mianem jakim nazywa się żony po stracie męża, Trzymajcie się

427

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dzisiaj pseudokoleżanka starała mi się wytłumaczyć, że ból po stracie dziecka jest najgorszym bólem, że moje cierpienie to jeszcze nie jest to najgorsze. dała mi do zrozumienia że przesadzam,Sama nie straciła nikogo ani dziecka ani męża, Byłam w szoku jak mi to mówiła, nie odpowiedziałam jej nic, bo co tu mówić jak ona nic nie rozumie, nie można zmierzyć ani zważyć przecież czyjegoś bólu, Już parę miesięcy temu straciłam do niej zaufanie. ale mimo wszystko boli mnie że są osoby koło mnie które wręcz mnie uważają za jakąś histeryczkę . wcale mnie nie rozumieją a dają mi jeszcze śmieszne rady.

428

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj Smutna Marysiu.
Niestety nie da się nie myśleć o tym co na dole dzieje się z Maćkiem.Jak pomyślę że leży tam cały we wodzie to aż mnie ciarki przechodzą!!!Ja mimo to staram się nie myśleć o tym jak on może teraz wyglądać.i tak mam go stale przed oczami jak umierał i jak go włożyli  do trumny.Pamiętam że pomyślałam wtedy "Boże jaka kruszyna" a on przed śmiercią przytył z 15 kilogramów bo cały czas był na coraz większych dawkach sterydów.Spodnie wtedy kupowałam mu co tydzień bo wiecznie były za małe.

Co do pseudo koleżanek to jeśli cie to pocieszy to ja też mam takie w swoim otoczeniu.Zwłaszcza takie co nie przeżyły a są mądrzejsze od nas.I wszystko wiedzą najlepiej!!!Ale nie przejmuj się nią bo" pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy."A ty nie przesadzasz bo ogrodnikiem nie jesteś( a może i jesteś?) tylko emocje tobą targają.Mnie też czasami szlag  trafia jak słyszę od mojej szefowej że ona rozumie że teraz jestem sama z dzieckiem ale czy mogłabym zostać dłużej w pracy mimo że wie że nie ma kto wpuścić Agaty do domu.Ale i na nich przyjdzie czas że zrozumieją.Dlatego ja składając życzenia jakimś małżonkom to życzę im aby jak najdłużej cieszyli się swoim towarzystwem i żeby docenili co mają.

429 Ostatnio edytowany przez agnieszka12 (2011-01-20 00:21:41)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kochane
Teraz mam chwilę na wytchnienie,dzieci śpią a ja siedzę sama bez mojego kochanego męża .Chociaż 26 będzie 4 miesiące jak zostałam sama tęsknota jest z dnia na dzień jeszcze gorsza ,czasami biorę telefon i chcę zadzwonić do Niego usłyszeć jak mówi słucham kochanie .Ale już nie odbierze i nigdy nic nie powie ...
Wiecie ja dalej nie zebrałam rzeczy męża po prostu nie mogę .może to żle bo gdzie nie spojrzę widzę Mariuszka.
Muszę kończyć już jest póżno a ja jutro idę do pracy na rano ,może dzisiaj prześpię całą noc kiepsko u mnie ze spaniem                                                                                                                                                A jeśli chodzi o koleżanki to też miałam ciekawą sytuację prawiła mi kazania że muszę sobie kogoś poszukać bo jestem jeszcze młoda i takie tam bzdety ale jak jej tłumaczyłam że nie chcem bo już sobie ułożyłam  życie a po za tym za wcześnie na takie, rozmowy to mówi im wcześniej tym lepiej.
nie rozumiem dlaczego w takiej sytuacji ludzie nie myślą co my czujemy .
Muszę opowiedzieć jeszcze coś przyszedł pan do mnie do pracy i powiedział do mnie młoda wdowa a ja oczywiście się popłakałam ,ja jestem nadal mężatką i mam nadzieję że jak nadejdzie mój czas to mój skarbeczek
będzie już czekał na mnie.
Na mojej drodze wielu ludzi doradza w ich rozumieniu takie rozwiązanie a jeszcze jak by miał kupę kasy to było by ok
Wiem że w domu przydała by się męska ręka muszę położyć panele w pokoju a fachowcy się spóżniaja
Dzieciaczki mówią że jak by był tato to już było by wszystko zrobione tak zwana złota rączka potrafił wszystko zrobić sam
Może jutro napiszę parę słów, ostatnio mam mnóstwo  obowiązków czasami już nie mam sił na to wszystko
praca ,dom, gotowanie ,sprawdzanie dzieciom  lekcji i ja też się uczę do prawa jazdy bo jakoś brakuje mi na to wszystko czasu .

----------------------------------------------------

   ZROZUMIE KTO STRACIŁ

430

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Chyba w każdym otoczeniu są takie osoby o małej wrażliwości, które nierozumieją, albo są tak zajęte sobą, że niedostrzegają czyjegoś cierpienia.Czasami myślę ze u nich to choroba nieuleczalna. Na świecie jest tyle zła i cierpienia a ludzie zamiast się wspierać, pomagać sobie to widzią tylko koniec własnego nosa.
22 minie równo rok jak odeszło moje szczęście. Już rok a ja czuję się tak jakby mineły zaledwie godziny, tak jakby dla nie czas się zatrzymał. Tyle musiałam zrobić przez ten rok a prawie niczego niepamiętam, pamiętam tylko ten nieustający ból i strach. Czy one kiedykolwiek mnie jeszcze opuszczą?
Są chwile że chyba trace zmysły, bo wydaje mi się że to niemoże być prawda, że ktoś się pomylił, oszukał mnie. Że On gdzieś tam jest czeka na mnie, potrzebuje, że jeszcze zapuka do drzwi.
Nie mogę pojąć jak to jest możliwe że w jednej chwili człowiek jest pełen sił a w następnej umiera.
zastanawiam się czy aby krzyż który dźwigam nie jest dla mnie zaciężki.....pojawiło się w mojej głowie ostatnio tyle pytań, tyle wątpliwości......zawsze w miesiącu mam te gorsze dni ale teraz to coś zupełnie innego, nie wiem może to kolejny etap. Czuję się tak jakbym zrobiła mu straszną krzywdę

431

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

ja dziś tez mam słabszy dzień, czy to ma jakiś sens. Mam dość jestem zbyt zmęczona, nie pamiętam wielu rzeczy, nie mogę poskładać sobie kilku dni z rzedu.
Czekam juz tylko na swoja kolej....

432

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
lilii napisał/a:

ja dziś tez mam słabszy dzień, czy to ma jakiś sens. Mam dość jestem zbyt zmęczona, nie pamiętam wielu rzeczy, nie mogę poskładać sobie kilku dni z rzedu.
Czekam juz tylko na swoja kolej....

Droga. ja też mam nieraz takie dni. teraz może już trochę rzadziej ale są, musimy jakoś je przeżyć.Miałam wrażenie. że nic nie pamiętam, same czarne dziury, nie mogłam nic odpowiedzialnego zrobić. bo się gubiłam, zero koncentracji, zapominałam co gdzie położyłam, co mam zrobić.Jeszcze to mi się zdarza, ale jakby w słabszym nasileniu, a może mi się wydaje, Ja jak mnie dopadnie taka niemoc to nie biorę się za żadną odpowiedzialną pracę, robię tylko co muszę i co nie wymaga wysiłku umysłowego.  POZDRAWIAM i TRZYMAJMY SIE

433

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Lili  co ty wygadujesz ??  wiesz że złe mysli przyciągaja zlo .???
                                  Pomysl sobie nie ja jedna  , nie pierwsza i nie ostania  zostałam wdową .Dam rade jak inne - musze byc silna .
Trzymajcie się cieplutko - moje "wdowienki"

434

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja mam ostatnio same slabsze dni. 23.01 minie miesiac od kiedy odszedl... Nie umiem powiedziec jak ten miesiac minal, co robilam, itd. Od miesiaca jestem u tesciowej (mieszkam za granica, i nie mam tu zadnej bliskiej rodziny). Boje sie zostac na noc w naszym mieszkaniu, nie wiem czego sie boje, ale nie chce byc sama... Sypiam tu, albo u przyjaciol... jest mi cholernie ciezko...Wstaje do pracy, ale nie wiem po co i dla kogo... Po pracy jade na cmentarz i placze.....
Znajomi namawiaja mnie zebym porozmawiala z psychologiem... ale po co? On mi jego nie wroci, ani nie wejdzie mi w glowe i zabije moje smutki...Co moze mi poradzic? Albo sama dam rade, albo nie... Doradzaja mi takze zmiane mieszkania, ale ja nie wiem... Z jednej strony jest to moze jakies rozwiazanie, aby zmienic otoczenie, ale z drugiej...ja nie chce uciekac z naszego mieszkania... Tylko nie wiem czy dam rade w nim zostac...
Czy moje zycie jeszcze kiedys bedzie wygladalo normalnie?

435

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja też zaglądałam i nie wierzyłam ze nikogo nie ma.
Ja ostatnio czuję sie tak jakby wszystkie siły za mnie uszły może została tylko dusza?Teraz może zacytuję
"Coraz częściej walczyła o przezycie zastanawiając sie czy warto dobrowolnie godzić sie na istnienie rzeczywistosci, która wypełniała sie bezosobowym milczeniem, noszac sobie prawo do zadawania bólu."
Macie rację że wszyscy już chyba wokół zapomnieli.Rozpacz zamienia sie w obłęd kiedy nie można na nikogo liczyć.Brak tej meskiej reki i samotnośc....Ja też zawsze pocieszam sie że Pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy chociaż nikomu chyba nie zyczę żle. Chciałabym tylko zeby ludzie więcej okazywali zrozumienia.
W pracy też raczej kiepsko nie potrafie w pełni wykorzystac swoich mozliwosci jak kiedyś czasami nie potrafie myśleć.
Dobrze że nie jestem sama!

436

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

MILUS jutro minie osiem miesięcy jak mój kochany mąż nie żyje. Pierwsze dwa miesiące spałam i mieszkałam u teściowej. Powrót do domu to było straszne przeżycie wszystko wróciło jakbym oglądała horror z którego nie można się obudzić. Mi pomógł mój brat przyjechał do mnie specjalnie został ze mną miesiąc czuwał w nocy jak miałam koszmary to od razu przybiegał do tego pomogły tabletki na sen zwalają z nóg i budzisz się rano lecz wtedy jest najgorzej ponieważ go szukam a go nie ma i wtedy rozpacz  mój brat jeździł ze mną wszędzie w nocy nieraz musiał spać ze mną przez koszmary później przyjechała mama  była ze mną dwa miesiące chciała mnie zabrać do domu ponieważ tak jak ty jestem sama w tym mieście dla mojego męża zostawiłam wszystko i wszystkich i wyjechałam 700 km od rodzinnego domu nigdy tej decyzji nie żałowałam do tej pory nie potrafię spać w naszej sypialni pomimo tego iż psychiatra do którego chodzę regularnie dostaje różne leki kazał mi wszystko poprzestawiać to pomimo tego wszędzie go widzę jak robi obiad jak siedzi przy PlayStation czy komputerze to jest bardzo ciężkie ale nigdy nie żałowałam ze wróciłam do domu gdyż tu czuje że on jest to jest nasz dom i nikt mi go nie zabierze nikt nie zabierze mi wspaniałych wspomnień z nim związanych. Mam naprawdę wspaniałych teściów traktują mnie jak córkę całą miłość do Pawła przelali na mnie jeżdżę do nich co dziennie ale zawsze wracam gdyż jeszcze nie dociera do mnie że on nie wróci a w domu czuje że na niego czekam że za chwile wejdzie powie kocham cie maluszku jak ci minął dzień. Jest dobre powiedzenie wszędzie dobrze ale najlepiej w domu. tu on zmarł i tu zginę ja. Dlatego spróbuj namówić kogoś żeby poszedł z tobą do waszego domu i został z tobą na noc lub jak możesz to rób to z przerwami jedna noc w domu druga u teściów nie idź tam sama a na pewno nie nocuj tam sama ja w pierwszą noc walczyłam z sobą by nie dołączyć do niego siedziałam po środku pokoju w miejscu gdzie zmarł z garścią tabletek w ręku uratował mnie mój brat dlatego z własnego doświadczenia radzę ci nie idź tam sama.

437

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki.
Dziś o godzinie 11.45 minie 7 miesięcy jak Maciej odszedł.Ja będę wtedy w pracy ale na pewno myślami będę z nim.No a po pracy kupię tradycyjnie już czerwoną różę i zaniosę mu ją na cmentarz.W tej chwili nie czuję już złości na los wiem że tak musiało się stać ale odczuwam ogromny smutek.Ale mam wspomnienia i tego nikt i nic mi nie odbierze!!!

Milus i Gosiah co do powrotu do domu i spania w nim.Mój Maciej zgodnie ze swoim życzeniem zmarł w domu Też myślałam że nie będę w stanie tam spać i przebywać ale jest inaczej.Po jego śmierci przez około tydzień spałam u moich rodziców.Później postanowiłam że albo się przełamię albo już zawsze będę się tułała po kimś.Wróciłam do domu posprzątałam go z rzeczy na których leżał Maciej (mieliśmy wtedy kupione nowe łóżko )pościeliłam na nowo dla siebie i położyłam się spać.Z tym że dbałam o to aby zasypiać ze zmęczenia a nie kłaść się spać i leżeć godzinami.No i przez pierwsze dwa tygodnie spałam przy włączonym świetle.Ale może mi było łatwiej bo za ścianą spała nasza 10 - letnia córka.Nie powiem bo ten pokój zawsze będzie mi się kojarzył ze śmiercią Maćka ale to tylko pokój.I za radą rodziny pozmieniałam w nim co tylko się dało aby go zmienić.Ale zasypiając wiem że on jest obok mnie i czuwa abym spokojnie spała.
Także nie traktujcie domu jak miejsca w którym oni odeszli tylko jako pomieszczenia do mieszkania.To nie jest łatwe ale realne do zrobienia.

Trzymajcie się pa.

438

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kochane nie trzeba bać się zmarłych. oni nam nie zrobią krzywdy. bać się można jedynie żywych bo oni nas mogą skrzywdzić, Ja od samego początku śpię w naszej sypialni. tam też zasnął mój Mąż,Nawet przeniosłam się na jego stronę łóżka. Nic nie pozmieniałam w sypialni. zresztą i tak muszę tam zrobić remont, ale na razie brak sił i pieniędzy, Ja jutro mam ten Dzień, też mi strasznie smutno i tak bardzo tęsknię, Nie ma godziny żebym o Nim nie myślała, Trzymajcie się kochane!

439

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie,ja uważam że naszych zmarłych mężów nie mamy powodu żeby się bac.Przecież to były najukochańsze nam osoby.Ja po odejściu Męża nawet nie zamykałam drzwi na noc, miałam nadzieję że do mnie przyjdzie.Cały czas wyglądam Go obok siebie na łózku,nawet zakłedam nogę na Niego tak jak spaliśmy i wyobrażam sobie że On leży przy mnie.Kiedy przywieżli Męża z prosektorium do domu to tuliłam się do Niego całowałam.Przyniosłam Mu kotka który zawsze wskakiwał na ręce męża kiedy wychodził z domu i mąż nosił go na rękach.Był w domu aż 5 godzin,bo pogrzeb był opóżniny,to póżniej nawet smarowałam Mu fluidem uszy i szyję bo zaczynały Mu sinieć.Przez cały różaniec nie siedziałam z boku tylko przy trumie i trzymałam Go za te zimne Jego ręce,tylko byłam zła na siebie bo właśnie tego dnia nie mogłam nawet płakać.Kasiu Pisałaś że Znalazłaś kasetę gdzie mąż Twój nagrywał córkę i słuchasz teraz głosu męża ,ja teraz prawie codziennie ogłądam filmy na których jest mąż i płaczę widząc i słysząc Jego głos.A mamy ich mnóstwo na komputerze.Bo cztery lata temu kupiliśmy kamerę i dzięki temu mam Męża nagranego w różnych okolicznościach,a On też każdego z naszej rodziny lubił nagrywać,nieraz byłam zła na Niego za to, jest to nawet utrwalone jak się na Niego złoszczę.Cały czas wydaje mi się że to jest sen ,cały czas mam Go przed oczami.Nie wiem czy uniosę ten krzyż?Też uważam że życie moje już nigdy nie będzie normalne.Pozdrawiam Was Kochane.

440

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kasiu mamy ten sam dzień gdy odeszli nasi ukochani mężowie Paweł odszedł 21.05.2010 o godzinie 20,45 nie wiem jak przetrzymam dzisiejszy dzień Gdyż Paweł odszedł także w piątek co tydzień piątki są dla mnie straszne a dzisiejszy dzień to równe osiem miesięcy. Dziś w nocy budziłam się ciągle ponieważ śniło mi się że on śpi koło mnie otwierając oczy pełna rozpacz gdyż to tylko sen,zażywam tabletki na sen zawsze zwalają mnie z nóg i budzę się rano a dziś nie .tak bardzo za nim tęsknie a wspomnienia bolą gdyż to tylko wspomnienia nie będzie ich więcej a to jest nie do wytrzymania tak bardzo go kocham .Mieliśmy powiedzenie zawsze razem wszędzie razem teraz ja jestem tu a on nie dlatego chce do niego iść ale nie mam odwagi skazać moich bliskich na to co ja przeżywam tylko nie wiem na ile starczy mi jeszcze sił. Zawsze jak był przeziębiony lub ja mówiliśmy do siebie masz mi starczyć na pięćdziesiąt lat a on odszedł po dziesięciu. To ja byłam tą słabszą zdrowotnie od dziecka mam wadę serca ciągle na coś chorowałam to ja powinnam odejść nie on jemu nic nie dolegało poszedł zrobić sobie kanapkę  przewrócił się i było po wszystkim bóg nie istnieje powinien zbrać mnie nie jego.

441

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie.

Gosiah twój mąż odszedł w piątek a mój Maciej w poniedziałek także tydzień rozpoczął się dla mnie fatalnie.Ale ja jakoś nie przywiązuję wagi co do dnia obojętnie czy jest to poniedziałek (który bardziej kojarzy mi się z powrotem do pracy) czy piątek.Ważniejsza jest data.Ja z tabletek zrezygnowałam od razu gdyż bałam się uzależnienia.Jedynie jak mam bardzo niemiły dzień to wezmę ale ziołową.Mam wprawdzie jeszcze trzy opakowania relanium po Maćku ale nie biorę ich.Moją metodą była i jest praca i solidne fizyczne zmęczenie.

A tak to ten dzień nie różnił się zbytnio od innych.Mam już od pewnego czasu w sobie jakiś taki spokój  albo apatię i spokojniej przeżywam dni.Byłam oczywiście na cmentarzu zaniosłam mu czerwoną różę zapaliłam znicz....Pogadałam sobie trochę ale nie mogłam być długo bo musiałam wyprowadzić psa na dwór i odebrać córkę od dziadków bo ma zapalenie ucha.No i odwiedzić drugą babcię (mamę Maćka).A teraz marzę tylko o ciepłej kąpieli i podusi.

Alicjakurowska my niestety nie mieliśmy kamery długo bo tylko pół roku a potem sprzedaliśmy ją bo pieniądze były nam pilnie potrzebne więc dlatego ten film był dla mnie tak ważny!!!Myślałam że mam tylko zdjęcia a tu taka niespodzianka.
A nasze życie będzie normalne tylko INNE niż dotychczas.Ale to nie znaczy że gorsze!!!Jeszcze i dla nas zaświeci słońce i będzie błękitne niebo a może i ktoś będzie obok nas......

Musimy w to wierzyć i pamiętać że nasze "anioły" z góry na nas patrzą i dbają o to żebyśmy nie cierpiały i były jeszcze szczęśliwe.

442

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

ja brałam relanium przez trzy miesiące i odstawiłam jednego dnia teraz biorę antydepresanty Mazarin i xanax a na sen imovane bez nich nie podniosła bym się z łóżka już to sprawdziłam przez dwa dni nie wyszłam z domu a nie mogę ponieważ prowadzę firmę psychiatra twierdzi że jestem bardzo trudnym przypadkiem dlatego najprawdopodobniej będę na tych lekach około dwóch lat nie pozwalam sobie na żałobę nie dopuszczam do siebie że on nie wróci nie potrafię już nie normalnie żyć  wykonuje rzecz jak robot nic nie ma dla mnie sensu tylko chęć być z nim, był moim całym Światem.

443

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja niestety nie mogę brać leków bo karmie małego. Ale staram się zawsze coś robić w tym tygodniu zabrałam się za malowanie pokoju. Byłam tak wykończona,że padałam na łóżko i od razu zasypiałam. Przy trójce też jest trochę do zrobienia. Czasem jednak mam takie gorsze dni ,wtedy nic mnie się nie chce tylko płaczę. Jednak wiem,że on jest przy mnie i się nami opiekuje. Przekonałam się o tym ostatnio gdy o mały włos byśmy się spalili w domu.
Mój mąż zmarł w domu,w naszej sypialni. Pierwszą noc to spałyśmy(raczej dzieci bo ja nie mogłam zasnąć)  u mamy w pokoju,ale już na drugi dzień spałam u siebie. Nie bałam się,przecież On nas bardzo kochał i nigdy by nas nie skrzywdził.
Tak bardzo tęsknie.

?Nikt nie umiera na ziemi, dopóki żyje w sercach tych, którzy zostają"

444

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziewczyny to co mogę powiedzieć to tylko to, że bardzo Wam współczuję.
Każdego dnia ktoś się rodzi i ktoś umiera.
Dla jednych łzy radości dla innych rozpaczy.
Bardzo bym chciała Wam ulżyć ale nie mogę w żaden sposób.
Więc chociaż myślami będę z Wami.

445

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Boze... dzisiaj we snie wrocil do mnie pogrzeb mojego meza.... a-h... rozbita znowu jestem.

446

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
martlak27 napisał/a:

\Mój mąż zmarł w domu,w naszej sypialni. Pierwszą noc to spałyśmy(raczej dzieci bo ja nie mogłam zasnąć)  u mamy w pokoju,ale już na drugi dzień spałam u siebie. Nie bałam się,przecież On nas bardzo kochał i nigdy by nas nie skrzywdził.
Tak bardzo tęsknie.

?Nikt nie umiera na ziemi, dopóki żyje w sercach tych, którzy zostają"

Moj tez zmarl w domu, w naszym lozki i tez pierwszej nocy nie przespalam, a corka spala u siebie w sypialni. Na druga noc spalam juz u nas..... bylam wykonczona, to pamietam i tez sie nie balam...... reszte pamietam jak przez mgle.

447

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziewczyny czy to nigdy nie przejdzie? Naprawdę wspólczuję Wam które macie małe dzieci ale musicie chociaż dla nich sie zmobilizować.Ja jestem właściwie sama i momentami muślę że zwariuję. Nie mam jakoś przekonania do leków.Wiem że muszę pracować bo chociaż te kilka godzin uwalnia mnie od myślo o nim.
Dzisjaij obchodziłby Dzień Dziadka. Tak cieszyłby sie bo wnusia już chodzi i zaczyna mówić a on o tym marzył.Cały czas widzi jego zdjęcie jedno jedyne z nią.Nie doczekał tej chwili ale na pewno tam z góry widzi ja jak jest cudowna.
Trzymajcie się pozdrawiam!

448

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja dzisiaj mam okropny dzień może dlatego że mam wolny weekend i nie wiem co mam ze sobą zrobić .
Trochę pooglądałam nasze wspólne zdjęcia i zrobiło mi się strasznie smutno ,tak bardzo mi Go brakuje .
A jeśli chodzi o lekarstwa to biorę coś na sen ,bez nich nie mogę usnąć kilka razy próbowałam nie brać i noc nie przespana.
Czasami myślę że to  zły sen i jak się obudzę moje kochanie będzie kolo mnie i mocno mnie przytuli ...
26 będzie 4 mies jak zostałam bez mojego kochanego a czas płynie jakby nigdy nic, ale nie dla mnie cały czas w myślach wspominam i tak tęsknie .
_________________________________________

Zrozumie kto stracił

449

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Najgorsze są chyba wekendy.Naprawdę nie wiadomo co ze soba zrobić ile można sprzatać czytać....
Mój mąż zmarł w szpitalu więc nie kojarzę tego obrazu z domem. Jedną noc była ze mna moja mama a potem wolałam być sama. Nie chciałam zeby ktoś patrzył jak płaczę.Płakałam i otulałam sie jego rzeczami zeby czuć jego zapach.Może tylko kilka nocy spałam przy włączonym świetle.
Czas naprawdę nieubłaganie szybko ucieka a mnie się wydaje że to tylko moze dwa miesiące......

450

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Dzisiaj mięło 7 miesięcy bez mojego Męża. niby tak długo a jednak to było tak niedawno.Wszystko dokładnie się pamięta.wspomnienia to tylko nam pozostało, ja nadal mam wszystkie jego rzeczy w szafie tak jak zostawił, nie potrafię i nie chcę nic z nimi zrobić, na razie nie przeszkadzają, mam duży dom i dużo miejsca.Jak mam ochotę i bardzo tęsknię to otwieram szafę i się przytulam do wiszących ubrań, nieraz nawet pokropię je jego wodą, wtedy płaczę ale jest mi troszkę lżej, dzisiaj jak byłam w kościele na mszy, wyobrażałam sobie, że jak zwykle siedzi koło mnie, nieraz mam takie marzenia...to tylko zostało mi...pomarzyć.
Tak bardzo chciałabym żeby mi się przyśnił, ale nie wiem dlaczego nie śni mi się, chyba tylko dwa razy ...

451 Ostatnio edytowany przez Katiusza1 (2011-01-22 23:10:59)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja też jak zawsze wekend i mam doła , staram się wychodzić do znajomych itp ale zawsze później trzeba wrócić do domu do synka... i znów to samo mimo iż to 6 miesięcy u mnie...do wyboru tabletki lub alkohol dziś znów wybieram alkohol  sad
Ja też pragnęłabym aby mi się przyśnił mój Waldziu ale to niestety tylko życzenie bo dalej nic , tak jak przyśnił mi się w dniu pogrzebu tak od tamtej pory nic . Zwariuję od tej tęsknoty chyba ...
Ostatnia piosenka której słuchaliśmy jadąc na te zdradliwe mazury   http://www.youtube.com/watch?v=6BnT_wkuMBA           wtedy jeszcze nikt nie wiedział co nas tam czeka....

Pozdrawiam Kasia

452

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Katiusza1 musisz być silna masz przecież synka, alkohol pomaga tylko na chwilę a jak przestaje działać to tak i tak trzeba się zmierzyć z tym bólem. To jest najprostsza droga do uzależnienia. Masz dla kogo żyć. Nie marnuj swojego życia na alkohol, ciesz się z każdego dnia spędzonego z synkiem.Ja wiem że to bardzo boli. Kiedyś się spotkamy z nimi a wtedy będziemy szczęśliwi na zawsze. Musisz myśleć o synku,On ma tylko Ciebie.
Trzymaj się.

453

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziewczyny...weekend i też gorszy dzień mnie dopadł choć to już ponad 10 m-cy. Niby powinno być lepiej, ale...same wiecie jak jest.
Tęsknię za nim potwornie. Wczoraj niewiadomo dlaczego stanął mi przed oczyma ten dzień kiedy on zginął. Wszystko zdawało się być takie wyraźne i nawet zapach tego dnia mi towarzyszył. Trudne to do wyjaśnienia, ale czułam ten dzień tak wyraźnie. Pamiętam jak zadzwoniłam....już nic nie napiszę, nie mam sił.


http://www.youtube.com/watch?v=URETJ3JnfOU

454 Ostatnio edytowany przez Lidzia30 (2011-01-23 23:48:40)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Za chwilę minie ten straszny dzień, koło się zamkneło, już rok jak odeszło moje szczęście.
Nie umiem powiedzieć w kilku słowach co czuję. Dziś zabrakło mi już nawet łez, chyba wypłakałam je wszystkie przez ostatnie dni. ze wszystkich sił starałam się być dziś silna. Czułam się tak spokojnie, myślałam i działałam z opóźnieniem, zupełny brak koncentracji, albo inaczej byłam zbyt pochłonięta myślami. O mały włos niespowodowałabym dwóch wypadków samochodowych, w ostatniej chwili zareagowałam.
jeju ale była by afera gdybym skasowała jego kochane auto "kobieto coś ty narobiła smile " a tak poważnie strasznie się zawsze o mnie martwił zawsze jeśli mógł to wolał mnie sam gdzieś zawieźć, jak byłam w ciąży to już wogóle niepozwalał mi prowadzić. A teraz muszę sama wszędzie jechać, w pogodę czy niepogodę. I właśnie w aucie czuję największy spokój i chyba właśnie tam czuję najbardziej jego obecność.
Myśle że choć ten rok minął dla mnie niewiele się zmieniło nadal kocham, tęsknię i cierpię i choćby nie wiem ile lat upłyneło te trzy rzeczy nie zmienią się już nigdy. A moje serce zawsze będzie nosiło żałobę po najcudowniejszym człowieku jakiego dane mi było spotkać.
Dziś dziękuję Bogu za te pare chwil na ziemi jakie dane ma było razem przeżyć.

455

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Lidzia30 napisał/a:

Myśle że choć ten rok minął dla mnie niewiele się zmieniło nadal kocham, tęsknię i cierpię i choćby nie wiem ile lat upłyneło te trzy rzeczy nie zmieniom się już nigdy. A moje serce zawsze będzie nosiło żałobę po najcudowniejszym człowieku jakiego dane mi było spotkać.
Dziś dziękuję Bogu za te pare chwil na ziemi jakie dane ma było razem przeżyć.

Ja również staram się dziękować Bogu za te kilka lat ,które mogliśmy spędzić razem. Za niedługo minie 3mies jak Go nie ma. Żałoba na zawsze będzie w sercu. Ja Go tak bardzo kocham,tak bardzo tęsknię. Teraz sobie mogę popłakać. Dzieci już śpią.

Posty [ 391 do 455 z 31 428 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 484 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026