netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Śmierć męża - jak sobie poradzić?

31 427 odpowiedzi3 633 454 wyświetleniazałożony przez gruba, 20.11.2008

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strony Poprzednia 1 … 472 473 474 475 476 … 484 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 746 do 30 810 z 31 428 ]

30 746

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam. Dobrze ze tu piszesz wszystko Willalubicz . Dobrze  że jest to forum. Bo jest ciężko bardzo  ciężko. Jolam1 ty rozumiesz nasz ból  i to co czujemy. Ja niewiem  czy to przejdzie. Mam drugie zmiany idę do pracy. Wracam . W domu pusto Cicho i ciemno.  I serce pęka.  Idę spać nie mogę  zasnąć leże i myśli różne przychodzą i pytanie dlaczego  ? Rano nie chce mi się wstawać. Gdy ide do sklepu to też inaczej wygląda bi nie kupuje  tego co mąż lubiał co chciał.  Czy kiedyś będzie lżej.  Niewiem.  Niedawno wstalam i siedzę. Zero chęci życia. To zabija mnie od środka.  Za kilka dni będą 3 miesiące jak męża niema . A ja mam wrażenie że wyjechał gdzies i niedługo wróci.  Ale niestety  tak nie będzie.  Na sama myśl że go niema oblewają mnie gorące poty. Stres. Niewiem  jak i czy dam radę.  Pozdrawiam

30 747 Ostatnio edytowany przez ANICZKA (2021-05-20 13:33:24)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Dziewczyny !
Do serducha tulę nową koleżankę niedoli Smutną 72 - świeżo po stracie smile:):) Jak wiesz jestem tu weteranką , okrzepłą w swojej  samotności , ale podobnie jak Wenless , jeszcze tu zaglądam i czasami coś piszę z perspektywy swoich doświadczeń ......MImo strasznego bólu na poczatku dasz radę jak każda z nas , które tu byly kiedyś , które zagladają tu jeszcze .... Potrzeba czasu ,zeby to złagodził i pozwolił popatrzeć na wszystko z innej perspektywy .... Ja piszesz Smutna wszystko kojarzy Ci się z Mężem ( co lubił , co jadł itp ) Też tak miałam .... szłam na zakupy i na poczatku nawet odruchowo chciałam brać te artykuły ,które jadł mąż .....każde miejsce kojarzyło mi się z Nim itp .....ale upływający czas pomaga znieczulać ból . Dziś po ponad 5 latach od Jego odejścia w szafie po 3 pólkach z jego ubraniami zostało niespełna klika sztuk na pamiątkę , a na początku szkoda mi było cokolwiek wyrzucić......3 miesiące to bardzo krótki czas , emocje są bardzo mocne i ból w pełni mocny i przeszywajacy .....Ale małymi kroczkami musisz iść do przodu ....Dobrze ,że pracujesz to możesz zająć głowę czymś innym i wyjść do ludzi smile:):) Mocno ściskam , posyłam wirtualne wsparcie i trzymam kciuki za Ciebie i Twoją wolę walki smile:):)
Pozdrawiam serdecznie wszystkie koleżanki ,życząc dobrej energii do samotnej walki smile:):)

30 748

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was,dziś odruchowo logując się na Naszym Forum przeczytałam kilka pierwszych stron,pisały kobiety-wdowy 10 lat temu...wtedy zostały  wdowami jak my teraz....Co One teraz by nam powiedziały o lękach,rozpaczy i okropnej samotności naszej...Ja mam trzy koleżanki wdowy:jedna mi najbliższa,która wspiera mnie od samego początku straciła nagle męża 19 lat temu miał 56 lat,do dziś nie może się z tym pogodzić,runął Jej cały bezpieczny świat,musiała spieniężyć samochód,zlikwidować polisy swoją i córki aby finansowo dać radę.Do dziś ratuje się kredytami,spłaca jeden - bierze drugi.Ma jedną córkę/rozwiedzioną/ i jedną wnuczkę....w Nowej Zelandii,widzą się b,rzadko-bilet lotniczy to około 6 tys zł,ostatni raz widziały się 3 lata temu..zostaje Internet,łącza na żywo i przesyłane na wzajem filmiki.Druga straciła też nagle męża - zmarł we śnie miał 63 lata,tylko 3 córki ją uratowały,ciągle była Im ,,potrzebna,,pilnowały Ją na zmianę ...Do tej pory głos Jej się załamuje gdy pytam o Jej żałobę.Ostatnia straciła mężan33 lata temu i też nadal chodzi smutna...pozdrawiam

30 749

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam
Już dosyć późno, ale zajrzałam do was. Jolam nawet nie wyobrażam sobie jaka się czujesz samotna ale wiedz, że twój mąż jest przy tobie i zawsze będzie ... Jesteś w domu sama i ciężko wstać z łóżka ja nawet jeśli czuje że mi ciężko to się muszę zmusić bo dzieci i psy a mam dwa, ty czujesz że nie masz dla kogo gotować a ja wręcz muszę nawet jak nie mam ochoty ale dzieci , ty nie masz sił wychodzić z domu bo po co samej się nie chce a ja jestem zmuszona wyjść bo do szkoły, zakupy, spacery z dziećmi, ale pamiętaj nie możesz tak myśleć że po co, dla kogo itp. twój mąż cię kocha i cierpi widząc że ty tak cierpisz. Jest ładna pogoda, weź rower i jedź przed siebie nawet w las i płacz i krzycz ale wyjdź, przygotuj coś dobrego dla siebie do zjedzenia bo musisz żyć, aby później kiedy przyjdzie czas spotkać swego ukochanego, upiecz ciasto i idź na kawę do życzliwej sąsiadki a nawet zabierz z sobą wino, zrób coś dla siebie, skoro nie pracujesz to może jakieś kursy zrób ??  Mi też jest bardzo ciężko, dziś robiłam kolację dzieciom i zaczęłam płakać to w nas już będzie zawsze, ten ból, samotność i smutek. Czy minie rok, czy 10 lat albo i więcej to zawsze będziemy pamiętać i cierpieć i zawsze zadawać pytanie dlaczego?? Pisałaś o komuni powiem ci że u mnie zostało jedno dziecko przed komunią, będzie miał za rok i ostatnio usłyszałam od niego, że jest jemu smutno bo tata był na komuni  u wszystkich tylko nie u niego a ja jemu odpowiedziałam,że tatuś z nim będzie już zawsze w serduszku i że jak się skończy uroczystość w kościele to pojedziemy odrazu do taty w albie i z białą różą, żebyś mógł się tacie pokazać... każda uroczystość bez niego będzie smutna i przykra... Nawet nie chce myśleć co będzie w wigilię, zawsze zakładał czubek na choinkę to nasza tradycja, on zakładał i się wszyscy przytulaliśmy, teraz na wigilię wrócił do domu, wypuścili go ze szpitala, założył czubek i po 4 dniach wrócił spowrotem do szpitala... Na razie nie myślę co będzie kiedyś i żyje dniem dzisiejszym tak jak pisałam stawiając małe kroczki i ty Jolam też musisz tak jak napisała Aniczka kiedyś przyzwyczaimy się do bólu ale on zawsze będzie tylko lekko stłumiony,
spokojnej nocki i niech wam się przyśnią wasi wspaniali mężowie...

30 750

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Smutna jeszcze słowo do ciebie, ja też nadal czuję że mąż gdzieś pojechał i wróci zaraz tylko czemu nie dzwoni i nie pisze smsów bo tak brak tego,,, ostatnio nie mam od niego żadnych znaków, przyśnił mi się jakiś czas temu że gdzieś jest, dzwonił z budki telefonicznej, powiedział że ma mało czasu i dzwoni się pożegnać, mówił tak szybko i z takim wesołym głosem, gdzieś w oddali słychać głosy innych ludzi ja go słuchałam i powiedziałam kochanie ty jesteś szczęśliwy!! A on powiedział.. tak jestem szczęśliwy i się rozłończył i już po tym ani się nie śni i nic zero odzewu,.... A ty jeśli masz ochotę kupić coś co lubił twój mąż to kupuj, jedz rób wszystko bo to nam tylko pozostało pamięć o wszystkim co jest związane z naszymi mężami !!! Dobranoc

30 751

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam ponownie,też nie mogę spać - jestem od paru dni u córki.Moja 3 letnia wnuczka zachorowała i poprosili mnie o pomoc.Pokonałam ponad 100 km,i jestem - jutro wracam bo mam druga dawkę szczepienia :200 km do pokonania.Dobrze ,że lubię jeździć .bo inaczej byłby kłopot.WillaLubicz popłakałam się czytając Twoje słowa,sam fakt ze ktoś o mnie pomyślał dużo dla mnie znaczy.Zaproponowano mi pracę od matur /jestem nauczycielem/szkoły średniej- tzn: ponadpodstawowej i brałam od początku maja, udział we wszystkich komisjach maturalnych.Teraz mam pracę w komisjach rekrutacyjnych i to zawdzięczam dobrym ludziom...jestem komuś potrzebna i ten fakt częściowo przywrócił mnie do normalnego/w miarę/życia.Moje koleżanki twierdzą,że tak musiało być : bo dobro które dajesz innym powraca,ja w/g nich w swoim życiu wielu ludziom pomogłam bezinteresownie- teraz inni mi pomagają.Wychodzę z domu do ludzi,mam jakiś cel,coś muszę zrobić...każda z nas musi sobie po swojemu poukładać dalsze samotne życie.Jeżeli spotka na swojej samotnej drodze tych ,którzy jej pomogą - to już połowa sukcesu..dalej musi iść sama niestety.Sił nam wszystkim życzę ....nie ma innej drogi,musimy ją pokonać.

30 752

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie.  Dziękuję wam za dobre słowa otuchy Aniczka  WillaLubicz  jolam1.  Wczoraj wróciłam z pracy o 23.00 bylam zmęczona i poszlam spac. Zasnęłam.  Rano Sue budzę i pierwsza myśl że go niema po co wstawać.   Ale wstałam zrobilam sobie kawę i piję sama. Staram się tak samo jak wy robić coś.  Aniczka przeszła wszystko to co my teraz przechodzimy.  WillaLubicz   jolam1 jesteśmy tu i piszmy będzie nam lżej.  Nasi mężowie widzą nas i niech są z nas dumni . Mój śnił mi się 2 razy  bardzo krótkie sny.  Bardzo za nim tęsknię.  Jutro w sobotę ide do koleżanki  zaprosiła mnie żebym nie siedziała sama. Pójdę ale to nie będzie tak jak kiedyś ze będę zadowolona uśmiechnięta wszystko odeszło został smutek i żal.  Kochane koleżanki trzymajcie się.  Nie jesteście same jesteśmy tu wszystkie razem. Gorąco pozdrawiam

30 753

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie.  Dziś nie mogłam spać leżałam i wierciłam się.  Płakałam z tęsknoty. Często myślę że niedam rady. Czytałam posty pisane  tutaj kilka lat wcześniej.  Boże pomóż żeby tak nie cierpieć. Często płaczę i myślę czy to wszystko ma dalej sens.  Czasami już niewiem.

30 754

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Smutna, nic nie ma już sensu. Dla nas sens życia się skończył ja robię wszystko mechanicznie, już nie marzę nie myślę nie zastanawiam się co jutro będzie. Dziś brzydka pogoda, smutna taka i też smutno jest mi i bardzo męża brakuje, teraz byśmy może pili razem kawkę, leniuchowali, wszystko się skończyło. Jutro jadę na cmętarz bo pomnik stawiają i chce zobaczyć czy wszystko jest jak trzeba i cieszę się że będzie miał chodź to radość mieszana z łzami bo nie powinien mieć jeszcze pomnika, był zbyt młody. Nie wiem jak to dalej będzie jak to przeżyć jak żyć....
Cieszę się Jolam że masz zajęcie,że możesz w czymś uczestniczyć bo na tym etapie musimy się czymś zajmować by tak nie myśleć o tym co nas spotkało. Córka była wczoraj z koleżankami, jechało auto takie jak nasze i ona zaczęła machać myślała że to tata jedzie zrobiła to odruchowo.... koleżanka do niej komu machasz? a ona że tacie a koleżanką do niej ... ale twój tata nie żyje..... Bardzo to smutne że nas to spotkało,że dziecią odebrano tatę którego tak kochały...

30 755

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam. Dokładnie robimy wszystko  mechanicznie juz. Ja mam tak samo ze nie marzę i nie myślę do przodu. Dziś niedziela I cały dzień w domu wyszkam tylko na spacer i cmentarz.  Dobrze ze jutro do pracy jadnak między ludźmi trochę inaczej. W domu pustka  cisza.

30 756

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam,polecam Wszystkim wpisy na portalu:Nagle Sami założonego przez wdowę po Piotrze Morawskim-polskim himalaiście,który zginął podczas jednej z wypraw.Została nagle sama z 2 małych dzieci,nie potrafiła wypłacić pieniędzy z bankomatu.....lektura tych listów to remedium na nasze skołatane serca,przejmujące relacje ludzi którzy przeżyli śmierć najbliższych.Jej fundacja ma siedziby w całym kraju, może blisko Was? napiszcie z jakiego regionu kraju jesteście- ja z województwa łódzkiego- może któraś z nas jest gdzieś w pobliżu?może możemy pomóc w realu ,chociażby w opiece nad dziećmi,wspólną kawą,rozmową która da nadzieję....Był czas,kiedy wstawałam - i od razu szłam zobaczyć co napisały na naszym Forum inne kobiety,bardzo pomogły mi Ich wpisy i rady :,,jak sobie dać radę...w tej naszej mówiąc szczerze raczej beznadziejnej życiowej sytuacji...Pozdrawiam,myślami i sercem jestem z Wami.

30 757

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Boże jak to boli, nigdy nie czułam tak przeszywającego bólu, jakby każdego dnia wyrywano mi z piersi kawałek serca....
Mężu wróć, mój najdroższy, mój najkochańszy...bo bez Ciebie boli ciało mnie....tak brakuje twych ramion bezpiecznych....twego ciepłego spojrzenia.... Twej miłości mi brak jest...mężu wróć lub zabierz mnie....Jak to możliwe by z dnia na dzień oszaleć tak??? Bo ciebie brak?
Jak to możliwe że miałam wszystko o czym marzy każda kobieta, miłość , bezpieczeństwo po prostu wszystko o nic się nie musiałam martwić , niczego nie musiałam sobie żałować, jedliśmy to na co mieliśmy ochotę.... A teraz nie mam nic, zabrano mi wszystko, zabrano mi ciebie, jestem nikim więc proszę niech mnie piekło pochłonie lub niebo zabierze bo żyć bez ciebie nie chce, świata bez Ciebie nie ma, mnie bez Ciebie nie ma... Bo cóż to za życie, że gdzie nie spojrzę tam widzę ciebie, tam widzę nas...teraz w głowie mam gdy widzę pociąg by wejść pod niego bo im dłużej nie ma ciebie tym gorzej mi jest dookoła nie widzę już świata, widzę ciebie więc zabierz mnie mężu na planetę na której teraz jesteś . Za dwa dni 4 miesiące.
Dobranoc.

30 758 Ostatnio edytowany przez kolia1 (2021-05-27 09:24:07)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie dziewczyny. WillaLubicz, my wszystkie tak bardzo Ciebie rozumiemy. Wiemy, jaki to jest nieziemski ból, niewyobrażalny i trudny do ubrania w słowa. Żadne określenia nie oddają w całości tego co czujemy i jak się czujemy.
Spróbuję opisać co ja czułam po śmierci męża. Na początku nie wierzyłam, że to w ogóle się dzieje. Byłam jakby obok tego wszystkiego. Jak widz, który wszystko obserwuje z boku. Nie docierało do mnie, że to definitywny koniec. Czułam potworny stres. Na długo doświadczyłam zaburzeń pamięci, snu. Nie potrafiłam płakać, nie umiałam wytrzymać sama ze sobą. Bardzo potrzebowałam ludzi obok mnie. Wewnątrz czułam straszliwy kocioł emocji, bardzo różnych. To tak, jakbym była odbezpieczonym granatem i czekała, kiedy moje ciało i emocje wybuchną i rozerwą mnie na strzępy. Ten stan trwał u mnie długo. Czułam lęk przed pójściem na cmentarz. W międzyczasie dochodziły różne inne emocje jak złość, poczucie winy, ogromny żal, tęsknota i cały czas nierealność tego, co się stało. I ciągły stres, bezradność, chaos.
Codziennie, czasami kilka razy dziennie pisałam listy do męża. Najczęściej były takie same lub bardzo podobne. Nadal je piszę.  W czerwcu (12-13) minie rok od nagłej  śmierci mojego męża. Stres odrobinę zelżał, ale ciągle jest. Mam chwilami troszkę lepsze chwile, gdy myślę, że dam radę żyć. Ale trwają bardzo krótko. Nadal męczy mnie bezsens życia, brak planów, żyję z dnia na dzień. Jednak to jest już jakiś postęp, bo wcześniej żyłam z minuty na minutę a czasami z godziny na godzinę. Myśli i emocje nadal mam zajęte mężem i tym co się stało. Cały czas. Staram się pracować nad sobą, przepracowywać tę żałobę najlepiej jak umiem. Żeby już aż tak się nie męczyć, żeby ulżyło.
Wiem, że u mnie żałoba będzie trwała bardzo długo. Mam nadzieję, że kiedyś się skończy. Że być może poczuję odrobinę radości z życia. O tym marzę.
Mnie bardzo w tym wszystkim pomogła praca i dziewczyny z tego forum. Wymieniłyśmy się numerami telefonów i gadałyśmy wieczorami. Dzieliłyśmy się naszymi emocjami, wyrzucałyśmy z siebie traumę. Wspierałyśmy się nawzajem jak potrafiłyśmy.  Inaczej nie dała bym rady. Mieszkam sama a samotność to wróg nr 1 w takich sytuacjach, przynajmniej dla mnie.
Przed Tobą długa droga. Uzbrój się w cierpliwość i pokorę wobec życia. Mnie śmierć męża cały czas uczy cierpliwości i pokory. Pokory wobec losu, nagłych zdarzeń, życia po prostu. Wcześniej nie byłam pokorna.
Przytulam Cię mocno i bardzo współczuję.  Dasz radę.

30 759

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie. Minęły 3 miesiące od śmierci męża.  Cały czas myślę o nim.  Bardzo mi źle ze go nie usłyszę nie dotknę.  Niewiem jak dalej  żyć.  Boże to takie ciężkie.  Czasami mam ochotę  iść tam gdzie on . A czasem myśl musze dalej żyć. Niewiem jak sobie poradzić.  Nie mam już sił płakać.

30 760

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Wiem co czujesz Smutna bo czuję to samo. Nawet nie wiem jak Cię pocieszyć bo nie umiem , teraz sama nie wierzę że będzie lepiej. Tak wiem nauczymy się żyć z bóle, przyzwyczaimy się do tego bólu, ale co z tego skoro on nigdy nie minie. Pustka i smutek też nie miną i złość nie minie... To jest straszne, że można tak cierpieć wszystko mnie złości, denerwuje powoli przestaje sama ze sobą wytrzymywać, nawet dzieci mnie denerwują chodź są kochane i nic nie mam ochoty robić tylko bym się położyła i spała . Jak się kładę to mam nadzieję że rano nie wstanę bo dla mnie życie nie ma już sensu i tak jak ty Smutna chciałabym już być z mężem. Śnił mi się że wrócił ze szpitala i się nim opiekowałam, leżał sobie w łóżeczku a ja obok niego i tak bardzo mnie obejmował, przytulał i było to takie realistyczne, miałam odczucie jakby nie chciał mnie wypuścić z ramion....i takie jest to przykre, że tylko czekamy na sny bo tam możemy zobaczyć naszych ukochanych tylko to dla mnie za mało....
Kolia dziękuję za słowa wsparcia. Ja też piszę do męża taki pamiętnik, kieruje słowa do niego i coś to pomaga daje jakiś upust uczuć. Dziś byłam u mego męża i klęczalam i płakałam ciężko mi się z tym wszystkim pogodzić zresztą jak wam wszystkim... Trzymajcie się dziewczyny, spokojnej nocy....

30 761

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was Wszystkie Moje Drogie! Chyba nie ma takich słów ,które oddałyby wiernie to co przezywamy każdego dnia i każdej chwili  bez Naszych zmarłych mężów.Czas nie goi ran ,czas je zabliźnia- ale wystarczy chwila ,moment a one na nowo się otwierają  i bolą ze zdwojoną siłą....Są dni,że wydaje mi się,że dam radę,że idę do przodu-małymi kroczkami ,ale jednak idę ,że najgorsze za mną...ale nie to tylko ułuda...Płacz mi nadal towarzyszy każdego dnia/dosłownie/i rozpacz i żal że skończył się mój bezpieczny i w miarę stabilny czas.Świadomość nieodwracalności i ogromna ludzka bezradność paraliżuje i odbiera chęć robienia czegokolwiek. Wciąż zadaję sobie pytanie:po co mam robić cokolwiek dla siebie,jak mnie już nie ma? jest tylko moje ciało - a w środku pustka zupełna...Mam żal do świata,że nie rozpacza razem ze mną? dlaczego po 9 miesiącach żałoby nic,a nic nie jest lżej? każdy dzień jest dla mnie olbrzymim wyzwaniem,a ile mnie jeszcze czeka?Ludzie powoli wychodzą z domów,zaczynają w miarę normalne życie,wyjazdy,wyjścia do kin ,parków,plany wakacyjne- tylko ja niczego nie planuję : bo z kim i po co? nie wierzę ,że coś dobrego mnie jeszcze w tym samotnym życiu może spotkać.Pozdrawiam

30 762

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Kochane Moje Towarzyszki Niedoli! Ostatnie dwa dni miałam tak dokładnie zaplanowane ,miałam je w końcu spędzić w domu,bez konieczności wychodzenia,jeżdżenia i załatwiania znów jakiś tam spraw....Nic z tych moich planów nie wyszło,spędziłam je głównie płacząc,krzycząc z rozpaczy - pogrążyłam się w głębokim smutku i żalu....za mężem,za byłym naszym wspólnym życiem,za straconymi już na zawsze wspólnymi dniami,których nie będzie. Trwałam w odrętwieniu - zadzwoniła jedna z Nas-kobieta z Naszego Forum,tak jak by wyczuła ,ze potrzebuję wsparcia.Często dzwonimy do siebie,ale nigdy o tej porze dnia-teraz stało się inaczej i ten telefon mnie po prostu uratował.Płacz ustał choć nie całkowicie,to przynajmniej na tyle,żebym złapała oddech i zajęła czymś myśli.Wieczorem znów pogadałyśmy o naszym wdowim życiu,później od Innej z Nas dostałam SMS ,że jest Dzień Bociana-co należy odczytać jako święto nowych nadziei ....może i dla Nas?odpisałam,ze jest mi źle i smutno i żadnej nadziei dla siebie nie widzę... Tej nocy tak jak Tobie Willa Lubicz przyśnił mi się mój mąż,to był piękny sen:byliśmy na spacerze szliśmy przed siebie radośni ,uśmiechnięci - przytuleni.... Wiem,ze ten sen będzie mi zawsze towarzyszył i dawał wsparcie w takich złych dla mnie dniach....oby jak najmniej ich było.Tego Nam wszystkim życzę.

30 763

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Jolam jestem przy Tobie myślami, zresztą z wami wszystkimi bo tylko my wiemy co każda z nas czuje. Takie miłe sny nas ratują, dają nam nadzieję i chodź na chwilkę lżej na sercu. Dzieci w szkole a ja siedzę sama, mąż by był ze mną teraz a tak zostałam sama. Nie chce mi się sprztąć i najchętniej siedziałabym teraz na cmentarzu przy moim ukochanym , nadal nie wierzę że to mnie spotkało. Dziś jakiś spokojniejszy dzień, smutny ale taki lżejszy. Uśmiechnijcie się dziś moje drogie do swoich mężów aby mieli milszy dzień bo im tam gdzie są też jest ciężko, że nie mogą nas przytulić.
Miłego dnia

30 764 Ostatnio edytowany przez smutna72 (2021-06-01 09:11:14)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie. Leżę  i nie chce mi  sie wstawać. Do  pracy mam na 14.00  Chce mi się płakać i nic mi się nie chce. Prubuje czasem coś robić ale to wszystko do niczego nic nie wychodzi. Nic mnie nie cieszy. Na dworze coraz cieplej. Posiedziałabym z mężem na podwórku  ale niestety. Życie nie pozwoliło już. Dlaczego.  Nie mam sił czasem juz płakać.  Dziękuję wam kochane za słowa wsparcia. Dobrze ze można tu się wyżalić.  Tak ciężko na sercu. Pozdrawiam was kochane.

30 765 Ostatnio edytowany przez wenles (2021-06-02 22:02:46)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Drogie koleżanki z forum
4 lata temu 2/3 VI w nocy o 4.30 mój mąż dostał rozleglego zawalu serca.  3. VI miał być tort urodzinowy naszej wnuczki i jego imieniny. Niestety nie spróbował tortu....bo noc zafundowała zawał, a 7. VI zmarł. Nie odzyskał przytomności, nie pożegnał się ze mną. Ja też wtedy odchodziłam od zmysłów, też chciałam umrzeć, też myślałam, że nie dam rady - ale żyję do dziś. Nawet gdy zachorowałam w X na covid  - to myslałam, ze może odejdę z tego światu. Ale cóż żyję i jeszcze pomagam innym. Żyję aktywnie.....zawsze kochała mnie praca i tak jest do dziś. Mam kryzysy.....ale je pokonuję. Cieszę się każdym drobiazgiem i obecnoscią ludzi wokól mnie.
Dokonalam rezerwacji na 2 pobyty nad morzem w lipcu i sierpniu - to wielka radosc dla mnie.
Dziś byłam na cmentarzu.....i gdy zobaczyłam pary w moim wieku - było mi bardzo przykro. Ale gdy wrócilam do domu - zabralam się za szukanie przepisów by coś zrobić dobrego na jutro bo zaprosiła mnie 4 przyjaciół na spotkanie po południu i muszę czymś zabłysnąć, coś przywieź wymyślonego i dobrego.
Smutno mi ....ale cóż - wróciłam od córki, ktora powiedziała , że " trzeba z żywymi dalej iść " -więc idę i będę szła, aż dojdę do swojej mety.
Ale to właśnie dziś piszę ostatni wpis - cichutko znikam. Jeśli komuś pomoglam moim doświadczeniem - to się cieszę. Teraz pomagam potrzebujacym już w inny sposób i napewno dalej będę służyć swoją wiedzą i doswiadczeniem kazdemu kto jej bedzie potrzebował.

Pozdrawiam  obecne na tym forum i życzę dużo sił do pokonywania wszystkich trudności w dalszym życiu.

30 766

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Powodzenia Wenles. Dużo zdrowia, sił i wszystkiego dobrego na dalszej drodze życia. Dałaś radę. Przytulam i pozdrawiam ciepło.

30 767

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam wszystkich cieplutko,Dziękuje Jolu za pamięć o ślubie syna,oj dzieje ,dzieje się U MNIE i to nie na plus co mnie bardziej dołuje jeszcze,Tęsknota za męźem jest jeszcze większą niż była ,płacze tak jak KAŹDA z nas ,Nic nie planuje ,wsparcia  żadnego nie mam od rodziny,jak było tak jest,mam za to kontakt z koleżankami z forum co jestem bardzo wdzięczna km za to,tylko wy zostaliście mi,Aby w naszym smutnym źyciu ,było jakieś małe światełko bez bólu  CHOCIAŹ ,pozdrawiam wszystkich z forum ,BOŹE pomóż nam.

30 768

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Moje Drogie! Wenles - jesteś Wielka Sercem,swoją siłą wewnętrzną i swoją wytrwałością....chciałabym być już mieć takie doświadczenie życiowe w przeżywaniu żałoby jak Ty- chylę czoła...u mnie 10 m-c się zbliża i mam wrażenie że nie tylko nie idę dalej z żywymi,ale czasami się cofam.Odkąd znów pracuję jest lepiej,ale chciałabym też po odpoczywać po 40 latach pracy- tak jak planowaliśmy z moim mężem....Uczepiłam się tej pracy -jak tonący przysłowiowej brzytwy,bo znając siebie - oszalałabym siedząc nadal samotnie w domu.Dziś mam się spotkać  na kawie z 2 koleżankami z dawnej pracy,mam mieszane uczucia co do jednej z  nich/po ponad 25 letniej wspólnej pracy nie odezwała się do mnie poza zdawkowymi świątecznymi SMS-ami
       Jednak zgodziłam się i mam nawet dla nich małe upominki - mające nam przypominać lata naszej znajomości.
Jednak ,,wysypu,,zaproszeń brak,też zrobiłam się zachowawcza,kiedyś ja byłam inicjatorką wspólnych babskich spotkań.cóż wszystko się zmienia po odejściu na emeryturę. Dziewczyny drogie,może my mogłybyśmy się spotkać -gdzieś na neutralnym terenie -wypośrodkować nasze odległości od siebie.Nawet parę godzin wspólnych rozmów,wzajemnego wsparcia daje bardzo dużo i może wiele dobrego nam przynieść.Zbliża się lato,agroturystyka nie jest droga,dzieciaki też mogą Wam towarzyszyć.Ja już pisałam ,że mieszkam w woj:łódzkim ,ale mogę zboczyć z wytyczonej trasy i przywieźć którąś z nas.Jestem mobilna,lubię jeździć i chętnie służę pomocą.Rocznie pokonywałam kilka tysięcy kilometrów,można się ze mną komunikować pisząc na mój adres e-mailowy klikając w lewy dolny róg/pod ilością postów/. Smutna i WillaLubicz Wy jesteście na samym początku ,,wdowiej,,drogi-długiej wyczerpującej i  bardzo samotnej.Potrzebujecie wsparcia....zastanówcie się: razem lżej, tym bardziej,że mamy wszystkie te same problemy życiowe po śmierci naszych mężów.Janinko,Ty też musisz mieć kogoś kto Cię cierpliwie wysłucha,doradzi,pomoże...wszystko można zorganizować tylko potrzeba chęci.To,że jesteśmy w różnym wieku i z różnym dorobkiem i bagażem życiowym działa tylko pozytywnie...więcej wspólnych kobiecych doświadczeń...Pozdrawiam

30 769

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie  koleżanki.  U mnie nadal bez zmian . Tęsknię i jeszcze raz tęsknie za mężem.  W tym miesiącu  będą 4 miesiące jak go niema a ja nadal nie dowierzam w to.  Nie robie planów na dni do przodu. Żyje dniem dzisiejszym.  Jest samej tak ciężko i źle.  Chodze do pracy i między ludźmi jest lepiej. W domu szukam sobie jakiegoś zajęcia bo inaczej zwariuje.

30 770

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
gruba napisał/a:

Witam 8 miesięcy zginął mój mąż ja zostałam sama z synem bardzo za nim tęsknie każdego dnia myślę o nim i czekam kiedy mnie się przyśni a śni się często moje dziecko jest chyba mądrzejsze ode mnie  dużo z nim rozmawiałam wie że tata jest w niebie naszym aniołem i nie musi już rano wstawać do pracy . myślałam że z każdym miesiącem będzie lepiej ale jest gorzej nie chce mi się nic sprzątać,gotować malować kiedyś byłam optymistką teraz wszystko widzę na czarno nie spotykam się z nikim moje wyjście z domu to tylko do szkoły sklep i z powrotem chce znowu być tą dawną dziewczyną ale nie mam pojęcia jak z tego stanu wyjść bo najbardziej cierpi mój syn


Potrzeba na to czasu

30 771

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie moje drogie! wiem jak Wam ciężko,bo samo przez to przechodziłam.Wydaje się,że każdy kolejny dzień jest nie do przeżycia-a okazuje się ,że żyjesz:wstajesz,myjesz się ,przygotowujesz dzieci do szkoły ,idziesz do pracy,po drodze szybkie zakupy,kolacja,pranie,sprzątanie....i żyjesz nadal: nieszczęśliwa do granic wytrzymałości, w bólu nie do opisania,ale żyjesz i żyć będziesz...
Ja miesiąc przed śmiercią męża przeszłam na wcześniejszą emeryturę,nikt mnie na nią nie wysyłał,wprost przeciwnie....dzieci już maja własne dzieci.....
Żyję nadal,choć trudno to nazwać normalnym życiem,idę potykam się ,podnoszę i wstaję...myślałam po co i dla kogo? po co ja komu? i wtedy napisała do mnie kobieta-,,Misiulek,,jesteś potrzebna sama sobie,dzieciom i całemu światu,jesteś potrzebna mężowi który by chciał.żebyś dalej żyła,trudno nie ma Go,ale Ty jesteś i musisz iść dalej ,bo On by tak chciał,bo jak tak zrobisz, Jemu tam będzie łatwiej....jest trudno,ale nikt nie powiedział,ze będzie łatwo...będzie płacz,lament a nawet skowyt skrzywdzonego przez los do granic możliwości człowieka,ale dacie radę bo w Waszych sercach będą Oni-Wasi kochani mężowie...ja odliczam dni do spotkania z Nim,ale ten czas to dar od losu dla mnie,żebym miała opowiadać Jemu co robiłam,i co zrobiłam....Przytulam Was bardzo,bardzo mocno.Nie jesteście i nie będziecie z tym wszystkim same....piszcie....

30 772

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam,właśnie wróciłam z Krakowa gdzie będąc u syna każdego dnia jeździliśmy na działkę.Kiedyś to były tzw:Pracownicze Ogrody Działkowe,stopniowo ludzie zaczęli je wykupywać na własność.Te na których byłam są jednymi ze starszych:istnieją już ponad 35 lat.Piszę o tym,bo tam każdego dnia podziwiałam kilka starszych samotnych kobiet,głównie wdów - które same dawały sobie radę z koszeniem,podlewaniem i pielęgnacją swoich działek,a to ciężka fizycznie i logistycznie praca.Same dojazdy i dojścia z domu do celu to duży wysiłek dla starszych pań:wszystkie ponad 70 letnie. Rozmawiałam z Nimi,miały różne życiorysy:wdowy od 10,36,18 i 2 lat....Była fryzjerka,nauczycielka,prawniczka,krawcowa..wszystkie same,samiutkie,ale bardzo radosne,uśmiechnięte... zadbane,ładnie ubrane..Wszystkie mające spore.pięknie ukwiecone działki.Na pytanie o wnuki odpowiadały:były małe to babcia była potrzebna,teraz kontakty głównie telefoniczne.Nie mają żalu do nikogo,takie życie...mówią, najtrudniej jest pogodzić się z własną samotnością zwłaszcza tą niespodziewaną,nagłą...nieodwracalną.Jednak jak to już nastąpi ,to ponoć jest najpierw:znośnie,później tak sobie,a jeszcze później:do wytrzymania...na końcu jest nieco lepiej...bo zbliża się czas spotkania z tymi,którzy odeszli,a za którymi tęskni się całe dalsze życie.W szczególności w każde święta i uroczystości rodzinne.Nie pocieszały,nie mówiły,że czas goi rany,on je tylko zabliźnia.....Napisz Kolia co u Ciebie,kilka dni temu minął rok Twojej żałoby,podziel się swoimi przeżyciami,u mnie w sierpniu minie rok,a mam odczucie ,że to dopiero kilka miesięcy,że to było tak niedawno...a co będzie dalej....nie wiem i chyba tak naprawdę to nie chcę wiedzieć.Pozdrawiam Was Wszystkie

30 773

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie.     U mnie w czwartek  będą 4 miesiące jak mąż odszedł.  Bardzo za nim tęsknię.  Śnił  mi tylko 2 razy ale te sny były jak prawdziwe.  Nie da się opisać słowami tego co czuje się w środku  ból i tęsknotę.  Pozdrawiam wszystkie koleżanki

30 774 Ostatnio edytowany przez kolia1 (2021-06-21 14:08:19)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Faktycznie, u mnie minął ten przysłowiowy, podobno ważny,  bardzo trudny rok. Patrząc z perspektywy czasu, trudno mi określić czy to długo czy krótko...Zapętlona wciąż w trudnych emocjach, zagłębiona w myślach o mężu, we wspomnieniach, upływ czasu nie miał dla mnie znaczenia. Mogę stwierdzić bardzo enigmatycznie, że trwał bez końca i upłynął błyskawicznie. Bez końca, kiedy każda minuta była piekłem i wydawało się, że nie dam rady, rozsypię się, nie przeżyję. Kiedy pragnęłam jak najszybciej  zasnąć, żeby chociaż na jakiś czas nie pamiętać, żeby sen przyniósł odrobinę ulgi, a sen nie nadchodził. Minuty ciągnęły się jak miesiące. Każdy dzień był dla mnie rokiem. Z tej perspektywy ten rok trwał, trwał i trwał...
Sama rocznica rozhuśtała mnie dość mocno emocjonalnie. I z tej perspektywy patrząc, trudno było mi uwierzyć, że upłynął już rok. W pamięci wciąż widzę żywego męża, jakby to było wczoraj.
Rok niczego nie zmienia dziewczyny, przynajmniej u mnie. Jedyne co zelżało to stres. Jest dużo mniejszy niż w ciągu kilku pierwszych miesięcy. Nasiliła się natomiast tęsknota i miłość, która wydaje się dużo silniejsza niż za życia męża. Im dalej tym bardziej go kocham i tęsknię. Tym bardziej mi go brakuje, tak prozaicznie"byleby tylko był".
Nadal nic mi się nie chce, energii brakuje na wszystko. Nie czuję nawet odrobiny zadowolenia...z czegokolwiek. Odhaczam jakieś niezbędne sprawy do załatwienia. Reszta to gnuśnienie i depresja.
Wiem, że nie pocieszyłam Was. Ale jeszcze nie potrafię, może nigdy nie wyrwę się z tego zaczarowanego kręgu żałoby.
Pozdrawiam serdecznie wszystkie pokrzywdzone przez los.

30 775

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

U mnie jutro będzie 10 miesiąc życia w samotności,bez tej najważniejszej dla mnie osoby.Nie wiem jak dałam radę,chyba przymusowa przeprowadzka a później częściowy powrót do pracy uratowały mnie przed całkowita rozpaczą i totalna negacją dalszego mojego istnienia....Pamiętam,zresztą mam to zapisane,że nie było i nadal nie ma dnia bez płaczu za mężem....Najpierw był krzyk do utraty tchu,później przerażający skowyt,po mniej więcej pół roku szloch..teraz jest już w miarę normalny płacz,a w czasie jazdy samochodem czy spaceru:łkanie.....Staram się kontrolować swoje emocje,żeby jak kiedyś usłyszałam,nie epatować zbytnio swoją rozpaczą,bo nie wszyscy to rozumieją...i ludzie omijają takich nieszczęśników...ale samokontrola mojego smutku co chwila mi się wymyka i nigdy nie wiem tak do końca co go znów spowoduje i kiedy ? Nadal unikam dużych skupisk  ludzkich gdzie widzę radosne pary,nadal nie mogę się cieszyć z czegokolwiek bo nie mam z kim dzielić moich smutków,a co dopiero radości...nadal moja codzienna tęsknota jest tak wielka,że żadne słowa tego nie oddadzą...ale żyję,jestem i trwam na tej ziemi.Myślę,że jest to zasługa przede wszystkim najbliższej rodziny,przyjaciół i dobrym ludziom których niespodziewanie dużo spotkałam w tym tragicznym dla mnie czasie.Teraz zaczną się wakacje,czas na wypakowanie kartonów i walizek przywiezionych z poprzedniego mieszkania...czas na zajęcie się ogrodem,na przeczytanie książek które cierpliwie czekają od prawie roku.Dopiero od niedawna mogę skupić myśli na tyle by przeczytać w całości jakieś czasopismo,żeby wejść do księgarni i  poprzeglądać książki...żeby pomyśleć o zakupie czegoś co sprawi mi małą radość :zakup nowych tenisówek, kwiatka do ogrodu ,czy spróbowanie nowego gatunku kawy....Pozdrawiam Was Wszystkie

30 776

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam
Dawno nie pisałam, ponieważ nie miałam sił. Jutro minie 5 miesięcy jak mego ukochanego nie ma. Ciężko mi bardzo, wiecie żyje, oddycham, funkcjonuje ale już tak nie chce. Są dni lepsze takie, że po żartuje z dziećmi, byłam z nimi na wycieczce rowerowej, na spacery chodzimy, ale to nie jest to samo i widzę to na każdym kroku. Miałam nawet myśli żeby odejść z tego świata ale nie zostawiać cierpiących dzieci samych tylko zabrać je też z sobą do męża i myślalam żeby odkręcić gaz i byśmy wszyscy bezboleśnie zasnęli nawet psy nasze i w końcu znów stalibyśmy się rodziną,,,,, wiem to złe myśli i szybko z głowy wywaliłam. Tylko kurcze nie wiem jak żyć ja się łapie na tym, że czekam na dni w których jeżdżę na cmentarz a dom to jakby już nie dom.... Jeszcze muszę sprzedać auto, nasze autko którym zwiedziliśmy pół Polski muszę oddać w inne ręce a jest to trudne bo tylko mój mąż nim jeździł i teraz nawet jak się wymykam i idę po siedzieć w nim to tyle emocji i jeden wielki płacz, córka płakała, że muszę sprzedać ale nie mam innego wyjścia bo nie mam prawa jazdy. Był też dzień ojca, ciężki dzień jak i zakończenie roku. Syn wzorowy, mąż dawał po cichu jemu 100 zł zawsze takie męskie tajemnice a teraz nie ma nic. Widzę że jest im ciężko i jak mam ich pocieszać skoro dławie się łzami żeby nie widzieli . Jestem zła im więcej czasu mija tym gorzej i gorzej będzie i ta tęsknota straszna rozrywająca serce. Na to nie ma lekarstwa niestety. Już go nie przytulę, nie zobaczę. Całe życie runęło już nie ma nic....Dobranoc...

30 777

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Niestety WillaLUbicz nie pocieszę Cię ,bo dokładnie to samo było ze mną.Często mój mąż mówił,że mężczyźni żyją statystycznie krócej i co ja zrobię gdy On odejdzie...odpowiadałam:następnego dnia dołączę do Ciebie-bo żyć bez Ciebie nie będę umiała!!i co...dalej jestem,żyję ...ale jakie te życie jest...beznadziejne po prostu.Nie ma tej najważniejszej dla nas osoby i tak naprawdę nikt,dosłownie nikt nie wie co my przeżywamy każdego samotnego dnia....Budzisz się bez Niego sama musisz sobie poradzić z prozą życia...Ja bym nie sprzedawała auta,może dzieci będą nie długo w takim wieku,że będą mogli zrobić prawo jazdy,jeżeli nie- to ja bym go zrobiła :dla męża,dla dzieci ,dla siebie....Też bym kontynuowała tradycje ukończenia roku szkolnego przez dzieci/syna/i....
Być może masz trudną sytuację finansową,ale może jakaś inna symboliczna suma + słodkości byłoby jakąś alternatywą,Auto też można gdzieś odstawić,zabezpieczyć wyrejestrować czasowo,lub zapłacić  tylko OC? Wiem,że ciężko jest prosić o pomoc ,ale masz pewno bliską rodzinę , która może wspólnie Ci pomóc? Jak nie pisz do nas,pomyślimy jak Ci w tym ciężkim czasie pomóc.Musimy się wzajemnie wspierać,bo przez to samo przechodzimy wszystkie bez wyjątku...Jak ja byłam w tym czasie żałoby co Ty,i czytałam wpisy innych kobiet piszących że ....nic nie będzie lepiej to po prostu ,zwijałam się w kłębek i wyłam,nie płakałam tylko wyłam jak zranione zwierzę...Pisały: nic już nie będzie takie same,ale będzie inne....i tak dokładnie jest.Żyję,ale to już nie jest to dawne życie,piękne bo wspólne.....już nigdy tak nie będzie...ale będzie bo życie nie zważa na nasze tragedie tylko pędzi do przodu.Twoje dzieci będą rosły,kończyły kolejne szkoły,poznają nowych ludzi,,,znajdą się w różnych sytuacjach życiowych....ale zawsze będziesz dla Nich bardzo ważna,podwójnie za siebie i za męża....uwierz mi ,to dzięki Nim przeżyjesz i jeszcze nie raz się uśmiechniesz...mogę Ci to udowodnić ...Oni Cię teraz potrzebują podwójnie i nie możesz przejść obok Ich potrzeb obojętnie.Ty już jesteś dorosłą ukształtowana kobietą -MATKĄ, ONI mają to dopiero przed sobą...Chciałabym przytulić Cię teraz bardzo mocno i powiedzieć :przejdziesz przez to,jesteś silna...bo tak naprawdę nie masz innego wyjścia,Twoi dzieciom została tylko MATKA i nie możesz Ich zawieść,później pomyślisz o sobie,wierz mi ,będziesz miała na to jeszcze sporo czasu...Pisz,dziel sie emocjami to pozwala,a my możemy Ci pomóc,po to tu jesteśmy,,Pozdrawiam Was Wszystkie

30 778

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam,nikt tu już na naszą stronę nie zagląda,stąd wniosek,że piszące do tej pory poradziły sobie i nie widzą potrzeby kontynuacji swojej tu obecności,albo przeniosły się na bardziej aktywne Fora...Ja piszę,bo u mnie w tym m-cu minie rok odkąd straciłam męża i czuję konieczność podziękowania wszystkim moim ,,pocieszycielkom,, za to ,ze też po części dzięki Ich pomocy ten najtrudniejszy-najgorszy rok mojego życia udało mi się przeżyć.
To One cierpliwe,wyrozumiale i w pełni rozumiejące co czuję każdego samotnego dnia pisały,dzwoniły,trzymały kciuki za mnie...wierzyły,że dam radę nie zwariować z tęsknoty ,bólu i rozpaczy jakiej doświadczyłam po śmierci ukochanego męża
     Część z Nich już nie pisze,wycofały się,część zagląda sporadycznie ale zawsze będę pamiętać jak czekałam na wiadomości od Nich i ile Im zawdzięczam.Nigdy nie pocieszały na wyrost,nie obiecywały,, gruszek na wierzbie,, nie szafowały wizją radosnej przyszłości....ale mówiły o czasie i cierpliwości dla samej siebie,o koniecznym dystansie do wielu życiowych spraw,o konieczności przewartościowania swojego dotychczasowego życia...
     Mija rok,ja nadal każdego dnia bardzo,bardzo tęsknię za moim mężem.Mówię o tym wprost i bez ogródek moim bliskim i tym którzy przy mnie trwają nadal...wiem,że Oni to rozumieją i akceptują moją zmianę
    Uśmiech bardzo rzadko u mnie gości,jestem mało aktywna towarzysko,przestałam być tak otwarta na Innych jak kiedyś...ale nadal jestem sobą,jak kiedyś.Bardziej smutna i zamyślona,błądząca gdzieś tam myślami,czasami za bardzo wycofana z codziennego życia,ale jednak to nadal Ja.
Gdyby nie to Forum pewnie znacznie gorzej bym sobie radziła,nigdzie więcej nie pisałam o sobie bo nie lubię ,,rozmieniać,,się na drobne i stawiałam zawsze na jakość a nie na ilość ....zależało mi na kontakcie z osobami w podobnej do mojej sytuacji i w miarę zbliżonym wieku.Kobiety z tego Forum na zawsze zostaną w moim sercu i zawsze będę pamiętać ile Im zawdzięczam. WIELKIE DZIĘKI WAM.....Będę nadal kibicować Tym,które są dopiero na początku trudnej wyboistej drogi po śmierci męża,będę nadal zaglądać na Naszą Stronę i w miarę możliwości wspierać Inne.....napiszę za jakiś czas,co z moją żałobą,może w ten sposób pomogę choć jednej z Nas...

30 779

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Nie wiem, czy można sobie z tym poradzić. Nie wyobrażam sobie. Mówią, że czas leczy rany.. ale ta pustka musi strasznie boleć sad

30 780

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam ja też straciłam męża popełnił samobójstwo 18 maja nie mogę sobie z tym poradzić bardzo mi go brakuje i z dnia na dzień jest coraz gorzej

30 781

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Jolam ja zaglądam często na forum, ale nic nie pisałam bo nie wiedziałam co już pisać. Za dużo się u mnie nie zmieniło nadal ból, smutek, żal i złość. Bywają lepsze dni, wczoraj byłam z dziećmi na rowerach, śmiejemy się wspominamy tylko ta tęsknota taka ciężka. Chciałabym przytulić, objąć poczuć jego zapach. Dzieci też " jakoś" sobie radzą. Właśnie jadę do męża z kubkiem kawy dla niego i dla siebie, lubiłam z nim pić kawę, więc nadal to robię.
Witaj Gosiek, to dopiero początek, sama pamiętam jak się czułam na początku drogi musisz być dzielna....pisz co czujesz będzie odrobinkę lżej, płacz kiedy tego potrzebujesz i krzycz jak musisz, nie duś emocji w sobie...

30 782

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Willa Lubicz dzięki za słowa wsparcia mieliśmy tyle planów za rok ślub córki a jego już nie ma Depresja go zabiła a ja zostałam z cierpieniem i myślami że mogłam coś zrobić zauważyć

30 783

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Gosiek niestety depresja to skomplikowana choroba. Choć cię nie znam to sądzę, że na pewno zrobiłaś wszystko co było możliwe, wyrzuty sumienia będą Ci towarzyszyć jeszcze długo. U mnie nie długo mija 7 miesięcy jak covid zabrał mi męża i też mam wyrzuty sumienia, że zrobiłam za mało, że może gdyby inny szpital to miałby większe szanse, a nawet myślę że to ja powinnam umrzeć nie on. Z takimi myślami będziemy się zmagać już zawsze . Nie ma dnia bym o mężu nie myślała a na napis na pomniku nie mogę patrzeć bo zawsze boli tak samo że on tam leży. Myślę, że gdy umiera ukochana osoba kończy się jakiś etap życia u mnie jest teraz wegetacja i czekanie na spotkanie z nim gdzieś tam.

30 784

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

WillaLubicz to wszystko jest takie trudne teraz bez niego nie wiem jak dalej to będzie jak żyć samemu jak do tej pory wszystko robiliśmy razem

30 785

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam
U nas było podobnie, wszystko robiliśmy razem nawet pranie wieszaliśmy razem. Wiem, że to trudne i trudne już pozostanie. Ja jakoś funkcjonuje, ale to już nie takie samo życie. Mam 4 dzieci i dwa psy więc i pracy dużo i tak robię od rana do nocy aż padam. Boję się myśleć co będzie jutro czy w kolejne dni więc żyje tu i teraz. Wszystko kojarzy mi się z mężem i nadal nie mogę uwierzyć, że to nas spotkało. Był moim powietrzem. Zawsze jemu mówiłam, że bez Ciebie nie ma mnie a beze mnie nie ma Ciebie.... A mimo to przyszło nam żyć osobno. Wiem Gosiek jak Ci ciężko nie umiem Cię pocieszyć po prostu na tym etapie płacz i krzycz i wspominaj jacy byliście szczęśliwi mi to pomagało bo wtedy zdałam sobie sprawę, że mieliśmy szczęście żyć u swego boku i przeżyć tyle pięknych dni....Dobranoc

30 786 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-08-19 13:32:01)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam,Obie po raz pierwszy u nas ...więc nie znacie też naszych smutnych historii...Ja w przeciągu jednego dnia straciłam męża byliśmy razem ponad 40 lat...Ból nie do opisania,mija rok a nic lepiej,płacz każdego dnia i olbrzymia tęsknota .Nie wiem,czy kiedykolwiek dojdę do stanu względnej codziennej normalności.Pracowałam z psychologiem,jestem w stałym kontakcie z Innymi kobietami ,wymieniamy się swoimi doświadczeniami..Wciąż jednak ,,mam nie posklejane skrzydła,,i chyba już tak będzie-bo nie ma we mnie odwagi Ikara...różne drogi nas prowadzą,ale u mnie ta
co w przepaść rwie...,,tyle słowa piosenki,,Gramy w zielone,,która na początku mojej żałoby dawała mi nadzieje...każdego dnia.Teraz już niekoniecznie..u Koli parę miesięcy po roku żałoby,  też tęsknota ogromna za mężem...Janeczko napisz co u Ciebie?...już masz coraz bliżej do roku żałoby.
Niczego nie możemy zakładać na wyrost,być może dacie radę,bo młodsze,bo bardziej się staracie,bo macie większą pomoc innych niż my,niż ja...Być może lepiej poradzicie sobie z przerażającą codzienną samotnością- bo macie pracę,dzieci i  obowiązki nie tylko rodzinne..być może,być może...
Życzę Wam tego z całego mojego zbolałego serca...bo jak ma tak wyglądać dalsze moje życie to powinnam powiedzieć:,,Boże zatrzymaj świat-ja wysiadam..,,Trwam i czekam,na co?,po co? i dla kogo?....dla siebie,dla dzieci dla wnuków...chociażby...dużo? mało? trzeba próbować,bo nie mamy  innego wyjścia,nie dano nam żadnego wyboru. Może odezwą się Inne kobiety z Naszego Forum i napiszą jak sobie poradziły i nadal radzą każdego dnia? Pozdrawiam serdecznie- piszcie ...

Witam ponownie,WillaLubicz rozminęłam się z Twoim wpisem.Często myślałam jak sobie radzisz,ale było we mnie takie wewnętrzne przekonanie,ze ,,piekielnie,,/w tym pozytywnym/znaczeniu dzielną jesteś kobietą i mimo ran,żalu i tęsknoty idziesz do przodu..Nie masz absolutnie innego wyjścia,bo dzieciaki Cię potrzebują jeszcze bardziej niż jak byliście wszyscy razem.Ten pomysł z kawą - super,mnie z kolei mąż w wolne dni od pracy robił kawę i już nikt takiej dobrej mi nie zrobi...po prostu wkładał w nią swoje serce....Co do psiaków,to też Twoi przyjaciele są ,wierni,oddani ,ich obecność mobilizuje do wyjścia z domu.Wiem coś o tym,bo każdego dnia ,,walczę,,o życie mojej teraz jedynej współlokatorki,przyjaciółki:16 letnie suczki ...To jej codzienna obecność przypomina mi męża,z początku przez 3 miesiące od Jego śmierci spała na dywaniku przed Jego łóżkiem,teraz kiedy zbyt długo płaczę,podchodzi do mnie i z olbrzymim żalem w ślepiach patrzy na mnie przenikliwie i zaczepia delikatnie swoja łapą...Jak by mi chciała powiedzieć....nie płacz,już niczego nie zmienisz.Boję się co będzie jak odejdzie,jak zupełnie zostanę sama...Przez dwa miesiące wróciłam do pracy,byłam w komisjach maturalnych i zawodowych,Kontakt z ludźmi w tym z młodymi, bardzo mi pomógł.Zaczęłam się po raz pierwszy uśmiechać-10 miesięcy po.....powoli wróciłam do żywych,może to nie jest takie równe kroczenie: noga w nogę, czasami się przewrócę,czasami o coś potknę,ale podnoszę się ,otrzepuję i idę powolutku,ślamazarnie dalej....co mnie spotka,co zobaczę ,kto mnie skrzywdzi a kto pomoże?tego nie wiem i chyba nie o to chodzi...trzymam się myśli ,ze na końcu mojej drogi ...spotkam się z moim najlepszym przyjacielem-moim mężem.
Gosiek76:też cała moja rodzina czekała z chrzcinami 9 miesięcznego kochanego wnuka na powrót dziadka..miał wrócić w poniedziałek...a On w poniedziałek odszedł niespodziewanie dla nas wszystkich.Nadal wśród bliskich i znajomych szok i niedowierzanie..Był lekarzem sam dbał o siebie....i tak zadbał...jest we mnie tyle goryczy,ze żadne słowa tego nie oddadzą,też wolałabym,żeby to mnie spotkało albo żebyśmy odeszli razem...I tu już słyszę słowa innych:to czysty egoizm,a co z dziećmi? moje mają swoje rodzin i z dala ode mnie mieszkają,ale i tak potrzebują matki,wiem bo mi o tym bez przerwy mówią i też o tym jak wiele dla Nich znaczę i jak bardzo mnie kochają...5 letnia wnuczka wysyła laurki z pomocą baloników do nieba dla dziadziusia,a dla mnie pisze wierszyki :,,Babciu,wiem,że Ci jest smutno i źle ,nam też ,ale idź do przodu i nie poddawaj się..., druga 4 letnia dzwoni i mówi,ze śnił Jej się Dziadek , prosił,żeby się mną zaopiekowała podwójnie za siebie i za Niego... ,dla takich chwil warto żyć i uzbroić się w cierpliwość,czekać i zobaczyć co życie nam przyniesie...
Aniczko,duszku Nasz Dobry,może Ty napiszesz ?Mnie bardzo,bardzo pomogłaś i nadal pomagasz....Pozdrawiam Was Wszystkie

30 787

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Jolam rok to tak dużo a zarazem tak mało..ale mówią, że pierwszy rok jest najtrudniejszy a ty dałaś radę!!! Przed Tobą jak i przed nami wszystkimi jeszcze dużo trudnych dni, wiele nieprzespanych nocy, wiele wylanych łez, ale jesteśmy dzielne my wszystkie, chodź ciężko nam żyć, oddychać to musimy bo mamy dzieci czy to większe czy mniejsze ale nas potrzebują, są wnuki, rodzina... Chodź bardzo bym chciała się nie obudzić to wiem, że żyć muszę. Czy jestem szczęśliwa??? Już nie i już nie będę. Mój mąż był moim szczęściem, rano jego widok powodował że chciało mi się wstać. Miałam dla kogo gotowość i nawet jeśli coś nie smakowało to mąż zawsze chwalił, ja byłam dla niego ideałem a on był dla mnie. Dał mi dużo szczęścia i dużo radości w życiu, dał mi całego siebie a ja mając 16 lat w jednej chwili oddałam swoje serce w jego ręce.... Teraz cierpimy my wszystkie bo straciliśmy nie tylko męża, partnera ale przyjaciela który wysłuchał i doradził, który nie oceniał... Tak jak już kiedyś napisałam żyje z dnia na dzień by móc spotkać się z mężem gdy nadejdzie odpowiednia pora... Dobranoc....

30 788

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziękuję WillaLubicz za piękne,mądre słowa...nie mogłam powstrzymać łez..Wczoraj minął rok,wyjazd na cmentarz/89 km w jedna stronę/na szczęście z dalszą rodziną...Tak do końca nie wiem,czy nie lepiej by było mi samej w  tym dniu i w tym miejscu.Moje dzieci tak wybrały i uszanowałam Ich decyzję...spotkaliśmy się trochę później u mojej córki.Nie było łez,wspomnień,raczej normalne rozmowy o naszej olbrzymiej tęsknocie za człowiekiem którego tak wszyscy kochaliśmy,i którego barak każdego dnia jest porażający.Wnuczka pyta wciąż::dlaczego Dziadek się z Nią nie kontaktuje,i ona nie wie,czy laurki które mu wysyła do nieba za pomocą przywiązanych baloników,się Mu podobają czy nie?
Każdy z nas musi sobie radzić po swojemu.Dzieciom jest łatwiej,mają już swoje dzieci,pracę i plany życiowe.Oboje się przeprowadzają więc moc spraw do załatwienia.Najgorzej ze mną,choć robię wszystko co mogę i co jest w moim zasięgu- nic się nie zmienia.Też myślałam kiedyś czytając wpisy innych kobiet,że rok to taka zaczarowana data-po której jest lepiej-chociaż odrobinę...
U mnie niestety nie jest,jestem szczera do bólu ze sobą i z Wami,nic lepiej-mam wrażenie,że czasami wręcz gorzej...Płacz,smutek i olbrzymia,przeogromna tęsknota zagościła u mnie i nie chce mnie opuścić....niestety nie potrafię sobie z tym poradzić
Mam wsparcie bliskich i ,przyjaciół-znacznie ilościowo ,,okrojonych, ale sprawdzonych...,,są SMS,MMS,e-maile,rozmowy telefoniczne...spotkania,ale w moim przypadku niczego radykalnego nie zmieniły .Była długa opieka psychologa.....Brakuje tej jednej najważniejszej dla mnie osoby.....Czasami jestem zła na samą siebie,że się jeszcze nie pozbierałam,nie ,,ogarnęłam,, z tej rozpaczy,że inne kobiety lepiej sobie z tym radzą ,może bardziej się motywują,bardziej chcą....ja nie chcę żyć bez mojego męża - ale muszę bo jakie mam inne wyjście? ale to nie jest życie - to wegetacja...bez uczuć i emocji innych niż te co towarzyszą żałobie po zmarłych.Pozdrawiam i odezwę się za jakiś czas,przynajmniej się postaram....

30 789 Ostatnio edytowany przez kolia1 (2021-08-26 16:13:27)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Minęło 14 miesięcy od najtragiczniejszych chwil mojego życia. Przede mną druga zima bez mojego męża. Nie mam pojęcia jak przeżyłam pierwszą...tej drugiej boję się również mocno. Nadal bez zastanawiania się oddala bym resztę mojego życia za jeden dzień z moim mężem. I już pojmuję, że nic nie mogę...wiem, że już NIGDY....słucham utworu Sanah "Aniołom szepnij To"... i łzy tęsknoty i bezsilności spływają po policzkach. Moje życie skończyło się ponad 14 miesięcy temu, w ciągu kilku sekund. I pewnie tak już zostanie. Robię dobrą minę do złej gry. Tęsknota i miłość coraz większa... i wspomnienia, wspomnienia... tym żyję na tu i teraz. Coraz więcej pięknych, cudownych wspomnień. To tak boli. Mój mąż był cudownym niepowtarzalnym człowiekiem. Chciała bym Mu tyle powiedzieć...jak bardzo był dla mnie ważny, niezastąpiony, niepowtarzalny...i już nic nie mogę. Nie zdążyliśmy się pożegnać...nie zdążyliśmy sobie powiedzieć kilku ostatnich słów. Nic... Ja nie zdążyłam... nie zdążyłam Mu pomóc ani Go uratować. To ciężkie brzemię... Nie wiem jak potoczy się dalsze moje życie. Pewnie jakoś....nieważne.
Przytulam was mocno.
Zapewne nie zabrzmiało to wspierająco ani optymistycznie. Każdy z nas jest inny...inaczej przeżywa i reaguje. Ja mam tak.

30 790

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ja w pracy miałam dziś ciężki dzień nikt mnie nie rozumie mają pretensje że jestem bez humoru a jaka mam być to dopiero 3 miesiąc jak mój mąż przegrał walkę z depresją i odebrał sobie życie nie umiem bez niego żyć i nie wiem co będzie dalej tylko pustka i te samotne wieczory i noce

30 791

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Gosiek76,u ciebie 3 miesiące,a u mnie już minął rok i też nie daję rady. Szkoda,że nie ma obok Ciebie w pracy empatycznych - współczujących Ci ludzi. Jest ich coraz mniej niestety...Ja wróciłam do pracy na 2 m-ce,i to było dla mnie dobre.Nie miałam taryfy ulgowej,ale byłam wśród ludzi..mniej czasu na łzy i rozpacz.Myślę,że będąc w pracy szybciej wrócisz do ,,żywych,,,przynajmniej masz motywację do wyjścia,uwierz mi samotne siedzenie w domu do niczego dobrego nie prowadzi.
Kiedy mi to mówiły kobiety nie tylko z naszego Forum,nie chciałam tego słuchać,ale teraz z perspektywy minionego czasu - przyznaję Im rację...wszystkim/
Możesz skorzystać z urlopu lub poproś lekarza o zwolnienie krótkie zwolnienie lekarskie/należy się nam po śmierci najbliższych/i odpocznij trochę od pracy i ludzi...nabierzesz dystansu,wyciszysz się,pobądź sama ze sobą ze swoimi myślami...a potem wróć i zobaczysz jaka jest różnica.Mogą Cię irytować zachowania innych,ich rozmowy:te służbowe i te prywatne jeszcze bardziej,masz prawo czuć się źle - jak się śmieją czy żartują,ale takie to jest życie.....
Nikt Cię tak do końca nie zrozumie dopóki nie znajdzie się w takiej sytuacji jak TY- identycznej.Moja koleżanka z dawnej pracy jest dokładnie na Twoim miejscu .Dzwoni i mówi,ze dopiero teraz wie przez co ja przechodzę...ja gdybym była Tobą powiedziałabym głośno,że proszę o zrozumienie mojej sytuacji i uszanowanie moich zachowań...:grzecznie,spokojnie bez nerw.,,Że nie wiesz ile to potrwa,ale niczego na siłę nie przyspieszę tylko dlatego,że ktoś tego ode mnie oczekuje.....,
    My Cię rozumiemy najlepiej ze wszystkich,czasami lepiej od najbliższych...którzy chcą nam pomóc,ale nie potrafią,albo nie wiedzą jak..My się wzajemnie wspieramy,piszemy,długo rozmawiamy..jak możemy to się też odwiedzamy.....bo najgorsza jest samotność , brak zrozumienia u innych i nasza bezradność  i pogodzenie się z faktem:że już nigdy nic nie będzie takie samo
Pisz,bo dobrze jest podzielić się emocjami z innymi - to pomaga.
    Pozdrawiam Was Wszystkie i dużo sił życzę abyśmy umiały choć częściowo oswoić się z nową rzeczywistością w jakiej się znalazłyśmy bez naszej winy i bez naszej na to zgody.

30 792

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Jolam1 dziękuję bardzo za słowa wsparcia ja do pracy wróciłam po tygodniu może za wcześnie ale siedząc w domu chyba bym zwariowała córka z chłopakiem się do mnie wprowadziła bo od dwóch lat to tylko z mężem mieszkaliśmy przynajmniej mam się do kogo odezwać

30 793

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Jolam
Rok to tylko- czas, czas który nie spowoduje, że mniej cierpimy. Nadal czujemy ból, smutek, samotność i sądzę że ile by czasu nie minęło to już zawsze będziemy odczuwać to wszystko. Zaczniemy się tylko kamuflować i w samotności płakać, smucić się i przeżywać rozpacz. Myślę, że w jakiś sposób życie nasze się skończyło, ale mamy rodziny, dzieci ty wnuki które nas potrzebują musimy funkcjonować i znajdywać chodź odrobinę radości w życiu w jakim nam pozostało żyć. Masz cudowną wnuczkę ten pomysł z balonami wspaniały, aż wyobraziłam sobie lecące do nieba balony z wiadomościami do dziadka i kto wie może dziadek kiedyś na każde pytania odpowie wnuczce we śnie.....

30 794

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kolia
Witam Cię i zupełnie rozumiem twój ból. Zgadzam się z Tobą, że każdy odczuwa ból na swój sposób, ale nas wszystkie ten ból połączył.Wiesz u mnie wczoraj minęło 7 miesięcy i nadal zadaje te same pytania na które nigdy nie dostanę odpowiedzi. Nadal czuję złość i myślami wracam do tych smutnych chwil ze szpitala. Mam dzieci i uśmiecham się czasami z przymusu, ale przyznam się że są takie chwile że śmieje się szczerze zwłaszcza gdy nagle zaczynają wspominać jakieś głupotki taty. Wspomnienia są piękne bo są z czasu "normalnego" życia, potrafią wywołać uśmiech więc Twoje wspomnienia niech ci nie sprawiają bólu a wywołują uśmiech na twarzy. Cieszmy się tymi chwilami które były nam dane z naszymi mężami/ partnerami. Wiem, że to mało, ale wspomnienia zatrzymują chwilę tak jak zdjęcia czy filmy nagrane. U ciebie druga zima,,,, u mnie zima będzie się źle kojarzyć bo zimą w styczniu minie rok.... Ciężko nam wszystkim, ale musimy dawać radę, małymi kroczkami.... dobranoc..

30 795

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Gosiek
Ludzie niestety są trudni... Nie rozumieją co czujesz zbyt wiele wymagają, ale nie przejmuj się nikim bo masz prawo chodzić smutna, płakać, żalić się... Taki krótki czas u Ciebie, dużo emocji którymi ciężko zapanować. Ja nie pracuje, zajmuje się dziećmi, mąż pracował, ale teraz będę musiała się za czymś rozejrzeć i szczerze nie wiem jak to będzie, ponieważ jestem zamknięta w sobie, mój mąż był wszystkim co miałam, przyjacielem wspaniałym a teraz musimy się zmagać z sytuacjami które wcześniej nas nie dotyczyły. Dobrze, że wprowadziła się córka z chłopakiem bo razem zawsze lżej. Mój mąż był bardzo opiekuńczy, dużo bólu przeżył przez ostatnie 3 lata i mówiłam, że gdybym mogła to bym za niego cierpiała on odpowiadał- nie ja wezmę na siebie wszytko, każdy ból abyście wy byli zdrowi. Teraz wiem że odszedł bo to jedyny ból którego on by nie zniósł to jedyny ból który ja mogę za niego przeżywać. Będę cierpiała do końca życia, ale zniosę to dla niego....
My wszystkie zniesiemy ten ból bo mocno kochamy i musimy "jakoś" żyć bo oni czekają na nas tam gdzieś...

30 796

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kochani ,dawno nie pisałam ,ale czytam co U WAS się dzieje,  dużo bólu i cierpienia z którym źyjemy na codzień ,wciąż staramy się iść do przodu , brakuje nam naszej  połówki bardzo,U mnie  nic do przodu nie idzie ,choć 9 m-C minęło ,tęsknota i ból jest jeszcze większy,ostatnio na cmentarzu poznałam starszą wdowe. ,powiedziała że U NIEJ to trwało 7 lat walki z B,dużym bólem i silną tęsknota,i tak jest już innym człowiekiem,,wsparcie drugiej wdowy jest bardzo pomocne ,pomagamy sobie  na wzajem,bo nikt nas nie zrozumie co czujemy,tylko ten kto sam to przechodzi,wszystkich  serdecznie  pozdrawiam i przytulam,

30 797 Ostatnio edytowany przez kolia1 (2021-08-31 14:16:44)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Wszystkim Wam dziewczyny bardzo współczuję, wiem co przeżywacie. Bardzo mocno przytulam Gosiek 76. U Ciebie dopiero początek tego straszliwego,  palącego piekła emocjonalnego. Czy kiedyś będzie łatwiej, lepiej? Czy będzie mniej bolało? Zapewne jeszcze długo nie. Dużo zależy od nas samych, od naszych myśli i wsparcia, które otrzymujemy. A z tym jest bardzo różnie. Ja na początku potrzebowałam obecności ludzi i nie bardzo z tym wychodziło. Teraz mam różnie, raz bardzo potrzebuję a innym razem zamykam się w sobie, w swoich myślach i tęsknocie. Gdyby nie praca pewnie bym zdziczała. Czasami myślę sobie, że to jakaś kara...sama już nie wiem. To wszystko jest takie trudne i wyczerpujące. Próbuję żyć tu i teraz ale oczywiście myśli trudno zdyscyplinować. Wymykają się z pod kontroli i hulaj dusza.
Pozdrawiam wszystkie serdecznie i dużo cierpliwości i sił życzę.

30 798

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was Wszystkie Moje Drogie Towarzyszki Niedoli! Rok to tylko kolejna data w kalendarzu wiem to i zdaje sobie sprawę,że jeszcze długo będzie boleć i to bardzo- każde wspomnienie o moim mężu..Ostatnio dostałam od 5 letniej wnuczki filmik na którym tańczy i ,,rapuje,,piosenkę dla Dziadka.
,,.....Dziadka nie ma to jest fakt i pogodzić się z tym nie ma jak..
       babciu,babciu ja to wiem ,że bardzo martwisz się...
       babciu,babciu ja to wiem jak ciężko ci z tym jest...
       babciu ,babciu proszę cię idź do przodu...nie cofaj się....,, Oczywiście popłakałam się ...ale też zdałam sobie sprawę,że jestem dla Niej też kimś bardzo ważnym i w tym swoim nieszczęściu nie jestem sama.Ważna dla mojego syna ,bo nagrał ten filmik i mi go przesłał i dla jej mamy -mojej synowej  - która ,,artystycznie,,Ją przygotowała. Ważna dla Jej braciszka mojego 1,5 rocznego wnuczka,który w czasie tego występu próbował Jej towarzyszyć....i cały czas machał do mnie swoją małą rączką .Tak, niewątpliwie takie chwile są bezcenne..i chwytające za serce.
       Od września wracam do pracy,brakuje nauczycieli - dostałam fajną propozycję pracy w Policealnej szkole niedaleko mnie.Mam nadzieję,że się choć trochę ,,spionizyję,,i wyjście do ludzi podziała na mnie mobilizująco,tym bardziej,że to ludzie ,,dorośli,,.Kolia ma rację,praca dla kobiet w żałobie to przysłowiowa deska ratunkowa.
Rozmawiałam z psychologiem,sugerował ,że po roku powinnam starać się żyć tak jak by mój mąż był obok mnie psychicznie ...np: jak by wyjechał na kilkuletni kontrakt,lub został wysłany na misję...bez terminu powrotu. Mam próbować kontynuować nasze wspólne przyzwyczajenia i zainteresowania.
Wybrać się do kina na film,który by On wybrał,pójść na spacer naszą ulubioną trasą,wyjechać do naszego ulubionego miejsca,zjeść ulubioną wspólną potrawę...posłuchać ulubionej piosenki...Jak najwięcej rozmawiać z Nim w myślach lub dzwoniąc-tak jak bym zostawiała swoje słowa na poczcie głosowej.
Powiem tak,od kilku dni właśnie tak staram się robić.Powolutku,małymi krokami a raczej kroczkami...parę razy się ,,potknęłam,, nadal jest mi smutno i popłakuję,ale łapię pion i idę dalej ...przynajmniej się staram.Robię to dla siebie,moich najbliższych,ale przede wszystkim dla mojego męża,bo wiem ,że On nie chciałby abym nadal tak bardzo płakała i rozpaczała.Zawsze gdy było mi smutno i źle ,przytulał mnie ze słowami :będzie dobrze,tylko już nie płacz bo serce mi się kraje...proszę nie płacz.  .Spróbuję,, czy się uda  - tego nie wiem,ale będę próbować każdego dnia zrobię to dla Niego,bo On by tego chciał,bo On na to zasługuje..i jestem Mu to winn .Pozdrawiam i trzymam kciuki za każdą z Was i za Nas Wszystkie Razem.

30 799

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam dziękuję Kolia za wsparcie są dni kiedy naprawdę nie chce się wstać z łóżka ale trzeba iść do pracy założyć maskę i udawać że jest ok ale nie jest.Wracam po pracy do domu i ta pusta sypiania którą nie dawno sobie zrobiliśmy po wyprowadzce córek z domu tak miało być dobrze a nie jest dlaczego On to zrobił  ... tego już nigdy się nie dowiem i nie zrozumiem

30 800

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Moje Kochane! Jestem z Wami  od 20 miesięcy – wtedy właśnie runęło dla mnie niebo. Przeczytałam chyba wszystkie wpisy na tym forum, działały jak balsam na zranione serce. Nie odważyłam się jednak napisać. Zbyt wiele było we mnie rozpaczy, bólu, złości i goryczy, żeby obarczać tym Was. Mój mąż był przez 35 lat największą i najbardziej niezwykłą Miłością mojego życia, zmarł nagle, nie zdążyliśmy się nawet pożegnać. W jednej chwili znalazłam się w najczarniejszym tunelu, z którego nie miałam siły i nie chciałam się wydostać. Myślę, że każda z nas przechodzi tę samą drogę, różnią się tylko okoliczności. Ból jest jednak ten sam i żaden czas nie jest w stanie zagoić tej ziejącej rany. Czas pozwala jedynie przyzwyczaić się do tego bólu, który wreszcie staje się elementem naszej codzienności. Ale to już jest pierwszy krok do opuszczenia tunelu.  Mnie wreszcie udało się wyjść na światło i znowu zobaczyć świat, nie tak piękny i pociągający jak kiedyś, ale wciąż przyjazny.  Dlatego zdecydowałam się napisać - chciałam Wam wszystkim, które jesteście jeszcze w tym czarnym wnętrzu, dać nadzieję. Tak naprawdę nie wydarzyło się nic szczególnego. Po prostu zdobyłam się na odwagę i na krótko zmieniłam otoczenie. Nowi ludzie i nowe  sytuacje pozwoliły mi zajrzeć w głąb siebie, tam odnalazłam kogoś, o kim już chyba zapomniałam – siebie sprzed wielu lat, ale silniejszą, wzmocnioną miłością mojego Ukochanego. Zrozumiałam, że to właśnie On dał mi nieograniczoną przestrzeń do bycia sobą, rozwijania skrzydeł, pozbycia się miliona kompleksów i … stała się rzecz niezwykła – polubiłam siebie, nie żonę, matkę, babcię, którą jestem, ale SIEBIE.  To niezwykłe odkrycie pozwoliło mi się wreszcie uśmiechnąć  tak z głębi serca. I mimo że nic pozornie się nie zmieniło: nie poznałam żadnej nowej miłości (bo tylu mężczyzn na świecie, ale przecież nikt nie dorówna mojemu), nadal mam moc obowiązków, chodzę do pracy, której nie lubię, jestem zmęczona, odwiedzam grób męża 2-3 razy w tygodniu, rozmawiam z Nim, palę znicze, podlewam kwiatki, serce wciąż boli  a piękne wspomnienia wspólnych chwil nadal są zamazane, to jednak czuję, że ruszam do przodu, a życie powoli wciąga mnie w swój wir. Kochane Dziewczyny! Naprawdę jest dla nas nadzieja na życie (wciąż jeszcze nie mówię piękne, ale to i tak duży krok do przodu). Tylko każda z nas musi odszukać własną ścieżkę w tej gęstwinie ciernistych krzewów. Pozdrawiam Was wszystkie najgoręcej i życzę dużo, dużo siły.

30 801

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam moje Kochane,
Bardzo długo mnie tu nie było. Tak dlugo, że zapomnialam hasla. Nie wiem czemu ale nie mogłam go zresetować - no miszczu ze mnie wink wiec zarejestrowalam sie jeszcze raz  big_smile  Czasem zagladalam na forum ale jakos nie bylam w stanie napisac nic mądrego co wcale nie oznacza, że dzisiaj powale Was swoja mądrości lub ze dzisiaj mnie oświecilo wink. Jednak po przeczytaniu wpisu jolam1 o filmiku musiałam się odezwać  smile
Bardzo się wzruszylam...
Bo widzisz, gdzieś tam po drodze swojej żałoby zatracilam się w swoim bólu, tęsknocie... na okrągło sluchalam  piosenek Marty Bijan " poza mna" ( Gosiek76 odnosnie masek - jak dobrze wiem co masz na mysli), oraz Gosi Andrzejewicz "zabierz mnie"....koszmarny czas...
Potrzebowałam dużo czasu, zeby dotarło do mnie, że moje zachowanie bardzo negatywnie wpływa na moje dzieci (synuś stał się agresywny). Wtedy obiecałam sobie, że będę walczyć  dla moich dwóch kochanych urwisow. Dotarło do mnie, że nie mogę dodawać im cierpienia bo i tak już wiele przeszły, ze jestem dla nich calym swiatem...nie mogła...
Moje dzieci stały się moja siła  smile

Wiem, że te pierwsze dni, miesiąca są bardzo trudne ale bardzo mocno wierzę,  że dacie radę.
Przytulam cieplutko  :* :* :*

30 802

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziewczyny,Kobiety moje drogie...stała się rzecz straszna,nie do przyjęcia,przejmująca olbrzymim bólem i naszą niemocą....Odeszła dziś... w nocy jedna z  Nas..wdów...popełniła samobójstwo.Była aktywna na innym Forum:Wdowy i wdowcy,ale z wieloma z Nas utrzymywała kontakt....do wczoraj....Tak bardzo tęskniła za swoim mężem,który zmarł nagle w sierpniu ubiegłego roku.To dokładnie jak mój,ja też nie chciałam żyć bez Niego,ale żyję i każdego dnia mimo olbrzymiej - ba przerażającej wręcz tęsknoty próbuję odnaleźć się w tej nowej dla mnie rzeczywistości.....Nie mogę uwierzyć,że ten świat w którym teraz żyję,świat bez tej najważniejszej dla mnie osoby jest moim światem...
   Beata ,bo tak miała na imię,miała dwójkę dzieci:22 córkę i 27 letniego syna...to On Ją znalazł....Nikt z nas nie wie,co ,,nie zadziałało,,dlaczego podjęła taką decyzję....miała 51 lat i jeszcze mogła być szczęśliwa...??? Może miała zbyt mało oparcia wśród innych,może ta jej tęsknota była tak silną ,że atakowała Ją każdego dnia z siłą nie do wytrzymania - nie- do udźwignięcia  ....przez Nią.Tęsknota za mężem była swojego rodzaju chorobą powodującą ból nie tylko psychiczny,ale też fizyczny....ból który każdego samotnego dnia atakował Ją a Ona nie dała sama rady...z nim walczyć....
Dziewczyny,kobiety  musimy wspierać się ze wszystkich sił każdego dnia,dzwonić,pisać ,wysyłać SMS i MMS-y.Musimy wiedzieć,że możemy liczyć na siebie w każdej chwili,że są osoby dla których nie jesteśmy obojętne.Musimy mieć świadomość,że jak zawiedzie nasza rodzina,to są inni,którzy się o nas martwią i dla których jesteśmy ważne...Ja zawsze podkreślam i wiele razy już pisałam na tym Forum,że olbrzymią pomoc otrzymałam od kobiet od nas...Część już nie pisze,wycofały się, i choć nikt nie ma uniwersalnych rad na nasze cierpienie i samotność,to świadomość,że ktoś o nas myśli i komuś jesteśmy bliskie czyni cuda i dodaje skrzydeł w tej nierównej walce z nią... Do tego mojego tekstu dołączają: JANINKA i KOLIA,które prosiły o napisanie kilku słów o Beacie i o zapewnieniu,że My wszystkie tu piszące stanowimy taką małą społeczność kobiet samotnych ale o wielkich sercach....i możecie pisać na nasze prywatne e-maile,a my odpowiemy,jak kiedyś odpowiadały na nasze...Weneda,Aniczka,Misiulek....i wiele,wiele innych.Pozdrawiam

30 803

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

witajcie Dziewczyny Drogie !
właściwie już raczej nie piszę tutaj bo i cóż mam pisać jako prawie 6 letnia singielka , pogodzona ze stratą męża , która już wypracowała sobie model samotnego życia ale czując się niejako wywołana do tablicy przez Jolę ( z która zresztą mam kontakt prywatny) napiszę parę słów... Bardzo przykra wiadomość o śmierci Beatki ( młodsza ode mnie o 3 lata) , nie wiadomo co Nią popchnęło do tak drastycznej decyzji i tylko Ona sama wie co czuła i jak bardzo było Jej ciężko .....Dziewczyny Drogie zawsze piszę o upływajacym czasie ,który goi rany , trzeba to sobie wszystko przepracować , ułozyć na nowo, mieć siły wewnętrzne i wsparcie od ludzi ,którzy Ciebie rozumieją Kochane Moje trwajcie mimo wszystko , walczcie i idzcie do przodu ......Jeśli któraś z Was tu obecnych ma taką potrzebę to proszę piszcie na mój email osobisty, zawsze odpiszę i wesprę i jestem otwarta na potrzeby innych smile:):) My tu wszystkie tworzymy swoistą wspólnotę , wspierajmy się i bądźmy mocne ,bo jesteśmy silne ,mądre ,waleczne i niepowtarzalne smile:):) Tulę Was wszystkie do serducha smile:):)

30 804 Ostatnio edytowany przez Misiulka (2021-09-08 19:08:35)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
jolam1 napisał/a:

Dziewczyny,Kobiety moje drogie...stała się rzecz straszna,nie do przyjęcia,przejmująca olbrzymim bólem i naszą niemocą....Odeszła dziś... w nocy jedna z  Nas..wdów...popełniła samobójstwo.Była aktywna na innym Forum:Wdowy i wdowcy,ale z wieloma z Nas utrzymywała kontakt....do wczoraj....Tak bardzo tęskniła za swoim mężem,który zmarł nagle w sierpniu ubiegłego roku.To dokładnie jak mój,ja też nie chciałam żyć bez Niego,ale żyję i każdego dnia mimo olbrzymiej - ba przerażającej wręcz tęsknoty próbuję odnaleźć się w tej nowej dla mnie rzeczywistości.....Nie mogę uwierzyć,że ten świat w którym teraz żyję,świat bez tej najważniejszej dla mnie osoby jest moim światem...
   Beata ,bo tak miała na imię,miała dwójkę dzieci:22 córkę i 27 letniego syna...to On Ją znalazł....Nikt z nas nie wie,co ,,nie zadziałało,,dlaczego podjęła taką decyzję....miała 51 lat i jeszcze mogła być szczęśliwa...??? Może miała zbyt mało oparcia wśród innych,może ta jej tęsknota była tak silną ,że atakowała Ją każdego dnia z siłą nie do wytrzymania - nie- do udźwignięcia  ....przez Nią.Tęsknota za mężem była swojego rodzaju chorobą powodującą ból nie tylko psychiczny,ale też fizyczny....ból który każdego samotnego dnia atakował Ją a Ona nie dała sama rady...z nim walczyć....
Dziewczyny,kobiety  musimy wspierać się ze wszystkich sił każdego dnia,dzwonić,pisać ,wysyłać SMS i MMS-y.Musimy wiedzieć,że możemy liczyć na siebie w każdej chwili,że są osoby dla których nie jesteśmy obojętne.Musimy mieć świadomość,że jak zawiedzie nasza rodzina,to są inni,którzy się o nas martwią i dla których jesteśmy ważne...Ja zawsze podkreślam i wiele razy już pisałam na tym Forum,że olbrzymią pomoc otrzymałam od kobiet od nas...Część już nie pisze,wycofały się, i choć nikt nie ma uniwersalnych rad na nasze cierpienie i samotność,to świadomość,że ktoś o nas myśli i komuś jesteśmy bliskie czyni cuda i dodaje skrzydeł w tej nierównej walce z nią... Do tego mojego tekstu dołączają: JANINKA i KOLIA,które prosiły o napisanie kilku słów o Beacie i o zapewnieniu,że My wszystkie tu piszące stanowimy taką małą społeczność kobiet samotnych ale o wielkich sercach....i możecie pisać na nasze prywatne e-maile,a my odpowiemy,jak kiedyś odpowiadały na nasze...Weneda,Aniczka,Misiulek....i wiele,wiele innych.Pozdrawiam

Jolu, czytam o tym zdarzeniu i jestem przepełniona ogromnym bólem...
Niech odpoczywa w pokoju ...
Nie piszę tu już ale czytam i za każdym razem wraca mój ogromny ból choć mineło 10 lat.
Czasami mam tak że chciałabym się już nie obudzić...
Pisząc tu trzeba bardzo ważyć słowa, bo nieopatrznie mogę być źle zrozumiana.  Lecz w  tak trudnej i dramatycznej sytuacji człowiek chwyta się jak tonący brzytwy i może się pokaleczyć dodatkowo.
Zauważyłam, że ten obecny czas jest inny niż 10 lat temu.
Wdowy które tu pisały ułożyły sobie życie i są szczęśliwe równocześnie pielęgnują pamięć swoich zmarłych mężów.
Bardzo ważne w tak trudnej chwili by ktoś był obok, by móc wypłakać wyrzucić z siebie ten ból, smutek, złość, zagubienie nad tym - i jak teraz żyć.
I choć padnie mnóstwo odpowiedzi, my nie wierzymy, bo to nie jest czas by w to wierzyć.
Żałoba to choroba psychiczna, jednych porwie nurt obowiązków, innych zaduma  ucieczka w siebie a jeszcze innym potrzebna jest pomoc lekarska.
Ale świat nadal się kręci choć dla nas stanął w miejscu.

I choćby nie wiem jakie padały słowa, dla nas świat jest już zupełnie inny.
Nie potrafię już pocieszać dawać rad, ale weźcie pod uwagę, że Wy jeszcze żyjecie i można odnalaźć sens naszej jeszcze egzysencji jaki nam został.

Serdecznie pozdrawiam.

30 805

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Misiulka,i bardzo,bardzo dziękuję,za Twoje mądre i piękne słowa...Słowa,słowa ,słowa mnie naprawdę bardzo pomogły zwłaszcza od Was,na początku mojej żałoby każdy SMS,MMS, rozmowa telefoniczna czy wpis na tym Forum był na wagę złota..ta świadomość,ze się jest ważnym dla innych czyni cuda...
Ja zostałam zupełnie sama,bez rodziców,rodzeństwa,kuzynów/1 osoba/ ze znacznie ,,okrojonym,,gronem znajomych i przyjaciół.Dzieci daleko fizycznie,ale psychicznie bardzo blisko..zdają sobie sprawę,że tylko ja Im pozostałam..z naszej kiedyś sporej rodziny....Jednak tylko Wy Kobiety Wdowy z różnym stażem i z różnym życiowym życiorysem wiecie z czym przyszło się nam mierzyć każdego samotnego dnia...Nigdy już nie wrócimy do naszych poprzednich szczęśliwych czasów,ale Wy nam udowodniłyście,że się da żyć z olbrzymim bólem,tęsknotą i rozpaczą.. Podnieść się i iść dalej -to nie zdrada czy zapomnienie naszych mężów,ale dowód na nasze wciąż żywe uczucie do Nich,do Naszych dzieci,do Naszych życiowych planów i wspólnych Naszych marzeń. Bardzo dobrze znałam swojego męża-ponad 43 lata i dobrze wiem,że by nie chciał, bym wciąż płakała ,rozpaczała i krzyczała z bólu samotności....Wasi pewnie też...Zróbmy to dla Nich - postarajmy się odnaleźć  w tym nowym samotnym życiu chociaż tyle, a aż tyle.
Możemy liczyć na siebie,piszmy ,dzwońmy pomagajmy sobie wzajemnie w dużych i w tych mniejszych sprawach.Zaopiekujmy się sobą nawzajem.przekażmy sobie siłę do codziennej nierównej - bo w pojedynkę walki o każdy następny dzień naszego i naszych rodzin życie..
Pokażmy innym,że nie stoimy w miejscu,że się staramy....być może nie wszystkim się uda,ale może większości...Zróbmy wszystko,by żadna z Nas nie powieliła losu Beaty,by nawet o tym nie pomyślała.....

30 806

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Droga Misiulko i Aniczko, kochane Dziewczyny!!! Nawet nie umiem wyrazić, jak wiele Wam zawdzięczam. Byłyście ze mną właściwie od pierwszych dni mojej tragedii. Nie miałam siły, żeby pisać na tym forum, bo ból i rozpacz były zbyt silne, nie umiałam ich wykrzyczeć, ale Wasze historie, Wasza mądrość, wrażliwość i heroiczna walka pozwoliły również mnie podnieść  się i powolutku zaczynać żyć. Najpierw zrozumiałam, że te wszystkie kłębiące się we mnie uczucia, najczarniejsze myśli, i to straszne wrażenie, jakby wraz ze śmiercią mojego męża ktoś wyrwał mi serce, nie są szaleństwem, że właśnie tak wygląda rozpacz. Potem w Waszych wpisach szukałam iskierki nadziei, że może nie zawsze będzie tak strasznie, że może przyjdzie czas, kiedy będę umiała się uśmiechnąć i zarazić tym uśmiechem innych. Walka, którą staczałyście o każdy kolejny dzień była też moją walką, ale dzięki Wam miałam siłę ją podjąć. Żałoba to chyba najtrudniejsza droga w życiu, przechodzimy ją wszystkie. Dlatego tak ważne jest wsparcie, które dałyście mnie i na pewno wielu innym wdowom, które chłonęły Wasze słowa, ale same nie miały siły albo odwagi napisać.  Proszę więc, zajrzyjcie tu czasem i wspierajcie nas nadal swoją mądrością i optymizmem. Nadal przecież, bez względu na czas który upłynął, każdej z nas zdarzają się trudne chwile. I właśnie wtedy potrzebny jest ktoś, kto pokaże, że mimo wszystko może się udać zacząć znowu żyć. Jeszcze raz gorąco dziękuję i pozdrawiam z całego serca.

30 807

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie Dziewczyny !
Droga Baśka ! Dziękuję serdecznie za miłe słowa i cieszę się niezmiernie ,że choć trochę moje wpisy Ci pomogły smile:):) Tak jak wspominałaś w swoim pierwszym poście dobrze,że choć trochę nauczyłaś się akceptować siebie jako "singielkę " to początek drogi do tego aby iść do przodu , zakładając ,że życie toczy się dalej , niewiadomo co nas czeka ale trzeba jednak wychodzić do ludzi , uśmiechać sie mimo wszystko i czekać co dla Ciebie szykuje los ...... Każda z nas jest inna i dla każdej inny jest czas dochodzenia do siebie i poszukiwania nowych pomysłów na dalsze życie ale trzeba mieć w sobie siły wewnętrzne i upadać się i powstawać na nowo smile:):)
Ściskam wszystkie dziewczyny i posyłam dużo sił i optymizmu smile:):)

30 808

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was wszystkie,trochę czasu już minęło od śmierci Beaty,i myślę,że każda z nas ma w tym temacie swoje przemyślenia...u mnie minął 13 - miesiąc żałoby i cieszę się ,że w dalszym ciągu mogę liczyć na pomoc Aniczki,Wenedy i Misiulki. Ba,,powiem nieszczerze,ze czuję się przez Nie zaopiekowana i dzięki  temu ....Nim jestem Tu i Teraz..
   Myślę,że tylko One tak naprawdę wiedzą co każda z Nas przeżywa każdego dnia - zmagając się z codziennością samotnego życia i wieloma problemami z tego wynikającymi...Dołączam się całym sercem do słów Baśki1:Kobiety o WIELKICH SERCACH nie opuszczajcie nas,napiszcie choć parę słów...od czasu do czasu...Dla Nas to będą bardzo cenne oczekiwane słowa od Was..a dla Was kontakt z Tymi ,którym potrzebna jest Wasza pomoc....ba wręcz niezbędna .....do dalszego życia w samotności ,rozpaczy i olbrzymiej tęsknocie za tym co już na zawsze utracone.....i nieodwracalne.... Pozdrawiam z całego serca

30 809

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was kochane dziewczynki.
Zachęcacie by nadal pisać i w tym jakże tragicznym dla Was/mnie temacie.
To tak nie działa. Dlaczego większość kobiet/wdów już tu nie pisze? Ano dlatego, że zakończyły już ten etap.
Wierzcie, że nikt nie chce rozdrapywać na nowo swych ran, kiedy są szczęśliwe w nowym etapie życia.
Każda z nas inaczej przeżywa swój "koniec świata". Najgorszym jest gdy przyplączą się choroby somatyczne i psychiczne.
Samobójstwa się zdarzają nie tylko ze względu na śmierć bliskiej osoby. Psychichika ludzka to wielka tajemnica, nawet człowiek
sam swoją nie jest w stanie do końca poznać.
Często oglądam film pt. "P.S. Kocham Cię" i po mimo tylu lat od mojego "końca...." płaczę i wyciągam wnioski.
To prawda, jesteśmy jakby rodziną i jak w rodzinie są różne reakcje na sytuacje podobne naszej.
Dlaczego już nie piszę? Jestem szczera i nie chcę się silić na pisanie truizmów, który raczej denerwuje niż pomagają.
Pisząc tu to ja szukałam pomocy nie mając świadomości, że pomogły komuś, bo to tak nie działa.

Ja dawnych wpisów nie czytam. Zamknęłam ten rodział.
Wy także kiedyś zamkniecie ten rozdział, bo życie swym prądem poniesie Was dalej.
Ale ten najtrudniejszy czas spędziłam tutaj. Dlatego z szacunku dla tego forum i wątku, który jest ewenementem w skali for internetowych, odpisuję
czasem.

Sama kiedyś ( 16 lat ) byłam moderatorem na pewnym forum, ale po śmierci  mojego mężą padło tam tyle idiotycznych komentarzy "pocieszanek",
że pożegnałam się z nim na zawsze.

Wyznaję zasadę - jeżeli nie potrafię, nie wiem, to się nie wypowiadam. Piszę z własnego doświadczenia.
Zachęcam piszcie, szczególnie te z małym stażem.

Pamiętajcie że nie jesteście same. A Wy macie jeszcze wiele do przeżycia dobrych i tych trochę gorszych chwil.
Ale dajcie czasowi czas.

30 810

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziś 18 września mija 4 miesiące od śmierci mojego męża a ja nadal myślę że wyjechał i niedługo wróci

Posty [ 30 746 do 30 810 z 31 428 ]

Strony Poprzednia 1 … 472 473 474 475 476 … 484 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026