netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Śmierć męża - jak sobie poradzić?

31 427 odpowiedzi3 633 435 wyświetleńzałożony przez gruba, 20.11.2008

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 484 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 31 428 ]

326

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie!
Ja wczoraj błądzłam tak po yuo tube słuchałam smutnych utworów patrzyłam na jego zdjęcie.Jak sie położyłam tak chciałam żeby przyszedł przytulił mnie żebym mogła wreszcie przespać całą noc.Zwariowałam? miałam takie wrazenie jakby był lepiej spałam niz ostatnie dni.
To że tak się zachowujemy myślimy czytamy poszukujemy to też podobno normalne zachowania na etapie żałoby.Widzę u siebie że ja jednak mam jnne uczucia niż moje koleżanki z pracy co innego w tej chwili ma dla mnie znaczenie , dla nich jednak liczy się tylko codzienność wyścig z czasem.
I jeszcze jedno był u mnie ksiądz po kolędzie.Bardzo go cenię mówi piękne kazania bywał u nas już wczesniej myslałam że porozmawiam sobie tak dłużej bo tyle pytan. Starał sie trochę zapytać jak się czuję ale wiecie co odniosłam takie wrazenie że zachował się właściwie tak jak "większość".Czułam że praktycznie nie wiedział jak rozmawiać o co zapytac rozczarowałam się troche?
Pozdrawiam!

327

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja postawą księży rozczarowałam się już dawno temu, a po śmierci męża to dosłownie zwątpiłam czy księża z mojej parafi to właściwe osoby na właściwym miejscu. Księża to też ludzie niestety i ludzkie wady mają ale nie oni są fundamentem naszej wiary.
Myśle że im też trudno odpowiadać na nasze pytania, bo widzą nasz ból, rozgoryczenie, strach a nawet złość na Boga. Trudno znaleźć właściwe słowa, bo często osoby głęboko wierzące wcześniej, po stracie nie znajdują w wierze ukojenia, a wszystkie religijne prawdy wydają się bezsensownymi pustymi słowami.Ale są księża którzy potrafią porozmawiać, tchnąć nadzieje w serce, umocnić naszą wiarę a nawet nawrócić.
Ja dziś byłam na mszy i było naprawdę ładne kazanie właśnie o sile naszej wiary i o tym że właśnie pomimo tego co nas w życiu spotyka niepowinniśmy wątpić w to że Bóg jest i kocha nas.I o naszej miłości do boga i szukaniu Go.
Po mszy pojechałam na cmentarz do męża i płakałam ale teraz czuję się lepiej jakby trochę silniejsza podbudowana. Ciekawe na jak długo?
Pozdrawiam.

328

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie.

dlaczego? ja też wierzę w sny o naszych mężach.Mój mąż gdy umierał był nieprzytomny.Zresztą nieprzytomny był tydzień  przed śmiercią.Odzyskał świadomość w piątek w nocy na kilka godzin a zmarł w poniedziałek.Wówczas też pożegnał się z naszą córką a mi powiedział że mnie kocha.Spalił wtedy też ostatniego papierosa zjadł ukochane ziemniaki i zasnął na wieki.Wtedy też nie zdążyliśmy się pożegnać.Dlatego przyśnił mi się tydzień po śmierci i przytulając mnie powiedział "dziękuję".Był uśmiechnięty i zadowolony bez twarzy umęczonej bólem.
Teraz też przed świętami poprosiłam go aby w prezencie mi się przyśnił i zrobił to dwa razy we wigilię i Boże Narodzenie.A nie śni mi się często.Dlatego ucieszyłam się bardzo i wiem że on nad nami czuwa.

Co do kolędy to też nie wspominam jej miło.Ksiądz wszedł zobaczył na stole zdjęcie Maćka z czarną wstążką.Zapytał jak sobie dajemy radę?.Spytałam się "duchowo czy finansowo?"
Bo finansowo to nie jest źle ale duchowo to leżymy.Próbował coś mówić spytał się jak córka sobie z tym radzi.To zapytałam się co on by jej odpowiedział na pytanie dlaczego ten miłosierny i kochający Bóg zabrał jej ukochanego tatusia, do czego on był Bogu potrzebny?Dlaczego nie dostał drugiej szansy tylko od razu wyrok?

Niestety nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć.Próbował coś mówić ale widząc moją minę pożegnał się i poszedł.

Pa.

329 Ostatnio edytowany przez Lidzia30 (2011-01-07 00:08:24)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja też miło niewspominam kolędy. Księdza nic nie obchodziło,nawet niezapytał o domowników, przyszedł z jakimś przesłaniem o miłości powiedział co musiał i poszedł.Nawet nie dał okazji by porozmawiać. Ale i tak było nieżle w porównaniu z zeszłym rokiem ale wtedy należeliśmy do innej parafii.
Co do snów, to niewiele ich było. Każdej nocy mam nadzieję że przyjdzie. Nie chcę by mi tłumaczył czy uspokajał że jest mu tam dobrze wystarczy że przyjdzie i trochę ze mną pobędzie. Już niebędziemy razem i tylko te sny mogą nam dać namiastkę utraconych chwil, dlaczego więc nie przychodzi?
Rozmawiałam z bliskimi i im też prawie się nie śni, Swojej mamie nie przyśnił się wcale, za to bratu przyśnił się zawsze spokojny i uśmiechniety.
Wszyscy bardzo za nim tęsknimy pragniemy jakiegokolwiek kontaktu z nim, sny to chyba najprostsza forma, ale jakoś on nie szuka kontaktu z nami. Ktoś mi kiedyś powiedziałże że to znaczy ze jest szczęśliwy, ze jest mu dobrze, że nie ma niezałatwionych spraw.

330

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam.
Ciekawe jak to u mnie będzie z tą kolędą... zobaczymy w sobotę aż się boję bo co roku było o ślubie kościelnym gadanie ponieważ miałam tylko ślub cywilny i planowaliśmy kościelny....i właśnie tego kazania się boję że zwlekaliśmy i nie doczekaliśmy. Tak tego żałuję...;-( Zawsze myślałam że jeszcze jest czas i że w końcu odłożymy pieniądze i zrobimy sobie sami... i co.... nie zdążyliśmy. A najbardziej nie umiem sobie wybaczyć że kiedyś przy kłótni powiedziałam że nie chcę żadnego ślubu kościelnego... tak naprawdę nie myślałam ale nerwy wzięły swoje. Później wypominał mi to niejedno krotnie że tak powiedziałam ja mu mówiłam że wtedy to powiedziałam tak w nerwach i planowaliśmy na nowo... ale i tak teraz chociaż wyjaśnione zostało nie daje mi to spokoju i nie mogę sobie tego podarować
A co do snów dzisiaj teściu mi powiedział że był u niego i mu wszystko powiedział dlaczego to zrobił ale nie chciał mi powiedzieć może kiedyś mi powie albo sam jeszcze mi powie jak tacie powiedział. Znów teściowej wogóle się nie śni a ona tak bardzo cierpi tak bardzo płacze ciekawe od czego te sny zależą czemu jednym się Oni śnią innym nie
Ciężki dzisiaj mam dzień...ostatnio same ciężkie te dni są... czy kiedyś będzie lepszy?

331

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj dlaczego?
My z Maćkiem byliśmy razem 14 lat 2 miesiące i 21 dni.Z czego małżeństwem 7 miesięcy i 13 dni.Ślub postanowiliśmy wziąć po wiadomości o chorobie Macieja.Była to decyzja bardzo spontaniczna choć podyktowana przede wszystkim  sprawami finansowymi i prawnymi.Ślub załatwiłam w trzy dni - konkordatowy!!!Sama biegałam i załatwiałam formalności bo Maciej był wtedy w szpitalu.Przyznam że urzędnicy poinformowani o sytuacji starali się w miarę możliwości pomóc.Nawet nasz proboszcz poszedł nam bardzo na rękę na prośbę Macieja udzielił nam ślubu w szpitalnej kaplicy wraz z kapelanem szpitalnym.Atmosfera była bardzo podniosła choć nie miałam wymarzonej białej sukni i welonu.Była tylko najbliższa rodzina i pacjenci z sali szpitalnej Maćka.Ale dla nas dwóch ważne było tylko to że jesteśmy obok siebie i składamy sobie tą przysięgę.A płakali wszyscy łącznie z księżmi.To był pierwszy ślub  w historii tego szpitala.Ale brany w pełni świadomy sposób wagi wypowiadanych słów.

332

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

A ja mialam najcudowniejszy slub pod sloncem, bralam go na Florydzie w Orlando na polu golfowym w wymarzonej scenerii ... slonce, jezioro, gazibo, swieze powietrze, cudna pogoda.. gosci tylko 6 osob, tak chcielismy.... bylo cudownie.... ale nie wiedzialam, ze tylko 7 lat bede mezatka... bylismy razem ze soba 11 lat!... Dzieki Bogu zdecydowalismy se na dziecko, bo sama chyba bym zwariowala!

Mi tez ciezko jest, jak patrze na zdjecia, wspominam... staram sie tego nie robic... ale czasem to tak silne jest.... lzy same naplywaja do oczu... nie da sie inaczej....

333

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

dlaczego? te lepsze dni chociaz rzadko ale zdarzają sie.Jest wtedy taka chęć zrobienia czegoś a potem czuję sie jak gdyby uszło ze mnie zycie i nie mam siły.Ciebie dodatkowo nurtuje pytanie dlaczego odszedł?
Ja starm sie sobie tłumaczyć ze tak musiało być, ale synowa dzisiaj wspomniała że uratowano 100 letnia kobiete przed zawałem. I wtedy taka refleksja że my tez mogliśmy coś zrobić wczesniej pojawiają sie tez takie wyrzuty.
Ja też dawno rozczarowałam sie co do księży, mało jest osób z prawdziwego powołania.Cały nasz świat jest taki jaki nie powinien.
Trzymajcie sie!

334

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

"Twoje serce chciało bić lecz nie mogło.
Moje serce nie chce bić,ale musi,,
Witajcie
Mileno9 masz racje że są lepsze dni i gorsze, częściej zdarzają się te gorsze ,dzisiaj chyba mam ten lepszy bo jeszcze nie płakałam.Tak bardzo tęsknię za moim mężem, czasami wydaje mi się że nadal tu jest ...A jeśli chodzi o sny to mąż bardzo rzadko mi się śni chociaż proszę Go żeby robił to częściej. Pamiętam jak tydzień po pogrzebie śniło mi się jak mnie przytula a było to takie realne i choć minęło 104 dni zamykam oczy i przypominam sobie ten ostatni uścisk....

335

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Opowiem Wam coś o snach. Mojemu mężowi przyśniła się choroba, za pierwszym razem to było że wykryto u niego czerniaka. Za drugim razem ,że miał przerzuty. Muszę dodać ,że mąż należał do tych osób co się im nic nie śni. Zawsze tego mu zazdrościłam bo mnie wiecznie się śnią jakieś głupoty. Ponad rok temu miałam pewien sen,strasznie mi się wrył on w pamięć. Uciekałam przed burzą do domu ,niebo było strasznie ciemne, błyskawice,grzmoty. Przebiegałam obok cmentarza i się dziwiłam dlaczego tutaj stoi samochód mojego męża. Ale biegłam dalej Na końcu cmentarza zobaczyłam grupę ludzi,którzy stali nad grobem. Było ich bardzo dużo,rozpoznałam tylko kolegów z pracy mojego męża.(dokładnie w tym samym miejscu jest teraz grób mojego męża) Potem się obudziłam. Opowiadałam ten sen mężowi oraz mojej koleżance. To właśnie koleżanka tak dla żartów powiedziała żebym sprawdziła w senniku co on może oznaczać. Według sennika gdy we śnie zobaczymy cmentarz to oznacza utratę ukochanej osoby. To był mój pierwszy raz gdy sprawdziłam w senniku i ostatni.
Po śmierci mojego męża przyjechała do mnie koleżanka i opowiedziała mi pewną historię,którą opowiadała jej babcia . Dawniej ludzie chodzili na tak zwaną służbę,czyli pracowali u różnych ludzi pomagając w domu i gospodarstwie u zamożnych ludzi. Jej babcia również. Zawsze w pierwsze piątki dawała na mszę w intencji duszy która jest najbliżej zbawienia. Ale pewnego piątku gdy straciła pracę przechodziła obok kościoła i się zastanawiała czy dać na mszę czy zostawić ostatnie pieniądze,żeby miała za co żyć. Ale jednak dała na mszę. Wyszła potem i chodziła w koło kościoła i zastanawiała się co teraz zrobi. W pewnym momencie podeszła do niej kobieta i zapytała czy szuka pracy i powiedziała że w pewnym domu (podała jej adres) szukają kogoś do pomocy. Od razu się tam udała. Drzwi otworzyła jej kobieta,zapytała się jej czy nadal szukają kogoś do pomocy. Ona jej odpowiedziała,że dopiero z mężem o tym rozmawiali i że jeszcze nikomu o ty nie mówili.Zaprosili ją do środka , gdy tak siedzieli i rozmawiali ona zauważyła na ścianie portret tej kobiety którą spotkała przed kościołem. Okazało się,że była to ich córka,która zmarła dwa lata temu. Od tamtej pory jej babcia zawsze gdy opowiadała o tym co się jej przydarzyło mówiła: Módlcie się bo na tamtym świecie naprawdę jest coś więcej,że nasze życie ma sens.
Tamtej nocy,gdy koleżanka odjechała miałam naprawdę piękny sen. Spacerowałam właśnie obok tego cmentarza z moim mężem, była taka śliczna słoneczna pogoda,był taki wyjątkowy spokój. Mąż opowiadał,że już lepiej się czuje,pokazywał na brzuch mówił popatrz już jest mniejszy,nie jest taki spuchnięty.Już go tak nie bolał. Mówił że jeszcze tylko jedna chemia i będzie zdrowy. Był taki szczęśliwy. Ja czułam jak bije to szczęście od niego. Potem sobie usiedliśmy obok cmentarza i rozmawialiśmy.Na koniec powiedział mi tylko : Pamiętaj co Ci mówiła Beata.

Dzisiaj mój mąż skończyłby 29 lat. Powiedziałam dzieciom,że dzisiaj idziemy zapalić tatusiowi świeczkę na cmentarz bo są jego urodziny, 3letnia córka się uśmiechnęła i powiedziała: hura zabierzemy tatusia do domu.

336

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie,
Mi często śni się mój mąż. Pamiętam że śnił mi się dzień po wypadku, staliśmy w pokoju i rozmawialiśmy do dziś pamiętam swoje i jego słowa. Zapytałam go kiedy będziemy razem a on na to że już musi iść a ja mam jeszcze czas. Zawsze gdy mi się śni zadaje mu to samo pytanie a on nie chce na nie odpowiedzieć. Konrad mi się śni najczęściej, może dlatego że nie potrafię sobie poradzić z jego stratą, nie dopuszczam do siebie myśli że go nie ma. Natomiast jeśli chodzi o księży to ja osobiście nie spotkałam na swojej drodze od dnia wypadku żadnego miłego księdza. Nie chodzę obecnie do kościoła. Na pewno moja wiara podupadła.
Do DrugaJa chciałam Ci powiedzieć że mimo wszystko chciałabym się dowiedzieć kiedyś czemu oni musieli jechać po Twojego męża w nocy? Dlaczego nie mogli poczekać do rana? Wiem czemu Aldona się obwinia bo to ona zadzwoniła, to ona chciała żeby Konrad pojechał, a on był taką osobą, która w potrzebie nie odmówiła koledze. Zawsze się obwiniałam o to co się stało i pewnego razu śnił mi się Twój mąż i powiedział mi że to jego wina, nie wiem co ten sen miał znaczyć ale tak było. I to nie jest tak że nienawidzę i mam żal do Michała....
A jeśli chodzi o stratę dzieci to moja teściowa straciła jedynego syna, nie mając już męża. Jego babcia straciła jedynego wnuczka, który nie miał dziadka. A ja straciłam miłość mojego życia.
I gdyby nie fakt że wszyscy mi mówią że jeśli się zabiję to się z nim nie spotkam to pewnie wzięłabym sznurek i się powiesiła. Ale jak narazie wierze w to co mówią, bo inaczej Michał miałby na sumieniu więcej osób.

337

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

madziunia24, wiem, że jesteś zła na cały świat na swojego męża i osoby, którym chciał pomóc. Mój mąż też zginał pomagając tak naprawde osobie, której dobrze nie znał. Byłam wściekła na wszystkich, po co on to zrobił, dlaczego chciał go ratować, ale wiem, że gdyby tego nie zrobił byłby nieszczęśliwy do końca życia, że zastanawiałby się czy gdyby spróbował to dałby radę. Tak naprawdę nie ma piękniejszej śmierci i zasłużonej "tam" niż oddać życia za innego człowieka.
Wiem, również, że gdyby osoby, którym chcieli pomóc nasi mężowie wiedziały jak to się skończy nie chciałyby pomocy, ale śmierć to niczyja wina nikt nie ma jej na sumieniu, gdyż to Bóg wybiera i nie wiemy kiedy, może jutro będzie nasz dzień, pamiętaj codziennie jesteś bliżej niego, musisz tylko wybaczyć a zobaczysz, że poczujesz się lepiej. Trzymam za Ciebie madziunia24 kciuki to nie będzie łatwe, ale zobaczysz, że gdy się postarasz z czasem będą efekty i pamiętaj, że pozostałe żony też bardzo cierpią, że też zawalił im się świat, ale tu nikt nie jest winny. Miejmy nadzieje, że nasza kolej się zbliża i gdy staniemy u ich boku będziemy mogły pokazać, że dałyśmy radę.

338

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
magdziunia24 napisał/a:

chciałabym się dowiedzieć kiedyś czemu oni musieli jechać po Twojego męża w nocy? Dlaczego nie mogli poczekać do rana?

Też chciałam się kiedyś tego dowiedzieć, ale zrozumiałam, że ta wiedza w niczym już nie pomoże, bo życia im nie wróci.

Zawsze się obwiniałam o to co się stało i pewnego razu śnił mi się Twój mąż i powiedział mi że to jego wina, nie wiem co ten sen miał znaczyć ale tak było. I to nie jest tak że nienawidzę i mam żal do Michała....

Ja wiem, co ten sen oznaczał....jednak nie czas i miejsce. Mimo wszystko mam nadzieję, że będzie nam dane kiedyś się spotkać i porozmawiać na ten temat...
Uwierz mi, że gdyby był w stanie przewidzieć rozwój wydarzeń nie dopuściłby do tej sytuacji.

Mocno Cię przytulam i myślami jestem z Tobą,
M.

339

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kolejny dzień czeka pełen wyzwań a ja mam wrażenie że niczemu nie podołam. Że wszystko mnie przerasta. Nawet jak byliśmy razem każde z nas miało pełną głowę zadań a teraz trzeba mieć siłę za dwoje a brakuje jej nawet dla jednej. Leżę i nie mam siły wstać. To jak depresja. Na szczęście czasem mija gdy zrobi się pierwszy krok.Więc za chwilę wstanę...Kobietki. Jak dużo siły daje mi Wasza mądrość ...i dobroć. ..ja...chciałabym być lepsza w środku pogodniejsza pokorniejsza...niestety...trudno mi.
Czytam z zapartym tchem wszystkie wpisy o tych doświadczeniach że jest coś za granicą...i tak to prawda że z każdym dniem jesteśmy bliżej.

340

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Próbowałam pocieszać kilka dni temu miałam jakieś plany na ten rok, wystarczyło mi sił na sześć dni.
Wczoraj znowu przepłakałam.Dzisiaj pojedziemy na cmentarz byłyby jego urodziny...
Wierzymy chciałybyśmy coś zrobić a ogarnia nas jakaś niemoc której nie jesteśmy w stanie pokonać.
niu7niu powiedz nam jeszcze jak dałaś rade to wszystko pokonać?
Zaznaczam że ja przynajmniej narazie nie jestem w stanie uciec w pracę, robię najprostsze rzeczy które nie wymagają skomplikowanego myślenia.Ale jak długo uda mi się przed tym uciekać?

341 Ostatnio edytowany przez Lidzia30 (2011-01-08 19:54:37)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

I mnie dziś dopadła codzienność. Czuję się tak jakby moje życie zatoczyło koło, problemy z przed kilku lat wracają i nie wiem jak sobie poradzę. Tak bardzo mi Go brakuje, był jak mocne drzewo wspierał i chronił. A dziś sama muszę chronić siebie i małego.
Byłam na cmentarzu i tak sobie pomarudziłam troche, pozłościłam się ze zostawił mnie z tym wszystkim samą.
Jestem smutna i przerażona ale jakoś to będzie.
Ja też cieszę się że znalazłam to forum. Choć czasami nie mam sił by coś napisać to czytam i podziwiam Was wszystkie za wasze zmagania, bo wiem jak samej mi trudno przeżyć kolejny dzień.

342

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Ja dzisiaj postanowiłam że spróbuję pójść na prawo jazdy,tylko nie mogę się jakoś skupić nad nauką.
Może chociaż na chwilę zapomnę o tym co się stało,bo porządki w domu to za mało, cały czas jestem w ruchu coś robię i dobrze że mam pracę bo w domu chyba bym zwariowała. Mój mąż miał urodziny 3 stycznia skończył by 39 lat był moim jedynym przyjacielem i podporom,jak się dowiedziałam że nie żyje to moje pierwsze słowa były; co ja teraz zrobię ;A wierzcie mi ja nawet nie umiałam wypełnić rachunku bankowego,wszystkimi rachunkami zajmował się mąż i nigdy nie pomyślałam że będę musiała się tego nauczyć .Sama nie wiem z kąt wzięłam siły aby pozałatwiać różne sprawy a było ich naprawdę wiele a teraz czeka mnie jeszcze sprawa spadkowa o samochód którego nie ma  był tak zmasakrowany że został zezłomowany .Dla mnie to głupota ale takie mamy prawo!to wszystko wygląda jak zły sen a czasami myślę że mąż wyjechał i wróci, przecież obiecywał że mnie nie zostawi.Mieliśmy razem się zestarzeć i tyle planowaliśmy... a teraz została pustka,tęsknota i wielki żal

343

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Oj skąd ja to znam. Ja nawet nie ruszyłam spraw spadku, bo nie wiem jak się do tego zabrać i czy starczy mi sił by przez to przebrnąć.

344

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja lubię mieć sprawy pozapinane na ostatni guzik,a tym bardziej że nie mogę wyrejestrować samochodu bez tej sprawy  a jeśli chodzi o siły to dzisiaj je mam nie wiem jak będzie jutro,mam takie dziwne wahania nastroju

345

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam
Też podobnie jak Wy mam w sobie niemoc. Nie mam chęci i ochoty zabrać się do jakiegokolwiek działania, Myślę nawet, że jakiekolwiek logiczne myślenie przychodzi mi z trudem. robię tylko to co naprawdę muszę, Sprawy spadkowe też jeszcze nie mam do końca załatwione. zwyczajnie nie chce mi się. ale w końcu będę musiała to skończyć, Nie ma dnia żebym nie myślała i płakała za moim Mężem, nie myślałam. że taki los mnie spotka. nawet przez myśl mi nie przeszło. że tak szybko zostanę sama, Nie mogę się z tym pogodzić i jak na razie nie wydaje się żebym widziała swoją przyszłość w jakimś lepszym świetle. W lutym będą dwa lata jak dowiedzieliśmy się o tej chorobie, i od tego czasu zaczęłam się bać. zaczęła się walka.Ale przegraliśmy i teraz jestem sama i tak bardzo tęsknię i czekam. Nie wiem jak sobie radzić, kombinuję na wszystkie sposoby ale nic się nie poprawia. Jak długo my będziemy tak żyły, czy już do końca?
Kochane przytulam Was mocno!

346

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Moje Drogie, każdy dzień, który przetrzymujemy z tym cierpieniem jest naszym wielkim sukcesem.
Jeżeli chodzi o sprawy spadkowe, to chciałabym tylko uczulić, że macie na pozałatwianie formalności tylko 6 miesięcy w urzędzie skarbowym od przejęcia spadku.

347

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Okropne dwa dni jestem dosłownie wściekła na wszystkich i na wszystko.Poszłam dzisiaj z wizytą do bratowej /zapraszała mnie/ i wróciłam rozczarowana.Nic właściwie na temat tego co ja czuje.Sprawy tak przyziemne ja nie potrafię się odnależć w tym świecie.Nienawidzę obłudy i zakłamania.Każdy żyje swoimi sprawami właściwie zero pomocy ale się rozkleiłam....
Ja właśnie na sprawy spadkowe mam termin prawie do końca marca zaczęłam i nie potrafię skończyć.
Też miałam iść na prawo jazdy ale nie podołam jeszcze na razie.Chciałabym coś zrobić w domu ale też nie wiem od czego zacząć.Oj jakie to wszystko trudne...jakie jesteśmy bezradne.Nie potrafię nawet nic przeczytać ale to może kilka dni i minie znowu.
Dobrze że chociaż Wy jesteście!

348

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

To prawda, żeby nie to forum  byłoby dużo gorzej, tutaj jedynie nam ulży, Możemy być szczere i nie bać się. ze ktoś nas nie zrozumie. że mam takie różne humorki, Ja też mam dni. że wydaje mi się. że nikt mnie nie rozumie. że nikt mi nie pomaga i czuję się taka strasznie samotna i jestem przerażona i taka pokrzywdzona, Bo tak właściwie to nas nikt nie rozumie jeżeli sam tego nie doświadczył.

349

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
...no właśnie czy już zawsze tak będzie? taka niemoc? Ja też już nie mam sił. Chciałabym uciec w jakiś tok pracy żeby tak bardzo nie myśleć, żeby choć na chwilę oderwać myśli, ale niestety nie mam pracy i bardzo ciężko z nią jest u mnie w mieście. Wiem że muszę ją znaleźć ale nie mam sił...
A co do prawa jazdy zrobiłam we wrześniu... jaki mąż był ze mnie dumny że zdałam za pierwszym razem. Jak się uczyłam jeździć to nie bał się dawał mi bez niczego samochód... jak dobrze powspominać. Oczywiście po pierwszych opadach śniegu nie wsiadłam za kierownice bałam się... a teraz co... co mi zostało... muszę wsiąść w ten cholerny samochód w takich warunkach i jeździć i załatwiać sprawy
trzymajcie się Kobitki damy radę... musimy dać radę choćby nie wiem co (pewna osoba na pogrzebie powiedziała mi "musisz wziąć łopatę i wykopać siły, wykopać tyle żeby nigdy nie brakło". Mnie na początku to pomogło przypominałam sobie te słowa i kopałam teraz to już nie skutkuje ale może Wam pomoże choć na trochę)

350

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Smutna Marysia napisał/a:

To prawda, żeby nie to forum  byłoby dużo gorzej, tutaj jedynie nam ulży, Możemy być szczere i nie bać się. ze ktoś nas nie zrozumie. że mam takie różne humorki, Ja też mam dni. że wydaje mi się. że nikt mnie nie rozumie. że nikt mi nie pomaga i czuję się taka strasznie samotna i jestem przerażona i taka pokrzywdzona, Bo tak właściwie to nas nikt nie rozumie jeżeli sam tego nie doświadczył.

Jakbym czytała swoje myśli. Przed wczoraj po mszy w 30 dzień po śmierci poszłam jeszcze na herbatę do teściowej i jak wróciłam tak strasznie się czułam. Że tak naprawdę to tylko teściowa mnie choć trochę rozumie ale poza nią nikt inny nikt nie pomaga spyta tylko "jak się czujesz?" a ja odpowiem "że coraz gorzej" i w sumie na tym się kończy. A wieczorami jak się kładę czuję się tak strasznie samotna i właśnie tak jak Ty to odczuwasz pokrzywdzona

351

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

To jest najwspanialsze, że mamy siebie, to forum. Tutaj wiem,że mnie zrozumiecie. Samotność jest najgorsza a jeszcze niedawno można było sobie usiąść z mężem wieczorem,porozmawiać,przytulić. Ja nie wracam do pracy jeszcze miesiąc macierzyńskiego i idę na urlop wychowawczy. Również zapisałam się na kurs prawa jazdy, robię wszystko byle by tylko nie myśleć. Co do spadku to dopiero będę się za to zabierać, . Na razie załatwiam z ubezpieczycielem,ponieważ mąż miał kredyt na samochód.
Staram się skupiać na dzieciach, one dają mi siłę na każdy kolejny dzień. Te uśmiechnięte buzie,to mnie teraz uszczęśliwia.
Wczoraj byłam zamówić pomnik dla męża, co prawda dopiero zaczną robić na wiosnę ale chciałam to zrobić już teraz. Nie chcę niczego odkładać na później. Czasem jednak są takie dni,że nie chce się niczego, wszystko drażni. Kiedy będzie lepiej??? Kiedy nauczymy się żyć bez nich???

352

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Hej kobietki. Próbowałam sobie wyobrazić życie bez mojego męża, choćby nie wiadomo jaki on był, kocham go bardzo i nie mogłabym żyć bez niego. Tak jak piszecie, zrozumieć Wasz ból mógłby tylko ktoś kto przeżył coś takiego. Samo myślenie o tym że mogłoby go zabraknąć, jest straszne. Życzę Wam dużo dobrego, sił, które pomogłyby Wam zmierzyć się z tą trudną rzeczywistością. Pozdrawiam.

353

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki.

Ja na szczęście sprawy spadkowe mam już pozałatwiane.Niestety miałam na to pół roku bo mąż parę lat temu podżyrował kredyt koledze.No a ten nie spłaca!!! I dostałam pismo z firmy windykacyjnej że Maciej ma spłacać już około 40 tys. zł.No i nie miałam wyjścia i odrzuciłam spadek po nim.To było jedyne wyjście.Na szczęście samochód był zapisany na mnie.Co do prawa jazdy to zrobiłam je już dawno ale do tej pory nie jeździłam.No i musiałam zacząć!!!Nie było łatwo ale dałam radę.Wprawdzie popełniam jeszcze błędy ale radzę sobie zaliczyłam już nawet jeden poślizg ale udało mi się z niego wyjść bez szwanku.

Co do pracy to ja jestem nią wręcz zawalona!!!Ledwo daję sobie radę z obowiązkami.Ale to było dla mnie rodzajem terapii i wiem że w pewnym sensie mnie uratowało.No a przy okazji nauczyłam się paru przydatnych rzeczy.Bądź co bądź mogę teraz liczyć tylko na siebie.

Także kobietki  nie ma co pochylać głów tylko do góry i damy radę bo jesteśmy SILNE JAK TURY!!!A płaczemy bo trzeba od czasu do czasu przemyć trochę oczka.

Martlak27 jestem ciekawa czy gdy postawisz już pomnik mężowi na cmentarzu to czy też będziesz miała tak jak ja poczucie zamknięcia jakiegoś etapu w życiu.Ja w każdym razie miałam takie uczucie i ogarnęła mnie taka pustka.

354

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Mi też, tak jak Tobie Kasiu szybki powrót do pracy pomógł. Traktowałam to jako terapię, bo miałam zajęte myśli czymś innym. Nawet psycholog nie była mi w stanie tak pomóc, jak właśnie praca i otaczający mnie ludzie. W tym nieszczęściu okazało się, że jest wiele osób wokół mnie, którym los mój i dzieci nie jest obojętny. Otrzymałam bardzo dużą pomoc i czasem miałam wrażenie, że mój mąż maczał w tym palce smile, co jest paradoksalne zważywszy na fakt mojej utraty wiary w to, że On cokolwiek jeszcze może... .
Ostatni raz śnił mi się już dobrych kilka miesięcy temu. Przyszedł wtedy do mnie i w tym momencie po dogłębny przeanaliwzowaniu tego snu wiem, że to było pożegnanie. To było najpiękniejsze pożegnanie, jakie mógł mi dać... .
Czasami mam wrażenie, że sama nie wiem w co wierze, a w co już nie....gubię się w tym. Ale chyba nie ja jedna. Wiem, że jak nikt potraficie mnie zrozumieć.


Sprawy spadkowe odłożyłam do 'niewiadomokiedy". Nawet nie wiem, czy jest jakiś wiążący termin na to? Nie mogę się do tego zebrać. Większosć Jego rzeczy oddałam naszym przyjaciołom, część zostawiłam dla siebie i dla dzieci.

355

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Co do wszelkich spraw formalnych, to naprawde prosze Was wszystkie abyscie zalatwiały wszystkie formalności jak najszybciej. Studiowałam administrację i dobrze znam urzędy, poczujecie dużą ulge, gdy to załatwicie, może również unikniecie potencjalnych problemów. Ja troche sie na tym znam i nie mialam wiekszego problemu, ale niestety nasze prawo i urzedy nie sa wyrozumiale dla nas i nie rozumieja, że nie mamy do tego głowy i niestety czasami mogą być jakieś nieprzyjemne sytuacje.
Kilka wskazówek, przepraszam za chłodne podejście do tematu, ale takie jest prawo.
Większość z Was to żony plus dziecko, więc jeżeli nie było testamentu to wszystko przechodzi na dziecko i małżonka, obecnie nie trzeba iść do sądu, jezeli nie ma sporów wystarczy zadzwonic do notariusza, on sporząda akty i otzrymujecie dokument "poświadczenie dziedziczenia" (przyda wam sie kilka wypisów). Jeżeli dziecka nie macie to zabieracie do notariusza rodziców Waszego męża spisujecie podzial spadku, natepnie rozliczenie tu może nastąpic zrzeczenia się na wasza rzecz to w zależności od ludzi. W każdym bądź razie, jeżeli nie ma konfliktów można to załatwić u notariusza, jeżeli jest testament to sprawa jest jeszcze prostrza, notariusz zaprasza Was i rodziców, potwierdzają że zapoznali sie z testamentem nie zglaszaja sprzeciwu i tyle.
Do sądu idziemy kiedy rodzina Waszego męza ma jakies "wątpliwości". Po otrzymaniu zaświadczenia lub wyroku sądu macie 6 miesięcy na rozliczenie sie z urzedem skarbowym. Jesteście z pierwszej grupy, więc będziecie zwolnione z podatku, ale deklarację złożyc musicie. Następnie do sądu wydziału księg wieczystych o wpisanie was jako jedynych właścicieli nieruchomości.
Kolejna rzecz to długi męża, nie musicie koniecznie się zrzekać spadku, możenie wnieś o dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza, czyli dziedziczycie aktywa i pasywa (długi) tylko i wyłącznie do wartości aktywów i tylko tyle będziecie musiały zapłacic ewentualnym windykatrorom.
Sa to takie ogólne infomrace, ale prosze Was zadzwoncie do notariusza on wam wsyztsko wyjasnie lepiej i będziecie mogły szybko temat.
Jeżeli której z Was będę mogła pomóc to jestem do waszej dyspozycji.

356

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Większość z Was to żony plus dziecko, więc jeżeli nie było testamentu to wszystko przechodzi na dziecko i małżonka, obecnie nie trzeba iść do sądu, jezeli nie ma sporów wystarczy zadzwonic do notariusza, on sporząda akty i otzrymujecie dokument "poświadczenie dziedziczenia" (przyda wam sie kilka wypisów).

No ja właśnie chciałam załatwić notarialnie ale okazuje się że jeżeli dziecko niepełnoletnie musi być przez sąd to załatwione. Ja będę miała sprawę w lutym i później dalsze załatwianie wrrr. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy ile trzeba się nałazić żeby wszystko pozałatwiać . Co do prawo jazdy to obiecałam sobie że na wiosnę będę jeździć bo nieczynne mam od 5 lat , zobaczymy jak to będzie bo prowadzenie samochodu nie powiem ale na razie też mnie przeraża .
pozdrawiam Kasia wink

357 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2011-01-09 11:41:14)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ta pustka będzie  towarzyszyć nam już do końca. Nic nie będzie jej w stanie wypełnić.
Ja również otrzymałam bardzo dużą pomoc a zwłaszcza od ludzi od których bym się nawet nie spodziewała. Też uważam, że to On się w ten sposób do tego przyczynił.

358

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

My nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Jeśli chodzi o formalności finansowe to ja się nimi zajmowałam, a On operował gotówką. Kończył spłacać długi, dopiero wtedy mieliśmy sformalizować nasz związek, żebym właśnie "w razie czego" nie została z jego długami. Ostatecznie muszę kontynuować tylko jedną umowę. Auto jest na mnie, od niedawna mam prawo jazdy i strasznie lubię jeździć...... lubiłam.....
Nie potrafię rozstać się z jego rzeczami, większość trzymał u mnie, głównie te, które lubił ale nie tylko, zebrałam je jak chomik, z kilku muszę i chce korzystać. Nie potrafię tylko zabrać się do uporządkowania naszych zdjęć, mam ich ogrom na dysku, chce oddać do fotografa, włożyć w album.......
Co do ulgi, którą dziewczyny odczułyście po postawieniu pomnika.....jeszcze nie wiem, jakąś ulgę, a raczej chwilowy spokój poczułam tuż po pogrzebie, na cmentarzu jestem codziennie. Jeśli w najbliższym czasie rodzina nie zacznie interesować się postawieniem pomnika chciałabym wziąć to we własne ręce, nie wyobrażam sobie by tego pomnika nie miał. Tylko teraz potrzebuje informacji, czy taki pomnik mogę mu postawić skoro nie byłam jeszcze jego żoną i z jakimi kosztami muszę się liczyć?
Jutro wracam do pracy, po trzech tygodniach urlopu. Boję się

359

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Sachmet, Ja również jeszcze nie byłam żoną, zginał niecały miesiąc przed naszym ślubem. Mi teściowie oddali wszytsko, załatwiliśmy sprawe u notariusza nie było problemów, również bardzo mnie wspierają, dzownia, gotują jedzenie i pakuja w słoiki, bardzo im za to dziękuję. Co do pomnika to ustaliliśmy, że razem coś wybierzemy, ale dopiero na wiosne, aż sie ziemia osunie, jeżeli chodzi o ceny to od 2 tyś do nawet kilkunastu, w zalezności od wyboru, jeżeli postawisz pomnik, odziedziczysz coś po swoim mężu możesz w deklaracji w urzędzie skarbowym zaliczyć to do pasywów w trakcie liczenia masy spadkowej i tym samym będziesz miała mniejszy podatek do zapłacenia.

360

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja właśnie muszę się wybrać do Jego rodziny (mieliśmy znacznie chłodniejsze relacje niestety) i porozmawiać o tym. I albo się dołożyć, albo samej się tym zająć. Ale jeszcze nie teraz nie potrafię, za mało czasu minęło

361 Ostatnio edytowany przez kasia77 (2011-01-09 15:28:56)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj Sachmet.
Sytuację masz nie do pozazdroszczenia zwłaszcza z rodziną niedoszłego męża.I właśnie przez to możesz mieć problem bo według prawa jesteś obca.Dlatego ja z moim mężem podjęliśmy szybką decyzję o ślubie.Nie powiem bo znacznie ułatwiło to wiele spraw.Mam jedno pytanie do ciebie kto zajął się pogrzebem i wykupił miejsce na cmentarzu?Jeśli ty to masz sprawę ułatwioną bo jesteś właścicielką miejsca i bez twojej zgody rodzina nie może postawić pomnika.No i działa to w drugą stronę.Ja pomnik swojemu mężowi postawiłam sama (na szczęście miałam pieniądze ze swojego ubezpieczenia!!!) bo nikt z rodziny nawet nie zaproponował że się dołoży.No i przynajmniej nikt mi się do tej sprawy nie wtrącał.Ale gwoli przyzwoitości zanim zamówiłam pomnik to pokazałam jego mamie i siostrom wzór pomnika.
Co do zadłużenia twojego partnera to nie musisz go spłacać chyba że też widniałaś na jakiejś umowie lub się pod nią podpisałaś.Pamiętaj że jego rodzina na pewno nie dołoży się do spłacania tego zadłużenia jeśli to były jego długi których narobił wcześniej przed związkiem z tobą a ty musisz myśleć teraz też o sobie!!!!

A co do ulgi po postawieniu pomnika  to raczej nazwałabym to jakąś "kropką nad i".Zamknięciem jakiegoś rozdziału w życiu doprowadzeniem jakiejś sprawy do końca.Przynajmniej ja to tak odczułam.Poczułam że coś się skończyło.

Lilii przed postawieniem pomnika firmy kamieniarskie i tak ubijają ziemię maszyną obojętnie jaka jest to pora roku (straszne uczucie jeśli się stoi z boku i obserwuje ich pracę)ale muszą to zrobić żeby pomnik stał stabilnie i nic się z nim nie działo.No i przy najmniej u nas dają jeszcze betonowe płyty i robią betonową wylewkę więc nie ma prawa nic się dziać.Ja postawiłam pomnik mężowi po 2.5 miesiąca od pogrzebu we wrześniu a mimo to musieli jeszcze dosypać ziemi bo było jej za mało.No a wtedy ziemia nie była zmarznięta w grudy jak teraz.Ale na pewno warto poczekać do wiosny bo przynajmniej spoiny będą trzymać jak należy.

362

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie !
Uwierzcie że "to coś" po śmierci istnieje. Miałam straszne samopoczucie przez dwa dni.Dzisiaj musiałam coś załatwić, byłam tak zdenerwowana że nawet zapomniałam poprosić o pomoc jak to nieraz robiłam.
To nie był przypadek to była jego opieka.Jak wróciłam do domu to się popłakałam.Oby nigdy nie zabrakło nam siły żeby wierzyć w cuda.
Postawienie pomnika to też zrealizowanie jednego z zadań które sobie wyznaczamy ale nic nie zamyka.Po prostu latem będę miała gdzie posiedzieć bo czasami brakowało mi sił.Też nikt mi nic nie dołożył nawet nie zapytał czy mam na to pieniadze.Pomnik mogą postawić juz po miesiącu poza wyjątkiem okresu zimowego
Tylko Wy chyba uwierzycie że nie zwariowałam?

363

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja zazwyczaj jestem na cmentarzu z teściami, ponieważ mieszkaliśmy w innym miejscu niż Piotr został pochowany i to oni zajmują się głównie grobem, ja wysyłam im wkłady do zniczy. Co do pomnika to właśnie dlatego, że widzieliśmy jak firmy to robią to nie chcemy tak szybko stawiać pomnika. Myśl, że mieliby przygniatać jego ciałko mnie zabija.
Musze się Wam jeszcze przyznać, że trochę specjalnie nie chce stawiać go tak szybko, uwielbiam sadzić mu kwiatki, porzątkować, po prostu nie chcem się czuć już mu niepotrzebna.....
Kolejną przyczyną jest też brak sił aby wybierać nagrobek, co się do tego zabieramy kończy się wielką rozpaczą, więc jeszcze poczekam choć mineło już prawie 6 miesięcy od kiedy Go nie ma przy mnie.

364

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kasiu, pogrzebem i wykupieniem miejsca na cmentarzu zajęła się rodzina, mnie zbywali na każdym kroku i odtrącali każdą pomoc, zapewne dlatego, że uważają że jestem winna tej śmierci (zapraszam na samobójstwo przez powieszenie - tam jest cała moja historia)

Che wierzyć, że to coś po śmierci istnieje, tym bardziej, że z każdym dniem uświadamiam sobie, że kochał nas ponad własne życie

365

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Smutna Marysia napisał/a:

To prawda, żeby nie to forum  byłoby dużo gorzej, tutaj jedynie nam ulży, Możemy być szczere i nie bać się. ze ktoś nas nie zrozumie. że mam takie różne humorki, Ja też mam dni. że wydaje mi się. że nikt mnie nie rozumie. że nikt mi nie pomaga i czuję się taka strasznie samotna i jestem przerażona i taka pokrzywdzona, Bo tak właściwie to nas nikt nie rozumie jeżeli sam tego nie doświadczył.

Ja też myślę że to forum pomaga ,można się wyżalić i każda z nas zostanie zrozumiana.Ale mam dzisiaj okropny dzień tak mi się chce płakać ,taką czuję tęsknotę, chyba dlatego że śnił mi się mąż i był taki smutny a jak się pytałam czemu jest taki smutny, nic mi nie odpowiedział.

366

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

wczoraj wieczorem jak kladlam spac siebie i dziecko, czytalam ksiazeczke i nagle poczylam jakby moj maz stal przy lozku i patrzal sie na nas... bylo to tak silne odczucie, nie malze "widzialam" w jakiej pozycji stoi, jak wyglada...  pozniej w nocy przebudzilam sie i slyszalam dziwne dzwieki jakby ktos chodzil po mieszkaniu, ale nie wstalam balam sie... wiedzialam gdyby tak bylo faktycznie to pies by zareagowal. Ale odczucie niesamowite... moze mialam jakas wizyte z zaswiatow... wiecie, a z drugiej strony jakies cieplo w sercu mi sie rozlalo....

367

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Sachmet
Nikt nie jest winny jego śmierci. A zwłaszcza Ty . To Ty byłaś dla niego najważniejsza, Ty dałaś mu szczęście. Po porostu On się poddał, nie miał siły żyć. Nie daj sobie wmówić ,że to była twoja wina.
Pozdrawiam.

agnieszka12
Może dlatego oni są smutni bo i my się smucimy? Widzą jak jest nam ciężko bez nich?

368

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Andia74
Niesamowite uczucie, ja również czasem tak czuję. To ciepło które się rozlewa po sercu....cudowne.

369

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Sachmet
martlak27 ma rację nikt nie jest winny... nie możemy się obwiniać ani tym bardziej nikt inny nie ma prawa nas obwiniać...tylko i wyłącznie Oni wiedzą dlaczego to zrobili i może kiedyś wszyscy się dowiemy TAM jak się spotkamy a może wtedy to już nie będzie miało znaczenia. Wiem co czujesz... mnie się teraz tak łatwo to piszę choć są też chwile że się obwiniam... i tak już chyba będzie do końca takie mieszane uczucia

370

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Trochę Wam zazdroszczę, ja dawno GO nie czułam, ostatnio mi się śnił i mówił, ze chciałby wrócić, ale myślę, że jest to moja wyobraźnia, bo bardzo bym chciała zeby wrócił. Czasem mam takie głupie myśli, że może wcale mnie nie kochał bo ode mnie odszeł ale przecież nie zrobił tego specjalnie, chciał pomóc ale nie dał rady. Ta tęsknota i samotność są nie do zniesienia.

371

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziś miałby kolejne urodziny ... na pewno zrobilibyśmy z synem jakąś niespodziankę dla Niego po jego powrocie z pracy - To niestety marzenie mojego kolejnego dnia życia bez ukochanego.
Dobrze że mamy to forum , zawsze kiedy mamy takiego doła znowu to przynajmniej możemy komuś napisać swoje myśli , i opowiedzieć co aktualnie nas najbardziej boli przy tej tęsknocie .
Pozdrawiam Kasia

372

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Wiecie co ja zaczynam się momentami zastanawiać czy ze mną naprawdę w porządku czy to nie chora wyobraznia każe mi tak tłumaczyc niektóre sutuacje i zdarzenia , ale trochę dużo było tych przypadków.Jakby nie było to jednak łatwiej się żyje mając poczucie że "pomaga mi".

373 Ostatnio edytowany przez Smutna Marysia (2011-01-10 20:56:35)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Andia74 napisał/a:

wczoraj wieczorem jak kladlam spac siebie i dziecko, czytalam ksiazeczke i nagle poczylam jakby moj maz stal przy lozku i patrzal sie na nas... bylo to tak silne odczucie, nie malze "widzialam" w jakiej pozycji stoi, jak wyglada...  pozniej w nocy przebudzilam sie i slyszalam dziwne dzwieki jakby ktos chodzil po mieszkaniu, ale nie wstalam balam sie... wiedzialam gdyby tak bylo faktycznie to pies by zareagowal. Ale odczucie niesamowite... moze mialam jakas wizyte z zaswiatow... wiecie, a z drugiej strony jakies cieplo w sercu mi sie rozlalo....

Ja już parę lat temu miałam podobne odczucie. przebudziłam się w nocy i czułam. że koło mojego łóżka stoi mój zmarły teść. stoi i patrzy na mnie, to też było bardzo dziwne odczucie. rano zaraz powiedziałam o tym Mężowi, A teraz dokładnie w 6 tygodni jak odszedł mój Mąż(pisałam o tym już wcześniej) też go czułam. to było bardzo realistyczne. Mi mój Mąż też się mało śni. nie wiem dlaczego. a codziennie proszę żeby mi się przyśnił.

Mileno, ja też się nieraz zastanawiam. czy ze mną jest wszystko w porządku. też wszystkie dobre zdarzenia tłumaczę sobie. że On nad tym czuwa, zresztą zawsze Go o to proszę

374

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki.
Sachmet PAMIĘTAJ ty nie jesteś winna jego śmierci i nie pozwól sobie tego wmówić.To on był słaby psychicznie skoro mając twoje wsparcie zdecydował się na taki krok!!!Rodzina po prostu szuka kozła ofiarnego dlatego że sama czuje się winna i boi się do tego przyznać.A tak można na kogoś zwalić winę.

Co do snów to dziś śnił mi się Maciek i był w nim bardzo smutny.Nie wiem czy martwi sie o mnie czy o jakieś moje złe decyzje.Zawsze sprawami technicznymi zajmował się on ja domem i rachunkami.A tu nagle mam do zrobienia solidny pilny remont i działam trochę po omacku.Ale mam nadzieje że będzie dobrze.Zmartwił mnie ten sen i cały dzień nie daje mi spokoju.Może rzeczywiście on nie chce żebym się smuciła bo ostatnio mam takie "refleksyjne "dni.Niby nie chce mi się płakać ale i cieszyć się nie mam z czego.Taka jakby lekka depresja. Próbuję uciec znowu w pracę ale jestem już tak zmęczona że kiepsko mi to wychodzi.A obowiązków nie ubywa.No ale nie ma wyjścia.

Trzymajcie się pa.

375

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Sachmet to racja. nikt nie może odpowiadać za jego śmierć. ani ty ani jego rodzina, oni z pewnością też bardzo cierpią i nieraz w tym bólu nie myśli się logicznie, ale staraj się też i ich zrozumieć stracili dziecko. oni też powinni i Ciebie zrozumieć. Ale patrząc na to moje ostatnie pół roku życia to też mam złe dni i też czepiam się wszystkich i wszystkiego,

376

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was wszystkie,
jestem tu nowicjuszką, ale od pewnego czasu zaglądam tu do Was, czytam i czytam...i łzy same płyną mi z oczu, wspomnienia tamtych dni wracają.
Współczuję Wam bardzo, bo wiem co to za ból, sama lata temu przez to przechodziłam. Mój mąż zginął w wypadku samochodowym, a mi zawalił się świat na głowę. Miałam wtedy 23 lata i dwójkę małych dzieci (19 miesięcy i 5 tygodni), a na dodatek mieszkałam za granicą. Tylko ten kto to przeżył wie co to za ból, jak bardzo dusza krzyczy, gdy brak już słów i łez.
Od śmierci mojego męża minęło 18 lat, ale on wciąż żyje we mnie, widzę go w moim młodszym synu...te gesty, uśmiech, mowa, on jest jakby klonem że tak powiem mojego męża, a im starszy tym bardziej do niego podobny- cieszę się z tego bardzo, że coś po nim mi zostało. Piszecie że macie o nich sny, że macie odczucia jakby w pewnych sytuacjach Wasi mężowie stali obok, pytacie czy z Wami coś nie tak- ja mam tak do dziś, pomimo tylu lat to nie przeszło. Nie ma dnia bym o nim nie myślała, bym nie pragnęła snu w którym by się zjawił. Miałam  stany załamania, depresje nawet po kilku latach od tamtego zdarzenia, ale wiadomo czas zrobił swoje, żyję normalnie, odchowałam dzieci, mam sporo znajomych, przyjaciół. Dzieciaki to motyw do życia, do pozbierania się, to dla nich co rano się budziłam, żyłam, uśmiechałam. Bardzo, ale to bardzo po załatwieniu wszystkich formalności, po pogrzebie pomógł mi wyjazd do mojej koleżanki do Wiednia. Moja mama została z dziećmi, byłam o nich spokojna, a dla mnie to był czas oderwania się od tego wszystkiego. Te kilka dni podziałały jak kuracja na moje nerwy, jak balsam, to tam dopiero normalnie przesypiałam noce, bez koszmarów. Wielu stwierdziło, że prędko się po tym wszystkim pozbierałam, ale nikt nie wiedział co przeżywałam gdy byłam sama, co było we mnie- nie zwierzałam się, ale gdy zostawałam sama wyłam jak katowane zwierze.
Życzę Wam siły kobitki, dużo, dużo siły. A czy to kiedyś przejdzie, czy się pogodzicie z tym co Was spotkało?- w pewnym sensie tak, czas zagoi rany, ale do końca będą takie dni słabości, które wycisną Wam łzy, będą sny w których ONI wrócą, by się do Was uśmiechnąć.

Będę tu do Was zaglądała, jestem jedną z Was.
Pozdrawiam.

377

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Właśnie czekam na "" kolędę "". Kolejna rozpacz. Pamiętam każdą chwile z czekania przed rokiem. Jakże inne to było czekanie. Jakie radosne. Dowcipkowaliśmy. Razem przygotowywaliśmy dom . Wychodziliśmy żeby sprawdzić czy już ksiądz idzie...Teraz dopada mnie taki żal do Boga za tę odmienną sytuację. Mam do niego takie pretensje . Zanim przyjdzie do mnie ksiądz ...przemienię się w diabła wcielonego z powodu tego bólu i żalu,pretensji ,przywitam księdza jakimś sykiem ...będę ziała ogniem ...już zieję...

378

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

stokrotko 70 miło ze do nas napisałaś.Czytałam i też płakałam. Wiem że nie zapomne o nim ale myślałam że kilka miesięcy rok będzie łatwiej.....a to wszystko wraca i wraca.Właśnie te koszmarne noce kiedy budzę się kilka razy są czasami męczące.
Ja też mam takie wrażenie że jak pracuję jakoś funkcjonuje to z zewnątrz tak wygląda jakby wszystko było w porzadku.Ale nikt nie wie co sie dzieje gdy jesteśmy same, bo po prostu boją sie zapytać.Uwazają że jak będą rozmawiać z nami o codziennych kłopotach szybciej wrócimy do równowagi.Ludzie naprawdę nie wiedza jak sie zachować.Ja chyba wcześniej też tego nie rozumiałam z tej drugiej strony. O tym co czuję myślę piszę w pamiętniku tak jakbym z nim rozmawiała i też zawsze ulży.
Pozdrawiam!

379

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Stokrotko. ja też chyba zaczynam rozumieć. że tamta ja. która była wesoła i radosna. już nigdy nie wróci tak jak już nigdy nie wróci mój Mąż. Zaczyna do mnie dochodzić fakt. że już zawsze będę smutna i zawsze będę o Mężu myślała i za nim tęskniła. nie można wymazać i zapomnieć tylu lat wspólnie przeżytych.Zawsze będzie moim Mężem a ja jego żoną.
Ja jeszcze nie miałam kolędy. myślę.że może na drugi tydzień. trochę się boję tej rozmowy, czy dam radę zapanować nad swoimi emocjami.
Trzymajcie się!

380 Ostatnio edytowany przez DrugaJa (2011-01-11 22:00:20)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj Stokrotko, jedna z nas wielu:)

Dziękuję.
Przeczytałam Twojego posta i bardzo się wzruszyłam. Takie te nasze historie inne, a jednak podobne.
Mnie też wszyscy podziwiają, podają za wzór dla innych, których byle bzdura potrafi rzucić na kolana. Mówią mi-"twarda jesteś, silna, nieźle sobie radzisz"-czasami mam wrażenie, że brzmi to jak zarzut-może powinnam się poddać?
A ja, idę dalej z podniesioną głową. Ale w domu ta głowa opada w dłonie, a z oczu płyną słone, gorzkie łzy. Zastanawiam się, czy kiedyś nadejdzie moment, gdy już zostaną wszystkie wypłakane.

Dzisiaj mam gorszy dzień, ale i wczoraj taki był.
Tak bardzo czekam na wiosnę, na słońce-może ono choć trochę wróci mnie do życia...
Pozdrawiam Was wszystkie.




Właśnie mi się przypomniało, jak w zeszłym roku o tej porze mój mąż mi mówił, że nie może doczekać się wiosny, że tak za nią tęskni-i nie doczekał....;( W tym roku postaram się przeżyć tę wiosnę najlepiej jak potrafię, za nas dwoje...

381

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

OD ŚMIERCI MOJEGO MĘŻA MINĘŁO PRAWIE 8 LAT. ZAWSZE JAK SIĘ KŁADĘ MÓWIĘ MU DOBRANOC, CHOCIAŻ LEŻY KOŁO MNIE INNY MĘŻCZYZNA. TĘSKNIE ZA NIM . MÓWIĄ ŻE CZAS GOI RANY JA TWIERDZĘ ŻE CZAS POZWALA NAM PRZYZWYCZAIĆ SIĘ DO BÓLU. NIE ZADAJE PYTANIA DLACZEGO = NA NIE NIE MA ODPOWIEDZI,JEDYNĄ RZECZĄ JAK MI POMAGAŁA TO MYŚL, ŻE NA PEWNO NIE CHCIAŁBY ABYM PŁAKAŁA I CIERPIAŁA. WOLAŁ MNIE UŚMIECHNIĘTĄ WIĘC UŚMIECHAM SIĘ DO NIEGO.

382 Ostatnio edytowany przez stokrotka70 (2011-01-11 23:03:45)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

znowu tu do Was zajrzałam, poczytałam to co napisałyście i znowu łzy- chyba jest dziś coś ze mną nie tak, słaby dzień jak u Ciebie DrugaJa....nie wiem, ale czasami tak miewam, że wszystko wraca, rana się otwiera i serce znowu krwawi, a ja zamykam się w sobie i potrafię godzinami siedzieć w bezruchu.

DrugaJa- napisałaś (...)A ja, idę dalej z podniesioną głową. Ale w domu ta głowa opada w dłonie, a z oczu płyną słone, gorzkie łzy(...).
Tak, ja tez kryłam się ze łzami, nie chciałam by się nade mną litowano, bo to dopiero rozdzierało moją ranę. Dopiero w samotności puszczało wszystko, opadałam na ziemię i wyłam bez końca. Byłam zagubiona w obcym kraju, nie miałam wsparcia od rodziny z jego strony, wręcz przeciwnie stwierdzili, że gdyby mnie nie poznał, to by żył, bo wypadek był w Polsce...och jak to bolało.

Beata1169- poryczałam się jak dziecko, czytając że gdy się kładziesz mówisz mu dobranoc. Tak oni żyją wciąż w nas. podpisuję się pod tym co napisałaś, że czas nie goi ran tylko pozwala nam przyzwyczaić sie do bólu.
Zdjęcie mojego męża do dziś stoi w sypialni, tej samej którą razem kupiliśmy lata temu, a jego połowa łóżka....nadal pusta, jakby czekała na niego.
Boję się kolejnego związku, że będzie znowu ból, rozstanie, łzy. Gdy tak czytam o problemach małżeńskich, zdradach, bójkach, kłótniach, pijaństwie, to przyznam się Wam....po prostu się boję. Może kiedyś się odważę....

Ja tez czekam na wiosnę. W takie pluty dopadają mnie doły z których nie prędko wychodzę, ale staram się.
Jeśli mogę Wam coś poradzić, to znajdźcie sobie jakąś pasję, to taka moja rada, mi to pomaga, wtedy się wyłączam, mam zajęte myśli i ręce. Może jeszcze nie teraz, może to przeżycie jest jeszcze zbyt świeże, ale za jakiś czas, za kilka tygodni lub miesięcy.

Trzymajcie się.

383 Ostatnio edytowany przez kasia77 (2011-01-11 23:49:23)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki witaj stokrotko.
Przeczytałam twój post i trochę mnie przeraził!!!Minęło bowiem tyle lat od śmierci twojego męża  a żal w twoim sercu jakby nie minął.Myślałam że po takim czasie człowiek jakoś "oswaja"się z tą tragedią a tu niespodzianka.Myślałam że im dalej tym będzie łatwiej.Napisałaś że boisz się kolejnego związku.Mnie mój mąż prosił abym sobie ułożyła życie abym sobie kogoś znalazła i była szczęśliwa.Na razie nie wyobrażam sobie tego choć samej jest mi bardzo ciężko i w wielu sprawach przydała by się męska ręka z pomocą.Targają mną sprzeczne emocje bo nie chciała bym kogoś na stałe ale jedynie jakiegoś przyjaciela chętnego do wsparcia w potrzebie.Nikt nie zastąpi mi Maćka choć on nie miał łatwego charakteru ale był.....Napisz jak dałaś sobie radę z wieloma sprawami typowo męskimi czy brakiem bliskości drugiego człowieka.( jeśli rozumiesz o co mi chodzi)byłaś wtedy młodsza ode mnie.Bo dzieci choćby najbardziej kochane nie zastąpią męża.

OD ŚMIERCI MOJEGO MĘŻA MINĘŁO PRAWIE 8 LAT. ZAWSZE JAK SIĘ KŁADĘ MÓWIĘ MU DOBRANOC, CHOCIAŻ LEŻY KOŁO MNIE INNY MĘŻCZYZNA. TĘSKNIE ZA NIM . MÓWIĄ ŻE CZAS GOI RANY JA TWIERDZĘ ŻE CZAS POZWALA NAM PRZYZWYCZAIĆ SIĘ DO BÓLU. NIE ZADAJE PYTANIA DLACZEGO = NA NIE NIE MA ODPOWIEDZI,JEDYNĄ RZECZĄ JAK MI POMAGAŁA TO MYŚL, ŻE NA PEWNO NIE CHCIAŁBY ABYM PŁAKAŁA I CIERPIAŁA. WOLAŁ MNIE UŚMIECHNIĘTĄ WIĘC UŚMIECHAM SIĘ DO NIEGO


Beata1169 piszesz że czas pozwala przyzwyczaić się do bólu ale jak?Ja też wiem że Maciej nie chciałby abym płakała i smuciła się ale jak mam myśleć o tym aby poszukać kogoś na jego miejsce!!!Jak znowuż mam tulić się do innego faceta i mówić mu "kochanie"? Jeśli ja czytając gazetę nieświadomie czytam anonse matrymonialne to mam wrażenie że go zdradzam!!!A z drugiej strony myśl - nie możesz być do końca życia sama!!!Tych pytań mam wrażenie że jest coraz więcej i  coraz mniej odpowiedzi.Chociaż znam osobiście Pana który pół roku po śmierci żony znalazł sobie Panią z którą jest już 12 lat i są szczęśliwi.A wielu ludzi mówiło że zwariował!!!Ale powiedział mi też że życie jest za krótkie by rozpaczać tylko trzeba iść dalej.A we dwoje jest łatwiej.No i tu ma rację.

Ja też wstając rano i włączając komputer gdzie na pulpicie zamiast tapety mam nasze zdjęcie mówię mu "cześć kochanie" a wyłączając mówię "do jutra".I mam wrażenie że on jakby się do mnie uśmiechał na tym zdjęciu choć w rzeczywistości jest poważny.Ale to tylko wrażenie.

Szkoda że tych pytań jest tyle i że na większość z nich nie ma prostych odpowiedzi.Że nie ma opcji "powrót " i nasi mężowie wracają.Może rzeczywiście musi jeszcze wiele wody upłynąć aby czas zabliźnił tę ranę bo zagoić jej nie  da rady.

Pa.

384 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2011-01-12 00:10:54)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Mnie też trochę przeraża fakt,że po tylu latach nadal boli. Ja nie wyobrażam sobie abym mogła jeszcze kogokolwiek pokochać tak bardzo jak jego. Pomału układam sobie życie ale w samotności, ale nie boję się tego że już będę sama(przynajmniej dzisiaj)chociaż czasem brakuje jego męskiej ręki. Ale głowa do góry i udaję że wszystko w porządku. Dopiero wieczorem mogę sobie popłakać.Też mówią że jestem silna, też odczuwam to jakby mieli o to żal. Może mamy chodzić i cały czas płakać?
Staram się być cały czas w ruchu, coś robić byle by nie myśleć.
Nie wiem co przyniesie życie, ufam że mąż i Bóg będą nad nami czuwać. Jak na razie cała trójka jest chora, więc trochę zajęć mam.

Miłych snów...

385

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Lilii mam do ciebie pytanie natury prawnej.Co jest lepsze w przypadku zapisu nieruchomości na dziecko - darowizna czy zapis testamentowy.Chodzi o moją córkę jej babcia (mama Maćka) chce jej zapisać kamienicę w której mieszkamy.Początkowo miała być ona dla Maćka ale nie zdążyła jej zapisać jemu i chce aby właścicielką była Agata a ja żebym nią zarządzała.Wiem że ze względu na pokrewieństwo lepiej aby zapisała ja na nią (dotyczy podatku.) .Czy tą sprawę można załatwić u notariusza czy tylko w sądzie.Czekam na odpowiedź.Kasia

386

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kasiu77,
takie tematy nie są nigdy tak proste jak się wydają. Oczywiście każdą czynność można wykonać przez notariusza, a nawet jest to wskazana, gdyż w przypadku umowy darowizny nie sporządzenie aktu, skutkuje nieważnością umowy. Testament można sporządzić na zwykłej kartce papieru, własnoręcznie, ale rodzina łatwiej może go podważyć, dlatego też wszelki decyzję, zwłaszcza jeżeli chodzi o kamienice (duża wartość majątku), lepiej sporządzać u notariusza. On swoją osobą potwierdza, że osoba była w pełni zdrowa umysłowo, że sporządziła go dobrowolnie i rozumiała jakie niesie ze sobą konsekwencję. Oczywiście rodzina może podważać akt notarialny, ale jest to bardzo trudne i raczej jest to gra na czas.
Nie wiem jaka jest dokładna sytuacja, tzn. czy babcia mieszka dalej w tej kamienicy, jak się czuje i w jakim jest wieku, wiem, ze to trochę brutalne, ale okresy są ważne w tego typu sprawach.
Może po koleji:
Jeżeli chodzi o darowizne to w przypadku gdy babcia umrze rodzina będzie mogła się ubiegać o zachowek. Wysokość zachowku jest uzależniona od wartości spadku oraz niezdolności do pracy spadkobierców. Darowizne również można odwołać, zreszta jak większość umów lub oświadczeń woli.
Co do testamentu, to równeiż Agata będzie musiała zapłacić zachowek pozostałej rodzinie, chyba, ze zostaną przez babcie wydziedziczeni, co nie jest takie prostu, muszą być spełnione przesłanki ustawowe, aby móc tego dokonać. Ponadto testament można odwołąć ustnie lub sporządzić nowy (bez wiedzy wcześniejszego spadkobiercy, czego nie można dokonać przy umowie darowizny).
Ja prywatnie bym się zastanawiała nad trzecim rozwiązaniem tzn. umową dożywocia. Jest to umowa na mocy, której babcia przepisuje na Agatę prawa własności, a Wy zobowiążecie się do opieki nad babcią, dostarczania jej środków utrzymania, mieszkania itp.
Umowa dożywocia nie jest bezpłatnym przysporzeniem (darowizną) i dlatego, jeżeli zostanie zawarta, spadkobiercy babci nie będą mogli żądać zachowku od wartości mieszkania zbytego na rzecz Agaty tą umową (tak jakby to miało miejsce w przypadku darowizny czy dziedziczenia testamentowego).

Proponuje telefon do notariusza i upewnienie się, czy nic się w przepisach nie pozmieniało, może zaproponuje coś lepszego (wiem, że swoego czasu rząd pracował na nowym sposobem przeniesienia własności "darowizna na wypadek śmierci", ale chyba to jeszcze nie fukncjonuje w naszym prawie. Ja też jeszcze poszperam, jak masz jakieś pytania to pisz śmiało na każdy temat można bybyło co najmniej esej napisać.

387

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj Lilii
Dzięki za szybką odpowiedź.Sprawa jest tego typu.Teściowa miała syna i trzy córki.Babcia Agaty jest właścicielką kamienicy o której mowa i domu z działką w którym mieszka.Z tego co mi wiadomo to dom w którym mieszka zapisała już  jednej córce natomiast część działki (ma ok.1300 m.kw. cała) drugiej córce.Trzecia wiem że dostała jakieś pieniądze w gotówce i ma dom w okolicy.Tą kamienicę miał dostać Maciej i miał już wcześniej do niej wszelkie pełnomocnictwa.To on później razem ze mną remontował ją ( kamienica ma ponad 100 lat) dbał o nią i zarządzał nią.Miał ją mieć przepisaną na siebie ale choroba zabrała go.Ja z tego że jestem synową należę do trzeciej grupy podatkowej więc ewentualny podatek będzie bardzo wysoki.Dlatego aby go uniknąć chcemy zapisać ją na Agatę bo jako wnuczka jest w pierwszej grupie podatkowej.Myślałam o darowiźnie ale nie wiedziałam że wtedy jego siostry mogą żądać zachowku.
umowa dożywocia była by najlepsza z tego co piszesz ale czy jest to możliwe w przypadku gdy teściowa mieszka w innym miejscu choć na terenie tego samego miasta? Bo między Bogiem a prawdą to i tak w większości ja jej pomagam w wielu sprawach życia codziennego (np. zakupy mycie okien itp. itd.).Wprawdzie z nią razem mieszka córka i to ona powinna się nią opiekować ale raczej tego unika.(córka na piętrze a mama na parterze)No i nie mówiąc o wiecznych awanturach.Ale z tego co myślę to teściowa raczej nie chciałaby się przeprowadzać do mnie bo ten dom zbudowała razem ze swoim nieżyjącym juz mężem a tatą Maćka.
Proszę cię o odpowiedź i z góry dziękuję.

388

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kochane dziękuję za wsparcie jestem tu czytam Was i niedługo obiecuję napiszę coś więcej. I proszę trzymajcie się, jestem z Wami :*

P.S. Nie wiem czy to dobry sposób na "odsunięcie" od siebie myśli, ale wróciłam do pracy

389 Ostatnio edytowany przez stokrotka70 (2011-01-13 00:57:48)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kobietki
dopiero tu dotarłam, bo wiecie u mnie "walka" o kompa, za dużo chętnych:)
dziś mi nieco lepiej, bo te ostatnie dwa dni były jakieś koszmarne, te doły mnie czasami przerastają. Mam nadzieję że z nadejściem wiosny to minie. Brak słońca:(
*********
kasia77-prosiłaś:
...Napisz jak dałaś sobie radę z wieloma sprawami typowo męskimi czy brakiem bliskości drugiego człowieka.( jeśli rozumiesz o co mi chodzi)byłaś wtedy młodsza ode mnie.Bo dzieci choćby najbardziej kochane nie zastąpią męża

Otóż, dzieciaki pochłaniały mój czas całkowicie przez pierwszych kilka lat, dodatkowo budowa domu, ale bliskości Jego mi brakowało, chociaż nie był typem misiaczka-przytulanki. Starałam się zająć czymkolwiek do późna, by potem już bez myśli paść i zasnąć. Nie zawsze było to takie łatwe, ale godziłam się ze stanem rzeczy. Wydaje mi się, że po czasie i hormony przestają buzować, nazywałam ten stan zasychaniem...usychałam wewnętrznie, organizm jakby nie domagał się zbliżeń, pomimo że tęsknota była. Przyznaję....gorzej mi jest teraz, chyba tryb życia to zmienił, odchowane dzieciaki, więcej czasu na jakieś zaniedbane tęsknoty, myślenie, dojrzałość. Więcej chętnych się też zdarza by zawładnąć serduchem, ale ten brak zaufania z mojej strony..... może to kiedyś przełamię jak zjawi się ten odpowiedni.
Co do spraw typowo męskich to ....zakasałam rękawy i chyba 3 lata po śmierci męża jak juz wspomniałam zaczęłam budowę domu. Grube rzeczy robili fachowcy, pomagał mi też brat z tatą, mama pomagała przy dzieciach,  ja szpachlowałam, szlifowałam, malowałam, tapetowałam- nie było to nawet trudne i miałam z tego satysfakcję, że daję radę, że sobie radzę, że jednak jestem silna. Chcieliśmy ten dom, były już plany, działka, więc powiedziałam że zrobię to tak jak ON tego pragnął, dla nas... dla naszych dzieci z tą różnicą, że wróciłam do Polski i wybudowałam właśnie tutaj. Do dziś skaczę po drabinach z pędzlem jak trzeba, jakoś przywykłam do tych robót typowo męskich.

Jest powiedzenie, że co nas nie zabije to nas wzmocni- jesteście silne dziewczyny, dacie radę. Dzieci też mobilizują, dodają sił.
Jestem pewna że sobie poradzicie, pomimo chwil słabości (do dziś takie miewam)  i wielu jeszcze łez jakie wylejecie, bo to wraca, wspomnienia wracają.  Ja dałam sobie radę, Wy też dacie radę, ale nie wstydźcie się też poprosić czasami kogoś o pomoc.

Możecie też pisać na gg- 25932853

Pozdrawiam Was cieplutko. Dobranoc:)

390

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja też jestem przerażona faktem że po tylu latach ten ból po stracie męża zostaje.
Ale jeśli kogoś naprawdę się kocha to nie ma co się dziwić.Jeśli chodzi o innego mężczyznę to nawet nie myślę o żadnym innym związku.Zawsze mówię że drugiego takiego Mariuszka nie znajdę i chociaż byliśmy 16 lat po ślubie bardzo się kochaliśmy.Czasami nie wiem jak daję radę bez tej mojej połówki,wieczorami popłaczę sobie, żeby nikt nie widział a w pracy udaję że jestem silna .
Tak bardzo tęsknię a najgorsze że nie mam komu się wyżalić.Chyba mam znowu te gorsze dni,ale muszę być silna dla swoich dzieci one też cierpią a jeszcze gorzej jak widzą że ja płaczę i jestem smutna.
U mnie jak będzie chodził ksiądz z kolędą to akurat będę w pracy może i dobrze,tak bardzo prosiłam boga aby mojemu mężowi nic się nie stało żeby mi go nie zabierał .


Dla świata jestem silna i twarda
ale dziś znów tęsknię...

pozdrawiam was

Posty [ 326 do 390 z 31 428 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 484 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026