Dziekuje kochane kobietki... Wiem ze mnie rozumiecie...
Chcecie wiedziec przyczyne smierci mojego ukochanego... A ja nie wiem czy jestem gotowa o tym mowic... Jest wersja oficjalna, stwierdzona i moja... W kazdej jest czastka prawdy... Ale co naprawde sie stalo nie wiem, i chyba nigdy sie nie dowiem...
Nasze malzenstwo bylo dobre, wspaniale..... gdyby nie jedna rzecz. Jego uzaleznienie... Moj maz byl czynnym narkomanem. Wychodzac za niego za maz, wiedzialam o tym... Ale wiedzialam tez o tym, ze mnie kocha i ze dla bedzie potrafil przestac. Leczyl sie. Tu leczenie wyglada pod kilkoma wzgledami inaczej niz w Polsce... Ale to niewazne. Przez pierwsze pol roku po slubie byl spokoj. Pozniej zaczal znow brac. Bylo to wszystko na przemian - bral, bylo kilka miesiecy spokoju, znow bral, i pozniej znow byl spokoj... Przez ostatnie 1,5 roku bylo ciezko... A ja tracilam swoja sile.... Zastawalam go w domu w roznych sytuacjach, rownie ciezkich jak ta kiedy widzialam go juz martwego... Uwierzcie mi, ze robilam wszystko, co uwazalam ze jest dla niego dobre i pomagalam mu zawsze. Nikt wokol nie wiedzial o jego uzaleznieniu, oprocz oczywiscie jego rodziny. Moi rodzice, nasi znajomi nie mieli pojecia o niczym.
W koncu postanowilam ze odejde. Chcialam odejsc bo nie potrafilam dluzej patrzyc jak sie zabija, jak zabija rowniez mnie. Plakalam i nie chcialam tego bo nadal go kochalam, ale wiedzialam, ze musze odejsc... Ze musze to zrobic dla siebie i dla niego. Rozumialam to w ten sposob, ze skoro przez tyle czasu ja nie umialam mu pomoc, musi zrobic to sam. Sam dla siebie jesli nie dla mnie. Powiedzialam mu ze bedziemy zyc w separacji, ze daje mu rok czasu na ulozenie swoich spraw, a pozniej zobaczymy jak wszystko sie ulozy. Powiedzial ze beze mnie nie da rady... Nadal mieszkalismy razem, spalismy obok siebie, normalnie rozmawialismy, gotowalam, pralam dla niego. Ale caly czas podkreslalam ze musimy sie rozstac na jakis czas. Zglosil sie na leczenie zamkniete. Bal sie tego okropnie ... Po 10 latach uzaleznienia zdecydowal sie, choc strasznie sie bal.
Wyszedl ze szpitala calkiem innym czlowiekiem... Caly czas usmiechniety, pomocny, z tysiacem planow. Wstawalam ze mna co rano i przygotowywal mi sniadanie do pracy (sam nie pracowal), a pozniej czekal na mnie z obiadem jak wroce. Mowilam mu ze jestem z niego dumna, ze w koncu mam go takiego zdrowego, pelnego zycia (tylko jego nalog byl przyczyna naszych klotni i nieporozumien, w kazdej innej sprawie bylismy ze soba zgodni, idealnie dopasowani). To byly 3 wspaniale miesiace. Wspanile bylo go obserwowac jaki jest szczesliwy... A ja nie wiedzialam co mam zrobic. Nadal mowilam mu ze i tak musimy sie rozstac, zeby uporzadkowac swoje sprawy, kazdy z osobna. Tlumaczylam mu ze on jest zbyt mocno ode mnie uzalezniony, ze musi nauczyc sobie sam radzic... To go bolalo. A ja balam sie ze jesli powiem ze zostaje, to on znowu zacznie... Ja naprawde nie wiedzialam co mam robic, co bedzie lepsze...
W srode przed swietami wstal ze mna rano do pracy, jak zawsze. Rozmawialismy i smialismy sie. On oczekiwal od kilku dni ze pojde z nim do lozka, a ja choc bardzo chcialam wstrzymywalam sie od tego. To go bolalo, widzialam to w jego oczach. Byl taki smutny jak wychodzilam do pracy. Jak wrocilam spowrotem, jego nie bylo... Wrocil kilka godzin pozniej, nacpany. Polozylam go spac, placzac i pytajac dlaczego znowu zaczal. Na nastepny dzien musialam isc do pracy... Balam sie wychodzic z domu... Zadzwonilam do niego o 9:30 - powiedzial mi: Serce nie martw sie o mnie. Wszystko bedzie dobrze.
To byla ostatnia nasza rozmowa. Pozniej nie odbieral telefonu. Jak wrocilam do domu to byl juz martwy...
To moja historia. Moja prawda jest to, ze zaczal znowu, bo myslal ze go nie chcialam. Wiedzial ze jesli znowu zacznie, to jego organizm nie wytrzyma. Mysle ze zrobil to swiadomie bo bal sie ze naprawde odejde...
Zaluje tylu powiedzianych mu rzeczy i tylu niewypowiedzianych slow. Teraz nadal rozmawiam z nim codziennie i tez mowie mu DOBRANOC. Chce zeby wiedzial ze ja go kochalam, z calego serca. Razem ze soba zabral moja polowe serca...