Witajcie,
Postanowiłam opisać swój problem, ponieważ jestem bezradna. Mam 22lata, mój chłopak 26. Jesteśmy ze sobą prawie rok. To mój pierwszy związek. Jeszcze nie współżyliśmy, bo się boję ciąży. Panicznie.
Jeżeli chodzi o mojego chłopaka, to wiem, że mnie traktuje poważnie. Bardzo dobry człowiek, dojrzały. Czuję się przy nim bezpiecznie. Wiem, że by mnie nie zostawił gdybyśmy zaliczyli "wpadkę". Sam mówi, że jak coś to przecież oboje "będziemy w ciąży" i razem wychowamy. Wspomina nieraz o dzieciach, że jak kiedyś będę w ciąży to coś tam coś. Mówi nieraz jak to kiedyś rodzinę założymy. Dobrze trafiłam, wiem.
Teraz trochę o mnie. Mam niską samoocenę, brak mi wystarczającej wiary we własne możliwości. Nawet komplementów nie potrafię przyjmować. Jak mi facet powie,że ładnie wyglądam... to nie mogę tego nawet przyjąć do wiadomości- gdzie JA bym miała ładnie wyglądać, przecież mam w domu lustro. Dlaczego tak jest? Powiedzmy, że od młodego wieku miałam bardzo pod górę w życiu, moje relacje rodzinne nie były takie, jakie być powinny. Mój chłopak jest bardzo cierpliwy (i uparty), więc stara się "pracować nade mną".
Co do pożycia, a raczej jego braku. Chciałabym się kochać z moim facetem,ale jak już pisałam- panicznie boję się ciąży. W takim wypadku podjęłam decyzję o stosowaniu tabletek anty. Mój chłopak od początku proponował prezerwatywy, bo nie chciał, żebym się "truła". Ja jednak dalej obstawałam przy tabsach. Tutaj jednak, niestety pojawił się spory problem, ponieważ okazało się, że nie mogę ich stosować ze względów zdrowotnych. To nie jest tak, że się od razu poddałam. Wykonałam powtórnie badania, zasięgnęłam porady innego lekarza. Uważam, że naprawdę zrobiłam dużo w tej kwestii.
W tym momencie serio czuję się bezradna. Nie potrafię zaufać prezerwatywom. Zbyt wielu historii się naczytałam, jak to pękały itd. Totalnie nie wiem co zrobić. Mój chłopak stara się mnie zrozumieć, nie nalega. No,ale i tak raz na czas temat wraca. Mówi, że seks nie jest najważniejszy,ale powoli go to zaczyna drażnić. Wcale mu się nie dziwię, bo mnie też. Też chciałabym się z nim kochać. Myślę, że same pieszczoty zaczęły już nudzić nas obojga. Myślałam,żeby połączyć stosowanie prezerwatyw z globulkami. Ale tutaj też się sprzeczne opinie pojawiają- jedni twierdzą, że nie powinno się używać tego razem, inni, że można. W dodatku, skoro te globulki same w sobie nie są dobrym środkiem anty, to czy poradzą sobie w razie pęknięcia gumki?
Dlaczego tak się boję ciąży? Bo wiem, że nie będę miała wsparcia w rodzinie. Wiem, że nie dałabym sobie rady finansowo (sama zarabiam na swoje utrzymanie,a studiując dziennie nie jest to łatwe). No i właśnie tutaj kolejny problem, który mój chłopak zauważył- zakładam, że JA sobie nie dam rady a nie MY. Chodzi o to, że ja jestem bardzo samodzielną osobą, nie lubię prosić o pomoc nikogo. Gdybym miała być w ciąży na studiach, to praca by odpadła,a co za tym idzie- moje finanse byłyby zerowe. Musiałabym być zależna od faceta,a ja tego nie mogłabym znieść, bo jestem za "równym" związkiem. Poza tym, nie czuję jeszcze instynktu macierzyńskiego. Nieraz jak widzę jakieś dziecko, to gdzieś w głębi duszy się uśmiechnę. Tak samo włącza mi się nieraz myślenie co bym zrobiła, gdyby to było moje dziecko itd. Ale szybko to tłumię w sobie.
Wiem, że pewnie za dużo analizuję. Z góry zakładam najgorsze. Wiem, jednak, że coś z tym muszę zrobić. Jakoś sobie poradzić. Ktoś poradzi, żebym nie współżyła. Ale ja naprawdę chcę tego, nie dlatego, bo "facet chce". Zdaję sobie sprawę, że to jest ważny element związku. Zostały mi jeszcze 3 lata studiów. Wiem, że to wcale nie będzie dobre rozwiązanie "czekać aż studia skończę", bo wtedy mogę sobie coś sobie znowu wkręcić. Facet też ma swoje potrzeby. Cieszę się, że tak ładnie czeka, ale nie sądzę, że będzie to trwało w nieskończoność.
Po co ten post? Bo musiałam się wygadać. Bo może ktoś był w podobnej sytuacji. Bo może ktoś oceni obiektywnie sytuację.
Sama nie wiem.