Witajcie. Doskonale rozumiem Wasze uczucia. Czas mija a ja mam wrażenie że dla mnie się zatrzymal w chwili gdy dotarło do mnie że straciłam wszystko. Tego się nie da opisać słowami ani ogarnąć. Staram się normalnie funkcjonować a każda cząstka mnie krzyczy. Nigdy nie zrozumiem dlaczego, jak Bóg mógł na to pozwolić, nigdy nie pogodzę się z jego odejściem. Ja też nieustannie dostaję "dobre rady" i nauczyłam się je przyjmować bo wiem że w większości kierowane są z dobroci serca, choć zazwyczaj zamiast uśmiechu wywołują łzy. Ale teksty jesteś młoda jeszcze sobie kogoś znajdziesz, ułożysz życie i zapomnisz doprowadzają mnie do furii. zdaje sobie sprawę że oni nie rozumieją mojego bólu, nie są w stanie ogarnąć miłości jaka Nas łączyła. Nie można tak po prostu wymazać z pamięci dziesięciu najcudowniejszych lat w życiu i zacząć od nowa. Ja wiem że mój mąż był moją jedyną miłością i że odtąd będzie w moim życiu tylko pustka i cierpienie. Są tacy którzy się dziwią, przecież mineło już tyle czasu, powinnaś się troche otrząsnąć zacząć normalnie żyć i myśleć o przyszłości masz w końcu dziecko ale ja nie potrafię mija dzień za dniem a ja czuję coraz większy ból, moja rozpacz tylko się pogłębia. Mój synek śpi a ja zastanawiam się jak dotrwać do świtu, najgorsze są noce. Mowią że czas leczy rany ale ja już wiem że to nieprawda, jedyne na co licze to to że z biegiem lat nauczę się żyć z tą stratą i kontrolować swój ból na tyle by zapewnić swojemu dziecku w miare normalne warunki do rozwoju. Mój syn co całe moje życie, tylko dla niego walczę z sobą o każdy dzień nadal mam obawy czy któregoś dnia tej walki nie przegram. Zaniosła bym na jego grob wszystki kwiaty i znicze, mam dosłownie obsesje jeśli chodzi o dbanie o pomnik a jednak każdego dnia na Niego czekam ciągle mam nadzieje że wróci, że to nieprawda. Wiem to zupełnie sprzeczne ale tak właśnie jest.
Podobne tematy
132 2010-11-22 08:40:38 Ostatnio edytowany przez Smutna Marysia (2010-11-22 08:42:30)
Ja też mam obsesje jeśli chodzi o miejsce gdzie spoczywa mój mąż. ciągle myslę i kombinuję co mu tam postawić. zapalić.Też nie mogę się pogodzić z myślą. że on już nie wróci. zachowuję się tak jakby on miał wrócić. nie dopuszczam do siebie myśli. że to już koniec, Dzisiaj o 12,20 5 miesięcy mija,Zaraz do niego jadę ze zniczami i różą. muszę tam być jeszcze przed pracą, Na wieczór pojadę z synem. To nic, że pada. nie interesuje mnie to. Tak mi dzisiaj ciężko...
22 czerwca niby tak krótko a tak długo...
mój Mąż przysnił mi sie równo miesiąc po śmierci, jejciu był taki ładny i uśmiechnięty, a ja się dziwiłam co robi w domu przeciez powinien leżeć w szpitali a on sie tylko uśmiechał szczęśliwy. Wiem, że jest mu tam dobrze już nic go nie boli jest szczęśliwy. Ja codzieńnie zapalam świeczkę przy jego zdjęciu, nie chodze na cmentarz tam go nie ma. Dom to był jego azyl tu był najszczęśliwszy
. Płaczę codziennie sa chwile ze nie potrafie i nawet przy synku łezki lecą. Ale w życiu nie pozwoliłabym sobie na nałogi i inne głupoty, mam dziecko i to dla niego musze być dzielna i czysta. Tak, że dziewczyny nie dajcie sie bo alkohol i inne używki w niczym wam nie pomogą
Dla mnie dzisiejszy dzień to również rocznica, dziś mineło 10 miesięcy. Te kilka dni przed tą datą i po są zawsze najtrudniejsze. Wspomienia i ból wracają ze zdwojoną sił. Myślenie, pisanie, czytanie przychodzi mi z trudem, nawet leki nie są w stanie mnie wyciszyć. Depresja tak ja również ją mam, choć bardzo się staram być silna. Mnie też nie przeszkadza zła pogoda, tym bardziej muszę tam być dla Niego , dla siebie. Ide nie z myślą że on tam jest, ale że jest tam coś cennego ważnego dla niego o co powinnam dbać. Czuję się wtedy spokojniejsz, pogadam sobie i popłaczę ale przez tę godzinke czy dwie czuję że robię coś pożytecznego.
Ja jestem na zwolnieniu już tydzień.Poszłam bo też miałam problem z myśleniem, koncentracja.Bałam się brania leków odkładałam to. Muszę jednak powiedzieć że trochę mi pomogły.Robię sobie porządki przeczytałam również książkę.Staram się walczyć by przeżyć kazdy kolejny dzien.
Ja cały czas mam wrazenie że mąż czuwa nade mną.Muszę powiedzież że nawet moja córka która raczej sceptycznie traktuje wiarę ostatnio mówiła mi że jak potrzebowała pomocy miała wrażenie że był przy niej.Wierzę że coś w tym jest. Sama jednak świadomość że tam jest im dobrze nie pomaga tu w życiu na ziemi.Dla nas to poprostu koszmar.
Zgadzam się z Tobą to koszmar ale każdego dnia powtarzam sobie że to ja mam szczęście, bo dane mi jest patrzeć jak rośnie moje maleństwo, które było spełnieniem naszej miłości. I choć czuję ogromny ból gdy parzę na roześmianą buzię naszego szkraba, bo mam świadomość że to nie tak miało być widzę również roześmianą buzię mężą. Znam na pamięć każdy jego gest wiem co by zrobił, powiedział i jak bardzo byłby szczęśliwy. Wiem też że gdyby mógł nigdy by nas nie zostawił.
TAK BARDZO WAM WSPÓŁCZUJĘ...liwia28,andja 74,katiusza1,Lidzia30,Andja74,dadzia,alicjakurowska54,kasia77,mileno9,monika45,erynie:smutnamarysia.Nie potrafię wyobrazić sobie przez co przechodzicie.Jesli kogoś pominełam-przepraszam:Czytając,tylko łzy lecą!Ja również straciłam bliska sercu osobę-w pazdzierniku.co prawda to babcia,ale dla mnie ten ból i smutek jest też wielki...z,którym nie moge sobie poradzić...:(... SŁOWA:"namiastka tego w całym cierpieniu.."pożegnałaś się z mężem-ON o tym wie i na pewno patrzy z góry i chroni Cię.Mi dane było też pożegnac się z babcią,jednak w sposób(opiekowania się nią)1 mc.w najgorszym czasie dla NIEJ-ale tak na zawsze nie...-niestety, bo w święta miała być!jednak odeszła i nie byłam wtedy przy niej(nie było mnie w polsce...:(...cyt:"nie umiem się cieszyć z dnia......jeśli nie mam z kim ta radością się podzielić..."wierz mi...mimo,że ja mam bliską osobę...również nie umiem,WCIĄŻ TKWIE W ROZPACZY-O CZYMKOLWIEK BYM NIE MYŚLAŁA=MYŚLĘ O BABCI.CZĘSTO Babcia mi się śNi...RAZ ŻLE RAZ DOBRZE.OSTATNIO,ŻE "ODŻYŁA"!UŚMIECHAŁA SIĘ I TAŃCZYŁA!MYŚLĘ,ŻE TO DOBRY ZNAK.TAK JAK I DLA CIEBIE SMUTNAMARYSIA!lecz:PO PRZEBUDZEIU BY CZUĆ!?...NIE WE ŚNIE?JAK TO MOZLIWE?CO,JA BYM DAŁA BY MOJĄ BABCIE POCZUĆ,PRZYTULIĆ,UCAŁOWAĆ I WYPOWIEDZIEĆ TE "BRAKUJĄCE ZA JEJ ŻYCIA"SŁOWA.... erynje:przykro mi podwójnie,ja też poroniłam,lecz wierzę!że teraz mój-NASZ-ANIOŁEK-jest z moją BABCIĄ I JEST IM DOBRZE TAM RAZEM. WSZYSTKICH POZDRAWIAM I ŁĄCZĘ SIĘ W BÓLU....Z NADZIEJĄ,ŻE SPOTKAMY"TAM"TYCH KTÓRYCH KOCHAMY!
Dobrze zrobiłaś Mileno9 z tym L4, Takie kilka dni wyłączenia się z tego kieratu codzienności dobrze robi.Ja niestety nie mogę sobie na to pozwolić,Mówią. że nie powinniśmy zamykać się w domu. że powinniśmy być między ludżmi. ale kilka dni odpoczynku bycia samej dobrze robi,Czuję się taka zmęczona. zestresowana. marzę o tym spokoju. który straciłam. chciałabym obudzić się i poczuć się tak jak wtedy gdy byliśmy razem. tak spokojnie i bezpiecznie.
Marysiu! chciałabym być dłużej na zwolnieniu tak szybko mija czas. Muszę jednak wrócić żeby pracowac w naszym wieku niestety nie można sobie pozwolić na taki luksus.Wiem tylko jedno że nie chcę brać leków na uspokojenie.Odbierają one możliwośc przeżywania tego jak być powinno.Nawet niech to bedzie najgorszy ból ale będę sobą.Nie wiem ile wytrzymam znowu w pracy jak sobie poradze.
Witam wszystkie Panie.Mi też serce pęka ,dzisiaj jest 20 dni jak zmarł mój najukochańszy mąż Bartuś.Byliśmy 5 dni po ślubie ,rano mieliśmy jechać w podróż poślubną do Kołobrzegu a jego serce nie wytrzymało i stanęło...nie wiem jak żyć,bo wszystko straciło dla mnie sens...nie mamy dzieci...jestem załamana:(
Iskierko, wiemy co czujesz,Zaglądaj tu na to forum. wyżal się. wszystkie przechodzimy to samo. każda z nas to zrozumie.Takie wyrzucenie z siebie bólu pomaga trochę. Przytulam Cię mocno.
Mi dzisiaj mija 92 dzień. Zarejestrowałam się tutaj iskierko żeby się do Ciebie odezwać.Przed śmiercią męża nigdy nie korzystalam z forum żadnego. Co chciałabym Ci powiedzieć ? Że nie pamiętam jak minęły pierwsze dni ...ale minęły...że strasznie boli caly czas ale ...powoli ...chwila po chwili...czas jest sprzymierzeńcem. I rzeczywiście pisanie pomaga...człowiek widzi że nie sam cierpi...choć to nie zmniejsza cierpienia ale pozwala chwilom mijać. Jest takie forum Żałoba strata osierocenie.Tam też można spotkać ludzi którzy stawiają sobie te same pytania co my. I jeszcze jedno Mlode wdowy. Sekunda za sekunda...Dbaj o siebie...Przytulam Ciebie i ja .
I Wam wszystkim tutaj piszącym dziękuję za Wasze wpisy. Uczę się życ z tym bólem.
iskiero czuje Twój ból tak mi przykro. jestes na poczatku tej trudnej drogi....ale tak jak mówiły moje porzedniczki zagladaj tu. jesli masz potrzebe krzyczec to rób to tutaj..mi pomaga to że tu zagladam, że czytam o uczuciach innych a jednoczęnie jakbym czytała to co sama przeżywam....jesteśmy rózne, róznie przeżywamy strate ukochnanej osoby ale łaczy naś jedno bol oraz potrzeba zrozumienia i akceptacji. trzymaj sie cieplutko kobietko
Witam wszystkie Panie.Mi też serce pęka ,dzisiaj jest 20 dni jak zmarł mój najukochańszy mąż Bartuś.Byliśmy 5 dni po ślubie ,rano mieliśmy jechać w podróż poślubną do Kołobrzegu a jego serce nie wytrzymało i stanęło...nie wiem jak żyć,bo wszystko straciło dla mnie sens...nie mamy dzieci...jestem załamana:(
bardzo, bardzo mi przykro... u mnie mija 14 miesiecy od smierci meza... sa dni gdzie jest dobrze... wiekszosc z nich juz taka jest, le czasami to wysiada mi psychika.
Dziękuję Wam za miłe słowa wsparcia, wszystkie nawzajem musimy sobie pomóc przejść ten ciężki okres.Wspaniale,że jest to forum.Dzisiaj jest 3 tygodnie strasznie przeżyłam tę dzisiejszą noc...serce mi pęka,na szczęście mam wielu wspaniałych ludzi wokół,którzy okazali się przyjaciółmi w tym najgorszym okresie i nie zostawili mnie samej.Mam dopiero 32 lata,Bartek miał 36....życie to koszmar,kto by pomyślał,że takie figle może nam spłatać.Trzymajcie się też dzielnie dziewczynki,również mocno Was ściskam i przytulam.Będę tu zaglądać często:)
Dziękuję Wam za miłe słowa wsparcia, wszystkie nawzajem musimy sobie pomóc przejść ten ciężki okres.Wspaniale,że jest to forum.Dzisiaj jest 3 tygodnie strasznie przeżyłam tę dzisiejszą noc...serce mi pęka,na szczęście mam wielu wspaniałych ludzi wokół,którzy okazali się przyjaciółmi w tym najgorszym okresie i nie zostawili mnie samej.Mam dopiero 32 lata,Bartek miał 36....życie to koszmar,kto by pomyślał,że takie figle może nam spłatać.Trzymajcie się też dzielnie dziewczynki,również mocno Was ściskam i przytulam.Będę tu zaglądać często:)
ja mam 36, moja corka 7, wiec pewnie Taty az tak dobrze nie bedzie pamietac. Trzymaj sie!
Oj dziewczyny jestem przerazona jak czytam o tylu młodych wdowach. Bardzo Wam współczuje nawet nie żdążyłyście się nacieszyć wspólnym życiem patrzeć razem jak rosną dzieci.To nie jest sprawiedliwe.
Ja też na początku szukałam rozpaczliwie pomocy i zrozumienia na forum.Zaglądam tu czesto ale są dni że nie chce mi się nawet włączyć komputera. Zwolnienie się kończy a ja mam wrazenie że wróciłam do punktu wyjścia.
Trzymajcie się pozdrawiam!
Ostatnie dni są coraz gorsze.Mamy duży dom, prawie wszędzie gdzie spojrze są ślady mojego Mężą on bardzo dużo robił sam. Jest też dużo pracy której nie skończył. Kiedyś bardzo kochałam nasz dom. ogród. chciałam żeby był ciepły i taki rodzinny. żeby był oazą spokoju dla mojej rodziny.Dzisiaj wszystko straciło sens, dom wydaje sie taki zimny. pusty. mam wrażenie jakby to już nie był ten dom, Nie mogę się pogodzić z tym. że już nigdy mój Mąż tu nie będzie. że nie naprawi mi czegoś tam.. Tak bardzo chcieliśmy wygrać walkę z tą chorobą. mało tego myśleliśmy że nam się uda. Teraz wspominam po kolei wszystkie te dni nadziei. wiary. złudzeń i tej beznadziejnej walki. Ale walczylibyśmy jeszcze jeszcze. dopóki człowiek żyje jest nadzieja , potem już nie ma nic. koniec, teraz tylko czekam...Nie ma godziny. żebym nie myślała o moim Mężu,tak bardzo za nim tęsknię.
Witam !
Jak czytam to co pisze Marysia, to jakbym sama pisała o swoim nieszczęściu, ja również przez moje małżeństwo marzyłam o domku z ogródkiem i mąż spełnił to marzenie, wszystko na co spojrzę w domu, okna drzwi podłogi kafelki, zamontował sam cały dom oprócz murów ,dachu i tynków to jego dzieło. Tak też powiedział mój syn, mamo kontynuuj to dzieło, tata by tego chciał. Mój mąż nie dbał o swoje zdrowie mimo, że prosiłam groziłam rozwodem, nie chciał nigdy iść do lekarza uważał że mężczyźni są niezniszczalni, że jeszcze nie czas, że jego nie dopadnie choroba, a jednak i teraz jak mi go brakuje to boję się, żebym nie zarzucała sobie że to moja wina, że chciałam dom - trzeba było korzystać z życia wyjeżdżać jak najwięcej i odpoczywać. Chcieliśmy naszemu synowi dać lepszy start w dorosłe życie i co ? Syn założył własną rodzinę, wyprowadził się a ja zostałam w tym domu sama, teraz gdy męża nie ma to powiem Wam że oddałabym wszystko łącznie z domem i marzeniami, żeby tylko mój mąż wrócił do mnie i żebym jeszcze mogła jemu pomóc i powiedzieć jak bardzo go kochałam i nie było nic ważniejszego w moim życiu jak on i jego miłość do mnie i lata naszego małżeństwa. Najgorsze z czym muszę żyć to właśnie to że nic ale to już nic nie mogę zrobić, nie mogę cofnąć czasu i dlatego tak mi strasznie źle i nic nie cieszy. Brak sensu, dbania o dom, bo nie ma dla kogo, dbania o ogród, bo nie ma dla kogo, nic mi się nie chce a najgorsze, że boję się że mój ukochany dom z ogródkiem może się stać czymś przeklętym, z którego będę uciekała, z którego nie będę czerpała chęci do życia. Nasz dom i ogród to jak zawsze mówiłam mężowi moje miejsce na ziemi, a teraz brak sensu i perspektyw a przede wszystkim bez męża, dobija mnie i dołuje tak strasznie, że nie chce mi się żyć. Czas wbrew powiedzeniu nie leczy moich ran, ale jest mi coraz ciężej, gorzej i otoczenie mnie denerwuje, a najbardziej starsze osoby, chore i ledwo chodzące, ale żyją a mój ukochany mąż nie, a jeszcze tyle życia miał przed sobą dla mnie, dla wnuka, dla siebie bo całe życie ciężko pracował i zasłużył, żeby cieszyć się życiem i domem, ale odszedł - moja koleżanka powiedziała że Bóg potrzebował takiego pracowitego człowieka u siebie, a ja sobie poradzę bo mój mąż dbał o mnie i nauczył mnie żyć, był bardzo zaradnym człowiekiem. Nie godzę się i nigdy nie pogodzę, że odszedł tak strasznie mi go brakuje, że nie potrafię znaleźć sensu bo nie mam dla kogo . Pozdrawiam i dzięki, że jest takie miejsce w którym można się wyżalić i napisać jak również znaleźć zrozumienie.
150 2010-11-29 23:29:35 Ostatnio edytowany przez lila2403 (2010-11-29 23:47:06)
Witaj akrim13 ! Przeczytałam to co czujesz po śmierci swojego męża i ja mam podobne odczucia . Mój mąż zmarł miesiąc temu.Zmarł nagle po 30-latach małżenstwa. Mamy jedną córkę jeszcze studentkę .Córka studiuje w innym mieście a ja zostałam w domu sama !!!!!!!!! Nie wiem jak mam sobie ze wszystkim poradzić ! W jednej chwili zawlił mi się cały dotychczasowy świat !Zawsze wydawało mi się ,że jestem silną kobietą a teraz widzę z dnia na dzień jestem coraz mniej odporna psychicznie ! Nie wiem jak mam sobie poradzić ! Mąż był zawsze moją "podporą " i choć w naszym życiu różnie było, to wiem jedno - oddałabym wszystko żeby tylko mój mąż wrócił do mnie i żebym jeszcze mogła MU powiedzieć jak bardzo go kocham i nie było nic ważniejszego w moim życiu jak on i jego miłość do mnie i że tylko on był MIŁOŚCIĄ MOJEGO ŻYCIA !!!!!!!!!!!! Wielu spraw nie da się już ani załatwić ani zmienić a ja będe musiała z tym żyć ! Bo wiem ,że muszę żyć dla córki i muszę jej pomóc bo już nikt jej nie pomoże! Chce mi się krzyczeć , wyć z bólu.Nic mnie nie cieszy ,nie mobilizuje do działania !. Od jego odejścia nic nie robię ( oprócz pracy zawodowej )nie sprzątam , nie gotuję - bo i po co i dla kogo ? Bardzo mi brakuje mojego kochanego męża ! Mam straszne wyrzuty sumienia ! Nic i nikt nie jest w stanie ich załguszyć ! Nie mogę znieść samotności !Tęsknię za nim !Bardzo mi go brakuje !Nie pogodzę się z tym ,że odszedł tak szybko ! Jest mi tym bardziej ciężko, że cała rodzina mojego męża odwróciła się ode mnie winiąc mnie za Jego śmierć ! A to ja zostałam sama !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ze wszystkimi niezałatwionymi sprawami i problemami !
Nic nie ma sensu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie przejmuj się tym. że rodzina męża się odwróciła od ciebie. może to tylko chwilowe. może w ten sposób reagują na jego odejście. szukając winnego, Ja też całe 5 miesięcy zastanawiam się dlaczego nas to spotkało. Za 3 tygodnie święta a ja nawet nie wiem jak zabrać się za porządki. nic nie robię oprócz codziennych spraw, Synowie przyjadą na święta i wiem że muszę dla nich się postarać.Nie wiem jak dam radę ale muszę.Moje myśli cały czas są przy moim mężu., nie wyobrażam sobie swiąt bez niego, codziennie płaczę i tęsknię.Nawet mój syn mówi. że teraz te święta to juz nie będą takie jak z Tatą, To już teraz boli a im bliżej świąt tym gorzej.Mój Mąż też był jedynym mężczyzną mojego życia. jedyną miłością.bardzo go kocham. codziennie czekam. żeby się przyśnił. niestety bardzo mało się śni, Tak dawno już go nie widziałam.Czy my się jeszcze kiedyś spotkamy..... tak bardzo chcę w to wierzyć. już tylko ta wiara została . jak tego nie będzie to już nie pozostanie nic,
Witajcie kobietki.Lila2403 bardzo ci współczuję bo sama wiem jak to jest zostać samą.Mam wprawdzie córkę która ma 10 lat ale to marne pocieszenie.Zastanawiam się co takiego zrobiłaś że rodzina męża odwróciła się od ciebie.Może to jest tylko takie wrażenie może nie wiedzą jak ci pomóc i dlatego ochłodziły się kontakty między wami?To akurat wiem z autopsji bo przeszłam to samo.Tylko jak później rozmawiałam z nimi to sami przyznali że nie wiedzieli jak ze mną rozmawiać.I czy w ogóle chcę na ten temat rozmawiać.
Piszesz że zostałas z masą kłopotów.To trudna sytuacja ale pamiętaj że jeśli mąż miał jakieś długi a ty nie chcesz ich spłacać to masz tylko 6 miesięcy od jego śmierci na ewentualne odrzucenie spadku w przeciwnym razie będziesz musiała je spłacać!!!!!!!!!!Sprawdziłam to dokładnie i wiem że firmy windykacyjne korzystaja z tego bo rzadko kto o tym myśli zaraz po śmierci kogoś bliskiego a potem jest za późno.
A co do świąt to nie myślcie o nich jako o dniu kiedy zabraknie kogoś bliskiego.Oni i tak będą z nami w naszych sercach i nic tego nie zmieni.Ja w każdym bądź razie zamierzam tak jak zwykle podzielić się z moim mężem opłatkiem choćbym miała go położyć na jego grobie.A w prezencie dostanie nowego aniołka który będzie nad nim czuwał.
a porządki zajmą choć trochę nasze myśli i potraktujmy je jako sprzątanie nie świąteczne ale zimowe i wykurzmy przy okazji choć trochę smutku z naszych serc.Pamiętajcie że za chwilę zacznie się nowy rok a w niego powinnyśmy wejść z nadzieją na dalsze życie.
Trzymajcie się ciepło w te zimne dni.Kasia.
153 2010-11-30 20:40:42 Ostatnio edytowany przez DrugaJa (2010-11-30 20:41:05)
Kasiu, dziękuję
W głębi serca myślę podobnie, ale na wierzch wypełza ze mnie złość i niechęć do świąt i nawet reklamy świąteczne mnie drażnią.
Wolałabym przespać te święta, ale skoro już będą to postaram się przejść przez nie bez emocji. Tylko ze względu na dzieci.
I niech ten stary rok skończy się jak najszybciej. Mimo wszystko patrzę w przyszłość z optymizmem.
Witaj DrugaJa ja też staram się mimo wszystko patrzeć w przyszłość z optymizmem.Wiem ze to dalsze życie będzie inne ale to nie znaczy że gorsze.Zresztą mój Maciej prosił mnie o to abym mu obiecała że ułożę sobie jeszcze z kimś życie żebym nie była samotna bo samotność jest straszna!!Wówczas byłam na niego strasznie zła zresztą powiedziałam mu to ale teraz wiem że on powiedział to dla mojego dobra.
Co do świąt to na reklamy i inne gadżety patrzę raczej bez emocji i nawet oglądam niektóre rzeczy ale staram się traktować jako element tradycji niż robienie mi na złość.Doszłam do wniosku że złość nic mi nie daje a wręcz szkodzi mnie samej i mojemu zdrowiu.Dlatego aby rozładować złe emocje właśnie sprzątam piorę gotuję itp.Na przykład zaczęłam stosować dietę żeby w końcu schudnąć i przynajmniej chwilami nie myślę o tym że jestem sama.
A ten rok i tak się kiedyś skończy i za parę lat na pewno każda z nas ułoży sobie życie i pozostanie w nas to co najcenniejsze - wspomnienia.
Tego nikt nam nie zabierze!!!!!!!!!!!!!!!
Pamiętajcie że za chwilę zacznie się nowy rok a w niego powinnyśmy wejść z nadzieją na dalsze życie.
Trzymajcie się ciepło w te zimne dni.Kasia.
Swietnie to ujelas....
Witam drogie Panie,zazdroszczę Wam że zaczynacie patrzeć w przyszłość z optymizmem.Ze mną niestety jest coraz gorzej,nie mogę sobie poradzić.A świąt bardzo się boję.Zawsze z mężem robiliśmy zakupy przed świętami.Teraz widząc już tą przedświąteczną gorączkę nawet na zakupach nie mogę powstrzymać się od łez.Synom nawet powiedziałam że w tym roku nie chcę prezentów pod choinką i oni też nie będą mieli.Nie wiem czy nie robię żle? Ja nigdy chyba nie pogodzę się ze śmiercią mojego Kochanego Męża.Niby jestem,a jakby mnie nie było,niby żyję,a jakbym nie żyła.Razem z Jego odejściem wszystko się skończyło.Dalej nienawidzę całego świata.Też tak jak Któraś z Was pisała mam pretensję że żyją tacy ludzie po 90 ce.Tylko ja wiem jek mój Mąż pragnął żyć.Do swojej bratowj dwa dni przed śmiercią powiedział że chciałby tak chociaż pożyć jeszcze ze trzy lata.Więc nie miał chyba tak bardzo wygórowanych marzeń.Dlaczego Bóg nam to zrobił?????????.No dobra już kończę bo się tak rozkleiłam że przez łzy nie widzę liter na klawiaturze.Pozdrawiam.
Witam. wydaje się mi.że im dłuższy staż małżeński tym gorzej znosimy tą żałobę.Mamy więcej wspomnień. więcej wspólnych nawyków.Też robiliśmy wspólnie z Mężem zakupy, teraz tego nie ma.Były takie dania na Wigilię, które właściwie robiłam tylko dla niego a teraz....Kiedyś zawsze już na adwent zaczęłam stroić dom. żeby atmosfera świąteczna już nabierała sił, dzisiaj nic, pusto.Co do prezentów droga Alicjo myślę, że chociaż małe, symboliczne ale powinny być, chociaż wiem.że będzie bardzo ciężko.Myślę, że dla dzieci trzeba chociaż trochę się postarać, im też jest ciężko, mają teraz tylko nas i chociaż to synowie ale też im boli brak ojca.Dlatego musimy w miarę swoich sił postarać się i stworzyć te rodzinne święta.Przecież nadal mamy rodzinę tyle, że nie całą.Mój najmłodszy syn mi mówił, że zawsze cieszyli się na święta, że w naszym domu była zawsze wspaniała afmosfera, że pachniało potrawami,że był rodzinny klimat, a jak teraz będzie jak nie ma Taty?Też się boją.Ja muszę postarać się dla nich, żeby było nam wszystkim lżej.Do Kochanego Męża i Taty pojedziemy wszyscy zaraz po wigilii z opłatkiem.Będzie bardzo trudno, ale musimy dać radę... dla dzieci, które też kochamy i dla Męża, którego też kochamy.POZDRAWIAM
Na prezentach napiszę, że to od Mamy i Taty!!!
Dzięki Marysiu za radę.Ale jak tak synom powiedziałam to chyba już nie będę zmieniała zdania.Chociaż jak mi się wydaje ,to oni jeżeli chodzi o prezenty pewnie mnie nie posłuchają.No i ja pewnie tak samo.Zycie jest teraz straszne.Sama już nie wiem po co teraz to wszystko.
Witam! wiecie co czytam ale nie moge zebrać nawet myśli żeby cos napisać.totalna pustka w głowie. O prezentach myślałam bo sa dzieci jest wnusia i trzeba się zmobilizowac.Gorzej z przygotowaniem czegoś raczej liczę na synową u której mam spędzić wigilie.Nie myślę nawet o choince chyba nie chcę tego.
Optymizmu raczej zero żyję z dnia na dzień dzisiaj też myślałam z niedowierzaniem że go nie ma i to już siedem miesięcy.
Alicjo zmień zdanie zrób dzieciom prezenty sataraja się być z nami chociaz one przeżywają to może trochę inaczej albo nam tak sie wydaje.
Wierzę w cuda dzisiaj musiałam jechać w taką pogodę pociągiem autobusami i wiecie co nie miałam praktycznie żadnego opóżnienia dziwny zbieg okoliczności?
161 2010-12-02 23:39:38 Ostatnio edytowany przez iskierka78 (2010-12-02 23:56:41)
...Nie zostałaś sama......jest nas tu wiele i wszystkie powinnyśmy się wspierać.....Ciebie mąż zostawił po 30 latach... a mnie po pięciu dniach,w dniu PODRÓŻY POŚLUBNEJ!!!Nie mamy dzieci i mieć już nie będziemy ale żyć trzeba!!!Jesteś potrzebna córce ,rodzinie i w pracy a mąż nie chciałby widzieć Cię zadręczającą się tymi myślami.Nie możemy mieć tylko CZARNYCH MYŚLI...ja na szczęście mam jeszcze cudownych Rodziców i lekarzy,którzy mnie wspierają.Wszystkie musimy mocno wierzyć żeby żyć.WIARA CZYNI CUDA:)Ściskam Was mocno i przytulam...musimy wierzyć ,że będzie lepiej:)Tak samo mocno kochamy swoich mężów,kiedyś pewnie dołączymy do nich|:)
To jest do lila 2403:|)
Witajcie kochane.
Alicjokurowska ja rozumiem że jest ci bardzo ciężko myśleć o prezentach i twoi bliscy zdają sobie sprawę z tego ale oni podświadomie chcą mieć choć namiastkę świąt.Pamiętaj ze im też jest ciężko bo to w końcu był też ich tato dziadek brat czy syn.Na prezenty zazwyczaj najbardziej czekają dzieci bo to dla nich przede wszystkim jest ważne w święta.Kup im chociaż po drobiazgu choćby po bombonierce.Tu liczy się pamięć a nie wartość prezentu.
Smutna Marysiu masz rację co do prezentów. Ja też tak jak i ty przed wigilią pójdę do Maćka podzielić się z nim opłatkiem i może zaniosę mu pozytywkę z kolędami bo on bardzo lubił muzykę.Mam też już kupioną dla niego malutką choinkę z szyszek którą udekorujemy z córką i mu zaniesiemy.No i w prezencie dostanie od nas po aniołku.
Dziewczyny pomyślcie jakie my w pewnym sensie mamy szczęście dlatego że mamy swojego "anioła" który się nami opiekuje praktycznie zawsze.Pomaga on załatwić ważne sprawy zdążyć na pociąg czy autobus.
milen09 ja też miałam już kilkanaście takich zbiegów okoliczności.Ostatni w środę kiedy bardzo zależało mi na tym aby załatwić mszę w pierwszą rocznicę śmierci Maćka.Tego dnia wszystko szło mi pod górkę tzn.z pracy wyszłam później po drodze korek i non stop czerwone światło na drodze do domu.Ale zdążyłam i udało mi się załatwić.Wierzę że Maciej mi w tym pomógł bo wiedział że mi na tym bardzo zależało.
Pamiętajcie jak czegoś nie możecie zrobić poproście swoich mężów o pomoc a zobaczycie że będzie wam lżej!!!!!!!!!!1
Pozdrawiam was Kasia.
Witajcie Kobietki
Ja ostatnio jestem jakoś taka wyciszona. też dużo proszę o pomoc mojego Męża. Ostatnio syn miał jakieś ważne sprawy do załatwienia, jak zadzwonił, że wszystko jest ok to zaraz mu odpowiedziała'' Tata Ci to załatwił""
Synowie już myślą o choince. zawsze mieliśmy żywą i to do sufitu, powiedzieli. że wszystko musi być takie samo jakby Tata był. Zawsze mieliśmy jedno dodatkowe nakrycie, w tym roku będzie to dla Męża. Wiem. że będzie bardzo ciężko, ale muszę się postarać dla Męża i dzieci, myślę, że On mi w tym też pomoże.
Trzymajcie się kochane.
Witajcie. Czytam Wasze słowa i zastanawiam się skąd Wy czerpiecie siły na tak pozytywne myślenie. Ja nie mam chyba tyle wiary że kiedyś musi być lepiej. Mój mąż uwielbiał święta, cieszył się na nie jak dziecko. Dekorowanie domu, drzewek przed domem, ubieranie choinki, nie mogł się tego doczekać. Zawsze śmiałam się z niego bo każdego roku dokupywał nowe lampki choinkiwe. Zawsze razem zrobiliśmy zakupy , wybieraliśmy prezenty dla bliskich.
Dzisiaj myśle tylko o tym że gdy rok temu leżałam po porodzie on przyjechał do mnie z upominkiem i byliśmy tacy szczęśliwi. Święta mnie przerażają, nie wiem jak przez nie przebrnę, właśnie dlatego ze on je tak kochał. Ja już postanowiła że w tym roku nie będzie u mnie świąt, choinki. Myślę tylko o nim. Przygotowałam za to dla niego piękne stroiki świąteczne jeden z mikołajem i świecą, drugi z aniołem i zaniosę Mu razem z opłatkiem.
Święta już nigdy nie będą miały dla mnie takiego znaczenia jak wcześniej. Wiem że z czasem gdy nasz syn podrośnie, być może już za rok będę musiała się lepiej postarać, bo tego pragnąły mój mąż, ale jesze nie w tym roku, jeszcze nie.
Pozdrawiam Was wszystkie. Życzę dużo siły i optymizmu.
Masz rację Lidzia.że szczególnie Swięta Bożego Narodzenia nie będą już miały takiego znaczenia jak zawsze. są to święta rodzinne a ja już nie mam pełnej rodziny. Zawsze byliśmy razem na święta. były wspólne zakupy. plany co upiec, ugotować. jakie prezenty kupić, Mąż zawsze miał za zadanie kupić i oprawić choinke. kiedyś ja z nim jechałam. ale jak dzieci podrastały, to oni jechali z Tatą, ile było radości... To wyczekiwanie na tą pierwszą gwiazdkę. wszyscy zachowywaliśmy się jak małe dzieci. ale to były cudowne święta. ale były...Teraz już takich świąt nie będzie nigdy. zawsze będzie smutek i pustka w sercu i wspomnienia.Chciałabym. żeby już było po świętach.
Tak mi trudno pogodzić się z tą myślą. że coś już skończyło się, że on już nie wróci.Nieraz wydaje się mi. że to niemożliwe. że już go nie ma i nigdy nie będzie. nie mogę z tym się pogodzić. mam takie uczucie jakbym ciągle na niego czekała, zaczynam wypatrywać osób podobnych do niego.. Dlaczego nas to spotkało. nigdy nie dostanę na to odpowiedzi. Ja też ciągle myślę o Mężu. nie ma godziny. żebym o nim nie myślała, Może się przyśni chociaż. codziennie o to proszę. ale bardzo rzadko się śni, już dawno się mi nie śnił.
Pozdrawiam Was kochane.
Kiedy czytam Twoje słowa Marysiu to tak jakbym czytała własne myśli. Ja też ciągle czekam i choć zdaję sobie sprawę że to niemożliwe mam nadzieję że wróci. Szukam Go wśród ludzi na ulicy i modlę się o sen, nawet zły ale żebym mogła go znowu zobaczyć ,poczuć, niestety też mi się nie śni.
Też chciałabym by było już po świętach, albo żebym mogła wyjechać gdzieś gdzie nie dociera magia tych świąt ale chyba nie ma takiego miejsca, nie uciekniemy przed tym. Bardzo mi go brakuje. Wiem że jest ci równie ciężko jak mi, to będzie trudny czas ale jakoś przejdziemy i przez to.
Dla mnie końcówka i począdek roku to same ważne daty które razem świętowaliśmy. Teraz nie mam już czego ani z kim świętować.... został tylko smutek i łzy.
Został smutek i łzy.Tak Lidziu wszystkim nam to zostało.I widzę że wszystkie mamy takie same myśli , takie same odczucia.Ja też cały czas czekam na Niego , wciąż wydaje mi się że to jest sen.Że On w końcu do nas wróci.Cały czas widzę Go.Sni mi się często.Ostatnio we śnie zył,mówił ze czuje się dobrze,tylko trochę się dusi.I widziałam jak jeden z synów przywiózł Go samochodem pod dom ,pamiętam że siedział na tylnym siedzeniu ,wyjrzałam przez okno a On tak ładnie się do mnie uśmiechnął.Często we śnie coś do mni mówi ja się budzę chcę sobie to zapamiętać,ale mało kiedy to mi się udaje.
Ja chciała bym by mi się przyśnił nawet zły. Tak bardzo mi go brakuje a on odszedł i nawet we śnie nie ma czasu by ze mną być. Ciekawe co Go teraz tak zajmuje. Mam tylko nadzieje że jest szczęśliwy i nie czuje bólu jaki po sobie zostawił.
Witajcie kobietki.
Ja też bym chciała aby mój Maciek częściej mi się śnił.A na razie przyśnił mi się tylko 2 razy choć za chwilę będzie pół roku jak go nie ma....Ale mam wrażenie i takie jakieś przeczucie że on jest stale obok mnie.Wy na pewno też to odczuwacie.Oni są tam na górze szczęśliwi a co najważniejsze to nic ich nie boli i nic i nikt im nie dokucza.To powtarzam sobie jak mantrę każdego dnia bo wtedy łatwiej mi się żyje...
A teraz przede mną kilka naprawdę trudnych dni. Udało nam się odnaleźć syna Maćka z pierwszego małżeństwa.I tą wiadomość muszę przekazać naszej córce która o niczym nie ma pojęcia...Nie wiem jak to zrobić mam mętlik w głowie.To w końcu będzie dla niej szok!!!On chce się z nią spotkać za tydzień i poznać swoją siostrę.
No i coraz blizej do Świąt....i coraz ciężej na sercu.Zresztą widzę po sobie że robię się coraz bardziej nerwowa drażliwa itp.Wprawdzie sprzątam jak oszalała i dorabiam gdzie się da ale myśli wciąż buzują....
Ale mam nadzieję że po nowym roku będzie choć trochę lżej że ten nowy rok da jakąś nadzieję ze wstąpi w nas otucha która pozwoli "dalej pchać ten wózek" na którym wszystkie jedziemy każda ze swoim bólem i problemami..
Trzymajcie się pa.
MI też Mąz śnił się 2 razy a też już niedługo będzie 6 miesięcy, Nie wiem dlaczego tak mało mi się śni. zaczynam zastanawiać się jaki w ogóle ma sens życie, czy po śmierci jest coś. czy nie ma nic. gdzie jest sprawiedliwość, Nie chcę grzeszyć, ale dlaczego jest tak dużo niewiadomych. tyle bólu,Niektórym życie idzie jak po maśle. chociaż nie zawsze na to zasługują. a inni mają zawsze pod górkę,To moje życie obecne to jest wegetacja. nie widzę żadnego sensu.żadnego celu. żyję bo muszę,Jak długo jeszcze, ja ciągle czekam tylko nie wiem na co.Może na święta mi się przyśni.Jestem taka zmęczona tym wszystkim. Życzę Wam dużo siły,Pozdrawiam
Witaj Marysiu.Nasi mężowie umarli chyba dzień po dniu.Ja też chwilami przestaję widzieć sens życia celu.Ale mam nadzieję że to w końcu kiedyś minie.Ja to że Maciej mi się mało śni to tłumaczę że pewnie siedzi i łowi te swoje ukochane ryby i dlatego nie ma czasu żeby mi się przyśnić.Ale mimo to mam wrażenie że jest cały czas obok mnie i dodaje mi sił i pomaga mi we wszystkim.A życie czy ma jakiś sens nie wiem? Może i ma. Ja też mam wrażenie że mam cały czas pod górkę że nic dobrego już mnie nie spotka.Ale staram się je odpędzać od siebie.I nawet w ciemnym tunelu zobaczyć chociaż iskiereczkę światła która może kiedyś okaże się wielką jasnością.
172 2010-12-09 00:12:36 Ostatnio edytowany przez Lidzia30 (2010-12-09 00:15:51)
Nasze życie choć często smutne i zabiegane chyba ma jakiś sens bo przecież jest nam tak drogie. Trudno jest żyć bez kochnej osoby, ale przecież są jeszcze inni którzy nas kochają, wspierają i potrzebują. Z jakiś powodów my zostaliśmy tu a nasi mężowie odeszli "tam", gdziekolwiek to jest. Też często zadaję sobie pytanie gdzie? Gdzie był Bóg gdy mój mąż odchodził, bo przecież gdy się żyje tak jak przykazał to grzechem by było rozdzieranie kochającej się rodziny a jednak tak dzieje się każdego dnia.Ale może każdy z nas ma do spełnienia tu na ziemi swoje zadanie, wyznaczone przez Boga po spełnieniu, którego odchodzi i nieważne są cele które sami sobie stawiamy. Jestem wdzięczna że los splótł nasze ściżki i choć na chwile pozwolił mi poznać czym jest miłość, wiem że moje życie będzie teraz zaledwie namiastką tego jakie było gdy byliśmy razem, teraz jest puste i smutne, ale warto było żyć dla tych kilku lat razem.
Wszystkim, którzy mają problem z odejściem bliskiej osoby polecam książkę:
Odważne dusze - Robert Schwartz
Wszystkie osoby, które występują w "Odważnych duszach" zdecydowały się opowiedzieć o swoich doświadczeniach autorowi, który następnie stworzył piękną opowieść o potędze ludzkiej wiary i miłości. Za pośrednictwem Roberta Schwartza poznajemy sylwetki zwykłych ludzi, którzy dzięki swej wewnętrznej odwadze i sile stworzyły niezwykłe życiorysy. Z pewnością do każdego będzie przemawiać wyraźniej inna historia. W końcu sami codziennie zmagamy się z wieloma wyzwaniami i poszukujemy odpowiedzi, dlaczego dzieje się tak a nie inaczej. Książka zawiera opisy wielu doświadczeń, jakie mogą dotknąć każdego z nas. Począwszy od ciężkich wypadków (Christina, Jason), przez uzależnienia (Sharon, Pat) aż po stratę bliskich ukochanych ( Valerie). Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wymienione zdarzenia wydają się być strasznymi tragediami, które na zawsze odmieniają los człowieka i jego bliskich, już po przeczytaniu pierwszych historii dostrzegamy głębszy wymiar wszystkich ludzkich doświadczeń. Dzięki "Odważnym duszom" patrzymy na nie przez pryzmat zrozumienia, które jest tak bardzo ważne w procesie uwolnienia się od winy za swoje życie.
odwaznedusze.pl
Witam.Jestem po raz pierwszy na tym forum też jak Wy straciłam ukochanego męża.Zginął w wypadku samochodowym.Bardzo tęsknie za nim i nie mogę się z tym pogodzić,czasami myślę że to tylko zły sen i jak się obudzę to będzie jak dawniej.Byliśmy razem 16 lat mamy 4 dzieci,Wiem że muszę jakoś funkcjonować ze względu na dzieci ale jest to bardzo trudne.Kiedyś ktoś mi powiedział że męża powinno się kochać bardziej jak dzieci bo dzieci odejdą a mąż zostanie .Chciała bym mieć jedno życzenie;aby mój mąż żył'''Mieliśmy tyle wspólnych planów a tu w ciągu kilku minut wszystko się zawaliło. Dobrze że takie forum istnieje można się trochę wyżalić bo ile można płakać rodzinie w rękaw.Już czasami udaję że jest wszystko ok ale gdzieś w kącie sobie popłacze.Jest mi bardzo ciężko bez tej mojej drugiej połówki brakuje mi tego jak mnie przytulał,jak razem piliśmy rano o 6 kawę ,rozmów ,jak planowaliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje a teraz zostałam sama i pisząc to płaczę
175 2010-12-09 20:58:58 Ostatnio edytowany przez Smutna Marysia (2010-12-09 21:01:31)
Witaj Agnieszko-dobrze, że trafiłaś na to forum,Jest nam wszystkim bardzo ciężko a tu możemy się wyżalić, poradzić się, i jest łatwiej, Dzieci się ma tak długo jak są przy nas a potem niestety ale założą swoje rodziny i my idziemy na drugi plan.Mąż i żona stanowią jedność i dlatego jak jednego zabraknie to ta druga osoba cierpi, bo została sama, a samemu jest bardzo żle,Nie mamy innego wyjścia jak nauczyć się jakoś żyć. U mnie nie ma godziny żebym nie myślała o Mężu, wszędzie go wypatruje. ciągle myślę co było rok temu i przedtem i tak mi żal. że to się skończyło bezpowrotnie. A tu jeszcze Swięta. aż mnie przerażają. Czuję jak narastają we mnie emocje. jak coraz bardziej się boję. chyba naszykuję sobie jakieś tabletki uspakajające bo nie dam rady, Pozdrawiam Was kochane,
Witaj Agnieszko.cieszymy się że dołączyłaś do naszego grona choć wierz mi wolałybyśmy aby miał inny wątek.No ale cóż takie już jest to nasze "brutalne" życie że zawsze musi przerwać coś co jest dla nas takie ważne.Że zawsze musi wbić szpilę w serce które kocha...
Ja też trafiłam na to forum w momencie kiedy nie dawałam sobie rady sama ze sobą ze swoim smutkiem rozpaczą...Nie wiem jak innym ale mnie ono bardzo pomogło mogłam o dowolnej porze wypłakać swoje żale i zawsze był ktoś kto nie patrzył na mnie jak na zjawę.Kto doskonale rozumiał co czuję i dlaczego mam takie a nie inne myśli.Rodzina mimo chęci pomocy nie do końca rozumiała moje zachowanie a chwilami miałam wrażenie że uważają iż przesadzam.Wtedy też bardzo dobrze pojęłam sens słów : ZROZUMIE KTO STRACIŁ.
Pamiętaj że zawsze będziesz mogła się nam wyżalić i wypłakać a my postaramy podtrzymać cię na duchu.
To co przeżyłaś to jest wielka tragedia ale pamiętaj że masz obok siebie cząstkę swojego męża w osobie swoich dzieci a on zawsze będzie obok ciebie na każdym kroku ni w każdej chwili.
Smutna Marysiu ja też czuję że zaczynają mną targać emocje związane ze świętami ale staram się na razie wymyślać tyle pracy żeby nie kłaść się spać tylko zasypiać ze zmęczenia.I na razie daje to efekty!!!Tabletki to OSTATECZNOŚĆ!!!Nie chcę później mieć do siebie żalu że nie pamiętam świąt.
Pamiętajcie - DAMY RADĘ BO JESTEŚMY SILNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Trzymajcie się. Pa.
Witaj Agnieszko:)to forum dodaje otuchy wszystkim NAM ,które dotknęła ta tragedia...widzę,że każda z nas przeżywa to jak będą wyglądały te świeta...też na samą myśl jestem sparaliżowana... w tę niedzielę będę miała mszę świetą za Bartka w 30-sty dzień od pogrzebu...jak to przeżyję???Już ledwo żyję na samą myśl o tym:(Na razie przeprowadziłam się do Rodziców na szczęście mam ICH i musiałam wrócić do pracy bo mam swój gabinet...z czegoś trzeba żyć,utrzymać to wszystko...to zajmuje mi chociaż jakiś procent czasu...kontakt z ludźmi i zwierzętami troszkę mi pomaga,lepsze to niż siedzenie w domu i dołowanie się i rozpamiętywanie.
Kocham męża ponad wszystko...mam wrażenie,że ze mną jest i pomaga mi z zaświatów...dzisiaj czułam drugi raz od jego śmierci dotyk jego,głaskał mnie po ręce i wyraźnie to czułam ...mówił "wszystko będzie dobrze,jestem z tobą" i tylko raz mi się przyśnił dając wskazówkę co mam robić...i faktycznie to zrobiłam...okazało się,że to było najlepsze wyjście.Musicie wierzyć,że Ci mężowie ,którzy od nas odeszli nie chcieli tego TO GÓRA STERUJE TYM a oni i tak mimo wszystko są z nami tylko też muszą się nauczyć jak mamy ich obecność zauważyć.
Ściskam Was mocno ,życzę dużo siły żeby żyć dalej,spokojnej nocy ,niech przyśnią NAM się dzisiaj nasi KOCHANI MĘŻOWIE,KTÓRZY NAM COŚ POWIEDZĄ,UŚMIECHNĄ SIĘ I PRZYTULĄ:)
Wierzę Ci Iskierko. że czułaś swojego męża, że to nie był sen, ja miałam podobne zdarzenie, opisałam to wcześniej.
Mój Mąż też nie chciał mnie tu zostawić, przed odejściem mi to mówił, lecz Stwórca decyduje, tak twierdzą moi Synowie.
Trzymajcie się dziewczyny, bo przechodzimy teraz bardzo trudny czas, może następny rok będzie spokojniejszy.
Iskierko, ja też miałam podobne doświadczenie kilka dni po śmierci Mariuszka,śnił mi się i tak mocno mnie przytulał aż się obudziłam i myślałam że to prawdziwe...chyba w taki sposób żegnał się. Tak bardzo tęsknie za mężem że nie wyobrażam sobie świąt bez niego a tym bardziej że w drugi dzień świąt będzie trzeci miesiąc jak już go niema ...[niema to tak dziwnie brzmi ]
Drugiego dnia świąt miną cztery miesiące od smierci mojego męża. Na początku sniŁ mi się często. SiedziaŁ przy naszym Łóżku i nie rozumiaŁ czemu jestem smutna. Tak jakby nie wiedziaŁ że nie żyje. Też miaŁam sen jak mocno mnie przytula. Raz. Strasznie jest ciężko. Sekundy, minuty ,godziny dni...mijają...choć wydaje się że trwają nieskończenie duŁgo...
Witajcie znowu się pojawiłam bo jest mi tak zle jak Wam wszystkim.To wszystko przez święta gdyby ich nie było byłoby łatwiej? Staram się posprzątać tak jak zaplanowałam ale idzie to opornie i ci chwila płaczę.Zastanawiam sie po co ja to robię? Tak mi go brakuje!Boję się najgorsza będzie Wigilia.
Przyjda do nas ja wierzę i Wy wszystkie wierzycie.Chociaż wokół jest tylu ludzi dzieci wnuki czuję sie mimo wszystko okropną samotnośc.Chociaż nie pamiętam jak mi się śni wiem że kiedy naprawdę potrzebuję pomocy musi być przy mnie bo udaje mi sie wszystko załatwić.
Witam.
Czytam od wczoraj różne sytuacje tu na forum i tak sobie myślę czy napisać coś od siebie...
przeżywam to samo co Wy... i wariuję
Dokładnie tydzień temu rano wyszedł mój kochany mąż z domu i już nie wrócił... popełnił samobójstwo... a wyszedł tylko do siostry pomóc jej malować mieszkanie... nie wiem co dalej pisać bo tyle się nasuwa mi pytań na które wiem że już nigdy nie dostane odpowiedzi. Wiem że muszę żyć dalej... dla synka... tylko jak?... tylko jak żyć tu dalej z takim ciężarem z takim poczuciem winy że nic się nie zrobiło nie zauważyło... no jak?
Szukając w googlach jak poradzić sobie ze śmiercią kogoś bliskiego znalazłam Was. Cieszę się że tu trafiłam i że wiem teraz po przeczytaniu tylu historii że nie jestem sama że inni też to przeżywają i jakoś sobie dają radę, ale jak czytam że 6 miesiąc i jest jeszcze gorzej to aż coś mi się robi... bo nie potrafię sobie wyobrazić że może być jeszcze gorzej... ciekawe czy to wytrzymam tak myślę czasami że jakby nie nasz syn to poszłabym za nim. Tak bardzo chciałabym uwierzyć w to że kiedyś będzie lepiej, tak bardzo bym chciała żeby przyszedł do mnie i mi wszystko wytłumaczył może wtedy było by mi lżej choć trochę
Czasami myślę że inaczej by było jakby umarł bo byłby chory czy nawet w wypadku drogowym - nie było by wtedy tylu pytań D L A C Z E G O !!! nie radzę sobie z tym... a później przychodzą myśli ze tak samo to boli że teraz to już nie ma znaczenia bo go już nie ma. Dlaczego nie da się cofnąć czasu? Tak bardzo chciałabym...
Najbardziej boję się pytań synka "za ile tata wróci?" ja mu odpowiadam że za miesiąc (bo mąż większość naszego tak krótkiego małżeństwa pracował za granicą i przyjeżdżał na weekendy co 2-3 tygodnie) teraz synek myśli że tata tak jak zawsze pojechał do pracy i niedługo przyjedzie. Ma dopiero niecałe 3 latka więc nic jeszcze nie rozumie.
muszę kończyć bo właśnie się obudził... na pewno jeszcze tu zajrzę i może jeszcze wyrzucę coś z siebia
Mój mąż zmarł z powikłań po operacji . Mam straszne wyrzuty sumienia.że....i że... Napadaja mnie. Minęło 107 dni. Dużo czytałam o żałobie .Każdy ma wyrzuty sumienia.To podobno normalne. Wiem z doświadczenia co czujesz czytajac ze póżniej jest gorzej. Miałam to samo. Leżalam nie mogąc ruszyć ręką i nogą i czytałam ze będzie gorzej. I prawda to i nie.Gorzej bo dołacza poczucie pustki próżni wciąga. Ale i lepiej bo uczysz się jednak ruszać tymi rękami i nogami. Czasami zaglądam na stronę JAK PRZEŻYĆ ŻAŁOBĘ -REPKA.tak jakoś wpisałam w google. Tam między innymi wypunktowane są rady napisane przez matkę która musiała podnieśc się po samobójczej śmierci swojego syna. Mądre. Pomocne. Przytulam Cie mocno choc wirtualnie.Jeszcze będzie cięzko ale wiesz ...tu nas spotkasz. Tu czekamy.
Ja dzisiaj mimo deszczu byłam na grobie męża,chodzę tam codziennie .Koleżanki z pracy są tym bardzo zdziwione ale ja muszę ,mam taką potrzebę, wy kobietki to rozumiecie. Kochana; dlaczego; mi też było bardzo ciężko powiedzieć dzieciom że ich tato nie żyje,ja mam 4 dzieci najmłodszy ma 9 lat.jakie to nasze życie jest kruche wystarczy chwila i już niema kogoś bliskiego,jutro 12 niedziela jak nie mam męża tak trudno jest być samej.Często myślę dlaczego to nas spotkało,dlaczego jechał właśnie tamtą drogą i dlaczego jechał tamten drugi samochód.PYTANIA ZOSTAJĄ BEZ ODPOWIEDZI. Chyba mam dzisiaj gorszy dzień,ale przyjedzie moja siostrzyczka i będzie troszkę lepiej.
Ja dzisiaj tez mimo takiej pogody musiałam jechać na cmentarz.Snieg po kolana a ja czułam taką potrzebę że muszę tam iść.Czas nie ma tu chyba znaczenia ból jednego dnia jest mniejszy drugiego większy.Też staram się czytać na temat żałoby i wiem że moje zachowania są "normalne" ale to nie pomaga.Był okres że nie mogłam płakać a teraz znowu wszystko wraca.To chyba naprawdę strach przed świętami.
Witajcie Kobietki
Nasi Mężowie odeszli, jednych zabrała choroba. inni zginęli w wypadku. "dlaczego?'' Twój Mąż popełnił samobójstwo. to też jest skutkiem choroby. jego psychika nie wytrzymała jakiegoś napięcia i się poddała. nie możesz się obwiniać. bo nie miałaś żadnego wpływu na to.Piszesz. że nic nie zauważyłaś, nie wszystko da się przewidzieć, Ja też nie zauważyłam. że Mąż ma raka. nawet lekarze nie wiedzieli co mu jest. dopiero tomograf wykrył. Nie zmienimy losu. Wszystkim jest nam ciężko. ale staramy się jakoś wspierać tu nawzajem. I to pomaga. Im dłużej tym ciężej wydaje mi się. że coraz więcej tęsknimy,, Ja prawie nie pamiętam Swiąt bez mojego Męża, On przecież zawsze był a teraz go nie będzie. nie wyobrażam sobie tego...
Witajcie kobietki.
Witaj "dlaczego?
Rozumiemy ciebie jak nikt inny.My tez zadajemy sobie pytanie "dlaczego"?Dlaczego on a nie kto inny dlaczego nie miał drugiej szansy dlaczego zginą on a nie kto inny itp. itd....Tych pytań jest w nas mnóstwo i co gorsza pozostają bez odpowiedzi.Wiem jedno "Bóg tak chciał".Zresztą jest to również napis z grobu mojego męża.On zawiera w sobie wszystkie odpowiedzi na nasze pytania.
Co do synka to nie mów mu że tata wróci za miesiąc czy dwa bo on będzie miał później do ciebie żal że go nie ma. Ja też nie wiedziałam co powiedzieć córce która sama domyśliła się ze jej tata umiera.Gdy zmarł powiedziałam że przyszły po niego aniołki i zabrały go do miejsca w którym nic nikogo nie boli w którym zawsze świeci słońce.Bo jest potrzebny Panu Bogu bo musi mu naprawić komputer złowić ryb na obiad itd...Ale obiecałam jej że kiedyś się z nim spotka i wtedy nikt ich nie rozłączy
Co do tego że im dalej od śmierci naszych mężów tym ciężej to prawda.Bo też jest coraz więcej sytuacji kiedy niestety musimy liczyć tylko na siebie i samym sobie radzić.Kiedy pojawiają się rzeczy które nas przerastają spraw którymi zawsze zajmowali się nasi mężowie.I ta pustka nie tylko w sypialni ale i w codziennym życiu,kiedy nie gotuje się obiadu dla trzech tylko dla dwóch.Kiedy nie ma kto nam podać kawy czy odśnieżyć chodnika przed domem.
No i wtedy zazwyczaj mija zainteresowanie rodziny czy znajomych nami a do nas dopiero dociera cała prawda.Wcześniej jest cała masa spraw papierkowych które musimy pozałatwiać.
Trzymajcie się mimo tego co za oknem.Pa.
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie.
kasia77 wiesz że w ten dzień kiedy się dowiedziałam że mąż nie żyje a raczej wieczór... kiedy synek spytał się gdzie tata powiedziałam mu prawdę wtedy myślałam że tak będzie dobrze bo nie uniknę tego że i tak będę musiała mu powiedzieć... i powiedziałam mu że tatusia już nie ma a jak się spytał dlaczego powiedziałam mu że jest tam w niebie gdzie teraz świeci księżyc... on zrobił taką smutną minkę że myślałam że pęknie mi serce i nie zapłakał tylko tarł oczka a nad ranem przez sen wołał "tata, tata, tata, tata" a raczej krzyczał. Na następny wieczór także się spytał gdzie tata i nadal mu mówiłam to samo i znów w nocy był niespokojny tym razem nie przez sen tylko obudził się i powiedział "ja chcę tatę" i płacz straszny. On jest jeszcze malutki i nie rozumie, a ja zrozumiałam że choć powiem mu prawdę to on i tak co wieczór będzie się pytał na nowo to samo, więc dla jego dobra żeby nie miał koszmarów żeby miał noce przespane odpowiadam na jego pytanie "za ile tata wróci" "za miesiąc" może źle robię ale jak na razie nie widzę innego wyjścia. Może mnie też potrzeba czasu żeby wstawić temu czoła... już sama nie wiem
190 2010-12-12 00:47:35 Ostatnio edytowany przez iskierka78 (2010-12-12 00:58:08)
"dlaczego?"....depresja to straszna choroba cywilizacji w XXI wieku dotyka wiele osób w tym nas...zwłaszcza po śmierci naszych mężów:( pewnie była następstwem tego co zrobił Twój mąż....czasami mocno ukryta u ludzi,którzy grają twardzieli a w środku są bardzo wrażliwi.Mój mąż podobnie jak jego tato genetycznie byli chorzy na serce ale naprawdę nie ma znaczenia jak człowiek umiera bo żadna pora nie jest dobra ani sposób umierania.Właściwie bliscy nigdy nie są na to gotowi:(
Ja też drepczę codziennie na cmentarz bez względu na pogodę nawet czasami jak jest bardzo ciemno gdy kończę pracę bo to mi pomaga...dzisiaj był w sumie "cudowny dzień"...byłam na sympozjum onkologicznym i cały czas miałam wrażenie,że to co się dzieje i jak ludzie ze sobą się kontaktują i rozmawiają ze mną...we wszystkim Bartek z GÓRY MIESZAŁ.....wg mnie dosłownie CUDA SIĘ DZIAŁY:)pomaga mi we wszystkim i eliminuje z otoczenia ludzi,którzy są nieżyczliwi:)Jutro jest za NIEGO MSZA W 30-STY DZIEŃ OD POGRZEBU a ja normalnie odczuwam jego obecność poza tym,że go nie widzę:)
Trzymajcie się dziewczyny dzielnie i niech WIARA będzie z WamI:)
Co do napisu na nagrobku u mnie bedzie taki "Tylko miłość jest silniejsza od śmierci."
Tak bardzo kocham mojego męża:)kiedyś się z nim spotkam "TAM" wierzę w to gorąco:)
Witam Iskierko !
Mój syn na moje urodziny przywiózł, mi oprawione zdjęcia mojego męża, którego już nie ma od półtora miesiąca, i na tych zdjęciach jest mój mąż, ja i wnuk oraz widnieje napis " nie wiem czy życie jest silniejsze od śmierci, ale miłość była silniejsza od obu Tristan i Izolda" - gdy wręczył mi te zdjęcia długo płakałam i nie mogłam powstrzymać łez. Zawsze i do końca moich dni będę kochała mojego męża, będę dziękowała Bogu, że wybrał mi go na męża i będę opłakiwać w chwilach ciężkich dla mnie bo bardzo mi go brakuje, ale jestem mądrzejsza o tak przykre doświadczenie jakim jest strata kogoś tak bliskiego. Dlatego potrafię zrozumieć i współczuć innym bo to bardzo trudne i bolesne doświadczenie. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z wagi słów, które już wcześniej zostały wypowiedziane, że nie zrozumie ten kto nie przeżył. Tylko my kobiety, które doświadczyłyśmy takiego bólu potrafimy zrozumieć i wesprzeć drugą osobę. Wracam do Net Kobiet, sporadycznie jak mi jest na prawdę źle, staram się żyć, pracować, funkcjonować, ale to jest już nie to samo życie jakie dotychczas przeżywałam, myślę czy nie dzieje się ze mną coś niedobrego, czytam jakie są reakcje i odczucia innych, bo zamiast trochę lepiej to czuję się gorzej, czas na razie nie goi ran a wręcz odwrotnie. Dlatego wracam do Was, czytam i nie zawsze się nawet odzywam. Czuję się tak strasznie źle, bez dalszego celu, zadaję sobie pytanie co dalej, po co to wszystko, dla kogo, tam dokąd zmierzamy tak niewiele potrzeba, a tyle rzeczy gromadzimy, z którymi po naszym odejściu najbliżsi muszą się zmierzyć i coś z tym zrobić, a to takie trudne. Mam już swoje lata więc nie mam dzieci, którymi mogłabym się zająć po śmierci męża, dlatego wiem że kobiety które zostały z małymi dziećmi i mimo swojej tragedii muszą się zmierzyć z codziennością są wygrane, bo dzieci to cel sam w sobie, a ja boję się żebym nie popadła w depresję, bo na razie widzę że jestem na dobrej drodze, ale w złym kierunku.
Witam Was. Witam Akrim. To prawda że zrozumie ten kto przeżyŁ.
Stwierdzenie że wygrane które zostaŁy z dziećmi ryzykowne. Tzn że szybko zostaŁy. Zanim pojawiŁy się wnuki. Nigdy nie jest ...już. Zawsze jest za wcześnie. Ale czasami to po prostu przerażająco za wcześnie.Ból okropny. MinęŁo 110 dni. Rozmawiam z kobietami o dŁuższym stażu od mojego. Podobno najgorzej jest w pierwszych 3 miesiącach, potem ciągle bardzo żle do 6 miesiąca.Potem zaczyna się trochę poprawiać. SpotykaŁam się jako szczęśliwa maŁżonka z Panią którą bardzo lubiŁam, która byŁa wdową. PolubiŁyśmy się. Ja jej sŁuchaŁam wspÓŁczuŁam i nie rozumiaŁam. Teraz czasami rozmawiamy. Ona już wie. Ona rozumie. Ona mówi : Trzeba żyć nowym życiem. Za nią kilkuletnie doświadczenie.
MiŁość moja trwa.To trudny temat. Nauczyć się bez cielesnego odczuwania jej ...żyć.Piszę cielesnego bo choć codziennie mam tysiąc wątpliwości w istnienie życia po śmierci to mam wrażenie że mój ukochany ciągle jest ...że sŁyszy kocha ...i obraziŁabym go mówiąc że nie czuję jego miŁości. Straszne to wszystko. Najgorsze wątpliwości co do prawd wiary...wiary w życie wieczne i świętych obcowanie.
Pozdrawiam gorąco. Chcę wierzyć że moja znajoma ma rację. Że kiedyś jeszcze będzie lepiej.
Dzisiaj o 13,25 minie 3 miesiące jak moje KOCHANIE odeszło od nas.Chciałam coś napisać.Nie mam jednak na nic siły.Pozdrawiam Was wszystkie.
194 2010-12-14 12:48:15 Ostatnio edytowany przez agnieszka12 (2010-12-14 13:01:21)
Alicjokurowska ja też bardzo ciebie rozumiem jestem w takiej samej sytuacji jak ty , ze względu na dzieci nawet , trochę oświetliłam dom oczywiście ze łzami w oczach i myślą że robiłam to razem z mężem .W sumie to miałam nie ubierać choinki, ale dzieci już się pytają kiedy będą ubierać choinkę. Wiem że ta wigilia będzie bardzo ciężka,ale musimy dać radę. mój synuś nawet napisał list do gwiazdora i czeka na prezent. Bardzo tobie współczuję trzy miesiące jak ten czas leci .u minie też będzie trzy miesiące 26 grudnia o godzinie 15 Samotna Marysiu masz racje że musimy nauczyć się jakoś żyć,jest to bardzo trudne ta samotność czasami mnie denerwuje a najgorsze są wieczory jak wracam z pracy.Tak strasznie mi brakuje rozmów i jeszcze to puste łóżko, ale biorę kąpiel proszek na sen ...a rano znowu powraca tęsknota .Kiedyś przeczytałam wiersz; DLA ŚWIATA JESTEM SILNA I TWARDA...ALE DZIŚ ZNÓW TAK BARDZO TĘSKNIĘ. KOCHANE TRZYMAJCIE SIĘ
potrzebujesz więcej czasu..
jesteś młoda, nic dziwnego,że za nim tęsknisz, twój mąż był najbliższą osobą
myślę,że powinnaś jak najwięcej rozmawiać o tym , może psycholog? najbliżsi życzliwi ludzie?
nie zamykaj się na świat! to wszystko minie, CZAS LECZY RANY!!!