Czytam i nie wiem czy śmiać się czy płakać nad tym co piszą moje szanowne koleżanki!! Mam takie skromne pytanie ile z was ledwo wiąze koniec z końcem a jednak się dokształca ilu z waszych mężó zapisuwa po 10-12 godzin łącznie z sobotami i ma jeszcze czas i siłę na to żeby jak wy to określacie rozwijać się (na kursach itd...) a nie stać w miejscu????????????
Ja żyję w realnym świecie gdzie mąż tyra żeby było na wszystko co pozwalało mi dokształcać się bo były środki i czas czy mu to przeszkadzało (tak jak niektóre z was piszą) w pewnym sensie TAK i nie dlatego że chciał mieć głupią kurę domową ale chciał czas gdy był w domu spędzać z żoną, chciał zwyczajnie odpocząć po tylu godzinach fizycznej pracy a niestety musiał zająć się dzieckiem i domem a w weeckendy siedzieć sam z małym bo ja się uczyłam i powiem wam szczerze ten czas dla nas obojga nie był najlepszy ja coprawda realizowałam swoje postanowienia ale uwieżcie miałam coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Napiszecie pewnie że jestem uzależniona od męża i takie tam bzdety ale to nie jest tak ja po prostu uważam żę realizowanie się, dokształcanie itd... nie powinno być priorytetem w momencie gdy decydujemy się na założenie rodziny to ona ma pierszeństwo i nic nie powinno się robić jej kosztem nawet samorealizować bo gdy decydujemy się na bycie z durugą osobą , urodzenie dziecka to właśnie oni są celem naszego życia a nie nasze egoistyczne ego a jeśli chce się być samym dla siebie to zostaje się singlem. I nie uważam kobiet i mężczyzn którzy pracują i zajmują się rodziną, partnerem bardziej niż sobą za osoby ograniczone, zakompleksione czy wystraszone wręcz przeciwnie to osoby świadome dorosłego wyboru dalszej drogi życiowej.
Podobne tematy
Czytam i nie wiem czy śmiać się czy płakać nad tym co piszą moje szanowne koleżanki!! Mam takie skromne pytanie ile z was ledwo wiąze koniec z końcem a jednak się dokształca ilu z waszych mężó zapisuwa po 10-12 godzin łącznie z sobotami i ma jeszcze czas i siłę na to żeby jak wy to określacie rozwijać się (na kursach itd...) a nie stać w miejscu????????????
Ja żyję w realnym świecie gdzie mąż tyra żeby było na wszystko co pozwalało mi dokształcać się bo były środki i czas czy mu to przeszkadzało (tak jak niektóre z was piszą) w pewnym sensie TAK i nie dlatego że chciał mieć głupią kurę domową ale chciał czas gdy był w domu spędzać z żoną, chciał zwyczajnie odpocząć po tylu godzinach fizycznej pracy a niestety musiał zająć się dzieckiem i domem a w weeckendy siedzieć sam z małym bo ja się uczyłam i powiem wam szczerze ten czas dla nas obojga nie był najlepszy ja coprawda realizowałam swoje postanowienia ale uwieżcie miałam coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Napiszecie pewnie że jestem uzależniona od męża i takie tam bzdety ale to nie jest tak ja po prostu uważam żę realizowanie się, dokształcanie itd... nie powinno być priorytetem w momencie gdy decydujemy się na założenie rodziny to ona ma pierszeństwo i nic nie powinno się robić jej kosztem nawet samorealizować bo gdy decydujemy się na bycie z durugą osobą , urodzenie dziecka to właśnie oni są celem naszego życia a nie nasze egoistyczne ego a jeśli chce się być samym dla siebie to zostaje się singlem. I nie uważam kobiet i mężczyzn którzy pracują i zajmują się rodziną, partnerem bardziej niż sobą za osoby ograniczone, zakompleksione czy wystraszone wręcz przeciwnie to osoby świadome dorosłego wyboru dalszej drogi życiowej.
WOW! No proszę - cóż za prawdy oświecone.
Ja żyję w realnym świecie w którym zarabiałam na siebie, a później na wspólnotę małżeńską. Podobnie jak mój mąż. Tak się składa, że przez większą część mojego życia pracowałam po 6 dni w tygodniu. Tak samo jak mój mąż.
Wszystkie obowiązki domowe i cała opieka nad dzieckiem spoczywała na mojej głowie. Nie przeszkadzało mi to w zrobieniu studiów zaocznych, które były nam niezbędne w rozwoju firmy. Żeby nie było niejasności - jedno z nas miało się na studia wybrać. Małżonek nie miał chęci ani ambicji, więc pomimo, iż miałam na głowie dom, pracę i malutkie dziecko zdecydowałam się podjąć studia. Uczyłam się po nocach - kiedy szanowny małżonek spał lub oglądał TV.
Kiedy miałam w soboty i niedziele zajęcia - mąż zajmował się dzieckiem. Tzn. woził je do babć - tam spędzali czas lub do znajomych. Bo samodzielne zorganizowanie czasu z dzieckiem przekraczało już jego zdolności percepcyjne. I nie należy rozpatrywać tego w kategorii kary, bo w pozostałe dni "nie miał czasu ani ochoty" zajmować się dzieckiem.
Tak więc szanowna koleżanko "tyraliśmy" i "tyramy" nadal oboje. Z tym, że jednemu z nas nie przeszkadzało to w jednoczesnej realizacji własnych ambicji. Drugiemu wręcz przeciwnie. Świadomy wybór.
Tak więc proszę CiĘ, żebyś nie wrzucała nas wszystkich do jednego worka - mój mąż nie tyra ani nigdy nie tyrał NA MNIE.
I nie zauważyłam, żeby w naszych postach padło choć słowo nt tego, że kobiety poświęcające się domowi są gorsze.
Twój wybór, jak urządziłaś swoje życie i czy czujesz wyrzuty sumienia z powodu swojego postępowania.
I nie mam zamiaru go oceniać, bo to Twoje życie. A Tobie jakoś dość łatwo "wyskoczyło" ocenienie nas.
Czytam i nie wiem czy śmiać się czy płakać nad tym co piszą moje szanowne koleżanki!! Mam takie skromne pytanie ile z was ledwo wiąze koniec z końcem a jednak się dokształca ilu z waszych mężó zapisuwa po 10-12 godzin łącznie z sobotami i ma jeszcze czas i siłę na to żeby jak wy to określacie rozwijać się (na kursach itd...) a nie stać w miejscu????????????
Ja żyję w realnym świecie gdzie mąż tyra żeby było na wszystko co pozwalało mi dokształcać się bo były środki i czas czy mu to przeszkadzało (tak jak niektóre z was piszą) w pewnym sensie TAK i nie dlatego że chciał mieć głupią kurę domową ale chciał czas gdy był w domu spędzać z żoną, chciał zwyczajnie odpocząć po tylu godzinach fizycznej pracy a niestety musiał zająć się dzieckiem i domem a w weeckendy siedzieć sam z małym bo ja się uczyłam i powiem wam szczerze ten czas dla nas obojga nie był najlepszy ja coprawda realizowałam swoje postanowienia ale uwieżcie miałam coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Napiszecie pewnie że jestem uzależniona od męża i takie tam bzdety ale to nie jest tak ja po prostu uważam żę realizowanie się, dokształcanie itd... nie powinno być priorytetem w momencie gdy decydujemy się na założenie rodziny to ona ma pierszeństwo i nic nie powinno się robić jej kosztem nawet samorealizować bo gdy decydujemy się na bycie z durugą osobą , urodzenie dziecka to właśnie oni są celem naszego życia a nie nasze egoistyczne ego a jeśli chce się być samym dla siebie to zostaje się singlem. I nie uważam kobiet i mężczyzn którzy pracują i zajmują się rodziną, partnerem bardziej niż sobą za osoby ograniczone, zakompleksione czy wystraszone wręcz przeciwnie to osoby świadome dorosłego wyboru dalszej drogi życiowej.
Kochana, a co uważasz, że my - kobiety to tylko na łatwiznę, patrząc się wiecznie na chłopa, aż da parę groszy, bo mi się w d... poprzekręcało i chce się uczyć albo realizować? Kocie, tyram czasami po 10 godz./dziennie, na różnych etatach, w różnych firmach, życie. Ale w cale mi to nie przeszkadza by być matką, żoną owszem, bo wsparcia żadnego nie miałam. Instytucja małżeństwa to dla mnie (szkoda, że tak późno pojęłam) wielkie bagno. Facet myśli wtedy: mam ją usidliłem, więc już się nie wyrwie z mojego świata i to w cale nie muszę o nią zabiegać, bo jest na wyciągnięcie ręki. Sorki koleżanko, ale w ogóle nie zgadzam się z tym, co napisałaś, a może to Ty lubisz być pod czyimś kloszem... i tak bywa ![]()
agau, niekochana72 - dokładnie potwierdziłyście tymi słowami to co ja niezbyt dokładnie lub zrozumiale opisałam a mianowicie fakt że wasze zapatrywania na dokształcanie się kobiet i mężczyzn jest zdominowane przez wasze złe doświadczenia z mężami. Małżeństwa wynika z tego ograniczały was i macie alergię na typowe standardowe układy w naszym społeczeństwie, bo nie widzę w tym temacie głosu kobiet które przyznają (będąc mężatkami, dzieciatymi z mężem pracującym fizycznie) żeby pisały że dokształcając się , realizując swoje cele nic nie poświęcają i nie tracą bo tak niestety jest. A co do ambicji mężczyzn względem dokształcania się to ja daję im prawo do tego że ich ambicją jest praca zawodowa , zarabianie na dom i utrzymanie rodziny a nie robienie piątego kursu tylko po to żeby udowodnić że się "rozwijają"
I co do klosza - ambicją mojego męża było zarobić na rodzinę a moją pozwolenie mu po pracy "poleżeć i podać mu obiad" i pewnie dzięki temu jestem szczęśliwą mężatką i nie jestem anty podziałowi ról w rodzinie i nie wymagam od innych żeby udawadniali na siłę że są omnibusami: praca, rodzina, kariera, ciągłe dokształcanie. Bo czlowiek [powinien przedewszystkim żyć i cieszyć się z tego co posiada a nie wiecznie gonić nie wiadomo po co i za czym bo życie jest jedno i wolę być i mieć mniej dokształconego faceta na jesień życia niż być super dokształconą samotnie.
70 2011-02-15 10:16:27 Ostatnio edytowany przez agau (2011-02-15 10:16:52)
A ja wolę żyć w zgodzie ze sobą, być szczęśliwą bez względu na to, czy mam kochanego faceta przy sobie czy nie. Chcę czerpać z życia to, co najlepsze, rozwijanie się to tylko element. Pragnę pokazać mojemu synowi, że najważniejszą rzeczą w życiu jest być szczęśliwym i spełnionym, bo tylko wtedy jest się w stanie dać szczęście drugiej osobie. Nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam ![]()
71 2011-02-15 10:32:13 Ostatnio edytowany przez hardy_man (2011-02-15 10:35:20)
Agau, pamiętaj, że to jest Twój sposób na życie, ale to nie prawda, że tylko będąc zrealizowanym i spełnionym można dać szczęście drugiej osobie.
Jest mnóstwo ludzi, którzy nie mają możliwości, szans, środków, czasu a czasem chęci na "samorealizowanie się" a potrafią dać rodzinie to co ważne.
Masz swoje zdanie, ok, ale nie pisz proszę w tonie, jakby to była jedyna słuszna droga.
Samorealizacja niektórym przesłania inne ważniejsze rzeczy i to jest według mnie problem dzisiejszego społeczeństwa i jeden z powodów, tak wielu rozwodów dziś.
Wszyscy zaczęli stawiać przede wszystkim na siebie, dbają głównie o siebie, więc efekt jest jaki jest - mają tylko siebie.
Ja mogę dać przykład z życia choćby mojego, mój związek rozpadł się z różnych powodów, ale jednym z nich było zbyt duże parcie mojej byłej partnerki na samorealizację.
To przesłaniało jej związek, i nie, nie myśl sobie, że jestem typem kanapowca, któremu kobieta chciała wyjść z domu a ja się buntowałem, nic z tych rzeczy.
72 2011-02-15 10:35:06 Ostatnio edytowany przez atinasarz (2011-02-15 10:40:36)
agau - trochę odwracasz kota ogonem ale fakt jest faktem że najważniejsze jest bycie sobą i bycie szczęśliwym ale przeczytaj wcześniejsze posty gdzie przewija się jeden wniosek że kobieta szczęsliwą może być tylko gdy dokształca się, realizuje zawodowo nie siedzi w domu i niedajboże nie może być na "garnuszku męża" bo wtedy jest nieszczęśliwa. Dlatego ja napisałam że nie uważam tak szczęście to pojęcie względne i bardzo subiektywne i nie każda "kura domowa - z niedokształcającym się mężem" jest zastraszona, zachukana i nieszczęśliwa to kwestia wyboru a ja daje prawo każdemu do wybierania takiej czy innej drogi i żadnej nie potępiam po prostu stwierdzam fakty na podstawie obserwacji znajomych mi osób i zdarzeń.
BINGO hardy_man - dokładnie tak jest ludzie obecnie zachowują się jak "szczury" więcej, szybciej, dłużej byle doprzodu a przecież jak to mówią wiekowi ludzie tego do grobu nie weźmiesz nikt nie będzie kiedyś pamiętał czy miałeś 2 fakultety i znałeś 5 języków ale pamięć jaka po tobie zostanie to to jakim byłeś czlowiekiem , rodzicem, przyjacielem.
Hardy, nie wsadzam ludzi do jednego worka. Piszę o tym, co daje mi zadowolenie w życiu. Mój facet nigdy mnie nie szanował, byłam w chorym związku, może to stąd tyle zgryzoty we mnie... Chodzi mi jednak o to, że jeśli ja sama będę z siebie zadowolona i pozbędę się kompleksów, to wtedy mogę dawać szczęście innym ludziom. Nie, to nie jest jedyna droga do szczęścia, nic z tych rzeczy, ale uważam, że najpierw powinno się być usatysfakcjonowanym z siebie, by cieszyć się życiem z ukochanym/ukochaną. Nie lubię się reklamować ludziom, nie znoszę fałszu, chcę żeby ludzie widzieli mnie taką, jaką jestem, znam wartość siebie i nie muszę walczyć o to, by być kochaną, właśnie tak myślę. Owszem ludzie mają różne potrzeby, jednym daje szczęście pasanie kóz, drugim biznes, trzecim kapłaństwo..., a mnie samospełnienie. Jeśli mężczyzna tego nie rozumie i mnie w tym nie wspiera, nie jest moim partnerem... Mój mąż złościł się, że czytam książki, a nie np.: oglądam z nim bzdurnego reality itp., potem mi mówił, że mogę być jego żoną, jeśli nie będę mieć zainteresowań, żyć pod jego dyktando, nawet stworzył listę, co mi wolno, a co nie... To jest ok? Nie dla mnie, bo więźniem w związku nie mam zamiaru być.
No teraz piszesz trochę inaczej, z tym się zgadzam, nie ma sensu żyć wbrew sobie, to oczywiste.
agau - tak przypuszczałam (ale czekałam aż sama napiszesz skąd twoje podejście do tematu) że masz złe doświadczenia co do roli kobiety i mężczyzny w związku, do podejścia niektórych panów do nas kobiet jak do wieczystej własności bez mozliwości bycia sobą. Ale dlatego ja pokazuje to z innej strony zarówno tych kobiet które z wyboru obrały taką a nie inny sposób na życie jak i tych które całe życie podporządkowują się facetowi bo albo im tak wygodnie, albo nie potrafią inaczej żyć. Ale tak jak stwierdziłaś nie jest ważne czy ktoś żyje zgodnie z tym co my uważamy za najlepsze ważne jest żeby żył tak jak chce nawet jeśli inni uważają że tak jest źle .
Owszem, mam złe doświadczenia w roli kobiety i żony, ale nie uważam, żeby pragnienie zadowolenia z siebie miało negatywnie oddziaływać na związek. Postanowiłam, że już nigdy nie będę robić nic w brew własnej woli, tylko po to, by z kimś być. Teraz w moim życiu jest czas dla mnie i to mój priorytet, nie na pewno pranie czyiś gaci, gotowanie obiadków, wysilanie się, żeby tylko pana nie urazić
Kiedy wreszcie obraz kobiety w naszym społeczeństwie choć o drobinę się zmieni. Kobieta - podrzędny człowiek do celów seksualno-bytowych dla wspaniałych, dziarskich panów i władców.
Prawdopodobnie dopiero po kolejnym uderzeniu meteorytu - wtedy wyginiemy jak dinozaury i może nowy gatunek będzie lepszy ![]()
tak hardy_man totalny armagedon, myślę, ze nowy gatunek będzie jeszcze gorszy niż my. Taka lekka dygresja :-)
agau - masz rację ale myslę żę zauważyłaś jak wiele w kwesti "wychowania" naszych panów zależy od nas samych. Piszę tak z własnego doświadczenia męża mojego teściowa wychowała i traktowała tak a nie inaczej - czyli coś wrodzaju tego co napisałaś Pan i władca tak samo traktowała swojego męża czemu przyglądał się mój m jako dziecko. Po ślubie ja chcąc być "dobrą" żoną powielałam jej błędy i co po jakimś czasie powiedziałam dość i zaczęłam go "wychowywać" po swojemu a uwierz była to mozolna praca na szczęście mimo jego wielu protestów udalo się. I co ciekawe gdy teraz moja bratowa robi to samo z moim bratem - chucha dmucha to gdy ktoś (moja mama lub ja) mówimy jej przystopuj to gotowa bronić brata i swojego postępowania jak niepodległości a za jakiś czas będzie pewnie "płakać" i oby mój brat był reformowalny bo jak pokazuje życie nie każdy facet potrafi a przedewszystkim chce się dać zreformować. Dlatego wiele zależy od NAS KOBIET trzeba mądrze kochać faceta - ALE jestem mądra
- ale dopiero po latach i na własnych błędach.
agau, niekochana72 - dokładnie potwierdziłyście tymi słowami to co ja niezbyt dokładnie lub zrozumiale opisałam a mianowicie fakt że wasze zapatrywania na dokształcanie się kobiet i mężczyzn jest zdominowane przez wasze złe doświadczenia z mężami. Małżeństwa wynika z tego ograniczały was i macie alergię na typowe standardowe układy w naszym społeczeństwie, bo nie widzę w tym temacie głosu kobiet które przyznają (będąc mężatkami, dzieciatymi z mężem pracującym fizycznie) żeby pisały że dokształcając się , realizując swoje cele nic nie poświęcają i nie tracą bo tak niestety jest. A co do ambicji mężczyzn względem dokształcania się to ja daję im prawo do tego że ich ambicją jest praca zawodowa , zarabianie na dom i utrzymanie rodziny a nie robienie piątego kursu tylko po to żeby udowodnić że się "rozwijają"
I co do klosza - ambicją mojego męża było zarobić na rodzinę a moją pozwolenie mu po pracy "poleżeć i podać mu obiad" i pewnie dzięki temu jestem szczęśliwą mężatką i nie jestem anty podziałowi ról w rodzinie i nie wymagam od innych żeby udawadniali na siłę że są omnibusami: praca, rodzina, kariera, ciągłe dokształcanie. Bo czlowiek [powinien przedewszystkim żyć i cieszyć się z tego co posiada a nie wiecznie gonić nie wiadomo po co i za czym bo życie jest jedno i wolę być i mieć mniej dokształconego faceta na jesień życia niż być super dokształconą samotnie.
No to ja będę tym głosem, bo nic nie poświęcam i nie tracę, jestem z mężem, nie mam awersji do swojego związku, jestem dziś szczęśliwą mężatką (choć skłamałabym twierdząc, że burze nas omijają), dbam o rodzinę, a jednak czuję, że się rozwijam, realizuję i spełniam. Rodzina zawsze była i do tej pory jest u mnie na pierwszym miejscu, niczego więc nie poświęciłam, ani nie poświęcam. Nie powiem, na samym początku wcale nie było nam łatwo. Tuż po tym jak zaczęłam studia urodziłam syna, a choć mężowi czasami przeszkadzały w wygodnym życiu moje ambicje to jednak jak mógł tak mi pomagał, było nam wtedy ciężko, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, ostatecznie jednak wyszliśmy z tego obronna ręką, a ten czas tylko nas wzmocnił. Dziś, poza tym, że podobnie jak Ty, codziennie mojemu mężowi podaję gorący obiad, że odrabiam z synem lekcje, że wieczorem siadamy razem przy herbacie, to jednak codziennie także dbam o samorealizację i wcale nie koliduje tu jedno z drugim. Wiesz, ja akurat nigdzie nie napisałam, że mojemu mężowi solą w oku jest, że się rozwijam, pisałam za to skąd moim zdaniem taka postawa bierze się u niektórych mężczyzn jako takich. Ja swojemu po prostu musiałam pokazać, że ambitna i spełniona żona nie musi być przyczyną niczyich frustracji. Nie było to może sielanką, bo taki model związku sama musiałam sobie wypracować, ale... było warto.
Z drugiej strony tak jakby nie do końca widzę związek między samorealizacją, a poświęcaniem rodziny, brakiem pieniędzy, trudnymi wyborami, bo...można przecież inaczej. Rozwijać się i kształcić można się przecież nie tylko na kursach i studiach i nie na wszystko potrzebny jest papier, można się rozwijać samemu i każdego dnia i nie do wszystkiego potrzebne są pieniądze. Więc dlaczego ten facet z powyższych postów zamiast siedzieć przy piwku i patrzeć na jakiś głupkowaty film taki jak tysiące innych, nie może wziąć książki, mądrej prasy, a nawet i w telewizji włączyć jakiegoś dokształcającego kanału? Dziś jak nigdy mamy prosty i wszechstronny dostęp do informacji, wiedzy, internet to w zasadzie nieograniczone jej źródło, tu przecież chodzi wyłącznie o nas samych i na pewno nie uwstecznia, a rozwija. A kto powiedział, że trzeba poświęcić na to mnóstwo energii i czasu, no kto? 30 minut dziennie codziennie to tak dużo? Ja na przykład wychodzę z założenia, że każdego dnia uczę się czegoś nowego, cokolwiek by to było i w jakikolwiek sposób zdobyta wiedza. Czytam, pytam, piszę, rozmawiam z mądrymi ludźmi, tańczę, projektuję, do poduszki sięgam po nową książkę z psychologii, realizuję inne pasje, a mąż realizuje swoje, choć to na jego barkach spoczywa dziś główny ciężar utrzymania rodziny, która ma się dziś całkiem nieźle i całkiem dobrze funkcjonuje
. Więc jednak można???
I tylko widzę, że coraz bardziej odbiegamy od tematu, bo było o tym czy rozwijamy się ze strachu przed konkurencją
.
Olina - i dokładnie o to mi chodziło że bycie spełnioną (obojętnie co przez to się rozumie) wcale nie musi odbywać się kosztem rodziny i odwrotnie to że ktoś się nie dokształca też nie znaczy że robi to bo mu ktoś tego zakazuje. Mnie po prostu razi wydawanie sądów o osobach (celowo nie piszę płuci- bo dotyczy to obu) na podstawie własnych bolesnych doświadczeń i tego jak my sami żyjemy. Przeszłam w życiu chyba wszystkie możliwe etapy "rozwoju" by wypracować takie życie jakie mam (choć wcale nie twierdzę że tak zostanie) i widząc jak ja i moje życie podejście do wielu spraw się zmienia nie lubie jak ktoś ocenia innych w stylu: kura domowa, nie idzie do przodu to się cofa itd... bo dopóki się żyje wszystko może się zdarzyć
Tyle tylko, że postawa i wysyłanie sygnałów to jedno, a tak schowana wgłąb prawda, to drugie - i o to drugie chyba się rozchodzi, bo przecież, jesteśmy sobie potrzebni, więc ja nie wierzę w to, że można żyć i rozwijać się tylko dla siebie.
chyba juz nic z tego nie wiem co tu piszecie...
i o co w ogóle chodzi...heheh
zgadzam się z tym co napisałeś
dla mnie sa dwa rozwoje..osobisty i wspólnego dobra...
jeden drugiego nie eliminuje choc często zdaza sie tak ze dla dobra wspólnego rezygnujemy trochę z rozwoju osobistego...
ile par tyle przypadów..
ale jak pisałam wcześniej wazne by to co robimy wspólnie sprawiało nam przyjemnosc a nie ze dobrze zrobie to dla ciebie a wewnetrznie czuje sie wykorzystany/wykorzystana...
u mnie w ziazku to jest tak:
mój mezczyzna głową a ja szyja
w ogóle uważam ze wystarczy mieć zaradnego mężczyznę a kobieta jak jest madra to potrafi wykorzystać jego potencjał i odpowiednio nim pokierować...
my pracowalismy razem w sklepie, ja mu nakręcałam klientów a on przychodził im do domów a to podłączyć kino domowe i takie różne rzeczy zwiazane z montażem sprzetu RTV..
i tak sie uzupełnialismy a dodatkowo były dla nas z tego pieniadze ![]()
ale nie wiem dalej czy to o to chodzi ![]()
jeśli chodzi o te zmiany to wpływa jedno na drugie ale to sie dzieje podświadomie i czasami nam sie wydaje ze jestesmy spełnionymi , samotnymi wyspami a tak na prawde pociagamy sie w oczach partnera nawet nie wiedząc o tym...
pamietam dawno temu nie chciałam mieć telefonu komórkowego ale po namowie chłopaka kupiłam ten telefon w koncu(choc sie zapierałam)...i tu jest sytuacja gdzie w pewnym sensie zmieniłam sie pod jego wpływem..
ale nie żałuje
takie zmiany to lubie
bo w koncu stałam sie bardziej obyta ![]()
Ja to myślę sobie, że tu po prostu chodzi o to, żeby w związku potrafić znaleźć tzw. złoty środek, trzeba dbać i zauważać potrzeby partnera, ale i tego samego oczekiwać dla siebie. Na chory (!!!) egoizm czy chore (!!!) ambicje nie powinno być tu miejsca, jesteśmy razem, więc cokolwiek w naszym życiu się dzieje nie jest to ,,dla mnie" czy ,,dla Ciebie", ale dla nas wspólnie, nawet jeśli tylko jako cel pośredni
.
84 2011-02-15 14:42:48 Ostatnio edytowany przez hardy_man (2011-02-15 14:43:41)
Mały OT
Koliber, a na internet kto Cie namówił? ![]()
Reasumując nie trzeba się reklamować, aby stworzyć szczęśliwy związek. Jeśli dwoje ludzi wzajemnie się uzupełnia nic do szczęścia nie trzeba.
Reasumując nie trzeba się reklamować, aby stworzyć szczęśliwy związek. Jeśli dwoje ludzi wzajemnie się uzupełnia nic do szczęścia nie trzeba.
I oto po burzliwej dyskusji doszliśmy do pięknego i prostego wniosku
. Brawo!
Mały OT
Koliber, a na internet kto Cie namówił?
ojjj a kto to pamięta...
ale z tego co wiem to moj brat mi wszystko pokazywał i oswajał i dalej to robi pomocny chłopak ![]()
Samorealizacja niektórym przesłania inne ważniejsze rzeczy i to jest według mnie problem dzisiejszego społeczeństwa i jeden z powodów, tak wielu rozwodów dziś.
Wszyscy zaczęli stawiać przede wszystkim na siebie, dbają głównie o siebie, więc efekt jest jaki jest - mają tylko siebie.
z tym sie zgodze...
przychodzi czas albo i nasza madosc po latach gdzie siadamy w fotelu i mówimy a po jakiego było mi to wszystko duzy dom, 2 auta, 5 fakultetów...ale juz nie ma tej drugiej osoby obok nas, bo zamiast pochylać nad nia i poznawac to gdzieś po drodze zagubilismy sie w pedzie "o wszystko"...
pewnie podałam tu stereotypowy przykład...ale
ale czy właśnie to nie jest tak, ze jak dotyka nas złe, duży kryzys to wtedy wywraca nam sie swiat do góry nogami i zaczynamy widzieć go z całkiem innej perspektywy...nasze piorytety ulegają zmiane i zaczynamy je przewartościowywać ...
wtedy mówimy a mogłem mieć dom ciasny ale własny i z osoba która mnie kocha i która kocham ja...
życie...
ważne by obudzic sie w porę...
agau, niekochana72 - dokładnie potwierdziłyście tymi słowami to co ja niezbyt dokładnie lub zrozumiale opisałam a mianowicie fakt że wasze zapatrywania na dokształcanie się kobiet i mężczyzn jest zdominowane przez wasze złe doświadczenia z mężami. Małżeństwa wynika z tego ograniczały was i macie alergię na typowe standardowe układy w naszym społeczeństwie, bo nie widzę w tym temacie głosu kobiet które przyznają (będąc mężatkami, dzieciatymi z mężem pracującym fizycznie) żeby pisały że dokształcając się , realizując swoje cele nic nie poświęcają i nie tracą bo tak niestety jest. A co do ambicji mężczyzn względem dokształcania się to ja daję im prawo do tego że ich ambicją jest praca zawodowa , zarabianie na dom i utrzymanie rodziny a nie robienie piątego kursu tylko po to żeby udowodnić że się "rozwijają"
I co do klosza - ambicją mojego męża było zarobić na rodzinę a moją pozwolenie mu po pracy "poleżeć i podać mu obiad" i pewnie dzięki temu jestem szczęśliwą mężatką i nie jestem anty podziałowi ról w rodzinie i nie wymagam od innych żeby udawadniali na siłę że są omnibusami: praca, rodzina, kariera, ciągłe dokształcanie. Bo czlowiek [powinien przedewszystkim żyć i cieszyć się z tego co posiada a nie wiecznie gonić nie wiadomo po co i za czym bo życie jest jedno i wolę być i mieć mniej dokształconego faceta na jesień życia niż być super dokształconą samotnie.
Atinasarz - a na jakiej to podstawie wysnułaś jakże odważny wniosek, iż podając mężowi obiad i pozwalając mu poleżeć zapewniasz sobie jesień życia z tymże? Hmm...
A standardowe układy w naszym społeczeństwie w ogóle mnie nie interesują - interesuje mnie moje małżeństwo i moja rodzina.
W odróżnieniu od Ciebie nie czuję się powołana do tego, żeby komukolwiek dawać lub nie prawo do dokształcania. A ten cudzysłów przy rozwijają był naprawdę zbyteczny - no chyba, że dotyczył Twojego rozwoju.
Ja też nie jestem przeciw podziałowi ról - co więcej nie wyobrażam sobie bez nich funkcjonowania rodziny. Tylko po prostu wyznaczyłam sobie inna rolę, niż Ty.
I zgadzam się z Tobą absolutnie - każdy ma takie ambicje, jak chce.
Moim zdaniem - gdybyśmy cieszyli się tylko tym, co mamy, a nie chcieli osiągnąć coś więcej - nadal żylibyśmy w jaskiniach.
I wybacz, ale szkoda mi czasu na "wychowywanie" męża - dziecko już mam i jego wychowaniu się poświęcam
I na tym proponuję sie skupić wszystkim matkom - bo tego faceta, którego żona musi "wychowywać" - źle wychowali rodzice.
niekochana72 - pierwsze co zawsze mnie uderza w twoich odpowiedziach to agresja z jaką wypowiadasz się o innych , fakt robisz to ubierając w "delikatne" słowa ale nie zmienia to faktu że bardzo ładnie potrafisz oceniać i kpić z wypowiedzi innych ale cóż widać takie masz podejście do ludzi i życia twoja sprawa. A co do twojej wyznaczonej roli to mam wrażenie że niestety ale w tej kwesti to ty masz chyba niewiele do powiedzenia tylko życie tak tobą pokierowało ale to tylko moje przypuszczenia.
A co do wychowania faceta to prawda stara jak świat i gdybyś nie była tak zapatrzona w gloszone przez siebie jedyne słuszne tezy to posłuchałabyś glosów innych i wiedziałabyś że faceta się wychowuje od pierwszego dnia gdy z nim jesteś czy to świadomie czy nie i na odwrót oni nas też. Bo tak jest skonstruowany świat i my ludzie upraszczając "kto z kim przystaje ...."
Moim zdaniem - gdybyśmy cieszyli się tylko tym, co mamy, a nie chcieli osiągnąć coś więcej - nadal żylibyśmy w jaskiniach.
ale teraz nasuwa sie pytanie, gdzie jest granica osiągania czegoś więcej???
a apetyt rośnie w miarę jedzenia...
moja dewiza brzmi- lepsze jest wrogiem dobrego.
zaobserwowałam właśnie, ze ludzie nie potrafia sie cieszyć z tego co maja, co juz osiagneli...
takie błedne koło...
niby maja wszystko a ciagle im czegos brakuje...
skupiają sie na tym czego nie maja a nie na tym co już maja...
wydaje mi sie tez że to z upływem czasu rodzi duze problemy, bo o dziwo dzieki temu co "maja" zamiast patrzec na świat optymistycznie to niestety ciagle widzą broblemy albo na siłe ich wyszukują w swiecie albo w innych ludziach...hmm
mój były partner taki był..niby wykształcony, inteligentny, dobra pozycja w pracy, kupe pieniedzy ale ciagle mu czegos brakowało, niestety pesymista życiowy,żeby nie powiedziec perfekcjonista a to sobie przypłacił depresja...
niekochana72 - pierwsze co zawsze mnie udaża w twoich odpowiedziach to agresja z jaką wypowiadasz się o innych , fakt robisz to ubierając w "delikatne" słowa ale nie zmienia to faktu że bardzo ładnie potrafisz oceniać i kpić z wypowiedzi innych ale cóż widać takie masz podejście do ludzi i życia twoja sprawa. A co do twojej wyznaczonej roli to mam wrażenie że niestety ale w tej kwesti to ty masz chyba niewiele do powiedzenia tylko życie tak tobą pokierowało ale to tylko moje przypuszczenia.
A co do wychowania faceta to prawda stara jak świat i gdybyś nie była tak zapatrzona w gloszone przez siebie jedyne słuszne tezy to posłuchałabyś glosów innych i wiedziałabyś że faceta się wychowuje od pierwszego dnia gdy z nim jesteś czy to świadomie czy nie i na odwrót oni nas też. Bo tak jest skonstruowany świat i my ludzie upraszczając "kto z kim przystaje ...."
"Kto z kim PRZESTAJE..."
A w którym miejscu zakpiłam?
To nie ja piszę "rozwój", "czytając Was nie wiem, czy śmiać się czy płakać".
Nie ja pisałam, która droga jest słuszna. Pisałam o swojej i mężczyznach postępujących w określony sposób. Ani raz nie wspomniałam o "kurach domowych" (w moim słowniku nie ma takiego określenia) i ich rzekomym upośledzeniu. To Ty o tym napisałaś. Dla mnie każdy może rozwijać się jak chce. Bądź też nie rozwijać. Może założyć czador i spod zasłony obserwować świat lub wręcz przeciwnie zmieniać świat poświęcając się dla ogółu. Może też rozwijać się z jakikolwiek dostępny mu sposób lub nie rozwijać w ogóle. Nie mnie o tym decydować. Ale w mojej decyzji pozostaje, co zrobię ze swoim życiem i jakiego partnera zaakceptuję u swojego boku.
Stara prawda (na dodatek jeszcze przez świętego głoszona) mówiła też:"Jak się baby nie bija, to jej wątroba gnije".
Wychowanie faceta jako cel życia pozostawię jednak Tobie.
Nadal pozostaję w oczekiwaniu na moje pytanie dot. prostej zależności pomiędzy podawaniem obiadu i pozwoleniem mężowi poleżeć a długim i szczęśliwym pożyciem z tymże.
A co do wychowania faceta to prawda stara jak świat i gdybyś nie była tak zapatrzona w gloszone przez siebie jedyne słuszne tezy to posłuchałabyś glosów innych i wiedziałabyś że faceta się wychowuje od pierwszego dnia gdy z nim jesteś czy to świadomie czy nie i na odwrót oni nas też. Bo tak jest skonstruowany świat i my ludzie upraszczając "kto z kim przystaje ...."
Byłabym może skłonna NAWET uznać twój punkt widzenia ALE tylko wówczas jeśli przyjmie się założenie, że ów facet jest niedowarzonym gówniarzem - jeśli traktuje się faceta jak dorosłego i pełnoprawnego partnera to się go nie "wychowuje".
Dwoje dojrzałych ludzi ma prawo do dowolnego podziału ról zgodnego ze wspólną koncepcją swojego związku, bez krzywdy dla któregokolwiek i w drodze kompromisu. Nie cierpię jak mnie się "wychowuje" i myślę, że nie wiele osób to lubi. Faceci też
Nadal pozostaję w oczekiwaniu na moje pytanie dot. prostej zależności pomiędzy podawaniem obiadu i pozwoleniem mężowi poleżeć a długim i szczęśliwym pożyciem z tymże.
Ja też poproszę...
Bo jak długo żyję i obserwuje ten świat tak wciąż nie udało mi się zauważyć, żeby codzienny obiad na stole, nawet z trzech dań z kompotem i deserem, gwarantował udane pożycie małżeńskie do grobowej deski
. Jakież byłoby to wtedy wszystko proste...
Byłabym może skłonna NAWET uznać twój punkt widzenia ALE tylko wówczas jeśli przyjmie się założenie, że ów facet jest niedowarzonym gówniarzem - jeśli traktuje się faceta jak dorosłego i pełnoprawnego partnera to się go nie "wychowuje".
Dwoje dojrzałych ludzi ma prawo do dowolnego podziału ról zgodnego ze wspólną koncepcją swojego związku, bez krzywdy dla któregokolwiek i w drodze kompromisu. Nie cierpię jak mnie się "wychowuje" i myślę, że nie wiele osób to lubi. Faceci też
eee NUDA...:P
ja z moim to sie wzajemnie chcemy zmieniac widze i sie przez to scieramy..
ale to dobrze przynajmniej sie cos dzieje i sie przez to uczymy siebie...
no nie czarujmy sie nie ma ideałów...
a nawet bym takiego nie chciała
eee NUDA...:P
ja z moim to sie wzajemnie chcemy zmieniac widze i sie przez to scieramy..
ale to dobrze przynajmniej sie cos dzieje i sie przez to uczymy siebie...
no nie czarujmy sie nie ma ideałów...
a nawet bym takiego nie chciała
A jak już się pościeracie to przypadkiem nie osiągacie kompromisu? Na przykład w łóżku
?
Dorośli umieją - niedowarzeni chodzą furt z fochem na buzi ![]()
Nikt, nie mówi, że to pstryk palcami i się wzięło i zrobiło - to proces, te osiąganie kompromisu - może być ciekawie i ekscytująco. Ale chyba nikt tu nie musi być ten najmądrzejszy, który nieudacznika wychowuje?
97 2011-02-15 17:02:37 Ostatnio edytowany przez Koliber (2011-02-15 17:13:55)
ło matko i córko...w łóżku to u nas idealnie ![]()
mówił zawsze do mnie ze to on dominuje w łóżku ale jak spotkał koliberka to sie wszystko zmieniło ![]()
choc powiem szczerze ze od pewnego czasu zmeczyłam sie ta dominacja to mówie mu zeby teraz on przejał pałeczke...to ten mi mówi:
"no przecież sama mnie tak nauczyłać" ![]()
no i kurde miał racje dlatego staram sie teraz stosować właściwa miare zeby sie nie rozleniwił hehe
no czsami to docieranie daje ognia w zwiazku...
no my sie od tego nieudacznika tez duzo mozemy nauczyć..
choc takiego lelum po lelum to bym nie chciała..no
Kiedy wreszcie obraz kobiety w naszym społeczeństwie choć o drobinę się zmieni. Kobieta - podrzędny człowiek do celów seksualno-bytowych dla wspaniałych, dziarskich panów i władców.
...ale to przykre takie myślenie
seks jest fajny...
byt potrzebny...
no i do tego dziarski pan super! ![]()
Jeśli kogoś cytujesz to nie wyrywaj z kontekstu pojedynczych fraz i nie łącz jak ci pasuje a poptem pytaj jakie to ma znaczenie bo jako autorka tych słów umieściłam je w zupełnie innym kontekście to po pierwsze po drugie poprawianie cudzych błędów w pisowni to brak taktu nie każdy jest tak doskonały jak niektórzy. Rzecz podtawowa jest taka że obecnie widzę wśród mlodych ludzi którzy do mnie przychodzą dziwną tendencję właśnie do takiego pojmowania świata i poartnerstwa jak niektórzy czyli chcę mieć dom i męża/żonę ale nadal chcę być wolna/y i nie liczyć się z partnerem ponieważ jestem świadom/a tego że powinnam robić wszystko co dla mnie najlepsze.
Wbija się do glowy młodym że najważniejsze samokształcenie, pęd do przodu szybciej , dalej a jeśli ktoś prosi przystopuj to najlepij się go pozbyć bo nas ogranicza - nie ma miejsca na chwilę refleksji i zastanowienia czy aby napewno ten pęd za czymś daje to spełnienie.
Moje porównania są proste ale jeśli ktoś umie czytać to wie że w nich zawarta jest sprawa najistotniejsza dla związku ja dbam o ciebie a ty o mnie i wtedy razem dożyjemy starości.
A co do określeń "kura domowa" to jeśli nie umiesz się domyśleć chodzi o pewne cechy osobowości przypisywane osobom tak określanym potocznie ale nie koniecznie osoby tak postrzegane przez otoczenie są opatrzone takimi cechami charakteru.
Ja po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie sami utrudniają sobie życie a potem cierpią.
I po roku , dwóch się rozstają często pokaleczeni i nadal nie wiedzący dlaczego im się nie udało.
Co wrażliwszych - przepraszam za błędy ale jestem dysortografikiem i taki mój urok.
nie mace wzorców do naśladowania, nie liczycie się z opiniami innych, nie szukacie podziwu w oczach innych Wszystko robicie dla siebie.
Hmm,
A ja się pytam jak można ocenić własna wartość nie mając wzorca?
Jak można powiedzieć ze jestem wysoki skoro nie wiem jaki wzrost mają inni, a z waszych wypowiedzi wynika ze nawet nie interesuje was w jakich jednostkach podaje się wzrost.
Wiec odpowiedzcie mi na pytanie
Kiedy wiesz że jesteś wartościowa?
Kiedy stajesz przed lustrem i mówisz sobie ze jesteś ładna? ze się podobasz sama sobie?
nie mace wzorców do naśladowania, nie liczycie się z opiniami innych, nie szukacie podziwu w oczach innych Wszystko robicie dla siebie.
Przepraszam, ale czy ja gdzieś napisałam, że nie mam wzorców do naśladowania??? To tak jakbym powiedziała, że nie mam autorytetów, a to byłoby absolutną przesadą i nieprawdą. Albo czy napisałam, że nie liczę się z opinią innych??? Jest jednak różnica pomiędzy szanowaniem czyjegoś zdania i czerpaniem z czyjejś postawy, doświadczeń, a kształtowaniem się na czyjeś wyobrażenie o nas, pod czyjeś dyktando i ,,widzimisię". Wyraźnie też napisałam, że podziw w oczach innych (męża, rodziny, przyjaciół) jest ważny, ale jest efektem ubocznym, a nie celem samym w sobie, a jak dla mnie jest to wielka różnica. Czytajmy, proszę, ze zrozumieniem...:)
nie mace wzorców do naśladowania, nie liczycie się z opiniami innych, nie szukacie podziwu w oczach innych Wszystko robicie dla siebie.
Hmm,
A ja się pytam jak można ocenić własna wartość nie mając wzorca?
Jak można powiedzieć ze jestem wysoki skoro nie wiem jaki wzrost mają inni, a z waszych wypowiedzi wynika ze nawet nie interesuje was w jakich jednostkach podaje się wzrost.Wiec odpowiedzcie mi na pytanie
Kiedy wiesz że jesteś wartościowa?
Kiedy stajesz przed lustrem i mówisz sobie ze jesteś ładna? ze się podobasz sama sobie?
Liczymy się z opiniami innych, przynajmniej ja się liczę. Ale muszą to być opinie a nie ciągłe złośliwości.
A "wartościowość" mojej skromnej osoby wyceniam przez to, co mądrego albo dobrego; albo dobrego i mądrego udało mi się dzisiaj zrobić. Jak przeżyłam dzień, jak poradziłam sobie z problemami, ile spraw zakończyłam pomyślnie, co mi się nie udało i trzeba będzie zająć się tym jutro. Czy uciekam przed kłopotami, czy je rozwiązuję? Czy jestem z siebie zadowolona? Czy coś zaniedbałam i sobie wyrzucam? Czy stchórzyłam i zwiałam, czy stawiłam czoła?
Jest mnóstwo wyznaczników.
Jeśli wszystko dzisiaj było ok, jeśli zrobiłam wszystko, co mogłam w każdej sprawie, to jestem z siebie zadowolona i baaardzo się lubię. Nie musi nikt klaskać. Jestem dużą dziewczynką i wiem, co do mnie należy i jak powinno być zrobione.
Dzisiaj jestem urobiona po pachy i zadowolona z siebie. Chociaż nikt mi nie powiedział, że jestem niesamowita.
102 2011-02-16 00:37:15 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-16 00:57:05)
Jeśli kogoś cytujesz to nie wyrywaj z kontekstu pojedynczych fraz i nie łącz jak ci pasuje a poptem pytaj jakie to ma znaczenie bo jako autorka tych słów umieściłam je w zupełnie innym kontekście to po pierwsze po drugie poprawianie cudzych błędów w pisowni to brak taktu nie każdy jest tak doskonały jak niektórzy.
Nie połączyłam fraz - wyraźnie oddzieliłam je przecinkiem. I w ogóle nie oczekiwałam wytłumaczenia, jakie mają znaczenie - to dla mnie jest jasne. Podałam przykłady, żeby nie było wątpliwości o co mi chodzi. Dysortografia to zupełnie coś innego ![]()
To nie był też błąd w pisowni, tylko nieprawidłowo zapamiętany cytat. A to jest zgoła co innego - jeśli się zdobywamy się na cytat - warto go nie przekręcać.
Rzecz podtawowa jest taka że obecnie widzę wśród mlodych ludzi którzy do mnie przychodzą dziwną tendencję właśnie do takiego pojmowania świata i poartnerstwa jak niektórzy czyli chcę mieć dom i męża/żonę ale nadal chcę być wolna/y i nie liczyć się z partnerem ponieważ jestem świadom/a tego że powinnam robić wszystko co dla mnie najlepsze.
Wbija się do glowy młodym że najważniejsze samokształcenie, pęd do przodu szybciej , dalej a jeśli ktoś prosi przystopuj to najlepij się go pozbyć bo nas ogranicza - nie ma miejsca na chwilę refleksji i zastanowienia czy aby napewno ten pęd za czymś daje to spełnienie.
Moje porównania są proste ale jeśli ktoś umie czytać to wie że w nich zawarta jest sprawa najistotniejsza dla związku ja dbam o ciebie a ty o mnie i wtedy razem dożyjemy starości.
Kochana, a gdzie w naszych wypowiedziach znalazłaś powyższe? Przeczytaj uważnie - to nasi partnerzy nie liczyli się z nami.
Jeśli uważasz, że Twoje podporządkowanie się oczekiwaniom męża daje Ci szczęście - Twoja sprawa. Tylko gdzie tu widzisz partnerstwo? Skoro jednak jedna osoba oczekuje od drugiej podporządkowania się jej potrzebom.
Wg tego, co napisałaś wcześniej - Twój mąż spełnia się przez 10 godzin w pracy. Potem wraca do domu, gdzie następuje niejako ciąg dalszy jego spełniania się - następuje odpoczynek wojownika. Tak więc spełnia się nieustannie. Czyżby żałował Ci kilkunastu godzin w tygodniu spełnienia się tylko dla Ciebie?
Ja po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie sami utrudniają sobie życie a potem cierpią.
I po roku , dwóch się rozstają często pokaleczeni i nadal nie wiedzący dlaczego im się nie udało.
Rozumiem, że powyższy cytat nie dotyczy Twoim zdaniem kobiet wyznających Twój styl życia?
Kolejna śmiała teza ![]()
Morfeusz: no proszę Cię - a gdzie my pisałyśmy, że nie kierujemy niczyimi opiniami?
Odnośnie wzorca - oczywiście, że je mamy. Każdy z nas pewnie inny. Tylko mnie akurat nie jest on potrzebny do oceniania własnej wartości. Własnie o tym pisałam - ja nie odczuwam potrzeby oceniania swojej wartości. Ja ją znam.
A odnośnie bycia ładną? Codziennie sobie to rano mówię przed lustrem i uśmiecham się do siebie. I nie odczuwam potrzeby porównywania się z jakimkolwiek "wzorcem piękna". To tez oznaka niepewności, wiesz?
Gdy mówisz komplement swojej żonie, to wcześniej porównujesz ją do jakiegoś kanonu? A siebie?
Właśnie,
jak zwykle tokuję jak Niekochana.
Otóż podobam się sobie nie dlatego, że jestem jak Wenus z Milo i w dodatku mam ręce ( a ona nie!), tylko dlatego, że się lubię.
Nie dostawiam się do wzorca, tylko próbuję spełniać własne wobec siebie oczekiwania. Bycie kurą domową przez 20 lat też wychodziło mi super.
Dzisiaj jestem urobiona po pachy i zadowolona z siebie. Chociaż nikt mi nie powiedział, że jestem niesamowita.
Ja Ci to mówię. I niczego w zamian nie oczekuję. Taka nieekonomiczna ta nasza relacja. ![]()
105 2011-02-16 01:47:44 Ostatnio edytowany przez comete (2011-02-16 10:40:47)
Ale czy jesteście skłonne przyznać że myśl iż jakaś ....... może odebrać wam ukochanego, przyczyniła się do tego że coś w sobie poprawiłyście?
Owszem, kiedyś tak. Jednak z czasem, odkryłam w sobie- naturę, egzotycznego ptaka
.
W końcu, siła ekspresji polega na harmonii tego, co na zewnątrz, z tym, co w środku
.
Może zdrada to nie jest jednak coś tak totalnie złego?? Może ta niepewność jest nam potrzebna do tego żeby się starać??
Zdrada, wiąże się z brakiem lojalności wobec partnera. Jeżeli zaangażowanie uczuciowe z inną osobą, nawet bez seksu, jest ukrywane, to dla mnie jest to już zdrada. Ktoś poświęca czas na
e-maile, telefony, spotkania i ukrywa to przede mną, to zdradza mnie emocjonalnie...
Gdybym się o tym dowiedziała, wówczas bez zbędnych słów, odeszłabym od partnera, ponieważ zarówno lojalność jak i szacunek tworzą u mnie podstawę związku.
Rozwijam się dla innych a głównie dla mężczyzny i nie dlatego, że brakuje mi pewności siebie. Inteligentnego mężczyznę, nie zatrzymam samym zewnętrznym kobiecym pięknem. W tych czasach, istotniejsza jest ta wyjątkowa iskra, energia życiowa i wewnętrzna pasja, z jaką realizuje moje pragnienia oraz emocje, które przekazuje otoczeniu, dzięki czemu, mężczyźni do mnie lgną (nie potrafię w tej chwili, inaczej tego ująć). Akceptuje swój wygląd oraz płynącą z niego pewność siebie a jeśli połączę ją z nutą ekspresji- możliwe, że mój mężczyzna, będzie tylko "mój"
.
...a jeśli, odbije mu palma- droga wolna. Na tym świecie, jest mnóstwo barwnych Osobowości...
...dla mnie, to życie czasem jest "firmą", w której nader często na wszystkie te obowiązki nakłada się czasami napięta atmosfera w związku wynikająca z rywalizacji 'ekonomicznej' i bezlitosnego charakteru partnerów, nie pozostawiających w niektórych sytuacjach miejsca na popełnianie błędów. Niestety, nie jestem idealna, więc czasami stawiam na "analizę wartości"- wówczas, zaspokajam, jak najmniejszym kosztem, oczekiwań 'użytkownika' w danej chwili i w danym otoczeniu a w chwili kryzysu, tworzę bilans prognostyczny i propozycje do wyboru- w końcu, każda funkcja jest mniej lub bardziej użyteczna- wystarczy dostosować "koszty funkcji" do ich użyteczności
.
Życzę, przyjemnej nocki
.
Ja sądzę, jak Niekochana i Marynarka, nic dodać i nic ująć.
niekochana72 - dysortografia połączona z dyslekcją tworzy kogoś tak piszącego jak ja i nie mam ochoty się z tego tłumaczyć ani przepraszać znam gorsze wady - jeśli ktoś chce te dysfunkcje uznać za wady które dyskredytują go do pisania na tym forum - bo jak dla mnie to ktoś może pisać jak mu się podoba ważne co chce przekazać a nie styl i poprawność pisowni.
Ciekawa jestem gdzie znalazłaś moją deklarację podporządkowania się mężowi - masz tendencję do rozumienia słów innych zgodnie z tym co ty chcesz wyczytać a nie to co ktoś napisał. No cóż nadinterpretowanie czy doszukiwanie się ukrytych myśli jest dla nas ludzi typowe.
Po pierwsze tak naprawdę nie masz pojęcia jaki styl życia wyznaję czy prowadzę a po drugie cierpienie nie jest zarezerwowane dla pewnej grupy ludzi o pewnych cechach czy stylu żcia i nigdy czegoś takiego nie pisałam (kolejna dowolna interpretacja) to raczej z twoich wpisów często wyłaniał się obraz że problemy i cierpienie dotyka głównie osób z DDA i DDD.
A co do utrudniania sobie życia to większośc z nas ma takie tendencje nawet jak jest dobrze to zaczynamy doszukiwać się niewiadomo czego i martwić nie wiadomo po co - wielu ludzi nie umie cieszyć się z tego co posiada z drobnych rzeczy które nas spotykają a przecież z nich złożone jest nasze życie , natomiast nawet najdrobniejsze problemy i przeszkody często urastają do ogromnych rozmiarów których uważają że nie potrafią pokonać.
Przyznam szczerze że sposób w jaki piszesz to zbiór znaków zapytania i podważania przemysleń innych a mało konkretów czy własnych przemyśleń na poparcie lub zaprzeczenie tego co piszą inni.
108 2011-02-16 11:00:44 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-02-16 11:01:57)
niekochana72 - dysortografia połączona z dyslekcją tworzy kogoś tak piszącego jak ja ...
bo jak dla mnie to ktoś może pisać jak mu się podoba ważne co chce przekazać a nie styl i poprawność pisowni...
Przyznam szczerze że sposób w jaki piszesz to zbiór znaków zapytania i podważania przemysleń innych a mało konkretów czy własnych przemyśleń na poparcie lub zaprzeczenie tego co piszą inni.
Chyba atinasarz niepotrzebnie się zacietrzewiasz i denerwujesz - spójrz - przeczysz sama sobie. Każdy może pisać jak mu się podoba - tylko nie Niekochana?
Mam w domu córkę ze wszystkimi "dys" oprócz dyskopatii
więc może trochę bardziej próbuję zrozumieć co piszesz i dotrzeć do sedna. Ale to trudne - TY wiesz co chcesz przekazać - ale czytający już tak łatwo nie ma. Poprawność pisowni właśnie ułatwia zrozumienie sensu i np. brak znaków przestankowych MOŻE zmieniać zupełnie sens wypowiedzi. Moim zdaniem pisze się DLA czytelnika, bo autor to już sam wie co ma na myśli ![]()
Całkowicie zgadzam się z twoimi słowami: "Rzecz podtawowa jest taka że obecnie widzę wśród mlodych ludzi którzy do mnie przychodzą dziwną tendencję właśnie do takiego pojmowania świata i poartnerstwa jak niektórzy czyli chcę mieć dom i męża/żonę ale nadal chcę być wolna/y i nie liczyć się z partnerem ponieważ jestem świadom/a tego że powinnam robić wszystko co dla mnie najlepsze.
Wbija się do glowy młodym że najważniejsze samokształcenie, pęd do przodu szybciej , dalej a jeśli ktoś prosi przystopuj to najlepij się go pozbyć bo nas ogranicza - nie ma miejsca na chwilę refleksji i zastanowienia czy aby napewno ten pęd za czymś daje to spełnienie.
Moje porównania są proste ale jeśli ktoś umie czytać to wie że w nich zawarta jest sprawa najistotniejsza dla związku ja dbam o ciebie a ty o mnie i wtedy razem dożyjemy starości.
(...)
Ja po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie sami utrudniają sobie życie a potem cierpią.
I po roku , dwóch się rozstają często pokaleczeni i nadal nie wiedzący dlaczego im się nie udało."
I mam wrażenie, że pod fragmentem, że NAJISTOTNIEJSZE DLA ZWIĄZKU (jest) JA DBAM O CIEBIE A TY O MNIE Niekochana też chętnie by się podpisała.
Anhedonia - masz duzo racji faktem jest że są rzeczy, osoby lub jak w tym przypadku sposób pisania przez Niekochaną które wywołują u mnie lekką irytację - każdy ma jakiegoś bzika.
Ale po prostu kiedy temat dotyczy problemu nurtującego jakąś osobę powodującego jego złe samopoczucie a ktoś wytyka (jak dla mnie nieistotne ) błędy w pisowni zamiast skupić się na problemie to jest to denerwujące. Osoby chcą tu poznać "receptę" na problem, zdanie innych, spojrzenie odmienne od swojego a nie to czy moja pisownia jest prawidłowa czy nie a nawet jak przekręca się literę w powiedzeniu to i tak każdy wie o jakie powiedzenie chodzi - to tyle co do mojej "dys" i obiecuję poprawę ![]()
niekochana72 - dysortografia połączona z dyslekcją tworzy kogoś tak piszącego jak ja i nie mam ochoty się z tego tłumaczyć ani przepraszać znam gorsze wady - jeśli ktoś chce te dysfunkcje uznać za wady które dyskredytują go do pisania na tym forum - bo jak dla mnie to ktoś może pisać jak mu się podoba ważne co chce przekazać a nie styl i poprawność pisowni.
Kochane nie tłumaczcie się dysortografią czy dysleksją a nie dyslecją, dyslecja nie istnieje póki co.
Dziękuje Wam bardzo za wypowiedzi. Uwielbiam czytać jak dyskutujecie miedzy sobą, ile w tym jad.... przepraszam.... pasji
Od razu widać że jesteście tą lepszą stroną naszego gatunku , hihihi
Odpowiedzi były bardzo pouczające.
112 2011-02-16 12:48:06 Ostatnio edytowany przez agau (2011-02-16 20:02:50)
Seducer, w ludziach/ uśpiona agresja i instynkt zabijania, a to, co nas różni od zwierząt to, to że potrafimy je szczelnie przechowywać w sobie.
Jasne, ta ... szczelność jest cechą osobniczą , jedne mają większą szczelność - innym jad wycieka ![]()
Seducer Ty chyba masz jakąś awersję do kobiet, tak myślę
Nie pakuj nas do jednego worka.
Seducer,
mam nadzieję, że nie jesteś moim mężem. On również niedawno napisał mi, że jestem BEZSZCZELNA. Chyba chodziło mu o coś innego, ale pasuje do Twojej opinii. To była jego odpowiedź na pytanie w jakim terminie zamierza dostarczać alimenty. Grzeczne, dodam, pytanie.
Ponieważ odświeżasz ten problem, obiecuję zastanowić się nad swoją szczelnością.
Jasne, ta ... szczelność jest cechą osobniczą , jedne mają większą szczelność - innym jad wycieka
Niektórym wycieka, nawet jak nie wdają się w dyskusję, prawda? Tak ich rajcuje sama obserwacja ![]()
117 2011-02-16 23:35:42 Ostatnio edytowany przez Koliber (2011-02-17 00:02:08)
Wiec odpowiedzcie mi na pytanie
Kiedy wiesz że jesteś wartościowa?
zawsze wiem ze jestem wartosciowa
Rzecz podtawowa jest taka że obecnie widzę wśród mlodych ludzi którzy do mnie przychodzą dziwną tendencję właśnie do takiego pojmowania świata i poartnerstwa jak niektórzy czyli chcę mieć dom i męża/żonę ale nadal chcę być wolna/y i nie liczyć się z partnerem ponieważ jestem świadom/a tego że powinnam robić wszystko co dla mnie najlepsze.
Wbija się do glowy młodym że najważniejsze samokształcenie, pęd do przodu szybciej , dalej a jeśli ktoś prosi przystopuj to najlepij się go pozbyć bo nas ogranicza - nie ma miejsca na chwilę refleksji i zastanowienia czy aby napewno ten pęd za czymś daje to spełnienie.
Moje porównania są proste ale jeśli ktoś umie czytać to wie że w nich zawarta jest sprawa najistotniejsza dla związku ja dbam o ciebie a ty o mnie i wtedy razem dożyjemy starości.
bo to jest takie darcie szat na sobie...
bo z jednej strony chcesz sie rozwijać a z drugiej już by "wypadało" sie ustatkować...
praktycznie dla mnie tu nie ma problemu...
problem pojawia sie wtedy kiedy sami nie wiemy czego tak na prawdę chcemy albo jak chcemy zrobić coś zgodnie z jakimś wzorcem społecznym a to sie nie godzi z naszym wewnętrznym pragnieniem...
a zazwyczaj jak chcemy mieć jedno i drugie na tip top to któreś w końcu zacznie kuleć...
dlatego wazny jest umiar i obserwacja swojego zycia osobistego i zycia z partnerem, bo wtedy jesteśmy w stanie wykryć, ze w któraś strone przesadzamy...
a jesli mamy partnera który nam o tym przypomina to duzy skarb...
118 2011-02-17 07:51:49 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-17 08:03:39)
niekochana72 napisał/a:Nadal pozostaję w oczekiwaniu na moje pytanie dot. prostej zależności pomiędzy podawaniem obiadu i pozwoleniem mężowi poleżeć a długim i szczęśliwym pożyciem z tymże.
Ja też poproszę...
Bo jak długo żyję i obserwuje ten świat tak wciąż nie udało mi się zauważyć, żeby codzienny obiad na stole, nawet z trzech dań z kompotem i deserem, gwarantował udane pożycie małżeńskie do grobowej deski
. Jakież byłoby to wtedy wszystko proste...
.. no ruszyl mnie ten watek... ha ha ha
Wlasnie Olinko, nie byloby proste ![]()
Jestem przykladem osoby reklamujacej sie przed damskim bokserem latami. Moja reklama polegala na "dogadzaniu", poczawszy od zgody na zaniechanie udzialu w pracach domowych a skonczywszy na zrecznym tlumaczeniu kolejnego pobicia.
Bylam typowa kukla reklamowa, ktora mimochodem, przy okazji siegnela po ksiazke, internet.. slowem wiedze podana w roznych formach, co nie zmienia faktu, ze sieganie po ta wiedze kojarzylo mi sie z moja anty-reklama bo i mojemu partnerowi kazde moje osiagniecie zle sie kojarzylo i zaraz burzylo moj reklamowy obraz tak zrecznie przeze mnie malowany.
Dzis jako kobieta intelektualnie dojrzala buntuje sie przeciwko reklamowaniu sie czlowieka bo niestety zawsze oznacza to "sprzedawanie" obrazu siebie, calkowicie niezgodnego z prawda.. lub przymuszanie sie do sprostaniu reklamie, ktora zastosowalismy i wiecznego niezadowolenia z siebie.
Uwazam, ze mam w sobie ciekawosc swiata, chec dowiadywania sie i poznawania nowych rzeczy, ludzi, wiedzy, urzadzen, doswiadczen.. etc
Te moja naturalna ciekawosc, pasje zycia mozna zaakceptowac lub nie. Nie zamierzam udawac, ze jestem inna. Nie zamierzam tworzyc mojej reklamy na zasadzie rezygnacji z siebie. Partnerstwo, malzenstwo to miejsce dla kazdego z partnerow. Moga byc kompromisy, uklady, umowy, ale nie moze byc niesprawiedliwosci. Jesli mam stracic partnera przez to, ze nie bede atrakcyjnym towarem (ladna, zadbana sluzba domowa, tytan pracy i samodzielnosci)to mam gdzies takiego partnera.
Nie musze sie reklamowac nadmierna troska i usluznoscia, wyrozumialoscia i wybaczaniem, ciuchami i makijazem. Moj partner na sto procent moze byc pewny ze nie przyniose do domu HIV, bede troskliwa gdy tej troski bedzie wymagal, bede wierna i nie bedzie musial wychowywac cudzego dziecka, dotrzymam danego mu slowa. Bede ciekawa jego pasji i bede go wspierac w jego rozwoju bo tez tego oczekuje dla siebie. Mam wiele "dobra" do zaoferowania sama z siebie bez przymusu reklamy.
Wole, zeby on tez byl od poczatku prawdziwy a jego szlachetne cechy charakteru, zeby nie byly wyfotoszopowane ![]()
Nie potrzebuje partnera, ktoremu bede musiala codziennie udowadniac, ze jestem lepsza niz sasiadka. Wole, zeby on WIEDZIAL, ze jestem lepsza i nie szukal stale porownania i byl niezbyt pewny swojego wyboru gdy da juz do zrozumienia (slub), ze wybral.
Po takim wyborze musimy byc partnerami do pracy i zabawy.. musimy akceptowac i wspierac wzajemnie swoje pasje i chec rozwoju. Jesli tego nie umiemy to znaczy, ze nasz wybor byl pozorny, niedojrzaly i tkwimy w zwiazku w ktorym musimy cos udawac, udowadniac, reklamowac czy byc konkurencyjni dla reszty swiata..
Caly swiat jest dla nas konkurencja... gdy partner trzyma nas w niepewnosci czy aby dobrze wybral nas na towarzysza zycia. To trzymanie w niepewnosci sprawia, ze zaczynamy walczyc... glupio walczyc... bo ze soba.. zabijamy powolutku siebie.
Jesli on bedzie szukal we mnie tylko "sluzby domowej".. to musi mi placic! Jestem bardzo dobra jako sluzba domowa dlatego moje uslugi sa drogie. Placi sie za jakosc... i to slono!
Zwiazek musi byc sprawiedliwy.
Moze jest ktos na swiecie kto nas bedzie wrecz uwielbiac za to ze jestesmy tacy jacy jestesmy.. jesli znajdziemy w sobie odwage byc tym prawdziwym ja?
Oczywiscie dopuszczam do swiadomosci istnienie ludzi, ktorzy nie maja zainteresowan, checi rozwoju, ciekawosci swiata i ich zainteresowania moga krecic sie wokol partnera i jego zycia, gotowania, prania i sprzatania... Ja taka nie jestem a reklamowalam sie, ze jestem bo balam sie GO stracic.. tylez konkurencji!
Przyznam tez, ze osoby z jedynym hobby-czyli przesadna, niezdrowa troska o partnera (wkraczajaca czesto w jego kompetencje i prawa) budzi we mnie duze zaniepokojenie i zaczynam "obawiac" sie takich ludzi. Budza we mnie lek.... straram sie ich unikac.
Wole byc sama niz udawac przed jakims niezdecydowanym bucem, ze jestem "pampersem ze skrzydelkami".
Nasza uroda jest taka jaka jest. Nie musimy sie zaraz operowac. Mozemy sie zaakceptowac lub patrzec rozpaczliwie w lustro na swoj nos albo uszy, ale to niczego nie zmieni. Mozemy zadbac o swoj zdrowy i ladny wyglad bez porownywania sie do innych. Zaden malarz przed namalowaniem obrazu w szale tworczej weny nie porownuje swojego obrazu do innego malarza i nie stara sie stworzyc czegos takiego samego ale oczywiscie lepszego ![]()
Kreaujemy swoj obraz wg naszego poczucia piekna... nikt nas nie przekona do zalozenia czegos w czym zle sie czujemy tylko dlatego by byc reklamowo konkurencyjnym.
Kazdy z nas moze wygladac w skali od zera do dziesieciu, czasami jak zero a czasami jak dziesiec. Poruszamy sie we wlasnej skali.. kazdego dnia. Porownywanie sie do sasiadki lub sasiada jest niedojrzale.
Seducer,
reklama i konkurencja jest dzwignia handlu.... i OK
... ale nie oczekujmy potem, ze dostaniemy wszystko za darmo...
Nie po to ktos wysila sie na reklame i konkurencyjnosc by rozdac wszystko za darmoche...mamy sie polasic na ta konkurencyjnosc tylko po to by "slono" za wszystko zaplacic. ![]()
Moje spostrzezenie jest smutne. Statystyczny mezczyzna oczekuje od kobiety atrakcyjnego seksu, wiecznej mlodosci i wyreczania w samoobsludze. Jesli kobieta ma byc konkurencyjna chocby w stosunku do ewentualnej kochanki to musi wziac na siebie ogrom pracy i odpowiedzialnosci, zrezgnowac ze swoich potrzeb... tylko po to by on przy niej BYL.
Szukam niestatystycznego mezczyzny ![]()
Zazdrosc - przyznam szczerze że mimo iż w bardzo wielu kwestiach mamy zupełnie odmienne zdanie i twoje ciągłe pytajniki na końcu wielu zdań w wielu postach doprowdzają mnie do lekkiej irytacji to tym razem jestem pod wrażeniem - pewnie z powodu dużej szczerości bez ciągłej ironi. Mimo że mój świat jest pewnie diametralnie różny od twojego (choć ziemia ta sama) to jednak przyznaję ci rację też uważam że gdy nasze życie kręci się wkoło egocentryka (bez względu na płeć) to nigdy według niego nie będziemy wystarczająco idealni, zaradni, piękni, zawsze będzie jakieś ALE. I choćbyśmy "stanęli na rzęsach i klaskali uszami" nigdy mu nie dogodzimy a jedyne co osiągniemy to stratę siebie samych i czasu który jest nam dany tu i teraz.
Zazdrosc, po raz kolejny tak zgrabnie ubrałaś w słowa coś, czego ja zrobić nie potrafiłam, choć bezradnie usiłowałam we wszystkich napisanych tu kolejno postach. Jesteś absolutną mistrzynią... ![]()
Zazdrości,witaj.
Jesteś niezbędna na forum. Bezbłędna interpretacja rzeczywistości.
Ciekawam co Seducer na to?
Siostro - mam nadzieję, że zostaniesz...
fajny temat....