netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ekonomia a związek

123 odpowiedzi8 921 wyświetleńzałożony przez seducer, 09.02.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ekonomia a związek

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 124 ]

1

Temat: Ekonomia a związek

Jakby to było gdyby klient należał do mojej firmy od pierwszego zakupu. Czy wymyślałbym mu promocję? Czy byłbym miły? Czy zmieniałbym dostawcow aby mieć tanszy  i lepszy towar dla moich klientów? Czy producenci Gillete dołożyliby jeszcze jedno ostrze do golarki gdby nie ich strach że jutro wybiorę Wilkinsona? wink

Konkurencja w ekonomi jest bardzo ważna, pcha nas do innowacji. Do przełamywania barier.

Czytając dzisiaj forum (część o seksie) zauważyłem że dla części forumowiczek strach przed stratą swojego faceta na rzecz innej kobiety to argument za pomysłowością w łóżku.Dla części facetów forumowiczek strach przed stratą partnerki to wystarczający powód aby nie naciskać na odważniejsze sypialniane zachowania. 

Czy gdyby tak jak w przykładzie z klientami , partner należałaby do nas już po wieki. To czy my wstawalibyśmy od telewizora w innym celu niż po piwo? wink Czy kobiety dbałyby o siebie, tak samo chętnie?  tongue
Oczywiście najłatwiej powiedzieć że to partnerstwo. Że to miłość. I w większości przypadków tak jest! Ja temu nie przecze.
Ale czy jesteście skłonne przyznać że myśl iż jakaś ....... może odebrać wam ukochanego, przyczyniła się do  tego że coś w sobie poprawiłyście?

Może zdrada to nie jest jednak coś tak totalnie złego?? Może ta niepewność jest nam potrzebna do tego żeby się starać??

Co myślicie?

2

Odp: Ekonomia a związek

Masz rację
Ekonomia, polityka i kontakty kobieta - mężczyzna rządzą się tymi samymi prawami.
Budowa wizerunku, strategia, osiąganie celów, kompromisy.
Nieodzowny element wszystkiego co robimy.

3

Odp: Ekonomia a związek

No to sobie chłopaki pogadaliście wink
Może jakaś zdrada w Waszym związku dla "podniesienia temperaturki"?
Hi, hi, hi....

4

Odp: Ekonomia a związek

Może jestem dziwna, może naiwna, ale jakoś nie boję się, że mój facet mnie zostawi dla innej. Nie myślę o tym. Nie czuję konkurencji i wcale nie wynika to z jakiejś ogromnej pewności siebie.

Dbam o siebie, staram się dokształcać, chcę dobrze wyglądać itd. To jest oczywiste, ale nie robię tego dla męża, nie robię tego z obawy, że mnie zostawi. Robię to dla siebie, dla własnego dobrego samopoczucia.

5

Odp: Ekonomia a związek

W ekonomii to roznie jest, jesli producenci oferuja podobne produkty, to zeby zdobyc klienta musza oferowac jakies promocje, bonusy, aby zdobyc nowych klientow od konkurencji albo utrzymac obecnych.

Z drugiej strony jak ktos oferuje solidny produkt, wyprzedzajacy konkurencje, to nie musi bawic w promocje i inne zabiegi tego typu. Wystarczy, ze bedzie sukcesywnie ulepszal produkt, oferowal solidne wsparcie wraz z nim a konkurencja?
Konkurencja jest po to, zeby na jej tle wygladac doskonale smile

W zyciu czesto jest tak, ze kierujemy sie strachem przed utrata partnera/partnerki, dlatego staramy sie roznymi sztuczkami "przekupic" albo "udowodnic", ze jestesmy godni i najlepszy wybor. To jest wg mnie bledne i wydaje mi sie, ze jest powodem w dluzszej mierze rozpadu wielu zwiazkow, bo wynika z tego wiele negatywnych i destruktywnych zachowan.

Nie ma co sie bac o utrate polowki, nic nie jest wieczne i nie mamy nad tym kontroli a pogodzenie sie z tym daje wiele korzysci.
Powinno sie dbac o siebie i zwiazek nie ze strachu o utrate drugiej osoby, ale dla SIEBIE i checi uczestniczenia w tworzeniu czegos co daje duzo satysfakcji i spelnienia.

Takie moje zdanie.

6

Odp: Ekonomia a związek

W Krakowie jest Pracownia Krawiecka Pana Turbasy - szyją garnitury, fraki, smokingi, i inne "rzeczy na wielkie wyjście" dla mężczyzn i kobiet.
Od 1946 r. firma ma międzynarodowa renomę. Powód: jakość, szacunek dla klienta i rewelacyjne krawiectwo.
I ja właśnie na taką "ekonomię" stawiam.
A to jak traktuje się klienta - zależy od sprzedawcy. Jak sprzedawca jest nieuczciwy - to tak traktuje klienta.

Poza wszystkim - to takie SMUTNE, że ktokolwiek miałby się zmieniać ze strachu przed odejściem partnera...

7

Odp: Ekonomia a związek

Związek, a już na pewno małżeństwo, .. hm raczej na pewno małżeństwo, to oprócz miłości,  sexu, wierności, odpowiedzialności .. czysty biznes, czy tak nie jest ? ależ oczywiście, że jest smile Dajemy sobie coś i odbieramy od drugiej osoby - wymiana, wzajemnie czerpiąc z tego satysfakcję, podział ról, a także walka o władzę - o bycie liderem. Rozwój małżeństwa, można porównać do rozwoju firmy, podobnie w biznesie moze pojawić się kryzys jak i w małżeństwie.

Jak chce zachować dobre relacje z moim najlepszym klientem, to podgrzewam nasze kontakty i zawsze dbam, aby był zadowolony z obsługi  big_smile Podobnie w związku... to ciągła praca, tylko nie zawodowa, ale życiowa smile

co do strachu.. skąd on się bierze ? z braku uczciwości partnera, bądź z jego podejrzanego zachowania, lub z braku naszej uczciwości.. etc , albo z braku dowartościowania..

8

Odp: Ekonomia a związek

Małżeństwo to nie wolny rynek. Tu rządzą inne reguły. Bardzo proste: albo chcesz z kimś być, albo nie. Nie ma przekupstwa, szantażu, promocji, upustów i rabatów. Robisz coś, bo masz na to ochotę, albo nie robisz.
Jeśli chcesz z kimś być, to nie musi Cię kupować. A Ty nie musisz się sprzedawać (i to po promocyjnej cenie).
A jego cieszy to, co robisz dla siebie. Tylko dlatego, że Ciebie to uszczęśliwia. Bo Cię kocha i chce, żebyś była szczęśliwa.
Tak moim zdaniem ma się ekonomia do związków. NIJAK.

9

Odp: Ekonomia a związek

Jezeli dbam o siebie, to napewno nie dlatego, zeby nie stracic partnera, bo ten jak bedzie chcial to i tak pojdzie.
Robie to dla siebie, dla swojego samopoczucia, bo swiadomosc ze dobrze wygladam przeklada sie na dobre samopoczucie we wlasnym ciele, a dobre samopoczucie przeklada sie na inne rzeczy.
I nie robie tego z ekonomicznego wyrachowania jak to robia handlowcy, ale dlatego zeby mi bylo dobrze.
Nie wiem z jakimi kobietami Panowie mieliscie do czynienia, ale mnie nie musi partner zdradzic, zebym zadbala o siebie pracowala nad wlasnym rozwojem.
Robilam to wtedy kiedy nie mialam partnera ( dbalam o siebie i sie ksztalcilam) i robie to teraz kiedy go mam i zadna to ekonomia, tylko postawa i charakter.
Moze to , ze zdrada wyjdzie na zdrowie wyniesli Panowie z przekonania, ze kobieta jak juz ma faceta to caly dzien chodzi w walkach na glowie, rozciagnietej podkoszulce i dresach, ale uwierzcie sa tez inne kobiety i na takie zdrada nie tyle wplynie mobilizujaco co powoduje calkowita utrate zaufania do partnera i niejednokrotnie koniec zwiazku lub jego powazne nadwyrezenie

10

Odp: Ekonomia a związek

No więc seducer? Jakie wnioski?

11 Ostatnio edytowany przez Olina (2011-02-12 03:43:55)

Odp: Ekonomia a związek

Fajne porownanie SEDUCE milośc in ekonomia...hm konkurenja nie śpi to fakt...
Do mnie jednak bardziej przemawia porowananie związku do Ogrodu...o ktory trzeba dbac,pielegnowac,dojrzec roślinki,kosic trawke,wyrywac chwasty,zabezpieczyc przed szkodnikami albo się ich pozbyc...
Kazdy z nas wie ze jesli tego nie zrobimy to nasz Ogrod będzie się rządzil swoimi prawami,dzikoscią...a później tak trudno jest wszystko doprowadzic do stanu poprzedniego...tak więc systematycznosc i niekiedy ciężka praca pozwoli nam żeby utrzymac nasz Ogrod w nalezytym porządku.
Jesli coś w pore nie zrobimy,nie dopilnujemy to później jest bardzo cięzko...

a mam ogródek to se wiem jak to jest...


Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 11 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

12

Odp: Ekonomia a związek
niekochana72 napisał/a:

No więc seducer? Jakie wnioski?

Ja napisałem co myślę , w pierwszym poscie. Chciałem poznać Wasze zdanie.

-------------------------------------------------

Nigdzie nie napisałem, że związek rozwija się TYLKO dzięki konkurencji. Wręcz odwrotnie , napisałem że większość to partnerstwo , miłość i takie tam .

Zastanawiałem się czy jesteście się w stanie przyznać że choć jakaś mała wasza cześć zmienia się na lepsze ze strachu przed stratą partnera na rzecz konkurencji.

W innych wątkach - tych o seksie - kobiety się do tego przyznają... zrobiłam to bo poszedłby do innych.... , ... wymyślam ciągle coś nowego bo nie chce żeby szukał w innych miejscach.... , nie chodziło mi o to żebyście mnie przekonywały że taki mechanizm nie istnieje (bo istnieje). Albo deklarowały że jesteście wyjątkowe. 

No więc jak? Czy istnienie konkurencji - miało jakiś dobry wpływ na wasz związek?

Podobało mi się porównanie do ogrodu. Pytam tylko czy w środku ogrodu nie postawiłyście zupełnie zbędnej , za to ślicznej, fontanny. Aby wasz ogródek był ładniejszy od ogrodka obok.

13

Odp: Ekonomia a związek

seducer - Ty nigdy nie doświadczyłeś miłości ... tak przynajmniej sądzę po tym co czytam xD

piszesz tylko o korzyściach bądź stratach ... a miłość jest dla mnie uczuciem którego nie można ani wycenić ani porównać. Każda jest inna i wyjątkowa ... Sprawianie przyjemności partnerce nie ma na celu pokazania jacy jesteśmy super tylko po prostu sprawienie by osoba którą kochamy się uśmiechała bo to sprawia że i my się uśmiechamy.

Pamiętaj że pewnych rzeczy nie można policzyć ani opisać ... po prostu ...

14 Ostatnio edytowany przez un hombre (2011-02-10 16:07:31)

Odp: Ekonomia a związek

Chyba nie zrozumiales kolegi...

Z tego co ja zrozumialem, seducer twierdzi, iz spora czesc z Pan na tym forum stara sie, urozmaica zwiazek, zmienia sie ze strachu o utrate partnera, aby udowodnic, ze jest lepsza od potencjalnych konkurentek. Tak na marginesie sporo facetow tez to robi.

On nie porownuje zwiazku do ekonomii, zeby splycic wiezi miedzyludzkie i mechanizmy nim kierujace, ale na przykladzie ekonomii pokazuje, ze czasem w wyniku strachu przed utrata zachowujemy sie jak taka przyslowiowa firma, ktora dopuszcza sie roznych marketingowych (i innych) zabiegow, aby udowodnic, ze jej produkty sa najlepsze na rynku i dzieki temu chca zapewnic sobie lojalnosc klientow.

Tyle co i ja zrozumialem kolega chce pokazac, ze nie ma co sie zmieniac dla kogos, w wyniku strachu i innych pobudek, bo mozemy w  pewnym momencie sie zagubic i nie wiedziec juz, kim jestesmy albo zorientowac sie, ze robimy dla kogos cos wbrew sobie.
Nasze zmiany powinny wynikac z checi stania sie kims lepszym, dla siebie, dla wlasnej satysfakcji - a nie dla kogos innego.

15

Odp: Ekonomia a związek

Tak czytam i sądzę że każdy z was ma po trochę racje - małżeństwo to :
a/ miłość, wiernośc itd... cała gama uczuć których nie można "kupić"
b/to tranzakcja wiązana - i nie zgodzę się że zawsze robimy w związku to na co tylko mamy ochotę lub tylko dlatego że chcemy zrobić przyjemność partnerowi bezinteresownie wiele rzeczy robimy coś bo on/ona też coś dla nas zrobiła, bo chcemy osiągnąć zamierzony cel więc "jest kolacja przyświecach" (przykładowo) - uczucia - sprawiają że to wszystko robimy dla konkretnej osoby z którą łączą nas a nie dla kogoś innego.
Co do zmian może wiele osób nie lubi się do tego przyznawać i dlatego piszą "robię to dla siebie" ale sądzę żę w głębi duszy zmieniają się fizycznie i psychicznie aby być bardziej lub nadal atrakcyjnymi dla partnera myślę żę im się wydaje że robią to tylko dla siebie dlatego żę zmiany te są zgodne z ich własnymi oczekiwaniami.
Ludzie chcą być lubiani, podziwiani, kochani a jeśli przy tym dodatkowo sami się dobrze w nowej skórze czują to jest to według mnie dobre dla wszystkich zainteresowanych.
Ja sama po sobie widzę zmiany w sobie (fizyczne i psychiczne) od momentu poznania męża czy tego chciałam świadomie czy nie one się po prostu dokonały. Czy ze strachu - no cóż jak to mówią konkurencja nieśpi!!!!:P

16

Odp: Ekonomia a związek

Seducer
Powiem wprost, wiem zaraz napiszesz, ze kazda chcialaby byc wyjatkowa, nie o to chodzi, bo kazda jest wyjatkowa.
Dla mnie konkurencja jako taka nie istnieje!!!!!!!!!!!!!
Poniewaz? poniewaz kazda osoba jest niepowtarzalna jednostka i konkurencja wskazywalaby na to ze mozna kogos zastapiec , kims.
Dla mnie Konkurencja by istniala, gdyby chodzil po swiecie moj klon, a nie sadze, ze tak bylo.
Po drugie uwazam , ze zmiana partnera to sa poprostu inne klopoty, ale nigdy nie jest tak, ze ich nie ma wogole.
Wiem, tez ze sa kobiety zwykle i wyjatkowe tak jak i mezczyzni.
Zawsze negowalam w niektorych ludziach pewna wade, ktora dla osob bardziej wymagajacych jest napewno uciazliwa, a mianowicie :
Jak juz masz partnera, to juz nie musisz sie starac,
dbac o siebie,
pracowac nad soba,
nad wlasnym rozwojem,
i o zgrozo wygladem.
Jezeli sa osoby, ktore tak postepuja, to napewno musza sie obawiac konkurencji, bo niejednokrotnie kiedy zauwazymy, ze partner sie rozglada , dostajemy kopa i wychodzimy ze skory zeby stac sie w jego oczach lepszym, ale wtedy juz wydaje mi sie jest zbyt pozno.
Trzeba to robic caly czas od poczatku i robic to przede wszystkim dla siebie.

17

Odp: Ekonomia a związek

Jak Cię widzą tak Cię piszą, można się na to burzyć, się nie zgadzać ale i tak się tego nie zmieni. Lubię ładnie wyglądać i tyle. Podam przykład - jak poczułam pierwsze bóle porodowe zarówno przy pierwszym jak i przy drugim dziecku - kąpiel, balsam, makijaż, fryzura. Nawet paznokcie u stóp sobie malnęłam na krwisto i na porodówkę. W czterech miałam konkurencję akurat w tym momencie. Zadbany wygląd maksymalnie poprawia mi nastrój. Czuję się lepiej we własnej skórze. Pewnie że czasem pozwalam sobie na "dzień lasu" ale nigdy w obecności męża.
Co do konkurencji - traktuję jako siłę napędową. Oczywiście nie porównuję się do pięknych 20 latek, bo to już nie moja liga, ale sprawia mi przyjemność oglądanie ładnych dziewczyn, po których widać nie tylko urodę ale taką fajną młodzieńczą pewność siebie.
Co do porównania z biznesem - paradoksalnie - mamy własną firmę, nowych klientów traktujemy z szacunkiem ale na dystans. Stałych - po prostu całujemy po dupie. Stale, z wyczuciem, soczyście. Stały klient to skarb.

18

Odp: Ekonomia a związek

marynarka czy ktoś w sklepie cie szantażuje żebyś kupiła jakiś produkt?

egonschiele Każdy jest wyjątkowy, tylko musisz nieźle umieć się sprzedać żeby ktoś tę wyjątkowość chciał poznać dogłębnie, a to już marketing. A marketing to pokazywanie swoich walorów produktowych tak żeby parzyć ćmić konkurencję.

Co mi po tym jak będę patrzył na swoją wyjątkowość, piękno, intelekt jak na ideał. Skąd będę wiedział ze musze się rozwijać, zmieniać, dbać o siebie? Bez informacji zwrotnej bez dostrzegania innych nie dowiem się niczego o swojej wyjątkowości. Musze coś pokazać żeby ktoś zwrócił na to uwagę.

Mam najwspanialszy ogród na świece, zadbany i wypielęgnowany, pełen pachnących kwiatów, ziół i krzewów? A ja cię zapytam: A kto tak twierdzi? W porównaniu z jakimi ogrodami twierdzisz ze twój jest najlepszy? Czy istnieje jakaś norma piękności ogrodów?

Bez porównywania się z innymi, bez barania sobie ideałów do naśladowania, bez norm, nic nie jesteśmy warci.
Dlatego moim skromnym zdaniem, ekonomia i stosunki miedzy ludzkie rządzą się tymi samymi prawami

19

Odp: Ekonomia a związek

No właśnie Morfeusz,
mój ogród jest najpiękniejszy na świecie, bo go kocham i jest mój. A rozwijasz się i zmieniasz (na lepsze, oczywiście), i dbasz o siebie nie dla kogoś. Na pewno nie dla kogoś, tylko dla siebie. Ja jestem sama i się myję (no i te inne duperele też ze sobą robię). Dla kogo??? Jeśli nie mam nikogo, to mam przestać? BĘDĘ SIĘ MYŁA Morfeuszu! I te inne duperele też będę robiła. A może nawet więcej tych innych, bo teraz mam czas i nikomu to nie przeszkadza. I lubię mieć zrobione paznokcie!

20 Ostatnio edytowany przez morfeusz73 (2011-02-10 20:04:52)

Odp: Ekonomia a związek

A gdy zaprosisz jakiegoś innego ogrodnika twój ogród może być jeszcze piękniejszy.
Dbaj o niego a na pewno ktoś to dostrzeże i będzie chciał spędzać tak miłe chwile w cieniu jakiegoś drzewa.
Nie ogradzaj tylko tego ogrody jakim wielkim, niedostępnym parkanem.
Gdy ktoś zachwyci się twoim ogrodem, doceni prace jaką w to włożyłaś, będziesz po stokroć bardziej spełnionym człowiekiem, niż ktoś kto skrywa wszystko tylko dla siebie w cieniu i ukryciu podziwiając swoje skarby z obawy ze je utraci.

21

Odp: Ekonomia a związek

Morfeusz, no...
Chyba "przystara" jestem na zbiorowe ogrodnictwo, chociaż parkana - niet.
Ale pięknie powiedziane!

22

Odp: Ekonomia a związek

uwielbiam was! wszystkie kobietki napisały że zmieniają się na lepsze tylko i wyłącznie dla siebie. Oczywiście mogłabym tez tak napisać ale ... hm zmieniamy się dla siebie, ale zazwyczaj pod wpływem innych. Nie wiem czemu się tak zapieracie w tym. mogłabym na przykładzie coś napisać tylko że wiem jaką odpowiedz od was szybciutko bym otrzymała. typu "na jakich facetów Ty trafiasz?!?!?!", "jaką Ty masz niską samoocenę!!" Wydaje mi się że taką rywalizację ma zapisaną w sobie każda kobieta, że chce być tą lepszą od poprzedniej i od ewentualnej przyszłej.
a czy związek jest ekonomią? oczywiście że tak. jeden wielki biznes. a może lepiej nazwać to wspólną firmą?

23

Odp: Ekonomia a związek
seducer napisał/a:

Zastanawiałem się czy jesteście się w stanie przyznać że choć jakaś mała wasza cześć zmienia się na lepsze ze strachu przed stratą partnera na rzecz konkurencji.

Przyznam szczerze nigdy nie byłam w sytuacji w której czułabym się zagrożona jakąś konkurencją.. Dlaczego? Z kilku powodów:
- z natury nie jestem zazdrosna
- znam swoją wartość
- w ostatnim związku czułam i widziałam że jestem tą naj dla mojego partnera

Poza tym jestem bardzo krytyczna w stosunku do własnej osoby. Widzę swoje zalety i  mam świadomość wad. Cały czas pracuje nad sobą. Nad swoją osobowością i wyglądem. Może to dziwne ale lubię też konkret i konstruktywną krytykę. Jeśli partner by mi powiedział że coś jest nie tak, coś mu się nie podoba
to na pewno zaczęłabym coś z tym robić (o ile miałby rację;))
Tak samo jest z mojej strony- jeśli coś mi się nie podoba automatycznie informuję o tym partnera.
Nie umiem  udawać że coś jest ok jak nie jest...


seducer napisał/a:

No więc jak? Czy istnienie konkurencji - miało jakiś dobry wpływ na wasz związek?

Wydaje mi się że tu dużo zależy też od partnera. Jeśli wiem i czuję że jestem dla niego najważniejsza (a to przecież widać) to istnienie jakiejkolwiek konkurencji nie zrobiłoby na mnie wrażenia;)
Ale.. przyznam też że jeśli mój partner byłby obiektem zainteresowania innych to jeszcze bardziej stałby się atrakcyjniejszy dla mnie;)

24 Ostatnio edytowany przez egonschiele (2011-02-10 22:09:06)

Odp: Ekonomia a związek

Morfeuszu, postaram sie najdelikatniej jak potrafie
"bez porownywania sie z innymi, bez brania sobie idealow do nasladowania,bez norm, nic nie jestesmy warci"
Co!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wlasnie odwrotnie
- nie porownywac sie,
- nie nasladowac,
byc soba, wlasnie wtedy jestesmy cos warci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czy do tego, zeby sie rozwijac, dbac o siebie potrzebujemy akceptacji innych!!!!!!!!
Czy musimy pokazaywac swoje walory, zeby inni nas zaakceptowali, nic z tego.
To ze jestemy soba wlasnie stanowi nas wyjatkowymi.
Ja nie musze sie sprzedawac, zeby ktos mnie zauwazyl, wystarczy , ze sama znam swoja cene i to ja decyduje kogo zauwaze, a kto nazawsze pozostanie niezauwazony.
Zadnego marketingu swoja osoba prowadzic nie musze i nie mam zamiaru.

25

Odp: Ekonomia a związek

Jeśli dokształcam się, decyduję na kolejne studia podyplomowe to nie po to, by się podobać facetowi i go utrzymać przy sobie, zaimponować nie nie, jeśli dbam o siebie - to znaczy, że chcę wyglądać dobrze przed lustrem. Do czego jednak zmierzam, nie warto starać się o utrzymanie faceta lub też kobiety na siłę, przecież to już nie miłość tylko jakaś paranoja. Zdrada to brak lojalności, uważam, że nie można się dzielić uczuciami, namiętnościami - to wypracowany, osobisty system dwojga ludzi, którzy oddają siebie w całej okazałości. Jeśli facet ma ochotę na skok w bok niech spada, gdzie pieprz rośnie, skoro traktuje swoje ciało, jako przyrząd do rozsiewania nasienia, to nie jest zdolny do kochania jednej kobiety (lub tez odwrotnie), tak myślę. Takiego faceta na starcie już spalam, dlatego nigdy nie czułam się zagrożona, poza tym kobieta musi znać wartość samej siebie, tylko zakompleksione istoty wiecznie się boją. Pozdrawiam smile

26 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-10 22:38:25)

Odp: Ekonomia a związek
amerah napisał/a:

a czy związek jest ekonomią? oczywiście że tak. jeden wielki biznes. a może lepiej nazwać to wspólną firmą?

Gdyby tak było, to połowa osób na forum nie miałaby problemu.
W interesach nie ma sentymentów, a nieuczciwego wspólnika spuszcza się po brzytwie i nie płacze za nim po nocach.


agau napisał/a:

Jeśli dokształcam się, decyduję na kolejne studia podyplomowe to nie po to, by się podobać facetowi i go utrzymać przy sobie, zaimponować nie nie, jeśli dbam o siebie - to znaczy, że chcę wyglądać dobrze przed lustrem. Do czego jednak zmierzam, nie warto starać się o utrzymanie faceta lub też kobiety na siłę, przecież to już nie miłość tylko jakaś paranoja. Zdrada to brak lojalności, uważam, że nie można się dzielić uczuciami, namiętnościami - to wypracowany, osobisty system dwojga ludzi, którzy oddają siebie w całej okazałości. Jeśli facet ma ochotę na skok w bok niech spada, gdzie pieprz rośnie, skoro traktuje swoje ciało, jako przyrząd do rozsiewania nasienia, to nie jest zdolny do kochania jednej kobiety (lub tez odwrotnie), tak myślę. Takiego faceta na starcie już spalam, dlatego nigdy nie czułam się zagrożona, poza tym kobieta musi znać wartość samej siebie, tylko zakompleksione istoty wiecznie się boją. Pozdrawiam smile

Brawo! Ja też tak uważam.

27

Odp: Ekonomia a związek

Nie nazwałabym związku wspólną firmą, raczej "Organizacją Wzajemnego Pożytku".
Nawet "Organizacją Wzajemnego Niewymuszonego Pożytku".
To nie jest biznes, to chęć sprawiania sobie nawzajem przyjemności. CHĘĆ - podkreślam. Nie - robię coś, bo nie chcę go wkurzyć, tylko robię coś, bo wiem, że to lubi. I nie jest to wbrew mnie, ja też to lubię.

28

Odp: Ekonomia a związek
marynarka napisał/a:

To nie jest biznes,

Symbioza

29

Odp: Ekonomia a związek

No tak, Hardy.
Nie ekonomia, biologia. Inny rodzaj nauk tajemnych. I zaraz się zacznie. A gody? Toki? Stroszenie piórek? Nadymanie kolorowego podgardla? Walki na rogi, kły i pazury? To też marketing przecież...

30

Odp: Ekonomia a związek

Przyznam teraz że pierwsze moje skojarzenie związane z ekonomią w związku skojarzylo mi sie z...platna milością...co by powiedzial psycholog nie wiem...hihihi
Moze dla tego że przypomiala mi się pewna historyjka z życia wzięta otóż- kolega "mojego bylego" jest w związku małżenskim w którym swojej żone placi za ...seks...Powiedzial że ma juz dośc rożnych wykretow w stylu"boli mnie glowa,jestem zmęczona,nie mam ochoty"...
Zaproponował jej że za każdy nazwijmy to numerek bedzie jej płacił...zgodziala się...Powiedzial że teraz to i ona jest zadowolona i on bo ma tak jak chce i kiedy chce..."nawt loda mi zrobi".Przyznam że wtedy szczeka mi opadla....mayślałam że żartuje ale to bylo zupełnie na poważnie...

Tak więc każdy urządza sobie "ogrodeczek" według wlasnego gustu,upodobań,jeśli mu się tak podoba to czemu nie, a sąsiadom nic do tego...

Mogą sobie nawet zbudowac fontanne w środku ogrodu!
Co innego nasze subiektywne odczucia a co innego ich gust!

31

Odp: Ekonomia a związek

No to od dzisiaj powoli zaczynam przebudowywać mój obraz świata.
Nagle okazało się że ambicja nie istnieje. A jeżeli już tak ,to broń Boże, nie pochodzi ona od słowa "ambitio" -"żądza uznania" ( uznanie to chyba na tle innych). Teraz rozwijamy się już tylko dla siebie, w oderwaniu od świata. Nie ma już wyścigu i konkurencji. Jest tylko nieskończona symbioza naszych związków, wspólne cele .... no niebiańsko jest.

Bardzo was w takim razie przepraszam. Źle oceniałem rodzaj ludzki wink

Brzmi to tak samo pięknie jak komunizm.... też piękne ideały, niebianskie życie, brak konkurencji, wspólne granie do jednej bramki ..... ale to utopia... mżonka... bajka... rycerz na białym koniu ... jednorożec....

Spadam do hogwartu tongue

32

Odp: Ekonomia a związek

Oj, to przecież nie o to chodzi. Ja rozumiem to inaczej. Istnieje konkurencja - w pracy, w szkole, ogólnie w społeczeństwie. Dla mnie nie istnieje po prostu w związku. W małżeństwie nie muszę udawać, że jestem od kogoś lepsza, nie muszę niczego udowadniać. A już na pewno nie muszę wciskać się w lateksowy komplet z sex shopu żeby mój facet nie poszedł do innej. Póki co nie istnieje inna kobieta, która byłaby dla mnie zagrożeniem, która mogłaby odebrać mi mojego faceta. Możesz mi wierzyć, albo nie, ale nie czuję konkurencji. I nie chodzi tutaj o to żeby pokazać jaka to ja jestem wyjątkowa.

Jasne, niektóre kobiety zrobią niemal wszystko żeby zatrzymać przy sobie faceta, ale wydaje mi się, że facet jak będzie chciał to i tak pójdzie. Takie staranie się o faceta jest, moim zdaniem, wyrazem niskiej samooceny. To kobiety boją się, że jeśli nie będą się starać, nie będą wymyślać nowych pozycji w łóżku, nie będą gotować coraz to wymyślniejszych obiadów, to faceci od nich odejdą. Może za bardzo wierzę w rodzaj męski, ale wydaje mi się, że faceci wcale tego nie oczekują od nas - kobiet.

33

Odp: Ekonomia a związek

MagdaEM - napisałaś "Jasne, niektóre kobiety zrobią niemal wszystko żeby zatrzymać przy sobie faceta, ale wydaje mi się, że facet jak będzie chciał to i tak pójdzie. Takie staranie się o faceta jest, moim zdaniem, wyrazem niskiej samooceny. To kobiety boją się, że jeśli nie będą się starać, nie będą wymyślać nowych pozycji w łóżku, nie będą gotować coraz to wymyślniejszych obiadów, to faceci od nich odejdą. Może za bardzo wierzę w rodzaj męski, ale wydaje mi się, że faceci wcale tego nie oczekują od nas - kobiet."
- Masz rację zrobią wiele bardzo wiele żeby zatrzymać faceta a konkretnie męża , ojca swoich dzieci i jak dla mnie to nie wyraz ich niskiej samooceny ale po prostu uczucie jakim dażą tego faceta , przywiązanie, wspólnie przeżyte lata , chwile dobre i złe to po prostu część ich samych.
- Co do starania się o faceta to nawet seksuolodzy uważają że monotonia i rutyna zabija nawet największe uczucie i partnerów zaczyna wieczorem boleć głowa - ale sądzę że zrozumiesz to po np. 15 latach małżeństwa a nie teraz gdy jak sądzę jesteś "świeżą" mężatką z rocznym czy trzy letnim stażem gdy dopiero się docieracie jako małżeństwo.
- Co do oczekiwań facetówe to napewno są bardzo różne ale przypuszczam żę pwene rzeczy są uniwersalne takie jak: zadbana żona, dzieci, przytulny spokojny dom i smaczny obiad - to pewien standard co wcale nie wyklucza że o to wszystko oboje partnerzy powinni dbać równie mocno.
Obecnie przyszła moda na wygórowane hasła "robię to dla siebie, równy podział obowiązków w małżeństwie, kobieta robi karierę itd...." może to i fajne tylko czemu coraz więcej małżeństw tych młodych kończy się zanim jeszcze się zacznie?????????

34

Odp: Ekonomia a związek

No tak, jestem młoda, więc mało wiem. Dowiem się później.

W życiu są różne sytuacje. Czasami trzeba walczyć o faceta, którego się kocha, zgadzam się z tym i nie zarzekam się, może kiedyś i ja będę się dwoić i troić, żeby facet mnie nie zostawił. Chociaż to nie jest do mnie podobne...

Moja wcześniejsza wypowiedz dotyczyła raczej wyimaginowanych konkurentek. Sytuacji gdy kobieta "na wszelki wypadek" zrobi wszystko żeby jej facet na inną nie spojrzał. Niektóre kobiety, chociażby na forum zadają pytania typu "Co mam nowego wymyślić, żeby zatrzymać faceta/żebym mu się nie znudziła/żeby nie poszedł do innej...?" I chyba tego dotyczy dyskusja...

35

Odp: Ekonomia a związek

Ja jestem świadoma że konkurencja istnieje...ale jeśli chodzi o zwiazek to nie popychało mnie to nigdy do jakis zmian w sobie...

często jest tak ze to co podoba sie nam to nie koniecznie dla naszego partnera stanowi jakaś wartość...

zdaża sie ze kobieta dla mężczyzny ciagle dba o swój wyglad zewnetrzny, maluje sie, robi sobie włosy, ćwiczy i tak na okrętkę po czym jemu to powszednieje bo ma to na co dzień...prawdopodobnie wolałby żeby zaprzestała tych wszystkich zabiegów a po prostu usiadła z nim i wypiła kawę...

owszem idac tokiem rozumowania secudera moze być tak ze czujemy te konkurencje i zaczynamy sie starać bardziej i bardziej, ale teraz gdzie kończy sie granica starania sie???
wtedy gdy juz wygladamy jak atleta, piekni z implantami w biuście???...dalej oczytani, inteligentni po pieciu fakultetach???....dla kogo to???

ale jeśli juz chcemy sie starac specjalnie dla naszego partnera to lepiej żeby nie było to podszyte strachem przed utratą tylko zebyśmy widzieli w tym przyjemnosć i dla niego i dla siebie...jesli o takie staranie chodzi to jak najbardziej tak...

36

Odp: Ekonomia a związek

Panie kochane, robicie wszystko dal siebie, żeby czuć się wspaniale we w własnej skórze OK
tylko kiedy się o tym dowiadujesz?
Nie w momencie gdy usłyszysz jakiś komplement?
Wystarczy samo uwielbienie?
Czy samoocena nie spada gdy nikt nie zauważa nowej fryzury, piekielnego zapachu, ładnej sukienki czy inteligencji, mądrości?
Nie będziemy mieli motywacji jeśli ktoś na nie docenia. i to dotyczy obu płci.

37

Odp: Ekonomia a związek

Mężczyznom się nie dogodzi!!!! Dlatego moje małżeństwo się rozpadło. Mój mąż wiecznie miał pretensje o to, że się rozwijam, a on stoi w miejscu (nic przy tym nie robiąc). Faceci, super idealnych kobiet nie ma!!! Co za bzdury, że niby ekonomia jest w związku, pewnie istnieje w takim gdzie nie ma miłości albo miłość się wypaliła i zostało przyzwyczajenie ze wspólnymi ratami na dom. Z ekonomicznego punktu widzenia łatwiej jest żyć we dwoje, szczególnie jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe, kredyty hipoteczne, opłacanie rachunków itp. Mnie jednak takie życie nie usatysfakcjonowało, więc odeszłam. Buźka smile

38

Odp: Ekonomia a związek

Buziaki Agau,
U mnie to samo było, usłyszałam: jak chcesz robić karierę, to beze mnie! Jaką karierę , na miłość boską! Po 20 latach stania przy garach poszłam do biurowej roboty na pół etatu. A on, nic. Siedział i grał w pasjansa na laptopie, a matka przysyłała kasę na życie. Bo mu się nie chciało. A jak mu się chce, to może zarobić naprawdę dużo. I do mnie żal, że co drugi dzień idę na parę godzin do pracy zamiast się nim zajmować. Dokładnie tak ZAJMOWAĆ się. Też się z tego wymiksowałam, chociaż ekonomicznie nie kalkulowało się.

39 Ostatnio edytowany przez agau (2011-02-11 20:49:20)

Odp: Ekonomia a związek

Marynarka, faktycznie nawet niezbyt ekonomicznie. Mam dosyć niańczenia mężczyzn, ugotować, uprać, nakarmić by należało, bo się nie chce. Mój mąż pracował, ale widząc, jak ja wspinam się do góry (godząc macierzyństwo z karierą) zamiast wspierać, negował, krytykował, dlatego the end z zakompleksionymi faciami. I niech mnie teraz zlinczują, uważam, że faceci nie doceniają tego, co mają i traktują kobiety, jak przyrząd do "ulżenia sobie", bo tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebują, potrafią być mili, nawet zdobywają się na odwagę i podrywają, ale ale nic nie robią bezinteresownie, zawsze mają w tym cel. Buziaki!!!!

Morfeusz, uważam, że kobiety nie czekają na komplementy, uwierz mi, że wystarczą nam pochwały we własnym gronie, np: wchodzisz do pracy, a koleżanka, dyrektorka mówią: "świetnie wyglądasz, trzymaj tak dalej". Kiedy byłam mężatką o wiele gorzej wyglądałam, a może tak się czułam, niż teraz, bo byłam hamowana słowami "chyba zwariowałaś, że to założysz" albo "wyglądasz, jak market-owa laleczka" itp. Pytam, czy to są komplementy? Za takie dziękuję serdecznie.

Drodzy Panowie, myślę, że w stosunkach interpersonalnych nie istnieje ekonomia, ewentualnie symbioza. Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i nie warto wiecznie drżeć o miłość, o drugą osobę!!!

40

Odp: Ekonomia a związek

Najlepsze, najbardziej budujące, jak dla mnie, są właśnie komplementy od kobiet. Mają wagę. Te od facetów są jakby stereotypowe i nie mają wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Przecież mniej więcej wiem jak wyglądam i jak się czuję. Kobiety odbierają taki stan i oceniają. Kiedy jestem w kiepskiej formie, koleżanka bez ogródek powie, że wyglądam na przemęczoną ( co oznacza jak śmierć na urlopie), kiedy mam zwyżkę formy, na pewno to zauważy. Natomiast facet mówi to, co chce widzieć, nie jak jest. Tak mi się wydaje.

41

Odp: Ekonomia a związek

Jest właśnie tak, jak piszesz, Marynarko. Mężczyźni prawią nieszczere komplementy, bo oni raczej widzą to, co jest pod ubraniem, pod makijażem, pod... Nie dostrzegają szczegółów, wszystko jest dla nich uogólnione.Świetnie to ujęłaś. Buźka

42

Odp: Ekonomia a związek

Agau, marynarko - dokładnie tak.
Panowie - świadoma siebie kobieta nie potrzebuje akceptacji mężczyzny, żeby znać swoją wartość.
Taka kobieta potrzebuje u swojego boku równorzędnego partnera. Takiego, który doceni nie tylko "fontannę w ogrodzie" ale i wspaniałe wnętrze.
Nie chcę obrazić broń Boże niektórych młodszych koleżanek, ale z czasem dojrzewamy do tego, że zamiast "wodotrysków" liczy się coś zgoła innego.
A rozwijać się należy dla siebie. Panom też polecam.

43

Odp: Ekonomia a związek

Zauważcie, że na wszystkich uczelniach dla bardziej dorosłych pełno kobiet. Robią drugie, trzecie kierunki, podyplomówki itd.
a panowie zasiedziali na swoich posadkach, w swoich interesikach po południu i w weekend oglądają meczyki popijając mocny full. Może nie wszyscy, ale zatrważająca większość. Same Kiepskie Ferdki...

44

Odp: Ekonomia a związek

Chyba postawię na biologie...symbioza...owszem.Uklady partnerskie przeciez maja takie cechy...
SUDECER nie musisz zaraz przebudowywac swojego obrazu świata.Chcialam tylko zwrocic uwage że i takie związki istnieją.

45

Odp: Ekonomia a związek

Przede wszystkim... bardzo dobry temat smile.

morfeusz73 napisał/a:

Panie kochane, robicie wszystko dla siebie, żeby czuć się wspaniale we w własnej skórze OK
tylko kiedy się o tym dowiadujesz?
Nie w momencie gdy usłyszysz jakiś komplement?
Wystarczy samo uwielbienie?
Czy samoocena nie spada gdy nikt nie zauważa nowej fryzury, piekielnego zapachu, ładnej sukienki czy inteligencji, mądrości?
Nie będziemy mieli motywacji jeśli ktoś nas nie docenia. i to dotyczy obu płci.

Tak jest, bywa to przykre, ale samoocena z tego powodu nie spada, ponadto zależy jeszcze kim będzie ten oceniający, czy będzie dla mnie autorytetem na danym polu, czy będzie dla mnie w ogóle ważne jego zdanie. Dla mnie najważniejsze jest zdanie moje własne w chwili kiedy spojrzę w lustro, na drugim miejscu jest zdanie innej kobiety, której gust jest zbieżny z moim- widzieć błysk w jej oku...bezcenne smile, a potem zdanie mojego mężczyzny i ten podziw to jest to, za co dałabym się pokroić, ale... No właśnie to ale. Mój mąż całymi latami nie potrafił zrozumieć dlaczego mam problem z założeniem spódniczki o kroju, który to jemu się podobał. A ja faktycznie miałabym problem, bo czułabym się przebrana, nie byłabym więc sobą, a to nie wchodziło w grę, bo trąciło sztucznością. Niemniej zawsze biorę pod uwagę jego gust i upodobania, jest impulsem przy wyborze takiej, a nie innej sukienki na imprezę, na którą idziemy razem, ale jest to tylko kropka nad ,,i", a nie główny argument przy dokonywaniu wyboru. Choć z drugiej strony nie przeczę i pomimo, iż często robimy to podświadomie to jednak zależy nam, aby i naszym mężczyznom się podobać- skłamałabym więc ewidentnie w tym miejscu twierdząc inaczej. Jest jednak zasadnicza różnica w sytuacji kiedy to coś robimy wyłącznie dla kogoś, a wówczas kiedy robimy to dla siebie, licząc się przy okazji ze zdaniem partnera.

Z racji tego kim jestem i jaka jestem zawsze staram się być dobrze ubrana i zadbana, bo to zwyczajnie sprawia mi przyjemność, staram się być atrakcyjna dla mojego faceta, ale mimo wszystko jednak dla siebie, byłoby bowiem moją porażką, gdybym swoją własną samoocenę uzależniała od zdania jednego człowieka. A to ja mam czuć się dobrze sama ze sobą i we własnej skórze. Dlatego też rozwijam się, dam o to, żeby nie stać w miejscu, mieć w towarzystwie coś do powiedzenia, żeby inni się ze mną nie nudzili, choćbyśmy musieli spędzić ze sobą cały miesiąc na bezludnej wyspie. Rzecz w tym, że tu nie o sam wygląd chodzi, bo nie mam zawyżonej samooceny, ale o to co mam w środku, jakim jestem człowiekiem, jaką jestem kobietą, żoną, jak dbam o związek i swojego mężczyznę.  I to wszystko stanowi o mojej wartości wewnętrznej, a przy okazji atrakcyjności, wiem, że w oczach męża jestem wyjątkowa i niezastąpiona, ale jestem jaka jestem nie dlatego, że boję się konkurencji, a dlatego, że na tę wartość składa się mój charakter, temperament, system wewnętrznych wartości, osobowość, mój sposób widzenia świata, empatia i zaangażowanie.

Nie, nie, zdecydowanie w moim przypadku ta ekonomia się nie sprawdza, nie potrafiłabym sobą handlować, sprzedawać się, panicznie stroszyć piórka. Przecież ja też miewam gorszy dzień, bywam przeziębiona, chora, czasem mi się czegoś nie chce, ale czy to znaczy, że wtedy jestem towarem drugiego gatunku???

marynarka napisał/a:

Nie nazwałabym związku wspólną firmą, raczej "Organizacją Wzajemnego Pożytku".
Nawet "Organizacją Wzajemnego Niewymuszonego Pożytku".
To nie jest biznes, to chęć sprawiania sobie nawzajem przyjemności. CHĘĆ - podkreślam. Nie - robię coś, bo nie chcę go wkurzyć, tylko robię coś, bo wiem, że to lubi. I nie jest to wbrew mnie, ja też to lubię.

No i o to w tym właśnie chodzi! wink To wszystko ma sens jeśli wynika z naturalnej potrzeby, a nie przymusu, ani tym bardziej strachu. W związkach opartych na zdrowych (!!!) zasadach nie ma czegoś takiego jak handel wymienny, robię coś, bo tego chcę, bo tak czuję, bo sprawia mi przyjemność patrzeć kiedy on się z tego cieszy, kiedy jest miło, kiedy... I mogłabym tak dalej i dalej jeszcze wymieniać smile.

46

Odp: Ekonomia a związek

jak ja was kobiety lubie czytać wink

tak na marginesie, to że się stroicie dla kobiet, to że jak jesteście same to jeszcze piękniej wyglądacie to ma być argument na brak ekonomii w sferze uczuciowej?

nieee, to tylko potwierdza regułę

kiedy się firma bardziej stara , aby utrzymać klienta czy aby pozyskać nowego?  wy też utraciłyście jednego partnera więc staracie się bardziej aby znaleźć nowego, ofertą przejęciową to się nazywa tongue

czy dla mnie najlepszą nagrodą będzie uznanie klienta? a może pisma branżowego i konkurencji? czy uznanie w oczach konkurenta to nie jest to na co czekamy? tak samo jest z Wami drogie Panie smile wolicie pochwałę (strach w oczach) konkurencji - innych kobiet

47

Odp: Ekonomia a związek

Może duma nie pozwala im się do tego przyznać? wink

48

Odp: Ekonomia a związek

A może, po prostu, nie wszystkie kobiety są takie jak Wam się wydaje? wink

49

Odp: Ekonomia a związek
hardy_man napisał/a:

Może duma nie pozwala im się do tego przyznać? wink

Tak, tak, dorabiajmy do tego całą teorię spiskową dziejów smile. A może to Wam, panowie, ciężko jest uwierzyć, a przede wszystkim zaakceptować, że możemy chcieć się rozwijać i ładnie wyglądać dla samych siebie, bo jest nam to zwyczajnie potrzebne dla dobrego własnego samopoczucia? Przecież nasz cały świat niekoniecznie musi kręcić się wokół facetów, nawet jeśli są oni bardzo ważną jego częścią. Poza związkiem funkcjonujemy jeszcze w pracy, wśród znajomych, przyjaciół, chodzimy na różnego typu imprezy i spotkania, do kina, na spacery i tam również chcemy dobrze czuć się we własnej skórze i mieć coś więcej do powiedzenia. Na jednym mężczyźnie nasz świat się nie zamyka, na drugim i trzecim również smile, mierzycie nas chyba własną miarą, bo nie od dziś wiadomo, że to nikt inny jak mężczyźni właśnie lubią między sobą konkurować, coś samym sobie i innym udowadniać. Bo chyba się nie mylę, prawda? wink

50

Odp: Ekonomia a związek

Mnie wcale nie jest w to ciężko uwierzyć, to było pytanie, nie twierdzenie, sam nad tym myślę czasami jak to jest wink

51

Odp: Ekonomia a związek

Hmm idąc tym tokiem myślenia sformuuję to tak:

Jestem jak Windows [oprogramowanie].
Rozwijam się zawodowo, oraz emocjonalnie na podstawie zdobywanych doświadczeń tak samo jak oprogramowanie rozwijające sie w sposób umożliwiający działanie pod nim coraz to nowszysz urządzeń, z czasem powstają nowe wersje:
3.11
'95
'97
Millenium
XP
Vista [tak, tak nawet rozwijając sie można dac d**y wink]
XP
7

Jestem towarem - mam swoje właściwości - różne, dla różnych okresów czasu - wiadomo, ciągle się zmieniam, albo jestem zmieniana przez środowisko.

Partner będąc ze mną poznaje mnie - odkrywa coraz to nowe funkcje - wie co jestem w stanie zrobic, a czego nie.
Wie ile musi pracować, żeby mnie kupić [dosłownie i w przenośni]

Jeśli stwierdzi, że jestem zbyt wymagająca [za droga] to ja dla jego specjalnego życzenia nie obniżę poprzeczki [nie stanieję]. Wychodzę z założenia, że jeśli sie nie podoba szeroki wachlarz moich możliwości z jakichś tam względów to zawsze może wybrać darmowego Ubuntu, albo bardziej prestiżowego MAC'a.

Droga wolna - jest wielu innych użytkowników, którzy docenią Windows, a za tymi co się nie podoba płakać nie będę. Ha!

52 Ostatnio edytowany przez hardy_man (2011-02-14 16:44:28)

Odp: Ekonomia a związek

W drugą stronę.

Czy te zmiany z 3.11 w kierunku 7, wszystkie łatki po drodze i poprawki i ciągła walka o poprawę jakości i ergonomii wink , nie jest podyktowana tym, że chcesz uzyskać za siebie jak najwyższą cenę?

Z pośród wszystkich klientów, nie wolisz tego co zapłaci za Twoje wszystkie funkcje, które oferujesz (dosłownie i w przenośni) możliwie jak najwięcej?

Zrobiłaś update i posiadłaś nowe funkcję i dopracowałaś stare, nie czasem po to aby w tej piramidce społecznej być wyżej i liczyć na zamożniejszego klienta? Ha!

53

Odp: Ekonomia a związek

Nie smile

Zmiana z 3.11 na 7 jest naturalną zmianą smile Zmienia nas życie, doświadczenia, ludzie, których poznajemy smile Nie zmieniam sie, żeby być atrakcyjniejszą dla faceta, ale dlatego, że dojrzewam, że z każdym dniem doświadczam czegos nowego smile To naturalna kolej rzeczy - inaczej ciągle byłabym na etapie niemowlaka, wróc 3.11 wink To zmiana odgórna wink

54

Odp: Ekonomia a związek

Zmieniamy się, bo taka jest nasza natura. Nikt nie stoi w miejscu. Zmieniamy się nie dla partnera, tylko dla siebie. Zmieniamy się w tym kierunku, który uważamy dla nas za najlepszy. Nie po to żeby nasz partner przy nas pozostał, nie po to żeby wzbudzić zazdrość w innych kobietach, nie po to żeby odstraszyć konkurentki...

Żyjemy wśród ludzi i wchodzimy z nimi w interakcje, ale wydaje mi się, że te interakcje nie wymuszają na nas zmian. Przynajmniej nie w sposób bezpośredni. Nie idę do fryzjera żeby jakaś iksińska zazdrościła mi fryzury. Nie idę na studia żeby mój mąż docenił jaka to ja jestem mądra, itd.

Czy Wy - faceci - chodzie na siłownię żeby Wasze kobiety Was nie zostawiły albo żeby inni faceci zazdrościli Wam bicepsów? Czy żeby się dobrze czuć ze sobą? (Nie musi to być siłownia, może to być każde inne inwestowanie w siebie, w wygląd, w wiedzę...)

55

Odp: Ekonomia a związek

Sugerujesz, że żyjąc na pustyni samemu robiła byś wszystko dalej tak samo.

No nie wiem, nie wiem.

56

Odp: Ekonomia a związek
hardy_man napisał/a:

Sugerujesz, że żyjąc na pustyni samemu robiła byś wszystko dalej tak samo.

No nie wiem, nie wiem.

Widzisz, a ja uważam, że prawdziwa dama jest nią bez względu na okoliczności smile.

Powiem tak, nawet kiedy jestem chora, sama przez tydzień w domu, nawet jeśli nie czeka mnie żadne spotkanie, nie potrzebuję się nikomu podobać to... chodzę po domu uczesana, mam zrobiony lekki makijaż, a na sobie ładne (choć domowe) ubranie. Kiedy wychodzę do sklepu (zwyczajnie, jak kura domowa smile) też staram się wyglądać nie tylko ładnie, ale i naprawdę dobrze, choć przecież w chwili kiedy pędzę z siatami ziemniaków ostatnią rzeczą na jaką zwracam uwagę jest to czy wyglądam seksownie big_smile. I przepraszam, ale czy w tym przypadku też sugerujesz, że robię to dla kogoś? Czy dla kogoś czytam książkę o tematyce, która kompletnie nie interesuje żadnego faceta, czy to dla tego czy innego faceta zrobiłam studia i wciąż się douczam, czy raczej dla własnego lżejszego i ciekawszego życia? Taka jest bowiem prawda, że robię to wyłącznie dla siebie, robię to co lubię i co jest dla mnie ważne, po to, abym sama ze sobą się nie nudziła i żeby innym ze mną było miło, niemniej to akurat jest produkt wyłącznie uboczny smile. Jestem jaka jestem, inaczej byłabym sztuczna, wtedy nie byłabym sobą, a wyłącznie wyobrażeniem innych o mnie.   

Mam wrażenie, że na siłę usiłujecie nam udowodnić coś, czego udowodnić się zwyczajnie nie da, wrzucacie nas wszystkie do jednego worka, a to przecież nie tak. Rzecz w tym, że każda z nas wypowiada się za siebie, nie chcemy tu uogólniać, generalizować, nie wmawiamy, że wszystkie takie jesteśmy, bo owszem, nie przeczę, są kobiety, które panicznie boją się konkurencji, a sen z powiek spędza im kolejna różowa bluzka, a ja dla odmiany alergicznie nie znoszę koloru różowego wink.

57

Odp: Ekonomia a związek

Heh... dziewczyny - taka myśl przemknęła mi po głowie czytając posty tego wątku.
Czyżby Panowie nie mogli się pogodzić z okrutną dla nich myślą:
"Że to NIE dla Nich to wszystko robimy?" tongue
Sorki Panowie - przede wszystkim dla siebie.

58

Odp: Ekonomia a związek

Widzisz Niekochana, jak my się w tej kwestii świetnie zgadzamy? Raptem kilka postów wcześniej napisałam mniej więcej to samo co Ty teraz smile. No cóż, rzeczywistość bywa okrutna i trudna do zaakceptowania smile. Czyżby ktoś tu jednak zapomniał, że my też mamy ambicje i potrzebę samorealizacji? Dziwne? No to przykro mi bardzo, bo ja akurat mam i tak się składa, że niejeden mężczyzna mógłby się ich ode mnie uczyć. Zresztą to dzięki temu mam też poczucie swojej wartości, nie trzęsę się na samą myśl, że mogę zostać sama, a wokół czai się zła i okrutna konkurencja. Strach nie jest dobrą motywacją, a i ja sama nie chciałabym, aby ktoś starał się dla mnie i o mnie wyłącznie ze strachu.

59

Odp: Ekonomia a związek
Olina napisał/a:

No to przykro mi bardzo, bo ja akurat mam i tak się składa, że niejeden mężczyzna mógłby się ich ode mnie uczyć. Zresztą to dzięki temu mam też poczucie swojej wartości, nie trzęsę się na samą myśl, że mogę zostać sama, a wokół czai się zła i okrutna konkurencja. Strach nie jest dobrą motywacją, a i ja sama nie chciałabym, aby ktoś starał się dla mnie i o mnie wyłącznie ze strachu.

Dokładnie. Powiem więcej - ja otaczam się kobietami, które są silne, niezależne i świadome swojej wartości. Są też po prostu dobrymi ludźmi, więc przez myśl mi nie przychodzi, żeby patrzeć na nie przez pryzmat "konkurencji i zagrożenia".
Uważam, że dopiero wtedy, kiedy kobiety zaczną się wzajemnie wspierać - jest szansa na zmienienie naszej "z lekka upośledzonej pozycji społecznej". I pora, żeby Panowie przestali nas postrzegać jako osoby, których jedynym celem jest zdobycie, a potem zatrzymanie (pewnie jeszcze za wszelką cenę) mężczyzny. Panowie - my mamy wymagania. Wobec siebie i wobec Was. Jak to w zdrowej gospodarce wink
Po co mam się kopać z koniem? Po co zniżać się do poziomu "polującej na cudzego mężczyznę"? I niby to ma być powodem mojego rozwoju? Bardzo to by było SMUTNE, nieprawdaż?

60

Odp: Ekonomia a związek

Dla mojego byłego to, z ręką na sercu, ja się cofałam. Bo nawet jak czytałam książkę (on tylko detektywa) i nie mogłam się oderwać, to był zazdrosny. Był czas, że czytałam ukradkiem (bo nie umiem żyć bez książek) Jak poszłam do pracy, oszalał. Żądał żebym to rzuciła. Kiedy wychodziłam do fundacji, obrażał się, że tracę czas.Gdybym chciała go zadowolić i zatrzymać, nie mogłabym oddalić się od kuchni na więcej niż 5 metrów. Odszedł, bo nie chciałam rzucić pracy. Jak to się ma do Twoich przemyśleń Seducer?
Mi nie wolno było się rozwijać. Jak zrobiłam prawo jazdy, to zareagował jakbym go spoliczkowała. Byłam dumna z siebie, a on nieszczęśliwy...

61

Odp: Ekonomia a związek

Marynarka, to tak jak u mnie. Mój mąż mi ciągle wymawiał, że czytam dużo książek, a nie oglądam z nim jakiegoś durnego programu lub głupkowatego filmu, też zaczęłam to robić pokątnie, aż wreszcie nie wytrzymałam. Co niby mam się kryć ze swoimi zainteresowaniami dla jakiegoś debila, o nie nie. A kiedy powiedziałam, że chce otworzyć własną firmę wyśmiał mnie, ot tak po prostu, że niby nie dam rady, teraz z kolei się podśmiewa, że nie będę potrafiła żyć bez niego. Co za bzdury? Nie wiem, czy dla facetów żona/partnerka to coś na wzór własności, służącej, czy też rzeczy? No tak pewnie my kobiety - w mniemaniu mężczyzn - zawsze mamy być głupsze i mniej zaradne życiowo. Autor wątku to szowinista, który nie chce poznać prawdziwej natury kobiet, cały czas kieruje się stereotypami. Tak myślę.

62

Odp: Ekonomia a związek

Marynarko, Agau, myślę, że mężczyźni postępując w sposób jaki Wy opisujecie, zwyczajnie leczą własne kompleksy. Co więcej, widząc partnerkę/ żonę, która ma ambicje, rozwija się, chce w życiu czegoś więcej niż on sam dla niej przewidział, niejednokrotnie czują się zagrożeni, ale zamiast starać się do niej dobić zawzięcie i z upartością osła studzą jej cały zapał i entuzjazm. Dlaczego? No bo tak jest przecież najłatwiej, prawda?

63

Odp: Ekonomia a związek

Może łatwiej Olina,
ale ja tak nie potrafię. Nie mam wybujałych ambicji, ale jest kilka rzeczy, które po prostu nie są głupie, a ja lubię je robić.
Wolę poczytać niż oglądać film z gatunku - zabili go i uciekł. Lubię poświęcić trochę czasu i energii dla tych, którzy mają naprawdę ciężko w życiu. Lubię robić różne rzeczy, one dają mi przyjemność istnienia. Lepienie pierogów dla wiecznie niezadowolonego chłoptasia to powinna być część ( ważna), ale część mojego życia, a nie jego sens (jedyny). Lubię robić różne rzeczy: dla siebie, rodziny, przyjaciół, ludzi w ogóle.

64 Ostatnio edytowany przez hardy_man (2011-02-14 23:59:10)

Odp: Ekonomia a związek

Tak czytam i jakoś nie mogę się zgodzić, w moim otoczeniu, nie znam faceta, który by blokował swoją kobietę w spełnianiu się, jak patrzę, to każdy jest dumny z osiągnięć swojej kobiety.

Mało tego, ponieważ żyję w środowisku, gdzie moi koledzy oddani są wielu pasjom, i brakuje doby żeby wszystkim się zająć, oni nawet prowokują i zachęcają swoje kobiety, żeby nie siedziały w domach i nie czekały na zbawienie, ale żeby się realizowały.

Musiałyście bardzo źle trafić, to raz, dwa nie wiem jak to się ma do ekonomi.

Odbijacie piłeczkę, każdą następną coraz mocniej, i tym bardziej odnoszę wrażenie, że nie zaglądacie wgłąb siebie przed napisaniem tego, bo jak ja pytam ludzi dookoła, dodam ludzi pewnych siebie, ambitnych, niezależnych, signli, singielki, czy też pary, to każdy przyznaje, że kobieta lub mężczyzna mocno wpływa na starania o samego siebie. Przyznają otwarcie że to ma na nich wpływ, na niektórych nie mały i kłóci mi się z tym co tu piszecie, bo w życiu prywatnym nikt tak uparcie nie twierdził "tylko ja i tylko dla siebie".

Bo chyba czas wyciągnąć wspólne wnioski, rozumiem co chcecie powiedzieć, Wasze podejście, daje poczucie spokoju, wzmacnia psychicznie, mało tego, w pewnym sensie, to też jest dobry wabik na płeć przeciwną, bo chyba każdy się zgadza, że nie ma nic gorszego, niż narzucająca/y się i zakompleksiona/y osoba, po której aż z daleka widać, że usilnie kogoś szuka.

Dlatego pod tym względem, mówienie sobie, "robię to dla siebie" dodaje siły, jasna sprawa, z tym nawet nie polemizuję.

Tyle tylko, że postawa i wysyłanie sygnałów to jedno, a tak schowana wgłąb prawda, to drugie - i o to drugie chyba się rozchodzi, bo przecież, jesteśmy sobie potrzebni, więc ja nie wierzę w to, że można żyć i rozwijać się tylko dla siebie.

Szanuje Wasze zdanie, ale ciężko mi to sobie wyobrazić w praktyce.

65 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-15 00:37:51)

Odp: Ekonomia a związek

Hardy, wiesz może rzeczywiście podstawą naszej różnicy zdań jest to, że mamy jednak sporą różnicę wieku i doświadczeń.
My mówimy o małżeństwie, w którym niestety panowie "przestają się starać" a Ty o wolnych lub nieformalnych związkach, w których byc może Panowie czują jeszcze potrzebę "zyskania w oczach". I nie chodzi mi absolutnie o generalizowania - pewnie to już zmiana pokoleniowa? Taką mam przynajmniej nadzieję...\

My mówimy o "chorych związkach", w których trwa o ironio walka z niezależnością i samodzielnością kobiet.
Bo oni widzą - ona się rozwija, a ja stoję w miejscu. I nie chcą naszego rozwoju, bo sami "nie nadążają".
Dlatego my juz wiemy (oczywiście to nasze subiektywne doświadczenia), że nie warto się rozwijać dla kogoś, czy z powodu podejrzenia "ktoś mi go odbierze" - po prostu nie warto.
Jak będzie chciał odejdzie. Zwróć uwagę, jakie "super sztuki" zostają zdradzone w tak zwanym show biznesie. Czy uważasz, że słabo się starały? Że ich starania cokolwiek by zmieniły?
To zawsze jest wybór osoby, która odchodzi.

Posty [ 1 do 65 z 124 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ekonomia a związek

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026