Witajcie dziewczyny! Gdzieś czytałam że prawdziwa miłość jest tak wielka że woli pozwolić odejść kochanej osobie niż aby ta osoba tkwiła w męczarni.A to co większość z nas odczuwa jest niczym jak tylko egoizmem.Powiedzcie mi proszę czy ważne jest to kto ile miał mężów czy żon?Czy myślicie że gdyby , nie kochał tej z którą ostatnio żył i miał dzieci, to by się z nią związał?Przecież każdy z nas marzy o wielkiej miłości i jeśli ją znajdzie, to nie tylko kocha bezgranicznie, ale też ufa tak samo.Czy ważnym jest to z iloma kochanymi osobami osobami spodka się nasz mąż?Równie dobrze można być, zazdrosnym o to że jest tam ze swoimi kochającymi rodzicami, a nas tam nie ma?Chyba najważniejszym jest dla nas aby ta dusza zaznała szczęścia tam........ mimo że daleko od nas. Ja tęsknie za swoją miłością, lecz pragnę dla niego wiecznego szczęścia i wierzę że jak kiedyś się spotkamy, to moja tęsknota zostanie zaspokojona. Teraz tu na ziemi staram się tak postępować aby nie dostarczać mojemu kochanemu nowych trosk. Nie zawsze tak było! Kiedyś jeśli śledzicie moje posty od początku, pragnęłam(też myślałam że nie zasłużyłam na to aby mi się przyśnił) jakiegoś znaku od niego,bo byłam przekonana(słusznie jak się później okazało)że jak mi się przyśni , czy w inny sposób da znak, to zaznam wreszcie spokoju.Teraz tęsknię , czasami łezka poleci ale pragnę przede wszystkim jego szczęścia.Zawsze będzie w moim sercu on i ta miłość która sięga tam.....daleko.Żyję wspomnieniami tej miłości i czekam na jej dopełnienie za kurtyną śmierci!A pisanie z Wami na tym forum bardzo mi pomaga aby tak było zawsze!!!!!!!!!!!!!!!!!
Podobne tematy
Rozmawiałam kiedyś z kolegą mojego syna. który ma zamiar zostać zakonnikiem. jak to jest z tą miłością po śmierci, powiedział mi. że tam miłość ma zupełnie inny wymiar. że tam wszyscy są sobie równi i wszyscy się nawzajem kochają,
Dziewczyny piszecie,że powinniśmy pozwolić odejść ukochanej osobie. Co to oznacza? Jak zrobić? Ja nie za bardzo pojmuję na czym to polega.Ja chcę żeby On był tam szczęśliwy. Niestety na samą myśl zaczynam płakać.
Marysiu zapewne jest to prawdą co mówisz. Ale czy nasze życie dzięki temu gdyby nawet ziemska miłość była czymś innym od tego co nas czeka tam, miało być czymś gorszym.Jak na razie nie słyszałam o żadnej publikacji, która by opowiadała o tym, jak tam jest.Książki takie jak,,kołowrót życia,, opowiadają o tym co dzieje się z duszami po śmierci i jak wygląda życie np. w czyśćcu .Książka ,,Umarli mówią do nas,, opisuje doświadczenia z kontaktów z istotami z poza kurtyny śmierci. Jednocześnie zawsze na postawione pytanie,, jak tam jest,, następuje odmowa odpowiedzi. Nie wiem!Może to ja potrzebuję wierzyć, że on tam będzie na mnie czekał i to co zostało, brutalnie tu przerwane, będziemy mieli szansę tam kontynuować.Z tego co wyczytałam z książek wiem że mój mąż będzie tam na mnie czekał w momencie kiedy przejdę etap śmierci aby być moim przewodnikiem.Nie wiem, może i ja już wtedy, nie będę kochać tak szaleńczą miłością, jak teraz, może wszyscy jak przejdziemy na tamtą stronę, będziemy kochać wszystkich jednakowo?Jedno wiem na pewno, że los pisze dla nas wszystkich, taki scenariusz życia, że na nic nasz bunt i zapewnienie,,że nigdy ,że nikogo, że zawsze,,. My sami, mamy wpływ na niewiele spraw, w naszym życiu i bunt na nic się zda!!!!!!
Martylak my wszystkie chcemy aby oni tam byli szczęśliwi. Pozwolić odejść to myśleć z czułością o nich i postępować tak jak wiemy że oni by postąpili. Skarbie!!!!!! Czy twój mąż by chciał Cię widzieć wiecznie zapłakaną?Przecież jak tu na ziemi by się martwił Twoimi łzami, tak i tam tym bardziej go Twoje łzy martwią, bo nie może podejść do Ciebie i Cię przytulić, pocieszyć.Nawet jak może to zrobić to Ty tego nie czujesz, bo Twoje serce czuje tylko ból. Proszę wyobraź sobie kochana, że jesteś daleko, ale masz możliwość widzieć i czuć łzy, Twojej kochanej osoby, ale nie możesz jej powiedzieć,,nie płacz skarbie,, a jeśli nawet to i tak Cię nie słyszy??? Co czujesz???????????Przecież Twój mąż Cię tak samo kochał jak ty jego!!!!!! Pomyśl nad tym sercem!!!!! Ja Ci życzę abyś zrozumiała co czuje on!
Witajcie
Witam nowe koleżanki naszej niedoli.
Martlak27 ja "pozwoliłam Maćkowi odejść w ten sposób że podjęłam decyzję o "zakończeniu"rozpaczania i zaczęłam snuć plany bez niego.Tzn. zaczęłam myśleć o tym aby jednak w przyszłości ułożyć sobie ponownie życie choć zastrzegam że nie zaraz i z pierwszym który mi się nawinie.powiedziałam Maćkowi nad grobem że czas który mieliśmy dany był piękny ale jemu życia nikt nie przywróci a mnie jednak ciężko jest samej żyć!!!Zresztą Maciej sam mnie o to prosił abym ułożyła sobie jeszcze życie dalej.Nie wiem kiedy to nastąpi ale dałam sobie przyzwolenie na to co nie oznacza że już kogoś szukam. Po prostu jestem sobą i staram się żyć w miarę normalnie.I też kupując coś do domu to nie sugeruję się tym co podobało się Maciejowi tylko patrzę na to co podoba się mnie bo w końcu to ja z tego będę korzystać.Choć prawda jest taka że jest w moich myślach non stop.Wiem że on będzie bardziej spokojny i szczęśliwy jak będzie widział że ja ułożyłam sobie życie bo w końcu oni pragną naszego szczęścia a nie łez !!!
Martlak a pozwolić odejść to dać sobie szansę na ponowne ułożenie sobie życia i bycia mimo wszystko szczęśliwym.
Jola bo to forum jest jak lekarstwo które powinno być zapisywane na specjalna receptę!!!Ono dzieła lepiej niż niejeden specyfik a nie ma skutków ubocznych.No chyba że w postaci nowych znajomych choćby i tych wirtualnych!!!.
Teresaw spróbuj znaleźć córce takie samo forum jak nasze tylko dla dzieci którym zmarł tata.Być może jak zacznie tam pisać i wyrzucać z siebie swoją złość i żal do całego świata to poczuje się lepiej!!!Bo wiek w którym była twoja córka to jest najgorszy w opinii psychologów na śmierć rodziców!!!A zazwyczaj rodzice dla "dobra "dziecka nie mówią im całej prawdy tylko opowiadają bajki i dziecko się boi.Moja córka wiedząc że jej tata umarł bo nie było dla niego lekarstwa teraz też się boi ze jak ktoś najbliższy zachoruje to też umrze.Dlatego ja musiałam jej dokładnie wytłumaczyć na czym polegała choroba jej taty(rak) żeby się uspokoiła.Być może też coś na ten temat usłyszała w szkole i może ktoś wyjątkowo mocno ją uraził i dlatego postanowiła zamknąć się w swoim świecie aby już nikt jej nie skrzywdził.A mogło ją urazić nawet słowo wyrwane z kontekstu lub zdanie powiedziane przez kogoś bliskiego.Moja Agata powiedziała mi że ona nie chce mieć więcej innego tatusia i nie usłyszała tego ode mnie tylko od kogoś bliskiego z rodziny.Miało to miejsce parę dni po pogrzebie Macieja.Jak rozmawiałam o tym z psychologiem to powiedział mi że dziecko nie jest w stanie w tym wieku samo tego wymyślić i musiało to gdzieś usłyszeć.Może w przypadku twojej córki też tak było?
Aniu300 to forum jest po to abyś pisząc na nim wyrzuciła z siebie złe emocje.Ja też przeszłam przez piekło raka i wiem co czułaś i czujesz.Najgorsza była bezsilność a potem to czekanie na koniec....ale dałaś radę więc jesteś silna!!!!Teraz masz ciężki okres przed sobą ale pomyśl że za chwilę będzie wiosna zaczną śpiewać ptaszki kwitnąć kwiatki i będzie świecić słońce.I wtedy poczujesz że chcesz żyć a teraz swój ból postaraj się przekuć w dobro pomagając innym swoją wiedzą na temat raka aby twoje doświadczenia i śmierć twojego męża nie poszły na marne.
Trzymajcie się pa.
Dzięki dziewczyny za odzew. Widzę, że pojawił się wątek ewentualnych kolejnych zon czy mężów. Ja skłaniam się ku poglądowi, ze tam, po drugiej stronie nie ma to znaczenia. Myśle , ze te nasze połówki mogą Tam cierpieć widząc naszą rozpacz. Co więcej myslę, że wlaśnie z uwagi na tą miłość jaką dostałam nie chce się zarzekać,bo bez tej miłości własnie tak trudno żyć, pomimo tego, ze teraz każda myśl o przyszłości z kimś innym sprawia, ze robi mi się niedobrze. Moj mąz był moja siłą napędową, teraz kompletny brak energii do wszystkiego. Jednak kiedy ktos mnie zapytał czy wyobrażam sobie zycie , tak na zawsze w samotności, odpowiedziałam, ze nie. Teraz, po tych doswidczeniach , ktore mam wiem, że gdybym to ja miala odejść na pewno chcialabym , zeby on był z kim, kto go pokocha, bo wiem , ze i tak kochałby mnie nadal, tylko juz trochę inaczej. Nie chciałabym za nic w świecie, zeby tak rozpaczał i cierpiał jak ja teraz. I to są moje nowe poglądy, ponieważ dopóki był tu, ze mną to myślalam,że gdy ktoś umiera to bycie w przyszłości z kimś innym oznacza , ze to nie była miłość. Znam historię takiej dziewczyny, ktorej mąż zmarł na bialaczkę w wieku 34 lat, po jakimś czasie poznała przypadkiem innego człowieka, za którego wyszła za mąz. I co najwazniejsze , to , jak sama mówi, było to możliwe dzieki temu, ze jej obecny mąż w pelni potrafil zaakceptować obecnośc w jej zyciu poprzedniego męża . Więc róznie to bywa .
Kasia77, dzięki, dziewczyno skąd ty bierzesz taką madrość życiową. Już nieraz jak czytalam twoje posty to byłam tym zdumiona jak potrafisz stawiać na nogi. Jak przeszlas kwestię choroby nowotworowej to faktycznie wiesz co moiwsz. I napisałaś dokąłdnie to co mi chodzi po glowie od jakiegoś czasu. Co zrobić z tym doswiadczeniem , ktore mam. Własnie nie chce, zeby jego smierć poszal na marne. On kiedy miał pierwszy rzut choroby pomagał innym na oddziale. Lekarze przyprowadzali do niego pacjentów, ktorzy nie mogli sobie poradzić ze strachem przed chemią i chorobą w ogóle. On stawiał ich na nogi, naprawdę. Sami rozmawialiśmy, ze gdybyśmy wygrali w totka, to załozylibysmy fundację związaną z badaniami nad przeszczepem jelita grubego i pomocą ludziom zmagającym się z tą chorobą. sporo wiem jak się funkcjinuje przy takiej chorobie. A dzisiaj dostałam kontakt do księdza, ktory aktywnie udziela się w szpitalu onkologicznym u mnie, w Łodzi, zupełnie przypadkiem. I myslę w,łasnie teraz , że może to kierunek , w ktorym powinnam iść, bo za dużo w jednym czasie tych przypadków. A własnie teraz wpadła mi do głowy taka mysl, ze Tomek spuchłby z dumy, jesli udałoby mi się zrealizować cokolwiek w tym temacie, pomimo, ze na samą myśl o wejściu do tego szpitala roi mi się gorzej. Kasia77, dziękuję ci bardzo, że poruszyłaś tą kwestię, bo mam wrażenie, ze utwierdziłaś mnie, ze powinnam. Tylko muszę pomyśleć jak to zrobić. Na początek spotkam się z tym księdzem, może wywieszę kontakt tel. dla rodzin, które chciałyby porozmawiać.Co o tym myslicie?
Witaj Aniu300 skąd biorę tą mądrość życiową mając zaledwie 33 lata(no prawie 34!!!)Przyznam się szczerze że nie wiem ja po prostu pisze to co dyktuje mi serce.A jeśli to przy okazji komuś pomaga to super!!!Aniu przy Maćka chorobie byłam od samego początku do końca.Byłam przy nim kiedy dowiedział się o niej i kiedy umierał...Szanowałam każdą jego decyzję i nie nalegałam kiedy one mi się nie podobały,ale kiedy prosił mnie o załatwienie czegokolwiek to stawałam na rzęsach aby to załatwić!!!I jeśli wyrzucili mnie drzwiami to wchodziłam oknem...ale załatwiałam.My żyliśmy razem ponad 14 lat z czego tylko 8 miesięcy jako małżeństwo.Ślub konkordatowy załatwiłam w trzy dni!!!!Wszystkie papiery zgody zaświadczenia itp.itd.Także wiem że nie ma rzeczy niemożliwych tylko trzeba wiedzieć jak podejść do sprawy.I rak to też był ciężki orzech do zgryzienia ale wiem że doświadczenie które mam w tej chwili może pomóc wielu osobom i nie pójdzie na marne...
Aniu jeśli się podejmiesz tej pracy to wiedz że ciąży na ciebie ogromna odpowiedzialność!!!A to nie jest łatwe zwłaszcza dla psychiki.Ale z kolei nasze doświadczenia są bezcenne!!!!Pogadaj z tym księdzem ale przed podjęciem decyzji dokładnie przemyśl wszystkie za i przeciw.
Dziękuję Wam dziewczyny, ja myślałam,że pozwolić mu odejść to zapomnieć,nie myśleć,nie mówić do niego. Nie potrafiłabym tak żyć.Dlatego gdy tak o tym myślałam to zaczynałam płakać.On jest częścią mojego życia,zawsze będzie w nim obecny. Czas pokaże co jeszcze nas czeka w tym życiu.
Mój mąż również miał raka,najgorsza była bezsilność. Choroba tak szybko postępowała,że trudno uwierzyć. Teraz jestem spokojniejsza,gdyż wiem,że Jego już nic nie boli. Bał się,że nie będzie świadomy,że będzie ciężarem dla mnie. Ja zawsze powtarzałam,że On nigdy nie będzie ciężarem dla mnie. Że jak się kogoś tak bardzo kocha to się pragnie chociaż trochę ulżyć w cierpieniu.
Kasia77, wiem jakie to obciążenie psychiczne. Ale ja nie jestem tak silna, zeby pomagać chorym, bo sama chora nie bylam i nie jestem, w tym temacie moglby sprawdzic się Tomek. Natomiast ja myslę o rodzinach chorych, samej mi bardzo brakowalo takiego wsparcia, nie było z kim porozmawiać, psychoonkolog się nie sprawdził zupełnie. Mialam wrażenie, ze nie wie o czym mówi. Natmiast masz rację, ze zanim cokolwiek zrobię to przemyslę to bardzo mocno, bo tych ludzi nie mozna zawieść. Dlatego nie mam zamiaru z niczym się spieszyć, powoli. Najpierw ksiądz. A wiem, ze do niego na mszę przyjeżdzaja nawet juz zdrowi, nawet spoza Łodzi. Co do błyskawicznego załatwiania spraw, ja tez tak działałam, nie ma nic czego nie można załatwić , znam to :-).
Martlak27, wiem o czym mówisz. oni nigdy nie chcą byc ciężarem, bo to oni powinni się nami opiekować, tak myślą. I widzisz, weszłas na forum i juz nie musisz się martwić, ze ktos namawia do zapomnienia o Nim :-)
A swoją drogą, to to forum czyni cuda, naprawde mi lepiej. Pewnie warto wykrzyczeć swój ból, nawet wirtualnie, nawet jesli ulzy tylko troche i na krotko.
Aniu brawo!!!!!!!!! Wszystko jest lepsze od rozpaczy, a jeśli dzięki temu można zrobić coś dobrego dla innych to jeszcze lepiej! My tu mamy siebie na tym forum ale trzeba zauważyć że są ludzie tak zagubieni w swej rozpaczy którzy nie są w stanie szukać pomocy. Może ktoś przechodzący szpitalnym korytarzem zobaczy w Tobie szansę na ukojenie bólu?Jeśli pomożesz jednej osobie, to tak jak byś pomogła wielu, bo pomożesz sobie będąc potrzebna innym. Kasiu ja nie myślę o ułożeniu sobie życia w przyszłości z kimś innym bo i dzieci mam troje a i jestem trochę już za stara na nową miłość. Nie będę kryć że życie w pojedynkę jest strasznie smutne, ale! I tu jest to ale. Nie wiem czy kiedykolwiek byłabym w stanie kogoś innego pokochać..................? Wy to co innego jesteście jeszcze młode....... całe życie przed Wami!Jeszcze nie jedna miłość na Was czeka, nie jedno drgnięcie serca.Ja muszę wychować i wykształcić dzieci, a co później przyniesie los to się zobaczy.........Nic na siłę!!!
Jolu przepraszam bardzo ale moim zdanie wcale nie jesteś STARA!!!!No chyba że tak się czujesz!!!To że ja mam 33 lata nie oznacza że mam większą szansę na ułożenie sobie życia.Wręcz przeciwnie ty masz prawie dorosłe dzieci a moja Agata ma dopiero 10 lat.I nie każdy facet nadaje się i chce się bawić w ojca a więcej jest takich którzy chcą być tylko mężami.I tu nie koniecznie chodzi o nową miłość raczej o bratnią duszę na rzeczywiście starość.ja też nie wiem czy będę kogoś w stanie pokochać ale zaprzyjaźnić się jest łatwiej.Ale tak jak piszesz NIC NA SIŁĘ!!!
Aniu to forum tak jak pisałam powinno być zapisywane na receptę!!!Działa w 100 %.
Masz rację Kasiu że to forum powinno być na receptę bo pomaga w 100%, a jeszcze jak ma się takiego w nim aniołka jak Ty to nie ma szansy z niego wyjść obolałym!!!!!!! Dziewczyny mi zostało jeszcze 2 dni w domu i muszę jechać. Nawet nie macie pojęcia jak się boję tego wszystkiego. Pozostaje mi mieć nadzieję że mój mąż będzie się opiekował tym wszystkim co tu zostawiam.Może dlatego że pomoc ducha tu nic nie pomoże, tak bardzo się boję.Z tego strachu zapomniałam nie tylko nie śpię ale też ręce mi się trzęsą jak bym miała nie 48 lat ale 90.Jak ja przeżyję ten czas to nie mam pojęcia......
Witajcie jeszcze raz! Jeśli chcecie poczytać o śmierci to tu macie adres strony: http://www. egzorcysta.pl/ iluzja_smierci.html Ta sama autorka napisała ,,Kołowrót życia,,
Witajcie kochane, witajcie nowe współtowarzyszki niedoli.Jakie tp przykre że przybywają nowe osoby.Dzisiai o 13 ,25 minęło już pięć miesięcy od tamtego strasznego dnia kiedy moje KOCHANIE odeszło od nas.Jak ten czas szybko leci , chociaż mnie cały czas zdaje się że stanął w miejscu.Jak każdego czternastego dnia miesiąca o tej godzinie jestem u Niego i tak się składa ze razem z synami.Dałam Mu czerwoną różę . Polożylam na zniczach ,mam nadzieję że chociaż do jutra nie zmarżnie.Na razie pozdrawim mószę kończyć bo 15 godz muszę zmówić koronkę .
Witajcie
Dzisiaj byłam na grobie męża zaniosłam róże obwiązane serduszkami.Zawsze moje kochanie robił mi takie niespodzianki a teraz ....
Kochane ja jeśli tylko dostanę urlop planuję pojechać na wakacje z dziećmi w sumie to miały być rodzinne wakacje planowane z mężem i nasze pierwsze od 16 lat, ale mam cichą nadzieje że będą w miarę udane.
A jeśli chodzi o ten temat żeby dać odejść mężowi to ja nie chcę żeby odszedł ,chcę żeby był blisko mnie i cierpiał tak samo jak ja może jeszcze za wcześnie.Wiem że to egoistyczne ,ale w tej chwili tak myślę .
Wiecie ja zostałam z 4 dzieci i bardzo się boje o ich wychowanie czy podołam temu zadaniu,a tym bardziej ze pracuje na zmiany i mam 1 niedzielę wolna w miesiącu co drugi tydzień nie widzimy się zbyt często z najstarszą córką tylko rano przed jej wyjazdem do szkoły .Ale co ja się tak użalam nad sobą jakoś to będzie
Dzisiaj jest mi tak źle jak już dawno nie było...
Za moment rocznica Jego śmierci, a ja się jakoś dziwnie tej daty uczepiłam i myślę, że po 6 marca, nagle moje życie zmieni się o 180stopni. Jakie to głupie i infantylne....
669 2011-02-14 22:40:42 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2011-02-14 22:42:04)
Witam Was kobietki,
My z natury jesteśmy twarde,musimy sobie dać radę same. Nie do końca jednak same,gdyż Oni zawsze będą obok nas,będą nas wspierać w trudnych chwilach. Nie możemy dopuścić by nasze życie było tylko wegetacją,czekaniem aż przyjdzie dzień kiedy ich spotkamy. Niech ta miłość którą nosimy w sobie wylała się na zewnątrz,wierzę,że jeszcze możemy zrobić dużo dobrego w życiu.
Każda z nas może sobie ułożyć sobie życie,gdy tylko tego będzie chciała. Są na tym świecie mężczyźni,którzy są w stanie pokochać kobietę a także jej dziecko. Mój mąż był właśnie taki. Nigdy nie poczułam,żeby traktował gorzej moja córkę od naszych dzieci. Kiedyś też tak myślałam,wmawiałam sobie ,że żaden facet już mnie nie pokocha a zwłaszcza nie potrafiłby pokochać równie mocno mojej córki.
Powiem wam,że moja mama również wychowywała nas sama,teraz dopiero związała się z innym mężczyzną. Jest szczęśliwa. Ponad trzydzieści lat była sama.
Druga ja ... u mnie do rocznicy jeszcze straaaasznie daleko ale...wspiera mnie troche ...nawet bardzo kobietka od kilku lat sama,
ona z prawdziwym smutkiem mówiła że ten pierwszy rok jest magiczny. Że rzeczywiście w okolicy rocznicy jest gorzej...
Teraz jest dla mnie wzorem ciepłej madrej młodej pełnej życia kobiety...ale tu nic nie da się przyśpieszyc.
Ja dzisiaj wkleiłam zdjęcia na naszej klasie. Piotr by tego nie pochwalił ...ale musiałam powiedzieć światu że go kocham...i egoistycznie może nigdzie nie puszczę...z żadnej przysięgi nie zwolnię. Niech tam czeka. Spotkamy sie , pogadamy to ustalimy co dalej...tymczasem...jest facetem mojego życia...aż ono się skończy.
Witajcie
bałam się jak przeżyje ten dzień WALENTYNKI , wszędzie tyle o miłości a ja tak bardzo tęsknię, ale ogarnął mnie jakiś taki dziwny chwilowy spokój przypomniałam sobie nasze wszystkie cudowne chwile i poczułam się szczęśliwa, że był ktoś w moim życiu kto mnie tak bardzo kochał.
W nekrologu napisałam : WIELKĄ MIŁOŚCIĄ NAS KOCHAŁEŚ,WIĘKSZEJ NIE ZAZNALIŚMY NIGDY, BĘDZIEMY JĄ CZUĆ ZA ZAWSZE. Uświadomiłam sobie, że tak właśnie będzie, bo była tak piękna i silna, że musi starczyć mi do końca moich dni. Musi być moją siłą by dalej żyć dla naszego synka, zmagać się z wszystkimi przeciwnościami losu.
A los bywa taki okrutny i stale rzuca nam kłody pod nogi - przynajmniej mi.
Witajcie
Mi ten dzień tak przeleciał że na dobrą sprawę nawet nie miałam kiedy pomyśleć że to dziś są walentynki.W sumie dzień jak co dzień.proy0311 ja też wkleiłam na naszą klasę zdjęcia z Maćka grobu.To serce ze zniczy pięknie wyglądało wieczorem.
Martlak każda z nas wcześniej czy później ułoży sobie jakoś życie obojętnie czy z facetem czy bez.Ważne aby pamiętać że żyć po to tylko aby się umartwiać to nie jest życie to WEGETACJA!!!I mąż żadnej z nas nie chce tego dla swojej ukochanej.A to że oni będą obecni w naszym życiu to jest pewne bo nie da się wymazać z pamięci tych wspólnych szczęśliwych lat razem.Ale nie oznacza to że nie są nam pisane kolejne szczęśliwe lata.Tylko musimy umieć się na nie otworzyć i pozwolić sobie na to.
Druga ja to że myślisz że po 6 marca twoje życie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki to nie jest głupie i infantylne.Po prostu twój organizm tego się domaga bo ma dość takiego życia- nieżycia.Owszem możesz sobie postanowić że od tego dnia będziesz przychylniej rozglądać się dookoła i dasz sobie szansę na ponowne ułożenie sobie życia.Bo na pewno nie ma nic gorszego niż samotność!!!
Agnieszka 12 to że planujesz wakacje to bardzo dobrze!!!Na pewno one należą ci się jak nigdy tylko poświęć je właśnie dzieciom.Bawcie się dobrze i pozwól sobie na odrobinę szaleństwa bo nic tak nie ładuje akumulatorów jak udany wypoczynek.
I nie użalasz się nad sobą tylko takie życie jakie prowadzisz ie jest łatwe i podziwiam cię za to.A to czy wychowasz je na wartościowych ludzi to nie zależy od tego czy robią to dwie osoby czy jedna. To jest kwestia wpojenia im pewnych zasad i tyle. A co do odejścia męża to jeśli pozwolisz mu na to to zobaczysz że poczujesz się lżej na sercu i łatwiej będzie ci
żyć.Bo inaczej zawsze będziesz miała w sobie poczucie winy ze pozwoliłaś aby umarł.
Trzymajcie się kobietki i spokojnej nocy.
Witajcie dziewczyny! Pragnę Wam tylko napisać jak to jest z tym Naszym Szczęściem: Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale często tak długo patrzymy na te zamknięte, że nie dostrzegamy tych, które zostały otwarte....! Mi jest dziś tak samo ciężko jak Wam tyle że u mnie dochodzi stres przed tym co czeka mnie i dzieci!!!! Jeszcze tylko jutro w domu i.................... wielka niewiadoma. Trzymajcie się zdrowo!
Hej.
A ja dziś nie poszłam na cmentarz, postanowiłam że jak każdego roku poczekam na niego w domu, przygotuję coś smacznego do zjedzenia, wypiję lampkę wina i powspominam nasze szczęsliwe chwile. Tak się składa że luty to był dla nas szczególny miesiąc, bardzo mi go teraz brakuje ale mam nadzieję że jest tam teraz szczęśliwy, choć ja tak bardzo chciałabym by był tu z nami.
Tak czytam wasze słowa i nie mogę się nadziwić skąd w was tyle wiary optymizmu i siły. Ja chyba zatrzymałam się na tym jednym dniu. Owszem w miare normalnie funkcjonuje w społeczeństwie na pozór ale psychicznie jestem wypalona pusta nie wiem nawet jak to opisać. Mówicie że trzeba sobie dać szansę na szczęście, pewnie macie rację ale mi wydaje się, że to tak jakbym się pogodziła z tym co się stało, a to przeciez nie jest ok że on odszedł i niepotrafię zaakceptować tego że odchodzi ktoś tak młody , w chwili gdy był najszczęśliwszy a tyle było jeszcze do zrobienia.
Gdzieś w głębi duszy czuję, że miał wybór , że mógł zostać ale wolał odejść i zaraz rodzi się następne pytanie a może za mało nas kochał? Wiem że to absurdalne, wiem ze jeżeli by przeżył to byłby roślną a to najgorsze co mogło by go spotkać bo bardzo by cierpiał a cudów nie ma. I choć staram się tłumaczyć sobie że jego śmierć być może nie poszła na marne bo dała sznse na życie innym to zamiast czuć ulgę czuję dodatkowy ciężar.
Witajcie!Pozwoliłam mu odejść i wcale nie czuję się lepiej! Lepiej było tylko przez parę dni.może dlatego że już nie umiem cieszyć się życiem, słońcem, ptakami ćwierkającymi.Wszystko jest takie byle jakie.Zawsze w życiu wszystko poświęcałam innym.Mojemu mężowi, dzieciom , przyjaciołom.Teraz zostały dzieci które potrzebują tylko pieniędzy na to czy na tamto, a poza tym mają swoich przyjaciół i matka już im nie potrzebna.Ja to wszystko rozumiem i nie chcę ingerować w ich przyjaźnie tylko dlatego że ja cierpię na samotność.Teraz jeszcze dziś mam Was na tym forum , a tym samym szansę się wygadania.Jutro jadę za granicę , a tam ani kontaktu z ludźmi , ani dostępu do komputera przez 6 tygodni.Można zwariować! Lecz na tym etapie nie mam szansy czegokolwiek zmienić.Jak tam żyć aby nie zwariować z rozpaczy, tęsknoty za dziećmi,z samotności.........? Ja już i tak , jak zjawa,ponura i krwawa, po (zamku) domu, się szfendam.A tak najchętniej to bym przespała wszystko. Może jak bym się obudziła, to,to,wszystko okazało by się tylko złym snem???
Dlatego " ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI...."przykro mi ,jedynie co mogę powiedzieć to że czas leczy rany.Pamięć bliskiej osoby pozostanie na zawsze.Przykre i niesprawiedliwe czasami jest to że dano nam tak mało czasu , a tak wiele chcemy zrobić.Też przeszłam podobną historię 14 lat temu ,jest ciężko i ciągłe pytanie DLACZEGO?Pozostają wspólne wspomnienia i tego nikt nam nie zabierze.
Witajcie
Jolu to może czas zacząć myśleć choć trochę o sobie? I uwierz mi to nie będzie egoizm z twojej strony bo inaczej zgorzkniejesz.Swoim dzieciom zawsze będziesz potrzebna bo jesteś ich matką i to nie tylko do dawania pieniędzy.Po prostu teraz patrzysz na to trochę inaczej bo wcześniej prawdopodobnie robił to twój mąż i dlatego tego tak nie odczułaś.Ja też w pewnym momencie poczułam się jak bankomat ale to już minęło bowiem kiedyś Agata dostawała pieniądze od nas dwóch a teraz ma tylko mamę.Jolu jeśli cię to pocieszy i coś ci to da to to jest mój prywatny numer telefonu i jak chcesz to możesz pisać do mnie smsy jak będziesz czuła się źle.Byle po 16 bo wcześniej jestem w pracy.Telefon to 697 777 433.Postaram się godnie zastąpić to forum.A i tobie będzie łatwiej wiedząc że masz do kogo pisać.A co do szwendanie się to ubierz się ładnie i raczej chódź niż się szwendaj.Zawsze to lepiej.A przespać życia się nie da bo nie jesteś śpiącą królewną tylko polska kobietą.
Stokrotko zawsze można zadawać pytanie dlaczego ale to nic nam nie da tylko wprowadzi nas w ponury nastrój.Odpowiedź jest jedna " BÓG TAK CHCIAŁ".A wspomnienia są piękne i dziękujmy Bogu za to ze są!!!
Witajcie dziewczyny!Powinnam się już pakować ale nawet nie jestem w stanie podejść do walizek.Przez 10 lat, robił to mój mąż bo zawsze tak przeżywałam każdy wyjazd, każde rozstanie z rodziną, że byłam jednym kłębkiem nerwów.Jutro 5.15 mam wyjazd i nie wiem czy brać się za pakowanie czy może iść wcześniej na cmentarz.Przecież wiem to doskonale że wyjścia nie mam i muszę jechać ale rozum co innego a serce co innego.Kochane nie będę dziś się rozpisywać bo nawet myśli nie mogę zebrać. Zapewne później wejdę na forum aby jak nie jestem w stanie pisać ,choć poczytać Wasze posty. Jakbym już nie pisała do Was, to pragnę się z Wami wszystkimi serdecznie pożegnać. Trzymajcie się cieplutko moje kochane!!!!!!!!!!! Ja wracam dopiero 1-go kwietnia! Jak wrócę to oczywiście będę pisać , a na razie o tym co u mnie poproszę Kasię aby wam pisała.
Witajcie
Kochana Jolu czytając Twoje ostatnie posty jest mi bardzo przykro. że jesteś w takiej trudnej sytuacji, Nosisz w sobie ból jako żona teraz jeszcze dochodzi ból matki,, Pomyśleć a jakim kraju my żyjemy? Kochana jedż i wracaj do nas. my tu będziemy cały czas myślami z Tobą i Twoimi dziećmi. Pamiętaj. że tu jesteśmy i w razie potrzeby pisz do Kasi, my tu będziemy czekały za wiadomościami od Ciebie,Jak tam będziesz to pomyśl sobie też nieraz o nas, Myślę. że Pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy i kiedyś Ci wynagrodzi ten ból, który teraz nosisz, Trzymaj się Kochana i do "czytania Twoich postów"
Jola, jedź smiało, zarób trochę kaski, bedziemy cierpliwie czekać na jakies wiesci jak sobie radzisz. Poradzisz sobie na 100%, bo masz siłę. Pamiętasz jak sobie poradziłaś z panią pedagog?
Mam nadzieję, że wrócisz w lepszym nastroju niż wyjeżdżasz : stęskniona za swoimi kolezankami z forum, zadowolona, ze w domu nie przybyło zadnych kłopotów a może w lepszym nastroju czego ci serdecznie życzę. Czekamy tu na ciebie!!!!!
Powodzenia Jolu. Myślami będziemy przy Tobie by Cię wspierać.
Witajcie! Nie było mnie tyle dni i tęskniłam za Wami.Tyle nowego starałam sie przeczytać wszystkie Wasze posty.Powiem tylko tyle że wróciłam dzisiaj do rzeczywistości.Cztery dni spędzone jakby w marzeniach kiedy czas miałam zorganizowany tak ze nie mogłam myśleć o tym co sie stało.To były tylko momenty kiedy chciałam żeby był ze mna.Nie wiem czy nie powinno własnie tak byc żeby ktoś zajmował sie "organizowaniem" naszego zycia po smierci mężów.Znowu zdarzyły sie chyba cuda była cudowna zimowa pogoda piekne krajobrazy ośniezone drzewa cudowny krajobraz ale nie było jego......Byłam jakby w innym świecie ale wróciłam do domu do pracy ...i znowu trzeba żyć....
Kochane dziewczyny! Ja tam tzn w Niemczech pracowałam przez ostatnie 10 lat, więc to dla mnie nie nowość.Jak wcześniej pisałam, to boję się o dzieci i to, jak sobie poradzą.Pisałam do Was na tym forum o wszystkim co mi leżało na sercu i teraz kiedy muszę wyjechać i będę musiała rozstać się z Wami na 6 tygodni. Ogarnia mnie przeogromny smutek bo czuję jak bym musiała się rozstać z bliskimi mojemu sercu siostrami. Napiszę wam coś co odzwierciedla atmosferę na ty forum: Nie idź tak za mną, bo nie umiem prowadzić.Nie idź też przede mną, bo nie mogę za Tobą nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem............. Trzymajcie się zdrowo!!!!!!
Jolu bardzo mądre słowa tylko że pamiętaj "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie".A te 6 tygodni przeleci nawet nie będziesz wiedziała kiedy.Szczęśliwej podróży i pisz.A ja będę przekazywać twoje informacje innym.
Milen bo każda bajka kiedyś się kończy ale zawsze można zacząć czytać nową....Najważniejsze że urlop się udał i trochę odpoczęłaś.Ale trzeba wrócić do rzeczywistości a ta jest brutalna.No ale zawsze zostają wspomnienia...
685 2011-02-16 12:00:42 Ostatnio edytowany przez gratulacje78 (2011-02-16 12:03:25)
Czesc wszystkim ma na imie Magda moj maz zmarl w zeszlym roku w grodniu dopiero jest dwa i pol miesiaca jak nie zyje a to wszystko co dzieje sie wokol mnie tak mnie przytlacza ze czasami czuje sie jak by on dalej zyl a czasami przyjda takie chwile jak by go juz nie bylo pare lat bo nic mi sie nie przypomina ani nie moge go sobie wyobrazic i to mnie najbardziej boli i zlosci ze zostalam z tym wszystkim sama. wszyscy mi do okola muwia ze jestem jeszcze mloda ze mam dopiero 21 lat i ze jeszcze kogos sobie znajde ale to tak nie idzie jak przysiegasz jednemu to juz na zawsze a oni tego nie uznaja. i to mnie najbardziej boli ze zmarl moj maz ich brat syn ziec a oni tak tego nie widza bo najwazniejsze jest to co zostawil majatek.mna nikt sie nie przejmuje ze potrzebuje ich teraz najbardziej a ich przy mnie nie ma ale widocznie tak musialo byc i nic ani nikt na to nie poradzi dziekuje ze moglam sie wygadac pozdrawiam.
Magda, witamy Cię gorąco choć w takich smutnych okolicznościach do nas dołączyłaś. Niestety każdy będzie Tobie mówił, że jeszcze wszystko będzie dobrze, że ułożysz sobie życie, mi też tak mówią - ja mam 25 lat. "Zrozumie kto stracił" to cała prawda. Strata jest dla każdego czymś innym, napewno rodzina nie chce przez to Cię urazić, choć to tak dobija, bo przecież Ty Go tak kochasz, nie wyobrażasz sobie życia bez Niego, a wszyscy mówia abyś układała sobie życie na nowo.
U mnie mineło niecałe 7 miesięcy, to co przeżywasz jest jak najbardziej normalne w takiej sytuacji, ja do tej pory myślę jak patrzę na zegarek, że zaraz wróci, a czasem wydaje mi się, że cierpię już wieczność i już dłużej nie dam rady.
Ja rozdzielam dni na lepsze i słabsze, niestety z przewagą tych drugich. Od kilku dni mam "słabszy dzień", ale dzięki forum czuję się lepiej, wiem, że ktoś mnie rozumie, że przeżywa to samo. NIestety nie mogę się pozbyć myśli, że skoro dusza ma wyjście tzn. wrócić, czy nie, to dlaczego On nie wrócił, czy za mało ja Go kochałam, a może On mnie, może za mało się modliłam? Do cholery dlaczego???
Siedzę w pracy i nic, na nic nie mam siły najchętniej nie wyszła bym z łóżka.
Madziu ja mam słynną 30stkę mnie też doprowadzają do wściekłości słowa jesteś młoda jeszcze wszystko przed tobą na początku wręcz krzyczałam do nich co wy mówicie wy tego nie rozumiecie ja chce być tylko z nim teraz nic nie mówię ponieważ nie ma to sensu ich nie przekonasz ponieważ oni nic nie rozumieją zresztą na jego pogrzebie klęcząc przy jego urnie wypowiedziałam jeszcze raz słowa przysięgi małżeńskiej która moim zdaniem jest nie odpowiednia ponieważ brzmi dopóki śmierć nas nie rozdzieli ja przyrzekłam mu że nawet ona nas nie rozdzieli. Mój mąż zmarł nagle bez przyczyn objawów nadejścia jej umierał a ja nie mogłam nic zrobić umierał a ja mogłam tylko na to patrzeć jak lekarze wstrzykują mu kolejne leki jak go intubują jak jego serce pokazuje prostą kreskę a oni uderzają go elektrodami jego ciało unosi się i opada i dalej ta kreska następnie te słowa czas zgonu 20:45 a ja nic nie mogłam zrobić prócz myśli jak mogłeś się poddać dlaczego nie walczyłeś ja mogłeś mnie zostawić obiecałeś że sie razem zestarzejemy że będziemy mieli dziecko że jako 60cio latkowie bedziemy chodzić pod rękę na spacery jak mogłeś... tego do dziś nie mogę zrozumieć a mnieło prawie dziewięć miesięcy.długo sie nie odzywałam ponieważ wyjechałam do brata na chrzest jego synka zostałam matką chrzestną moj brat pije a ja znów nie mogę nic zrobić nie mogę zromumieć jak on nie docenia tego co ma ja tego nigdy nie będę miała ludzie nie doceniają życia i to smutna prawda.
Mój psychiatra kazał mi znaleźć cel w życiu dzięki wam go znalazłam chce otworzyć fundację dla wdów co za okropne słowo dlatego zamienię go na tych kobiet które straciły mężów to będzie fundacja w której takie kobiety jak my znają zrozumienie pomoc pr awną przy załatwianiu tych wszystkich okropnych papierów to będzie miejsce do którego zawsze będą mogły przyjść gdy będzie mi źle to bedzie miejsce gdzie bedą mogły na chwile uciec od samotności dziekuje że dałyście mi cel w życiu
Witajcie Madziu witaj w naszym gronie.
po pierwsze info od Joli jechała 14 godzin ale szczęśliwie dotarła na miejsce pozdrowienia dla wszystkich.
Gratulacje78 - Magdo zostałaś sama jak my wszystkie w tym momencie.Po prostu do pewnego momentu są wszyscy a potem też znikają.To że dostajesz rady typu "ułożysz sobie życie" "jesteś taka młoda" itp to też jest pewien etap.Ale z drugiej strony to czy wyobrażasz sobie siebie że przez następne 60 lat jesteś zupełnie sama Sama w domu sama w łóżku sama zmagasz się z przeciwnościami a wracając z pracy nie masz się do kogo odezwać?Wiem na razie ci to odpowiada ale co będzie później?Ja też mam 33 lata (za chwilę 34) i wiem co piszę.Bo ja sobie nie wyobrażam dalszego życia w pojedynkę mimo że mam dziecko. Bo takie życie jest do dupy!!! Ale ja też musiałam mieć trochę czasu żeby to zrozumieć.Mój mąż nie żyje prawie 8 miesięcy.Ja nie mam zamiaru szukać kogoś na siłę tylko zdam się na los.Co ma być to będzie.A majątek ci tego nie ułatwi ani jego nie zastąpi choć pieniądze w życiu pomagają.Magda pisz na naszym forum jak najwięcej a to ci pomoże w 100% zobaczysz.
Gosiah moje słowa do Magdy są też skierowane do ciebie.Wiem co czułaś widząc jak umierał twój mąż ja też byłam przy śmierci mojego męża.On umierał w domu na raka walczył 8 miesięcy i przegrał.Ostatni tydzień był nieprzytomny tylko chwilami odzyskiwał świadomość.A ja siedziałam przy nim 24 godziny na dobę.I cieszę się że mogłam być.Dlatego chcę sobie ułożyć życie aby nie musieć umierać w samotności bo chyba nie ma niczego gorszego!!!
Twój brat pije i jeśli nie będzie sam tego chciał to tego nie rzuci.Wiem że to jest możliwe bo Maciej był trzeźwym alkoholikiem nie pił prawie 30 lat.
Pomysł z fundacją jest bardzo dobry a i będziesz miała cel w życiu.Zadanie karkołomne ale realne do zrealizowania.Trzymam za ciebie kciuki.
Także trzymajcie się kobietki i głowa do góry jeszcze i dla nas zaświeci słońce!!!!
Cześć dziewczynny.
Czas tak szybko leci a do naszego grona dochodzą coraz młodsze osoby niestety wobec śmierci wszyscy jesteśmy widać równi, ta bezsilność jest przytłaczająca.
Madziu dziewczynny mają rację każda z nas przechodziła podobne etapy po śmierci naszych ukochanych i jak to w życiu każda z nas raz lepiej raz gorzej sobie radzi.
Mój mąż odszedł ponad rok temu a ja wcale nie czuję się dużo lepiej. Z bliskimi to tak już jest że nie chcą patrzeć na nasze cirpienie, bo prawdopodobnie ze swoim sobie nie radzą. Ja już przestałam dostwać te 'dobre rady' choć czasami ktoś jeszcze powie coś co wyprowadzi mnie z równowagi ale oni zazwyczaj nie chcą źle.
Od śmierci twojego męża mineło niewiele czsu to trudny okres kiedy wszystko w nas krzyczy, wierzę jednak że z czasem nastaną lepsze chwile kiedy się troche wyciszysz wewnętrznie i zaczniesz dostrzegać coś poza ta pustką jaką po sobie pozostawił. Życzę Ci dużo siły.
To dobrze Kasiu że Jola dotarła bezpiecznie. Oby tyklo wszystko było dobrze to taki trudny czas dla niej i dla dzieci. Pozdrów ją serdecznie.
Ja tez patrzyłam jak odchodzi jak czeka by się pożegnać choć od kilku dni był nieprzytomny jak po jego policzku spływa ostatnia łza a ciśnienie i temperatura ciała spada a pani doktor mówi mi że jego już nie ma, że tylko maszyna za niego oddycha... do dziś trudno mi w to uwierzyć.
A minutę później namawia mnie na oddanie jego narządów do przeszczepu
Witajcie!
Tak to wszystko prawda, bardzo ciężko żyć w pojedynkę. Pomimo tego, że mam synka, a Andrzeja nie ma dopiero niecałe dwa miesiące, to ta pustka i samotność są przytłaczające. Na razie rany są tak świeże, że nawet nie mogła bym myśleć o układaniu sobie życia na nowo. Czuję się taka pusta i wypalona, że nie widzę już sensu w czymkolwiek. Zastanawiam się, jakie to życie dalej będzie, jak mam nauczyć synka, żeby czerpał radość z życia, żeby umiał być szczęśliwy, skoro matka nie potrafi już wierzyć w szczęście, śmiać się i cieszyć się życiem. Jest we mnie tyle żalu i złości do losu, tyle bólu, z którym muszę nauczyć się żyć.
Człowiek żyje, stara się , ma plany, marzenia, czuje się kochany, a za chwile nie ma już nic! Dlaczego chcieć próbować i zaczynać coś od nowa, skąd brać na to siły?! Po co, żeby może potem znowu tak cierpieć...
A u mnie dziewczyny mineło w środę 3 m-ce. Byłam na cmentarzu zapalić moje światełka do nieba i stało się coś, po czym od wyjścia z cmentarza po raz pierwszy od ubieglego lata ( kiedy lekarze powiedzieli mi, że nic sie nie da zrobić) poczułam, że trochę zelżał mi ten ciężar. same wiecie o czym mówię : non-stop sciśnięty żołądek, ścisnięte gardło itp. Jak stał przy grobie, to oprócz tego, ze sie modlilam, powiedziałm mu , tak na głos jakby stał tam, że zawsze będę go kochać, że zawsze będzie dla mnie moim mężem ale żeby pomógł mi być szczęśliwą, ze będę czekać na nasze spotkanie tam, kiedyś ale chcę czekać szczęśliwa i chcę, żeby on tam na górze też był szczęśliwy, że chociaż nie razem ale musimy sobie pomóc. I jest mi z tym trochę lżej, chociaż płacz przychodzi znienacka itp. to jet mi ciut lepeij. Znów zaczęłam się starać lepiej wygladać ( bo wcześnieej nie zależało mi juz na tym ), troszkę jakbym zaczynała czuć w sobie jakas energię. Ja tez nie chcę dalszego życia przezyć sama, bo to straszne jest dla mnie, taka perspektywa, nie teraz, nie wiem kiedy, życie samom pokaże. Bo nawet jak ktos się pojawi to to nie zmieni we mnie nic w kwestii Tomka. wasze wypowiedzi dziewczyny sprawiły, ze zaczęłam tak z nim rozmawiać na cmentarzu .... Dziękuję.
Witajcie dziewczyny, witaj Magda
Dziękujemy za info od Joli. dobrze, że dotarła szczęśliwie.
Większość z Was mogłaby być moją córką. jesteście takie młode, a już musicie dżwigać te ciężar bólu, bardzo mi przykro. myślę że Wy z racji wieku z pewnością ułożycie sobie jeszcze jakoś życie. Ja obecnie nawet nie myślę o nowej znajomości,Wiem że moje życie już przeszło pewien etap i muszę się z tym pogodzić, też myślałam, że nie będę sama na starość, że jak przyjdzie moja ostatnia godzina to będzie mój mąż przy mnie. niestety stało się inaczej, to ja byłam przy nim,Staram się nie myśleć o mojej przyszłości. bo i tak nie mam wpływu na nic. muszę tylko cierpliwie czekać i w miarę sił wspierać moich synów, którzy przecież stracili ojca za wcześnie, teraz mają tylko mnie, Wydaje mi się. że ja już nie dam rady przyzwyczaić się do kogoś nowego. wszystkie moje myśli cały czas zajęte są przez mojego Męża. ja cały czas noszę obrączkę i codziennie z nim rozmawiam. nieraz nawet głośno, chociaż mięło już prawie 8 miesięcy nie mogę się pogodzić z tym że go już nie ma. że już nigdy mnie nie przytuli, nie powie ''moja kochana", Nie wiem co będzie dalej. ale na razie żyję bo muszę,
To nic dziwnego Marysiu że tęsknisz i nie myślisz o przyszłości ja też o niej nie myślę , żyję z dnia na dzień dla mojego synka. Nawet mi nie w głowie nowe znajomości. Może jestem inna ale nie przeraża mnie na razie życie w samotności, nie boję się też śmierci bo wiem że ona mnie wyzwoli. Jestem tu i teraz bo widocznie mam jeszcze cos do zrobienia, przeżyłam już swoją miłość te chwile szczęścia widocznie muszą mi wystarczyć na resztę życia. Trochę mam żal że było ich za mało. Moze za rok dwa lub pięć moje myślenie ulegnie zmianie tego nie wiem. Na razie mój mąż nadal jest obecny w moim życiu rozmawiam z nim głośno w domu, samochodzie czy na cmentarzu i mam gdzieś co myślą o mnie inni gdy to słyszą.
A co do wieku to chyba nie ma on większego znaczenia, każdy człowiek w każdym wieku zasługuje na chwile szczęścia. Czasami tak jest ze osoba młoda ma większy problem z ułożenien sobie życia niż ta starsza. To chyba zależy od naszego otwarcia się na innych, naszych oczekiwań i ludzi jakich spotkamy na naszej drodze. Trzeba być jednak na to gotowym dać sobie przyzwolenie na życie u boku innego człowieka a nie każda z nas będzie potrafiła to zrobić.
Witajcie kochane ,witaj Magdo ,to jest naprawde okropne , że Bóg zabiera takiech młodych ludzi.Dlaczego On tak z nami robi??? Ja nieraz mówię przecież jest taki mądry,przeciez Widział jak mój mąż pragnął żyć(jego marzeniem było chociaż jeszcze tylko 2 ,3 lata) NIESTETY nie dosąpił tej łaski.Przecież jest tyle ludzi co latami leżą w łóżku ,mają odlezyny i proszą Jego o śmierć ,albo tacy wiekowi że nawet nie wiedzą że żyją .To nie, zabiera do siebie właśnie takich co najbardziej pragną żyć.Mój mąż widzę że z naszego grona był najstarszy ale był okazem zdrowia ,do 59 roku życia nie był ani razu u lekarza.I właśnie od tego roku zaczęła się jego choroba,ale niestety dzięki naszm lekarzom wykryto ją dopiero za 7 miesięcy.Mam żal do nich.Oglądam film ; Na dobre i na złe : i tak sobie myslę że byłoby fajnie żeby byli tacy lekarze w rzeczywistości to wielu ludzi mogło by cieszyc się jeszcze życiem tu na ziemi.
Dziewczyny mam taką nieśmiałą dla Was propozycję, może to będzie też na chwilę odskocznia od naszej żaloby.Kasia i Proy wspomniałyście o NK, może właśnie przez ten profil lepiej poznłybyśmy się.Napiszcie co o tym myślicie?Ja bardzo chętnie podam swoje dane,.
Witajcie.
Sylwinka131 dla ciebie to jest jeszcze bardzo świeże i nie dziwię ci się że nie myślisz o układaniu sobie na nowo życia.i moim zdaniem nie rób tego jeszcze pozwól sobie na żałobę.A potem przyjdzie moment ze ułożysz sobie życie na nowo i będziesz szczęśliwa.To że tere później będzie tak samo!!!A może będzie lepiej bo i ty ze względu na doświadczenie będziesz inaczej podchodzić do uczucia?Zresztą zawsze uważam że trzeba dać sobie szansę!!!
Ania300 no i brawo!!!Widać nadszedł już twój czas na światełko w tunelu na czerpanie radości z drobiazgów.Ja też miałam taki moment i też mi było lepiej.A życie kiedyś nam się ułoży o ile damy mu na to szansę.
Marysiu to ze my jesteśmy młode to nie znaczy że nam jest łatwiej!! Wiek tu nie ma nic do rzeczy moim zdaniem to raczej kwestia podejścia do życia. No i tego czy damy sobie szansę.....Zresztą bardzo ładnie opisała to Lidzia.Ma racje w 100%
Alicja może to rzeczywiście dobry pomysł z tą naszą klasą?Ja w każdym razie jestem za.
Witaj Magda:(((. To rzeczywiście przykre że choć wydawało sie że po śmierci każdego z naszych mężów świat się zatrzymał. Niestety. Nie zatrzymał sie. i nadal dzień po dniu nowe osoby stawia w tym koszmarnym bólu.
Witam. Ja aktualnie jestem na etapie strasznego niepokoju o swoje dzieci.Jak z nimi być żeby się w tym wszystkim całkiem nie zgubiły i tak naprawdę bardziej myslę o młodzieży niż dzieciach. Zastanawiam sie może Jola da dzieciom link do naszej strony żeby w razie czego mogły tu napisać w razie problemów. Pewnie z biegiem czasu nauczą się w tej sytuacji samodzielności dojrzeją może szybciej niż rówiesnicy ...ale tymczasem to koszmar ...dla Niej ...dla Nich...
Mój profil na nk taki mało rozbudowany ale może to nie jest zły czas żeby pisać tam wiecej .Mój mail proy0311@tlen.pl.
Pozdrawiam, aktualnie bardzo wystraszona o starsze dziecko bo nie odzywa sie od rana a miało wyjechac w drogę ...jest ślisko...
W pojedynke jest trudno...choćby z tego powodu że z kim tu dzielic troski ?Np o dzieci.
Ale takiego dokonuje wyboru w chwili obecnej.Wychować dobrze dzieci to jedyne moje na dzień dzisiejszy marzenie.
Jest też strona forum" Żałoba strata osierocenie..." Mi pomogło w tych pierwszych chwilach gdy rozpaczliwie szukałam odpowiedzi na pytania co z Bogiem Duszą Życiem wiecznym Jak długo ten ból potrwa...Długo ...
Pozdrawiam Was goraco.
proy0311 ja również jako najważniejszy cel wytyczyłam sobie wychować dobrze dzieci,drugi to dokończyć budowę naszego domu. Co będzie dalej zobaczymy.
Pozdrawiam.
przykre
Witajcie... codziennie jestem na forum i czytam co piszecie, tylko ja nie wiem co pisać tyle myśli kołacze mi się po głowie i nie wiem od czego zacząć.Wczoraj oglądałam zdjęcia zrobione 2 dni przed śmiercią męża, był taki wesoły i zawsze uśmiechnięty .Tak bardzo mi go brakuje, nie wiem czy to normalne ale mówię do niego w domu czy nawet nad grobem i jak idę spać mówię dobranoc kochanie.Niedługo będzie 5 miesięcy jak już niema mojego kochanego męża a mi się czasami wydaje że to kilka lat a ból taki sam.Żyję wspomnieniami ,żyję tym co było całe życie się zawaliło w jednej chwili .Robię wszystko co trzeba pracuję ,remontuję dom .wychowuję dzieci planuję wakacje ale czekam kiedy nadejdzie koniec i się spotkamy.Zostałam sama wszyscy zaczęli się odsuwać,znajomi jeśli mnie spotkają obiecują że przyjdą nawet dzisiaj się naszykowałam zrobiłam sałatkę i czekałam na obiecane odwiedziny a tu klapa.
___________________________
Zrozumie kto stracił
Agnieszko,mamy siebie,mamy to forum,tutaj możemy sobie popisać, wyżalić się. Z czasem znajdą się Ci prawdziwi przyjaciele.
Dziewczyny ten pomysł z NK jest nawet ciekawy.
Witajcie! Ja też ostatnio tylko czytam a nie potrafie nic napisać.To że bliscy znajomi zapominaja o nas i obiecuja że wpadną przerabiam od 9 miesiecy ale mimo wszystko starm sie żyć i takich ludzi nie chcę znać.Dzisiaj też miałam pytanie jak żyjesz? mówię żle a dlaczego? i na co wiecej liczyć.
Też mówię nieraz dobranoc kochanie i kocham Cię!
Witajcie
Agnieszka12 i Milen09 reakcją znajomych się nie przejmujcie bo oni nawalili na całej linii!!! Rodzina nie jest nic lepsza.Ale na szczęście mamy nasze forum i tu zawsze znajdzie się dobre dusze które pomogą i wirtualnie przytulą.A najważniejsze że nikt nie powie o naszych odczuciach że są wydumane.
Także kobietki nie tylko czytajcie ale i piszcie!!!
Aga a jakby co to ja na tą sałatkę chętnie się skuszę chociaż jestem na diecie!!!Najwyżej znowu przytyję.
Martlak ten pomysł z naszą klasą jest dobry i moje dane na niej to Katarzyna Nowak (Bobek) z Mosiny.Zapraszam chętnych.
Pozdrawiam Kasia.
Witajcie .Co do znajomych to widzę że wszystkie mamy to samo .Ja np. mam tylko jedną sąsiadkę na którą mogę liczyć.Która nie zawiodła mnie.Nawet rozmawiając ostatnio przez telefon poznała się że mam doła , chociaż ja mówiłam ze jest wszystko dobrze i chociaż była po ciężkiej pracy to zaraz do mnie przyszła.Agnieszko to że rozmawiasz z mężm to jast normalne .Wydaję mi się ze chyba kazda z nas to robi.Ja w trzech pokojach mam postawione fotografie męża i zapalam mu takie małe świeczki.W moim pokoiku po przebudzeniu się pierwszą czynnością jest zapalenie świeczki pocałowanie męża i powiedzenie do niego kilku słów powitania , przed pójściem spać jest to samo.W ciągu dnia zależy od chumoru ale też często coś mu powiem.Mówię że też czekam na to że niedługo się spotkamy.Ze ma na mnie czekać.Żeby mnie nie zdradził z jakąś inną duszyczką.Różne głupoty przychodzą mi do głowy.Nawet wiecie że ja jeszcze cały czas na Niego czekam.Do tej pory mam wrazenie ze to jest sen.Nieraz mówię ,stary no przyjdż tu w końcu do nas.
Na naszej klasie szukajcie mnie pod (Alicja Kurowska (Siwiak) zam.Aleksandrów)
Kasiu muszę przyznać,że to serce,które zrobiłaś na pomniku jest przepiękne.
Kasiu pomysły to Ty masz !Martlak, śliczna rodzinka, tacy jeszcze jesteście młodzi, kochaj te swoje skarby za Was razem, kiedyś będziesz miała to wynagrodzone.
Alicjo ja też mam wszędzie stać zdjęcia Męża, obojętnie gdzie jestem zawsze go mam a oku.
707 2011-02-20 13:17:24 Ostatnio edytowany przez Katiusza1 (2011-02-20 13:20:06)
Oj naprawde piękne to serduszko ![]()
NK Kasia Borówka (Dębowska) Gliwice
Alicja zdjęcie 20 lat z hakiem bardzo fajne , a grzyba też wielkiego znalazłaś u mnie takie okazy nie rosna ![]()
Witajcie kobietki.
No i w końcu widzimy jak każda z nas wygląda!!!Mam nadzieję że swoim wyglądem nikogo nie rozczarowałam!?Byłam właśnie ciekawa czy spodoba wam się to serce na Maćka pomniku i widzę że zrobiło wrażenie.Wszystkie macie śliczne dzieciaczki. No i co niektóre odwagę do sportów zimowych..
Smutna Marysiu ja jednak wolę cię z tym ślicznym uśmiechem na twarzy!!!Więc nie bądź już smutna...
ja też założyłam nk agnieszka kłodzińska lubomierz, narazie bez zdjęcia
Kasiu serce piękne
Witajcie
Kasiu, ty jak zawsze jesteś naszą podporą. W poprzednich postach pisałaś, że Twoim skrytym marzeniem byłyby studia, ja nawet wiem jakie, byłabyś wspaniałym psychologiem.
Alicjo no podziwiam Cię taka wysportowana, będę musiała się też postarać.Wiecie co tak sobie myślę, że nasi mężowie tam też chyba się cieszą i są z nas zadowoleni.
711 2011-02-20 20:03:32 Ostatnio edytowany przez gosiah (2011-02-20 20:23:41)
Małgorzata Herman Gliwice
712 2011-02-20 20:26:21 Ostatnio edytowany przez dlaczego? (2011-02-20 21:05:50)
Witam was wszystkie kochane
Dawno nie pisałam... bo tak naprawdę nie wiedziałam co pisać... ale czytam cały czas wszystkie posty.
U mnie minęło dopiero niecałe 3 miesiące i jest coraz gorzej nie wyobrażam sobie co będzie dalej... tak strasznie to boli ;-(
Fajny pomysł z NK moje dane Katarzyna Ziomek (Iwińska) Skarżysko-Kamienna
A to mój filmik http://www.youtube.com/watch?v=hnXD07XX … r_embedded
713 2011-02-20 21:39:23 Ostatnio edytowany przez sylwinka131 (2011-02-20 22:11:09)
Kasiu serce na pomniku jest naprawdę piękne. Widać ile włożyłaś w to serca i miłości.
Dlaczego? ja też codziennie czytam wszystkie posty i też nie wiem, co mam pisać. Mam taki mętlik w głowie, tyle różnych myśli...
Chyba popadam ze skrajności w skrajność. Jednego dnia mówię sobie dam radę, będę silna, a następnego dopada mnie straszny kryzys i nic mi się nie chce. Najchętniej nie wstałabym z łóżka. Ale muszę dla synka, bo wiem, że muszę się nim zając.
Zaraz miną dwa m-ce, a ja czuję jak by minęła wieczność i cierpię coraz bardziej. Ktoś napisał, że z psychologicznego punktu widzenia 3 i 4 miesiąc są najgorsze, nie wyobrażam sobie, że może być jeszcze gorzej!
Boję się przyszłości. Jaka ona będzie, z dnia na dzień uświadamiam sobie coraz bardziej co straciłam, to tak bardzo boli...
NK - Sylwia Kamińska ( Poznań )
Dziewczyny, jak ruszyło nk to ja się nie wyłamuję : Anna Walińska (Marczewska) Łódź, tam sa zdjęcia z 2008 roku ,więc jestem na nich o 20 kg cięższa :-)). Faktycznie, fajny pomysł, już nie będziemy anonimowe.
715 2011-02-20 22:07:13 Ostatnio edytowany przez martlak27 (2011-02-20 22:08:56)
Bardzo się cieszę,że mogłam Was bliżej poznać,jesteście wspaniałymi kobietami. Marta Laksa.